Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Drodzy pisowcy (2018)

Ja znów tylko do części z Was - tej części, która nie wierzy ślepo rządowej propagandzie. W tej samej sprawie co w zeszłym roku: sądów.

Z nasłuchów propagandy wnioskuję, że na razie kwestię decyzji irlandzkiego sądu rozgrywa w tradycyjny sposób, skupiając się na osobie sędzi. Aileen Donnelly z irlandzkiego Sądu Najwyższego dołączyła tym samym do coraz dłuższej listy Europejek i Europejczyków, którzy nie rozumieją reform ministra Ziobro.

Zazwyczaj idzie za tym atak personalny pod adresem konkretnego sędziego, europosła czy unijnego komisarza. Że lesbijka. Że alkoholik. Że dostał mało głosów. Że w jego kraju są jeszcze większe afery i niech się nimi najpierw zajmie (itd.).

Przypuszczam, że część z Was do jakiegoś momentu wierzyła tej propagandzie. W grudniu 2017 było widać u niektórych szczerą nadzieję, że Morawiecki to świetny kandydat na premiera, bo zna angielski i on im to wreszcie wytłumaczy ich językiem.

No ale ta najinteligentniejsza część z Was, do których kieruję ten list, już musi widzieć, że to nie działa. Jedynym skutkiem takich ataków jest to, że lista wrogów „dobrej zmiany” poszerza się np. o całe stowarzyszenie sędziów Irlandii.

Nie chcę w tej chwili wnikać w to, jak bardzo polskie sądy potrzebują (lub nie potrzebują) pilnych reform. Mi też się nie wszystkie wyroki podobają (acz rozsądek mówi mi, że wszystkie wyroki podobałyby mi się tylko gdybym był dyktatorem).

Zupełnie niezależnie od tego - musicie chyba widzieć, że Polska ma problem. Jest wysoce prawdopodobne, że w innych krajach Europy i Ameryki będą teraz zapadać podobne wyroki.

To nasz wspólny problem, bo to czyni z Polski raj dla przestępców. Wystarczy, że uciekną do USA albo do Unii (a prawopodobnie wystarczy też, że się odwołają do Strasburga) i tamtejszy sąd uzna ich linię obrony, że w Polsce nie mogą liczyć na uczciwy proces.

Polska kontrargumentacja, że „słuchajcie, przecież wiadomo, że to handlarz narkotyków, wydajcie go nam”, nie zadziała. Cywilizowane sądy nie wydają wyroków na zasadzie „przecież wiadomo”. Tak to Tusk próbował wojować ze Staruchem, też bez powodzenia.

Personalne ataki nie pomogą. Nawet jeśli rządowi propagandyści ogłoszą, że źródłem problemu jest lesbijska alkoholiczka, która powinna się zająć korupcją w swoim kraju, problem nie zrobi się od tego mniejszy (raczej zrobi się większy, bo taka postawa polskich władz i rządowych mediów nie służy budowaniu dobrego obrazu Polski na Zachodzie).

Źródło problemu jest bardzo proste i już Wam o tym pisałem. Nie ja jeden, rzecz jasna. W każdym razie, parę mądrych osób przewidziało, że to się tak skończy, a wy nie chcieliście wierzyć, bo wam propaganda wmówiła, że wystarczy, że Morawiecki to im wyjaśni po angielsku i styknie. Czas wyciągnąć wnioski.

Otóż niezależnie od języka, w każdym cywilizowanym kraju wygląda to tak samo. Sędzia musi być niezależny i od władzy, i od prokuratury.

W Stanach wystarczy wskazać, że przysięgłych coś łączy z prokuratorem (choćby pokrewieństwo) i już odpadają ze składu. Tak, wiem, nie jesteśmy w Stanach, nie mamy przysięgłych, ale zasada jest ta sama.

Nie może być tak, że Ziobro przejmuje ręczne sterowanie prokuraturą i jednocześnie wybiera KRS. Samo wskazanie związków nowych członków KRS z Ziobrą wystarczy, żeby dla zachodnich sędziów wyroki polskich sądów stały się świstkiem papieru.

Rząd zazwyczaj tłumaczy się tak, że „wiele rozwiązań wprowadzanych w Polsce co do sposobu wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa z powodzeniem od lat funkcjonuje w krajach Europy Zachodniej” (dosłowny cytat z wywiadu wiceministra Warchoła dla prorządowego serwisu wpotylice.pl).

Nikt nie przeczy temu, że „wiele”. Istotna jest kombinacja wszystkich elementów.

W żadnym cywilizowanym kraju nie może być tak, że rządzące ugrupowanie arbitralnie posyła sędziów na emeryturę i zastępuje ich swoimi nominatami. W żadnym nie może być tak, że ten sam facet rządzi prokuraturą, a jego współpracownicy sądami. W żadnym nie może być tak, że parlament sam sobie wybiera trybunał oceniający konstytucyjność jego działań.

Nawet jeśli w jakimś kraju mamy wręczanie nominacji przez ministra, to okazuje się, że wybiera ich ktoś inny. Albo że są dożywotnio nieodwoływalni - itd.

To się może wam nie podobać, drodzy pisowcy, ale USA i Unia po prostu uznają tylko takie sądownictwo. I choćby wasze argumenty swoją przepiękną angielszczyzną wyrecytował im Stephen Fry, nie przekonacie ich.

Wpakowaliście Polskę w poważne tarapaty. Co zamierzacie z tym zrobić?

piątek, 16 marca 2018, wo

Polecane wpisy

  • Polemika z Wosiem

    Tekst Wosia o potrzebie zbliżenia lewicy i PiS wydał mi się tak głupi, że aż niewart polemiki. Jego jedynym pozytywnym skutkiem wydawało mi się sprowokowanie do

  • Notka o Biedroniu

    Teksty z serii „co powinna zrobić lewica” wydają mi bezprzedmiotowe jak rozważania o taktyce mundialowej, kiedy jeszcze nie wiadomo nawet, kto przej

  • Dorota Wellman kontra roszczeniowa młodzież

    Najważniejsze pytanie dla mojego pokolenia, zaraz po „jaki samochód?” oraz „gdzie w tym roku na wakacje?”, to dlaczego pokolenie milenia

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2018/03/16 19:55:53
najinteligentniejsza część z dużych miast ?
-
2018/03/16 20:05:18
@WO
"Co zamierzacie z tym zrobić?"

Zamierzają wałkować sprawę niesłusznie skazanego człowieka, który przesiedział 18 lat. Lewica powinna reagować dwutorowo: mocno podnosić kwestię niezależności sądów (jak robią to liberałowie i również Ty powyżej) oraz równie mocno przypominać o dyskryminacji klasowej, która występuje również w niezależnych sądach. Oskarżony w tym wypadku został niesłusznie skazany, bo był z klasy ludowej. Po to, aby zasada "Wątpliwości działają na korzyść oskarżonego" działała w praktyce, należy obalić faktyczną regułę "Klasowe wskaźniki niskiego statusu działają na niekorzyść oskarżonego". Są na to sposoby, ale już nie rozwijam. Przepraszam za offtopic czy raczej post-topic (Polska po PiSie).

Do czasu kiedy rządzi PiS należy uprawiać różne formy obstrukcji i oporu, o których już tu pisaliśmy. Nową formą może być wzrost popularności umów wyłączających jurysdykcję sądów polskich (art. 1105 Kpc). Niewątpliwie też na krytycznym wobec Polski orzeczeniu trybunału unijnego skorzystają strony skarżące RP przed arbitrażem inwestorskim (ISDS). To ostatnie może być kanałem, jakim powaga sytuacji dotrze do PiS-technokratów. Przypominają mi się słowa Morawieckiego z jego ekspose o tym, żeby polskiego puzzla nie przycinać na siłę do europejskich wymogów. On przecież zrobi tu raj dla inwestorów w elektroloty i Zlewnię Centralną, a co to w końcu wielkiego, że to będzie ksenofobiczny, antysemicki, autorytarny raj. Usłyszy teraz od inwestorów: w porządku, ale z autorytaryzmem w pakiecie to wyjdzie drożej, będziecie musieli wkalkulować koszty regularnie przegrywanych arbitraży (bo trybunały nie będą uznawać Polski za państwo prawa). Liberałowie zakrzykną: ISDS naszą nadzieją. Lewica zaś niech odpowie: pokładanie nadziei w ISDS świadectwem upadku państwa.
-
2018/03/16 20:18:11
Odpowiadając na pytanie z końca notki: nic. Ideologia dobrej zmiany zakłada w dużym stopniu brak przejmowania się praktycznymi skutkami wprowadzanych zmian. Zmiana jest dobra, bo była potrzebna, a jesli w jej wyniku sie pogorszyło, to trudno.

Skoro ideolog Jarosław oglosil, że jest taka potrzeba i że powinno to przynieść pozytywny skutek x, to najpewniej przyniosło, nawet jesli na piereszy rzut oka widać negatywny skutek y.

To samo z ustawą IPN: nawet zwolennicy dobrej zmiany przyznają, że ustawa przyniosła czasem odwrotny skutek: o Polakach mówi się duzo częściej jako o antysemitach i przypomina sie na świecie wszystkie nasze winy z 2 wojny. Ale to niby jest wyprowadzenie słonia z pokoju, który tam zawsze stał itp. Pięknie plącze się autor poczytnych kryminałów z politycznym kluczem Bronisław przedstawił Wildestein w wywiadzie dla w sieci- że niby Żydzi maja może rację, ale nie wolno tego przyznać w Polsce (opozycji, gw, układowi, michnikowi sensu largo), bo to zdrada. I prawda ofkors jest najważniejsza.

Szansa na 2019 jest, bo ludzie zauważą, że te ich reformy i zmiany i apele i przemówienia po polsku angielsku i hebrajsku nie działają. W polityce zagranicznej nie wystarczy wyzwać kogoś od zdrajcy i komucha. A wszystkich, którzy umieją działać inaczej albo wyrzucili albo wzywali od zdrajcy i komucha.
-
wo
2018/03/16 20:42:45
@awal
"Przepraszam za offtopic czy raczej post-topic (Polska po PiSie). "

CO JEST OFFTOPIC, OKREŚLAM JA! To nie jest.
-
2018/03/16 23:30:44
@awal
ISDS przecież właśnie został uznany za nielegalny w Unii przez TSUE.
Trochę się dziwię, że Gospodarz o tym nie napisał.

Ale chciałem o czymś innym. Jeżeli TSUE uzna, że RP nie zapewnia sprawiedliwego procesu i sądy zagraniczne będą masowo odmawiać ekstradycji, to logiczną konsekwencją wobec groźby faktycznego nieobowiązywania prawa karnego w Polsce - jest wyjście z Schengen. Sprawa będzie pewnie rozpoznana w przyszłym roku, a to dobry czas na taką spektakularną porażkę PiS-u.
-
2018/03/17 00:43:57
Trudno mi sobie wyobrazić adresatów, tych inteligentnych zwolenników kaczyzmu, ale spróbuję. Z pewnością to co robią pisowczycy nie jest w interesie Polski, jednak dla nacjonalisty najważniejszy jest naród. Państwo ma przede wszystkim służyć narodowi, a wg nich partia działa w interesie ich dziwnego rozumienia narodu. Tylko przyjmując to założenie można ich jakoś tłumaczyć. Dla dobra narodu można naginać zasady, przymykać oko na trójpodziały władzy, wszystko niczym babcia częstująca wnuczka łakociami za plecami rodziców.

Po co nam wyszlifowana państwowa fasada, gdy chodzi o to, żeby w domu było swojsko i wygodnie. I tu do pewnego stopnia są analogie z lewicowym myśleniem. Co nam po tych wszystkich pekabach, rankingach oecede, brylowaniu na europejskich salonach skoro średniakom się jakoś nie specjalnie poprawia a tym na samym dole, to szkoda gadać nawet.

O ile jednak na lewo myśli się bardziej o społeczeństwie i narodzie w sensie politycznym, to na prawo w sensie etnicznym. Etnos zaś spaja religia, język i historia a może raczej mit założycielski czy jakaś podobna idea kulturowa. Stąd te barbarzyńskie ataki na teatr, doinwestowanie czegos takiego jak instytut pamięci najprawdziwszej (Instytut Pamięci - co to w ogóle za nazwa).

Dziwi mnie jednak, że nie potrafią z tej historii, która jest taka niby ważna, wyciągnąć wniosków, że naród bez państwa w tej ich wizji ma się raczej słabo. Maszerują w święto niepodległości i nic nie kumają. Leśne grupy pryszczatych rekonstruktorów państwa nie uratują, gdy zostaniemy sami jak palec. A sytuacja kraju zaczyna przypominać łobuza z podstawówki, którego nikt już nie lubi i powoli traci przyjaciół, którzy stanęliby w jego obronie albo pomogli, gdy coś złego się przydarzy.

Ci mniej inteligentni wyborcy po prostu wskażą sondaże: rośnie, helleluyah i do przodu, brniemy dalej, bo to działa. Mamy poparcie to mamy rację.
-
2018/03/17 01:16:23
Ja, oględnie mówiąc, nie wiem, do kogo ten apel WO jest kierowany.
Inteligentne osoby popierające prezesa z przyczyn racjonalnych, toż to czysty oksymoron.
Rozumiem zdziwienie i niedowierzanie, że tak wielu ludzi w Polsce jest poza nawiasem tak prostej klasyfikacji, ale jednocześnie budzi to moje podejrzenie, że zarówno autor, jak i sporo osób tu komentujących, żyją jeszcze w jakiejś swojej wersji poprzedniej, przedpisowskiej rzeczywistości, zostawiającej miejsce na nadzieję.
To oczywiście nie znaczy, że wśród popierających PiS nie ma osób inteligentnych, a przynajmniej takich, jakie są tak określane ze względu na wykształcenie i pozycję.

Osobiście znam kilka osób, które do dyplomu wyższych studiów i wysokiej pozycji zawodowej dorzuciły ostatnio coraz mniej zawoalowane wyrażanie uczucia dla prezesa.
A to jest uczucie, rozmowy i argumenty tylko ich drażnią, bo wzbudzają niepokój i przeszkadzają w kontemplowaniu radości, jaką daje im poczucie wspólnoty.
Jeśli irlandzki sędzia robi coś, co może oznaczać krytykę prezesa, to na gałąź tego sędziego i jak najszybciej odłączajmy się od tej złodziejskiej Unii!
Czy pani inżynier czy pan szef firmy (pozycje autentyczne) zechcą mi powiedzieć, jakim cudem mamy mniej z UE niż ona z nas (w sensie UE nas okrada)? Oczywiście, pada odpowiedź, premier Morawiecki to przecież jasno wyliczył, że wyjście z UE się nam opłaci, czemu go nie słucham?

Dużo osób tutaj wyraża nadzieję, że wybory odsuną prezesa od władzy. Zakładałem się już o whisky z Anglikami przed ich referendum, że zagłosują za dalszym rozpadem imperium, założę się o skrzynkę piwa, że jeszcze przed najbliższymi wyborami wejdziemy w taką wojnę ze wszystkimi, że jedynym patriotycznym zachowaniem będzie głosowanie za jedynie polską władzą - sprawy posunęły się już tak daleko, że każde inne głosowanie będzie głosowaniem za powrotem obcych złodziei i wrogów. Na to, czy będą mieć po nim większość konstytucyjną, wróżyć jest jeszcze na szczęście za wcześnie, ale raczej tak, niż raczej nie.

Po zdarzeniach, jak to w Irlandii, nasze poczucie satysfakcji jest oczywiście w pełni usprawiedliwione, ale to są pyrrusowe radości, to wszystko będzie interpretowane jako oznaka działań naszych wrogów, nienawidzących naszej polskości (ostatnie trzy słowa to cytat z rozmowy z kuzynką, jak to mówią kopara mi opadła, bo kto w rozmowie używa takich określeń?).

Tak więc, rozumiejąc, że to już otwarta wojna, nie oczekujmy opamiętania wśród ludzi, który ją właśnie wywołali, zdajmy sobie też sprawę, że jest nas (czytaj 'ludzi jako tako racjonalnych') w tym kraju zdecydowana mniejszość. Musimy tę wojnę prowadzić na przetrwanie i wytrwałość, kiedyś Polacy uporają się zapewne ze swoją tożsamością. Obstawiam, że jeżeli znów nam nie przeszkodzą jakieś ingerencje z zewnątrz, to zajmie to nie więcej, niż kolejne trzy pokolenia.
-
2018/03/17 01:31:28
@entres

"Inteligentne osoby popierające prezesa z przyczyn racjonalnych"

Nie o takie osoby chodzi, to faktycznie oksymoron. Istnieją inteligentne osoby popierające prezesa z przyczyn kulturowo-emocjonalnych, które są ewentualnie w stanie analizować racjonalne wypowiedzi i zestawienia faktów i dojść w ten sposób do dzielenia przez zero, którego następnie nie zamiotą pod dywan. To trochę jak z członkami sekty - pod kopułą części z tych osób odbywa się skomplikowana burza neuronów i postrzeganie *wszystkich* pisowców jako ślepego elementu spiżowego jest zdecydowanie nadmierną generalizacją.

Zresztą nawet wśród mniej inteligentnej części pisowców istnieje potencjał przekierowania (czytałeś poprzednią notkę?).
-
2018/03/17 02:05:06
@rozowyguzik
"które są ewentualnie w stanie analizować racjonalne wypowiedzi i zestawienia faktów i dojść w ten sposób do dzielenia przez zero, którego następnie nie zamiotą pod dywan"

Ja się bardzo cieszę, że jest jeszcze tak dużo osób mających nadzieję, bo inaczej przecież powyższego zdania ocenić sie nie da.
-
2018/03/17 02:44:37
@entres

To przecież nie jest nadzieja, tylko zwykła psychologia. To, czy w chwili obecnej i na jaką skalę możliwa jest zmiana to całkowicie inne kwestie.
-
2018/03/17 05:17:34
@grzespelc
"ISDS przecież właśnie został uznany za nielegalny w Unii przez TSUE."

To zbytnie uproszczenie. Niedawne orzeczenie trybunału unijnego (CJEU) w sprawie Achmea [1] nie jest odpowiedzią na fundamentalne "konstytucyjne" pytanie o zgodność systemu arbitrażowego ISDS z prawem unijnym. Takie konstytucyjne pytanie, owszem, padło - ze strony Belgii w odniesieniu do umowy o wolnym handlu z Kanadą (CETA) - lecz na odpowiedź CJEU trzeba jeszcze poczekać. Natomiast obecnie CJEU dokonał węższego technicznego rozstrzygnięcia w sprawie dopuszczalnego zakresu poddania prawa unijnego rozstrzygnięciom trybunałów arbitrażowych. Tłem był spór powstały pomiędzy holenderskim inwestorem a Słowacją, który rozstrzygnięty został na korzyść inwestora przez trybunał arbitrażowy działający w Niemczech. Trybunał ten stosował niemiecką procedurę, przewidującą jedynie w ograniczonym zakresie odwołanie do sądów państwowych. Niemiecki sąd najwyższy powziął wątpliwość czy taka sytuacja zapewnia wystarczające poszanowanie prawa unijnego, w tym zwłaszcza przepisów dot. swobody przepływu kapitału. CJEU uznał, że przewidując rozstrzygnięcie sporu obejmującego elementy prawa unijnego w drodze arbitrażu, Holandia i Słowacja uchybiły swojemu obowiązkowi zapewnienia kontroli przestrzegania prawa UE przez "sądy lub trybunały" państw członkowskich. CJEU uznał bowiem (wbrew opinii rzecznika generalnego), że trybunał arbitrażowy nie jest takowym "sądem lub trybunałem". Można sobie jednak wyobrazić sytuacje, gdzie np. trybunał arbitrażowy ISDS zostaje zobowiązany do korzystania w zakresie prawa unijnego z wiążącej konsultacji organu sądowego kraju członkowskiego, a następnie wydaje wyrok w trybie właściwym dla arbitrażu inwestycyjnego (tj. oceniając czy państwo członkowskie naruszyło zobowiązania umowy BIT). CJEU sam sugeruje możliwość takiego ukształtowania arbitrażu ISDS, stwierdzając, że trybunały arbitrażowe powinny uwzględniać prawo unijne jako część porządku prawnego krajów-stron umowy BIT.

Niewątpliwie orzeczenie w sprawie Achmea wpisuje się w trend ograniczania znaczenia dwustronnych umów BIT w stosunkach pomiędzy państwami unijnymi. Komisja Europejska, stojąca za tym trendem, być może doprowadzi do powstania wewnętrznego unijnego trybunału arbitrażowego dla sporów między państwami członkowskimi a inwestorami (na wzór postępowań arbitrażowych przewidzianych w ramach CETA). Trybunał taki o tyle różniłby się od klasycznych trybunałów ISDS, że nie miałby np. możliwości uznania podwyższonego przepisami unijnymi standardu ochrony konsumenckiej za naruszenie praw inwestorskich.

Dla Polski orzeczenie Achmea oznacza zaś kolejne potwierdzenie, że Unia poważnie traktuje samą siebie jako system instytucjonalny i prawny, którego nie można sobie dowolnie zawieszać. Chciałbym tu jednak skorygować swoje pesymistyczne przekonanie sprzed kilku miesięcy jakoby Unia uznała nas za "strefę szariatu", do której nie warto się wtrącać. Raczej staliśmy się czymś na kształt terytorium mandatowego, któremu daje się czas na przywrócenie porządku demokratycznego, przy jednoczesnym stosowaniu rozproszonych impulsów na rzecz takiego przywrócenia. I, owszem, sądzę że fakt iż najświeższy taki impuls wyszedł od irlandzkiej sędzi z grupy mniejszościowej jest znaczący. Jak pisałem w styczniu, na Zachodzie wyczulenie na nasze nieposzanowanie standardów będzie właśnie w takich grupach, a być może też łatwiej o jego ekspresję w mniejszych krajach, gdzie elitarny mechanizm filtrowania bywa mniej szczelny.

[1] curia.europa.eu/jcms/upload/docs/application/pdf/2018-03/cp180026en.pdf
-
2018/03/17 07:16:49
@awal
"a być może też łatwiej o jego ekspresję w mniejszych krajach, gdzie elitarny mechanizm filtrowania bywa mniej szczelny."

Czy dobrze zrozumiałem, że elitarny mechanizm filtrowania oznacza w twojej wypowiedzi konwergencję wyroków niezależnych sędziów z polityczną wolą rządzących w większych?

@grzespelc
Jeśli nam upitolą Schengen, to chyba nie od razu będzie oznaczało szczelne zamknięcie granicy? Faktycznie jest w niego wpisana np. "police cooperation". Może być trudna bez wzajemnego uznawania własnych sądów?

Ad meritum:
Z mojego bąbelka tzw. inteligentni pisowcy zwykle po prostu dzielą włos na czterdzieścioro, łapiąc się lewą ręka za prawe ucho, posapując, mrucząc z zachwytu, a czasem i na okraskę grożąc przemocą.

Znam paru ludzi, u których zaszedł zwykły regres kognicyjny i umysłowy, odbiór takich pacjentów to niezły fakap. Tak, sekciarstwo.
-
2018/03/17 08:05:14
@naturalucka

"Czy dobrze zrozumiałem, że elitarny mechanizm filtrowania oznacza w twojej wypowiedzi konwergencję wyroków niezależnych sędziów z polityczną wolą rządzących w większych?"

W większym kraju osoba o temperamencie pozwalającym na taką decyzję niekoniecznie dotarłaby do najwyższego organu sądowniczego, liczniejsza konkurencja i więcej (formalnych i nieformalnych) stopni weryfikacji oznacza większy konformizm przechodzących kandydatów. Z drugiej strony, w niektórych krajach jak np. w post-frankistowskiej Hiszpanii istnieje, jako reakcja na czasy dyktatury, tradycja wykonywania zawodu sędziego w sposób "zuchwały" (sędzia Baltasar Garzon i jego nakaz aresztowania Pinocheta). Uwzględnienie racji politycznych w sposób o jakim piszesz może mieć jakieś znaczenie w Niemczech: na korzyść PiS. Raczej nie spodziewam się niemieckiego sądu, który w tym momencie postąpiłby podobnie jak sędzia Donnelly. Jeżeli jednak pojawi się krytyczne dla praworządności RP orzeczenie trybunału unijnego, wówczas te wszystkie elementy odejdą na drugi plan. Dostaniemy certyfikat trędowatości, co sprawi że negatywne wobec Polski decyzje staną się orzeczniczą rutyną (niekoniecznie tylko w sprawach karnych).
-
wo
2018/03/17 11:32:46
"Inteligentne osoby popierające prezesa z przyczyn racjonalnych, toż to czysty oksymoron" (...) "Trudno mi sobie wyobrazić adresatów, tych inteligentnych zwolenników kaczyzmu"

Tak jak dla szeroko rozumianych Nas Platforma zawsze była (i nadal jest) tylko mniejszym złem, tak samo chyba u nich są ludzie, dla których mniejszym złem jest PiS. Mogę sobie wyobrazić kogoś inteligentnego, kto patrzy na Schetynę - a potem jeszcze na Komorowskiego, Giertycha i Niesiołowskiego! - i mówi "no nie, jednak wolę tych, którzy mi chociaż dali 500+".
-
qba
2018/03/17 14:34:12
@mniejsze zło
Taki mechanizm działa, ale nie chodzi tu o żadnego Schetyne i Komorowskiego. Oni obchodzą tylko tych, którzy aktywnie interesują się polityką, czyli niewielu. Natomiast znam wiele osób, którym nie można odmówić funkcjonalnej inteligencji, a którzy na krytykę PiSu odpowiadają linkiem do pierwszego lepszego filmiku z uchodźcami spiącymi na jakimś dworcu we Włoszech czy Niemczech i komentarzem "Tak umiera Europa, gdyby nie PiS, u nas byłoby tak samo!!!". Może szanowny gospodarz i PT komentujący nie widzą tego w swoim bąbelku, ale rasizm w Polsce jest jak najbardziej de rigeur.

Dlatego nie wierzę w dobry wynik jakiejkolwiek prawdziwej partii lewicowej w Polsce - wystarczy zasugerować, że wpuści uchodźców, i już wysyła się ją na polityczny margines.
-
wo
2018/03/17 17:27:55
@logopeda
Kolega tak się namęczył nad pisaniem komentarza, a przecież było wiadomo, że go wytnę za nazywanie partii Razem "kryptokomunistami"...
-
2018/03/17 18:22:47
Ja widziałem argument taki: w wielu krajach EU (min Hiszpacznia, Niemcy, Austria) politycy wyznaczają sędziów i nie ma problemu i my jedynie robimy to samo u nas a pełna hipokryzji lewacka Europa akurat do nas ma pretensje! Zapewne dlatego, że w trosce o dobro narodowe naruszyliśmy niemieckie interesy.

Także w 100% spójne z narracją PIS - problemy jak w Irlandii to cena jaką trzeba zapłacić za naprawę sądownictwa i obronę polskich interesów.
-
2018/03/17 21:01:21
Lekko nawiązując do poprzedniej notki, zaprzeczanie istnieniu inteligentnych wyborców PiS, to zaprzeczanie temu, co opisał Gdula. W wydaniu warszawskim, takimi osoba są np. moi starzy. Kiedyś czytali "Politykę", teraz czytają "Sieci". W dodatku moja matka pracuje w administracji, czasami bywa w Sejmie i mówiła, że takiego bałaganu jak za obecnej kadencji, nie widziała nigdy wcześniej. Tylko nic z tego nie wynika. Siłą prawicowej propagandy, której, niestety, ulegli moi staruszkowie, nie jest kreowanie prezesa na Umiłowanego Przywódcę, tylko potęgowanie nienawiści do opozycji.

Z jednej strony opozycja jest kreowana na karierowiczów i złodziei. Kiedy mówię rodzicom o aferze billboardowej, to słyszę, że PiS kradnie, bo każda władza kradnie, ale najbardziej kradła PO. Przy czym PiS przynajmniej coś daje ludziom, np. podwyżkę pensji minimalnej, 500+, a PO nic nie dawało. Druga narracja to przedstawianie opozycji za zdrajców. Czyli fakt, że my mało zarabiamy to celowe działanie poprzedniej władzy, bo to było na rękę Niemcom, którzy dzięki tamu mieli u siebie niższe ceny.

Tak jest mniej więcej ze wszystkim. Oni nie wierzą w smoleńskie teorie spiskowe Macierewicza, ale też nie wierzą w wersję oficjalną. Fakt oddania śledztwa Rosjanom i bałagan przy sprowadzaniu zwłok też interpretują dwojako. 1) To wina PO, bo nic ich to nie obchodziło, tak bardzo byli zajęci jedzeniem ośmiorniczek i bogaceniem się. 2) Tusk działał na polecenie Merkel, Putina, albo obojga naraz. Odpowiedzią na tę drugą narrację jest pisowska polityka "wstawania z kolan". Że niby zachód atakuje Polskę, bo "urwała się ze smyczy". Teraz trochę pokrzyczy, w końcu zorientuje się, że to nic nie daje i wtedy ułożymy stosunki na nowo, ale tym razem jak "równy z równym".

Gospodarz ma rację, mówiąc, że PiS dla tych ludzi jest mniejszym złem. Oni doskonale widzą, co wyprawia obecna władza, tylko, że nadal będą ją woleć od "złodziei i zdrajców".
-
2018/03/17 23:27:06
@unierad
1. Krótko mówiąc mamy burdel ale jest to nasz narodowy burdel ideologiidżucze..?
2. Proszę pokazywać rodzicom za każdym biurowce Srebrnej ;) Doprawdy nijak nie rozumiem jak taki symbol przekrętu z początku lat 90 jak Kaczyński zdołał się wykreować na najuczciwszego polityka w kraju...
-
2018/03/18 00:48:26
Tylko czy nawet takie proste argumenty podziałają?

Po swoim otoczeniu widzę, że ludzie najbardziej inteligentni spośród popierających PiS (albo jakieś elementy jego polityki) , robią to przede wszystkim z pobudek oportunistycznych (awans/kontrakt/przedłużenie zatrudnienia itd.).

Druga grupa, to ludzie inteligentni ale mocno konserwatywni. Bliżej im do Torunia niż do Nowogrodzkiej.

Trzecia nie zgadza się w 100% z linią partii ale motywuje ich "hurr durr peło chciało sprowadzić uchodźców" - o tym zresztą już qba wspominał. Potencjalnie dla nich PiS to mniejsze zło, ale racjonalna polemika z nimi jest po prostu ciężka, bo wszyscy prędzej czy później zaczynają mówić jak ten ksiądz, co nie zgadza się z papieżem.
-
2018/03/18 08:06:21
Może w dobie tak intensywnej konsumpcji filmów, rozmów telefonicznych, internetowych kontentów, znajdujemy się w stanie permanentnego emocjonalnego zawieszenia do tego stopnia, że nie ma w naszym życiu już miejsca na uspokojenie się, emocjonalne dojście do siebie? Doraźne podniety stały się stałym elementem rzeczywistości. Mam często wrażenie, że PiS-owcy traktują mnie jak gościa który przez pomyłkę przyszedł nie na ten film (nie przeczytał wcześniej recenzji w internecie) i śmieje się w niewłaściwych miejscach.
W "Kongresie..." Lem prorokował, że człowiek utraci kontakt z rzeczywistością po zażyciu pigułki z formułą zawierającą specjalnie spreparowaną wizją rzeczywistości. A co jeśli podobny efekt można uzyskać znacznie prościej, wykorzystując to, że rzeczywistość ludzi uwiera i że już jesteśmy wytresowani tak, że z tymi intymnymi emocjonalnymi wypustkami obnosimy się zupełnie otwarcie i pozwalamy za nie ciągnąć różnym obleśnym typom?
-
2018/03/18 08:31:28
@maciek_r10

"rzeczywistość ludzi uwiera"

O, to jest w sumie dobre podsumowanie. A do tego nie mamy prostego lekarstwa na alergię na uchodźców czy nawet "ideologię gender" i "lobby homoseksualne". Więc ktokolwiek stanie przeciwko, to - niezależnie od potknięć i ułomności argumentacji - będzie preferowaną opcją, bo drapie, gdzie swędzi.
-
2018/03/18 09:20:15
Przerabiam dyskusję na innym blogu, gdzie zeszło na porównanie afer PO i PiS; i tak mnie naszło, że argumentacja zwolenników PiS była:
"PO kradnie, należy je odsunąć od władzy i wprowadzić tam ludzi uczciwych!"
Po pierwszych, nowych aferach to się zmieniło na:
"PiS może coś tam złego robi, ale PO też kradła",
z czego zbioro wyprowadzano dwa, sprzeczne logicznie wnioski: "PO należy rozliczyć", "PiS postępuje dobrze".
Teraz doszła nowa wersja: "PiS może też kradnie, ale przynajmniej dzieli się z ludem".

Czy zwolennicy PiS nie dostrzegają braku logiki w swojej postawie? Jak dla mnie -- nie dostrzegają. Są szczerzy w tym co mówią.
Czy to oznacza, że są głupcami? A z tym pytaniem to mam problem.
Bo z jednej strony owszem, to wyraźna nieumiejętność stosowania prostych reguł w ocenie rzeczywistości.
Z drugiej strony, czy to nie jest ogólna zasada? Przypomina się słynny przypadek "pożytecznych idiotów", którzy bronili bolszewików za granicą, mimo że powinno sobie zdawać sprawę z ich zbrodni. Nie powiedziałbym, że zawsze byli głupi i ślepi. Po prostu, bardzo trudno się wyrwać z mocy popierania swoich ludzi, gdy wciąż ma się poczucie bliskości (ideologiczne, prywatne itp.).
To raczej kwestia dla psychologa niż logika.

Pytanie więc, czy taki tekst coś daje. Mi oczywiście daje przyjemność, przeczytania klarownej wypowiedzi, z którą się zgadzam.
Czy może jednak przekonać zwolenników PiS? Chyba nie. Długo, długo nie. Trzeba by najpierw osłabić przywiązanie do partii. A na razie PiS nieźle mobilizuje poczucie wspólnoty wśród swoich zwolenników.
-
2018/03/18 09:52:09
@pak455

"Czy zwolennicy PiS nie dostrzegają braku logiki w swojej postawie? Jak dla mnie -- nie dostrzegają. [...] Czy to oznacza, że są głupcami?"

To zależy od tego, jak definiujesz głupca. To jest bardzo kreatywny proces, wytwarzania kolejnych tłumaczeń na potrzeby zarówno świata, jak i własne. To nie jest też mechanizm zarezerwowany dla ludzi głupich czy nieinteligentnych i daleko podobnych przykładów nie trzeba przecież szukać - vide Szczuka broniąca Rudnickiego.

Po prostu - oni są nasi, a zatem do naszych obowiązków należy wymyślenie czegoś pod tezę "oni są ok". Tamci nie są nasi, więc mechanizm nie zostaje uruchomiony.

"Czy może jednak przekonać zwolenników PiS? Chyba nie. Długo, długo nie. Trzeba by najpierw osłabić przywiązanie do partii."

Ja bym raczej powiedział, że najpierw potrzebna jest sensowna alternatywa.
-
2018/03/18 10:57:54
Na przekór pewnej części komentarzy tutaj napiszę, że postawa sugerująca brak łącznika pomiędzy osądem a rzeczywistością (czymkolwiek ona jest) zwolenników (nie piszę o głosujących na) PiS, a jednocześnie sugerująca ich głupotę z powodu braku tegoż łącznika, jest bez sensu. Czytając Antonio Damasio czy V. S. Ramachandrana wiemy, że nasze osądy są wytworem naszego mózgu (w nierozerwalnym związku z ciałem czyli nieistnienie dualizmu umysł-ciało i mózg jako zespól kilku organów tworzących funkcjonalną całość), który w wyniku ewolucji, próbuje ochronić cały organizm przed śmiercią. Pisanie o głupocie jest bez sensu, bo mózg ma mechanizmy, które powodują, że reagujemy na bodźce negatywne w sposób (także) nieuświadomiony. Że istnieje zestaw bodźców, które wywołują reakcje, które moglibyśmy nazwać "dysonansem poznawczym niższego powiomu", czyli jeszcze nieuświadomioną reakcją organizmu i część tych reakcji, które stymulują nasze działanie nazywamy emocjami. Na poziomie uświadomionym nazywamy je uczuciami. Ich siła wynika właśnie z jej biologiczności, nie bylibyśmy tym kim jesteśmy, gdybyśmy tak nie byli zbudowani. Oprócz kija, mózg ma też marchewki. Nagradza, odczuwamy to jako przyjemność (na poziomie drugim uczucie). Jeśli ktoś opisze np. w gadzinówce typu wpotylice.pl zgodnie z naszymi uprzedzeniami/poglądami/założeniami, to mózg nagrodzi taką informację odczuwaniem przyjemności, którą sobie zracjonalizujemy jako "mam rację". Wiemy również, że digital media, marketing polityczny, itp. nie są (jeszcze) żadną presją ewolucyjną, więc mózg reaguje, patrząc z tego punktu widzenia, atawistycznie. Więc jeśli jakaś grupa ludzi, ma doświadczenia z życia czy też postrzeganie, które nie pasują do jakiegoś opisu rzeczywistości lub do niej samej, mózg w ramach swojego absolutnie "racjonalnego", atawistycznego, biologicznego działania, będzie kompensował rozjeżdżanie się bodźców. Mózg tego nie znosi. W literaturze często mamy przykłady, jak mózg woli zmienić postrzeganie, nawet jeśli to jest sprzeczne z rzeczywistością. Byle sygnały były spójne. Nazywanie zwolenników PiS glupcami w tym kontekście jest słabe. Każdy z nas, ma swoje własne nieuświadomione "dysonanse poznawcze" w różnych dziedzinach życia. W związku z tym wszyscy jesteśmy głupi.
Czyż inteligentny analityk danych, gej, weganin Christopher Wylie, który przyczynił się do wygranej alt-rightu i Trumpa i brexitowców nie był głupi?
Raczej powinniśmy się zastanawiać, jak ta pogardzana, głupia prawica umiejętnie wykorzystuje (pewnie nawet nie mając pojęcia o rzeczywistych procesach) nasze biologiczne imperatywy do swoich celów. Z tego punktu widzenia przeciwnikowi należny może być nawet jakiś podstawowy element uznania za skuteczność.
No i sam "fakt" istnienia (wg J. Haidta) jakichś filarów dwóch moralności: konserwatyzmu i postępowości może być typową formą bioróżnorodności.

-
2018/03/18 11:09:54
@"argumentacja zwolenników PiS była ... Po pierwszych, nowych aferach to się zmieniło na .... z czego zbioro wyprowadzano dwa, sprzeczne logicznie wnioski ... teraz doszła nowa wersja"
To nie jest objaw braku logiki, tylko weryfikacji poglądów w obliczu pojawiania się kolejnych faktów.

W kwestii rozważań o głupocie, to może powiem tylko tyle, że wcale nie lepsi są fani neolibu mieszający je radośnie z deklaracjami, że mieliśmy najlepszy system szkolnictwa na świecie.
-
2018/03/18 11:21:35
@pak

...Czy zwolennicy PiS nie dostrzegają braku logiki w swojej postawie? ...

Arystoteles wymyślił termin dusza rozumna, przypisana jedynie człowiekowi która posiada zdolność rozumienia świata i świadomość samej siebie. Ale jest też dusza zmysłowa która czyni zdolnym jedynie do postrzegania i poruszania się, co przypisane jest zarówno ludziom jak i zwierzętom. Z kolei zmarły niedawno Howking stwierdził, że jesteśmy tylko zaawansowaną w rozwoju odmianą małp na niezbyt ważnej planecie. Zresztą Arystoteles też zauważył, że nawet najmądrzejsi filozofowie nie są wolni od ludzkich namiętności i co za tym idzie, nielogicznych zachowań. Czy to jest głupota? No nie wiem. Widać ewolucja małpy w człowieka nadal trwa, co cynicy skwapliwie wykorzystują do zdobycia władzy. Trzeba to przyjąć ze stoickim spokojem, co nie znaczy odpuścić ale zrozumieć i walczyć. Zastanawiam się tylko, czy należy należy być cynikiem nawet w zbożnym celu, ale tu chyba nie ma wyboru. Takie obowiązują wilcze reguły.
-
2018/03/18 11:36:06
@junoxe

"No i sam "fakt" istnienia (wg J. Haidta) jakichś filarów dwóch moralności: konserwatyzmu i postępowości może być typową formą bioróżnorodności."

Ogólnie świetny głos, ale z tym nie do końca zgadzam. Oczywiście bardzo trudno jest eksperymentalnie oddzielić genetykę od środowiska w tegu typu problematyce, ale sam fakt występowania postępowców w rodzinach konserwatywnych i vice versa, podobnie jak przechodzenie z jednego obozu do drugiego (w tym z postępowego do konserwatywnego) sugerują, że nie może być to czysta bioróżnorodność.

Warto zauważyć, że maskowanie dysonansu poznawczego też ma swoje granice i to właśnie te różnice bym bardziej ustawił w kontekście bioróżnorodności (ale też środowiska). Tzn. startujemy z pewnej środowiskowo zgodnej pozycji politycznej, ale to nie sama pozycja, a intensywność trwania przy niej (stopień bycia nieporuszalnym przedmiotem) ma dużo głębsze i niezależne od nas samych podłoże.
-
wo
2018/03/18 12:52:31
@maciek
"Może w dobie"

O tyle nie wierzę w argumenty typu "może w dobie", że to wszystko nie są nowe zjawiska. Znajdziemy je w II Rzeczpospolitej, znajdziemy je w zaborach.

@unierad
" Teraz trochę pokrzyczy, w końcu zorientuje się, że to nic nie daje i wtedy ułożymy stosunki na nowo, ale tym razem jak "równy z równym". "

No właśnie, ale ten dzień, w którym się zorientują i będą z nami się układać jak równy z równym - nigdy nie nadejdzie. Część pisowców mimo to wiernie będzie na to dalej czekać np. w 2025, i oczywiście tym świrom nie mam nic do powiedzenia, ale jakaś rozsądniejsza część już powinna widzieć, że wszyściusieńkie ich nadzieje w kwestii sądów, od pierwotnego "Waszczykowski wszystko wytłumaczy Komisji Weneckiej" (2015) aż po "Morawiecki zna angielski" (2018), zawodzą.

@pak
"Pytanie więc, czy taki tekst coś daje."

Ja go sobie nigdy nie stawiam. To jasne, że teksty nic nie dają. Piszę dla przyjemności (blog) lub dla kasy (nieblog).
-
2018/03/18 17:24:35
Pod poprzednią notką ktoś słusznie zwrócił uwagę, że Gdula trywializuje wiedzę o grzechach poprzedniego towarzystwa. Jakiś czas temu na gazeta.pl był z nim krótki wywiad, gdzie było to dość wyraźne. Wydaje mi się, że uwiąd prasy (która potencjalnie mogłaby takiej wiedzy dostarczać) jest silniejszy w regionach, czyli właśnie tam, gdzie ta ekipa wcale nie jest poprzednia z kolei w centrali media trzymają się mocniej, więc siłą rzeczy więcej światła rzuca się na grzechy 'nowych'. Zakładając, że takie informacje jednak do kogoś docierają (często dodatkowo wyolbrzymione) to to też może być czynnik stabilizujący dobrą zmianę w umysłach potencjalnie niezdecydowanych. Choćby na zasadzie, że skoro nawet przegrana w wyborach nie była w stanie wykorzenić pewnych negatywnych zjawisk, to może trzeba ciąć do gołej ziemi.
Druga sprawa, frankowcy. Po tym co wywinął PAD, powinni przecież być w opozycji? Ale. W takim na przykład sporze zbiorowym z Millennium jest kilka tysięcy ludzi, którym można niskim kosztem i w pełnej zgodzie z wyrokami TSUE zareklamować krajowy wymiar sprawiedliwości. Jednak skutek wyroku stwierdzającego abuzywność klauzul kredytowych jest po ośmiu latach żaden. Po blisko czterech latach od pozwania banku - w tym roku rozpoczyna się merytoryczny rozbiór sprawy, jednak przewodniczącym wydziału jest mąż prawniczki reprezentującej w/w bank w sprawach przeciwko frankowcom właśnie. Trudno będzie przekonać powodów do głosowania na współtwórców takiego systemu, nawet jeśli po drugiej stronie straszy premier z wubeku.
-
2018/03/18 17:31:51
W próbie odpowiedzi na te zadawane cały czas pytania o wyraźne sprzeczności.
Obstawiam, że większość przodków ponad 90% obecnych Polaków mieszkało 154 lata temu na wsi, przedstawiana przez swoich właścicieli jako "dziobiące nas wrony", czyli ludzi nie mających wiele wspólnego z "ich" państwem, tym państwem, które było/jest teraz tak pięknie idealizowane w naszej kulturze.
Tylko to nie jest ich, tej masy Polaków, kultura!
I to jest nasz dzisiejszy problem, którego prawie nikt nie rozumie i docenia - my, Polacy, w swojej masie, mamy problem z własną, prywatną tożsamością, tym rozjeżdżaniem się bodźców i kompensacją, wspomnianymi przez @junoxe.

Bo choć właściciele dawnej Polski formalnie ją stracili, to kulturowo pozostali na placu jako jedyni i to oni narzucili i dalej narzucają narrację.
Oglądamy amerykańskie seriale i filmy opowiadające o wyzwoleniu amerykańskich Murzynów. U nas nie uświadczysz niczego opowiadającego o dziejącym się dokładnie w tym samym czasie wyzwoleniu polskich chłopów z o wiele dłuższej, trwającej ponad 5 wieków niewoli. To fakt wstydliwy, o jakim się nie rozmawia w towarzystwie. Za to mamy seriale w tv opowiadające, jak 'zwykły' Polak dalej dobrze żyje pod czujnym okiem wójta i plebana (kto tu zastępuje pana, a kto w takim razie wójta?). No i wszyscy jesteśmy husarzami. A czy jest jakiś pomysł filmu o Jakubie Szeli? Filmu, w którym zostanie pokazany jako ludowy bohater, a nie narodowy zdrajca?
W dodatku w tym kole pozornie zaskakujących powiązań, akcji i reakcji warstwa odpowiedzialna za polskie problemy znalazła dla siebie usprawiedliwienie w tym, co sama wywołała, czyli obcej obecności na polskich ziemiach.
Francuski lud wiedział, kogo kąsać, rosyjski lud wiedział, a polskiemu mówi się, że ma kąsać Niemców i "Ruskich" zamiast właściwych winnych.
Nb. chyba jeden Redliński opisał to zjawisko gubienia czy przejmowania tożsamości, każąc (o ile dobrze pamiętam) bohaterowi wysadzić PKiN budowany przez jego ojca, bo taka właśnie, co zresztą dla Polaka oczywiste(!), była kultura w jego liceum.

Jeżeli jednak chłopów z ich mentalnością i problemami w naszych rozważaniach o państwie traktujemy jak husarzy z ich mentalnością i problemami, to chociażby ci chłopi sami się husarią nazywali, to mamy, err, kupę (albo PiS, teraz, na razie, bo historia się dzieje).
Ponieważ wygrała narracja panów, to fałszywie uczą, gdzie i kiedy jaki ustrój panował i panuje w Polsce, i choć rzeczywistość krzyczy zupełnie co innego, to nie ma siły przebić się do narracji.
Bo jeśli ktoś uważa, że w Polsce nie ma feudalizmu, że nie przetrwał w ludziach, to strzelam, że to znaczy, że zachowanie typu przyklękanie i całowanie jakiegoś dostojnika państwowego po pierścieniach na ręku traktuje jako normalność, choć sam może tego nie robi. Czyli nie jest nawet w stanie dostrzec belki we własnym oku.
-
2018/03/18 17:35:11
Dlaczego PiS?
Sądzę, że PiS dał wreszcie tym ludziom sygnał, że są ok. Wreszcie mają okazję uwolnić swoje wewnętrzne 'ja' nie oglądając się na nikogo, w tym całą resztę świata. Prezes dokładnie to właśnie im mówi i na to pozwala. Coś takiego nastąpiło za Hitlera w Niemczech, stąd nieuniknione podobieństwa i sympatie.
W dodatku przy takich narracjach PiS musi być narodowy do szpiku kości, by był wiarygodny.
Jako przykład, dla mnie jest/było porażające, jak zamiast rozwinąć i ucywilizować, to dezawuowano i odrzucano w mediach disco polo, chociaż w podziemiu (w sensie kulturowym) słucha go olbrzymia masa ludzi. Wreszcie ktoś tym ludziom mówi, że nie są gorsi, że tacy, jacy są, jest ok, pójdą za tym kimś długo i daleko. Ba, nie tylko mówi, że jesteśmy ok, likwiduje śmieciówki, daje 500+, uderza w szlacheckie instytucje jak sądy itd.
Taki Tusk czy Komorowski, kulturowo oficjalnie polscy, czyli OBCY, mieli to w d... To my ich też mamy.

Skoro ludziom odmawia się tożsamości, to w końcu ją sobie sami określą, tylko będzie to trwało znacznie dłużej i wymagało odcięcia od świata, który ją rozmywa.
Z tego też zapewne wynika, dlaczego nie ma żadnych kontrpropozycji dla PiS, na które zacznie głosować ta "wytęskniona większość nie mająca na kogo głosować" - nie ma kontrpropozycji, bo nie ma "wytęsknionej większości". Obrazowo, w polskich sklepach nie ma kolorowej odzieży, bo Polacy w masie noszą się na czarno, kto nie wierzy, niech przejedzie się metrem w centrum polskiej, europejskiej, tak, stolicy.

Ci ludzie to oczywiście nie wszyscy, każdy ma "swój" czas reakcji, ale to dlatego ludzie kłócą się teraz w rodzinach...

Wracając jeszcze do wyboru "mniejszego zła".
PiS nie jest wybierany jako "mniejsze zło", bo jest wybierany ze względu na emocje, jakie zaspokaja. Jeśli już, to przecież nie jest traktowany jako "mniejsze zło" z lewej strony, tylko z prawej.
-
2018/03/18 18:05:54
@wo
"No właśnie, ale ten dzień, w którym się zorientują i będą z nami się układać jak równy z równym - nigdy nie nadejdzie."

Inteligentnym negocjacje piątej największej gospodarki świata z UE powinny dać do myślenia. Przyszłość po brexicie jest niepewna i niekoniecznie musi być dla wyspiarzy różowa. A stawianie się w tej samej kategorii wagowej to już mania wielkości i to normalnie od morza do morza.

"mniejszym złem jest PiS"

Pytanie dlaczego w ogóle POPiS? Czy rzeczywiście wyborcy są aż tak antylewicowi? Cały czas wydaje mi sie, że brakuje jakiegoś elementu w opisie rzeczywistości. To dziwne, że prawica daje ludziom więcej nadziei na lepszą przyszłość niż lewica.
-
2018/03/18 18:14:50
@entres

Wśród większych problemów z budowaniem nowej tożsamości mamy też ten, co zwykle - edukacja. Skoro nawet za głębokiego SLD/PO w szkołach w kółko tłuczono poczet królów polskich, husarię i zasadniczo szlachecko-inteligenckie POV, to przecież informacja o chłopskim pochodzeniu jest dla większości dzisiejszych mieszczan szokiem.

wo wielokrotnie powtarzał tutaj, że nie znamy własnych przodków sprzed zaledwie kilku pokoleń, co zdecydowanie sprzyja mitologizacji i podświadomej wierze, że jest się z założenia mieszczaninem albo najlepiej zubożałym szlachcicem, tylko herb się gdzieś zgubił.

Nota bene, osobiście wydaje mi się, że te informacje o pochodzeniu nie tyle zatarły się, co zostały świadomie zatajone przez pierwsze pokolenia po emancypacji. To był temat tabu i tyle, podobnie jak zagarnianie majątków żydowskich. PiS natomiast świetnie gra na tej mitologii i tym, w co ludzie chcą wierzyć, bo w przeciwnym wypadku tracą jedyną tożsamość, jaką sobie szczątkowo zdołali wytworzyć po utraceniu więzi z faktyczną przeszłością.
-
2018/03/18 18:16:32
@bantus

"To dziwne, że prawica daje ludziom więcej nadziei na lepszą przyszłość niż lewica."

Według ww. mitologii lewica dała PRL, a to wystarczy w zupełności do skreślenia jej na starcie.
-
2018/03/18 21:28:40
@rozowyguzik
Informacji o pochodzeniu nie zachowywano, bo były powodem do wstydu wg obowiązującej narracji - i ta narracja wcale tego nie musiała wymuszać jakimiś oficjalnymi deklaracjami, po prostu pielęgnowała dawną pogardę szlachty do ludu.
Edukacja to też problem niejako wtórny, bo przecież kształtowała ją postszlachecka kultura, inaczej więc wyglądać nie mogła i nie może. Ale jest oczywistym przejawem powodującym ten ból zębów i będzie widocznym papierkiem lakmusowym ewentualnej zmiany narracji, ale jak powiedziałem, sądzę, że za 3 pokolenia.

Co do PRL, to nie tak prosto. Mitologia prawicy oczywiście dezawuuje wszystko, co odebrało jej własność, czego nienawidzi całym swoim istnieniem, ale gdzieś po drodze mamy suwerena Kaczyńskiego. To oczywiście kolejny niby paradoks (niby, bo inaczej być nie mogło), że nasz lud w tej chwili wydaje się zażarcie stać w jednym szeregu z prawicą, ale Millera już wypróbował, Tuska wypróbował, wreszcie dostał Kaczyńskiego, który go zauważa. A Kaczyński może nienawidzi pochodzenia (grzechu pierworodnego) i władców PRL, ale sam model autorytarnego państwa polskiego "jeden naród, jedna partia" ze wszystkimi środkami materialnymi w ręku państwa zdaje się go rajcować.
-
2018/03/18 21:33:38
(Z pewnym zadowoleniem) dodam, że jakoś mi się to właśnie wpisuje w tę zgrabną teorię sojuszy klas omawianą niedawno przez WO. Klasie średniej brak tej właśnie świadomości, że musi zmienić narrację, by mogła zawrzeć sojusz z ludem. Tylko ona może to zrobić, z definicji niejako, bo to jej rola. A na to potrzeba jej duuuużo czasu.
-
2018/03/18 21:53:00
@entres
"Klasie średniej brak tej właśnie świadomości, że musi zmienić narrację, by mogła zawrzeć sojusz z ludem"

Yyy, sądząc po akcjach #kupujękiedychcę i nieludzkim obsmarowywaniu każdej wielodzietnej rodziny w socjomediach, ta świadomość nastąpi dokładnie w tym samym momencie, kiedy premier Zandberg będzie składał ślubowanie przed swoją konstytucyjną większością.

Lub trochę później. Może niektórzy z nas doczekają?
-
2018/03/18 22:08:57
@bantus
"Pytanie dlaczego w ogóle POPiS? Czy rzeczywiście wyborcy są aż tak antylewicowi? Cały czas wydaje mi sie, że brakuje jakiegoś elementu w opisie rzeczywistości. To dziwne, że prawica daje ludziom więcej nadziei na lepszą przyszłość niż lewica."

Wydaje mi się, że na to pytanie też odpowiadam wyżej, szkoda, że tak nieskładnie.
Trochę lekkim tonem, to ludzie nie myślą o przyszłości z prawicą, ludzie się miotają i chcą komuś dokopać. A ponieważ lewica musi dopiero nauczyć się z powrotem, jak PPS tworzyło bojówki, to prawica daje im wyraźnie więcej pola do popisu (skojarzenie niezamierzone).

A trochę poważniej, to w tej chwili opcja lewicowo-centrowa jest przecież przedstawiana i kojarzona właśnie jako ta znienawidzona, opresyjna, pogardzająca szlachta (niedosłownie oczywiście). Przegrała wojnę informacyjną, nie wiem nawet, czy działając po 1989 w tych warunkach brzegowych miała szansę ją wygrać.
Suweren nawet z tej złości przyjmie całkowity zakaz aborcji, bo pokaże tym w tej Warszawce, kto rządzi.

Inna sprawa, że chyba dopiero wtedy będzie miał na tyle jasny powód, by zacząć zauważać po jakimś czasie, kto jest jego rzeczywistym wrogiem.
-
2018/03/19 09:58:48
@bantus

"A sytuacja kraju zaczyna przypominać łobuza z podstawówki, którego nikt już nie lubi i powoli traci przyjaciół, którzy stanęliby w jego obronie albo pomogli, gdy coś złego się przydarzy. "

No właśnie nie do końca. Różne były komentarze do kwestii Międzymorza, Wyszehradu i innych grup, istniejących czy postulowanych. Ale ten aktualny komentarz trochę podważył dotychczasową wizję polski całkowicie osamotnionej:

www.wprost.pl/swiat/10105087/juz-nie-tylko-wegry-litwa-nie-poprze-silowych-dzialan-ue-przeciwko-polsce.html

Akurat po Litwie nie spodziewałem się takiej akcji. Może ona świadczyć o tym, że niezależnie od stosunków między nami, niektóre państwa regionu stawiają na wspólnotę "słabych przeciw silnym" zamiast "praworządnych przeciw łobuzom". A, biorąc Twoje porównanie, Rz-plita PiS próbuje skupić wokół siebie podobnych łobuzów. Węgry, Rumunia, może nawet Włochy.

@wo

"Mogę sobie wyobrazić kogoś inteligentnego, kto patrzy na Schetynę - a potem jeszcze na Komorowskiego, Giertycha i Niesiołowskiego! - i mówi "no nie, jednak wolę tych, którzy mi chociaż dali 500+"."

Dobry przykład, ale pokazuje też, że w tym zestawieniu kwestie współpracy z UE nie grały żadnej roli. To znaczy nie wyobrażam sobie takiego wyborcy PiS, dla którego powodem wybrania mniejszego zła był wpis Komorowskiego w ambasadzie japońskiej, homofobia Niesiołowskiego czy teksty Schetyny o Froncie Białoruskim. Trochę znając argumentację niektórych co bardziej inteligentnych zwolenników PiS*, to - poza obcięciem dopłat bezpośrednich dla rolników - jedynie pogorszenie stosunków z USA mogło zachwiać ich ideolo. I - chyba zachwiało.

(Ale podejrzewam, że na tym blogu sojusz z USA nie ma zbyt wielu bezkrytycznych zwolenników)

* wliczam tu zwłaszcza tych, co na różnych forach piszą teksty zaczynające się od "Nie jestem za PiS, ale..."
-
2018/03/19 10:44:46
Przepraszam za 2x-post, ale niektóre treści przy drugim czytaniu wpadają w oko.

#autokorekta

Miał być oczywiście "teksty Schetyny o Froncie Ukraińskim"

@pak455

"Przerabiam dyskusję na innym blogu, gdzie zeszło na porównanie afer PO i PiS (...)"

W kwestii afer może była jakaś faza przejściowa. Ale blogonotka jest pokłosiem zmian w/s TK. A to była machiavelliczne okrucieństwo na początku panowania. I tam od samego początku była dwutorowa argumentacja "My robimy wszystko formalno-praworządnie, ale PO zaczęła od dwóch dublerów". Na marginesie, ten tekst pasuje tak do PiS-owca idealisty jak i oportunisty (patrz niżej), w zależności od tego, którą połowę zdania się podkreśli.

"Czy zwolennicy PiS nie dostrzegają braku logiki w swojej postawie?"

Podobnie jak @sfrustrowany_adiunkt dzielę zwolenników PiS na (konserwatywnych) idealistów i oportunistów (trzecią grupę "emocjonalną" odstawmy na bok, tam logika i tak nie dociera). Idealista będzie argumentował, że zasady są słuszne, a afery to wypaczenia, dobry car złych bojarów nie upilnował i tego typu. Oportunista będzie argumentował, że liczą się efekty (500+, "sprawiedliwe" sądy), a to, że dochodzi się do tego likwidacją państwa prawa i quasi-zamachem stanu, to już ból rzyci pięknoduchów i snow flake-sów. Czy też wegetarian i cyklistów. Obie postawy są wewnętrznie logiczne, choć oczywiście są tej logiki granice. Dla idealisty granicą może być zdrada pewnych ideałów (stąd kwestia aborcji była testem tej frakcji). Dla oportunistów ważne są tylko efekty, dopiero załamanie się systemu 500+ czy "niesprawiedliwe" sądy mogą podważyć priorytety.
-
2018/03/19 14:27:01
@rozowyguzik
"Według ww. mitologii lewica dała PRL, a to wystarczy w zupełności do skreślenia jej na starcie."

A teraz te PRLowskie granice prawica będzie broniła różańcem. Pamiętam jeszcze, że wyborcy jakoś się nie brzydzili i głosowali na postkomunistów dosyć tłumnie, więc to nie to. Moim zdanie wręcz przeciwnie, postkom lewica przestała być lewicowa i przestała być potrzebna.

@bert04
"A, biorąc Twoje porównanie, Rz-plita PiS próbuje skupić wokół siebie podobnych łobuzów. Węgry, Rumunia, może nawet Włochy."

Szukanie sojuszników w UE to pomysł nie pisowski. Pisiakom zwyczajnie to nie wychodzi, choć próbują albo mówią, że próbują. 27:1 pokazało, że te wszystkie Orbany to chorągiewki na wietrze.

-
2018/03/19 14:47:45
@bantus

"27:1 pokazało"

Przy 27:1 chodziło o przysłowiowe złote kalesony, a cena za popieranie (nawet symboliczne) Polski nie była zrównoważona przez... nic. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej:

www.newsweek.pl/swiat/polityka/zgromadzenie-parlamentarne-rady-europy-o-praworzadnosci-w-polsce,artykuly,417275,1.html

"Dzięki" temu dokumentowi Bułgaria i Rumunia (członkowie UE) stają się naszymi sojusznikami, bez żadnej przyczyny ze strony Warszawy. Motywację Litwy mogę zgadywać, być może chodziło o jakieś uwagi n/t polityki wobec mniejszości post-rosyjskich? Każdy kraj, który ma coś na sumieniu, teraz będzie się pytał "Dziś oni, a jutro ja?". W sumie PiS powinien być Radzie wdzięczny za ten prezent.
-
wo
2018/03/19 14:50:52
@bert
"Akurat po Litwie nie spodziewałem się takiej akcji."

To jeszcze nie jest żadna akcja, to jest kilka kurtyazyjnych słów z okazji dyplomatycznej wizyty, z przesadnym entujazmem przedstawionych przez prorządową gazetę. Węgry też od dawna sypią pustymi deklaracjami, a jak przyjdzie co do czego, głosowanie przebiega 27:1.

""Dzięki" temu dokumentowi Bułgaria i Rumunia (członkowie UE) stają się naszymi sojusznikami, bez żadnej przyczyny ze strony Warszawy"

Czy się stają, czy się nie stają, dowiemy się jak będzie jakieś głosowanie.
-
2018/03/19 15:08:27
@wo

"jak przyjdzie co do czego, głosowanie przebiega 27:1"

Może, oby. Niemniej kwestia sędziów irlandzkich to nowy element tej gry (choć był do przewidzenia), niezależny(!) od polityków. NAWET gdyby Polska uzyskała w kwestii artykułu 7 "korzystny" wynik 23:4, to sędziowie kolejnych krajów + trybunałów europejskich mogą wypowiedzieć współpracę. I wtedy na nic przekupywania Orbana, przekonywanie Grybauskaite itp.
-
2018/03/19 15:58:28
Niestety krajów którym nie w smak byłoby wytykanie palcem braków praworządności w Polsce jest więcej i nie są tylko z naszej strony Europy (Hiszpania chociażby, której bardzo by nie chciała by ktokolwiek oceniał jej postępowanie w sprawie Katalonii). Oczywiście siedzą cicho, bo po co mają nie siedzieć cicho i się z tym wychylać. Ale podprogowo wiadomo że jakby co to sprawy nie poprą. PIS o tym doskonale wie i dlatego kompletenie na to gwiżdże. Do głosowania na forum unijnym zapewne nigdy nie dojdzie. Natomiast na pewno dojdzie do tego że przy najbliższym podziale pieniędzy będziemy na ostatnim miejscu. No ale to Pisowi akurat zwisa, dla ich antyeuropejskiej narracji to tylko profit.
-
2018/03/20 17:50:46
@totinosa

Niestety dawny ustrój wciąż pozostawia po sobie skutki w postaci sędziów którzy robią to co im podsuwa zwierzchnik

Nie zgadzam się. Sędziowie zdają egzamin(vide wyrok w sprawie radnej PiS, tej od golenia głowy na łyso). Jednostki są, bo są zawsze, ale środowisko jako większość, chyba daje radę.
-
2018/03/20 17:56:36
@mw.61

Ziom, on tu wszedł, żeby zaspamować reklamą jakiegoś dziadowskiego serwisu (niedziadowski nie reklamowałby się spamem na bloksie). Nie interesuje go dyskusja, napisał tylko jakieś pierdolety, żeby zrobić takie wrażenie. Gospodarz chyba na feriach, skoro to jeszcze nie poleciało.
-
2018/03/20 19:28:49
@fiodor44
Zarząd Accounting Services "Plonk" S.A. najwyraźniej ma urlop. Też się nie mogę nadziwić.
-
wo
2018/03/21 09:11:26
Kajam się! Ale włożył trochę wysiłku w wyprodukowanie komentarza a propos, doceńmy to.
-
2018/03/21 10:09:50
Albo to, albo tylko testował czujność "Zarządu" przed atakiem właściwym.

Wiem, ja i moje anty-pisowskie paranoje. Może zbyt często widziałem podobny modus operandi i teraz wszędzie to widzę.
-
2018/03/21 10:24:38
@fiodor44
"Ziom, on tu wszedł, żeby zaspamować reklamą jakiegoś dziadowskiego serwisu..."

Można więc mu wysłać fakturę opiewającą na kwotę wynagrodzenia za usługi reklamowe, wyliczoną na podstawie danych o oglądalności bloxa (z premia za renomę bloga WO i ekskluzywny target). Podstawna prawna: art. 405 Kc.

@rozowyguzik
"WO wielokrotnie powtarzał tutaj, że nie znamy własnych przodków sprzed zaledwie kilku pokoleń, co zdecydowanie sprzyja mitologizacji i podświadomej wierze, że jest się z założenia mieszczaninem albo najlepiej zubożałym szlachcicem, tylko herb się gdzieś zgubił."

To jest spojrzenie z perspektywy zasiedziałej miejskiej inteligencji. Wielu z nas doskonale wie, że wywodzi się z chłopów, bo byli nimi ich rodzice i dziadkowie. Przy czym już w tamtych dawniejszych pokoleniach byli to chłopi mentalnie "uszlachceni", zapisani grupowo - co najmniej od czasów wprowadzenia edukacji powszechnej w 2 RP - do tego samego mitu sienkiewiczowskiej polskości, do jakiego należała postszlachecka i postżydowska inteligencja miejska. Owszem, owo uszlachcenie nie było kompletne i wywołuje dysonanse kiedy dziś spadkobierca tej łamanej tradycji wchodzi, jako "słoik, w środowisko wielkiego miasta. Wielkomiejskie środowisko wysyła mu cały zestaw sygnałów: nie jesteś całkiem nasz, nie pasujesz. Wiele czasu zabiera "słoikom" poradzenie sobie z tą sytuacją. Do listy lektur wyjaśniających współczesną Polskę pozwalam sobie dorzucić dwie krótkie książeczki opisujące bez patosu ten fenomen: " Życiorysy pokornych " Wojciecha Wieczorka i "Zaduch" Marty Szarejko.

@qba
"Dlatego nie wierzę w dobry wynik jakiejkolwiek prawdziwej partii lewicowej w Polsce - wystarczy zasugerować, że wpuści uchodźców, i już wysyła się ją na polityczny margines."

Wątpię, aby PiS grał w przyszłości tematyką uchodźców. Po pierwsze dlatego, że Europa opanowała już problem na tyle aby nam powiedzieć "łaski bez" (za co płacimy byciem ignorowanym na innych polach). Nie będzie więc presji na kwoty ani dramatycznych obrazków z dworców. Po drugie, PiS sam zacznie wpuszczać po cichu migrantów szerokim strumieniem - zrobi to zmianami do przepisów o pozwoleniach na pracę cudzoziemców, koniecznymi aby odblokować aktualny niewydolny system. Bo rąk do pracy brak. Nie za ileś lat, hipotetycznie, lecz teraz, już, do prac sezonowych zaczynających się wiosną w rolnictwie i w innych branżach. Gospodarcza część rządu PiSu jest pod stałym naciskiem podczepionych pod nią lobbies i w końcu przewalczy opór ideologicznych fundamentalistów. Bo tej luki pracowniczej nie wypełnią przybysze z Ukrainy, trzeba będzie wpuszczać też z innych regionów, i stosować niedawną PiSowską retorykę a rebours: zamiast "nie uchodźca to, lecz migrant ekonomiczny!" będzie: "to migrant ekonomiczny, nie uchodźca!" W każdym razie temat będzie dla PiS równie atrakcyjny jako platforma wyborcza jak bomby termobaryczne. To nic nowego, PiS nieraz już porzucał swoje "centralne" tematy, kiedy stawały się niewygodne. Przypominam: pierwszy rząd PiS w 2005 r. walczył ze "złodziejską prywatyzacją" banków, z której miał korzystać "układ" m.in. w BZ WBK [1]

Oczywiście znajdą się inne "centralne" tematy, możliwości do straszenia i manipulacji PiSowi nie zabraknie. Jednocześnie jednak PiS ze swoją defensywną chmurną aurą szybko przestaje być wiarygodny jako partia optymizmu, nadziei, przyszłości. PO też przestała się tak kojarzyć. To przede wszystkim te niezagospodarowane emocje musi podjąć lewica.

[1] orka.sejm.gov.pl/opinie5.nsf/nazwa/spsb_u99/$file/spsb_u99.pdf
-
wo
2018/03/21 12:28:51
@awal
"Jednocześnie jednak PiS ze swoją defensywną chmurną aurą szybko przestaje być wiarygodny jako partia optymizmu, nadziei, przyszłości. PO też przestała się tak kojarzyć. To przede wszystkim te niezagospodarowane emocje musi podjąć lewica"

O rety, z tego wynika, że dla dobra lewicy powinienem zamilknąć, bo nadzieją i optymizmem to ja raczej nikogo nie zarażę.
-
2018/03/21 13:01:40
@WO

Zarażasz, co jest kluczowe, pragmatyzmem i rzetelną faktografią. Dotknięta tą zarazą młoda lewica wypada korzystnie na tle zużywającego się duopolu zaciętości i mitu (choć niestety są też przypadki lewicowców odpornych na zarażenie).

W tym duchu o migrantach na kluczowych portalach opinii farmer.pl oraz tygodnik-rolniczy.pl (raz w miesiącu zamiast Żiżka!):

www.farmer.pl/finanse/wchodza-w-zycie-zmiany-w-przepisach-dot-cudzoziemcow,76530.html

www.tygodnik-rolniczy.pl/articles/pieniadze-i-prawo/zatrudniasz-cudzoziemcow-w-gospodarstwie-poznaj-nowe-przepisy/?page=1#lead

Rozporządzenie, którym PiS "wpuścił cudzoziemców" jest tutaj (będą kolejne):

www.dziennikustaw.gov.pl/du/2017/2348/1
-
2018/03/21 13:35:45
@awal111
Jest tylko jeden problem. Polska jest atrakcyjna dla Ukraińcówe tylko na tle ojczyzny. Jak tylko otwi\orzy sie Zachód ruszą hurmem. W sumie to juz częściowo sie otworzył, bo w ramach ruchu bezwizowego spokojnie (choc nielegalnie) mozna podją pracę czasowoą w budownictwie czy rolnictwie. Juz sie słyszy o Ukraińcach jadących na zachód "na wycieczkę" z kompletnym wyposażeniem buowlańca.
-
2018/03/21 13:43:30
" Juz sie słyszy o..."
Ciekawe gdzie się słyszy. W mojej okolicy (miejsce zamieszkania, praca) głównie się widzi i słyszy Ukrainki. I wcale nie widać przy przyjechały z kompletnym wyposażeniem budowlańca. Mało tego, słyszy się od nich, że dalej na zachód nie chcą jechać. Ale rozumiem, że Ukraina zasiedlona jest wyłącznie przez mężczyzn i to oni są podmiotem polityki migracyjnej?
-
2018/03/21 13:53:09
@junoxe
Bo zjawisko dopiero się zaczyna. W dodatku ograniczone nielegalnością. A wobec braków Polaków niemieccy bauerzy też zaczna naciskać na wpuszczenie Ukraińców.
-
2018/03/21 15:32:54
Część ukraińskich przybyszy zostanie, część ruszy dalej. Przyjeżdżają zresztą nie tylko do pracy (z klasy ludowej lub spauperyzowanych zawodów inteligenckich), ale również na studia (dzieci tamtejszej wielkomiejskiej klasy średniej). Ukraińska imigracja w branży rolno-sadowniczej to zjawisko znacząco wpływające na strukturę społeczną terenów wiejskich, nie tylko tych przy granicy z Ukrainą. Podobnie jak szwajcarscy bauerzy mają przeważnie cudzoziemskie (często polskie) żony, tak polscy mają coraz częściej ukraińskie: rzadziej żony, częściej partnerki, a niekiedy są to w praktyce związki poliamoryczne, wymuszone wahadłowymi pobytami tych pań w Polsce i u ukraińskiej rodziny (poliamoria przysiółków - następcy Gduli, ruszajcie, badajcie!)

Najważniejszy jest dla mnie wniosek, jaki z tego płynie dla przekazu, jaki lewica powinna mieć do "drogich PiSowców" - tych otwartych na przekaz, zgodnie z duchem notki WO. Brzmiałby on być może: Drodzy PiSowcy, Europa jest obecnie za słaba aby powstrzymać wojny u swoich granic, na styku militarnych stref wpływów Ameryki i Rosji. Owszem, może kiedyś UE wyśle ze swojej bazy na Korfu lotniskowiec "Jean Monnet" pod syryjskie wybrzeże, aby wymusić pokojowe rozmowy między kolejnym Asadem a opozycją. Zaś na ponowną inwazję zielonych ludzików nad Dniestem zareaguje uruchomieniem Dywizji Powietrznodesantowej im. Żołnierzy Narviku (kompromisowa nazwa) oraz Brygady Cyberbetów. To jednak przyszłość, do tego czasu Europa musi reagować na miarę sił, działaniami administracyjno-policyjnymi. Taką reakcję podjęła wobec fali uchodźców syryjskich i była to reakcja - widać to już jasno - efektywna. Nie ma żadnego upadku Unii pod naporem "hord", jest jej wzmocnienie w poczuciu sensu dalszego zacieśniania współpracy (u której finału będzie ów lotniskowiec i dywizja). Mogliśmy mieć w tym swój udział, który byłby na wagę złota, bo potwierdzałby nasze uczestnictwo w kręgu zachodnim. I to niewielkim kosztem, porównując oczekiwane od nas symboliczne kwoty uchodźcze do skali polskiego zaangażowania w Iraku i Afganistanie. Odrębnym, ale tylko do pewnego stopnia, tematem, jest imigracja zarobkowa. Imigracji takiej, czyli rąk do pracy, potrzebuje zachodnia Europa, tę jej potrzebę częściowo zaspokajają Polacy. Polska również potrzebuje imigracji, częściowo tę naszą potrzebę zaspokaja Ukraina. W pozostałej części będą to przybysze z innych regionów, nierzadko z europejskiego południa, lecz również Afrykańczycy i Azjaci.

Mądry polski rząd nie powinien się na te fakty obrażać, powinien uczestniczyć w formułowaniu wspólnej europejskiej odpowiedzi na wyzwania globalnej polityki i ekonomii. Powinien uczciwie przedstawiać owe wyzwania społeczeństwu i szukać dobrych rozwiązań w rzetelnych społecznych konsultacjach. Władza PiSu odmówiła takiego działania. Obiecała wam zestaw faktów alternatywnych: wizję Polski, w której nie ma tu cudzoziemców - choć już są, a kolejni przybędą: zarówno uchodźcy, jak i migranci zarobkowi; wizję Polski w której bezpieczeństwo gwarantuje nam izolacja - choć nie gwarantuje, i naprawdę kogo jak kogo ale Was, drodzy PiSowcy, aktualne nasze położenie jako pozostawionych samym sobie "żołnierzy wyklętych" powinno szczególnie uwierać. Przede wszystkim, władza PiSu nie szanowała Was jako partnerów do dyskusji. Manipulowała obrazami "pasożytów i pierwotniaków" (wywołując naturalne atawizmy, od których nikt nie jest wolny). A teraz manipuluje informacją o swoich działaniach, tak aby nieuchronne otwarcie granic na imigrantów zarobkowych ukryć przed Wami pod pozorem "technicznych" dostosowań. Ta władza jest uczciwsza wobec mających do niej dostęp lobbystów, niż wobec Was, PiSowscy obywatele - i owszem, jest w tym dobrą uczennicą poprzednich władz. Rozejrzyjcie i poszukajcie kogoś, kto Was potraktuje poważniej. Ukłony!
-
2018/03/21 18:00:15
@awal

"To jest spojrzenie z perspektywy zasiedziałej miejskiej inteligencji. Wielu z nas doskonale wie, że wywodzi się z chłopów"

No właśnie nie do końca. Patrzę tutaj z perspektywy mojego byłego fizycznego bąbelka, tj. gomułkowskiego blokowiska z obrzeży Krakowa, a także podejścia rodzinnego i punktu widzenia millenialsów. U mnie chłopami byli np. z jednej ze stron, odpowiednio, prapradziadkowie i pradziadkowie (co dla tej pierwszej rodziny w chwili połączenia stanowiło już mezalians). Dowiadywać się o tym musiałem między wierszami, bo wprost nikt nie chciał się przyznać. I z tego, co widzę, jestem jedyną osobą wśród znajomych z bąbelka, w którym dorastałem, która zdaje sobie z tego sprawę, bo reszta - na tyle inteligentna, żeby dało się z nią zamienić dwa słowa - to oczywiście Sienkiewicz, husaria, lechici, korwiniści, albo wszystko naraz plus mówią, jak jest.

Nawiasem, do tej pory wśród millenialsów okołoblokowych jedynie na Śląsku dostrzegłem jakąś lepiej wykrystalizowaną świadomość pochodzenia, ale tam też mają nieco inne rodowody i trudniej je ukryć - inny język, nastawienie, tradycje, a w wielu dzielnicach dalej stoją te same familoki, co sto lat temu. No i to nie jest temat tabu. Rodziny przesiedleńcze też zresztą przekazują, co mogą. Ogólnie millenialsi na Śląsku wydają mi się o wiele lepiej zsynchronizowani z historią niż gdzie indziej.
-
2018/03/21 20:14:57
@rozowyguzik

Dzięki za tę inną perspektywę. Jednak moim głównym punktem jest to że nawet ktoś kto wie, iż pochodzi z chłopstwa - bo po prostu dorastał w rolniczym domu a cała jego rodzina to mieszkańcy wsi - to też czuje się sienkiewiczowską husarią. Taki punkt widzenia wpaja kultura: solidarnie za 2 RP, PRL i 3 RP. Wszyscyśmy Kmicicami, Oleńkami, powstańcami i Mickiewiczem na Judahu skale. Jest jak w tej anegdocie, nie pomnę czyjej, w której niepiśmienni chłopi słuchający lektury "Potopu" słysząc szlacheckie przytyki do "chamów", śmieją się z owych chamów szczerze, bo oni już są mentalnie szlachcicami.

A rodowody chłopskie są paradoksalnie niekiedy łatwiejsze do ustalenia niż mieszczańskie i szlacheckie. W centralnej Polsce zasiedziałe rodziny znajdą je w parafiach w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie trzeba podróżować do Lwowa, Tobolska czy Drezna.
-
2018/03/21 22:18:49
@rozowy guzik
Podobnie jak Ty i Patryk Jaki jestem z bloku, ale od millenialsów jestem o dekadę starszy. I jak dorastałem, było zupełnie normalne, ze latem place zabaw wyludnialy się. Niektórzy wyjeżdżali na obozy lub kolonie, ale przecież nie na dłużej niż trzy tygodnie, poza tym to do babci na wieś, bo przecież prawie każdy miał. Pochodzenie chłopskie trudno byłoby ukryć, zresztą nikt nie próbował.
A na wsi dużo przestrzeni, można się było bawić w Indian albo w Kmicica.
-
wo
2018/03/22 14:16:37
Głupio mi to pisać jako warszawiakowi, ale dość konsekwentnie przedstawiacie "chłopów" jako jednolitą warstwę/klasę społeczną, którą w Polsce nigdy nie byli. "Bycie ze wsi" może oznaczać (a) pochodzenie z szlachty zagrodowej (zrujnowanej w XIX wieku i finansowo nieodrożniającej się od gburów, chamów i kmieci, ale tym starannie pielęgnującej odębność; (b) wspomnianych gburów, bambrów itd. (to charakterystyczne, że metaforycznie do dziś używamy tych słów jako "złego wychowania"), czyli nieszlachetnych chłopów, czasem całkiem zamożnych, ale jednak bez herbu i szabli po przodku (c) chłopów folwarcznych, parobków itd., żyjących de facto w niewolnictwie, razem z wszystkimi negatywnymi zjawiskami, (d) nowe zjawiska społeczne PRL, w rodzaju chłoporobotników i wsi pegieerowskich.

A to tylko Mazowsze, zapewne im dalej od Warszawy, tym większe zróżnicowanie. Między innymi dlatego prawie zawsze była więcej niż jedna partia chłopska.

W przypadku grupy (a) identyfikacja z Kmicicem nie jest jakoś bardzo naciągana...
-
2018/03/22 15:25:14
@wo

Podobny podział można zrobić przynajmniej dla mieszczaństwa (a może i dla UC?). Potomkowie szlachty, patrycjatu, przyjezdnych zza wszystkich granic, plebsu i co tam jeszcze dołożysz.

Czasem czytam tezę, że w okresach rozbiorów wraz ze zniesieniem pańszczyzny nastąpiło swoiste "stopienie" mentalności chłopstwa i ziemiaństwa. Wspomniałeś o "chamie", ale jest przecież też jeszcze "warchoł", a ten pasuje do Twojej grupy (a).

Istnienie partii _czysto_ chłopskich to w powojennej / postkomunistycznej Europie rzadkość. Tzn. większość połączyła się z innymi partiami w jakieś ludowo-konserwatywne chłopsko-mieszczańskie coś-tam. A u nas jeszcze ciągle nie. IMHO świadczy to o silnie odrębnej mentalności w porównaniu do reszty społeczeństwa.

A identyfikacja chłopa z Kmicicem jest niczym w porównaniu z identyfikacją jakiegoś korwinisty / informatyka na samo-zatrudnieniu z Rockefellerem czy innym Fordem. Każdy lubi się nobilitować, nie patrząc na naciągania.
-
2018/03/22 16:40:54
@amatil

"I jak dorastałem, było zupełnie normalne, ze latem place zabaw wyludnialy się. Niektórzy wyjeżdżali na obozy lub kolonie, ale przecież nie na dłużej niż trzy tygodnie, poza tym to do babci na wieś, bo przecież prawie każdy miał"

No właśnie ja instytucję "babci ze wsi" (i generalnie rodziny nie z miasta) poznałem dopiero u znajomych na studiach, ew. u takich z Nowej Huty. Moi pradziadkowie (roczniki circa 1910-1915) byli z jednym wyjątkiem wszyscy z miasta, czasem małego, czasem dużego, ale zawsze z miasta i do tego momentu każdy opowiada sam z siebie. Dalej trzeba konkretnie zagadać, a jest tam wieś bez większych konkretów. Z jednej strony dowiedziałem się np. że "dziadkowie pracowali dla takiego pana" i to już całość zeznania. Generalnie pamięć o tych przodkach jest wysoce zaburzona.

Może faktycznie nie jestem reprezentatywny i u większości mieszczan to nie jest temat tabu, ale w mojej rodzinie akurat jest. I też ciężko mi przez to stwierdzić, jaki to był konkretnie typ Osoby Mieszkającej Na Wsi, ale zakładam, że ziemi nie miał.
-
2018/03/22 16:46:10
@WO

"Bycie ze wsi" może oznaczać (a) pochodzenie z szlachty zagrodowej..."

Istotnie, choć (a) to zjawisko raczej regionalne (Podlasie, dawniej Wileńszczyzna). Różnica między (b) i (c) była do niedawna powszechna w całej Polsce poza ziemiami zachodnimi, choć mniej akcentowana w badaniach i kulturze. Wsie "gospodarskie" odcinały się od osad "folwarcznych" równie mocno jak od szlacheckich zaścianków - nie zawierano związków małżeńskich, nie udzielano pomocy sąsiedzkiej - ZSL a następnie PSL było ich polityczną reprezentacją, jednocześnie swoje mateczniki miała w nich "Solidarność" Rolników Indywidualnych oraz aktywny politycznie ludowy kościół.

Z kolei zjawiskiem w grupie (d), o którym dziś prawie całkowicie zapomniano, była kategoria "chłopointeligentów" zazwyczaj potomków gospodarzy z grupy (b), którzy w ramach PRL-owskich szans edukacyjnych kończyli studia i mieszkając w mieście wykonywali zawody inteligenckie (urzędnicze, techniczne), jednocześnie kontynuując pracę na roli wspólnie z rodzicami i dalszą rodziną (w czasie weekendów i urlopów). Ten tryb życia byłby dziś niezrozumiały - wydawałby się może jakimś przeskalowanym działkownictwem - tymczasem w PRL miał on mocne uzasadnienie ekonomiczne: pozwalał mieszkańcom miast uzupełniać braki w zaopatrzeniu w produkty rolne (zwłaszcza mięso) oraz uzyskiwać znaczące dochody z uprawy niektórych "cash crops" (np. owoców miękkich, tytoniu). Ktoś powinien się kiedyś pochylić badawczo nad owymi "chłopointeligentami" - istnienie tej grupy, wydaje się, działało stabilizująco w gospodarce niedoborów a także amortyzowało później negatywne efekty transformacji ustrojowej - grupa ta również po 1989 r. uzyskiwała dochody z relatywnie nowoczesnych gospodarstw, inaczej niż "chłoporobotnicy" tj. mieszkańcy wsi dorabiający w przemyśle, którzy po 1989 r. zauważeni zostali jako kategoria zagrożona bezrobociem i społeczną degradacją.

Jednocześnie PRL-owska i późniejsza popkultura konsekwentnie unikała ukazywania takich sytuacji przejściowych, utrwalała prosty podział na przemysłowo-inteligenckie "miasto" oraz sielską, lekko nierealną lub komiczną "wieś", gdzie ludzie z miasta co najwyżej wyjeżdżali na wakacje. Tak to przedstawiała zwłaszcza literatura dziecięca (np. Jurgielewiczowa, "Ten obcy"), filmy młodzieżowe (np. "Dziewczyna i chłopak" wg powieści Ożogowskiej); co najwyżej w ambitniejszych dziełach dorosłej popkultury wieś była niekiedy przeciwstawiana miastu jako jego dzikie, brutalne "id" ("Karate po polsku", "Dom zły"). W tych opozycjach i wypychaniu poza nawias sytuacji przejściowych uwidaczniała się dominacja klasowego inteligenckiego punktu widzenia. Transformacja ustrojowa pogłębiła jeszcze siłę tej kulturowej dominacji. Jak wspominam powyżej, pierwszym obowiązkiem przybysza ze wsi w dużym polskim mieście jest całkowite zatarcie swojego wiejskiego pochodzenia. Łatwiej jest w wielkomiejskim środowisku być osobą biseksualną czy bietniczną niż kimś o "nienormatywnym" stosunku do binarnego spektrum miejskości/ wiejskości.
-
2018/03/22 16:46:37
@wo

dość konsekwentnie przedstawiacie "chłopów" jako jednolitą warstwę/klasę społeczną, którą w Polsce nigdy nie byli

Moja mazowiecka odnoga rodziny to właśnie taka zchłopiała szlachta, niczym nie różniąca się od potomków pańszczyźnianych.Ta sama bieda, chałupa jeszcze wiele lat po wojnie kryta strzechą, ziemi płachetek. No może tylko tym, że w tradycji rodzinnej Wysocki z Powstania Listopadowego to nasz, choć nikt na to papierów nie ma.
Wielkopolska odnoga to plebejskie pochodzenie, bez ambicji herbowych, ale przerobieni na początku XX w małomiasteczkowych mieszczan(fryzjer, szewc). Tacy odpowiednicy Żydów w Kongresówce.
No właśnie. Kto jest chłopem. Ten kto nim jest de facto, ale mysli,że nim nie jest, czy może ten kto chłopstwa się nie wypiera, ale chłopem nie jest. A na koniec ja, efekt szczecińskiej powojennej mieszanki. Z chłopów ci ja, czy herbowy? A może mieszczuch?
Taki kamyczek, by jeszcze bardziej skomplikować.
-
2018/03/22 17:01:03
@chłopointeligent w popkulturze
"Daleko od szosy".
-
2018/03/22 19:30:58
jeszcze w temacie "dość konsekwentnie przedstawiacie "chłopów" jako jednolitą warstwę/klasę społeczną, którą w Polsce nigdy nie byli "

Bo my piszemy komcie pod notką, nie opracowania, nie da się uniknąć uproszczeń. Pomijając oczywiście awala111 i mw61, którzy piszą notki pod notką. Ponadto, im dalej od wsi, tym bardziej podziały się zacierają - wiele osób wie, skąd pochodzi, ale nie mają pojęcia, ile właściwie morgów miał dziadek.
Ja wiem, że obaj mieli niewiele, ale mieli, to istotne. Na tych, którzy morgów nie posiadali, moja babcia miała określenie "dworscy". Mówiła tak nawet wtedy, gdy upadł już PGR powstały na części dworskich gruntów.
Tata kiedyś w przypływie nostalgii podsumował, jak potoczyły się losy jego kolegów ze szkoły. Dzieci "gospodarskie" poradziły sobie różnie, po podstawówce poszli do zawodówek, techników. Nieliczni, w tym on i jego bracie, na studia. "Dworscy" bez wyjątku skończyli edukacje na szkole podstawowej.
Zaryzykuje uogólnienie tych anecdata. Nasuwa się kilka wniosków. PRLowska akcja afirmacyjna, te darmowe lub prawie darmowe akademiki i osławione punkty za pochodzenie w paradoksalny sposób utrwalały podziały wewnątrz warstwy chłopskiej - potomkowie fornali z tych udogodnień korzystali rzadziej niż dzieci małorolnych.
Po drugie, prawda, klasa chłopska była zróżnicowana. Podejrzewam jednak, że grupa społeczna zdefiniowana jako "chłopscy przodkowie BKŚ" była dużo bardziej jednorodna.
-
wo
2018/03/22 22:53:37
@amatil
"Bo my piszemy komcie pod notką, nie opracowania, nie da się uniknąć uproszczeń."

No jasne, ale w pewnym momencie zaczynasz robić błędy wynikające z własnych uproszczeń. Takie dziwowanie się, że pochodzi ze wsi, a jednak uważa siebie za spadkobiercę Kmicica i śmieje się z chamów, to po prostu ignorowanie fenomenu szlachty zagrodowej.

"Ponadto, im dalej od wsi, tym bardziej podziały się zacierają - wiele osób wie, skąd pochodzi, ale nie mają pojęcia, ile właściwie morgów miał dziadek. "

Bo pytanie "cham czy szlachcic" to nie jest pytanie "ile morgów", tak jak u nas w mieszczaństwie to nie jest pytanie "ile kto zarabia". Tożsamość klasowa się z tym nie pokrywa.

" Dzieci "gospodarskie" poradziły sobie różnie, po podstawówce poszli do zawodówek, techników. Nieliczni, w tym on i jego bracie, na studia. "Dworscy" bez wyjątku skończyli edukacje na szkole podstawowej."

Co więcej, tak jak w skali kraju na wielu mapach "widać zabory", tak w skali powiatu często "wieś chłopska" / "wieś szlachecka" przekłada się na mapy typu "referendum unijne" albo "PSL/PiS". I zazwyczaj te wsie szlacheckie są lepiej zarządzane, np. chodnik przy drodze urywa się razem z (niezauważalną dla Warszawiaka, istotną dla lokalsów) granicą między postgburami a postszlachtą.
-
2018/03/22 23:54:31
@awal111
"pierwszym obowiązkiem przybysza ze wsi w dużym polskim mieście jest całkowite zatarcie swojego wiejskiego pochodzenia."

Piszesz z dużym kwantyfikatorem tak aby było to coś jednoznacznie negatywnego. Jakbyś zrobił to w drugą stronę? Miastowy przedaje miekszanie w bloku i kupuje ziemię z której będzie próbował się utrzymać. Jeśli to na serio, to nie będzie tam mieszczuchował, ale wstawał o świcie i żył zgodnie z lokalnym rytmem i sposobem życia. Z czasem zostaną co najwyżej drobne rzeczy typu oglądanie sitcomów czy wizyta w starbuniu albo ulubionym kinie raz na rok. Tak samo jak zostawisz gospodarkę i pracujesz w fabryce czy biurowcu, żyjesz innym życiem, zostają najwyżej święta u rodziny, czy ulubione potrawy z dzieciństwa. Byt określa świadomość ;-)

Inna sprawa, że czasem nie koniecznie ktoś chce pamięć o biedzie jakoś specjalnie tą pamięć kultywować. Jeśli pradziadowie przed wojną nie mieli ziemi, a kolejne pokolenie miało już te parę hektarów, a z czasem przyszły maszyny, prąd, tv, kto chciał podtrzymywać stare tradycje i jeździć na koniku, bo to fajne? Po tym przyszła praca w mieście i mieszkanie w bloku dla kolejnego pokolenia i jaka była taka była ale jednak miejska infrastruktura. Baj baj wsi spokojna.
Mnie smucił rozpadający się lokalny zameczek, dziadkowi pięść sama się zacisnęła na wspomnienie dziedzica.

A poza tym patrząc choćby na badania religijności w porównaniu do reszty europy to wieś i lekko zmutowana ludowa religijność skolonizowały miasto, tak skutecznie, że nawet ateiści mówią kościelną nowomową o swoim braku łaski wiary i rewerencją dla religijnej tradycji.

Być może proces kulturowej urbanizacji jeszcze się nie zakończył. Co pokolenie mieliśmy faktyczną rewolucję dotyczącą większości obywateli, ale to wszystko nie zostało jeszcze jakoś przepracowane.

@Kmicic
Chyba nie należy myślić superbohatera, o którym ktoś tam fantazjuje i ogólnie literackiej rzeczywistości z kwestiami identyfikacji klasowej, czy tożsamości.

Ta nasza sarmacka zaraza to przede wszystkim problem szeroko rozumianej klasy politycznej. W naszym kraju nie ma za bardzo tradycji politycznej władzy sprawowanej przez burżujów, patrycjuszy, czy lud. Szlachta politykowała, biedna czy bogata, urzędy począwszy od tych gminnych należały do nich, nawet powstania, te celebrowane. Skąd niby kultura polityczna ma czerpać wzorce, szczególnie ta prawicowa? O ile ludzie wchodzą w tryb politykowania o tyle im się to mniej lub bardziej udziela.

Wracając do Sienkiewicza kiedyś, wyobraziłem sobie sarmacką wersję Niewolnicy Isaury, jakąś opowieść dla mas odczarowującą trochę te dworki współczesnym. Dlaczego nie mamy choćby swojskiego Drakuli? Wiem, że pijany wieprz z szabelką to nie kwintesencja zła, ale gdzie literacka/filmowa wyobraźnia?
-
2018/03/23 00:28:28
@wo "Takie dziwowanie się, że pochodzi ze wsi, a jednak uważa siebie za spadkobiercę Kmicica i śmieje się z chamów, to po prostu ignorowanie fenomenu szlachty zagrodowej. "
Szlachta zagrodowa to fenomen lokalny, zresztą raczej Kiemlicze niż Kmicic. Zmieńmy lekturę, podziały społeczne na wsi widzę raczej tak, jak opisał Reymont w, nomen omen, "Chłopach". Borynę od jego parobków różnią głównie morgi, reszta jest konsekwencją.
-
2018/03/23 09:43:57
@ bantus "Dlaczego nie mamy choćby swojskiego Drakuli? Wiem, że pijany wieprz z szabelką to nie kwintesencja zła, ale gdzie literacka/filmowa wyobraźnia?"

Jest kilka takich postaci, jak np Diabeł Łańcucki (czyli Stadnicki), który od czasów Fredry robił za takiego Kmicica a rebours, tzn najpierw był bohaterem (prawilnie lał Rosjan pod wodzą Batorego) a potem został zdrajcą i skończył zadźgany w jakichś krzakach, a jego obięty łeb robił za trofeum.

Tyle tylko, że za pisanie o takich postaciach biorą się raczej pisarze typu Komudy czy Wollnego, którzy raczej szlacheckiego mitu nie odczarowują.
-
2018/03/23 12:32:28
@amatil

Zainspirowałeś mnie do pogłębienia wiedzy o własnych korzeniach. Po "mieczu" jestem z chłopów przynajmniej od czasów zaborów, nikt się z tym nie krył. Dziadek od PRL-u na reformę i ziemie wyzyskane się załapał, co przedtem było, mam szczątkowe informacje, ale dzieci wszystkie studia zaliczyły. "Gospodarczy"? Czy "dworski" ale wyjątek od Twojej reguły?

Po kądzieli to już było mieszane, etnicznie, klasowo i "stanowo". Jedna rodzinna opowieść krążyła wokół "morg" przegranych w karty i przymusowego przeniesienia do rodziny do miasta. "Wolnego" miasta, żeby było ściślej.

@bantus

"opowieść dla mas odczarowującą trochę te dworki współczesnym."

Dla mnie Crimen <1> był blisko takiego nieco innego spojrzenia na świat dworków i pałacyków, szlachty i nie-szlachty. Mieszanka melancholii i demistyfikacji, mnie się podobała.

"Dlaczego nie mamy choćby swojskiego Drakuli? "

No niestety, w Rz-plitej prędzej diabeł stanie się szlachcicem <2>, niż osławiona siostrzenica króla Polski wyjdzie poza erotyczną nowelę filmową <3>.

<1> pl.wikipedia.org/wiki/Crimen_(serial_telewizyjny)
<2> bajka.umk.pl/slownik/lista-hasel/haslo/?id=35
<3> fdb.pl/film/114340-opowiesci-niemoralne#storyline
-
wo
2018/03/23 12:57:31
@bantus
"Piszesz z dużym kwantyfikatorem tak aby było to coś jednoznacznie negatywnego. "

Zachodnia popkultura (i kilka polskich zacnych przykładów, jak wspomniane "Daleko od szosy") opisuje to jako proces naturalny, ale wiążący się z ogromnymi kosztami społecznymi i psychologiczny dla "nowego miastowego". Tyle jest o tym książek/filmów/piosenek/komiksów, że nawet bym nie wiedział, od czego zacząć...

@amatil
"Borynę od jego parobków różnią głównie morgi, reszta jest konsekwencją."

Bo to inna wieś (inny zabór chyba nawet?). Ale w obsesji zaściankowców tego podkreślania, że "nie jesteśmy chamami!", widziałbym społeczne korzenie dzisiejszych fenomenów typu "obsesja BKŚ na punkcie odcinania się od Janusza i Grażyny" (np. hejterskie komentarze o 500+).

@bantus
" Dlaczego nie mamy choćby swojskiego Drakuli? "

No bo on z założenia dla nikogo nie był swojski (symbolizuje Zło Nachodzące Z Zewnątrz; w pierwotnej wersji miał pochodzić z Austrii).

Jeśli chodzi Ci o literackie potępienie ziemiaństwa/szlachty/lokalnych oligarchii, to niestety Żeromski. Jego literatura całe pokolenie pociągnęła do PPS (dziś raczej odstrasza).
-
2018/03/23 15:28:32
Wańkowicz "Tędy i owędy"
-----------------
Mówię, że jak się zaczęła niepodległość, premier Witos, mądry chłop, wyprawił się na kresy poszerzać' bazę polityczną stronnictwa Piast". Piast" wiadomo, bogaci gospodarze, Polacy. Skąd takich weźmiesz? Chyba szlachta chodaczkowa. Dawajcie szlachtę chodaczkową. A do kogo pojechać, kto u nich coś znaczy?
Znaczy pan Rymaszewski w nieświeskim powiecie pod Kleckiem.
U pana Rymaszewskiego bywałem. Mieszkał pan Rymaszewski w chałupie chędogiej, ale słomą krytej. Wiadomo chłopski to byt już od dawna. Jedyne rozróżnienie, że panny Rymaszewskie pracowały w polu boso, ale w mitenkach", to znaczy rękawiczkach z obciętymi czubkami palców; jedyne wyróżnienie, że pan Rymaszewski na niedzielę do kościoła ubierał się w czarny alpagowy garnitur ze spodniami na cholewy i z czarnym krawatem na białej maniszce" (krochmalony przodek).
Pan Rymaszewski gości przyjmował szkatułką metalową, w której pieczołowicie przechowywał wywód herbowy i nadania królów polskich. Cud, że ta szkatułka przetrwała przez pogorzele dziejowe. Woskowe pieczęcie świadczyły niemym głosem protestu boć nic już z przywilejów szlacheckich pod caratem nie zostało z jednym wyjątkiem: szlachcica nie można było karać chłostą.
I oto pan Rymaszewski ma witać głowę państwa, równego królom, którzy przywilej szlachecki ubezpieczali. Wielki to, doniosły, wzruszający dzień. Pan Rymaszewski od dawna już przed wrotami obejścia stoi
w swoim świątecznym ubraniu, w długich spodniach, w krawacie czarnym z tacą, na której chleb i sól.
Przyjechali roztrzęsionym fordziakiem łapacze, nadążył za nimi lśniącą szewroletą pan starosta, potem chryslerem pan Wojewoda, za nim we wspaniałym cadillacu Włodarz tej Ziemi, Królów Następca, Dysponent Żywotów, Szafarz Łask.
Wystąpił pan Rymaszewski, podał tacę. Głęboko się skłonił kmieć z Wierzchosławic, tacę adiutantowi przekazał. Wtedy pani Rymaszewska podała mężowi szkatułkę.
Spojrzał Witos na pergaminy i nie rozumie. Wojewoda szepcze usłużnie, że to herbowe nadania.
Nie w smak poszło Witosowi. Szukał na tej ziemi oporów przeciw rozzuchwalonemu jaśniepaństwu.
Po cóż wam, panie Rymasewski, te papirki? zamazurzył.
Mądry był chłop Wincenty z Wierzchosławic. Nosił długie buty, premier czy tam nie premier, nie włożył za Boga krawata, nawet kiedy królową rumuńską przyjmował. Gdyby raz włożył krawat, gdyby zaczął mówić jak Andrzej Kijowski, wraz by się skończył.
Pana Rymaszewskiego war oblał. Jezus Maria! to o królewskich nadaniach. To ten...
Od butów Witosowych podniósł oczy na kmiotkową koszulę, która tkwiła tam, gdzie mu się marzyła delia i czaple trzęsienie.
A ot, po to, że jak chamuków tu pchnął samozwańca sztywnym starczym palcem w pierś w dupa bili, to nas nie mogli.
------------------------------------------
-
2018/03/24 00:33:10
@awal

@uchodźcy

Tak jak zwykłem czytać Twoje komentarze kiwając przytakująco głową, tak teraz wydaje mi się że w kwestii opanowania przez Europę problemu uchodźców jesteś niepoprawnym optymistą. Jestem przekonany, że problem prędzej czy później powróci skutkując w najlepszym razie (jakkolwiek makabrycznie by to nie brzmiało) katastrofą humanitarną. Nie ustały główne przyczyny: gwałtowny wzrost ludności Afryki, niestabilność polityczna, zagrożenie zmianami klimatycznymi. Jestem również pesymistą jeśli chodzi o integrację znajdujących się już w Europie Afrykańczyków czy osób pochodzenia afrykańskiego. Zmiany na rynku pracy zmniejszające zapotrzebowanie na niewykwalifikowanych robotników, konflikty o podłożu religijnym czy incydenty terrorystyczne będą stanowić poważne wyzwanie.

@pamiętając o zagrodach

Dołączając się do wątku rodzinnych świadecw: jako dziecko rodziców z pokolenia prlowskiego awansu społecznego, mieszczan w pierwszym pokoleniu, nie zauważyłem żadnego wstydu z powodu pochodzenia. Przeciwnie, rodzice i wujostwo żyli w ścisłej symbiozie z rodziną na wsi wspierając pracą na roli gospodarstwo pozbawione lokalnych spadkobierców i korzystając z bezkosztowych wakacji dla dzieci oraz dostępu do płodów rolnych - co było nie do pogardzenia w czasach gospodarki niedoborów.
Tak jak pisałeś na wsi dość łatwo prześledzić losy przodków doszukując się (w moim przypadku) przedstawicieli lokalnych elit (nielicznych czytatych i pisatych we wsi) w rodzaju wójta czy prowincjonalnych przedsiębiorców (barki na Wiśle) uhonorowanych kwaterami przy głównej alejce parafialnego cmentarza.
-
2018/03/24 14:00:06
@lapacz_w_zycie

"Nie ustały główne przyczyny: gwałtowny wzrost ludności Afryki, niestabilność polityczna, zagrożenie zmianami klimatycznymi."

Nie przesadzaj z tym gwałtownym wzrostem. Afrykańskie przeludnienie to dość popularny mit, podczas gdy rzeczywiste zagęszczenie ludności w Afryce jest niewielkie (dwukrotnie mniejsze niż w Europie). Ludzie po prostu zapominają (nie wiedzą), jaka Afryka jest ogromna. Inną sprawą są panujące tam warunki i ich wahania, ale nadal najtrudniejszym tematem z europejskiego punktu widzenia są wojny i problemy bliskiego wschodu, a nie Afryki. W grę może wchodzić ewentualnie Maroko i okolice, ale to nie jest żaden reprezentatywny wycinek ogólnej kwestii afrykańskiej.

"Przeciwnie, rodzice i wujostwo żyli w ścisłej symbiozie z rodziną na wsi wspierając pracą na roli gospodarstwo"

Tak sobie obserwuję anecdaty i widzę, że jak u kogoś się przyznają do pochodzenia, to zawsze jest gospodarstwo. Amatil wcześniej wspominał o różnicy między Boryną a jego parobkami. Czyli tabu by było nie tyle pochodzenie chłopskie czy ogólnie wiejskie, a po prostu brak ziemi i wynikająca z tego zależność folwarczna.
-
2018/03/24 21:11:07
@lapacz_w_zycie

Akurat z terroryzmem Europa radzi sobie całkiem dobrze, zresztą w ogóle liczba zamachów (wszystkich, nie tylko tych dokonywanych przez sunniskich dżihadystów) nie umywa się do lat 1973 - 1996 (polecam choćby Global Terrorism Database, skąd pochodzą te dane (1).

Mało tego, przy okazji ISIS ujawnił się inny fenomen, czyli re-emigracja osób z Europy, by dołączyć do dżihadu na Bliskim Wschodzie. Zaś ataki dokonane przez "świeżych" emigrantów to pomijalny margines (grupą ryzyka są ich dzieci, przynajmniej sądząc po zamachach do których już doszło).

Mało tego działania policyjne i administracyjne jakie podejmuje UE są jak się okazuje dość efektywne i dają duże możliwości - wszelkie Frontexy, Europole, inne opcje współpracy są wręcz przełomowe - ale u nas o tym wie wąskie niestety grono specjalistów najczęściej. Oczywiście jak nas przestaną lubić (a sądy to tylko wierzchołek góry lodowej) to przestaniemy z tego korzystać. I będzie płacz...

(1) www.start.umd.edu/gtd/search/Results.aspx?chart=overtime&casualties_type=&casualties_max=®ion=8
-
2018/03/25 19:58:35
"Borynę od jego parobków różnią głównie morgi, reszta jest konsekwencją."

Najwyraźniej przegapiłeś tzw. "panów" Rzepeckich, dość barwnie tam opisanych
-
2018/03/27 06:25:56
@junoxe
"Daleko od szosy".

"Daleko od szosy" opowiada historię wyzbywania się rodzimego środowiska wiejskiego, przeobrażania się gospodarskiego syna najpierw w robotnika (kierowcę) a potem w inteligenta (ucznia, na koniec studenta). Czemu towarzyszą środowiskowe opory i konflikty (mezalians z inteligentką), zwieńczone jednak ostatecznym sukcesem. Ta cała historia, choć pełna trafnych obserwacji (scenariusz oparty był o autentyczny pamiętnik), jest jednak mocno jednostronna, czy raczej jednowektorowa: prowadzi z punktu wyjścia: wieś do punktu dojścia: miasto, nie przewidując drogi powrotnej. Jest to po prostu opis ewolucji życiowej pożądanej w dominującej inteligenckiej perspektywie PRL (zresztą perspektywie ortodoksyjnie marksistowskiej: oto wyrywanie się z "idiotyzmu życia wiejskiego").

Pisząc o "chłopointeligentach" mówiłem o zjawisku z ostatnich dwu dekad PRL i pierwszej dekady 3 RP, które powyższa perspektywa całkowicie pomijała: o ludziach wykonujących prestiżowe "miejskie" zawody, którzy jednak odwracali swój wektor życiowy z powrotem ku wsi. Niekiedy było to zjawisko sezonowe, w takim stylu jak opisywał to lapacz_w_zycie. Bywało jednak też tak, że pan kierownik zakładu, czy pani inspektor w urzędzie prowadzili całymi latami duże gospodarstwa produkcyjne na rodzinnych "morgach", wspierając się zazwyczaj pracą mieszkających tam rodziców lub teściów. Tych obrazów nie ma w popkulturze. One byłby w niej "nielogiczne", choć w realnym życiu miały miejsce. Niejeden "prawdziwy" inżynier Karwowski w sobotę wsiadał na traktor C-360 i z całą rodziną zwoził pszenicę ze swoich sześciu hektarów, skoszoną wcześniej przez ojca lub teścia. Albo kopał ziemniaki. Albo spędzał wakacje zbierając kolejno truskawki, maliny, porzeczki i tytoń z kilkunastoarowych poletek. Nie jako działalność uboczną, lecz de facto podstawową - przynoszącą lepsze zyski niż praca w mieście, oczywiście za cenę dużego wysiłku i rezygnacji z wielu inteligenckich nawyków. Niektóre z tych działalności miały pozór "nowoczesności", wprowadzania nowych "cash crops" do polskiego krajobrazu, inne były żywym skansenem XIX-wieku, gdy np. zwożono z pól zboże w snopach, młócono je prostymi elektrycznymi młockarniami i przesiewano na młynkach korbowych z przedwojennej produkcji. Jednocześnie jakoś zachowując kontakt z inteligencką kulturą, słuchając np. radiowej Trójki przy pracy. Zdaję sobie sprawę, że to opis wywołujący dysonanse - to w końcu o kim mowa: chłopach, inteligentach? No właśnie
-
2018/03/27 06:50:59
@kryzys migracyjny

Mówiąc o opanowaniu kryzysu migracyjnego myślałem przede wszystkim o perspektywie krótkookresowej. Dane pokazują, że główne szlaki przerzutowe ograniczono do poziomów odpowiadających latom 2013-2014 [1]. To wciąż za wiele, zwłaszcza tragiczna liczba utonięć na Morzu Śródziemnym jest wciąż przerażająca [2], jednak to już nie jest sytuacja kryzysowa z lat 2015-2016. Zadziałała daleko posunięta współpraca z lokalnymi władzami krajów afrykańskich, w obszarach gdzie organizowany jest przerzut (np. region Fezzan w południowej Libii). Zadziałała współpraca służb policyjnych, ratunkowych i azylowych krajów UE. Zadziałał worek z miliardami euro przekazany na pomoc uchodźczą Turcji (przy wszystkich politycznych oporach). Oraz bardziej długookresowe inicjatywy polityczne takie jak europejsko-afrykański szczyt migracyjny w Paryżu w sierpniu 2017 r. [3] Wielu technicznych metod współpracy się przy tym nauczono, wiele polityk urealniono. Polski wkład w tę współpracę to jak wiadomo cytat o pierwotniakach (choć na poziomie ekspercko-technicznym na szczęście trochę więcej, zgodnie z ogólną PiSowską zasadą: głośno niszcz, potem po cichu dozuj normalność).

Czy to wszystko i tak na nic, bo Afryka wkrótce eksploduje demograficznie i humanitarnie? Znam te prognozy, czy się sprawdzą nie wiem. Anegdotycznie zwracam uwagę: wielokrotnie więcej migrantów trafia do UE z 6-milionowej Erytrei niż z sąsiedniej 105-milionowej Etiopii. Erytrea była jak wiadomo etiopską prowincją, jedną z bogatszych w biednym, trapionym klęskami kraju. Po wojnie domowej i rozdzieleniu się obu krajów w latach 90-tych, Erytrea stała się totalitarną dyktaturą, opartą na terrorze i pracy niewolniczej (tzw. służba wojskowa), zaś Etiopia względnie znośną autokracją z wysokim tempem wzrostu, powszechną edukacją i tworzącą się w miastach klasą średnią. Powierzchownie oba kraje mogą się nadal wydać podobne, jednak różnice na korzyść Etiopii powodują, że oferuje ona minimum stabilności i perspektyw swoim mieszkańcom i w tej chwili nie jest istotnym źródłem migracji. Ludzie nie uciekają masowo zewsząd gdzie panuje niedostatek, lecz z miejsc, gdzie nie mają poczucia bezpieczeństwa i znośnej przyszłości. Nie aż tak wiele trzeba by im to poczucie zapewnić.

[1] data2.unhcr.org/en/documents/download/62650

[2] data2.unhcr.org/en/documents/download/62478

[3] www.statewatch.org/news/2017/oct/eu-africa-paris-summit-migration-refugees-statement-28-8-17.pdf
-
2018/03/27 09:51:56
@awal11
"Bywało jednak też tak, że pan kierownik zakładu, czy pani inspektor w urzędzie prowadzili całymi latami duże gospodarstwa produkcyjne na rodzinnych "morgach", wspierając się zazwyczaj pracą mieszkających tam rodziców lub teściów."

Pewnie masz jakieś papiery na to, że taki model był na tyle popularny, że dziwi brak jego obecności w popkulturze. Z mojego doświadczenia takie ścieżki miały najczęściej (w moim reallajfowym bąbelkowym ujęciu) konkretną i powtarzalną postać.
1. Osoby (ważne - mężczyźni) to najczęściej chłoporobotnicy. Jeździli do "zakładu", bo emerytura (jeśli mnie pamięć nie myli, to rolnicyi mieli pod górkę z emeryturami, stąd popularne było zatrudnianie się "w mieście"). Dodatkowo taki zakład mógł "zaopatrywać" takie dospodarstwo w różne potrzebne rzeczy, bo w PRL nie można było ich kupić, w 90' bo było taniej. Takimi przykładami obecnymi jeszcze w dzisiaj to oczywiście salowi. Do tego punktu zaliczę też salowe. Ale w przypadku salowych, to one "dorabiały" do gospodarstwa. No i oczywiście to nie były zawody inteligenckie, ale korzystające z miejskich zasobów zawodó inteligenckich. Powiedzuiałbym obsługiwały te zawody.
2. Osobami, które żyły na gospodarstwie i jednocześnie wykonywały prace inteligenckie to były głównie kobiety. Pracowały w urzędzie (sołectwo, poczta, szkoła).
3. Jest jeszcze jedna grupa, która dziś wciąż występuje - pielęgniarki. Dojeżdżające w takiej stolicy z naprawdę całego Mazowsza.

Gdybym miał wskazać postać w popkulturze, która miała inteligencki zawód, a miała gospodarstwo, to postać grana przez Bożenę Dykiel w "Wyjściu awaryjnym", zagadnienie takie pojawiło się też w "Kogel-mogel" Załuskiego.
No i najważniejsze. Jak takie postacie były przedstawiane. To już kompletny rozbrat klasy średniej z ludem. Takie postacie to albo były villainami albo karykaturami, a najczęściej i jednym i drugim.


-
2018/03/27 10:10:45
"Pewnie masz jakieś papiery na to, że taki model był na tyle popularny, że dziwi brak jego obecności w popkulturze."

Będzie anecdata ale osobiście znam kilka takich osób, to był mały fenomen lat 80-tych. Mojego ojca (inżyniera) wywalili w stanie wojennym z roboty w fabryce "za solidarność" i razem z nim poleciało w ten sam sposób wielu jego kolegów. Mój stary był z miasta więc dla niego to nie była opcja (chwilę jeździł na taksówce a potem się zatrudnił u jakiegoś prywaciarza do pracy mocno poniżej swoich kwalifikacji i przeczekał te pare lat do końca komuny), ale jego koledzy inżynierowie którzy świeżo się przeprowadzili do Warszawy ze wsi praktycznie wszyscy na tą wieś wtedy powrócili i zaczęli np hodować truskawki. Albo pieczarki. Robiąc na tym nawiasem mówiąc ciężkie pieniądze z którymi weszli w nowy system, gdzie je tylko pomnożyli, już nie na truskawkach tylko na działalności bardziej zbliżonej do zawodu wyuczonego, i oni oraz ich dzieci są dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż mój stary czy ja. Większość z nich jednocześnie miała jakąś oficjalną pracę za grosze w mieście, przeważnie biurową, a prawdziwa działalność na wsi była "na rodzinę". Tak jak mówi awal.
-
2018/03/27 10:12:48
Za szybko mi się wysłało sorry. Znając tych ludzi to tak jak gdyby dokręcić ciąg dalszy "daleko od szosy" (oni sami twierdzą że to film o nich) w którym bohater zapisuje się do Solidarności, wyrzucają go z pracy i wraca na wieś hodować truskawki. A na koniec zostaje brzuchato-wąsatym biznesmenem w leksusie.
-
2018/03/27 11:20:25
Uzupełnię anecdatę. Mój rodzic też próbował, też w latach 80-tych podobnego "powrotu na wieś", przy czym musiał najpierw kawałek ziemi kupić. I, ponieważ z powodów formalnych moja rodzicielka musiała zaliczyć specjalny "kurs rolniczy", wiem, że był to wtedy pewien trend, a nie osamotnione przypadki, te kursy były przepełnione i odbywały się w trybie ekspresowym. Dwuletnie kursy w dwa miesiące (grudzień + styczeń). Jak to od strony finansowej wyszło, nie wiem, ale pamiętam zbieranie plonów rolnych przy dźwiękach "Lata z Radiem" i "Powtórki z Rozrywki" za czasów, jak Trójka była Trójką.
-
2018/03/27 12:40:28
Również w moim bąbelku model popularny. Dziadek, wieloletni dyrektor naprawdę sporego zakładu w dużym mieście, równocześnie prowadził spore gospodarstwo rolne, a dokładniej pasieczne (babcia mieszkała na wsi przez większość roku, pilnując pszczół i hodując dodatkowo coś tam). Mój stryj, inżynier budowlaniec, prowadził również na wsi (tej samej) zakład usługowy oraz małe gospodarstwo. Obaj na emeryturze wrócili na wieś.
-
wo
2018/03/27 12:55:05
@junoxe
"Pewnie masz jakieś papiery na to, że taki model był na tyle popularny, że dziwi brak jego obecności w popkulturze."

Awal to wyjaśnił: "opis ewolucji życiowej pożądanej w dominującej inteligenckiej perspektywie PRL (zresztą perspektywie ortodoksyjnie marksistowskiej: oto wyrywanie się z "idiotyzmu życia wiejskiego").

Dla marksistowsko-lenikowskiej ortodoksji ten proces był kluczową koncepcją strategiczną. W ZSRR nazwano to "pieriekowką". Chodzi o to, że w wyniku różnych, czasem brutalnych działań niszczy się dawne feudalne struktury społeczne, razem z ich klasami i warstwami, żeby na gruzach pojawił się "sowietskij cziełowiek". Wiele klasycznych książek socrealistycznych to opowieści o pieriekowce.

Po odwilży nawet ci autorzy, którzy odeszli od marksizmu, jednak dalej wierzyli w jakiś wariant liniowej ewolucji spoleczeństwa (od "zacofanego" do "nowoczesnego"). Poza tym nadal taki opis był pożądany przez peerelowski przemysł kulturalny, zawsze silnie upolityczniony. Stąd popularność historii typu "rodzina, która kiedyś była zacofana, teraz jest już nowoczesna" (retrospektywy w "Czterdziestolatku").

Nie wiem jak Awal, dziś jajako pesymistyczny postmodernistyczny postmarksista nie wierzę już w liniowość historii, a więc nie wierzę także w prostotę tego opisu, że ze wsi do miasta, to zawsze "awans". I pisarze mojego pokolenia lubią to opisywać jako coś zakręconego fte i wefte, choćby Varga, gdzie ucieczka z Międliszewa to sukces i porażka w jednym, bo na końcu tej drogi jest nagrobek z lastryko. Popkultura III RP przyniosła też neosielskość jako odreagowanie miastocentryzmu PRL ("Na plebanii za piecem").

Z kolei milenialsi mają neomiastowość, na razie manifestującą się raczej w hiphopie chyba, ale w końcu oni też nakręcą swoje "Czterdziestolatki". W połowie lat 20. zapewne.
-
2018/03/27 13:29:13
Moim zdaniem millenialsi z ich neomiastowością za parę lat zderzą się z nieuchronnym (prędzej czy później) brakiem wystarczająco dobrze płatnej pracy w tymże mieście i powtórzy się historia z 80sów z powrotami na wieś, gdzie relatywnie łatwiej się utrzymać (a przynajmniej gdzie więcej zależy od ciebie samego). Różnica tylko taka że wtedy brak pracy był wymuszony politycznym niezatrudnianiem owych na stanowiskach pozwalających im się utrzymać, a teraz zamiast polityki będzie postępująca automatyzacja i ogólne zejście na psy.

Tak, wiem, w Polsce to nastąpi później niż na "zachodzie". Ale nieuchronnie nastąpi.
-
2018/03/27 23:10:51
"powtórzy się historia z 80sów z powrotami na wieś, gdzie relatywnie łatwiej się utrzymać "

Nowa ustawa o ziemi sprawiła, że takie coś to tylko ksiądz może. OIDP teraz miastowy nie może legalnie kupić gospodarstwa.
-
2018/03/28 00:46:12
@awal

"Zdaję sobie sprawę, że to opis wywołujący dysonanse - to w końcu o kim mowa: chłopach, inteligentach? No właśnie"

No to jest to co napisał wo, czyli typowo liniowe postrzeganie progresji rozwoju społeczeństwa, a to prowadzi donikąd i popkultura musi w końcu sobie z tego zdać sprawę, bo inaczej wyprodukuje kolejne pokolenia młodych, zdolnych i zawiedzionych. Regres do wsi nie jest żadnym regersem przecież.

"Czy to wszystko i tak na nic, bo Afryka wkrótce eksploduje demograficznie i humanitarnie? Znam te prognozy, czy się sprawdzą nie wiem."

Moim zdaniem nie. Eksplozja demograficzna ma miejsce, ale to jest cały czas eksplozja w ramach możliwości, działająca na identycznych zasadach jak eskplozja w Europie. Już teraz widać identyczne reakcje na edukację i wzrost stabilności, tj. spadek dzietności o circa 25%. Kryzys humanitarny, jeżeli wystąpi, to nie na skutek eksplozji demograficznej, a pogorszenia warunków bytowych.

@wo

"Z kolei milenialsi mają neomiastowość, na razie manifestującą się raczej w hiphopie chyba, ale w końcu oni też nakręcą swoje "Czterdziestolatki". W połowie lat 20. zapewne."

Za każdym razem, jak próbuję sobie wyobrazić przyszłość dla swojego pokolenia, widzę albo skandynawizację i współpracę na zasadzie troski o siebie nawzajem, albo ostateczny krach systemu korporacji. Ale prawdopodobnie po prostu wszyscy się przyzwyczaimy do tego co jest i zajmiemy łysiną. Nigdy nie należy zapominać o ludzkim potencjale do internalizowania wszystkiego, co niewygodne.
-
2018/03/28 17:28:04
@rozowy

Regres do wsi nie jest żadnym regersem przecież.

Myślę, że dla wielu powrót na wieś był wielką ulgą. Mówię o pokoleniu moich rodziców, ciągnących do miasta w latach 50-60. Znam naprawdę wielu rówieśników moich starych, którzy za pieniądze ze sprzedaży spółdzielczego M czy oszczędności, kupowali chałupę w swoim mateczniku, by żyć jako rentier na swoim.