Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Metafora leminga

Skrin z serialu

W moim bąbelku panują skrajnie przeciwstawne opinie na temat nowego serialu HBO „Ślepnąc od świateł” - jedni zachwyceni, drudzy zniesmaczeni. Nie może zabraknąć mojego głosu w tej debacie - tym bardziej, że chyba rozumiem powody tej rozbieżności.

Zacznę od tego co dobre. Od strony czysto produkcyjnej to serial zrobiony z największym rozmachem w III RP, kasuje nawet najkosztowniejsze superprodukcje PRL.

Efekty specjalne są na poziomie średniej hollywoodzkiej, zwłaszcza pokazana już w pierwszym odcinku sekwencja snu głównego bohatera, w którym Warszawę pochłania biblijny potop. Potem świetnie też zrealizowane jest coś, czego pozornie w ogóle nie da się zrobić (acz uważny widz zauważy tricki montażowe), czyli wielki pożar w centrum Warszawy.

Bardzo dobra jest też ścieżka dźwiękowa, w obu znaczeniach. W różnych scenach brzmią fragmenty utworów klasyki polskiego rocka - Maanam, Lombard, Kult, Siekiera, Breakout, dobrane ze smakiem i a propos. Jest też dużo fajnej elektroniki i do kompletu „Nokturny” w wykonaniu Maseckiego.

Dobre jest też udźwiękowienie - wieloletnia pięta Achillesowa polskiego kina. Tutaj efekty dźwiękowe są na poziomie zachodnim.

Kto ma surrounda, ten parę razy podskoczy od tego, co mu zabrzmi za plecami. Z pietyzmem zrealizowano też odgłosy, dajmy na to, łamania ludziom kości albo wbijania szydła do ucha, bo - zapomniałem dodać - to thriller gangsterski.

I tak przechodzimy do wad. Kuba, główny bohater (debiut Kamila Nożyńskiego) jest handlarzem kokainą, specjalizującym się w obsłudze elit: celebryci, politycy, bananowa młodzież.

Jako drobnomieszczanin - już go nie lubię. To nie jemu kibicuję, tylko antypatycznemu prokuratorowi (Michał Czernecki - gra esesmana w filmie dokumentalnym Borysa Lankosza o Lemie). Chcę, żeby zapuszkował tego dealera razem z wszystkimi jego kumplami i kumpelami.

Jeśli już robimy film/serial o przestępcy, potrzebujemy jakiegoś redeeming factor, czegoś pokazującego lepszą stronę jego oblicza (roślinka Leona Zawodowca). Kuba go nie ma. Z odcinka na odcinek życzyłem mu coraz gorzej.

Serial pokazuje go jako człowieka o ponadprzeciętnej inteligencji, który w mig podejmuje chłodne i racjonalne decyzje. W takim razie, dlaczego w ogóle wybrał karierę dilera dragów? Na co właściwie liczył?

Dojechałem do ostatniego odcinka głównie z nadzieją, że zobaczymy jakieś wyjaśnienie (jak w „Better Call Saul”). Otóż żadnego nie ma. Nie mówcie mi, że to spojler, to przyjacielskie ostrzeżenie.

Raz na kwadrans zdarza się scena znakomita (teledysk „rapera Pioruna”, monolog Więckiewicza o depresji, monolog Pazury o ciężkim życiu celebryty). Ale reszta to typowy polski snuj - bohater snuje się po mieście, bohaterowi coś się śni, bohater o czymś marzy, panorama miasta, panorama niemiasta. Boo-ring.

Domyślam się, że bohater ma być metaforą warszawskiego leminga. Zgodnie ze stereotypem, wszyscy w tym mieście robimy coś, czego nie lubimy i karmimy się marzeniem, żeby rzucić to i wyjechać (główny bohater marzy o Argentynie).

Jeśli metaforą, to nietrafną. W Warszawie trzyma nas Ogólna Przyjemność Życia: knajpy, sklepy, kultura, wiele możliwości zarobku. I bliskość lotniska, z którego zawsze można się do tego Buenos przefrunąć.

Ja nie mogę bez tego żyć, bardzo by mi tego brakowało po przeprowadzce do Mycisk Niżnych. I tak bym stamtąd ciągle jeździł do najbliszego dużego miasta.

Kuba z tego nie korzysta. Lubi muzykę, kolekcjonuje winyle, ale to akurat można wszędzie. Po co mu więc to wszystko? Nie dowiadujemy się.

Sytuacji nie ułatwia to, że grający go debiutant ma charyzmę manekina. To pasuje do pierwszego odcinka, w którym jego rola polega na rzucaniu monosylabami z pokerową twarzą. Ale potem, gdy ma grać jakieś uczucia, po prostu nie daje rady (podobnie jak inni naturszczycy w obsadzie).

Na początku w jego ręce trafia torba z kokainą niewiadomego pochodzenia. Wszyscy wiemy z popkultury czym to się kończy: tropem takiej torby idzie jakiś Anton Chigurh (którego tutaj gra Jan Frycz, jak zwykle przegenialny).

Główny bohater niby ma jakieś opory, ale jednak zaczyna handlować trefnym towarem. Nawet gdybym go polubił, to i tak bym nie żałował, sam się wpakował w kłopoty na własną prośbę.

Podobno to serial z kluczem, w którym sparodiowano jakieś prawdziwe postacie z warszawskich elit. Ja rozpoznałem tylko pierwowzór celebryty, granego przez Cezarego Pazurę, ale nie czytam Pudelka, więc reszty nie kojarzę. Ktoś coś?

wtorek, 13 listopada 2018, wo

Polecane wpisy

  • Fyre!

    Drogie komentatorki, drodzy komentatorzy, ogłaszam film „ Fyre: The Greatest Party That Never Happened ” kanoniczną pozycją. Każdy, kto z jakiegokol

  • Jazz niepodległości

    Skoro kończy się rok stulecia niepodległości, rzutem na taśmę zrobię notkę na bazie artykułu, do którego zacząłem nawet robić risercz, ale ostatecznie go nie do

  • Czaszki, lochy i Neapol

    Stanisław Lem wymyślił „Katar” - powieść o turystach, którzy giną w tajemniczych okolicznościach w Neapolu - z nadzieją, że przejedzie się z małżonk

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/11/13 19:31:43
Swoją drogą polska popkultura jest świetnym dowodem na wszystkie lewackie teorie o kulturze. Bez imigrantów, solidnego wsparcia ze strony państwa za to z solidnymi podziałami klasowymi mamy zwykle gówienko, które czasem czymś zaskoczy. No cóż pozostaje nam czekać aż dorosną dzieciaki hinduskiego kuriera i Ukraińskiej robotnicy.
-
2018/11/13 19:50:14
No ale przecież Kuba nienawidzi tego miasta, mieszka tam (za co płaci grubą kasę, kiedy "taniej byłoby kupić", no ale właśnie nie chce się zadamawiać), bo w tym fachu tylko tam ma sens. Nie rozpoznałem w nim w żadnym razie stereotypu leminga. Czym w końcu jest ta cała sen-czołówka serialu?
-
2018/11/13 19:54:58
"za co płaci grubą kasę, kiedy "taniej byłoby kupić", no ale właśnie nie chce się zadamawiać"

On zdaje się płacił czynsz jakiejś firmie ale miałem wrażenie, że to była firma-słup, żeby tylko nie można go było namierzyć a kasa i tak wracała do niego (zdaniem prokuratora nawet jak na Powiśle płacił za dużo).
-
wo
2018/11/13 20:38:18
@rambler
"Nie rozpoznałem w nim w żadnym razie stereotypu leminga. "

Nie upieram się. To raczej moja rozpaczliwa próba doszukania się w tym sensu.

"Czym w końcu jest ta cała sen-czołówka serialu?"

Marzeniem, żeby szlag trafił to miasto, bo inaczej on się z niego nie uwolni.

@franek
"On zdaje się płacił czynsz jakiejś firmie ale miałem wrażenie, że to była firma-słup, żeby tylko nie można go było namierzyć a kasa i tak wracała do niego (zdaniem prokuratora nawet jak na Powiśle płacił za dużo)."

Zdecydowanie słup - i faktycznie za dużo. Natomiast cała ta kombinacja, że nikt go nie namierzy, jest idiotyczna. Przecież nie zostawia wszystkich komórek gdzie indziej (a paradoksalnie przez to, że dla bezpieczeńswa nosi ich wiele, triangulacja po BTS jest dokładniejsza).
-
2018/11/13 20:48:39
@wo
"Siekiera"

Siekiera leci m.in. podczas sceny, gdy jadą samochodem przez warszawską ulicę i widoczny jest drogowskaz na Puławy - skąd pochodzą członkowie. Dla wtajemniczonych w co innego też pewnie są smaczki.

Serial, mimo tego, że miejscami zbyt obrzydliwy, ma to coś, to "no jeszcze jeden i już idę spać".

Co do gry aktorskiej mam teorię, że zagraniczny producent, bez fapania sobie i swoim lokalnym przyfulasom, surową acz troskliwą batutą pokazał jak wysoko skakać. I skaczą, kruczy wąs.
-
2018/11/13 21:10:12
Przypadkowo obejrzałem jeden odcinek. Drugi. I mnie trochę zamurowało. To powolne tempo, to lubię. Akcja gdzie niby-nic-się-nie-dzieje. Ale wciąga. Świetne sceny muzyczne. Trochę przypominało "Get down" jeśli chodzi o rozmach.

To co kuleje (oglądałem tylko 2. odcinek) to aktorstwo. No po prostu sporo jest drewna. Ale i tak się świetnie ogląda. Na pewno obejrzę w całości.
-
2018/11/13 21:42:43
@naturalucka
"Siekiera leci m.in. podczas sceny, gdy jadą samochodem przez warszawską ulicę i widoczny jest drogowskaz na Puławy."

Hehe, wypasiony slender link. Tam są chyba dwa numery Siekiery, z tego, co spojrzałem - "Jest bezpiecznie" i "Idziemy przez las". Ten pierwszy pewnie do każdej sceny z pozorem bezpieczeństwa i niepokojem w tle by pasował, a ten drugi, to ciekawi mnie, do czego użyty. W sumie ktoś, kto miał kontakt z dilerem, nie tylko od słów może być nietrzeźwym, to wiadomo, ale pewnie to ten musiał lecieć tak "od czapy" w tym aucie. Czy nie zgadłem?
-
2018/11/13 21:50:54
"Jeśli już robimy film/serial o przestępcy, potrzebujemy jakiegoś redeeming factor, czegoś pokazującego lepszą stronę jego oblicza (roślinka Leona Zawodowca). Kuba go nie ma."

Tu chyba tę funkcję miała pełnić starsza pani sąsiadka. No i w pierwszym odcinku nie sprzedał ciężarnej żony tego, któremu połamali ręce.

"Serial pokazuje go jako człowieka o ponadprzeciętnej inteligencji, który w mig podejmuje chłodne i racjonalne decyzje."

Nie wiem na ile to było celowe, ale dla mnie serial robi wrażenie żartu z kliszy, że małomówność bohatera to symptom inteligencji czy innej życiowej mądrości. Im dalej w serial, tym bardziej było widać, że nie jest on taki inteligentny. Nie tylko podbiera towar z torby ale gdy sprawy się komplikują, to jeszcze sam zaczyna ćpać a po tym, jak ktoś mu się włamał na chatę, podejrzewał o to Lubosa i biedną Pazinę, choć przecież już wiedział, że ktoś, kto był w mieszkaniu, zabił też mu sąsiadkę. Nie używałem ale chyba po kokainie nie ma takiego poziomu paranoi.

"Sytuacji nie ułatwia to, że grający go debiutant ma charyzmę manekina. "

Bardziej niż charyzma debiutanta zirytowało mnie, że w drugiej połówce serialu fabuła nabiera tempa bardziej w wyniku działań "hipistera" Malucha, który nagle nie wiadomo za bardzo dlaczego, odkrywa w sobie nutkę gangstera i jest całkiem skuteczny do pewnego momentu, niż działań głównego bohatera. Można było więcej sprawczości dać Dariowi.

"W Warszawie trzyma nas Ogólna Przyjemność Życia: knajpy, sklepy, kultura, wiele możliwości zarobku. "

Pewnie nie bardzo mu chce się chadzać po knajpach czy teatrach, bo wszędzie może spotkać jakiegoś klienta.
-
2018/11/13 22:24:23
@franek
"Nie używałem ale chyba po kokainie nie ma takiego poziomu paranoi."

Akurat chyba dość typowe i nawet potwierdzone badaniami. Ale do konkretnych środków psychoaktywnych i ich działania jeszcze dochodzi przecież konkretna osobowość. Nie widzę w tym opisanym filmowym wątku niczego oderwanego od rzeczywistości.
-
2018/11/13 23:00:06
@franek
"gdy sprawy się komplikują, to jeszcze sam zaczyna ćpać"

Na odwrót, zaczyna jechać na własnym towarze, bo sprawy się komplikują. Zdradzony, okradziony, trup pada, koledzy obijają, szef maltretuje; skończył się złoty nietykalny chłopiec.

No więc tutaj jest ten łuk fabularny, tylko w przeciwieństwie do "Breaking Bad" jest równią pochyłą.
-
wo
2018/11/14 11:49:48
@franek
"Tu chyba tę funkcję miała pełnić starsza pani sąsiadka. No i w pierwszym odcinku nie sprzedał ciężarnej żony tego, któremu połamali ręce. "

Sąsiadkę traktuje instrumentalnie, jako rodzaj ludzkiego alarmu - przy czym wie, że ją naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo. To musi być coś bezinteresownego - Leon niczego nie oczekuje od roślinki w zamian. Już prędzej ta ciężarna konkubina (raczej nie żona?), no ale zasadę "bez przemocy wobec kobiet" narusza praktycznie od razu. A Leon z tą roślinką do końca.

"Im dalej w serial, tym bardziej było widać, że nie jest on taki inteligentny."

Zgoda, ale tym bardziej robiła się z tego opowieść o niesympatycznym przygłupie.

"Bardziej niż charyzma debiutanta zirytowało mnie, że w drugiej połówce serialu fabuła nabiera tempa bardziej w wyniku działań "hipistera" Malucha, który nagle nie wiadomo za bardzo dlaczego, odkrywa w sobie nutkę gangstera i jest całkiem skuteczny"

Czy ja wiem? Przecież działania Malucha też są głupie i właśnie przeciwskuteczne. Przez chwilę ma trochę szczęścia tylko dlatego, że Kuba jest zamroczony, ale Maluch też działa na własną szkodę (zakładam, że to prawda, że ani grosza by nie dostał z ubezpieczenia).

"Pewnie nie bardzo mu chce się chadzać po knajpach czy teatrach, bo wszędzie może spotkać jakiegoś klienta"

No tak, ale co w takim razie go trzyma w wielkim mieście? Jak ktoś tego nie lubi, no to faktycznie - tanie, spokojne życie w uroczym małym miasteczku, albo i wiosce wręcz.

@naturalucka
"No więc tutaj jest ten łuk fabularny, tylko w przeciwieństwie do "Breaking Bad" jest równią pochyłą"

Raczej jakimś e^(-x)
-
2018/11/14 12:50:07
@metafora leminga

Pozwalam sobie wychynąć z lurka. Dzień dobry wszystkim.

Kuba to raczej taki typowy współczesny prekariusz. Przyjeżdża do dużego miasta z jakimiś aspiracjami, żeby być Tfurcą Kultury, lub Bóg wie kim, ale kończy się na handlu proszkiem (koledzy z uniwerka pewnie sprzedają proszek do prania na śmieciówce). Zabezpieczenia socjalnego nie ma żadnego, mobbing, warunki trudne, na kodeks pracy się nie łapie, ścieżki awansu zatkane przez ludzi, którzy zaczęli kariery w latach 90. A wrócić do Zadupowa nie może, bo to przyznanie się do porażki.

Obiektywne talenty głównego protagonisty lub ich brak są właściwie bez znaczenia, bo jakiej decyzji nie podejmie, to prędzej czy później i tak źle na tym wyjdzie. Zaufa nieuczciwemu pośrednikowi - dostanie kosę między żebra, postawi się - sprzątnie go szef. Ćpać zaczyna, jak wreszcie do niego dociera, że nic od niego nie zależy. Skoro nie zależy, to po co się tak spinać.

Przy takiej interpretacji zerowa sprawczość głównego protagonisty nie wynika tylko ze słabości scenariusza, ale jest, że tak powiem, kwintesencją jego prekaryjnego jestestwa.
-
2018/11/14 14:54:37
@ klhs

"Kuba to raczej taki typowy współczesny prekariusz."

Czy jest wyjaśnione w jaki sposób został dostarczycielem dragów dla elit towarzyskich? Bo bez tego opowieść o prostym prekariuszu zmienia się w historię o prostym specjaliście średnio-wyższego szczebla.

Ja uważam, że historia upadku tego drugiego jest potencjalnie ciekawsza, ale takie stanowisko to nie jest prosty prekariusz z Zadupowa.
-
2018/11/14 15:55:46
jak dla mnie to on nie głupieje z odcinka na odcinek, tylko się "uczłowiecza". Z zimnego drania staje się bardziej ludzką wersją samego siebie. Wg mnie poprzez kontakt z Paziną (uczucie go otwiera i zaczyna się podłamywać, plus dziwna relacja z Pauliną) i autorefleksję, że jego działalność jest jednak stricte zła. Nikt nie zwrócił uwagę na jego powracające lęki? A wy zaraz uskuteczniacie rozbiórkę bohaterów w duchu analizy klasowej....
-
2018/11/14 16:27:51
@WO

"Ktoś coś?"

Serial jest oczywistą, dopracowaną w szczegółach, metaforą aktualnej afery taśmowej w KNF. Marzący o Argentynie Kuba to młody prezes KNF z rozrzewnieniem wspominający na ujawnionej taśmie swój wyjazd do Buenos Aires. On to, zaradny i inteligentny, wierzy że wejdzie w destrukcyjny mroczny świat (rządów PiSu) i odniesie w nim sukces. Dba o pozory i zabezpieczenia, lecz gubi go jeden błąd. Wchodzi w drogę rynkowemu potentatowi, gdy wraz z kolegą (Maluchem radcą prawnym z Częstochowy) chcą ugrać swój deal na pakiecie uzależniającego towaru, który wpadł im w ręce (grupie bankowej pełnej portfeli kredytów frankowych). Patronat śmieszno-strasznego Jacka z jego rantem o kobiecej depresji to odwołanie do patronatu prezesa NBP, co to nie lubi "strasznej lewaczki". Seksualne transgresje Dario mają swoje odbicie w fetyszowym wątku "pani w rajstopach", jaki kończy nagranie z KNF. Zresztą łączność obu światów podkreśla nie tylko serial ale i stenogram nagranej rozmowy, który zaczyna się od słów: "- Te są najlepsze, - Pozwoliłem się poczęstować"...
-
2018/11/14 19:24:55
@xntom

jak dla mnie to on nie głupieje z odcinka na odcinek, tylko się "uczłowiecza"

Raczej pęka. On nie pasuje do tego świata od początku (przynajmniej serialu, nie wiemy jak "kariery"). Jak dla mnie serial to taki "Upadek" o Hitlerze, pokazuje ostatnie momenty gościa, który właśnie przegrywa swoją życiową kampanię.

Cała jego postać to jest pogarda dla całego tego jego świata, czego sen-czołówka jest symbolem. On gardzi Stryjem i jego przydupasami, od pierwszych scen, w towarzystwie Jacka z z Dariem chce się tylko zmyć, podobnie gardzi swoimi klientami (nawet jak są seksowną bogatą lalą do natychmiastowego zaliczenia) - on w ogóle nie musi do tych uczuć dojrzewać w trakcie akcji serialu, on taki jest od początku. Po prostu jeszcze przez chwilę jakoś potrafi to zbywać milczeniem, potem już nie (jak akcja "nie bijemy kobiet", po której zalicza kolejny etapik mania przesrane w środowisku).

Jak dla mnie to taka krytyka wielkiego miasta raczej (OK, jego ciemnej strony), które kusi i wciąga, degeneruje i niszczy - Kuba jest błyskotliwy i ma "jaja", mógłby zrobić karierę w korpo, albo we własnym biznesie, ale los skierował go w tę Otchłań...
-
2018/11/14 23:17:52
@awal
"Patronat śmieszno-strasznego Jacka"

Bałeś się jednak trochę, ale ja się nie boję, prezes to Dario: "O czym ty do, Jacek, mówisz do mnie? Ja przyjeżdżam się przywitać, pokazać. Po ośmiu latach".
-
2018/11/15 01:51:35
Wiem, że rzecz o serialu, niemniej książka pod koniec rozjaśnia z jakiego powodu Kuba/Jacek (zmieniono imiona) stał się tym kim jest. Czyta się to poprzez jego retrospekcje, a dodatkowo poprzez rozgryzienie go przez Daria w scenie w willi.
Kuba pochodzi z inteligenckiej rodziny z Olsztyna (czyli to nie aż taka prowincja), w której ojciec, bodajże pisarz/scenarzysta teatralny, krzywdził fizycznie matkę. Kuba miał zostać lekarzem, ale wybrał rolę grania "złego", bo ją odgrywa, aczkolwiek drewniano, co zauważa Dario, a dla pozostałych gangusów wydaje się psychopatą, przez co wzbudza swego rodzaju szacunek. Nie chciał przyjąć na siebie skazy skrzywdzonego dziecka, więc umyślił sobie zostanie "twardzielem". Dario wyczuł, a i wystalkował, ma w rękach nieoszlifowany diament i pierwszym szlifem jest ułożenie puzzli, zaciśnięcie pętli, a na koniec zgwałcenie - aby zabił i nie poszedł swoją drogą. Czarny deszcz, pełne splamienie, kurtyna.
-
2018/11/15 07:36:16
@franek4.6 "Pewnie nie bardzo mu chce się chadzać po knajpach czy teatrach, bo wszędzie może spotkać jakiegoś klienta."

Nawet jest taka scena - kiedy spotyka się z Paziną w jakiejś knajpie przy moście Poniatowskiego.

@inuita - Moim zdaniem to że główny aktor jest taki drzewniany to celowy zabieg. Wyjaśnia się to właśnie w ostatniej scenie z Dariem, Kuba wymyślił sobie rolę złego i odgrywa ją jak potrafi. Oglądamy złego aktora który gra złego aktora.

@wo "Siekiera leci m.in. podczas sceny, gdy jadą samochodem przez warszawską ulicę i widoczny jest drogowskaz na Puławy - skąd pochodzą członkowie. Dla wtajemniczonych w co innego też pewnie są smaczki." Na to w życiu bym nie wpadł. Myślałem że to przypadek, bo Kuba jeździ ciągle w te i we wte po Trasie Siekierkowskiej.

Dla mnie to po prostu historia o nieudanej próbie ucieczki przed otchłanią i złem. Przecież w gruncie rzeczy od początku wszyscy wiedzieliśmy jak ta historia się skończy - nawet jeśli nie od pierwszej sceny na lotnisku to od pierwszej sceny snu... Swoją drogą ciekawe gdzie kręcili te przebitki na puste bloki ( no chyba że to efekty specjalne).
-
2018/11/15 08:36:16
"Nawet jest taka scena - kiedy spotyka się z Paziną w jakiejś knajpie przy moście Poniatowskiego. "

Ale niewiele tego było. On raczej nie korzysta z atutów życia w wielkim mieście. Tylko śpi, ćwiczy, słucha winyli i diluje. A jak ma przerwę między klientami, to spotka się z jedną jedyną kumpelą.

"Wiem, że rzecz o serialu, niemniej książka pod koniec rozjaśnia z jakiego powodu Kuba/Jacek (zmieniono imiona) stał się tym kim jest."

W serialu nie ma tych wszystkich informacji i chyba celowo zmodyfikowano jego background, choć widać to tylko pośrednio. Może zmiana imion to coś więcej. W książce Jacek-diler przerwał studia na ASP. W serialu widzimy we flashbacku jak Kuba poznał Jacka-gangstera. Widzimy go w jakimś dresie, na pewno nie wygląda na prowincjusza w Warszawie, bo oni są bardziej zadbani (been there, done that) i raczej nie wygląda na kogoś, kto poszedł na ASP, nawet jeśli w międzyczasie wyleciał. Wygląda albo na dresa z Pragi albo hipstera ze Zbawixu. Na dodatek mówi, że pochodzi z Mazur a każdy mieszkaniec Olsztyna będzie cię poprawiał, ze Olsztyn to Warmia, nie Mazury (been there, heard that) i Żulczyk ze Szczytna raczej by to wyłapał.

"jak dla mnie to on nie głupieje z odcinka na odcinek, tylko się "uczłowiecza". Z zimnego drania staje się bardziej ludzką wersją samego siebie. Wg mnie poprzez kontakt z Paziną (uczucie go otwiera"

To prawda, on nie głupieje. On cały czas nie był zbyt mądry (czemu nie miał meliny w jakimś Piasecznie na wypadek, kiedy zrobi się naprawdę gorąco?), tylko okoliczności mu dotąd sprzyjały. A Pazina niemal do końca, do zdrady Pauliny, była dla niego second best.
-
wo
2018/11/15 10:30:29
@redezi
"Czy jest wyjaśnione w jaki sposób został dostarczycielem dragów dla elit towarzyskich?"

W serialu to akurat jest wyjaśnione łopatologiczne - w flashbacku niejaki Sikor go rekomenduje Więckiewiczowi ("Jackowi") mówiąc, że Kuba wniesie do organizacji unikalny skill w postaci wielu znajomości w kręgach studencko-artystyczno-bohemicznych. Ale co on właściwie robi w tych kręgach (studiuje?), tego serial nie wyjaśnia.

Scena jest zresztą przekomiczna, bo cała trójka jest w niej wystrojona w Stereotypowe Stroje Gangsterów Z Lat 90.
-
2018/11/15 10:41:17
@wo

Kuba w tej scenie wygląda akurat jak wyluzowany student mniej więcej z 2003 roku. Mnie w tej scenie akurat ubawiła ewolucja gustów kulinarnych Jacka.
-
wo
2018/11/15 10:47:13
@bildjango
"Kuba w tej scenie wygląda akurat jak wyluzowany student mniej więcej z 2003 roku.

Hesus! Jakże-m dumny z tego, że nigdy nie byłem wyluzowany.

"Mnie w tej scenie akurat ubawiła ewolucja gustów kulinarnych Jacka."

Gusty te same, tylko Jacek awansował - i Abdullah (?) awansował. Nazwa lokalu ta sama, Maghreb. Cała ta scena mnie rozbawiła jako przykład do politycznych rozważań z serii "jak ta Warszawa wypiękniała przez te 15 lat", ją zaliczam do tych bardzo dobrych, które w tym serialu są raz na kwadrans (no bo wypięknienie sprowadza się do tego, że ten sam gangster je tego samego kebaba od tego samego Egipcjanina, ale w radykalnie odmiennych okolicznościach).

Z drugiej strony: czy w 2003 już był szał na kebaby?
-
wo
2018/11/15 10:51:48
@klhs
" ścieżki awansu zatkane przez ludzi, którzy zaczęli kariery w latach 90."

Ale to tak nie działa. W Warszawie cały czas są ścieżki awansu dla ludzi gotowych pracować tak jak Kuba - że żadne tam 8 godzin, telefony w dzień i w nocy, pełna dyspozycyjność, żadnego urlopu (jeśli już, to te obligatoryjne fikcyjne po jednym dniu tygodniowo), nie ma to tamto że chore dziecko. Zrobiłby błyskawiczną karierę na pełnym legalu jako handlowiec i miałby nawet takie same BMW, tylko jeszcze lepsze, bo służbowe.

Wrzucę tu anegdotę o koledze, który się musiał wykłócać w firmie, że mu dali służbowego Touarega, a on nie chce takim wielkim klocem, bo po co mu, a oni że na jego szczeblu duży czarny SUV po prostu wynika z tabeli zaszeregowania, na szczęście udało mu się wywalczyć zamianę na Tiguana. Tylko że ja temu koledze niczego tak naprawdę nie zazdroszczę, a już zwłaszcza jego stresów.
-
2018/11/15 10:53:43
czy w 2003 już był szał na kebaby?

Nie wiem jak w Warszawie, ale jako student krakoski 1996-2001 oświadczam, że tam nie tylko był szał, ale w pewnym momencie chyba żadnego innego fastfooda nie dało się dostać (a we Wrocku jednak knysze i pity w tym czasie).
-
2018/11/15 10:59:09
No przecież chamskiego kebsa z browarem zamienił na humusik z bliżej niezyidentyfikowaną pikantną zupką.

To że Jacek jednak za bardzo nie wyewoluował widać najlepiejdopiero w scenie wesela - po tych wszystkich ostrygach Bóg wie skąd, robieniu brzucha i garniturach na miarę lądujemy w zajeździe dla tirowców, jego naturalnym habitacie.
-
wo
2018/11/15 10:59:39
@inuita
Dzięki! W serialu brakowało mi chociaż takiego wyjaśnienia. "Że to wszystko z powodu traumy", to czasami robi za redeeming factor.

@bildjango
"Nawet jest taka scena - kiedy spotyka się z Paziną w jakiejś knajpie przy moście Poniatowskiego"

Azaliż nie jest to legendarne PKP Powiśle? Tylko że on w tych knajpach jest nie wiadomo właściwie po co - nigdy go nie widzimy dobrze się bawiącego. W klubach nie tańczy, w restauracjach nie je (chyba że mu coś wmuszą). Wszędzie tylko zamawia "gazowaną z lodem i cytryną" (a i tak nie dopija). Więc co on robi w tym mieście?

"Przecież w gruncie rzeczy od początku wszyscy wiedzieliśmy jak ta historia się skończy "

No więc stąd moje ogólne rozczarowanie - zero twistu. Oddajcie mi 8 godzin oglądania.

"Swoją drogą ciekawe gdzie kręcili te przebitki na puste bloki "

Na stówkę Prypeć/Czernobyl. Ciągle gdzieś widzę te zdjęcia.

@franek
"Na dodatek mówi, że pochodzi z Mazur a każdy mieszkaniec Olsztyna będzie cię poprawiał, ze Olsztyn to Warmia, nie Mazury (been there, heard that)"

Ale z kolei w finałowej scenie Dario mu recytuje adres jego rodziców - Olsztyn, a ojciec pracuje w jakimś olsztyńskim teatrze, więc to chyba jednak taki sam background.
-
wo
2018/11/15 11:06:43
@billdjango
"No przecież chamskiego kebsa z browarem zamienił na humusik z bliżej niezyidentyfikowaną pikantną zupką"

Chyba jednak nie tyle zamienił, co rozszerzył - gdy chce pokazać Kubie, jak dobrze karmią w Maghrebie, zamawia u kelnerki "po trochę wszystkiego". Nie przychodzi tam tylko na humus raczej chyba.

"To że Jacek jednak za bardzo nie wyewoluował widać najlepiejdopiero w scenie wesela - po tych wszystkich ostrygach Bóg wie skąd, robieniu brzucha i garniturach na miarę lądujemy w zajeździe dla tirowców, jego naturalnym habitacie."

Tak, postać Jacka jest świetnie skonstruowana (choć jednak podejrzewam, że to w większym stopniu zasługa aktora, który ożywił ten stereotyp; podobnie jak zrobili to Frycz, Chabior, Pazura itd.). Ich kwestie, gdyby je po prostu odczytać, brzmiałyby równie sztywno jak to "nie wkurwiaj mnie Pazina" od Kuby.
-
2018/11/15 11:26:48
" czy w 2003 już był szał na kebaby?"

Kiedy w 2004 przyjechałem na studia, dość popularnym był kebab na rogu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, który wygrał jakiś konkurs na "Najlepszego Kebaba 2003". Zakładam więc, że wtedy, szał już był od paru lat.

"Ale z kolei w finałowej scenie Dario mu recytuje adres jego rodziców - Olsztyn, a ojciec pracuje w jakimś olsztyńskim teatrze, więc to chyba jednak taki sam background. "

No tak, i tak bardziej zmylił mnie outfit. Najwyraźniej nie spotkałem zbyt wielu wyluzowanych studentów - kolekcja 2003.
-
2018/11/15 11:39:35
@franek4.6

Kuba ma w tej scenie taki sam look jak Nielat w Pitbullu z 2005 roku.
-
2018/11/15 12:38:54
@bill "Moim zdaniem to że główny aktor jest taki drzewniany to celowy zabieg." Dokładnie tak to odebrałem. Tyle, że wcześniej zapoznałem się z książką.

Przebitki to, jak już gospodarz zauważył: Prypeć.

@franek "Może zmiana imion to coś więcej." Powodu tych zmian nie rozgryzłem.

@wo "W serialu brakowało mi chociaż takiego wyjaśnienia." Kompletnie nie rozumiem dlaczego tak postanowiono, zwłaszcza, że serial dość wiernie odwzorowuje książkę. To wyjaśniłoby sporo widzom na koniec.

Kebaby w Krakowie były od końcówki lat 90 na fali wznoszącej. Niemniej tak ubranych studentów ASP nie spotykałem. Dla mnie to część upozowania bohatera, aby wbić w środowisko.

Serial uważam za dobry (Frycz wymiata), pod pewnymi względami nawet lepszy od książki w której momentami wkrada się grafomania. Natomiast zdecydowanie brak mi o wiele dłuższej finałowej rozmowy w willi, która rzuca światło na wiele ruchów Daria, który dla czytelnika staje się po niej bliski Lecterowi, a w dodatku ma stolicę w kieszeni (tu: kwity na pożyczki dla rządzących).
-
2018/11/15 13:07:43
(Frycz wymiata)

Ta rola jest po prostu genialna. I to najbardziej na początku, zanim się rozwinie postać - te jego atawistyczne berserkery, gość jest autentycznie przerażający. Normalnie aż czułem ulgę, że dzieli nas ekran, bo się go zwyczajnie bałem.
Dzięki tym paru scenom z początku od razu wiadomo, że Dario chował się na osiedlu, w młodości był po prostu najtwardszym dresem w bloku, że jego "kariera" jest całkowicie oddolna.

Przy okazji - był o tym serialu odcinek "Kultury Osobistej" w TOK.FM, jest w podkastach. Tam m.in. mówili gdzie był kręcony (tak, m.in. Prypeć), dlaczego drewniany naturszczyk itp.
-
wo
2018/11/15 20:37:27
@rambler
"(Frycz wymiata)"

Przy okazji notki o "Klerze" pytano mnie, jak sobie wyobrażam "true evil", skoro nie tak jak Gajosa w tym filmie. Otóż tak, jak Frycza w "ŚOŚ". Z nim nie ma rozmowy, nie ma "jakoś się dogadamy", nie ma "ale po co robić scenę, przecież jest przyjemnie, rozmawiamy sobie". To jest czyste zło.
-
2018/11/16 02:43:41
Serialu jeszcze nie widziałem, ale:

@oyala77
"Bez imigrantów, solidnego wsparcia ze strony państwa za to z solidnymi podziałami klasowymi mamy zwykle gówienko, które czasem czymś zaskoczy. No cóż pozostaje nam czekać aż dorosną dzieciaki hinduskiego kuriera i Ukraińskiej robotnicy."

No tak, dlatego monokulturowe i hierarchiczne Japonia i Korea tworzą lichą, hermetyczną popkulturę niezdolną do zdobycia jakichkolwiek odbiorców poza ich granica...oh, wait.
Za to zróżnicowane i pełne migrantów/uchodźców kraje jak Wybrzeże Kości Słoniowej czy Jordan wręcz podbiją świat swymi dziełami!

A może to od czegoś innego jednak zależy?

Co do szeroko pojętego wsparcia państwa mogę się zgodzić, ale błagam, nie zrzucajmy winy za nasze własne niedostatki i zaniedbania na obcych (lub ich brak).

@klhs
" ścieżki awansu zatkane przez ludzi, którzy zaczęli kariery w latach 90."

Tu już gospodarz jak widzę trochę prostował, ale tak, dla osoby bystrej, skorej do dużych poświęceń i na dodatek z giętkim kręgosłupem moralnym bez wątpienia znajdzie się "ścieżka awansu" w warszawskich korporacjach. Jeśli komuś nie w smak korporacje, to choćby na rynku start-upów też krąży tyle pieniędzy, że spokojnie można wyrwać swoją działkę bez dilowania działek.
-
2018/11/16 09:11:23
@wersy2 aj dont fink soł, my dzięki Ukraińcom dopiero zbliżamy się do poziomu Japonii czy Korei. W nipponie mamy gdzieś z milion Koreańczyków, podobną ilość Chińczyków plus w każdym większym mieście to chyba potykasz się o gaijinów. Korea to już w ogóle ostatnio całkiem otworzyła się na multi kulti. Plus dodajmy do tego silne regionalizmy, których nie zaorał komunizm i znacznie mniejsza spójność religijna, zwłaszcza w Korei. Co do hierarchiczności to dude please, przecież to społeczeństwa klasy średniej.
Co do przykładu Jordanii czy wybrzeża kości słoniowej, to one akurat nie, ale pobliskie Izrael, Syria sprzed rewolucji i Egipt gdzie są jeszcze większe podziały, akurat były regionalnymi potęgami pod tym względem. W przypadku Afryki takim krajem jest Nigeria vide nollywod.
-
2018/11/16 09:32:32
@wersy2
Nie wiem, jak mogłeś nie zauważyć potężnej, trwającej od z górą wieku, inwazji kultury zachodniej w Japonii, w każdej właściwie dziedzinie życia, twórczo miksowanej z własną tradycją. I bardzo płodny to jest związek, zgoda.
-
2018/11/16 10:21:05
@wo "jak sobie wyobrażam "true evil", skoro nie tak jak Gajosa w tym filmie. Otóż tak, jak Frycza w "ŚOŚ"."
Z czystej ciekawości zapytam, czy Daria zrównujesz z Lecterem? Pytam, bo chcę wyłapać różnice czytelnik vs widz.
-
2018/11/16 11:22:43
@wersy2

Ja bym tak od razu nie skreślał kultury Wybrzeża Kości Słoniowej, muzyka z tego kraju jest całkiem ceniona w regionie, a jest to region (Afryka Zachodnia) mocno wpływający na muzykę popularną całego świata. Fun fact: Alpha Blondy, mający wielu fanów również w Polsce, jest właśnie z Wybrzeża Kości Słoniowej.
-
2018/11/16 16:05:48
@wersy2
"monokulturowa i hierarchiczna Japonia"

Kultura japońska pozostawała przez wieki pod przemożnym wpływem kultury chińskiej, wiele jej kluczowych elementów - układ miast, architektura, religia (buddyzm), alfabet, literatura dworska etc. było lokalną interpretacją chińskiego wzorca. W epoce nowożytnej kultura ta usamodzielniła się, przy czym najżywotniejsze jej impulsy miały charakter oddolny, antyhierarchiczny np. teatr kabuki wyrósł z popularnych form rozrywki oferowanej w portowych dzielnicach Kioto i Edo. Natomiast światowa kariera japońskiej kultury, zwłaszcza filmu, w XX wieku to wynik tyleż jej wymuszonego kontaktu z kulturą amerykańską jak jej demokratyzacji - przejęcia, jak wówczas w wielu miejscach na świecie, kulturowego przewodnictwa przez młodych inteligentów odrzucających tradycje wiązane z skompromitowanymi wojną starymi elitami; ten rozbrat z przeszłością i oczekiwanie nowego początku przez japońskich "niewinnych czarodziejów" dobrze widać w pierwszych powojennych filmach Kurosawy np. "No Regrets for Our Youth", w kinie europejskim utrwaliły tę atmosferę drugie plany "Hiroshima, mon amour".
-
2018/11/16 16:51:19
@awal111 a propo młodych zbuntowanych japońskich inteligentów, to w ramach ciekawostki dodam, że po wojnie sporą popularnością cieszyli się komuniści (dzisiaj też). Ich bastionem poza młodą inteligencją było jeszcze górniczo chłopskie Hokkaido.
-
2018/11/16 17:52:37
@oyala77

Z któregoś z miasteczek na trasie cesarskiej drogi kurierskiej Nakasendo (polecam wszystkim lubiącym turystykę pieszą, wiem że to nie WO), bodaj z Tsumago, pamiętam salę pamięci poświęconą życiu kulturalnemu ewakuowanej tam zaraz po wojnie grupy inteligentów. Oni tworzyli na tej wiejskiej prowincji teatr, świetlicę, zespół muzyczny itd. (szczegółów i dokładnych przyczyn ewakuacji nie pomnę, były bez wątpienia związane ze zniszczeniami wojennymi w miastach). Zdjęcia te przypominały trochę aktywistów ZMP, a trochę album o odradzaniu się życia kulturalnego w Bizonii.
-
2018/11/16 18:19:43
@awal111 ja słyszałem nawet o lepszych akcjach, jak trochę dojrzeli to często szli w nauczycielstwo i zrywali Japońskie flagi w szkołach. Swoją drogą mimo bogatych lewicowych tradycji to chyba wszystko poszło nie powiem gdzie, Japonia jest rządzona od dekad przez typową azjatycką demokraturę, a społeczeństwo chyba do reszty pogrążyło się w konsumpcji, konformizmie i eskapizmie. Co zresztą łatwo zauważyć po ichniejszej popkulturze vide anime.
-
wo
2018/11/16 19:55:19
@inuita
"Z czystej ciekawości zapytam, czy Daria zrównujesz z Lecterem? Pytam, bo chcę wyłapać różnice czytelnik vs widz"

Z Lecterem można się jakoś dogadać, z Dariem (serialowym) nie.
-
mhh
2018/11/17 00:52:54
@oyala @awal
Jeśli wg waszych kryteriów Japonię można uznać za wielokulturową, to Polskę też. Polska pozostawała przez wieki pod wpływem cywilizacji łacińskiej, kultury słowiańskiej i niemieckiej w różnych konfiguracjach, nie mówiąc o kulturze amerykańskiej w ostatnich kilkudziesięciu latach. A milion Koreańczyków w 127-milionowym kraju to tyle co nic, nawet 1 procent to nie jest.
-
2018/11/17 09:36:58
@mhh ja bardziej zaprzeczam tezie o monoetniczonści japońskiego społeczeństwa. Poza tym akurat japońska popkultura stanowi też dobry przykład dlaczego jednak potrzebujemy większej różnorodności. Mam sporo sentymentu do produkcji made in Japan jednak muszę przyznać, że w porównaniu z tym co powstaje we Francji czy USA jest wyraźnie gorzej. Naprawdę przydałby się im jakiś enki bilal czy will eisner, który siłą rzeczy miałby inne pomysły i doświadczenia niż tanaka nr.1569.
-
wo
2018/11/17 10:09:42
@oyala
Wydaje mi się, że masz tezę, której nie sposób potwierdzić ani obalić, bo na bardzo upartego nawet Korea Północna może się okazać wieloetniczna (wszak pozostaje pod silnymi chińskimi wpływami). Ja też ostrożnie skłaniam się do tego, że multikulturalizm dobrze robi także kulturom dominującym (czymże Francja bez swoich Bilalów i Aznavourów!), ale to raczej intuicja niż coś, czego można dowieść.
-
2018/11/17 10:39:54
@wo znaczy, ja się nie upierałem przy wielokulturowości Japonii, po prostu zwracam uwagę, że to nie jest aż tak jednolite społeczeństwo. Co do mulitkulturalizmu i wpływu na kulturę, to rzeczywiście bardziej kwestia intuicji, ale coś jest na rzeczy skoro dajmy na to w stanach gdybyśmy się ograniczyli do dzieł samych wasp to nie jest źle, ale jednak wyraźnie gorzej. Po prostu dominujące grupy jakoś mniej ciągnie do zabaw w kulturę bo firma po ojcu, a nawet jeśli jednak w to idą to najbardziej traumatycznym wspomnieniem jest była dziewczyna i mamusia, która nie miała czasu, więc tłuką coś w stylu nie ma fal.
-
2018/11/17 11:56:14
@kebaby
Kojarzę co najmniej od 1997, a od 2000 pracowałem vis-a-vis punktu z kebabem w centrum miasta i dość regularnie braliśmy na lunch.
-
wo
2018/11/17 15:56:32
@oyala
"ja się nie upierałem przy wielokulturowości Japonii, po prostu zwracam uwagę, że to nie jest aż tak jednolite społeczeństwo."

Jasne, ale wszystkie argumenty za tezą "Japonia nie jest aż tak jednolita" można w fafnasób zastosować wobec Polski, więc wyjściową tezę szlag trafia.
-
2018/11/17 23:09:03
to co odróżnia Japonię od Polski, to że ten cały "kulturotech" (czyli synergia przemysłów kultury i technologii), który u nas sobie chłopcy wymyślili w marzeniach sennych jako sposób na cyckanie kasy z budżetu na głupie patriotyczne animacje, w Japonii działa od lat.