Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Heros korpoludków

Zmęczony dysputą teologiczną, znów napiszę coś o popkulturze. Tym razem o Jo Nesbo, bo odczuwam niedosyt pisania o nim zawodowo.

Postaram się nie spojlerować, bo chcę przemówić do tych, którzy się zastanawiają, czy warto zaczynać przygodę z Jedenastoma Grubymi Cegłami. Ale mile widziana będzie Kompetentna Dysputa z udziałem tych, co je znają.

Otóż warto - bo nordycki thriller to jak niegyś szwajcarski zegarek. Kraj pochodzenia to znak jakości. A Jo Nesbo w tym gatunku to mistrz nad mistrze. Jak on pisze thriller, nie ma wuja w fiordzie.

Mistrzostwo wypracowywał stopniowo. W cyklu o Harrym Hole dwa pierwsze tomy są przeciętne, dopiero od trzeciego widać geniusz.

Przeciętne jak na nordycki kryminał - a więc nadal dobre, w końcu gdyby się źle sprzedały, nie byłoby zamówień na następne. Czytanie od początku jest więc jedną z opcji.

Przemawia za nią to, że te powieści są podatne na spojlery. W TYCH POWIEŚCIACH KAŻDY MOŻE ZGINĄĆ.

Tu nie ma takiej licencji jak w innych kryminałach, że - dajmy na to - sympatyczny sidekick albo odwieczny antagonista musi dożyć następnego tomu. U Conan Doyle’a śmierć doktora Watsona czy inspektora Lestrade'a byłaby nie do pomyślenia.

Jo Nesbo by ich nie tylko zabił, ale jeszcze rozegrał to fabularnie. Przez trzy tomy Holmes by szukał zabójcy Lestrade’a i odkryłby, że to Watson (itd.)

Kilka powieści zmierza w kierunku, którego logicznym zakończeniem byłaby śmierć Harry’ego. Już to, że nadal żyje, jest spojlerem. Sama lista bohaterów jedenastego tomu spojluje poprzednie dziesięć.

Ja zacząłem od „Pierwszego śniegu” (2007). To siódma powieść o Harrym Hole i najlepsza w całym cyklu, jeśli chodzi o klasyczny thriller o seryjnym mordercy.

Mówiąc krótko, NAPRAWDĘ SIĘ BAŁEM. To nie byle co, wytrącić ze zblazowania takiego wypalonego krytyka jak ja.

Powieść niestety ma kiepską adaptację. Jeśli ktoś oglądał film, to nie zdziwi mnie jego reakcja typu „nie rozumiem, o co tyle szumu”. A z kolei wszystko ma tak zaspojlowane, że nie wiem, czy teraz ma sens czytanie książki.

Najwybitniejszy literacko wydaje mi się tom trzeci „Czerwone gardło” (2000), ale ten jest z kolei najbardziej odległy od konwencjonalnego thrillera. Narracja toczy się się równolegle we współczesnej Norwegii (gdzie Harry Hole śledzi neonazistów planujących zamach terrorystyczny) i podczas drugiej wojny światowej, wśród ochotników Waffen SS na froncie wschodnim.

W dużej części jest to więc panoramiczna powieść wojenna, której akcja przenosi się spod obleganego Leningradu, przez wojenny Wiedeń do bombardowanego Hamburga. Narracji wojennej towarzyszy pewna zagadka, która łączy się ze współczesnym śledztwem, a w finale Wszystko Się Wyjaśnia.

Dwie pierwsze powieści pisane było z zastosowaniem narratora w trzeciej osobie, ale jednak subiektywnego (wiedzącego tyle, ile wie Harry). W „Czerwonym gardle” pisarz po raz pierwszy użył narratora wszechwiedzącego, który celowo zwodzi czytelnika.

Te narracyjne gry stały się specjalnością prozy Jo Nesbo. Dzięki nim może pokazywać sceny samych zbrodni, z punktu widzenia ofiary lub sprawcy.

Te sceny najsilniej zapadają w pamięć. Po pewnym czasie z trudem sobie przypominasz, kto właściwie był zabójcą, ale dokładnie pamiętasz ostatnie minuty życia jakiegoś nieszczęsnego Svena Umlautssona, plastycznie opisywane przez kilkadziesiąt stron.

Przyjemność z czytania literatury sensacyjnej częściowo polega na tym, że pozwala nam względnie bezpiecznie rozważać najważniejsze pytanie, jakie w ogóle możemy sobie zadać (i dlatego go unikamy): jak będą wyglądały moje ostatnie minuty.

Szpital? Własne łóżko? Kartonowe pudło pod mostem? Koziołkujący samochód? Ruiny bombardowanego miasta?

Wiadomo jedno: nie padniemy ofiarą seryjnego mordercy, który planuje zbrodnie tak, żeby się układały na mapie Oslo w pentagram (tom piąty, 2003). Zawsze-ć to jakaś pociecha.

Z różnych wypowiedzi Jo Nesbo wynika, że swojego wypalonego detektywa wymyślił w Australii (tam się dzieje akcja pierwszego tomu, „Człowiek nietoperz”, 1997), do której wyjechał odpocząć od zawrotnych sukcesów, które odnosił jako finansista i gwiazdor muzyki pop. Wydawca zamówił autobiografię, a dostał thriller.

Jeśli to prawda, to powieści o Harrym są jakby tęsknym listem miłosnym do pozycji klasowej na naszym ulubionym szczebelku MMC, z którego Jo Nesbo odfrunął hen hen, ku wyżynom celebryctwa ok. 35 roku życia. Ale tęsknił, bo do niewątpliwych zalet MMC należy to, że możesz spokojnie sączyć piwo U Schroedera i żadna cholera nie będzie ci robić zdjęć.

Już od pierwszego tomu zwrotne momenty często dzieją się na zebraniach albo podczas ploteczek przy służbowym ekspresie z kawą. W jednej z powieści ten ekspres zresztą... ale miało nie być spojlerów.

Od drugiego tomu („Karaluchy”, 1998) antagonistami Harry’ego są nie tylko przestępcy, ale także karierowicze z rządu i z policji: utrudniający mu śledztwo i manipulujący nim dla swoich celów. Detektyw nie umie lub nie chce grać w ich grę, jego interesuje tylko złapanie zabójcy.

Harry Hole jest więc spełnieniem marzeń każdego korpoludka. Czy to w cztery oczy, czy to na zebraniu, zawsze potrafi szefowi szczerze wypalić, co o tym wszystkim myśli, zupełnie nie dbając o karierę.

Ta więc powinna się skończyć już w pierwszym tomie - i w pewnym sensie tak jest. Na początku widzimy Harry’ego odsuniętego od śledztw i zesłanego do Australii, żeby tam zniknął ludziom z oczu i wykonał papierkową robotę związaną z transportem zwłok norweskiej obywatelki.

Dziesięć tomów później widzimy Harry’ego od dawna poza policją, ale nakłonionego szantażem do rozwikłania śledztwa, z którym policja nie może sobie poradzić. Nie liczyłem, ale książki, w których Harry Hole prowadzi rutynowe śledztwo w ramach regularnych obowiązków, są chyba w mniejszości - zazwyczaj go przekupują/zmuszają/okłamują, a on coś i tak robi po swojemu.

Głównym karierowym problemem Harry’ego jest nawet już nie jego wieczna niesubordynacja, ale alkoholizm (właściwie za to go wywalili na samym początku). Przez większość książek jest tzw. niepijącym alkoholikiem, ale zazwyczaj mamy choć jedną scenę, w której Harry pęknie i popłynie.

Czekamy na te sceny tak, jak w „Panu Samochodziku” na kolejną demonstrację możliwości wehikułu. Zazwyczaj są epickie, przy czym nie ma tu w ogóle „glamoryzacji” nałogu, przeciwnie, cały czas wszechwiedzący narrator podkreśla, że Harry bardzo przy tym cierpi.

Za nas wszystkich, siedzących cicho na zebraniach.

czwartek, 18 października 2018, wo

Polecane wpisy

  • Metafora leminga

    W moim bąbelku panują skrajnie przeciwstawne opinie na temat nowego serialu HBO „Ślepnąc od świateł” - jedni zachwyceni, drudzy zniesmaczeni. Nie mo

  • Amerykański sen w Albuquerque

    Dawno nie było na blogu nic o popkulturze, bo fejs to świetny format do bieżących rozmów o serialach, grach, muzyce, książkach itd. I tylko o polityce wolę tuta

  • Zimna wojna

    „Zimną wojną” Pawlikowskiego byłem zachwycony, podobnie jak wcześniej „Idą”. Skoro na mojego bloga zaglądają pisowcy, postanowiłem zamia

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/10/18 16:42:47
KO:
będą wyglądały moje ostatnie
inspektora Lestrade'a
-
wo
2018/10/18 18:37:33
Tradycyjne wyrazy wdzięczności, etc. etc.
-
2018/10/18 20:31:54
Czyli Bałwana nie uratował nawet sam Fassbender?
-
2018/10/18 20:39:39
Jestem fanką serii o Harrym. Lubię takie postacie - wyraźne, pełnokrwiste, z problemami, ale też własnym wyraźnym kodeksem moralnym. Pierwszy Śnieg był tym rodzajem książki, której nie chcesz czytać po zmroku, będąc samemu w domu. Pamiętam, że czytałam w takim napięciu, że zdarzyło mi się kilka razy spojrzeć ze strachem za siebie ;) Okropnie dobre jest studium alkoholizmu Harryego - cały czas miotałam się pomiędzy skrajnymi uczuciami wobec tej postaci - od współczucia po irytację i złość - ogarnij się wreszcie! Niektóre opisy zbrodni były tak wstrząsająco szczegółowe, że chwilami zastanawiałam się, co autor ma w głowie...
-
2018/10/18 21:07:23
Ni diabła nie rozumiem fascynacji Jo Nesbo i jego kryminałami. Przeczytałem kilka (dwa, może trzy, ale to chyba z nudów) i wymiękłem. Jakoś alkoholik będący Bondem do n-tej potęgi jest dla mnie niestrawny. Biedny Syzyf, któremu zawsze pod górkę, zawsze wygrywa psim swędem, niejako przypadkiem, ku pokrzepieniu serc. Bajeczka dla dzieci mocno podlana makabrycznym sosem. Właściwie budzi tylko i wyłącznie irytację od drugiego tomu, pierwszy jakoś się czyta, bo człowiek ma nadzieję, że może coś ciekawego wyczyta.

Poza tym ten pomysł nachlanych, niezbornych herosów (zawsze wyzywających siebie samych od głupków i kretynów), którym wszyscy podstawiają nogi, wykrywających zbrodniarzy 54 zmysłem alkoholika jest tak oklepany, że już chyba bardziej odkrywcze rzeczy znajdzie się u Coelho. Aż mi się zamarzył kryminał o normalnym policjancie kryminalnym wykonującym po prostu swoją robotę (Fargo! Chyba muszę to znowu zobaczyć).

Żeby nie było, że hejtuję kryminały, to taki na przykład Pendergrast był bardzo elegancko przegięty, choć ostatnia część już nie dawała rady. Właściwie każda seria kryminalna, z którą się zetknąłem szybko pożerała własny ogon. Czasami tak prędko, że nawet pierwszej książki nie dało się przeczytać. W sumie trochę przyzwoitych kryminałów przeczytałem, ale już nie pamiętam co to było, w końcu to jest rozrywka, a nie literatura warta zapamiętania.

No, ale może korpoludki takich bohaterów potrzebują, cholera wie, ktoś to w końcu, poza szanownym gospodarzem, kupuje. Ja wypożyczam, gdy mam ochotę przeczytać coś rozrywkowego.
-
2018/10/18 23:14:56
naduzyty_kwantyfikator

"Przeczytałem kilka (dwa, może trzy, "

"Poza tym ten pomysł nachlanych, niezbornych herosów (zawsze wyzywających siebie samych od głupków i kretynów), którym wszyscy podstawiają nogi, wykrywających zbrodniarzy 54 zmysłem alkoholika jest tak oklepany..."

No chyba dwa pierwsze tylko, przecież tam jest cała gama postaci z policji (cała trylogia Oslo), które mają własne śledztwa, własne machloje, politykę i nie są głupi.
Mamy media, burmistrzów, biznesmenów - to się wszystko zazębia jak w przekładni Rohloffa, tej jedenasto biegowej. Widzisz trybiki, ale nie wie w którą stronę zakręci się to dziewiąte małe kółeczko
-
2018/10/19 01:21:18
No i po co było mi czytanie tej notki? ;) Za pierwszym razem poddałam się po pierwszych dwóch akapitach, eeee, Nesbo... wokół stada ludzi to czytają, a ja jestem w kategorii "kryminał" półanalfabetką.
Za drugim podejściem do zielonych literek z każdym zdaniem czułam, jak łykam haczyk. No to czeka mnie przygoda. Po to było mi czytanie tej notki.
-
2018/10/19 07:08:31
@naduzyty_kwantyfikator
"Aż mi się zamarzył kryminał o normalnym policjancie kryminalnym wykonującym po prostu swoją robotę"

Komisarz Martin Beck z serii napisanej przez Sjowall&Wahloo. 10 genialnych tomów o normalnej robocie, może w ostatnim ciutkę odlecieli.
-
wo
2018/10/19 09:06:36
@naduzytykwantyfikator
" Aż mi się zamarzył kryminał o normalnym policjancie kryminalnym wykonującym po prostu swoją robotę"

Przecież takich jest procentowo chyba nawet więcej, u nordyków choćby Wallander, wręcz archetypalny rutyniarz. Z polskich autorów polecam Chmielarza, Konatkowskiego i tegoroczny debiut, "Dom bez klamek" nieznanego mi bliżej Pasierskiego.
-
2018/10/19 09:23:16
"powieść niestety ma kiepską adaptację"
No a jaka powieść oprócz "Dyzmy" ma dobrą?! :)
-
wo
2018/10/19 10:57:07
"No a jaka powieść oprócz "Dyzmy" ma dobrą?! :)"

Suaby trollink, 3/10
-
2018/10/19 11:19:13
@rpyzel: "to się wszystko zazębia jak w przekładni Rohloffa, tej jedenasto biegowej"

Czternastobiegowej. Jedenaście biegów to ma ten szajs od Shimano, po co to komu.
-
qba
2018/10/19 16:57:09
Nie czytałem żadnej książki Jo Nesbo, a do teraz w ogóle byłem przekonany, że Jo to jest ona a nie on. Jestem natomiast od kilkunastu lat korpoludkiem i nie mam takich marzeń, co więcej, znam niezbyt wiele osób, które je mają. Więc nie każdego.
-
wo
2018/10/19 17:47:22
@qba
"Jestem natomiast od kilkunastu lat korpoludkiem i nie mam takich marzeń, co więcej, znam niezbyt wiele osób, które je mają. "

Nigdy nie zetknąłeś się dilbertowskim "pointy haired bossem"? CO TO ZA KORPO?
-
2018/10/19 21:30:36
Problem w tym że wszyscy pointy haired bossowie jakich w życiu spotkałem mieli horyzonty oscylujące w najlepszym razie wkoło piłki nożnej albo wędkowania, gdzie im tam do tak intelektualnych rozrywek. Jakoś żadnego nie widzę by w ogole czytał jakiekolwiek książki. Fajnie musi być w Agorze że takie masz skojarzenia
-
wo
2018/10/19 22:51:35
@embercadero
Przecież nie chodzi o marzenia pointy-haired bossów (oni pewnie marzą po prostu o kolejnej premii), tylko o marzenia nas, ich podwładnych. Żeby być jak Harry Hole, wstać i im wygarnąć, wyjść trzaskając drzwiami.
-
qba
2018/10/20 03:47:03
@wo

Nie, że nigdy, ale faktycznie dość rzadko. Ale nie w tym rzecz - szefowie się zmieniają; dziś jest taki, jutro inny, pojutrze ty sam zrobisz coś, po czym twoi pracownicy nie będą szczęśliwi (jak mówi korporacyjne powiedzenie, if you want to make people happy, dont be a manager, sell ice cream). Kwestia perspektywy. Po co od razu trzaskać drzwiami?
-
wo
2018/10/20 11:11:14
@qba
"jak mówi korporacyjne powiedzenie, if you want to make people happy, dont be a manager, sell ice cream"

Ale dlatego właśnie część z nas (np. ja) po prostu w ogóle nie aspiruje do bycia menadżerem. I antagoniści Harry'ego - jak pisałem w notce - to często są właśnie karierowicze, tzn. policjanci, których marzeniem jest zostanie szefem policji (albo i ministrem spraw wewnętrznych, to mniej więcej temat ostatniego tomu).

O jednym z nich wszechwiedzący narrator mówi mniej więcej tak: "kierownictwo go ceniło, bo od kiedy został szefem wydziału, jakość śledztw się radykalnie poprawiła (głównie dlatego, że sam już żadnego nie prowadził)". Jak mawia niezrównany Aleksy Uchański, "wszyscy dla niego pracowaliśmy".

"Po co od razu trzaskać drzwiami?"

W przypadku takich zwyczajnych korpoludków rzeczywiście wszystko jest po nic (co świetnie wykorzystują prześmiewcze fanpejdże typu "Wiesławiec Deluxe"). Świat nie zauważy tego, czy wyrobiłeś cele sprzedażowe, świat ma gdzieś wszystko co robisz ty i twoje korpo. W przypadku Harry'ego jest bardzo konkretne "po co" - wychodzi z bezproduktywnego zebrania trzaskając drzwiami, żeby złapać zabójcę.
-
2018/10/20 12:04:49
Och, jak ja nie potrafię sobie wyobrazić wakacji na plaży bez skandothrillerów! :) Wprawdzie do rozgrzanego słońcem piasku, szumu fal i szczebiotu pluskających się dzieci najlepiej pasuje Camilla Lackberg (zapewne częściowo z racji osadzenia fabuły na letniskowym zadupiu, a częściowo z racji -- jakby to ująć? -- śladów telenowelowej estetyki w jej sadze...), ale Jo Nesbo to mocny numer drugi, szczególnie jak cykl o Harrym Hole czytać od pierwszych dwóch części, gdzie w roli teatralnych dekoracji występuje czy to Sydney, czy to Bangkok. Być może to dzięki tym wakacyjnym skojarzeniom mi najbardziej podobają się pierwsze tomy, choć oczywiście i "Czerwone gardło", i "Pierwszy śnieg" też są świetne; najmniej podobało mi się "Pancerne serce", trochę za bardzo idące w kierunku "zabili go i uciekł" -- no i gdy dowiedziałem się, że jabłko Leopolda jest tylko fikcyjnym narzędziem tortur wymyślonym przez Mistrza na potrzeby powieści, poczułem się tyleż dotknięty, co oszukany...

Poza byciem pisarzem i eks-korpoludkiem Jo Nesbo jest też muzykiem i wspinaczem, czego ślady odnajdujemy w dokładnie każdej części cyklu. Ślady muzyczne są łatwe do namierzenia, w zasadzie można powiedzieć, że poszczególne kryminały wyposażone są w ścieżkę dźwiękową, gdzie czytelnik ma podaną na tacy plejlistę komisarza Hole, a to, że mały Oleg indoktrynowany jest kasetami Slipknot jest doprawdy urocze. Ślady wspinaczkowe są na ogół bardziej subtelne: widzimy wprawdzie, jak Mikael Bellman razem ze swoim padawanem wspinają się po godzinach nie tyle na sztuczną ściankę, ile na szczyty własnych ego, ale warto zapoznać się też z tekstami słuchanych przez Hole'a kawałków, szczególnie tych, przy których tytułach zadajemy sobie pytanie "skąd ten Nesbo to wytrzasnął?".
-
2018/10/20 13:21:25
@ "Od drugiego tomu (Karaluchy, 1998) antagonistami Harryego są nie tylko przestępcy, ale także karierowicze z rządu i z policji: utrudniający mu śledztwo i manipulujący nim dla swoich celów."

Jeszcze lepiej, karierowicze z rządu i z policji okazują się często kryminalistami sensu stricto, czasem nie wiadomo czy nie gorszymi niż ścigani przez Harry'ego zbrodniarze. Duo Bellman&Berntsen jest cudowne.

U innych autorów cenię detaliczną precyzję w opisach miejsc, przepisów prawa czy np. broni (kiedyś posprawdzałem Lee Childa, wszystko literalnie się zgadzało), a u Nesbo jakoś nie przeszkadzają różne mniej lub bardziej zmyślone artefakty, np. pewne doustne narzędzie zbrodni, czy ważna dla fabuły broń.

Swoją drogą, znajomi Norwegowie oprowadzający mnie po Bergen jakoś nie byli zachwyceni, że pytałem głównie o miejscówki związane z Nesbo.
-
wo
2018/10/20 13:27:47
@w.wozniak
" broni (kiedyś posprawdzałem Lee Childa, wszystko literalnie się zgadzało)"

Byłem u niego w gabinecie. Lee Child ma nad biurkiem swoją karykaturę, wyciętą z jakiejś gazety - przedstawia zamyślonego pisarza, jakby niezadowolonego z tego, co właśnie napisał, z dymkiem: "and then Jack Reacher fired from some unspecified weapon".
-
wo
2018/10/20 16:05:44
@w.wozniak
" Duo Bellman&Berntsen jest cudowne. "

Zastanawiałem się, czy nie wyciąć - bo miało nie być spojlerów, a przecież Bellman ma literalnego cliffhangera w "Pancernym sercu" (w sensie, hangowania z cliffa). Ale jak już o nich wspominasz to dodam, że to nie do końca prawda, że nie poznajemy marzeń pointy haired bossów. Wszewiedzący narrator opisuje nam m.in. marzenie Bellmana o drogim zegarku i marzenie Berntsena o Audi Q7. Poza tym oczywiście Bellman marzy o tece ministra, a Bertnsen o żonie Bellmana...
-
2018/10/20 17:28:35
W wersji audio, gdy czyta Mariusz Bonaszewski, jest również bardzo bardzo!
-
2018/10/20 19:38:17
Dodajmy, że "Karaluchy" jako książkę oceniłem tak sobie, ale słuchanie tego w wersji audio z Bonaszewskim, Szycem, Stenką, Lindą i Więckiewiczem itd. to ogromna frajda.
-
2018/10/21 09:51:01
@ WO
"Przecież takich jest procentowo chyba nawet więcej, u nordyków choćby Wallander, wręcz archetypalny rutyniarz."

Do tego taki porządny, że jak raz odwala Harry'ego Hole i jedzie autem po pijaku to jest problem z zawieszeniem niewiary :-)

"Wszewiedzący narrator opisuje nam m.in. marzenie Bellmana o drogim zegarku i marzenie Berntsena o Audi".

Tak, to w ogóle bardzo dobre fragmenty, jak Nesbo pokazuje aspiracje i marzenia różnych, nawet dwu- i trzeciorzędnych bohaterów, w dodatku z różnych pozycji społecznych. Ciekawe i wiarygodne socjologicznie, dobrze mi się sklejają z badaniami nt. Norwegów jakie czytałem/o których słyszałem. Podobne wrażenia miałem z czytania Jensa Lapidusa, gdzie wątek klasowy był w ogóle w centrum opowieści.

Ale jakoś rzeczy poza cyklem o Harry'm nie podeszły. I chociaż czekam na nowe i kupuję zaraz po premierze (audiobooki czytane przez Bonaszewskiego wychodzą na szczęście równolegle do papieru), to jednak Nesbo jakoś pod koniec pierwszej dziesiątki żyjących. Co stwierdziłem przeglądając w ramach prokrastynacji półki i foldery. Na pierwszym jednak wciąż Ian Rankin, bez konkurencji, odkąd nie ma Mankella.
-
wo
2018/10/21 12:50:31
@w.wozniak
"Tak, to w ogóle bardzo dobre fragmenty, jak Nesbo pokazuje aspiracje i marzenia różnych, nawet dwu- i trzeciorzędnych bohaterów, w dodatku z różnych pozycji społecznych."

Kiedyś szukałem wyjaśnienia powiedzonka "Elo Wale Wiadro", życzliwe dusze na fejsie mi wyjaśniły i oczywiście okazało się, że to jest opis dzieciństwa Bellmana na blokowisku pod Oslo! (chyba w "Pancernym sercu", tam mają najwięcej szczerych pogaduszek z Harrym).

"Ale jakoś rzeczy poza cyklem o Harry'm nie podeszły."

Mam tak samo i przypuszczam, że Nesbo kupuje mnie właśnie kwestiami klasowo-społecznymi, przy czym nie chodzi właśnie o to, że opisuje samą tylko twardą proletariackość, ale ma mnóstwo mikroportrecików i makroportretów postaci typu "spadkobierca dynastii armatorów", "ubogi sklepikarz", "blokers walący wiadro", "dziennikarz-celebryta" itd.

Brak tych kwestii z kolei sprawił, że nigdy nie podszedł mi Rankin, tam jakoś tak wszyscy są z grubsza na tym samym poziomie.
-
2018/10/21 17:24:15
@ WO
"że nigdy nie podszedł mi Rankin, tam jakoś tak wszyscy są z grubsza na tym samym poziomie."

Yep. Chociaż wątek klasowy się pojawia, zresztą trudno by go nie było w tym archetypicznie klasowo-feudalnym kraju. A i pojawia się ładnie w kontekście migracji poakcesyjnych, szczególnie z naszej części Europy i szczególnie jak det. Rebus odkrywa swoje polskie korzenie. Ale najbardziej trafia w mój soft spot dla Szkocji i nieco chorą fascynację brytyjską polityką.

A jak Michael Connelly? Seria i seria o Boschu?
-
2018/10/21 20:14:00
Dzięki za zwrócenie uwagi na pewne szczegóły konstrukcyjne, które mogą umknąć, gdy się słucha, a nie czyta. Kupuję takie przedstawienie społeczeństwa, mniej wiarygodny w tych tematach był dla mnie Larsson.
(Mam nadzieją, że nie dostanę bana za takie wyznanie).
Nie zwróciłem uwagi na wątki wspinaczkowe, ale duże wrażenie zrobiło na mnie studium alkoholizmu. Uczciwe. Nordycki typ. Chyba niezręcznie dociekać, czy to też zna(ł) z własnego doświadczenia.

Zastanawiam się, jak mogłem wozić własne dziecko w wózku i słuchać, co kto komu obciął itp. itd.
-
wo
2018/10/22 14:06:48
@w.wozniak
"A jak Michael Connelly? Seria i seria o Boschu?"

Wstydzę się przyznać, ale nie znam; skoro rekomendujesz...?
-
2018/10/22 16:56:05
Rekomenduję bardzo, warto chyba zacząć od serialu, świetnie oddaje klimat książek. Dla Ciebie może być szczególnie ciekawe, bo znasz Los Angeles, a Connelly to taki David Simon od LA.
-
2018/10/22 22:55:51
@Truls B.
Kołacze mi się po głowie, że marzył o Audi Q5, ale to oczywiście nitpicking.

@skąd Jo Nesbo zna temat alkoholizmu
W jakimś wywiadzie mówił o przyjacielu, ale to jest tak realistyczne, że może alter ego?

@Harry Hole
IMHO wybitne jest zakończenie Upiorów. Nigdy nie czytałem kryminału, który by mnie tak poruszał jak ten dramat (nie chce spoilowac). Potem trochę osłabło, Policja sprawia wrażenie trochę na siłę.

@klasowe smaczki
W którymś tomie rzucona jest taka szydera, że ta cześć Oslo była tak stara i bogata, ze nie wypadało mieć bramy na pilota lub podobnie.