Ekskursje w dyskursie
niedziela, 13 maja 2018
Jak walczyć z ustawą 447?

PT Blogonauci być może nigdy w życiu nie słyszeli o amerykańskiej „ustawie 447”, zacznę więc od skrótu tego, co o niej sobie wyobraża prawicowy internet: otóż wyobraża sobie, że zgodnie z nią Polska będzie musiała zrekompensować mienie ofiar Holokaustu, które nie zostawiły spadkobierców.

Tak naprawdę owa ustawa jest odpowiednikiem naszych uchwał, którymi parlament zobowiązuje władzę wykonawczą do przedstawienia jakiegoś raportu. W tym wypadku amerykański parlament zwrócił się do Departamentu Stan o informowanie, jak różne kraje rozwiązują ten problem.

Informacje mają być dołączane albo do „Country Reports on Human Rights Practices” (ogłaszanego od 1976), albo do „International Religious Freedom Report” (ogłaszanego od 1998). Uchwała zostawia w tej kwestii wolną rękę władzy wykonawczej.

Ten szczegół - pomijany w prawicowej narracji - wydaje mi się kluczowy. W praktyce przecież owa „ustawa 447” objawiać się będzie dodatkowymi akapitami w raportach, które na temat Polski produkowane są od lat.

Ostatni raport o wolności religijnej pochodzi z 2016. Czytamy w nim m.in.:

The president signed legislation preventing Warsaw public properties, including Jewish-owned properties initially lost during World War II (WW II), from being returned to their precommunist era owners and extinguishing claims after a six-month notice period. According to Jewish and other religious groups, property restitution to religious communities continued to proceed very slowly, with 73 cases resolved out of approximately 3,700 outstanding at the beginning of the year. A prosecutor dropped the investigation of a Catholic priest who referred to Jews as a “cancer” in a sermon commemorating the anniversary of a nationalist political association. The minister of education made comments apparently denying Polish responsibility for the mass killings of Jews at Jedwabne and Kielce during and after WW II, but later stated Poles had committed both attacks.

Poza tym: „Relations with the Roman Catholic Church are determined by an agreement with the Holy See that grants privileges not accorded to other religious groups”, a także:

Protests and demonstrations against immigration often involved anti-Muslim and anti-Semitic messages. The cover of a popular political weekly displayed the dark-skinned hands and arms of three men groping a blonde woman with the caption “Islamic rape of Europe.” In August soccer fans at a train station in Lodz held up a banner with anti-Semitic language and burned Jewish effigies

W raporcie o prawach człowieka w roku 2017 czytamy z kolei:

[The government] introduced judicial reform legislation that drew strong criticism from some judicial experts, NGOs, and international organizations. On July 24, the president signed into law amendments to the common courts law. (...) On July 26, the European Commission issued a rule of law recommendation directing the state to revise the amended law

W świetle powyższego można zrozumieć, dlaczego rząd unika tego tematu. Hasło „działajmy tak, żeby nas chwalili w swoich raportach” było nadrzędnym celem polityki zagranicznej III RP od Skubiszewskiego po Sikorskiego. Bartoszewski dosadnie wyraził to metaforą o „pannie brzydkiej i bez posagu”.

Konkurencyjna metafora o „wstawaniu z kolan” sugeruje zerwanie z tą polityką. Jedno się kłóci z drugim.

Albo możemy być chwaleni w ich raportach, albo możemy iść na rympał olewając je. Z nasłuchów prawicowego internetu wnoszę, że prawica sobie wyobraża istnienie jakiejś trzeciej wersji, że - powiedzmy - Trump powie „OK, wasza islamofobia i/lub antysemityzm może i jest sprzeczna z naszymi konstytycyjnymi wartościami, ale wam wybaczam, bo jesteście z prawicy, jako i ja”.

Może i se wyobraża, ale to po prostu niemożliwe, podobnie jak np. amerykańskie przyzwolenie na ściganie prof. Grossa przez Ziobrę i Jakiego. Piekło zamarznie wcześniej.

Te raporty nie są całkiem bez znaczenia. Adwokat reprezentujący kogoś przed amerykańskim lub europejskim sądem może się na nie powołać np. w sprawie o ekstradycję albo odzyskanie majątku.

Gdybym miał się o to zakładać, postawiłbym Franklina na to, że amerykańskie i europejskie sądy będą przychylać się do takiej argumentacji, w miarę coraz lepszej zmiany i coraz wyższego wstawania z kolan. Uprzedzałem was przed tym, drodzy pisowcy, w notkach z serii „drodzy pisowcy”.

Na walkę z „ustawą 447” jest więc tylko jeden sposób. Budować na świecie zaufanie do polskiego państwa i polskiego sądownictwa.

The exact opposite of what PiS does.