Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Kumpel z podziemia

Nie byłem w podziemiu (identyfikuję się z tym cytatem z „Annie Hall” Woody Allena: „Ty i tortury? Ty byś wyśpiewała wszystko, gdyby Gestapo zagroziło odebraniem karty kredytowej”). Nie mam więc kumpli z podziemia, ale znam trochę osób, które były w podziemiu - więc dobrze znam fenomen „Kumpla z Podziemia”, czyli ludzi takich jak Jarosław W., z którego grzeszków dobra zmiana próbuje wykręcić haka na Piniora.

Najpierw uwaga formalna: tak, wiem, że śledztwo prowadzono za poprzedniej władzy. Skoro jednak wtedy prokuratura nie zdecydowała się na wniesienie oskarżenia, to prawdopodobnie znaczy, że uznała (podobnie jak teraz sąd), że są za słabe.

Trudno inaczej zinterpretować fakt, że prokurator ogłaszając akt oskarżenia, sam się od niego w jakiś przedziwny sposób dystansował. A parę dni później podał się do dymisji.

Wniosek jest oczywisty: nie wniósł tego aktu oskarżenia z własnej inicjatywy, tylko z powodu jakichś nacisków. Którym najpierw uległ, a potem tego pożałował.

Pozostaje moralne pytanie: czemu Pinior nie zerwał kontaktów z kimś takim, jak Jarosław W.? I tak wracamy do tematu, który mnie interesuje: fenomenu Kumpla z Podziemia.

Galerię takich postaci przynosi „Skucha” Hugo-Badera, którą już się tutaj zachwycałem. Sam ich trochę zdążyłem poznać głównie via Ikonowicz (i ogólnie PPS), dlatego chociaż nigdy nie zdążyłem poznać konkretnie Jarosława W., to jego medialna charakterystyka brzmi dla mnie dziwnie znajomo.

Ci ludzie są tak do siebie podobni, że na własny użytek od dawna fenomen KZP traktuję jako coś w rodzaju syndromu, a przynajmniej typu osobowości. Poznałeś jednego z nich, to znasz ich wszystkich.

Po pierwsze, przeważnie są ciężko uzależnieni nie tylko od alkoholu i papierosów, które odpalają jednego od drugiego, ale także od kompletnie egzotycznych dla mnie nałogów, jak hazard. Przypuszczam, że w samym podziemiu działali tyleż z przekonań, co dla adrenalinowego strzału, jaki dawała im udana ucieczka przed zomowcami.

Albowiem po drugie - często nie wiadomo, jakie ci ludzie mają przekonania. Jarosław W. miotał się między prowałęsowskim BBWR (skupiającym wiele takich dwuznacznych moralnie postaci), a skrajną lewicą.

To jest częste u KZP. Grzeszą wszystkimi grzechami głównymi, ale jednocześnie są wściekle proklerykalni. W jednych wyborach startują ze skrajnej prawicy, w następnych ze skrajnej lewicy. Nie ma stałych elementów w ich światopoglądzie.

Po trzecie wreszcie, pozornie to są cudowni kumple do kieliszka. Zawsze są chętni, zawsze są serdecznie, wylewnie towarzyscy. Ale sprawdzają się tylko jeśli masz ochotę na szybkie dążenie do pełnego znieczulenia, przy powierzchownej konwersacji na miałkie tematy. Z typowym KZP nie pogadasz o filmie czy literaturze, bo go to wszystko nie interesuje.

Najchętniej rozmawiają o tym, kto z kim i kto kogo (w sensie zarówno plotek towarzyskich, jak i plotek o personalnych rozgrywkach), oraz o różnych pomysłach na interesy. Dla mnie idealne wydarzenie towarzyskie to takie, w którym owszem, na koniec idziemy nieco chwiejnym krokiem, ale przedtem wymienimy poglądy na serial „Westworld” albo interpretację kolapsu funkcji falowej przez Rogera Penrose’a.

Moja znajomość z KZP ograniczała się więc zwykle do „cześć/cześć”. To nie jest towarzystwo dla mnie.

Ikonowicz jednak miał (i pewnie nadal ma, ale już tego nie obserwuję) wielu takich ludzi w swoim otoczeniu. Hugo-Bader też ma takich kumpli i opisuje to w swojej książce.

Możemy chyba roboczo założyć, że obaj nie kierują się złymi intencjami w podtrzymywaniu tych znajomości. Ikonowicz i JHB, są ludźmi, którzy nie interesują się pieniędzmi (na własne oczy na wiele sposobów mogłem to zaobserwować).

Nie zrywają relacji z KZP, bo podczas tych wszystkich bijatyk z ZOMO i ucieczek przed SB wytworzyła się między nimi silna więź emocjonalna. Ja (na szczęście!) w ogóle w życiu nie mam wspomnień, za sprawą których z kimś bym taką więź mógł nawiązać.

Nie byłem w wojsku, nie byłem internowany, nie byłem w więzieniu. Staram się prowadzić nudne, przewidywalne życie statecznego mieszczanina, wokół którego wszystko ma poduszki powietrzne, bezpieczniki różnicowe i unijny certyfikat bezpieczeństwa.

Gdyby świat zaludniali tylko tacy ludzie jak ja, dyktatury trwałyby wiecznie. Jestem wdzięczny ludziom innym niż ja (Hugo-Baderowi, Ikonowiczowi...), bo gdyby nie oni, byłbym żałosną, peerelowską imitacją mieszczanina. Daję im kredyt zaufania. W winę Piniora uwierzę dopiero po prawomocnym wyroku niezawisłego sądu.

piątek, 02 grudnia 2016, wo

Polecane wpisy

  • To my, buldogi

    No i proszę - na rozpoczęcie walki delfinów nie musieliśmy czekać nawet dwóch tygodni. Atak furii Kaczyńskiego w Sejmie potencjalni następcy tronu zinterpretowa

  • Drodzy pisowcy...

    Wiem, że czasem zaglądacie skrycie na mojego bloga, więc znów chciałbym zwrócić się do tych z was, którzy mają jakieś wątpliwości. Czyli do wszystkich, bo prze

  • Geopolityka trójmorza

    Lubię historyczne książki i mapy, więc w pewnym sensie interesuję się geopolityką. Acz nie w sensie prawicowym, bo tam geopolityka polega raczej na oglądaniu tz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/12/02 22:53:41
Myślę że słowem kluczem dla fenomenu KZP będzie "borderline personality disorder".
-
2016/12/03 00:12:51
A czy taki ideologiczna zmienność KZP nie wynika trochę z samej sytuacji politycznej lat osiemdziesiątych?

W końcu protesty robotnicze w Sierpniu dotyczyły głównie spraw bytowych, z tego narodziłaby się pewnie jakaś formacja socjaldemokratyczna....gdyby nie wpływ Kościoła. Z powodów i politycznych (JP2) i bytowo - organizacyjnych - Kościół jako relatywnie wolna od wpływu władz struktura, z funkcjonariuszami i lokalami w każdym miejscu Polski był siłą, z którą musieli dobrze żyć.

W takich, schizofrenicznych warunkach trudno o ideową formację w jedną, czy drugą stronę.


-
wo
2016/12/03 06:52:38
@embercadero
"Myślę że słowem kluczem dla fenomenu KZP będzie "borderline personality disorder"."

Chyba jednak nie, znane mi przypadki ludzi z "borderline" to ludzie, którzy lubią film, muzykę i literaturę. W istocie właśnie jednym z przejawów fazy maniakalnej jest u nich uczucie typu "o rety, właśnie usłysazałem najlepszą piosenkę w historii piosenek". Natomiast taki typowy KZP nie lubi właściwie niczego, poza intrygami towarzyskimi, chlaniem i ryzykownymi biznesami (z braku takowych, w końcu przepuszcza pieniądze na wyścigach).
-
2016/12/03 10:59:25
@ borderlajn
KZP to płaski afektywnie, acz impulsywny, posiadacz deficytu lęku i deficytu uczuć moralnych. Z dużym prawdopodobieństwem mówimy więc o psychopacie.
Jest ich kilka % w populacji z nadreprezentacją wśród pomnikowych bohaterów wojennych, kombatantów niewojennych, menedżerów i duchownych. Polityków pomijam, bo to oczywista oczywistość, hmm.

-
2016/12/03 15:18:04
@wo

Jak się komu BPD objawi zależy bardzo od jego "backroundu" czy tam raczej kapitału kulturowego. Jeden kupi za dużo książek i będzie ogladał serial trzy noce bez spania, a drugi pójdzie w hazard, płatny seks i strojenie fafarafa przed ludźmi z mafii. Myślę ze po prostu tych pierwszych znasz a tych drugich nie. Ale jeśli miałbym strzelać to tych drugich jest więcej. Do tego, wracając do przykładu KZP, to była dość wyjątkowa w polskich dziejach sytuacja gdy bardzo znaczna część owego podziemia to byli prości ludzie bez owego kapitału czy wykształcenia. Gdyby takiemu przytrafił się BDP, raczej nie pójdzie mu w książki obawiam się.
-
2016/12/03 19:49:21
Faktycznie nie na temat, dziwi mnie, że w ogóle jeszcze to gówno wisi, a gospodarz nie wykasował.

Co do KZP, moim zdaniem to zwykli ludzie z potrzebą akceptacji, a za to bez etycznego kompasu. I tyle.
-
2016/12/03 20:10:07
Żeby się nie zrobiła dyskusja o rapierach, ale to nie BPD. Dziwi mnie stałość kontaktów społecznych tych ludzi, oni się kiszą w tym samym środowisku, przynajmniej mam takie wrażenie, jako zewnętrzny obserwator. Żrą się między sobą, wdają w sojusze, ale są połączeni węzłem trwalszym niż małżeński. To mi nie pasuje do diagnozy borderline. Ogólnie zaburzenie osobowości, "psychopatia" - jak najbardziej.
-
2016/12/04 09:02:13
Przesunięcie akcentu na terminologię psychologiczną ("borderline", etc) poskutkuje rozmową o "srebrnych kulach w czarnych lufach".

"W knajpie morderców gryziemy palce
Żądze nas gnębią i sny o walce.
Ale któż dzisiaj mordercom ufa
Więc srebrne kule śpią w czarnych lufach."

Natomiast jak tak pomyśleć szerzej, o środowisku posolidarnościowym jako o smutnej knajpie byłych morderców (czyli akcent bardziej na socjo- niż psycho- ), to przychodzi do głowy zapytanie: czy jak już ktoś się wymsknął z kleszczy myślenia wojennego (my/oni), pozapalał swoje kieliszki na kontuarze, wraca do życia na powierzchni (w fundacjach, europarlamentach), to jeszcze go w coś jakiś Kumpel z Podziemia nie wrobi, w ostatnią akcję (to jest klasyczny schemat, np. w filmach gangsterskich). No i PiS - skoro nie ma UB, to ktoś musi wziąć na siebie ten obowiązek - go ustrzeli. Kiedy ten prokurator przepraszał że aresztował Piniora, i tłumaczył, że to czy tamto, wzruszał się, to jakbym słyszał klasyczne "Na miłość boską człowieku. Po coś uciekał?"
-
2016/12/04 10:19:08
świetna charakterystyka.
-
wo
2016/12/04 11:27:29
@szpro
"Faktycznie nie na temat, dziwi mnie, że w ogóle jeszcze to gówno wisi, a gospodarz nie wykasował"

Przepraszam, chwila nieuwagi.

"Co do KZP, moim zdaniem to zwykli ludzie z potrzebą akceptacji, a za to bez etycznego kompasu. I tyle"

Właśnie nawet nie powiedziałbym o "potrzebie akceptacji". Następna ciekawostka w tym jest taka, że ludzie tego typu są trochę podobni do tych wszystkich legendarnych prawicowych trolli, to są ludzie, którzy uwielbiają robić innym świństwa i jak ktoś się z kimś takim na swoje nieszczęście zaprzyjaźni - padnie kolejną ofiarą. Francuzi mają na to ładne określenie "przyjaciel-świnia", stąd polskie "amikoszoneria". W odróżnieniu od prawicowych trolli, Kumple Z Podziemia mają tyle szczęścia, że ktoś się zdążył z nimi zaprzyjaźnić w warunkach presji.
-
2016/12/05 13:42:15
@przyjaciel-swinia
Jak to lecialo w Trainspotting: He is fucking psycho, but he is a mate also, so what can you do?
-
2016/12/06 01:42:55
Ten konkretny Kumpel z Podziemia czyli Jarosław Wardęga należał do tzw. Drugiego NZS-u, czyli reanimowanego w 1988 r. Niezależnego Stowarzyszenia Studentów, wówczas jednego z bardziej aktywnych środowisk opozycyjnych - z samej tylko grupy wrocławskiej wyszli Grzegorz Schetyna (zaczynający karierę jako szef Radia Eska we Wrocławiu), Mateusz Morawiecki, Sławomir Skrzypek, Zbigniew Jagiełło... To że Wardęga nie poszedł w biznesy wraz z głównym nurtem swojego środowiska, a zajął się idealistyczną niszową lewicą (PPS-Rewolucja Demokratyczna) świadczy o nim raczej dobrze. Później być może podryfował w kierunku nakreślanym przez WO pod hasłem "KZP" jednak artykuł w GW określający go jak "toksyczny cień Piniora" [1] uważam za mocno nie na miejscu w sytuacji, gdy zarzuty wobec Wardęgi są obecnie równie niejasne i niepodzielane przez sąd jak wobec Piniora (sąd, przypomnijmy, nie dostrzegł na podstawie przedstawionego materiału dowodowego potrzeby stosowania środków zapobiegawczych wobec któregokolwiek z oskarżonych). Niestety, w tej sprawie trudno wskazać bezstronne i kompetentne medium (może poza niektórymi portalami lokalnymi), należy czytać między wierszami oficjalnych komunikatów, jak za dawnych czasów...

Odrębną sprawą - do załatwienia po odejściu PiS - jest ocena funkcjonowania CBA jako wydzielonej służby. W aktualnej formule CBA to bicz na geszefty gminno-powiatowe typu "zatrzymane osoby wpływały na przebieg i rozstrzygnięcia postępowań konkursowych dotyczących naboru na stanowiska urzędnicze w Stawigudzie" (cytat z komunikatu prasowego). Co jest oczywiście zabawne w kontekście przebiegu konkursów takich jak na prezesa TVP. Jednocześnie CBA nie wykryło - ani pod obecnym ani pod poprzednim kierownictwem - korupcji w związku np. z reprywatyzacjami warszawskimi czy funkcjonowaniem SKOKu Wołomin (zawyżone wartości zabezpieczeń potwierdzonych notarialnie)... Zasłynęło za to politycznymi, nieporadnie wykonanymi akcjami przeciw Lepperowi i Kwaśniewskiemu. Choć przeglądając publikacje CBA widać podejmowany, przynajmniej do niedawna, wysiłek profesjonalizacji i obejmowania ochroną antykorupcyjną realnie istotnych obszarów (takich jak zamówienia publiczne), to jednak jest to nadal kosztowna centralna służba do łapania małych lokalnych przekrętów, kusząca do zastosowań politycznych.

[1] wyborcza.pl/7,75398,21054016,toksyczny-cien-piniora-kim-jest-jaroslaw-w.html
-
wo
2016/12/06 17:50:58
@awal
"Ten konkretny Kumpel z Podziemia czyli Jarosław Wardęga należał do tzw. Drugiego NZS-u, czyli reanimowanego w 1988 r. Niezależnego Stowarzyszenia Studentów, wówczas jednego z bardziej aktywnych środowisk opozycyjnych"

No właśnie to byli straszni ludzie i kilkoro z nich inspirowało mnie do sformułowania tezy o "syndromie KZP". Gdybym w ogóle był w podziemiu, to właśnie w tym, bo to poniekąd moje roczniki. Poznałem ich trochę i mówiąc łagodnie, nie są to ludzie, od których kupiłbym używany samochód (Paweł Piskorski, na ten przykład).

"samej tylko grupy wrocławskiej wyszli Grzegorz Schetyna "

O, jeszcze lepszy przykład.

"Mateusz Morawiecki,"

O Jezu.

"Sławomir Skrzypek, "Zbigniew Jagiełło"

O Jeeeezuuuuu!!! Czy może być ktoś bardziej zdemoralizowany od bankstera?

" To że Wardęga nie poszedł w biznesy wraz z głównym nurtem swojego środowiska, a zajął się idealistyczną niszową lewicą (PPS-Rewolucja Demokratyczna) świadczy o nim raczej dobrze. "

Przeciwnie. Opisywałem w notce (oględnie, bo nie chcę/nie mogę nikogo wskazywać) przerażających mię w młodości kumpli Ikonowicza z podziemia. Oczywiście, też byli z PPS-RD, no bo skąd. Charakterystyczne jednak, że Jarosław W. już po paru latach przeskoczył z lewicy tak skrajnej, że na lewo ode mnie (i od zdradzieckich reformistów z Razem) do fiśniętej prawicy wałęsowskiej (BBWR).
-
2016/12/07 11:35:51
Ja mam wrażenie, że Wardęga pomimo przeskoków między partiami zasadniczo trzymał się Piniora a nie innych wrocławskich tuzów, którzy oferowali więcej. Wydaje się też (opieram to przypuszczenie na tym, co mówi adwokat Piniora), że kiedy te CBA-owskie nagrania wyjdą na jaw, to pokażą obraz relacji dwóch panów bardziej wycieniowany niż forsowana przez GW teza: "dobry lecz naiwny patron" i jego "toksyczny cień" .

O wymienionych kolegach banksterach z Wrocławia można powiedzieć to dobrego, że własną pracą przyuczyli się do funkcjonowania w branży, do której podziemie specjalnego startu nie dawało. Trzej powyżej wymienieni mogli zostać standardowymi bohaterami "Skuchy", lecz wydeptali sobie drogę ponad środowiskową średnią. Stali się takimi banksterami-amatorami państwowych finansów, PiS w zasadzie nie miał wyboru i musiał po nich sięgać. Jedyne zintegrowane profesjonalne środowisko jakim dysponujemy w tej dziedzinie, czyli Łódź (Raczko, Belka, Grabowski, Bauc) nie odmówiłoby PiSowi współpracy, ale dla PiSu profesjonalizm jest przeważnie nieakceptowalny, bo lewaruje profesjonalistę ponad ich nieprofesjonalne kadry (to a propos Twojego wcześniejszego wpisu).
-
wo
2016/12/07 14:04:05
@awal
"Wydaje się też (opieram to przypuszczenie na tym, co mówi adwokat Piniora), że kiedy te CBA-owskie nagrania wyjdą na jaw, to pokażą obraz relacji dwóch panów bardziej wycieniowany niż forsowana przez GW teza: "dobry lecz naiwny patron" i jego "toksyczny cień" ."

Ja z kolei w to nie wierzę, bo moim zdaniem, nie ujawnią nam pełnych nagrań (powołując się na tajemnice operacyjne, dobro śledztwa, yadda yadda). A przy pomocy fragmentów można będzie udowodnić nawet ufoka w Roswell i tupolewa na trotylu.
-
2016/12/07 23:25:32
WO ma rację, ile lat ciągano prezydenta Sopotu po sądach i ile kontroli tam było?

A "dowód" był od początku zmanipulowany

"Powołując się na informacje ze śledztwa, reporterzy twierdzą, że Julke nagrał na jeden z dyktafonów rozmowę z Jackiem Karnowskim i Donaldem Tuskiem. Później położył ten dyktafon na dywanie, obok niego - drugi dyktafon. Na pierwszym włączył odtwarzanie, na drugim - nagrywanie i w ten sposób przy pomocy wbudowanego mikrofonu przegrał nagranie z jednego dyktafonu na drugi. Dopiero ten drugi sprzęt przekazał prokuraturze. Pierwszy - jak zeznał - zniszczył.

Po co ta cała operacja? Według RMF FM specjaliści od fonoskopii, aby stwierdzić, czy nagranie było montowane, badają jego ciągłość i występujące na nagraniu szumy. W ten sposób nagranie na nowy dyktafon, powoduje powstanie zupełnie nowego tła, które w dodatku jest ciągłe, więc specjalistyczna aparatura nie jest w stanie stwierdzić, że nagranie było pocięte. Według RMF FM niewykluczone, że Julke chciał osiągnąć właśnie taki efekt. Wiedział bowiem, że eksperci będą badali nagrania, które przekazał prokuraturze.
"
-
2016/12/08 08:05:40
@rpyzel
Po śmierci blidy zacierano ślady. CBA wygląda trochę jak organizacja do wynajęcia na niewygodnych ludzi. Zawsze będę pamiętał, że to był pomysł PO i PIS.
-
2016/12/12 18:43:52
Mój dziadek, szczeciński pionier z 1945 roku, przenocował a właściwie ukrył przez parę dni kumpla z poznańskich wojennych czasów, gdy razem kontestowali hitlerowskie władze. Ta kontestacja to było jedynie nocne, wódczane konspiracyjne dyskusje, i w efekcie nie podpisanie volklisty i tyle. Żadna partyzantka czy bohaterskie czyny rodem z popularnego serialu, ale łączyła ich jakaś więź. Co prawda wiedział, że jego kumpel po wojnie to był zwykły szabrownik, ale co miał zrobić. Iść do władz? Za ten nocleg UB wsadziło dziadka w kazamaty. Wyszedł, ale oberwał i smród ciągnął się za nim latami.
Taka opowiastka. Może i nie na temat