Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Sprzysiężenie Katyliny

Zrobiłem niedawno wywiad z Janem i Pawłem Śpiewakami, na których chciałem zwrócić uwagę PT Komcionautów, bo przemawia do mnie diagnoza Jana Śpiewaka, że praźródłem problemów polskiej demokracji jest sojusz klasy średniej z klasą wyższą przeciwko reszcie społeczeństwa. Pewnie nie tylko polskiej zresztą, ale o tym akurat była ta rozmowa.

Jak już pisałem w różnych miejscach, od dziecka fascynowało mnie pytanie „dlaczego czasem społeczeństwa odrzucają wolność”. Spędziłem kawał życia w PRL, stosunkowo wcześnie miałem szansę zobaczyć jak jest na Zachodzie, dość szybko więc mogłem naocznie się przekonać, na czym polega różnica.

Na Zachodzie komunikacja publiczna jeździła zgodnie z rozkładem, policjant odzywał się do obywatela grzecznie, przestrzeń publiczna była estetycznie zaplanowana. W PRL natomiast przestrzeń publiczna była kakofonią syfu i brudu, komunikacja publiczna była symulakrum a każdy, kto miał jakikolwiek okruszek władzy, wykorzystywał tę władzę do gnojenia bliźnich. Bo mógł.

Nie rozumiałem wtedy, jak ktoś mógłby dobrowolnie chcieć zamienić ustrój „bardziej wolnościowy” na „mniej wolnościowy”. Fromm z jego „Ucieczką od wolności” mnie nie przekonywał (i dalej nie przekonuje), lubiłem więc czytać książki historyczne opisujące fiasko różnych projektów republikańskich, liberalnych czy demokratycznych na przestrzeni dziejów, od Aten po Weimar.

Zaryzykowałbym taką syntetyczną tezę, że początkiem ich fiaska było sprzymierzenie się ówczesnego odpowiednika klasy średniej przeciwko plebsowi z jakimś Krassusem czy Thiersem. Lud w takiej sytuacji szukał sojuszu z dyktatorem wywodzącym się z klasy wyższej. Tak upadła republika rzymska - nie obalił jej Cezar, tylko Klodiusz i Katylina.

Obietnice były zazwyczaj nieszczere, ale po pierwsze, po zamachu stanu było już za późno na rozliczanie z ich niespełnienia, a po drugie, wsadzani właśnie do więzień oraz zabijani liberałowie sami już wtedy zazwyczaj sporo mieli na sumieniu. Bez względu na to, jak zbrodniczy charakter  w Polsce miała sanacja - II Rzeczpospolita rzeczywiście tonęła w korupcji.

Udane projekty wolnościowe na przestrzeni dziejów zawsze odwoływały się do egalitarnego sprzymierzenia odpowiednika klasy średniej z odpowiednikiem proletariatu. W Rzymie definiowanego, przypomnijmy, jako „wolni obywatele pozbawieni majątku”.

W historii Polski takie dwa wielkie udane projekty wolnościowe to pierwsza „Solidarność”, która z kolei (jak to świetnie pokazuje Mencwel) w swoim sojuszu inteligencko-robotniczym nawiązywała do wcześniejszego sukcesu „żeromszczyzny”, która dała nam względnie demokratyczny charakter II Rzeczpospolitej. Endekom marzyła się przecież raczej jakaś zamordystyczna monarchia z uprzywilejowaną rolą obszarników.

Propaganda PRL przedstawiała Żeromskiego jako proroka tego ustroju i tak interpretowane te wszystkie „Siłaczki” są nie do przebrnięcia. Od strony fabularnej bronią się jednak do dzisiaj jako satyra na kapitalizm - to przecież nie jest tak, że doktor Judym urodził się jako społecznik, on na początku próbuje robić karierę zgodnie z regułami gry i gdyby mu się udało, to byłaby opowieść o zamożnym lekarzu, koneserze dobrych cygar i trunków.

Kiedy w pierwszej połowie ubiegłego stulecia masowo upadały republiki, w niektórych krajach, jak w USA czy w Skandynawii, uratowały je projekty takie jak amerykański New Deal czy duńskie „porozumienie z ulicy Kanclerskiej” (Duńczycy lubią podkreślać, że to oni wymyślili model, później skopiowany w Szwecji - a ja w tej odwiecznej Wojnie Północnej jestem za Danią).

Istotą tych koalicji było porozumienie większości społeczeństwa przeciwko klasie wyższej - której narzucano wysokie podatki i prospołeczne regulacje. Dziś to jest przeszłość. O zdradzie amerykańskiej klasy średniej, która zerwała sojusz New Dealowy w zamian za iluzję reaganowskiego dobrobytu na kredyt, traktuje choćby „Co z tym Kansas” Thomasa Franka.

Na tym samym polegała zdrada postsolidarnościowej inteligencji, która w 1989 odcięła się od związkowych sojuszów z czasów pierwszej „Solidarności” - i zaczęła kadzić Kulczykom. Kiedy reprywatyzatorzy eksmitowali lokatorów na bruk, liberalne media były po stronie reprywatyzatorów - a nie wichrzycieli w rodzaju Ikonowicza.

I w Polsce, i w Stanach widać skutki: klasa niższa szuka sojuszników w klasie wyższej, żeby pogonić liberałów z Waszyngtonu czy Warszawy. Historia mówi, że to się wszystko źle skończy dla wszystkich, z wyjątkiem biznesmenów podczepionych pod przyszłego dyktatora.

sobota, 12 listopada 2016, wo

Polecane wpisy

  • Powrót do Obrzydłówka

    Weszło mi ostatnio w zwyczaj pisanie notek-sequeli. Trudno. W dyskusji pod poprzednią notką parokrotnie padało pytanie „ale jak dotrzeć z lewicowym przeka

  • Trzy fakty o uchodźcach

    Przykro mi, że znów piszę o uchodźcach, ale mam to nieprzyjemne uczucie, że na moich oczach dzieje się coś, co w historii widzieliśmy wielokrotnie. Dla doraźnyc

  • O uchodźcach pragmatycznie

    Generalnie nie uważam siebie za idealistę. Opowiadam się za lewicową polityką społeczną z powodu czystego pragmatyzmu: uważam po prostu, że w opiekuńczym społec

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/11/12 15:11:54
Tak właśnie jest. Tylko czy owi przedstawiciele średniej klasy zechcą bądź też będą w stanie coś z tym w miarę sensownego zdziałać. Marnie to (przynajmniej w najbliższej dekadzie) widzę.
-
2016/11/12 16:43:17
W sytuacji kiedy owa "klasa średnia" pochodzi w 90% ze świeżego awansu społecznego nie ma psychologicznej możliwości by masowo i chętnie bratała się z klasą niższą - z natury rzeczy i psychologii człowieka będzie zawsze podkreślać że nie ma nic wspólnego z klasą z której właśnie wyszła. Być może to może inaczej wyglądać w krajach gdzie istnieje klasa średnia będąca nią od pokoleń. Ale w Polsce nie istnieje.
-
2016/11/12 18:44:04
A odnosząc to do aktualnej burzy między lewicą a centrum - Kijowski ma rację. Musimy z nimi rozmawiać.
-
2016/11/12 19:50:33
Masowa pogarda dla tych co z awansu oczywiście wszystko ułatwia.
-
2016/11/12 20:14:22
To nie jest pogarda wobec tych z awansu, tylko pogarda tych z awansu wobec tych, którzy nie awansowali.
-
2016/11/12 21:23:14
Ta klasa średnia, która zawarła układ z wyższą przeciw reszcie społeczeństwa, nie pochodziła z układu społecznego.

Kijowski ma rację, musimy rozmawiać. Z chłopakami z małych miast, niekoniecznie z ONR-owcami. Dodałbym jeszcze, że sama rozmowa nie wystarczy - trzeba by im mieć coś konkretnego do zaproponowania. Jakiś program społeczny czy coś...
-
2016/11/12 21:41:12
Zaciemnienie wynika z "burżuazji", która zrobiła rewolucję, a interesy tego, kto kupuje cudzą pracę nie mogły być spójne z tym, kto ją kupuje; z drugiej strony gdzieś do połowy XIX wieku równie ważna wydawała się różnica między kapitałem przemysłowym a spekulacyjno-finansowym. Teraz nie wiem, czy jest ważna.
-
2016/11/12 22:31:33
Widzę że ktoś dopatrzył się w moim komciu tego czego w nim nie ma, a mianowicie pogardy dla tych z awansu. Nic z tych rzeczy, sam jestem z awansu a wręcz nie uważam się w ogóle za klasę średnią (mimo ze obiektywnie pewnie się zaliczam na polskie warunki).

Natomiast owszem, istnieje zjawisko psychologicznie dobrze opisane a mianowicie, jak mówi grzespelc, pogarda tych z awansu wobec tych, którzy nie awansowali. I o tym zjawisku mówiłem. I to moze znacznie uniemożliwiać dialog.
-
2016/11/13 12:09:09
@wo
"przemawia do mnie diagnoza Jana Śpiewaka, że praźródłem problemów polskiej demokracji jest sojusz klasy średniej z klasą wyższą przeciwko reszcie społeczeństwa"

W gruncie rzeczy sam tę diagnozę stawialeś, pisząc na blogu o początku modelu skandynawskiego czy reformie Adenauera z 1951. Gdyby teraz PO wyszła wiarygodnie z podobnym, kompleksowym programem, to wywróciłaby stolik i wygralaby następne wybory. Ale zajmuje się czym innym, nie wiem dokładnie czym.
-
2016/11/13 12:19:50
@wo
"klasa niższa szuka sojuszników w klasie wyższej, żeby pogonić liberałów z Waszyngtonu czy Warszawy"

Akurat na świecie liberałowie z klas wyższych szukają/kupują sprzymierzeńców w klasie niższej. Soros sponsoruje ruchy w rodzaju BLM, a elity niemieckie wprost promują interesy nieobywateli (muzułmańskich imigrantów). Wall Street i ubodzy Murzyni mieli w tych wyborach tego samego kandydata. Hillary Clinton dostała 95+% dotacji funduszy hedginowych i 90% głosów czarnych Amerykanów.

Polska jest tutaj ewenementem, bo nie tylko powstał "sojusz klasy średniej z klasą wyższą przeciwko reszcie społeczeństwa" ale do tego przegrał.
-
2016/11/13 13:12:05
@maciek608

"Gdyby teraz PO wyszła wiarygodnie z podobnym, kompleksowym programem, to wywróciłaby stolik i wygralaby następne wybory."

To przecież kompletna abstrakcja. Kto tam miałby tego typu new deal zaproponować? Grzesiu Schetyna? No kaman.
-
wo
2016/11/13 14:13:43
@tymczasowe
'Polska jest tutaj ewenementem, bo nie tylko powstał "sojusz klasy średniej z klasą wyższą przeciwko reszcie społeczeństwa" ale do tego przegrał"

W warunkach demokratycznych on w końcu musi przegrać, bo niejako z definicji to jest sojusz 10% kontra 90%.

@maciek
"W gruncie rzeczy sam tę diagnozę stawialeś, pisząc na blogu o początku modelu skandynawskiego czy reformie Adenauera z 1951. Gdyby teraz PO wyszła wiarygodnie z podobnym, kompleksowym programem, to wywróciłaby stolik i wygralaby następne wybory. "

No tak, to jest trochę moja idee fixe od samego początku III RP. Pisałem o tym nie raz na blogasku, ale i wcześniej w różnych miejscach. Na dalszą metę wszyscy się przejedziemy na tym płaszczeniu przez Kulczykiem, powtarzam to od lat (dlatego między innymi nie wierzę, że publicystyką można coś zmienić - można najwyżej zrzucić z wątroby).

@airborell
"Ta klasa średnia, która zawarła układ z wyższą przeciw reszcie społeczeństwa, nie pochodziła z układu społecznego"

Chciałeś chyba napisać z "awansu", bo każda klasa z definicji pochodzi z układu społecznego. Ja się do klasy średniej przeflancowałem z jej PRL-owskiego odpowiednika, czyli wielkomiejskiej inteligencji. Jeśli więc przyjąć założenie, że klasa średnia "postprowincjonalna" (czyli stereotypowe "słoiki") najbardziej nienawidzi swoich korzeni, to ja z kolei faktycznie nienawistny stosunek mam nie do prowincji czy do "klasy ludowej", tylko właśnie do inteligencji, z całym tym jej kultem Etosu i Autorytetu. W gruncie rzeczy od KOD najbardziej odrzuca mnie ich język i kultura, a w partii Razem podoba mi się to, że z nimi przynajmniej łatwiej znajdę wspólny temat rozmowy (czyli raczej "co myślisz o nowym sezonie Narcos" niż "co myślisz o nowym spektaklu Zadary").
-
wo
2016/11/13 14:14:09
@caliban
"To przecież kompletna abstrakcja. Kto tam miałby tego typu new deal zaproponować? Grzesiu Schetyna? No kaman."

Teraz już za późno, ale w 2014 wszystkie opcje mieli otwarte.
-
2016/11/13 15:09:22
Problem w tym że długoterminowo takim ludziom trudno jest coś sensownego zaproponować. Zostaną nieuniknionymi ofiarami nieuniknionej robotyzacji. Można im naobiecywać pustych obietnic jak Trump no ale do tego trzeba być cynicznym bucem a to się w klasie średniej słabo sprzedaje
-
2016/11/13 15:38:45
@wo

"Teraz już za późno, ale w 2014 wszystkie opcje mieli otwarte."

Kto związany z PO miałby odpowiednie rozeznanie, zaplecze i zdolność sformułowania takiej strategii? Pytam najzupełniej serio. Wiem, że jakiegoś rodzaju strategiczny dokument platformersi mieli ("Polska 2030" Boniego), ale za wiele o nim nie wiem poza tym, że był i że został generalnie po cichu olany przez partię, na zasadzie tl;dr chyba.
-
wo
2016/11/13 15:48:55
@caliban
"Kto związany z PO miałby odpowiednie rozeznanie, zaplecze i zdolność sformułowania takiej strategii?"

Ja mówię, że mieliby możliwość, gdyby mieli mądre kierownictwo. Oczywiście, nie mieli. Ale to mógłby zrobić choćby Komorowski zamiast orłów w czekoladzie.

@embarcadero
"Problem w tym że długoterminowo takim ludziom trudno jest coś sensownego zaproponować."

Potrzymaj mi piwo i patrz, jak proponuję dochód gwarantowany.
-
2016/11/13 16:43:29
@wo
No patrzymy, dajesz :)
-
2016/11/13 16:59:02
@embercadero
"Problem w tym że długoterminowo takim ludziom trudno jest coś sensownego zaproponować."

Wręcz przeciwnie, takim ludziom jest bardzo łatwo coś sensownego zaproponować.

Wprowadzenie powszechnego, bezpłatnego wyżywienia uczniów w szkołach.
-
2016/11/13 17:05:04
Likwidacja tych wszystkich form podatku pogłównego, które są bardzo bolesne dla ludzi o niskich dochodach, jak koszty związane z dowodem osobistym, paszportem, prawem jazdy.
-
2016/11/13 17:36:13
"Teraz już za późno, ale w 2014 wszystkie opcje mieli otwarte."

Obawiam się, że w 2014 już nikt im nie wierzył, wszyscy żyli grillowanymi głowonogami. A potem było już tylko gorzej (np. "jednolity podatek, ale nie dla przedsiębiorczych kolegów").
-
2016/11/13 18:24:10
Darmowe podręczniki.

To jest idealny przykład zresztą.

Rodzice o niskich dochodach ponoszą bardzo dotkliwe koszty. Które są konsumowane przez sojusz klasy wyższej (wydawnictwa) i średniej (autorzy, handlowcy, itd).
-
wo
2016/11/13 18:39:01
@jesus
"Obawiam się, że w 2014 już nikt im nie wierzył, wszyscy żyli grillowanymi głowonogami"

Wszystkie fatalistyczne wizje z serii "musiało być tak jak było" dyskretnie pomijają to, że Trump, Duda i Brexit wygrali niewielką większością głosów. Niewiele było trzeba, żeby wygrała inna opcja. Wystarczyłoby - bagatela - odrobinkę mniej aroganckiego samozadowolenia w obozie "demokracji i rozsądku". Wystarczyłoby się gapić na drogę, żeby nie rozjechać tej zakonnicy w ciąży.
-
2016/11/13 19:25:19
Gwoli ścisłości, to o ile pamiętam, Trump miał jakiś procent czy dwa mniej głosów niż Clinton - zwycięstwo zapełnił mu system elektorski.
-
2016/11/13 19:52:35
Oczywiście, że z awansu, mój błąd.

W gruncie rzeczy od KOD najbardziej odrzuca mnie ich język i kultura

Ja mam teorię, że polskie partie (i ruchy społeczne, takie jak KOD) mają w ogromnym stopniu charakter pokoleniowy i posługują się charakterystycznymi dla danych pokoleń kodami kulturowymi. I tak PO, KOD czy SLD mówi kodami 40+ (SLD najbardziej 60+), a Razem kodami millenialsów. Ja tam widzę w tym problem, bo nawet jeśli pięćdziesięciolatkowie chcieliby na nas zagłosować czy z nami działać, to w dużej mierze czują się wykluczeni właśnie przez niezrozumienie kodu kulturowego, który dla większości razemków jest oczywisty.

Ciekaw jestem, czy w KOD widzą ten problem.
Kijowski chyba nie widzi: "Po pierwsze uważam że młodość jest mocno przereklamowana. Doświadczenie, mądrość życiowa to są te wartości, na których można coś trwałego zbudować - i dodał, że wśród zwolenników i działaczy KOD najwięcej jest tych, którzy coś już osiągnęli i poukładali w swoim życiu."

Oczywiście "ci co już coś osiągnęli i poukładali w swoim życiu" to będą najczęściej ludzie skłonni bronić status quo i idealizować III RP. I tu się robi sprzężenie zwrotne.

Paradoksalnie, jedyną partią, która przełamała tę lukę pokoleń, jest PiS. I m.in. właśnie dlatego wygrywa.
-
wo
2016/11/13 20:06:37
@mortimer
"Gwoli ścisłości, to o ile pamiętam, Trump miał jakiś procent czy dwa mniej głosów niż Clinton - zwycięstwo zapełnił mu system elektorski"

Na jedno wychodzi, dodatkowe paręset tysięcy głosów tu czy tam mogłoby wszystko zmienić. Clinton straciła je przez np. olewanie stanów uważane za "stuprocentowo demokratyczne".
-
2016/11/13 20:10:18
@ Obawiam się, że w 2014 już nikt im nie wierzył
Nie do końca. Tusk im wtedy zrobił największy możliwy prezent i wyjechał do Brukseli. PiS stał jak ogłupiały, bo byli przyzwyczajeni do walenia w DT, a teraz boksowali po próżnicy. Był nawet tzw. efekt Kopacz. To był ten moment, kiedy mogli zrobić wszystko. Trzeba było postawić na względnie nowe twarze (wtedy nawet Schetyna w MSZecie wyglądał świeżo) , odciąć się od błędów i wypaczeń ery Tuska i zaproponować coś sensownego.
Wyszło, jak wyszło.
-
2016/11/13 21:22:41
Tak, tylko bez Tuska to całe towarzystwo już totalnie straciło głowę.
-
2016/11/13 21:26:51
Kijowski to ma właśnie kod kulturowy 60+, jego gadka idealnie pasuje mojej teściowej, dla mnie to żenada rodem z dyskucji moich starych a mam lat 43. A że cały KOD gada Kijowskim to zmoblizują co najwyżej emerytów.

Dochód gwarantowany. Wiedziałem że to musi paść. Nie mogę zrozumieć dlaczego lewicowe partie tak lgną do tego korwinistycznego pomysłu. Przecież to droga do nikąd.
-
2016/11/13 21:28:17
"Tak, tylko bez Tuska to całe towarzystwo już totalnie straciło głowę."

Czy wiara w powrót Prezydenta Europy na białym koniu to naiwność, czy jeszcze nie?
-
2016/11/13 21:40:19
Tusk i cała PO zawdzięczają swoje sukcesy - czyli wygrane wybory w 2007 i bezprecedensową powtórkę cztery lata później plus wygrane wybory prezydenckie tylko temu, że nie byli PiS-em. Więc mogli się prezentować jako partia tych_rozsądnych. I na wizerunku się kończyło.

Bo czym się różnili od nich poza mniejszą zaciętością ideologiczną i tym że modlić woleli się w Łagiewnikach niż w Toruniu? Że nie mówili tak głośno o "układzie" (głosowanie nad rozwaleniem wojskowych służb specjalnych było symptomatyczne - POPiS w działaniu).

Śmiech mnie ogarnia, gdy PO krytykuje prawicowe bojówki inkorporowane do armii, a patronat nad ćwiczeniami tychże bojówek roztaczał BBN. Za rządów Komorowskiego. ;-)

Reasumując - potencjalnie coś mogli zrobić, ale nawet delikatne zmiany kursu były i pewnie są poza zasięgiem elit PO.
-
2016/11/13 22:36:33
@wo
Na jedno wychodzi, dodatkowe paręset tysięcy głosów tu czy tam mogłoby wszystko zmienić. Clinton straciła je przez np. olewanie stanów uważane za "stuprocentowo demokratyczne".
Bardziej nawet niż "-set", zabrakło jej do zmobilizowania 107 330 głosów w 3 Stanach (a gdyby robiła tam kampanię - to może mniej, bo może jakieś fistaszki głosująca na Trumpa zagłosowałyby na nią).

stan;różnica głosów;głosy elektorskie
wisconsin;27 257;10
michigan;11 837;6
pensylwania;68 236;20
suma;107 330;46
-
2016/11/13 22:46:12
@ pokolenia

Airborell, nie do końca zgodzę się co do pisu, w najmłodszej grupie mieli prawie 2x mniej, niż w najstarszej, a to prawie jak Platforma.
A co do Razem, to kody kodami, ale większy problem jest taki, że oferta partii w tej chwili jest kierowana do nikogo.

A jeszcze a propos Tuska, to jego odejście mocno zaszkodziło PO, bo u nas liczy się lider, a nikt inny tam nie ma takiej osobowości.
-
2016/11/13 23:02:08
@wraithofux

To jeszcze dodaj dla całości obrazu ze o ile w Pennsylwanii obie strony prowadziły bardzo intensywną kampanię to w Wisconsin i Michigan kampanię prowadził właśnie tylko Trump bo demokraci święcie wierzyli że tam nie muszą. Clintonowa się tam chyba ani razu nie pokazała.
-
2016/11/14 00:40:57
Sfrustrowany_adiunkt
"Bo czym się różnili od nich poza mniejszą zaciętością ideologiczną i tym że modlić woleli się w Łagiewnikach niż w Toruniu? "

Lepiej kumali procedury i przetargi.
-
2016/11/14 01:13:46
Racja, to też można im zaliczyć na plus, przynajmniej w temacie infrastruktury drogowej i częściowo kolejowej. Ale z drugiej strony - w drugiej dekadzie XXI wieku politycy kumający jak działają procedury przetargowe i jak się coś buduje/zamawia to raczej powinna być norma.
-
2016/11/14 01:33:12
@wo
"sojusz klasy średniej z klasą wyższą przeciwko reszcie społeczeństwa"

Wątpię ten sojusz, bo zakłada jakąś, przynajmniej szczątkową samoświadomość własnego interesu. Klasa średnia po 89 nie tylko nie wiedziała jak dbać o swoje, ale nie wiedziała w ogóle, że jest klasą średnią, że w ogóle jest jakaś klasą. Jakby wszyscy nagle w czasie aksamitnej rewolucji osiągnęli komunistyczny orgazm społeczeństwa bezklasowego, a historia się skończyła.

To część inteligentów zachłysnęła się konserwatywnym neolibem jako magiczną odtrutką na PRL. A reszta? Wszyscy z natury patrzą do góry i to wszystko. Upraszczając każdy chce żyć lepiej.

Dla MMC świat multimilionera jest tak samo odległy jak multimiliardera tyle, że ten ostatni ma lepszy samolot, a może nawet rakietę kosmiczną i jest bardziej cool. Tak samo dla kogoś siedzącego na słuchawce bez umowy o pracę i zdolności kredytowej, rzeczywistość tego z własnym mieszkaniem, choć na kredyt i nowo wyglądającym używanym samochodem, będzie poza zasięgiem tak samo jak jakiegoś lokalnego Kulczyk, tylko jakaś szara i nerwowa. Taki teleskopowy efekt sprawia, że bliżsi są nam ci dalsi.

"porozumienie większości społeczeństwa przeciwko klasie wyższej"

To jest coś wyjątkowego i sztucznego. Co prawda pojawiają się jacyś Grakchowie, ale częściej dostają po głowie niż wprowadzają New Deal. Mam nadziej, że wszyscy już widzą, że kolejna neoliberalna kreska nie pomoże, że głęboka lewicowa reforma jest konieczna.
-
2016/11/14 09:08:27
@wraithofux
Do tych różnic można jeszcze dodać, że Clinton w tych trzech stanach straciła względem wyniku Obamy:
w Wisconsin 230 tys. głosów
w Michigan 280 tys. głosów
w Pennsylvanii 170 tys. głosów (zaokrąglenie w dół do 10 tys.)
Trump w tych stanach odpowiednio zyskał 3 tys., 162 tys. i 210 tys. (zaokrąglenie w dół do 1 tys.) względem wyniku Romneya.

Na Florydzie Hillary przyciągnęła ćwierć miliona dodatkowych wyborców, ale stan i tak przegrała.
-
2016/11/14 09:24:13
Aby ten sojusz w ogóle ujrzał światło dzienne, trzeba by najpierw odbudować mocno nadszarpnięte przez lata indywidualistycznej narracji poczucie solidarności i międzyklasowych więzi społecznych; także znaleźć na klasy nieco inną opowieść niż robotnik - inteligent - car, bo to dziś jest po prostu abstrakcja.
-
2016/11/14 09:48:20
@"jeśli więc przyjąć założenie, że klasa średnia "postprowincjonalna" (czyli stereotypowe "słoiki") najbardziej nienawidzi swoich korzeni"
Słoiki to zróżnicowana grupa, która "awansowała" ze zróżnicowanych grup. Obstawiam, że spora część w ogóle nie awansowała i najbardziej nienawidzi zachwalających mobilność liberałów, bo postrzega tę mobilność wyłącznie w kategoriach kosztu.

@"Likwidacja tych wszystkich form podatku pogłównego, które są bardzo bolesne dla ludzi o niskich dochodach, jak koszty związane z (...) prawem jazdy."
Szczęśliwie PiS tego do końca nie rozumie. Nieszczęśliwie dla lewicy, zmiany w tym zakresie mają ostatnimi czasy kojarzony z nią znaczek "eko". Przymusowe, płatne i zwiększające prawdopodobieństwo oblania ekodrivingi są tu dość oczywistym przykładem.
-
wo
2016/11/14 10:19:27
@szprota
' znaleźć na klasy nieco inną opowieść niż robotnik - inteligent - car, bo to dziś jest po prostu abstrakcja."

Ale paradoks jest taki, że jeszcze żyją ludzie, którzy pamiętają czasy innej narracji, czyli pierwszej Solidarności. To nie jest niemożliwe.

@bantus
"Klasa średnia po 89 nie tylko nie wiedziała jak dbać o swoje, ale nie wiedziała w ogóle, że jest klasą średnią, że w ogóle jest jakaś klasą."

Pozwolę sobie przypomnieć, że na tym blogu pojęcie "klasa średnia" od running joke pt. "gospodarz znowu się powołuje na Cleese'a" w końcu przeewoluowało do czegoś, czego używamy w dyskusji w argumentach. Wydaje mi się, że to jest jakimś wodowskazem ogólnej przemiany społecznej. W 2006 wiele osób w klasie średniej nawet nie wiedziało o tym, że w niej jest (w komciach leciały pytania typu "czy klasa średnia oznacza średnie zarobki", itd.). Teraz już przynajmniej większość to wie.

"To jest coś wyjątkowego i sztucznego. Co prawda pojawiają się jacyś Grakchowie, ale częściej dostają po głowie niż wprowadzają New Deal."

Bo w ogóle wolność jest czymś wyjątkowym i sztucznym. W dziejach ludzkości przeważa zamordyzm. Ustroje republikańskie czy demokratyczne są mniejszością. I te rzadkie chwile, kiedy udawało się je wprowadzić/obronić, to właśnie chwile udanych reform prowadzonych przez jakichś Grakhów, Jeffersonów, Adenauerów, De Gaulle'ów itd.
-
2016/11/14 11:00:45
@WO
"Wszystkie fatalistyczne wizje z serii "musiało być tak jak było" dyskretnie pomijają to, że Trump, Duda i Brexit wygrali niewielką większością głosów. "

W przypadku Komorowskiego warunkowa zgoda, jego kampania była słaba i pozbawiona wsparcia w regionach, minimum mobilizacji mogło zmienić wynik, choć to wcale nie byłoby łatwe, marketingowcy musieliby zrozumieć że nie sprzedają hasła: "Nadal będzie super!" lecz hasło: "Nie wyszło super, lecz ja jestem nadzieją zmian!"

W przypadku Brexitu raczej nie było szans na lepszą kampanię skoro główni propagarorzy "Remain", jakimi nominalnie byli Cameron i Corbyn, nie chcieli pokazywać się jako euroentuzjaści (do odstrzału przez "Daily Mail") i liczyli, że UE się sama wybroni.

Tym bardziej w przypadku Trumpa pocieszania, że przeszedł małą liczbą głosów są nie na miejscu. Trump wygrał pomimo że miał dwukrotnie mniejszy budżet, amatorską ekipę i główne media, nie tylko liberalne i nie tylko centralne, przeciwko sobie - najdotkliwszy atak na niego (taśmy z "Access Hollywood") opublikował konserwatywny "Washington Post". Gdyby dodatkowo kampania Clinton rozproszyła się na więcej stanów, efektem mogłaby być utrata przez Demokratów nie tylko Great Leakes ale też kilku stanów z New England. Clinton nie zauważyła (po raz drugi, po przegranej walce z Obamą), że staje przeciwko antypolitycznemu ruchowi a nie przeciwko jakiemuś Romneyowi z rządzącego establishmentu, którego należy przyłapać na cytacie w stylu 49 procent i korzystnie pokazać się na tym tle. Przekaz Clinton nakierowany na punktowanie kłamstw i demagogii Trumpa był kontrproduktywny, działał jak pouczenia ex cathedra przez osobę z rządzącej kasty. Na Trumpa jedyną radą byłby symeryczny anty-Trump, lewicowy charyzmatyczny demagog głoszący z przekonaniem: "I feel your pain".

O Katylinie trochę później.
-
2016/11/14 11:07:28
@kod a pokoleniowe kody kulturowe

11 przez błonę mojego fejsbąbla przedarła się transmisja z marszu kodu, jakaś banda starszych pań stała za biało-czerwonym transparentem, na którym było napisane niepodległość jest dla nas wszystkim

niepodległość jest dla nas wszystkim

wszystkim

toteż uprzejmie proszę odpierdolić się od 50+ bo ciężkie upośledzenie umysłowe to nie jest żadne pokolenie ani kod kulturowy tylko ciężkie upośledzenie umysłowe

@ brak ososbowości w po

gdyby to był brak osobowości, to oni i tak pewnie by w cuglach wygrali, to nie był brak osobowości tylko całkowite podporządkowanie bardzo silnej osobowości w typie żony rybaka z bajki o rybaku i złotej rybce

może jeszcze skrzyżowanej z lou jean z sugarland express
-
wo
2016/11/14 12:55:40
@awal
"Tym bardziej w przypadku Trumpa pocieszania, że przeszedł małą liczbą głosów są nie na miejscu"

Nie pocieszam, tylko zwracam uwagę, że szeroko rozumiany obóz "ma być tak jak było" ze zdumiewającą beztroską potrafi machnąć ręką na kilka procent wyborców tu czy tam, płynnie przechodząc od postawy "nie możemy przegrać" do postawy "nie możemy wygrać".
-
2016/11/14 14:18:46
@wo
"Teraz już przynajmniej większość to wie."

Tutaj tak, choć niekoniecznie "czuje". Klasa robotnicza ma swój wyblakły, ale jednak etos. Wystarczy wspomnieć jakich również pozytywnych określeń używała prasa pisząc o polskich emigrantach, po tylu latach to wciąż działa. Słuszna duma z wykonania dobrej roboty, posiadania fachu w ręku wciąż przemawiają do wyobraźni, nawet jeśli system za to nie nagradza.

Powstał co prawda etos mikroprzedsiębiorców, ale ilu ich może być? Zawsze będą marginesem. Podobnie z etosem inteligenckim. Może coś się urodziło i przeoczyłem, ale nie ma u nas etosu klasy średniej. Znam antyczne wzorce, ale chyba nic z tego się nie przyjęło. Może to kwestia edukacji? W końcu na zachodzie MC powstawała, gdy jeszcze te starożytne modele były żywe i wpajane uczniom czy studentom.
-
2016/11/14 14:43:00
Komorowski i Clinton to "inżynier" i "magister" z "Dziewczyn do wzięcia", a Trump i Kaczyński są tym kelnerem o twarzy Zbigniewa Buczkowskiego. Który, jako jedyny, wydymał kogo chciał, bez stawiania kremu sułtańskiego i rozwiązywania poetyckiej szarady anagramowej. Nie ma lepszej analizy ostatnich wyborów w USA i w RP niż film Andrzeja Kondratiuka. Z, bodajże, 1972 roku.

A wracając do adremu, nigdy tak nie jest, że jakieś zjawisko, szczególnie tak rozłożyste geograficznie, ma jedną przyczynę (aczkolwiek prawicowi polityce, np. pisowscy, zazwyczaj w ten sposób diagnozują). Zgoda na sojusz klas, ale ta spontaniczna "fala" (pogarda tych, co już zostali kapralami, dla szeregowców) jest niesamowicie głęboko zakorzeniona w pojedynczych głowach, bez kontekstu klasowego (chyba że chodziłoby o "podświadomość klasową", ale bez przesady).

Miałem ostatnio przerażającą rozmowę z moją kochaną mamą, oczywiście stale zatroskaną "jakie trudne jest teraz życie" i "jakie świnie są przy korycie" (rym niezamierzony). Na sondujące sugestie, że to ona zostaje, dajmy na to, panią premier, albo panią Kulczyk, i co by wtedy zrobiła, czy zatroszczyłaby się o Polskę, odpowiedzi padły niby wymijające, ale takie, że włos się jeżył na głowie.

Tak czy owak, nie lekceważył bym demoralizującego czynnika tradycyjnej religijności (w polskim przypadku - katolickiej, w USA - rozmaitego sortu) i z jej nieodzowną hierarchizacją i mechaniką wywyższeniową.
-
wo
2016/11/14 14:50:12
@bantus
"Tutaj tak, choć niekoniecznie "czuje". "

Marks (za Heglem) nazywał to "klasą an sich" / "klasą fuer sich" ("w sobie" / "dla siebie"). Klasą w sobie czynią nas czynniki zewnętrzne, np. robotnicy zaczynający pracę w nowootwieranch tkalniach czy kopalniach w pierwszej połowie XIX wieku jeszcze nie byli klasą robotniczą, po prostu przyjechali ze wsi do Manchesteru czy Kattowitz za chlebem. Proletariatem uczynili ich pracodawcy, którzy ich skoszarowali, umundurowali i przeszkolili - żyjąc w podobnych warunkach, robotnicy upodobnili się do siebie. Sensem działalności politycznej marksistów było przeniesienie ich na wyższy poziom, "klasy dla siebie", czyli ludzi wyciągających wnioski z tego, że są robotnikami.

Przez ostatnie kilkanaście lat nasza klasa średnia weszła już w fazę "an sich", bo korporacje sadzając nas w podobnych boksach w podobnych openspejsach, dając nam identyfikatory na korposmyczach i karty multisport, uczynili nas wszystkich w miarę podobnymi - przestrzegającymi zbliżonych dress codów, mających podobne tematy rozmów, podobnie spędzającymi wolny czas itd. (w szerokim spektrum od LMC do UMC jesteśmy przecież podobni np. co do seriali jakie oglądamy albo przypłówów i odpływów mody na sushi, prosecco czy targi śniadaniowe). Jeszcze 10 lat temu samo stwierdzenie "klasa średnia" budziło mnóstwo wyparcia (do odszukania w dziejach tego blogaska), teraz już nie.

Następny etap to "fuer sich": uświadomienie sobie, że np. zniżka na akcyzę dla Lamborghini dla kumpli Morawieckiego oznacza podnoszenie podatków nam, bo komuś je muszą podnieść, żeby komuś innemu obniżyć. Jeszcze 10 lat temu kawał klasy średniej broniłby ulg dla banksterów w naiwnej nadziei, że sami też awansują (a poza tym ludzie wtedy rozumowali per "im więcej kasy ma korporacja, tym więcej nam może zapłacić" - to już na szczęście zanika).
-
2016/11/14 14:56:55
"Na Trumpa jedyną radą byłby symeryczny anty-Trump, lewicowy charyzmatyczny demagog głoszący z przekonaniem: I feel your pain. "

Mógłby wystarczyć skromny Bernie Sanders. Wystawienie przeciwko Trumpowi pani Clinton było jak wystawienie przeciwko prawdziwemu kelnerowi (głos z offu: "No, Jasiu, pokaż panu, jak się zachowuje kelner przy pracy", oczywiście głos Kobuszewskiego) udawanego "inżyniera" albo "magistra". Trumpowi wystarczyło w tej sytuacji powtarzać swoją idiotyczna piosenkę o pieskach, co poszły raz nad rzeczkę.
-
2016/11/14 15:52:40
@WO
"Zaryzykowałbym taką syntetyczną tezę, że początkiem ich fiaska było sprzymierzenie się ówczesnego odpowiednika klasy średniej przeciwko plebsowi z jakimś Krassusem czy Thiersem. Lud w takiej sytuacji szukał sojuszu z dyktatorem wywodzącym się z klasy wyższej."

Zbyt prosto postrzegasz społeczeństwa jako klasowe piramidki, gdzie o wszystkim decyduje czy środek zgada się z czubkiem czy z podstawą. Równie bowiem silną rolę odgrywają podziały biegnące w poprzek klas (np. podziały religijne), ponadklasowe instytucje (np. wojsko), regionalizmy czy wpływy zewnętrzne (wpływ taki, o pozytywnym wektorze, wystąpił w Danii w postaci podejrzenia o zblatowanie tamtejszej arystokracji z ich odpowiednikami z hegemonicznych Niemiec). Dopiero wszechstronna analiza pozwala ujawnić, jaki czynnik przeważył. Np. weimarskie Niemcy jak najbardziej można widzieć - pomimo wszystkich wstrząsów i zawirowań - jako kraj rządzony przez sojusz politycznej reprezentacji klasy robotniczej i klasy średniej. Ostatni posiadający realną większość parlamentarną rząd weimarski (drugi gabinet Müllera, 1928-1930) utworzyli socjaliści i partie liberalne, kontynuował on główne polityki socjalne poprzednich gabinetów (w których również uczestniczyli socjaliści a kluczową postacią był liberał Gustav Stresemann). Wsparcia tym politykom udzielał socjaldemokratyczny landowy gabinet Ottona Brauna rządzący niemal nieprzerwanie w Prusach tj. na przeważającym ludnościowo obszarze kraju. Naziści wcale nie obalili tego systemu kartą wyborczą (po największym sukcesie w 1932 r. ich poparcie spadało) lecz manipulacjami, dla których kluczowego wsparcia udzielił konserwatywny korpus oficerski. Kluczowym zaś problemem w przeciwstawieniu się owym manipulacjom był rozłam w ruchu lewicowym wynikający z nieproporcjonalnie silnej pozycji komunistów, korzystających ze wsparcia sowieckiego (w mniejszym stopniu również swoje znaczenie miało rozbicie partii liberalnych na katolickie Centrum i partie o mniej silnej afiliacji religijnej).

Niemal symetrycznym przeciwieństwem jest sytuacja we współczesnej Turcji, gdzie owszem turecka klasa średnia znajduje się w stałym rozdźwięku z klasą niższą, mającym jednak powody głębsze niż sam klasowy ekonomiczny egoizm - europejsko zorientowana ludność Stambułu jest kulturowo niespójna z islamską Anatolią a etnicznie - z Kurdami. System przypominający liberalną XIX-wieczną demokrację podtrzymywała w tym kraju sekularna armia, stąd wprowadzenie islamskiej demokrtatury Erdogana wymagało złamania korpusu oficerskiego.

Przechodząc do najbardziej aktualnych kwestii, Trump to wannabe dyktator wyniesiony przez niższą klasę średnią wbrew wyższej klasie średniej (podział: college - brak college'u) w kraju, który jako całość (nie tylko jakaś jedna grupa społeczna) żyje na kredyt, będąc globalnym super-dłużnikiem Azjatów. Ta "global macroeconomic imbalance" jest praprzyczyną zjawisk społecznych, na których żerował Trump. Jej pokojowe usunięcie wymaga rozłożonej na dekady współpracy międzynarodowej i niestety należy być obecnie bardziej pesymistycznym co do szans powodzenia takiej współpracy.

W Europie w nadchodzącym czasie - zwłaszcza w Niemczech - będziemy testować wytrzymałość modelu sojuszu klasy wyższej (elit korporacyjnych) z klasą pracującą, stanowiącego rdzeń modelu Mitbestimmung i "reńskiego kapitalizmu". Do tej pory najbardziej widowiskowym oponentem tego sojuszu była wyższa wielkomiejska klasa średnia reprezentowana przez Zielonych oraz przez para-polityczne organizacje lobbingowe typu Campact - protesty przeciw projektowi Stutgartt 21 czy przeciw CETA służyły tożsamościowej konsolidacji tej klasy właśnie (mylisz się bowiem, drogi WO, projektując ten ostatni protest na "zwykłego człowieka" z klasy pracującej). Niestety teraz oprócz tej wewnętrznej niegroźnej gry pojawią się przemożne presje zewnętrzne.
-
2016/11/14 15:55:32
c.d.

W Polsce nie mamy istotnego odpowiednika wielkomiejskiej klasy jaką organizują niemieccy Zieloni (będziemy mieli, kiedy zgentryfikowany Dolny Mokotów zamieszkany zostanie przez 200 tys. Jacków Santorskich). Mamy zalążkowy odpowiednik trzeźwej lewicy socjalnej w postaci Partii Razem, jaką ku chwale ojczyzny promowałeś. To może się okazać zbawienne, lecz czas nam ucieka. Gospodarczo pozostajemy w symbiozie z Niemcami, i szybko odczujemy wpływ nadchodzących relokacji na tę gospodarkę. Bezsilny izolacjonistyczny nacjonalizm fundowany nam przez aktualny rząd niestety nie da żadnych odpowiedzi na ten nieuchronny wpływ.
-
wo
2016/11/14 17:33:32
@awal
"równie bowiem silną rolę odgrywają podziały biegnące w poprzek klas (np. podziały religijne)"

Zwykle idą tylko pozornie w poprzek, bo np. podziały "katolicy / protestanci" często były de facto podziałami "robotnicy / burżuazja".

" ponadklasowe instytucje (np. wojsko),"

Rzadko jest ponadklasowe. Przeważnie realizuje interesy jakiegoś Kruppa czy Grummana.

". Np. weimarskie Niemcy jak najbardziej można widzieć - pomimo wszystkich wstrząsów i zawirowań - jako kraj rządzony przez sojusz politycznej reprezentacji klasy robotniczej i klasy średniej."

Póki to działało! (my point exactly). I dlatego właśnie Krupp do rozbicia tego sojuszu poparł Hitlera.
-
2016/11/14 19:19:01
@WO
"Rzadko jest ponadklasowe. Przeważnie realizuje interesy jakiegoś Kruppa czy Grummana. "

"I dlatego właśnie Krupp do rozbicia tego sojuszu poparł Hitlera."

Oficjalna marksistowska historiografia NRD w istocie mówiła o przemożnej władzy kapitału, który najpierw powołał rząd generała Kurta von Schleichera, aby potem go obalić i zastąpić Hitlerem. Nie kupuję tej narracji. Ostatni trzej kanclerze Weimaru: Brüning, Papen i Schleicher działali autonomicznie, lecz niekompetentnie. Katolik Brüning usiłował opanować kryzys gospodarczy polityką proeksportową bez zgody państw-importerów i fatalnie rozegrał stosunki z Hindenburgiem (dla którego konieczność uzyskania poparcia katolików w wyborach była zniewagą). Papenowi starczyło siły, aby sprowokować odebranie władzy socjaldemokratom w Prusach (Preussenschlag), ale nie samemu aby utrzymać władzę - gdy zastąpił go Schleicher, w odwecie (można tu spokojnie mówić o tej psychicznej motywacji) wszedł w katastrofalny sojusz z Hitlerem, w którym bezzasadnie widział się jako dominujący partner. Gdyby choć jeden z tej trójcy miał talent Stresemanna i zapewnił minimum politycznej stabilności, fabrykanci poparliby jego a nie nieprzewidywalnego Hitlera, którego widzieli jako ryzyko, przeciw któremu należy się ubezpieczyć. Oficerskie elity wokół prezydenta Hindenburga miały w tej historii wymiar sprawczy bardziej niż wielki kapitał - to one ciążyły ku prawicowemu rządowi mniejszościowemu powoływanemu z naruszeniem konstytucji, wyłoniły spośród siebie Schleichera (postać tragiczną, w 1934 r. zamordowanego przez nazistów) a potem postawiły na Hitlera.

Oczywiście różne interpretacje historii Trzeciej Rzeszy są możliwe, ja mam zaufanie do tej prezentowanej przez Richarda J. Evansa, historyka lewicowego w sensie operowania szerokim społecznym spojrzeniem, lecz nie marksistowskiego w sensie szukania w faktach poparcia dla historiozofii Marksa.
-
2016/11/14 20:16:26
@szpro
"także znaleźć na klasy nieco inną opowieść niż robotnik - inteligent - car, bo to dziś jest po prostu abstrakcja"

Ciekawe, że przez chwilę była mowa o prekariacie, a teraz to zupełnie zanikło. A przecież to nie tylko kwestia, lajk, prekarności, ale i upadku zawodów wcześniej średnioklasowych oraz braku gwarancji awansu przez wykształcenie
-
2016/11/14 21:24:43
Wojsko i klasy? Wojsko = elity, generalicja a ta z reguły to klasa wyższa, ewentualnie średnia ale rzadko. Klasa średnia jest od tego samego co w cywilu - harowania na wyższą, czyli w wojsku - sięgnąć można gdzieś do pułkownika. Stany Zjednoczone i ich system kształcenia kadr jest dobrym przykładem - od razu wiadomo kto ma szanse na lampasy generalskie, a kto nie.
-
2016/11/14 21:52:05
@zawody średnioklasowe
embarcadero już wspominał o nieuniknionej robotyzacji w kontekście głosujących na Trumpa, sugerując że to raczej problem klasy robotniczej.

Ignoruje się tutaj, że zawody dobrze opłacane są jednym z główniejszych celów automatyzacji.
-
2016/11/14 22:25:15
@red.grzeg
Ignoruje się tutaj, że zawody dobrze opłacane są jednym z główniejszych celów automatyzacji.

Przecież prędzej zautomatyzują kierowcę, kucharza, pakowacza czy sprzedawcę niż lekarza, programistę czy brand managera.
No gdzie obecnie te wszystkie Google, Ubery i Amazony inwestują? Transport, logistyka, sprzedaż. W tych branżach jest spory deficyt pracowników. Na resztę przyjdzie czas.
-
wo
2016/11/14 22:59:20
@czescjacek
"Ciekawe, że przez chwilę była mowa o prekariacie, a teraz to zupełnie zanikło. A przecież to nie tylko kwestia, lajk, prekarności, ale i upadku zawodów wcześniej średnioklasowych oraz braku gwarancji awansu przez wykształcenie"

No bo prekaryzacja to nie jest powstanie nowej klasy, to jest cofnięcie stosunków pracy do XIX wieku. Wtedy zresztą też wykształcenie nie gwarantowało awansu, patrz literackie opisy u Żeromskiego. Żeby doktor Obarecki naprawdę mógł awansować, potrzebuje jeszcze tego drobiazgu - przystąpienia do Układu, symbolizowanego przez proboszcza, wójta, naczelnika poczty i aptekarza (jeśli nie pokręciłem). Inaczej się przekręci jak Siłaczka.
-
2016/11/15 05:56:58
@ sfrustrowany_adiunkt

"Wojsko i klasy? Wojsko = elity, generalicja a ta z reguły to klasa wyższa, ewentualnie średnia ale rzadko."

Gdy chodzi o generalicję Reichswehry, zastąpionej w 1935 r. przez Wehrmacht, to rekrutowała się ona istotnie w dużej mierze z tzw. "pożądanych kręgów" (erwuenschte Kreise), obejmujących rodziny oficerskie, posiadaczy ziemskich i inteligencji, innymi słowy z klasy wyższej i wyższej klasy średniej. Wśród 25 czołowych generałów armii lądowej Hitlera (Oberbefehlshaber), z którymi rozpoczął on w 1941 r. atak na Sowietów, i którzy też ponoszą współodpowiedzialność za udział Wehrmachtu w Zagładzie (rozegranej, przypomnijmy, w większości w drodze masowych rozstrzelań na tyłach frontu, a w mniejszej części w obozach), 15 pochodziło z rodzin wojskowych, w tym 7 z generalskich (np. Guderian, Manstein, Rundstedt), ojcowie pozostałych wykonywali takie zawody jak dyrektor gimnazjum (Kleist, Schmidt), urzędnik finansowy (Dietl) czy pastor (Henrici). Wśród całej generalicji odsetek rodzin wojskowych był dwukrotnie niższy, przy czym silniej preferowano takie pochodzenie w Prusach niż w pozostałych landach. Oficerowie posiadający tytuły szlacheckie (Adel) stanowili wśród wyższych oficerów nadreprezentowaną grupę, raczej jednak zamkniętą w sobie niż dominującą w korpusie oficerskim - to z tej grupy wywodził się potem spisek Stauffenberga. Armia nie była jednak reprezentantem interesów konkretnej klasy czy klas - dążyła do wychowania sobie własnej "szlachty charakteru" (Adel der Gessinung) czyli wspólnej tożsamości grupowej wyższej klasy oficerskiej. Tożsamość ta obejmowała ochronę interesów wojska i przekonanie o jego obowiązku przywrócenia "porządku" w "chaotycznej" cywilnej demokracji, stąd wejście w rolę politycznego arbitra u kresu Republiki Weimarskiej. Oficerowie przecenili swoje polityczne kompetencje i stopniowo zostali całkowicie podporządkowani kierownictwu nazistowskiemu po przejęciu przez Hitlera urzędu kanclerskiego, czego finałem były tzw. afery Blomberga i Fritscha w 1938 r. i przekazanie kierownictwa nad nowo utworzonym naczelnym dowództwem Wehrmachtu (OKW) posłusznemu Hitlerowi Keitlowi. W tym czasie okrzepły już jako przeciwwaga dla armii masowe struktury partii nazistowskiej i jej militarnej przybudówki SS, zbudowane głównie w oparciu o ludzi z awansu z mniej prestiżowych grup np. rodzin niższych urzędników, drobnych kupców.

Jako lekturę o Wehrmachcie polecam Johannes Huerter, "Hitlers Heerführer - Die deutschen Oberbefehlshaber im Krieg gegen die Sowjetunion 1941/42", niestety dotąd nieprzetłumaczoną, skąd wziąłem powyższe dane. Większość produkcji na temat armii hitlerowskiej bezkrytycznie propaguje militarystyczne mity i często niewiele różni się od propagandowych publikacji wydawanych przez Niemców w czasie wojny (typu "Narvik" Fritza Buscha - polecam przejrzenie w porównaniu z dowolnym współczesnym wydawnictwem o Wehrmachcie przetłumaczonym na j. polski).
-
2016/11/15 08:16:41
doprecyzowanie:
"w Zagładzie (rozegranej, przypomnijmy, w większości w drodze masowych rozstrzelań na tyłach frontu, a w mniejszej części w obozach)"

Zbyt skrótowo cytowałem stwierdzenie Snydera z "Black Earth" iż w masowych rozstrzelaniach na tyłach frontu wschodniego zginęło więcej ludzi niż w obozach uruchomionych w Akcji Reinhardt (Bełżec, Sobibór, Treblinka) a tam z kolei więcej niż w Auschwitz; oficjalne historiografie (niemiecka, polska, sowiecka/rosyjska, izraelska, amerykańska) z różnych powodów myląco czynią z Auschwitz nieomal synonim Zagłady.
-
2016/11/15 12:18:50
Rzecz w tym, że każda armia (a przynajmniej jej korpus oficerski) wytwarza w sobie poczucie odrębności od reszty społeczeństwa. I sprzyja temu charakter tej instytucji - wizualna odrębność, ryty przejścia, wspólnota doświadczeń w obrębie tej grupy.

Natomiast jej skrajnie hierarchiczny charakter oznacza, że decydującą rolę odgrywają elity elit - czyli generalicja, a raczej jej część zajmująca kluczowe (najwyższe) stanowiska. I tu zaczyna się robić ciekawie, bo przypadki takie jak Niemcy lat trzydziestych czy Turcja (armia jako gracz polityczny) to rzadkość, natomiast w państwach zachodnich widać spory konformizm i wspieranie tego co jest aktualnie w interesie elit gospodarczych.

Kiedy ostatni raz jakiekolwiek wojsko dobrowolnie zrezygnowało z jawnie nietrafionych projektów zbrojeniowych, przynoszących korzyści właśnie przemysłowi? Praktycznie nigdy, a zawsze znajdzie się uzasadnienie. Ciekawie to wygląda w ujęciu książki "2017: wojna z Rosją", gdzie autor - emerytowany brytyjski generał pomiędzy opisami bitew regularnie krytykuje decyzje z ostatnich dwóch dekad, a sam zapomina że generałowie bardzo chętnie mówili o "nowych zagrożeniach", mówiąc że armia trzeba przezbroić w nowy sprzęt do wojen w Afganistanie czy innej Libii - dostarczając powodu do nowych wydatków zbrojeniowych. Teraz znów na topie jest Rosja, a kompleks wojskowo - przemysłowy cały czas zaciera ręce. Bo teraz armie na powrót będą się przezbrajać na wojnę pancerno - rakietową w Europie. Ewentualnie partyzancką jak u nas, choć raczej w kontrze wobec elit (ale tu też klasowa i genderowa interpretacja tego zjawiska ciekawie wygląda)
-
2016/11/15 15:33:39
I tak ciekawy temat znowu ugrzązł w "rapiery".
-
2016/11/15 17:16:44
Muszę przyznać że zakupiłem książkę Shirreffa, cóż "Niebezpieczne związki" (napisane przez artylerzystę) to nie są.

Kończąc rapiery, zwrócę tylko uwagę że EU ma agancję do wspólnych zamówień obronnych [1], jej aktywizacja może być nikłym pozytywem wśród negatywnych wieści które już nadeszły i które jeszcze nadejdą (gdy we Włoszech upadnie Renzi, którego szczęśliwa gwiazda zgasła, gdy - zgodnie z żądaniami oburzonych - "uderzył w banki", czyli w ich wierzycieli)...

[1] www.eda.europa.eu/
-
2016/11/15 20:36:59
@lsbk,
Jak już przywołujesz Amazona, to zobacz jak przez dekadę taki Amazon zautomatyzował IT w porównaniu do zmian na poziomie kuriera odbierającego podpis od klienta.
-
2016/11/15 20:39:32
Tutaj o tym dlaczego wygrał Trump, ale pasuje też do Dudy i PiSu.
-
wo
2016/11/16 12:10:25
@magister.sianko
Dobrze napisane - i w sumie zgodne z moją tezą!
-
2016/11/16 13:32:36
Kierując się liberalnymi mediami można odnieść wrażenie, że oto do Białego Domu wszedł Trump a do Kongresu tabun małych trumpików wybranych przez "rural White Trush" (których buntu, biada nam, nie zrozumieliśmy). To jest przesterowany obraz - po pierwsze, kluczowy ciężar poparcia Trumpa leżał bliżej mediany niż dołu skali dochodowej (globalnie w grupach najuboższych, skoncentrowanych w miastach, wygrała Clinton - ubogich spoza miast jest za mało aby zdecydować o zwycięstwie). Po drugie, ci sami wyborcy, którzy wybrali Trumpa wprowadzili do Kongresu klasycznych establishmentowych Republikanów. Prawie wszędzie trumpokształtni challengerzy przegrywali z bardziej centrowymi incumbenatmi GOP znanymi lokalnie z reprezentowania interesów stanowych. Co wiecej, wśród 9 przegranych republikańskich incumbentów, są przypadki zastąpienia kandydata bliskiego "Tea Party" przez kandydata bardziej umiarkowanego (np. w Kansas - wyścig Huelskamp vs. Marshall, czy Virgina - wyścig Forbes vs. Taylor).

Ogólnie tę sytuację należy opisywać wcale nie jako "rural" vs. "urban", lecz raczej jako "rooted State elites" vs. "uprooted federal elites". Charyzmatyczny demokratyczny gubernator czy członek Kongresu miał szansę z Trumpem, tacy byli dostępni ale nie chcieli się spalić w starciu z "ikoniczną" i preferowaną przez partyjnę biurokrację Clinton.
-
2016/11/16 14:56:58
@wo
"Następny etap to "fuer sich": uświadomienie sobie, że "

Brakuje jakiegoś mitu założycielskiego. Czegoś co by sprawiało, że ludzie chcą się tak identyfikować.

@będziemy żyć w przyszłości

"By 2017 the world economy has collapsed. Food, natural resources and oil are in short supply. A police state, divided into paramilitary zones, rules with an iron hand.

Television is controlled by the state and a sadistic game show called "The Running Man" has become the most popular program in history."
-
2016/11/16 19:12:29
"Np. weimarskie Niemcy jak najbardziej można widzieć - pomimo wszystkich wstrząsów i zawirowań - jako kraj rządzony przez sojusz politycznej reprezentacji klasy robotniczej i klasy średniej."

Można założyć że praprzyczyną odwrotu od demokracji w Niemczech był sojusz klasy średniej z wyższą w Ameryce, którego efektem był wielki kryzys.
-
2016/11/16 22:49:23
@magister.sianko
Z drugiej zaś strony Greenberg widzi porażkę Clinton głównie jako wynik błędów taktycznych w zmieniającej się rzeczywistości Ameryki, zmieniającej się raczej korzystnie:
"By then, nobody could remember that Hillary Clinton was a candidate with bold economic plans who demanded that government should work for working people and the middle class, not corporations. She was no longer a candidate of change"
www.theguardian.com/commentisfree/2016/nov/15/pollsters-fail-predict-trump-victory-fbi-clinton?CMP=share_btn_fb
-
2016/11/16 23:44:40
@magister.sianko
Spot on. Oraz w sumie ciekawe, że dokładnie to samo napisałem w komentarzu pod ostatnią notką. Tj. o tej różnicy między miastem a interiorem. Podobny mechanizm kształtuje się u nas. Populizm na wschodniej ścianie przyjmuje się łatwiej. Ale rządzący do tej pory raczej to potępiali (ciemnogród) zamiast przyjrzeć się czemu tak jest.

PS. mały detal: Clinton chciała podnieść stawkę godzinową, ale dać wyższą w mieście a niższą na wsi. Niby zrozumiała sprawa, ale wywołało to sporo kontrowersji. A teraz spójrzmy na 500+: jest takie samo niezależnie czy to wieś czy miasto...
-
2016/11/18 10:50:13
"Endekom marzyła się przecież raczej jakaś zamordystyczna monarchia z uprzywilejowaną rolą obszarników" - poproszę jakieś argumenty, bo z tego co wiem na temat endecji, to było odwrotnie, tzn. wysiłek podjęty przez endeków w celu upolitycznienia mas miał na celu oparcie na nich republikańskiego kształtu państwa (vide rola Popławskiego w pracy organicznej w Galicji). Endecja to nie moja bajka, jako rasowy moher w punkcie wyjścia mam chrześcijaństwo (tak jak autor tego bloga scjentyzm), a nie z nacjonalizm, ale chcąc z czymś dyskutować, byłoby warto to poznać i uczciwie przedstawić. Mylę się?
-
2016/11/18 11:07:58
A poza wcześniej wspomnianą uwagą, wynikającą z mojego czepialstwa, proszę zwrócić uwagę, jak wielkie pole do dialogu lewicy z chrześcijańskimi ordoliberałami pozostawia postawiona przez autora teza. Ależ to urocze - Orliński i Marek Jurek powołujący się jednocześnie na program powojennej chadecji niemieckiej, let it be.
-
2016/11/18 12:52:57
Jeszcze o Trumpie. Przeoczyłem to jakoś wcześniej a Moore napisał to jeszcze przed wyborami. Też spot on, pisane ze skrajnie innej pozycji niz to poprzednie

michaelmoore.com/trumpwillwin/
-
wo
2016/11/18 13:32:17
@darek
"wysiłek podjęty przez endeków w celu upolitycznienia mas miał na celu oparcie na nich republikańskiego kształtu państwa (vide rola Popławskiego w pracy organicznej w Galicji"

I dlatego popierali Radę Regencyjną?
-
2016/11/18 22:36:43
@haddr
"spójrzmy na 500+: jest takie samo niezależnie czy to wieś czy miasto"
Podobnie stawka godzinowa.

Miałem ostatnio taką refleksję, że w wymiarze praktycznym, te 500+ i 12 zł/h na zlecenie, spowoduje największą zmianę (in plus) w zakresie realnej dostępności aborcji na przestrzeni dekady.

-
2016/11/19 11:51:25
Wszyscy śmieszkują z intronizacji z uczestnictwem władz państwowych. Z jednej strony jest to groteskowe i czekam na fanpage "Gilotyna dla Króla Polski". Z drugiej jednak nie jestem już taki pewien, że demokracja przetrwa więcej niż kilka dekad. W sferze wartości to jasna deklaracja po stronie sentymentów antyrepublikańskich i antydemokratycznych.
-
2016/11/19 13:21:19
Ja to traktuję jako płacenie trybutu w zamian za odstąpienie od rozmaitych realnych działań, czy to dotyczących aborcji*, czy wielu innych rzeczy.

Przyznam, że wolę w tej wersji.

*Jakby realnie PiS chciał redukcji aborcji to mógłby uderzyć za pomocą prostego zmotywowania działań Policji. Ot po prostu wprowadzić odpowiednik takiego niesławnego programu "Złotych Blach" z odpowiednim finansowaniem.
-
2016/11/19 21:48:16
Tymczasem walne zgromadzenie Miasto Jest Nasze postanowiło zmienić kurs, a Śpiewak przestał być jego przewodniczącym.
-
2016/11/19 23:37:45
^^ czyżby uznali Jarosława za ziemskie wcielenie chrystusa króla i zawnioskowali o wymianę na tronie?
-
2016/11/20 07:18:47
"Tymczasem walne zgromadzenie Miasto Jest Nasze postanowiło zmienić kurs, a Śpiewak przestał być jego przewodniczącym."

Możesz zrobić wywiad z Kaczyńskim?
-
2016/11/20 19:32:40
Wiem! Doszli do wniosku ze czas zmienić nazwę na Miasto i Sprawiedliwość, w skrócie MiS. To na prezesa tylko Ochódzki
-
2016/11/20 23:25:22
@Jezus Król Polski
Wspomnijmy tylko, że Pius XI ustanawiając w 1925 r. święto Jezusa Króla jasno przedstawiał to jako akt przeciwstawny świeckim idei demokracji oraz trójpodziału władzy [1]:

"Jak bowiem królewska godność Pana naszego otacza powagę ziemską książąt i władców pewną czcią religijną, tak też uzacnia obowiązki i posłuszeństwo obywateli. ... Albowiem chociaż obywatel patrzeć będzie na panującego i innych rządców państwa jako na ludzi do niego z natury podobnych lub może nawet z jakiejś przyczyny niegodnych i na naganę zasługujących, to mimo to nie odmówi im swego posłuszeństwa, gdyż w nich samych widzieć będzie obraz i powagę Chrystusa Boga i Człowieka."

"Abyśmy zaś moc i istotę tego panowania określili, krótko powiemy, że składa się na nie trojaka władza ... jest On prawodawcą, któremu ludzie winni posłuszeństwo ... o władzy zaś sądowniczej, którą Jezus otrzymał od Ojca, sam mówi do żydów, oskarżających Go o znieważenie spoczynku sobotniego ... A ponadto przysługuje Chrystusowi władza tzw. wykonawcza, gdyż wszyscy rozkazów Jego słuchać powinni"

[1] Encyklika "Quas primas"
www.documentacatholicaomnia.eu/01p/1925-12-11,_SS_Pius_XI,_Encyclica_Quas_Primas,_PL.pdf
-
2016/11/25 22:56:25
Offtopic, a propos audycji:
Jaka forma - moje gościówy, gościnie- proponuję moje GOŚKI
-
2016/11/30 13:39:08
Najprościej: moja dzisiejsza gość (jak: złość, kość)