Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Czaszki, lochy i Neapol

Czaszki

Stanisław Lem wymyślił „Katar” - powieść o turystach, którzy giną w tajemniczych okolicznościach w Neapolu - z nadzieją, że przejedzie się z małżonką na koszt wydawcy. Nie pozwoliło mu na to zdrowie, więc napisał z wyobraźni.

Odbyłem wędrówkę szlakiem alternatywnej powieści, którą Lem by mógł napisać, gdyby zobaczył to miasto. Dla pełni wrażeń wynająłem samochód (zaprawdę: „zobaczyć Neapol i umrzeć” to nic, „przejechać i przeżyć”, to dopiero wyzwanie).

Miasto założyli Grecy, rozbudowali Rzymianie, którzy wytyczyli siatkę ulic dzisiejszego centro storico. Stojące tam dziś budynki mają piwnice pochodzące z czasów antycznych.

Na zdjęciu satelitarnym zobaczycie na przykład w centrum dziwnie kolisty układ ulic (wpisać: San Paolo). Budynki stoją tu na dobrze zachowanym greckim teatrze, który częściowo jest dostępny dla zwiedzających.

Ikoniczny obraz Neapolu, z praniem wiszącym nad wąskimi uliczkami, to renesansowa dzielnica hiszpańska. Do dziś jest niebezpieczna i concierge w hotelu uprzedzi, żeby się tam nie zapuszczać po zmroku.

Dolną krawędź tej dzielnicy wyznacza via Toledo, reprezentacyjny deptak, pełen knajp i butików. Wieczorem turysta czuje się tam dziwnie, bo idzie rozświetloną, gwarną ulicą, ale w bok odchodzą mroczne przecznice.

Czasem na horyzoncie widać światła kolejnej knajpy. Zaryzykować?

Jak daleko można się oddalić od via Toledo? Wyobrażam tu sobie dialog z tym kryminologiem-statystykiem z „Kataru”.

Zafascynowały mnie dwa kościoły, które mogłyby pasować do fabuły. Jeden z nich to Cappella Sansevero.

Książę Sansevero, odpowiedzialny za jej dzisiejszy kształt, był postacią ważną dla włoskiego Oświecenia - masonem, alchemikiem, libertynem i wynalazcą. Podobnie jak - tuszę - większość moich komcionautów, ogólnie identyfikuję się ze spuścizną Oświecenia, ale tego północnego, z Humboldtem, Kantem, Lockiem i Smithem.

Ludzie Oświecenia w Hiszpani i we Włoszech byli tak porypani,  że może i już bym wolał poczciwych jezuitów. Kaplica Sansevero szczyci się czymś w rodzaju rzeźbiarskiego komiksu, w którym pokazana jest masońska mistyczna droga duchowego samodoskonalenia.

Jedna z najsłynniejszych rzeźb to „Il Disinganno” - „Porzucenie złudzeń” (pamiętacie „iluzje i deluzje” pod koniec powieści?).

Postać na tej rzeźbie rzekomo uwalnia się z krępującej ją sieci. Ale miałem wrażenie, że się w te sieci dobrowolnie sama zaplątuje, co przypomina tą scenę, w której główny bohater sam siebie skuwa kajdankami (oraz: metaforę Odyseusza z „Dialektyki Oświecenia”).

Z interpretacji tych rzeźb można ukręcić fabułę a la Dan Brown. I mógłby to zrobić któryś z bohaterów...

Jeszcze większym odkryciem był dla mnie kościół Santa Maria delle Anime del Purgatorio, w pewnym sensie zaprzeczenie tamtego. To siedziba kultu czaszek, oficjalnie zakazanego przez Kościół w 1969, ale nadal uprawianego (to Neapol, tu się nie da tak po prostu „zabronić”).

Kult polega na założeniu, że dusze ludzi, którzy nie mieli poprawnego pochówku, są zawieszone gdzieś między naszym światem a zaświatami. Dlatego mogą nam służyć za pośrednika - zaprzyjaźniona czaszka prędzej wysłucha naszych modlitw, niż jakiś odległy i zapracowany święty, nie mówiąc już o Jezusie.

Na marginesie mody na Ferrante: to bardzo neapolitańska postawa, że nie ma co liczyć na odległą sprawiedliwość sądu czy policji, trzeba znaleźć opiekuna gdzieś blisko.

Formalnie w kościele działa muzeum. Po kupieniu biletu zostajemy wpuszczeni do zakrystii, w której nie ma nic ciekawego. To już lepsze muzeum jest w zakrystii katedry w Lublinie (#polecasie).

Dopiero na naszą wyraźną prośbę, że chcemy zobaczyć podziemia - pani odczepia aksamitną linę, niczym selekcjoner w klubie. I po krętych, kamiennych schodach schodzimy do innego świata.

Lądujemy w katakumbach, w których urządzono zaimprowizowane kapliczki. Niektóre są wyłożone kafelkami, mają własne oświetlenie, świeże kwiaty.

Tu spoczywają czaszki, zaadoptowane przez wyznawców kultu. Są oczyszczone, czasem leżą na aksamitnych poduszkach.

Szczęściary! Piętro niżej w ossuarium leżą porzucone stosy czaszek i kości ofiar zarazy z XVIII wieku (nie można tam zejść, ale można zajrzeć).

Wyznawcy składają czaszkom dowody swojej pielgrzymki (zazwyczaj to po prostu bilety na zbiorkom, czasem na pociąg dalekobieżny), drobne datki i kartki z prośbami. To krępujące, bo te kartki każdy może przeczytać - to prawie jak zaglądanie innym ludziom do ich intymnych myśli.

Największym kultem jest otoczona czaszka Łucji, która według legendy, zmarła jako panna młoda w dniu ślubu. Uważana jest za patronkę młodych par.

Nie wolno tam robić zdjęć. Ukradkiem fotografowałem - ale nic nie wrzucę. Ilustruję zdjęciem przedstawiającym oznakowanie WEJŚCIA do kościoła (i znów: formalnie to tylko jakieś dziecięce bazgroły, nie ma się do czego przyczepić...).

Kartka na samym wierzchu: „CIAO LUCIA. MÓDL SIĘ ZA NAS. POZDRAWIAMY CIĘ DZIŚ WSPÓLNIE (dwa podpisy). Data z wczoraj.

Jak nie rozumiem religii, tak rozumiem lęk młodej pary - czy nam się uda? Mam 50 lat, widziałem wiele rozwodów małżeństw, które początkowo były jak z pocztówki - i trochę okrągłych rocznic par, za które nikt na początku by nie dał trzech groszy.

Życie mówi więc nam tyle, co Chuck Berry w piosence spopularyzowanej przez „Pulp Fiction”: „C'est la vie - said the old folks - it goes to show you never can tell”.

W tych najważniejszych sprawach - czy małżeństwo się uda, czy dziecku się powiedzie w życiu, jesteśmy bezradni jak starożytni. Modlitwa do czaszki będzie równie skuteczna jak porady kołczinogowo-parentingowe.

Wychodząc, możemy od tej samej pani kupić symbole kultu - przypinki i drobną biżuterię z czaszką albo z liczbą „85”.

Dlaczego 85? Bo Neapol, podobnie jak inne włoskie regiony, ma swoją kabałę - smorfia napoletana. Liczby 1-90 mają w niej swoją symbolikę. 85 to czyściec.

Od tego zupełnie odleciałem. To byłby świetny wątek w „Katarze”. Recepcjonista wręczający turyście klucze do pokoju numer 85... denat analizujący swoją datę urodzenia, numer paszportu, numer karty kredytowej, numer wynajętego samochodu by odkryć, że całe jego życie było drogą, która się kończy tu, w czyśću, którym jest pewien pensjonat w Neapolu...

Rzeźby z San Severo też mają numery i można je analizować kabalistycznie. Według kabały, „porzucenie złudzeń” to „hańba”...

Ciekawe, czy Lem by coś z tego wykorzystał. Ale i bez tego „Katar” jest znakomity.

Niech czaszki będą z wami!

sobota, 24 listopada 2018, wo

Polecane wpisy

  • Jazz niepodległości

    Skoro kończy się rok stulecia niepodległości, rzutem na taśmę zrobię notkę na bazie artykułu, do którego zacząłem nawet robić risercz, ale ostatecznie go nie do

  • Metafora leminga

    W moim bąbelku panują skrajnie przeciwstawne opinie na temat nowego serialu HBO „Ślepnąc od świateł” - jedni zachwyceni, drudzy zniesmaczeni. Nie mo

  • Heros korpoludków

    Zmęczony dysputą teologiczną, znów napiszę coś o popkulturze. Tym razem o Jo Nesbo, bo odczuwam niedosyt pisania o nim zawodowo. Postaram się nie spojlerować, b

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/11/24 16:54:18
k.o.
"giną w tajemniczych okolicznościach w NeapolU"

Lem to by się jednak nie bawił w żadną numerologię, to zupełnie nie w jego stylu.
-
wo
2018/11/24 17:09:10
@maciek
(1) dzięki! (2) on nie, ale bohaterowie "Kataru" błądzą po omacku i chwytają się różnych desperackich wyjaśnień...
-
2018/11/24 17:30:25
Dzięki za świetny tekst. Miło poczytać o Włoszech z innej perspektywy niż japiszona/kobity w średnim wieku, którzy odkrywają radość życia i swoje prawdziwe ja.
-
2018/11/24 17:33:42
@wo

Musiałaby to być postać w rodzaju tego zwariowanego nieszczęśnika, Philippa Douglasa (PhD) Laserowitza, czyli postać 3 planu którą narrator wspomina anegdotycznie z pobłażliwym współczuciem.
-
2018/11/24 18:00:02
Byliśmy w Neapolu na początku listopada, mieszkaliśmy w wynajętym apartamencie w środku dzielnicy hiszpańskiej. Najpóźniej wracaliśmy przed północą, wciąż było całkiem dużo ludzi, mieszkańców czy turystów.
W tych mrocznych uliczkach od Via Toledo było mnóstwo wspaniałych trattorii i pizzerii, wybieranie miejsca na kolację było trudne tylko dlatego, że był tak duży wybór.
Polecam następnym razem zboczyć z turystycznej pułapki Via Toledo.
-
wo
2018/11/24 18:06:30
@maciek
"Musiałaby to być postać w rodzaju tego zwariowanego nieszczęśnika, Philippa Douglasa (PhD) Laserowitza, czyli postać 3 planu którą narrator wspomina anegdotycznie z pobłażliwym współczuciem"

Jasne jasne, o kimś takim myślę. Nie wchodzę w detale, bo MOŻE ktoś nie czytał...

@oyala
"odkrywają radość życia i swoje prawdziwe ja."

Ja już dawno je odkryłem - to przynudziasty wygodnicki starszy pan z brzuszkiem, co to najlepiej się czuje przy steku i karafce wina.
-
2018/11/24 18:32:38
Swoją drogą spotkałem się z teorią, że popularność Włoch wśród turystów, szczególnie tych zza oceanu wynika z konserwatyzmu. Na ulicach Neapolu czy Rzymu masz mniejsze szanse na to, że wyskoczy ci jakiś punkowiec czy natkniesz się na klub z paniami do towarzystwa rodem z Amsterdamu.
-
2018/11/24 19:50:05
@wo
To bez wątpienia moja prywatne szajba ale dla mnie to było trochę niesprawiedliwe, że odkrycie złożonych struktur samopodobnych (tak obrazowo przedstawionych w "Solaris") przypisuje się wyłączenie Mandelbrotowi. Predykcyjny aspekt pisarstwa Lema jest realny; to nie tylko to sentencjonalne: "Lem o tym pisał już dawno" rzucane z naciskiem w gronie wtajemniczonych. Muszę jednak przyznać, że nigdy nie miałem na to twardego dowodu. Szkoda więc, że Lem nie zobaczył tego co Ty, bo może dzisiaj toczono by spory o to czyim nazwiskiem ochrzcić rzuconą przez Mistrza na kartach alternatywnego "Kataru" liczbę, może nie 85, a niewymierną 4,669201609... Jak jednak czytam, ciągle lemiana oddają światu kolejne swoje tajemnice więc jeszcze jest jakaś nadzieja.
-
2018/11/24 23:05:44
Opowieść o czaszkach w Neapolu przypomniała mi ten kawałek z "Trzech panów w łódce": www.literaturepage.com/read.php?titleid=threemeninaboat&abspage=66&bookmark=1

I would not even see that, so he fired his last shot. He drew near, and whispered hoarsely:

"I've got a couple of skulls down in the crypt," he said; "come and see those. Oh, do come and see the skulls! You are a young man out for a holiday, and you want to enjoy yourself. Come and see the skulls!"

Then I turned and fled, and as I sped I heard him calling to me:

"Oh, come and see the skulls; come back and see the skulls!"


I to chyba też jakoś obrazuje różnicę pomiędzy Północną i Południową Europą.
-
2018/11/24 23:42:13
@czaszki
Pokazywano ten dziwny obyczaj w "Mondo cane" ale wtedy wydawało mi się to na tyle dziwaczne, że myślałem, że reżysera poniosła fantazja.
-
2018/11/25 06:51:32
Czytając uświadomiłem sobie, że niespecjalnie znam historię oświecenia w hiszpańskim wydaniu. Czy Pan Redaktor, bądź inny życzliwy komcionauta, byłby w stanie naprowadzić na tytuł odpowiedniej pozycji, gdzie można doczytać?
-
wo
2018/11/25 11:10:56
@oyala
"Na ulicach Neapolu czy Rzymu masz mniejsze szanse na to, że wyskoczy ci jakiś punkowiec czy natkniesz się na klub z paniami do towarzystwa rodem z Amsterdamu."

To jakaś bzdura. Prawdopodobieństwo napotkania punkowca jest takie same, a właśnie w Neapolu i w Rzymie prostytucja jest uprawiana otwarcie na ulicy.
-
2018/11/25 12:05:08
@wo bardziej chodzi mi o takie stereotypowe postrzeganie tego kraju. Tak patrząc popkulturą to Amsterdam czy Berlin są właśnie epicentrum alternatywy i w ogóle sex, drugs i rock'n'roll do którego przyjeżdżają studenciaki. Italia kojarzy się z wesołymi, serdecznymi katolikami, którzy mają super żarcie i gdzie przyjedziesz z rodziną.
-
2018/11/25 12:29:20
W sumie owo poszukiwanie "bliskiego" opiekuna kojarzy się to trochę z kultem Santa Muerte w Meksyku.
-
2018/11/25 12:47:13
@wo: "Czasem na horyzoncie widać światła kolejnej knajpy. Zaryzykować?"

Zdecydowanie tak! Concierge w hotelu ostrzegał, bo dziś dzielnica hiszpańska to jest po prostu AirBnB Central i pobyt tam opłaca się bardziej niż w jakimkolwiek hotelu. Jest bezpiecznie przed i po zmroku, do tego właśnie tam znalazłem najlepsze knajpy w Neapolu: od steków z borowikami i świetnym winem po uliczne trattorie, gdzie boska pizza smażona w głębokim oleju z dużym piwem to jedyne 3.5 ojro. Do tego załapałem się na uliczną imprezę urodzinową, gdzie lokalna gwiazdka pop dawała koncert o północy. Starsi ludzie obserwowali z balkonów, młodsi bawili się na ulicy. Tylko wjazd samochodem to horror - ale to samo centrum, do promu na Capri kwadrans piechotą, więc po co samochód? Ogólnie, poleca się.
-
2018/11/25 13:09:33
@wo
"takie samo" (w ramach k.o.)

@Oświecenie hiszpańskie
Ciekawe byłoby wiedzieć w jakim stopniu np. postać księcia Velasqueza Potocki stworzył na podstawie autentycznej osoby z którą się zetknął w Hiszpanii. Na temat śladów hiszpańskiego Oświecenia w "Rękopisie..." Gospodarz miał osobną notkę:

wo.blox.pl/2009/03/Pod-szubienica-braci-Zoto.html
-
2018/11/25 13:38:47
@oyala77

Popularność Włoch bierze się raczej z ogromnej różnorodności (co kilkanaście kilometrów masz mikroregion z własną kuchnią, czasem architekturą, zwyczajami), nagromadzeniem zabytków oraz potężnym działaniem włoskiej kultury.
W kraju, gdzie włoskie pochodzenie od mniej więcej 30-40 lat jest powodem do dumy a nie wstydu, to jest jednak domyślny kraj, kiedy myślimy o podróży do Europy.
Dodajmy do tego, że Włosi są gościnni, bo praca w usługach (w przeciwieństwie do USA) jest traktowana jako całkiem nobliwe zajęcie. Nawet w Polsce widać niesamowitą poprawę jakości usług w gastronomii czy sprzedaży, odkąd trochę ucywilizowano rynek pracy.
-
wo
2018/11/25 13:42:39
@jakubjot
"Do tego załapałem się na uliczną imprezę urodzinową, gdzie lokalna gwiazdka pop dawała koncert o północy. "

No i właśnie dlatego mogę sobie po takim miejcu owszem, pospacerować, ale spać chcę jednak w nudnym, przewidywalnym sieciowym hotelu. Rozumiem, że są ludzie, dla których impreza za oknem o północy to atrakcja - dla mnie coś, przed czym się w podróży usiłuję uchronić.

No i jednak potrzebny mi był parking.

@zasm
"Czy Pan Redaktor, bądź inny życzliwy komcionauta, byłby w stanie naprowadzić na tytuł odpowiedniej pozycji, gdzie można doczytać?"

Dołączam się. Nie czytałem dedykowanej książki na ten temat, acz np. postać hrabiego Olavideza fascynowała mnie z powodów okołopotockich (ale czytałem o nim w książkach "ogólnohistorycznych").

@oyala
"bardziej chodzi mi o takie stereotypowe postrzeganie tego kraju. "

Kto tak postrzega, ten się strasznie natnie.
-
2018/11/25 14:28:51
No możliwe, że macie rację ja też nie jestem jakoś super obeznany z tematem. Tylko jednak dziwna sprawa, że niezależnie o jakich czasach mówimy Włochy były obiektem uwielbienia konserwatywnych grup (arystokracja wszelkiej maści, amerykańscy turyści itp). Plus podziwianie Włoch ma też mocno konserwatywny charakter vide te całe skupianie się na renesansie jakby nie istniała sztuka po da vincim.
Co do Włoskiego oświecenia dziwne, że jeszcze nikt nie wspomniał o Cagliostro. Wręcz podręcznikowy przykład tamtego nurtu i jego pokręcenia.
-
wo
2018/11/25 21:04:27
@oyala
"Włochy były obiektem uwielbienia konserwatywnych grup (arystokracja wszelkiej maści, amerykańscy turyści itp)"

To też jakaś bzdura - zawsze (w nowożytności) były obiektem uwielbienia także rewolucjonistów wszelkiej maści - anarchistów, demokratów, komunistów, karbonariuszy itd. Kolega chyba inspiruje się jakimiś bardzo selektywnymi źródłami (o ile nie wyobraźnią).
-
2018/11/26 09:44:01
@WO
"Jedna z najsłynniejszych rzeźb to "Il Disinganno" - "Porzucenie złudzeń"..."

Z wielu lat kontaktów z Włochami (reprezentującymi przeważnie akademicką klasę średnią, ale też niekiedy okolice biznesowych i politycznych elit) wyciągam przede wszystkim wniosek o silnie hierarchicznej kulturze, gdzie własną wyższość lub cudzą niższość okazuje się na wiele wysublimowanych sposobów: gestem, żartem, ironią, pominięciem lub groteskowym wyolbrzymieniem. Nie-Włochów nie pojmujących tej gry, w tym zwłaszcza Amerykanki zachwycone "radością życia" na toskańskiej wsi, traktuje się z pobłażliwością jako swoiste kulturowe dzieci: proste umysły nie rozumiejące złośliwości żartu i goryczy skrytej pod słoneczną fasadą. Dopuszczenie do tego wewnętrznego włoskiego świata jest możliwe, wymaga jednak pewnej asymilacji i okazania "zdolności honorowej". Sam takiej inicjacji dostąpiłem (choć mocno na wyrost), gdy żegnając w małym włoskim gronie kolegę przechodzącego na wysokie stanowisko w rzymskiej instytucji, sprezentowałem mu wyszperany plakat filmowy "Roma citta aperta". Kolega ów przekazał potem, że w jego nowym środowisku ambicją całej kadry kierowniczej jest posiadanie pozłacanego kluczyka do własnej toalety. Toczą się w tej sprawie wyrafinowane podchody i gry. Brak kluczyka skazuje na dyshonor korzystania ze wspólnej toalety dla "plebsu". By tej moralnej męki uniknąć, niektórzy korzystają z toalet wyłącznie na mieście...

Ponieważ aktualnie Włochy występują w mediach głównie w kontekście budżetu i długu publicznego, dodajmy: ich problemem jest nie tyle dług, co brak wzrostu, tj. wskaźnik wzrostu PKB zawsze wyraźnie niższy niż średni dla strefy euro. To wynik głównie zatomizowanej struktury gospodarki, opartej o regionalne, rodzinno-klanowe firmy, konkurencyjne niemal jedynie w branżach kontynuujących tradycje manufakturowe (typu ubrania, produkty luksusowe). Włochy z ich wolnym wzrostem i wynikającymi z tego problemami: bezrobociem młodych, zapóźnieniem infrastrukturalnym itp. to realizacja autarkicznej wizji "repolonizacji" snutych przez PiS-technokratów, na szczęście u nas wciąż raczej teoretycznie.
-
2018/11/26 10:04:34
Bardzo przyjemnie się czytało :)
Nie chciałbym tutaj broń Boże narzucać tematów, ale przyjemnie by było częściej czytać jakieś teksty związane bardziej z kulturą/podróżami itp. (tak, wiem, jak można zmonetyzować to nie wrzucam na bloga).
Jakaś playlista może?
-
2018/11/26 14:40:06
"(o ile nie wyobraźnią)." jeśli taki jest alternatywny tytuł Janko muzykanta, gdzie masz pokazanych typowych szlachciurów wracających z Włoch to jak najbardziej. Zresztą kaman, muszę ci przypominać motyw amerykanki odkrywającej radość życia wśród wesołych, żyjących rodzinnie katolików, kolego od popkultury?
-
2018/11/26 17:40:49
@awal

...własną wyższość lub cudzą niższość okazuje się na wiele wysublimowanych sposobów: gestem, żartem, ironią, pominięciem lub groteskowym wyolbrzymieniem...

By zrozumieć Włochy i Włochów, warto czytać Umberto Eco. Te gesty czy mimikę fajnie opisuje w Wahadle Foucaulta, choć tam to zawęża, o ile dobrze pamiętam, do Piemontczyków, ale to też coś o nich mówi. Często sami się nie rozumieją.
Nasz gospodarz wspominał o rewolucjonistach wszelkiej maści. To mamy w Cmentarzu w Pradze plus jako bonus spiskowa teoria dziejów (widać Włosi też mają swoje szajby smoleńskie, czyli jesteśmy w domu), choć i w Wahadle gro akcji toczy się w knajpie, aż buzującej rewolucją.
-
wo
2018/11/26 18:03:31
@oyala
" Zresztą kaman, muszę ci przypominać motyw amerykanki odkrywającej radość życia wśród wesołych, żyjących rodzinnie katolików, kolego od popkultury?"

Niech se kolega Anonimowy Uosiu raczej przypomni motywy rewolucjonistów, anarchistów, komunistów itd., również obecne w dziełach literackich, filmowych itd.
-
2018/11/26 18:05:12
"To mamy w Cmentarzu w Pradze plus jako bonus spiskowa teoria dziejów (widać Włosi też mają swoje szajby smoleńskie, czyli jesteśmy w domu),"


Temat na pierwszą stronę też gra śmiercią Mussoliniego, Latami Ołowiu i Glado.
-
2018/11/26 20:40:08
Byłem tylko przez chwilę i służbowo, więc nie miałem okazji "napawić" się miastem.
Ale przy okazji rzucam ciekawą sugestię, dotyczącą nielemowskiej i dość wiekowej fantastyki dzijeącej się w okolicy: "Nasza Pani Radosna czyli dziwne przygody pułkownika Armii Belgijskiej Gastona Bodineau".

Kumpel kupił w antykwariacie, z pieczątką Biblioteki Żydowskiej nie-pamiętam-już-gdzie.

Pozdrawiam, i wracam na pozycje pasywno-obserwacyjne.
-
2018/11/27 14:26:24
@watsonus
"wiekowej fantastyki dzijeącej się w okolicy"

W okolicy w zasadzie tak, ale w dość odległej przeszłości. Prawie cała akcja toczy się w Pompei przed wybuchem Wezuwiusza. Bohaterowie w Neapolu współczesnym (tzn. międzywojennym) spędzają ledwie kilka dni przed podróżą w czasie.
Nie wiem, czy jakakolwiek redakcja może załatwić stypendium na taką podróż.
-
2018/11/28 13:24:02
KO: "Piętro niżej w ossuarium, w którym leżą bezładne stosy czaszek i kości ofiar zarazy z XVIII wieku"