Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Niech żyje dziennikarstwo partyjne

W najnowszym „Tygodniku Powszechnym” Dariusz Rosiak napisał esej, którego streszczeniem jest sam tytuł „Dziennikarz nie wiecuje”. Cenię sobie cnotę zwięzłości, nie rozumiem więc sensu pisania przez cztery strony tego, co się da wyrazić w trzech słowach.

Rosiak jej sobie nie ceni. Przez większość tekstu wyraża tę samą tezę, trochę innymi słowami. „Rezygnacja z utrzymania fundamentalnych standardów - wśród których brak partyjnego zaangażowania (...) są najważniejszymi, spycha nas w stronę państwa bez mediów”, „Obrona [zwalnianych dziennikarzy] jest prawdopodobnie jedynym powodem, dla którego dziennikarzowi wolno wyjść na ulicę”.

Et patati, et patata, ta myśl wraca jeszcze na kilka sposobów. Jak widać, Rosiak uważa bezpartyjność i niezaangażowanie za jeden z „fundamentalnych standardów”.

Kult dziennikarstwa niezaangażowanego i bezstronnego jest przedziwnym fenomenem III RP, prawdopodobnie wynikającym z tego, że większość ludzi uprawiających ten zawód nie interesuje się jego historią (zresztą, w ogóle większość ludzi nie interesuje się historią i pozwala sobie wciskać dowolny bałach, choćby z serii „Hitler był lewakiem”).

Rosiak powołuje się na przykład legendarnej bezstronności BBC, a także mediów amerykańskich i - dorzuconych tu nie wiadomo dlaczego - francuskich. Może zacznę od francuskich, bo ten przykład jest najdziwaczniejszy.

Czołowe francuskie gazety mają wyraźny profil polityczny. „Le Figaro” należy do powiązanego z centroprawicą biznesmena Serge’a Dassault. „Liberation” założyli Jean-Paul Sartre i Serge July (eks-maoista), żeby nowa lewica też miała swój dziennik, skoro stara ma „Le Monde”.

Francuskie gazety w wyborach regularnie opowiadają się za tym czy tamtym kandydatem prezydenckim (albo tą czy tamtą partią). Profil polityczny mają też programy radiowe i telewizyjne. Francuskie media są generalnie upolitycznione nie mniej od polskich - może nawet bardziej, bo tam mniej jest Rosiaków, którzy przeciw temu protestują.

BBC kiedyś było bezstronne z oczywistego powodu, ciotka Beeb miała nadany królewskim przywilejem monopol na radio i telewizję. Stąd fenomen „rozgłośni pirackich” i anglojęzycznego radia luksemburg - to była próba monetyzacji reklam radiowych z pominięciem monopolu BBC.

Bezstronność nie oznaczała jednak, jak to sobie wyobraża Rosiak, wymuszonej bezpartyjności jako „fundamentalnego standardu”. George Orwell był działaczem ILP (Independent Labour Party), a przecież współpracował z BBC. Nieco nowszym przykładem jest Sue Townsend, zawsze żarliwie wspierająca opcje lewicowe (zazwyczaj z pozycji „na lewo od Labour”).

Bezstronność oznaczała po prostu, że w BBC wypowiadali się zwolennicy różnych opcji, bo skoro rozgłośnia miała monopol, nie można było powiedzieć „a to sobie załóżcie własną stację”. To uzasadnienie bezstronności zanika z demonopolizacją i postępem technicznym.

Dobrze to widać na przykładzie USA. Tam nigdy nie było monopolu, ale ponieważ eter był ograniczony, w 1949 FCC uzależniało koncesję od tzw. „fairness doctrine”, zobowiązującą do przedstawiania sprawy z różnych punktów widzenia.

Ten wymóg stracił sens razem z telewizją kablową, radiem satelitarnym i cyfryzacją. Stąd w ostatnim ćwierćwieczu wysyp programów jawnie jednostronnych.

Ale nawet w złotych czasach „fairness doctrine” dziennikarze nie byli apolityczni. Przynajmniej nie ci przechodzący do historii.

Case in study: Norman Mailer. Popełnił chyba wszystkie grzechy z listy Rosiaka.

Był zarejestrowanym Demokratą. Uczestniczył w prawyborach, uczestniczył w kampaniach poszczególnych kandydatów. Uczestniczył w demonstracjach ulicznych, aresztowano go za protesty przeciwko wojnie w Wietnamie.

A tak poza tym pisał relacje z tych demonstracji i tych prawyborów. Dostawał za to różne nagrody, w tym tę ufundowaną przez Josepha Pulitzera (skądinąd działacza najpierw republikańskiego, potem demokratycznego).

Mógłbym mnożyć przykłady najwybitniejszych postaci z historii dziennikarstwa, które łączyły ten zawód z działalnością partyjną. Mieczysław Niedziałkowski, Jean Jaures, Egon Erwin Kisch...

Cenię sobie cnotę zwięzłości, więc powiem tylko, że gdyby media stosowały się do wykoncypowanych przez Rosiaka „fundamentalnych standardów”, nie byłoby w nich miejsca dla dziennikarzy klasy Orwella czy Mailera. Ostałby się ino Rosiak. 

czwartek, 31 sierpnia 2017, wo

Polecane wpisy

  • Prośba o 1%

    Adam to mój przyjaciel z dzieciństwa. Tak jak ja, należy do pokolenia niepowtarzalnych szans i niewyobrażalnych pokus. Kto z nas naprawdę chciał być bardzo boga

  • Testosteron

    Uwaga: polecanka książkowa. Każdego bywalca tego bloga powinno interesować skrzyżowanie popularyzacji nauki z propagandą lewicowo-liberalnej cywilizacji śmierci

  • Szosa na Zaleszczyki

    Lubię taki smutny szmonces, który już tu być może opowiadałem, że pan Żółtko przychodzi do biura podróży i szuka kraju do emigracji. Sprzedawca pokazuje mu mapę

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/08/31 18:56:56
Rosiak nie jest złym dziennikarzem - jego rzeczy afrykańskie i bliskowschodnie wybijają się ponad polski standard. Jednak oczywiście myli się - zmieniłbym tylko przykłady to wykazujące: nie Mailer i Orwell, ale Anna Politkowska, Hatice Duman i Khadija Ismayilova. Jest w zasadzie nieistotne, czy my - zewnętrzni obserwatorzy - potraktujemy daną konkretną aktywność tych pań (np. zbieranie informacji wśród informatorów w administracji i służbach mundurowych, lub wśród grup uznawanych przez państwo za terrorystów) jako działalność jeszcze dziennikarską czy już polityczną. Istotne jest, że jako polityczna była ona traktowana przez władze, co przyniosło znane konsekwencje. Kazus Piątka pokazuje, że wchodzimy (znowu) w ten sam krąg cywilizacyjny. W kręgu tym uprawianie rzetelnego dziennikarstwa krajowego jest z definicji działalnością polityczną, "niepolitycznie" można do pewnego stopnia uprawiać dziennikarstwo obyczajowe i interwencyjne (przemycając komentarz na zasadzie pars pro toto), albo pisać eskapistyczne reportaże z odpowiednio egzotycznej zagranicy.
-
wo
2017/08/31 19:19:00
@awal
" jego rzeczy afrykańskie i bliskowschodnie wybijają się ponad polski standard."

Że zacytuję Lema, "ustawić go na tle garbatego i wołać, że to Apollo".

"zmieniłbym tylko przykłady to wykazujące: nie Mailer i Orwell, ale Anna Politkowska, Hatice Duman i Khadija Ismayilova."

Bo nie czytałeś jego tekstu - albo mojej blogonotki. Rosiak odwołuje się tam do urojonych wzorców brytyjskich, amerykańskich i francuskich (te francuskie są najdziwniejsze). Co do Twoich, odpowiedziałby zapewne, że jemu chodzi o dziennkarza w kraju demokratycznym, więc Twoje przykłady są nie na temat.
-
2017/08/31 21:30:58
Ciekawe jakby wypadli w jego ocenie Woodward z Bernsteinem. Pewnie jako lewaccy terroryści.

Nie znam mediów francuskich, bo nie znam języka, brytyjskie kojarzą mi się wyłącznie z tabloidami prowadzonymi na sznurku przez ruskie pieniądze, ale co niewątpliwie różni media polskie od amerykańskich (tych starych przynajmniej, jak WP czy NYT) to znacznie większe staranie o czytelną separację informacji od opinii. WP czytam prawie codziennie i naprawdę widać u nich dużą dbałość by w artukułach newsowych żadnych opinii nie zawierać. U nas ten podział w zasadzie kompletnie zanikł, inna sprawa że artykuły newsowe są u nas w zaniku bardziej niż u nich. Ale ta bezstronność w informowaniu nie zmienia faktu że w opiniach, których w gazecie jest znacznie więcej, jadą non stop po administracji Trumpa jak po łysej kobyle nie szczypiąc się w ogóle - przeważnie używając mocniejszego języka niż nasza niesłychanie udana opozycja, a już na pewno dużo mocniejszego niż jakiekolwiek polskie opozycyjne media. Dla Rosiaka byliby więc zapewne również lewackimi terrorystami, tak jak ich poprzednicy sprzed 40 lat.
-
2017/09/01 10:50:28
@WO
"Co do Twoich, odpowiedziałby zapewne, że jemu chodzi o dziennkarza w kraju demokratycznym, więc Twoje przykłady są nie na temat."

Odpowiedziałbym mu, że są na temat skoro on dziennikarzy w Polsce przestrzega przed "wiecowaniem" (aktywnością polityczną), a Polska zmierza obecnie ku Turcji a nie Francji.

@embercadero
"WP czytam prawie codziennie"

Rynek moim zdaniem z wolna dorasta do poważnego pan-europejskiego dziennika, odpowiednika WP i NYT. Idealistycznie można sobie wyobrażać, że on powstanie z oddolnych projektów typu voxeurope.eu, jednak praktycznie to będzie bardziej coś w stylu "Financial Times European Edition" (już istniejącego) lub "Sueddeutsche International" (w powijakach [1]). Na bazie dużej redakcji dysponującej głębokim rynkiem czytelniczym w swoim kraju (czyli nie w Polsce) zostanie stworzony dziennik adresowany do ponad-granicznych europejskich elit opiniotwórczych, być może w kilku wersjach językowych. Można sobie wyobrazić piszących w nim polskich autorów, pytanie tylko czy Polska jako taka będzie objęta "działem krajowym" czy obsługiwana przez korespondentów zagranicznych.

[1] international.sueddeutsche.de/
-
2017/09/01 11:03:57
Przede wszystkim wydaje mi się absurdalną naiwnością nawoływanie do unikania zaangażowania politycznego w sytuacji, kiedy jedna opcja ma absolutnie zależne od siebie partyjne media spijające z dzióbka kasę ze SKOKów i partyjny spin (te wszystkie GPC, wSieci i mutacje) + media publiczne + robi podchody do tego, żeby położyć łapę na mediach w ogóle, wszystkich i wszędzie (bo z tego co rozumiem tak należy rozumieć słynną dekoncentrację i repolonizację). W tej sytuacji przecież aktem politycznym jest już samo wyrażenie opinii innej niż w powyższych, no bo skoro one są organamii Partii, to z definicji niezgadzanie się z nimi to polemika z Partią.

Skoro zwięzłość to oczywiście Hilary Belloc i wierszyk: Pale Ebenezer thought it wrong to fight, but Roaring Bill (who killed him) thought it right. To dokładnie to.
-
2017/09/01 11:20:27
Dla mnie rozmowa o tym, czy jest coś takiego jak obiektywne dziennikarstwo jest jak zastanawianie się, czy jest coś takiego jak gra o sumie niezerowej - czyli stratą czasu.

Zostawmy wszystko niewidzialnej ręce dziennikarskiego rynku (*grabs popcorn*).
-
wo
2017/09/01 11:44:22
@awal
"Rynek moim zdaniem z wolna dorasta do poważnego pan-europejskiego dziennika, odpowiednika WP i NYT"

Nie dorasta. Nie rozumiesz rynku mediów, wyobrażasz go sobie naiwnie od strony czytelnika-nabywcy, któremu się wydaje, że chodzi o jego dwa złote.

Sensem wydawania gazety codziennej jest możliwość sprzedawania powierzchni reklamowej pod rozkładówkę treści, na przykład, "Nowa Mazda tylko za 19.999". Nie ma pan-europejskiego rynku takich reklam, między innymi dlatego, że nowa mazda trafi w różnych datach pod różnymi cenami (to nie jest tylko kwestia jednej waluty!).

Istnieje pan-amerykański (w sensie USA) rynek reklam. Nie istnieje pan-europejski. Z tego samego powodu nie ma pan-europejskiego portalu internetowego, ani czegoś w rodzaju "Onet International Edition".
-
wo
2017/09/01 11:45:54
@caliban
"Przede wszystkim wydaje mi się absurdalną naiwnością nawoływanie do unikania zaangażowania politycznego w sytuacji, kiedy jedna opcja ma absolutnie zależne od siebie partyjne media spijające z dzióbka kasę ze SKOKów i partyjny spin (te wszystkie GPC, wSieci i mutacje) + media publiczne"

I nie zapominajmy, że Rosiak też tam był i z dzióbka pił (współpracuje z Trójką), więc to pełen hipokryzji apel beneficjenta o niekrytykowanie beneficjów.
-
2017/09/01 12:33:01
Przepraszam za oczywistości, ale "bezstronny dziennikarz" to w praktyce równoważnik "dziennikarz, które ma takie poglądy jak ja". Wyśmiewana tu często fraza "zamilczane przez Wyborczą1!!1" przestała być dla mnie śmieszna, gdy zacząłem się bawić we współtworzenie najpiękniejszej partii w Polsce.
-
wo
2017/09/01 12:57:37
@wraithofux
"Wyśmiewana tu często fraza "zamilczane przez Wyborczą1!!1" przestała być dla mnie śmieszna, gdy zacząłem się bawić we współtworzenie najpiękniejszej partii w Polsce."

Jeśli chodzi o Razem, to masz częstą (także na zachodzie) sytuację, w której poglądy podwładnych się rozmiają z poglądami przełożonych. Sondaż przeprowadzany wśród szeregowych dziennikarzy dałby prawdopodobnie dwucyfrowy wynik Razem, a sondaż przeprowadzony w gremiach kierowniczych dałby prawdopodobnie duopol PO/Nowoczesna (tak to sobie szacuję z anegdotycznych rozmów o polityce). Więc od czasu do czasu z czymś prorazemowym się przebijesz, ale to będzie właśnie dosłownie przebijanie, głową przez mur, z mnóstwem przeszkód. A tekst ortodoksyjnie korwinobalcerystyczny pójdzie od razu.
-
2017/09/01 13:46:29
@wo
Si, ten dualizm eeee... klasowy/ejdżowy skumałem jakiś czas temu. Tak czy inaczej aftermath jest jaki jest.
-
2017/09/01 13:52:25
@wo
"Jeśli chodzi o Razem, to masz częstą (także na zachodzie) sytuację, w której poglądy podwładnych się rozmijają z poglądami przełożonych."

Dodam skromnie, że na zachodzie ta sytuacja jest doskonale "przerobiona" w literaturze. Pisał o tym chociażby Hanspeter Kriesi czy Herbert Kitschelt, nawet jeśli ten ostatni zwłaszcza rysuje tu raczej podział na prawicowo-autorytarnych (wyższe kierownictwo itd. stąd popierają konkurencję, wolny rynek i autorytarne zarządzanie wspólnotą) i lewicowo-libertariańskich (pracownicy o eksperckim przygotowaniu, średni i niższy szczebel w hierarchii organizacji) i nad mglistością czy zasadnością tego drugiego przymiotnika można się rozwodzić (mam na myśli tu literaturę najwyżej z końca lat 90., więc domyślam się, że obecnie są ciekawsze analizy). W Polsce może to też wyglądać odrobinę inaczej, ze względu na długie hołdowanie neolibowi, ale odmienny system wartości musi się też i u nas rysować, bo w czasach dominacji modelu tzw. partii wyborczej tak się po prostu dzieje. Dlatego przyszłość tego naszego "dwupartyjnego" jest taka zastanawiająca.
-
wo
2017/09/01 14:04:19
@martin
"Dodam skromnie, że na zachodzie ta sytuacja jest doskonale "przerobiona" w literaturze"

No ba! Sam kiedyś napisałem aluzyjny tekst, niby o Francji, a jednak o Polsce. Był to rok 2004, sam się wtedy zaliczałem do "sfrustrowanych trzydziestolatków".

Najgorętsza debata trwa jednak we Francji, gdzie być może te podziały pokoleniowe są najsilniejsze. Niedawno pojawiła się w niej strona dotąd nieobecna - czyli pokolenie mniej więcej 30-latków, a więc dzieci pokolenia '68. Ich głosem stał się cyberkulturalny miesięcznik "Technikart", mniej więcej od roku 2000 regularnie publikujący paszkwile wymierzone w "nos chers parents soixante-huitards", czyli "naszych drogich rodziców '68".

Pismo to dokonało odwrócenia ról w dyskusji o pokoleniu 1968 r. O ile dotąd potępiano je za uleganie lewackim ideologiom, zaś chwalono za przyniesienie wolności obyczajowych na Zachodzie, trzydziestolatkowie przypięli swoim rodzicom łatkę "les nouveaux réacs", czyli "nowi reakcjoniści". W zatytułowanym tak edytorialu Patrick Williams zauważył, że niezależnie od tradycyjnego podziału lewica-prawica cała francuska prasa jest w rękach jednej grupy pokoleniowej doszukującej się "faszyzmu" wszędzie tam, gdzie ktoś nie posługuje się ich schematami myślowymi (na przykład w filmie "Podziemny krąg" Davida Finchera, 1999 r.). Generacyjne interesy sprawiają też, że cała prasa - kierowana przez "soixante-huitards" - chóralnie potępia antyglobalistów i ich przywódcę José Bovégo oraz zwalcza tzw. podatek Tobina (postulowany od 1978 roku podatek od transferów kapitałowych, w teorii mający zapobiegać spekulacjom walutowym).


wyborcza.pl/1,75410,1878809.html
-
2017/09/01 18:19:39
@WO

"Nie dorasta. Nie rozumiesz rynku mediów, wyobrażasz go sobie naiwnie od strony czytelnika-nabywcy, któremu się wydaje, że chodzi o jego dwa złote."

"Nie ma pan-europejskiego rynku takich reklam, między innymi dlatego, że nowa mazda trafi w różnych datach pod różnymi cenami (to nie jest tylko kwestia jednej waluty!)."

Jak na coś czego nie ma, Financial Times Europe radzi sobie nieźle: dziennie ok. 60 tys. papierowych egzemplarzy, czyli tyle co wydanie brytyjskie. A jako epaper ma subskrybentów liczonych w setkach tysięcy [1]. Jak każda gazeta kierowana do klasy profesjonalnej i menadżmentu, żyje przede wszystkim z tych subskrypcji, w drugiej mierze z zakupów pakietowych wydania drukowanego przez hotele, linie lotnicze itp., a w trzeciej dopiero z reklam - te ostatnie to nie anonsy rabatów u lokalnego dilera mazdy, ale fotki prestiżowych zegarków i torebek z listą kilku "flagship stores" u dołu. Oraz classifieds typu "Oman Investment Fund seeks Chief Risk Officer".

Nie wyobrażajmy sobie rynku mediów naiwnie od strony dziennika z segmentu "general readership" w kraju z niskim czytelnictwem, są inne kraje i segmenty. Oczywiście, naprawdę pan-europejski dziennik będzie musiał mieć bazę czytelniczą szerszą niż FT co nastąpi wtedy, gdy będzie obsługiwać kontynent, w którym związki transgraniczne są wielopoziomową codziennością. Polska nie znajduje się jeszcze na takim kontynencie, ale Niemcy już tak. Tu jeden artykuł z międzynarodowej strony SZ pokazujący, co mam na myśli: francuska członkini rady niemieckiej fundacji muzealnej kierowanej przez brytyjskiego historyka opisuje dlaczego rezygnuje z członkostwa w niej, powołując się na globalne trendy [2]. To się dzieje 70 km od granicy z Polską, niestety równie dobrze mogłoby być 700 km.

[1] www.pressgazette.co.uk/ft-reports-650000-digital-subscribers-with-boosts-around-last-years-brexit-vote-and-us-election/

[2] international.sueddeutsche.de/post/163488798410/the-humboldt-forum-is-like-chernobyl
-
wo
2017/09/01 20:04:20
@awal
"Nie wyobrażajmy sobie rynku mediów naiwnie od strony dziennika z segmentu "general readership""

Ach, jeśli nie "general", tylko superspecjalistyczne, to bardzo możliwe, że jest też rynek na "Europejski Serwis Hodowców Koni". Ale pisałeś, cytuję, " poważnego pan-europejskiego dziennika". Poważny dziennik z definicji aspiruje do general readership.
-
2017/09/01 21:14:18
@WO

FT jest poważny, a jeżeli przy 600 tys. globalnych subskrybentów jest superspecjalistycznym serwisem hodowców koni to Twoja gazeta jest hiperspecjalistycznym fanzinem miłośników kuca szetlandzkiego.

Mówiąc serio można FT oskarżać, że jest klasowo ograniczony do międzynarodowej klasy profesjonalno-menedżerskiej (i jej otoczenia: aspirujących studentów, partnerów życiowych - dodatki "House & Home", "How to Spend It"). To miałem na myśli pisząc, że prawdziwy pan-europejski dziennik będzie miał szerszą bazę czytelniczą. Nie tak znowu bardzo szerszą jednak: dojdzie pewna część klasy średniej, bardziej lokalnej pod względem stylu życia, lecz zadomowionej w "Europie" jako kontekście intelektualnym. To zresztą nic nowego: przed epoką państw narodowych, takim kontekstem dla pan-europejskich elit było chrześcijaństwo i w mniejszym stopniu mitologia grecko-rzymska. A wcześniej tak widziała się elita państwa rzymskiego, świat pojęć której rozpięty był między imperialną ideologią a tożsamościami lokalnymi.
-
wo
2017/09/01 22:19:11
@awal
"FT jest poważny"

Ale niszowo-specjalistyczny - i do swoich międzynarodowych edycji prawdopoobnie dopłacający dla prestiżu.

"Twoja gazeta jest hiperspecjalistycznym fanzinem miłośników kuca szetlandzkiego."

Nie mam żadnej swojej w sensie "należącej do mnie". Jeśli Ci chodzi o "zatrudniającą mnie", to od lat jej model biznesowy jest dla mnie zagadką. Podejrzewam, że do niej też dla prestiżu się dopłaca ze sprzedaży popcornu w kinach.

" To miałem na myśli pisząc, że prawdziwy pan-europejski dziennik będzie miał szerszą bazę czytelniczą"

Rozważmy przypadek idealnie sferycznej krowy...
-
2017/09/05 07:15:31
@WO

"Ale niszowo-specjalistyczny - i do swoich międzynarodowych edycji prawdopoobnie dopłacający dla prestiżu."

Główny grzbiet FT Europe prezentuje taką samą tematykę jak Rzeczpospolita czy FAZ polityka, gospodarka, kultura (nie ma sportu) - jednak bez narodowej perspektywy (więcej o tym poniżej). Specjalistyczno-niszowe są dodatki takie jak "Companies and Markets"

"Nie mam żadnej swojej w sensie "należącej do mnie". Jeśli Ci chodzi o "zatrudniającą mnie", to od lat jej model biznesowy jest dla mnie zagadką. Podejrzewam, że do niej też dla prestiżu się dopłaca ze sprzedaży popcornu w kinach."

Nikkei, która jest właścicielem FT ogłasza, że 60% zysków ma z gazety a pozostałe ze sprzedaży zamówionych analiz, organizacji szkoleń i eventów [1]. To jest model, który sprawdza się również u nas ("Polityka Insight"). Nie sądzę, żeby dopłacali do wydań pozabrytyjskich (które są razem - Europa, US, Bliski Wschód - dwa razy większe niż wydanie brytyjskie). Przypominam bowiem, że przeważającą większość egzemplarzy sprzedają jako epapery w subskrypcji (która w standardowym pakiecie obejmuje wszystkie cztery wydania regionalne) a w dystrybucji papierowej przeważają pakietowe zamówienia hoteli, linii lotniczych itp. Gazeta w kiosku to mniejszość przy czym są to kioski obsługujące wybrane dzielnice biznesowe i bogate dzielnice rezydencyjne dużych miast. Zatem koszty logistyki związanej z dystrybucją lokalnego wydania są ograniczone do minimum. Oczywiście wydanie takie wymaga lokalnych korespondentów, delegacji itd. - ale w tym zakresie pojawiają się synergie w ramach grupy. Teksty produkowane jako jedynki w Europie mogą po skróceniu iść w dziele "World" w Dubaju.

"Rozważmy przypadek idealnie sferycznej krowy..."

"FT Europe" istnieje, ma nakłady porównywalne z innymi dziennikami. A różni się od nich brakiem narodowego spojrzenia na świat. Pisze o politycznych i gospodarczych wydarzeniach w Europie traktując kontynent jako jeden obszar, w którym czytelnikowi nie oferuje się domyślnego "my" zdefiniowanego narodowo (my Niemcy, my Francuzi) a raczej klasowo i ponadnarodowo (my europejskie elity biznesowe). Oczywiście to nie będzie Twoja gazeta, ale jeżeli np. SZ pójdzie tą drogą wtedy pojawi się lewicujący konkurent.

Dodajmy dla pełni obrazu, że ta część zachodniej elity biznesowej, która preferuje narodowe spojrzenie, ma nadal do dyspozycji dzienniki o takim profilu. Jednym z nich był niemieckojęzyczny "Financial Times Deutschland", mający z FT wspólną tylko nazwę, ukazujący się w latach 2000-2012 jako jeden z tytułów G+J/Bertelsmanna. Zakończenie bytu tej gazety, podczas gdy anglojęzyczny FT Europe notuje w Niemczech wzrosty, obrazuje trend. Świadome tego redakcje stopniowo starają się łączyć spojrzenie narodowe z ponadnarodowym - jest w tym sporo ekwilibrystyki np. na jedynkę w wydaniu kompaktowym (dla młodszego czytelnika) idzie materiał bardziej globalny niż na jedynkę wydania w tradycyjnym formacie.

[1] aboutus.ft.com/en-gb/announcements/financial-times-2016-annual-results/
-
wo
2017/09/05 15:06:43
@awal
"Główny grzbiet FT Europe prezentuje taką samą tematykę jak Rzeczpospolita czy FAZ polityka, gospodarka, kultura (nie ma sportu) - jednak bez narodowej perspektywy (więcej o tym poniżej). "

Ale nie dla niego go kupują. FT to gazeta biznesowa, nie kupują jej dla głównego grzbietu. Istotą medialnego biznesu jest dopłacanie z bardziej opłacalnych materiałów do mniej opłacalnych z powodów najróżniejszych (zazwyczaj prestiżowych) - przeważnie sport utrzymuje kulturę, na przykład.

"To jest model, który sprawdza się również u nas ("Polityka Insight")"

Nie wiemy, czy się sprawdza - nie publikują danych.

""FT Europe" istnieje, ma nakłady porównywalne z innymi dziennikami."

Bo biznesmeni będą prenumerować biznesową gazetę. To ciągle nie jest to, o czym marzysz (" odpowiednika WP i NYT").
-
2017/09/05 19:24:54
@WO

"Ale nie dla niego go kupują. FT to gazeta biznesowa, nie kupują jej dla głównego grzbietu."

Oczywiście, że dla niego kupują. Kto chce gazety skupionej na koniunkturze i kursach ma do dyspozycji np. Boersen-Zeitung czy inny Puls Biznesu. Jesteś niestety daleki od precyzji określając FT jako gazetę dla "biznesmenów" - jej target to profesjonaliści i decydenci niekoniecznie pracujący w biznesie - lecz np. w administracji czy w otoczeniu polityki. Obstawiałbym, że np. w miastach, gdzie są instytucje unijne, to one przynoszą największą grupę czytelników. Ich - podobnie zresztą jak licznych "biznesmenów" (profesjonalistów zatrudnionych przez korporacje) - nie interesują dzisiejsze notowania niklu, lecz wyjaśniające świat narracje zawarte w korespondencjach, analizach przeglądowych ("Big Read") czy komentarzach uznanych felietonistów FT, takich jak Matin Wolf. Równie istotne są kolumny gościnne, które stanowią forum quasi-oficjalnych wypowiedzi decydentów, w polskim wypadku niestety ostatnio dość kuriozalnych [1]

WO, rozumiem że dojmującym przekonaniem, jakim się z nami dzielisz jest: pracuję w gazetce reklamowej Agory, w której odpowiadam za "wkładkę redakcyjną". Pomimo przesady takiego stawiania sprawy, jestem w stanie się zgodzić. W Polsce brak wystarczająco licznego czytelnika, który finansowałby jakościową prasę jako element tożsamości klasowej - przez abonament [1]. Stąd konieczność dopłacania do gazet z innej działalności koncernu medialnego i dominująca rola reklamodawców. Jednakże na zachodnim rynku prasowym, jak pokazuję powyżej na konkretnym przykładzie, gazeta precyzyjnie zaprojektowana jako wehikuł dostosowany do lokalnych reklamodawców (FT Deutschland) przegrywa z tą niedostosowaną, za to oferującą spójną ponadnarodową perspektywę klasową (FT Europe). Jeżeli Polska pozostanie w zachodnim kręgu cywilizacyjnym, to obejmą nas podobne trendy (nasza elita dopisze się do czytelników takiej pan-europejskiej prasy, tak jak dziś dopisuje się do widzów amerykańskich seriali), jeżeli zaś przesuniemy się cywilizacyjnie na wschód wtedy będziemy mieć jedną Niezawisimają Gazietę oraz zestaw "zrepolonizownych" tytułów rządowych z dodatkami IPN z okazji każdej rocznicy Narodowej Tragedii Smoleńskiej.

"To ciągle nie jest to, o czym marzysz"

Nie tyle marzę, co obserwuję i dostosowuję swoje oceny. Jeszcze niedawno (październik 2015) na Twoim blogu odpowiadałem koledze jakub_jot, że tworzenie wspólnej elity europejskiej to pieśń odległej przyszłości. Teraz wydaje mi się, że jednak nie tak odległej. Będąc niedawno w Irlandii, zauważyłem że o sprawach europejskich dyskutuje się tam w parlamencie i publicystyce w ten sposób jakby to były sprawy krajowe - traktując np. unijnego głównego negocjatora ds. Brexitu jako de facto krajowego polityka. Być może jesteśmy blisko momentu analogicznego do tego, kiedy Amerykanie po wojnie secesyjnej zaczęli o swoim kraju mówić "United States is" zamiast "United States are".

[1] www.ft.com/content/37144902-448c-11e7-8d27-59b4dd6296b8

[2] O tym poniekąd pisał już Barańczak: "Podnosząc z progu niedzielną gazetę" bc.dominikanie.pl/dlibra/plain-content?id=670
-
wo
2017/09/06 09:26:01
@awal
"esteś niestety daleki od precyzji określając FT jako gazetę dla "biznesmenów" - jej target to profesjonaliści i decydenci niekoniecznie pracujący w biznesie"

No dobrze, a więc nie tylko biznesmenów, ale także decydentów. Takich ludzi w społeczeństwie klasowym jest niewielu (z definicji). W życiu nie kupię prenumeraty FT, bo ani nie mam pakietu kontrolnego w funduszu inwestycyjnym, ani nie zarządzam instytucją.

"czy komentarzach uznanych felietonistów FT, takich jak Matin Wolf"

Nikt nie kupuje gazety dla komentarzy uznanych felietonistów.

"Pomimo przesady takiego stawiania sprawy, jestem w stanie się zgodzić."

Po prostu tak działają gazety, które sam opisałeś jako przykład - "odpowiednika WP i NYT").

"W Polsce brak wystarczająco licznego czytelnika, który finansowałby jakościową prasę jako element tożsamości klasowej -"

Wszędzie brak wystarczająco licznego czytelnika, który miałby tożsamość klasową wyższej klasy średniej. Z definicji takich jest niewielu. New York Times NIE JEST dla wyższej klasy średniej, jest także np. dla nauczyciela (FT już nie).

"prasowym, jak pokazuję powyżej na konkretnym przykładzie, "

Na jednym. Gdyby Twoja teza brzmiała "może istnieć financial times" - oczywiście bym się zgodził. Jasne, że jest potrzeba abonamentowej gazety dla biznesmenów i decydentów - i może sie obejść bez reklamy. Głupotą było tylko Twoje fantazjowanie na temat [europejskiego "odpowiednika WP i NYT".

Wyleci Twój następny komentarz, w którym dalej będziesz się upierał, że możliwy jest europejski odpowiednik WP i NYT. Bo że może istnieć FT - temu nikt nie przeczy.

"(nasza elita dopisze się do czytelników takiej pan-europejskiej prasy, tak jak dziś dopisuje się do widzów amerykańskich seriali),"

Seriale nie są dla elit. Tobie sie notorycznie zajączkuje elita w sensie "czytelnika FT" (prezesa korporacji, dyrektora urzędu) z klasą średnią w sensie "czytelnika NYT". Elity z definicji są nieliczne, a seriale z definicji są dla masowego odbiorcy. Nigdy w Polsce nie będzie masowych elit, bo elity w ogóle nie są masowe.

Gazeta w sensie "odpowiednik NYT czy WP" jest skazana na życie z reklam. W Ameryce jest rynek ogólnoamerykańskich reklam - w Europie nie ma rynku ogólnoeuropejskich reklam. To jest niestety takie proste.
-
2017/09/06 10:58:16
@WO

"W życiu nie kupię prenumeraty FT"

Nie oczekuję, że będziesz kupował FT (choć kilka numerów mógłbyś przejrzeć, aby mieć orientację co do treści, zwłaszcza dodatek "Books and Arts" mógłby Cię zainteresować). Natomiast ewentualne europejskie wydanie Sueddeutsche, względnie ich magazynu-tygodnika - czemu byś nie miał zostać jego czytelnikiem, na takiej zasadzie jak zakładam - czytasz NYT czy Atlantic Review? Czy takie europejskie SZ kiedyś powstanie nie wiem (nie upieram się!), widzę jednak z ich strony przygotowania i badanie gruntu, pewnie też w oparciu o obserwację FT. Tak jak FT był pionierem w digitalizacji i monetyzacji wydań cyfrowych (pierwsi wprowadzili "metered access"), tak mogą być też pierwszym tytułem trendu pan-europejskiego, za którą może pójdą gazety o innym profilu czytelniczym i światopoglądowym. Ty twierdzisz, że nie pójdą bo (a) za mało będzie abonentów i (b) nie ma pan-europejskiego rynku reklamowego. Odnoszę się do tego poniżej.

(a) abonament

"Jasne, że jest potrzeba abonamentowej gazety dla biznesmenów i decydentów - i może sie obejść bez reklamy. Głupotą było tylko Twoje fantazjowanie na temat [europejskiego "odpowiednika WP i NYT"

"Wszędzie brak wystarczająco licznego czytelnika, który miałby tożsamość klasową wyższej klasy średniej. Z definicji takich jest niewielu. New York Times NIE JEST dla wyższej klasy średniej, jest także np. dla nauczyciela (FT już nie)."

Zgadzam się z Tobą, że NYT ma szerszą bazę czytelniczą niż FT obejmującą też np. nauczycieli. Ścisłym amerykańskim odpowiednikiem FT jest "The Wall Street Journal". Dlatego pisałem, że ewentualna pan-europejska gazeta o znaczeniu ponadklasowym będzie musiała być atrakcyjna dla tych segmentów klasy średniej, które uznają "Europę" za jeden z głównych punktów odniesienia. Przy czym mogą to być zarówno segmenty konserwatywne jak i lewicowe, obsługiwane przez różne tytuły. Czy abonament jest sposobem na finansowanie takich tytułów? Obecnie zarówno FAZ jak i SZ czy NZZ (Szwajcaria) - wszystko pisma klasy średniej - mają duże pule abonentów (ponad 70% nakładu), i nie żyją z reklam w sposób jaki opisujesz, czyli poprzez dostosowanie polityki wydawniczej do potrzeb reklamodawców i domów mediowych. To widać na pierwszy rzut oka po liczbie i stylu reklam w tych pismach, które przypominają bardziej te z FT (nieliczne prestiżowe wielkie formaty) niż te z Wyborczej (upchane w tekście anonsy o wyprzedażach). Owszem, rynek niemieckojęzyczny jest wyjątkowo głęboki. Na innych rynkach bywa dużo gorzej. Przykładowo największe gazety w Grecji to w większości słabo redagowane pisemka, zależne nawet nie tyle od reklamodawców, co po prostu od oligarchów biznesowych. Odpowiednikiem tamtejszej liberalno-lewicowej "Ta Nea" jest nie tyle "Wyborcza", co raczej "Angora". Ale właśnie dlatego pismo pan-europejskie może być kiedyś atrakcyjną ofertą również dla liberalnego segmentu klasy średniej w takiej Grecji, dając alternatywę dla prasy przy-oligarchicznej. Owszem, będzie tu zapewne element subsydiowania nielicznego czytelnika-abonenta greckiego przez licznego niemieckiego.

(b) reklama

"Gazeta w sensie "odpowiednik NYT czy WP" jest skazana na życie z reklam. W Ameryce jest rynek ogólnoamerykańskich reklam - w Europie nie ma rynku ogólnoeuropejskich reklam. To jest niestety takie proste."

Jak nadmieniam w punkcie (a), moim zdaniem są tu różnice między USA i Europą: ze względu na szerszą bazę abonamentową, europejska gazeta klasy średniej w rodzaju FAZ czy SZ jest mniej skazana na życie z reklam niż jej amerykańskie odpowiedniki. Jednak oczywiście rynku reklam wciąż potrzebuje. Czy ten rynek w dobie dystrybucji przez epaper nie może sobie poradzić z lokalną dywersyfikacją na ile będzie ona potrzebna? Zadanie dla domów mediowych, moim zdaniem wykonalne. Notabene NYT też jakoś sobie radzi z dywersyfikacją rynków reklamowych - czytani są przecież nie tylko w USA, jednym z ich najszybciej rosnących rynków czytelniczych są Chiny (mainland i offshore).
-
2017/09/06 11:00:40
Ponadto:

"Nikt nie kupuje gazety dla komentarzy uznanych felietonistów.

W Polsce nie, bo felietony pisze się u nas przeważnie byle jak o byle czym. Martin Wolf daje w tej formule zwięzłe uporządkowane traktaty o zjawiskach gospodarczych i polityce regulacyjnej, wielu zaczyna od nich lekturę.

"Seriale nie są dla elit."

Serial produkowany w Ameryce dla szerokiego choć niekoniecznie masowego odbiorcy u nas bywa serialem dla elit. Podobnie ewentualna europejska gazeta kierowana do szerokiego segmentu klasy średniej w Niemczech będzie u nas lekturą elity intelektualnej (też rekrutowanej spośród klasy średniej) - mniej więcej tych samych ludzi, którzy dziś mają po co zaglądać na NYT.

Tobie sie notorycznie zajączkuje elita w sensie "czytelnika FT" (prezesa korporacji, dyrektora urzędu) z klasą średnią w sensie "czytelnika NYT"

Naprawdę nie ma 600 tys. dyrektorów i naprawdę porady z działu FT "Work and Career" (o przeżyciu w office cubicles) ich nie interesują. Czytelników FT najlepiej wyobraź sobie jako tych ambitniejszych spośród pracowników pan-europejskiego Mordoru - część, nie zbyt duża, kiedyś zostanie dyrektorami, wielu wcale nie. Pisma kierowane ściśle do dyrektorów istnieją, lecz są koszmarnie infantylne: składają się głównie z foto-relacji z różnych gal biznesu oraz opisów luksusowych hoteli.

Z mojej strony nie mam już nic do dodania, dziękuję i kłaniam się nisko.
-
wo
2017/09/06 12:36:25
@awal
"Natomiast ewentualne europejskie wydanie Sueddeutsche, względnie ich magazynu-tygodnika - czemu byś nie miał zostać jego czytelnikiem, na takiej zasadzie jak zakładam - czytasz NYT czy Atlantic Review?"

To już chętnie! Ale tego właśnie nie będzie, a to z powodu braku zapotrzebowania na medium dostarczającego tę samą reklamę mnie i jakiemuś kolesiowi z Monachium.

"Dlatego pisałem, że ewentualna pan-europejska gazeta o znaczeniu ponadklasowym będzie musiała być atrakcyjna dla tych segmentów klasy średniej, które uznają "Europę" za jeden z głównych punktów odniesienia"

Z tym się w pełni zgadzam. I tutaj właśnie nie wierzę w model biznesowy. Nie uda się ani prenumerata, ani reklama.

"Owszem, rynek niemieckojęzyczny jest wyjątkowo głęboki."

No więc właśnie. Wiele niemieckich zjawisk medialnych jest nie do odtworzenia w Polsce, z braku modelu biznesowego ("Die Zeit"! Wyobrażasz pan to sobie w Polsce?).

"Serial produkowany w Ameryce dla szerokiego choć niekoniecznie masowego odbiorcy u nas bywa serialem dla elit. "

Żonglujesz różnymi znaczeniami słowa "elita". Koleś taki jak ja nie jest "elitą", na pewno nie w sensie "odbiorców FT". Co innego seriale oglądać, co innego być decydentem.

"Zadanie dla domów mediowych, moim zdaniem wykonalne."

Solution in need of a problem. Czemu w ogóle mają je wykonywać, skoro obecny model im wystarcza?

"Notabene NYT też jakoś sobie radzi z dywersyfikacją rynków reklamowych - czytani są przecież nie tylko w USA,"

Moje off-the-cuff przypuszczenie: czytelników spoza USA trzymają dla prestiżu, ale to nie oni są ich core businessem. Z samych zagranicznych by się na pewno nie utrzymali.

"Martin Wolf daje w tej formule zwięzłe uporządkowane traktaty o zjawiskach gospodarczych i polityce regulacyjnej, wielu zaczyna od nich lekturę"

Co innego "zaczynać od", co innego "kupować dla".

"Naprawdę nie ma 600 tys. dyrektorów"

W skali Europy bym szacował nawet większą populację "wyższej klasy średniej" (czyli "kolesi szczebel nade mną" - biznesmenów, dyrektorów itd.). Do nich jest FT.
-
2017/09/06 19:50:36
@FT

A to nie jest czasem tak, że takie FT mogło zaistnieć przede wszystkim z uwagi na swój profil?

Osoby mające styczność ze światem biznesu czy finansjery zazwyczaj są wrzucone (choćby i intelektualnie) między globalne tryby niejako z rozpędu, bo okolice kapitalizmu są z definicji globalne. A zatem typowy czytelnik FT nie będzie jego czytelnikiem dlatego, że bardzo lubi czytać FT, tylko dlatego, że FT jest medium reprezentatywnym dla jego naturalnego otoczenia.

Myślę, że to jest jednak rynek zupełnie innego typu niż popularna prasówka dla inteligencji i klasy średniej (których członkowie nie są defaultowo "obywatelami świata") i nie można ot tak sobie przeszczepić strategii z jednego na drugi.
-
wo
2017/09/06 23:21:50
@rozowyguzik
"Myślę, że to jest jednak rynek zupełnie innego typu niż popularna prasówka dla inteligencji i klasy średniej (których członkowie nie są defaultowo "obywatelami świata") i nie można ot tak sobie przeszczepić strategii z jednego na drugi"

A niestety media dla takiej zwyczajnej klasy średniej są uzależnione od reklam. Mi też się to nie podoba, czasami się zastanawiam, czy jakieś ustawowe ograniczenia tego uzależnienia nie byłyby fajnym rozwiązaniem - ale póki tak jest, nie wierzę w uruchamianie projektów medialnych ignorujących potrzeby rynkowe. Dopóki nie ma rynku na ogólnoeuropejskie reklamy, nie będzie ogólnoeuropejskich mediów dla klasy sredniej (najwyżej dla elit).
-
2017/09/13 15:29:00
Od paru miesięcy czytam sobie bloga, to mój pierwszy komentarz, więc miło mi przywitać się z Prowadzącym i Komcionautami. Dzień dobry w te, o dziwo, słoneczne popołudnie.

Zazwyczaj nie mam za wiele do powiedzenia, bo się nie znam, więc tylko biernie chłonę mądrzejszych. Tym razem temat komentarzy to mniej więcej moja broszka. Pracowałem po stronie wydawcy reklamy w dużym polskim piśmie (wydanie internetowe), od paru lat jestem po drugiej stronie - kupuję reklamy w takich mediach.

Przechodząc do meritum. Zgodzę się z Autorem, że szanse na powstanie "nadpaństwowego" NYT w Europie są nikłe. Jestem w sobie nawet wyobrazić globalne/europejskie pismo, które ma swój oddział w każdym państwie drukujący swoją wersję językową, ma dział lokalnej reklamy i tłumaczenia. I dałoby się znaleźć potencjalnych reklamodawców dla takiego tłumaczenia globalnej gazetki.

Problemem jest brak odbiorców treści. Nie wyobrażam sobie dziennika czy tygodnika, którego główną osią będą teksty uniwersalne dla całej Europy (czyt. "nudne"), a opinii o meczu "naszej kochanej" Legii z Astaną czy innym Lechem zabraknie. Kto by czytał felietony jakiegoś nieznanego szerzej dziennikarza z UK na temat sytuacji w parlamencie europejskim mając obok na półce bzdury Lisa na temat Kaczyńskiego i analizy sytuacji w polskiej lidze kopanej. Kto? Klasa wyższa. I dla nich może być FT, może być Puls Biznesu, również wydania elektroniczne. Klasa średnia wybierze naszego Lisa, nie międzynarodowe pisemko.

Nie masz odbiorcy, nie masz reklamodawców, to akurat proste.

Chyba że mówimy o lokalnych wydaniach międzynarodowego dziennika, którego główną częścią będą teksty lokalne, a tylko dodatek będzie europejski. No ale wówczas właściwie nie jest to żadna nowość i żadne umiędzynarodowienie.

PS: Nie wyobrażam sobie żadnego wydawnictwa o powszechnej sprzedaży, które wydawane by było bez tłumaczenia na lokalny język. Może przeszłoby w Skandynawii, na pewno nie w Polsce, Francji i większości innych państw wspólnoty.
-
2017/09/16 23:39:22
"Nikt nie kupuje gazety dla komentarzy uznanych felietonistów"
Ja kupowałem DF dla felietonów WO, no ale przecież w kapitalizmie jestem nikim...
-
wo
2017/09/16 23:46:22
@darek
"no ale przecież w kapitalizmie jestem nikim"

That makes the two of us!