Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Nagrania, lemingi i mohery

Jest taka różnica pokoleniowa między dinozaurami dziennikarstwa jak Jors Truli, a np. młodą ekipą, która wszystkim rządzi w TOK FM. My mówimy na nagrania „taśma”, a oni „puszka”.

Czyli przekładając z języka starców na język młodzieży, nasze „na żywo czy z taśmy”?, to po ichniemu „studio czy puszka?”. Oczywiście, ja tam zostanę przy swoim, cóż bardziej żałosnego niż starszy pan, który mówi po młodzieżowemu.

A więc: moje piąteczkowe audycje przez najbliższy miesiąc jadą z taśmy. Zaczęło się już w poprzedni piątek i tak zostanie do września.

W ramach autopromocji przez miesiąc rozmawiam z różnymi zaproszonymi ekspertami na tematy okołolemowskie. Bardzo różne - będzie m.in. o osobliwości technologicznej, etykosferze, TEOHIPHIP, hipotezie łaciatego wszechświata, rypcinach i chędaczach (pozdro dla kumatych).

A że w sezonie wakacyjnym łapanie ekspertów byłoby trudne, większość tego nagrano w czerwcu. Niektóre rozmowy, powiem nieskromnie, wypadły bardzo ciekawie, więc sam się nie mogę doczekać ich emisji.

Zaczęliśmy od kwestii związanej raczej z życiem, niż z twórczością. Lem pośrednio uwikłany był w konflikt między frakcją puławską a frakcją natolińską w PZPR - bardziej dlatego, że w jednej z nich miał przyjaciół, niż dlatego, że sam komuś tu kibicował.

Zaproszony do studia historyk, dr Adam Leszczyński (przypominam, że on zawsze pracował w dwóch zawodach, dziennikarza i historyka, a teraz ostał mu się ino jeden, przynajmniej w sensie prawa pracy), nakreślił w tej rozmowie profile obu frakcji.

Puławianie byli lepiej wykstałceni, znali języki obce, mieli kontakty na Zachodzie. Marzył im się komunizm bardziej proeuropejski.

Natolińczycy zaś stawiali na swojskość i przasność. Historycznie lata 60. należały do Natolina, ale (niedobitki) Puławian mieli swoje pięć minut za Gierka. I też się zbłaźnili.

Ani jedni, ani drudzy nie byli demokratami (co podkreśla Leszczyński w rozmowie). Obie frakcje obstawały przy czymś, co Lem wiosną 1956 uważał za „nieudany eksperyment”, niemożliwy do uratowania - i kłócił się o to korespondencyjnie z przyjaciółmi-puławianami.

Konflikt „okcydentalizmu” z „przaśnością” przypomina nasz podział na „lemingi” i „mohery”. Leszczyński nie oponował przeciwko temu porównaniu i zauważył, że tropiąc jego korzenie można się cofnąć co najmniej do konfederacji barskiej.

Przyczyną jest (według niego) podwójna peryferyjność polskiej kultury. I dla Wschodu, i dla Zachodu jesteśmy prowincją na rubieży.

Centra decyzyjne są gdzie indziej. Od dobrych 300 lat możemy najwyżej liczyć na statuetkę za najlepszą rolę drugoplanową - pierwszoplanowe są grane w Moskwie, Berlinie, Paryżu czy Brukseli.

Stąd wybór między prozachodnią modernizacją a swojskością-przasnością, która w tym regionie Europy zazwyczaj jest prorosyjska (często wbrew intencjom swojaków-przaśniaków, ale tertium niestety non datur).

Od siebie dodam, że dla naszych praprzodków to była nowa sytuacja. Jeszcze do XVI wieku Polska była w centrum, a to Szwecja i Muscovia były peryferiami. No ale to nigdy nie jest dane na zawsze.

Pozostaje nam więc to, co Krzysztof Varga tak fajnie opisuje u Węgrów. Kompensacyjne rozpamiętywanie czasów, w których to my byliśmy mocarstwem („to my ich uczyliśmy jeść widelcem”, etc.).

Sam jestem lemingiem, ale mam świadomość naszych wad. Nasza prozachodniość jest wtórna i odtwórcza. Chcemy po prostu kopiować zachodnie rozwiązania.

Zgodzę się bez bicia, że tak można podsumować 11 lat mojej blogopublicystyki. I zgodzę się też, że mało to ambitne - ale nie widzę lepszych rozwiązań, bo na pewno nie jest nim dla mnie przaśno-swojskie siedzenie w cieniu rosochatej wierzby w koszuli z samodziału i łapciach z łyka.

Lem nie chciał uczestniczyć w chocholim tańcu puławian i natolińczyków. Ale czy w Polsce kiedykolwiek może być inaczej?

Leszczyński raczej radzi, żebyśmy to polubili. Ameryka Łacińska „od zawsze” jest peryferyjna, a Latynosi zdają się to wręcz na swój sposób lubić.

Może to jedyna nadzieja - zamienić chocholi taniec na bossa novę...

poniedziałek, 07 sierpnia 2017, wo

Polecane wpisy

  • Epigenetyczny patriotyzm

    Moją ostatnią premierową audycją 2016 była ta o nowościach w genetyce . Pożegnałem w niej więc ten rok w takim nastroju, w jakim go żegnam: jedną z ostatnich pi

  • GMO, samo zło

    Wygląda na to, że mój blog przekształci się w platformę promocji mojej audycji radiowej, bo już tylko o tym chce mi się pisać. Przyczyny są banalne, od dłuższeg

  • Miasto jakich tysiące

    Dawno nie było żadnej notki z cyklu „ Piąteczek ”, a coś czuję, że niektórzy PT komcionauci mogą chcieć skomentować audycję z Ikonowiczem. Piosenka,

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/08/07 19:52:19
Korekta obywatelska - dr w mianowniku piszemy bez kropki, tak jak mgr...
-
wo
2017/08/07 20:47:40
Dzięki! Przysięgam, że to relikt po tym, że początkowo nie był w mianowniku, zmieniałem szyk zdania... ale i tak nikt mi teraz nie uwierzy.
-
2017/08/07 21:09:40
A propos autopromocji i Krzysztofa Vargi - Szanowny Gospodarz mógłby się od niego uczyć. Napotkany na Off Festiwalu w 2013 Krzysztof Varga na moje powitanie odpowiedział reklamą swojej (wtedy najnowszej) książki "Trociny", podczas gdy Gospodarz rzucił zwyczajne "dzień dobry".
-
2017/08/07 23:04:42
@WO
"Jeszcze do XVI wieku Polska była w centrum, a to Szwecja i Muscovia były peryferiami. No ale to nigdy nie jest dane na zawsze."

No, niestety, Polska nigdy nie była w ekonomicznym centrum Europy. Stosunek naszego PKB per capita do zachodniego (definiowanego jako EU 15) był w 1500 r. mniej więcej na tym samym poziomie co teraz - wynosił ok. 60% [1]. Był to wówczas wynik osiągnięty szczęśliwym zrządzeniem losu: na skutek naszej izolacji od euroazjatyckich szlaków handlowych i skąpego zaludnienia ziemie polskie ominęła w połowie XIV wieku epidemii dżumy [2], która na zachodzie wytrzebiła ok. połowę populacji, zaburzając rozwój demograficzny i gospodarczy w kolejnych stuleciach.

Co jednak nie znaczy, że byliśmy kiedykolwiek skazani na pozostawanie na głębokich peryferiach. Porównanie z Ameryką Łacińską idzie o krok za daleko. Raczej za Lelewelem [3] i Małowistem [4] należy szukać paraleli między historią Polski i Hiszpanii kraju, którego autorefleksja historyczna w dużej mierze poświęcona jest, podobnie jak u nas, kwestii przełamywania, bądź też tuszowania, własnej (pół)peryferyjności.

Aby nie być tak eurocentrycznym, dorzuciłbym przykład Wietnamu państwa traktowanego przez kolejne dynastie chińskie jako kluczowy składnik ich systemu obszarów podporządkowanych (czy raczej: zdominowanych kulturowo). Przez stulecia zdobywany, wyzwalany i dzielony przez lub przy udziale Chińczyków (XX wiek to tylko ostatni akt tej historii), wytworzył on w opozycji do nich silną kulturę "półperyferii", promieniującą na sąsiadów w Indochinach [5].

"Pozostaje nam więc to, co Krzysztof Varga tak fajnie opisuje u Węgrów. Kompensacyjne rozpamiętywanie czasów, w których to my byliśmy mocarstwem"

Jako "promieniujące półperyferie" Środkowej Europy nie byliśmy realnie mocarstwem (i Węgrzy też nie), nie ma co o tym snuć kompensacyjnych fantazji. Tym bardziej, że przez to umyka nam nasza rzeczywista rola jako kraju transmitującego wartości zachodu na wschód i tworzącego w tych warunkach unikalne kompozyty kulturowe. Uczciwe historie Europy lub chrześcijaństwa uwypuklają ten fakt np. w swojej monumentalnej "A History of Christianity: The First Three Thousand Years" Diarmaid MacCulloch dużo miejsca poświęca polskim doświadczeniom tolerancji religijnej, reformacji szlacheckiej, i tradycji unickiej łączącej w inspirujący sposób zachodnie i wschodnie nurty chrześcijańskiej myśli religijnej.

"przaśno-swojskie siedzenie w cieniu rosochatej wierzby w koszuli z samodziału i łapciach z łyka"

Polska wieś nie była nigdy, wbrew stereotypowi, izolowanym skansenem "swojskości". Tak jak cały kraj była półperyferium Zachodu, a to dzięki zakonom z ich pan-europejskimi sieciami gospodarczymi, zachodnim kolonistom i polskim emigrantom zarobkowym, transferom techniki rolniczej, szlakom handlowym. Tak jest u nas ze wszystkim: "swojskie" tradycje przyniesione, całkiem niedawno, przez Niemców i Żydów, "swojskie" pieśni religijne śpiewane na melodie adaptowane z zachodu (przecież nie kujawiaki) i "swojski" kartofel z - owszem - Ameryki Łacińskiej.

[1] documents.worldbank.org/curated/en/285611468107064618/pdf/WPS6639.pdf

[2] pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Blackdeath2.gif

[3] "Parallle historique entre l'Espagne et la Pologne aux 16e, 17e et 18e sicles", Warszawa 1820, 2 wyd. Paryż 1836

[4] "L'Europe de l'Est et les pays ibériques : analogies et contrastes", [w:] Homenaje ajaime Vicens Vives, Barcelona, 1965, str. 85-93

[5] Dobrą syntezę daje Howard French w "Everything Under the Heavens: How the Past Helps Shape China's Push for Global Power", Nowy Jork, 2017
-
wo
2017/08/07 23:08:33
@awal
"No, niestety, Polska nigdy nie była w ekonomicznym centrum Europy."

W baletowym też nie. Nie wiem, czemu sobie dopisałeś to "ekonomicznym", ale nie odnosisz się do mojej tezy.

"Jako "promieniujące półperyferie" Środkowej Europy nie byliśmy realnie mocarstwem (i Węgrzy też nie), nie ma co o tym snuć kompensacyjnych fantazji."

W czasach, w których Habsburgowie dzielili Europę z Jagiellonami - byliś(my), choć oczywiście śmieszy mnie "my" w tym kontekście.
-
2017/08/08 08:39:18
Słucham audycji przez aplikację w telefonie, w wersji bez piosenki. Mam prośbę o podawanie autora i tytułu. Bez tego komentarze na temat utworu są nieco denerwujące.
-
2017/08/08 10:34:45
@WO

"W baletowym też nie. Nie wiem, czemu sobie dopisałeś to "ekonomicznym", ale nie odnosisz się do mojej tezy."

Z siłą gospodarki powiązany jest wzrost instytucji politycznych i nowych prądów kultury. Przecież w erze nowożytnej centrum kulturowe Zachodu nie dlatego przeniosło się z południa na północ, ze w Italii przestali się rodzić zdolni ludzie, lecz dlatego że wygasły tam źródła wzrostu gospodarczego. Florencki kupiec w swoim pięknym pałacu ozdobionym renesansowymi freskami mógł z politowaniem wspominać wizytę w pochmurnej Brugii, gdzie na placu przed domem familii Van der Beurze w północnej mżawce handlował zbożem. Lecz to jednak właśnie od tego placu (Van der Beurze - bourse - giełda) rozpoczął się pochód zinstytucjonalizowanego kapitalizmu, który pociągnął za sobą też kulturę [1]. Następne jej wielkie dzieła tworzono w Brugii właśnie (Van Eyck), Paryżu, Londynie.

Polska miała szansę dołączyć do tego pochodu jeszcze w XV wieku, gdy rzeczywiście wtapialiśmy się w kulturowe centrum kontynentu: Kopernik pisał " De revolutionibus" a Włodkowic pouczał sobór w Konstancji o wojnie sprawiedliwej. Gdyby, ach, gdyby Jagiełło przegrał lub choć zremisował pod Grunwaldem. Wówczas osłabłby związek Korony z Litwą a zbuntowane niedługo potem miasta pruskie protektora szukałyby nie w królu-nominacie rodzin magnackich, lecz we władcy średniego kraju zdominowanego przez podobną do hanzeatyckiej kulturę miejską. Losy tego kraju byłby burzliwe, lecz jednak bliższe kulturowemu centrum kontynentu. Stało się inaczej, pisanych po polsku dzieł Reja czy Kochanowskiego na zachodzie nie znają, zaś istotny polski cywilizacyjny wkład w historię kontynentu wyraża się raczej w rozszerzaniu granic zachodu na wschód: w Katedrze św. Stanisława w Wilnie i w Zamku Radziwiłłów w Nieświeżu.

"W czasach, w których Habsburgowie dzielili Europę z Jagiellonami..."

Tj. za cenę kosztownych koncesji oddalali przymierze rosyjsko-niemieckie i wiązali kraj w ciąg wojen z Moskwą, których ostateczny wynik już wówczas był przesądzony. Spadkobiercą tej polityki Jagiellonów jest mniej aktualne państwo polskie a bardziej współczesna Ukraina - gospodarczy punkt ciężkości Pierwszej Rzeczypospolitej a obecnie "mocarstwo" podobne typu co ona: drugie najobszerniejsze i ósme najludniejsze państwo kontynentu, jednak słabe wewnętrznie i zależne od ościennych wpływów.

[1] Takie (przez innych kwestionowane) pochodzenie słowa "bourse" podaje kupiec z epoki Lodouico Guicciardini w swoim "Descrittione di m. Lodouico Guicciardini patritio fiorentino, di tutti i Paesi Bassi" - proszę zajrzyjcie tutaj, oto intymny kontakt z historią gospodarczą Europy: archive.org/details/bub_gb_YCfpwApZI2cC
-
2017/08/08 10:47:00
"przaśno-swojskie siedzenie w cieniu rosochatej wierzby w koszuli z samodziału i łapciach z łyka"

Jakoś przypomina mi się pisarz Pilipiuk:
pilipiuk.hostil.pl/pilipiuk2.jpg
i.ytimg.com/vi/n_r1o5F0fEc/hqdefault.jpg
encyklopediafantastyki.pl/images/thumb/3/34/Andrzej_pilipiuk2.jpeg/300px-Andrzej_pilipiuk2.jpeg
-
wo
2017/08/08 12:36:47
@rademaker
"Słucham audycji przez aplikację w telefonie, w wersji bez piosenki."

Przykro mi, jakoś bardziej to traktuję jako dziennikarstwo radiowe, niż aplikacyjne.

@barts
Kapitan O'Czywisty zawsze gotów wszystko wyjaśnić!

@awal
"Z siłą gospodarki powiązany jest wzrost instytucji politycznych i nowych prądów kultury. "

A z wzrostem instytucji i nowych prądów - siła gospodarki. Goes both ways.

"Tj. za cenę kosztownych koncesji oddalali przymierze rosyjsko-niemieckie i wiązali kraj w ciąg wojen z Moskwą, których ostateczny wynik już wówczas był przesądzony"

Czyli od tezy "nigdy nie była centrum" przechodzisz płynnie do "no może i była, ale los był przesądzony" (nigdy nie jest, historią rządzi przypadek w rodzaju "nagłej bezpotomnej śmierci" albo "zaatakował z lewego skrzydła, a powinien był z prawego").
-
2017/08/08 13:38:08
Byłbym za dodefiniowaniem "peryferiów", ale mimo wszystko mam wrażenie, że nawet w XV wieku Polska nimi być nie przestała. Ot, centrum przeżywało w tym czasie swoje zawahania i kryzysy ("czarna śmierć", wojna stuletnia, wojna Dwóch Róż, przeciągająca się niestabilność polityczna w Niemczech). Kiedy Anglia pod Tudorami, Cesarstwo pod Habsburgami i Francja pod Ludwikiem XI z kryzysami się uporały, Polska wróciła na swoje miejsce.

Problem polega na tym, że dla polskiej prawicy rola Polski jako państwa peryferyjnego jest nie do strawienia godnościowo. I stąd to zaczytywanie się we Friedmanie, cytaty z Piłsudskiego jako motto do programu gospodarczego i kult husarzy (którzy byli już jednostkami z głęboko schyłkowego okresu). Stąd też przepisywanie historii I Rzeczypospolitej.
-
wo
2017/08/08 13:42:06
@airborell
"Byłbym za dodefiniowaniem "peryferiów", "

Odwrotność centrum decyzyjnego.

"nawet w XV wieku Polska nimi być nie przestała."

Jednak za Jagiellonów od tego, kogo w jakiejś wojnie poprze Polska, zależało czasem nawet to, czy w ogóle będzie wypowiedziana. Habsburgowie traktują ich jako równych sobie. Dynastie Wazów i Sforzów wchodzą na salony dzięki związkom z Jagiellonami. I to prawda, "uczymy ich jeść widelcem". Oczywiście, z perspektywy czasu wiemy, że ta równość Jagiellonów i Habsburgów była przejciowa, oni byli na fali wznoszącej, my - opadającej. Ale teksty "sprawa już była przesądzona" to naiwny determinizm.
-
2017/08/08 13:56:36
Przepraszam, że nie na temat, ale czytam właśnie najnowszą książkę gospodarza o Lemie i przeczytałem tam fragment który mnie zaintrygował (cytuję z pamięci): "Szlachcic pochwalił sernik (w Krakowie zwany serowcem)".
Ten serowiec mnie zastanawia. Pochodzę z Podhala, 13 lat mieszkałem w Krakowie, mam tam wielu znajomych, rodzinę itp i w życiu nie spotkałem się z tym określeniem. Z postana ten temat zamieszczonego na prywatnej fejsbuczanej grupie zrobiła nam się całkiem niezła dyskusja. Kilka osób spotkało się z nazwą "serowiec" u prababć, jedna osoba kojarzy to jako coś bardzo archaicznego. Stąd moje pytanie, skąd autor wziął tego serowca? Zna to od jakiejś swojej rodziny, znajomych, czy sprzedali mu to Lemowie? Zastanawiamy się w grupce, czy w grę nie wchodzi ta trzecia opcja. Zdarzało się, że kresowiacy przywozili ze sobą słowa, które w ich nowej małej ojczyźnie może i były używane, ale dawno temu.
Wracając do lurkania i czekając na odpowiedź, chciałbym jeszcze dodać, że przez gospodarza muszę teraz wrócić do kilku książek Lema, co z braku czasu jest mi trochę nie w smak.
-
wo
2017/08/08 14:35:16
@rafaelmet
" Zastanawiamy się w grupce, czy w grę nie wchodzi ta trzecia opcja. "

Przecież w książce wyraźnie widać, że to cytat z Lemów, co tu do zastanawiania. Może faktycznie przywieźli z Kresów (ale to jeszcze ciekawsze, bo byli z trochę różnych Kresów).
-
2017/08/08 14:43:04
@WO
"Przecież w książce wyraźnie widać, że to cytat z Lemów".

Małe usprawiedliwienie, ale byłą 6 rano i przed kawą gdy to czytałem. Mea culpa. Dzięki za wyjaśnienie.
-
2017/08/08 15:49:59
@awal
"A z wzrostem instytucji i nowych prądów - siła gospodarki. Goes both ways."

Owszem, XV wiek (panowanie Kazimierza Jagiellończyka) to był okres wzmacniania instytucji, który przekłądał się na wzrost gospodarki. Niestety, związanie kraju z wschodnią tradycją oligarchiczną udaremniło ten trend. XVI wiek to był okres przesilenia - od przywileju mielnickiego w 1501 r., ustanawiającego rządy oligarchiczne (Senatu), przez kontrakcję pod wodzą Jana Łaskiego i ruchu egzekucyjnego, działalność "komisji anty-reprywatyzacyjnej" na sejmie warszawskim w latach 1563-64 itd. aż po upadek ruchu egzekucji praw pod koniec wieku, co było wynikiem przemożnej dysproporcji sił między magnaterią a średnią szlachtą, oraz marginalizacji miast. Gospodarczo XVI stulecie to już był okres regresji a nie "złoty wiek". A kulturowo - cóż, zaczęto pisać po polsku, ale udział Polaków w europejskim obiegu myśli malał.

"Czyli od tezy "nigdy nie była centrum" przechodzisz płynnie do "no może i była, ale los był przesądzony" (nigdy nie jest, historią rządzi przypadek w rodzaju "nagłej bezpotomnej śmierci" albo "zaatakował z lewego skrzydła, a powinien był z prawego")."

Dynastyczno-batalistyczny przypadek mógł kilka razy sprawić że oligarchiczne państwo na naszych ziemiach miałoby wspólnego władcę z Rosją (najbliżej było za Władysława IV), i zatem mówilibyśmy dziś wschodniosłowiańskim dialektem pisanym alfabetem łacińskim. Żaden taki przypadek niestety nie zmieniłby z dnia na dzień struktury gospodarki z latyfundystycznej na proto-kapitalistyczną.

Twoje argumenty przyjmuję jednak z pokorą - niech już będzie, że byliśmy "centrum" bo decydowaliśmy, którą płonącą granicą magnackich marchii się zająć kosztem ustępstw na której innej oraz że historia mogła się jednak wysilić i nam powtórnie pomóc w jakiś szczególnie spektakularny sposób. Przykładowo, Chiny mogły - zamiast wycofywać się z oceanów - przetrwać jako potęga morska kilka dekad po ostatniej wyprawie Zheng He (1433) - to odstraszyłoby Portugalczyków i inne narody od kolonialnej ścieżki rozwoju, a wówczas kapitaliści zamiast zakładać kampanie w Indiach rzuciliby się industrializować polskie latyfundia.
-
2017/08/08 16:27:06
@wo

...Leszczyński raczej radzi, żebyśmy to polubili...

Polubili, ale wcale nie znaczy, że tak musi być zawsze. Mamy szansę być centrum, ale jako składowa większej całości. Innej drogi nie ma. Mrzonki o jakimś trójmorzu to lipa. Może takim Nowym Jorkiem czy Kalifornią, jako część mocarstwa, nigdy nie będziemy, ale takim trochę buraczanym Teksasem? Czemu nie. Nawet barwy mamy podobne.
Ale.
Niedawno w GW był ciekawy artykuł Szczerka. Opisuje nasz wschodni kompleks ubogiego krewnego, co powoduje chęć europeizowania się na skróty. Jak lemingi, ale tak nie da się. Ekstra bryka, fajna chata, sushi na obiad, nie zrobi z nas, jako społeczeństwo, europejczyków. Mohery nie nadążą, a może wcale nie chcą nadążać, i konflikt gotowy. Z drugiej strony, wymagania tej starej Europy, byśmy stali się europejczykami zaraz po podpisaniu traktatu to też lipa. Więcej. Ciągłe napominanie i pouczanie, daje efekt odwrotny. Na skróty niedasię. Trzeba dochodzić pomału.
No tak, ale jak pogodzić dwa plemiona? Tu też mam na podorędziu Szczerka. W innym artykule w GW, po lipcowych protestach, dał garść spostrzeżeń jak to on, z Polski powiatowej. Konkluzja jest mniej więcej taka: jedni i drudzy chcą sprawnego państwa, wrażliwego społecznie, niespecjalnie wtrącającego się, ale jakby co pomagającego.
Hm. Jakaś wspólna platforma jest. Pocieszające, ale nie ma co liczyć, że wszyscy mają to samo na myśli.
No cóż, kompromis ma to do siebie, że wszyscy muszą zrozumieć i trochę odpuścić. Na razie idzie to słabo.
-
2017/08/08 16:46:08
@mw
Okaż linka, może coś wreszcie Szczerkowego przeczytam - chociaż przecież brzmi jak bzdura, przez cały czas od 89 roku nie było jakiegoś szerszego projektu modernizacji kulturowej: ciągle było sypanie kaski księdzom, ks. Oko w Wyborczej, seksiści u władzy itd.
-
2017/08/08 17:05:25
@awal

...historią rządzi przypadek w rodzaju "nagłej bezpotomnej śmierci"...

Kazimierz Wielki.
Za Jasienicą można powiedzieć: gdyby Kazimierz Wielki miał syna w połowie tak sprawnego jak ojciec, bylibyśmy normalnym europejskim krajem. Ba, renta w postaci stosunkowo małych strat po Czarnej Śmierci, mogła kraj wybić na pragmatyczne mocarstwo, bez przerostu ambicji, ale z orientacją zachodnią. Próby odzyskania Śląska i Pomorza pod koniec życia króla były wyraźne. Zabrakło następcy realizującego testament Piastów.
Co ciekawe. Jest szansa realizacji tego testamentu teraz, ale dwa wieki dynastycznych ambicji Jagiellonów a potem mit przedmurza i takie tam mocarstwowe ambicyjki, jako pozostałość w naszej mentalności, skutecznie hamują powrót do piastowskiej polityki.
Oczywiście w bardzo dużym uogólnieniu.
-
2017/08/08 17:16:41
@czescjack

...Okaż linka...

Linka nie mam, bo czytałem w papierze, ale coś zapodam: GW 8/9 lipca 2017 i 29/30 lipca 2017.
-
2017/08/08 18:58:43
@mw.61: " Opisuje nasz wschodni kompleks ubogiego krewnego, co powoduje chęć europeizowania się na skróty"

Nawet nie wie, czy europeizowania, bo naszym wzorcem jest chyba bardziej Ameryka (z naszych snów).
-
2017/08/08 19:12:29
mw.61

"Kazimierz Wielki. ... Co ciekawe. Jest szansa realizacji tego testamentu teraz"

Na razie rządzi Ludwik Węgierski
-
2017/08/08 21:59:39
"Na razie rządzi Ludwik Węgierski

Aż strach zapytać kto w takim razie jest Jadwigą
-
2017/08/08 22:28:47
@"Wówczas osłabłby związek Korony z Litwą a zbuntowane niedługo potem miasta pruskie protektora szukałyby nie w królu-nominacie rodzin magnackich, lecz we władcy średniego kraju zdominowanego przez podobną do hanzeatyckiej kulturę miejską. Losy tego kraju byłby burzliwe, lecz jednak bliższe kulturowemu centrum kontynentu. "

Nie unia w Krewie czy potem Lublin o tym zadecydowały. Tylko "konsumpcja" wielkich odkryć geograficznych "na Zachodzie" i wynikających z nich "nadwyżek kapitałowych". A w tych odkryciach nie mieliśmy szans wziąć udziału w żadnym wariancie ze względu właśnie na geografię. Dopóki Hiszpania, Portugalia, Niderlandy czy Anglia się o to kotłowały to jeszcze nie miało kluczowego znaczenia. Ale jak ukształtował się już nowy system światowy i ceny zboża poleciały na pysk (przez co system polityczny się petryfikował) to było pozamiatane. Wszyscy silni gracze typu RON, Wenecja, Osmanowie zaczęli się cofać lub "zwijać". Potem doszła do tego kolonialna pauperyzacja Chin, na której też kapitałowo zachód (głównie Anglosasi) są pożywił. Wbrew pozorom przed "konsumpcją" wielkich odkryć geograficznych nie byliśmy tak bardzo poszkodowani w "globalnym podziale pracy". Dualizm na Łabie to była logika deterministyczna, a nie efekt ślubu Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim (które zresztą za przyczyną tego ślubu z Koroną stworzyło bardzo ciekawą i oryginalną kulturę). Mało tego te wszystkie rzeczy a propos kultury miejskiej przecież powróciły, gdy pojawiła się formacja polityczna w polskim systemie politycznym, którą nazywamy Prusami Królewskimi. Wraca (choć niestety nie na zawsze, tylko na moment, ale dłuższy niż stereotypowo myślimy) względna siła polityczna miast i tak dalej. Bez tego ślubu z Litwą Prusy Królewskie są cokolwiek wątpliwe. Tylko Austrii etnograficznej udało się jako tako "przeskoczyć" dualizm i też nie od razu i nie bez problemów.
-
2017/08/09 00:31:56
@serownik (rafaelmet)
Chyba nie jestem jeszcze w wieku niczyjej prababki (choć kto to może wiedzieć), ale ze słowem "serownik" zetknąłem w dzieciństwie. Nie krakowskim, choć rodzina z tamtejszymi korzeniami. Potem oboczność musiała zaniknąć, więc młodsi nie pamiętają. Załapał się na nią Lem, ja też się załapałem. Poza tym słyszałem też słowo "makownik" - dla nazwania tego zawijasa z makiem. I to mi zaczyna przypominać lemowskie pytanie: dlaczego szewc i krawiec, a nie szewiec i krawc?
-
2017/08/09 00:53:10
up
Nie serownik - serowiec.
Zetknąłem się z tym słowem w bardzo wschodniej Małopolsce, ale używalność była śladowa.
-
2017/08/09 01:06:52
@grzespelc
Tak, masz rację, cały czas miałem na myśli "serowiec", tylko ten "makownik" zmącił mi wspomnienia. Nie, nie była to śladowa używalność. To było pierwsze słowo jakie poznałem na nazwanie ciasta z serem. Kraków i bardzo zachodnia Małopolska.
-
2017/08/09 07:35:39
@serowiec
Pochodzę z Przeworska, który za IIRP należał do woj. lwowskiego. Tam nawet po wojnie słyszało się czasem zapożyczenia z bałakania (nie tylko ze względu na osiedlanie się repatriantów) więc u mnie w domu był "serowiec". To słaby dowód, ale obstawiam, że to było lwowskie. Wydaje mi się to zresztą naturalne, że domowe nazewnictwo (zwłaszcza w zakresie słodyczy!) w domu na Klinach narzucał jednak Pan Stanisław.
-
2017/08/09 16:56:56
@maciek

...Tam nawet po wojnie słyszało się czasem zapożyczenia z bałakania...

Ee tam. U nas w szczecińskim spożywczaku były pyry, grule, kartofle a czasami trafiały się ziemniaki. Ale to było w czasach, jak mama wysyłała mnie po zakupu do Robotnika(dzisiaj Społem), czyli jakieś pięćdziesiąt lat temu.
Teraz są tylko ziemniaki.
A u cukiernika Siudy były tylko serniki. Ale on przyjechał z Wielkopolski.
-
2017/08/10 09:57:54
@zamorano102

Dziękuję za dyskusję. Nie mam wiele do dodania ponad może to, że rozpoczęcie epoki wielkich odkryć przez Europejczyków było w jakieś mierze wynikiem zbiegu przypadków, o jakim pisze WO. Kursu na Atlantyk nie narzucały czynniki makro takie jak przeludnienie (kontynent wciąż nadrabiał straty po dżumie) czy też opanowanie Lewantu przez Osmanów (nie zaburzyło ono handlu, który zawsze do tej pory polegał na wielokrotnym pośrednictwie wzdłuż szlaków handlowych). Kluczowe za to było powstanie w XII wieku Portugalii jako niezależnego bytu politycznego, co było efektem dynastycznego zbiegu okoliczności. Jeden z hrabiów Portus Cale (Porto) po prostu zamarzył sobie koronę i tak powstało małe niezbyt wydolne ekonomicznie królestwo, które po zakończeniu rekonkwsity nie miało innych możliwości rozwoju niż ekspansja morska. Prowadzona drobnymi krokami, poprzez okrążanie Afryki żeglugą przybrzeżną, ekspansja owa przerodziła się niechcący w "wielkie odkrycia" głównie na skutek wycofania się Chin z Oceanu Indyjskiego. Chiny dysponowały wówczas możliwością wystawienia uzbrojonej floty wielokrotnie potężniejszej niż floty państw europejskich, ale korzystały z tego nieregularnie, według swej wewnętrznej logiki, gdzie celem było zmuszenie władców "barbarzyńskich" do okazania hołdu chińskiemu cesarzowi (i tym samym podniesienia prestiżu dynastii) a nie opanowanie szlaków handlowych.

@WO

Ponieważ notka jest o "swojskiej" i "europejskiej" frakcji w partii władzy, dodam że obecnie brak jest w PiS, poza może konstytuującym się ośrodkiem prezydenckim, jakichkolwiek widocznych pro-europejskich "puławian". Pierwszy rząd PiS dekadę temu był pod ty względem inny. Jego kluczowi ministrowie tacy jak Ziobro udzielali się na forach UE i sprawiali wrażenie zainteresowanych wyrabianiem sobie tam rozpoznawalności i reputacji. Zdaje się, że konsumpcja muli w ekskluzywnych lokalach przy Rue Archimede w Brukseli miała dla nich efekt nobilitujący; traktowali Unię jako salon, do którego należy wejść i przekonać tam obecnych że to właśnie PiS powinien w nim być reprezentantem Polski, zamiast znienawidzonych "elit pookrągłostołowych". Zaś ówczesna syta, bezpieczna Unia nieszczególnie przejmowała się tymi obsesjami, patrzyła na nie z pobłażliwością. Niestety, aktualna Unia, starająca się zdefiniować na nowo wobec globalnych zagrożeń, to bardziej ekskluzywny klub, gdzie zwraca się baczniejszą uwagę na maniery gości. Kto zabiera czas swoimi prywatnymi wojenkami a nadto ma na butach ślady deptania wspólnych wartości, ten nie jest mile widziany. Obecny rząd PiS - inaczej niż Orban czy Fico - nie umie się odnaleźć w tej sytuacji. Czuje się, całkiem słusznie, sekowany przez klubowiczów i wycofuje się do westybulu. Z kilku niezależnych źródeł słyszę o braku zainteresowania czołowych rządowych decydentów kwestiami unijnymi, odsuwaniu kluczowych ekspertów, aurze tabuizacji kwestii europejskich w polskich urzędach. Proste zaproszenie grupy roboczej na spotkanie wyjazdowe w Warszawie (abecadło unijnej dyplomacji) jest niemożliwe, zaś kiedy przychodzi do koniecznych wystąpień PiSowskich nominantów w Brukseli wychodzi z nich nieprzygotowanie, nieznajomość faktów i trendów, charakterystyczna stylistyka znamionująca outsiderów z własną dziwaczną misją. Postępujący Polexit nie ma nic z dezynwoltury Faragea czy Borisa Johnsona - polega na mamrotaniu pod nosem przez bliżej nieznanego wschodnioeuropejczyka, że "our government is not agree with this proposal". Jest to tym bardziej przykre, że po stronie instytucji unijnych występują od lat dobrze osadzone polskie kadry, które tym PiSowskim nominantom mogłyby służyć pomocą, tak jak kadry z innych krajów pomagają, w przyjętym obyczajem granicach, swoim macierzystym rządom (abecadło). Niestety, PiSowiec korzystający z takiej pomocy od razu byłby we własnej partii traktowany jako zdrajca "moszczący sobie" miejsce u boku Tuska. To samonapędzające się PiSowskie piekło tłumaczy istotę unijnej "strategii" rządu lepiej niż jakiekolwiek racjonalne kalkulacje.
-
2017/08/10 10:31:58
@awal111
" Jego kluczowi ministrowie tacy jak Ziobro udzielali się na forach UE i sprawiali wrażenie zainteresowanych wyrabianiem sobie tam rozpoznawalności i reputacji."

Nie dalej niż wczoraj wieczorem, na ZDF-ie był dłuższy wywiad z Ziobrą, który usiłował przekonywać że wszystko jest OK i cacy i to tylko walka z komuną i naprawa tego co zepsute, nothing to see here, move along.
Tyle że wyrzucał z siebie taki potok blablablabla, że tłumacz na żywo był w stanie przekazywać tylko bardzo ogólny zarys wypowiedzi. Nawet gdy reporter poprosił o krótką odpowiedź, a pytanie było binarne, to i tak poleciały dwie minuty blablabla bez wyraźnego tak/nie.
Tak się da wyrobić rozpoznawalność, ale nie dobrą reputację.
-
2017/08/10 11:43:15
@cmoscmos

Ten pierwszy Ziobro sprzed dekady chwytał się tematów z unijnej agendy, takich jak współpraca przy wykonywaniu orzeczeń sądowych, walka z przestępczością transgraniczną, prędzej zacytował raport Banku Światowego o skuteczności procedur sądowych niż ówczesne PiSowskie doktryny (układ, stolik, lustracja...). Wiem z niepolskich źródeł, że był uważany za energicznego i konstruktywnego uczestnika prac - w istocie, tacy ludzie są zazwyczaj cenieni w grupach składających się na unijną maszynerię, wnoszą walutę własnego zaangażowania, z czego korzysta grupa jako całość.

Aktualny Ziobro czy Morawiecki próbują sprzedawać Zachodowi PiSowską rewolucję, kiedy zachodnia krytyka staje się zbyt uciążliwa. Robią to z manierą uczniaków, co akurat nie odróżnia ich szczególnie od ministrów PO, jak choćby Sikorskiego. Tylko że uczniak-Sikorski był jak prymus z nadmiernym przejęciem powtarzający prawidłowe formułki na egzaminie z traktatów europejskich, a uczniak-Ziobro to jak ktoś na tym samym egzaminie opowiadający o wszechwładzy Grupy Bilderberg. Jednak, można by rzec, pal sześć - istota Unii to nie wywiady ministrów, lecz wielopoziomowa współpraca administracyjna. Niestety, polski wkład do tej współpracy znajduje się obecnie w stanie śpiączki przechodzącej w śmierć kliniczną.
-
wo
2017/08/10 17:13:37
@awal
"Ponieważ notka jest o "swojskiej" i "europejskiej" frakcji w partii władzy, dodam że obecnie brak jest w PiS, poza może konstytuującym się ośrodkiem prezydenckim, jakichkolwiek widocznych pro-europejskich "puławian"."

Doprecyzuję, że nie chodzi mi o frakcje w PiS. Porównuję ten konflikt do konfliktu lemingi-mohery. W nim praktycznie cały PiS jest po stronie moherów, aczkolwiek istnieje jakiś potencjał na stworzenie środowiska "propisowskich lemingów" (jeśli gdzieś, to obok Dudy właśnie).
-
2017/08/10 18:01:10
Właśnie to jest tragedią naszej Ojczyzny umiłowanej, iż w PiS 2.0 nie ma w swojej elicie "puławian". Czyli na przykład kogoś kto np. wykładał poza Polską (jeden Krasnodębski mi przychodzi na myśl). Albo kogoś, kto pracował w międzynarodowej instytucji lub w transgranicznym biznesie (Morawiecki jest tą ich gwiazdą bo jest jeden). Albo choć gazetę w obcym języku przeczyta. Pierwszy rząd PiS miał takich ludzi: Religa, Seweryński, Gąsiecka, Sikorski, Meller - a obok nich wielu takich, którzy nie mając zagranicznych doświadczeń, przez pozycję u władzy intensywnie starali się wejść w międzynarodowy obieg (np. Skrzypek, Kowal). Ów PiS 1.0 nie różnił się pod tym względem wiele od PO, gdzie również "natolińczycy" patrzyli bokiem na "puławian" (np. Rostowskiego, Rosatiego), wzajemnie utrzymując układ w równowadze. Polski Kościół przeszedł podobną do PiS metamorfozę, ale mniej radykalnie i jednak zdaje się obecnie stara się wrócić do równowagi. PiSowi dobrze by zrobiło to samo choć "puławskość" Dudy jest przyszywana - odpowiadają za nią głownie Szczerski i rodzina jego żony. No, ale cóż, od czegoś trzeba zacząć. Jeżeli im ten powrót do cywilizacji się nie uda, to mogiła ("w grobowcu my jeszcze żołdacy i hufiec Boży")
-
2017/08/10 21:33:05
@awal

No cóż, po 2010 PiS jest w całości poświęcony obsesjom Kaczyńskiego, a ludzie o których piszesz, czyli z jakimikolwiek horyzontami, którzy od zawsze bywali tam okazjonalnie kopani po tyłkach przez aparatczyków, zostali w końcu brutalnie i ostatecznie odsunięci albo sami odeszli (zwykle zresztą do PO przecież?). Ziobro został spacyfikowany, przecież Kaczyński po fiasku tej jego samodzielnej partyjki, co to nie pamiętam jak się nazywała, sprowadził go do parteru i Zbigniew musiał ugiąć kolano. Nawet jeśli ktoś, Ziobrę wliczając, ma jakiekolwiek aspiracje, to siedzi cicho i posłusznie trzyma linię, inaczej Brudziński z Błaszczakiem go dojadą.

Raczej też sądzę, że PO i PiS to są dwie frakcje w jednym szerokim ruchu, prezydenta, jeśli będzie nieposłuszny i będzie miał odchylenie w niewłaściwą stronę, też przecież zmarginalizują (za jaką kasę ma robić niby kampanię? uważam wprawdzie, że PiS lepszego kandydata nie ma i raczej bez niego przegra, ale on bez PiSu nie dochrapie się elekcji na 100%).
-
2017/08/11 10:10:55
Jeszcze o roli przypadku w historii i o "mocarstwach":

Gdyby wieczorem 7 lipca w San Francisco doszło do najgorszego wypadku lotniczego w historii (Teneryfa 1977 do kwadratu), do czego brakowało sekund [1] [2], Trump stałby się z dnia na dzień ojcem narodu pocieszającym rodziny i żądającym miliardów na lepszą infrastrukturę. Rosyjskie śledztwo odeszłoby w cień a wraz z nim polskie "twarde" gwarancje bezpieczeństwa. Możemy się ubezpieczyć od takich przypadków. Mamy ofertę skorzystania z kontynentalnego systemu obronności, którego budowa na poważnie rozpoczęła się w UE, w ramach wspólnej polityki bezpieczeństwa (cele: unifikacja struktur dowodzenia i systemów obronnych, europejski samolot wielozadaniowy nowej gneracji, skoordynowane unijne misje wojskowe m.in. na trasach migracyjnych w Afryce...) [3] [4]. Nasi partnerzy z regionu już zgłosili akces bo wolą być za murem a nie w Międzymurzu. My nie mamy jeszcze stanowiska (choć moglibyśmy być jednym z liderów inicjatywy). Zgrywamy osobne "mocarstwo" stawiające (?) na Rosję przeciw Niemcom dokładnie w chwili, gdy rosyjska/ sowiecka technologia nuklearna pomaga Kimowi odciągać uwagę USA od rosyjskiego zaangażowania za naszą wschodnią granicą [5]. Pierwszy PiS to było "Yes, yes, yes!" a drugi to "Da, da!".

Dziękuję WO i wszystkim komcionautom za dyskusję. Do usłyszenia za jakiś czas (dłuższe wakacje).

[1] www.mercurynews.com/2017/07/10/exclusive-sfo-near-miss-might-have-triggered-greatest-aviation-disaster-in-history/

[2] www.ntsb.gov/investigations/PublishingImages/dca17ia148-fig3.jpg

[3] www.osw.waw.pl/en/publikacje/osw-commentary/2017-06-28/csdps-renaissance-challenges-and-opportunities-eastern-flank

[4] www.thecipherbrief.com/the-eus-strategy-for-sahel-security-2

[5] https://www.washingtonpost.com/world/national-security/the-secret-to-kims-success-some-experts-see-russian-echoes-in-north-koreas-missiles-advances/2017/07/08/5d4f5fca-6364-11e7-a4f7-af34fc1d9d39_story.html?utm_term=.44e701cdcbd6
-
2017/08/11 12:26:36
Akurat próba ominięcia Osmanów, którzy posadowili się na tradycyjnych szlakach handlowych miała spore znaczenie (i Polska na tym źle wyszła, że byli tacy co chcieli ominąć). Bo pojawiły się nowe koszty na tego handlu w basenie Morza Śródziemnego. Do tego Mongołowie w znacznej mierze ograniczyli, a nawet okresowo zamykali stary Jedwabny Szlak. Pogrom pod Tum w 1449 roku odciął definitywnie Chiny od szlaku transazjatyckiego i spowodował potężny kryzys na dworze cesarskim (dwóch cesarzy).

@"Chiny dysponowały wówczas możliwością wystawienia uzbrojonej floty wielokrotnie potężniejszej niż floty państw europejskich, ale korzystały z tego nieregularnie, według swej wewnętrznej logiki, gdzie celem było zmuszenie władców "barbarzyńskich" do okazania hołdu chińskiemu cesarzowi (i tym samym podniesienia prestiżu dynastii) a nie opanowanie szlaków handlowych."

Z tą flotą mimo ogromnych możliwości podówczesnych Chin jest akurat dużo "mitu" ze starej literatury sinologicznej. Chiny miały ogromne możliwości, a wyprawy admirała Zheng He były jak na ówczesne czasy sporym osiągnięciem. Tylko, ze podówczesna na przykład Wenecja miała większą flotę. A parametry tych chińskich okrętów podawane w starszej popularnonaukowej popsinologii są prawdopodobnie jednak przeszacowane w stosunku do realu (to jest temat na głębszą analizą źródeł; na dłuższy tekst; musiał bym znaleźć dłuższą chwilę czasu) .Pomijając, że Chińczycy poza tą wyprawą nie mają poważniejszych tradycji morskich, więc istniały strukturalne, kulturowe przeszkody (los pamięci o tej wyprawie potem jest dość symptomatyczny' czy też sam jej "trybutarny" przebieg), żeby ścigać się z zachodem a propos epoki wielkich odkryć."Ostatnio, zwłaszcza w nauce angielskiej i amerykańskiej, często zadaje się pytanie, dlaczego Chiny będące w XV i XVI w. na równym, jeżeli nie wyższym niż Europa poziomie technicznym i technologicznym, nie rozwinęły wielkiej i trwałej ekspansji zewnętrznej, podczas gdy uczynili to Europejczycy. Jest to jednak błędnie postawiony problem. O ekspansji zewnętrznej decyduje nie tyle stan techniczny, ile potrzeby dominujących grup społecznych, poziom techniki natomiast wpływa głównie na przebieg i wynik tego działania. " Marian Małowist, Konkwistadorzy portugalscy, s. 267. Do tego byłą wtedy presja Mandżurów i lęk przed piratami japońskimi w Chinach. Ewakuacja Tonkinu pokazuje również, że stan chińskiej floty nie był w sposób jednoznaczny taki doskonały jak pokazują to legendy o gigantycznych okrętach Zhenga (znowu temat na większy tekst). Zwolennicy ekspansji handlowej, którzy wywierali duży wpływ na cesarza Yongle. Ale to był chyba jedyny taki moment w ramach chińskiego "długiego trwania". To nie pierwszy raz w dziejach, że warto wspomnieć o końcu projektu chińskiej ekspansji na zachód (lądowej tym razem) wiele wieków wcześniej po bitwie nad rzeką Tałas (czemu Europa zawdzięcza po paru latach nowe technologie wyrobu papieru dzięki temu, że Arabowie mieli chińskich jeńców, ale to już inna historia ;))
-
2017/08/11 14:17:28
@zamorano102
"Akurat próba ominięcia Osmanów, którzy posadowili się na tradycyjnych szlakach handlowych miała spore znaczenie (i Polska na tym źle wyszła, że byli tacy co chcieli ominąć). Bo pojawiły się nowe koszty na tego handlu w basenie Morza Śródziemnego."

To jest tradycyjna teza historiografii, ale ona jednak nie znajduje potwierdzenia w danych. Gdy Portugalczycy rozpoczynali eksplorację w pierwszej połowie XV wieku (począwszy od zdobycia Ceuty w 1415r.) ceny importowanych z Azji przypraw na rynku weneckim sukcesywnie spadały a obroty rosły, sięgając 1600 ton rocznie pod koniec stulecia. Nic wtedy nie zmuszało kupców do gwałtownego szukania alternatywnych szlaków. Upadek rynku weneckiego przyszedł dopiero z początkiem XVI wieku (kiedy to obroty spadły do 500 ton) [1]. Był to istotnie efekt otworzenia konkurencyjnego regularnego szlaku wokół Afryki przez Portugalczyków. Nie można jednak ahistorycznie widzieć tego efektu jako "długoterminowego planu biznesowego" stojącego za rozpoczętą 100 lat wcześniej eksploracją. Ona miała skromniejsze za to bardziej bezpośrednie motywy ekonomiczne (takie jak opanowanie handlu niewolnikami z Sahelu, używanymi m.in. na plantacjach trzciny cukrowej na Maderze [2]), oraz - nie mniej silne motywy religijne (misja chrystianizacyjna).

"Z tą flotą mimo ogromnych możliwości podówczesnych Chin jest akurat dużo "mitu" ze starej literatury sinologicznej."

Opieram się na ustaleniach cytowanych przez Howarda Frencha. Zgadzam się, że pytać dlaczego Chińczycy - mimo technicznych możliwości - nie eksplorowali mórz to tak jakby pytać czemu Imperium Rzymskie nie rozwinęło produkcji maszyn parowych. W obu przypadkach stabilne stosunki społeczne i klasowe obywały się bez tego.

Ukłony wszystkim!

[1] www.theworldeconomy.org/impact/The_Venetian_Republic.html

[2] www.jstor.org/stable/41427474?seq=1#page_scan_tab_contents
-
2017/08/11 17:41:28
Kazimierz Wielki i sukcesja

Tak się zastanawiam. Kaźko Słupski, wnuk ale adoptowany przez Kazimierza i wyraźnie promowany na następcę, utrącony przez panów krakowskich. Chyba słusznie, bo to był wyjątkowy birbant, gotów przeputać całe królestwo.
No tak, ale mamy casus pana Dudy. Adrian z przedpokoju wyraźnie puknął się w łeb. Może dotarło, że może być naprawdę ważnym ogniwem w naszej historii. Urząd (byt?) kształtuje świadomość.
Jakaś paralela?
Hm. Kaźkowi nie dali szansy. Czy słusznie? Może Kazimierz coś w nim widział? Potoczyło się tak jak się potoczyło. Zwrot totalny z wszelkimi tego konsekwencjami.
A Duda? To jednak jest przełomowy moment w historii naszego kraju, nawet jak tego dzisiaj wyraźnie nie zauważamy. To w końcu facet wykształcony, historię zna i zdaje sobie sprawę, że stoi na rozdrożu.
Co wybierze? Europa czy jakiś efemeryczny byt. Panowie krakowscy chyba coś mu tłumaczą.
No cóż. Czekamy.
-
2017/08/15 12:56:08
@WO

"Konflikt okcydentalizmu z przaśnością przypomina nasz podział na lemingi i mohery. Leszczyński nie oponował przeciwko temu porównaniu i zauważył, że tropiąc jego korzenie można się cofnąć co najmniej do konfederacji barskiej."

A wiesz, ostatnio doszedłem do podobnej myśli, tyle że u mnie Polacy oscylują między konfederacją barską a targowicką. A spór romantyzmu i pozytywizmu to spuścizna tych dwóch nieszczęsnych konfederacji. Dziś to PiS łamie konstytucyjny porządek (konfederacja warszawska była w pewnym sensie ustawą konstytucyjną RON) dla ochrony suwerenności, zadzierając przy tym z silniejszymi. A Platforma broniąc wartości (niech tu będzie złota wolność czy liberum veto) stawia na kompromisy z silniejszymi i szukanie u nich wsparcia.

(Wiem, wpisuje się to trochę w retorykę prezesissimusa, ale przecież nie o ocenę moralną a o pewno zjawisko tu chodzi.)


@awal111

"Ponieważ notka jest o "swojskiej" i "europejskiej" frakcji w partii władzy, dodam że obecnie brak jest w PiS, poza może konstytuującym się ośrodkiem prezydenckim, jakichkolwiek widocznych pro-europejskich "puławian"."

Moim zdaniem źle rozumiesz tę koncepcję. "Puławianie" w PiS nie pojawiają się ze względu na jakąś głęboko zakorzenioną (a dotychczas skrzętnie ukrywaną) miłość do Europy, obiadów w Brukseli i kolacji z Merkel. Ani ze znajomości języków obcych (choć pewne kulturowe zadatki pewnie są pomocne). Generalnie teza jest taka, że w każdej polskiej partii a może nawet społeczności ten podział się z czasem wytwarza. Taka "polityczna mejoza" (niech biolodzy wybaczą mi porównanie), po której czasem powstają dwa byty z różnymi podejściami do Orientu i Okcydentu. Zwłaszcza dotyczy to partii władzy z ich naturalną skłonnością do frakcjonizmów. To, że PZPR-owi puławianie byli być może bardziej europejscy, niż dzisiejsi poplecznicy Dudy, nie powinno skłaniać obserwatora do zignorowania tego procesu. Nie zawsze to zjawisko prowadzi do rozdziału, choć wydzielenie Polski Razem z PO daje taki przykład (a dodatkowo pokazuje, że PO-wi natolińczycy w PiS wyrabiają za puławian, z braku laku niejako).

Chyba tylko ludowcy są na to uodpornieni, przynajmniej nie słyszałem o podobnych procesach wśród nich. A założę się (retorycznie), że jeżeli spełni się marzenie tutejszych stałych bywalców i partia Razem zdobędzie wuadzee, to i tam po jakimś czasie zobaczymy razemo-puławian i razemo-natolińczyków.
-
2017/08/16 10:19:35
@bert04

Jako pierwszych prawdziwych "puławian" w elicie władzy - tj. stronnictwo budujące swą pozycję w oparciu o program cywilizacyjnej modernizacji i związków z Zachodem - można wskazać XVIII-wieczną "Familię" Czartoryskich, mających, tak się składa, rodowe siedlisko w Puławach. Za to pierwszymi "natolińczykami" byłoby przeciwstawne im stronnictwo "hetmańskie" broniące oligarchicznej słabej Rzeczypospolitej pod protektoratem Moskwy (do przedstawicieli tego stronnictwa jednakże nie należały dobra natolińskie - pałac tam również wybudowali Czartoryscy, a potem przejęła go "postępowa" linia Potockich). Ten kulturowy podział odzwierciedlany jest w polskiej literaturze w licznych postaciach młodych "postępowców" przeciwstawianych starym obrońcom dawnego porządku - począwszy od "Sarmacji" Zabłockiego po "Nie-Boską komedię" Krasińskiego. Do tej ostatniej nawiązywałem już tu u WO pisząc, iż w jakiejś alternatywnej historii w której Pierwsza Rzeczpospolita nie upada pod zaborami, stałaby się ona za czasów napoleońskich teatrem wojny domowej między postępową armią Kościuszki a konserwatywnym ruszeniem Puławskiego, z kulminacyjną bitwą w Okopach Świętej Trójcy nad Zbruczem.

Moja jednak podstawowa uwaga do tej puławsko-natolińskiej dychotomii jest taka, iż ona opiera się na mitologicznej autokreacji obu stron. Polska jest jako całość półperyferium zachodu i zatem nie ma u nas żadnej czystej "postępowości" ani też czystej "swojskości". Modernizatorzy-puławianie są przesiąknięci kulturą folwarczną, której wyzbywają się mimetycznie i powierzchownie (co widać choćby było po elitach PO), a konserwatyści-natolińczycy odwołują się w swej obronie "swojskości" przed "Europą" nie do żadnego rdzenia polskości, lecz po prostu do nieco starszej i już "oswojonej" wersji Europy (aktualnie w ich imaginarium dominuje 20-lecie międzywojenne).

Obie strony dosztukowują sobie różne pomocnicze mity, z których jeden sam cytujesz (a robił to również gość audycji WO), wskazując na konfederację barską. Odwołujesz się tu jednak nie do wydarzeń historycznych, lecz do ich mitycznej wersji z "Księdza Marka" Słowackiego. Realna konfederacja barska nie była jakąś romantyczną bitwą zaściankowej szlachty pod religijnym przywództwem - jako taka, nie zaistniałaby znacząco w historiografii, gdyż szybko by upadła. Była złożonym procesem, w którym kluczowe role odgrywały również zeuropeizowane elity na przykład "puławianin" pełną gębą biskup Adam Stanisław Krasiński, który wyprosił na audiencji u Ludwika XV przysłanie francuskich posiłków dla konfederatów z Małopolski, czy inny "puławianin" Józef Zaremba, dowodzący oddziałami konfederackimi w Wielkopolsce, złożonymi głównie z mieszczan i uzbrojonymi za pieniądze pożyczone od żydowskich domów bankierskich w Berlinie (konfederackie leminigi z kredytem!).

Tak, owszem, mamy tendencję w naszych elitach do dzielenia się na tych "światłych" i tych "niezaprzedanych" (również w PSL - porównaj postacie Ilony Anotniszyn-Klik i Andżeliki Możdżanowskiej). To jest jednak szkodliwa tendencja, która - powtórzę - tłumaczy polską rzeczywistość w oparciu bardziej o mity niż fakty. Wyobrażamy sobie siebie jako "postępowców" a tych drugich jako "moherów" i vice versa. Podczas gdy jesteśmy wszyscy ulepieni z tej samej gliny cywilizacyjnych półperyferii i w większości praktycznych spraw możemy się dogadać, np. stawiać więcej przedszkoli (bo wbrew mitowi "rodziny" nie ma u nas silnej kulturowej presji na pozostawianie niepracujących kobiet w domach). To się zresztą zazwyczaj dzieje, gdyż w ramach partii, Kościoła, społeczności lokalnych itd. te dwa przeciwstawne mity się równoważą. Jednak w przypadku PiS owa równowaga po Smoleńsku została utracona (czy też planowo usunięta) i obecnie jesteśmy przez tę partię prowadzeni do katastrofy w imię forsowanego mitu obrony "swojskości".
-
2017/08/16 16:50:17
@awal
...mamy tendencję w naszych elitach do dzielenia się na tych światłych i tych niezaprzedanych...

No tak, ale czy tak nie jest wszędzie na świecie, oczywiście biorąc wszelkie lokalne poprawki? Siłownicy i neoliberałowie w Rosji, w Ameryce Trump contra, hm, chyba ci światli, Brytania za i przeciw Unii itd. W każdym kraju coś się znajdzie. Wychodzi na to, że nasze natolińsko- puławskie kontrowersje nie są niczym nadzwyczajnym.
W Ameryce to dotychczasowe natolińskie (przełożone na nasze) 50% + 2, w następnych wyborach, mam nadzieję, przepadnie. W Brytanii już poszło, i ich Natolin wygrywa (no cóż, tak wybrali). Na Węgrzech Natolin w pełnym w rozkwicie, ale we Francji Puławy rules.
U nas pan prezydent puknął się w łeb i na razie gdzieś pomiędzy, może w Warce raczy się piwem i myśli gdzie jechać, a to gdzie pojedzie będzie ważne. Staje się języczkiem u wagi. Niestety.
Może się okazać, że to on ustawi nową granicę między Natolinem a Puławami. Ci z Natolina staną się puławianami (np. Gowin) i trzeba będzie to zaakceptować, a obecni puławianie będą musieli się posunąć i zrobić im miejsce.
A może będzie odwrotnie. Może te prezydenckie mamienie Puławami to pic?
Zapowiada się ciekawy sezon.
-
2017/08/16 17:28:39
@awal111

Chciałem napisać trochę o Gowinie, Sienkiewiczu (tym pozytywistycznym i tym romantycznym) czy "micie założycielskim" Europy. Ale ograniczę się do jednego. Te "mity", jak je określasz, mają pewną siłę sprawczą. Duda nie musi kochać Europy, ale w pewnym momencie może zostać zmuszony do wejścia w te buty, gdyż inne pozycje są albo obsadzone przez "rdzenny PiS", albo blokowane skutecznie przez jeszcze gorszych oszołomów. Wiem, może to trochę "Zweckoptimismus", ale mam po prostu nadzieję, że jak się ta cała heca dalej kręcić będzie, to Duda i jego ziomale nie będą mieli innego wyjścia, jak wyrabiać za takich "puławian na miarę naszych możliwości". A jeżeli Duda zmieni się z Szawła na Pawła, to może się okazać, że mity nie zawsze szkodliwe są.

Wiem, dużo tych "jeżeli". Więc na tym kończę.
-
2017/08/16 23:23:46
@bert04
Słyszałem, że w Razem jest podział na socjalistów i socjaldemokratów, cokolwiek to w praktyce oznacza. W kontekście europejskim pewnie nic.
-
2017/08/17 09:31:44
@mw.61
" Może te prezydenckie mamienie Puławami to pic?"

Duda pisał do Klubów Gazety Polskiej "Żyłem z wami, płakałem i cierpiałem z wami" w styczniu 2016 [1] a w czerwcu bieżącego roku wychwalał je w podobnym duchu [2]. To jest zdaje się jego emocjonalna ojczyzna. Ale ojczyzną Kwaśniewskiego był klub sejmowy SLD, jednak umiał wyjść z tej niszy.

[1] wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/512020,andrzej-duda-prezydent-marek-magierowski-wpadka-juliusz-slowacki.html

[2] wiadomosci.onet.pl/kraj/andrzej-duda-do-klubow-gazety-polskiej-to-wy-jestescie-spoleczenstwem-obywatelskim/b8lyt3d

@bert04
"mity nie zawsze szkodliwe są"

Nie miałbym nic przeciwko "mitowi konstytucyjnemu" wokół naszej nie takiej złej - jak się okazuje - Konstytucji RP. Pomysł z kategorii #PolskaPoPiSie: sfinansować cykl filmów różnych reżyserów osnutych wokół artykułów Konstytucji np.

Smarzowski - "Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu." (art. 43)

Szumowska - "Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych." (art. 53 ust. 6)

Kos-Krauze: "Cudzoziemcowi, który w Rzeczypospolitej Polskiej poszukuje ochrony przed prześladowaniem, może być przyznany status uchodźcy" (art. 56 ust. 2)...
-
2017/08/17 11:33:44
@rafaelmet (serowiec)

Wracając jeszcze na chwilkę do serowca i makownika, to oba określenia są bardzo powszechne w Krakowie i okolicach (kawałek na wschód). Wśród "rdzennej" ludności 50+ nie znam nikogo, kto by mówił inaczej. Czasami pojawia się też określenie strucla zamiast makownik.
Sernik i makowiec to raczej określenia napływowe.
-
wo
2017/08/17 12:21:27
@grzespelc
"Słyszałem, że w Razem jest podział na socjalistów i socjaldemokratów, cokolwiek to w praktyce oznacza. W kontekście europejskim pewnie nic"

To nigdy nie miało znaczenia, już w XIX wieku pojęcia są stosowane wymiennie. Bolszewicy byli socjaldemokratami, eserowcy byli socjalistami...
-
2017/08/17 18:06:58
Dla mnie to też to samo, więc nie do końca to rozumiem, ale ktoś takie rozróżnienie czyni. Intuicja mi tylko podpowiada, że może chodzić o rozkład priorytetów.
-
2017/08/17 22:37:24
Trochę offtop, ale w kontekście Lema przypomniała mi się aplikacja na iPada - Lemologia. Miała mieć tę zaletę nad książką, że jest aktualizowana i przez to bardziej trwała. Niestety, w sklepie jej już nie ma, a mój iPad informuje, że w iOS 11 całkiem przestanie działać... Jednak książka byłaby bardziej trwała. :(
-
2017/08/18 11:06:47
re: strucla
A czy to przypadkiem nie oznacza każdego ciasta drożdżowego (chyba i biszkoptowego?) zwijanego w rulonik?
-
2017/08/18 16:05:08
Strucla to raczej na pewno galicyjskie spolszczenie ogólno-cesarsko-królewskiego strudla - choć w międzyczasie poza spolszczeniem dorobiła się znaczących różnic "technicznych" - dzisiejsza polska strucla jest prawie zawsze drożdżowa a strudel nijak nie.
-
wo
2017/08/18 16:26:37
@mgol
Też mi przykro z tego powodu - wszystko przepadło razem z podmiotem gospodarczym, który za tym stał.
-
2017/08/18 16:31:26
W grubym zarysie o co chodzi w podziane na socjalistów i socjaldemokratów:
Socjaliści chcą wykopać stołek, są to ci, którym bliżej jest do anarchistów i komunistów i twierdzą, że prędzej czy później trzeba skończyć z kapitalizmem.
Socjaldemokraci, czy też frakcja manifestu, są koncyliacyjni, uważają, że przedsiębiorczość jest ważną częścią systemu ekonomicznego i chcieliby spróbować pogodzić się z KODem.
-
wo
2017/08/18 17:21:06
@batat
To brzmi jak politologia z Psychiatryka24. Proszę snuć takie rozważania "w grubym zarysie" gdzie indziej.
-
2017/08/21 10:33:01
@okcydentalizm vs słowianofilstwo

Zdaje się że z początku wyglądało to odwrotnie. Szlachta u progu nowożytności grawitowała ku reformacji i pomysły stworzenia kościoła narodowego były zupełnie serio. To zdaje się z tamtych czasów pochodzi idea wyboru wyznania, religii jako decyzji politycznej, którą później projektowano na średniowieczne postaci takie jak Mieszko myślące przecież w zupełnie innych kategoriach.

Gdyby zostawić szlachecką republikę samą sobie obecna Polska z kulturą protestancką wyglądałaby zupełnie inaczej. Przeważyły jednak wpływy zewnętrzne i kontrreformacja wywróciła wszystko do góry nogami.
-
2017/08/21 15:00:14
@bantus

"Gdyby zostawić szlachecką republikę samą sobie obecna
Polska z kulturą protestancką wyglądałaby zupełnie inaczej. Przeważyły jednak wpływy zewnętrzne i kontrreformacja wywróciła wszystko do góry nogami."

Tylko że reformacja to też były wpływy zewnętrzne, jej organizacja w Polsce opierała się wprost na doświadczeniach zdobytych przez głównych animatorów ruchu (np. Jana Łaskiego młodszego) na zachodzie. Gdyby Polska nie była związana z WKL stałaby się obszarem walki reformacji z kontrreformacją podobnie jak Niemcy i Czechy, co na kraj sprowadziłoby wojny religijne oraz obce interwencje, ale też uczyniłoby nas mocniej częścią zachodniego obszaru kulturowego. I przy relatywnej sile naszej demografii raczej by nas nie wynarodowiło (jak obawia się Samsonowicz, prorokując los Transylwanii [1]), ile spowodowało rozwój nowych klas społecznych konkurujących ze szlachtą oraz umocnienie demokracji parlamentarnej - metody łagodzenia konfliktów stanowych i religijnych.

Związanie z WKL oznaczało konflikty z islamem na pograniczu tatarskim i wewnętrzny konflikt z prawosławiem (mającym w protektora w Rosji oraz w rodach magnackich np. Ostogskich). Konserwatywny katolicyzm stał się w tych warunkach osią tożsamościową kraju, tak jak - w podobnych warunkach - w Hiszpanii. Z napięcia między katolicyzmem a prawosławiem wyrosły wprawdzie znaczące działa myśli religijnej i politycznej np. twórczość Piotra Mohyły, jednak inne nurty - polska dysydencka literatura odrodzenia - uwiędły. Zaś w opuszczonej przez Polskę przestrzeni wyrosło zupełnie nowe państwo - Prusy. Wystarczy mentalnie przemianować Hohenzollernów na Raczyńskich a Alexandra von Humboldta na jakiegoś Andrzeja Korzeckiego, żeby zobaczyć, czym mogło być polskie państwo bez Dzikich Pól.

[1] www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/1583795,Jagiello-i-Jadwiga-%E2%80%93-slub-ktory-laczyl-dwa-kraje
-
2017/08/22 16:46:09
@awal111

"Gdyby Polska nie była związana z WKL stałaby się obszarem walki reformacji z kontrreformacją"

Coś mi nie pasuje w tym opisie. Największy rozwój reformacji w Polsce datuje się na czasy Jagiellonów, to właśnie ostatniemu z nich Sejm proponuje utworzenie Kościoła narodowego. Niestety, bezpotomny Z2A zamiast tego przeprowadza zmianę ustrojową Polski i Litwy, z unii personalnej powstaje unia realna, jej podstawą ma być wolna elekcja. Jest jeszcze konfederacja warszawska, ale już za trzeciego króla elekcyjnego daje o sobie znać siła kontrreformacji.

Poza tym chyba pomijasz, że Polska była jak najbardziej terenem wojen religijnych. A raczej, religijno-narodowych. Chmielnicki występował (przynajmniej nominalnie) w obronie prawosławia, Potop był przedłużeniem walki wewnątrz dynastii Wazów. Przynajmniej to drugie może by nam oszczędzone było, gdyby Z2A miał jakieś własne legalne potomstwo.

"Zaś w opuszczonej przez Polskę przestrzeni wyrosło zupełnie nowe państwo - Prusy."

Aż tak nowe to ono nie było, bez przesady, i jeszcze za Jagiellonów, mimo pewnych "zamieszań", był to teren związany z Polską. Pewien pruski kanonik z korzeniami śląskimi nie bez powodu jest zaliczany w poczet największych polskich naukowców.
-
2017/08/23 12:02:43
"Coś mi nie pasuje w tym opisie. Największy rozwój reformacji w Polsce datuje się na czasy Jagiellonów, to właśnie ostatniemu z nich Sejm proponuje utworzenie Kościoła narodowego. Niestety, bezpotomny Z2A zamiast tego przeprowadza zmianę ustrojową Polski i Litwy, z unii personalnej powstaje unia realna, jej podstawą ma być wolna elekcja."

Datuje się na ten okres, gdyż wtedy ruch reformacyjny rozpoczął się wszędzie w Europie. Do nas ten ruch dotarł praktycznie od razu - byliśmy w tym sensie częścią europejskiego obiegu idei. Dostrzegali to przywódcy protestanccy - Kalwin pisał do Zygmunta Augusta, że będzie prorokiem "czystego nauczania" czyli reformacji właśnie [1]. Jednak nie zakorzeniła się ona u nas, po pierwszych sukcesach liczba zborów spadła, już za czasów Wazów ruch reformacyjny był w postępujacym odwrocie a najazd szwedzki wyzwalając mit Polaka-katolika przypieczętował upadek tego ruchu. Dlaczego? Dlatego, że w kraju polityczny i ekonomiczny środek ciężkości w XVI wieku leżał w rosnących magnackich latyfundiach a nie w słabnących miastach. Gdy na protestantyzm przechodził np. Mikołaj Czarny Radziwiłł oznaczało to tyle, że w jego włościach zamiast księdza pojawiał się pastor, opłacany na podobny zasadach jak zarządca dóbr. Zmiana nie był wyrazem dążeń parafian, ale kalkulacji możnowładcy co do np. niepłacenia dziesięciny, czy wejścia w jakąś koterię. Łatwo było tą zmianę odkręcić jedna decyzją następcy - kolejnego feudała. Nie było bowiem wystarczająco silnego oddolnego ruchu wiernych, skupionego w miastach, dla których protestancka ideologia byłaby wehikułem emancypacji stanowej (klasowej) i którzy byliby w stanie się zmobilizować do zbrojnego wystąpienia w obronie tej emancypacji. Z tych samych powodów nie powstały istotne protestanckie ośrodki naukowe, nie było - z pojedynczymi wyjątkami jak wspomniany Jan Łaski - głośnych kaznodziei-przywódców ludowych. Tę słabą "feudalną" reformację łatwo wykorzeniła kontrreformacja: szkoły jezuickie (przyjmujące również młodzież protestancką) stanowiły w wielu polskich miastach pierwsze i na wieki jedyne ośrodki akademickie, oferujące absolwentom łatwiejszy dostęp do szlacheckich urzędów i idących za nimi zaszczytów i majątków.

Natomiast Polska, która nie byłaby związana z Litwą stałaby się areną bardziej zrównoważonego konfliktu protestantów i katolików, być może na wieki stygmatyzującego kraj, ale jednak też - podobnie jak na Zachodzie stanowiącego narodowe ćwiczenie z nowożytnej tożsamości.

[Państwo pruskie ]"Aż tak nowe to ono nie było, bez przesady, i jeszcze za Jagiellonów, mimo pewnych "zamieszań", był to teren związany z Polską."

Hohenzollernowie nigdy nie wyrośliby na królów a potem cesarzy niemieckojęzycznego państwa gdyby nie abdykacja Polski na zachodzie. Owszem, mogliby się stać spolszczoną dynastią naszego kraju - niektórzy z nich np. Albrecht (ten od hołdu pruskiego) czy Fryderyk I mówili po polsku (dlatego też nie wierzę w wizję Polski bez WKL jako północnej Transylwanii z niemieckimi miastami i polskim interiorem).

[1] www.kosciolzbawiciela.pl/pl/o-nas/dziedzictwo-protestanckie/
-
2017/08/23 13:06:26
Dodam, że Litwa na braku związku z Polską nie wyszłaby drastycznie źle. Odepchnięta od Bałtyku, zajęłaby się energiczniej "zbieraniem ziem ruskich" i walkami nad Morzem Czarnym z Turcją, w toku których stworzyłaby imperium nawiązujące do tradycji Nowogrodu i Kijowa. W XVIII car Petras przeniósłby stolicę z Wilna do Odessy a jego ekspedycje osadnicze sięgałby Amuru. Owszem, to państwo pozostałoby gospodarczo zacofane, stąd w XX wieku rewolucjonista Witałtas Ulinis, znany pod pseudonimem Wołgow, przejęty ideami polskiego filozofa Karola Marca, przeprowadziłby pucz i rewolucję, której różnorodne skutki kraj odczuwałby do dziś. Litewska inteligencja zamiast narzekać - jak to notorycznie robi - na historyczny związek z Polską, wzdychałby wtedy: "Ech, gdyby Jagiełło jednak postarał się o ten tron krakowski, byłaby Europa, a nie to co jest "