Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Nadzieja w Norwegach

Fot. Wikipedia / Mic from Reading - Berkshire, United Kingdom - Las Vegas, Nevada - USA / CC - BY - SA

Szerokim echem w moim lewicowym bąbelku soszialmediowym odbiła się wiadomość, że norweski fundusz emerytalny zamierza wycofywać się z inwestowania w firmy, których zarządy zarabiają zbyt dużo. Pensjonsfond to w dzisiejszych czasach najpoważniejsza nadzieja na reformowanie kapitalizmu.

Fundusz jest w tej chwili największym giełdowym inwestorem świata. Należy do niego jeden procent Wszystkiego (wyprzedza go tylko emirat Abu Dhabi).

W odróżnieniu od funduszów inwestycyjnych należących do prywatnych inwestorów lub trzecioświatowych dyktatur, Pensjonsfond musi się kierować etyką. Demokratyczne społeczeństwo Norwegii lata temu uznało, że nie chce się bogacić w sposób nieetyczny, więc fundusz nie inwestuje np. w firmy tytoniowe czy zbrojeniowe.

Utrata norweskich petrokoron dla każdej notowanej na giełdzie spółki jest złą wiadomością, dlatego nikt nie chce wylądować na czarnej liście Pensjonsfond. Wyśrubowane norweskie etyczne kryteria wymuszają więc na przykład na zachodnioeuropejskich firmach odzieżowych, żeby chociaż udawały, że ograniczają wyzysk pracowników w Trzecim Świecie.

Nadmierne zarobki zarządów korporacji są problemem, który dziś dostrzegają nawet co bardziej rozgarnięci neoliberałowie. My na lewicy oczywiście widzimy go od dawna (jeśli chodzi konkretnie o mnie, dostrzegam go od kiedy 22 lata temu pożyczyłem od Ikonowicza „The State Were’In” Willa Huttona).

Mój ulubiony przykład to Charlie Wilson, prezes General Motors ze złotej ery amerykańskiej motoryzacji. Był najlepiej zarabiającym prezesem świata w latach 50. Zarabiał 600 tysięcy dolarów rocznie.

Współcześni prezesi General Motors zarabiają po kilkanaście milionów. To znacznie więcej nawet po uwzględnieniu inflacji.

Charlie Wilson kierował koncernem zatrudniającym najlepiej wynagradzanych robotników świata przy produkcji samochodów takich jak cadillac eldorado czy buick roadmaster. Jego współcześni następcy zatrudniają sprekaryzowany proletariat w Meksyku przy produkcji gavna, na które splunąć hadko.

W „The Wall Street Journal” przeczytałem komentarz Paula J. Daviesa, który przyznaje rację Norwegom. Davies obala typowe argumenty neoliberałów, że „prezesi muszą dobrze zarabiać, bo uciekną do konkurencji” albo „należy im się, bo przynoszą wartość akcjonariuszom”.

Typowym zjawiskiem jest benchmarking, czyli wiązanie zarobków prezesa z zarobkami innych prezesów - a więc czy firma stoi, czy firma leży, bonus prezesowi się należy. Davies cytuje badania, z których wynika, że firmy, których zarządy zarabiają powyżej mediany, mają średnio gorsze wyniki od tych, których prezesi zarabiają mniej. Mnie to nie dziwi.

Wszyscy teraz się ekscytują tekstem z Wirtualnych Mediów o premiach, które zarząd Agory sobie wypłacił za dobre wyniki. Smutno mi, bo mam wrażenie, że tylko ja czytam te raporty giełdowe. Przecież to było ogłoszone już jesienią 2016!

Otóż jakby przeczytać je wszystkie od samego początku, można zauważyć, że obecny zarząd i tak jest oszczędny na tle swoich poprzedników. Jak wygląda na tym przykładzie zależność wynagrodzenia zarządu od kondycji spółki, proszę sobie we własnym zakresie przeanalizować (mam swoje przemyślenia, ale nie wyrażę ich publicznie).

Historia kapitalizmu pokazuje, że pieniądze są kiepskim motywatorem. Sprawdzają się na szczeblu chudopachołków takich jak ja czy wy, moi drodzy komentatorzy, ale nie na szczeblu zarządu korporacji.

Powyżej pewnego progu zarobki przestają się przekładać na poziom życia. Na naszym liczy się każdy tysiąc, ale na ich poziomie milion fte czy wefte już nie zmienia niczego w namacalny sposób.

Oni walczą o te miliony już dla sportu. Są dla nich miernikiem osobistego sukcesu, jak punkty w grze.

Dla firmy lepiej jest, gdy jej prezes gra w inną grę - i zapewne dlatego tacy prezesi mają lepsze wyniki. Charlie Wilson był dumny z tego, że zarówno produkty jego koncernu, jak i warunki pracy w nim, budzą podziw na całym świecie.

Tą dumą mógł się nacieszyć do syta, ale jego pensja była przycinana zgodnie z ówczesną górną stawką podatku dochodowego - 91%. Gdy dziś proponuje się powrót do tych stawek, słyszymy często kontrargument, że to odstraszy zdolnych menadżerów.

Jeśli odstraszy tych, którzy grają w pieniądze - to super. Z biznesu odejdą ludzie tacy jak Martin Shkreli. Zwolnią miejsce dla takich jak Charlie Wilson. To będzie z pożytkiem i dla konsumentów, i dla pracowników, a więc w dalszej kolejności także dla inwestorów.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017, wo

Polecane wpisy

  • Dekaczyzacja ruszyła

    Niewiele wiadomości ucieszyło mnie tak bardzo, jak dekonstrukcja rządu. Żałosna nieudolność opozycji sprawia, że w tej chwili jedynym politykiem, mogącym obalić

  • Komunizm i (socjal)demokracja

    Portal strajk.eu podjął dziwną próbę rehabilitacji słowa „komunizm”. To ma tyle samo sensu, co rehabilitacja starohinduskiego symbolu szczęścia - dw

  • Jaki dresiarz

    W języku, jakim mówimy o polskich podziałach społecznych („beneficjenci transformacji” kontra „ci którym nie wyszło”, „klasa ludow

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/10 17:17:04
Korekta obywatelska: "etyją" na "etyką".
-
wo
2017/04/10 17:50:42
Dzięki!
-
2017/04/10 18:47:53
"Historia kapitalizmu pokazuje, że pieniądze są kiepskim motywatorem. Sprawdzają się na szczeblu chudopachołków takich jak ja czy wy, moi drodzy komentatorzy, ale nie na szczeblu zarządu korporacji."
Pieniądze sprawdzają się jako motywator dla 99% ludzi, ale są kiepskim motywatorem? Jaki motywator ma 100% skuteczności?

"Utrata norweskich petrokoron dla każdej notowanej na giełdzie spółki jest złą wiadomością, dlatego nikt nie chce wylądować na czarnej liście Pensjonsfond. Wyśrubowane norweskie etyczne kryteria wymuszają więc na przykład na zachodnioeuropejskich firmach odzieżowych, żeby chociaż udawały, że ograniczają wyzysk pracowników w Trzecim Świecie."
Czyli pieniądze są motywatorem nawet dla zachodnioeuropejskich firm odzeżowych. Skuteczność pieniędzy właśnie wzrosła do 99.001%.
-
2017/04/10 19:13:07
@kruk
"Pieniądze sprawdzają się jako motywator dla 99% ludzi, ale są kiepskim motywatorem? Jaki motywator ma 100% skuteczności?"

Przecież chodzi o ludzi, dla których milion więcej lub mniej nie robi praktycznie żadnej różnicy poza "sportem". Tylko że to jest sport dla nich samych, niekoniecznie dla spółek czy grup. Autorowi nie chodzi o motywację w znaczeniu "łaaaa, dziewięęćdziesiąt miliaaardóów złooootyyyych" ani w znaczeniu "zarobię więcej od tamtej szychy, wygram, brawo ja". Tu raczej bardziej chodziło o przełożenie motywacji na wypracowanie czegoś ciekawego dla spółki/branży. Zresztą, teraz nie przytoczę, ale coś mi świta, że kiedyś były przeprowadzane badania nad taką motywacją do pracy i okazało się, że nawet nie dla tego najwyższego szczebla po przekroczeniu określonego pułapu (dodatkowa) kasa już nie mobilizowała do zwiększenia JAKOŚCI, robili tak samo albo gorzej. Oczywiste, że jeśli masz w głowie ten święty dogmat/posąg, przed którym się modlisz - "dobrem spółki jest tylko zysk", to nic Ciebie nie przekona, że kasa to kiepski motywator dla ludzi z tego najwyższego pułapu.
-
2017/04/10 19:32:29
"Przecież chodzi o ludzi, dla których milion więcej lub mniej nie robi praktycznie żadnej różnicy poza "sportem"."
Chodzi o "chudopachołków" i o zarządy korporacji. Obie grupy wymienione w tym samym zdaniu. W przypadku tych pierwszych większe zarobki są motywacją, w przypadku tych drugich - niekoniecznie.

Nie spieram się z tym, że "Powyżej pewnego progu zarobki przestają się przekładać na poziom życia". Twierdzę, że twierdzenie to dotyczy niewielkiego odsetka ludzkości (nazwanego kiedyś jednym procentem).
-
2017/04/10 19:39:21
No cóż, chudopachołki mają niewielki wpływ na kształtowanie kapitalizmu, a chyba chodziło o takich, którzy mają na to wpływ ciut większy. Zresztą wszystko zawsze można napisać lepiej i precyzyjniej.
-
wo
2017/04/10 20:38:04
@kruk
"Pieniądze sprawdzają się jako motywator dla 99% ludzi, ale są kiepskim motywatorem? Jaki motywator ma 100% skuteczności"

Kiepskim z punktu widzenia społeczeństwa. Byłoby lepiej motywować korporacje w inny sposób.
-
2017/04/10 20:46:04
Obawiam się, że badania wskazują, że dla chudopachołków pieniądze też nie są motywujące. Ale mogą demotywować - gdy są zbyt niskie z stosunku do grupy do której się ktoś porównywać. Dlatego pod każdym uberzarabiającym Prezesem jest niedośćuberzarabiający dyrektor, który zastanawia się, jak wskoczyć na jego miejsce i dostać 50krotną podwyżkę.

Ale jedna rzecz mnie zastanawia - czy na pewno to, że klasa pracująca w postaci Prezesa dostanie te swoje 10 milionów jest gorsze od tego, że zostaną one w kieszeni Spadkobiercy Akcjonariusza?
-
2017/04/10 21:00:25
"Kiepskim z punktu widzenia społeczeństwa. Byłoby lepiej motywować korporacje w inny sposób."
W inny czyli jaki? Tytuł notki sugeruje, że Autor pokłada nadzieję w działaniach takich organizacji jak Pensjonsfond, dodatkowo "Pensjonsfond to w dzisiejszych czasach najpoważniejsza nadzieja na reformowanie kapitalizmu."
Pensjonsfond wywiera wpływ/presję poprzez pieniądze.

Pojedyncze osoby w strukturze korporacji mogą być motywowane w taki sam sposób jak Charlie Wilson, ale czy można do tego skłonić wszystkich?
-
2017/04/10 21:09:52
"Ale mogą demotywować - gdy są zbyt niskie z stosunku do grupy do której się ktoś porównywać. Dlatego pod każdym uberzarabiającym Prezesem jest niedośćuberzarabiający dyrektor, który zastanawia się, jak wskoczyć na jego miejsce i dostać 50krotną podwyżkę."

Demotywują pieniądze jako takie, czy demotywuje postrzegana różnica w zarobkach? I co taki zdemotywowany dyrektor niby zrobi? Rzuci to wszystko i wyjedzie w Bieszczady?

Poza tym nie trzeba być niedośćuberzarabiającym dyrektorem, wystarczy porównywać swoje zarobki z zarobkami kolegi siedzącego dwa biurka dalej. (Niektórzy) zawsze będą chcieli mieć więcej. Więcej zasobów przy mniejszym nakładzie pracy.
-
2017/04/10 21:19:11
"Poza tym nie trzeba być niedośćuberzarabiającym dyrektorem, wystarczy porównywać swoje zarobki z zarobkami kolegi siedzącego dwa biurka dalej. (Niektórzy) zawsze będą chcieli mieć więcej. Więcej zasobów przy mniejszym nakładzie pracy."

Zgadza się. Dlatego z punktu widzenia pracodawcy należy zadbać o to byś nie wiedział ile zarabia kolega. I wtedy można ci płacić mniej. A motywować w inny sposób - publiczne uznanie, grywalizacja (czyli takie pieniądze, ale bez pieniędzy), dla najlepszych ewentualnie zagraniczna wycieczka. A płacić należy mało, bylebyś się nie zorientował. Ku chwale akcjonariuszy!
-
2017/04/10 21:57:55
@luster
"Zgadza się. Dlatego z punktu widzenia pracodawcy należy zadbać o to byś nie wiedział ile zarabia kolega. I wtedy można ci płacić mniej."

Przyjmijmy więc na chwilę punkt widzenia nie-pracodawcy i publikujmy zarobki wszystkich pracowników w firmie. Wtedy - wg Twojego wcześniejszego posta - pracownicy mniej zarabiający będą zdemotywowani. Kto w takim scenariuszu zyskuje?

"A motywować w inny sposób - publiczne uznanie, grywalizacja (czyli takie pieniądze, ale bez pieniędzy), dla najlepszych ewentualnie zagraniczna wycieczka. A płacić należy mało, bylebyś się nie zorientował."

Mniej pieniędzy z zarobków - mniej jedzenia w lodówce. Świeżo przyjęty absolwent może się nie zorientuje, ale pracownik z dwójką dzieci doskonale umie liczyć pieniądze. Jak nie on, to jego żona. Ja sam mam kredyt na mieszkanie i śpię z kalkulatorem pod poduszką.
-
2017/04/10 23:52:20
Jakie to szczęście, że nie pracowałem w korpo. Chociaż... Korpo to w gruncie rzeczy stado - tam zdarzało mi się. Korpo rządzi się prawami stada. Motywacja... Taak... gdzieś to widziałem... Aaaa, u proroka korpobiblii Dilberta... Zabawniej i bardziej strawnie.
A co się dzieje w głowie uberszefa - równie dobrze możemy spekulować, co się dzieje w głowie Prezesa. Możemy sobie gdybać, choć bardziej wiarygodnie brzmi tłumaczenie, że chodzi o wyścig, a nie o dodatkowe miliony.
-
wo
2017/04/11 00:23:37
@kruk
"W inny czyli jaki?" (...) Pensjonsfond wywiera wpływ/presję poprzez pieniądze"

To przecież jasne, że proponuję zastąpienie pieniądza muszelkami!

A tak bardziej serio, to jeśli przeczytasz całą blogonotkę to zauważysz, że chodzi mi o poddawanie pieniądza etycznej kontroli (jak w Pensjonsfond) i działania na szczeblu państwowym, na przykład przez opodatkowanie prezesów.

"Pojedyncze osoby w strukturze korporacji mogą być motywowane w taki sam sposób jak Charlie Wilson, ale czy można do tego skłonić wszystkich?"

Nie chodzi mi o "wszystkich". Chodzi mi o motywowanie prezesów do działania dla dobra pracowników, a nie tylko własnego.

" Wtedy - wg Twojego wcześniejszego posta - pracownicy mniej zarabiający będą zdemotywowani. Kto w takim scenariuszu zyskuje?"

Na dalszą metę jednak pracownicy, bo pracodawca będzie im musiał płacić więcej, żeby ich ponownie zmotywować.
-
2017/04/11 01:03:25
Niedawno Portland (Oregon, USA) wprowadziło dodatkowe podatki dla firm w których szef zarabia więcej niż 100-krotność mediany wszystkich pracowników. Tak że jakby coś się zaczyna dziać.

Mnie osobiście przeszkadza nie to że ktoś zarabia bardzo dużo, ale niewspółmierność takich zarobków do jego pracy czy ryzyka, które podejmuje: Właściciel małej firmy, który zarabia może kilkaset tysięcy na rok, jeżeli spowoduje kilka milionów strat, traci wszystko i odpowiada własnym majątkiem za długi - a manager wysokiego szczebla w korporacji, zarabiający miliony, najwyżej straci pracę, zwykle jeszcze z milionową odprawą, i zaraz "zaczepi się" w innej korporacji.
-
2017/04/11 01:30:35
@wo
"Powyżej pewnego progu zarobki przestają się przekładać na poziom życia."

Bardzo wiele zależności w przyrodzie nie ma charakteru liniowego, a raczej logarytmiczny. Mam taką swoją na wpół zmyśloną teorie, że użyteczność pieniądza dla jednostki też ma podobny przebieg. Z tego powodu np. podwyżka 10% dla osoby ubogiej to nie to samo 10% co osoby bogatej. W związku z tym podatek dochodowy również powinien odzwierciedlać ten charakter i przy liniowym wzroście dochodu, dochód netto powinien rosnąć logarytmicznie. Cała reszta to oczywiście dopasowanie parametrów.

A propos 92% to dzisiejszy kontrargument jest taki, że to nieporównywalne epoki, dzisiaj większa globalizacja, wtedy USA nie miało konkurencji, hurr durr, ale to wciąż nie wyjaśnia skąd wtedy CEO zarabiają tak dużo więcej niż dawniej. Ktoś zna przekonywującą neolibską interpretacje, którą możnaby tutaj obalić?
-
2017/04/11 06:08:27
Prezesi tyle zarabiają bo rady/zarządy ("boards"), które ustalają ich wynagrodzenia składają się z kumpli, którzy się nie robią sobie wzajem krzywdy. Najprostsze kroki w polepszeniu ładu korporacyjnego, takie jak (1) rozdzielenie funkcji chief executive i chair (czyli, przekładając na polskie warunki: prezesa zarządu i przewodniczącego rady nadzorczej) oraz (2) wymóg by chair nie był insiderem (wymóg "independent chairmanship") skutkują obniżeniem zarobków prezesów oraz zazwyczaj polepszeniem wyników spółki.

Charles E. Wilson z opowieści WO to niemal świecki święty, jednak to obraz podmalowany. On też w GM dostawał nieproporcjonalnie wysokie premie (jak 177% zarobków w 1947 r. [1]) oraz wynagrodzenie w udziałach i opcjach, z którym nie chciał się rozstać gdy w 1953 r. przechodził z GM do administracji Eisenhowera. To co różniło lata 50-te i współczesne w USA to pozycja klasy robotniczej - nie tyle szefom nie wypadało zarabiać tak wiele w porównaniu z pracownikami, co pracownikom nie wypadało płacić tak mało w porównaniu z szefami.

Jestem sceptyczny wobec pomysłu, aby to akurat norweski globalny plutokrata regulował ekscesy amerykańskiego kapitalisty. Lepiej aby to robił amerykański wyborca.

[1]https://books.google.de/books?id=STYuDAAAQBAJ&pg=PA538&lpg=PA538&dq=charles+wilson+gm+stock+options&source=bl&ots=lIISPtz9FC&sig=-to9Rva8-hGplmO0xq4odPjcZ-s&hl=de&sa=X&ved=0ahUKEwii17_Pt5vTAhVHQBQKHY_JA94Q6AEIJTAB#v=onepage&q=charles%20wilson%20gm%20stock%20options&f=false
-
2017/04/11 07:31:54
@wo

...Oni walczą o te miliony już dla sportu ...

Czytałem kiedyś wywiad z Kulczykiem(chyba), i tam padło pytanie po co wam kolejne wypasione jachty, rezydencje itp.? Nie można skromniej a i tak wystarczająco bogato? Odpowiedź: prestiż. Gdyby tego nie miał, byłby traktowany w branży niepoważnie.
Tłumaczenie dobre. Oni wcale nie chcą tych luksusowych zbytków, oni muszą je mieć jak murarz kielnię. Jeżeli dołożymy im wysoki podatek, to zabierzemy im narzędzia pracy.
Jeżeli jest tu ziarno prawdy, to praprzyczyny szukałbym w arabskiej ropie. Oczywiście jeżeli mówimy o okresie ostatnich powiedzmy pięćdziesięciu lat. Szejkowie wyśrubowali poziom bogactwa, i teraz każdy prezes też chce takie zabawki.
Tfu! Musi mieć takie zabawki.
-
2017/04/11 08:23:48
@mw.61
Nie można skromniej a i tak wystarczająco bogato? Odpowiedź: prestiż. Gdyby tego nie miał, byłby traktowany w branży niepoważnie.

Po pierwsze, jak im uciąć po równo, to nadal będą mogli się prestiżyć między sobą, tylko ciut skromniej. Po drugie, jest możliwy prestiż niewynikający z ostentacyjnego tarzania się w brylantach. Prusko-brandenburskie junkierstwo na tle nadreńskich kapitalistów nie liczyło się za bogate, ale prestiż skądś miało, W ogóle chyba z punktu widzenia socjologii bogactwo-prestiż-władza to są trzy rzeczy, które niekoniecznie znajdują się w tych samych rękach.

Oczywiście budując sobie rzeczywistość, w której prestiż się kupuje, uzyskujemy rzeczystość, w której prestiż się kupuje. Ale co się buduje, można i zdemontować.
-
2017/04/11 08:45:03
Do listy przyczyn, Dlaczego Tak Dużo, trzeba by dopisać Pragnienie Wyzysku, Pognębienia i Upokorzenia Bliźnich. Jedno z podstawowych ludzkich pragnień (weźmy Blofelda: czy dopóki Bond nie spuści mu łomotu, nie jest-że on, na czele swego korpo-widmo i z kotem na kolanach, uosobieniem ludzkiego szczęścia?).
Powoli (baardzo powoli) kurczą się obszary, gdzie można to pragnienie zaspokajać, jak za dawnych dobrych wieków, i korporacje (tak jak kiedyś plantacje) są jednym z takich miejsc. Inicjatywa Norwegów może się wydawać nieco naiwna, ale jest kolejnym kroczkiem (jasne, że maleńkim) ku wyżej wzmiankowanemu kurczeniu się.
-
2017/04/11 09:35:42
>Czytałem kiedyś wywiad z Kulczykiem(chyba), i tam padło pytanie po co wam kolejne wypasione jachty, rezydencje itp.? Nie można skromniej a i tak wystarczająco bogato? Odpowiedź: prestiż. Gdyby tego nie miał, byłby traktowany w branży niepoważnie.

To był wywiad Sroczyńskiego z Januszem "studenci zrobią to taniej" Filipiakiem.
-
2017/04/11 10:31:54
@gammon

...nadal będą mogli się prestiżyć między sobą, tylko ciut skromniej...

No tak, ale wtedy nawet biednego szejka, takiego co ma raptem jeden jacht, nie dogoni i nerwica gotowa.
-
2017/04/11 11:17:20
@kruk1210:
Mi i wolny rynek, i pieniądze jako motywatory przypominają metody optymalizacji, jak sieci neuronowe, czy algorytmy genetyczne. I nawet ufam, że one "działają".
Tyle, że w metodach optymalizacji jest jeden haczyk, którego nie dostrzegają często naiwni studenci pierwszego roku -- najważniejszą rzeczą jest funkcja, którą się optymalizuje, czyli powiązanie wartości z czymś, czego oczekujemy. Nie można wrzucić byle czego na algorytm optymalizacji, bo otrzyma się też i byle co.

Odnosząc sprawę do prezesów -- zapewne prezes chce zarabiać więcej, tyle że z tego faktu jeszcze nic nie wynika, o ile zarobków prezesa nie powiąże się jakoś z dobrem przedsiębiorstwa. A to jest problem. Popularna ma być "płaca motywacyjna", powiązana z krótkookresowymi zyskami udziałowców. Tyle, że i z tego, choć to jest jakieś klarowne powiązanie, niewiele wynika -- gdyby to choćby odnieść do jakości produktów, to w okresie, dla którego tworzy się takie powiązanie, nawet zwykle nie jest możliwe ocenienie aktualnej jakości produktów. Podobnie jak opracowanie nowego produktu, tym bardziej technologii itp...
-
2017/04/11 11:32:53
@pak4
"z tego faktu jeszcze nic nie wynika, o ile zarobków prezesa nie powiąże się jakoś z dobrem przedsiębiorstwa. A to jest problem. Popularna ma być "płaca motywacyjna", powiązana z krótkookresowymi zyskami udziałowców. Tyle, że i z tego, choć to jest jakieś klarowne powiązanie, niewiele wynika"

Czego znakomitym dowodem jest zresztą ten sam GM w nieco późniejszym okresie. Wysokie prezesowskie premie oraz satysfakcjonujące dywidendy udziałowców wypłacano regularnie, aż do smutnego upadku i ratowania z kieszeni podatnika w 2009, mimo że od 20-30 lat firma systematycznie staczała się, przejadając zasoby, zaniedbując inwestycje i robiąc coraz gorsze auta.
-
2017/04/11 13:20:57
@mw.61
No tak, ale wtedy nawet biednego szejka, takiego co ma raptem jeden jacht, nie dogoni

Kto powiedział, że należy ścigać się w prestiżowym wyścigu, w którym jedynym kryterium wygranej okazuje się bogactwo?
Jak polska magnateria jeździła na zachód gubić złote podkowy i sypać monetami w tłum, mogli wzbudzić kilkudniowy podziw zamożnością, ale jakoś nie sądzę, by byli w stanie sobie zapewnić w ten sposób prestiż. Przecież nie u francuskich książąt, dla których byli wschodnią dziczą, ani nie u holenderskich kupców, dla których wyrzucanie pieniędzy w błoto było w najlepszym razie objawem zaawansowanej głupoty.

i nerwica gotowa.

Ryzyko zawodowe. Dlatego zresztą sądzę, że byznesmenom / zarządcom byznesowym płacącym 90+% podatki należy się na zasadach ogólnych przyzwoita psychoterapia z ubezpieczenia i jakiś rodzaj niechętnego szacunku. Może nawet nie należy wtedy nazywać ich wtedy wyzyskiwaczami, nawet jeśli w głębi duszy nadal nimi są.
-
2017/04/11 14:00:42
@gammon

...Kto powiedział, że należy ścigać się w prestiżowym wyścigu...

Ależ ja się z tobą zgadzam. Kpię z argumentacji, tłumaczacej ten wyścig na rezydencje.

-
wo
2017/04/11 15:16:05
@awal
"To co różniło lata 50-te i współczesne w USA to pozycja klasy robotniczej"

To mnie interesuje w tym wszystkim najbardziej. Gdyby to miało działać tak, że wysokie wynagrodzenia prezesów są powiązane z dobrymi warunkami dla ich pracowników - to niechaj tak będzie.

"Jestem sceptyczny wobec pomysłu, aby to akurat norweski globalny plutokrata regulował ekscesy amerykańskiego kapitalisty. Lepiej aby to robił amerykański wyborca."

Też tak wolę. Ale Norwedzy są na razie bardziej realni.
-
2017/04/11 17:05:18
@wo

...wysokie wynagrodzenia prezesów są powiązane z dobrymi warunkami dla ich pracowników - to niechaj tak będzie...

A wcześniej w komciu coś o Agorze i podziale zysków, ale bez komentarza.

Ciekawe.

Plus czy minus. Poczytaj se sam.
-
wo
2017/04/11 17:34:14
@mw
"A wcześniej w komciu coś o Agorze i podziale zysków, ale bez komentarza"

"Podział zysku" to może masz w spółdzielni, ale w korporacji tego nie ma. Zysk jest wyłącznie dla akcjonariuszy, pracownicy mogą się najwyżej handryczyć z zarządem o wynagrodzenia.
-
2017/04/11 19:55:36
@wo
"" Wtedy - wg Twojego wcześniejszego posta - pracownicy mniej zarabiający będą zdemotywowani. Kto w takim scenariuszu zyskuje?"

Na dalszą metę jednak pracownicy, bo pracodawca będzie im musiał płacić więcej, żeby ich ponownie zmotywować. "

W komentarzu @lustera, z którym dyskutowałem, pojawiła się opinia, że różnice w zarobkach powodują demotywację:
"Ale mogą [pieniądze] demotywować - gdy są zbyt niskie z stosunku do grupy do której się ktoś porównywać."
Więc - trzymając się argumentacji @lustera - stan zdemotywowania pracownika będzie się utrzymywał nawet po podwyżce. Będzie się wręcz zwiększał, bo nominalna różnica w zarobkach będzie rosła.
-
wo
2017/04/11 23:06:16
@kruk
"W komentarzu @lustera, z którym dyskutowałem, pojawiła się opinia, że różnice w zarobkach powodują demotywację: "

Ale w blogonotce pojawiła się teza, że dla pracowników różnica tysiąc fte, tysiąc wefte ma znaczene - a dla prezesa już nie. Skoro komentujesz pod blogonotką, trzymaj się blogonotki, prywatne rozmowy z Lusterem prowadząc gdzie indziej.
-
2017/04/12 12:50:31
@wo
"Powyżej pewnego progu zarobki przestają się przekładać na poziom życia. Na naszym liczy się każdy tysiąc, ale na ich poziomie milion fte czy wefte już nie zmienia niczego w namacalny sposób."

Oczywiście że zmienia. Tylko, że ten każdy kolejny milion nie jest na lepszą "szyneczkę". Argument że "dla sportu" akceptuję tylko w części. Przede wszystkim nie lekceważyłbym rosnącej żądzy i przymusu konsumpcji powiązanej bardzo ściśle z potrzebą satysfakcjonującego wypozycjonowania się względem innych członków klasy wyższej. Jest w tym doza kompulsywności i lęku, dlatego nie jest to tylko sport. Najlepiej chyba widać to w wywiadzie, w którym Filipiak (którego fanem nie jestem) rozjechał dokumentnie Sroczyńskiego. W jego wypowiedziach przewija się Rolls Royce (kupiony niejako "z przymusu") czy oczekiwania innych ludzi względem milionerów, żeby wyglądali na milionerów (bo inaczej tracą w ich oczach, co z kolei jest podszyte lękiem o swój status i szacunek). Dlatego każdy milion się liczy, bo sprostanie tym wszystkim oczekiwaniom kosztuje, a wspinaczka na szczyt nie kończy się nigdy.
-
2017/04/12 15:30:11
"W jego wypowiedziach przewija się Rolls Royce (kupiony niejako "z przymusu") czy oczekiwania innych ludzi względem milionerów, żeby wyglądali na milionerów (bo inaczej tracą w ich oczach, co z kolei jest podszyte lękiem o swój status i szacunek)."

Gates, Zuckenberg, Jobs, Richard Branson, Elon Musk i wielu, wielu innych nie muszą.
Coś takiego IMHO wskazuje na brak wyobraźni i kompleksy.
-
2017/04/12 15:48:53
@rpyzel
"Gates, Zuckenberg, Jobs, Richard Branson, Elon Musk i wielu, wielu innych nie muszą. "

To skrajna grupka +3 odchylenia standardowe na rozkładzie normalnym dla bogaczy, gdzie majątek przekracza już pewien poziom abstrakcji. Ja w swoim komciu piszę o ludziach w przedziale -1/+1 std dev, na których peer pressure (kompleksy też) działa tak, jak w przypadku Filipiaka, czyli przeciętnego milionera.
-
2017/04/12 15:56:30
@vinidion
w tym wywiadzie, w którym Sroczyński umiejętnie pozwolił Filipiakowi się samozaorać, jest fragment o drugim życiu Filipiaka w Szwajcarii:

Drugi dom ma pan w Szwajcarii. Duży?
- Mniejszy. Tam nie można mieć rezydencji, bo się płaci za nią horrendalne
podatki. Zresztą nie wypada. Dom bogacza i dom zwykłego
nauczyciela wyglądają podobnie i mają maksymalnie dwieście metrów.
Oni się nie lubią pokazywać. Biznesmeni też. Front jest skromny takiego
biznesmena i nawet jak ma w garażu ferrari, to nigdy do fabryki nim
nie przyjedzie, żeby pracownicy nie widzieli. Przyjedzie najwyżej autem
marki Subaru. Szwajcaria jest wyjątkowa. Kraj równości.
Pan to lubi?
- Mnie to nie przeszkadza. W Szwajcarii też jeżdżę subaru
-
2017/04/12 16:00:30
@rademaker
"Sroczyński umiejętnie pozwolił Filipiakowi się samozaorać"

Nie wiem czy bywalcy tego bloga zdają sobie z tego sprawę, ale w kręgach neoliberalnych ten wywiad ma status niemalże kultowy i wywołuje nieustannie nowobogacki chichot na przyjęciach.

"fragment o drugim życiu Filipiaka w Szwajcarii"

No i o czym niby ma to świadczyć?
-
wo
2017/04/12 16:04:44
@vinidion
"Najlepiej chyba widać to w wywiadzie, w którym Filipiak (którego fanem nie jestem) rozjechał dokumentnie Sroczyńskiego"

Ten wywiad jest dobrym testem na inteligencję. Jeśli tak go interpretujesz, to nie zdałeś.

"Nie wiem czy bywalcy tego bloga zdają sobie z tego sprawę, ale w kręgach neoliberalnych ten wywiad ma status niemalże kultowy i wywołuje nieustannie nowobogacki chichot na przyjęciach"

Żeby być neoliberałem, trzeba być także durniem (mało wiedzieć, mało czytać, być odpornym na logikę), więc niespecjalnie mnie to dziwi, że jakiś Janusz Biznesu razem z Opiniodawczym Publicystą się nawzajem poklepują po plecach i mówią "ale mu Filipiak dołożył". To nie jest blog dla tego typu ludzi, czuj się ostrzeżony.
-
wo
2017/04/12 16:06:00
@all
"No i o czym niby ma to świadczyć?"

Przestrzegam przed wdawaniem się z Vinidionem w jakieś długie dysputy. Jak ktoś ma cierpliwość, niech mu to raz wyjaśni - a jak to nie wystarczy, to trudno.
-
2017/04/12 16:16:23
@wo
"Ten wywiad jest dobrym testem na inteligencję."

To ja może tylko przytoczę mój ulubiony kawałek tego wywiadu:

Filipiak:
Robię biznes z jakimś szejkiem i czuję się równy. Bo wiem, że też mam. Ten samochód stoi w garażu i służy temu, żeby mieć wewnętrzną świadomość. Nie wiem, czy pan to rozumie.

Sroczyński:
Nie rozumiem.

@wo
"czuj się ostrzeżony"

Już kończę.
-
wo
2017/04/12 16:31:04
"Sroczyński:
Nie rozumiem"

Niesamowite. Trochę ci jednak jestem wdzięczny za unikalną szansę zajrzenia do czaszeczki Opiniotwórczego Janusza, bo tacy ludzie zwykle uciekają speszeni i nawet nie próbują uzasadniać swojego stanowiska. Czyli że taki neoliberalny troglodyta jest na tyle mało oczytany, że nie zdaje sobie sprawy z bogactwa konwencji dziennikarskich i każde "nie rozumiem" w wywiadzie traktuje bona fide jako szczerą deklarację - "no wie pan, panie prezesie, jest kilka takich kwestii, jednolita teoria pola, paradoks Goedla, teksty Jima Morrisona i pańskie biznesy z szejkiem, no nie rozumiem po prostu, rzuciłby pan światełkiem swej nieograniczonej wiedzy". A nie jako "podpuśćmy durnia, żeby się skompromitował jeszcze bardziej"?
-
2017/04/12 16:51:07
@wo
"Niesamowite."

Sposób w jaki ta nieudolna prowokacja wybrzmiała (wow, tak, zdaje sobie sprawę, że była to prowokacja!) oraz to co później zrobił z nią Filipiak spowodowało, że zrobiło mi się naprawdę żal Sroczyńskiego, który był do tego wywiadu w ogóle nieprzygotowany. Chyba, że do wyrafinowanego instrumentarium dziennikarskich prowokacji należą takie sformułowania podpuszczające, jak:
"Bardzo."
"Aha."
"Ale.. zaraz..."
"Ale... jak?"
"O Jezu!"

Może jednak się dzisiaj czegoś nauczyłem.
-
wo
2017/04/12 16:55:13
@vinidion
"Chyba, że do wyrafinowanego instrumentarium dziennikarskich prowokacji należą takie sformułowania podpuszczające, jak: "

Do każdego zadania należy dobrać adekwatne narzędzia. W rozmowie z kimś inteligentnym i przebiegłym potrzebne są wyrafinowane. W rozmowie z tępakiem wystarczy "aha" albo "nie rozumiem".

"Może jednak się dzisiaj czegoś nauczyłem"

Wątpię. Kto umie się uczyć (np. wyciąga wnioski z błędów), ten wyrasta z neoliberalizmu, jak powiedzmy ten cały Jeffrey Sachs. Te wszystkie hardkorowe żywe skamieliny ideologii z lat 80. to przede wszystkim ludzie doskonale odporni na naukę (np. nigdy w życiu nie przeczytali Adama Smitha, choćby z ciekawości).
-
2017/04/12 17:02:37
@wo
"W rozmowie z tępakiem wystarczy "aha" albo "nie rozumiem""

Ja wiem, że tytuły i stopnie naukowe w Polsce się trochę zdewaluowały, ale jak się siada do rozmowy z profesorem, to minimum przyzwoitości ludzkiej i dziennikarskiej wymagałoby przyjęcia założenia, że nie będzie to rozmowa z "tępakiem". To wystawia tylko świadectwo dziennikarzowi, który tworzy taką prymitywną i agresywną narrację.
-
2017/04/12 17:33:10
W moim odczuciu pan Sroczyński starał się być uprzejmy i profesjonalny. Ja po zdaniu:
"Ten samochód stoi w garażu i służy temu, żeby mieć wewnętrzną świadomość" turlałabym się ze śmiechu przez czas dłuższy.... I nie wiem czy potrafiłabym dalej prowadzić rozmowę "na poważnie", profesor czy nie.
-
2017/04/12 18:20:50
@rozmowa z profesorem
No ale przecież AGH. Tam profesorami bywają agresywne buraki. Wiem, jestem absolwentem.
@fragment z RR
To są ludzie, którzy odczytują to inaczej niż "Filipiakowi wyłażą kompleksy, ma dziury w poczuciu własnej wartości i musi je sobie łatać Rolsem"? Ja też dowiedziałem się czegoś nowego, thx.
-
2017/04/12 19:42:25
@Filipiak rozjechał Sroczyńskiego.

No właściwie przez dobrą chwilę się zastanawiałem, czy po wywiadzie go tym rolsem nie przeciągnął po bruku. I ktoś na komórkę to nagrał i teraz się podśmiewają, czy coś.

Niestety, w naszym kraju najlepszy PR miało "trzepanie kasiorki" i to prawie wszędzie widać, słychać i czuć. Na kawie w pracy, w sklepie, instytucji państwowej i znienacka.
-
2017/04/13 09:28:00
Być-może-ciekawą obserwacją jest tu to, że Sroczyńskiemu udało się jednym artykułem zadowolić obie strony sporu: jedni widzą w nim rozjechanie dziennikarzyny z Czerskiej przez Człowieka Któremu Się Udało, drudzy - finezyjną pomoc w samoobnażeniu się bogatego buca. Czyli "artykuł Sroczyńskiego jako gra o sumie niezerowej."

Z drugiej strony, gdyby dziennikarzy piszących jak Sroczyński było więcej, nie potrzebowalibyśmy tych wszystkich Gazet Wyborczych, Polskich, Gości niedzielnych. Wystarczyłaby jedna Gazeta (TM), którą czytałby cały naród, bo każdy znajdywałby w niej potwierdzenie swoich poglądów. I zapanowałaby zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda!
-
2017/04/13 10:32:02
Przypomina się sytuacja z 'Defiladą' Fidyka (zachowując należne proporcje oczywiście). Film spodobał się zarówno na Zachodzie, jak i w Korei Północnej. Przynajmniej początkowo... władze KRLD jednak w końcu zrozumiały swój błąd.
-
2017/04/13 13:36:47
@odbiór wywiadu z Filipiakiem

Kwestia co tak naprawdę odbiera się z obserwowanego przekazu.

Dla bąbelka memicznego '<prawicowiec> masakruje' istotne jest to, czy udało się osiągnąć dominację przez zmuszeni przeciwnika do okazania uczuć innych niż bezczelna pewność siebie.
Można gadać głupoty, zrobić z siebie pajaca i wsioka bez klasy, ale jeśli przeciwnik okaże zażenowanie, albo zaniemówi przytłoczony bezsensem usłyszanej argumentacji to przegrał. Sukces trolla mierzy się natężeniem emocji jakie wywołał.
-
wo
2017/04/13 14:31:34
@olafstaave
"Być-może-ciekawą obserwacją jest tu to, że Sroczyńskiemu udało się jednym artykułem zadowolić obie strony sporu"

Przecież nie mogło być inaczej. Zauważ, że jedna strona ma w tym przypadku instytucjonalną przewagę: może po prostu odmówić autoryzacji (albo zażądać wykreślenia niektórych pytań i odpowiedzi). Taki wywiad mógł się udać tylko pod warunkiem, że ofiara będzie na tyle głupia, że nie zauważy, że odsłania swoją głupotę.

Mazurek ma łatwiej, bo wybiera sobie łatwiejsze ofiary (takie, które nie pójdą do sądu albo takie, które w tym sądzie przegrają, bo ochrona polityków jest ogólnie słabsza). Ale Sroczyński mógł to zrobić tylko lawirując w ten sposób.

"Z drugiej strony, gdyby dziennikarzy piszących jak Sroczyński było więcej,"

To raczej kwestia wynagradzania wysiłku wkładanego w robienie takich wywiadów, niż "bycia jak Sroczyński".
-
2017/04/13 16:11:59
@andygw

...Film spodobał się zarówno na Zachodzie, jak i w Korei Północnej. Przynajmniej początkowo... władze KRLD jednak w końcu zrozumiały swój błąd...

To chyba cecha wszystkich autorytarnych systemów, wynikająca z ideologicznej, a przez to negatywnej selekcji cenzorów. Wybierano tych wiernych, nie koniecznie mądrych. Rejs a potem Miś podobno przeszły na podobnej zasadzie. Decydenci nic nie zrozumieli. Filmy wydały im się tak głupie a przez to nieszkodliwe, że przybili pieczątkę(a może ci co wiedzieli udali głupka i odpowiednio zarekomendowali tym wzmożonym bufonom? Kto wie?).
Patrząc na dzisiejszą czasy, też może być ciekawie. Smoleńsk to taka jaskółka, zapowiadająca dzieła w stylu radzieckiego Czapajewa. Ponoć w PISF mają co raz większe wpływy.
Ale nie jest tak źle. Zapowiada się pasjonująca konfrontacja. Smarzowski zapowiada serial o Piastach, a prezio Kurski o Jagielonach, czyli coś jak Tudorowie contra turecki gniot o Sulejmanie Wspaniałym.

Co do wywiadu Sroczyńskiego, to gospodarz wszystko wyjaśnił. Dodałbym tylko, że bufonada i głupota nie zna ideologicznych granic.
-
2017/04/13 18:25:51
@mw.61
"Smarzowski zapowiada serial o Piastach, a prezio Kurski o Jagielonach"

Królowie inszych rzeczy wszech obfitość mają,
Samej prawdy tam do nich namniej przynaszają.

Wesołych Świąt w radosnej atmosferze. Oby PiS prysł!
-
2017/04/13 18:38:50
@gammon

Gubienie złotych podków? To w czasie dość szczególnego zainteresowania tulipanami w Niderlandach, nieprawdaż?

-
2017/04/13 20:33:19
Oby PiS zastąpili socjaliści.

Dobra wiadomość jest zaś taka że pryska prezes Petru.
-
2017/04/13 23:57:22
@Filipiak
Każdy tworzy taki potlacz, na jaki go stać. Raczej słaba fantazja.
-
2017/04/14 07:27:59
@vito-slav
To w czasie dość szczególnego zainteresowania tulipanami w Niderlandach, nieprawdaż?

Trochę wcześniej, ale nie wiem, jak się mają złote podkowy do spekulacji finansowej (z tulipanami było podobnie, jak z South Sea Bubble i aferą Lawa).
-
2017/04/14 10:38:14
@gammon

Jedni spekulowali, innym wydawało się to dobrą lokatą kapitału, znów inni brali udział dla prestiżu.

Wjazd Ossolińskiego do Rzymu - 1633, szczyt tulipomanii - lata trzydzieste XVII w.
-
2017/04/14 11:01:00
To chyba jabłka a gruszki. Tulipany to chciwość a podkowy to bufonada. W Niderlandach wręcz śmieszna,ale w Rzymie nie koniecznie.
-
2017/04/14 11:01:10
@vito-slav
szczyt tulipomanii - lata trzydzieste XVII w.

O, faktycznie. A mnie się kojarzyło z drugą połową stulecia.

Jedni spekulowali, innym wydawało się to dobrą lokatą kapitału, znów inni brali udział dla prestiżu.

Tylko dla prestiżu, bez żadnej nadziei na zyski? Być może. A co z tego wynika?
-
2017/04/14 11:11:12
@ gammon

RR w garażu to dla prestiżu, czy z nadzieją na zyski?
-
2017/04/14 11:16:06
@ mw.61

Zgodziłbym się z takim rozróżnieniem, ale i tak chodzi o to, żeby siąść na wyższej gałęzi.
-
2017/04/14 12:48:44
Rejs a potem Miś podobno przeszły na podobnej zasadzie. Decydenci nic nie zrozumieli.

Przecież to nieprawda. Rejs został brutalnie pocięty przy kolaudacjach (z jakiegoś powodu Dobrowolski zupełnie znika po wejściu na statek), podobnie jak cięte były wcześniejsze filmy Barei. Miś miał o tyle szczęście, że wszedł na ekrany w karnawale.
-
2017/04/14 13:12:16
@airborell

...Przecież to nieprawda. Rejs został brutalnie pocięty...

OK. Ale to co zostało, to i tak dynamit. Miś kolaudację przeszedł wcześniej. Dystrybucja poszła w karnawale, ale kręcili w starym rygorze.
W/g zasad, tych filmów w ogóle nie powinno być. Ignorancja czy jakiś kret?
-
2017/04/14 13:26:51
@mw.61

Ze wspominków wielu twórców wynika, że cenzorzy to byli bardzo inteligentni ludzie, tylko taką mieli robotę. Nie cięli tego, co im się nie podobało, tylko to, co mogło się nie spodobać wyżej.

A Bareja był mocno tępiony, piszą o tym np. tu.

Jest też dokument o Bareji, nie potrafię odnaleźć tytułu, gdzie nawet zainscenizowano kolaudację Misia w doborowej obsadzie.
-
2017/04/14 14:06:05
@wojtekrr


...cenzorzy to byli bardzo inteligentni ludzie, tylko taką mieli robotę. Nie cięli tego, co im się nie podobało, tylko to, co mogło się nie spodobać wyżej...

Inteligentni ludzie. Hmm. Pewnie też tacy byli. Szczególnie za późnego Gierka. Jak zaczynało się wszystko walić.
A na marginesie. Ja bym patrzył na problem jako paralelę z obecną ustawą o sędziach. Zobaczymy ilu uzna, że mają taką robotę i patrzą na tych wyżej, a ilu będzie grać w/g zasad.
Młodzi może jeszcze tego nie łapią,ale dla mnie to deżawi.



-
2017/04/14 14:18:25
@vito-slav
RR w garażu to dla prestiżu, czy z nadzieją na zyski?

W okresie intensywnej spekulacji Rolls Royce'ami i obrotu nimi przy użyciu futures byłoby mi trudno odpowiedzieć na to pytanie.
-
2017/04/14 18:30:55
@red.grzeg
Petru może i dołuje, ale głównym ekonomistą PO właśnie został inny bliski współpracownik Leszka Balcerowicza, Andrzej Rzońca z FOR - autor pracy "Płaca minimalna zabija miejsca pracy". Przepraszam za złą wiadomość przed świętami.
-
2017/04/14 19:28:11
@gammon

Touché!
Bardzo mi się podoba ten koncept, uruchamia wyobraźnię.
-
2017/04/15 13:23:11
Delurkuje się po raz pierwszy, dzieńdoberek komcionautom.

Ponieważ Advocatus Diaboli to moje drugie (i trzecie) imię, chciałbym wystąpić w obronie Shkreliego, bo z tego co moje google-fu mi znalazło, to nie jest aż taka ikona zgniłego kapitalizmu. Owszem, "gra w grę", ale nie wydaje mi się aż tak cyniczny, jak się go maluje.

1. Daraprim kosztuje grube debilary, ale tylko dla korporacji - pacjenci dostają go za friko.
2. Punkt pierwszy opłaca się Shreliemu, bo pacjentów biorących Daraprim można policzyć na palcach jednej ręki.
3. Punkt drugi istnieje, bo Daraprim nie jest zbyt skutecznym ani bezpiecznym lekiem.
4. Shkreli kupił tylko prawo do marki Daraprim (a nie patent na substancję, ten już dawno wygasł), więc każda firma może w każdej chwili wyprodukować wersję generyczną, ale nikt tego nie robi, bo nie ma na to zapotrzebowania.

Jeżeli zatem odejmiemy od Shkreliego punkt "żerowanie na biednych pacjentach", to otrzymujemy zwykłego, brudnego kapitalistę grającego w kapsle na podwórku z innymi kapitalistami, ale w sumie niewartego wzmianki w żadnej gazecie, chyba, że w dziale muzycznym z okazji leaknięcia tego albumu Wu-Tang Clanu. Czy zatem w czymś się pomyliłem? Bo nie mogę znaleźć kontr na powyższą wyliczankę.
-
2017/04/15 15:12:38
@rozowyguzik,
Pisałem o tym, ale mój komć wyleciał, ale może Szanowny Gospodarz przez chwilę nie zauważy :D

Moja teza jest taka, że Shkreli został wykreowany na potwora z uwagi na połączone ze sobą (1) styl, (2) pochodzenie [robotniczo-imigranckie]. Nie grywał w golfa we właściwych klubach, nie dbał o odpowiedni PR dla swoich ruchów.

Sama strategia (kupienie niszowego leku, drastycznie podniesienie ceny) nie była czymś nowym (już ładnych parę lat temu czytałem w jednym z głównych dziennikiów (NYT lub WP) artykuł o dokładnie identycznej akcji, gdzie jedna-trzecia treści to było wyraźnie pociągnięte pijarowo jak to firma dba o to żeby nikt z pacjentów których nie stać (e.g. nieubezpieczonych) nie został bez leków. Towarzyszyło temu rozważanie że niektóre niszowe leki są zbyt tanie żeby się opłacało nad ich ulepszeniami pracować.

"każda firma może w każdej chwili wyprodukować wersję generyczną" - ale to zajmie czas podczas którego można zrealizować zyski.
-
2017/04/15 15:59:15
@red.grzeg
Oj, jak takie dywagacje nie są u Szanownego Gospodarza mile widziane, to z góry przepraszam. Po prostu jestem typem człowieka, który będzie bronił Hitlera przed zawyżonymi szacunkami ofiar. Jakoś tak mnie bodzie przesada, nawet jeżeli jest na moim poletku lub na moją korzyść.

Sam Shkreli jest po prostu trolem, ale IMO niezbyt szkodliwym, a momentami nawet zabawnym. Obejrzałem kilka jego streamów przy guglaniu i ma dość interesujący charakter (a także zdecydowanie widoczną nerwicę natręctw). Jest znośny jak na kapitalistę, więc dziwi mnie rozmach tej nagonki na niego. Ale pewnie jest właśnie tak jak piszesz, zwłaszcza, że PR to on ma głęboko w zadzie, a wręcz powiedziałbym, że żywi się hejtem. Jakiś taki fetysz chyba.
-
2017/04/15 17:34:39
@red.grzeg
Tyle, że system to też ludzie. Ostatnio np. mam lekki absmak (podkreślam - lekki), gdy widzę mainstreamowe wynoszenie Trumpa na nowego poster boy'a Tego, Co Najgorsze, a co gorsze - architekta. Tak, mamy kretyna z ręką nad czerwonym przyciskiem, ale sam przecież się tam nie znalazł i sam sobie tego przycisku nie wręczył.

Zresztą to stare truizmy. Ale tak samo jest myślę z korporacjami, nawet w takich zamkniętych układach funkcjonuje to w rytmie jakiejś fali społecznej i o ile zgadzam się, że państwo powinno regulować granie w grę na wyższych szczeblach, o tyle chyba ważniejsza jest edukacja, gdzie nadal panoszy się kult pieniądza, zawodu czy wykształcenia. W takich warunkach ciężko o zmiany systemowe.
-
wo
2017/04/15 19:58:14
@rozowyguzik
"Owszem, "gra w grę", ale nie wydaje mi się aż tak cyniczny, jak się go maluje. "

Odwrotnie. To jego poprzednicy (i koledzy po fachu) nie są malowani na aż tak cynicznych, jak w rzeczywistości są.
-
2017/04/15 21:13:50
@wo
Dobry wieczór, Szanowny Gospodarzu.

Chwilę mi zajęło załapanie oszocho, ale już czaję. Jasne, jak najbardziej. Tylko uwiera mnie ta lekka dysproporcja, jak ziarnko grochu księżniczkę normalnie. Mianowicie Shkreli nie należy do kasty, jest outsiderem. W pewnym sensie to nawet go trochę podziwiam, bo oszukał system i doszedł do milionów od zera bez pleców, samą charyzmą i intelektem.

To jego wejście w big pharmę było ruchem zaplanowanym, ale nie celowym - bo nie big pharma jest jego celem czy środowiskiem, Shkreli to taki kameleon, który dopasuje się do wszystkiego. Dlatego jego "poprzednicy" nie są tak naprawdę jego poprzednikami ani kumplami po fachu. Po prostu wykorzystuje ich triki, ale nie należy do ich klubu jachtowego.

To mnie w ogóle w nim fascynuje - jak można być jednocześnie tak inteligentnym i tak głupim. Fenomenalne połączenie ekstremów.
-
2017/04/15 22:09:40
@rozowyguzik
"jak można być jednocześnie tak inteligentnym i tak głupim. "

To co nazywasz głupotą jest całkowicie niesprzeczne z inteligencją.

Nawiązując zresztą do głównego tematu notki, Shkreli nie gra w pieniądze tak naprawdę. Gracze w pieniądze są raczej w tle.
-
2017/04/15 22:23:51
@red.grzeg
"To co nazywasz głupotą jest całkowicie niesprzeczne z inteligencją."
Zdaję sobie z tego sprawę, tylko nie mogę wyjść z podziwu, jak mając taki potencjał poznawczy można zawęzić się do takiej szufladki.

Tak samo zresztą zafascynowało mnie trochę wyżej kompletne niezaczajenie odpowiedzi "nie rozumiem" z wywiadu wyżej przez kolegę neolibana, choć zdawał się wyrażać bardzo składnie i rozumnie. Jest to oczywiśćie zupełnie inna liga niż intelekt Shkreliego a jego wiara w kapitalizm, ale dziwi mnie tak samo.

"Shkreli nie gra w pieniądze tak naprawdę. Gracze w pieniądze są raczej w tle."
Ależ gra w pieniądze, tylko dla niego ta gra w pieniądze jest _naprawde_ grą. Hobby, konikiem, etc. Nawet streamował wielogodzinne "kursy" (za friko), w których tłumaczy podstawy ekonomii, giełdy, swoją taktykę i takie tam. On chyba się masturbuje do słupków notowań.
-
2017/04/15 22:31:11
Przepraszam że linkuję fejsa ale zaledwie trzy dni temu odbył się fascynujący flejm nawiązujący do poruszonego przez Gospodarza tematu, gdzie red. Maziarski wystąpił w roli hardcore neoliberała (a "1400 brutto to nie tak źle" przejdzie zapewne do annałów dziennikarstwa)
www.facebook.com/rafal.wos.7/posts/10155201221709805?hc_location=ufi
-
wo
2017/04/15 22:53:10
@rozowyguzik
" Tylko uwiera mnie ta lekka dysproporcja, jak ziarnko grochu księżniczkę normalnie. "

A mnie nie, bo wszelki postęp w dziejach ludzkości generalnie polega na tym, że ludzie przestają się zgadzać na jakieś draństwo. To automatycznie oznacza, że jest jakiś pierwszy drań, którego odwieczny argument drani pt. "poprzednich drani się nie czepialiście!" przestaje działać. Zawsze gdzieś jakaś Rosa Parks musi odmówić ustąpienia miejsca.

"W pewnym sensie to nawet go trochę podziwiam, bo oszukał system i doszedł do milionów od zera bez pleców, samą charyzmą i intelektem"

Ale działając na szkodę społeczeństwa. Świat byłby lepszym miejscem, gdyby takich ludzi nie było, lajk, wewogle.
-
2017/04/15 23:16:57
@wo
Summa summarum tak, jak najbardziej. Ale to są też ludzie, a ja może jestem przesadnie tolerancyjny. Ostatecznie wiem po której stronie barykady stoje i jestem świadomy tego, że barykada istnieje, ale nie potrafię się wyzbyć sympatii do co ciekawszych i mniej sztampowych jednostek z drugiej strony.

Dlatego konkretnie Shkreli wydaje mi się nietrafioną ikoną wrogą, bo raz, że jest ciut mniejszym kutasem niż średnia, a dwa, że autentycznie go trochę lubię za ten upór, sarkazm i trolowanie wszystkich naokoło.

Teraz mi zresztą podobna paralelka do głowy wpadła z Black Lives Matter, tylko w drugą stronę. Pomijam tu fakt, że BLM nie jest zbyt sympatycznym ruchem, lewackość ma chyba ujemną, feminizmu ze świecą szukać... no ale po drugiej stronie są biali chrześcijanie ze spluwami i amerykańska policja, więc decyzja o poparciu BLM zachodzi niejako automatycznie. Tylko dlaczego, dlaczego za ikonę wzięli sobie Trayvona Martina? Bardziej rozmytej sprawy (albo wręcz niekorzystnej dla ruchu) wybrać się już najwyraźniej nie dało. No ale nic, trzeba zagryźć zęby i powiedzieć "dobrze, że jest BLM" - pomimo takiego mesjasza.

Więc póki jeszcze nie zamarzł (jak w Lodzie Dukaja) ten Shkreli jako ikona, to bardzo bym chciał go odikonić.
-
2017/04/16 05:39:38
@wo: "Przecież nie mogło być inaczej. Zauważ, że jedna strona ma w tym przypadku instytucjonalną przewagę: może po prostu odmówić autoryzacji"

Odgrzeję wątek bo dziś właśnie ukazała się brytyjsko-amerykańska wersja wywiadu Sroczyński & Filipiak, która do tematu notki pasuje przepięknie. Decca Aitkenhead przepytuje Steve'a Hiltona w Guardianie. Przy okazji płaci za jego Ubera, bo on jest spóźniony i musi synka ze szkoły odebrać, a przecież jest hippisem i nie używa smartfona. Hilton przez cały wywiad plecie o tym, jak wsparł Brexit i Trumpa w trosce o biednych. W kluczowym momencie Aitkenhead pyta, czy wraz z żoną Rachel Whetstone (była piarowczyni Google i Ubera) zasługują na swój ogromny majątek. Hilton milknie i w końcu mówi: I think thats not because in the end, its not a moral I think thats what all this conversation thats happening around about thats why thats the whole Koniec cytatu. Całość warta przeczytania, bardzo dobry wywiad: www.theguardian.com/politics/2017/apr/15/steve-hilton-im-rich-but-i-understand-the-frustrations-people-have

Hilton robi z siebie idiotę w sposób ewidentny i w związku w tym zastanawia mnie, czy w brytyjskiej i amerykańskiej prasie nie ma procedury autoryzacji - wiesz może? Nie pierwszy raz widzę by opublikowano coś, co pogrąża rozmówcę w sposób tak oczywisty, że nawet asystent-stażysta by zablokował publikację gdyby mógł.
-
wo
2017/04/16 10:15:31
@rozowyguzik
"Ale to są też ludzie"

I co z tego? Nie wolno krytykować, nie wolno się czepiać? Czy w ogóle jakiegokolwiek człowieka wolno krytykować, czy dopuszczasz to wyłącznie wobec roślin?

"a dwa, że autentycznie go trochę lubię za ten upór, sarkazm i trolowanie wszystkich naokoło"

To dla mnie za mało, żeby kogoś polubić. To jest mój blog, więc tu obowiązują moje kryteria. Nie rozpędzaj się za bardzo w linii obrony typu "to wprawdzie też szuja, ale jednak troll, a to dobrsze o nim świadczy". Po prostu wytnę w cholerę.

"Teraz mi zresztą podobna paralelka do głowy wpadła z Black Lives Matter, tylko w drugą stronę"

Wygląda na to, że jesteś zwolennikiem Trumpa, alt.right, gamergate i tym podobnych klimatów? W takim razie idź se to robić gdzie indziej.

@jakubjot
"w związku w tym zastanawia mnie, czy w brytyjskiej i amerykańskiej prasie nie ma procedury autoryzacji - wiesz może? "

Nie ma! Tam przecież z kolei w ogóle nie ma odpowiednika naszego "prawa prasowego".
-
wo
2017/04/16 10:43:58
@empe
"Przepraszam że linkuję fejsa ale zaledwie trzy dni temu odbył się fascynujący flejm nawiązujący do poruszonego przez Gospodarza tematu"

I to zresztą jest trochę podobne do Shkreliego. Obecny zarząd może się czuć tak samo niesprawiedliwie potraktowany - "dlaczego czepiają się akurat teraz, akurat nas? przecież ten plan motywacyjny jest znany od trzech lat, a o wypłacie poinformowaliśmy pól roku temu, a poza tym poprzednie zarządy wynagradzały siebie jeszcze hojniej".

Dla mnie to wszystko się nie liczy jako linia obrony. To źle, że nie czepiano się poprzednich zarządów i to źle, że nie czepiano się pół roku temu. To nie są powody, żeby nie czepiać się teraz, bo mimo wszystko lepiej późno niż wcale.
-
2017/04/16 12:51:12
@wo
"I co z tego? Nie wolno krytykować, nie wolno się czepiać? Czy w ogóle jakiegokolwiek człowieka wolno krytykować, czy dopuszczasz to wyłącznie wobec roślin?"

A czy ja gdzieś napisałem, że Shkreli jest fajny? O ile dobrze sobie przypominam, nazwałem go "zwykłym, brudnym kapitalistą", a do kapitalistów ogólnie mam stosunek zdecydowanie ujemny. Co nie zmienia faktu, że istnieje pewna różnica między ikoną, czyli przykładem, który używamy jako znamienny dla danej grupy czy idei, a osobą, która tym przykładem zdecydowanie nie jest, ponieważ w _pewnym stopniu_ odbiega od normy. W tym przypadku jest to jego pochodzenie, brak związków z kapitalistyczną kliką, a także to, że nagonka na niego jest oparta na fałszywych przesłankach. I do tych detali piję, nie samego faktu czy Shkreli jest OK czy nie, bo to dość oczywiste, że nie jest.

Weźmy znów tego Hitlera. Czy jeśli powiesz, że Hitler wymordował 95% polskich Żydów, a ja powem "nie, co Ty, przecież 90%" automatycznie oznacza, że jestem neonazistą?

"Nie rozpędzaj się za bardzo w linii obrony typu "to wprawdzie też szuja, ale jednak troll, a to dobrsze o nim świadczy". Po prostu wytnę w cholerę. "
To było tylko uzasadnienie mojej prywatnej sympatii, nie argument.

"Wygląda na to, że jesteś zwolennikiem Trumpa, alt.right, gamergate i tym podobnych klimatów? W takim razie idź se to robić gdzie indziej. "
Skąd taki wniosek? Bo jest dokładnie na odwrót.
-
wo
2017/04/16 21:32:42
@rozowyguzik
"A czy ja gdzieś napisałem, że Shkreli jest fajny?"

Napisałeś, cytuję, "autentycznie go trochę lubię", koniec cytatu. Na tym blogu obowiązuje zakaz lubienia takich ludzi.

"czy Shkreli jest OK czy nie, bo to dość oczywiste, że nie jest"

Powiedz to kolesiom, którzy autentycznie trochę go lubią!

"Skąd taki wniosek?"

Ze sposobu argumentacji - że skoro jakiś Afroamerykanin kiedyś był przyłapany na zbrodni posiadania skręta, to automatycznie oznacza, że zasługiwał na śmierć. Plus z braku dbania o elementarną spójność wypowiedzi ("nigdy nie twierdziłem, że lubię Shkreliego, pisałem tylko, że go lubię", etc.). Pamiętaj, że to mój blog, więc dalsze brnięcie w rasistowskie obwinianie ofiary i/lub niespójność po prostu będą wycięte.
-
2017/04/16 21:49:12
rozowyguzik
Tylko dlaczego, dlaczego za ikonę wzięli sobie Trayvona Martina?

Może poczytaj o Roe v. Wade, "Roe" też się cholernie słabo nadawała na jakąś ikonę.
Życie to nie film, adwokat nie zawsze może bronić Toma Hanksa czy Julii Roberts.
-
wo
2017/04/16 22:39:28
"sprawa Trayvona Martina nie jest oczywista"

Przecież uprzedzałem! Jedno, co JEST oczywiste, to że na moim blogu nie zagrzeją długo miejsca komentarze (a) wyrażające jakikolwiek cień sympatii do ludzi takich jak Shkreli (uważasz, że inni są jeszcze gorsi? czuj się swobodni co do wyrażania do nich antypatii!), (b) rozmywające oczywistość kwestii zastrzelenia niewinnego młodego człowieka (c) - uprzedzając twoje dalsze wypowiedzi, ogólnie broniące rasizmu, kapitalistycznego wyzysku i innych rzeczy niemiłych nam, Social Justice Warriorsom.
-
2017/04/16 22:40:36
Ok, to ja tylko chciałem zapytać jeszcze szybciutko o powód kasacji ostatniego wpisu, żebym na przyszłość unikał.

Aaa, i zapomniałbym całkiem, skoro już się zdelurkowałem, a ten komć też pewnie zniknie, to chciałbym jeszcze przywazelinić Szanownemu Gospodarzowi za Epigenetics Revolution. Kapitalna rzecz, kudoski.
-
2017/04/16 22:43:15
@wo
Ależ ja jestem SJWem, tylko mało agresywnym i nadmiernie tolerancyjnym dla drugiej strony. Nigdzie nie napisałem, że Trayvon jest winny, pisałem o dowodach, procesie i wyroku, czyli o faktach. Ten chochoł mnie naprawdę zabolał, aż mi się przykro zrobiło.
-
wo
2017/04/16 22:50:58
@rozowyguzik
"Ok, to ja tylko chciałem zapytać jeszcze szybciutko o powód kasacji ostatniego wpisu,"

Przecież nawet zacytowałem kluczowe zdanie, a przedtem jeszcze były strzały ostrzegawcze. Nie wszyscy są tu tak dobrze traktowani, doceń i podziękuj.

" Nigdzie nie napisałem, że Trayvon jest winny"

Rekapitulując:

- zabito niewinnego Afroamerykanina
- jego zabójcę uniewinniono

Kto twierdzi, że w tej sprawie jest cokolwiek nieoczywistego, ten albo jest rasistą (więc nie ma prawa udzielać się na tym blogu), albo ma problemy z logiką (więc nie ma prawa udzielać się na tym blogu). Nie podejmuj polemiki, chyba że masz naprawdę mocne kontrargumenty, typu "Martin w chwili śmierci celował w swojego zabójcę z AK-47" albo "Shkreli tak poza tym bezinteresownie finansuje badania farmakologiczne".
-
2017/04/16 23:20:42
@wo
To o zwalaniu winy było raczej o tym jak staram się postrzegać i relatywizować każdy temat, nie o konkretach, przecież zabroniłeś polemizować (z tym linkiem tylko nie mogłem się powstrzymać, przepraszam).

I nigdzie nie twierdziłem, że Shkreliemu się nie należy - twierdziłem i powtarzałem wielokrotnie, że nie powinien być ikoną, poster boy'em czy inszym symbolem zgniłego prezesa, bo ma kilka cech, które w _pewnym_ (niewielkim, ale jednak) stopniu odlepiają go od wzorca.

Ale dobra, nie przedstawiłem alternatywy, to z pamięci posłużę się skasowaną alternatywą red.grzega: dobrą ikoną powinien być biały spadkobierca rodu po elitarnej uczelni, u którego nie da się znaleźć tych cech, wtedy wydźwięk jest właściwy.
-
wo
2017/04/16 23:29:23
@rozowyguzik
" twierdziłem i powtarzałem wielokrotnie, że"

...że go lubisz, że go podziwiasz itd. Na tym blogu obowiązuje zakaz lubienia, podziwiania etc. takich ludzi (a także zakaz usprawiedliwiania rasistowskich egzekucji, itd.)

"dobrą ikoną powinien być biały spadkobierca rodu po elitarnej uczelni"

Znajdź se takiego i lansuj jako dobrą ikonę, czy ja ci bronię? Póki nie wylansujesz, musi nam wystarczyć Shkreli. Nie pisz już żadnego komentarza, zawierającego choćby cień (albo zarys podobieństwa cienia) wsparcia dla Shrkeliego i/lub rasizmu.
-
wo
2017/04/16 23:49:12
@rozowyguzik
" żadne morderstwo nie jest sprawą jednoznaczną"

A ja jestem raczej jednoznacznie przeciw morderstwom.
-
2017/04/17 00:04:24
@wo
A, przeciw morderstwom to ja też jestem, natomiast daleki jestem od hejtowania morderców, bo zawsze jest jakiś ciąg uwarunkowań, otoczenia, zdarzeń, kultury itepe. Do tego dochodzi problematyka postrzegania zdarzenia przez widzów, nieudolności ludzkiej pamięci, kasowania i ponownego nadawania znaczeń i tak dalej. Ostatecznie zawsze morderca jest winny, ale mnie raczej interesują te elementy, które wymieniłem.
-
wo
2017/04/17 00:09:55
@rozowyguzik
"Ostatecznie zawsze morderca jest winny, ale mnie raczej interesują te elementy, które wymieniłem"

To super! Zatem jeśli będziesz szukał pomysłu na własnego bloga, to już go masz! Jeśli tu chcesz zostać, musisz niestety (a) hejtować korporacyjnych wyzyskiwaczy, (b) hejtować rasistowskich morderców. Być może te warunki są dla Ciebie nie do zaakceptowania, wtedy trudno - mam nadzieję, że znajdziesz w sieci wiele miejsc przyjaznych dla sympatyków wyzysku oraz obrońców rasizmu.
-
2017/04/17 00:15:03
@wo
No i znów to albo-albo, jak nie hejtuję, to kocham. Ech, no niech będzie, że hejtuję, cholerne peer pressure. Ale zachowam epitety na moment, gdy pójdziemy szturmować jakieś korpo z transparentami, OK?
-
2017/04/17 00:47:37
Nie podzielam nadziei gospodarza odnośnie Norwegów. Zbyt wielu ludzi musiałoby działać ze zbyt szlachetnych pobudek, aby dokonać Zmiany. Nie ma obecnie siły politycznej, która mogłaby choćby potencjalnie coś zmienić w skali globalnej. W tym sensie pewien autor miał rację pisząc o końcu historii. Jeden model czy jedna interpretacja tego modelu zdominowała praktycznie cały świat.

Moja ponura wizja przewiduje, że rewolucja nastąpi za sprawą nieuniknionych już zmian klimatu, które wywołają na tyle poważe zmiany społeczne i geopolityczne, porównywalne do tych wywołanych rewolucją przemysłową, że obecny model gospodarczy stanie się równie nieprzystający do rzeczywistości jak feudalizm w tamtych czasach.
-
2017/04/17 10:22:22
Nie rozumiem, dlaczego niby te krążowniki z 1957 miałyby być najlepsze? Wielka, chromowana wanna która ledwo skręca, ma śmiesznie mało miejsca w środku w relacji do gabarytów całości, żłopie paliwo like there's no tomorrow...
Najlepsze samochody w tamtych czasach robili przecież Włosi, Francuzi i Niemcy (z grubsza w tej kolejności). W dodatku unikając rozruchów na tle rasowym, z których Detroit słynęło przez dekady.
-
wo
2017/04/17 15:13:08
@bantus
"Nie podzielam nadziei gospodarza odnośnie Norwegów"

Innej nie ma.

@sheik
"Nie rozumiem, dlaczego niby te krążowniki z 1957 miałyby być najlepsze? "

Chodzi mi bardziej o wizualny symbol Amerykańskiego Snu. Wielu Polaków ma na jego punkcie fetysz, który podzielam. Ja też kocham tamte symbole - Route 66, Las Vegas, Frank & Bing, Tracy & Hepburn, Rock & Doris, I love Lucy, I like Ike. Nigdy dość przypominania, że ten Amerykański Sen był możliwy dzięki wysokim podatkom, silnym związkom zawodowym i inwestycjom Big Government. Chcecie przywrócić wielkość Ameryce? Podniescie podatki i przywróćcie siłę związkom.

@rozowyguzik
"Ale zachowam epitety na moment, gdy pójdziemy szturmować jakieś korpo z transparentami, OK?"

Ngdzie nie pójdziesz. Strzelisz focha, że sprawa nie jest jednoznaczna, w gruncie rzeczy lubisz i podziwiasz tę koroporację, a wujek prezesa miał pradziadka w klasie robotniczej i tylko dlatego się go czepiają, ty go nie uważasz za adekwatny symbol (i przekleisz bełkotliwą, niespójną argumentację z Breitbarta czy gdzie tam się zaopatrujesz w te wszystkie "sympatie do Shkreliego").

A ja to oczywiście wytnę, a ciebie zabanuję.
-
2017/04/17 23:47:25
@wo
Mógłbym prosić chociaż o komentarz? Wyłożyłem serce na stół, a w zamian otrzymałem cichą kasację. Zdaję sobie sprawę z tego, że to jest terytorium Szanownego Gospodarza, ale nie czułbym się jak ostatnia szmata, gdybym chociaż dostał powód. Nie jestem wystarczająco agresywnie lewacki? Zostałem uznany za trola? To nie miejsce i czas na takie pierdolenie? Dojrzej wreszcie, ziom? Jestem zbyt mało pojętny na dyskusje w poważnym gronie?

To ostatnie to mój faworyt jakby co, to przeżyję, bo widzę przecież, że nie operuję tak dobrze dyskusją jak Wy. Tylko tego trola najbardziej się boję, bo jestem zupełnie szczery.
-
wo
2017/04/18 00:05:08
@rozowyguzik
" Nie jestem wystarczająco agresywnie lewacki?"

Ja na razie nawet nie wiem, czy w ogóle! Zauważ, że póki co, Twój merytoryczny wkład w tę rozmowę sprowadzał się do wyrażenia sympatii i podziwu dla Shkreliego oraz doszukiwania się niejednoznaczności w rasistowskim morderstwie w USA. Jedno i drugie nadawałoby się do Breitbarta. Cała reszta to już tylko gołosłowne zapewnienia "ale ja też jestem lewacki" (bez czegokolwiek, co by to uzasadniało - nie włożyłeś np. podobnego wysiłku w wyrażanie braku sympatii i braku podziwu do jakiegokolwiek innego typka Shkreliopodobnego albo do potępienia rasizmu albo w ogóle czegokolwiek godnego SJW).

"Zostałem uznany za trola?"

Generalnie każdego nowego początkowo uznaję za trola.
-
2017/04/18 00:22:57
@wo
Nie no, merytoryczne punkty (w pierwszym wpisie) były cztery i wszystkie dotyczyły Daraprimu (tj. odnosiłem się do zalinkowanego arta). Moje sympatie doczepiłem przy okazji i widzę, że to zamydliło przekaz, razem z argumentami dotyczącymi pochodzenia i okoliczności. Patrząc z perspektywy nie powinienem był tego robić.

Pozostałe kwestie były z mojego punktu widzenia flavourem, nie argumentami. Ale z perspektywy też widzę, że nie były zbyt fortunne, zwłaszcza dla kogoś nieznajomego. Oczekiwałem po prostu odniesienia się do tego, co wypunktowałem, a nie do tego, co przywołałem pobocznie bez szczególnych intencji. Tak więc przepraszam, na przyszłość postaram się być lepszym komcionautą. Teraz zabolały mnie insynuacje niezgodne z tym, co tak naprawdę uważam, ale być może po prostu nie potrafię przedstawiać swoich myśli. Mnie wszystko fascynuje, jara, podnieca itd., ale to, że obiekt znajduje się w obozie przeciwnym nie znaczy, że go popieram.

Ostatecznie przepraszam, nie znamy się, ja próbowałem wejść w otoczenie zbyt ostro i myślę, że to dla mnie dobra nauka. Jak Gospodarz pozwoli, to odezwę się jeszcze kiedyś, może trochę spójniej.
-
2017/04/18 10:12:24
@bantus
"Nie podzielam nadziei gospodarza odnośnie Norwegów"
@ wo
"Innej nie ma."

Nadzieja jest, między innymi w Januszach biznesu (szwajcarskich). W Szwajcarii menadżer rodzinnej firmy kosmetycznej Thomas Minder doprowadził w marcu 2013 r. do referendum konstytucyjnego, które zatwierdziło poprawkę "przeciw abuzywnym płacom zarządów" (gegen die Abzockerei/ contre les remunerations abusives). Poprawka ta, obecny artykuł 95(3) szwajcarskiej konstytucji [1], reguluje prawa akcjonariuszy wobec zarządów spółek oraz nakazuje przyjęcie ustawy ograniczającej wynagrodzenia menadżerskie (co nastąpiło w listopadzie 2013 jako Verordnung gegen übermässige Vergütungen, VegüV [2]).

Zdaję sobie sprawę, że powyższy (i tak uproszczony) opis nudnego procesu polityczno-legislacyjnego nie jest tak chwytliwy jak hasło "norweski fundusz im pokaże", ale ów proces jest skuteczniejszy w realnym ograniczaniu wynagrodzeń menadżerskich, a przy tym bezpieczniejszy dla demokracji. Norweski fundusz to jeden z wielu sovereign wealth funds (SWFs) - fundusze te w ostatnich dekadach stały się potężnym graczem, z istotnym wpływem na gospodarki i system polityczny krajów rodzimych, jak i tych gdzie dokonują inwestycji. Nawet najlepiej zarządzany fundusz tego typu powoduje erozję demokracji w kraju pochodzenia (po co demokracja, gdy władza nie musi prowadzić trudnych negocjacji z ludem w sprawie łatania współczesnych i przyszłych dziur budżetowych) oraz nieuchronnie staje się przedmiotem kontrowersji w krajach gdzie działa jako inwestor, ze względu zarówno na pochodzenie inwestowanych funduszy jak i rodzaj dokonywanych inwestycji (tu jest lista największych SWFs: [3] - same nazwy krajów pochodzenia typu Azerbejdżan czy Chiny powinny działać ostrzegawczo, podobnie zresztą jak kanadyjski fundusz inwestujący pieniądze z kopalń odkrywkowych w Albercie czy botswański - z kopalń diamentów). Tropiciele ukrytych potęg podniecający się nic nie znaczącymi spotkaniami Grupy Bilderberg itp. powinni już dawno zainteresować się działalnością SWF i ich wpływem na światową politykę - cóż, to raczej zadanie ponad siły owych tropicieli. Sami jednak wykazujmy więcej krytycyzmu.

[1] www.abzockerinitiativeja.ch/wp-content/uploads/Initiativtext.pdf

[2] tu krótkie streszczenie po angielsku: www.rwi.uzh.ch/lehreforschung/alphabetisch/vdc/cont/vdC_Brugger_Salaergovernance.pdf

[3] www.ifswf.org/our-members
-
wo
2017/04/18 10:42:42
@rozowyguzik
"Nie no, merytoryczne punkty (w pierwszym wpisie) były cztery i wszystkie dotyczyły Daraprimu (tj. odnosiłem się do zalinkowanego arta). Moje sympatie doczepiłem przy okazji i widzę, że to zamydliło przekaz, razem z argumentami dotyczącymi pochodzenia i okoliczności. "

Nawet bez doczepiania tej sympatii na razie wygląda to tak, że Twoje dwie wypowiedzi merytoryczne to obrona wyzyskiwacza i obrona rasisty. No to jak ja mam odpowiedzieć na pytanie, czy jesteś wystarczajaco lewacki? Na razie brak przesłanek do hipotezy, że w ogóle.
-
2017/04/18 13:47:19
@wo
No kumam, kumam, tak przecież jest. Z mojej perspektywy znów vide pierwszy komć zresztą - założyłem, że skoro występuję w roli adwokata diabła i zaznaczam to, to z góry wiadomo, że bronię tego, czego nie da się obronić, jestem tego świadom i robię to czysto akademicko, a nie ideologicznie.

Dziękuję za możliwość doklepania swojego do końca w każdym razie, skoro tak zostałem odebrany. Swoją drogą, u prawaków pewnie wystarczy powiedzieć "był zamach" i już się dostaje zaproszenie do inner circle i stanowisko w zarządzie spółki państwowej. ;)
-
2017/04/18 14:24:18
@rozowy

...występuję w roli adwokata diabła...

Jakiego diabła? Zdenerwowałeś gospodairza i tyle. Nic nie łapiesz. Jesteś jakiś podkręcony, ale nikogo to nie wzmaża.
Powiedz coś o szpikulcu przy Chmielnej, a będziesz miał satysfakcjonujący odzew. Przynajmniej u Warszawiaków.
-
2017/04/18 14:48:45
@mw.61
"Jakiego diabła? Zdenerwowałeś gospodairza i tyle. Nic nie łapiesz. Jesteś jakiś podkręcony, ale nikogo to nie wzmaża."

Tyle to widzę, stąd przecież tyle ścian tekstu z mojej strony, bo nie łapię i chcę naprostować, ale niezbyt mi wychodzi.
-
2017/04/18 15:28:34
@rozowy

...tyle ścian tekstu z mojej strony, bo nie łapię i chcę naprostować, ale niezbyt mi wychodzi..

A czy nie potrzeba ci akceptacji za wszelką cenę? Ten blogasek to jakaś psychoterapia czy cóś?
-
2017/04/18 15:47:59
@mw.61
"A czy nie potrzeba ci akceptacji za wszelką cenę? Ten blogasek to jakaś psychoterapia czy cóś?"

Coś w stylu - to moja pierwsza próba komunikacji z otoczeniem, do którego chciałbym aspirować i generalnie pierwsze wyjście poza własny bąbelek. I tak - widzę, że wyszło jak wyszło i nie ma czego ratować, już spasowałem, może kiedyś wyjdzie lepiej.
-
wo
2017/04/18 20:03:28
@awal
Podoba mi się rozwiązanie szwajcarskie, ale jego wada jest taka, że działa tylko w Szwajcarii. Dla nas nadal jedyną nadzieją jest norweski fundusz...
-
2017/04/18 22:32:31
Rozwiązanie szwajcarskie (o którym pierwsze słyszę, dzięki awal) to jest nawiasem mówiąc świetny argument przeciwko wszystkim rysiom tego świata mówiącym ze nic nie warto w takich sprawach robić bo business się natychmiast wyniesie jak będzie miał szykany. No jakoś ze Szwajcarii się najwyraźniej nie wyniósł póki co, siedzą sobie tam nadal takie Nestle czy z połowa światowej bandyckiej korpo-pharmy.
-
2017/04/20 11:32:52
@embercadero
"No jakoś ze Szwajcarii się najwyraźniej nie wyniósł póki co, siedzą sobie tam nadal takie Nestle czy z połowa światowej bandyckiej korpo-pharmy."
Oczywiście sielanki tu nie ma, patrz np. spór o sprzedaż akcji uprzywilejowanych Sika przez dotychczasowych właścicieli (gdzie w sporze uczestniczą m.in. niejacy Gatesowie), ale generalnie jest znacznie spokojniej niż w takich Niemczech. Jest też sporo spółek akcyjnych niepublicznych oraz takich, w których mimo obecności na giełdzie rodzina założycieli ma większość (np. Roche), co sprzyja konserwatywnemu prowadzeniu biznesu.
Natomiast dopóki od dobrego ROI zależeć będzie wypłata emerytur z funduszy emerytalnych milionów ludzi, to nie sądzę żeby zniknęły agresywne optymalizacje podatkowe, outsourcing do Bangladeszu i inne zło.
-
2017/04/23 14:05:19
"Jest też sporo spółek akcyjnych niepublicznych oraz takich, w których mimo obecności na giełdzie rodzina założycieli ma większość (np. Roche), co sprzyja konserwatywnemu prowadzeniu biznesu. "
W Niemczech podobnie, np takie małe firemki jak Krupp Bosch czy Siemens. Ciekawe czy to daje w dłuższej perspektywie stabilność w porównaniu z na przykład USA gdzie każda firma przez ostatnie 50 lat była sprzedawane, łączone i dzielone po 10 razy (sprawdzić czy nie IBM) i na końcu bankrutowały bo wolny rynek i akcjonariusze.