Ekskursje w dyskursie
wtorek, 01 sierpnia 2006
Uelkam tu Bolanda
Bolanda - tak się nazywa nasz kraj po arabsku (nietrudno się domyślić, że tak jak japońskie Porando, to słowo pochodzi od angielskiego Poland). W internetowym slangu zaczęto jednak używać tego słowa ilekroć chce się podkreślić cywilizacyjne zapóźnienie Polski - Bolanda brzmi przecież całkiem jak nazwa jakiegoś egzotycznego miejsca gdzieś w Trzecim Świecie, w którym w parlamencie z udziałem szamana odbywa się ceremonialne zaklinanie deszczu. Według gugla zresztą naprawdę gdzieś w Kongu jest takie miejsce, z mapy wynika, że to rzut aksamitnym kapeluszem od równika. Doskonale pasuje to do zdań takich jak: „W normalnym kraju takie rzeczy załatwia się do ręki, ale w Bolandzie...” czy „W normalnych krajach budowę autostrad zaczyna się od wylotowych tras z wielkiego miasta, ale w Bolandzie...”.
Była kiedyś duszoszczypatielna piosenka kabaretowa "żeby Polska była Polską". Teraz czeka nas dużo ważniejsza sprawa - żeby Polska nie była Bolandą.
Zielono na czarnym
POKE 53280,0:POKE 53281,0. Kiedyś od takich dwóch poleceń zaczynałem każdy kontakt z komputerem. Commodore 64 domyślnie odpalał się w niewygodnym zestawie kolorów (jasnoniebieska ramka, ciemnoniebieskie tło, jasnoniebieskie literki). Tło i ramkę zmieniałem na czarne a kolor literek na zielony, bo wtedy podłączony do telewizora komodorek wyglądał trochę bardziej jak terminal znakowy u ojca w pracy, na którym zobaczyłem w 1981 roku ciąg liter do dzisiaj robiący na mnie kolosalne wrażenie:

You are standing at the end of a road before a small brick building. Around you is a forest. A small stream flows out of the building and down a gully.
 
To były czasy! No cóż, jestem już w wieku, w którym coraz częściej żyje się wspomnieniami. Internet-szminternet, blogi-szmogi, pisać w tekstowej przygodówce polecenia typu „SAY XYZZY”, to dopiero było coś! 
1 ... 86 , 87 , 88