Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Amerykański sen w Albuquerque

Dawno nie było na blogu nic o popkulturze, bo fejs to świetny format do bieżących rozmów o serialach, grach, muzyce, książkach itd. I tylko o polityce wolę tutaj.

Pod pretekstem kolejnego sezonu serialu „Better Call Saul” - prequela do genialnego „Breaking Bad”, zrobię wyjątek. Oba seriale analizowano pod wieloma kątami (sam mistrz Dukaj trzasnął essay o „BB” jako moralitecie!), a mnie fascynuje w nich temat amerykańskiego snu.

Fascynuje mnie po prostu sam ten sen (stąd choćby różne moje projekty książkowe). Nie miałem wprawdzie fazy „nastoletniego korwinizmu”, ale jako dziecko byłem zafascynowany amerykańskim stylem życia takim, jak go rozumiałem piąte przez dziesiąte z filmów i seriali pokazywanych w TVP z lat 70.

Część była w miarę aktualna („Pogoda dla bogaczy”), część już wtedy archiwalna (komedie romantyczne z Doris Day). Wyłonił mi się z tego obraz kraju, w którym Każdy Ma Szansę.

To ważny element ówczesnej amerykańskiej automitologii: że ich kraj to „land of opportunity”. Każdy ma tam nie tylko szansę, ale i drugą szansę (jeśli poprzednią zmarnował przez błędy młodości).

Prawdziwość tego mitu zdawały się potwierdzać opowieści krewnych, którzy tam wyemigrowali. Czasem przyjeżdżali, wyglądając i pachnąc jak przedstawiciele wyższej cywilizacji, częstując nas, dzieciaki, gumą Wrigley i batonikami Hershey.

Pokazywali zdjęcia swoich domów (!), przed którymi parkowali swoje samochody (!!) piękniejsze niż oczy szatana. Dodawali przy tym (zapewne zgodnie z prawdą), że wszystkiego dorobili się od zera.

Dziś oczywiście wiem, że społeczny optymizm bijący i z relacji wujków z USA, i z musicali z Frankiem Sinatrą, brał się z powojennego boomu. A i wtedy zapewne lepiej było od zera dorabiać się w Europie, z jej siatką bezpieczeństwa, zapewniającej REALNĄ drugą szansę.

Wydaje mi się, że najważniejszą zmianą w Ameryce po upadku Lehman Brothers było uświadomienie sobie, że amerykański sen już nie działa. A może nigdy nie działał. To uczucie jest wspólne dla elektoratów Trumpa i Sandersa.

„Breaking Bad” był wtedy między pierwszym a drugim sezonem. Pierwszy wyglądał trochę jak czarna komedia, a dziwne powiązania Waltera White’a z zagadkową firmą chemiczną, którą kiedyś współzakładał („Gray Matter”) sugerowały, że to wszystko może pójść w kierunku „Archiwum X”.

Dopiero w drugim poznajemy mecenasa Goodmana, firmy Pollos Hermanos i Madrigal GmbH, Gusa i Mike’a, wyliczenia dotyczące finansów Walta, rozmach działania kartelu z Juarez. Poznajemy geopolityczny kontekst czarnego rynku w Albuquerque.

Zwolennik Trumpa powie, że to seriale o potrzebie oddzielenia Ameryki murem od kartelu z Juarez oraz o odtworzeniu amerykańskiego snu z lat 50. Zwolennik Sandersa, że „BB” jest o potrzebie darmowej opieki medycznej, a „BCS” o potrzebie darmowej edukacji.

Serial jednak wymyka się prostym interpretacjom (uwaga, umiarkowane spojlery!). Kartel z Juarez ulega totalnej anihilacji, ale jego miejsce zajmują tylko jeszcze potworniejsi przestępcy - bo popyt na narkotyki zawsze wytworzy jakąś podaż, nie można tego zwalczyć, można tylko próbować cywilizować.

Parodią systemu wartości Ameryki z lat 50. są wypowiedzi Hanka Schradera, szwagra Waltera White’a. Schrader to postać w zasadzie sympatyczna, ale jednocześnie rasista i seksista. Powrót do tamtej „złotej ery” oznaczałby powrót do dawnej dyskryminacji, bo to wszystko jest w jednym pakiecie.

Seriale nie pasują też do pozytywnej utopii lewicowej. Od piątego odcinka wiemy, że problem Waltera White’a nie leży w samym tylko braku pieniędzy, te mógłby dostać od swojego dawnego wspólnika, ale nie chce. To kwestia dumy, woli być królem podziemia niż giermkiem na legalu.

Podobnie z karierą Jamesa McGilla w „BCS”. Serial się jeszcze nie skończył, więc kiedy piszę te słowa, jeszcze nie wiemy, jaki to Grande Finale Piątego Sezonu ostatecznie przekształci go z „chaotic neutral” w mafijnego consigliere.

Ale już widać, że Jimmy też mógłby zrealizować amerykański sen, gdyby nie jego patologiczna duma i ciągoty do autodestrukcji. On przecież nawet zrealizował amerykański sen: miał narożne biuro, osobistego asystenta i zarobki adekwatne do stanowiska, ale sam to wszystko niszczył.

Niektóre lewicowe utopie odwołują się do przekonania, że człowiek jest z natury dobry. Ja w to nie wierzę. Wierzę w rezydentne zło w naszej naturze. I socjaldemokratyczne państwo opiekuńcze uważam po prostu za najlepsze rozwiązanie na trzymanie tego zła pod kontrolą.

Mit „amerykańskiego snu”, o karierze od pucybuta do milionera, może przemawiać do dziecka. Ale nastolatek powinien z tego wyrosnąć.

czwartek, 13 września 2018, wo

Polecane wpisy

  • Metafora leminga

    W moim bąbelku panują skrajnie przeciwstawne opinie na temat nowego serialu HBO „Ślepnąc od świateł” - jedni zachwyceni, drudzy zniesmaczeni. Nie mo

  • Heros korpoludków

    Zmęczony dysputą teologiczną, znów napiszę coś o popkulturze. Tym razem o Jo Nesbo, bo odczuwam niedosyt pisania o nim zawodowo. Postaram się nie spojlerować, b

  • Kler (uwaga, spojlery)

    Niniejsza notka przeznaczona jest tylko dla osób, które albo już widziały „Kler”, albo nie zamierzają oglądać. To złożony thriller, w którym kolejne

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/09/13 18:16:33
@wo: "Niektóre lewicowe utopie odwołują się do przekonania, że człowiek jest z natury dobry. Ja w to nie wierzę. Wierzę w rezydentne zło w naszej naturze."

Ja wręcz bardziej cenię Better Call Saul niż Breaking Bad dlatego, że pokazuje moralną ambiwalencję w działaniach naszych bohaterów. Przedstawia ewolucję głównych postaci w odpowiedzi na zmieniające się okoliczności, ale nie próbuje redukować tych okoliczności do czynników ekonomicznych (w Breaking Bad też to było, z męską dumą Walta na czele, ale w Better Call Saul jest to temat przewodni). Jimi, Chuck, Kim, Mike - to są fenomenalne postacie właśnie dlatego, że nie są ani jednoznacznie złe, ani dobre. Jimi nie zostałby Saulem gdyby nie jego brat Chuck. Ten jak najbardziej odnosi sukcesy na legalu, ale nie starcza mu to. Musi się wciąż odgryzać na bracie za mniej lub bardziej rzeczywiste urazy z dzieciństwa. Jego działania są zawsze legalne, ale też przeważnie obrzydliwe. W konsekwencji Jimi ma poczucie niższości i niesprawiedliwości, więc intelektualne braki w stosunku do Chucka stara się nadrobić kombinowaniem. Kim jest kolejnym przykładem osoby robiącej karierę na legalu, ale gdy pojawia się możliwość by naciągnąć kogoś na drinki dla zabawy, idzie za Jimim w ogień. Czy jest zła? Przecież wiemy, że nie. Jednak, mimo że nie pasuje to do jej charakteru, ale równocześnie jest w swoim oszustwie stuprocentowo wiarygodna. W ostatnim odcinku mqenqmn v bxłnzhwr Wvzv'rtb - nyr pml zn jlwśpvr? Czy ktoś z nas byłby w stanie postąpić inaczej? Ewolucję Mike'a z kolei tłumaczy śmierć syna, która uparcie wraca w tle akcji Better Call Saul - w Breaking Bad chyba żadnej wzmianki o tym, dlaczego mrukliwy acz sympatyczny starszy pan jest bandytą nie było (?). Nawet to, jak to jest zrobione, jest świetne - twórcy serialu nie pozwalają nam zapomnieć o Mattym tak, jak zapomnieć nie potrafi Mike.

Oczywiście można się upierać, że to "rezydentne zło" wychodzi z ludzi - ale czy na pewno? Jimi w jednym z kluczowych flashbacków kradnie ojcu kilka dolarów ze sklepowej kasy - to jego pierwszy "breaking bad" moment. Wiemy też jednak, żo Jimi bierze te pieniądze widząc, że ojciec naiwnie daje się naciągać. Rezydentne zło, czy frustracja dorastającego chłopca? Moim zdaniem to drugie, ale autystyczny brat Chuck mu tego nigdy nie zapomni. Więc jak dla mnie to jest serial nie tyle o rezydentnym złu w naszej naturze, co o tym, jak to zło powstaje w wyniku głupich splotów okoliczności i fatalnej oceny sytuacji (dlatego też oglądam z zapartym tchem). P.S. Fajna notka.
-
2018/09/14 00:17:44
KO nie ma nic mądrego do nadania, ale odbiera czujnie:
1) "Prawdziwość tego mitu zdarzały się potwierdzać opowieści krewnych" - może zdawały się?
2) "oddzielenia Ameryki murem od karelu z Juarez" - kartelu
3) "więc kiedy pisze te słowa" - ę
-
2018/09/14 00:59:20
@Albuquerque

Była tu kiedyś dyskusja o dofinansowaniu filmów. Breaking Bad został nakręcony w stanie Nowy Meksyk tylko dlatego, że stan zrefundował 25 lub 25% procent kosztów w zamian za ulokowanie miejsca akcji.
(informacja z dodatków/wywiadów umieszczonych na wydaniu BD)
-
2018/09/14 01:40:52
mqenqmn v bxłnzhwr Wvzv'rtb - nyr pml zn jlwśpvr

O co chodzi w tym szyfrze?
-
2018/09/14 10:45:13
@yoghoort01: No przecież rot13, bo podobno są ludzie, którzy z najnowszym odcinkiem czekają do weekendu.
-
wo
2018/09/14 11:13:14
@jakubjot
"Czy jest zła? Przecież wiemy, że nie."

Acz powstrzymywałbym się z odpowiedzią do Grande Finale serialu. Kim jest nieobecna w "BB", co ja interpretuję tak, że (to nie spojler, to spekulacja!) scenarzyści planują ją zabić w finale "BCS". I zapewne będzie to związane z jakimś tragicznym wydarzeniem, które ostatecznie przekształci Jima w Saula.

" w Breaking Bad chyba żadnej wzmianki o tym, dlaczego mrukliwy acz sympatyczny starszy pan jest bandytą nie było"

Chyba nie, on na początku był po prostu wcieleniem stereotypu Czyściciela, który pojawia się nie wiadomo skąd i usuwa trupy oraz radzi bohaterom, jak umyć mieszkanie, zanim Bonnie wróci z dyżuru.

@yoghoort
"O co chodzi w tym szyfrze?"

Jak miecz świetlny, to narzędzie pochodzące z bardziej eleganckich czasów. Bardzo prosty szyfr, polegający na cyklicznym przesuwaniu liter w kodzie ASCII o 13 miejsc, stąd nazwa ROT13. Dwukrotne zastosowanie szyfru oznacza odszyfrowanie. Niektóre przeglądarki mają to wbudowane, są też strony typu rot13.com.
-
2018/09/14 11:38:56
@" w Breaking Bad chyba żadnej wzmianki o tym, dlaczego mrukliwy acz sympatyczny starszy pan jest bandytą nie było"

Nie ma. W pewnym momencie Hank dowiaduje się, że to były policjant, ale bez szczegółów dlaczego przeszedł na ciemną stronę.
-
wo
2018/09/14 12:00:14
@margrabia.g
"Nie ma. W pewnym momencie Hank dowiaduje się, że to były policjant, ale bez szczegółów dlaczego przeszedł na ciemną stronę"

Więc ja przypuszczam, że finał BCS przyniesie jakieś straszne wydarzenia, w których zginie Kim (i być może Howard), a zabiją ich bohaterowie, ktorzy na razie wydają nam się w miarę sympatyczni, Mike i/lub Jimmy. Być może to wszystko wyjdzie im jakoś nieintencjonalnie, ot, jeden numer z "szukaniem frajera w barze z drinkami" za dużo.

Kim się swobodnie czuje w miejscach, w których można spotkać Lydię, która jest już od samego początku jednoznacznie Złą Osobą. Jimmy do takich miejsc nie pasuje, jemu najwygodniej jest wśród amerykańskiej klasy ludowej, a Kim wygląda, jakby się urodziła w pięciogwiazdkowym hotelu. Ona może poznać Gusa Fringa na jakimś iwencie charytatywnym dla miejscowych elit, albo Lydię w lounge'u lotniska ABQ. I wpaść na jakiś Bardzo Głupi Pomysł, po którym Mike będzie miał dużo sprzątania.

@thetyrystor
Tradycyjne Bóg zapłać!

-
wo
2018/09/14 12:02:55
@jakubjot
"Oczywiście można się upierać, że to "rezydentne zło" wychodzi z ludzi - ale czy na pewno? "

Nigdy tego się nie dowiemy na pewno, eksperymenty rozstrzygające pytanie "nature vs nurture" byłyby potwornie nieetyczne. Faktem jest, że dzieci bez żadnego widocznego powodu potrafią być agresywne, deklarować chęć "zabicia" kogoś, kto im nie chce oddać zabawki itd. Może kopiują dorosłych, a może to jednak coś wrodzonego Naturze Lucka. W każdym razie, wierzę, że opiekuńcze państwo jest najlepszym (acz i tak niedoskonałym) narzędziem trzymania tego zła pod jaką-taką kontrolą.
-
2018/09/14 12:33:31
@wo i problem pochodzenia zła u luckości

Zgadzam się że 'zło' pochodzi gdzieś ze środka, Rousseau był naiwny, anarchiści są naiwni, a w kwestii losów grupy dzieci na bezludnej wyspie więcej racji miał Golding ('Władca much') niż Verne ('Dwa lata wakacji'). Co mnie, jako ewolucjonisty, specjalnie nie dziwi...

Tylko rodzi to poważne implikacje. wo przyznaje szczerze że - wobec skażenia natury ludzkiej 'grzechem pierworodnym' - niezbędne jest silne państwo. O ile mi wiadomo, jest to także pogląd jaki kieruje Kaczyńskim, a także wieloma innymi 'ojcami narodu' w historii (to że w praktyce kończy się to zwykle rozdawaniem państwowych konfitur swojakom a nie altruistom-działającym-na-rzecz-zbiorowości to inna sprawa). Niechęć do socjobiologii, nierzadka wśród Zachodniej Lewicy, wywodzi się zapewne z niechęci do zaakceptowania smutnego wniosku że egoizm i brak empatii są w gruncie rzeczy naturalne dla typowego Homo sapiens, i bez pewnej dawki zamordyzmu nic się z tym nie da zrobić...
-
2018/09/14 12:57:41
@wo: "Więc ja przypuszczam, że finał BCS przyniesie jakieś straszne wydarzenia, w których zginie Kim (i być może Howard), a zabiją ich bohaterowie, ktorzy na razie wydają nam się w miarę sympatyczni, Mike i/lub Jimmy."

Ciekawa teoria. Dotychczas BCS raczej wystrzegał się dramaturgii tego typu w storyline Jimmy'ego, a zwroty akcji opierały się o wydarzenia dość banalne. Dlatego stawiałem, i dalej stawiam, że Kim w pewnym momencie po prostu od niego odejdzie. Ona jest (lub była - ostatni odcinek!) jedyną osobą, która konsekwentnie rozumiała i wspierała Jimmy'ego, zostawiając ocenę jego działań na później. Jimmy próbuje być uczciwym dla niej właśnie, ale też pokazuje, że nie jest gotów na przyjęcie pomocy i fundamentalną zmianę: odrzuca możliwość terapii chociażby, co wydaje się być kluczowe dla Kim. Stąd uważam, że coraz bardziej prawdopodobne odejście Kim i upadek planów o Wexler-McGill wystarczą, by Jimmy ostatecznie stał się Saulem. Nie wydaje mi się też, by Jimmy był zdolny zabić Kim w jakichkolwiek okolicznościach, ani nawet pracować w BB z mordercą Kim jakby nigdy nic (i nieważne, czy byłby nim Mike, czy inny enforcer Gusa). Saul to jednak kontynuacja Jimmy'ego, który po prostu wyzbył się marzeń o uczciwej pracy.

"Kim się swobodnie czuje w miejscach, w których można spotkać Lydię, która jest już od samego początku jednoznacznie Złą Osobą."

Potrafi się w tych miejscach poruszać, ale czy czuje się swobodnie? Ostatnie odcinki pokazują, że najlepiej czuje się jako public defence lawyer, pomagając młodszym wersjom Jimmy'ego zanim zabrną za daleko w swoich fatalnych wyborach życiowych. Diablo inteligentna i asertywna prawniczka w garsonce, ale tez niezwykle wrażliwa osoba w domu. Ale też jest zdolna do oszustwa, skoro w ostatnim odcinku po raz pierwszy chyba świadomie okłamała Jimmy'ego. Ale dla mnie to preludium do odejścia, nie do upadku.

"W każdym razie, wierzę, że opiekuńcze państwo jest najlepszym (acz i tak niedoskonałym) narzędziem trzymania tego zła pod jaką-taką kontrolą."

Tu jest zgoda, jest najlepszym narzędziem, ale nie jedynym. BCS skupia się mocno na pozaekonomicznych czynnikach środowiskowych - opiekuńcze państwo niewiele poradzi na brata takiego jak Chuck i pozostawioną przez niego traumę, bo Jimmy przecież nie poszedłby na terapię niezależnie czy byłaby za darmo, czy za sto dolców na godzinę. To równoczesne skupienie na czynnikach zewnętrznych i indywidualnej odpowiedzialności jest świetne i wydaje mi się, że mówienie o złej naturze spłyca trochę ten aspekt serialu.
-
2018/09/14 13:06:31
Ja tylko z korektą w sprawie konsensusu w socjobiologii na temat empatii. Nigdy nie było takiego konsensusu, a wysuwający ją ojciec tej dziedziny EO Wilson zrecedował ostatnio w swojej pracy z MA Nowakiem na temat kin selection.
-
2018/09/14 13:22:31
<b>@wo i agresja dzieci:</b>
Teza robocza żony: małe walczy o swój rewir, o to na co sobie może pozwolić -- swoim zachowaniem testuje normy.

<b>@ale.sobie.konto.wymyslilem:</b>
Tenże Rousseau napisał też "Umowę społeczną", której się obrywa za ahistoryczność, co jest głupim zarzutem, bo Rousseau (nie przepadam...) nigdzie nie napisał, że przedstawia historyczne wydarzenia -- przeciwnie, podkreśla, że chodzi mu o perspektywę etyczną, a nie historyczną.
W każdym razie, tenże sam Rousseau uważał, że choć wolność jest wartością, to ludzkość musi się dogadywać na temat jej ograniczenia dla własnego dobra i bezpieczeństwa. Nie wiem, czy na gruncie autorytetów uniwersyteckich to obowiązuje, ale w gruncie rzeczy to podstawa myślenia lewicowo-liberalnego do dzisiaj.
Czy państwo ma być "silne"? Cóż, ma być na tyle silne, na ile ludzie się umówią. Nie mniej i nie bardziej. Ma być skuteczne dla ich ochrony, ale ma też zachować indywidualną wolność, a raczej -- znaleźć akceptowalny kompromis między jednym i drugim.
Zresztą czy prawicy chodzi o coś innego? Przecież oni chcą też wolności, a że dla hejtu, a czasem i przemocy?
-
wo
2018/09/14 13:34:52
@alekonto
"O ile mi wiadomo, jest to także pogląd jaki kieruje Kaczyńskim"

Mierzi mnie nadużywanie tego prymitywnego chwytu retorycznego, "mówisz jak Kaczyński". Dla dowolnej tezy znajdziemy jakieś uzasadnienie, że PiS to głosi/głosił. Specjalnie dodaję określenia typu "socjaldemokratyczne" czy "opiekuńcze", żeby pisać, o jakie państwo mi chodzi.

@jakub.jot
"Nie wydaje mi się też, by Jimmy był zdolny zabić Kim w jakichkolwiek okolicznościach, ani nawet pracować w BB z mordercą Kim jakby nigdy nic (i nieważne, czy byłby nim Mike, czy inny enforcer Gusa). "

Może to zrobić niechcący. W "BB" trochę nadużywaną formułą cliffhangera było nieintecjonalne spowodowanie czyjejś śmierci, tzn. uruchomienie łańcucha wydarzeń, prowadzącego de facto to zabójstwa. Mnóstwo ludzi tam zginęło po prostu dlatego, że było w złym miejscu w złym czasie (dosłownie "mnóstwo", bo np. liczbę ofiar Kuzynów, wliczając w to pechowych pasażerów autobusu, musielibyśmy szacować). W tej chwili co najmniej dwie osoby mają wyrzuty sumienia, że nieintencjonalnie zabili Chucka.

Więc wyobrażam to sobie tak, że Kim (Howard?) dostaną jakąś propozycję od Lydii (na przykład zostaną wynajęci przez Madrigal GmbH), początkowo całkowicie niewinną, ale nagle się to wymknie spod kontroli, Gus podejmie decyzję "likwidować". I to się może skończyć tak, że Mike (Nacho?) pociągnie za spust, nie wiedząc, kogo zabija, ale to wszystko z jakiegoś powodu będzie wina Jimmy'ego. Bo powie Mike'owi, gdzie znaleźć Kim.

Albo odwrotnie, to Jimmy wpadnie na pomysł okradzenia/oszukania Lydii. Lydia wygląda na osobę, która może mieć kolekcję figurek Hummel! Przy okazji, zupełnie przypadkiem, w jego ręce wpadną dokumenty Pollos Hermanos. Kim zginie zamiast niego.

Nie wierzę, że tak po prostu odejdzie, to byłoby antyklimaktyczne. Gdyby Kim żyła w 2018, pojawiałaby się w jakiś sposób w flashforwardach z Omaha. Choćby jako zdjęcie, do którego czasem wzdycha Mister Takovic.
-
2018/09/14 14:12:48
@BCS
Spodziewam się, że wszyskie postaci BCS, które były w BB (plus Nacho Varga) i które w BB były częścią opowieści o działalności Gusa, przyczynią się w finale do "zniknięcia" Kim (a może i kancelarii HHM i Mesa Verde) w BB. Mike, Jimmy, Gus, może Nacho spotkają się w końcu. I raczej to będzie coś w stylu humoru noire z BB. W BCS wątek komediowy podupadł (tutaj Jimmy ciągnie to, co w BB robił do spółki z Waltem i Jessiem i nie tylko), a który był istotną częścią BB. Więc mam nadzieję na wielki, śmiech przez łzy, finał.
-
2018/09/14 14:23:44
@wo: "Nie wierzę, że tak po prostu odejdzie, to byłoby antyklimaktyczne. Gdyby Kim żyła w 2018, pojawiałaby się w jakiś sposób w flashforwardach z Omaha."

Zgoda, zwykłe odejście czy wyjazd w nieznane są faktycznie niezbyt prawdopodobne, przecież całe życie Kim kręci się wokół Albuquerque. Zgoda też, że jej śmierć w wyniku strasznego splotu wydarzeń jest jak najbardziej realnym scenariuszem, choć obstawiam, że i tak rozstanie się z Jimmy'm zanim to się stanie. Jednak szczerze wątpię, że Jimmy - nawet jeśli pośrednio winny w łańcuchu zdarzeń - będzie tego świadomy. Mimo wszystko, jest zbyt pogodny w BB na gościa odpowiedzialnego za śmierć ukochanej osoby. Mike też miałby z tym problem - on chyba nawet w BB wciąż dzieli na ludzi na tych, którzy są "in the game" i na tych, którzy nie są (jego chęć zemsty na kartelu zaczyna się od morderstwa przypadkowego kierowcy, który pomógł kurierom narkotykowym napadniętym przez Mike'a). A propozycja Madrigal dla Howarda to jak najbardziej, on właśnie znalazł się w sytuacji niczym Jimmy, gdzie jakiś szemrany interes może wyglądać sensownie, all things considered.
-
wo
2018/09/14 15:23:42
@jakubjot
"Jednak szczerze wątpię, że Jimmy - nawet jeśli pośrednio winny w łańcuchu zdarzeń - będzie tego świadomy. Mimo wszystko, jest zbyt pogodny w BB na gościa odpowiedzialnego za śmierć ukochanej osoby"

A tu się właśnie nie zgodzę. Najważniejsza różnica między Jimmym a Saulem jest taka, że Saul to człowiek pozbawiony marzeń. Jimmy, przy wszystkich swoich wadach, jest pełen pasji. Marzy o tym, marzy o tamtym. Zazwyczaj go to pcha w złym kierunku, ale go pcha. W BB ma coś w rodzaju dysforii. To wszystko wyszło scenarzystom zapewne przypadkiem, ale właściwie na samym początku widzimy mecenasa Goodmana w obliczu śmierci - i w ogóle się nie boi. Jakby mu już nie zależało.

No i już potem, jak się postać rozwija, to Goodman nigdy ani słowem o marzeniach czy aspiracjach. Zresztą za to go pokochałem, że o swojej przyszłości myśli tak jak ja, że już czeka mnie tylko (kiedyś wreszcie) zwolnienie zbiorowe, czyli "Cinnabon w Omaha". To też jest dziwne, że kiedy on mógłby sobie wymyślić nowe życie praktycznie od zera, wymyśla coś tak bezsensownego. Nawet ja jeszcze nie jestem AŻ TAK wypalony i chyba wolałbym sobie wymyślić jakieś ciekawsze "życie po życiu". Rety, chociaż Cinnabon w Honolulu.

Więc między "Jimmym pełnym marzeń" a "dysforycznym Saulem, który pasywnie czeka na śmierć" musi być coś więcej niż nieszczęśliwa miłość. Wyrzuty sumienia, że zabił Chucka (tak uważa!), a potem Kim, doskonale by to tłumaczyły.

Oczywiście, za rok jeden z nas będzie się śmiać z drugiego.
-
2018/09/14 16:05:36
@A tu się właśnie nie zgodzę. Najważniejsza różnica między Jimmym a Saulem jest taka, że Saul to człowiek pozbawiony marzeń. Jimmy, przy wszystkich swoich wadach, jest pełen pasji. Marzy o tym, marzy o tamtym. Zazwyczaj go to pcha w złym kierunku, ale go pcha. W BB ma coś w rodzaju dysforii. To wszystko wyszło scenarzystom zapewne przypadkiem, ale właściwie na samym początku widzimy mecenasa Goodmana w obliczu śmierci - i w ogóle się nie boi. Jakby mu już nie zależało.

Czy tak aby na pewno jest od początku? On się pojawia jako owszem, cyniczny i nieco zblazowany, ale jednak energiczny i wiedzący co robi prawnik od szemranych kombinacji. Tę energię z niego z czasem wysysa Walt i jego gry, Saul usiłuje się wycofać dopiero w dalszych sezonach. Odnoszę wrażenie, że on w momencie pojawienia się w BB jest na etapie, że to własnie jest jego życie po życiu, i może uda się tak pożyć spokojnie, a dopiero Walt to burzy.
-
2018/09/14 16:23:42
@margrabia.g: "Odnoszę wrażenie, że on w momencie pojawienia się w BB jest na etapie, że to własnie jest jego życie po życiu, i może uda się tak pożyć spokojnie, a dopiero Walt to burzy."

Też tak uważam. Saul jest jedyną postacią która początkowo jest w BB pogodna, na swój sposób oczywiście. Ostatnio obejrzałem ostatni odcinek 4 sezonu dla przypomnienia, i Saul jest tam momentami w dalszym ciągu przeuroczym gościem, który zdecydowanie chce pożyć. Skąpi odprawy dla sekretarki, mimo że zwitki banknotów sypią mu się z walizki. A Walt i Jesse na pożegnanie dostają od niego wesołą ripostę: "You two wanna go stick your wangs in a hornets' nest, it's a free country. But how come I always gotta get sloppy seconds, huh? If I ever get anal polyps, I'll know what to name them." Zrezygnowany Saul w Cinnabon to najprawdopodobniej czasy późniejsze, już po wydarzeniach BB.

@wo: "Oczywiście, za rok jeden z nas będzie się śmiać z drugiego."

You bet. :-)
-
2018/09/14 18:03:35
@wo
"Faktem jest, że dzieci bez żadnego widocznego powodu potrafią być agresywne"
Tak samo jak weterani bez żadnego widocznego powodu potrafią być agresywni. Powód jest niewidoczny, ale nie jest to rezydentne zło.

"W każdym razie, wierzę, że opiekuńcze państwo jest najlepszym (acz i tak niedoskonałym) narzędziem trzymania tego zła pod jaką-taką kontrolą."
Jakie mechanizmy istnieją w państwie opiekuńczym, a których nie ma w innych rodzajach państwa?
Jak państwo opiekuńcze broni się przed dotarciem złych ludzi na wysokie stanowiska w państwie?
-
wo
2018/09/14 20:25:57
@losokrutny
"Tak samo jak weterani bez żadnego widocznego powodu potrafią być agresywni. Powód jest niewidoczny, ale nie jest to rezydentne zło"

W przypadku weteranów powodem jest trauma wojny. W przypadku dzieci trauma czego, porodu?

"Jakie mechanizmy istnieją w państwie opiekuńczym, a których nie ma w innych rodzajach państwa?
Jak państwo opiekuńcze broni się przed dotarciem złych ludzi na wysokie stanowiska w państwie?"

Im mniejsze nierówności, tym mniejsze ryzyko, że prezydentem zostanie jakiś Trump.
-
wo
2018/09/14 22:25:33
"energiczny i wiedzący co robi prawnik" + "dostają od niego wesołą ripostę"

Ian Curtis też miał wśród przyjaciół opinię dowcipnego prankstera. Żarty Goodmana to mizantropijny czarny humor. Nawet ludzie z kliniczną depresją są do niego zdolni. Zauważcie jednak, że mimo tych "zwitków banknotów", jego życie wygląda nędznie i nie widać u niego żadnych aspiracji do w zasadzie czegokolwiek. Mógłby za te zwitki sobie kupić chociaż porządne biuro. Albo porządne cokolwiek.

Jimmy wiele rzeczy robi z radością, jego żarty często są pogodne (gdy flirtuje z Kim, zachowuje się w ogóle jak postać z komedii romantycznej). W Saulu radości nie widać wcale (I dare you, znajdźcie mi kontrprzykład).

Zaprawdę powiadam wam, finale grande to będzie wielka rozpierdziucha, ze zgonem Kim (i być może Howarda i Ignacia), a Jimmy będzie się za to wszystko czuł odpowiedzialny. Niekoniecznie w sensie że pociągnął spust, ale że czegoś nie przewidział, coś się wymknęło spod kontroli, czemuś mógł zapobiec, ale nie zrobił tego.
-
2018/09/14 22:42:05
@wo
"W przypadku dzieci trauma czego, porodu?"

- fizyczna, psychiczna i seksualna przemoc ze strony dorosłych (przede wszystkim własnych rodziców),
- fizyczna, psychiczna i seksualna przemoc ze strony rówieśników,
- bycie świadkiem przemocy w swoim najbliższym otoczeniu (m.in. między własnymi rodzicami),
- zaniedbanie potrzeb fizycznych i emocjonalnych.

Dzieci doświadczają różnych form przemocy przez wiele lat, zaczynając od okresu niemowlęcego. Rodzaje przemocy, jakie dotykają dzieci, są często ze sobą łączone.

www.ons.gov.uk/peoplepopulationandcommunity/crimeandjustice/articles/abuseduringchildhood/findingsfromtheyearendingmarch2016crimesurveyforenglandandwales
"A new module of questions [...] asked adult respondents aged 16 to 59 whether they had experienced a range of abuse while a child. [...] The survey showed that 9% of adults aged 16 to 59 had experienced psychological abuse, 7% physical abuse, 7% sexual assault and 8% witnessed domestic violence or abuse in the home."


"Im mniejsze nierówności, tym mniejsze ryzyko, że prezydentem zostanie jakiś Trump."
Czy zyski z zostania politykiem (co przekłada się na motywację) nie są dla złych osób takie same niezależnie od poziomu nierówności?
-
wo
2018/09/14 23:03:03
@losokrutny
"Dzieci doświadczają różnych form przemocy przez wiele lat, zaczynając od okresu niemowlęcego"

Zatem dochodzisz do wniosku, że nawet niemowlę może już nasiąknąć jakimś złem, a więc wracasz do problemu rezydentnego zła, które bierze się w ludziach nie wiadomo skąd, a mają je od najmłodszych lat. Uważam, że wyjaśniłem Ci to już dostaecznie klarownie, Twoje dalsze pleplotki na ten temat będą wycięte.

"Czy zyski z zostania politykiem (co przekłada się na motywację) nie są dla złych osób takie same niezależnie od poziomu nierówności?"

Z natury rzeczy tam, gdzie masz mechanizmy redystrybucyjne, zyski z zostania Kimś Ważnym (miliarderem, politykiem) są mniejsze niż tam, gdzie nie ma redystrybucji. To też uważam już za wystarczająco wyjaśnione.
-
2018/09/15 00:07:35
Ludzie sa zdolni i do postaw egoistycznych, i do altruistycznych. Te odruchy sie uaktywniaja w roznych sytuacjach, stymulowane roznymi bodzcami (np. altruizm wobec lokalsow, egoizm wobec obcych). Wsrod wielu gatunkow wysoko inteligentnych zwierzat rowniez zaobserwowano mieszanke postaw altruistycznych i egoistycznych (ale tam tez mamy do czynienia z kwestia "nature vs nurture", bo Homo sapiens to nie jest jedyny gatunek ktory posiada kulture).
-
2018/09/15 09:22:04
@wo
W Saulu radości nie widać wcale (I dare you, znajdźcie mi kontrprzykład).

Na początku pierwszego odcinka pierwszej serii nieszczęśliwy, zestresowany Gene jedyne pocieszenie znajduje w kasecie wideo. I nie ma na niej igraszek Jimmiego z Kim, tylko szalone reklamy Saula.
-
wo
2018/09/15 10:25:50
@theta
'Na początku pierwszego odcinka pierwszej serii nieszczęśliwy, zestresowany Gene jedyne pocieszenie znajduje w kasecie wideo. I nie ma na niej igraszek Jimmiego z Kim, tylko szalone reklamy Saula"

Owszem, ale to nadal jest problem "klauna z depresją". Jestem zdumiony, że na swoim blogu muszę tłumaczyć takie rzeczy. Myślałem, że moi komcionauci są na tyle obeznani z popkulturą, że choć raz gdzie indziej przeżyli ten szok, że OMG, jak to XX się powiesił, jego filmy / piosenki / standupy dawały mi tyle pocieszenia.
-
2018/09/15 11:25:05
@wo: "Zauważcie jednak, że mimo tych "zwitków banknotów", jego życie wygląda nędznie i nie widać u niego żadnych aspiracji do w zasadzie czegokolwiek. Mógłby za te zwitki sobie kupić chociaż porządne biuro. Albo porządne cokolwiek."

Gdyby sobie kupił porządne cokolwiek za gotówkę z handlu narkotykami to nie byłby Saulem Goodmanem, tylko skończonym idiotą. Przecież obskurne biuro i fatalne krawaty to świetna przykrywka. Pojawia się oczywiście pytanie, dlaczego nie zwinął interesu wcześniej, w końcu zarobił krocie. Moim zdaniem dlatego że, choć w BB jest pokazany jako człowiek na dnie moralnym, równocześnie jest w jego zachowaniu pewna symetria z Chuckiem. Wciąż pracuje i nie tylko rozwija swoje nielegalne interesy, ale też tą relatywnie bardziej uczciwą stronę działalności. Kręci reklamy i przyciąga klientów, których przecież w sensie finansowym wcale nie potrzebuje. Moim zdaniem robi to po prostu dlatego, że jest w tym bardzo dobry i nawet nie chodzi mu głównie o pieniądze. Tak jak Waltowi zresztą - mężczyzna, który całe życie grał fafnaste skrzypce i był upokarzany, nagle zaczyna dyrygować orkiestrą. Do czego on ma jeszcze aspirować? Saul z radością jest Saulem.

Czy to znaczy, że pod koniec BCS dopuścił się tak haniebnych czynów, że jest mu wszystko jedno? Moim zdaniem nie, podobnie jak Mike nie wydaje mi się mimo wszystko być gościem, który żyje z traumą świadomego skrzywdzenia kogoś takiego, jak Kim. Jest ogromna różnica w BB między Waltem, charakterem pozbawionym jakichkolwiek skrupułów, a pozostałymi bohaterami.

"Zaprawdę powiadam wam, finale grande to będzie wielka rozpierdziucha, ze zgonem Kim (i być może Howarda i Ignacia), a Jimmy będzie się za to wszystko czuł odpowiedzialny. Niekoniecznie w sensie że pociągnął spust, ale że czegoś nie przewidział, coś się wymknęło spod kontroli, czemuś mógł zapobiec, ale nie zrobił tego."

Rozpierducha ze śmiercią Kim i Howarda jest jak najbardziej prawdopodobna. Nacho raczej przeżyje bo o ile się nie pojawia w BB, to jest w pewnym momencie wspomniany (nie, żebym pamiętał, ale obczytywałem jego postać). To jest ten kawałek diagramu Venna, gdzie się zgadzamy. Moim zdaniem nieprawdopodobny jest tylko scenariusz, gdzie "zabiją ich bohaterowie, ktorzy na razie wydają nam się w miarę sympatyczni, Mike i/lub Jimmy". To dlatego, że gdyby zabił Mike, to Jimmy by go nienawidził w BB nawet gdyby rozumiał, dlaczego Mike zabił - przecież Gus też rozumie, dlaczego Hector zabił Maxa, ale nienawidzi go szczerze. Z kolei gdyby zabił Jimmy, to jego postać byłaby nie tyle "klaunem z depresją" w BB co "Waltem w fatalnym krawacie".

"Owszem, ale to nadal jest problem "klauna z depresją". Jestem zdumiony, że na swoim blogu muszę tłumaczyć takie rzeczy."

To jest jasne łamane przez oczywiste, tylko definicja klauna z depresją to nie jest "facet, który w wyniku mafijnych interesów osobiście lub cudzymi rękami zabił ukochaną osobę". Saul to jest przecież w dużej mierze sposób Jimmy'ego na radzenie sobie z traumą wyrządzoną przez brata - to przecież pisałem od początku. Pogodny Saul w BB to w dalszym ciągu tylko Jimmy radzący sobie jako-tako z bardzo negatywnymi emocjami z poprzedniego serialu (ale nie aż tak negatywnymi, jak zabójstwo Kim - może się mylę, zobaczymy).
-
2018/09/15 11:54:14
@wo
"Myślałem, że moi komcionauci są na tyle obeznani z popkulturą, że choć raz gdzie indziej przeżyli ten szok, że OMG, jak to XX się powiesił, jego filmy / piosenki / standupy dawały mi tyle pocieszenia."

Myślę, że nie tylko bywalcy tego bloga zetknęli się z tym mnóstwo razy. Toteż wydaje mi się to zbyt banalne jak na te seriale. Moim zdaniem z BB nie wynika jednoznacznie jakim człowiekiem jest Saul, a wspomniana przeze wcześniej mnie scena sugeruje, że może to on zostawi Kim i wybierze życie szemranego adwokata.
-
wo
2018/09/15 12:21:06
@theta
"Myślę, że nie tylko bywalcy tego bloga zetknęli się z tym mnóstwo razy."

Prosiłem o przykład sytuacji, w której coś sprawia radość Saulowi. Ty w odpowiedzi podałeś przykład KOGOŚ INNEGO, komu radość sprawia oglądania Saula (na kasetach). Skoro "zetknąłeś się z tym wiele razy", to nic nie usprawiedliwia takiego błędu. Nie rób go więcej.

A ja ponawiam pytanie: czy w "BB" widzimy Saula, któremu coś sprawia przyjemność. Z apetytem coś wcina albo popija (a widzimy to w "BCS"), cieszy się z nowego samochodu, gra na gitarze etc.
-
wo
2018/09/15 12:34:04
@jakubjot
"Gdyby sobie kupił porządne cokolwiek za gotówkę z handlu narkotykami to nie byłby Saulem Goodmanem, tylko skończonym idiotą. Przecież obskurne biuro i fatalne krawaty to świetna przykrywka. "

Owszem, ale jednocześnie poznajemy go jako eksperta od prania brudnych pieniędzy.

"Pojawia się oczywiście pytanie, dlaczego nie zwinął interesu wcześniej, w końcu zarobił krocie. "

Oraz: dlaczego gdy już zwinął, to wybrał "Cinnabon w Omaha", a nie chociażby "Pizzę Hut na Hawajach", gdzie miałby przyjemniejsze warunki pracy. Moja interpretacja: nic mu nie sprawia przyjemności.

" To dlatego, że gdyby zabił Mike, to Jimmy by go nienawidził "

Nie mamy też podstaw do przypuszczenia, że się lubią. Nie ma między nimi nawet tej takiej amerykańskiej niby-serdeczności, "how are you, how was your day, good to see you". Inna sprawa, że w "BB" Mike i Saul nie robią wrażenia lubiących kogokolwiek, ale to mi pasuje do tezy. Nie mają przyjaciół, nie są przyjaciółmi, mają wspólne interesy. Do czasu.

" Pogodny Saul w BB "

Ja ciągle nie widzę dowodów na jego "pogodność" poza tym, że żartuje i jego żarty rozbawiają innych. W takim sensie to Ian Curtis był pogodny.
-
2018/09/15 13:35:03
@wo: "Oraz: dlaczego gdy już zwinął, to wybrał "Cinnabon w Omaha", a nie chociażby "Pizzę Hut na Hawajach", gdzie miałby przyjemniejsze warunki pracy. Moja interpretacja: nic mu nie sprawia przyjemności."

To tu interpretujemy zdecydowanie inaczej, bo ja zakładam, że on wcale tego nie wybrał. Dlaczego tam akurat się zamelinował - nie wiemy. Ja w pewnym momencie myślałem o programie ochrony świadków, bo ponoć tak to właśnie często wygląda, ale jednak ewidentnie boi się wpadki będąc w szpitalu - więc odpada. Mimo to wątpię, by mając do wyboru Hawaje, Saul postanowił wyjechać do Nebraski (może tam dało się najtaniej kupić lewe dokumenty? Byłaby świetna scena, zdesperowany Saul liczy pieniądze, pyta za ile coś z Hawajów, a ponury pan mówi stary, za tyle to ewentualnie mogę sprzedać prawo jazdy i number ubezpieczenia z Nebraski, bo słabo schodzą).

"Nie mamy też podstaw do przypuszczenia, że się lubią."

Tym niemniej Saul niespecjalnie dyszy żądzą zemsty na nim, a dyszałby. No chyba, że będzie zwrot akcji, że Kim go jakoś potwornie najpierw zdradzi - ale z kim, z Howardem? Nieprawdopodobne. Do tego, jako "klaun z depresją", Jimmy prędzej zabiłby siebie niż ją.

"Ja ciągle nie widzę dowodów na jego "pogodność" poza tym, że żartuje i jego żarty rozbawiają innych. W takim sensie to Ian Curtis był pogodny."

Ale co to jest za argument? Ian Curtis miał depresję i tendencje samobójcze, ale nie był psychopatą mordującym najbliższych w ramach interesów mafijnych.

"Ty w odpowiedzi podałeś przykład KOGOŚ INNEGO, komu radość sprawia oglądania Saula (na kasetach)."

Nie mój przykład, ale bardzo dobry. Pokazuje, że bycie Saulem to dla Jimmy'ego ekwiwalent dobrego samochodu, wina czy steka dla kogoś bardziej zrównoważonego i mniej straumatyzowanego. I wcale nie dotyczy kogoś innego: zmyliły Cię wąsy i okulary, Gene Takovic to przecież też jest Jimmy McGill, tylko w Omaha.
-
2018/09/15 14:41:35
Saul nie wybrał Nebraski. W jednym flashbacków BCS mamy przypomnienie tamtej sytuacji w scenie niszczenia dokumentów, pożegnania sekretarki i telefonu do speca od "rozgrzanego do czerwoności odkurzacza". Jest to nawiązanie do obszernej części BB, w której przypomnijmy również Waltowi zorganizowana zostaje kryjówka. Widzimy jak Saulowi robione jest zdjęcie i bez pytania wstawiane do prawa jazdy z Nebraski, na co reaguje pytaniem "What's in Nebraska?"
-
2018/09/15 16:05:55
@thraway: O rany, jak mogłem zapomnieć! "Im not your lawyer anymore. Im nobodys lawyer. The funs over. From here on out, Im Mr. Low Profile, just another douchebag with a job and three pairs of Dockers. If Im lucky, a month from now, best case scenario, Im managing a Cinnabon in Omaha." Myślałem, że to wyobraźnia mi dopowiada, a tu nawet ponury starszy pan się zgadza.
-
wo
2018/09/15 17:35:28
@jakub.jot
"Ale co to jest za argument? Ian Curtis miał depresję i tendencje samobójcze, ale nie był psychopatą mordującym najbliższych w ramach interesów mafijnych"

Toteż ja nie twierdzę, że by zamordował z zimną krwią, ani że w ogóle by zamordował w sensie prawnokarnym. Raczej że uruchomi jakiś ciąg wydarzeń, który zacznie się pozornie niegroźnie, a skończy trupami.

"Nie mój przykład, ale bardzo dobry. Pokazuje, że bycie Saulem to dla Jimmy'ego ekwiwalent dobrego samochodu, wina czy steka dla kogoś bardziej zrównoważonego i mniej straumatyzowanego. I wcale nie dotyczy kogoś innego: zmyliły Cię wąsy i okulary, Gene Takovic to przecież też jest Jimmy McGill, tylko w Omaha."

OK, mój błąd, ale nadal czekam na przykład Saula w BB, któremu coś sprawia przyjemność. Bo że sprawia mu przyjemność samo "bycie Saulem" to już nie jest argument. Raczej za moją tezą, że wspomina coś sprzed jakiegoś strasznego wydarzenia, jako utraconą bezpowrotnie złotą erę (kiedy jeszcze miał marzenia).
-
wo
2018/09/15 17:48:31
*** MOJA OFICJALNA PREDYKCJA WIELKIEGO FINAŁU "Better Call Saul ***
(do zaglądania za rok i nabijania się ze mnie)

Kim zginie w wyniku tragicznego ciągu wydarzeń, do którego przyczynią się Jim i Mike. Nie będzie to intencjonalne, ale Jim/Saul będzie miał wyrzuty sumienia, że coś zrobił (lub czegoś nie zrobił). Na przykład: nieostrożnie zdradził komuś miejsce pobytu Kim. Albo: wszystko się zaczęło od jakiegoś jego kolejnego Genialnego Pomysłu, który na początku brzmiał sensownie i niewinnie (np. naciągnąć świeżo poznaną Lydię z Madrigal GmbH na jakiś przekręt związany z figurkami Hummel).

Podobnie Mike. Powiedzmy, Mike mógłby uratować Kim, ale nie pociągnął w porę za spust, bo mu ktoś niewinny (dajmy na to, pan Varga senior, próbujący ocalić życie syna marnotrawnego) wlazł w linię strzału. Będą mieć to sobie nawzajem za złe. Mike stanie się na przyszłość kimś, kto jak ma pociągnąć za spust, to pociąga (to jest ważna różnica między Mikiem z "BCS" i Mikiem z "BB").

Poza Kim, zginie jeszcze kilka osób, których nie ma w "BB". Na przykład Howard, który w to wszystko się wkręci jako totalnie legitny adwokat reprezentujący Madrigal GmbH.

Wątek flashforwardów z Omaha jakoś się spotka z flashbackami z Jimem. Na przykład teraz w 2018 Jim dowie się, że to jednak nie była jego wina w 2003 - i będzie happy end. Albo że właśnie jego wina i popełni samobójstwo. Tę wiadomość przyniesie mu ktoś, kogo dawno nie widzieliśmy na ekranie, a się stęskniliśy (Jesse? Robert Forster?). Znaczy, "przyniesie" niekoniecznie w sensie literalnym, ale odebranie wiadomości będzie się wiązać z ekranowym powrotem tej postaci.

Miasta, które mają własne predykcje, niech się wpisują.
-
2018/09/15 17:57:21
To czy go rajcuje bycie Saulem jest chyba zbyt trudne do pokazania na tle historii w której wszyscy na coś grymaszą.

Gdy Jimmy dostaje swoją szansę normalnej pracy w Davis & Maine (pamiętajmy że tę szansę sobie wyszarpał przez co Kim została dwa razy zdegradowana w HHM), niszczy w służbowym mercedesie schowek na kawę żeby zmieścić do niego kubek w prezencie od Kim z napisem "World's 2nd best lawyer". W BB Saul używa innego kubka "World's best lawyer", co by było dość perwersyjną formą pamięci w wiecznej żałobie.
-
2018/09/15 22:02:37
W nawiązaniu do historycznej części artykułu pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę.

Gdzieś na przełomie lat 1960. i 1970. Grupka młodych ludzi w Polsce podróżowała na wakacje autostopem. Po takim wyjeździe do jednego z nich przyjechała właśnie rodzina (w tym kuzyn lub kuzynka) z USA. Młodzi rozmawiali i wymieniali doświadczenia. Gdy przyjezdna/y usłyszała o wakacyjnych przygodach, stwierdziła: wy to macie wolność. Przekonywała, że w USA z miejsca taka wycieczka zostałaby zgarnięta za włóczęgostwo.
-
2018/09/15 22:11:59
@thraway: "W BB Saul używa innego kubka"

Chapeau bas! Oraz, zaczynam się o kolegę/koleżankę martwić. Ile razy to trzeba obejrzeć, by kojarzyć takie detale?

@wo: "Miasta, które mają własne predykcje, niech się wpisują."

Kim widzi, że Jimmy się coraz bardziej pogrąża po śmierci brata. Odrzuca szanse pomocy, a jednocześnie marzy wciąż o wspólnej firmie. Bezradna wobec tego Kim kłamie, że to Schweikart and Cokely zaoferowali jej współpracę, a nie ona im - ale później i tak odchodzi on Jimmy'ego. Ten nie daje o sobie zapomnieć, a Kim wciąż go kocha, więc ostatecznie dochodzi do wniosku, że Albuquerque jest dla nich dwojga za małe. Albo pojawia się headhunter z wielkiego miasta, albo Kim postanawia wrócić do Nebraski (ha! to z jej wikibiogramu) by pracować w tym, co lubi: jako public defence lawyer. Pomagając ludziom.

Gorzej z Howardem, którego pogrążają kłopoty finansowe po śmierci Chucka. Może to nawet Jimmy poleca Howarda jako nowego prawnika dla Madrigal? Normalnie wzgardziłby taką propozycją, ale widmo bankructwa robi swoje. Wyjdzie na tym marnie, i może nawet zostać ofiarą łańcucha wydarzeń uruchomionego przez Jimmy'ego. W międzyczasie Jimmy poznaje Gusa - może poznaje ich Mike? Dlatego, już jako Saul, może go poznać z Waltem w BB.

W 2018 może się pojawić Jesse, który się zawieruszył pod koniec BB. Ale ja liczę, że pojawi się też Kim. Może wpadną na siebie w Nebrasce?

Zaznaczam, że dopuszczam też możliwość śmierci Kim, prawdopodobny wydaje mi się tragiczny koniec Howarda - za nieprawdopodobne uznawałem to, że "zabiją ich bohaterowie, ktorzy na razie wydają nam się w miarę sympatyczni, Mike i/lub Jimmy."

No, ale ja lubię gorzkie happy endy.
-
2018/09/15 23:01:14
@WO

"Miasta, które mają własne predykcje, niech się wpisują."

Kamock: Kim nie zginie bo a) to nakazuje scenariuszowy puryzm: zginąć miał Chuck, zaś Kim to "survivor" (nie tylko wypadku drogowego) oraz b) jej postać jest potrzebna do ewentualnego kolejnego spinoffu. W ostatnich odcinkach Jimmy, rozwijając swoje uliczne biznesy, będzie coraz bardziej oddalać się od pomysłu na siebie jaki ma Kim jako szefowa nowo tworzonej "banking law division" w kancelarii Schweikart and Cokely. Gdy machinacje Jimmego spowodują dla niej o jeden problem za wiele, zapewne zmuszając ją do opuszczenia Albuquerque, dojdzie do chłodnego gorzkiego rozstania (choć może nie ostatecznego - Omaha nie jest "bezsensowna" - tam zapewne, w rodzinnej Nebrasce, jest Kim w czasie po BCS).
-
2018/09/15 23:14:04
"banking law division"

Warto zauważyć, że plany ekspansji banku Mesa Verde pokrywają się z planami ekspansji Gustavo Fringa. Nie wiemy czy pierze pieniądze Gusowi, ale wiemy że Mike zbierał dla wnuczki właśnie tam.

Może Kim rozczaruje się całym swoim światem? A może rzeczywiście dowie się za dużo.
-
2018/09/15 23:50:31
"Schweikart and Cokely. Gdy machinacje Jimmego"

To są obrońcy domów starości Sandpiper (o których przypomina nam się telefonem do Jimmyego gdy siedzi na kasie). Pozew zbiorowy przeciwko nim prowadzi HHM, a w zasadzie prowadził Chuck grając na zwłokę dla podbicia stawki. Howard potrzebujący obecnie gotówki może chcieć szybkiego porozumienia, ale nie zna sprawy. Jimmy który ją zaczął zgadza sie mu pomóc.
-
2018/09/16 00:01:38
@Może Kim rozczaruje się całym swoim światem? A może rzeczywiście dowie się za dużo.

Ciekawy trop. Ale to też prawda, że Kim jest "survivor". Nawet jeśli dowie się za dużo, to w dalszym ciągu jest szansa, że zwinie się do Nebraski - gdzie nie dosięgnie jej ręka Mike'a. To dobrze pasowałoby jako ostateczny powód jej wyjazdu z Albuquerque.
-
wo
2018/09/16 12:26:19
@awal
"a) to nakazuje scenariuszowy puryzm: zginąć miał Chuck, zaś Kim to "survivor" (nie tylko wypadku drogowego)"

Nie wiemy, czy "survivor", nigdy nie była poddana prawdziwemu testowi. Na razie Kim zdaje się być radośnie nieświadoma tego, o jak groźnych ludzi ociera się w Albuquerque. Ma typowe dla klasy średniej klapki na oczach. Za to Jim już co-nieco wie o istnieniu ludzi takich jak rodzina Salamanca. Scenarzyści ewidentnie szykują nam jakieś dramatyczne wydarzenie, w którym Kim również posiądzie tę wiedzę. "To skandal, co się tu dzieje, w tym Nowym Meksyku - wyjeżdżam do Nebraski" - to za mało dramatyczne.

" jej postać jest potrzebna do ewentualnego kolejnego spinoffu"

Mnóstwo ludzi, którzy zginęli w "BB", ma powrót w "BCS". Spinoff może pokazywać "Kim zanim poznała Jima".

@jakubjot
"w dalszym ciągu jest szansa, że zwinie się do Nebraski - gdzie nie dosięgnie jej ręka Mike'a."

Gdyby to było takie proste, że przed Gusem Fringiem / Salamankami / Kartelem z Juarez można uciec po prostu kupując bilet lotniczy do innego stanu, body count w "Breaking Bad" byłby znacznie mniejszy, a i Ed nie miałby klientów. Mike robi wrażenie człowieka, który cię wytropi nawet w Archangielsku, jeśli takie dostanie zlecenie.
-
wo
2018/09/16 12:29:27
@steelman
"Przekonywała, że w USA z miejsca taka wycieczka zostałaby zgarnięta za włóczęgostwo."

Zależy od stanu, ale to generalnie prawda. Właściwie nawet do dzisiaj (znów: zależy od stanu). To częsty motyw popkultury, że ktoś nieprzyzwyczajony do zwyczajów Głębokiego Południa wędruje sobie beztrosko z plecakiem i tam go dopada Miejscowy Szeryf, grany przez Briana Dennehy albo Ernesta Borgnine.
-
2018/09/16 13:00:56
"Scenarzyści ewidentnie szykują nam..."

...zerwanie Kim z Jimmim. Jimmy odmawia Kim leczenia, Kim kasuje marzenie Jimmiego o wspólnej firmie. To już się stało, na przedostatni odcinek przewiduję konfrontację, na ostatni rozwiązanie. Story arc Kim to nie "naiwna middle classerka odkrywa rzeczywistość", lecz "twarda kobieta z ludu wyszarpuje sobie lepszy byt". Jimmy był fellow travellerem, lecz stał się obciążeniem. Spinoff o Kim "from small town Nebraska to law firm mailroom" nie będzie ciekawy, spinoff "Omaha's rising star with her bitter past" owszem.
-
2018/09/16 13:10:47
@wo: "Gdyby to było takie proste"

Ale jest w BB różnica między zabijaniem gangsterów, policjantów, i cywilów. Kartel gra brutalnie - kierowca, który pomógł kurierom, ginie - ale już Gus to gość, który świetnie czyta ludzi, nie jest impulsywny, zawsze kalkuluje, i uwielbia kontrolować sytuację. On wręcz syci swoją chęć zemsty nie tyle morderstwem Hectora, co poczuciem pełnej kontroli nad nim. Kim spokojnie może znaleźć się w sytuacji, że wie za dużo by zostać w Albuquerque, ale za mało by warto było ryzykować jej morderstwo, nawet pozorując wypadek. Do tego jest ona postacią ze świetną oceną sytuacji - wcale nie musi zginąć.

"to za mało dramatyczne"

Nie jeśli twórcy szykują coś dramatycznego z Kim na piąty sezon. Wątek Gene Takivica nie musi się ograniczyć do kilku czarnobiałych scen.

"Scenarzyści ewidentnie szykują nam jakieś dramatyczne wydarzenie, w którym Kim również posiądzie tę wiedzę."

Trop @thraway (Jimmy pomagający Howardowi ugrać coś na Sandpiper od Schweikart and Cokely, pośrednio uderzając w Kim) to też niezły dramat. Jej śmierć z rąk grupy Gusa jest możliwa, jednak ja stawiam, że tak się nie stanie.
-
wo
2018/09/16 13:39:47
@awal
" Spinoff o Kim "from small town Nebraska to law firm mailroom" nie będzie ciekawy, spinoff "Omaha's rising star with her bitter past" owszem."

No to Ty chcesz zrobić serial o kimś, kto przeżył amerykański sen. To się dla mnie kłóci z wymową "BB" i "BCS". Za to moja wizja pasuje do powracajcego motywu, że nie ma mniejszego zła. Wielki story arc "BB", a także pomniejsze mikro-arki na jeden odcinek, z postaciami piątoplanowymi (typu ci kolesie od wymuszania odszkodowań, Gale albo to małżeństwo co uciekło z gotówką), to opowieści o ludziach, którzy wierzyli w "victimless crime", wierzyli w libertarianizm (Gale!), wierzyli że cel uświęca środki. I ich - jak się zdawało początkowo - drobne i niewinne przekręciki obróciły się przeciwko nim.

Podobny powinien być story arc historii Jima i Kim. O jeden przekręt za daleko. Coś, co początkowo wydawało się niewinną zamianą cyferek w dokumencie, albo jednej figurki Hummel na drugą, albo barową opowieścią o wspaniałej inwestycji, ale trzeba szybko wpłacić gotówkę, zakończy się rzezią.
-
2018/09/16 15:01:27
@Dobra vs zła natura ludzka
Samo to pytanie nie ma specjalnie sensu, bo oparte jest na archaicznym założeniu istnienia jakiegoś mniej lub bardziej zdefiniowanego 'zła' czy 'dobra' jak i zakłada, że istnieje pewna stała, niezmienna, identyczna dla każdego natura.

W bardzo dużym uproszczeniu, ludzki mózg to biologiczna maszyna podejmująca konkretne działania na podstawie dwóch wartości. Z jednej strony mamy rozmaite bodźce: zarówno generowane przez mózg wewnętrznie potrzeby (np. głód, konieczność snu, popęd seksualny) jak i te otrzymywane ze świata zewnętrznego (zarówno w czystej, nieprzetworzonej postaci jak ból) oraz bardziej złożone, wynikające z interpretacji danych otrzymywanych przez wiele zmysłów: np. czuję ból a wzrok mówi mi, że uderzył mnie ktoś, kogo uważam za przyjaciela: powstaje złożony bodziec jak złość, rozgoryczenie, rozczarowanie, czujemy się nieszczęśliwi itp.

Siła (czy też waga) samego bodźca może być różna: zarówno obiektywnie jak i subiektywnie. Dla przykładu, obiektywnie taki sam ból dla kogoś może być niespecjalnie dotkliwy, dla kogoś innego natomiast będzie niezwykle traumatycznym doświadczeniem. Albo: gdy ktoś zostanie obrabowany, może odczuć jedynie 'meh, whatever', natomiast u kogoś innego powstanie wtedy niesamowita złość i poczucie krzywdy. Same bodźce nie muszą też mieć absolutnie żadnych logicznych podstaw czy nawet źródła zewnętrznego: są ludzie, którzy są po prostu wkurzeni lub nieszczęśliwi (aka depresja) bez konkretnej przyczyny - bodźce te powstają samoistnie (np. na skutek defektu) podczas przetwarzania informacji w mózgu. Tak samo np. przyjemność dla kogoś może powstawać podczas jedzenia, a dla kogoś innego podczas krzywdzenia innych osób.

Z drugiej strony mamy wielowymiarową strukturę często skonfliktowanych ze sobą wewnętrznych, nazwijmy to, 'imperatywów', wykształtowanych na podstawie zarówno genetycznych predyspozycji jak i w ciągu procesu dorastania. Generalnie są one dość uniwersalne, wykrystalizowane przez miliony lat ewolucyjnej selekcji, jako te korzystne dla przyszłości gatunku (np. 'chcę przetrwać', 'chcę odczuwać przyjemność', 'chcę odczuwać spokój', 'chcę żyć w komforcie'), natomiast różnice między osobnikami wynikają z progu aktywacji danego imperatywu i jak i rodzaju bodźców, które dany imperatyw aktywują (wspomniany wcześniej przykład z dobrą/złą przyjemnością).

Mozg *zawsze* egoistycznie będzie dążył realizacji tych imperatywów, jest to jego właściwa funkcja. Oparte na elektrochemicznych procesach działania podejmowane przez mózg są skomplikowanym produktem istniejących bodźców, ich subiektywnej siły oraz progu aktywacji danego imperatywu. Co ciekawe, wiele z tego zachowania jesteśmy już w wstanie modelować (fakt, wciąż w prymitywny i uproszczony sposób) w sztucznych sieciach neuronowych. Oczywiście jakakolwiek możliwość kontroli tych procesów przez 'nas' w 'naszym' mózgu to iluzja (fakt, całkiem niezła iluzja, ale wciąż iluzja).

Przykład:
Ktoś ma niezwykle rozwinięte poczucie empatii, cierpienie innych wytwarza u niego niesamowite poczucie bólu i nieszczęścia. Taka osoba 'egoistycznie' odda się pomocy innym, pracy charytatywnej itp. w celu zaspokojenia imperatywu poczucia spokoju, nawet, jeśli musi poświęcić za to swój własny komfort.

Należy dodać, że nie nic nie jest tutaj jednowymiarowe, ktoś na przykład ktoś może być doskonałym rodzicem i mężem, ale jednocześnie nie mieć problemu np. z przyjęciem łapówki czy zabiciem kogoś, jeśli subiektywnie zwiększy to komfort życia lub dostarczy poszukiwanej przyjemność.

Co do meritum: o ile ewolucja ukształtowała nas tak, żeby promować korzystne zachowania z punktu widzenia przetrwania (współpraca, empatia), o nie wejdziemy w eugenikę czy inżynierie genetyczną i stworzymy mózg 'idealny', realizujący tylko dobre, optymalne dla społeczeństwa imperatywy (cokolwiek miałoby to oznaczać), to żeby zapobiegać aktywacji niepożądanych imperatywów (aka 'pierwiastek zła') i promować aktywację tych korzystnych, pewna forma zamordyzmu będzie zawsze konieczna.
-
2018/09/16 17:14:12
@WO

"Za to moja wizja pasuje do powracającego motywu"

Uprawiasz analizę techniczną, deterministycznie wyszukujesz "spadające noże" powracających motywów. Ja wychodzę ze skromnej analizy fundamentalnej, pt. co widzieliśmy w ostatnim odcinku, z domieszką ekonomii politycznej - niezależnie jak fajnie byłoby zrobić z Kim dowód na "no such thing as victimless crime", otrzyma ona swój "public bail-out" (przejście do funkcji protagonistki sequelu) jako podmiot systemowo relewantny dla cyklu.
-
2018/09/17 12:35:23
Pan Redaktor straszy tragiczną śmiercią Kim, ale mnie się zdaję, że w tym odcinku BCS, gdzie mamy flashforward z BB Saul instruuje sekretarkę by w razie problemów z policją skontaktowała się z zaprzyjaźnionym prawnikiem. I od początku sugerowało mi to Kim właśnie. Sadze, ze ich drogi się rozejdą (pewnie nawet w okolicznościach tragicznych) ale sama Kim gdzieś się uchowa.
-
wo
2018/09/17 13:06:53
@kleptoneko
"W bardzo dużym uproszczeniu, ludzki mózg to biologiczna maszyna"

Jak ktoś chce pisać o ludzkim mózgu w "bardzo dużym uproszczeniu", niech jednak wylegitymuje się swoimi kredenszialsami w niurosajensie, inaczej będzie podejrzewany o uprawianie internetowej pseudonauki.

@zasm
"Pan Redaktor straszy tragiczną śmiercią Kim,"

Ja nie straszę, ja mam ochotę - uwielbiam finały a la "True Detective" (albo pierwszy sezon "Philberta", wink wink nudge nudge!).

@awal
"Uprawiasz analizę techniczną"

Chyba w tej metaforze jest odwrotnie, techniczna to byłaby ta odwołująca się do "z odcinka na odcinek", a fundamentalna do story arków.
-
2018/09/17 13:28:20
@WO

Moja jest fundamentalna w sensie, że uwzględnia, co o sobie raportował sam podmiot (Kim jako postać w serii) i jakie "trendy koniunkturalne" przewiduje się w branży (możliwy kolejny spinoff). Twoja jest techniczna, bo przewiduje przyszłość podmiotu jako spełnienie pewnej abstrakcyjnej formacji kursowej ("powtarzającego się motywu").
-
2018/09/17 14:04:00
@analiza techniczna i fundamentalna

No bardziej chyba chodzi o to, że argumentacja wo jest prowadzona z perspektywy metanarracji o walce dobra ze złem i amerykańskiego snu, a moja i oponentów jest bardziej relatywistyczna przez to, że uwzględnia podmiotowość bohaterów: marzenia Jimmy'ego i Kim to dwa różne amerykańskie sny i dlatego ich losy mogą się potoczyć inaczej. Jimmy wierzy w amerykański sen dla siebie, Kim wierzy w amerykański sen dla innych. Obie wizje są naiwne, ale moim zdaniem ta różnica będzie miała wpływ na losy bohaterów. Ostatecznie, pomyli się ten, kto źle przewidział intencje twórców: czy to zło wybiera człowieka tak czy siak (wtedy Kim zginie) czy jednak człowiek zło przez swoje - choć uwarunkowane społecznie - decyzje (wtedy Kim przetrwa).

Tylko argumentu, że Kim jest potrzebna na kolejny spin-off nie kupuję. To byłby serial odchodzący zbyt daleko od BB/BCS. Przecież amerykański sen Kim, z którego sobie zdała właśnie sprawę, to jest ratowanie zabłąkanych Jimmych i danie im drugiej szansy, zanim zostaną Saulami. Z tego nawet David Simon fajnego serialu nie ukręci.

Ja na tym skończę, ale dyskusja była fascynująca i jeśli się mylę, wrócę oddać kudosy.
-
2018/09/17 15:18:58
@jakub_jot

"No bardziej chyba chodzi o to, że argumentacja wo jest prowadzona z perspektywy metanarracji"

natomiast moja prowadzona jest z (wyobrażonej) perspektywy "writers room" (scenarzystów) oraz producentów. Wydaje mi się, że widać dosyć jasno, co można (było) napisać dla postaci Kim, aby się to dobrze komponowało z aktualnie ujawnioną wiedzą o niej oraz z tym jak można byłoby za jej pomocą kontynuować świat BB/BCS. Owszem, jeżeli zapadła decyzja o definitywnym zamknięciu wątków dyptyku wtedy będzie więcej trupów na koniec BCS. Natomiast jeżeli ten świat ma pozostać otwarty, Kim przeżyje jako jego protagonistka. Dodam, że BB uważałem za produkt dość przeciętny - Walter White nie ma wg mnie finezji rysunku psychologicznego Tony'ego Soprano, a BB jako całość (podobnie jak większość innych hitów "Golden Age of Television") nadwyrężał format serialowy starając się w nim udźwignąć siłę przekazu kinowej fabuły. BCS wypada na tym tle lepiej ze względu w dużej mierze na postać Kim właśnie (która została dobrze obsadzona i zarezonowała z pewnym pokoleniowym doświadczeniem kobiecym). Byłbym zaskoczony gdyby tego potencjału nie dostrzegli autorzy serii.
-
wo
2018/09/17 20:02:24
""No bardziej chyba chodzi o to, że argumentacja wo jest prowadzona z perspektywy metanarracji" / "natomiast moja prowadzona jest z (wyobrażonej) perspektywy "writers room" (scenarzystów)"

Doprecyzuję, że moja też z [wyimaginowanej] perspektywy "writers room" [uwielbiam o tym imaginować, bo przecież czy w dzisiejszych czasach może być lepsza praca?]. Po prostu nie będą nagle rezygnować z owej metanarracji, która była w tych serialach od samego początku (a właściwie od drugiego sezonu "BB"), czyli właśnie tej moralitetowej. To jakby w "Z Archiwum X" nagle miało się okazać, że w ogóle nie ma żadnych spisków ani zjawisk nadprzyrodzonych. Wasze pomysły, z całym szacunkiem, są świetne, ale na inny serial, tzn. ja tu tworzę fanfika do "BCS", a Wy fanfiki do Ally McBeal z Nebraski.

No ale zapraszam za rok do chichrania się ze mnie, albo wysłuchania moich szyderstw. A w ogóle, to już widzę, że będę robić notkę za rok!
-
2018/09/17 21:12:05
"Ally McBeal z Nebraski"

raczej Vlana z Omaha (ha!)

[bardzo miła dyskusja]
-
2018/09/18 09:13:15
@wo
"Doprecyzuję, że moja też z [wyimaginowanej] perspektywy "writers room" [uwielbiam o tym imaginować, bo przecież czy w dzisiejszych czasach może być lepsza praca?]."

O tym jak bardzo nie, opowiada świetny i zabawny serial "Episodes".
-
2018/09/18 21:18:17
A skąd w ogóle pewność, że będzie jeszcze tylko jeden sezon a nie dwa?
-
2018/09/19 08:38:01
W kwestii technicznej: Gilligan sugerował, że BCS będzie miał ostatecznie porównywalną długość co BB.
-
2018/09/19 10:04:48
Obstawiałbym, że 5 BCS będzie sezonem o podwójnej liczbie odcinków, podobnie jak 5 BB. To pozwoli na rozbudowany flashfoward, a raczej dwa flashfowardy: kolorowy równoległy ze światem BB i czarnobiały po okresie BB. Ten pierwszy płynnie przejdzie w ten drugi w jednym ujęciu, w którym kolor przejdzie w monochrom (trik z "Memento" Nolana).
-
2018/10/02 20:20:52
To co wychodzi na temat Bretta Kavanaugh to jest BCS-BB a rebours in real time. Kandydat do Sądu Najwyższego, ojciec dzieciom itd. na którego temat codziennie wychodzą dawne sprawki w stylu BCS - z kulminacją w czasie senackiego przesłuchania, gdzie Kavanaugh czanelował Goodmana mimiką i gniewno-płaczliwą tonacją wypowiedzi. Za dwa lata będzie film i oskar dla Odenkirka, który go (ich) zagra.
-
wo
2018/10/03 10:24:21
Ja miałem raczej skojarzenie z tym sportowcem / synem bogatego tatusia z "13 powodów". Taki uprzywijelowany skurwysynek, głęboko przekonany, że wszystko mu się należy od życia, może mieć każdą i wszystko (sorki za spojler, to on gwałci główną bohaterkę i jest bezpośrednim powodem jej samobójstwa).

Natomiast Odenkirk Wielkim Aktorem Jest (niezwykłym zbiegiem okoliczności, piszę właśnie tekst o innej historycznej postaci, którą grał) i mógłby świetnie zagrać także Trumpa.
-
2018/10/04 09:12:47
Tak, Trump jest aktorsko niedoceniany. Jego parodie w SNL itp. idą w stronę "przygłupa", tymczasem to jest historia performera-samouka i utalentowanego con-mena. Liberace z miliardami, Lepper z walizką atomową. Od dawna nie kupuję żadnych satyrycznych dowcipów na jego temat - usypiają czujność. Podobnie jak patronizujące książki w stylu "Fear" przykładajcie miarę sportu profesjonalnego do meczu wrestlingu. Chcesz rozumieć to zjawisko, wówczas tylko Trump na żywo, najlepiej w połączeniu z archiwalnym Trumpem na żywo (tym na przykład granulującym Marco Rubio i Teda Cruza). Przykład: wystąpienie w ONZ satyrycy sklasyfikowali jako "wyśmianie bufona", podczas gdy ja zobaczyłem człowieka nawiązującego kontakt z nieprzychylną publicznością scenicznym refleksem i nutą autoironii.
-
wo
2018/10/04 12:28:24
Tu się nie pokłócimy. Lepper/Liberace to rzeczywiście dobre porównania i trochę ubolewam nad prostotą parodii a la SNL, właśnie dlatego wolałbym Odenkirka z pomarańczową peruczką. Niewątpliwie jego riposta w ONZ ("nie oczekiwałem takiej reakcji, ale OK") była działaniem błyskotliwego performera.
-
2018/10/04 18:59:27
Choć ja jednak trochę inaczej widzę Kavanaugh - on nie był aż tak uprzywilejowany. Jego alkoholowe ekscesy miały na celu możliwie pełny "blending in" z uprzywilejowaną kastą. Oddawał się im równie intensywnie jak nauce, bo obie sprawy rozumiał jako przesłanki wejścia na zamierzony szczebel. Co w zasadzie wprost przyznał w swoich senackich zeznaniach. Stąd też jego aktualny gniew - całe życie pracowicie tickował boksy a tu na ostatnim etapie przed nagrodą wymieniono formularz.
-
2018/10/16 09:30:18
"To tu interpretujemy zdecydowanie inaczej, bo ja zakładam, że on wcale tego nie wybrał. Dlaczego tam akurat się zamelinował - nie wiemy. Ja w pewnym momencie myślałem o programie ochrony świadków, bo ponoć tak to właśnie często wygląda, ale jednak ewidentnie boi się wpadki będąc w szpitalu - więc odpada. Mimo to wątpię, by mając do wyboru Hawaje, Saul postanowił wyjechać do Nebraski (może tam dało się najtaniej kupić lewe dokumenty? Byłaby świetna scena, zdesperowany Saul liczy pieniądze, pyta za ile coś z Hawajów, a ponury pan mówi stary, za tyle to ewentualnie mogę sprzedać prawo jazdy i number ubezpieczenia z Nebraski, bo słabo schodzą). "

"To też jest dziwne, że kiedy on mógłby sobie wymyślić nowe życie praktycznie od zera, wymyśla coś tak bezsensownego. Nawet ja jeszcze nie jestem AŻ TAK wypalony i chyba wolałbym sobie wymyślić jakieś ciekawsze "życie po życiu". Rety, chociaż Cinnabon w Honolulu."

Notka zainspirowała mnie do ponownego obejrzenia BB. Akurat ta kwestia jest dobrze wyjaśniona w przedostatnim odcinku. Wyjazd do Nebraski to nie był wybór Jimmy'ego. Jimmy, widząc tworzenie dla niego nowego ID, pyta Eda-handlarza odkurzaczami: "Co jest w Nebrasce?" Ed odpowiada: "Od tej pory ty". Jimmy robi smutną, zmartwioną minę. Z pewnością to nie było jego marzenie.

Na pewno natomiast jest różnica w podejściu do moralności. Saula poznajemy przy okazji złapania dilera Walta i Jesse'go. Ponieważ nie są original gangstas, chcą, żeby diler nie poszedł do więzienia ale i żeby nie poszedł na układ i nikogo nie sypnął. Saul wie, że to niemożliwe. Stąd porwanie Saula, który z zadziwiającą lekkością daje im radę "po co zabijać prawnika, skoro można zadźgać dilera". Później również widzimy, że dawanie tego typu rad jest dość rutynowe (np. radzi Waltowi, żeby wysłał Hanka na wycieczkę do Belize). Jimmy raczej by takiej rady nie udzielił, to jednak inne usposobienie, choć trzeba przyznać, że także dlatego, że trzymałby się od takich ludzi i sytuacji z daleka.