Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Testosteron

Uwaga: polecanka książkowa. Każdego bywalca tego bloga powinno interesować skrzyżowanie popularyzacji nauki z propagandą lewicowo-liberalnej cywilizacji śmierci. Idealnie spotykają się w nowej książce Cordelii Fine, „Testosterone Rex”.

Tytuł odnosi się do pewnego mitu, który jest wielki i potężny, każdy o nim słyszał. Ale z naukowego punktu widzenia jest martwy jak tyranozaur.

W Polsce ten mit spopularyzowały zwłaszcza komedie romantycznych Koneckiego i Saramonowicza. Chodzi mniej więcej o to, że mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, bo mężczyźni mają Pewien Specjalny Hormon, za sprawą którego rywalizują, polują na mamuty i zajmują stanowiska kierownicze.

Poza wersją popkulturową, to ma jeszcze wersję popnaukową. Zazwyczaj lansują ją entuzjaści psychologii ewolucyjnej: w wersji psychoewo podobno potwierdza to Nauka swoją naukowością.

Już chyba z 10 lat temu Lisa Wade swoją metaanalizę tekstów o różnicach między tak zwanym „mózgiem męskim” i „mózgiem kobiecym” podsumowała bon motem, że nauka daje najwyżej podstawy do tezy, że mężczyźni są z Dakoty Południowej, a kobiety z Dakoty Północnej. Owszem, są jakieś tam różnice, ale tak malutkie, że nawet nie wiadomo, na ile w ogóle nie są szumem statystycznym. Tak naprawdę samce i samice homo sapiens są do siebie wręcz zdumiewająco podobne, nawet na tle innych naczelnych (nie mówiąc już o innych kręgowcach).

Kiedy prawica skanduje „chłopak, dziewczyna, normalna rodzina”, odwołuje się do pewnego ideału „normalności”, który badacze nazywają „rodziną nuklearną”. To stosunkowo nowy model, które pojawiło się dopiero razem z rewolucją przemysłową.

W innych kulturach, ale także w naszej kulturze 400 lat temu, panowały inne modele. Małżeństwa aranżowane, małżeństwa na próbę, prawo pierwszej nocy, poliandria, poligamia, matriarchat - i każda z tych kultur uważa swój model za „naturalny”, a inne za wynaturzenia.

Różnorodność modeli prokreacji w różnych grupach homo sapiens jest tak duża, jak gdzie indziej między gatunkami. Ludzkie niemowlę przychodząc na świat, nie wie, czy urodziło się w patriarchacie czy w matriarchacie, ale w procesie socjalizacji przeważnie uczy się dostosować do danego zestawu norm - tę zdolność Cordelia Fine uważa za naszą najciekawszą cechę.

Wynika z tego ciekawy wniosek dla feministek i feministów. Postulaty przekształcania społeczeństwa w kierunku większej równości nie są postulatami zastąpienia „czymś sztucznym” „czegoś naturalnego”. Wszystkie te modele są równie sztuczne i zarazem równie naturalne, bo unikalną istotą ludzkiej natury jest łatwość dostosowania do nowego modelu. A poza tym wszystko już gdzieś kiedyś było.

To książka stronnicza. Nie robię z tego zarzutu, stwierdzam fakt. Kto szuka bezstronnych metaanaliz, ten może sięgnąć choćby po inne prace tej samej autorki.

Polemiczny zadzior sprawia za to, że tę książkę się świetnie czyta. Autorka w rozdziale wstępnym opisuje na przykład różne warianty mitu o testosteronie, opatrując je swoim komentarzem.

I tak cytuje psychologa Gijsberta Stroeta z Glasgow, który niski odsetek kobiet w matematyce i inżynierii wyjaśniał tym, że „w epoce kamiennej mężczyźni polowali, a kobiety opiekowały się dziećmi”.

„Praca żadnego ze znanych mi matematyków ani inżynierów nie kojarzy mi się z jaskiniowcem goniącym z włócznią dziką świnię, ale może w Glasgow sprawy wyglądają inaczej” - odpowiada Cordelia Fine.

Co do meritum, jej tezy w skrócie wyglądają tak. Badania, na które powołują się zwolennicy psychologii ewolucyjnej, przeważnie mają słabe podstawy metodologiczne - badano niewielką grupę, w dodatku jednolitą pod względem etnospołecznym (jak wiadomo, psychologia to nauka polegająca na badaniu studentów psychologii).

Im rzetelniejsze badanie (większa próbka, większe zróżnicowanie badanych itd.), tym mniej widać różnic między płciami. Problem polega na tym, że w patriarchalnej kulturze badania potwierdzające stereotypy będą częściej powtarzane w debacie publicznej, bo wszyscy lubimy czytać to, co potwierdza nasze przesądy i uprzedzenia.

Żeby jednak ten problem w ogóle zrozumieć, trzeba znać takie pojęcia, jak „metaanaliza”, albo z grubsza orientować się w statystycznej analizie danych. To oczywiście na dzień dobry odsiewa wszystkich polskich prawicowych publicystów, dlatego nie liczyłbym na rzetelną debatę w naszym pięknym języku ojczystym.

wtorek, 18 kwietnia 2017, wo

Polecane wpisy

  • Szosa na Zaleszczyki

    Lubię taki smutny szmonces, który już tu być może opowiadałem, że pan Żółtko przychodzi do biura podróży i szuka kraju do emigracji. Sprzedawca pokazuje mu mapę

  • Medium przygnębiająco publiczne

    Mam nadzieję, że nie mam znajomych broniących tzw. „ eksperymentu społecznego ”, którym w portalu Medium Publiczne chwalił się redaktor naczelny teg

  • Wiwat różnorodność!

    Kiedy pisałem, że interesuje mnie stanowisko prawicy w kwestii uchodźców, byłem szczery - choć oczywiście zabanowałem prawicowych komcionautów, którzy przypełźl

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/18 21:33:27
Tej samej autorki polecam też Delusions of Gender, gdzie ładnie ora mity neuro-ewo związane z rolami męskimi / zabawkami typowo męskimi itp. To jest w ogóle bardzo dobra autorka tekstów popularnonaukowych, przy okazji pokazująca jak przydatna dla Rozwoju Nauki bywa krytyka feministyczna.
-
wo
2017/04/18 21:42:05
No dlatego właśnie pisałem, że jak ktoś chce coś bardziej naukowego - znajdzie inne jej książki!
-
2017/04/18 22:08:15
Aj, znów trochę się nie zgadzam, ale spróbuję ostrożnie.

O ile nie ma w mózgu żadnych różnic, które miałyby jakikolwiek wpływ na role społeczne i generalnie funkcjonowanie, o tyle te, które istnieją nie są szumem statystycznym. Generalnie wszystko zależy od założeń badania i próby, ale największe namacalne różnice dotyczą przede wszystkum etapu rozwoju płodu i są najwyraźniejsze w badaniach nad autyzmem.

Nie ma to nijak oczywiście przełożenia na kwestie społeczne, bo nie tego dotyczą te różnice, ale zamiatanie ich pod dywan i "oranie neuroewo" wydaje mi się trochę chowaniem głowy w piasek.
-
2017/04/18 23:22:54
Na rzetelność prawicowych publicystów nie można liczyć, ale zabawna jest ich bezradność w zderzeniu z dekonstrukcją ról płciowych. W końcu mają Inkę wyklętą na sztandarach. Nawet Cenckiewicz nie protestuje, choć publikowanie przez IPN prac o kobietach w Solidarności uznał za atak "potwora gender".

Oczywiście, kult Inki czy innych wyklętych dziewczyn to bieda-feminizm, ale nie próbują ich gumkować. A jak próbują robić coś antyfeministycznego, to wychodzi albo coś niezamierzenie śmiesznego (jak Obce Ciało) albo projekcja własnych fantazji o femme fatale (Cielecka obsadzona w roli niby - Julii Brystygier w "Czasie horroru" skutkiem czego wyszła postać ciekawsza od tych wszystkich czystych wyklętych - ale oglądałem od przypadku do przypadku, z ciekawości zawodowej raczej)
-
wo
2017/04/18 23:28:11
@rozowyguzik
"ale zamiatanie ich pod dywan i "oranie neuroewo" wydaje mi się trochę chowaniem głowy w piasek"

Nie "neuroewo" tylko "psychoewo". I zwracam uwagę, że jak nie chodzi o obronę Shkreliego, to nagle jesteś szalenie niekonkretny. Chyba nawet nigdy nie czytałeś żadnej, mniej lub bardziej popularnej, książki o metaanalizie tych różnic, więc nie wiesz, jakie są niewielkie?
-
2017/04/18 23:47:31
@wo
Odnosiłem się również do postu komcionauty @redezi i Delusions of Gender, w którym Fine jak najbardziej "ora neuroewo". Właśnie DoG jest jedną z książek, które czytałem (Testosterone Rex nie czytałem) i nie wydaje mi się ona zbyt szczerą meta-analiza. Dużo bardziej podobało mi się Brain Gender Melissy Hines. Zresztą, może nie będę się starał zabłysnąć, tylko wkleję polemikę Simona Barona-Cohena z Delusions of Gender:

thepsychologist.bps.org.uk/volume-23/edition-11/book-reviews

A osobiście bardziej siedzę w genetyce jeśli już i gdybym miał pokusić się o jakąkolwiek ocenę jakościową różnic biologicznych między płciami, to kobiety są zasadniczo lepsze od nas pod większością względów, natomiast my raczej przypominamy pasożyta toczącego być-może-kiedyś-jednopłciową rasę homo sapiens.
-
2017/04/19 00:12:12
"Różnorodność modeli prokreacji w różnych grupach homo sapiens jest tak duża, jak gdzie indziej między gatunkami."

Inne gatunki nie mają tego, co ma homo sapiens: kultury, wiary, zabobonów, tradycji, historii (niepotrzebne skreślić). Z jakiegoś powodu w Biblii zostało utrwalone przekonanie, że kobieta w okresie menstruacji jest nieczysta. Z jakiegoś powodu na Śląsku pojawiła się w pewnym momencie jakaś forma matriarchatu (o czym opowiadał chyba Kutz w jednym z wywiadów, na jakie się natknąłem). Inne zwierzęta nie mają takich "problemów", i nie mają takich utrwalaczy zwyczajów jak tradycja etc.

Poza tym chyba niewiele jest gatunków, które opanowały całą planetę. W takiej sytuacji różnorodność modeli prokreacji chyba nie powinna dziwić: (prze)trwały lokalne (geograficznie i "skutecznościowo") optima.

"Wynika z tego ciekawy wniosek dla feministek i feministów. Postulaty przekształcania społeczeństwa w kierunku większej równości nie są postulatami zastąpienia czymś sztucznym czegoś naturalnego. Wszystkie te modele są równie sztuczne i zarazem równie naturalne, bo unikalną istotą ludzkiej natury jest łatwość dostosowania do nowego modelu. A poza tym wszystko już gdzieś kiedyś było."

Jeśli nie ma żadnego obiektywnie lepszego (bardziej naturalnego?) modelu, to czy dobrze rozumiem, że szukanie w tej dziedzinie nauki argumentów za równością jest zadaniem płonnym?
-
2017/04/19 00:16:57
@kruk1210
"Jeśli nie ma żadnego obiektywnie lepszego (bardziej naturalnego?) modelu, to czy dobrze rozumiem, że szukanie w tej dziedzinie nauki argumentów za równością jest zadaniem płonnym?"

No to jest właśnie najlepsze, ponieważ posiadamy ludzkie umysły i operujemy fikcjami (bo wszystkie konstrukcje społeczne są fikcjami przecież), to ta dziedzina jest idealnym miejscem do szukania argumentów za równością, bo możemy wykazać naturalność każdej opcji. A skoro wszystkie opcje są naturalne, a równość wykazuje najlepsze cechy przy analizie z punktu widzenia teorii gier, no to QED, do widzenia. ;)
-
2017/04/19 00:35:52
@ rozowyguzik

Autor stawia w tej recenzji kilka chochołów, ale czy Ty serio bronisz wnioskowania na zasadzie "niemowlęta żeńskie patrzyły na twarze, a męskie na maszyny, więc mózg dorosłych kobiet jest okabelkowany do empatii".

IMHO Fine nie pisze o tym, że wszystkie elementy da się wyjaśnić kwestiami społecznymi (dawaj cytat) raczej, że w praktyce nie sposób zmierzyć efektów w mózgach dorosłych tak, aby te efekty wyeliminować. Zawsze rozbijasz się o problem "słaba kontrola nad badaniem w rzeczywistej populacji / dobra kontrola nad badaniem w sytuacji sztucznej / eksperymenty nieakceptowalne etycznie.

A skoro nie mamy (przynajmniej w momencie tamtej debaty) badań które to sensownie replikują na populacji ogólnej (u autyków może być inaczej, ale to ma kwity w hormonach a nie gapieniu się na noworodki).
-
2017/04/19 00:41:03
"czy Ty serio bronisz wnioskowania na zasadzie "niemowlęta żeńskie patrzyły na twarze, a męskie na maszyny, więc mózg dorosłych kobiet jest okabelkowany do empatii"."

Tak, ale nie w tym sensie, w jakim być może Ci się wydaje, bo w mojej ocenie nie ma to żadnego wpływu na kwestie społeczne.

Polecam to badanie: www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19598235 (znów autyki)

"Fine nie pisze o tym, że wszystkie elementy da się wyjaśnić kwestiami społecznymi (dawaj cytat)"

Cytatu nie ma, bo przecież eliminuje wszystkie ewentualne przyczyny biologiczne, więc nawet nie ma do czego się odnieść.
-
2017/04/19 07:29:48
@WO
"I tak cytuje psychologa Gijsberta Stroeta z Glasgow, który niski odsetek kobiet w matematyce i inżynierii wyjaśniał tym, że w epoce kamiennej mężczyźni polowali, a kobiety opiekowały się dziećmi."

Jeżeli epokę kamienną definiujemy jako okres od pierwszych znalezisk kości zwierzęcych ze śladami obróbki kamiennej (3,4 miliony lat temu) do wynalezienia metalurgii (jakieś 8,5 tys. pne), to ogromną większość tego czasu spędziliśmy (jako australopitek i późniejsze hominidy a wreszcie jako homo sapiens) w małych grupach zbieracko-łowieckich nieustannie migrujących w poszukiwaniu pożywienia. Element zbieracki dominował (warzywa, owoce, orzechy, korzenie, starte szyszki) a element "łowiectwa" polegał na chwytaniu małych ssaków i korzystaniu - jak się trafiła okazja - z pozostawionej przez drapieżniki padliny. Te małe grupy proto-ludzkie i już ludzkie były w ciągłym ruchu i dostosowywały się do zmiennego środowiska. Dorastającymi dziećmi opiekowało się stado tak jak u innych człowiekowatych. Najbliższe prawdzie byłoby więc zdanie "w epoce kamiennej mężczyźni chodzili po sawannie lub stepie i zbierali jagody a kobiety chodziły po sawannie lub stepie i zbierały jagody".

Popularny wśród "paleo-wyjaśniaczy" ról społecznych obraz mężczyzn znoszących do jaskini połacie mięsa niedźwiedzia lub mamuta bardziej odpowiada trybowi życia neandertalczyków czyli gatunku zaludniającego wschodnią Euroazję (tzw. mamuci step) w czasie epoki lodowcowej. Homo sapiens przejął ten tryb życia na tym samym obszarze - trwało to 100 tys lat, ale nie było jedynym ekosystemem w którym żyli wówczas ludzie - w innych ekosystemach nie było mamutów ani klimatycznej potrzeby korzystania z jaskiń. Ludzie nadal byli tam migrującymi zbieraczami pokarmu głównie roślinnego. Taki był i nadal jest najzdrowszy tryb życia dla nas - rolnictwo, które pojawiło się wraz ze zmianami klimatycznymi po ustąpieniu epoki lodowcowej (jako odpowiedź na długie okresy "pory suchej") przyniosło pogorszenie (!) stosunku zysku kalorycznego do jednostki pracy oraz - ze względu na osiadły tryb życia - rozpowszechnienie pasożytów i innych patogenów. Ponadto skutkowało też okresowymi klęskami nieurodzaju i głodu w przeludnionych siedliskach. Na co reagowaliśmy lepszą organizacją społeczną, w tym tworzeniem różnorodnych struktur rodzinnych, o czym jest notka WO.

Owe struktury - w tym patriarchalna rodzina nuklearna - nie są "naturalne" w sensie w jakim je opisuje uproszczona publicystyka tzn. nie były pierwotnym sposobem życia hominidów. Dają się raczej wyjaśnić jako przystosowanie do warunków środowiskowych: klimatu, dostępnych źródeł pożywienia, poznanych metod produkcji. Okresowo dochodzi do kwestionowania zastanych struktur społecznych w wyniku zmian środowiska, współcześnie głównie na skutek postępu technicznego. Krytyka feministyczna nie jest pierwszym takim przypadkiem. Np. powoływane w notce WO "prawo pierwszej nocy" było wykorzystywane przez Woltera i innych pisarzy oświecenia jako jeden z argumentów zohydzających feudalizm, zresztą wbrew faktom historycznym (nie ma przekonywujących dowodów na faktyczne występowanie takiego feudalnego prawa czy obyczaju, opłaty interpretowane niekiedy jako "odstępne" od prawa pierwszej nocy miały inne źródła).

Równościowa rodzina nuklearna, gdzie oboje partnerów pełni podobne role zawodowe i wychowawcze, jest obecnie modelem z wolna wykształcającym się na Zachodzie, ale proces to dalece nie prosty. Jednym z obserwowanych aspektów jest "outsorucing" tradycyjnej ról przez "równościową" rodzinę na rzecz kobiety-opiekunki i mężczyzn-fachowców, reprezentujących niższe klasy społeczne i mających często z pochodzenie migracyjne. Owi outsorcerzy (w tym migranci z Polski) nie tylko nie odchodzą od tradycyjnych ról społecznych, co raczej utwierdzają się w nich jako ich wyspecjalizowani odtwórcy w "równościowym" społeczeństwie [1].

[1] dr Sylwia Urbańska, Instytut Socjologii UW
"Normy szacowności oraz wzorce płci jako oś napięć i przekształceń klasowych w procesach migracji" www.youtube.com/watch?v=YsJyB-6Ncpw
-
2017/04/19 08:50:36
Ubiegłeś mnie, przeczytałem jakiś miesiąc temu i od tego czasu chciałem puścić na bloga, ale jakoś nie miałem czasu.

Dodam tylko, że książka jest kopalnią ciekawych prac naukowych i świetną odtrutką na rojenia psychologów "ewolucyjnych".
-
2017/04/19 09:19:00
Autopoprawka: oczywiście powinno być "zachodnią Euroazję".
-
2017/04/19 09:43:35
@kruk1210
"Jeśli nie ma żadnego obiektywnie lepszego (bardziej naturalnego?) modelu, to czy dobrze rozumiem, że szukanie w tej dziedzinie nauki argumentów za równością jest zadaniem płonnym?"

Wystarczy, że nauka nie wskazuje żadnego modelu jako bardziej naturalnego (ważne dla tych, którzy "naturalne" uważają za lepsze). Reszta argumentacji za równością opiera się na zwykłej sprawiedliwości. Ewentualnie, może, teorii gier (raczej wątpliwe, z tych samych powodów dla których teoria gier słabo opisuje np. ekonomię).
-
2017/04/19 10:26:23
@ rozowyguzik, Chakrabarti et al

Oprócz, jeśli nie bardziej niż, trop związany z pcią, nasuwa się też związek ze stresem/kontrolą HPA, co też ma w sumie sens - ale w tym kierunku już autorzy nie idą.

Natomiast co do ogólnej Twojej tezy, czyli, jak rozumiem "istnieją istotne płciowe różnice pod wzgl. rozwoju mózgu, ale ciężko przełożyć korelacje między dość w sumie abstrakcyjnymi cechami na skomplikowane zachowaniaspołeczne?" - no to faktycznie ciężko się nie zgodzić. Chyba zresztą nikt od początku nie twierdzi inaczej, a już szczególnie WO. Swoją drogą w moim skromnym doświadczeniu medal za najegzotyczniejsze pomysły na #sawannę dostają nie psychologowie (tych się chyba? dzisiaj już czasem chociaż uczy, żeby unikali nadmiernego popuszczania cugli wyobraźni), tylko antropolodzy. Byłem świadkiem obrony pracy doktorskiej, w której autorka zrobiła sporo antropometrii, z której w sumie niewiele wynikało poza oidp pozytywną korelacją między wzrostem, długością kończyn i czymśtam a płodnością, co autorka interpretowała jako "na #sawannie samice z dłuższymi rękami mogły lepiej nosić dwie sztuki potomstwa". Dosłownie tak, I shit you not.
-
2017/04/19 10:35:57
@m_caliban

No tak, tak, dokładnie o to mi chodzi. W dużym uproszczeniu te badania empatii bym streścił tak: to nie jest empatia w rozumieniu kulturowym (tj. dajmy na to tendencją do opieki nad dzieckiem), a raczej coś w stylu potencjału do empatii. Niezależnie od tego, jaką cyferkę z normalnego zakresu dostaniesz w badaniu, ostatecznie nie ma ona znaczenia, bo finalna reakcja jest sterowana przez software, który jest zaprogramowany środowiskowo, osobniczo itede. Jedyne różnice następują dopiero po przekroczeniu progu głębszego autyzmu, kiedy pojawia się faktyczna niezdolność do nadpisania softwarem tych uwarunkowań neurologicznych.

Jako ciekawostkę w ogóle dodam, że ostatnio dość popularna staje się teza, że autyzm nie jest w ogóle chorobą. Zasadniczo wszyscy jesteśmy autystami, tylko zauważamy to dopiero u jednostek, które przekroczyły pewną granicę.
-
wo
2017/04/19 11:18:54
@january
"Ubiegłeś mnie, przeczytałem jakiś miesiąc temu i od tego czasu chciałem puścić na bloga, ale jakoś nie miałem czasu"

NAPISZ U SIEBIE. Jestem zbyt leniwy, żeby guglać, jak się nazywają po polsku wszystkie te występujące tu rybki, ptaszki i inne zwierzątka.

@kruk
"Jeśli nie ma żadnego obiektywnie lepszego (bardziej naturalnego?) modelu, to czy dobrze rozumiem, że szukanie w tej dziedzinie nauki argumentów za równością jest zadaniem płonnym?"

To jest puenta tej książki. Autorka wymienia różne argumenty za równością (że ludzie ogólnie będą szczęśliwsi, jeśli nie będzie się ich wtłaczać w schematy; że uwolni się potencjał kobiet, którym dziś blokuje się karierę szklanym sufitem - itd.). A skoro wysuwany przeciwko temu pseudonaukowy argument o jaskiniowcach jest brednią i nie ma racjonalnych przeciwskazań, to jakie w ogóle są?
-
wo
2017/04/19 11:19:34
@rozowyguzik
"Zasadniczo wszyscy jesteśmy autystami,"

Tak się zawsze pocieszam, gdy znów zademonstruję swój trademarkowy Gruboskórny Brak Empatii!
-
2017/04/19 11:44:17
@ rozowyguzik

"Jako ciekawostkę w ogóle dodam, że ostatnio dość popularna staje się teza, że autyzm nie jest w ogóle chorobą. Zasadniczo wszyscy jesteśmy autystami, tylko zauważamy to dopiero u jednostek, które przekroczyły pewną granicę."

No tak, z drugiej strony, by the same token: wszyscy mamy tendencje do depresji (chociaż jakiejś sezonowej). Wszyscy wykazujemy w jakimś stopniu zachowania impulsywne. Spory procent populacji miało w życiu chociaż jeden epizod drgawek (zwykle infantile febrile). Spora część populacji miała/ma prodromowe epizody, ale nie ma i nie będzie mieć klinicznej psychozy... I tak dalej, ale niewiele z tego wynika, poza tym, że autyzm jest pod tym względem całkiem podobny do wielu innych rzeczy.
-
2017/04/19 12:04:47
@WO
"A skoro wysuwany przeciwko temu pseudonaukowy argument o jaskiniowcach jest brednią i nie ma racjonalnych przeciwskazań, to jakie w ogóle są?"

No cóż, marksita powinien zapytać, czy ten hillaryzm (postulat równouprawnienia ukierunkowany na klasę średnią i zawody inteligenckie - "professions") nie jest wersją złudnej trickle-down economics. W społeczeństwach Zachodu równościowy model rodziny staje się atrybutem klasy średniej i niekoniecznie spływa do niższych klas, lecz raczej przeciwnie, petryfikuje wśród nich tradycyjne role. Takie równościowe rodziny z dwojgiem intensywnie pracujących rodziców wymagają wsparcia, którego niekoniecznie dostarcza państwo a raczej nieformalny rynek pracy opiekuńczej. Kobiety z klasy ludowej i o korzeniach migracyjnych wpychane są w sprekaryzowane zawody opiekuńcze bez unormowanej obyczajowo perspektywy awansu klasowego (poprzez patriarchalne małżeństwo) a ich mężczyźni nadrabiają deficyt statusowy kurczowym trzymaniem się konserwatywnej definicji męskości. Powyżej zalinkowany referat dr Urbańskiej jest o tym. Aby tego uniknąć, trzeba wprowadzać socjalizm w sferze opiekuńczych funkcji państwa (przedszkola, opieka nad starszymi) równie szybko jak równouprawnienie.
-
2017/04/19 12:17:25
@m_caliban
No ale właśnie autyzm jest dość szczególny, bo de facto definiuje człowieka. Bo tak ogólnie, to choroba psychiczna jest wtedy, kiedy dany zestaw ficzerów uniemożliwia funkcjonowanie w społeczeństwie, a motywy epizodyczne czy inne skłonności zazwyczaj nie są szczególnie istotne.

Weźmy jeszcze np. schizofrenię, która jest nadal dość zdecydowanie uważana za anomalię. Wcześniej autyzm również był postrzegany w tej kategorii, dlatego obecne rozpatrywanie go jako element normalności jest tak interesujące.

Ba, może schizofrenia też jest normalna, a tutaj też mamy ciekawy rozstrzał płciowy (1,4:1 dla mężczyzn).
-
2017/04/19 12:22:06
... a w tym celu, w momencie wprowadzania parytetu płciowego w zarządach firm, nie byłoby chyba złym pomysłem równoczesne wprowadzanie skromnego minimum np. 15% mężczyzn w zawodach opiekuńczych (przedszkolanki, pielęgniarki, położne) - poczynając od miejsc w odpowiednich szkołach zawodowych i uczelniach.
-
wo
2017/04/19 12:29:19
@awal
"No cóż, marksita powinien zapytać, czy ten hillaryzm (postulat równouprawnienia ukierunkowany na klasę średnią i zawody inteligenckie - "professions") nie jest wersją złudnej trickle-down economics."

Jestem marksistą umiarkowanym ("reformistycznym", jak to kiedyś mawiano). Zadowala mnie socjaldemokratyczny postulat "jak najliczniejszego włączenia do klasy średniej", w miejsce bezklasowej utopii. Skoro równość jest typowa dla klasy średniej (zgoda!), no to pasuje mi to.

"... a w tym celu, w momencie wprowadzania parytetu płciowego w zarządach firm, nie byłoby chyba złym pomysłem równoczesne wprowadzanie skromnego minimum np. 15% mężczyzn w zawodach opiekuńczych"

Byłoby, bo parytet jest potrzebny tam, gdzie się trudno dostać, a profity duże. Każdy z nas chciałby wejść do zarządu Agory i przytulić dwa milioniki premii. Obaj nie mamy na to szans. Każdy z nas w każdej chwili może się przeszkolić i podjąć zawód jako pielęgniarz, ale nie zrobimy z tego, bo nie chcemy zarabiać dwóch patyczków.
-
2017/04/19 12:29:29
Czy Fine wyjaśnia dlaczego kobiety gorzej grają w szachy?
-
2017/04/19 12:37:45
@ jabiru

"Czy Fine wyjaśnia dlaczego kobiety gorzej grają w szachy?"

Mój - wzięty z dupy i niepoparty żadnymi danymi - guess jest taki, że aby zostać miszczem szachów, trzeba od małego bez przerwy grać w szachy, a potem za młodu i za dorosłu... dalej bez przerwy grać w szachy. Skutkiem czego należy sobie zadać pytanie: która płeć ma częściej okazję siedzieć i grać w grę, podczas gdy ktoś skacze koło nich, karmi, sprząta i pierze skarpety ;)

@ rozowyguzik

"No ale właśnie autyzm jest dość szczególny, bo de facto definiuje człowieka. Bo tak ogólnie, to choroba psychiczna jest wtedy, kiedy dany zestaw ficzerów uniemożliwia funkcjonowanie w społeczeństwie, a motywy epizodyczne czy inne skłonności zazwyczaj nie są szczególnie istotne."

Why, schizofrenia też definiuje człowieka, albo ciężka kliniczna depresja, przez którą ma się przerwy w życiorysie. Moja teza jest tu taka, że tak jak masz miliony ludzi z subkliniczną depresją czy stanami lękowymi, którzy czują się często do dupy, ale nie są nigdy zdiagnozowani i leczeni (bo się boją psychiatry, bo im ktoś powiedział, że chłopaki nie płaczą, bo są z working class i u nich się nie choruje na żadne fanaberie i nie chodzi do doktorów od głowy, bo się self-medykują alkoholem aż do dnia, kiedy już nie... etc etc), tak samo masz ludzi w stronę AS, ale wysokofunkcjonalnych, których kłirki otoczenie zbywa wzruszeniem ramion, że "ano, taki on jest i tyle". Większość tych chorób to jest po pierwsze, zakres od "prawie ok", przez "źle, ale do lekarza nie pójdę!", aż po totalną masakrę. Plus oczywiście worek bez dna (albo jak kto woli "umbrella term") pod kątem etiologii czy mechanizmu. Żadne to więc odkrycie, że autyzm też.
-
2017/04/19 12:40:31
@WO
"Każdy z nas w każdej chwili może się przeszkolić i podjąć zawód jako pielęgniarz, nie zrobimy z tego, bo nie chcemy zarabiać dwóch patyczków"

Obowiązek szkolenia i zatrudniania niedużej kwoty mężczyzn w tych zawodach podniósłby owe dwa patyczki, miałby też inne pozytywy.
-
2017/04/19 12:45:00
@awal111

A nie lepiej odwrotnie, tzn. zacząć wreszcie dbać o to, żeby te zawody (a zwłaszcza pielęgniarz/-rka) nie były taką kichą pod względem finansowym? Zawód np. nauczyciela jest mniej (choć też) sfeminizowany i jakoś kokosów to przeciętny nauczyciel też nie zarabia.

Próba zrobienia tego niejako na odwyrtkę chyba byłaby odebrana trochę jako relegowanie do niezbyt chcianej "kariery" i chyba przyniosła więcej problemów niż realnych korzyści?
-
2017/04/19 12:45:10
@m_caliban
No, dlatego tak się cieszę, bo sam jestem zdania, że nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna (poza ewentualnymi uszkodzeniami fizycznymi mózgu).

A z tymi szachami, to stawiam dolary przeciw orzechom, że Twój guess by przeszedł recenzję, jakbyś go ładniej napisał. ;)
-
2017/04/19 12:47:05
@ jabiru
"Czy Fine wyjaśnia dlaczego kobiety gorzej grają w szachy?"

Kobiety nie grają gorzej w szachy, podobnie jak nie są gorszymi kierowcami. Co najwyżej na najbardziej wyśrubowanym poziomie, kiedy obok zdolności umysłowych zaczynają odgrywać rolę fizyczne aspekty szybkości i wytrzymałości, dymorfizm płciowy daje znać o sobie, a w konsekwencji wyselekcjonowanie arcymistrzyń o zestawie cech psychofizycznych porównywalnym do arcymistrzów jest utrudnione.
Busted.
-
2017/04/19 12:51:52
To ja z korekto obywatelsko:
"To stosunkowo nowy model, które pojawiło się"
który pojawił się.
-
wo
2017/04/19 12:53:28
@awal
"Obowiązek szkolenia i zatrudniania niedużej kwoty mężczyzn w tych zawodach podniósłby owe dwa patyczki"

Nie widzę mechanizmu.

@mcaliban
"Mój - wzięty z dupy i niepoparty żadnymi danymi - guess jest taki, że aby zostać miszczem szachów, trzeba od małego bez przerwy grać w szachy, a potem za młodu i za dorosłu... dalej bez przerwy grać w szachy. "

Plus: od dziecka nam wszystkim (mężczyznom i kobietom) społeczeństwo wtłacza stereotypy typu "jesteś dziewczyną, to nie dla ciebie" (tudzież "jesteś chłopakiem, to naturalne, że nie umiesz się zaopiekować niemowlęciem"). Jest mnóstwo eksperymentów pokazujących, że takie deklaracje wpływają na wyniki testów na ochotnikach.
-
2017/04/19 12:56:06
@ rozowyguzik
"No, dlatego tak się cieszę, bo sam jestem zdania, że nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna (poza ewentualnymi uszkodzeniami fizycznymi mózgu)."

To jest dość śmiała teza w kontekście ludzi, którzy mają np właśnie ciężką depresję, która im całkowicie uniemożliwia funkcjonowanie, albo schizofrenię (już nawet pal sześć paranoje i inne wspaniałe przyjemności tego typu, ale objawy negatywne nieleczonej schizofrenii często bardzo szybko eliminują pacjenta z normalnego życia). Skoro ewidentnie widać, że istnieją zakresy, jak to napisałeś, ficzerów, dla których życie pacjenta jest utrudnione lub zgoła niemożliwe, to wypada dla wygody jakoś taką sytuację nazwać. Hej, a czemużby nie "chorobą psychiczną".
-
2017/04/19 13:13:24
@m_caliban
A pewnie, że tak. Nieprecyzyjnie się wyraziłem chiba, chodziło mi tradycyjne rozumienie choroby psychicznej jako funkcji obiektywnie negatywnej. Im szybciej ludzie zrozumieją, że wszyscy jesteśmy "chorzy psychicznie", tym łatwiejsze będzie rozumienie się nawzajem.
-
wo
2017/04/19 13:15:23
@mcaliban
"To jest dość śmiała teza w kontekście ludzi, którzy mają np właśnie ciężką depresję,"

Nie wiem, czy taka śmiała, widziałem to w wielu książkach popularnonaukowych (na pewno u Kępińskiego). Wiele chorób psychicznych układa się w spektrum, w którym na początku masz łagodną dolegliwość, a w skrajnej wersji już niezbędne jest leczenie kliniczne. Taka postawa, że każda odchyłka od normy jest chorobą i jako taka powinna być leczona (najlepiej przymusowo) to raczej coś, co odchodzi szczęśliwie w przeszłość.
-
2017/04/19 13:20:25
@jabiru
"Czy Fine wyjaśnia dlaczego kobiety gorzej grają w szachy?"

Guglnij sobie "László Polgár" i o jego córce Judith, a dowiesz się że to bzdura.
-
2017/04/19 13:52:06
@wo

Jasne, to mam właśnie na myśli - po prostu wzięte at face value uproszczenie ("nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna") wywołało mój sprzeciw. Raczej właśnie sensowniej jest powiedzieć, że istnieją w ramach tych spektrów jakieś płynne i zależące od wielu czynników granice, w których się w większości poruszamy. To nie sprawia, że pojęcie choroby staje się tu nieużyteczne, tylko z kategorii, no nie wiem, "normocentrycznej", staje się kategorią bardziej pragmatyczną. W teorii oczywiście, bo w praktyce klinicznej to w ogóle przeróżnie pewnie bywa.
-
2017/04/19 14:17:57
@WO i podobnie m_caliban
"Nie widzę mechanizmu."

Kobiety są wynagradzane najlepiej (to znaczy nie nisko w porównaniu do średniej wynagrodzeń i nie mniej niż koledzy-mężczyźni w tym samym zawodzie) w zawodach zrównoważonych płciowo. Mężczyźni zarabiają znacząco lepiej od kobiet w tym samym zawodzie zarówno w zawodach zmaskulinizowanych jak i w zawodach sfeminizowanych. Co do tych ostatnich, np. w odniesieniu do zawodu pielęgniarki/ pielęgniarza jest dobrze dowiedzione, że mężczyźni, którzy wchodzą do tej profesji są w niej szybciej promowani i łatwiej trafiają do najlepiej wynagradzanych specjalizacji [1]. Podobnym długookresowym przykładem jest programowanie komputerów - pierwotnie zawód sfeminizowany i niskopłatny, który potem stał się zmaskulizowany i (do czasu) wysokopłatny [2]. Państwo wprowadzając parytet mężczyzn w zawodach opiekuńczych i jednocześnie wymagając równości wynagrodzeń może wykorzystać ten trend, korygując go na korzyść kobiet. Powinno to być państwo (rząd, samorządy) działające zarówno jako regulator, jak i jako znaczący pracodawca. Dziękuję za dyskusję, niskie ukłony!

[1] www.census.gov/people/io/files/Men_in_Nursing_Occupations.pdf

[2] www.smithsonianmag.com/smart-news/computer-programming-used-to-be-womens-work-718061/
-
2017/04/19 14:36:04
@m_caliban

"Jasne, to mam właśnie na myśli - po prostu wzięte at face value uproszczenie ("nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna") wywołało mój sprzeciw. Raczej właśnie sensowniej jest powiedzieć, że istnieją w ramach tych spektrów jakieś płynne i zależące od wielu czynników granice, w których się w większości poruszamy. To nie sprawia, że pojęcie choroby staje się tu nieużyteczne, tylko z kategorii, no nie wiem, "normocentrycznej", staje się kategorią bardziej pragmatyczną. W teorii oczywiście, bo w praktyce klinicznej to w ogóle przeróżnie pewnie bywa. "

Znani mi psychiatrzy, w tym moja szanowna rodzicielka, by się całkowicie z tobą zgodzili. Ogólnie być może dawno temu było inaczej ale od dość dawna zakłada się że o "chorobie" mówimy jak coś komuś przeszkadza w funkcjonowaniu w społeczeństwie. I to raczej w jego ocenie a nie w ocenie innych. No chyba że społeczeństwo stwierdzi ze delikwent komuś zagraża - no ale to wymaga decyzji sądu i sądy wcale nie są bardzo wyrywne by kogokolwiek przymusowo leczyć, przynajmniej ludzi bez agresywnych historii.

Generalnie nie można się zgodzić ze jak nie ma inwazji bakterii/wirusa/innej cholery to nie ma choroby, musielibyśmy wyłączyć zbyt wiele istotnych rzeczy w tym np wszelkie zaburzenia hormonalne które mają zajebiście duże przełożenie na funkcjonowanie społeczeństwa. nie tędy droga. To są choroby, tyle że stwierdzenie czy ktoś jest chory czy nie, nie jest zerojedynkowo obiektywne tylko bazuje bardziej na tym czy mu to przeszkadza czy nie. Możnaby pewnie teoretycznie nazywać takie rzeczy innym słowem w odróżnieniu od choroby=inwazji czegoś tam na organizm, ale to przyniosłoby zdecydowanie więcej szkody niż pożytku bo mniej światła część społeczeństwa potraktowałaby to jako powód do nieleczenia się.
-
2017/04/19 15:56:42
@wo

...na dzień dobry odsiewa wszystkich polskich prawicowych publicystów...

Publicystów bez: i publicystek?
Lapsus, uogólnienie czy rzeczywiście publicystek tam na lekarstwo?
Prawdę mówiąc w porównaniu z takim TOK FM czy GW, gdzie kobiet zatrzęsienie, to chyba tak jest. Ale ja szczegółowo tamtej publicystyki nie śledzę i mogę się mylić.
-
2017/04/19 16:26:47
To jest swoją drogą ciekawe, osobiście nie byłbym w stanie wymienić żadnej prominentnej hardkorowo prawicowej publicystki poza Jaworowicz i Gargas. I żoną Terlika, no ale żona Terlika jest jego żoną i na tym polega jej fejm, więc chyba nie ma co jej liczyć. To jest jednak sausagefest: Ziemkiewicz, Gmyz, Karnowscy, Terlik, Wildsteinowie, Pereira, Semka, Sakiewicz, Lisicki etc...
-
2017/04/19 19:05:27
@rozowyguzik
> stawiam dolary przeciw orzechom, że Twój guess by
> przeszedł recenzję, jakbyś go ładniej napisał.
Pytałem o różnice międzypłciowe w umiejętnościach szachowych, bo to jest jeden z ad-korwinum argumentów za patriarchatem. To nie jest trolowanie. Nie czytałem książki, więc chciałem się dowiedzieć, czy Fine coś o szachach wspomniała.

@cmoscmos
Sam powinieneś pogooglać. Polgar była w porywach niezła, i tyle.

@m_caliban @wo @nonamenoneed
Opowieści o praniu skarpet kosztem 'grania w grę', to jest odpowiednik hipotez 'mężczyźni grają lepiej, bo musieli przewidywać, którędy przejdą karibu'. Hipoteza o 'grze niedziewczyńskiej' może wyjaśniać część różnic. 'Fizyczne aspekty szybkości i wytrzymałości' - nie broni się w ogóle. Przypuszczam, że za kilka metaanaliz do przodu szachy będą na liście dziedzin, w których różnice międzypłciowe realnie istnieją (mężczyźni lepsi). Pytanie tylko, zakładając że mam rację, jakie to ma praktyczne znaczenie i czy można na tym budować koncepcje, w jaki sposób społeczeństwo *powinno* funkcjonować. Ogólnie publisia ma taki problem z biologią, że na siłę chce z niej wywnioskować pożądane normy zachowań dla Homo sapiens. A jak rezultat wnioskowania nie pasuje do tego, co oczekuje, to rzuca pomidorami.
-
wo
2017/04/19 19:23:09
@jabiru
"Hipoteza o 'grze niedziewczyńskiej' może wyjaśniać część różnic. "

Wszystkie. Że populacja będzie mieć statystycznie zauważalne gorsze wyniki w danym eksperymencie, jeśli ochotnikom się przedtem mimochodem zasugeruje coś w stylu "takim jak ty ten test wychodzi gorzej", na to jest tak potężny materiał dowodowy, że samego istnienia tego mechanizmu, "samosprawdzającej się przepowiedni", nikt nie kwestionuje.

"Pytanie tylko, zakładając że mam rację, jakie to ma praktyczne znaczenie i czy można na tym budować koncepcje, w jaki sposób społeczeństwo *powinno* funkcjonować. "

Skoro nie można, to znaczy, że tylko debil może się sprzeciwiać równości, prawda? A argumenty za równością tu już przytaczano.
-
2017/04/19 19:51:03
@jabiru
"'Fizyczne aspekty szybkości i wytrzymałości' - nie broni się w ogóle"

Ale masz jakieś wsparcie, czy tak sobie tylko powiedziałeś?
-
2017/04/19 20:15:44
jabiru
"Sam powinieneś pogooglać. Polgar była w porywach niezła, i tyle."

Ale znasz sprawę od początku, bo mam wrażenie że nie? Polgar ojciec był pedagogiem i miał tezę, że nie ma czegoś takiego jak wrodzone zdolności. I żeby to udowodnić wymyślił, że zrobi z pierwszych z brzegu dzieci - czyli swoich córek - mistrzynie międzynarodowe w szachach, w dodatku równorzędne z mężczyznami. No i szast-prast - i się udało.
Co zresztą mocno wspiera tezy Gospodarza.
-
2017/04/19 23:06:24
Prawdopodobnie jednak różnice międzypłciowe w szachach nie są duże. Znalazłem pracę opublikowaną w 2009 w Proceedings B:
Why are (the best) women so good at chess? Participation rates and gender differences in intellectual domains
rspb.royalsocietypublishing.org/content/276/1659/1161.short
z której wynika że przewaga mężczyzn to może być efekt statystyczny. Trochę upraszczając: liczba grających mężczyzn jest dużo większa od liczby grających kobiet, więc wśród mężczyzn łatwiej znaleźć osoby wybitne. Autorzy wyliczyli, że w Niemczech to tłumaczy 96% międzypłciowych różnic w sile gry.
-
2017/04/20 09:18:17
@ jabiru

"Trochę upraszczając: liczba grających mężczyzn jest dużo większa od liczby grających kobiet, więc wśród mężczyzn łatwiej znaleźć osoby wybitne."

Do tego w skrócie sprowadzała się moja teza o graniu w grę i skarpetach, przepraszam za biedasarkastyczną formę. Papier w sumie chętnie przejrzę.

To + faktycznie "niedziewczyńskość" rozumiana jako względnie mniejsza akceptacja dla graczek niz dla graczy imo wyjaśnia nie tylko szachy, ale w ogóle wiele gier. Np. zespoły grające zawodowo w gry komputerowe (LoLa, FPPy, gry Blizzarda etc) też są sausagefestowe w dużej mierze, graczki to raczej rodzynki - i chyba nikomu by nie przyszło do głowy wywodzić tej dysproporcji z wrodzonej wyższości mężczyzn nad kobietami w klikaniu (chociaż...). Dla mnie jest ciekawe, że akurat szachy są w tym względzie tak fetyszyzowane. Jest jakieś nieme założenie w naszej kulturze, że szachy to jakiś ostateczny probierz inteligencji. Czemu np nie Scrabble albo cuś, Scrabble jest lepsze niż szachy, bo używa przydatnych poza grą bibliotek (słów zamiast posunięć, fragmentów partii, czy na czym tam szachiści pracują).
-
2017/04/20 13:49:01
Z tej pracy wynika, że wpływ niedziewczyńskości szachów, jeśli w ogóle jest, to działa na etapie decyzji o zaangażowaniu w sportowe szachy. Później 'drop-out rate' jest podobny u dziewczynek i chłopców.

Szachy jako fetysz: pewnie dlatego, że stare, nielosowe i złożone. Szachiści mają też systemy wyznaczania 'siły gry' w formie punktów, więc można łatwo porównywać graczy, a ludzie to uwielbiają. Ale z innej pracy Bilalica
www.cambridge.org/core/journals/journal-of-biosocial-science/article/how-intellectual-is-chess-a-reply-to-howard/1F1822D570C42F55BD8D9A9D2BF202F8
(ten sam, który był pierwszym autorem artykułu w PRSB), wynika że korelacja umiejętności szachowych z IQ jest u dorosłych znikoma.
-
2017/04/20 14:24:00
"nie ma czegoś takiego jak choroba psychiczna"

A zespół Macierewicza?
-
2017/04/20 16:00:48
@ m_caliban

..."niedziewczyńskość" rozumiana jako względnie mniejsza akceptacja dla graczek niz dla graczy...

Fajnie byłoby zobaczyć Barbie, rozjeżdżającą mózgowców w wyciągniętych swetrach na jakimś prestiżowym turnieju szachowym. Może uzmysłowiłoby młodym dziewczynom, że inteligencja to stan umysłu, a nie dress code. Żeby być mądrym wcale nie trzeba wyglądać jak Skłodowska.
W popkulturze trochę filmów czy książek jest. Z filmu na myśl przychodzi mi na szybko Erin Brockovich z Roberts w roli głównej. Nie wiem jak teraz wygląda to na tym najwcześniejszym etapie rozwoju dziecka, bo syn mi wyrósł i nie śledzę, ale kiedyś w filmach dla dzieci, dziewczynka jak była ładna to była lubiana przez wszystkich głupiutka blond włosa trzpiotka. Jak mądra to w okularach, burym swetrze i przemądrzała brunetka. A która dziewczynka chciałaby nosić okulary?
-
2017/04/20 16:21:42
mw.61
Fajnie byłoby zobaczyć Barbie, rozjeżdżającą mózgowców w wyciągniętych swetrach na jakimś prestiżowym turnieju szachowym.

www.mathgoodies.com/McKellar/

-
2017/04/20 16:39:12
@mw.61
"Fajnie byłoby zobaczyć Barbie"

Były i są takie zabawki, Barbie-inżynier, Barbie-genetyk molekularny etc. Szczerze, mam ambiwalentne uczucia co do tego. Wyciągnięte swetry = stereotyp. Lale a'la Barbie - też niezbyt fajnie, bo wysyłają mesydż, że kobieta ma nie dość, że liczyć w pamięci iloczyny tensorowe i latać rakietą, to jeszcze dbać o makijaż i kieckę. Nie można jakoś sprzedać mesydżu, że każdy może wyglądać jak se chce, dopóki umie latać tą rakietą? [mam w tym interes jako nerd niechluj, oczywiście]

A tak serio, to nie ma co uciekać się do zabawek, jak są faktyczne grupy takie jak np Geek Girls Carrots, które robią mniej więcej to (pomagają laskom szkolić się w programowaniu, żeby mogły wygrywać konkurencję ze skarpeciarzami), mając przy tym tę zaletę, że są prawdziwe. Więc jak bym chciał przekazywać odpowiednie wzorce, to pokazałbym młodym dziewczynom karotki albo jakieś outspoken młode naukowczynie z dziedziny wybranej.
-
2017/04/20 16:43:50
@rpyzel

Super. To powinna być lektura obowiązkowa zamiast zamiast patriotycznych gniotów. Ale na razie w podstawówce czy gimnazjum takie przykłady i takie książki nie są priorytetem.
Przynajmniej u nas.
-
2017/04/20 16:57:11
@m_caliban

...Były i są takie zabawki, Barbie-inżynier, Barbie-genetyk molekularny...

No patrz. Stary jestem. Za moich czasów... .


...każdy może wyglądać jak se chce ...


To chyba męski punkt widzenia. Baby, przynajmniej w tej materii, są jakieś inne.
Hmm, chyba trochę seksistowska opinia, ale czy ja wiem?
To co podrzuciłeś z Geek Girls Carrots czy link rpyzela przekonuje mnie, ale czy przekonuje gimnazjalistki?
-
2017/04/20 17:05:55
@m_caliban
Szczerze mówiąc, to ja jestem za sprzedawaniem tego, że fajnie, że człowiek robi super rzeczy, ale jako esteta, to jednak nie mam nic przeciwko przypominaniu, że przy tym można też dobrze wyglądać. I raczej chciałbym widzieć zmianę w drugą stronę - by chłopakom i mężczyznom też o tym przypominano.
Chciałbym dożyć czasu, gdy faceci będą mieli społeczne przyzwolenie na odpindrzanie się jakby to był starożytny Egipt.
Niech każdy wygląda jak chce, byle było to estetyczne. A jeśli jeszcze do tego wysportowany będzie - nic, tylko fetować. Wszak dla społeczeństwa będzie to nadzwyczaj przydatne.
-
2017/04/20 19:07:33
@szachy,
"Jest jakieś nieme założenie w naszej kulturze, że szachy to jakiś ostateczny probierz inteligencji. Czemu np nie Scrabble"

Może po prostu realizują klasyczną fantazję na temat wojny w wersji dla jałogłowych.

Co ciekawe, szachy wcale nie są tak znowu czysto związane z samą inteligencją -> niesamowite znaczenie ma monotonne wykucie biblioteki otwarć, czy końcówek. MOŻNABY zaprojektować grę bardziej połączoną z inteligencją.

Mnie zaś osobiście drażni że króla się nie zabija :D

@"kobieta-inżynier"
Problem w tym co napisał awal: "Kobiety są wynagradzane najlepiej w zawodach zrównoważonych płciowo", [nawet jeśli tam też są dyskryminowane]
Racjonalną decyzją dla inteligentnej kobiety będzie unikanie zawodów w których będzie dyskryminowana bardziej.
-
2017/04/20 20:04:17
@b-at-at
A ja się nie zgadzam z jakimkolwiek wymogiem estetycznym. Niech każdy wygląda jak chce, kropka. Z wymogów, to najwyżej bym wprowadził zakaz kodyfikowania niemowląt na niebiesko i różowo.

Zauważ, że ładni/wysportowani ludzie mają wywierają nieco dominujący wpływ na tych mniej estetycznych. Im są bardziej widoczni w danym otoczeniu, tym bardziej chowają się ci mniej atrakcyjni. Tutaj nie mam żadnych badań, ale obserwuję cosplaye od dawna - kiedyś były pełne osób o atrakcyjności przyzerowej z ręcznie robionymi kostiumami po nocach, a teraz masz głównie gorące laski ubrane w dizajnerskie ciuchy za fafset zeta. No i szczerze wątpię, żeby to liczba brzydkich, grubych nerdów nagle zmalała.
-
2017/04/20 21:29:42
@ mw.61

"To co podrzuciłeś z Geek Girls Carrots czy link rpyzela przekonuje mnie, ale czy przekonuje gimnazjalistki?"

No to zależy od kapitału kulturowego wyniesionego z domu i od szkoły. Na to pierwsze nie mamy za bardzo wpływu poza domem własnym, a to drugie... no cóż, jakość nauczania, świecka szkoła, takie tam lewackie wynalazki temu przecież w gruncie rzeczy mają służyć. Oczywiście teraz będzie z tym problem, skoro edukacja ma się raczej kierować ku produkowaniu jarających się żołnierzami wyklętymi Prawdziwych Patriotów i pasujących do nich Matek Polek Rodzących Małych Powstańców. Praca u podstaw więc, I guess. Moim zdaniem to jest ważna część popularyzatorskiej roli nauczycieli akademickich itp.
-
2017/04/21 00:07:36
Kawałek ciekawej dyskusji prawie mnie ominął...

@rozowyguzik

Raczej w ten sposób - nie ma chorych psychicznie, są jednak choroby psychiczne; choroby psychiczne są pewnymi konstruktami, niektórzy spełniają kryteria, inni nie; leczenie to zupełnie inna sprawa; leczenie jest po to, aby tobie było lepiej, i innym z tobą było lepiej.


@ różowy - niebieski
Spróbuj przekonać kilkulatkę, że różowy nie jest O.K. - życzę powodzenia. Dysponuję bogatą kazuistyką.
Podobno niegdyś różowy był dla chłopców, a niebieski dla dziewczynek (sprawdzić, czy nie urban legend - wie ktoś coś na ten temat, poza wiadomościami z internetów?)
-
2017/04/21 00:39:56
@vito-slav
Mówie o niemowlętach. Różowy jest bardzo fajnym kolorem. ;)
-
2017/04/21 07:45:39
@mw.61:
> "A która dziewczynka chciałaby nosić okulary?"
W Muzeum Zofii Kossak-Szczuckiej (Górki Wielkie) opowiadają, że miała poważną wadę wzroku, ale w dzieciństwie jej nie leczyła, bo kto by pojął za żonę pannę w okularach? Wyjście z panną na wydaniu do okulisty było w tych czasach absolutnie niemożliwe, nawet w tak jednak światowej rodzinie jak Kossaków... Brr...
-
2017/04/21 09:43:52
@autyzm a choroba
Skoro utrudnia socjalizację (generuje wyższe jej koszty), to jest chorobą. Albo przynajmniej tak powinien być traktowany. Chyba, że chcemy masowo wywalać autyków z przedszkoli, jako jednostki "nieefektywne ekonomicznie".

@"Z wymogów, to najwyżej bym wprowadził zakaz kodyfikowania niemowląt na niebiesko i różowo."
A to akurat wydawało mi się najmniej szkodliwą formą podziału "tylko dla M / tylko dla K". Przy tym mającą nawet jakiś walor pragmatyczny w postaci łatwiejszej identyfikacji piaskownicowej.

@"kobieta-inżynier"
Na moje oko, w ostatnich 10-15 latach w Polsce dokonała się istna rewolucja w tym zakresie. Chociaż może nie na każdym kierunku.

@"Opowieści o praniu skarpet kosztem 'grania w grę', to jest odpowiednik hipotez 'mężczyźni grają lepiej, bo musieli przewidywać, którędy przejdą karibu'."
Nie. Te pierwsze to opowieści o nierównym dostępnie do zasobów, a te drugie to opowieści o rzekomych wrodzonych różnicach. Jakościowo to dwie różne kategorie.

@"15% mężczyzn w zawodach opiekuńczych (przedszkolanki, pielęgniarki, położne) - poczynając od miejsc w odpowiednich szkołach zawodowych i uczelniach."
To jakaś szybka ścieżka likwidacji tych szkół i uczelni "z powodu braku chętnych"? Czy też będzie to połączone z propozycją rozdawania legitymacji ludziom z łapanki i utrzymywania ich benefitami pieniężnymi "tylko dla mężczyzn". W ten sposób z parytetu się zwyczajnie nie powinno korzystać.

@"Państwo wprowadzając parytet mężczyzn w zawodach opiekuńczych i jednocześnie wymagając równości wynagrodzeń może wykorzystać ten trend, korygując go na korzyść kobiet."
To się zwyczajnie kłóci z poprzednim. Najpierw trzeba by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego mężczyźni awansują w tych zawodach szybciej (strzelam, że np. dlatego, że są mniej obciążeni obowiązkami domowymi), a dopiero potem myśleć o tym, jak państwo ma "bodźcować równość".

@"Aby tego uniknąć, trzeba wprowadzać socjalizm w sferze opiekuńczych funkcji państwa (przedszkola, opieka nad starszymi)"
To też są złudzenia klasy średniej. Nie każde dziecko dobrze się aklimatyzuje w żłobku. Żłobki i przedszkola nie zapewniają opieki nad dziećmi chorymi. Żłobki i przedszkola są też w końcu umiarkowanie elastyczne. Ergo są kompletnie nie do pogodzenia z wymogami współczesnej pracy prekarnej (gotowość do pracy 24 h na dobę 30 dni w miesiącu bez przerw na takie fanaberie, jak choroba, a jednocześnie gotowość do nie otrzymania wynagrodzenia). Prawicowe narracje są tak popularne, bo są zwyczajnie technicznie wykonalne, a jednocześnie przynajmniej werbalnie obiecują ochronę jednej z ostatnich instytucji umożliwiających klasom niższym wykonalność reprodukcji własnych genów.

@"Moim zdaniem to jest ważna część popularyzatorskiej roli nauczycieli akademickich"
Zostali spacyfikowani przez poprzednią ekipę rządzącą, która popularyzatorstwu nadała mnożnik zero w ocenach pracowniczych.
-
2017/04/21 10:17:55
@red.grzeg

...szachy wcale nie są tak znowu czysto związane z samą inteligencją...

Ciekawe jaki IQ ma Deep Blue. Pewnie Forrest Gump to przy nim geniusz.
Biedny Gasparow. Przegrał z idiotą.
-
2017/04/21 10:27:41
Kasparow oczywiście
-
2017/04/21 10:37:15
@mw.61,
Cieszę się że się zgadzamy!
-
2017/04/21 13:29:26
@loleklolek_pl

"Najpierw trzeba by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego mężczyźni awansują w tych zawodach szybciej (strzelam, że np. dlatego, że są mniej obciążeni obowiązkami domowymi)"

Nie musisz strzelać, przejrzyj podlinkowane studium. Główną rolę odgrywa "frame of reference" - mężczyzna w sfeminizowanym zawodzie jest postrzegany jako stworzony do szczególnych wyzwań, otrzymuje więcej okazji rozwoju, staje się przedmiotem nieformalnego "synowskiego" mentoringu ze strony starszych menadżerek itp.

"To jakaś szybka ścieżka likwidacji tych szkół i uczelni "z powodu braku chętnych"? Czy też będzie to połączone z propozycją rozdawania legitymacji ludziom z łapanki i utrzymywania ich benefitami pieniężnymi "tylko dla mężczyzn"."

Ten parytet nie musi być formalnie wiążący, wystarczy żeby był zakreślonym celem, za którym pójdą działania promocyjne i rekrutacyjne. Nie opisuję bajki, lecz realne doświadczenia krajów zachodnich. Przykładowo, w Polsce mężczyźni w opiece przedszkolnej to promile, w Niemczech to już procenty, choć sytuacja startowa była gorsza niż u nas ze względu na zachodnioniemiecką ogólną niechęć do przedszkoli (kojarzonych z NRD). Najbardziej konsekwentnym promotorem mężczyzn w tym zawodzie jest tam... kościół ewangelicki, operator wielu przedszkoli, który tak rozumie chadecką promocję wartości rodzinnych (ech...). Jest to jednak również oficjalna polityka państwowa [1]. Głównym wyzwaniem jest ustalenie reguł dotyczących ochrony przed pedofilią, które zapewnią poczucie bezpieczeństwa rodzicom, bez marginalizowania męskich opiekunów.

"Żłobki i przedszkola są też w końcu umiarkowanie elastyczne. Ergo są kompletnie nie do pogodzenia z wymogami współczesnej pracy prekarnej"

Owszem, ale lepszy nie całkiem elastyczny żłobek z opiekunkami-pracownicami i rodzicami-(pół)prekariuszami niż elastyczne opiekunki-ultraprekariuszki (np. Ukrainki) pracujące dla rodziców oszukujących się, że "wychowują" dzieci w warunkach swej ciągłej dostępności dla pracodawcy. Żłobki/ przedszkola nie są odpowiedzią na wszystko, ale dobrze prowadzone we współpracy z rodzicami (nie jako przechowalnie maluchów) są potrzebne zarówno jako instrument osiągania równouprawnienia, jak i jako ważny element systemu wychowawczo-szkolnego. Nie będąc w żadnej mierze ekspertem, gdybym amatorsko miał się pokusić o kilka wskazówek to byłaby to lista jak poniżej:

1) nacisk na stałość i liczebność dobrze przygotowanego personelu - idealnie dwoje opiekunów na grupę ok. ośmiorga dzieci. Wiem, to ambitne w polskich warunkach, jednak niekiedy można oszczędzać na wydatkach na infrastrukturę, często ta pozostawiona przez PRL jest porządna i wcale nie gorsza niż w krajach zachodnich (raczej lepsza, bo u nas przedszkole/ żłobek to zazwyczaj budynek na osobnej działce z jakimś choćby skrawkiem zieleni, a tam często piętro biurowca)

2) mieszane wiekowo grupy: dzieci 1-2 roczne świetnie sobie radzą w grupie z 3-latkami - uczą się, przejmują wzorce, a dorastając wchodzą w role "opiekuńcze"

3) regularny plan dnia akcentujący mikro-przejścia (teraz kończymy zabawę i przygotowujemy się do drzemki), zachęcający do samodzielności (3-latek może spokojnie np. nakrywać stół), i otwierający na realne sytuacje życiowe (dzieci mogą np. iść do sklepu kupić owoce, z których potem zrobią sałatkę)

4) włączanie rodziców w życie przedszkola - nie od święta lecz przez drobne wydarzenia typu wspólne śniadanie

5) 6-latki (a jeszcze lepiej 5-latki) powinny przechodzić z przedszkola do edukacji szkolnej (klasy "pre-school" przy szkołach)

[1] tu przeglądowe studium i spis literatury, również po angielsku: //www.bmfsfj.de/blob/94268/a974404ff4a9f51a20136bfc8a1e2047/maennliche-fachkraefte-kitas-data.pdf
-
2017/04/21 14:30:50
@"Ten parytet nie musi być formalnie wiążący, wystarczy żeby był zakreślonym celem, za którym pójdą działania promocyjne i rekrutacyjne."
Ale jak deklarujesz wartość progową (15%) to go właśnie formalnie wiążesz, przez co dajesz bodźce do tego, by:
a) organizacje, które teraz mają promile w ogóle w to nie wchodziły ze względu na zbyt duże ryzyko
b) organizacje, które są bliżej tych 15% wysyłały wewnętrzne sygnały o konieczności bezwzględnego forowania, włączając w to "lądowanie na dywaniku szefa" za to, że ustrzeliło się gościa, który zadeklarował, że ma wszystko gdzieś, a potem udowodnił, że nie żartował.
Te 15% to wielki prezent dla oponentów równości. Do tego zbyteczne, bo przy udanej promocji szybko samo zrobi się więcej.
-
2017/04/21 15:08:47
@awal

...kościół ewangelicki, operator wielu przedszkoli, który tak rozumie chadecką promocję wartości rodzinnych (ech...). Jest to jednak również oficjalna polityka państwowa...

Czyli na dzisiaj możemy se pogadać. Paraleli nie ma. W naszych realiach akademicka dyskusja.KK ma imny model.

...ustalenie reguł dotyczących ochrony przed pedofilią...

W parafii czy tak ogólnie?
Kpię, ale jak postawię się w buty gościa, zatrudniającego opiekuna w przedszkolu, to kandydat rodzaju męskiego będzie kontrowersyjny już na starcie. Podświadomie. Rodzice będą myśleć tak sam.
Stajnia Augiasza. Czyszczenie stereotypu to robota dla Herkulesa. Franciszek za słaby, bo chyba tam tego Herosa w naszych realiach trzeba szukać. Niestety.
-
2017/04/21 15:09:35
15% widzę jako próg, przy którym osłabieniu ulegają wspomniane czynniki forujące nielicznych mężczyzn i zawód staje się bardziej zrównoważony płciowo. Ale masz rację, realistycznie już 5% byłoby w Polsce sukcesem - można to promować choćby przez publiczną debatę i publikując dane porównawcze. Dodajmy, że zawody opiekuńcze i wychowawcze mogą być w przyszłości "drugą karierą" dla osób, które przeszły ścieżkę kariery w innej branży. Swoista profesjonalizacja statusu babci/ dziadka, który będzie się osiągać w relatywnym zdrowiu i wiele lat przed późnym wiekiem emerytalnym. Przykład: ogłoszona w zeszłym roku decyzja publicystki "Financial Times" Lucy Kellaway, aby zostać nauczycielką matematyki [1].

[1] www.theguardian.com/education/2016/nov/21/lucy-kellaway-plans-to-lead-the-way-to-teaching-for-career-changers
-
2017/04/21 15:23:04
@"jak postawię się w buty gościa, zatrudniającego opiekuna w przedszkolu, to kandydat rodzaju męskiego będzie kontrowersyjny już na starcie."

A w rzeczywistości:
"dyrektorka Przedszkola nr 1 w Andrychowie. W sytuacji, gdybym miała wybrać ze sterty CV, na której leżałoby kilkanaście życiorysów kobiet i jedna aplikacja od pana o takich samych kwalifikacjach, bez wahania wybrałabym mężczyznę dodaje. [..] dyrektorka prywatnego Przedszkola [..]nie ukrywa, że jest bardzo zadowolona z pracy wychowawcy, którego zatrudnia. [..] Piotrek, Maciek i Rafał zdają sobie sprawę, że pracodawcy będą się o nich rozbijać, jeśli zdecydują się na pracę w przedszkolu lub nauczanie zintegrowane. [..] Na III roku kierunku pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna kształci się 88 kobiet i 3 mężczyzn"
-
2017/04/21 15:36:51
@red grzeg

...A w rzeczywistości...

To pocieszające. Mam nadzieję, że nie mam racji.

Pytanie co myślą rodzice.
-
2017/04/21 15:48:43
@loleklolek_pl
<kolorystyczna segregacja niemowląt>
"A to akurat wydawało mi się najmniej szkodliwą formą podziału "tylko dla M / tylko dla K". Przy tym mającą nawet jakiś walor pragmatyczny w postaci łatwiejszej identyfikacji piaskownicowej."

A IMO to taki gateway drug do dalszych podziałów - osobnych zabawek, osobnych zainteresowań, a wreszcie osobnej roli. Po co właściwie chciałbyś identyfikować płeć dziecka w piaskownicy?
-
2017/04/21 16:44:58
Mimo wszystko te różne kolorki w jednej piaskownicy - to nie jest tak źle.*

Bardziej mnie martwi segregacja piaskownic wg pozycji rodziców.

*chociaż mam tutaj dwie bardzo luźne refleksje: 1) można chyba więcej fantazji wykazać niż niebiesko-różowy 2) ale czekam tylko na pojawienie się w piaskownicach dzieciaków w militarnym kamuflażu (najbardziej pasowałby pustynnny...)
-
2017/04/21 17:16:45
@red.grzeg
To nie jest jakaś tragedia, ale też nie jest to dobry zwyczaj. Dalej to się przecież rozwija tak, że dwuletnia dziewczynka musi mieć finezyjnie przycięte włoski i pozawieszane ozdóbki.
-
2017/04/21 17:20:02
@red grzeg

...czekam tylko na pojawienie się w piaskownicach dzieciaków w militarnym kamuflażu (najbardziej pasowałby pustynnny...

Taki Tobruk w wersji bambino.

Tu się nie ma z czego śmiać. To jest tragiczne, że takie pop militaria w ogóle przychodzą mi do głowy.
Bronię się, ale kpina sama pcha się na język.
Jak pies Pawłowa.
Taka atmosfera?
-
2017/04/21 17:57:55
@mw.61

"Czyli na dzisiaj możemy se pogadać. Paraleli nie ma. W naszych realiach akademicka dyskusja.KK ma imny model."

W Polsce nie liczę na hierarchów chrześcijaństwa, lecz na samorządy opanowane przez chrześniaków WO.

"...ustalenie reguł dotyczących ochrony przed pedofilią...
W parafii czy tak ogólnie? Kpię, ale jak postawię się w buty gościa, zatrudniającego opiekuna w przedszkolu, to kandydat rodzaju męskiego będzie kontrowersyjny już na starcie..."

To jest problem zgłaszany w badaniach, ale rozwiązuje go w zasadzie z automatu wspomniany parytet: 2 osoby na grupę - nawet jeżeli grupa się popołudniami zmniejsza, zawsze choćby i jednym pozostałym w przedszkolu dzieckiem zajmuje się dwoje opiekunów (choć to kosztowny system). Ponadto ważne jest zwyczajne przyzwyczajenie społeczne do widoku mężczyzn w rolach ściśle opiekuńczych: pchających rano wózki na przystankach, wysiadujących w poczekalniach u pediatrów, zmieniających pieluszki na przewijakach dostępnych w miejscach publicznych. Szybko okazuje się, że to wygląda "normalnie".
-
2017/04/21 20:51:00
Na pytanie dlaczego kobiet jest tak mało w sportach motorowych (i kobiet szachistek) odpowiada nam Sąd Apelacyjny w Łodzi (w składzie trzech sędzin):
" W polskiej rzeczywistości żaden mężczyzna dobrowolnie nie odda kobiecie swojego samochodu, jeżeli jest zdolny do jego prowadzenia (trzeźwy)."

orzeczenia.lodz.sa.gov.pl/content/$N/152500000000503_I_ACa_000897_2012_Uz_2012-12-06_001
-
wo
2017/04/21 22:55:43
@rozowyguzik
"A IMO to taki gateway drug do dalszych podziałów - osobnych zabawek, osobnych zainteresowań, a wreszcie osobnej roli. "

Pododobnie to opisuje Fine. W ostatnim rozdziale jest sporo o genderowych zabawkach.
-
2017/04/23 14:48:29
Dzień dobry, kłaniam się gospodarzowi i komcionautom

@mężczyźni w zawodach opiekuńczych

Uczestniczyłam kiedyś w konferencji o opiekunach przedszkolnych - wśród prelegentów była banda wesołych przedszkolanków ze Szkocji. To było z pięć lat temu i już wtedy panowie mówili, że Edynburg chce dość intensywnie promować zawód wśród mężczyzn, ale na przeszkodzie wciąż stoją pieniądze. Społeczeństwo nadal oczekuje, że to mężczyzna będzie zarabiał więcej, co zniechęca wielu kandydatów.

Przyznali za to, że jeżeli już trafią do zawodu, to są traktowani lepiej. No bo kobieta to pracownik domyślny, taki od pieluch, karmienia i sznurowania butków. Za to pan jest od łażenia po drzewach i tarzania się w błocie, ewentualnie może uczyć języka albo muzyki. Miło mnie zaskoczyło, że to widzieli i próbowali stać solidarnie z koleżankami.
-
2017/04/27 11:01:33
@embercadero

"Znani mi psychiatrzy, w tym moja szanowna rodzicielka, by się całkowicie z tobą zgodzili. Ogólnie być może dawno temu było inaczej ale od dość dawna zakłada się że o "chorobie" mówimy jak coś komuś przeszkadza w funkcjonowaniu w społeczeństwie. I to raczej w jego ocenie a nie w ocenie innych. No chyba że społeczeństwo stwierdzi ze delikwent komuś zagraża - no ale to wymaga decyzji sądu i sądy wcale nie są bardzo wyrywne by kogokolwiek przymusowo leczyć, przynajmniej ludzi bez agresywnych historii. "

Nie chcę urażać krewnych i znajomych, ale piszesz to w kraju, w którym ostatnio odkryto przypadki osób bezterminowo wsadzanych za kratki zakładów zamkniętych na podstawie nieweryfikowanych opinii psychiatrycznych (w rodzaju "nie-przyznawanie się do choroby psychicznej jest objawem choroby psychicznej"). Ale pomijając te, być może nieistotne statystycznie, przykłady, są jeszcze liczniejsze przypadki fomułowania decyzji sądowych na podstawie testów projekcyjnych. Może za kratki nie wsadzą, ale w procesie rozwodowym dziecko odbiorą.

natemat.pl/132196,nieslusznie-przesiedzial-8-lat-w-psychiatryku-sad-najwyzszy-dokonal-kasacji-wyrokow-zniszczyli-mnie

www.sliwerski.pl/index.php/2017/03/29/naduzycia-bieglych-stosujacych-techniki-projekcyjne/

@awal111

"ustalenie reguł dotyczących ochrony przed pedofilią"

Dziś chyba mało kto pamięta, ale pierwsza fala skandali pedofilskich w latach 90-tych przetoczyła się przez przedszkola właśnie.

de.wikipedia.org/wiki/Wormser_Prozesse

en.wikipedia.org/wiki/McMartin_preschool_trial

Z tego co czytałem, zaczynało się od oskarżania męskiego pracownika danej instytucji. Potem fala przechodziła na opiekunki, rodziców, prokuratorów...


"Ten parytet nie musi być formalnie wiążący, wystarczy żeby był zakreślonym celem, za którym pójdą działania promocyjne i rekrutacyjne. Nie opisuję bajki, lecz realne doświadczenia krajów zachodnich. Przykładowo, w Polsce mężczyźni w opiece przedszkolnej to promile, w Niemczech to już procenty, choć sytuacja startowa była gorsza niż u nas ze względu na zachodnioniemiecką ogólną niechęć do przedszkoli (kojarzonych z NRD). Najbardziej konsekwentnym promotorem mężczyzn w tym zawodzie jest tam... kościół ewangelicki, operator wielu przedszkoli, który tak rozumie chadecką promocję wartości rodzinnych (ech...). Jest to jednak również oficjalna polityka państwowa [1]."

Trochę się przyczepię, bo z podawanego linku wynika, że po największej i najdłuższej kampanii w Norwegii udało się podnieść procent męskich opiekunów na (gdzie indziej nieosiągalne) 9%. Pomijam lokalne odchyły czy "instytucje mieszane wiekowo". Przy czym nie doczytałem, z jakiego poziomu startowano.

Z opracowania dla Niemiec wynika natomiast, że mężczyźni ponadprzeciętnie często lądują na stanowiskach kierowniczych (10% vs. 2,4%), co znowu nieco podważa tezę o jakimś wspólnym podnoszeniu wysokości przeciętnego wynagrodzenia.



I tak generalnie, odrywając się od tematu opiekunów, obawiam się sytuacji, w której na jakieś stanowisko będzie przyjmowany męski niepełnosprawny dyplomowany imigrant, żeby możliwie szybko "zaklepać" parytety wymagane przez państwo. Wiem, argument prawicowy nieco, ale ja, wiadomo, idologiczny odchył tego community.
-
2017/04/27 11:26:11
Autokorekta, w procesach w Worms nie chodziło o przedszkola, pomerdało mi się z innym procesem z tego czasu

de.wikipedia.org/wiki/Montessori-Prozess

I na dodatek, przecież w zestawieniu "dyplomowanych kobiet" nie powinno zabraknąć tego:

en.wikipedia.org/wiki/Mayim_Bialik
-
2017/04/27 22:46:46
@bert04

Coś zazgrzytało. Wywiad jest subiektywnym spojrzeniem na sprawę - i taka jest natura tego gatunku. Warto jednak poznać szczegóły orzeczenia o kasacji:

http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/Orzeczenia3/IV%20KK%20320-14.pdf

Sądy są miejscem, w którym odbywa się pewna gra - jak w teatrze; konieczne jest ustalenie reguł tej gry - a to już zależy od społeczeństwa; obiektywna i bezwzględna sprawiedliwość nie istnieje, nawet bym się jej bał.

Co do testów psychologicznych - niegdyś były bardzo modne. Dziś... "Nowa naukowa prawda nie triumfuje poprzez przekonywanie jej oponentów i sprawianie by zobaczyli światło, ale bardziej ponieważ jej oponenci w końcu umierają, a wyrasta nowe pokolenie, które jest z nią zapoznane." (Max Planck podobno) Polecam "Zakazaną psychologię" Witkowskiego.
-
2017/04/28 23:44:14
Czy książka rozwija temat patriarchat vs matriarchat? Z tego co mi wiadomo, to patriarchat był zawsze dużo częstszy od matriarchatu, także w społeczeństwach nie mających między sobą kontaktów, na wszystkich kontynentach. Kosmita mógłby stwierdzić, że patriarchat jest typowy dla ludzi, tak samo jak matriarchat jest typowy dla bonobo. Jak na razie nie widziałem żadnego dobrego wytłumaczenia dlaczego tak się stało. To, że mężczyźni są statystycznie silniejsi nie może być wytłumaczeniem, bo pozycja w społeczeństwie nie zależy od siły, tylko umiejętności socjalnych.
-
2017/04/29 13:48:03
Ciekawe, dlaczego korwiniści nie fetyszyzują gry w go jako szczytu intelektu. Podobno wymaga więcej kombinowania niż szachy (nie można się wykuć tych wszystkich obron sycylijskich na pamięć) i dopiero w ubiegłym roku pierwszy komputer wygrał z człowiekiem.
-
2017/05/03 02:01:36
"Kosmita mógłby stwierdzić, że patriarchat jest typowy dla ludzi, tak samo jak matriarchat jest typowy dla bonobo. Jak na razie nie widziałem żadnego dobrego wytłumaczenia dlaczego tak się stało. To, że mężczyźni są statystycznie silniejsi nie może być wytłumaczeniem, bo pozycja w społeczeństwie nie zależy od siły, tylko umiejętności socjalnych."

Na ile się orientuję w tej dziedzinie, patriarchat i matriarchat to nie są już określenia uważane za szczególnie płodne naukowo - zbytnio upraszczają relacje w grupach i sprowadzają je do matryc wywiedzionych z czasów uprawiania nauki wyłącznie przez mężczyzn - oraz do nieco późniejszej (połowa XX wieku) reakcji na te matryce. Zwiad kosmitów lądujący na Ziemi co powiedzmy 10 tys. lat od czasów wykształcenia się Homo sapiens 200 tys. lat temu za każdym razem widziałby - jak wspomniałem powyżej - egalitarne małe nomadyczne społeczności zbieracko-łowieckie, w których odrębne role płciowe nie były szczególnie wykształcone, dziećmi zajmowała się grupa a rolę przewodników pełnili starsi członkowie obu płci. Dopiero ostatni kosmiczny zwiad, gdyby trafił na początki rolnictwa zauważyłby zmiany. Rolnictwo to osiadły tryb życia (i idące za tym przypisanie kobiet opiekujących się małymi dziećmi do strefy przydomowej), udomowienie zwierząt (i idące za tym obserwacje co do roli samców, w tym mężczyzn, jako ojców konkretnych dzieci) a przede wszystkim wykształcenie się nadwyżki produkcyjnej, która pozwala na zaznaczanie osobistego statusu materialnego. Niektórzy mężczyźni, dorobieni na zajęciach pozadomowych, w jakich mogli się wyspecjalizować np. handlu pierwszymi dobrami luksusowymi (daktylami, oliwą) oraz młode kobiety o niższym od nich statusie socjoekonomicznym stawali się dla siebie wzajemnie atrakcyjni jako wzmacniacze osobistego sukcesu ekonomicznego i rozrodczego. Niewielkie różnice w rolach i wizerunkach płci uwypuklano - np. świeżo odkryte techniki barwienia tkanin stały się kulturową metodą wyróżniania stroju "kobiety z elit", która nie pracowała tak jak inne, ale też była bardziej zależna od męża - a już jej córka czy wnuczka uczyła się maksymalizować nieformalny wpływ w tym układzie i niekiedy samemu sięgała po pozycje społecznie dominujące. Tak to mniej więcej szło, później ten sam mechanizm się zresztą wielokroć powtarzał. U zarania rewolucji przemysłowej dominująca wtedy klasa arystokratyczna była względnie egalitarna - dawny męski etos rycerski zupełnie w ramach tej klasy zwietrzał i to kobiety nadawały ton życiu dworskiemu i salonowemu. Jednak nadchodzące w XIX wieku nowe elity państw burżuazyjnych okazywały się o wiele bardziej ścisłe w dżenderowym rozdziale ról - klub kupiecki, fraternia studencka, kasyno oficerskie czy nawet redakcja rewolucyjnej gazety to był świat wyłącznie męski, kobietom pozostawało symboliczne KKK. Przy czym u nas słabiej to akcentowano niż na Zachodzie bo burżuazja była u nas ledwo wykształcona jako klasa - stąd np. nasza Skłodowska-szlachcianka "nie wiedziała", że nie może dostać Nobla. Dopiero rok 1989 był może w Polsce cezurą porównywalną do początku XIX wieku na Zachodzie: wtedy to w miarę egalitarne i rozwiązłe (a przynajmniej rozlazłe) elity inteligenckie - późna spuścizna szlachecka - zostały zastąpione przez elity Janusz-biznesu, gdzie pan domu wyraża swoją dominację nad panią czy to przemocą symboliczną - seksistowskimi dowcipami przy grillu - czy przemocą zwykłą (jakiej przykład dał bydgoski radny). Bardziej zakorzeniony skutek równościowy przynosi dopiero solidne skandynawskie państwo socjalne: na duńskich przykościelnych cmentarzach gdzie często dziś chowa zmarłych pani pastorka, groby rodzinne sprzed kilku pokoleń miewają napis "Lars Jensen, rybak - Żona".

Powtórzmy: to wszystko to dopiero jedna statystycznie nieistotna próbka naszego badacza-kosmity - kiedy wróci następnym razem i nas jeszcze zastanie prawie na pewno obraz stosunków "rodzinnych" i "płciowych" (tego co z nich wyewoluuje) będzie raczej przypominał egalitarny obrazek sprzed 20 czy 30 tysięcy lat niż jakąkolwiek "tradycyjną" kulturę nowożytną.
-
2017/05/03 14:40:48
@mmoni

"i dopiero w ubiegłym roku pierwszy komputer wygrał z człowiekiem."

Z człowiekiem ogólniej wcześniej wygrywały, natomiast teraz po raz pierwszy wygrał z arcymistrzem.