Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Rebelia w ponurym nastroju

Tak naprawdę, to ta notka miała być przedwczoraj, ale polityka sprawiła, że musiałem Skomentować Na Bieżąco. Zresztą ta też będzie polityczna, bo teraz wszystko jest polityczne (niestety zresztą).

Nie mogę jednak nie dosypać swoich trzech groszy do nowych „Gwiezdnych wojen”. To chyba najbardziej kontrowersyjny odcinek w dziejach, reakcje rozrzucone są od zachwytu po potępienie.

Misiępodobało. Nawet bardzo podobało. Kto wie, czy nie uznam tego w końcu za najlepszy odcinek całej sagi!

Jestem już tak stary, że zdarzało mi się parę razy uczestniczyć w flejmach/adwokacjach „Star Wars” vs „Star Trek”. Opowiadałem się po stronie „Gwiezdnych wojen” argumentując, że od samego początku ta saga porusza najważniejsze pytania o demokrację i jej kryzys(y), podczas gdy polityka w „Star Treku” jest zazwyczaj infantylnie optymistyczna.

Nie dla każdego to kryterium jest ważne. Dla mnie tak, co z kolei uzasadniam tym, że jeśli za złej władzy dojdzie do odkrycia dilithium, to też będzie złe.

„Rogue One” - nie będę używał polskiego tytułu, mam wrażenie, że wymyślono go tylko żeby pasował długością do makiety - to doskonały portret złej władzy. Dyrektor Orson Krennic to najbardziej dla mnie przekonujący villain z wszystkich dotychczasowych w całej sadze.

Jeśli mieliście kiedyś, tak jak ja, fazę na czytanie książek typu „Eichmann w Jerozolimie”, doskonale zna Krennika. To nie jest takie zimne, skoncentrowane zło, jak Heinrich Himmler, to po prostu człowiek doskonale dostosowujący się do warunków.

Prywatnie zapewne jest bardzo sympatyczny. Wygląda na to, że kiedyś łączyła go przyjaźń z Galenem Erso. Pewnie odwiedzili razem niejeden bar na Coruscant, bo Krennic to bodajże pierwsza od czasów Hana Solo w tej sadze postać robiąca wrażenie fajnego kompana na wieczorną popijawę.

Gdyby Republika trwała dalej, Krennic piąłby się powoli po szczeblach kariery w korpusie inżynieryjnym. W upadku Republiki zobaczył szansę na przyśpieszenie tej wspinaczki.

Twórcy „Rogue One” myśleli oczywiście o współczesnych widzach przerażonych Trumpem i Brexitem. Ale ten film doskonale pasuje też jako komentarz do polskich wydarzeń.

Że establishment galaktycznej republiki był skorumpowany i nieudolny, to wiemy od ho ho, właściwie od Epizodu Pierwszego. Można zrozumieć pragnienie prostego Gunganina, żeby wreszcie ktoś to wszystko wziął za skrzela i wprowadził dobrą zmianę.

Krennic pokazuje, jak wygląda dalszy krok. Niekoniecznie tak, że wylezie nam zza kadru dyszące archetypalne zło i zacznie coś marudzić metalicznym głosem.

Na początek po prostu tak, że ludzi przestaje się już zachęcać do pracy i współpracy bodźcami pozytywnymi („dołącz do nas, mamy ciastka”), a zaczyna negatywnymi („dołącz do nas, bo wymordujemy ci rodzinę”). W jakimś momencie dyrektor Krennic przestał już motywować swoich inżynierów premiami i perksami, a zaczął blasterem.

To jest oczywiście droga, z której nie ma odwrotu. I to jest jednocześnie zalążek przyszłego upadku.

„Rogue One” pokazuje nam jednak galaktyczną dobrą zmianę w fazie wznoszącej. Kanclerz Palpatine jeszcze ciągle ma wysokie notowania. Nikt nie tęskni za Jedi i ich dziwacznymi przesądami.

Buntownicy są nieliczni i mają kryzys morale. Stopniowo się wykruszają, bo widzą, że Imperium jest nie do zatrzymania.

Ich liderzy są równie mało porywający, jak Schetyna czy Kijowski. Ci fajni liderzy, których kojarzymy z poprzedniej części sagi, dopiero się wyłonią - na razie na czele rebelii stoją skompromitowane postacie poprzedniego establishmentu.

I znów: twórcy zapewne myśleli tutaj głównie o tych, którzy głosowali na Clinton jako na „mniejsze zło”. Wstrzelili się idealnie w nastroje weteranów ruchu #occupy, o czym świadczy sukces kasowy.

Ale gorąco polecam ten film także i w Polsce. Tylko raz jeszcze powtórzę ostrzeżenie, które zamieściłem już na fejsie: że jest wersja z dubbingiem to nie znaczy, że to jest film dla dzieci. Jest bardziej ponury od „Imperium kontratakuje”. Mi to odpowiada, ale ośmiolatek będzie płakać.

 

PS. Uprasza się o rotowanie spojlerów!

piątek, 23 grudnia 2016, wo

Polecane wpisy

  • Kalifat w Bawarii

    Tymczasem: obejrzałem niegłupią komedię na ważne tematy bieżące. Jak widać po załączonym trailerze, komedia nazywa się „Witamy u Hartmannów” i opowi

  • Casteilcorbon nie istnieje

    W ramach kryzysu wieku średniego często ostatnio wracam do dziecinnych fascynacji. Zeszłoroczne wakacje przypomniały mi powieść czytaną w dzieciństwie, którą u

  • Brexitowe postapo

    Brexit się być może źle skończy dla nas wszystkich - ale na pewno źle się skończy dla Brytyjczyków. Mają słabą pozycję w negocjacjach warunków wyjścia, im bardz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/12/23 17:17:03
Kurna. Na filmie nie byłem, ale jakbym słyszał relację syna z piątkowej demonstracji pod sejmem: Buntownicy są nieliczni (...)imperium jest nie do zatrzymania.
Ale coś optymistycznego z filmu wynika? Czy nie?
-
2016/12/23 17:38:30
Mam dokładnie tak samo, poszedłem raczej z poczucia obowiązku nie nastawiając się na wiele bo ja od początku chodziłem na SW dla samych dekoracji, żeby trzymać rękę na pulsie nowych technologii tworzenia filmowej iluzji. Tym razem dostałem regularny film (aż nie pasujący - pozytywnie - do całej reszty) i parę razy mnie ścisnęło wręcz za gardło właśnie ze wzgl. na skojarzenia z dzisiejszą Polską, że stawka Rebelii jest poważna (ile trzeba osobiście zainwestować w Rebelię) i co jest jej fundamentem. Wychodząc z kina uznałem, że to najlepsza część ze wszystkich. A poza tym było to świetne widowisko dla tych których nużą dialogi. Dodatkowy plus za dowcipnego robota.
-
wo
2016/12/23 17:44:38
@mw
"Ale coś optymistycznego z filmu wynika? Czy nie?"

"jfmlfpl tvaą, nyr cemlanwzavrw hqnwr vz fvę jlxenść cynal Tjvnmql Śzvrepv m mnmanpmbalz fłnolz chaxgrz, xgóel prybjb hxelł Tnyra Refb"
-
2016/12/23 17:51:51
Polski tytuł bierze się ponoć z tego, że Lucas kiedyś, a za nim też Disney teraz, zastrzegł sobie, że tytuły SW mają być wszędzie dosłownie tłumaczone. Tak słyszałem, info niepewne.
-
wo
2016/12/23 18:01:26
@roody
"Polski tytuł bierze się ponoć z tego, że Lucas kiedyś, a za nim też Disney teraz, zastrzegł sobie, że tytuły SW mają być wszędzie dosłownie tłumaczone. Tak słyszałem, info niepewne"

Ale dosłownie w tym kontekście byłoby coś jak "samowolka" albo "renegat". Właściwie jak w polskiej terminologii wojskowej określany byłby statek dowodzony przez zbuntowaną załogę?
-
2016/12/23 18:31:01
@wo

...jfmlfpl tvaą, nyr cemlanwzavrw hqnwr vz fvę jlxenść cyna ...

No dobra. Idę do kina.
-
2016/12/23 20:08:43
@mw.61 "coś optymistycznego z filmu wynika?"

Bardzo!
-
2016/12/23 21:39:18
W kwitach pralni/książkach z uniwersum była "Eskadra Łotrów". I to niejeden raz, to mogło zdecydować.
-
2016/12/23 21:51:20
Czy aby twórcy nie wymyślili jednak tego na długo zanim wiadomo było, że Trump w ogóle będzie się liczył w wyścigu, a i Brexit nie był jeszcze zbyt prawdopodobny?
-
wo
2016/12/23 22:42:39
@sirfred
Screenwriting is rewriting.
-
2016/12/23 23:50:10
@wo

"Właściwie jak w polskiej terminologii wojskowej określany byłby statek dowodzony przez zbuntowaną załogę?"

Używa się terminu "renegat" właśnie ( i w przypadku statku powietrznego i morskiego )
-
2016/12/24 00:32:48
@rpyzel
Na mojej kasecie i płycie z Imperium kontratakuje jest wersja "Komandorze Skywalker, tu Łobuz dwa, odbiór".

@adiunkt
Pierwotny tytuł niemiecki miał brzmieć "Renegat eins".
-
2016/12/24 10:39:25
Mnie cieszy, że ogólnie Disney zrobił się trochę niegrzeczny i wyszedł poza ramy bajkowych narracji oraz słitaśnych finałów, wkraczając w strefę odcieni szarości. Rzeczywiście nie są to już często widowiska dla dzieciaków. Rogue One to najlepszy przykład, ale było to już widać choćby w "Tron: Legacy", gdzie Olivia Wilde i "Kusicielki" (opis na filmweb :) były ubrane w trochę zbyt obcisłe latexo-podobne wdzianka...
-
2016/12/24 11:08:57
@wo
"Jeśli mieliście kiedyś, tak jak ja, fazę na czytanie książek typu Eichmann w Jerozolimie, doskonale zna Krennika."

Znacznie lepszym porównaniem byłby Albert Speer. Gdyby Krennic trafił na 20 lat do paki napisałby równie wciągające wspomnienia przedstawiające obraz "dobrego Imperialisty".
-
2016/12/24 11:31:16
A co oznacza ten "1" w tytule? Czy zapowiada sie drugi równoległy ciąg filmów na następną dekadę?
-
2016/12/24 11:33:28
@sir_fred
Nie wskażę teraz gdzie to czytałem, ale podobno sporo scen z R1 dokręcano jeszcze raz, więc fani spekulowali, że będzie to słaby film. Teraz pomyślałem sobie, że może były to korekty spowodowane przebiegiem kampanii prezydenckiej.
-
2016/12/24 11:36:54
@fksiegowy
To chyba nawiązanie do oznaczeń maszyn (jakiś numer boczny) w formacjach lotniczych.
-
2016/12/24 12:01:42
@fksiegowy
Wg reżysera tytuł jest wieloznaczny.
Kolejnych części z tym numerem nie należy się spodziewać, bo w czasach akcji Bothan nazwa była już używana przez formację lotniczą (patrz: Hoth).
Co do innych wyjaśnień to nie chce mi się rotować.
-
2016/12/24 12:16:05
@wo:

"Ale dosłownie w tym kontekście byłoby coś jak "samowolka" albo "renegat"."

Jeśli oryginalny tytuł rozumieć jako "Zbuntowany" to tak, dosłownie byłoby "Renegat" czy - by zachować też przymiotnikową konstrukcję - "Zregenatowany".

Ale jeśli rozumieć go oryginał jako "Kryptonim: Rogue One" to "Łobuz Jeden" jest dosłownym tłumaczeniem tegoż.
-
2016/12/24 12:19:18
@ fksiegowy

"A co oznacza ten "1" w tytule? Czy zapowiada sie drugi równoległy ciąg filmów na następną dekadę?"

Moim zdaniem to jest "code name Rogue 1". Równie dobrze mogłoby być "Red 3" albo "Gold 7", by trzymać się kryptonimów rebelii.
-
2016/12/24 12:21:48
-
wo
2016/12/24 12:27:43
@fksiegowy
"A co oznacza ten "1" w tytule? Czy zapowiada sie drugi równoległy ciąg filmów na następną dekadę?"

Qbjóqpn fgngxh wrfg clgnal b anmję xbqbją. Żnqarw avr zn, jvęp jlzlśyn gę an cbpmrxnavh - cb cebfgh qyngrtb, żr vfgbgavr wrfg mohagbjnalz qbjóqpą fgngxh (erartngrz).
-
wo
2016/12/24 12:30:21
@noname
"Kolejnych części z tym numerem nie należy się spodziewać, bo w czasach akcji Bothan nazwa była już używana przez formację lotniczą (patrz: Hoth)."

Natomiast ze względu na wydarzenia pokazane w "Rogue One", zapewne potem było tak, że elitarne jednostki rebelii były tak znakowane na cześć i w hołdzie. Przy czym zapewne numer jeden był na zawsze zastrzeżony.
-
2016/12/24 13:01:33
Może dla fanów sagi to nie nowina, ale wiadomo np., że ten atak na DS z IV epizodu nawiązywał bitew z drugiej światówki na tzw. pacyficznym teatrze działań, gdzie Amerykanie koordynowali działania przez radio. Historycznie, identyfikacja swój/obcy z czasów I W.Ś. była wzrokowa, tym bardziej, że przeważnie latano w dzień. Jeśli samolot miał na pokładzie radio to było to prymitywne i ciężkie urządzenie do komunikacji iskrowej. Z czasem rolę tę przejęło radio pozwalające na komunikację głosową, oznaczenia boczne zachowano do dzisiaj ale często są w low visibility (Polska się tu oczywiście uporczywie wyłamuje). Widowiskowy trench run z ep. IV luźno nawiązuje do operacji Chastise. Więc to jest rzeczywiście rewriting.
-
2016/12/24 13:13:27
@nonamenoneed
"Co do innych wyjaśnień to nie chce mi się rotować."
Zgóglaj "rot13 bookmarklet", moje życie stało się lepsze. Co ciekawe, mi na Safari zadziałało cóś z 2006 roku, gdzie nawet Safari nie ma w zestawieniu www.squarefree.com/bookmarklets/pagedata.html
A jak jedziesz na Chrome, to pewnie jest też w formie wtyczki.
-
2016/12/24 13:33:02
"Z czasem rolę tę przejęło radio pozwalające na komunikację głosową,"

Mała korekta - systemy IFF (identyfikacji swój obcy) nie wykorzystują łączności głosowej.
-
2016/12/24 13:34:33
@wo
"Natomiast ze względu na wydarzenia pokazane w "Rogue One", zapewne potem było tak, że elitarne jednostki rebelii były tak znakowane na cześć i w hołdzie. Przy czym zapewne numer jeden był na zawsze zastrzeżony."
Zapewne piszesz "zapewne" prowokacyjnie. W którymś ataku na DS właśnie eskadra Rogue wywołuje się po kolei i oczywiście nie ma "jedynki". Nie, żebym znał na pamięć to wszystko, ale było o tym w jakiejś tubce, tylko nie mogę teraz znaleźć.

@rewriting
W ogóle nie pojawiło się kilka ładnych ujęć z trailerów. Co prawda raczej trudno się w nich (www.youtube.com/watch?v=WiZ3x6wVCb8) dopatrzeć tematów Trumpa, ale kilku mi szkoda (zwłaszcza ujęcia Krennika i TIE podnoszące się spod podłogi na bohaterkę; choć te pierwsze może miały właśnie budować intrystyczną mocarność Krennika i nie pasowało do koncepcji), ale może planują wrzucić w jakimś extended version.
-
2016/12/24 13:46:45
@wraithofux
W którymś ataku na DS właśnie eskadra Rogue wywołuje się po kolei i oczywiście nie ma "jedynki".

Do tego przecież WO nawiązywał: jest Rogue Leader, a potem 2+. Ale podobnie jest w innych dywizjonach--np. Gold Leader i potem Gold 2, więc może powód, dla którego nie ma w dalszych częściach Rogue One nie ma związku z zastrzeżeniem koszulki.
-
2016/12/24 14:03:58
@sfrustrowany_adiunkt
Zgoda, jest do pomyślenia system IFF działający w oparciu o technikę iskrową. Chodziło mi o skrótową refleksję nad ewolucją komunikacji radiowej bez narażania się na ban.
-
wo
2016/12/24 14:29:37
@wraithofux
"Zapewne piszesz "zapewne" prowokacyjnie. W którymś ataku na DS właśnie eskadra Rogue wywołuje się po kolei i oczywiście nie ma "jedynki". Nie, żebym znał na pamięć to wszystko, ale było o tym w jakiejś tubce, tylko nie mogę teraz znaleźć. "

No bo w pierwszej trylogii widzimy tylko fragment teatru wojennego, przecież nie mamy wprost powiedziane, że w innych formacjach też tak jest.

@adiunkt
"Mała korekta - systemy IFF (identyfikacji swój obcy) nie wykorzystują łączności głosowej"

Akurat ten film nadrabia nawet logiczne luki związane z tym systemem sięgające jeszcze pierwszego filmu!
-
2016/12/24 15:10:41
@wraithofux
"W którymś ataku na DS właśnie eskadra Rogue wywołuje się po kolei i oczywiście nie ma "jedynki""

Wtedy to była eskadra Red. I - tak na marginesie - nie było jedynki, bo był Red Leader.

"Zgóglaj "rot13 bookmarklet""

Napisałem "nie chce mi się", choć ogranicza się to do rot13.com, ctrl-c, ctrl-v.
-
2016/12/24 15:16:08
Nieco teraz oftopicznie. Premierę polską epizodu IV pamiętam z kina, miałem wtedy naście lat. Oczywiście, ten cały kosmiczny futurystyczny szmelc mi się niesamowicie podobał ze szczególnym uwzględnieniem "komputerowych" wyświetlaczy/celowników. Dzisiaj te kosmiczne statki nadal wyglądają futurystyczne, ale już nie te wyświetlacze, po tym aspekcie dekoracji filmowej łatwo się zorientować w którym kierunku poszedł postęp techniczny. Gdyby nie nostalgia za "starą sagą" i odwołanie się w dizajnie do tamtej anachronicznej i skiepszczonej (także nonsensownej, bo nic nie mówiącej) technologii wyświetlaczowej, to R1 dostałby poważnego minusa.
-
2016/12/25 23:42:24
Mhcrłavr mzvravł fvę jlqźjvęx cebgrfgh m cbpmągxh Rc.VI " V qba'g xabj jung lbh'er gnyxvat nobhg. V nz n zrzore bs gur Vzcrevny Frangr ba n qvcybzngvp zvffvba gb Nyqrenna"

Film niezły, ale bez przesady, niektóre sekwencje jak z gry komputerowej, tylko pada nie ma.
-
2016/12/26 21:02:47
Ja byłem zachwycony, z powodów wymienionych przez gospodarza i komciujących wyżej, więc nie będę powtarzał.

Przez chwilę po wyjściu zastanawialiśmy się, czemu nie było "wjeżdżających napisów" (to ma jakąś oficjalną fandomową nazwę?) na samym początku, aż przyszło olśnienie: przecież ten cały film to ekranizacja "wjeżdżających napisów" z "New Hope" :-)

No i wielkie kudosy za uzasadnienie po prawie 40 latach plothole'a "dlaczego taka potężna broń ma taki słaby punkt".
-
2016/12/27 12:40:31
Długolurker z tej strony, notka aż zachęciła mnie do założenia konta, by móc wrzucić komć.
Mi najbardziej podobała się jednak postać Wielkiego Moffa. Nikt inny nie dostąpił zaszczytu takiego pogłębienia charakteru jak właśnie on. Okazuje się, że dowództwa nad Gwiazdą Śmierci nie otrzymał za jakieś wybitne zdolności i osiągnięcia admiralskie, czy nawet oddanie Sprawie - ale za zdolności w rozgrywaniu intryg dworskich i bycie zwykłym skurczysynem, który znalazł się po stronie wygranych. O ile w IV części w jakiś sposób może być żal Tarkina, który wydaje się być zaangażowany w to całe przedsięwzięcie i zdaje się wierzyć w jego sens, to tu żywo przypomina raczej jakiegoś ichniejszego Gowina.
-
2016/12/27 12:59:10
@No i wielkie kudosy za uzasadnienie po prawie 40 latach plothole'a "dlaczego taka potężna broń ma taki słaby punkt".

Przecież tego plothola zrobiły części 1-3 jak się okazało, że starfightery w typie x-winga były w użyciu 20 lat wcześniej. Wyjaśnienie, że Imperium było nastawione na walkę wielkich okrętów było zupełnie wystarczające wcześniej.
-
2016/12/27 23:41:55
Wyjaśnienie, że Imperium było nastawione na walkę wielkich okrętów

Z kim?
-
2016/12/28 00:56:00
(Delurkuję, dzień dobry!)

@3m
Po stronie Rebelii walczyli na przykład Mon Calamarianie (Admirał Ackbar i spółka), oni mieli duże statki.
-
2016/12/28 07:40:11
@3m

Pewnie samo ze sobą! Nie wiem, ale w SW dość jasno było pokazane zdziwienie imperialsów, że z tymi myśliwcami to w ogóle tak można, a weak point jako konsekwencja megalomanii i pychy
-
2016/12/28 09:13:16
@3m:

Przecież w samym senacie było tych planet / ras w setki jak nie tysiące - na pewno były pośród nich i takie, do walki z którymi miałyby sens.

@czescjacek:

To nie imperium zamówiło pierwsze duże okręty - armia klonów też je miała. Więc jeśli z megalomanii i pychy, to powszechnej w tej części galaktyki ;)
-
2016/12/28 12:12:12
Film bezpośrednio nawiązuje do klasycznych filmów wojennych. Na początku mamy "Bitwę o Algier", a później "Parszywą Dwunastkę", "Operację Kusza" czy (chyba najbliżej bezpośrednio odpowiadające) "Działa Nawarony". Oryginalna trylogia też miała drugowojenne nawiązania, ale do filmów lotniczych ("Dam Busters", "633 Squadron", "Bitwa o Anglię").
Mnie osobiście zastanawia, czy ten powrót do realizmu w pokazywaniu wojny (cecha wspólna tych wszystkich filmów to śzvreć jvęxfmbśpv nyob jfmlfgxvpu obungreój), nie jest efektem tego, że wtedy i dziś duży segment widowni widział wojnę na żywo, więc niezniszczalny Rambo do nich nie trafia.
-
2016/12/28 13:48:53
@bigduke6

"Mnie osobiście zastanawia, czy ten powrót do realizmu w pokazywaniu wojny (cecha wspólna tych wszystkich filmów to śzvreć jvęxfmbśpv nyob jfmlfgxvpu obungreój), nie jest efektem tego, że wtedy i dziś duży segment widowni widział wojnę na żywo, więc niezniszczalny Rambo do nich nie trafia. "

Przez Wietnam przewinęło się 2,6mln amerykańskich żołnierzy, tak więc odsetek ludzi, którzy widzieli wojnę w publiczności kinowej był chyba wyższy w 1982.
-
2016/12/28 14:37:38
@roody102 i inni
Przecież w samym senacie było tych planet / ras w setki jak nie tysiące - na pewno były pośród nich i takie, do walki z którymi miałyby sens.

No tak. Ale tak samo można argumentować, że musiały być wśród nich też bardziej partyzanckie ugrupowania. Nawet w New Hope to przecież nie jest tak, że pierwszy raz widzą na oczy myśliwiec (sami mają T-Fightery, nie?).
-
2016/12/28 14:59:02
@frontbrzozowa
2,5 miliona amerykanów przewinęło się przez Irak/Afganistan już jakieś trzy lata temu, a jeszcze trzeba by doliczyć inne operacje w Afryce czy Azji, plus setki tysięcy żołnierzy z innych krajów (w tym Polski)
-
2016/12/28 17:21:35
@Nawet w New Hope to przecież nie jest tak, że pierwszy raz widzą na oczy myśliwiec (sami mają T-Fightery, nie?).

Tie fightery nie przenosiły torped (bo by storpedowały Sokoła Tysiąclecia) i w ogóle nie były za mocne (bo tenże uzbrojony transportowiec zestrzelił trzy czy cztery) albo Imperium miało jakąś poronioną doktrynę ich użycia (bo czemu posłali tylko trzy czy cztery? a do obrony GŚ chyba w ogóle dowództwo odmówiło wysłania do boju i tylko osobista eskadra Vadera walczyła, albo jakoś tak). Kontynuując analogię drugowojenną: kiedy Japończycy zatopili "Prince of Wales" i "Repulse", Brytyjczycy byli już po własnym sukcesie ataku na Tarent; no i błędy projektowe wynikające z anachronicznej doktryny to coś, co naprawdę się może zdarzyć, inaczej niż podłożenie świni przez Wallenroda. Przepraszam za poszukiwanie realizmu w Gwiezdnych Wojnach.
-
2016/12/28 20:48:57
Można też doszukiwać się kwestii ambicjonalnych, choćby w obronie Gwiazdy Śmierci - z zasady, piloci myśliwców to inny rodzaj wojsk niż obsługa samej stacji, więc gdyby myśliwce udaremniły atak, im przypadała by zasługa ocalenia stacji. Co innego, gdyby systemy obronne dały sobie radę. A co za tym idzie - awanse, budżet...

Niby absurdalne, ale IRL w siłach zbrojnych takie rzeczy dzieją się ciągle. I prowadzą czasem do kosmicznych absurdów.
-
2016/12/28 20:49:41
Ale to też było chyba powiedziane gdzieś, że systemy obronne nie są antymyśliwcowe?
-
2016/12/28 23:02:53
sfrustrowany_adiunkt
"Niby absurdalne, ale IRL w siłach zbrojnych takie rzeczy dzieją się ciągle. I prowadzą czasem do kosmicznych absurdów."

"The Royal Navys most advanced warships, once described as the best in the world, will need multimillion-pound repairs because of repeated power failures that leave the Type 45 destroyers unable to move or use defence and weapons systems."

www.theguardian.com/uk-news/2016/jan/29/royal-navy-warships-multimillion-pound-refits-power-cuts
-
2016/12/29 01:20:05
@czescjacek
no i błędy projektowe wynikające z anachronicznej doktryny to coś, co naprawdę się może zdarzyć, inaczej niż podłożenie świni przez Wallenroda

W uniwersum, w którym piechota nie potrafi w ogóle strzelać do celu, prędzej kupuję Wallenroda właśnie. Doszukiwanie się racjonalnych wyjaśnień ma tyle samo sensu co rozumowa egzegeza Księgi Rodzaju.
-
2016/12/29 11:58:30
@wo
"Jestem już tak stary, że zdarzało mi się parę razy uczestniczyć w flejmach/adwokacjach Star Wars vs Star Trek. Opowiadałem się po stronie Gwiezdnych wojen argumentując, że od samego początku ta saga porusza najważniejsze pytania o demokrację i jej kryzys(y), podczas gdy polityka w Star Treku jest zazwyczaj infantylnie optymistyczna."

Ale jeżeli zrobimy analizę klasową, to "Star Trek" wygrywa. Pieniądze używa tam tylko jedna ras, z której non-stop są kpiny. Tym czasem "Star Wars" to czysty feudalizm. Nawet po stronie "republiki" stoi księżniczka... No i efekt gospodarczy widać od razu: każde dziecko tam przeżywa przysłowiowe: "smród, bród i ubóstwo". A w "Star Treku" replikatory, holoprojektory...
-
wo
2016/12/29 14:08:39
@facundconte
"Ale jeżeli zrobimy analizę klasową, to "Star Trek" wygrywa. Pieniądze używa tam tylko jedna ras, z której non-stop są kpiny. Tym czasem "Star Wars" to czysty feudalizm."

Jasne, ale "Star Wars" pokazuje obraz realistycznego świata, w którym niezbyt dobry system walczy z jeszcze gorszym systemem. "Star Trek" pokazuje absurdalnie optymistyczną utopię.
-
2016/12/29 14:24:05
@niezbyt dobry system z jeszcze gorszym
No rebeliantów lubimy, bo ich losy śledzimy i mamy jakiegoś archetypicznego biedaka i walczącą z ciemną stroną mocy, którzy okazują się rodzeństwem, a księżniczka zakochuje się w awanturnika na miare tamtych czasów.
Ale przecież widz, i ja, cieszył się, że niszcząc gwiazdę smierci, rebelianci za jednym zamachem zgładzili, nie wiem, dziesiątek tysięcy... żołnierzy?
Pewnie dałoby się zbudować (i zbudowano) narrację, że to Rebelia to zło.

P.S.
Poproszę o kasację posta niepełnego.
-
2016/12/29 14:25:34
Powinno być " i walczącą z ciemną stroną mocy księżniczkę"

Przepraszam za zamieszanie.
-
wo
2016/12/29 14:50:53
Zbudowano 20 lat temu u Kevina Smitha! (wyciąłem zgodnie z prośbą)
-
2016/12/29 15:58:23
@junoxe
Proponuję poczytać o, albo nawet pograć w TIE Fightera (dostępny np. na GOGu www.gog.com/game/star_wars_tie_fighter_special_edition )
Tam wcielasz się w rolę zwykłego pilota imperium i walczysz w kampaniach, gdzie rebelianci są tylko jednym z przeciwników (często w sojuszu z lokalnymi piratami), a imperialna flota pełni rolę brutalnej wersji ONZetowskich błękitnych hełmów
-
2016/12/29 16:59:34
@WO
"Jasne, ale "Star Wars" pokazuje obraz realistycznego świata, w którym niezbyt dobry system walczy z jeszcze gorszym systemem. "Star Trek" pokazuje absurdalnie optymistyczną utopię."

Zaznaczając, iż nie jestem wierzącym i praktykującym wyznawcą żadnej z tych sag, mam wyższe mniemanie o ekonomiczno-politycznym realizmie Star Treka niż Star Wars.

ST prezentuje świat zarządzany przez biurokratyczną organizację polityczną - Radę Federacji, która nadzoruje Starfleet jako swój korpus patrolowo-badawczy. Ziemia jest przedstawiona jako utopia pozbawiona konfliktów, jednak pamiętajmy że to stan uzyskany ledwie dekady po globalnej wojnie nuklearnej i interwencji obcej cywilizacji (Wolkanów) w ziemskie sprawy; można porównać sytuację Ziemi do powojennej Japonii pod amerykańskim protektoratem lub do Belgii w ramach Unii Europejskiej (biorąc pod uwagę, że to na Ziemi znajdują się siedziby organów Federacji). To, czego dowiadujemy się o funkcjonowaniu Federacji obserwując załogę Enterprise, nie kłóci się z poczuciem realizmu. W stosunkach Kirka i Spocka (bo to o nich przede wszystkim myślę wspominając ST) widać co krok napięcie wynikające z różnic kulturowych, wcale nie zawsze zbywane humorem. Na odwiedzanych przez Enterprise planetach spotykamy przykłady najrozmaitszych tyranii i wykolejonych utopii (np. parodię hipisowskiego raju w "The Way to Eden"), w tym także despotie stworzone przez Starfleetowych renegatów np. prof. Gilla, który na opanowanej przez siebie planecie założył replikę państwa nazistowskiego ("Patterns of Force"). Podejście Kirka do tych "niezbyt dobrych światów" jest dalekie od rygorystycznego trzymania się Prime Directive (zakazującej interwencjonizmu wśród innych kultur) - w dzieciństwie przeżywszy stosunki totalitarne na ziemskiej kolonii Tarsus IV, Kirk nie jest w stanie biernie się przyglądać tyraniom. Napotkawszy np. lud utrzymywany w stanie prymitywnego - choć harmonijnego - poddaństwa przez podający się za bóstwo komputer, Kirk domaga się przywrócenia wszystkim osobistej wolności za cenę wywołania społecznych napięć ("Apple"). To co widzimy w ogólniejszym planie ST to galaktyczna polityka przypominająca interplanetarny ONZ oraz ekonomia, która (pomimo odwołań do utopijnej "post-scarcity economy") jest wersją regulowanego kapitalizmu; występują w niej takie przyziemne akcenty jak np. transakcje nieruchomościami czy płatne urlopy. Również obszerne ukazanie handlowego ludu Ferengi zasługuje na uznanie - jest to nawiązanie do wielu podobnych grup w historii np. hinduskich Persów w obszarze Oceanu Indyjskiego czy Żydów i Ormian w Europie. Owszem, początkowo w obrazie Ferengi dominują rysy shylockowskiej karykatury, jednak z czasem pojawiają się elementy znamionujące ich pozytywną ewolucję (dowiadujemy się o pojawieniu się wśród nich równouprawnienia kobiet i wprowadzeniu związków zawodowych) a nawet akcenty nieledwie tragiczne np. gdy Quark rzuca mimochodem "Tacy jak ja giną pierwsi, gdy upadają rządy".

-
2016/12/29 17:04:22
c.d.

Należy tu poczynić dwa zastrzeżenia: po pierwsze, przygody załogi Enterprise są oczywiście przerysowane w swym nagromadzeniu dramaturgii, po drugie, jest jasne, że Gene Roddenberry i pozostali autorzy oryginalnej serii widzieli świat przez pryzmat powojennej wiary w postęp techniczny i amerykański ekscepcjonalizm, co przekłada się na ich dzieło. Te zastrzeżenia nie muszą nam jednak całkowicie odbierać poczucia realizmu w kontakcie ze światem przedstawionym - niewiarygodne przygody pojedynczej ekipy na tle bardziej realistycznego szerszego kontekstu to klasyczny chwyt powieści awanturniczej, przejęty również w filmach stosujących podobne konwencje. Ideologiczny filtr w opisie rzeczywistości to również coś, z czym dorosły odbiorca jest sobie w stanie poradzić. Wydaje mi się, że możemy oglądać ST uznając tę wizję za tyleż realistyczną co np. w wesołe przygody "Czterech pancernych". Wiemy, że działania załogi czołgu w ramach operacji pancernej wyglądają realnie inaczej, i że bratni krasnoarmijec był raczej okupantem niż sojusznikiem, ale ogólnego obrazu zajęcia kraju jednak nie kwestionujemy.

Inaczej ma się rzecz ze "Star Wars". Ta seria od początku miała charakter inkarnacji heroicznego mitu i ogół świata przedstawionego podporządkowany jest temu jednemu celowi. Cała narracja obraca się wokół niewielkiej grupy bohaterów, których status przypomina bogów greckich rozgrywających wojnę trojańską jako proxy conflict dla swoich rodzinnych niesnasek. O ile oszczędne używanie ogólnego planu w pierwszej trylogii pozwala jeszcze zakładać jakąś racjonalność świata SW, o tyle począwszy od "Phantom Menace" mamy do czynienia z czysto mityczną historią. Przecież np. podwójna rola Palpetine jako senatora/ kanclerza i jako Lorda Sith byłaby w realnym świecie wyznaniem wiary w konspiracyjne teorie typu "Obama jest Reptilianinem", podobnie jak zagmatwane relacje rodzinne Darth Vadera. W świecie SW nie są to alt-rightowe fantazje, lecz niezbędne składniki mitu. Ten służebny mitotwórczy charakter odnosi się zresztą do całego rozbudowanego wątku politycznego wprowadzonego w trylogii prequelowej. Inaczej niż w ST, opis galaktycznej polityki nie funkcjonuje tu jako kompleksowa paralela znanej nam rzeczywistości, lecz jako wybiórcza rekwizytornia dla półboskich herosów z grona głównych bohaterów. Przykładowo, Senat Republiki jest luźno naszkicowanym areopagiem służącym jako tło dla tyrad czołowych antagonistów. W realnym świecie sposób jego funkcjonowania dałoby się odnaleźć może na sejmiku szlacheckim, ale nie w izbie legislacyjnej istniejącej setki lat federacji. Podobnie o galaktycznej ekonomii dowiadujemy się głownie to, że funkcjonuje w niej czarny rynek egzemplifikowany przez Jabbę i Hana Solo; przebieg konfliktu wokół Naboo i działań Trade Federation sugeruje istnienie w ramach Republiki jakiejś formy wspólnego rynku (przynajmniej unii celnej), jednak tego racjonalnego odczytania nie należy przeciągać ponad miarę. O wiele bardziej prominentnym składnikiem świata SW jest przecież irracjonalna Moc, z którą kontaktuje się kasta Jedi. Moc ma być jakowymś niebadalnym fizykalnie elementem uniwersum SW, zatem czymś więcej niż tylko wierzeniem religijnym, co nie zmienia faktu, że Jedi tworzą wokół niej quasi-religijne konstrukty. Znów, można to próbować racjonalizować nawiązując np. do roli kasty kapłańskiej w Egipcie, czy do współczesnych świeckich mitów otaczających naukę. To jednak byłoby działanie interpretacyjne wbrew logice serii. Jedi nie pojawiają się jako wypełnienie jakieś logicznej luki w racjonalnym świecie Star Wars, lecz jako inkarnacja manichejskiego konfliktu Dobra i Zła, wobec którego mają opowiedzieć się główni protagoniści.
-
2016/12/29 17:07:25
c.d. 2 - już kończę!!

Dlatego uważam, że wyjaśnianie jakichkolwiek bieżących lub przeszłych ziemskich konfliktów w świetle "Star Wars" spycha nas nieuchronnie ku uproszczonym wykładniom mitycznym i heroicznym personifikacjom. Odradzam to. SW to dzieło mitologiczne, tego typu, co trylogia tolkienowska, "Bracia Lwie Serce", "Thorgal" czy "Harry Potter". Są to dzieła do poznania w okresie idealistycznej młodości jako wyposażenia intelektualnego dorosłego człowieka, w tym zwłaszcza jako rzekomej demaskacji mechanizmów politycznych, szkodzi zarówno tym dziełom jak i osobom ewentualnie tak wyposażonym. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że z kolei ST, istniejący niemal dwukrotnie dłużej niż SW, miał tendencję do skakania przez rekina (wieloryba), a w najnowszych inkarnacjach (o ile wiem) do zupełnej infantylizacji. Jednak w oryginalnym wydaniu był to produkt dla dorosłych, zakładający sposób widzenia świata kogoś zaznajomionego z realiami dużych organizacji, funkcjonowania w zespołach szytych na ludzką (a nie półboską) miarę, dogadywania się z kolegami o innych poglądach. Jest zatem lepszy niż SW jako przygotowanie do życia w rodzinie ludzkiej.

Pozdrawiam staro-noworocznie, pijąc Twoje zdrowie kielichem Chateau Latour (rocznik 1929)!
-
2016/12/29 17:16:37
@awal111
Po przedstawieniu tylu tytułów filmów, nazw planet, nazwisk postaci, nazw gatunków, nie wmówisz mi, że czarne jest czarne. Musisz być jakimś wyznawcą ST. Bo chyba nie badaczem?

@"Moc ma być jakowymś niebadalnym fizykalnie"
Jest łącze Mocy z real life w SW. Midichloriany czy jak sie to nazywało.
-
2016/12/29 17:17:21
korekta: "... idealistycznej młodości. Traktowania ich jako wyposażenia intelektualnego..." uff...
-
2016/12/29 20:51:34
@awal
"Moc ma być jakowymś niebadalnym fizykalnie elementem"

Bzdura, nic takiego w SW nie jest sugerowane. To, że nic nam nie wiadomo szczegółowo o naturze zjawiska fizycznego, jakim jest Moc, nie oznacza, że jest ono niebadalne.
-
2016/12/29 21:37:41
Już oficjalnie w R1 mamy kryształy Kyber, które przetwarzają Moc. Więc coś jak najbardziej fizycznego.
-
2016/12/30 15:12:46
@ nonamenoneed, rpyzel

W kolejnych wersjach scenariusza epizodu IV Moc (początkowo "the Force of Others") była niewątpliwie konceptem para-religijnym. Potem ją stopniowo fizykalizowano, dosyć pobieżnie jednak, skoro nadal nie wiadomo czym ona właściwie jest, poza tym, że specjalnie silnie reagują na nią wspomniane quasi-mitochondria oraz że akumulują ją pewne kryształy.

Można oczywiście widzieć w Mocy np. dodatkowy typ oddziaływania podstawowego (prócz czterech znanych nam z naszego świata) przenoszony jakimiś nieznanymi cząstkami. Cząstki owe mogłyby się cechować zamiennie dodatnim lub ujemnym ładunkiem, co miałby związek z przenoszeniem "ciemnej" i "jasnej" mocy. Względnie mogłaby Moc stanowić jakieś specjalne pole kwantowe (układ dwu pól o przeciwstawnej charakterystyce?), interakcja z którym/ którymi nadawałaby "zwykłym" cząstkom (np. fotonom) specjalne właściwości w pewnych warunkach. Gdyby scenarzyści SW oszczędniej gospodarowali użyciami takiej Mocy w fabule podobne interpretacje można byłoby sensownie rozwijać. Niestety, Moc jest używana w sadze tak samo hojnie jak magia w "Harrym Potterze" - od telekinezy (np. duszenia przeciwnika na odległość) po prekognicję i komunikację z "duchami" (esencjami) zmarłych Jedi. Ponadto bohaterowie wyczuwają "zaburzenia" mocy łączone ze stanami emocjonalnymi (wzrost "ciemnej" mocy oznacza więcej agresji w świecie, itd.). Każdy z tych aspektów z osobna można jakoś fizykalnie interpretować, lecz wzięte łącznie wymagają teorii tak pojemnych, że już nieodróżnialnych od filozoficznych uogólnień lub wierzeń religijnych.

Przy czym mi chodziło nawet nie tyle o samą naturę Mocy, co o jej irracjonalne społeczne znaczenie w świecie SW. Władający Mocą Jedi i Sith stanowią para-klasy społeczne tłumaczące swe działania sentencjonariuszem Paulo Coelho a w praktyce uważające się za zmilitaryzowanych super-technokratów nie związanych regułami obowiązującymi prostych mieszkańców Galaktyki. Tymczasem w "Star Treku" również występują nadprzyrodzone zjawiska, lecz jednak główni bohaterowie traktują je jako coś wobec siebie zewnętrznego, nie odwołującego zwykłych relacji międzyludzkich.
-
2016/12/31 10:44:37
@awal111

Dla mnie Moc to prostu umiejętność lokalnego zaburzania zjawiska grawitacji (czego katalizatorem są wspomniane midichloriany) oraz wyczuwanie tych zaburzeń w innych miejscach (w momencie, kiedy docierają do wyczulonego na Moc osobnika zaburzone fale grawitacyjne). W sadze mamy oczywiście infantylizację tego zjawiska, ale większość widzów (w sumie ja też) to ciągle kupuje.
-
2016/12/31 10:56:45
A swoją drogą "fun" z kontrolowania materii wydaje mi się jakąś archetypiczną fantazją i motywem zdecydowanie wędrownym w popkulturze. Ostatnio fajnie to pokazali nasi czarodzieje z Platige Image w "Ambition".
-
2016/12/31 13:16:10
@Moc
Jestem zdeka rozczarowany, że na Gru Sbepr OF onmhwr ancęq glpu VFQ. Tu zarobili minusa ode mnie.
-
2016/12/31 15:17:23
Największa masakra w dziejach kina? Małe pyk Lorda i ból głowy Obiego. Ile tam zginęło istnień? Miliard? Więcej? A druga masakra? Podrzucone jajo Luka i milion szturmowców, też ludzie, wyparowało.
Jak się zastanowić, to fajne dwa tematy na szekspirowską tragedię. Ludzkie sprawy i nagle bum. Ręka Boga? Nie. Luk trafił albo Lord się wkurw .
-
2016/12/31 16:38:56
@awal111
"Przy czym mi chodziło nawet nie tyle o samą naturę Mocy, co o jej irracjonalne społeczne znaczenie w świecie SW"

Tego irracjonalnego elementu, którym często kieruje się lud brakowało w ST. I co za różnica czy Moc jest rzeczywista czy wyimaginowana skoro wpływa na bieg wydarzeń? Bez mieczy świetlnych masz miecze inne, którymi posługują się jacyś krzyżowcy często członkowie zakonów "w praktyce uważających się za zmilitaryzowanych super-technokratów nie związanych regułami obowiązującymi prostych mieszkańców"

I to że istnieje świat bez templariuszy, altmedowców oraz followersów skrajnie irracjonalnych idei, wydaje mi się utopią zbyt odległą od rzeczywistości. Bardziej fiction niż science.
-
2016/12/31 17:53:50
Korekta:
"Jeśli mieliście kiedyś, tak jak ja, fazę na czytanie książek typu Eichmann w Jerozolimie, doskonale znaCIE Krennika"

Swoją drogą dyrektor jak dla mnie nie był tylko urzędnikiem zwyczajnie robiącym karierę tam, gdzie akurat nadarzała się okazja. Moim zdaniem wykazywał nader szczerą, trochę niezdrową jednak fascynację niszczycielskim potencjałem swojego "projektu". Nie był też kimś, z kim poszedłbym na piwo - tj. jasne, poszedłbym - może poznałbym parę ciekawych anegdot z historii Imperium - ale na pewno nie zachęciłąby mnie do tego jego osobowość.

Zgadzam się natomiast, że to najbardziej realistyczny złoczyńca w całym uniwersum. Zgadzam się też, że Rogue One bardzo ładnie pokazuje, czemu Imperium mogło ostatecznie przegrać, mimo swej pozornej potęgi.

V avr pubqmv glyxb b mqenwpę Tnyran, nyr jłnśavr b pnłl gra flfgrz betnavmnpwv, j xgóelz xnżql qeżl cemrq cemrłbżbalz, n wrqabpmrśavr fceóohwr jovć aóż j cyrpl ceml cvrejfmrw anqnemnwąprw fvę bxnmwv. Pnłl gra fnobgnż zbżan olłb hqnerzavć, nyr Xeraavpx mnzvnfg mtłbfvć fcenję fgbfbjalz vafglghpwbz v hehpubzvć bqcbjvrqavr cebprqhel, jbynł mn jfmryxą praę mnłngjvć gb bfbovśpvr v mnzvrść cbq qljna. Cbqboavr crjavr cbfgęcbjnyv jborp avrtb jfmlfpl wrtb cbqjłnqav v gnx cb xbyrv nż qb fmrertbjrtb fmghezbjpn.
Gnexva m xbyrv, mnzvnfg fcenję qbtłęoavr jlwnśavć, pb wrqanx zbtłbol fcbjbqbjnć jlcłlavępvr jvryh fmpmrtółój avrxbzsbegbjlpu gnxżr qyn avrtb, jbynł jfmlfgxb cemrpvąć wrqalz cbpvątavępvrz ynfren, "ceml bxnmwv" cbmoljnwąp fvę fjbwrtb tenwąprtb zh an arejnpu jfcółcenpbjavxn-cemrpvjavxn. Vgc., vgq. Rsrxg manzl.

Możemy finał ANH porównać do sytuacji, w której amerykański (swoją drogą: bardzo odważne ze strony Disneya było to przyrównanie Imperium do Amerykanów, a ich przeciwników do islamskich terrorystów na Jeddah) superlotniskowiec zostałby zaatakowany i zniszczony przez samobójczy atak roju motorówek (podobne ćwiczenia zostały ponoć rzeczywiście przeprowadzone i ich rezultaty były dość...niepokojące). Lotniskowce w końcu mają ogromny potencjał ofensywny i całkiem zaawansowane możliwości obronne, w czym zresztą wspiera je solidna obstawa, ale przewidziane raczej na odpieranie bardziej tradycyjnych zagrożeń, jak okręty podwodne, ataki wrogiej floty, czy rakiety balistyczne. Zdziwienie, że za zagładą flagowego okrętu stała mała motorówka cz kuter też byłoby potężne.

-
2016/12/31 23:19:45
podobne ćwiczenia zostały ponoć rzeczywiście przeprowadzone i ich rezultaty były dość...niepokojące

Ani włoskie MT, ani niemieckie Linse, ani japońskie Shinyo nie sprawdziły się jakoś specjalnie, czemu więc teraz coś się zmieniło? Jeśli to #rapiery, to przepraszam, ale naprawdę jestem ciekaw.
-
2017/01/01 02:28:55
"superlotniskowiec zostałby zaatakowany i zniszczony przez samobójczy atak roju motorówek (podobne ćwiczenia zostały ponoć rzeczywiście przeprowadzone i ich rezultaty były dość...niepokojące). "

Hmm, od czasu USS Cole nawet w porcie to się raczej już nie uda.
-
2017/01/01 12:13:54
Ztcso ćwiczenia z zatopieniem lotniskowca przez motorówki wzięło się z niezastosowania się przez dowódce OF do parametrów wargamesów
-
2017/01/01 12:56:19
Mniej niż konkretna motorówka, bardziej sama idea, nieortodoksyjnego pomysłu który jest w stanie pokonać teoretycznie solidną, ale zaniedbującą konkretną płaszczyznę ataku obronę.

Tutaj chociażby drugowojennych przykładów jest mrowie: od "Royal Oak", poprzez Eben-Emael, Aleksandrię (Valiant/Queen Elizabeth), Singapur, etc.
-
2017/01/01 17:58:13
@gammon_no.82
"Ani włoskie MT, ani niemieckie Linse, ani japońskie Shinyo nie sprawdziły się jakoś specjalnie, czemu więc teraz coś się zmieniło? Jeśli to #rapiery, to przepraszam, ale naprawdę jestem ciekaw."

Żaden ze mnie szczerze mówiąc specjalista od rapierów, po prostu kojarzyłem takie wydarzenie z artykułu w NYT i wydało mi się całkiem na miejscu tu to przytoczyć. Z drugiej strony sam NYT to też żadna rapierowa gazeta.

www.nytimes.com/2012/01/13/world/middleeast/us-warns-top-iran-leader-not-to-shut-strait-of-hormuz.html?_r=2&hp&

"In 2002, a classified, $250 million Defense Department war game concluded that small, agile speedboats swarming a naval convoy could inflict devastating damage on more powerful warships. In that game, the Blue Team navy, representing the United States, lost 16 major warships an aircraft carrier, cruisers and amphibious vessels when they were sunk to the bottom of the Persian Gulf in an attack that included swarming tactics by enemy speedboats."

Szczegółów nie znam i pewnie nie potrafiłbym ich poprawnie zinterpretować, jak mówi red.grzeg chodzi bardziej o samą ideę.

@czescjacek
"Tie fightery nie przenosiły torped (bo by storpedowały Sokoła Tysiąclecia) i w ogóle nie były za mocne (bo tenże uzbrojony transportowiec zestrzelił trzy czy cztery) albo Imperium miało jakąś poronioną doktrynę ich użycia (bo czemu posłali tylko trzy czy cztery?"

Chodzi o ucieczkę z pierwszej DS? Przecież Falcon został wypuszczony celowo na rozkaz Vadera, który chciał dzięki temu poznać lokalizację bazy Rebeliantów. Myśliwce wypuszczono za nim tylko dla podpuchy, żeby nie wzbudzać większych podejrzeń.
Zresztą "torpedy" z OT o ilę dobrze kojarzę nadawały się raczej do atakowania dużych i nieruchawych obiektów, na pewnie nie statku tak szybkiego i zwrotnego, jak Falcon.
-
2017/01/02 23:24:25
Zatopienie kilkunastu okrętów w "Millenium Challenge 2002" było efektowne jako nagłówek, ale to było tylko ćwiczenie, w dodatku na specyficznym obszarze (Zatoka Perska, czyli diabelnie ciasny akwen). Trochę tak jakby Gwiazda Śmierci miała toczyć walkę wśród asteroid z "Imperium Kontratakuje"

cimsec.org/learning-curve-iranian-asymmetrical-warfare-millennium-challenge-2002-2/11640


-
2017/01/07 22:10:50
@wersy2
Swoją drogą dyrektor jak dla mnie nie był tylko urzędnikiem zwyczajnie robiącym karierę tam, gdzie akurat nadarzała się okazja. Moim zdaniem wykazywał nader szczerą, trochę niezdrową jednak fascynację niszczycielskim potencjałem swojego "projektu".

Jak każdy inżynier. Jak już się złamiesz i przekonasz siebie, że zaprojektowanie pieca krematoryjnego albo systemu targetowania ludziom reklam jest do przełknięcia, to logicznym następnym krokiem jest duma z tego jak optymalnie spala/targetuje. Odwieczna satysfakcja z dobrze wykonanej roboty.

Ja tam bym z nim poszedł na piwo.