Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Propaganda sukcesu

Niniejszym ogłaszam, że nowe książki Wosia („To nie jest kraj dla pracowników”) i Fejfera („Zawód”) są na tym blogu de rigueur. Wypada znać przynajmniej podstawowe tezy, mile widziana lektura całości.

Obie traktują o asymetrii w relacjach pracy z kapitałem. Dopełniają się, bo Wosia jest o ogólnych procesach, a Fejfera o ludziach, których te procesy dotknęły.

Czyli gatunkowo: Woś to publicystyka, Fejfer to reportaż. Notkę skupię na książce Fejfera - nie żeby Wosiowi czegoś brakowało (poświęciłem mu zresztą jeden z Piąteczków!), po prostu prywatnie uważam reportaż za Króla Form Dziennikarskich.

Na Fejfera zwróciłem uwagę jeszcze gdy nie wiedziałem, jak się nazywa. Byłem jednym z wczesnych fanów jego „Magazynu Porażka” - fejsbukowej parodii czasopism o sukcesie.

„Magazyn Porażka” serwował fikcyjne opowieści o ludziach porażki, trafnie parodiujące bełkot historii o ludziach sukcesu. „Rzucili pracę w korpo, żeby hodować topinambur i podróżować dookoła świata z małym dzieckiem”.

„Magazyn Porażka” dopowiadał dalszy ciąg tych historii, nasuwający się każdemu inteligentnemu człowikowi. „Topinambur zgnił, dziecko się pochorowało, rozwiedli się, ona wróciła z dzieckiem do mamy, a on poszedł w dragi, ostatnio widziano go w areszcie w Montevideo”.

„Zawód” Fejfera to właściwie to samo, ale na serio. To dziesięć reportaży o ludziach porażki.

Jak wiadomo, w polskich redakcjach nie ma instytucji „fact checkingu”. W stopce tej książki nie ma nawet redaktora.

Niektóre opowieści łatwo zweryfikować, na przykład historię współpracującej m.in. z serwisem gazeta.pl „dziennikarki Dominiki”. Niektóre, jak opowieść o Ance, która została prostytutką, mogą być zmyślone i nigdy się tego nie dowiemy. Jak z tą całą Polską Szkołą Reportażu - si non e' vero...

Nawet w wymarzonej socjaldemokratycznej Polsce, z premierem Zandbergiem i prezydentką Zawiszą, ludziom zdarzać się będą porażki. Bo choroba, bo rozwód, bo ciąża, bo Samo Życie.

Część bohaterów Fejfera wygląda na skazanych na reprodukcję porażek swoich rodziców. Najciekawsze są historie takich, jak Maria - bohaterka reportażu „Studencki Nobel” - która jako dwudziestolatka wydawała się wręcz skazana na sukces.

Wykończyło ich właśnie marzenie o sukcesie. Fejfer przeplata opowieść o Marii cytatami z przygłupiastych mówców motywacyjnych i ich „wyjdź ze strefy komfortu! ferrari na ciebie czeka! kto ci ukradł marzenia! czemu nie ciśniesz!”.

Młodzi ludzie słyszą to na każdym kroku. Media wciskają im opowieści o ludziach sukcesu, z których morał zazwyczaj jest taki, że każdy tak mógł, ty też! Mój ulubiony przykład to „Sebastian Kulczyk zdradza receptę na sukces”.

To wytwarza fałszywe wrażenie, że do sukcesu wystarczy tylko konsekwentnie „cisnąć”. Moja prywatna rada - rada kogoś, kto na starcie nie miał żadnych koneksji - jest taka, że w życiu trzeba wiedzieć właśnie kiedy PRZESTAĆ cisnąć, przegrupować się i wznowić natarcie zupełnie gdzie indziej.

To klasyczna zasada strategicznej ekonomii sił von Clausewitza. Atakować należy tam, gdzie się opłaca. Napieranie na rympał kończy się Stalingradem.

Maria jest dziś osaczona jak armia von Paulusa. Uparła się, że skoro studiowała psychologię, to musi pracować w tym zawodzie i już. Więc tkwi w call-center.

Nie obwiniam o to jej. Ten przekaz młodym ludziom wysyłają media, bo przy opowieściach o ludziach sukcesu można sprzedawać świetne reklamy, a i sami ludzie sukcesu je kupują w pakiecie z pochlebstwami na swój temat - „innowacyjny biznesmen radzi, jak dobrać wino do startupa”.

Wysyła go także szkoła. Jest w niej przedmiot „przedsiębiorczość”. Dzieciom wciskane jest tam przekonanie, że wszyscy powinni Zauszyć Firmę. W ten sposób z naszych podatków kapitalizm szkoli sobie tanią siłę roboczą.

Książka Fejfera jest na to dobrą odtrutką. Powinien ją przeczytać każdy młody człowiek. Ale zrozumienie problemów millenialsów przyda się też nam, starym zgredom, którym udało się jako tako ustawić.

Młody człowieku, pamiętaj: nie napieraj jak von Paulus za mirażem sukcesu, bo życie ci zrobi operację Uranus (uranus, eh heh heh). Nie wychodź ze strefy komfortu, o ile nie będziesz miał konkretnej oferty w innej, lepszej strefie komfortu.

Nie licz na to, że pracodawca doceni twoją pracowitość, lojalność i entuzjazm. Bądź stereotypowym „roszczeniowym milenialsem” z medialnych narzekań.

Autorzy tych narzekań nie są twoimi przyjaciółmi, oni chcą cię po prostu wykorzystać. Nie daj im się.

poniedziałek, 09 października 2017, wo

Polecane wpisy

  • Technokraci i populiści

    Gdy myślę o dzisiejszej polityce, dostaję trzęsiączki wzdłużnej, więc zamiast tego pociągnę wątek zasygnalizowany jakiś czas temu w komentarzach. O dwojgu polit

  • Niech żyje dziennikarstwo partyjne

    W najnowszym „Tygodniku Powszechnym” Dariusz Rosiak napisał esej, którego streszczeniem jest sam tytuł „Dziennikarz nie wiecuje”. Cenię

  • Prośba o 1%

    Adam to mój przyjaciel z dzieciństwa. Tak jak ja, należy do pokolenia niepowtarzalnych szans i niewyobrażalnych pokus. Kto z nas naprawdę chciał być bardzo boga

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/10/09 12:37:43
"Brokat w oku" Błażeja Dzikowskiego jest opowieścią o tym samym, pokazującą skąd biorą się wyborcy PiSu - powstałą na wiele lat przed obecnym sukcesem tejże partii. Poleca się.
-
2017/10/09 12:52:49
Kupiłem obie. Ja jeszcze nie odważyłem się przeczytać "Kapuściński non-fiction" (taka ze mnie sierota po Kapuścińskim), a tutaj już piszesz, że "Zawód" to częściowo zmyślanki. Z drugiej strony, chyba czas zmierzyć się z mitem.
-
2017/10/09 13:23:43
""Brokat w oku" Błażeja Dzikowskiego" - dzięki za przypomnienie, od dwóch lat leży na dysku po bukrejdżu...
-
wo
2017/10/09 14:52:37
@junoxe
"a tutaj już piszesz, że "Zawód" to częściowo zmyślanki. "

WYPRASZAM SOBIE! Po prostu piszę, że polskiemu reportażowi nie wierzę z zasady, bo nikt go nie sprawdza.
-
2017/10/09 16:00:19
@WYPRASZAM SOBIE!
Masz oczywistą rację, przepraszam. Tego nie da się zweryfikować. Nie miałem zamiaru podważać przesłania czy wiarygodności tej książki. Po prostu w tak poważnym i emocjonalnie przejmującym temacie jestem mocno przeczulony z przyczyn osobistych na próby "uszlachetniena" cudzych losów. Mam w bliskiej rodzinie historie, może nie porażek, bo porażka zakłada, że gdzieś była jakaś ułuda sukcesu, a całkiem poważnych dramatów. Może być tak, że Fejfer w losie postaci zmieścił losy kilku postaci. Zabieg zrozumiały, ja zaś od razu założyłem kolorowanki.
-
2017/10/09 18:26:28
"Jak z tą całą Polską Szkołą Reportażu - si non e vero..."

korekta obywatelska - SE non e' vero...
-
2017/10/09 18:33:44
@wo

...cytatami z przygłupiastych mówców motywacyjnych i ich wyjdź ze strefy komfortu! ferrari na ciebie czeka! kto ci ukradł marzenia! czemu nie ciśniesz!...

Mój syn w liceum, gdzieś tak na przełomie wieków uwierzył, i postanowił zostać Billem Gates'em. Z czasem mu przeszło. Na szczęście.
Ale czy to nie jest uniwersalny przekaz w czasach przełomów? Tu akurat forsa, ale czy inne idee też nie mamią, szczególnie młodych? Mój stary opowiadał ze wstydem opowiastki z wczesnych lat piędziesiątych, z czasu jego studiuów na Politechnice Warszawskiej. Był w tych mrocznych młodzieżowych strukturach, decydujących o być albo nie być profesora. Ktoś mu to do łba wcisnął. On w to wierzył.
Potem mu przeszło. Na szczęście.
-
2017/10/09 21:20:58
im bardziej się nad tym zastanawiam, tym bardziej się zgadzam. Czuć, że coś w tej Marii nie gra, coś jest nie halo z tymi wszystkimi doktoratami i wysyłaniem CV, coś niepojętego w tej zawziętości. Dobrze ujęte, że się okopała. Dla niej kołczową strefą komfortu jest studiowanie psychologii zapewne.

Z własnego doświadczenia wiem, że to jest recepta na sukces, lekko cisnąć tam, gdzie trzeba, bez przesadnej rozrzutności, oszczędzając energię na rzeczy istotne.
-
2017/10/10 08:09:04
Tyle że ta konkretna historia (nie oceniając jej prawdziwości) dość mocno wskazuje na Marię jako na pracownika "problemowego". I to nie tylko ze względu na oczywisty przerost kwalifikacji. Także na wyczuwalne poczucie "wyższości" które w moim przekonaniu gubi ludzi z dzwonkami przed nazwiskiem na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. Każdy chce być Eichelbergerem ale już tak od razu w weekend. Iluzje o których pisze nasz gospodarz to także iluzja ważności tytułu wśród morza podobnych.

Mam swoją drogą znajomego który znalazł wymarzona robotę w zawodzie i sam ją rzucił bo nie potrafił się dogadać z szefem. I to nie tak że szef go nie lubił ale ośmielał się szef mieć inne zdanie od znajomego i oczekiwać że to jego szefa wizja będzie wdrażana. Więc znajomy walnął focha i poszedł na swoje. Dziś żałuje ale spalonych (na popiół) mostów odbudować się nie da.

Co oczywiście nie znaczy że nie ma w PL (i GB) ton młodych ludzi którzy uwierzyli w opowieści o sukcesie. Ale realnie gospodarzu to jak wyobrażasz sobie artykuł w takich "Perspektywach" racjonalnie omawiający taki zawód psychologa?
-
2017/10/10 10:34:29
Dziś żałuje ale spalonych (na popiół) mostów odbudować się nie da.

Ja dopiero po jakimś czasie zrozumiałem ten korpo savoir-vivre, że odchodząc z firmy wysyła się miłego maila z podziękowaniem współpracownikom i kooperantom, ma sporo sensu, jako otwarcie okienka transferowego.
-
2017/10/10 16:36:56
@Mam swoją drogą znajomego który znalazł wymarzona robotę w zawodzie i sam ją rzucił bo nie potrafił się dogadać z szefem.
Toż to wyższa forma sukcesu. Pasuje do drugiej części książki. W branży akademickiej Platforma wdrożyła taką formę sukcesu ustawowo. Jak nie zrobisz habilitacji w wyznaczonym terminie, to nie dlatego, że miałeś jakiegoś tam szefa, który kazał Ci robić różne inne rzeczy, lecz dlatego, że byłeś leniem.
-
2017/10/10 18:21:06
Nawet zakładając, że młodzi ludzie w ogóle chcą słuchać rad, ta książka im się nie przyda, bo większość millenialsów nie ciśnie. Ciśnie może górny centyl i chyba, odkąd pamiętam, te proporcje wiele się nie zmieniły. Ale mam też wrażenie, że ci ambitni nie potrafią dobrze ocenić kierunku, gdzie cisnąć należy. Są "nastawieni na sukces" i najczęściej taki "sukces" osiągają (pozory, studenckie noble, lajki na fejsie).
-
2017/10/10 20:38:48
@jabiru
"Nawet zakładając, że młodzi ludzie w ogóle chcą słuchać rad, ta książka im się nie przyda, bo większość millenialsów nie ciśnie. Ciśnie może górny centyl"

Przepraszam z góry za niezborność zmęczonych myśli po całym dniu pracy, ale wzmiankowane "ciśnie" może mieć różny wpływ i znaczenie i według mnie zdecydowanie szerszy zasięg niż górny centyl. Ja te dwa ostatnie akapity notki WO powtarzam dość często w prywatnych rozmowach zmęczonym młodym ludziom na przeciętnych, bardzo podstawowych stanowiskach, ale ich podstawową reakcją jest przestrach na reakcję "przełożonych", gdyby nie daj bóg okazali, że są na to "ciśnie" obojętni.
Więc, o ile jestem posępnie przekonany, że książka rzeczywiście im się nie przyda, bo nawet gdybym im ją dał do ręki, to jej ze strachu nie przeczytają, to jej przekaz dotyka prawie wszystkich spotykających się z kulturą "ciśnie", czyli prawe wszystkich...
-
2017/10/11 08:43:46
@marchewa79
Tyle że ta konkretna historia (nie oceniając jej prawdziwości) dość mocno wskazuje na Marię jako na pracownika "problemowego". I to nie tylko ze względu na oczywisty przerost kwalifikacji. Także na wyczuwalne poczucie "wyższości" które w moim przekonaniu gubi ludzi z dzwonkami przed nazwiskiem na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej. Każdy chce być Eichelbergerem ale już tak od razu w weekend. Iluzje o których pisze nasz gospodarz to także iluzja ważności tytułu wśród morza podobnych.

Nie do końca, bo jej to poczucie wyższości też zostało pewnie wdrukowane przez propagandę sukcesu (osiągaj! rozwijaj się!) i ściemy, że świetne wyniki w nauce to gwarancja sukcesu (zawodowego).

Oraz Eichelberger na pewno odniósł sukces, ale jeśli użyłeś go jako przykładu kompetencji zawodowej, to ten.
-
2017/10/11 09:28:49
@wraithofux
"Oraz Eichelberger na pewno odniósł sukces, ale jeśli użyłeś go jako przykładu kompetencji zawodowej, to ten. "

Raczej jako przykład wyobrażeń bohaterki o tym kim chce być. I to nie jako celu w przyszłości ale już/teraz!
Mam z "dzwonkowymi" problem że na rozmowach kwalifikacyjnych ewidentnie czuje się nadchodzące problemy w zespole pod hasłem EGO. A jak masz do wyboru może nieco mniej utytułowanego pracownika ale takiego który lepiej będzie funkcjonował z ludźmi to no cóż...
-
wo
2017/10/11 10:31:16
@marchewa
"Tyle że ta konkretna historia (nie oceniając jej prawdziwości) dość mocno wskazuje na Marię jako na pracownika "problemowego""

Nic nie wskazuje na to, żeby sprawiała jakieś problemy w tym call center. Problemem jest raczej samo call center.

"Mam swoją drogą znajomego który znalazł wymarzona robotę w zawodzie i sam ją rzucił bo nie potrafił się dogadać z szefem."

Dobry powód. Życie jest zbyt krótkie, żeby pracować dla dupka.

"Ale realnie gospodarzu to jak wyobrażasz sobie artykuł w takich "Perspektywach" racjonalnie omawiający taki zawód psychologa?"

W ogóle. To chyba nawet nie jest jeden zawód, bo co innego robi terapeuta, co innego wykładowca z SWPS.

@jabiru
"Nawet zakładając, że młodzi ludzie w ogóle chcą słuchać rad, ta książka im się nie przyda, bo większość"

...nie czyta książek. Więc owszem, ludzie z mózgowiem zlasowanym przez jutubowe pogadanki o strefach komfortu będą cisnąć dalej, bo wierzą, że ferrari na nich czeka.
-
2017/10/11 11:45:05
@

"Ale realnie gospodarzu to jak wyobrażasz sobie artykuł w takich "Perspektywach" racjonalnie omawiający taki zawód psychologa"

Najlepsze co mamy to dane cząstkowe o zatrudnieniu absolwentów (ruszył system, na razie danych jest mało, ale się zbierają). Problem jest taki, że nie liczą w tym statusu rodziców (gdy psychologię studiuje junior, który i tak przejmie biznes) albo gdy prekariuszka łata budżet kilkunastoma fuchami kontraktami (tu warsztat dla korpo, tam coś w kulturze, tu jakaś ewaluacja). A bez tych dwóch czynników to naprawdę nie ma sensu mówić o wpływie uczelni lub kierunku, bo oba są większym źródłem szumu.

" Są "nastawieni na sukces" i najczęściej taki "sukces" osiągają (pozory, studenckie noble, lajki na fejsie)."

Skąd ta prekariuszka ma wiedzieć, że Studencki Nobel nie daje istotnej dopałki do zabawy grantowej, a prawdziwa ścieżka naukowa dla młodej psycholożki to Diamentowy Grant i staż badawczy w jednym z sześciu labów w kraju. Skąd ma wiedzieć, że doktorat to detal, bo o pracy decydują papiery i track record w grantach?

Fundamentalna zaleta takiego a nie innego pochodzenia klasowego, to nie tylko kasa i biblioteczka rodziców, ale również wiedza o tym które fanty są istotne, które staże dają dopał a które są maszynką do mięsa.

Gospodarz ma sporo racji, gdy pisze o tym, że najczęściej warto odpuścić nawalanie na ślepo. Problem polega na tym, że miesiąc spokoju na ogarnięcie życia / restart zawodowy / doleczenie się to też jest dość rzadki luksus.
-
2017/10/11 13:39:52
@redezi
To wszystko bardzo ciekawe ale wymaga piekielnej racjonalności od idącego na studia 18/19 latka. Pewnie i tacy się zdarzają, ale tak jakoś kojarzę że postawa "jakoś to będzie" na studiach humanistycznych jest dość powszechna. A potem mamy tony frustracji i... call center bo dobre miejsca pracy wzięli ci o lepszym kulturowym kapitale.
Ale czy jest dobre wyjście? W moim pokoleniu ponad 40% ludzi z wyższym wykształceniem. Całkowita deprecjacja wartości dyplomu. A teraz powiedzcie młodemu człowiekowi "nie idź na studia i tak wylądujesz w call center". Taki ruch może wykonać państwo reglamentując dyplomy tylko czy tego chcemy? Nie wiem czy w takim świecie panna z artykułu zrobiła by nawet magistra. Bo ta wiedza o położeniu fruktów pozostawała by w rodzinie. I była starannie strzeżona.
Tak się zastanawiam, bo z tego co pamiętam nasz gospodarz jest w okresie kiedy te wybory widzi u własnych dzieci, czy rodzice mają poczucie że lepiej zmusić dziecko do jakiejś ścieżki czy patrzeć jak wybiera taką o której wiemy że niesie ze sobą nieproporcjonalnie duże ryzyko porażki frustracji?
-
2017/10/11 13:58:21
@deprecjacja wartości dyplomu
Czy ta deprecjacja/dewaluacja to jednak nie wina utowarowienia wykształcenia i utowarowienia studentów? Że jak zapłacisz to dostaniesz papier. Albo, że jak uczelnie założysz w celach biznesowych, to Ci państwo zapłaci za każdego studenta? To było takie nowum w naszym kraju, że nawet i kapitał społeczny nie pomagał.
-
wo
2017/10/11 14:05:15
@marchewa
"To wszystko bardzo ciekawe ale wymaga piekielnej racjonalności od idącego na studia 18/19 latka."

Raczej: kapitału społecznego i kulturowego. Dlatego mnie tak drażni, gdy jakiś Chajzer czy Komorowski twierdzą, że nie pomogli swoim dzieciom w karierze. No jasne, że nie pomagali w sensie wzięcia za słuchawkę i powiedzenia komuś "słuchaj Kazek, jest taka sprawa, masz zatrudnić moją córkę". Pomagali w takim sensie, że ich dzieci od razu szły w dobrym kierunku, podczas gdy pozbawiony tego kapitału 18-latek uczy się na własnych błędach (i w wieku lat 30. uświadamia sobie, że dalej jest w punkcie startu, a tamci już mają swoje autorskie programy i kierownicze stanowiska).
-
2017/10/11 16:53:48
"Gospodarz ma sporo racji, gdy pisze o tym, że najczęściej warto odpuścić nawalanie na ślepo"

Tyle że to ciśnięcie i nawalanie na ślepo to nieodłączny element wychowania statystycznego polskiego LMC/MMC-owego dziecka (którego rodzice zresztą też tak samo cisnęli, z różnym, przeważnie słabym rezultatem) i żeby posiąść taką racjonalność w sobie by świadomie tego nie robić trzeba najpierw osiągnąć stan jakiej takiej samoświadomości. Nieliczni szczęśliwcy osiągają go w wieku 20-kilku lat, ale większość tak ze 20 lat później, o ile w ogóle. Znaczna część w ogóle.

W moich studenckich 90'sach pomagała w tym kontrkulturowość. Mając "wy*ne na system" dość łatwo jest nie cisnąć. Choćby w kontrze do swoich starych. Ale nie tylko, człowiek był osłuchany w antykomercyjnych czy "alternative style of living" hasłach z bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie krajów i niczego nie cisnął. A nie cisnąc dużo łatwiej zauważyć przelatujące przypadkiem okazje i którąś złapać. Szczególnie jak się nie liczy za bardzo że duzo z niej wyjdzie. Itp itd. Efektem tego z tej kontrkultury wynikły niejednokrotnie niezłe kariery. A teraz jakoś małolaty łykają mejnstrimową papkę dużo bardziej niż pokolenie wcześniej, zawsze myślałem że nastoletni bunt jest pewnikiem w każdym pokoleniu, ale jak obserwuję dzisiejszych nastolatków to jakoś go nie widzę. Uznają korpoświat za swój bez zadawania pytań. Nie rozumiem tego. Inna sprawa że z im bardziej gównianego poziomu startujesz tym łatwiej się zaspokoisz, może małolaty mają po prostu za dobrze bo my za dużo osiagnęliśmy. I teraz one cierpią bo ponad poziom który my osiągneliśmy w kapitaliźmie nie da się podskoczyć, więc mają swoje 'no future'? Nie wiem.
-
2017/10/11 16:59:35
I jeszcze bo nie zauważyłem wo:

"trzeba najpierw osiągnąć stan jakiej takiej samoświadomości"
"Raczej: kapitału społecznego i kulturowego"

Oczywiście - użyłem skrótu myślowego, że przecież powszechnie wiadomo że w przeciętnym polsim LMC/MMC kapitał kulturowy jest na bardzo niskim poziomie, więc delikwent na to nie może liczyć, więc świadomość musi uzyskiwać we własnym zakresie. Na własnych błędach/doświadczeniach. Albo na terapii jak już będzie zgorzkniałym alkoholikiem z chorobą wieńcową. O ile jeszcze go będzie stać na terapię.

W ogóle to moi przyjaciele terapeuci zawsze mówią że przy polskim wychowaniu dzieci rok-dwa terapii powinny być obowiązkowe i fundowane przez państwo w okresie nastoletnim po to by nowy obywatel nadawał się do życia i posprzątał to co mu rodzice nabrudzili. Coś w tym jest.
-
wo
2017/10/11 17:23:06
@embercadero
"W moich studenckich 90'sach pomagała w tym kontrkulturowość. "

Miałem podobnie! To głupio zabrzmi, ale początkowo stawiałem aktywny opór przed robieniem kariery, szydziłem ze znajomych wybierających (przedwcześnie, jak się potem często okazywało) "wyścig szczurów". Potem, jak młody ojciec, już naprawdę dramatycznie potrzebowałem kasy, więc zacząlem robić coś w tym rodzaju, ale moja droga zawodowa to jest tak ogólnie zaprzeczenie tego wszystkiego, czego społeczeństwo uczy młodych ludzi - że trzeba myśleć pozytywnie, okazywać entuzjazm, asertywnie przedstawiać swoje zalety, mieć "can do attitude" itd.
-
2017/10/11 17:46:05
@wo

Ba! Po studiach mając oferty pracy z kilku korposów wybierałem nie kierując się perspektywą kto lepiej mi zapłaci i gdzie będą jakie perspektywy, tylko która mi najmniej śmierdzi i powoduje najmniejsze obrzydzenie. W przedbiegach odpadła firma amerykańska, zatrudniłem sie w skandynawskiej. W sumie po latach widać że na dobre mi to wyszło (chociaż to zasługa przypadku i wykorzystywania okazji które życie pod nos podstawia a nie zadnego korpo) ale #jakijabyłemgłupi.

-
2017/10/11 18:13:17
Ja się obu tych książek trochę boję na tej zasadzie, że been there, done that, m.in. dlatego nie mieszkam już w Polsce. Czy wyniosę z którejś z nich jakąś wiedzę na tyle większą od autopsyjnej, żeby usprawiedliwiała dorzucanie cegiełki do jesiennej deprechy?
-
2017/10/11 18:19:06
@postawa "jakoś to będzie" na studiach humanistycznych jest dość powszechna.
Bo to dość zdrowa postawa z perspektywy dolnych 99%, którzy nie mają za bardzo możliwości naginania świata pod swoje potrzeby. W perspektywie 5 lat rząd może rzuci kasę na rehabilitację niepełnosprawnych czyniąc pewne zawody potrzebniejszymi. Albo wręcz przeciwnie, obetnie nawet to co jest teraz. A jakaś korporacja sprzeda się innej, co spowoduje zmniejszenie lokalnego zapotrzebowania na znajomość jakiegoś języka na rzecz jakiegoś innego. Albo wręcz przeciwnie. A jakiś dobrze ustawiony gość będzie chciał sobie kogoś zatrudnić, ale żaden insajder się nie zgłosi wiedząc, że to mobber, co uchyli okienko transferu społecznego innym. Albo akurat nie w tym sezonie.

W miarę niezmienna jest potrzeba umiejętności obsługi excela. Tylko nie wiem czy osoby smażące te wszystkie przepisy na sukces uznają za sukces etat specjalisty w korpo.
-
2017/10/11 21:11:55
@loleklolek_pl
W miarę niezmienna jest potrzeba umiejętności obsługi excela...

... a przede wszystkim znajomość funkcji wyszukaj.pionowo:) Serio, jeżeli ją kiedyś znikną z Excela, jakieś 3/4 polskiego biznesu znajdzie się w kłopotach.
Praca specjalisty (excel-operatora) w korporacji Warszawie to całkiem miła posadka (najczęściej okupiona nudą, acz też nie zawsze). Na prowincji bywa już różnie, głównie ze względu na podaż jako tako płatnych miejsc pracy.
-
2017/10/11 22:07:44
@"Zawód" i prawda czy prawda.
C***j tam. Im dłużej to czytam, tym bardziej nie daje złamanego faka czy to prawdziwe relacje czy nie. I to nie w sposób niedawania faka na to co ubarwiał Kapuściński, bo u niego przestałem dawać faka, bo to były piękne opowieści. Nie daję, bo jak to czytam, to jakbym się widział w lustrze. Tylko z tej drugiej strony, nie od strony bohaterów. Nawet jeśli konkretny los jest zlepkiem opowieści, to jest to, myślę, zlepek prawdziwych zdarzeń.
Kiedyś z kumplem, każdy z nas pracujący w innej branży, widząc nadchodzący kres naszych zawodów, miejsc pracy, dumaliśmy sobie, że jak sie skończy, to sobie otworzymy warzywniak i będziemy handlować ziemniakami. Czy cokolwiek. Byle zdrowie dopisało itp., itd. A jutro pójdę przeprosić kotlesia z pawilonu z hamburgerami. Bo sobie rozmawialiśmy z nim i ja miałem głupie wyobrażenie, że on mając (na spółkę z drugim) tak oblegany punkt na obrzeżach Warszawy, to zarabiają hajs i są zadowoleni, że znaleźli niszę, w której sobie mogą zarobić na, nie wiem, wakacje. To, że robią w piątek, świątek i niedzielę, do 22:00, to szczegół. No więc, w trakcie rozmowy zapytałem go, czy lubi to co robi, no bo są ludzie, to i są pieniądze. A on mi spojrzał w oczy i zapytał się czy lubię swoją pracę. No, ja, że właściwie tak. A on, że nie. Noalejakto... się pytam. A on, czy chciałbym tu pracować? Ja, że nie. No właśnie! Dlaczego ja sądzę, że on chce.

Druga sprawa, że to się dobrze czyta. Będę polecał każdemu.
-
2017/10/12 00:39:01
@ marchewa79

"Ale czy jest dobre wyjście? W moim pokoleniu ponad 40% ludzi z wyższym wykształceniem. Całkowita deprecjacja wartości dyplomu. A teraz powiedzcie młodemu człowiekowi "nie idź na studia i tak wylądujesz w call center"."

No właśnie, żeby to była całkowita deprecjacja. A to jest dużo bardziej pociachane - są kierunki, które dają dobry start do kariery naukowej (a niekoniecznie do korpo), są kierunki straight-to-korpo, są masowe młockarnie kótre i tak są jedyną drogą.

Studia to nadal jeden z lepszych dopałów do kariery zawodowej, ale żeby wiedzieć czy warto w nie wejść all-in, czy traktować tylko jako okazję do spotkania ludzi, to zupełnie osobna kwestia.
-
2017/10/12 09:01:44
@redzi
W PRL studia które kończyło mniej niż 5% populacji były mechanizmem selekcji i reprodukcji elit. I tak traktowane były i społecznie i kulturowo. Dyplom wyższej uczelni w większości przypadków zapewniał stanowisko kierownicze tudzież dobrze opłacane specjalistyczne. Dzisiaj już tak nie jest. Oczywiście jest iluzja "lepszych i gorszych" kierunków ale to racjonalnie rzecz biorąc zależy głównie od lokalizacji tzn. po "kiepskim" prawie w stolicy masz dużo lepsze szanse na załapanie korpo fuchy za rozsądne pieniądze niż po nawet najlepszym na szeroko pojętej prowincji. Ale dla prowincjusza studia w Warszawie to już niemały finansowy wysiłek. I wracamy do tych plus minus 5% tylko z mniej oczywistym mechanizmem selekcji.
Ale ja nie o tym tylko o podejściu szerszym. Bo indywidualne strategie które są racjonalne i opłacalne dla pojedynczego człowieka ("kulturoznawstwo zaocznie i jakoś to będzie") z punktu widzenia Państwa są skrajnie nieracjonalną alokacją zasobów i odroczeniem wyroku w call-center o 5 lat "nieskładkowych" dla ZUSu.
-
2017/10/12 09:40:49
@"("kulturoznawstwo zaocznie i jakoś to będzie") z punktu widzenia Państwa są skrajnie nieracjonalną alokacją zasobów i odroczeniem wyroku w call-center"
Za studia zaoczne się przecież płaci. Nie wiem, gdzie ta skrajna nieracjonalność dodatkowego źródła finansowania szkolnictwa wyższego. To mniejsza nieracjonalność od tych wszystkich innych programów pośredniego i bezpośredniego dofinansowania biznesów, gdyż daje pewne bonusy pracownikowi (tu i ówdzie zniżki oraz jako takie możliwości budowy kapitału znajomości), a nie jedynie prezesowi czy zarządowi.

Aha, obecny Min.SW zdaje się wdrożył "optymalną liczbę studentów na głowę pracownika", do której Ci zaoczni zdają się też wliczać i od której zależy finansowanie z budżetu. A tak poza tym, to dzisiaj w call-center pracuje się już na studiach, także tych dziennych. Przepraszam za off-top.
-
2017/10/12 11:39:34
@studia jako nieracjonalna alokacja zasobów

Pod tym względem zgadzam się z Ha-Joon Changiem. W skrócie: studia mają służyć wyłonieniu elity, zdolnej do podjęcia zadań bardziej wymagających intelektualnie. Nie jest przy tym kluczowe, czy ta selekcja odbywa się na poziomie magistra czy doktoratu, (a może wystarczyłaby matura?) - z tym, że oczywiście im później następuje, tym bardziej nieefektywny jest ten proces. A druga ważna funkcja studiów, która, o ile pamiętam, nie była już eksponowana przez Changa - to budowa sieci znajomości.

Wiedza przekazywana na uczelni nie ma większego znaczenia, poza selekcyjnym (poprzez wykazanie zdolności do jej opanowania). Być może są od tego pewne wyjątki, takie jak medycyna czy, hmm, chemia, gdzie jak sądzę, jest sporo wiedzy szczegółowej przydającej się w zawodzie. Ale być może naiwnie sądzę.

Bo tak szczerze: ile z informacji zdobytych na studiach przydało się szanownym komcionautom w karierze zawodowej? Anecdata: skończyłem z wysoka notą dość elitarny wydział dobrej stołecznej uczelni ("elitarny" jak na przełom lat '80 i '90 i PL). Niedługo potem zatrudniło mnie korpo, za bardzo dobre wówczas pieniądze. W oczach zatrudniającego liczyło się, że: a) w.w. uczelnia i kierunek, b) znajomi ze studiów polecili. Ale z tego wszystkiego, czego się uczyłem, przydało mi się może z 0.1%. Dziś, patrząc w indeks, mam często problem z rozszyfrowaniem, o czym traktował dany przedmiot. A nawet jeśli przyswoiłem trochę wiedzy praktycznej, to w szczegółach przeważnie zalatującej naftaliną - co najwyżej jakieś tam ogólne pojęcie czy orientację w problemach. Całość mógłbym zawrzeć w cienkiej książce, do opanowania w dwa tygodnie. Trochę mało.

@bycie na luzie i łapanie nisko przelatujących okazji w '90

Zgoda, ja też się nie musiałem wysilać, ale helou, to był czas przełomu, ogromnych okazji, szans, wielkiego ssania na specjalistów oraz zauszania biznesów, z których można się było ustawić do końca rentierskiego życia. Co zresztą się udało całkiem sporej grupce moich znajomych. Nie sądzę, aby takie podejście było równie skuteczne w 2017. I wtedy zresztą też dotyczyło mniejszości - MWzWM.
-
2017/10/12 11:57:50
@loleklolek_pl
"Za studia zaoczne się przecież płaci. Nie wiem, gdzie ta skrajna nieracjonalność dodatkowego źródła finansowania szkolnictwa wyższego."
W dość oczywisty sposób wynika z lektury fragmentów książki omawianej w notce. To że zapłaciłeś za studia po których nie masz pracy "w zawodzie" nie czyni cie mniejszym frustratem raczej większym. Studia zaoczne były reliktem PRL który w zamyśle miał umożliwić ludziom pracującym w zawodach (przeważnie zresztą inżynierskich stąd tytuł którego odpowiednik licencjat powstał dopiero po przełomie) zdobycie potrzebnych kwalifikacji równolegle do pracy zawodowej. Cudnie to pokazywał bodajże "Daleko od szosy". Po 89 okazało się że robią za szybki zarobek na prywatnych uczelniach a ich adresatami są często "odrzuty" z egzaminów wstępnych. Ale już nie na kierunkach technicznych a na najtańszym kulturoznawstwie bo na medycynę czy inżynierię materiałową w wydaniu prywatnym mało kogo byłoby stać. I mamy patologię (ale czy na pewno w końcu latami przedstawiano to jako megasukces) opóźniania wejścia na rynek pracy masy ludzi którzy "intelektualnie nie dojrzali do studiowania" (cytuję jakiegoś profesora użalającego się nad mizerią studentów). Dobre doraźne rozwiązanie dla wyżu demograficznego lat 80. Ale czy z punktu widzenia państwa słuszne?
-
2017/10/12 17:07:46
@kuba_wu

No wiedza ze studiów jest przecież przydatna: na rozmowach kwalifikacyjnych. Choć i tak największy paradoks to języki obce - im bardziej interwjułer to sprawdzał, tym mniej to było później potrzebne. Jak w tej oklepanej anegdotce o Himilsbachu, która zresztą chyba dobrze podsumowuje temat.
-
2017/10/12 18:24:38
@przemysla

...No wiedza ze studiów jest przecież przydatna...

Trochę kpimy. Studia, przynajmniej licencjat, rzeczywiście stały się takim studium pomaturalnym. Ale to jednak jakaś wartość. Nawet ta osławiona politologia na Uniwersytecie w Pcimiu Dolnym. Coś jednak musieli przeczytać, coś zdać. Nawet jeżeli to edukacyjnie strata czasu, to jednak w głowie coś zostaje. Na pewno więcej niż po kiepskim liceum.
Może to rzeczywiście tylko sposób na przedłużenie młodości, czasami kosztowne dla starych, ale nawet jak wyląduje w call center, to jednak z innym oglądem i z innymi aspiracjami, niż bez tych paru lat, nawet kiepskich studiów. To jednak jakoś inspiruje, wyzwala złość i stymulując ambicję. Wielu jednak jakiś sukces osiąga. Nawet jeżeli to nie jest to co sobie wymarzyli po maturze.
Czy to nie lepsze niż emigracja zaraz po liceum? Jak za moich czasów? Tym bardziej, że dzisiaj wystarczy kupić bilet.
-
2017/10/12 19:56:35
@kuba_wu o studiach

> Całość mógłbym zawrzeć w cienkiej książce, do
> opanowania w dwa tygodnie.

To może zawrzyj i opublikuj; sukces murowany, bo studia w sumie to dość droga impreza.
-
2017/10/12 21:11:18
Tyle że nie wiadomo, które to dwa tygodnie.
-
2017/10/13 07:43:04
@ all

Zastanawiające jest, jak bardzo można zacietrzewić się w idei Porażki Młodych w Polsce bez prostego odniesienia do układu sił na świecie. Generalnie problem z edukacją na poziomie licencjatów (czyli college) jest taki, że stał się mechanizmem wpędzaniem młodych ludzi w długi. ROI z wyższej edukacji na świecie jest dziś mocno dyskusyjny:

www.newyorkfed.org/medialibrary/media/research/current_issues/ci20-1.pdf

Na tym tle polska edukacja - nawet płatna - ciągle nie generuje problemów ekonomicznych dla absolwentów i nie jest problemem ekonomicznym dla państwa. Mamy w Polsce znacznie poważniejsze problemy niż to, że postaci takie, jak Pan Porażka są sfrustrowane swoim długim wejściem w dorosłość. W sumie to dość młody człowiek, ale nie brakuje mu odwagi stawiania tez o całym świecie na bazie pojedynczych przypadków. Młodość to fajny stan, bo starsi o dekadę lub dwie tylko kiwną głowami z myślą, że gość musi jeszcze dorosnąć, żeby z nim dało się rozmawiać o świecie w oderwaniu od tego punktu w życiu, w którym skrzydła poezji zaczynają przypalać się w słońcu prozy.

Generalnie stawianie tez o stanie społeczeństwa na podstawie pojedynczych przypadków wymaga pokory. Jak ktoś robi skok z "Pani X, która została prostytutką", w stronę tezy "to jest doświadczenie pokoleniowe", to powinien uzupełnić tezę o dane statystyczne na temat wzrostu liczby prostytuujących się kobiet w danym przedziale wiekowym. Oczywiście Pan Porażka tego nie zrobi, bo z pełną swobodą posługuje się pojęciami statystycznymi typu losowość, przypadek i jeszcze kilka innych, do których najwyraźniej jeszcze nie zdołał nabrać szacunku.
-
2017/10/13 08:39:46
"Generalnie stawianie tez o stanie społeczeństwa na podstawie pojedynczych przypadków wymaga pokory. Jak ktoś robi skok z "Pani X, która została prostytutką", w stronę tezy "to jest doświadczenie pokoleniowe", to powinien uzupełnić tezę o dane statystyczne na temat wzrostu liczby prostytuujących się kobiet w danym przedziale wiekowym. Oczywiście Pan Porażka tego nie zrobi, bo z pełną swobodą posługuje się pojęciami statystycznymi typu losowość, przypadek i jeszcze kilka innych, do których najwyraźniej jeszcze nie zdołał nabrać szacunku."

A ktoś stawia tezę, że te przykłady są reprezentatywne dla całej populacji? To jest reportaż a nie badanie socjologiczne. A badań socjo porządnych nie ma, bo wydajemy na naukę mniej niż 1% PKB, więc zostaje nam tylko pars pro totot
-
2017/10/13 09:31:24
@ redezi

Pan Porażka w wywiadzie dla KP stawia nawet mocniejsze tezy - nie o Polsce, ale o systemie kapitalistycznym w całości i to na bazie własnego, jednostkowego przykładu. Dalsze kroki są propagacją tego błędu i mamy wielbłąda.

Gdyby zadał sobie trud poznania teorii ekonomicznych, wiedziałby dlaczego rozpęd w dorosłość jest taki trudny. W ekonomii funkcjonuje wykres pokazujący zależność pomiędzy wydatkami i przychodami w cyklu życia:

image.slideserve.com/294668/the-life-cycle-theory-of-consumption-n.jpg

Jak z krzywymi bywa nie wszyscy wypadają na krzywej. Jedni poniżej, kolejni powyżej. Jeszcze inni wcześniej, a kolejni później w cyklu życia. Nałożenie tego układu na frustrację społeczną na progu wejścia w dorosłość znacznie lepiej tłumaczy problem poczucia porażki niż tezy o tym, że starzy są już ustawieni, a młodzi nie są. Kryzys 2008 roku wzmocnił odchylenia od krzywej, ale generalnie taka jest natura rzeczywistości.

Oczywiście garstka żyje w oderwaniu od tej krzywej, ale jak ktoś porównuje się z "1 procentem", to żadni kołcze nie pomogą.
-
2017/10/13 10:10:34
@a.stanczak
Daleki jestem od postawy antyszczepionkowców którzy oczywistych cech metody naukowej używają przeciw nauce jako takiej ale na litość boską to co przywołujesz ("cykl życia/konsumpcja") to jedna z licznych teorii w dziedzinie (ekonomia) której pretensje do naukowości jako takiej są momentami równie ważkie jak dajmy na to astrologii. Więc tłumaczenie trzydziestolatkowi na śmieciówce że "to normalny etap życia" może cię doprowadzić do poważnego urazu zdrowotnego.
Książka jest reportażem a nie paranaukowym dziełem z zakresu ekonomii więc z tego co czytałem nie ma też pretensji do kreowania naukowej dyskusji. A ten śmieciówkowy 30 latek nie porównuje się z 1 procentem tylko z sąsiadem. I mu się nie zgadza.
-
2017/10/13 10:22:48
@wykres i "w ekonomii funkcjonuje" a natura rzeczywistości.

Ten wykres nie tłumaczy znaczniej lepiej. To jest przyjęta interpretacja, że to "natura rzeczywistości". Założenie, że 20-30 latkowie to mają głównie households i wyciąganie z tego wniosku, że to nie wina systemu ekonomicznego tylko "natura rzeczy" jest zabawne. Jeśli miałbym wskazać interpretację, to bym powiedział, że młodzież bez perspektyw na stabilność finansową i nie mająca dostępu do rynku pracy na poziomie starszych, a) w pogoni za pracą będą się zadłużać sami i ich rodziny, b) jeśli już znajdą, będą mniej zarabiać. Bo? Bo liczba miejsc pracy jest znacząco ograniczona. Starsi już obecni na rynku pracy są premiowani. Znają zasady, mają doświadczenie. Dyskusja wcześniejsza pokazuje, że w zdobyciu i utrzymaniu pracy wykształcenie nie jest tak istotne. Więc muszą konkurować za pomocą niskich kosztów, których część przerzucana jest na rodzinę. Co w rezultacie powoduje presje na starych (pracowników), żeby obniżyli oczekiwania, bo na ich miejsce są zdesperowani.

I teraz co do wykresu i jego generalizcji na np. Polskę. Zakładam, że skłonność do pożyczania (Borrowing na wykresie) przez 20-30 latków, jest akuratne dla USA, gdzie ludzie zadłużają się na całę życie, aby studiować, i/lub np. posiadają karty kredytowe.
I gdzie w Polsce te 20-30 latkowie zakładają households? Może Ci co zaciągają kredyty hipoteczne na 30 lat na zakup mieszkania, zakłądając, że ich zarobki przynajmniej się utrzymają (expectetions of lifetime incomes). Ale wtedy, patrząc na wykres, zachowywali by się jak 35+, którzy już od 5-15 lat spłacają i nagle nabywają zdolności do niewydawaniakasy. Moim zdaniem na interpretacja wykresu jest błędna.
Możliwości interpretacji tego wykresu jest tak wiele.

No i to zabawne przekonanie, że ekonomia to tłumaczy "naturę rzeczywistości".
-
wo
2017/10/13 11:51:57
@kubawu
"Bo tak szczerze: ile z informacji zdobytych na studiach przydało się szanownym komcionautom w karierze zawodowej?"

Jak wiadomo, daleko odjechałem od chemii, ale w pracy na codzień przydaje mi się Umiejętność Poruszania Się Po Bibliotece - za moich czasów studia tego uczyły. Niby drobiazg, ale fenomen #dziecisieci, z którego często szydzę, to właśnie fenomen ludzi, którzy nie potrafią wyszukać informacji inaczej, niż przez gugiel/wiki. Czego tam nie ma, tego dla nich nie ma. To daje mi competitive advantage bezpośrednio w mojej branży.

A poza tym gdy wchodzę w rolę dziennikarza naukowego - to lubię najbardziej, ale rzadko mam okazję to robić zawodowo - oczywiście przydaje mi się to, że wiem co to bozon, całka albo enzym.

@a.stanczak
"nie brakuje mu odwagi stawiania tez o całym świecie na bazie pojedynczych przypadków."

Zabawne, że tak rzadko podobną ripostę dostają osoby snujące opowieści typu "odniosłem sukces, ty też tak możesz".

"Gdyby zadał sobie trud poznania teorii ekonomicznych"

...to by wiedział, że przeczą sobie nawzajem.
-
wo
2017/10/13 12:13:14
@junoxe
" Moim zdaniem na interpretacja wykresu jest błędna.
Możliwości interpretacji tego wykresu jest tak wiele. "

Moim zdaniem, szkoda czasu nawet na jego interpretację - jedyne sensowne pytanie to "na jak dużej próbce, jaką metodą, jakie badania, w jakim okresie przeprowadzono do ustalenia, że wykres wygląda właśnie tak". Jak zwykle w ekonomii, odpowiedź będzie brzmiała: nie było żadnych badań, tak se koleś to po prostu narysował, jak krzywą Laffera. Jeden se narysuje tak, drugi siak, trzeci owak. To już wróżenie z fusów jest ciekawsze poznawczo.
-
2017/10/13 12:23:08
No pierwsze co mi przyszło do głowy to krzywa Laffera, ale uznałem to za zbyt proste porównanie. Kolega tutaj szermował górnolotnie o jednoznaczności ekonomii, więc uznałem, że warto wskazać mu, że jego wykresik wręcz może potwierdzać np. tezę Fejfera.
-
2017/10/13 12:26:28
Oczywiście Fajfera, nie Fejfera.
-
2017/10/13 12:54:58
Jeśli coś występuje powszechnie, to możemy mówić o jakimś fenomenie i szukać wyjaśnienia. Mniejsze zasoby od przychodów na starcie w życiu są raczej średnią niż wyjątkiem. Wyjątkiem są ludzie, którzy dostają posag lub spadek.

Jak zaczynamy mówić, że to jest złe, to zaczynamy prowadzić zupełnie inną rozmowę, na inny temat. Moja teza jest taka, że deficyt zasobów na starcie jest standardem i wymusza pewne zachowania ekonomiczne. Jak jesteś młody, to masz trudniej, bo operujesz w deficycie finansowym. Jedni znoszą to lepiej, a inni gorzej. Jedni się buntują, a inni przyjmują za normę.

> tłumaczenie trzydziestolatkowi na śmieciówce że "to normalny etap życia" może cię doprowadzić do poważnego urazu zdrowotnego.

Chyba WO już kiedyś - innymi słowami - tłumaczył komuś na blogu, że każdemu pokoleniu się wydaje, że mają gorzej niż poprzednie pokolenia. W tzw. zachodnim świecie taką tezę daje się obronić, bo wskaźniki ekonomiczne sygnalizują, że poprzednie pokolenia miały łatwiej - szybciej znajdowały pracę, były mniej zadłużone - przynajmniej na wejściu. Osobną sprawą jest, co z tym łatwiej zrobili. Jak patrzy się na zadłużenie gospodarstw domowych w USA, to można mieć wątpliwości, czy owo łatwiej nie sprowadziło się do większej zdolności kredytowej i kupowania w amoku.

W przypadku Polski? Jeśli granice pokolenia ustawimy na 20 lat, to przepraszam, ale obecne pokolenie nie ma gorzej niż pokolenie poprzednie. Czy ma lepiej? Niech będzie, że ma tak samo, ale mam wątpliwości. Starczy porównać statystyki bezrobocia wśród ludzi młodych w latach 90 i dziś i dyskusja nabierze konkretu. Naprawdę jeszcze w połowie poprzedniej dekady bezrobocie poniżej 25 lat wynosiło 40 procent i to przy masowym wypchnięciu ludzi młodych z rynku pracy na studia i masowym przechodzeniu na wcześniejsze emerytury oraz otwartym kanale uciekania na renty. Oczywiście - dziś zostali wypchnięci na rynki zagraniczne, ale to pośrednio zredukowało podaż siły roboczej w Polsce i poprawiło sytuację na rynku pracy. Poprzednie pokolenie nie miało takiego wsparcia. Zresztą poprzednie pokolenie też jest jest częścią tej emigracji, bo ciągle jest na rynku pracy.

Śmieciówki jako problem? Oczywisty - bez dyskusji. Ale czy rynek pracy na czarno sprzed 20 lat był lepszy? Myślę, że wątpię.
-
2017/10/13 13:16:00
"Jeśli coś występuje powszechnie, to możemy mówić o jakimś fenomenie"
i "Starczy porównać statystyki bezrobocia wśród ludzi młodych w latach 90 i dziś i dyskusja nabierze konkretu."
No ale w grupie ok. 25 lat w 90' wysokie bezrobocie nie było spowodowane nasyceniem się stabilnego lub recesywnego rynku pracy. O ile ja pamiętam to był rynek trochę in statu nascendi. Przyczyną wysokiego bezrobocia nie było zawężenie możliwości, tylko nienadążający rozwój gospodarczy za zmianami i demograficznymi i uaktywnionym społeczeństwem. Wtedy wszyscy marudzili, że za wolno i oczywiście nie każdy miał szansę dostać się na linię startu, a co dopiero wystartować wyścigu o kasę/pracę.
To, że efekty są podobne to jest zwykła konwergencja. Podobne objawy. Zaś to nie jest taka sama sytuacja tamtego pokolenia 20-30 i obecnego. Obecne pokolenie 20-30 ma po prostu zamknięte drogi. Tamci mieli nadzieje, że w końcu ten mityczny rozwój gospodarczy i ich dosięgnie. Obecnie 20-30 latkowie kompletnie na to nie mają szansy. A na dodatek rynek się zwija. Odwrotnie niż w latach 90'.
-
wo
2017/10/13 13:19:28
@a.stanczak
"Jeśli coś występuje powszechnie, to możemy mówić o jakimś fenomenie i szukać wyjaśnienia"

Czy mamy jakieś empiryczne dowody na to, że to "występuje powszechnie"? Jeśli nie, to nie ma fenomenu i nie ma potrzeby szukania wyjaśnienia. Proszę, żeby Twój następny komentarz zawierał takie dowody (może być wskazanie takowych, np. opis metodologii użytej do sporządzenia tego wykresu); wtedy będziemy mogli dyskutować, czy ten rzekomy "fenomen" występuje powszechnie także we współczesnej Polsce.

Jeśli nie będzie zawierał - wyleci.

"Ale czy rynek pracy na czarno sprzed 20 lat był lepszy? "

Przez te 20 lat drastycznie spadł udział płac w PKB.
-
2017/10/13 13:23:59
@ WO

Teoria jest z mikroekonomii, więc tłumaczy zachowania jednostek. To, co ja wyżej pokazałem jest czymś zupełnie na boku obserwowanych zachowań ludzi, którzy starają się mieć stabilny poziom życia (większość ma jakieś uśrednione oczekiwania). Jak przełożyć to na wejście w dorosłość z mniejszymi zasobami, to - myślę - daje się tam szukać wyjaśnienia dla frustracji. Sama teoria zaczęła się chwiać głównie w prawej części krzywej - nowym zachowaniami ekonomicznymi starszych. Reszta generalnie się trzyma i traktowana jest jako zmienna, która ma wpływ na gospodarkę samą w sobie.

> Zabawne, że tak rzadko podobną ripostę dostają osoby snujące opowieści typu "odniosłem sukces, ty też tak możesz".

Chyba nigdzie nie broniłem zawodowych motywatorów...
-
2017/10/13 13:46:05
@ WO

Generalnie słowo "wyleci" zwykłem traktować w kategoriach proszę o wyjście, więc tylko tytułem wyjaśnienia - napisałem poprzedni komentarz równolegle do ostrzeżenia i dlatego nie ma linków.

Na specjalne życzenie:

Wersja light:

www.richmondfed.org/-/media/richmondfedorg/publications/research/econ_focus/2016/q3-4/jargon_alert.pdf

Wersja nieco mniej light, która poprowadzi dalej:

www.economicshelp.org/blog/27080/concepts/life-cycle-hypothesis/

A teraz zgodnie z zaproszeniem gospodarza życzę miłej rozmowy.

-
wo
2017/10/13 14:27:19
@a.stanczak
"Wersja nieco mniej light, która poprowadzi dalej:"

Przeczytałeś własne linki? Skoro ci autorzy nazywają to "hipotezą" to znaczy, że NIE WIADOMO, czy w ogóle jest takie zjawisko. "The Life-cycle hypothesis was developed", "It suggests wealth will build up in working age, but then fall in retirement", "Mervyn King suggests life cycle consumption patterns can be found in approx 75% of the population".

Innymi słowy, wbrew Twoim pierwotnym słowom, to nie jest tak, że "Jeśli coś występuje powszechnie, to możemy mówić o jakimś fenomenie i szukać wyjaśnienia". To jest tak, że jacyś kolesie se wymyślili hipotezę. Inni kolesie se mogą wymyślić inną, zresztą to jest nawet w przytoczonym przez ciebie linku (patrz: "Other theories"). Smutne, nawiasem mówiąc, że autorzy tego dokumentu mylą pojęcia teorii i hipotezy, używając ich wymiennie. Jakie to typowe dla ekonomistów.
-
2017/10/13 14:27:24
@studia
IMO lepiej, że są prowadzone szeroko. Co prawda może temu towarzyszyć uczucie, że wiele rzeczy się nie przydało, ale za to ma się szanse na pracę w więcej niż jednej firmie. IMHO bardziej niebezpieczne jest modne ostatnio robienie ze studiów przykorposowej szkółki zawodowej. Nawet jeśli korpos nie zniknie, to i tak wszyscy, którzy trafią w inne ścieżki zostaną kompletnie z niczym. Szeroki program studiów to też ogólne kształtowanie postaw i myślenia. W przypadku humanisty chodzi raczej o kreatywność, a inżyniera - ocenę wykonalnośći. Tak mi przynajmniej wyszło, jak pod koniec studiów spotkałem się ze znajomymi z liceum.

@marchewa
Chyba już rozumiem. Oczywiście masz rację, że wydawanie pieniędzy na tworzenie miraży "dobrej pracy po" to nie jest to na co państwo powinno przeznaczać środki. Przy czym to, o czym piszesz wydaje się powoli odchodzić w przeszłość. Widać to nawet po postawie osoby w ostatnim rozdziale. Fragmenty z książki Fejfera mają też potencjał, by trafić do analizy na zajęciach, np. tych "ze sztuki pisania cv". W rozdziale o studenckim noblu widać za to nową formułę budowania mirażu - zachęcanie do doktoratów i habilitacji. Doktorat w branży psychologicznej może dać jakiś bonus przy zakładaniu własnej działalności (jeśli ma się na nią środki) lub w branży opiekuńczej (wątpliwe, by można było podbić stawki ponad to co oferował Marii bank). Habilitacja to już w ogóle coś przydatnego jedynie na uczelni, gdzie etaty są rozdawane w swoistych "rekrutacjach wewnętrznych". No ale ministerstwo punktuje za doktoraty i habilitację, a za brak osiągnięć przymusowo degraduje czy nawet usuwa. Stąd akwizycja ma się tak dobrze.

@krzywa laffera
"Mniejsze zasoby od przychodów na starcie w życiu są raczej średnią niż wyjątkiem"
1. Ten wykres podaje różnicę przychód-konsumpcja i w okolicach lewej strony sugeruje coś dokładnie przeciwnego.
2. W istocie traktując owe "income/consumption" bardzo ogólnie ten wykres zdaje się nie mówić nic ponadto, że na początku i końcu swojego żywota generalnie więcej bierzemy ze społeczeństwa niż mu oddajemy, a w okolicach połowy życia zajmujemy się opieką nad dziećmi i rodzicami. Ot taki truizm.
3. Rozważanie income/consumption na bardziej szczegółowym poziomie jest niemożliwe, gdyż brakuje definicji income/consumption (i jak traktowane są przepływy pokroju darmowa szkoła czy służba zdrowia albo niepłatna domowa praca opiekuńcza), a do tego mieszane są gospodarstwa domowe i osoby indywidualne.
4. Spora część historii Fejfera stawia w wątpliwość ten wykres. Co z ludźmi, którzy w wieku 30 lat zarabiają mniej niż w wieku lat 25 (czy już zawsze mogą zarabiać tylko mniej, bo tak im się ta krzywa ściągnęła, czy jednak zakładamy, że to nie musi być parabola)? Co z ludźmi, którzy zadeklarowali, że zarabiają różnie, raz mniej, raz więcej? Nie mają prawa istnieć, bo krzywa pokazuje inaczej? (to są oczywiście pytania retoryczne)
5. My tu na lewicy mniej więcej od czasów Marksa lubimy sobie podzielić społeczeństwo na różne grupy. O średnich mamy taki żarcik o wkładaniu jednej ręki w ciekły azot, a drugiej w ognisko.

"Jak ktoś robi skok z "Pani X, która została prostytutką", w stronę tezy "to jest doświadczenie pokoleniowe", to powinien uzupełnić tezę o dane statystyczne na temat wzrostu liczby prostytuujących się kobiet w danym przedziale wiekowym."
Ciekawa generalizacja 10 rozdziałów w jeden. Możliwe, że nawet prawdziwa i rzeczywiście mamy całe pokolenie osób myślących o sobie w kategorii prostytutek kapitalizmu.
-
2017/10/13 14:36:21
Ej, no, wklejasz linki do drugorocznego podręcznika makroekonomii i mówisz że to mikroekonomia. Założenia czysto matematyczne są następujące: hipoteza wygładzonej konsumpcji (consumption smoothing), obalona już w latach 80/90, oraz hipoteza z końca lat 50 o dochodzie permanentnym (permanent income hypothesis) pozostająca po półwieczu hipotezą, taką ma zdolność empiryczną...

Zresztą największy wpływ na sytuację mikroczłowieka ma to w jakim momencie cyklu makro wszedł, czy akurat ostatni kryzys (wystepujący z zegarową regularnością) był rok, czy pięć lat temu, a nie żadne święte krzywe behawioralne.

Krańcowa użyteczność studiów: Wypada zauważyć związek z rosnącą wykładniczo produktywnością. Tylko, że nie studenci są tego wzrostu produktywności beneficjentami, ta odlatuje w kosmos, a płace pozostają na poziomie jaki dotyczył siły niewykwalifikowanej.

Zresztą jak się te filozofie i o studich i o krzywych mają do ratownika medycznego z książki? Czy jego studia były warte dwa tygodnie? Na jakim wykresie jego sytuacja jest normalna? (Dodatkowe punkty za pokazanie że to normalne działanie wolnego rynku bez niczyjej 'pomocy').
-
2017/10/13 16:07:59
@"W PRL studia które kończyło mniej niż 5% populacji były mechanizmem selekcji i reprodukcji elit. I tak traktowane były i społecznie i kulturowo. Dyplom wyższej uczelni w większości przypadków zapewniał stanowisko kierownicze tudzież dobrze opłacane specjalistyczne"
W moim bąbelku absolwenci, na ogół z tytułami >= PhD i pracujący na uczelniach/w instytutach za PRLu (a i długo potem) narzekali że byle robotnik lepiej od nich zarabia. IMHO w "inteligencji PRL" nie chodziło o to że miała kasę.

@przydatność studiów
To bardzo specyficzne, ale mnie informatyka na AGH przydała się bardzo. I paradoksalnie _zwłaszcza_ te rzeczy, których samemu nie chciało mi się się uczyć, bo były "z boku" tego co mi się podobało. I nie mam na myśli fizyki czy matematyki, tylko bardziej takie rzeczy jak "budowa sieci komórkowych".

Co nie znaczy, że nie znam ludzi, którzy po liceum po prostu poszli do pracy jako admini/programiści, i zarabiają dziś bardzo dobrze.

Also: funkcja uczelni jako "jednostki certyfikującej", zaświadczającej że, dajmy na to, ten człowiek naprawdę nadaje się na lekarza czy innego budowniczego mostów.
-
2017/10/13 17:56:29
@lolek

...Szeroki program studiów to też ogólne kształtowanie postaw i myślenia...

Nawet tych kiepskich studiów, dających namiastkę prawdziwego wykształcenia.

... robienie ze studiów przykorposowej szkółki zawodowej...

Tak to się ukszałtowało i chyba tak jest, szczególnie w tych kierunkach zarządzanie i bleblanie. Maturzysta, po tym optymistycznym research'u z lekcji zarządzania w liceum, mógł myśleć, że po takim kierunku zostanie kimś w rodzaju Lee Iacocca, a tu szczyt kariery to personnel manager, czyli zwykły kadrowy w powiatowej firmie. Po czasie spada na ziemię, ale jednak z perspektywą na wice coś tam, a może i dalej, no i zarobki lepsze niż na zmywaku w Londynie. Jakoś można się urządzić.
Może na początku to deprymujące, ale czy złe? Czy tak nie wygląda kariera 95% nastoletnich marzycieli? W Ameryce też.
Jak się zastanowić, to przecież tak wygląda normalna kariera administracyjna w każdej firmie na całym świeci. W naszej świadomości chyba pokutuje to, co kawałek dalej napisał @charliebravo: ...W PRL studia które kończyło mniej niż 5% populacji były mechanizmem selekcji i reprodukcji elit. I tak traktowane były i społecznie i kulturowo... . Ja bym dodał: nie ważne czy miał coś w głowie, ale ważne, że miał dyplom.
A przecież dzisiaj to tylko szkółka zawodowa. Owszem, trafiają się rodzynki robiące spektakularną karierę, ale to tylko jednostki.
Jak, nie przymierzając, chemicy w dziennikarce.
-
2017/10/13 19:16:59
Re: szerokie wykształcenie
Chyba już wrzucałem kiedyś historię człowieka pracującego w crime labie policji chicagowskiej? Jako dziecię biednych imigrantów z Ekwadoru (chyba, ale niemal na pewno z Ekwadoru) w późnych latach siedemdziesiątych szukał tanich studiów z chemii i znalazł je - w Łodzi. Wyszło mu, że w granicach jego możliwości finansowych relacja koszt/jakość studiów ma w PRL więcej sensu, niż w najbliższej okolicy. Nie wiem, skąd on tę Łódź wziął. Ale pojechał tam.

Wspominał, że nauczano go na sprzętach o parę generacji starszych niż to, z czym miał potem do czynienia w laboratorium policyjnym. I musiał na szybko ciut doczytać. Za to jak przychodziły kolejne generacje sprzętu i problemów kryminalistycznych, to on je pierwszy ogarniał, bo miał dobrą podbudowę teoretyczną. Jak go spotkałem 25 lat temu, robił w tym labie za wybitnego fachowca.

Nie wiem, może on z tymi studiami w Polsce coś przekoloryzowywał. Ale chyba nie zmyślił całej tej historii.
-
2017/10/14 16:27:36
@gammon_no.82
"Ale chyba nie zmyślił całej tej historii"

Nie sądzę, bo jak studiowałem w NRD, też mieliśmy w grupie Ekwadorczyka. Widocznie nie tylko jednemu wyszło, że warto studiować w kraju Bloku.

-
wo
2017/10/14 17:56:36
Znam Chilijczyka (czylijczyka?), który studiował w Polsce w latach 80. i odkrył, że jego paszport ma tę zaletę, że może swobodnie podróżować do Berlina Zachodniego. Więc szybko zaczął monetyzować tę możliwość i żył w latach 80. jak król.
-
2017/10/15 19:14:24
Wosia czytam z zapartym tchem od pierwszej jego książki. Fejfera odnotowałam, ale boję się zajrzeć do środka. Fajnie jest przeczytać, że po mądrych ludziach te książki nie spływają jak po kaczce, dziękuję.
Do serii dorzuciłabym ibetrojerinki/i.
-
2017/10/17 18:34:49
Poprawka: de rigueur
-
wo
2017/10/17 19:57:23
Merci!
-
2017/10/26 12:57:19
@Tytuł notki (soraski jeśli jadę tu kpt. Oczywistym)
Jako jedną z przyczyn kryzysu schyłkowego PRL-u za czasów Gierka, wskazywano właśnie "propagandę sukcesu". Powtarzano ten mem nawet ZTCP w oficjalnych przekaziorach.