Ekskursje w dyskursie
piątek, 10 marca 2017
Saryusz, Saryusz i po Saryuszu

Lisicki

Dawno z taką radością nie czytałem prawicowej publicystyki i prawicowej blogosfery. PiS poniósł tym razem porażkę, której nie da się już zamaskować tak jak poprzednich - i nagle propagandyści płatni i bezpłatni musieli sobie z tym poradzić.

Jeszcze parę dni temu wierzyli za kłamstwami z reżimowych mediów, że Waszczykowski to Talleyrand XXI wieku i że PiS zadał „morderczy cios” Tuskowi. Potem jeszcze przez chwilę trzymali się absurdalnej nadziei, że uda im się zerwać szczyt, bo premier Szydło go zablokuje, nie wydrukuje wyniku, uzna za nieważny, et patati et patata.

„A może my wybierzmy Merkel jakiegoś Schultza?” - pyta w tytule swojej notki blogger „Mieszczuch7”. I snuje marzenia o odwecie: „Można wyobrazić sobie więc, że Polska wybiera tak samo kandydata innemu krajowi członkowskiemu, że na jakieś stanowisko zostaje wybrany wbrew Hollande'owi jego oponent - Sarkozy albo - jeszcze lepiej - Marine Le Pen (itd.)”

Otóż drodzy pisowcy, gdyby wam się udało coś takiego zrobić, byłoby super. Sam bym wam pogratulował. To by znaczyło, że zamiast swojego klasycznego wymachiwania szabelką w osamotnieniu, nauczyliście się wreszcie skutecznej dyplomacji.

Wasz problem polega na tym, że potraficie robić tylko awantury. To się nie zmieniło, oto blogonotka, w której się z tego chichrałem 10 lat temu.

W odróżnieniu od Was, my przynamniej umiemy oddzielić te dwie kwestie - „czy dane działanie jest słuszne” i „czy dane działanie jest skuteczne”. Wam się to zlewa w jedno.

Skoro Waszczykowski, Zalewska czy Szyszko są „wasi”, to automatycznie będziecie wierzyć w skuteczność ich działań. Rozsądni obserwatorzy uprzedzają od dawna, że niechlujnie przygotowana deforma oświaty zakończy się chaosem, że nieporadne działania Waszczykowskiego sprawiają, że jedynym polskim sojusznikiem jest San Escobar, że Szyszko niszczy przyrodę albo z głupoty, albo z wyrachowania.

Wy nie wierzycie, bo dla was każdy głos krytyczny to głos wroga. No i kończycie jak Macierewicz z Blackhawkami.

Ja was umiem pochwalić za skuteczność tam, gdzie ją widzę .Chwalę na przykład program „500+”. Wiele rzeczy w nim trzeba poprawić (przede wszystkim odtworzyć zasadę „złotówka za złotówkę” - jak ktoś przekroczy próg o złotówkę, powinien dostać 499, a nie zero!), ale nie ulega wątpliwości, że samym wprowadzeniem tego programu, PiS zmienił Polskę na lepsze.

Przeważa jednak klasyczne pisowskie nieudacznictwo, które tak dobrze pamiętam sprzed 10 lat. Przyczyna prawdopodobnie jest ta sama co wtedy - i żartobliwie przedstawia ją „Ucho prezesa”.
Kaczyński nie toleruje w swoim otoczeniu ludzi potrafiących się mu sprzeciwić. Kto powie „Jarek, to się nie uda”, ten wyleci. Widzieliśmy to już wielokrotnie.

Cybernetyka już dawno udowodniła, że sekretem skutecznego zarządzania jest sprzężenie zwrotne. Szef, do którego nie docierają negatywne wiadomości, skończy jak silnik parowy bez zaworu bezpieczeństwa.

Zapożyczyłem tę metaforę z „Dialogów” Stanisława Lema. Lubię ją, bo ona nie wyklucza, że maszyna działająca w taki sposób będzie mogła dokądś tam dojechać. Lem wymyślił ją do opisu PRL, który przetrwał jeszcze 30 lat od „Dialogów”.

Ale taka maszyna prędzej czy później w końcu eksploduje. Poprzednio PiS stracił władzę przez to, że narastająca izolacja skazała ich na niestabilną koalicję z Lepperem i Giertychem.

Teraz niby mają większość, ale to wcale nie jest powiedziane, że ją utrzymają do końca kadencji. Czy nawet do końca roku.

Część polityków PiS po prostu będzie miała dosyć firmowania własnym nazwiskiem i twarzą kolejnych porażek. Popierając rząd, popierasz także niszczenie oświaty, rozbrajanie armii, wstrzymanie inwestycji w infrastrukturę (znów to samo, jak 12 lat temu!), wycinanie lasów.

Mówimy o ludziach na tyle ustawionych życiowo, że nic nie muszą. Jak długo będą to wytrzymywać? A przecież wystarczy, że z klubu parlamentarnego odejdzie 6 posłów - i nie będzie już 230 głosów.

Wtedy pozostanie PiS-owi sformalizowanie nieformalnej koalicji z Kukizem. Ta będzie zapewne równie stabilna, jak tamta sprzed 12 lat.

Obyśmy tylko zdążyli zgromadzić zapasy popcornu.