Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
13 powodów

Dawno na blogu nic nie było o popkulturze, więc napiszę o serialu „13 powodów” - o którym pewnie bym napisał felieton, gdybym nadal pisywał felietony. Wydaje mi się być serialem, o którym każdy blogobywalec Powinien Mieć Swoje Zdanie.

Szczególnie polecam go widzom, którzy - tak jak ja - czuli się osieroceni po „Wielkich kłamstewkach”. Może kiedyś Kidman i Witherspoon wyprodukują coś równie dobrego, kto wie, ale na razie muszą nam wystarczyć „Powody”.

Ogólna formuła jest podobna: a więc primo, znakomity soundtrack. Secundo, idylliczne kalifornijskie miasteczko, otoczone pięknymi okolicznościami przyrody pejzaże (w „Kłamstewkach” zatoka Monterey, w „Powodach” północna część zatoki San Francisco).

Ludzie w większości raczej zamożni. W „Kłamstewkach” głównie UMC/UC, w „Powodach” raczej MMC/UMC.

Większość żyje w rodzinach, które na zewnątrz wyglądają pocztówkowo. Ale od środka, ha! Dramaty i skandale.

Prawie wszystko w „Powodach” jest lekko słabsze niż w „Kłamstewkach”. To nie jest dramat, raczej powiedziałbym, że to coś na zasadzie różnicy „pięć gwiazdek” / „cztery gwiazdki”.

Jest jednak jeden aspekt, w ktorym „Powody” deklasują wszystkie seriale i w ogóle całą współczesną popkulturę. To role młodych debiutantów.

Dramaty w „Kłamstewkach” dzieją się przede wszystkim wśród ludzi raczej w moim wieku, albo i jeszcze starszych. Dzieci są tłem. W „Powodach” jest odwrotnie.

Dla kogoś, kto ceni sobie dobre aktorstwo, ten serial to pozycja obowiązkowa. Bo że sławny aktor gra ciekawie, to nie jest aż taka znowu rewelacja. Ale to prawdziwa radość, obserwować aktorską tour de force ludzi, których pierwszy raz widzimy na ekranie.

Jak wiadomo, tego serialu nie da się zaspojlować, bo o czym to będzie, dowiadujemy się w pierwszej minucie. Hannah (Katherine Langford) to uczennica liceum, która popełniła samobójstwo.

Pozornie nie miała żadnego powodu. Szczęśliwa rodzina, dobre wyniki w nauce, miała przyjaciółki i przyjaciół, chodziła na imprezy.

Zostawiła dziwny list pożegnalny, w postaci staroświeckich kaset magnetofonowych. Opisała na nich tytułowe powody - każdy związany z inną osobą. Stąd leitmotif tego serialu: „welcome to your tape”.

Główny bohater Clay (Dylan Minnette) odtwarza ostatni tydzień z życia Hannah. I na swojej taśmie poznaje swój powód: ach, co wam będę spojlować, ale to się zrobiło oczywiste w czwartym odcinku (dla mnie - pewnie ktoś o lepszej pozycji na spektrum autyzmu zajarzył wcześniej).

Bohaterowie mają 17/18 lat, grają ich aktorzy mający 20-22. Zwróciłem na to uwagę, bo z racji mojej sytuacji jestem w miarę wyczulony na różnicę między studentem a licealistą, ale to się chyba nie rzuca w oczy.

Jest tutaj kilka scen (np. rozmowa Claya z matką na policyjnym parkingu), w których debiutant(ka) swoją ekspresją gasi profesjonalist(k)ę. Miło patrzeć!

Debiutantom trochę to ułatwia fabuła. Ich motywacje mamy dokładnie wyjaśnione. Motywacje dorosłych są mgliste.

Wiemy, że do tragedii by nie doszło, gdyby ten rodzic albo tamten nauczyciel trochę bardziej się zainteresował tym, co się dzieje z uczniem, synem, córką, kolegą syna, koleżanką córki, itd. Nie interesują się.

Przeważnie nie wiemy czemu, ale odpowiedź byłaby taka banalna - Samo życie.

Motywy młodzieży są ciekawiej zarysowane. Należą do pokolenia Z, czyli następców millenialsów.

Są pokazani jako pokolenie, które nie wierzy w awans społeczny. Justin (Brandon Flynn) i Bryce (Justin Prentice), dwaj chłopcy, którzy skrzywdzili Hannę, reprezentują dwa ekstrema drabiny społecznej.

Justin, nieślubny syn narkomanki, jest na progu bezdomności. Bryce z kolei jest skazany na odziedziczenie sukcesu po swoim tacie. Obaj nie czują się z tym komfortowo (co świetnie odgrywają młodzi aotkrzy), ale obaj nawet nie dopuszczają takiej myśli, że to się może zmienić.

W pokoleniu Z teoretycznie panuje pełna tolerancja. „To XXI wiek, można bezpiecznie wyjść szafy”, pada w nim takie hasło.

Ale sztywna drabina społeczna się z tym kłóci. Wszystkim wyznacza role - kto może być gejem, a kto nie może. Do czego Meksykanin się nadaje, a do czego nie.

Wszyscy są więc tolerowani tylko pod warunkiem, że dokładnie odgrywają swoje role. A jeśli nie, to nie ma przebacz, nawet jeśli są biali, klasośredniowi i heteronormatywni.

Jak Clay. Czy Hannah...

niedziela, 11 czerwca 2017, wo

Polecane wpisy

  • Kontrowersyjny spektakl

    Jest sobie taki kontrowersyjny spektakl, który dzieli moich znajomych na zwolenników i przeciwników. Jestem w obozie entuzjastów, wypowiem się więc w jego obron

  • Kalifat w Bawarii

    Tymczasem: obejrzałem niegłupią komedię na ważne tematy bieżące. Jak widać po załączonym trailerze, komedia nazywa się „Witamy u Hartmannów” i opowi

  • Casteilcorbon nie istnieje

    W ramach kryzysu wieku średniego często ostatnio wracam do dziecinnych fascynacji. Zeszłoroczne wakacje przypomniały mi powieść czytaną w dzieciństwie, którą u

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/06/12 11:15:13
W kwestii pierwszego zdania - to wielka szkoda, że już nie można poczytać Twoich felietonów w DF, brakuje ich.
W kwestii notki i wspomnianych w nich "Wielkich kłamstewek" - to brakowało mi w tym serialu czegokolwiek, co byłoby nowe. Świetnie nakręcony i zagrany, ale i sposób realizacji, i treść dobrze już znane. Taka bardzo dobra, bezpieczna produkcja.
-
2017/06/12 13:01:05
"Ale to prawdziwa radość, obserwować aktorską tour de force ludzi, których pierwszy raz widzimy na ekranie."

W tej kategorii: Lucas Hedges jako Patrick w "Manchester by the Sea" (przykro mi, seriali nie oglądam)
-
wo
2017/06/12 14:18:15
@radekjak
"W kwestii pierwszego zdania - to wielka szkoda, że już nie można poczytać Twoich felietonów w DF, brakuje ich"

Też ubolewam! Ale cóż, kiedy już.

" Świetnie nakręcony i zagrany, ale i sposób realizacji, i treść dobrze już znane. "

W serialach? I beg to disagree. Jakieś przykłady?
-
2017/06/12 15:35:59
Jeżeli chodzi o seriale, to pierwsze przychodzą mi do głowy "Gotowe na wszystko", "Broadchurch" i w pewnym sensie "Fortitude" - czyli historie o małych społecznościach, które wydają się perfekcyjnie funkcjonować, a jak tylko trochę poskrobiesz to odkrywasz jaki tam mrok ukryty jest tuż pod powierzchnią.
Jeżeli chodzi o obraz klasy wyższej, jako narcyzów, z pierdolcem na punkcie własnego wizerunku, spoglądających z góry na resztę społeczeństwa i oskarżających LC lub LMC o całe zło tego świata - tego akurat z żadnego serialu nie kojarzę, ale mam wrażenie, że ten motyw pojawiał się w wielu filmach fabularnych. To samo dotyczy przemocy domowej. A samo przeniesienie danego motywu z filmu do serialu jeszcze mi nie robi efektu wow.
-
wo
2017/06/12 17:08:17
@radekjak
"historie o małych społecznościach, które wydają się perfekcyjnie funkcjonować, a jak tylko trochę poskrobiesz to odkrywasz jaki tam mrok ukryty jest tuż pod powierzchnią."

Zaraz, moment, ale mi chodzi o skupienie się na problemach nastolatków. Jednak te wszystkie gwałty i samobójstwa wydają mi się relatywnie świeżym tematem w tak realistycznym ujęciu (mam w pamięci kontrast z tym, jak to pokazywano w serialach dla mojego pokolenia, typu "Beverly Hills").
-
2017/06/12 17:20:52
@wo

Ale cóż, kiedy już

No to jest szansa, że na blogasku przeczytamy to co czytalibyśmy w DF. I to za free.
Ale, mam nadzieję, że w GW pana Wojtka nie zabraknie? Choć ostatnio jakoś mało naszego gospodarza tam właśnie, czy może nieuważnie czytam?
-
wo
2017/06/12 19:48:58
@mw
"Ale, mam nadzieję, że w GW pana Wojtka nie zabraknie?"

Sprawy są o tyle rozwojowe, że nie ośmielałbym się formułować żadnych prognoz.
-
2017/06/12 20:27:51
Mnie natomiast bardzo przeszkadzała YA-owość tego serialu. Owszem, zaczyna się świetnie, koncepcja jest więcej niż pojemna, ale rychło okazuje się, że 13RW jest nie tylko o nastolatkach, ale też z myślą o nastolatkach wyprodukowane. Ma być emocjonalnie, tożsamościowo, rozwlekle; twórcy zrezygnowali z wyraźnego stylu narracyjnego. Nie jest to ani wiarygodna obyczajówka (bo wpycha się kryminalny, trochę naciągany wątek kaset), ani solidny kryminał w szkolnym sztafażu (bo brakuje tutaj intrygi z prawdziwego zdarzenia), ani lekko oniryczny licealny thriller w stylu niedocenionego "Brick" (tej zmarnowanej szansy szkoda mi najbardziej).

Ale pal licho, oglądałbym, bo rzecz jest rzeczywiście bardzo solidna produkcyjnie. Niestety, pękł mi szybko kołek do zawieszania niewiary. Raz, że Hannah jest atrakcyjną, inteligentną i wygadaną dziewczyną. Trudno uwierzyć, że ktoś taki miał problemy z odnalezieniem się w szkolnej dżungli i popełnił samobójstwo. Dwa, że opisane na kasetach nieszczęścia spadają na nią niczym plagi egipskie. 13RW powinny być miniserialem rozpisanym na jakieś pięć odcinków.

Przerwałem oglądanie w połowie sezonu, więc mogę się mylić... ale czy scenarzyści nie zaprzepaścili też przypadkiem wspaniałej szansy na podstawienie niewiarygodnego narratora? Bo przecież duża część monologów Hanny mogła okazać się kłamstwem, a Clay prawdę dopiero by odkrył. Ale chyba tak nie było...?
-
2017/06/12 20:49:51
Korekta obywatelska:
profesjinalist(k)ę
aotkrzy
-
wo
2017/06/12 23:07:31
@vaeren
"13RW powinny być miniserialem rozpisanym na jakieś pięć odcinków. "

Prawdę mówiąc, też miałem takie uczucie - że za dużo złego w jednym tygodniu na jedną dziewczynę.

"Ale chyba tak nie było...?"

W pewnym sensie, to znaczy stopniowo brniemy w problem "he said" / "she said", czyli to, jak różni ludzie mogą interpretować tę samą sytuację. Oczywiście, Clay to sobie uświadamia w pełni dopiero na swojej taśmie.
-
2017/06/13 12:10:09
@WO
"... mi chodzi o skupienie się na problemach nastolatków. Jednak te wszystkie gwałty i samobójstwa wydają mi się relatywnie świeżym tematem w tak realistycznym ujęciu (mam w pamięci kontrast z tym, jak to pokazywano w serialach dla mojego pokolenia, typu "Beverly Hills")"

Wyobraźnia opiera się wobec zestawu WO i "Beverly Hills"... Jak wspomniałem, niestety nie nawiążę do dyskusji serialowej, jednak w kontekście powyższej uwagi jeszcze raz polecam "Manchester by the Sea" Kennetha Lonergana. Tam nie ma samobójstw ani gwałtów ale jest realistyczna historia młodego człowieka z klasy pracującej, wchodzącego w dorosłość. Postawionego wobec sytuacji trudnej, ale nie plakatowo tragicznej, i podejmującego w niej walkę o życiową autonomię. Czyli o zapewnienie sobie miejsca pracy po skończeniu szkoły (remont kutra rybackiego po zmarłym ojcu), utrzymanie siatki przyjaciół (choć grozi przeprowadzka), odzyskanie kontaktu z matką. Po to, aby pokazać ziarnistą opowieść o młodych ludziach nie zawsze trzeba sięgać po społeczne ekstrema - klimaty "Trainspotting" czy "Moonlight"... W polskich fabułach podobnego filmu nie przypominam sobie od czasów "Placu Zbawiciela" - dominuje albo pokrętło stylizacji albo dramatyzmu wykręcone do oporu. Marzyłby się wręcz remake tego "Machesteru" gdzieś w Mielcu czy Myśliborzu...
-
2017/06/13 14:15:54
@vaeren
...Przerwałem oglądanie w połowie sezonu...

Nie wiem jak to wygląda w przypadku tego serialu, bo nie oglądałem, ale to częsta przypadłość. Pierwszy sezon OK, drugi ja cię mogę, a dalej to tylko wyciskanie kasiorki. W serialach przychodzi mi na szybko przykład Kopuły, a w fabule Hobbit.
Czasami aż się chce zawyć: kończ waść, wstydu oszczędż.
-
2017/06/13 16:26:23
"Zaraz, moment, ale mi chodzi o skupienie się na problemach nastolatków. Jednak te wszystkie gwałty i samobójstwa wydają mi się relatywnie świeżym tematem w tak realistycznym ujęciu"
A to nieporozumienie w takim razie, bo pisząc o tym, że to już znane, miałem na myśli "Wielkie kłamstewka". "13 powodów" jeszcze nie widziałem, ale tyle o tym słyszę, że miałbym ochotę. Sęk w tym, że jak to z serialami, ciągle coś nowego (lub prawie nowego) do obejrzenia - Tabu, Opowieści podręcznej, 3 sezon Fargo, Silicon Valley.
-
2017/06/13 18:03:05
"Główny bohater Clay (Dylan Minnette) odtwarza ostatni tydzień z życia Hannah."

Ostatnie 2 lata;)
-
wo
2017/06/14 12:00:37
@awal
"Wyobraźnia opiera się wobec zestawu WO i "Beverly Hills".

No hejtowałem oczywiście, ale to ważny brand wśród moich rówieśników.

"Tam nie ma samobójstw ani gwałtów ale jest realistyczna historia młodego człowieka z klasy pracującej, wchodzącego w dorosłość."

To my chyba mamy dramatycznie odmienny gust. Mam oldskulowe podejście do popkultury - domagam się, żeby story arc dotyczył jakiejś wielkiej, przerażającej sprawy, typu śmierć albo Zagłada Cywilizacji. Dopiero wtedy wytrzymam scenę, w której ktoś po prostu je zupę i nic się nie dzieje. Czyli ja wolę raczej formułę thrillera z tłem społecznym (w tym mistrzami są Nordycy, oczywiście), niż formułę "realistyczna opowieść o nastolatku z Mielca". No chyba, że przy okazji ten nastolatek będzie próbował wyjaśnić zagadkową sprawę zniknięcia jego kolegi, bo sprawę olała policja.
-
2017/06/14 15:13:42
@Beverly Hills 90210
Jak raz pamiętam odcinek w którym główny bohater kelnerząc dowiaduje się o istnieniu pracy za mniej niż minimalną stawkę. Ale to jakoś na początku było...
-
2017/06/14 16:00:57
@WO

Doprecyzuję, iż w filmie występie wątek "przerażającej sprawy, typu śmierć" tylko akurat dotyczy drugiego protagonisty granego przez Casey'a Afflecka. Bez spoilowania, wątki dobrze się zazębiają a obaj aktorzy są w nich wiarygodni (tzn. "stary" też daje radę, lepiej niż jego utytułowany brat). Chropowaty realizm opowieści nie jest w tym filmie inkarnacją beznamiętnego stylu polskiego dokumentu o mieście powiatowym. On jest kontrastowany zarówno z poruszającym dramatem sprzed lat jak i z "ładnie" pokazanym portowym miastem, świetnie wreszcie gra też drugi plan - pełen epizodów czasem smutnych, czasem bardzo śmiesznych - w jednym z nich zobaczyłem postarzałego Matthew Brodericka i to było na swój sposób przejmujące. Po prostu kwestia proporcji - widać wyraźnie, że Lonergan wiele nauczył się od czasu poprzedniego swojego filmu "Margaret", który był właśnie taki jak współczesne polskie kino o nastolatkach ("Sala samobójców" itd.) - pedał dramatyzmu do oporu.

To jest zresztą powód dla którego uważam - wbrew powszechnemu konsensowi - że flagowe seriale HBO to nie jest postęp w rozwoju gatunku. Upychanie fabuły do formatu serialowego moim zdaniem nie działa. Dobra fabuła utrzymuje nas w swoim świecie, gdyż jesteśmy go w stanie, zwłaszcza na sali kinowej, osmotycznie wchłonąć i przez dwie godziny po prostu w nim żyć. Serial musi bardziej inwazyjnie walczyć o naszą uwagę, a ponadto regularnie przypominać kto jest kim i co się zdarzyło w ostatnim odcinku. Co robiąc i siląc się jednocześnie na skalę obrazowania fabuły, popada w scenariuszowe absurdy, overacting itd. Nie wykluczam, że są seriale które uniknęły tego losu, ale pobieżny kontakt z tymi słynnymi z ostatnich lat zawsze prowadził mnie do tego wniosku. Dlatego - wydaje mi się - serial powinien pozostać domeną ścisłej gatunkowości (typu policyjny procedural) lub umowności i żartu, co nie wyklucza styków z istotną tematyką (np. "Boston Legal", ostatni jaki obejrzałem, częściowo ze względu na Shatnera (Star Trek), choć "młody" Spader też dawał radę).
-
2017/06/14 18:40:01
Na mnie 13 powodów zrobiło wielkie wrażenie, w dodatku autentycznie bałem się włączyć następny odcinek, bo atmosfera gęstniała. No i przyznam się, że mi się zaszkliły oczy, a to mi się wcześniej przy żadnym serialu nie zdarzyło.
Aktorzy byli wspaniale wybrani. Po prostu opad szczęki. I ten soundtrack. Stranger Things przy tym serialu to bajka dla dzieci, mimo zauważalnego rysu kina edukacyjno-familijnego w 13 powodach.