Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Szlachetny mobbing

Zacznijmy od scenki obyczajowej. Oto grupa przyjaciół umówiła się na grilla, ale okazuje się, jeden z nich, nazwijmy go Cześkiem, zapomniał rozpałki.

Widząc, że nici z grilla inny, nazwijmy go Grześkiem, wybucha wyzwiskami. Szydzi z Cześka, przypomina mu, że nie pierwszy raz tak nawalił, używa różnych niemiłych określeń.

Czesiek czuje się winny, ale też potraktowany niesprawiedliwie. Tydzień temu umawiali się na skrabla, Zdzisiek zapomniał planszy i nikt się go wtedy nie czepiał!

Wszystko kończy się awanturą. Czesiek wraca sam do domu.

Od dłuższego czasu awantury z Grześkiem przyprawiają go o bezsenność.
Leży na łóżku i snuje ruminacyjne monologi. Obwinia siebie o to, że jest taki beznadziejny („co ze mną jest nie tak? dlaczego znów o czymś zapomniałem?”). Ale też jest zły, że przyjaciele Zdziśkowi wybaczają gorsze rzeczy.

Z powodu niewyspania następnego dnia łamie nogę! [smutna muzyczka Preisnera]

Czy Grzesiek ponosi jakąś odpowiedzialność za bezsenną noc przyjaciela? W sensie prawnym - żadnej. W sensie moralnym - też niekoniecznie.

A teraz skomplikujmy sprawę. Wszystko pozostaje tak jak wyżej, poza jednym: ten grill nie był organizowany dla rozrywki, tylko w ramach działalności gospodarczej Grześka, dla jego klientów. Czesiek i Zdzisiek to jego pracownicy (niezależnie od tego, że koledzy).

Wszystko teraz wygląda inaczej. Cała ta sytuacja wyczerpuje kodeksową definicję mobbingu:

„...działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”.

Czy Czesiek udowodni to w sądzie, to osobne pytanie. Ponieważ tak się składa, że jestem demiurgiem i wszechwiedzącym narratorem Uniwersum Rozpałki, to po prostu wiem, że Grzesiek się go czepiał „uporczywie i długotrwale”.

Ustawodawca w 2004 roku dodał przeciwdziałanie tak definiowanemu mobbingowi do rozdziału „obowiązki pracodawcy”, gdzie są też inne punkty, jak „kształtowanie w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego” oraz „stosowanie obiektywnych i sprawiedliwych kryteriów oceny”.

W sprawach związanych z mobbingiem często spotykamy się z myleniem relacji towarzystkich z relacjami służbowymi. Słychać to np. w wypowiedziach obrońców ks. Stryczka, a także samego księdza, który porównał pracę dla niego do „ekstremalnej drogi krzyżowej”, na której ludzie dostają wycisk, ale sami się na niego godzą.

W udzielanych wcześniej wywiadach (na przykład dla money.pl) ksiądz deklarował explicite, że nie rozumie prawa pracy i korwinoidalnie argumentował za jego zniesieniem. To jakby ktoś, kto deklarował, że nie rozumie kodeksu drogowego i chciałby go zlikwidować (argumentami klasy „niby wszyscy jesteśmy równi, a tu niektórzy mają pierwszeństwo, skandal, dyskryminacja!), spowodował wypadek. Najmniejsze zdziwienie świata.

Zakładam, że w takich przypadkach mobbing bierze się z niewiedzy. Nie wszyscy ludzie na stanowiskach kierowniczych przeszli przeszkolenie z prawa pracy.

Mogą błędnie zakładać, że w zakładzie pracy panują takie same reguły, jak w życiu towarzyskim. Tymczasem korwinoidalne argumenty typu „jak mu się nie podobało, powinien był odejść” nie zadziałają w sądzie.

Udowodnienie mobbingu, jako się rzekło, może być trudne, ale jeśli Czesiek był regularnie opieprzany przy świadkach, a do tego leczył swoją bezsenność u terapeuty, Grzesiek może mieć w sądzie przykrą niespodziankę.

Jako związkowiec z zasady zawsze stoję po stronie pracownika, ale rozumiem, że to wszystko może być problemem dla pracodawcy, zwłaszcza niedużego. Jesteśmy ludźmi, więc obowiązek „stosowania obiektywnych i sprawiedzliwych” kryteriów nie zawsze jest łatwy do wypełnienia; co poradzić, jeśli Zdzisiek po prostu jest fajniejszy?

No i nie da się ukryć, że Czesiek faktycznie nawalił z tą rozpałką. Jakiś opieprz mu się należy. Jak dyscyplinować i motywować pracowników bez popadania w mobbing?

Może moim sekretem do osiągnięcia bogactwa i awansu społecznego byłoby rzucenie dziennikarstwa i założenie firmy robiącej takie szkolenia dla korpomenadżerów? W takim razie, pierwsza lekcja gratis: samo robienie takich szkoleń będzie dobrym argumentem w sądzie.

Kodeks zobowiązuje pracodawcę do „przeciwdziałania mobbingowi”, co w praktyce oznacza, że w sądzie trzeba zademonstrować konkretne przykłady takiego przeciwdziałania: wdrożenie procedur, szkolenia, dobra współpraca ze związkiem i radą pracowników, itd.

Jeśli jednak szef organizacji publicznie deklaruje, że nie rozumie prawa pracy i uważa, że jest niepotrzebne, to te wypowiedzi nie pomogą mu w procesie.

wtorek, 25 września 2018, wo

Polecane wpisy

  • Ziemia Sosabowskiego

    Program Polski Walczącej, której symbol zawłaszczyli dziś sobie producenci bielizny patriotycznej, miał 10 naczelnych postulatów. Przyjął je rząd londyński 15 l

  • Niechęć do elit

    Skąd niechęć wobec elit? Nie będę się bawić w medialnego eksperta od społeczeństwa, spróbuję opowiedzieć, skąd się bierze moja. Moja niechęć jest zarezerwowana

  • Elity na grodzonych osiedlach

    To już osiem lat, gdy krytykowałem na blogu tekst Adama Leszczyńskiego o zamkniętych osiedlach, w którym Leszczyński pisał, że ludzie chcą na takich mieszkać,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/09/25 11:19:34
@wo
"[Grzesiek] wybucha wyzwiskami. Szydzi z Cześka, przypomina mu, że nie pierwszy raz tak nawalił, używa różnych niemiłych określeń."

"Czy Grzesiek ponosi jakąś odpowiedzialność za bezsenną noc przyjaciela? [] W sensie moralnym - też niekoniecznie."

Czyli wrzaski i wyzwiska są neutralne moralnie na stopie towarzyskiej? Mam problem z takim ujęciem sprawy. Co więcej, moje życiowe przypadki wskazują, że nie są.

PS. Wbrew szkalującym historiom, wszystkie Grześki to równe Ryśki.
-
wo
2018/09/25 11:32:10
@naturalucka
"Czyli wrzaski i wyzwiska są neutralne moralnie na stopie towarzyskiej? Mam problem z takim ujęciem sprawy. Co więcej, moje życiowe przypadki wskazują, że nie są"

No jednak Czesiek nawalił - i zepsuł popołudnie swoim kolegom, więc moralnie są kwita (jako demiurg i wszechwiedzący narrator przypominam, że Grzesiek nie opieprzał go całkiem bezpodstawnie)
-
2018/09/25 11:37:37
@wo
"No jednak Czesiek nawalił - i zepsuł popołudnie swoim kolegom, więc moralnie są kwita"

Zgoda, Czesiek nawalił, nie pierwszy raz. Tym niemniej, wrzaski i wyzwiska to przemoc. Nie fizyczna, ale werbalna. Moralnie to jest jednak nie do obrony.

Zwrócenie uwagi, jojczenie, gderanie, gburowanie tak, Moral Neutral. Przemoc nie.
-
wo
2018/09/25 11:47:47
@naturalucka
"Moralnie to jest jednak nie do obrony"

Moralność jest jak biodra. Każdy ma własną. Specjalnie napisałem "niekoniecznie", bo jestem świadom, że znajdą się takie różne łoś-łoś fiksum dyrdum od "nie wolno przeklinać". "Niekoniecznie" jest więc tutaj skrótem od dłuższej wersji "tu już będą różne zdania".
-
2018/09/25 12:02:20
W przypadku Stryczka, jego największym problemem nie jest niezrozumienie kodeksu pracy. W wywiadzie wypomniano mu, że ludzie się go boją - odpowiedział, że taki ma sposób bycia, nie zachowuje się jak inni ludzie i albo ktoś to akceptuje, albo nie. Uważa, że ma zbawienny wpływ na ludzi, że stawiając im wysokie wymagania pomaga im przezwyciężyć swoje ograniczenia. Stwierdza też, że tylko silne osobowości są w stanie z nim pracować. Poniekąd przyznaje się więc do tworzenia toksycznej atmosfery, ale nie uważa, żeby zrobił coś złego - to inni po prostu byli za słabi i nie dość ambitni, żeby pracować w jego fundacji.

Obawiam się, że Stryczek rozumie, po co jest Kodeks Pracy - nie odpowiada on mu właśnie dlatego, że nie pozwala mu stosować ulubionego stylu zarządzania.
-
wo
2018/09/25 12:24:30
@gatonlandon
"W przypadku Stryczka, jego największym problemem nie jest niezrozumienie kodeksu pracy. W wywiadzie wypomniano mu, że ludzie się go boją - odpowiedział, że taki ma sposób bycia, nie zachowuje się jak inni ludzie i albo ktoś to akceptuje, albo nie."

Zakładam, że mówił to w dobrej wierze - i to tak jak z ekstremalnymi iwentami sportowymi, faktycznie ludzie dostają na nich wycisk, ale uczestniczą w tym dobrowolnie, więc wszystko jest OK. Ja też bywam niemiły dla swoich komcionautów, ale - póki co - nie ma "Ustawy o ochronie blogerów i komentatorów". Zresztą prywatnie uważam, że sam się nie nadaję na szefa czegokolwiek między innymi właśnie dlatego, że nie umiem być nieszczerze uprzejmy.

A szef to ktoś, to umie się ugryźć w język i powiedzieć "no dobrze, Czesiu, następnym razem bardziej się postaraj", podczas gdy jego Głos Wewnętrzny krzyczy "k... twoja w d... j..., znowu zapomniałeś o p... rozpałce".
-
2018/09/25 12:34:13
Zakładam, że mówił to w dobrej wierze

Dzięki temu założeniu historia daje się generalizować i posiada morał jak w notce, ale staje się abstrakcyjna. W rzeczywistości ksiądz Stryczek podobnie traktował obdarowanych, a potem rozliczał czy nowy odkurzacz z paczki zmienił życie rodziny, czy też są ludzkim śmieciem. Zresztą to też trochę odzwierciedlone w nazwie inicjatywy, chodzi o to żeby poczuć się szlachetnie i oferować szlachectwo podobnie myślącym o ludziach (jak to się mówiło "duszpasterz biznesu").
-
wo
2018/09/25 12:48:53
@thraway
"W rzeczywistości ksiądz Stryczek podobnie traktował obdarowanych, a potem rozliczał czy nowy odkurzacz z paczki zmienił życie rodziny, czy też są ludzkim śmieciem"

Bo notka jest o literze prawa - i fałszywości argumentów wysuwanych w obronie księdza Stryczka, że "skoro tam pracowali, to się na to zgadzali". Ocena działalności samego księdza jest już czysto moralna, a o moralności nie chce mi się dyskutować, bo jest jak biodra, każdy ma swoją.
-
2018/09/25 13:02:21
@wo
Znałem kilka osób z równie wysokim mniemaniem o sobie i każda z nich prywatnie była toksycznym bucem (lub bucówą). Po prostu nie da się utrzymać takiego samozadowolenia bez stworzenia wokół siebie środowiska, gdzie zawieść może każdy w dowolnym momencie, zależnie od ich uznania.

Ze wspomnień osób pracujących u Stryczka przebija to, że tak naprawdę nie wiedziały one do samego końca, jaki on ma z nimi problem. Wszystko szło dobrze, aż nagle przychodził ksiądz z bardzo ogólnikowymi pretensjami. Czasami wymagania zmieniały się nawet podczas jednej rozmowy - pojawia się tam między innymi osoba, która najpierw przez długi czas odpowiadała na pytanie prezesa, po czym została ostrzeżona, że następnym razem ma mniej gadać i więcej słuchać. To nie są działania człowieka, który ma wysokie wymagania. To działania kogoś, kto chce móc w dowolnej chwili zdecydować, kto go zawiódł i poczuć się jak wielki przywódca prowadzący organizację wbrew bandzie niekompetentnych leszczy.
-
2018/09/25 16:16:10
KO: niby wszyscy jesteśmy równi, a tu niektórzy mają pierwszeństwo, skandal, dyskryminacja!)
- domknij cudzysłów
-
wo
2018/09/25 16:20:22
Chyba za późno, zaczęło żyć w skrinach...
-
2018/09/25 16:37:40
oh well, nie jest to kod Windowsa, od jednego brakującego cudzysłowu się nie wysypie. a notka wspaniała jak zawsze, dziękuję!
-
2018/09/28 20:39:42
sorry za offtop i nieorientację, ale co się dzieje z Piąteczkiem?
urlop czy jakaś trwalsza zmiana?
-
wo
2018/09/29 20:06:07
@elvr
Dziękuję za to pytanie. Bardzo Uważny Słuchacz mógł zauważyć, że w tym z Ewą Lipską nie powiedziałem na koniec "do usłyszenia jak zawsze za tydzień o dwudziestej", tylko nieokreślone "do usłyszenia". Spadłem z przedwyborczej ramówki. Po wyborach może wrócę, może nie wrócę, niewiele tu ode mnie zależy.
-
2018/09/29 22:02:27
Miałem nadzieję, że to tylko jakaś przerwa urlopowa. Szkoda. No to baj baj subskrypcjo. Daj jakiś hint jak wrócisz.
-
wo
2018/09/30 10:30:05
Dam znać jak wrócę z fanfarami, przykro mi z powodu subskrypcji.
-
2018/09/30 11:28:12
a propos piateczku - czekamy cierpliwie. Roch Kudla z Agory mówił na miedzynarodowydzienpodkastow.pl/program/, że TokFM ma obecnie 14K płatnych subskrybcji. I że zarabiają na tym co wystawiają w internet.

A co do tematu mobbingu - mam niczym nieuzasadnione wrażenie, że 3 sektor jest szczególnie narażony na ryzyka związane z zachwianiem tego co jakoś dopuszczalne w sferze prywatnej a co absolutnie jest "nieprofesjonalne".
-
2018/09/30 12:28:52
@wo
"Po wyborach może wrócę, może nie wrócę,"

Przewidujesz omni-stanowisko, które Awal ci kiedyś obiecał w linkach i ogólną zlewkę na szarych ludków?

A serio to wracaj.
-
2018/09/30 12:55:36
@Piąteczek i subskrypcja

Ja z powodu ewentualnego braku (tfu!) Piąteczku w powyborczej ramówce z subskrypcji raczej nie zrezygnuję, bo słucham jeszcze innych audycji. Ale - tu bezwstydnie podliżę się gospodarzowi - Piąteczek jest jedynym z nielicznych słuchanych przeze mnie regularnie cyklicznym programem Tok FM, podczas którego nie zdarzyło mi się ze zniecierpliwieniem przeskoczyć do następnej audycji (lub do słuchania muzyki). A zniecierpliwienie to wynikało zwykle ze znudzenia tematem, wkurzenia głupotami wygadywanymi przez gości i - co niestety jest zbyt częste - brakiem umiejętności uważnego słuchania rozmówców łączącego się z ciągłym przerywaniem wypowiedzi zaproszonych gości, którym grzeszą niektóre gwiazdy dziennikarskie w Tok FM (np. redaktor JŻ lub redaktorka KL).
-
2018/09/30 13:25:27
@ myself
Errata: jest "jedynym z nielicznych", ma być "jednym z nielicznych"
-
wo
2018/09/30 15:45:24
@naturalucka
"Przewidujesz omni-stanowisko, które Awal ci kiedyś obiecał w linkach i ogólną zlewkę na szarych ludków?"

Nawet nie pamiętam, co mi obiecywał, ale ogólnie moje marzenia typu "gdzie chciałbym być za 5 lat" nie obejmują stanowisk, tylko takie stopniowe przesuwanie się z tworzenia kontentu dziennikarskiego, a więc doraźnego, w tworzenie kontentu, przy którym prawa autorskie zostają przy mnie (np. książki).
-
wo
2018/09/30 15:45:59
@korba
Bardzo dziękuję za miłe słowa, przysięgam, że radośnie wrócę, jeśli będzie taka możliwość. I trzymam kciuki, że będzie.
-
2018/10/01 00:13:44
@wo
A rok+ temu w innym wpisie blogowym na pytanie "czemu nie ma cię w radiu?" - odpowiedziałeś coś w stylu "bo nie ma tam kasy".
-
2018/10/01 08:57:11
@WO

"Jako związkowiec..."

To odświerzające i oryginalne w kraju, gdzie za "twarze lewicy" robią korpomenadżerzy (Czarzasty, Nowacka) i celebryci (Biedroń)

"Spadłem z przedwyborczej ramówki."

Standardem "komunikacji korporacyjnej" Agory jest informowanie o zdjęciu z ramówki poprzez przesunięcie do kategorii "audycja archiwalna" na stronie tokfm. Zatem jest nadzieja. Twoje emanujące subtelnym erotyzmem "dobry wieczór" (powtarzam zasłyszaną opinię) nie może zamilknąć!

Kolega naturalucka odwołuje się do czasów, gdy pisałeś "jakby ktoś miał jakąś ofertę, I'm your man" na temat pisania zarobkowego dla pewnych branż. Twój rejs ku Wyspom Szczęśliwym Autorskich Praw Majątkowych słuszny, pokrewny w celach wyprawie na Archipelag Independent Non-Executives, jaką sam zalecałem (zaletą obu jest zdobywanie regularnego dochodu z monetyzacji pozycji zdobytej dawną pracą, bez względu na aktualny stan sił i zdrowia).
-
2018/10/01 10:09:42
odświeżające...
-
wo
2018/10/01 11:35:35
@awal
"To odświeżające i oryginalne w kraju, gdzie za "twarze lewicy" robią korpomenadżerzy (Czarzasty, Nowacka) i celebryci (Biedroń) "

Acz na własnym przykładzie mogę powiedzieć, dlaczego to się nie zmieni. Jako związkowiec jestem mniej więcej na tym samym szeblu hierarchii (biorąc pod uwagę odmienne ustawodastwo w PL i w USA), co najsłynniejszy fikcyjny związkowiec popkultury, Frank Sobotka, cudowna drugoplanowa postać na jeden sezon "The Wire" (który miał w dodatku Taki Finał Jak Lubię). TEORETYCZNIE w jakimś alternatywnym wariancie swojej kariery mógłbym przynajmniej spróbować piąć się po szczeblach struktury, ale nie chcę, bo uzawodowienie oznaczałoby w praktyce pracę urzędniczą, a do tej się nie nadaję.

Liderami w zasadzie wszystkiego są ludzie, którzy LUBIĄ siedzieć na zebraniach. Ja nienawidzę, więc w ew. działalności społecznej nigdy nie będę powyżej Franka Sobotki.

"Archipelag Independent Non-Executives, jaką sam zalecałem (zaletą obu jest zdobywanie regularnego dochodu z monetyzacji pozycji zdobytej dawną pracą, bez względu na aktualny stan sił i zdrowia). "

Ach, przypominam sobie. Prawdę mówiąc, ja nawet nie bardzo wiem, co to jest. Z pisaniem książek przynajmniej wiem, jak wykonać pierwszy krok (i w jakim kierunku). A tu bym nawet nie wiedział od czego zacząć. Więc, naturalnym oportunizmem...
-
2018/10/01 12:50:41
@WO

"Liderami w zasadzie wszystkiego są ludzie, którzy LUBIĄ siedzieć na zebraniach. Ja nienawidzę, więc..."

... jako Independent Non-Executive (niezależny członek rady nadzorczej) miałbyś najlepszą kappę z nielicznych zebraniogodzin potrzebnych w tej funkcji. Co zrobić by nim zostać: a) mieć reputację zaangażowania w obronę interesów, które reprezentujesz (już ją masz jako związkowiec z konkretnymi sukcesami w obronie uprawnień pracowniczych) oraz b) znać mniejszościowego akcjonariusza odpowiedniej spółki (na pewno masz właściwe kontakty). Branża w zasadzie dowolna, najlepsze są te niespektakularne, apolityczne i usługowe względem dużych graczy, przysłowiowa produkcja stojaków do chipsów. Szybko zorientujesz się w tematyce i wykorzystując intelektualną przewagę (będziesz ją miał), okażesz się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Nie pogardzałbym, również jako materiałem literackim
-
2018/10/01 15:51:15
Na starcie. Fundacji tego Pana nigdy nie lubiłem, więc nie bronię za grosz. Zapamiętałem, że w szkole podstawowej mojej córki została okołoświąteczne wciśnięta jako bezalternatywa dla WOŚP. Sprawni byli na tym poziomie.

Z drugiej strony, wszyscy się jakoś bardzo delikatni zrobili. Mobbingowanie, molestowanie. Nie ma się co dziwić, że Mad Men miał tyle sezonów.

Na tym blogu to nie będzie może najlepsza propozycja, ale dobre jest jednak rozwiązanie rynkowe znane jako "pełne zatrudnienie", które można definiować jako stopę bezrobocia w okolicach 4 procent. Rozwiązuje 96 procent wszystkich problemów na rynku pracy. Kiedy możesz znaleźć pracę w 30 dni i nie ryzykujesz popadnięcia w chroniczne bezrobocie żaden mobbing nie jest straszny.

Osobną sprawą jest oczywiście całość systemu. Jak jesteś debtor class, to wówczas jesteś jakoś tam niewolnikiem spółki wierzyciel/pracodawca i relacja z pracodawcą jest - niezależnie od łagodzącego wpływu kodeksu pracy - relacją niewolnika z panem. Nieuświadamiany przez wielu element brania kredytów.
-
2018/10/01 20:27:09
@a.stanczak

"Z drugiej strony, wszyscy się jakoś bardzo delikatni zrobili. Mobbingowanie, molestowanie."

Stosunki pracy zawierają z definicji element potencjalnej przemocy o podłożu ekonomicznym, a to jak w Polsce się ta przemoc wyraża (zarówno ta prosta - mobbing, jak i ta z elementem agresji seksualnej - molestowanie) to nie sceny z arthouse cinema, lecz w najlepszym razie z bardzo słabych sit-comów (codzienna przemoc seksualna po polsku: krótkie dosadne świadectwa z akcji "Nazywam się miliard" obrazują o czym mowa). Jest kwestią dojrzałości cywilizacyjnej, co z tym zrobimy. I nie, efektywne zatrudnienie nie rozwiąże sprawy: choćby dlatego że odchodzenie ofiar stygmatyzuje je ("nie radziła sobie"), a umacnia agresora: powstaje przemocowe "ekwilibrium, gdzie pewne formy agresji uważa się za normalne w danym zawodzie.

A tak po prostu: naprawdę lepiej się żyje w świecie w którym mężczyzna wchodzący do windy pomyśli, czy to jak się ustawi, spojrzy, odezwie może być niekomfortowe dla współpodróżującej kobiety. Współczesny savoir-vivre...
-
2018/10/02 04:34:03
@ awal111

Fantazjujesz o tej windzie w Polsce. Średnia wielkość firmy w Polsce to około 5 może 6 osób. Nie chce mi się teraz szukać nowych danych, ale jak pamiętam od lat GUS dzieli firmy na do 1 do 9, od 10 do 50 (i dalej). Na dwa pierwsze przypada połowa zatrudnionych. Przy czym widełki 10-50 zawiera firmy 11-osobowe, jak i 50-osobowe. Nawet, jak założymy, że dominanty mediany w tej drugiej półce są bliskie średniej, to mamy 25 osób. Większość to usługi. Przy takich liczbach i strukturze rzadkością są biura z windami.

I na tym polega całym problem tej dyskusji z mobbingiem i molestowaniem. Ochrona na poziomie firm 5-osobowych w X Dolnym czy Y Górnym jest do rozwiązania tylko przez mechanizm rynkowy. Mechanizm prawny wymagałby rozbudowania aparatu kontroli, który w pewnym momencie zacząłby żyć swoim życiem biurokratycznym, realizując cele własne, a nie wejściowe. Rynek pracy z wysokim bezrobociem zmienia się w obóz pracy nawet jeśli masz tam marzenia o tym, że powiesz szefowi "odwal się".

> naprawdę lepiej się żyje w świecie w którym mężczyzna wchodzący do windy pomyśli, czy to jak się ustawi, spojrzy, odezwie może być niekomfortowe dla współpodróżującej kobiety

Nie jestem pewien. Przynajmniej nie każdemu. W dyskusji metoo była szeroko komentowana wypowiedź C. Deneuve, która krytykowała świat ludzi wykastrowanych z seksualności. Łatwy do znalezienia w sieci. Nie wiem, czy po angielsku, ale po francusku tak.

Pomijam już fakt, że manosphere'a reaguje na to od(ruchami) typu MGTOW, które owocują przesunięciem aktywności w stronę kontaktów z kobietami bez relacji romantycznych, więc uprzedmiotowienie relacji męsko-damskich staje się jeszcze bardziej skrajne. W zachodnim świecie to wygląda kuriozalnie, ale już w Japonii staje się zjawiskiem społecznym (bez manifestowania politycznego) na granicy patologii i problemem gospodarczym.
-
2018/10/02 09:09:17
@a.stanczak

Dziękuję za wyliczenia. Windy zdarzają się (część z tych firm wynajmuje biura po PRL-owskich kombinatach, i tam są nader ciasne). Pomyśleć można w różnych sytuacjach.

Ochrona wymaga zmiany kulturowej, warto naprawdę zacząć od poczytania tych świadectw nękania przez znajomych i obcych mężczyzn: w pracy, w szkole, na ulicy, w autobusie, na wyjeździe służbowym ("opowiadał mi coraz bardziej pornograficzne dowcipy", "klepał mnie po pupie", "objął mnie w pasie"). Agresorzy dobrze wiedzą co robią, tworzą sytuacje utrudniające ofierze reakcję, korzystają z przyzwolenia otoczenia. Nie zdarza się to ze strony każdego mężczyzny, lecz wystarczająco często, aby było oczekiwanym elementem codzienności. Jeżeli jeszcze jest alkohol i późna godzina od etapu "Zaczął mnie obmacywać" tylko krok do etapu "Rzucił mnie na ziemię i zaczął rozbierać " - tu cała relacja [1], ofiara gwałtu wykonywała wolny zawód, chyba nie chcesz jej radzić, aby następnym razem nie brała od tej firmy zlecenia. A kiedy już niezbędna zmiana kulturowa zajdzie, porozmawiamy o jej skutkach dla seksulaności, są one w mojej ocenie zwyczajne a nie kuriozalne, młodzi i starsi ludzie na zachodzie nadal znajdują sobie życiowych partnerów, mają seksualne relacje, zakładają rodziny - po prostu wykazują przy tym więcej szacunku dla siebie nawzajem, obmacywanie w biurze czy w autobusie nie jest im do niczego potrzebne.

[1] www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,138929,18221520,Zgwalcono_mnie_na_wyjezdzie_sluzbowym.html
-
2018/10/02 10:44:34
"Czy Grzesiek ponosi jakąś odpowiedzialność za bezsenną noc przyjaciela? W sensie prawnym - żadnej. W sensie moralnym - też niekoniecznie."

Witki mi opadły, jak to przeczytałem. Z początku nie chciałem nawet specjalnie komentować, bo co tu powiedzieć, żeby nie urazić autora, myślałem też, że inni komentatorzy bardziej podejmą ten wątek. A tymczasem w komentarzach na lewicowym blogu dowiaduję się, że ludzie "wszyscy się jakoś bardzo delikatni zrobili" i że problem rozwiąże tylko rynek pracy.

Wracając do meritum:
1) Jakbym miał takiego kolegę Grześka (i byłby osobą trzecią w tej sytuacji), to usłyszałby on ode mnie wyraźnie, co myślę o wydzieraniu się na kolegów. Ale ponieważ Grzesiek wygląda na niereformowalnego chama, wątpię, żebyśmy się jeszcze często widywali. I ciężko mi nawet zrozumieć inną postawę. To jest zachowanie nie do przyjęcia w ogóle, nie tylko w środowisku pracy. Przemoc to przemoc.

2) W historii szlachetnej paczki było też trochę więcej niż wynika z opowiastki o Grześku. Szlachetny ksiądz wykorzystywał technikę manipulacji i koloratkę, żeby wydobyć od ofiary różne intymne informacje, których potem używał publicznie, aby tę ofiarę poniżyć. Znowu, w relacji prywatnej coś takiego także uważam za absolutnie niedopuszczalne.

To jest właśnie jakieś przekleństwo Polski, ten brak standardów kultury na wszystkich poziomach. Czołowi politycy, czołowi dziennikarze, czołowi pracownicy NGOsów, chyba wszyscy prywatnie nie widzą nic złego w tym, że się czasem trzeba na kogoś wydrzeć, kurwy używa się zamiast przecinka itp. itd.
-
2018/10/02 11:01:59
@froz

" A tymczasem w komentarzach na lewicowym blogu dowiaduję się, że ludzie "wszyscy się jakoś bardzo delikatni zrobili" i że problem rozwiąże tylko rynek pracy."

Coś strasznie wybiórczo te komentarze czytasz.

"Przemoc to przemoc."

No spoko, tylko nikt nie twierdzi inaczej. Temat był poruszany wyżej, a właściwą tezą do dyskusji jest fakt, że nie każda przemoc jest z automatu moralnie naganna.
-
2018/10/02 11:15:37
Przepraszam za posta pod postem, umknęło mi:

@a.stanczak

"Nie jestem pewien. Przynajmniej nie każdemu."

No ale tak jakby to jest celem, nie? Żeby wywołać presje na osobach, które maja wyrobione odruchy molestatorskie. To, że reakcja jest silna to oczywiste, ale przywoływanie tekstu Deneuve jest słabe z kilku względów:

Primo - to, czego broni jest zwyczajem kulturowym, a nie seksualnym. Jeżeli zapytanie kobiety, czy tego chce gasi jej w światopoglądzie cały nastrój sytuacji, to znaczy, że wynika to z jej światopoglądu rozumianego jako zestaw przyzwyczajeń.

Litości, to, że kobiety są przyzwyczajone do bycia zdobywanymi nie znaczy, że należy to kontynuować.

Do tego Deneuve broni siebie i podobnie myślących kobiet, nie kobiet w ogóle. Dodatkowo skupiając się na tej jednej wybranej wisience ("odarciu z seksualności") odwracamy wzrok od wszystkich ofiar, którym jednak się to nie podoba.

Przypominam też, że za pierwszej fali feminizmu istniały spore grupy kobiet protestujących przeciwko uzyskaniu prawa do głosowania, bo głosowanie uwłacza kobiecej godności.
-
wo
2018/10/02 11:54:14
@awal
"Nie pogardzałbym, również jako materiałem literackim "

Nie pogardzam, po prostu nawet bym nie wiedział, od czego zacząć.

@a.stanczak
"Nie ma się co dziwić, że Mad Men miał tyle sezonów. "

No ale tylko jakiś psychol chciałby się cofnąć do tamtych czasów, lub je przywrócić. Przecież poza pokazywaniem tych wszystkich poklepywań, obmacywań i dmuchania własnym dzieciom papierosowym dymem prosto w twarz, ten serial pokazywał też negatywne skutki. Nie wiem, czy tam jest choć jeden szczęśliwy bohater. Żeby dobrze się w tym czuć, trzeba być wiecznym dzieckiem, jak Sterling (a i on jest wiecznie niespełniony, na koniec okazuje się, że w gruncie rzeczy liczy się dla niego tylko jego nieślubne dziecko, którego nigdy oficjalnie nie będzie mógł uznać za swoje).

"Na tym blogu to nie będzie może najlepsza propozycja, ale dobre jest jednak rozwiązanie rynkowe znane jako "pełne zatrudnienie", które można definiować jako stopę bezrobocia w okolicach 4 procent. "

Ale co najmniej od czasów Marksa (który to pięknie wytłumaczył teoretycznie) wiadomo, że fenomen "rynku pracownika z pełnym zatrudnieniem" w gospodarce wolnorynkowej jest efemerydą. Może się pojawić najwyżej na parę lat, ale potem bezrobocie wróci do 20%.
-
wo
2018/10/02 11:58:56
@a.stanczak
"Przy takich liczbach i strukturze rzadkością są biura z windami. "

Może to dla kolegi zaskoczenie, ale nie każda firma ma własny budynek. Często wynajmują siedzibę w jakimś biurowcu. A ten często ma windę. Gdyby kolega oglądał serial, na który kolega się powołał, zauważyłby, że oni mieli siedziby w dwóch wieżowcach (przeprowadzili się chyba w 3 sezonie), nigdy oczywiście nie mając całego dla siebie.

"Pomijam już fakt, że manosphere'a reaguje na to od(ruchami) typu MGTOW, które owocują przesunięciem aktywności w stronę kontaktów z kobietami bez relacji romantycznych, więc uprzedmiotowienie relacji męsko-damskich staje się jeszcze bardziej skrajne."

Ale kolega sam się powołał na serial pokazujący, że to uprzedmiotowienie w latach 60. było jeszcze skrajniejsze.
-
wo
2018/10/02 12:03:23
@froz
"Jakbym miał takiego kolegę Grześka (i byłby osobą trzecią w tej sytuacji), to usłyszałby on ode mnie wyraźnie, co myślę o wydzieraniu się na kolegów. Ale ponieważ Grzesiek wygląda na niereformowalnego chama, wątpię, żebyśmy się jeszcze często widywali."

Bardzo możliwe, ale nadal nie kwestionujesz tezy o braku odpowiedzialności prawnej. A jeśli w Twojej moralności chamstwo to nie kwestia manier, tylko moralności, to nic na to nie poradzę, no bo moralność każdy ma swoją, ale moim zdaniem to prowadzi do inflacji moralności, w której ocena moralna przestaje mieć żadne znaczenie (no bo jeśli złe maniery są niemoralne, to co jeszcze, rozcienczanie whisky colą?).

"W historii szlachetnej paczki było też trochę więcej niż wynika z opowiastki o Grześku. "

Owszem, ale notka jest o mobbingu, a w Polsce uważam że jednym ze źródeł problemu jest zapominanie o tym, że relacje w pracy podlegają innym zasadom niż relacje między przyjaciółmi.
-
2018/10/02 12:47:36
@rozowyguzik

"...nie każda przemoc jest z automatu moralnie naganna"

Zaryzykowałbym tezę, że w stosunkach pracy w kulturowo dojrzałym środowisku społecznym, przemoc, również symboliczna, nie jest pragmatycznie przydatna w żadnym kontekście: również w zawodach mundurowych, misyjnych, artystycznych, sportowych itd. Wraz z rozwojem społecznym różnego rodzaju kaprale ("charyzmatyczni przywódcy) pokazujący podwładnym "ile mogą osiągnąć" jeżeli tylko poddadzą się ich dominacji stają się coraz bardziej kulturowymi ostańcami. Społeczeństwa uczą się bowiem, że lepiej niż na takich kapralach jest polegać na dobrze zorganizowanych zespołach. Liderzy i liderki przyszłości to mniej hierarchiczni wodzowie, a bardziej osoby stające się zwornikami dla grup współpracowników o bardziej równorzędnym rozdziale ról - sekretarka w takim zespole może nadal mieć inną rolę niż szef, ale nie będzie to rola symbolicznej służącej (tym bardziej seksualnej), lecz osoby odpowiedzialnej w grupie za ważne zadania organizacyjne. W Polsce nie żyjemy jeszcze w tej przyszłości. Należy u nas zaczynać od prostych komunikatów: nie używaj wulgaryzmów, nie klep po pośladkach, nie oczekuj osobistych korzyści w sytuacjach zawodowych.

"... żeby wywołać presje na osobach, które maja wyrobione odruchy molestatorskie."

I to w ich własnym interesie - nie jest niczym społecznie pożądanym, aby dobrze funkcjonujący mężczyźni wypadali z życia zawodowego pod zarzutami molestowania czy gwałtu. Aktualnie owo niewypadnie odbywa się kosztem ofiar ("nie rób afery"), w przyszłości powinno mieć miejsce "kosztem" rozłożonych na całe społeczeństwo zmian kulturowych.

@Catherine Deneuve

Niestety nie miałem okazji poznać, za to znam wystarczająco wielu młodych ludzi z różnych krajów Europy, którzy zawiązali udane "relacje romantyczne" w wyszukanych konfiguracjach kulturowych (typu Katalonia-Szkocja), aby uspokoić koleżeństwo: da się.
-
2018/10/02 13:14:26
@awal

"Zaryzykowałbym tezę, że w stosunkach pracy w kulturowo dojrzałym środowisku społecznym, przemoc, również symboliczna, nie jest pragmatycznie przydatna w żadnym kontekście"

A i owszem, natomiast moralnie różnie to bywa. Czy wybuch złości na kumpla, który coś spierdzielił jest fajny czy przydatny? No nie. Ale ciężko powiedzieć, że jest niemoralny, o ile oczywiście nie przybiera formy systematycznego gnębienia za nic.

"da się [zawiązać udane relacje romantyczne]"

No pewnie, tylko nie na tym polega problem. Problem polega na postrzeganiu, również przez niektóre kobiety, pewnego stopnia nadmiernej inicjatywy czy wręcz brutalności w zalotach jako czegoś podniecającego i pożądanego, a zatem działania rugujące czy potępiające takie zachowania <i>en masse</i> są postrzegane jako zagrożenie dla sfery romantycznej.

Tylko osoby protestujące przeciwko metoo na tej podstawie zapominają albo nie widzą, że to pożądanie i podniecenie wynika tylko i wyłącznie z ich kultury i wychowania, nie jest w żadnym wypadku immanentną cechą ludzką, a ich dzieci nie będą na to patrzyły tak samo, jak one.

Trochę mi to przypomina BDSM nawiasem i nie uważam, żeby było złe samo w sobie. Problem polega na tym, że apologeci mocnego podrywu bronią de facto możliwości inicjacji bez zgody drugiej osoby, a to jest zasadniczo niedopuszczalne, podobnie zresztą jak przy BDSM.
-
2018/10/02 13:42:58
@awal111
Społeczeństwa uczą się bowiem, że lepiej niż na takich kapralach jest polegać na dobrze zorganizowanych zespołach.

A czy to nie jest wishful thinking albo fasada, pod którą wszystko odbywa się po staremu, jak w paleolicie?
-
wo
2018/10/02 14:22:34
@awal
"Zaryzykowałbym tezę, że w stosunkach pracy w kulturowo dojrzałym środowisku społecznym, przemoc, również symboliczna, nie jest pragmatycznie przydatna w żadnym kontekście: również w zawodach mundurowych, misyjnych, artystycznych, sportowych itd."

Cytowałeś guzika, który z kolei odnosił się do kwestii spoza stosunków pracy. Że w miejscu pracy mobbing jest po prostu nieefektywny, to oczywista oczywistość.

@gammon
"A czy to nie jest wishful thinking albo fasada, pod którą wszystko odbywa się po staremu, jak w paleolicie?"

Nie sądzę, powiedziałbym nawet, że za naszego życia dokonała się kolosalna, obserwowalna poprawa. Znów przypomnę serial "Mad Men", na który się tu powołał kolega, który go chyba raczej nie oglądał (ostatnie półtora sezonu jest już za mojego życia).
-
2018/10/02 14:32:12
@rozowyguzik

"problem polega na postrzeganiu, również przez niektóre kobiety, pewnego stopnia nadmiernej inicjatywy czy wręcz brutalności w zalotach"

W polskich warunkach na początek dobrze byłoby, aby brutalny zalotnik z inicjatywą trzymał ręce przy sobie. Powinno istnieć społeczne potępienie dla wszystkich form niechcianego dotyku i jednocześnie przyzwolenie i wsparcie dla kobiety reagującej na takowy w sposób dobitny acz uprzejmy (np. "Zabierz łapy, gnido!"). Tak, to niski standard, ale on zapobiegłby obłapianiu i przytrzymywaniu jako wstępowi do gwałtu (jak w koszmarniej historii cytowanej powyżej) a również w mniej drastycznych wypadkach pozwoliłby ofierze przełamać poczucie bezsilności i paraliżu ("to się nie dzieje"), jaka towarzyszy naruszeniu nietykalności w miejscach publicznych.

To mniej odpowiedź Tobie, a bardziej innym głosom, które obawiają się "przesadnych" zarzutów molestowania. Owszem, być może cytowanie "Przygody z Marią" Osieckiej na pierwszej randce z nowopoznaną Marysią jest krokiem za daleko, a może nie jest (zwłaszcza, gdy Marysia sama zacytuje). Ale ja nie o tym...

gammon_no.82
"A czy to nie jest wishful thinking albo fasada"

Sądzę, że nie. Inny, bardziej różnorodny i mniej testosteronowy, jest skład grupy liderów. Nawet ci, którzy w dawnych warunkach kulturowych idealnie realizowaliby wzorzec kaprala miarkują się, orientują na inne wzorce. Ciekawe jest porównanie zachowania amerykańskich senatorów w czasie przesłuchania Anity Hill i Christine Ford (a trzech z owych sanatorów było w obu komisjach) - oba przesłuchania dotyczą wydarzeń z początku lat 80-tych, wyrosłych na podobnym podglebiu kulturowym, jednak zmiana w traktowaniu ich uczestniczek, jaka nastąpiła w ciągu ostatnich dekad jest nie do przeoczenia.
-
2018/10/02 14:44:59
@ wo

Nie oglądałem całego serialu (MM). Programowo nie oglądam właściwie. Odnosiłem się raczej do popularności i idę o zakład, że nie wynikała z wyrafinowanego zamiłowania do krytyki społecznej. Nawet jeśli był podwójnie zakodowany, to ludzie w masie nie oglądali tego, bo im się podobało, że tak krytykują te lata 60.


Nie ma znaczenia, czy ktoś chciałby wrócić do lat 60. Idzie o to, że jest reakcja. Kiedy - że posłużę się formułą kolegi - kolega proponuje naprawę świata przez strach przed wejściem do windy z koleżanką z pracy jako alternatywę dla "wpadnę do ciebie po 17:00, bądź gotowa", to jesteśmy w sytuacji skrajnego rozchwiania i część osadzi się w skrajnych pozycjach.

Problem zaczyna się, kiedy nurt odbijania "strachu przed windą" zlewa się z nurtem Alt-Right i zaczyna być Main Stream. Efekt? Mamy mizogina prezydenta. Przecież z punktu widzenia feminizmu taki Trump w Białym Domu to jest paleomizoginia podniesiona do rangi pomnika. Tylko tak się składa, że wygrał wybory z kilkusetmilionowym społeczeństwie.

PS. oczywiście nigdy nie widziałem żadnego biurowca - stąd mój brak wyobrażenia, że firma Zdzisiek Mamoń "Ogrody i Nawodnienia" zatrudniająca 8 osób może wynajmować biuro w Rawie Mazowieckiej, gdzie są dwa skrzyżowania ze światłami i dwa budynki biurowe.
-
2018/10/02 15:02:21
@a.stanczak

"Idzie o to, że jest reakcja."

No jest, ale co z tego? Z punktu widzenia ogólnospołecznego ta dynamika jest oczywiście ważna - zwłaszcza ugrzecznione przedstawienia postaw przemocowych od mizoginii po faszyzm, które następnie zostają przejęte przez okolice teoretycznie centralne, lecz zniesmaczone lewicą. Tym niemniej w programie metoo nie ma miejsca na miarkowanie, to jest niejako z definicji atak na status quo i nie może ustąpić przed okołocentralsami, którzy czują się zagrożeni. Faktyczni mizogini i przemoc seksualna stanowią zbyt duży problem, żeby wchodzić w niuanse na poziomie głównych komunikatów.

Oczywiście powinna być o tym jakaś dyskusja, ale nie jest to zadanie metoo.
-
2018/10/02 15:05:10
@a.stanczak

"kolega proponuje naprawę świata..."

Proponuję trochę empatii - można wywołać uczucie dyskomfortu u innej osoby na różne sposoby. Nie tylko w windzie, również na ulicy w Rawie Mazowieckiej. Np. o zmroku, gdy brak wokół innych osób. Można też próbować tego uniknąć. Hej, sam się tego w różnych sytuacjach uczyłem. Jeżeli to za wiele, ok, rozumiem, wtedy patrz standard minimum powyżej (ręce przy sobie).

Dziękuję za dyskusje, pozdrowienia i ukłony!
-
wo
2018/10/02 15:43:32
@a.stanczak
"Nie oglądałem całego serialu (MM). Programowo nie oglądam właściwie. Odnosiłem się raczej do popularności i idę o zakład, że nie wynikała z wyrafinowanego zamiłowania do krytyki społecznej. "

Ludzie, którzy nie oglądają seriali - zwłaszcza "programowo" - mają często jakieś głupkowate wyobrażenia źródeł ich popularności.

" ludzie w masie nie oglądali tego, bo im się podobało, że tak krytykują te lata 60. "

Ależ oczywiście, że właśnie dlatego. Jestem w dobrym humorze, więc Ci to cierpliwie wytłumaczę, zamiast szydzić. Serial potrzebuje dramatu, bo to utrzymuje widzów przez kolejne sezony. W tym wypadku utrzymywały nas pytania takie, jak: "czy Joan ułoży sobie życie", "czy Peggy spełni swoje marzenie o karierze", "dlaczego Don tyle pije", "czy Pete wróci do żony".

Nawet seriale z formułą typu "bogaci ludzie, którym bardzo zazdrościmy, snują się po luksusowych wnętrzach z kolorowymi drinkami", muszą mieć jakąś Alexis albo jakiegoś krokodyla, tego węża w rajskim ogrodzie, który sprawi, że JEDNAK nie będziemy zazdrościć, tylko kibicować/współczuć w obliczu problemów bohaterów. Po prostu oglądanie serialu - o ile nie chodzi o komedie - musi obejmować ronienie przysłowiowej łezki nad ciężkim losem sympatycznej bohaterki/fajnego bohatera.

Więc owszem, "Mad Men" pokazywał krzywdę kobiet i wynikającą z niej pośrednio stratę dla mężczyzn, którzy również są nieszczęśliwi, bo żyją w świecie, w którym ciężko o nieprzedmiotowy związek. A rozwiązania z serii MGOTW, że "wystarczą mi prostytutki" albo "uszczęśliwię jakąś czarnoskórą kelnerkę, która się ucieszy, że nie musi pracować", wystarczają mężczyźnie maks na 1 sezon (Draper tak próbował, Lance tak próbował, nikomu to na dobre nie wyszło).

" kolega proponuje naprawę świata przez strach przed wejściem do windy z koleżanką z pracy"

A co, lepiej będzie, jak to kobiety będą się bać?

"Tylko tak się składa, że wygrał wybory z kilkusetmilionowym społeczeństwie"

Wygrał mniejszością głosów, dodajmy. Co jednak przeczy tezie kolegi, że większość wyznaje neotroglodytyzm. Ta zacofana mniejszość po prostu będzie ulegać np. stopniowej kopenwdupenizacji z co fajniejszych blogów.
-
2018/10/02 17:19:12
@wo
"A jeśli w Twojej moralności chamstwo to nie kwestia manier, tylko moralności, to nic na to nie poradzę, no bo moralność każdy ma swoją, ale moim zdaniem to prowadzi do inflacji moralności, w której ocena moralna przestaje mieć żadne znaczenie (no bo jeśli złe maniery są niemoralne, to co jeszcze, rozcienczanie whisky colą?)".

Faktycznie w moim komentarzu trochę pomieszałem te kwestie, ale nie o to mi chodzi. Nie chamstwo jest niemoralne, tylko używanie przemocy wobec innej osoby (także werbalnej). Oczywiście nie oznacza to, że wrzeszczenie na kolegę to takie same zło, jak wrzeszczenie na podwładnego w pracy, ale jest to coś złego, szczególnie gdy, jak w notce, jest czymś, co się powtarza i za co wrzeszczący nigdy nie przeprosił.

Odnoszę jednak wrażenie po tym Twoim komentarzu, że w sumie jednak się zgadzamy, bo też potępiasz takie zachowanie, tylko nie chcesz rozpatrywać go w kontekście moralności. Z notki wyniosłem (najwyraźniej mylne) wrażenie, że traktujesz takie zachowanie po prostu neutralnie.

@rozowyguzik
"A i owszem, natomiast moralnie różnie to bywa. Czy wybuch złości na kumpla, który coś spierdzielił jest fajny czy przydatny? No nie. Ale ciężko powiedzieć, że jest niemoralny, o ile oczywiście nie przybiera formy systematycznego gnębienia za nic. "

Nie użyłbym słowa "niemoralny", bo ono ma bardzo specyficzny wydźwięk, ale no tak, wrzeszczenie na kolegę, bo o czymś zapomniał (no i chyba jednak systematyczne) jest czymś złym i dobrze byłoby za to przeprosić.
-
2018/10/02 17:33:00
@awal

...Proponuję trochę empatii - można wywołać uczucie dyskomfortu u innej osoby na różne sposoby...

No fajnie. Ale jak to wygląda w realu?
Dam przykład ze swojego bąbelka(fajne słowo na określenie swojej mikro sfery). Jest rubaszny, niereformowalny gość tuż przed emeryturą, ale ważny. Jest traktowany trochę jak dinozaur i mimo, że jego żarty(zdarza się , że nawet żartobliwe klapsy) często, a właściwie zawsze przekraczają granice, to jest tolerowany. Ot, taka ciekawostka przyrodnicza, bo młodsi jednak się hamują. Ale to nie wszystko. Jest gość wyraźnie zainteresowany chłopcami. Jego żarty są dla wielu po prostu niesmaczne, ale czy to jest mobbing w klasycznym rozumieniu? Dziewczyny mają wyraźną uciechę, gdy faceci nie wiedzą jak reagować, bo one mają to na co dzień od podstarzałego satyra. Nagabywani chętnie daliby w mu mordę, ale jakoś się wstrzymują. Wszystko to jakoś, na szczęście, tonie w formie żartu. Ofiar z uszkodzeniami fizycznymi jeszcze nie było, a trwa to już lata. Jakoś to wszystko, może dla świętego spokoju, samo się reguluje.
Może to właśnie ta postulowana przez ciebie empatia?
Ot taka opowiastka z firmowego życia.
-
wo
2018/10/02 18:33:51
@a.stanczak
"Szczerze mówiąc nigdy nie oglądałem seriali dla fabuły, a pytania zacytowane - no offence - są na poziomie stereotypowej gospodyni domowej. "

No super, ale przed chwilą kolega prezentował wnioski na poziomie stereotypowego prawicowego nieogara. Ech, zawsze jak chcę być dla takiego miły i coś cierpliwie wytłumaczyć, to potem następnym komentarzem on udowodni, że nie było warto. Proszę sobie pójść gdzie indziej, by tam błyszczeć wiedzą o madmenach.
-
2018/10/02 18:58:14
@ wo

Oglądali z wielu powodów. Byli tacy, którzy traktowali to jako pocztówkę ze świata prawdziwej męskości. Nie ma przypadku w tym, że styliści z tego serialu później opisywali mężczyznom ścieżkę tego, jak się ubierać, a różne blogowe wyrocznie i fashion police MM podawały jako podręcznik stylu. Tak, jak Sex w Wielkim Mieście podniósł poziom niebezpiecznego seksu wśród kobiet, tak MM wpływał na nieco bardziej zagubionych panów w świecie na sposób, który nie musiał się podobać.

Jedną z moich osobistych porażek w życiu jest fałszywe przekonanie, że ludzie generalnie to są żartobliwi i jak piszą, że Lennon był idiotą, to tylko puszczają oko. Że są troszkę jak Urban z czasów, kiedy pisał swoje felietoniki obyczajowe i kryminalne. Zwykle okazywało się, że oni na poważnie mówią pewne rzeczy i taką też interpretację uznaję za uprawnioną w przypadku MM. To był serial, który nie był oglądany tylko po to, żeby płakać nad losem związanych patriarchatem mężczyzn i kobiet. Był oglądany również dlatego, że odpowiadał na tęsknotę za takim światem u części ludzi. OK - możemy ich nazwać na tym blogu wykopaliskami, ale są to całkiem żywe wykopaliska w specyficznej formie Jurassic Parku.

Nie ma monopolu na to, jak ludzie oglądają serial i odczytują coś. Cameron mógł kochać The Smith i być Cameronem, Reagan Born in The USA zinterpretować jako hymn jego polityki i uważać Rambo za bohatera Ameryki. Na tym czasami też polega porażka twórców - nawet jak chcą przemycić krytykę społeczną, to budują monstrum, które żyje swoim własnym życiem. Nawet Dynastię można było oglądać jako nowoczesną interpretację Bogów z Olimpu. Pamiętam, że Kornatowska bawiła się w ten sposób.

PS. doceniam frazę "stereotypowego prawicowego przygłupa, któremu nie warto tłumaczyć", więc już nie męczę. Wyjaśnię coś, bo dyskusja kieruje się w stronę obsadzenia mnie w roli, w której nie jestem. Tak się składa, że nie mam tożsamości politycznej. Nie głosuję w wyborach od kilkunastu lat i nie mam żadnych sympatii politycznych w Polsce czy na świecie. Naprawdę widzę swój udział w głosowaniach w przyszłości tylko przy tematach ważnych - obyczajowo lub strategicznie (np. dopuszczalność aborcji czy obecność Polski w Unii Europejskiej). Jak będę głosował - pewnie wszyscy wiedzą za mnie.
-
wo
2018/10/02 19:33:43
@a.stanczak
"Byli tacy, którzy traktowali to jako pocztówkę ze świata prawdziwej męskości. Nie ma przypadku w tym, że styliści z tego serialu później opisywali mężczyznom ścieżkę tego, jak się ubierać, a różne blogowe wyrocznie i fashion police MM podawały jako podręcznik stylu."

Że się ładnie ubierali, to nie leży w sprzeczności z tym, że wszyscy byli nieszczęśliwi (dawajcie mi kontprzykład! w pewnym sensie Pete kończy jako szczęśliwy facet, ale z kolei przez prawie cały serial był chodzącym nieszczęściem). Kobiety w tym serialu też są świetnie ubrane - i też nieszczęśliwe. Kolega tego serialu nie oglądał, tylko zobaczył ze dwa obrazki, więc kolega sobie go fałszywie wyobraża jako opowieść o tym, jak cudownie było w latach 60.; otóż raczej jest to opowieść o piekle.

Dalsze bredotki kolegi na temat kolegi wyobrażeń o tym, o czym był ten serial i dlaczego ludzie go oglądali, spotka - rzecz jasna - wycięcie.

"Nie ma monopolu na to, jak ludzie oglądają serial "

Ale jeśli jeden oglądał, a drugi nie oglądał, to owszem, jeden z tych dwóch ma monopol na sensowne komentarze.
-
2018/10/03 08:37:55
@wo

Coraz mniej słychać w tych radiach. Dziękuję za odpowiedź.
-
2018/10/03 09:06:52
@ wo

Ja rozumiem, że teraz jest moda na facetów w obcisłych garniturach bez ramion, ale to dla niektórych może być właśnie definicja piekła. Za tęsknotą w ubieranie się w garnitury z szerokimi barkami nie idzie miłość do flaneli tylko miłość do tego świata. To, co jest piekłem dla feminizującego lewicowca dla innego jest rajem nieskrępowanej agresji.

Nie wiem skąd się bierze ten upór, że jest jedna interpretacja dlaczego ludzie oglądali ten serial, więc może The New Yorker będzie na odpowiednim poziomie, którego zdań nie da się po prostu sprowadzić do inwektywy typu bredotka.

Mad Men is all about repressionevery character has a tell-tale tic, and stiffness reigns over every scenebut its also about the license to indulge impulses that would soon be socially forbidden. Who wouldnt like just once to leave their picnic garbage right where they finished eating it?

Its not hard to understand why men might be drawn vicariously to the upside-down moral order of Mad Men, but what about the shows legions of female viewers?


No i teraz pytanie, czy naprawę patrząc na świat kiboli, zamiłowania do przemocy tak trudno postawić pytanie, że może jednak komuś ten świat się podoba? Że chciałby żyć w tym świecie? Można to nazywać patologią, ale to, co dzisiaj jest patologią kiedyś było normą. Wartości społeczne są jednak historyczne.
-
2018/10/03 10:10:55
Ja sie spodziewałem manipulacji, bo New Yorker robi długie znuiansowane i dopracowane teksty, które sie czyta w całości albo bez zrozumienia. Ale ty to rozumiesz, bo dosłownie w kolejnym zdaniu:

"but what about the shows legions of female viewers? The one I know best maintains that Mad Men presents a world thats alien enough to be interesting as anthropologynot as remote as, say, a thirties screwball comedy"

I jeszcze skojarzenie z kibolami? Rozumiem że screwball zawiera słowo ball, ale to nie o piłce. Czemu nie z mordowaniem? Seriale mafijne też są popularne.
-
2018/10/03 10:22:58
No mi się coś tu zdaje, że kolega walnął gafę i teraz strasznie się brzytwy chwyta.

Generalnie owszem, pewnie znajdą się jacyś masochiści, którym podoba się serial przedstawiający ich wyobrażenia w negatywnym świetle (bo czym innym jest pokazywanie przemocy, a czym innym jej gloryfikacja), ale żeby wysuwać o tej grupie jakiekolwiek tezy, to już trzeba mieć jakąś podpórkę, recenzję faktycznego apologety lat 60 i tradycji czy choćby komentarz, a nie gdybać sobie w komciach na wietrze.
-
wo
2018/10/03 10:32:16
@a.stanczak
"No i teraz pytanie, czy naprawę patrząc na świat kiboli, zamiłowania do przemocy tak trudno postawić pytanie, że może jednak komuś ten świat się podoba? Że chciałby żyć w tym świecie? "

I teraz niech kolega się skupi. Wyobraźmy sobie serial "The Mad Kibols", w którym ci kibole ciągle płaczą i się użalają, jacy są nieszczęśliwi. Upijają się na smutno do nieprzytomności, mają publiczne breakdowny, w których opowiadaja innym o swoim trudnym dzieciństwie i tracą przez to pracę, bo nikt tego nie chce słuchać. Wydzwaniają do byłych żon, a te ich już nie chcą znać (itd.). W finale widzimy coś w rodzaju happy endu. Donek rzucił kibolstwo, wylądował w jakiejś dziwnej sekcie na odludziu, już nie paraduje w "obcisłym garniturku", tylko w flanelowej koszuli w kratę, ale wreszcie jest szczęśliwy, bo się uwolnił od kibolstwa. Piotrek rzucił kibolstwo, wrócił do żony (na szczęście nigdy nawet formalnie się nie rozwiedli). Ksywka "Siwy" rzucił kibolstwo, ożenil się po raz bodajże piąty, ale tym razem z kobietą taką jak on, to ewidentnie partnerski związek, wyjechali zresztą do Paryża. Pozostali nie dożyli do finału, jeden się powiesił ze smutku, drugi umarł, pozostałych wyrzucono, bo zawiedli na ustawce.

No i co by kolega powiedział, widząc komcionautę, który twierdzi, że ludzie oglądają "The Mad Kibols", bo bardzo zazdroszczą tym bohaterom i chcieliby żyć tak jak oni (albo nawet powiesić się jak Lance). Pomyślałby kolega o tym komcionaucie, że to jakiś idiota musi być, prawda? A im bardziej koleś by się pogrążał, np. powołując na artykuł twierdzący (skądinąd słusznie) że "The Mad Kibols" spopularyzował pewien fason dresu, tym mniej by kolega miał do tego komcionauty, prawda?

Proszę kolegi, mamy rynek komcionauty. Z pewnością kolega znajdzie jakiegoś bloga, na którym będzie milej widziany.
-
wo
2018/10/03 10:41:23
A jeszcze innego wszyscy mieli po prostu za zgrywusa, bo gadał dziwne rzeczy. I nagle ogłosił, że odkrył u siebie antenę, przy pomocy której Szatan nadaje mu złe myśli. I okazuje się, że sobie oberżnął nożem brodawkę sutkową. Jeszcze inny odpadł w połowie sezonu, dołączył do harekrysznowców. A inny na samym początku, bo się okazał gejem, a w tym środowisku takich nie tolerują.

Jeśli bym za coś krytykował ten serial, to raczej za przesadny dydaktyzm. Bardzo namolnie sprzedawał tezę, że nie ma szczęścia poza romantycznym, partnerskim, stałym związkiem. Tam nie ma ani jednego faceta, który kierowałby się zasadą MGOTW, and got away with this (dawajta kontrprzykład).
-
2018/10/03 13:32:46
" dla innego jest rajem nieskrępowanej agresji."

Chciałbyś powrotu świata jaki zobaczyłeś w "MM". Jednak nie ma powrotu do czegoś co jest współczesną estetyzującą fantazją. Jeżeli chcemy się czegoś dowiedzieć o świecie wyobrażeń ubiegłych dekad należy raczej sięgnąć do ówczesnej popkultury. To co zobaczymy nie zawsze będzie zachęcające. Gloryfikacja przemocy małżeńskiej? - ta scena [1] z Johnem Wayne'm i Maureen O'Hara z "The Quiet Man" (1952). Leksykon seksistowskich stereotypów? w tej piosence [2] z musicalu "Flower Drum Song" (1961). Żartobliwy subplot na temat "date rape"? wątek Caroline z "Sixteen Candles" (1982). To nie były ewenementy, lecz typowe wykwity dżenderowego profilowania jakim oddychała ówczesna kultura (przykładowo "date rape" był ok bo w ogóle jeszcze nie było "date rape" - były "slutty girls" zbyt "łatwe" po alkoholu i "same sobie winne"). Ten świat nie znajdzie kontynuatorów jeden do jednego - niezbyt wyobrażam sobie młodych mężczyzn, którym imponowałby John Wayne ciągnący kobietę po ziemi we wzmiankowanej scenie czy ten chłopak wymachujący damskimi majtkami jako trofeum w "Sixteen Candles". Żenada, painful, peinlich. Dla kolejnych pokoleń atrakcyjne będzie raczej to, co wówczas było wyjątkiem czy awangardą (jak portrety niezależnych kobiet np. w "Unmarried Woman Mazurskiego czy w kinie frankofońskim: "Jeanne Dielman", "Celine and Julie Go Boating"...).

[1] www.youtube.com/watch?v=nm9MEBPZkcU

[2] www.youtube.com/watch?v=QjWn-ueeeLw
-
2018/10/03 17:16:32
@awal

...Jeżeli chcemy się czegoś dowiedzieć o świecie wyobrażeń ubiegłych dekad należy raczej sięgnąć do ówczesnej popkultury...

Oglądając oldskulowe filmy, to pierwsza rzecz jaka się rzuca w oczy to to, że wszyscy palą. Ale to na marginesie. A co do meritum, to masz rację. Oglądając stary film (taki powiedzmy rok 60 minus), to jakbym przeniósł się do domu mojej babci. Wyraźny podział na role przykazany przez proboszcza. Ja i moja najlepsza z żon (Marcin Meller i jego ulubiony felietonowy greps się kłania) to model jak w Czterdziestolatku. Taki okres przejściowy. No i mój trzydziestoletni syn i jego wybranka. No tu już nie wiadomo kto nosi spodnie, ale to u nich jest tak naturalne, że ja, a mam o sobie mniemanie bardzo liberalnego gościa, jestem czasem zdumiony, ale też zbudowany.
Tak. Tego nie da się zatrzymać.
-
2018/10/03 23:02:51
Ja i moja najlepsza z żon (Marcin Meller i jego ulubiony felietonowy greps się kłania)

Przepraszam za offtop, ale ja kojarzę ten greps od Leszka Talki i jego felietonów... o, nawet jest tutaj o tym wspomniane w komentarzach :-). Może MM stąd to zgapił :-)

Przy okazji, nie pamiętam czy odlurkowałem, może tak, ale może to było wiele lat temu i się nie liczy? Ostatnio odgadłem moje hasło do konta na gazecie, więc mogę zaszaleć i odlurkować :-). Ja wszędzie na ogół tylko lurkuję :-). A gospodarza, choć nie zawsze i nie ze wszystkim o czym pisze się zgadzam, lubię czytać (pierwszy raz spotkałem się z twórczością w latach 90 chyba w Komputer i Biuro, dodatku do GazWyb). Wydaje mi się, że dużo z tego czytania wyniosłem, a także z dyskusji w komentarzach tu na blogu od innych komcionautów. Na wiele spraw wyprostował mi się światopogląd (albo wręcz wcześniej pewnych spraw nie zauważałem). Wydaje mi się też, iż sam gospodarz przez ten czas się bardzo wyrobił :-).

Wiek mam teraz raczej młodszy (??) średni, a z gospodarzem próbowałem się kontaktować w czasach jeszcze bardziej zamierzchłych, parę lat przed blogiem, kiedy to emaila mało kto miał, a w gazetach drukowano strony internetowe aby wszyscy mogli się dowiedzieć co to takiego jest. Próbowałem zaprosić na niszową konferencję - gospodarz grzecznie podziękował gdyż już miał inne plany - a my też, biedni studenci, nie mieliśmy kasy na zachętę aby zwrócić choć za przejazd :-). Takie to były czasy :-). Wydrukowany i oprawiony w ramkę email z odmowną odpowiedzią do dziś wisi na ścianie nad monitorem... nie no, to żart :-). Gospodarz w tamtych czasach poza pisaniem artykułów trollował na grupach usenetowych, i czasem też zaglądałem na te na których trollował, ale... no to już wiadomo, jeśli już zajrzałem to tylko lurkowałem :-).

Pozdrawiam, trzymam kciuki i lurkuję dalej!
-
2018/10/03 23:42:40
@wo

"Tam nie ma ani jednego faceta, który kierowałby się zasadą MGOTW"

A nie MGTOW?
-
2018/10/04 09:10:52
@szkolenie mobbingowe
W moim przypadku (od strony szkolonego pracownika) wyglądało to nędznie - 3-godzinne wspomnienia mobbingowanej przeszywane bumper sticker wisdom w rodzaju 'kiedy rozmawiasz z mobberem, wyobraź go sobie nago na sedesie'. Taka rzewniejsza korpo-zgęstka z końcową wiśnią w postaci: 'ten konkretny sprawca w dalszym ciągu szaleje w branży'.
Ze szkoleniem menedżerów jeszcze gorzej - bo to już nie edukacja a nawracanie prawdziwych biurowych odyńców. Zaryzykuję, że precyzyjna incepcja jednej zaraźliwej myśli - jak ww grillowe porównanie - zadziała tu lepiej od dowolnego szkolenia.
-
2018/10/04 10:23:41
@przemyslaw_woz

Szkolenie z mobbingu lub molestowania dla menadżerów powinno wyglądać dość podobnie do notki WO i przebiegać wg prostej struktury: 1) przykłady czterech typowych sytuacji profesjonalnych/ biurowych opisane językiem potocznym, 2) te same przykłady opisane jako przypadki mobbingu/ molestowania - nie jako materiał do dyskusji, lecz jako zobrazowanie oficjalnego języka jakim posłuży się dział kadr, prawnicy i sąd, 3) informacja o trybie w jakim poszkodowani pracownicy mogą zgłaszać skargi i dalszym procesie. Jakieś pytania, nie, dziękuję. Szkolenie dla pracowników powinno mieć podobną strukturę, jedynie w punkcie 3 z większym naciskiem na gwarancje aminowości i szybkiej reakcji. Wszystko w beznamiętnym tonie biurokratycznej nieuchronności właściwym działom kadr całego świata (to nie miejsce na miękkie rozmowy w otwartym formacie). Efektem finalnym powinna być menadżerska popijawa przy ośmiorniczkach, gdzie jeden żali się drugiemu "Tylko, wiesz, ja muszę ostrożnie, bo mi, ku..., wyskoczą z mobbingiem." Ten poziom internalizacji jest do osiągnięcia wobec aktualnych odyńców, wyższy przyniesie szeroka zmiana kulturowa.
-
wo
2018/10/04 12:32:24
@apair
"Przepraszam za offtop, ale ja kojarzę ten greps od Leszka Talki i jego felietonów... o, nawet jest tutaj o tym wspomniane w komentarzach :-). Może MM stąd to zgapił :-) "

Też mi się tak wydaje (przepraszam za odrzucenie zaproszenia, ale ja wbrew pozorom, nie lubię występować publicznie, nie dam się też zaciągnąć na żaden TEDx, bo nie wierzę, że od tego sprzedałbym znacząco więcej książek, a przyjemności nie miałbym żadnej).

@przemyslawwoz
" Zaryzykuję, że precyzyjna incepcja jednej zaraźliwej myśli - jak ww grillowe porównanie - zadziała tu lepiej od dowolnego szkolenia."

Też tak sądzę, że większość takich szkoleń to fikcja robiona po najniższych kosztach, jak te bezwartościowe kursy BHP robione przez aplikację, do których teraz nas zmusza korpo w ramach cięcia kosztów. Dlatego moja fantazja, że może TUTAJ bym wreszcie znalazł skrót do Sukcesu i Awansu Klasowego, pozostaje fantazją. Już raczej walnę kolejną korespondencję z wyścigów konnych.
-
2018/10/04 15:23:59
@ mw.61, apair, wo

"najlepsza z żon"

Pamiętam ten zwrot z książki czytanej jakieś 30 lat temu. To było "W tył zwrot, pani Lot!" Ephraima Kishona.
Pozdrawiam
-
2018/10/04 17:06:07
@wo (o medmenach)
"Że się ładnie ubierali, to nie leży w sprzeczności z tym, że wszyscy byli nieszczęśliwi (dawajcie mi kontprzykład!"

Proszę bardzo - Bert Cooper w żadnym odcinku serialu nie robił wrażenia nieszczęśliwego. Podobnie jak ten gruby w okularach, co się zajmował reklamą w TV.
Dopatrywanie się w tym serialu jakiejś tzw. krytyki społecznej jest jednak trochę na wyrost - to była raczej ładnie oprawiona opera mydlana (1), z feministycznym przesłaniem (generalnie zapewne prawdziwym i słusznym, ale w sposób nużący wykładanym), jak dla mnie za długa o jakieś 2-3 sezony.

(1) www.nybooks.com/articles/2011/02/24/mad-men-account/

-
wo
2018/10/04 22:08:52
@postnihilista
"Proszę bardzo - Bert Cooper w żadnym odcinku serialu nie robił wrażenia nieszczęśliwego."

Kolega pewnie nie oglądał tych, w których wyrażał bardzo wyraźne niezadowolenie z unicestwienia SC, a potem SCDP, przez merger z McCann-Ericsson. Jest wycofanym starszym panem, więc ogólnie nie pokazuje uczuć, ale na SZCZĘŚLIWEGO nie wygląda w ogóle nigdy, a parę razy jednak na sfrustrowanego. No i: nie dożywa finału.

"Podobnie jak ten gruby w okularach, co się zajmował reklamą w TV. "

Harry cały czas (od pierwszego sezonu!) czuje się niedoceniany. Jeszcze na początku przypadkowo dowiaduje się, ile zarabia Ken, i cholera go od tego bierze. Potem niby quasi-awansuje, ale bez podwyżki. A akurat, jak zaczął coś znaczyć w SCDP, dokonała się sprzedaż, z której jest wyraźnie niezadowolony, ale potem gdzieś znika (może go wywalili? w każdym razie, też go nie ma w finale).

"Dopatrywanie się w tym serialu jakiejś tzw. krytyki społecznej jest jednak trochę na wyrost - to była raczej ładnie oprawiona opera mydlana"

W zupełności się z tym zgadzam. Nie twierdzę, że tam jest "krytyka społeczna", że zacytuję sam siebie - trzymały nas pytania takie "jak: "czy Joan ułoży sobie życie", "czy Peggy spełni swoje marzenie o karierze", "dlaczego Don tyle pije", "czy Pete wróci do żony". To raczej teza prawicowych przygłupów, że tam jest krytyka współczesności i gloryfikacja lat 60.
-
2018/10/06 17:33:47
OT: Addendum do dyskusji n/t opery we wspolczesnych czasach: My Little Pony! exeuntmagazine.com/reviews/review-salome-eno/

Ide dzisiaj zobaczyc, jak jestescie ciekawi jak Richard Strauss przemawia do pokolenia Taylor Swift, to chetnie opowiem.
-
2018/10/08 19:09:37
@wo
"A szef to ktoś, to umie się ugryźć w język i powiedzieć"

Prawdziwy szef po prostu następnym razem poprosi dwie osoby o przyniesienie rozpałki. No a Janusz zarządzania będzie szukał kogo tu opierdolić, żeby lepiej wykonywał swoje obowiązki.

I zgadzam się z a.stanczakiem, że trudności w znalezieniu pracowników to jedyny mechanizm korekcyjny, którego skuteczność widziałem osobiście.
-
wo
2018/10/08 19:36:56
@tymczasowe
"I zgadzam się z a.stanczakiem, że trudności w znalezieniu pracowników to jedyny mechanizm korekcyjny, którego skuteczność widziałem osobiście"

Przecież to nie jest tak, że ktoś się nie zgadza z tą tezą - tylko że po prostu "rynek pracownika" jest zjawiskiem rzadkim i efermerycznym. W praktyce w większości sytuacji faktycznie jest te "10 osób na czyjeś miejsce".
-
2018/10/08 19:52:44
Być może tak kiedyś było przy prostych pracach i 20% bezrobociu. Jajakodzieciak nie widziałem i nie pamiętam. Może tak trochę jest w dziennikarstwie teraz, kiedy bardzo spadają wpływy. Ale ogólnie znalezienie kogoś do wymagającej pracy to miesiąc albo lepiej poszukiwania i kwartał wdrożenia.

Poza większymi przedsiębiorstwami, które mogą rozłożyć w międzyczasie obowiązki na resztę załogi, to jest ogromne obciążenie dla firmy i potencjalnie zawalone projekty, nie mówiąc o utraconych korzyściach.

Praktycznie każdego szefa z tej dominującej grupy małych i średnich przedsiębiorstw teraz da się posadzić i wyjaśnić, że warunki pracy muszą się poprawić. Przy okazji koniecznie negocjując podwyżkę, bo ludzie bardziej szanują to, za co więcej płacą, niezależnie od "obiektywnej" wartości i paradoksalnie więcej kasy wiąże się też z lepszym traktowaniem.
-
wo
2018/10/08 22:23:33
@tymczasowe
"Praktycznie każdego szefa z tej dominującej grupy małych i średnich przedsiębiorstw teraz da się posadzić i wyjaśnić, że warunki pracy muszą się poprawić. "

Ale jakoś się jednak rzadko poprawiają, bo po prostu szefowie często popełniają błędne decyzje. Kapitalizm byłby ogólnie fajniejszym ustrojem, gdyby częściej wpadali na pomysły typu "a może dam im podwyżki, żeby zmniejszyć rotację". Akurat do najnowszego numeru dwumiesięcznika "Książki" piszę o książce na temat dokładnie tego błędu w zarządzaniu (wyjątkowo częstego, zdaniem jej autorów).

Innymi słowy: że dobre traktowanie pracowników się *opłaca*, to nie dowodzi, że każdy Janusz biznesu o tym wie (non sequitur).