Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Elity na grodzonych osiedlach

To już osiem lat, gdy krytykowałem na blogu tekst Adama Leszczyńskiego o zamkniętych osiedlach, w którym Leszczyński pisał, że ludzie chcą na takich mieszkać, bo im się to kojarzy z „prestiżem”. Apelowałem wtedy, żeby sprawdził ceny stołecznych nieruchomości, a łacno się przekona, że w tym mieście trzeba potężnie dopłacić do BRAKU ogrodzenia.

Nabywcy nie wybierają ich z pragnienia prestiżu, tylko z (realatywnej) biedy. Wszyscy byśmy woleli mieszkać a to w willi w Konstancinie, a to w kamienicy na starym Mokotowie, ale cóż począć, kiedy ktoś ma zdolność tylko na grodzone osiedle w Białołęce.

Niestety, ten błąd kojarzenia zamkniętego osiedla z bogactwem ciągle powraca, między innymi w ostatniej debacie uruchomionej przez portal gazeta.pl. Co gorsza, pojawia się tam też błąd mylenia klasy średniej z elitami - no po kim jak po kim, ale po Sroczyńskim bym jednak oczekiwał, że czytał Gdulę, więc to odróżnia.

Więc jeszcze raz: elity mieszkają w rezydencjach. Osiedla i kamienice, grodzone lub nie, to domena różnych segmentów klasy średniej.

Uporczywe mylenie jednego z drugim to element propagandy systemu kapitalistycznego (czyli jak mawiamy w marksizmie: nadbudowy). Gdula lapidarnie nazwał to „robieniem klasy średniej przez klasę wyższą w bambuko”.

Ludzie, którzy wysyłają swoje dzieci do prywatnych szkół, w których czesne wynosi 11.000 MIESIĘCZNIE (to ulubiony przykład Gduli, odwołujący się do szkoły istniejącej w rzeczywistości) mówią do lemingów „razem tworzymy elitę”. I część lemingów niestety to łyka.

Dopóki to będzie trwać - trwać będzie robienie klasy średniej w bambuko. Albo też, jak to opisałem na swoim blogasku, „blejmowanie wiktima”.

W ten sposób, dajmy na to, za winnych kryzysu w mediach uznajemy dziennikarzy - a nie tych, którzy tymi mediami zarządzali i zarządzają. Winnymi problemów służby zdrowia są lekarze, a nie ministerstwo - i tak dalej.

Publicyści portalu domagają się od klasy średniej, żeby wzięła trochę większy kredyt i dopłaciła do mieszkania w jakiejś zacnej kamienicy na starym Mokotowie, starych Bielanach czy starej Ochocie, gdzieś gdzie się będzie mieszkać z lokatorami komunalnymi, a to żeby „polskie elity przestały być ślepe”.

Elity się od tego nie zmienią - będą mieszkać dalej tam, gdzie przedtem. W swej prywatnej miejscowości Chobielin-Dwór. Albo w willi na Ikara, bo z tą równością w PRL więcej mitu niż prawdy.

I dalej będą ślepe na „zmiany nastrojów społecznych”, bo zawsze takie były. Elity PRL do wieczora 4 czerwca 1989 zamartwiały się tym, co to będzie, jeśli ustaleń Okrągłego Stołu nie da się wypełnić z powodu zbyt dobrego wyniku PZPR w wyborach.

Elity sanacyjne dopiero we wrześniu 1939 zrozumiały, że kierowały domkiem z kart. Elity endeckie były autentycznie zaskoczone w maju 1926, że społeczeństwo nie stanęło masowo w ich obronie - i tak dalej.

Historia byłaby bardzo nudna, gdyby elity dysponowały jakimś niezawodnym hyperczujnikiem do wyczuwania nastrojów. Na szczęście od czasu do czasu są zaskoczone jak PiS protestami.

Mam dobrą wiadomość dla publicystów portalu - względna homogenność nowego osiedla utrzymuje się przez dekadę, dwie. Potem wszystko i tak się samo miesza.

Nabywcy na rynku pierwotnym z natury rzeczy są homogenni, bo selekcjonuje ich niewidzialna ręka rynku - zazwyczaj jak określimy warunki tak, że „młode rodziny ze zdolnością kredytową na tyle a tyle”, to wyjdzie nam grupa ludzi mniej więcej tak samo ubranych, jeżdżących mniej więcej takimi samymi pojazdami, pracujących w mniej więcej takich samych instytucjach.

Po dwudziestu paru latach jednak na tym osiedku nabywcy z rynku wtórnego będą się mieszać z tymi, którzy mają mieszkanie po rodzicach albo po byłym małżonku. I będziecie mieli tą waszą wymarzoną różnorodność.

Podobnie przecież było w tych wyidealizowanych starych kamienicach. W przedwojennej Warszawie budowano całe kwartały dla ludzi wykonujących ten sam zawód, jak „Żoliborz Dziennikarski” czy „Żoliborz Urzędniczy”. A i w powojennej - starzy warszawiacy wiedzieli, że to jest osiedle dla wojskowych, a tamto dla ubeków.

W tej sprawie nawet nie bardzo jest więc o czym debatować, bo w ogóle nie istnieje problem zasługujący na dyskusję. Można tylko bezsensownie nabijać odsłony reklamowe, żeby elity sobie wypłaciły premię i dywidendę.

piątek, 27 kwietnia 2018, wo

Polecane wpisy

  • Filozofia Porażki

    W Dwutygodniku ciekawy blok tekstów o filozofii przegrywu. Polecam zwłaszcza tekst znanego szczecińskiego prozaika. Lansowałem przegrywizm zanim to się zrobił

  • Wodzu prowadź!

    Polityka zagraniczna II Rzeczpospolitej w jej ostatnich latach była samobójczo błędna. Poniekąd dlatego zresztą były to ostatnie lata. Polska leżała między dwom

  • Technokraci i populiści

    Gdy myślę o dzisiejszej polityce, dostaję trzęsiączki wzdłużnej, więc zamiast tego pociągnę wątek zasygnalizowany jakiś czas temu w komentarzach. O dwojgu polit

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/04/27 18:16:24
"Publicyści portalu domagają się od klasy średniej, żeby wzięła trochę większy kredyt i dopłaciła do mieszkania w jakiejś zacnej kamienicy na starym Mokotowie, starych Bielanach czy starej Ochocie"

A nie żeby po prostu przestać grodzic te nieszczęsne osiedla? Nie zrobią się od tego droższe...
-
2018/04/27 18:29:20
Mieszkam od 8 lat w Warszawie koło spółdzielczego osiedla wybudowanego w latach 80-90. Kiedy się tam wprowadzałem, było to osiedle "otwarte". 3 lata temu mieszkańcy się ogrodzili. Takie przypadki to nie rzadkość - w ten sposób zostały też ogrodzone bloki na Powiślu. Czy tych ludzi do grodzenia też pcha deweloper?
-
2018/04/27 19:03:20
Grodzenia są wszędzie łącznie z ikonicznym WSMem, gdzie stara warszawska inteligencja wzniosła kute dworkowe parkany przy modernistycznych domach Brukalskich [1]. Ale nie stresowałabym się tym nadmiernie. Zwłaszcza grodzone Białołęki nie są żadnymi enklawami bogactwa, jak słusznie pisze WO. Za 20-30 lat będą w dużej mierze osiedlami imigranckimi, zamieszkanymi już nie przez homogeniczną klasę średnią (pierwsze pokolenie właścicieli), lecz przez mozaikę aspirujących migrantów z polskiej prowincji i zza Buga. Ten proces przebiegnie w przeciągu jednego pokolenia, gdyż już dzieci pierwszych białołęckich właścicieli będą szukać bardziej prestiżowych adresów lub migrować za granicę.

Nie ma więc co kruszyć kopii o te grodzenia, które niczego nie petryfikują i są łatwe do usunięcia, kiedy pozwoli na to ewolucja w społecznym postrzeganiu przestrzeni miejskiej. Należy raczej walczyć o budownictwo socjalne w Polsce (osiedla komunalne, TBSy) w odpowiedniej ilości i jakości. Mieszkania socjalne można budować w sposób atrakcyjny i tym samym przeciwdziałać ich degradacji. Przykłady: [2], [3]

[1] thumbs.img-sprzedajemy.pl/1000x901c/95/da/f4/zoliborz-przedwojenny-32653442.jpg

[2] www.archdaily.com/393277/vivazz-mieres-social-housing-zigzag-arquitectura

[3] www.archdaily.com/3245/izola-social-housing-ofis-arhitekti
-
2018/04/27 19:15:21
Ooo, jak pięknie, nowy wpisik na blogasku.

Mała KO na szybko: "tą waszą wymarzoną różnorodność" -> "tę waszą wymarzoną różnorodność".
-
wo
2018/04/27 19:35:14
@kosmaty
"A nie żeby po prostu przestać grodzic te nieszczęsne osiedla? Nie zrobią się od tego droższe..."

To byłoby nawet rozsądne, ale to ani nie poszło w tą stronę, ani chyba nie o to jednak chodziło Sroczyńskiemu, który najbardziej tam sarka na miasteczko Wilanów (w którym ogrodzenia są rzadkością, a w dodatku są odpowiednikiem klasycznego schematu tych "starych Mokotowów", czyli podwórko studnia, dziś szumnie zwane patiem plus brama z domofonem).
-
2018/04/27 20:42:29
Mnie w tekście Sroczyńskiego najbardziej kłuje w oczy: "Od deweloperów nie wymaga się, aby w osiedlach drogich apartamentowców były też bloki tańsze - bez piaskowca na elewacji, marmuru na klatce schodowej i całodobowej ochrony, ale za to dostępne dla ludzi z mniejszą kasą."

Mieszkania socjalne nie muszą być bieda-wersją mieszkań deweloperskich! Dobrze rozplanowane, nieprzeskalowane domy socjalne wykorzystujące dostępne budżety w konsekwentnych, odważnych (a nie mieszczańsko uśrednionych) realizacjach mogą być ładniejsze i bardziej funkcjonalne od deweloperskich "apartamentowców" tj. od hybryd udających standard rezydencyjny w ramach wielomieszkalnego budynku na ciasnej działce. Takich ładnych mieszkań socjalnych oczywiście nie wybuduje deweloper stawiający "apartamentowce". Przeważnie musi to być samodzielny projekt powstały w wyniku prestiżowego konkursu; tu jeszcze dwa przykłady ze Słowenii: [1] , [2].

[1] miesarch.com/work/1481

[2] www.archdaily.com/3547/tetris-apartments-ofis-arhitekti
-
2018/04/27 23:35:16
@awal111
Zdaje się, że w kategorii 'social housing' jest tyle budynku socjalnego ilu bliźniaków mieszka w polskich bliźniakach.
I pełna zgoda, że dzisiejsze deweloperskie apartamentowce to, co do zasady, kolorowe opakowanie. Sadów Żoliborskich nikt nie skopiuje..
-
wo
2018/04/28 09:26:19
@mefju
"Takie przypadki to nie rzadkość - w ten sposób zostały też ogrodzone bloki na Powiślu. Czy tych ludzi do grodzenia też pcha deweloper?"

Też, ale nie ten ich, tylko ten z sąsiedztwa. Kiedy sąsiedni blok jest ogrodzony a Twój nie, będą wyprowadzać psy i parkować samochody na Twoim trawniku. To efekt domina.

@paweu
"I pełna zgoda, że dzisiejsze deweloperskie apartamentowce to, co do zasady, kolorowe opakowanie. Sadów Żoliborskich nikt nie skopiuje.."

I słusznie, bo wymagania dzisiejszych klientów są inne. Dla dzisiejszego leminga kluczowe jest na przykład pytanie o podłączenie pralki i zmywarki. W mieszkaniach sprzed kilkudzesięciu lat są z tym problemy. Dzisiejszy leming chce mieć zróżnicowaną ofertę gastronomiczną, wtedy miała mu wystarczyć jedna "restauracja ogólnego przeznaczenia". Dzisiejszy leming chce mieć (najlepiej jedno i drugie!) ścieżkę rowerową, strzeżony stojak na rowery i tak poza tym miejsce w garażu podziemnym. Wtedy nie myślano o tym w ogóle - akurat moja młodość do połowy lat 90. to intensywne jeżdżenie rowerem m.in. przez Sady Żoliborskie i to był dramat, zupełnie wtedy nie myślano o dedykowanych ścieżkach. Robiłem sobie zresztą kilka nostalgicznych odtworzeń moich ówczesnych tras do centrum - nadal jest źle, bo pojawiło się kilka ścieżek np. wzdłuż Broniewskiego, ale się po prostu urywają i dalej nie wiadomo, gdzie przekraczać S8 albo kolej obwodową. W dzisiejszych czasach już dadzą dedykowaną ścieżkę do każdego wiaduktu, mostu czy kładki.

Oczywiście, dzisiejsze osiedla też będą pełne wad z punktu widzenia leminga z roku 2060 - być może ich będą śmieszyć nasze miejsca garażowe, a będą oczekiwać punktu ładowania bulbulizatora.
-
2018/04/29 15:05:18
Moze nie chodzi o to, zeby odgrodzic sie od biedniejszych? Imo Polak niezaleznie od dochodu paskudzi i halasuje po prostu na cudzym/wspolnym. I stawiajac plot jakostam ogranicza sie liczbe osob z zewnatrz. Mieszkam przy trasie zaopatrzeniowej miedzy Biedronka a terenami nad rzeka, gdzie od paru lat alko jest legalne (w weekendy zupelny chlew) i otwarcie tego osiedla/zdjecie kamer byloby bardziej niz nieroztropne.
-
wo
2018/04/29 15:22:19
@pw
"Moze nie chodzi o to, zeby odgrodzic sie od biedniejszych?"

Nawet na pewno nie. W okolicach stacji metra chodzi o odgrodzenie się od tych, którzy z Twojego podwórka/trawnika chcą zrobić sobie darmowe Park and Ride. Na blokowiskach chodzi o to, że jeśli tamci się odgrodzili, to my też musimy, bo inaczej wszystkie psie kupy będą u nas.

Konstrukcja "elity odgradzają się od biedoty" w ogóle nie ma sensu z powodów, które opisuję w notce.
-
2018/04/29 16:40:07
Ze swojej strony dorzucę anecdatę, bo mam nieco znajomych millenialsów, co to właśnie na takich grodzonych się zarodzinowali (w większości w Krakowie, ale z Warszawy też paru znam). Faktycznie samo odgradzanie się mają gdzieś, z niesmakiem się wyrażają i nie mogę powiedzieć, żebym znał kogokolwiek, komu ten pomysł się podoba. Jednemu egzemplarzowi nawet samochód ukradli z osiedla mimo grodzenia, ciecia, kamer itd., więc ma jeszcze bardziej skrzywiony pogląd na sprawę. Do tego dochodzi kupa narzekań z każdej strony na brak zieleni, placów zabaw, nieciekawe widoki (blok wygląda spoko, pejzaż okienny już niezbyt) i inne takie.

Najważniejszym argumentem jest faktycznie stosunek ceny do powierzchni, a na drugim miejscu są bajery parkingowe, garaż podziemny z wtyczką do hybrydy itd., ale myślę, że nie ma wśród nich nikogo, kto by się nie wolał zamienić na jednakowy metraż w lepiej wietrzonym, otwartym osiedlu za taką samą cenę.
-
2018/04/30 08:19:13
Właściwie to chciałem podziękować za wpis bo WO właściwie podsumował większość refleksji które i mnie chodzą po głowie. W jakiś dziwny sposób to nie domek pod miastem ani rezydencja w prywatnym lesie stał się nagle dla wszystkich gazetowych dyskutantów symbolem zamożności a 50 m condo na grodzonym osiedlu.

Dla mnie powody praktyczne grodzenia są 2 i oba mają sporo wspólnego z bezpieczeństwem choć raczej w warstwie symbolicznej. Pierwszym są parkingi. Niestety skoro wszelakie straże miejskie udają policję i nie karzą za rozjeżdżanie trawników bo to poniżej ich godności to albo płotek i trawnik albo parkingowe klepisko. Drugi powód to wandalizm. W jednym z miast na drodze (jak się później okazało) do stadionu lokalnej drużyny minąłem stare gierkowskie bloki i nowe grodzone osiedle. Bloki po 1 piętro zasmarowane były różnym graffiti. Lepszymi i gorszymi. Za płotkiem czysto. Przemoc symboliczna odsunięta na odległość płotu.
-
2018/04/30 14:50:41
"minąłem stare gierkowskie bloki i nowe grodzone osiedle. Bloki po 1 piętro zasmarowane były różnym graffiti. Lepszymi i gorszymi. Za płotkiem czysto. Przemoc symboliczna odsunięta na odległość płotu."

U mnie na gomułkowskim bez grodzenia mieliśmy problem z graficiarzami, ale skończyły się, gdy wspólnota ustawiła kamery. Przecznicę obok kamer nie ma i graffiti jest, ale powiem szczerze, że sam nie mam nic do graffiti o ile nie są na dnie pokroju "Jude raus". Wandalizm bo wandalizm, ale jednak element kultury i jak na mój gust dość ciekawy od strony antropologicznej. Fajnie by było nawet ufundować jakieś specjalne murki przy blokach, coś jak drapak dla kota.
-
2018/04/30 16:56:35
"Fajnie by było nawet ufundować jakieś specjalne murki przy blokach, coś jak drapak dla kota."

Próbowano, udostępniano mur i warunki, przez jakiś czas jest klawo, ale ci od malowania "L" czy judeo-sceptycyzmu mają gdzie, że niszczą jakąś tam sztukę.

www.se.pl/wiadomosci/polska/skandal-w-myslowicach-wandale-zniszczyli-mural-upamietniajacy-powstanie-warszawskie_610361.html
-
2018/04/30 23:51:32
@rpyzel

"ci od malowania "L" czy judeo-sceptycyzmu mają gdzie, że niszczą jakąś tam sztukę"

Ale ja mi właśnie o ten niskolotny element chodzi. Sztuka uliczna sztuką uliczną, a ja myślę o miejscach stricte do tagowania i L-kowania z ewentualną moderacją w postaci miejscowego zioma, co by overwritował jakieś najbardziej obraźliwe motywy po pewnym czasie, ale założeniem by był nie wygląd czy przekaz, tylko możliwość ekspresji niskich instynktów niekoniecznie bezpośrednio na blokach.

Ale to ogólnie tylko fantazja, bo pewnie koty by i tak wolały drapać tam, gdzie nie wolno.

A jeszcze swoją drogą, nazywanie takich swastyk i SS-ek judeosceptycyzmem wydaje mi się lekkim nadużyciem, bo to raczej jakiś wczesny gimbus bez założeń czy przekazu - wot obraza dla obrazy.
-
2018/05/01 08:42:15
Czy gimbaza wczesna czy późna - trzeba zmierzyć, na jakiej wysokości jest napis. Wyznaczanie miejsc na graffiti - z całym uszanowaniem, ale nie honor umieszczać swoje godło tam, gdzie zezwolą je umieszczać.
Grodzenie osiedli ciekawie koreluje z pewnym aspektem statusu. Najniżej ulokowani nie mają czego grodzić. Później idą ci, którzy odczuwają przymus grodzenia - od innych, ale głównie po to, aby zaznaczyć swoją obecność - niezależnie od uzasadnień praktycznych, które szanuję. Ci najwyżej ulokowani nie muszą grodzić - żyją tam, gdzie reszta nie dociera mentalnie czy fizycznie.
Z blogu (no dobrze, z wyświetlanych reklam; no dobrze, czytałem ostatni akapit) dowiedziałem się o planach budowy osiedla Lajkonik w Szczecinie. Taki pożytek, że miałem przez chwilę dużo radości.
-
2018/05/01 09:58:42
"nazywanie takich swastyk i SS-ek judeosceptycyzmem "

Nazwałem tak na publicznym blogu, żebym się nie googlał razem z napisem jaki się tam pojawia - no właśnie nie napiszę, żeby się nie googlać ;-)
-
jop
2018/05/02 17:11:51
@graffiti
Co do graffiti - tak, dawno temu kolega kupował mieszkanie i miał takie kryterium, że kupi w miejscu, w którym na parterze znajdzie 1 m2 ściany niezamalowanej graffiti.

@konieczność zamykania
Opieraliśmy się długo, ale w końcu musieliśmy zamknąć szlabanem parking pod blokiem, gdzie mamy nasze mieszkania (obecnie wynajmowane), bo w związku z rozszerzaniem strefy płatnego parkowania stał się atrakcyjnym P+R albo P+Walk (dla pracowników okolicznych biurowców).

@domek pod miastem jako miara sukcesu
No nie wiem, w moim najbliższym bąbelku jest to jednak dom. Po pierwsze po całości to jest jednak droższe (180 m2 pod miastem kosztuje tyle samo, co 80 m2 w mieście, ale do tego dochodzą koszty urządzenia, ogrzewania, ogród, taras itp. didaskalia), po drugie wymaga pewnego luzu finansowego (utrzymywanie floty samochodów, jeden rodzic mniej pracujący, żeby wozić dzieci, a najlepiej brak dzieci).
-
2018/05/02 21:56:42
Co do grodzonych osiedli, to jest to moim zdaniem proste następstwo rozwalenia spółdzielczości - ustawa z 2007 roku oraz likwidacja Krajowego Funduszu Mieszkaniowego.
Spółdzielnie mogą budować mieszkania ale nowy budynek byłby przekazany wspólnocie.

Zastąpienie spółdzielni wspólnotami stwarza problem "bezpańskich" terenów. Spółdzielnia posiadała place zabaw, kluby osiedlowe, jakieś ogólnodostępne parkingi, drogi między blokami, piaskownice, zieleń. Wspólnota to blok, najwyżej z chodnikiem.

Do mojego spółdzielczego klubu osiedlowego chodzą dzieciaki z deweloperskich osiedli, co ciekawe bez dodatkowych opłat.

Mieszkańcy pewnie chcieliby podobnych rozwiązań ale zarówno prawo, jak i model biznesowy dewelopera oraz struktura sprzedaży na to nie pozwala. Wiele osiedli jest praktycznie w połowie wykupiona pod inwestycję, zarówno na wynajem średnio i długookresowy, jak i na dzikie hotelarstwo w postaci Airbnb czy bookingu.
-
2018/05/02 22:58:51
Wspólnota to miraż ukochanego przez krajowców prawa własności. Jestem w dwu wspólnotach (dewelopersko-grodzonych) łącznie 14 lat, w żadnej jeszcze nie udało się zebrać kworum na zebraniu. W uszczelnienie prawne rynku najmu dawno przestałem wierzyć, ale nawet taki drobiazg jak możliwość pominięcia wiecznie nieobecnych przy liczeniu kworum byłby prawdziwym przełomem.
-
2018/05/02 23:29:01
@jop
"[parking] w związku z rozszerzaniem strefy płatnego parkowania stał się atrakcyjnym P+R albo P+Walk (dla pracowników okolicznych biurowców)."

Przecież identyfikatory są tańsze od grodzenia, a straż miejska chętnie podskoczy i sprawdzi, kto nie ma identyfikatora.
-
2018/05/03 01:32:44
"są tańsze od grodzenia, a straż miejska chętnie podskoczy i sprawdzi, kto nie ma identyfikatora."

Szlaban to nie grodzenie, jest tani. Z posta wynika, że są poza strefa blisko granicy, więc SM nie pomoże.
-
wo
2018/05/03 10:38:30
@rozowyguzik
"straż miejska chętnie podskoczy i sprawdzi, kto nie ma identyfikatora."

Różnie jest z tą chęcią, poza tym co ci to da, że pozakładają blokady dziś i jutro i pojutrze, jak trawnik i tak będzie rozjeżdżany.
-
2018/05/03 11:59:45
@identyfikator
Na pierwszym obiekcie podczas walki z zastawiającymi przeciwpożarową bez glejtów (materiał na osobną książkę) jakoś tak z zupełnie innej beczki okazało się, że te kilkanaście aut z identyfikatorami przy wyjeździe rotowało w ramach dziupli prowadzonej przez osobę/y z zewnątrz.
-
2018/05/06 13:16:41
Ile osób z dyskutujących jest właścicielem takiego mieszkania na takim osiedlu? Osobiście jestem właścicielem takiego mieszkania od 2000 roku, więc znam dyskusję od blisko 20 lat. Nie mieszkam w nim do 10 lat, ale jestem właścicielem. Przeszedłem chyba wszystkie stadia rynku nieruchomości w Polsce (przeprowadzałem się pewnie z 10 razy, mieszkanie w dwóch największych miastach w Polsce i teraz 40 km od miasta). Mieszkałem w prl-owskim bloku, łódzkich kamienicach, czymś, co nie miało niczego i czymś takim, co miało zimną wodę, ale nie miało WC - słowem od czegoś, co trudno nazwać mieszkaniem po całkiem przyjemne miejsca. Nie mieszkałem tylko we własnej posiadłości i wielkim luksusowym apartamencie.

Tzw. grodzone osiedle było jednym z przyjemniejszych i wygodniejszych. Było czyste i linia odpowiedzialności za usługi była skrajnie krótka - jak najęta firma nie wypełniała umowy np. w dbaniu o zieleń i porządek na korytarzu, to firmy nie było w miesiąc. Wszystko tam działało i jak się psuło, to było naprawiane w tydzień. Wspólnota była mała - blok miał kilka pięter po 10 mieszkań, więc również linia właściciele - zarząd (właściwie współwłaściciele i współwłaściciele w zarządzie wspólnoty) sprowadzała się do powiedzenia w windzie "Cześć, słuchaj widziałem, że w tym miejscu zepsuło się coś - słyszałeś? Tak, jutro przychodzi serwis". Gość będący w zarządzie miał płacone za bycie w zarządzie wspólnoty. Do dzisiaj wszystko działa tak samo. Największe problemy były w kontaktach z takim przypadkami, jak Straż Miejska, bo nie sposób było sobie poradzić z parkującymi na drogach pożarowych. To był koszmar, ale jakoś to zostało rozwiązane.

Nigdy, powtarzam nigdy, w takich dyskusjach nie pojawiają się kwestie prawne. Kiedy jesteś właścicielem kawałka gruntu pod takim osiedlem, to masz obowiązki i odpowiedzialność prawną. Jak kibole, gimbaza czy inni miłośnicy wandalizmu połamią ci tam powiedzmy drabinkę i później jakieś dziecko uderzy się tam w głowę, to ryzykujesz dożywotnie wpisanie do hipoteki np. renty dla tego dziecka. Nie muszą to być tak drastyczne przypadki - jak nie odśnieżysz chodnika i ktoś się połamie, to może być podobnie. Mówiąc językiem zrozumiałym dla czytelników bloga "with wall comes responsibility". To jest dbanie o zieleń, o parki zabaw, o jakość piasku w piaskownicy. W moim przypadku nawet o jakość wody w basenie i najęcie ratownika (raczej wannie do nauki pływania dla 3-latków), ale zawsze. Wszyscy mówią tylko o płocie i grodzeniu się. Nikt nie mówi o tym wszystkim, co tam się jednak dzieje pozytywnego.

PS. nie jestem przywiązany do płotów - wolałbym na osiedlu drogi pod zarządem dzielnicy czy miasta - nie musiałbym płacić w czynszu na utrzymanie "części wspólnych", ale... dbanie o części wspólne w dużych miastach... no cóż średnia "wizualna" mówi sama za siebie.

-
2018/05/06 13:24:22
I jeszcze jeden element - na tym konkretnym grodzonym osiedlu jest... państwowe przedszkole, do którego przychodzą dzieci spoza osiedla. Tam siedzibę ma komisja wyborcza, jak są wybory. Przyznaję - właściciele mieszkań na osiedlu nie byli pozytywnie nastawieni do pojawienia się tam państwowego przedszkola (lokal był przygotowany przez dewelopera, ale przez wiele lat stał pusty), ale pewnie dzisiaj sami tam wysyłają dzieci. Piszę "chyba", bo moje kontakty z miejscem są teraz rzadsze.

Zatem, świat grodzonych osiedli jest nieco bardziej subtelny mur oddzielający od świata.
-
2018/05/07 12:30:45
@a.stanczak i osiedla.

Mam/miałem podobnie tylko w stolycy.
Mam i grodzone, mieszkałem i w wielkiej płycie i w przedwojennej kamienicy i w gomułkowskich. Po Twoich uwagach naszła mnie taka refleksja. Otóż, te doświadczenia jakie wynosiłem z tej różnorodności osiedli były spowodowane jednak planem urbanistycznym "kwartału". Grodzenie się świetnie sprawdza jeśli bloki powstały w jakimś naturalnym, lokalnym korytarzu komunikacyjnym. To samo tylko bardziej występuje w kamienicach. Tam są te studnie, podwórka, które są takimi grodzonymi osiedlami do granic absurdu. Widziałem, nawet efekt cargo, kiedy na takim dużym podwórku (jakieś 15 kamienic/adresów tworzyło osiedle) były wstawiane grodzenia na modłę nowych osiedli developerskich, ale wewnętrzne, dzielące wspólną przestrzeń. Drugim powodem grodzenia jest zagęszczenie budynków. Mieszkałem kiedyś na Targówku (okolice Ossowskiego), z luźną zabudową. To było chyba jedno z najbardziej user friendly osiedli. Grodzenie tam czegokolwiek byłoby przyczynkiem do pukania się w czoło. Nawet ludzie z psami, alejki z autami nie były w stanie czegokolwiek zepsuć, bo większość to alejki piesze zielone. Takie samo osiedle było (chyba XX lecia PRL) w Kielcach. Jakby budunki postawione wśród alejek parkowych. Mega. Jeśli ktokolwiek ma okazję rzucić okiem to polecam. Abstrahując od samej jakości budowlanej.
Z drugiej strony taki Muranów z gęstą zabudową, uliczkami itp. Z tym, że tam włąśnie jest ruch prawie wyłącznie lokalny nie zaś tranzytowy (poza paroma ulicami typu Smocza). Więc samo grodzenie to raczej efekt postawienia osiedla "gdzie się dało" niż jakiś fetysz, że grodzenie to awans społeczny. Oczywiście z faktu, że się mieszkało w czymś technologicznie nowym mogło powstać poczucie, że jest się wyjątkowym, ale raczej to efekt uboczny. Praktyczność grodzenia (dla mieszkańców), niepraktyczność (dla autochtonów) wynikała, moim zdaniem z inwazyjności w zastałą urbanistykę.
-
2018/05/07 12:57:52
Że dopiszę. Oczywiście obecnie to takie grodzenie jest już must have, bez względu na to czy jest konieczność czy nie. Mam rodzinę niedawno osiadłą, która nabyła na takim sporym osiedlu, ale na uboczu ciągów komunikacyjnych. No i właściwie to bez sensu. Ale strach ma wielkie oczy. Bo jak przyjdą żule i złodzieje? Tutaj jednak najntisy zrobiły mocne spustoszenie w postrzeganiu rzeczywistiości. Nie wiem ile czasu musi minąć, by powstawało coś sporego i niegrodzonego jak Muranów, który raczej oazą spokoju jest niż przestępczości.
-
2018/05/07 17:27:41
@junoxe

grodzenie to awans społeczny

Tak im się może wydawać, bo w rzeczywistości to raczej wzrost bucowizny na metr kwadratowy.
Z moich obserwacji wynika, że traktowanie osób obsługujących takie osiedle(listonosz, sprzątaczka, ochroniarz) niebezpiecznie przechyla się ze zdrowej co do zasady relacji: płacę wymagam, do relacji pan sługa.
Nie popieram tego żadnymi badaniami, a jedynie z obserwacji własnej i przyjaciół. Dla przykładu, listonosz na moim dawnym osiedlu był niemal członkiem rodziny. Dzisiaj, to opinia moich przyjaciół którzy od dość dawna mieszkają w takiej enklawie, dla wielu jest to tylko element obsługi, gdzie ta bucowizna z nich wyłazi traktując gościa jak windę która ma działać i już.
Może to znak czasu wynikający z komercjalizacji takich prac, ale jeżeli nawet taki pracownik jest tylko śróbką w korpo, to nic nie tłumaczy takiego buca który sam jest taką śróbką w Mordorze, by traktował listonosza jak opłacony element grodzonego osiedla, tylko dlatego, że ma lepszą zdolność kredytową.
-
2018/05/08 06:13:34
> listonosz na moim dawnym osiedlu był niemal członkiem rodziny

Romantyczna wizja z przeszłości. Współcześnie trudno o "mojego" listonosza. Tak się składa, że pod tym samym adresem odbieram pocztę od kilkunastu lat. Zbiegło się to z przeniesieniem aktywności zakupowej do sieci. Listonosze się zmieniają, może nie każdego dnia, ale co kilka lat. Nie wiem, jak działa dziś system - może jest narzucona rotacja na poziomie PP - ale myślę jednak, że zwyczajnie pojawia się rotacja pracowników.

Osobiście muszę na wjeździe pokazywać przepustkę ochronie. Oczywiście możesz pokazać kartkę, która ma podobny kolor i tak wjedziesz, bo Panowie kontrolują adekwatnie do tego, jak mają płacone, więc raczej rytuał niż kontrola dostępu. Zwykle odbywa się to tak, że machasz przepustką i ochrona otwiera szlaban. Zawsze - zawsze od 20 lat, z każdym razem - z mojej strony otwarcie szlabanu jest uzupełnione gestem dłoni dziękuję. Nie dlatego, że mam jakąś potrzebę bratania się z Panami, bo nie mam.