Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Jeb 2016

Wbrew pozorom, nie jestem wrogiem przedsiębiorców. Cenię sobie etos (tu robię swój najlepszy fejkowy fhancuski aksąt) entrepreneura - czyli kogoś, kto zaryzykował całym swoim majątkiem, ciężko pracował, stworzył miejsca pracy itd.

Współczesny kapitalizm jednak, wbrew pozorom, wcale nie jest domeną tak rozumianych entrepreneurów. Rządzą nami korporacje, a w korporacjach entrepreneurzy to rzadkie perełki, w rodzaju tego odwiecznego Steve’a Jobsa, o którym się wspomina przy takich okazjach.

Była prezeska Hewlett-Packard Carly Fiorina uwielbia pozować na kogoś w rodzaju Jobsa w spódnicy. Szydercza reakcja Stevena Levy na te przechwałki to główna inspiracja do niniejszej blogonotki.

Widzę jakiś fantastyczny znak czasów w tym, że czołowi kandydaci do nominacji partii republikańskiej w amerykańskich wyborach prezydenckich to biznesmeni-nieudacznicy, którzy potrafią tylko marnować cudze pieniądze (akcjonariuszy, podatników itd.), ale sami nie daliby sobie rady z byle budką warzywną. To są te chwile, w których serio chciałbym usłyszeć od kogoś, kto ma inne poglądy niż ja, co on widzi patrząc na Carly Fiorinę (albo Jeba Busha, albo Donalda Trumpa itd.).

Ja widzę kogoś, kto urodził się w uprzywilejowanej rodzinie, więc pierwszy milion po prostu odziedziczył. W takiej sytuacji możesz być dowolnie głupi, leniwy, niekompetentny.

Rodzinne koneksje i tak pozwolą ci „sprawdzać się w biznesie”, jeśli taka będzie twoja wola. A jeśli sprawdzisz się z wynikiem negatywnym, w najgorszym wypadku będziesz prawicowym politykiem, chwalącym obniżanie podatków najbogatszym, jako sposób na zachęcanie do mitycznego „tworzenia miejsc pracy”.

Tatuś Fioriny pochodził z zamożnej teksańskiej rodziny. Było ją stać na opłacenie prestiżowej szkoły prawnej, więc tatuś został wpływowym sędzią, a w administracji Nixona dochrapał się odpowiednika naszego wiceministra sprawiedliwości.

Fiorina też skończyła studia prawnicze i też zostałaby prestiżowym sędzią, ale chciała się „spróbować”. A to jako pianistka, a to jako biznesłumen. Kto bogatej zabroni?

Jako prawniczka nadzorowała wejście firmy Lucent na giełdę. To ją uczyniło zawodową członkinią zarządów i rad nadzorczych - trafiła do elitarnego klubu, w którym przy partyjce golfa członkowie i członkinie układają składy zarządów w transakcjach typu „ja cię poprę, jak ty mnie poprzesz”.

Tak została najgorszym prezesem w dziejach Hewlett-Packard. Podejmowała same złe decyzje.
Spotkała ją za to jedyna kara, jaka spotyka złego prezesa: odejście z kosmiczną odprawą, 21 milionów w keszu plus inne benefity warte 19 mln.

Bo prezesi spółek giełdowych owszem, ryzykują - ale cudzymi pieniędzmi. Czy firma stoi, czy firma leży - prezesowi premia się należy.

Donald Trump z kolei wrodził się w branżę hotelarską dzięki swemu dziadkowi, który dorobił się na gorączce złota. Nie jako poszukiwacz złota, ale jako właściciel hoteli i restauracji, w których poszukiwacze złota wydawali te resztki pieniędzy, jakie wzięli ze sobą do Klondike.

Własnych sukcesów biznesowych Trump nie miał żadnych. Najpierw pracował w rodzinnej firmie, potem zakładał własne. Te czterokrotnie bankrutowały. Akcjonariusze byli w plecy, Trump na każdym bankructwie tylko stawał się jeszcze bogatszy.

Jak Jan „santo subito” Kulczyk, Trump najlepsze interesy robił z udziałem publicznych pieniędzy. Jakoś tak się składało, że miasto Nowy Jork zawsze chętnie mu dawało jak nie ulgę podatkową, to prawo pierwokupu. Tak się dorobił fortuny, dzięki której teraz, być może, stanie się prezydentem.

Jeb Bush przyszedł na świat w skromnej rodzinie prezydenta USA. No dobra, z tego mi się już nawet szydzić nie chce, Bushowie od lat są najlepszą parodią samych siebie.

Może czytają mojego bloga jacyś wąsaci polonusi z Szikagou, którzy będą głosować na Republikanów. A może po prostu zwolennicy polskiej prawicy, którzy w hipotetycznych wyborach „Sanders kontra Trump”, głosowaliby na Trumpa (ja oczywiście na Sandersa, ale i Hillary bym nie pogardził jako Mniejszym Złem).

Naprawdę taki kapitalizm wam się podoba? Ja bym tym pasożytom z rad nadzorczych przywalił 91% podatku, jak w czasach maksymalnego wzrostu (1946-1964).

Właśnie żeby się „zniechęcili”. Może jak się zniechęcą, to mniejsze straty spowodują...

czwartek, 08 października 2015, wo

Polecane wpisy

  • Smutny dowcip o opozycji

    Jest taki dowcip teologiczny z długą, siwą brodą. Przepraszam PT komcionautów, którzy go z pewnością znają. Oto pewien głęboko wierzący człowiek staje w obliczu

  • To my, buldogi

    No i proszę - na rozpoczęcie walki delfinów nie musieliśmy czekać nawet dwóch tygodni. Atak furii Kaczyńskiego w Sejmie potencjalni następcy tronu zinterpretowa

  • Drodzy pisowcy...

    Wiem, że czasem zaglądacie skrycie na mojego bloga, więc znów chciałbym zwrócić się do tych z was, którzy mają jakieś wątpliwości. Czyli do wszystkich, bo prze

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/10/08 17:39:09
Na takich prezesow jak ci od Volkswagena to chyba i 100% podatku nie pomoze, tylko ciupa.
-
2015/10/08 18:28:24
@marynaszbezportek
"Na takich prezesow jak ci od Volkswagena to chyba i 100% podatku nie pomoze, tylko ciupa."

Akurat robię w automotive, co prawda nie w powertrain tylko w HMI, ale dla VW też robiłem i stosunki w branży cokolwiek znam.
I mogę się założyć, że żaden prezes nie podjął żadnej świadomej decyzji w rodzaju "a tutaj oszukamy". Było raczej w tym stylu: Na niskim poziomie zarządzania pojawił się problem, tymczasem testowo ktoś włożył kawałek kodu, poszedł z tym jeden czy drugi engineering release, ponieważ nie było postępu w prawdziwym rozwiązaniu to była eskalacja, ale potem jeden czy drugi kierownik projektu został jak zwykle przemieszczony do innego projektu, programiści odpowiedzialni za moduł też się jak zwykle zmienili, do zarządu eskalacja dotarła, ale przed SOP z wszystkim są problemy więc ten został wyparty i po roku od SOP nikt już nie pamiętał że coś takiego było.
Tak działa korpo. Jakiś kozioł ofiarny na pewno się znajdzie, ale pojedynczego winnego nie ma.
-
2015/10/08 18:37:23
@cmoscmos
"Tak działa korpo. Jakiś kozioł ofiarny na pewno się znajdzie, ale pojedynczego winnego nie ma."
A co z częstym argumentem, że prezesi zarabiają taką wielką kasę, bo biorą na siebie ogromną odpowiedzialność? Jak przychodzi do wielkiego fuckupu to okazuje się jednak, że pojedynczego winnego nie ma,a prezes o niczym nie wiedział.
Ja ze swojej praktyki w dużej firmie wiem, że w przypadku sytuacji niepewnych, kiedy trzeba podjąć jakąś kontrowersyjną decyzję na granicy prawa, dyrekcja nie chce mieć nic na papierze właśnie po to, żeby w razie czego twierdzić, że nic nie wiedzieli. To jest powszechne, że ostatecznie kozłem ofiarnym zostaje ktoś ze średniego szczebla, ale przyzwolenie na dane praktyki prawie zawsze idzie z samej góry (bardziej lub mniej wprost).
-
2015/10/08 18:38:18
@WO
" To są te chwile, w których serio chciałbym usłyszeć od kogoś, kto ma inne poglądy niż ja, co on widzi patrząc na Carly Fiorinę"

"ale i Hillary bym nie pogardził jako Mniejszym Złem"

Przecież Hillary miała takie same wyniki w polityce jak Carly w biznesie - wywrócona reforma zdrowotna za Clintona, potencjał marnowany na aferki w rodzaju Travelgate, zawalona kampania prezydencka, potem State Secretary, która dała czas "zresetowanemu" Putinowi na konsolidację przed wejściem na Ukrainę i nie miała pomysłu na konflikt w Syrii - podobnie jak powoływani przez Ciebie "przedsiębiorcy" wychodziła z tego wszystkiego w propagandowej glorii, często kosztem współpracowników... Więc co w niej widzisz nie do pogardzenia?
-
2015/10/08 18:41:30
@cmoscmos: "I mogę się założyć, że żaden prezes nie podjął żadnej świadomej decyzji w rodzaju 'a tutaj oszukamy'."

Już jakiś rok temu na zwykłym BBC był program, że koncerny oszukują na badaniach emisji diesli. Jak rozumiem, sensacja z VW polega głównie na tym, że teraz jest na to dowód. Do tego przecież szedł intensywny lobbying przeciw propozycjom drogowych testów emisji, które oszustwo by wykryły. Skoro dziennikarz BBC wiedział, to jak prezes VW mógł nie wiedzieć? Skoro prezes nie wiedział, to dlaczego wydawał pieniądze na lobbying? Etc.

Zapewne nie było dyspozycji by 'oszukać', praktycznie na pewno była dyspozycja by 'rozwiązać problem' niezależnie od tego, czy prawa fizyki na to pozwalają, czy nie.
-
2015/10/08 19:06:04
@dzicyorficy
"co z częstym argumentem, że prezesi zarabiają taką wielką kasę, bo biorą na siebie ogromną odpowiedzialność?"

To prezes już poleciał.
Nawet jeśli było bardziej wrednie niż cmoscmos pisał, np. na niższym szczeblu "omg jak nie poprawimy tych wyników to wylecimy, może jakoś to będzie", to góra mogła nie wiedzieć, każdy szczebel ma swoje ciśnienie.
A potem już było"to nie moja ręka".
-
2015/10/08 19:21:02
@jakub_jot
"Do tego przecież szedł intensywny lobbying przeciw propozycjom drogowych testów emisji, które oszustwo by wykryły."

O to ciekawe, możesz przybliżyć?

Poza tym, to jednak testy drogowe są jednak trudniejsze do standaryzacji.

"Już jakiś rok temu na zwykłym BBC był program, że koncerny oszukują na badaniach emisji diesli."
Temat ma już parę lat, są publikacje. Nawet z polszy. O np. tu: cel.put.poznan.pl/index.php/extensions/chosen-publications

-
2015/10/08 20:51:01
@loleklolek_pl: "Temat ma już parę lat"

Oczywiście, ale hedlajny zaczął robić jakiś rok temu. O ile przy branżowych raportach jest jakiś - niski - stopień plausible deniability to nie jestem w stanie uwierzyć, że prezes może przeoczyć w BBC hedlajna zagrażającego całemu modelowi biznesowemu jego firmy.

"O to ciekawe, możesz przybliżyć?"

www.ft.com/cms/s/0/7593e5ec-6d07-11e5-8171-ba1968cf791a.html
www.theguardian.com/environment/2015/sep/24/uk-france-and-germany-lobbied-for-flawed-car-emissions-tests-documents-reveal

"Poza tym, to jednak testy drogowe są jednak trudniejsze do standaryzacji."

Ale wiesz, ja na węch jestem w stanie lepiej ustandaryzowany test wykonać, niż VW w laboratorium.
-
2015/10/08 21:30:41
@dzicyorficy
"A co z częstym argumentem, że prezesi zarabiają taką wielką kasę, bo biorą na siebie ogromną odpowiedzialność?"

Ja na pewno takiego argumentu nie użyję. I nic nie powiem co sądzę o tym menedżerstwie z którym się stykam i o ich metodach rozwiązywania problemów, bo będą musiały paść sformułowania powszechnie uważane za obraźliwe.
-
2015/10/08 21:46:21
Piszesz o bogatych z urodzenia nieudacznikach. Mnie zastanawia, skąd biorą się ludzie pokroju Stonogi, wyglądający jakby zawiązanie sznurowadła to było dla nich zadanie na pół dnia, a którzy jednak do jakichś niemałych pieniędzy doszli sami.
-
2015/10/08 22:26:14
@gfedorynski
"Piszesz o bogatych z urodzenia nieudacznikach. Mnie zastanawia, skąd biorą się ludzie pokroju Stonogi, wyglądający jakby zawiązanie sznurowadła to było dla nich zadanie na pół dnia, a którzy jednak do jakichś niemałych pieniędzy doszli sami."
W biznesie często sprawdza się tępy upór i brak skrupułów, zbytnia inteligencja może nawet przeszkadzać (zanim rozważysz wszystkie aspekty i opcje okazji już nie ma).
-
2015/10/08 22:26:55
"Na takich prezesow jak ci od Volkswagena to chyba i 100% podatku nie pomoze, tylko ciupa."

Yep, prokuratura właśnie dzisiaj zrobiła najazd na firmę i prywatne mieszkania (www.welt.de/wirtschaft/article147380948/Razzia-bei-VW-in-Wolfsburg.html).

"I mogę się założyć, że żaden prezes nie podjął żadnej świadomej decyzji w rodzaju "a tutaj oszukamy". "

Nie wiem, czy prezes, ale smród jest teraz wokół ówczesnego szefa działu rozwojowego, Ulricha Hackenberga (www.spiegel.de/wirtschaft/unternehmen/vw-abgasaffaere-hackenberg-rueckt-in-den-mittelpunkt-a-1056077.html#ref=veeseoartikel). Wiele wskazuje na to, że akurat Hackenberg -- obecnie członek zarządu AUDI, tydzień temu wysłany na urlop -- jeśli nawet nie wydał polecenia, to przynajmniej dobrze o całej sprawie wiedział.
-
2015/10/08 22:27:23
@wo
"zaryzykował całym swoim majątkiem, ciężko pracował, stworzył miejsca pracy itd."
Ja popycham określenie "zorganizował miejsca pracy" - często to jest bliższe prawdy.
-
wo
2015/10/08 22:49:04
@awal
"Przecież Hillary miała takie same wyniki w polityce jak Carly w biznesie"

Toż mówię, że "mniejsze zło". Ale czuje oddech Sandersa na plecach, więc chociaż symuluje lewicowość (np. nagle się okazało, że jest przeciw TPP).

@gfedorynski
"Mnie zastanawia, skąd biorą się ludzie pokroju Stonogi, wyglądający jakby zawiązanie sznurowadła to było dla nich zadanie na pół dnia, a którzy jednak do jakichś niemałych pieniędzy doszli sami."

Fart. Funny thing, the Polish and English meanings apply equally well.
-
2015/10/09 00:29:13
@wo
"Ja bym tym pasożytom z rad nadzorczych przywalił 91% podatku"

Sercem się zgadzam, całym, ale rozum mi mówi, że to przyklejanie plastra na gangrenie.
O ile struktura polityczna wyewoluowała dziś gdzieniegdzie do (realnej, ale jednak) demokracji, to w gospodarce struktury feudalne mają się dobrze i skutecznie przed demokracją się bronią.
Czyli nawet jak dojdziemy do władzy i wrzucimy im taki podatek, to nas przeczekają (choć najpewniej nie pozwolą się znów tak zaskoczyć jak wtedy w USA). Jedynym rozwiązaniem jest likwidacja feudalizmu w strukturach gospodarczych i zaprowadzenie tam demokracji, ale to już nie my, tylko (Marks to czuł) ci najbardziej rozwinięci muszą przeprowadzić najpierw u siebie.
-
2015/10/09 00:35:40
@entres "w gospodarce struktury feudalne mają się dobrze i skutecznie przed demokracją się bronią."
Ostatnio Piketty w Johannesburgu przyznał, że 20 lat po zniesieniu apartheidu nierówności majątkowe w RPA się zwiększyły, a w górnych 5% społeczeństwa wciąż niemal sami biali - i że nie wiadomo czemu tak jest.
-
2015/10/09 03:45:38
Mam ogromny problem z Orlińskim. Inteligetny koleś, zwykle dobrze przygotowuje się pisania, widać, że przeczytał więcej niż dwie książki w życiu.

Mój problem polega na tym, że mam wrażenie, że niniejszy wpis w blogu powstał właśnie po to, by oswoić nas z Klintonową.

Bo w jakim innym celu można pisać przez cały artykuł: tylko zielone, zielone, zielone, zielone, zielone, a na końcu dodać: a nawet czerwone?

Przecież Klintonowa to czysty korpo-produkt. Tatuś zapłacił za Yale. Karierę zrobiła na byciu ofiarą obciągania, dzięki korpo-mediom. Milionerka dzięki mężowi i finansującym go korpo. Zwierzęco agresywna, wszyscy pamiętamy jej zdjęcie, kiedy z pianą na mordzie, ślini się z podniecenia, obserwując jak jej agenci mordują Kadafiego. Konsekwetnie i dynamicznie realizuje politykę wojenną USA, niszcząc Bliski Wschód i mordując setki tysięcy ludzi.

Podsumowując, Orliński to inteligentny koleś, zwykle dobrze przygotowuje się pisania, widać, że przeczytał więcej niż dwie książki w życiu. Niemożliwe, żeby tego wszystkiego o Klintonowej nie wiedział. Wspomnienie jej nazwiska nie mogło zatem być wpadką. Korpo-Orliński realizuje misję, piorąc mózgi czytelnikom bloga.

Teraz wiem, że jeśli Orliński kocha partię Razem, to ta partia, pod pozorem walki z prekariatem, wyśle nas na wojnę z Rosją.
-
2015/10/09 07:16:40
@WO
Chyba jednak Jeb to mniejsze zło. Republikanie stają się partią populistycznych lunatyków, co ma swoje przyczyny w utracie dynamiki ekonomicznej ich twardego elektoratu - white rural males. Zamiast jeszcze bardziej antagonizować ich prezydentem Clinton (bez jasnej wskazówki, co za tę cenę byłoby do uzyskania - Clinton nie daje gwarancji niczego w rodzaju Obamacare) lepszy byłby wybór Republikanina, który da ich twardemu elektoratowi symboliczne poczucie zwycięstwa, przywiąże nowy dynamiczny elektorat (imigrantów) do tej partii i ma track record nie-lunatyka (wg amerykańskich standardów, oczywiście w Europie akceptacja broni maszynowej w rękach prywatnych byłaby lunatyczna).
-
2015/10/09 08:21:25
@cmos
"mogę się założyć, że żaden prezes nie podjął żadnej świadomej decyzji w rodzaju "a tutaj oszukamy". Było raczej w tym stylu"

You got it:
"- Według mojej wiedzy to nie była decyzja korporacyjna. To było paru inżynierów od oprogramowania, którzy zainstalowali to z jakiegoś powodu - utrzymywał Michael Horn, zeznając pod przysięgą. Amerykańscy parlamentarzyści nie kryli zdumienia. A Horn im odpowiedział: - Zgadzam się, że bardzo trudno w to uwierzyć. Osobiście mnie także trudno w to uwierzyć"
wyborcza.biz/biznes/1,100896,18993944,volkswagen-zapewnil-mechanikom-robote-na-wiele-lat.html#ixzz3o36IdYcM

@chybatak
"mam wrażenie, że niniejszy wpis w blogu powstał właśnie po to, by oswoić nas z Klintonową"

Gdyż wpływowe grono czytelników bloga nigdy w życiu bez tego wpisu nie zaakceptowałoby kandydatki/prezydentki Klintonowej i korpo zaliczyłoby Big Fail.
-
2015/10/09 09:55:05
@gfedorynski, Stonoga
Z Ozimka;-)

Człowiek z takim pochodzeniem który trafia na prawo na UW, raczej jest inteligentny, w tym sensie to prezentowany publicznie wizerunek może trochę mylić.

Oczywiście fart, ale pewnie bez determinacji, radzenia sobie z ryzykiem, itd sam fart by nie wystarczył.
-
wo
2015/10/09 10:43:32
@chybatalk
"Teraz wiem, że jeśli Orliński kocha partię Razem, to ta partia, pod pozorem walki z prekariatem, wyśle nas na wojnę z Rosją"

Dzięki za wgląd w mentalność Polonusa z Szikagou. Strasznie to jest interesujące. Czy dobrze rekonstruuję Twój światopogląd, że - chociaż wprost tego nie wyrażasz - głęboko wierzysz w istnienie jakiegoś Tajnego Sztabu, kontrolującego działania Clinton, mnie i Partii Razem? Care to elaborate?
-
wo
2015/10/09 10:46:07
@red.grzeg
"Człowiek z takim pochodzeniem który trafia na prawo na UW, raczej jest inteligentny,"

Nope. Uczelnie są zainteresowane maksymalizacją liczby studentów, ze względu na dziwaczny sposób, w jaki płaci im za to państwo. _Dostać się_ wszędzie dość łatwo, nawet na prestiżowe kierunki (nie ma egzaminów przecież). Trudno się utrzymać. Przeważnie masz na pierwszym roku jakiś egzamin/egzaminy, de facto zastępujące egzamin wstępny, tzn. tak trudny, że ponad połowa odpada i to odpada na dobre, bo nie można brać warunku.
-
wo
2015/10/09 10:47:10
@entres
"Czyli nawet jak dojdziemy do władzy i wrzucimy im taki podatek, to nas przeczekają (choć najpewniej nie pozwolą się znów tak zaskoczyć jak wtedy w USA)."

W jakim sensie "przeczekają", nie będą sobie wypłacać pensji, póki podatek nie zostanie obniżony?
-
2015/10/09 10:50:23
"głęboko wierzysz w istnienie jakiegoś Tajnego Sztabu, kontrolującego działania Clinton, mnie i Partii Razem?"

E tam tajnego. To oczywiste, że jesteście kierowani z Kremla. :P

-
2015/10/09 11:06:56
> Jeb Bush przyszedł na świat w skromnej rodzinie prezydenta USA.

Wikipedia podaje, że 1953 r. jego Papa nie był jeszcze prezydentem lecz zakładał jakąś kompanię naftową. 5 lat wcześniej "he family lived in one of the few duplexes in Odessa with an indoor bathroom, which they "shared with a couple of hookers".
-
2015/10/09 11:26:58
@wo

"Czy dobrze rekonstruuję Twój światopogląd, że - chociaż wprost tego nie wyrażasz - głęboko wierzysz w istnienie jakiegoś Tajnego Sztabu, kontrolującego działania Clinton"

Nie sztabu, tylko sponsorow kampanii wyborczej. "Follow the campaign money" to najwazniejsza regula amerykanskiej polityki.

www.opensecrets.org/politicians/contrib.php?cycle=Career&cid=n00000019

Najwieksi donorzy: Citigroup Inc, Goldman Sachs, DLA Piper, JPMorgan Chase & Co, Morgan Stanley...

" jakim sensie "przeczekają", nie będą sobie wypłacać pensji, póki podatek nie zostanie obniżony?"

Dopoki nie zniesiemy podatku od zyskow kapitalowych, to beda latwo omijac PIT. Przepis:

1. prezes dostaje w bonusie akcje/opcje
2. prezes przepycha "share buyback" ktory deterministycznie winduje cene akcji w gore o 10%
3. ka-ching!
-
2015/10/09 11:44:22
@olgierdr

"Wikipedia podaje, że 1953 r. jego Papa nie był jeszcze prezydentem lecz zakładał jakąś kompanię naftową. 5 lat wcześniej "he family lived in one of the few duplexes in Odessa with an indoor bathroom, which they shared with a couple of hookers".

I to jest dowód na to że możliwa jest prawdziwa historia od pucybuta do milionera.
Pod warunkiem że pucybut uprzednio skończył Yale, tak jak jego Papa - bankier z Wall Street i federalny senator.
-
2015/10/09 11:46:39
@marynaszbezportek
"Citigroup Inc, Goldman Sachs, DLA Piper, JPMorgan Chase & Co, Morgan Stanley."

I oni też sponsorują WO i Partię Razem, czy gdzieś sie zgubiłem po drodze?
-
2015/10/09 11:50:44
> I to jest dowód na to że możliwa jest prawdziwa historia od pucybuta do milionera.
Pod warunkiem że pucybut uprzednio skończył Yale, tak jak jego Papa - bankier z Wall Street i federalny senator.

Oczywiście, ponieważ czasem dziedziczy się i talenty, i możliwości. To normalne.

Natomiast nie można powiedzieć, że Jeb urodził się w rodzinie prezydenta, ani też -- jak rozumiem -- że od początku opływał w luksusy (no chyba że tylko starszy brat miał trudny początek dzieciństwa).

PS Także do szkół Ligii Bluszczowej można dostać się za stypendium, owszem, często fundowanego przez jakiegoś multimilionera.
-
wo
2015/10/09 12:08:47
@olgierdr
"Wikipedia podaje, że 1953 r. jego Papa nie był jeszcze prezydentem lecz zakładał jakąś kompanię naftową. "

No to "przyszedł na świat w skromnej rodzinie naftowego milionera". Z Jeba nawet nie mam siły kpić.

@marynasz
'Nie sztabu, tylko sponsorow kampanii wyborczej. "Follow the campaign money" to najwazniejsza regula amerykanskiej polityki."

Ale uciąłeś przecinek zaraz po Clinton. Jeśli mnie też sposoruje Citigroup - TO GDZIE MÓJ SZMAL?
-
wo
2015/10/09 12:09:18
@olgierdr
"ani też -- jak rozumiem -- że od początku opływał w luksusy "

Jak nie jak tak.
-
2015/10/09 12:10:10
@wo
Ekhm. Tak to jest teraz. Stonoga studiował na początku lat 90-tych, wtedy egzaminy były, a na prestiżowe kierunki jak prawo były nietrywialne i mocno selektywne bo chętnych było kilkakrotnie więcej niż miejsc.
-
wo
2015/10/09 12:11:38
@olgierdr
Weź chociaż sprawdź te swoje hasła z Wikipedii dokładniej. Bush senior: "His father's business connections proved useful as he ventured into the oil business, starting as a sales clerk with Dresser Industries, a subsidiary of Brown Brothers Harriman (where Prescott Bush had served on the board of directors for 22 years". Czyli że dziadzio Bush swoimi koneksjami zapewnił papie Bushowi miękki start w świecie nafty, potem papa Bush za szmal zarobiony dzięki koneksjom dziadka został prezydentem, a potem kupił swoim synom różne stanowiska (w tym - dynastyczną prezydenturę dla pierworodnego).
-
wo
2015/10/09 12:12:33
@red.grzeg
"Ekhm. Tak to jest teraz. Stonoga studiował na początku lat 90-tych, wtedy egzaminy były, a na prestiżowe kierunki jak prawo były nietrywialne i mocno selektywne bo chętnych było kilkakrotnie więcej niż miejsc."

I on zdał jakieś egzaminy? "Studiował prawo na UW" to przecież równie dobrze może oznaczać "tatuś mu parokrotnie opłacił czesne za pierwszy rok na zaocznych".
-
2015/10/09 12:23:55
@ Jeb Bush
Ej no błagam, co to za łzawe opowieści o ciężkim dzieciństwie Bushów? Ich pradziadek Samuel był wpływowym przemysłowcem zblatowanym z politykami, dziadek Prescott - bankierem i senatorem. George junior może sobie opowiadać o maleńkim mieszkanku w Teksasie, ale nie zmienia to faktu, że jego ojciec po prostu w ten sposób zaczynał karierę, którą załatwiły mu rozległe rodzinne koneksje. Ot, po prostu postanowił "sprawdzić się w biznesie", to przez chwilę musiał znosić pewne niedogodności.
-
2015/10/09 12:34:26
Właśnie przeczytałem, że Stonoga jest 4 lata ode mnie starszy. Cztery. Myślałem, że bardziej 24.
-
2015/10/09 12:58:58
@cmoscmos i chaos w labie VW

Przypomina mi się historia, w której kolega chcąc sprawdzić czy program dochodzi do pewnego miejsca w kodzie wstawił tam dzielenie przez zero ... a potem o tym zapomniał. Zmiana znalazła się w Perforce, na szczęście testerzy wychwycili.

Ale to było dawno, dziś taki fakap miałby krótkie życie, max 4 tygodnie (Scrum). Czy to właśnie nie przemysł samochodowy był pionierem nowych procesów w R&D (Toyota). Wbrew pozorom korporacje, przynajmniej te, które tworzą coś konkretnego zdają sobie sprawę z własnej słoniowatości. Tam się sporo głowi nad usprawnieniem procesów i przeniesieniem części zarządzania na najniższy poziom. Zwykły bug może się prześlizgnąć ale to zachachmęcenie z softem Boscha nosi znamiona celowej działalności. Być może był to "tracer bullet", byle jaki prototyp do wyrzucenia mający wskazywać kierunek, ale nawet gdyby gość, który to wstawił w ROM silnika wpadł następnego ranka pod autobus to i tak ktoś inny musiałby to przejąć i zaaprobować do release. Z zaciekawieniem czekam na wyniki dochodzenia, no chyba, że z Urzędu Kanclerskiego przyjdzie sugestia by nie drążyć za bardzo.

@US wybory

Apropos Donka Trumpa. Cały czas uważam, że on nie chce być prezydentem i traktuje cały ten cyrk jako autopromocję, z której po pewnym czasie wycofałby się z twarzą. Na swoje nieszczęście dowiercił się do pokładów kibolstwa w elektoracie Republikanów i zrobiło mu się Karlino. Teraz nie wie co z tym zrobić więc gada już zwykłe głupoty albo nawet nie udaje, że ma coś do powiedzenia a tu jak na złość mu rośnie. To jest nawet całkiem zabawne.
-
2015/10/09 13:39:07
@wo

Wydaje mi się, że poziom nakładów amerykańskich na zbrojenia i związane z tym zyski korpo nie są tajne, nie są tajne również sumy wydane przez korpo na kampanie wyborcze ich kandydatów. Nie wiem o jaki spisek ci chodzi.
-
2015/10/09 15:07:50
Dobrze, że to napisałeś. Zawsze mnie skręca jak słyszę słowo przedsiębiorca używane jako synonim biznesmena. Jaki znowu przedsiębiorca? Jaki niby przedsiębiorca pracuje powiedzmy w Orlenie, PKO czy choćby Agorze (bo nie ma potrzeby tu podawać przykładów zza Wielkiej Wody). Cóż takiego przedsięwziął ten przedsiębiorca, czym zaryzykował? Poszedł sobie na studia, porobił jakieś embieje, piął się po szczeblach korpodrabinki... ma to niewiele z przedsiębiorczością. Równie przedsiębiorczy może być wybitny fizyk czy jakiś dostojnik KK (tam chyba nawet łatwiej zrobić karierę od zera, dzieci księży chyba nie mają ułatwionego zadania plus dla KK ;) ).

-
2015/10/09 15:23:37
Dzieci profesorow nauk scislych maja ;-)
-
2015/10/09 15:42:47
@sukces Stonogi

Nie wiem nic o samym Stonodze, ale może to po prostu prawo wielkich liczb - na ileś tysięcy wąsatych biznesmeneli któryś losowo dojdzie do poważnej kasy
-
2015/10/09 15:47:54
@dieselgate

Z pewnością wiedza o defeat device nie ograniczała się tylko do labu VW:

"Key electronics supplier company Robert Bosch warned Volkswagen eight years ago that its cheat code software was illegal, influential German Sunday newspaper Bild am Sonntag reported yesterday.

But even so, Bosch still supplied the defeat code EDC 16 engine management system at the heart of the #Dieselgate scandal for 11 million Volkswagen Group cars."
www.motoring.com.au/news/2015/volkswagen/dieselgate-bosch-says-vw-knew-54142

Gdzieś mi też mignęła opinia, że sama zmiana softu to było za mało i hardware (czujniki, sam zawór etc.) też musiały być zmodyfikowane tak aby to umożliwić.
-
wo
2015/10/09 16:00:48
@chybatalk
Napisałeś: "w jakim innym celu można pisać przez cały artykuł: tylko zielone, zielone, zielone, zielone, zielone, a na końcu dodać: a nawet czerwone? (...) Wspomnienie jej nazwiska nie mogło zatem być wpadką. Korpo-Orliński realizuje misję, piorąc mózgi czytelnikom bloga (...) Teraz wiem, że jeśli Orliński kocha partię Razem, to ta partia, pod pozorem walki z prekariatem, wyśle nas na wojnę z Rosją".

Dla mnie tu są co najmniej dwa fascynujące non-sequitury: że moja prywatna opinia, na kogo głosowałbym stojąc przed wyborem Clinton-Bush, jest "realizowaniem jakiejś misji" (wyznaczonej mi przez kogo?), a potem, że moje prywatne poparcie dla partii Razem ma w jakiś niezwykły sposób oznaczać, że "ta partia, pod pozorem walki z prekariatem, wyśle nas na wojnę z Rosją".

Jeśli "nie wiesz o jaki spisek chodzi", to jak uzasadniasz przejścia od "mojej prywatnej opinii" do "realizacji misji"? Wyjaśnianie tego pieniędzmi sugerowałoby (chyba?) że ja te pieniądze dostaję (od tych firm zbrojeniowych?). TO GDZIE ONE SĄ? To dla mnie pytanie o tyle ważkie, że w sumie bardzo bym się ucieszył, że jakiś czek był wysłany, ale na zły adres itd., więc jednak się na stare lata ustawię...
-
2015/10/09 16:15:51
Najsmutniejsze to było jak przeleciały te niusy, że płatne trolle Putina to trochę lepiej opłacani, ale w dalszym ciągu zaledwie zmobbingowani prekariusze ;;
-
2015/10/09 20:35:15
@fawad
"Czy to właśnie nie przemysł samochodowy był pionierem nowych procesów w R&D (Toyota)."

Może i Toyota robi dobrze, może i jest Scrum, ale zapewniam Cię, że nie chcesz wiedzieć jak naprawdę jest robiony soft do samochodów.

"Zwykły bug może się prześlizgnąć ale to zachachmęcenie z softem Boscha nosi znamiona celowej działalności."

Ale nie takiej, że ktoś miał big evil plan. To tylko chciejstwo, wyparcie i ogólny burdel.

"ale nawet gdyby gość, który to wstawił w ROM silnika wpadł następnego ranka pod autobus to i tak ktoś inny musiałby to przejąć i zaaprobować do release."

Nawet nie wiesz jak bym chciał, żeby u nas tak to się odbywało. A w praktyce jest Volkssturmentwicklung - każdy coś tam dokłada i nikt nad tym nie panuje, a większość i tak robią dość przypadkowi ludzie gdzieś na innych kontynentach. I nie bardzo wierzę, żeby w innych zakładach w branży było inaczej.
-
2015/10/09 20:46:19
Wiem że wrzucanie samych linków to potężne faux pas ale ten tekst jest na tyle w temacie notki że może mi wo wybaczysz. Piękny portret Trumpa i Klintonowej przez pryzmat dilbertozy.
-
2015/10/09 22:23:44
@cmoscmos: "Ale nie takiej, że ktoś miał big evil plan. To tylko chciejstwo, wyparcie i ogólny burdel."

Póki co wygląda na to, że w przypadku kilku międzynarodowych firm motoryzacyjnych chciejstwo, wyparcie i ogólny burdel dały dokładnie ten sam wynik - czyli wielokrotne zaniżenie emisji NOx z silników wysokoprężnych w testach laboratoryjnych. O czym zarówno specjaliści jak i dziennikarze wiedzieli od dawna, ale prezesi ni chu chu. Albo to dość niezwykły zbieg okoliczności, albo się jednak mylisz i to nie jest bug, tylko ficzer.
-
2015/10/09 22:41:55
Akszli to nawet ujmująca wizja z prezesami nie wiedzącymi, co się konkretnie dzieje - hej, oni tylko zarządzają workflowem i alokują zasoby, a czy to diesle, czy ziemniaki, to już mniej ważne.
-
2015/10/10 09:21:57
Zastanawiające: z jednej strony "Własnych sukcesów biznesowych Trump nie miał żadnych", a z drugiej "Trump na każdym bankructwie tylko stawał się jeszcze bogatszy". Czy to aby nie sprzeczność?

Argument o stratach akcjonariuszy jest o tyle chybiony, że każdy akcjonariusz akceptuje ryzyko utraty zainwestowanych środków - dlatego właśnie może na udziałach lepiej zarobić. Jeśli ryzyka nie akceptuje to nie musi być akcjonariuszem, to nie jest obowiązkowe. Akcjonariusze nie są więc żadnymi ofiarami bankructwa firmy.

Potępić można by jakieś machlojki przy bankructwie, bo ja wiem, wyprowadzenie pieniędzy do np. Luksemburga tuż przed upadkiem, czy są takie podejrzenia przy bankructwach Trumpa? Albo czy Fiorina celowo niszczyła HP żeby je taniej komuś sprzedać?

Tu jest inny pogląd na biznesowe osiągnięcia Trumpa i Fioriny. Nie wiem czy celny - ale na pewno ciekawy :)
-
2015/10/10 10:24:25
@jakub_jot

"Póki co wygląda na to, że w przypadku kilku międzynarodowych firm motoryzacyjnych chciejstwo, wyparcie i ogólny burdel dały dokładnie ten sam wynik - czyli wielokrotne zaniżenie emisji NOx z silników wysokoprężnych w testach laboratoryjnych.

Klasyczna konwergencja. Cel wszyscy mają taki sam (sprzedaż), większość ludzi w wszystkich takich firmach jest tak samo przypadkowa, burdel wszyscy mają taki sam, więc wyniki podobne.

"O czym zarówno specjaliści jak i dziennikarze wiedzieli od dawna, ale prezesi ni chu chu."

Nigdy korpo nie widziałeś? Prezes to się porusza na wysokich poziomach abstrakcji i o szczegółach technicznych ma pojęcie raczej blade. Oczywiście eskalacje do niego docierają, ale na pewno słyszałeś te dowcipy korporacyjne jak opis sytuacji projektu zmienia się w miarę poruszania się w górę po szczeblach zarządzania. Opis który słyszy prezes brzmi "Jest problem z X, jest tymczasowe rozwiązanie blabla które na razie działa, ale jak się wykryje będzie chryja". Prezes przestaje słuchać po słowach "jest rozwiązanie" i wypiera słowo "tymczasowe".

" Albo to dość niezwykły zbieg okoliczności, albo się jednak mylisz i to nie jest bug, tylko ficzer.

Ależ oczywiście że to ficzer. Ficzer korporacji.
-
2015/10/10 11:25:59
"Cel wszyscy mają taki sam (sprzedaż), większość ludzi w wszystkich takich firmach jest tak samo przypadkowa, burdel wszyscy mają taki sam, więc wyniki podobne."

Tylko że to się następnie przerzucało z korpo na rząd niemiecki, który intensywnie lobbował za utrzymaniem zasad kryjących oszustwa korpo. To już chyba nie konwergencja, więc czym to tłumaczysz? Klasycznym efektem yin i yang?

"Prezes to się porusza na wysokich poziomach abstrakcji i o szczegółach technicznych ma pojęcie raczej blade."

Mówimy o prezesie z doktoratem z fizyki i 30-letnim stażem w R&D, którego firma w dużej mierze zbudowała swój model biznesowy w oparciu o silnik diesla. Wiesz, jakby robili dynks do regulacji lusterek niezgodny z normami, to bym uwierzył w takie tłumaczenie, ale nie w tym przypadku. No nic, to offtop i chyba wyczerpaliśmy temat.
-
wo
2015/10/10 11:29:32
@czescjacek
"Akszli to nawet ujmująca wizja z prezesami nie wiedzącymi, co się konkretnie dzieje - hej, oni tylko zarządzają workflowem i alokują zasoby, a czy to diesle, czy ziemniaki, to już mniej ważne"

No trochę tak to wygląda w praktyce. Co wcale dla mnie nie oznacza zdjęcia odpowiedzialności (zwłaszcza moralnej). Ale rzeczywiście prezes jest trochę jak ten anegdotyczny Breżniew, co to (podobno) prosił KGB, żeby wykradło dane z CIA o tym, jak naprawdę wygląda produkcja pszenicy w ZSRR, bo sam nie wierzył w to, co mu raportują w oficjalnych statystykach.
-
wo
2015/10/10 11:31:54
@bop
"Potępić można by jakieś machlojki przy bankructwie, bo ja wiem, wyprowadzenie pieniędzy do np. Luksemburga tuż przed upadkiem, czy są takie podejrzenia przy bankructwach Trumpa? Albo czy Fiorina celowo niszczyła HP żeby je taniej komuś sprzedać? "

Wcale nie! Potępić można także po prostu chciwość czy głupotę. Potępiam oboje jako chciwych głupców.
-
wo
2015/10/10 11:33:08
@jakub
"Mówimy o prezesie z doktoratem z fizyki i 30-letnim stażem w R&D, którego firma w dużej mierze zbudowała swój model biznesowy w oparciu o silnik diesla."

Więc on mógł się czegoś _domyślać_, ale analiza szczegółów i tak go przerastała. Z powodów czysto pokoleniowych nie musiał tak do końca rozumieć, co to właściwie znaczy "oprogramowanie sterujące silnikiem". Doświadczenie wywodził w końcu z czasów, w których silnikiem sterowała płytka bimetaliczna.
-
2015/10/10 12:08:25
@wo
"Z powodów czysto pokoleniowych nie musiał tak do końca rozumieć, co to właściwie znaczy "oprogramowanie sterujące silnikiem". Doświadczenie wywodził w końcu z czasów, w których silnikiem sterowała płytka bimetaliczna."

Dokładnie. Fabryka w której siedzę powstała ponad 50 lat temu, robi ciągle ten sam typ urządzeń i dziś dość złożony soft real-time z mnóstwem zaawansowanych ficzerów, na wielokorowych procesorach, według ASIL itd. robi się z grubsza tak, jak elektromechanikę 30-40 lat temu. I nic dziwnego że jest chaos, nic nie jest w terminie i nic nie działa jak powinno. Tu nie ma ani jednego fachowca od technologii software! (znaczy ja jestem, ale kto by tam słuchał jakiegoś externa - jak projekt zagrożony to praca w sobotę rozwiązuje wszystkie problemy).
Z kontaktów z fabrykami koncernu robiącymi inne kawałki widzę, że gdzie indziej jest tak samo.
-
2015/10/10 12:49:34
@jakub_jot
"rząd niemiecki, który intensywnie lobbował za utrzymaniem zasad kryjących oszustwa korpo"

To znaczy jakich właściwie zasad i gdzie lobbował?
Oraz: czy to sugestia, że rząd niemiecki również wiedział o problemie oprogramowania - czy też zachowywał się na zasadzie "co dobre dla niemieckich firm (za granicą), dobre też dla Niemiec"?
-
2015/10/10 13:14:51
Ja to widzę trochę inaczej.

W wyborach zmierzą się Clinton z Jebem nie dlatego że są głupsi i łatwiej kontrolowalni od pary Sanders/Trump tylko dlatego że nowoczesne społeczeństwa są jednak bardziej wycentrowane niż się wydaje rozhisteryzowanym mediom, zarówno lewackim jak i prawackim. Są po prostu bardziej przewidywalni a w swojej przewidywalności przypominają tzw. centrowego wyborcę - centrowy wyborca bardziej myśli o tym co może stracić i jak dobrze wypaść niż o podejmowaniu ryzyka. Tymczasem Trump i Sanders to jednak obaj trochę wariaci. Tak jak Polsce nie grozi powrót nazizmu tylko z tego powodu że Marian Kowalski zakłada wesołą koszulkę z napisem "nie dla islamu" tak i nie grozi jej utopijny skandynawizm spod znaku Orliński, Michał Radomił, vontrompka i pozostali Facebookowi consortes. Nie żeby któraś skrajność była mojsza lub słuszniejsza; po prostu masy społeczne są wygodnickie i nie dadzą sobie narzucić ani autokracji ani utopii. Dlatego im bliżej wyborów (i u nas i w USA) w siłę rosną kandydaci centrowi, którzy różnią się co najwyżej rozłożeniem akcentów, a tak naprawdę niczym się nie różnią.
-
2015/10/10 13:26:29
Dobry car, tylko bojarzy źli.
Dla mnie to jak tłumaczenia, że prezes korpo nic nie wiedział o warunkach panujących w azjatyckiej fabryce, bo nie ma doktoratu z prawa pracy w prowincji Xchi i nic nie rozumi.
-
2015/10/10 14:20:11
@nonameneeded:
Rząd niemiecki lobbował przeciwko wprowadzeniu WLTP, który nie pozwalałby (przynajmniej przez jakiś czas) na taki rozjazd między realnym spalaniem a tym zgłaszanym przez producenta jak jest zgłaszany obecnie. Znaczy, lobbował za rozwiązaniem "kompromisowym", cokolwiek to miało oznaczać.

www.ft.com/intl/cms/s/0/00ba4a5c-c580-11e3-a7d4-00144feabdc0.html

Poza tym rząd niemiecki mocno naciskał na zmianę sposobu liczenia emisji CO2, dodając do równania wagę samochodu - tak, by pozwolić różnym Cayenne i S-Klasom emitować więcej niż miejskim samochodom dla plebsu. A gdy to się nie udało, udało im się chociaż odłożyć w czasie cele emisyjne (słynne 130 g/km i 95 g/km).

www.spiegel.de/international/germany/the-world-from-berlin-automakers-cry-foul-over-new-co2-rules-a-524623.html

Oczywiście nie miało to nic wspólnego z tym, że np. BMW 3er EDE nagina prawa fizyki i pali oraz emituje mniej niż o dwieście kilo lżejszy Peugeot 208 z dokładnie tym samym silnikiem (Prince).
-
2015/10/10 14:58:51
@bantus
"Dobry car, tylko bojarzy źli."

Ale kto postawił tezę że car dobry, bo nie zauważyłem?

-
2015/10/10 15:16:57
Co do Stonogi. Wydaje mi się, że pomijacie fakt, że koleś ma ponad sto spraw w sądzie. Myślę, że przypomnienie tego może rzucać nieco światła we właściwym kierunku domyśleń, jak to też zrobił karierę. Nie jest to moim zdaniem najlepszy przykład na człowieka, który "nie wiadomo jak" doszedł od relatywnej biedy do fortuny. Mieszanka krętactw (których, nie wątpię, jest pewnie i sprawcą, i nieraz ofiarą) i znajomości w sferze publicznej (politycy, służby), załatwiających mu konrakty, to nie jest jakaś wyjątkowa historia w kontekście tej notki.

Fragmenty z wywiadu/życiorysu z "Dziennika" są aż zabawne:

"Jak sam opowiada, jego przygoda z wielkim biznesem i światem polityki zaczęła się w 1999 r., kiedy zaangażował się w przygotowanie wizyty Jana Pawła II w Polsce. Zasponsorował pomnik Droga Golgoty Narodu Polskiego w Radzyminie, poznał wtedy różnych ważnych ludzi, którzy go wciągnęli do ważnych spraw."

"- W jaki sposób dorwał się pan do takiego kontraktu? - pytam. Zbigniew Stonoga jest absolwentem technikum elektromechanicznego, nie skończył prawa na UW, gdyż, jak sam mówi, był na ustawicznej dziekance, a prawo praktykował na własnych plecach. - Byłem znany w środowisku biznesowym, głównie ze skuteczności, znałem ludzi na salonach i przedsiębiorców, więc mnie wzięli do tej roboty - odpowiada".

Oczywiście inny istotny kontekst to ten medialny mit, w którym pokazuje się głównie zwycięzców, nie przegranych, więc ludzie czasem zaczynają wchodzić w błędne założenie przyczynowo-skutkowe "robił X->jest bogaty", podczas gdy 99 innych też to robiło i jest na dnie. Ale ludzie nie lubią przegranych historii, jest ich wszędzie bardzo mało (zresztą niektórzy powiedzą, że ten mechanizm zawsze przecież był obecny w ewolucji - "przegrana" dosłownie polega na dalszym nieistnieniu). David Simon czy Jacek Hugo-Bader mówią wprost, że w mediach ich historie jest trudno wcisnąć, bo kto chciałby reklamować auto obok historii o kolesiu, który nic specjalnie nie zrobił, ale pecha miał i skończył na dnie. Oczywiście to nie ma chyba aż takiego znaczenia, bo w twórczości, za którą się płaci, efekt jest ten sam. Ludzie uwielbiają oglądać, jak Walter Mitty skacze z helikoptera i oczywiście nigdy nie ginie, tylko udowadnia sobie i nam, że do szczęścia wystarczy zostawić korpo i uprawiać YOLO i carpe diem.

Nie znaczy, że to rzetelny obraz. Tak naprawdę każdy to wie, nie idzie przecież skakać z helikoptera. Stonoga w pewnym sensie skoczył, co by nie mówić to jego podejście to jest wymagające pewnej odwagi życie na krawędzi.
-
2015/10/10 15:27:37
@ Trump i jego umiejętności biznesowe

Wydawało mi się, że to powszechnie znana analiza, że gdyby Donald Trump zamiast zajmować się biznesem zainwestował cały spadek po ojcu w jakiś sensowny fundusz miałby dziś znacząco więcej pieniędzy niż ma.

www.nationaljournal.com/twentysixteen/2015/09/02/1-easy-way-donald-trump-could-have-been-even-richer-doing-nothing
-
2015/10/10 16:17:34
@wo: "Więc on mógł się czegoś _domyślać_, ale analiza szczegółów i tak go przerastała."

Analiza szczegółów przerasta mnie dalece bardziej niż Winterkorna, ale tak ogólnie jestem w stanie zrozumieć sytuację. Oczywiście bez opinii ekspertów nie miałbym pojęcia, czy naginanie wyników testów odbywa się jeszcze w ramach prawa, czy już stanowi przestępstwo, ale to trochę inna dyskusja. Do tego dochodzi ewidentna koordynacja między poczynaniami techników i lobbystów pracujących Volkswagena. Trudno mi uwierzyć w tezę, że ta koordynacja wzięła się z bałaganu.
-
2015/10/10 17:15:32
@jakub_jot
"koordynacja między poczynaniami techników i lobbystów pracujących Volkswagena."

Ale przecież wcale nie musisz kombinować, żeby mieć korzyść z takiego lobbowania. Nawet jak robisz uczciwie to przy niższych wymaganiach jest Ci łatwiej.
-
2015/10/10 17:55:46
@cmoscmos: "Nawet jak robisz uczciwie to przy niższych wymaganiach jest Ci łatwiej."

Sęk w tym, że lobbowali nie tylko za jak najniższymi wymaganiami, ale także przeciw zmianom metody pomiaru emisji. Po co, jeśli nie wiedzieli, że ich diesle oszukują testy laboratoryjne?
-
2015/10/10 18:45:57
@jakub_jot
"Po co, jeśli nie wiedzieli, że ich diesle oszukują testy laboratoryjne?"

Bo nawet jak nie oszukujesz, to przy zmianie metody pomiaru musisz odpowiednio zmienić stanowiska pomiarowe u siebie, porobić nowe procedury, przećwiczyć nową metodę, pomierzyć nią wszystkie swoje modele i warianty - nawet jak wszystko wyjdzie OK to są spore koszty. A zawsze może się okazać, że starą wychodziło dobrze, a nową się nie mieścisz w normie.
Podkreślam jeszcze raz: Nie musisz oszukiwać, żeby zdecydowanie nie chcieć zmiany metody pomiaru.

I jeszcze mi się nasunęło: Chyba Ci się wydaje, że mówimy o kierowniku działu od silników. Nie, mówimy o prezesie całego koncernu robiącego X modeli * Y wersji silnikowych * Z wersji na różne rynki. Każdy z tych samochodów składa się z parudziesięciu większych podzespołów, część z nich robiona jest wewnątrz koncernu, część w firmach zewnętrznych. Przed uruchomieniem produkcji każdego z modeli (SOP) problemów z większością podzespołów jest cała masa, silnik to tylko jeden z kawałków i nawet tymczasowe i niezadowalające rozwiązanie problemu z nim powoduje, że ten problem spada na liście priorytetów o najmniej kilkadziesiąt pozycji.
"Jak kiedyś się wyda to będzie problem" to o wiele niższy priorytet niż "Nie przejdzie certyfikacji" czy "Robi resety i przez to będą reklamacje". Naprawdę nie mam żadnych trudności z wiarygodnością tłumaczenia że "problem nam umknął", przecież widzę to na codzień.
-
2015/10/10 19:41:33
@cmos "Chyba Ci się wydaje, że mówimy o kierowniku działu od silników. Nie, mówimy o prezesie całego koncernu robiącego X modeli * Y wersji silnikowych *"

No nie, w USA pod przysięgą zeznawał szef VW USA a nie całego koncernu. I to właśnie był problem z homologacją, przecież VW się przyznał do defeat device dopiero przyparty do muru groźbą, że jak dalej będą się upierać, że wszystko jest OK a różnice w pomiarach to taki dziwny przypadek, to im nie dadzą homologacji na 2016. Może nie mam doświadczenia w aż tak wielkich korposach, ale o tego typu problemach szef już powinien wiedzieć, i to raczej więcej niż mniej.
-
2015/10/10 19:52:45
@sheik.yerbouti
"szef VW USA"

No ale szef VW USA Michael Horn to handlowiec z wykształceniem ekonomicznym, ten to już w ogóle nie ma pojęcia o technice i mówi, co mu przekażą.
-
2015/10/10 20:19:06
@wo
"Wcale nie! Potępić można także po prostu chciwość czy głupotę. Potępiam oboje jako chciwych głupców."

Pewnie można, rzecz jednak w tym, że bankructwo nie dowodzi ani jednego, ani drugiego.

@azdzisio
www.nationaljournal.com/twentysixteen/2015/09/02/1-easy-way-donald-trump-could-have-been-even-richer-doing-nothing

No to jest konkretny argument. Ale kto bogatemu zabroni? Ciekaw jestem czy opinia publiczna generalnie postrzega go jako sprawnego biznesmena, bo jeśli tak to Scott Adams może mieć rację, że gość umie przekonywać do swoich racji.
-
2015/10/10 20:26:56
@jakub_jot
"Tylko że to się następnie przerzucało z korpo na rząd niemiecki, który intensywnie lobbował za utrzymaniem zasad kryjących oszustwa korpo. To już chyba nie konwergencja, więc czym to tłumaczysz? Klasycznym efektem yin i yang?", "Po co, jeśli nie wiedzieli, że ich diesle oszukują testy laboratoryjne?"

No więc jest tu kilka aspektów.
1. To, że VW zainstalował defeat device wykrywający, że samochód jest testowany i zmieniający parametry natenczas pracy silnika. Dzięki czemu osiągnął silnik o dużej mocy, który mało pali i mało truje (te dwie ostatnie rzeczy niekoniecznie są skorelowane ze sobą dodatnio).
2. To, że diesle innych producentów też przekraczają współczesne normy emisji, w szczególności tlenków azotu, w warunkach rzeczywistej jazdy (jakaś optymalizacja zapewne jest, ale niekoniecznie defeat device - może na to mieć wpływ sam charakter testu). Nowe propozycje testów i norm są tu zazwyczaj bardziej restrykcyjne, a jeden z drugim Kowalski może nie widzieć wartości dodanej, w tym, że jeździ autem, które mniej truje go i wszystkich w otoczeniu (koszt w dużej mierze zewnętrzny, przy efektach, których nie widać natychmiast).
3. (art. w Guardianie, który podałeś) To, że testy zaniżają emisje dwutlenku węgla. Więc wchodzą tutaj takie kwestie podatek węglowy, czy też handel emisjami.
4. Toczące się gdzieś w tle negocjacje w ramach TTIP dotyczące uwspólnienia rynku samochodowego (w tym standaryzacji norm).
5. Ciągle trochę brak alternatywy wobec ropy naftowej, która ma takie, a nie inne procesy rafinacji.
6. Problem z rozprzęgnięciem aktywności transportowej i PKB (Na marginesie partia Razem, która ma postulaty sprzyjające takiemu rozprzęgnięciu ma na chwilę obecną 0% w sondażach. ZL ma trochę więcej poparcia ale też bez szału. Swoją drogą nie zarejestrowałem wcześniej, że w porównaniu do czasów Pani Ogórek, teraz jego postulaty wyglądają niemal, jak ksero programu Razem. Tak, czy inaczej działu energetyka nie udało mi się poprawnie sparsować).

Więc jak najbardziej każda z tych stron może zupełnie niezależnie grać do tej samej bramki. Politycy lubią mówić o tym, że propoagują rozwiązania eko, ale bycie eko może wiązać się też z pewnym kosztem. Branża automotive jednak parę osób w Europie zatrudnia tak np. Także jest to sprawa politycznie trudna. Przemysł będzie lobbował przeciw zwiększaniu restrykcji, gdyż generuje to koszta. Klienci niekoniecznie widzą w tym wszystkim wartość dodaną.
-
2015/10/10 21:45:25
@cmoscmos, jakub_jot:
Patrząc na liczbę samochodów z tą defeat device (około 11 milionów) to nie wierzę, że to wszystko przez inercję wielkiej korporacji. Bardzo możliwe, że jakiś programista zostawił eksperymentalny kod w repozytorium, a potem odszedł z firmy i ten kod przypadkiem wylądował na produkcji. Zdarza się.

Jednak, jakiś czas później zadzwonił ktoś z Boscha i powiedział: "w tym sterowniku do diesla macie nielegalny hack i to już tak poszło do X tysięcy klientów na całym świecie. W razie czego ostrzegaliśmy." W tym momencie pewnie należało zrobić akcję serwisową, ale ktoś podjął decyzję "skoro już poszło do tylu klientów i nikt się nie zorientował, to nie ma się czym przejmować, testy są wyrywkowe i jakoś to będzie."

Paradoksalnie więc Horn może mówić prawdę (w bardzo wąskim sensie): decyzja o tym, by zainstalować tę defeat device była decyzją stricte inżynierską, management korporacji o tym nie wiedział. O tym, co z tym fantem zrobiono później, nie powiedział przecież ani słowa.
-
2015/10/10 22:34:23
@pohjala
"Bardzo możliwe, że jakiś programista zostawił eksperymentalny kod w repozytorium, a potem odszedł z firmy i ten kod przypadkiem wylądował na produkcji. Zdarza się."

Programista nie musiał odchodzić, mógł zostać przemieszczony do innego projektu, albo moduł mógł zostać przydzielony komuś innemu, na przykład w oddziale w "tanim" kraju. Nikt nad tym nie panuje tak naprawdę.

-
2015/10/11 00:20:41
Może ja jakiś nienormalny jestem, ale z tego wszystkiego wynika, że wszystkich odpowiedzialnych należy wsadzić teraz do pierdla na bardzo dużo lat, a VW upaństwowić (mały problem, państwo wciąż trzyma spory kawałek), żeby nikomu więcej nie przyszło do głowy tak się "pomylić".
-
2015/10/11 02:31:53
@ford.ka

Przecież ta afera to najwyraźniej produkt bliskich relacji państwa i koncernu VW (gdzie państwo nie tylko jest udziałowcem ale też kontroluje decyzje za pomocą "złotej akcji" zażarcie bronionej jako wyjątek od unijnych reguł koankurencji). Państwo - zarówno rząd federalny jak i kraj Dolna Saksonia - chciało mieć modelowy produkt niemieckiej "green economy": niskoemisyjne samochody jako hit eksportowy, a VW starał się dostosować do tych oczekiwań.

To nie jest argument przeciwko aktywności państwa w gospodarce, lecz za niezależnym monitorowaniem (przez media, organizacje konsumenckie) tej aktywności, która - tak samo jak aktywność prywatnych inwestorów - może motywować poddane jej firmy do chodzenia na skróty...
-
2015/10/11 09:37:28
@loleklolek_pl: "Także jest to sprawa politycznie trudna."

Ależ ja z tym nie polemizuję. Przeciwnie, najgorsze w tym wszystkim wydaje mi się właśnie to, że europejskie rządy pomagały producentom oszukiwać na emisjach. Sprzeciwiałem się tylko teorii, że prezes nic nie wiedział, że nie było koordynacji wewnątrz firmy, i że Angela Merkel w 2014 w Brukseli przypadkiem kryła ficzera, którego w wyniku ogólnego bałaganu zainstalował junior intern w 2007.

@cmoscmos: "Bo nawet jak nie oszukujesz, to przy zmianie metody pomiaru musisz odpowiednio zmienić stanowiska pomiarowe u siebie, porobić nowe procedury, przećwiczyć nową metodę, pomierzyć nią wszystkie swoje modele i warianty - nawet jak wszystko wyjdzie OK to są spore koszty."

Wiadomo, że to są koszty. Ale dobrowolne zobowiązanie się, że do 2020 roku średnie emisje samochodów produkowanych przez VW nie przekroczą 95 gCO2/km też niesie za sobą koszty, a koncern zobowiązał się do tego w 2013 dobrowolnie. Pod warunkiem oczywiście, że utrzymane zostaną dotychczasowe normy testowania. :-)

"Chyba Ci się wydaje, że mówimy o kierowniku działu od silników."

Chyba Ci się w dalszym ciągu wydaje, że wydajność diesli to jest dla VW szczegół techniczny, a nie jeden z podstawowych parametrów całego ich modelu biznesowego.

@awal111: "To nie jest argument przeciwko aktywności państwa w gospodarce, lecz za niezależnym monitorowaniem (przez media, organizacje konsumenckie) tej aktywności."

Zaraz pewnie pojawi się argument z kategorii neoliberolo, że media przecież są zależne od Murdocha a pozarządówka od Sorosa - i słusznie. Prawdziwa odpowiedź to może być tylko silniejszy Parlament Europejski i jakaś instytucja zależna od niego, która miałaby szansę choć trochę się wychylić poza interesy narodowe. W kwestiach uchodźców i Grecji to właśnie chyba parlament zachowywał się najbardziej przyzwoicie.
-
2015/10/11 10:15:43
Skromnie zauważę, że Spiegel Online już we wrześniu 2014 r. opisał mechanizm możliwej manipulacji (bez dowodów przeciw VW, jako technicznie wykonalny proceder).

Zgadzam się, że kompetentni zdeterminowani europosłowie reprezentują pewien potencjał do skutecznych działań kontrolnych - jednak przy obecnej formule układania "rządu" europejskiego (KE) jako reprezentującego proporcjonalnie główne grupy polityczne (co w zasadzie eliminuje zjawisko opozycji parlamentarnej) tacy watchdog MEPs to margines... Ci którzy są tym bardziej potrzebują mediów i sektora pozarządowego jako tlenu do swoich działań.
-
2015/10/11 11:46:08
"i że Angela Merkel w 2014 w Brukseli przypadkiem kryła ficzera, którego w wyniku ogólnego bałaganu zainstalował junior intern w 2007"

Ten ficzer jest taki, że VW poszedł o krok dalej w optymalizacji pod test. Tak więc tak, całkiem możliwe, że Angela nie wiedziała o tym, że to właśnie dlatego diesle VW w rzeczywistych warunkach przekraczają współczesne normy emisji 30 razy, podczas gdy inne 15 razy. Nie musiała tego wiedzieć, by mieć wystarczające powody do przypadkowego krycia tego ficzera.
-
2015/10/11 11:47:32
@awal111: "Spiegel Online już we wrześniu 2014 r. opisał mechanizm możliwej manipulacji."

I efekt tego był jaki konkretnie, dopóki do zabawy nie włączył się amerykański regulator? Swoją drogą, dla amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego ten skandal to jest raczej dobra wiadomość.

"tacy watchdog MEPs to margines"

Przecież watchdog media to jeszcze większy margines, a dziennikarstwo motoryzacyjne to Clarkson i portaloza. Parlament Europejski stanie się instytucją odpowiednią, jeśli zwiększymy jego kompetencje. Obecnie jest wobec takiej zmiany silny sprzeciw, ale Grecja, migranci i VW pokazują wspólnie, że jest ona konieczna i prędzej czy później musi nastąpić, jeśli UE ma przetrwać. Bardzo bym chciał by taki postulat pojawił się w programie Razem.
-
2015/10/11 12:14:17
@loleklolek_pl: "Ten ficzer jest taki, że VW poszedł o krok dalej w optymalizacji pod test. Tak więc tak, całkiem możliwe, że Angela nie wiedziała o tym"

Moja teza nie jest taka, że Merkel znała akurat ten szczegół. Jest taka, że ktoś musiał koordynować działania junior internów w dziale diesla, strategię biznesową opartą m.in. o drastyczną redukcję emisji CO2, oraz poczynania lobbystów w Berlinie i Brukseli. I uważam, że tego wszystkiego nie koordynował junior intern, to jest raczej poziom zarządu. Przepraszam za podwójnego posta, więcej nie będę.
-
2015/10/11 13:54:33
@jakub_jot

"I efekt tego był jaki konkretnie"

2 miesiące po publikacjach "Spiegel Online" i "Handelsblatt" Komisja Europejska zupełnie przypadkowo zorganizowała "stakeholder meeting" w sprawie poprawy jakości testów w sektorze "light-duty vehicles" (tu agenda i wszystkie materiały a tu nagranie video).

Oczywiście nie było mowy o zapobieganiu jakimś nieładnym praktykom konkretnych koncernów - celem spotkania było po prostu omówienie sposobów dalszej poprawy jakości testów w świetle zamówionych analiz. Jakoś tak wyszło, że wszystkie prezentacje zalecały szersze wprowadzenie "real world tests", w tym jedna tutaj (slajd 14) dodawała na marginesie dość tajemniczo, że powinno się rozważyć "corrections for technologies that are over-incentivised"...

Kochani, tak działa Europa - to wszystko jest relatywnie na widoku tylko trzeba znaleźć i zapoznać się ze zrozumieniem.

Postulat wzmocnienia EP - wróćmy do niego za 20 lat. Na razie na moje wyczucie wzmocni się uprawnienia Komisji do kontroli jakości testów (konkretnie przez zmianę art. 14(3) rozporządzenia 715/2007) i rozbuduje odpowiedni komitet działający w praktyce jako formuła peer review państw członkowskich (patrz art. 15 powyższego rozporządzenia). Komitologia w praktyce - koszmarnie niemedialna, biurokratyczna, ale nic lepszego nie wymyślono na tym kontynencie...
-
2015/10/11 14:55:52
@jakub_jot

"Swoją drogą, dla amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego ten skandal to jest raczej dobra wiadomość. "

Oczywiscie! Amerykanie tradycyjnie firmy europejskie karza surowiej niz wlasne, wiec to da im znakomity pretekst zeby zmniejszyc udzial europejskich koncernow samochodowych w swoim rynku.

Bardziej ogolnie, ten skandal mocno podkopal reputacje przemyslu europejskiego.
-
2015/10/11 16:11:49
@nonamenoneed
"co dobre dla niemieckich firm (za granicą), dobre też dla Niemiec"

Tak. Przemysł samochodowy, przede wszystkim w Niemczech, to bardzo poważna sprawa na poziomie narodowym. Polityk który by przeszkodził lub przynajmniej nie-pomógł rodzimej firmie motoryzacyjnej byłby w Niemczech skończony, niezależnie od partii.

Polecam też walkę wokół nowego czynnika w klimatyzacjach samochodowych, R1234yf obowiązkowego w Unii (dla nowo homologowanych samochodów) od kilku lat zamiast poprzedniego R134a. Czempionem nowego czynnika w UE była Francja, gdzie (warning: zero zdziwień) sporo działalności (fabryki, R&D, management) mają OBIE firmy posiadające patent na ten czynnik, Honeywell i Dupont. Obie firmy zresztą brzydko się zachowują z licencjonowaniem tego patentu, windując ceny czynnika [1] dla klienta końcowego.
Z kolei czempionem odkręcenia tej legislacji w UE są Niemcy, gdzie głównie niemieccy producenci (Mercedes, ale też VW) wykonali testy demonstrujące jak toksyczne są produkty spalania R1234yf w razie pożaru samochodu (głównie fluorowodór).
Zgadnijcie w jakim kraju przemysł samochodowy (i nie tylko) mocno zainwestował w kompresory klimatyzacji w których gazem roboczym byłby dwutlenek węgla? Tak, Niemcy. Dlatego niemieccy politycy unijni walczą teraz o a) odkręcenie obowiązku R1234yf b) przejście na dwutlenek węgla. [2]

Wracając do dieselgate, Niemcy zupełnie serio się boją że ta afera to próba przytarcia nosa zbyt dużo sprzedającemu w USA Volkswagenowi oraz że uderzy w eksport samochodów wszystkich niemieckich marek. Eksport który jest motorem napędowym niemieckiego prosperity od ponad dekady (także w związku z euro o wiele tańszym niż dojczmarka), więc jest o co się bać.


[1] www.racplus.com/news/european-commission-investigates-honeywell-and-dupont-over-r1234yf-refrigerant-patents/8624056.article
[2] www.r744.com/articles/2009-04-10-german-tv-explains-car-industry-boycott-of-eu-law.php
-
2015/10/11 16:32:36
"Tak jak Polsce nie grozi powrót nazizmu tylko z tego powodu że Marian Kowalski zakłada wesołą koszulkę z napisem "nie dla islamu" tak i nie grozi jej utopijny skandynawizm spod znaku [...]"
TIL: vontrompka to przedstawiciel utopijnego skandynawizmu.
-
2015/10/11 18:36:35
"Jest taka, że ktoś musiał koordynować działania junior internów w dziale diesla, strategię biznesową opartą m.in. o drastyczną redukcję emisji CO2, oraz poczynania lobbystów w Berlinie i Brukseli."

Tzn. evil plan mający na celu doprowadzenie VW do zapłacenia miliardowych kar i odszkodowań? Nie sądzę. Będę tu jednak bliżej cmosa. Uwierzę raczej, że to zwykła kwestia asymetrii posiadanych informacji na różnych szczeblach zarządzania połączona z ewentualną skłonnością do uprawiania moralnego hazardu. Ot jakiś prezes chcąc zwiększyć swoje szanse w negocjacjach, złożył jakąś obietnicę bez uprzedniego sprawdzenia, czy da się ją w jakikolwiek sposób pokryć. Ot, jakiś kierownik jakiegoś działu zobaczył przed oczami premię za realizację nierealizowalnej obietnicy złożonej przez prezesa albo stojące otworem drzwi wyjściowe w przeciwnej sytuacji. Ot, jakiś inny prezes chcąc wykazać się sprawnością działania, podjął decyzję nie czekając na maila z drugiego końca świata, czy to rozwiązanie jest na pewno bezpieczne. Skończyło się zarządczym CFITem.

"Ale dobrowolne zobowiązanie się, że do 2020 roku średnie emisje samochodów produkowanych przez VW nie przekroczą 95 gCO2/km też niesie za sobą koszty, a koncern zobowiązał się do tego w 2013 dobrowolnie."
No a teraz jest to oficjalnie cel UE. ec.europa.eu/clima/policies/transport/vehicles/cars/index_en.htm

Obstawiamy, czy VW się do tego zobowiązał, żeby wbić szpilę konkurencji w wyścigu po jakieś dotacje, czy też spełnił tylko prośbę przychylnych niemieckich polityków o udostępnienie szpili, którą można wbić w dajmy na to francuskich polityków? Mówiąc szczerze to chyba jest nierelewantne.
-
2015/10/11 19:57:21
@bob.bruce
"Akcjonariusze nie są więc żadnymi ofiarami bankructwa firmy."

Bo wszystkie firmy dopełniają skrupulatnie obowiązków informacyjnych wobec akcjonariuszy (zwłaszcza mniejszościowych) w sytuacji grożącego bankructwa. Jaaasne.
-
2015/10/12 02:35:58
@jerzyszczur

Hehe, przeoczyłem urocze wyrażenie "utopijny skandynawizm". Bo przecież tak naprawdę kraje skandynawskie nie istnieją, to bajka dla niegrzecznych dzieci jak zarazki i że jak popłyniesz na Zachód to się obrócisz i dopłyniesz do Indii. Podobnie jak nie istnieje Europa Zachodnia, Australia czy Nowa Zelandia, Japonia, Kanada, USA do lat 70... No co zrobisz, panie, ja tylko trzeźwo stwierdzam, że cały cywilizowany świat nie istnieje.

Tekst "nie żeby któraś skrajność była słuszniejsza, ale ani nazizm, ani wy nie będą w Polsce popularne" też przedni. Koleś nie ocenia, co słuszniejsze, tak tylko mówi...
-
2015/10/12 06:04:40
utopijny skandynawizm (nordycyzm?) faktycznie istniał - przy czym skoro istniał, to chyba też nie był taki utopijny...
-
2015/10/12 09:30:15
@awal111: "celem spotkania było po prostu omówienie sposobów dalszej poprawy jakości testów w świetle zamówionych analiz"

Czy Ty czasem nie pracujesz dla KE albo podobnego organu? Bo chyba nikt inny nie określiłby tego, że odbyła się konferencja w celu omówienia analiz, mianem efektu. Sprawy takie jak obecnie Volkswagen czy niedawno Libor pokazują, że artykuły w poważnej prasie i raporty organizacji pozarządowych są niewiele warte jeśli brak silnego regulatora, który wjedzie i zrobi porządek. Ktoś to jednak musi nadzorować. Słabo widzę KE w tej roli, bo na nią dalece większe przełożenie ma indywidualna polityka poszczególnych rządów. PE to lepszy i bardziej demokratyczny pomysł.

@loleklolek_pl "Tzn. evil plan mający na celu doprowadzenie VW do zapłacenia miliardowych kar i odszkodowań?"

Nic takiego nie napisałem, moim zdaniem było dokładnie odwrotnie. I raczej było to zwyczajne polecenie, żeby problem rozwiązać, ale wydane ze świadomością, że uczciwie rozwiązać się go nie da - stąd lobbying w sprawie procedur testowych.

"Obstawiamy, czy VW się do tego zobowiązał, żeby wbić szpilę konkurencji w wyścigu po jakieś dotacje"

Nie wiem, ale proszę cytuj uczciwie. Użyłem tego przykładu tylko po to, by cmoscmosowi pozkazać, że VW lobbował zarówno przeciw rozwiązaniom zwiększającym ich koszty jak i za takimi rozwiązaniami. Przecież koszty nie bardzo mają znaczenie gdy idą za nimi dużo większe zyski.
-
2015/10/12 10:15:47
"Utopijny skandynawizm" to uporczywa próba uczynienia z Polski Finlandii. Skrajna wersja tego myśleniokierunku to próba uczynienia Finlandii z Syrii albo Etiopii.

Jeszcze nikt nie zrobił z jednego kraju innego i bardzo wątpię żeby to było możliwe (klimat, zasoby naturalne, demografia, kultura, genetyka), stąd utopijność takich pomysłów.

Zamiast szukać sposobów na zrobienie z Afryki kontynentu czym tam chcemy płynącym trzeba szukać sposobów na zagospodarowanie fali uchodźców, która będzie się zwiększać dlatego że jednym ze skutków globalizacji oraz wolności osobistej będzie ucieczka ludzi z krajów nie nadających się do życia z takich lub innych względów do krajów się nadających. Poza tym lepiej mieszkać w klimacie umiarkowanym niż pustynnym a ocieplenie klimatu jeszcze tą falę uchodźczą pogłębi.

Wolny człowiek w wolnym świecie może jeździć i pracować gdzie chce, niektóre obszary będą więc porzucane (Bliski Wschód, Afryka, interior rosyjski) a niektóre zagęszczane (póki co Niemcy et consortes, a w przyszłości być może także np. Japonia, Kanada). Ładowanie logistyki i pieniędzy w afrykańsko-arabską bidę z nędzą sensu nie ma bo ludzie i tak stamtąd uciekną. Chyba że chcecie pobudować mury...?
-
2015/10/12 10:26:30
@jakub_jot

"Sprawy takie jak obecnie Volkswagen czy niedawno Libor pokazują, że artykuły w poważnej prasie i raporty organizacji pozarządowych są niewiele warte jeśli brak silnego regulatora, który wjedzie i zrobi porządek."

Przede wszystkim: dopoki najwieksza kara za takie przekrety bedzie utrata pracy, ludzie nie beda sobie wiele z regulacji robili. Dopiero wyrok wiezienia dla Toma Hayesa zrobil wrazenie na City.
-
2015/10/12 11:59:05
Oho, pierwsze wystąpienie tezy o unikalnych zasobach naturalnych Finlandii (ciekawe czy chodzi bardziej o drzewa czy o bagna) oraz unikalnej genetyce Skandynawów, predestynujących ich do udanego, obywatelskiego socjalizmu.
-
2015/10/12 12:48:23
@jakub_jot
"Przecież koszty nie bardzo mają znaczenie gdy idą za nimi dużo większe zyski."
No i te dużo większe zyski przy potencjalnych stratach określonych, jako wielosetmilionowe kary, wielomilionowa grupa niezadowolonych klientów, wielomilionowa liczba samochodów do serwisu i wtopa szeroko komentowana na całym świecie, to będzie ile? Tryliony?

Wiesz, ja tam w ogóle zgadzam się, co do proponowanych przez Ciebie rozwiązań. Tyle, że niepotrzebnie budujesz tutaj jakieś teorie spiskowe o jakiejś tajnej grupie osób, która wie wszystko i ma nieograniczone kompetencje, a działy R&D trzyma tylko celem przykrywki (skoro i tak z góry wie, że się nie da). A do tego ma skrajną skłonność do ryzyka.

I nie to, że mnie Twoja wizja nie pociąga. To byłoby fajnie, gdyby móc znaleźć taką grupę spiskową, podliczyć jej zgony z tytułu zwiększonej względem norm emisji, każdy licząc, jako morderstwo i efekcie wsadzić ich na milion lat do pierdla, żeby dać innym ostrzeżenie. Tyle, że jeżeli było jednak tak, że dieselgate jest efektem wielu niezależnych decyzji, podjętych do tego bez wzajemnej wiedzy, to ani silniejszy, niż teraz regulator, ani żadna akcja z pokazowym wsadzaniem do pierdla za bardzo nie pomoże uniknąć tego rodzaju zdarzeń w przyszłości. Chociaż, jak będą już wsadzać, to mam nadzieję, że nie będzie jak miewa to miejsce w Polsce, że chybcikiem zrzuci się całość winy na najsłabszych, skrzętnie zacierając występowanie różnych art. 75 ustawy o o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. W końcu krążą ploty, że przedmiotowe silniki były odlewane w Polsce ;-).
-
wo
2015/10/12 13:21:25
@bobbin
"Jeszcze nikt nie zrobił z jednego kraju innego"

Jakbyś poczytał jakąś książkę historyczną albo cuś, byłbyś autentycznie zdumiony, jak bardzo innyim krajami Szwecja, Dania czy Finlandia były około 1900 i około 1950.
-
2015/10/12 13:25:51
@loleklolek_pl

" Tyle, że niepotrzebnie budujesz tutaj jakieś teorie spiskowe o jakiejś tajnej grupie osób, która wie wszystko i ma nieograniczone kompetencje, a działy R&D trzyma tylko celem przykrywki (skoro i tak z góry wie, że się nie da)."

Takie grupy istnieja, nazywaja sie kartelami. Np. en.wikipedia.org/wiki/Phoebus_cartel

-
2015/10/12 13:32:19
@marynasz
"Takie grupy istnieja, nazywaja sie kartelami"

Jej, bardziej archaicznego kartelu nie udało się znaleźć? Przecież urzędy antymonopolowe w Unii cały czas trzepią.
Co nie zmienia faktu, że sama możliwość stworzenia kartelu nie czyni bardziej prawdopodobną hipotezy, że takowy powstał w związku z dieslami (kto niby miał być w tym kartelu obok grupy VW?)
-
2015/10/12 13:52:46
@loleklolek_pl: "niepotrzebnie budujesz tutaj jakieś teorie spiskowe o jakiejś tajnej grupie osób, która wie wszystko i ma nieograniczone kompetencje, a działy R&D trzyma tylko celem przykrywki"

Przed chwilą zmanipulowałeś cytat, jak to wytknąłem, to postawiłeś chochoła. Nieładnie.
-
2015/10/12 15:33:44
" "Utopijny skandynawizm" to uporczywa próba uczynienia z Polski Finlandii. Skrajna wersja tego myśleniokierunku to próba uczynienia Finlandii z Syrii albo Etiopii. "

Czyli że co. Od dzisiaj zabraniamy używania w politologicznym dyskursie argumentów typu "spróbujmy X, Y i Z, ponieważ w krajach A, B, C, D i E zastosowano coś podobnego i to działa"?
No to zonk, bo alternatywa typu "spróbujmy X, Y i Z, ponieważ nikt przed nami tego nie próbował" jest jeszcze bardziej utopijna.


"Jeszcze nikt nie zrobił z jednego kraju innego i bardzo wątpię żeby to było możliwe (klimat, zasoby naturalne, demografia, kultura, genetyka), stąd utopijność takich pomysłów. "
"ucieczka ludzi z krajów nie nadających się do życia z takich lub innych względów do krajów się nadających."

Faktycznie. Przyjaznego, tajgowego klimatu i obfitych zasobów lodu tylko Finom pozazdrościć.
-
2015/10/12 15:59:32
@ bobbin

...Skrajna wersja tego myśleniaokierunku to próba próba uczynienia Finlandii z Syrii albo Etiopii...

Powiedz to Niemcowi pamiętającemu Noc Kryształową a mającemu to szczęście żyć we współczesnych Niemczech przyjmujących setki tysięcy muzułmańskich uchodźców. Dla takiego wychowanka Hitlerjugend, przy jego doświadczeniu, przemiana Syrii w Finlandię to betka. No chyba, że jesteś zwolennikiem szatańskiej tezy, że Niemcy nie zmieniły się ani o jotę i przyjmują nie uchodźców tylko niewolników do czarnej roboty.

Zmiany są możliwe. Nobel dla Tunezyjczyków jest tego najlepszym przykładem.
-
2015/10/12 17:14:20
@bobbin
"genetyka"

Uch co
-
2015/10/12 17:17:17
A np. z Cisjordanii w kilka dekad zrobiono Izrael.

@ofiary bankructwa - nie rozumiem, jak to w ogóle możliwe, że n a tym blogu ktoś w roli ofiar bankructwa widzi akcjonariuszy, a nie pracowników.
-
2015/10/12 17:41:17
@mw.61

"Zmiany są możliwe. Nobel dla Tunezyjczyków jest tego najlepszym przykładem."

Moze umowmy sie, ze po 2009 roku Pokojowa Nagroda Nobla nie dowodzi niczego.
-
2015/10/12 18:12:23
@grzespelc
Nie wiem jak w US, ale u nas pracownicy w przypadku bankructwa mają szansę odzyskać wszystko. Kontrahenci - rzadko. Akcjonariusze... nie pamiętam czy słyszałem o takim przypadku żeby coś dla nich zostało.
A jeżeli akcjonariuszem jest fundusz emerytalny...
-
2015/10/12 21:22:42
OIDP w USA pracownicy sa pierwsi w kolejce po pieniadze bankruta, przed wierzycielami itd.
-
2015/10/12 23:19:34
Finlandię zmieniali Finowie i zmienili ją tak a nie inaczej bo tak chcieli, bo tak wyszło, bo takie były okoliczności. Poza tym zmieniał się kraj biedny należący do kręgu cywilizacji europejskiej w kraj bogaty należący do kręgu cywilizacji europejskiej. Na Bliskim Wschodzie natomiast i w Afryce mamy próbę narzucenia paradygmatu postindustrialnego oświeconego białasa, który autochtonom próbuje sprzedać swój weltschmerz spod znaku "nie wolno bić drugiego ani gwałcić bo to go boli a mnie jest wtedy smutno". I bardzo pięknie, tylko że u nas to działa, tam póki co nie, i między innymi dlatego nie powinno się innym narzucać swoich weltschmerzów, praw, instytucji, lęków i świetlanych wizji. Bałagan na BW został spowodowany dokładnie z tych samych powodów z których zniszczono cywilizacje Nowego Świata - z rasistowskiego przekonania białego europejczyka (o dziwo także tego lewackiego i pełnego różnorakich wartości wyznawanych na Facebooku) iż muzułmanin-kozojebca jest gorszy niż brytyjska nastolatka, która nie umie niczego poza tekstingiem. Może i jest, tylko co z tego, niech każdy sobie żyje swoim sposobem i ewoluuje. To raz.

Dwa. Idę o zakład - a iść mogę bo obliczyć się tego nijak nie da i spór pozostanie teoretyczny - że koszta migracji kilku milionów Syryjczyków (pomijam z jakich przyczyn, a niechby i tam nie było wojny i wszyscy byli ekonomiczni) byłyby o rząd wielkości niższe niż przerobienie Syrii w Finlandię. Dlatego zamiast wciskać innym na siłę demokrację powinniśmy działać na rzecz coraz szerszego otwierania granic i "upłynniania" ruchów migracyjnych. Kto będzie chciał i potrafił to sobie zamieni pustynię na mieszane lasy i podmokłe łąki strefy umiarkowanej i z bólem mniejszym lub większym zaakceptuje prawa tutaj stanowione. Albo Wisłę na Ren, Dunaj czy Vantaa. Droga wolna. Po wuja wyrzucać pieniądze na inżynierię społeczną, koła historii mielą i tak w swoim tempie.

-
2015/10/13 00:37:47
@bobbin_threadbare

Co za bzdury. Burdel na BW i w Afryce spowodowany jest przez, kolejno, kolonializm, idiotyczną fin de siecle'ową brytyjską politykę wyznaczania granic od linijki, zimną wojnę (i towarzyszące jej proxy wars) a potem niewidzialną (hoho) rękę kapitalizmu wjeżdżającego tam na pełnej kurwie po ropę, diamenty, fistaszki, ziemie rzadkie (Chiny right now, na skalę jaka się nam biednym europejskim misiom nawet nie śni), czy co tam jeszcze da się wygrzebać. Promowanie u nich praw człowieka i innych fejsbukowych wymysłów przez rasistowskich lewackich aktywistów jest, oh let me check, gdzieś na miejscu 2413 na liście tamtejszych problemów.

Sarprajzingli, ci "kozojebcy" mogą sami z siebie niekoniecznie chcieć żyć w zamordystycznej wojskowo-religijnej dyktaturze. Also sarprajzingli, nie mieli wyboru, bo ktoś w jakimś politbiurze w Moskwie, a tudzież na polu golfowym przy elitarnym klubie w Stanach, postanowił, że akurat taką się im zainstaluje w imię wyżej wymienionej politycznej konieczności. Sarprajzingli najbardziej, oni tam mają i lewaków i feministki i humanistów na modłę naszą - i mieli ich jescze nim Zeckerberg w ogóle przyszedł na świat. Nie wiem, "Persepolis" nie czytałeś/nie oglądałeś, że opowiadasz takie rzeczy, czy jak?

Co do tego, że taniej byłoby relokować tych ludzi do Europy... yeah sure, why not. Razem z przeludnioną i coraz bardziej zdychającą na katastrofę ekologiczną Azją Wschodnią/Indiami/Pakistanem. Poustawia się ich, proszę Pana, w piramidki, na dwustu chłopa wysoko.
-
2015/10/13 08:54:43
"koszta migracji kilku milionów Syryjczyków (pomijam z jakich przyczyn, a niechby i tam nie było wojny i wszyscy byli ekonomiczni) byłyby o rząd wielkości niższe niż przerobienie Syrii w Finlandię. "

Oświecony białas wyraził swoje światłe przekonanie, że Syrię trzeba było w coś przerabiać. Sarprajzingly, not.
-
2015/10/13 10:36:08
Bardzo przepraszam, że tak zupełnie poza wątkiem głównym, ale rzecz zda mi się wagi najwyższej: wiem, ze Sz. Gospodarz, jak też i wielu Sz. Komentujących chce w najbliższych wyborach oddać głos na partię Razem. Pora zatem, by poznali oni poglądy nie szeregowej członkini tej partii, ale członkini jej Rady Krajowej, np. jej pochylanie się z troską nad "zamachem smoleńskim". Oto fragment tekstu p. Stańczuk opublikowanego na portalu 'Nowe Peryferie" (całość: nowe-peryferie.pl/index.php/2012/11/za-parawanem-normalnosci/):

"(...) Tymczasem patrząc na Smoleńsk ponad dwa lata po zdarzeniu możemy z pewnością powiedzieć kilka rzeczy, bez względu na smoleńską odpowiedź. Zanim przeprowadzę pogłębioną analizę bobaska w moim sercu, którą zaleca Cezary Michalski, spiszę w spiesznych punktach co, wydaje się, wiemy.

Kwestia pierwsza. Katastrofa i przebieg śledztwa powiedziały nam dużo rzeczy jednoznacznie złych o obozie rządzącym. Wiemy już, że wielokrotnie okłamano polską opinię publiczną. Wiemy, że ciała nie były zidentyfikowane. Wiemy, że konieczna była zamiana ciał w grobach. Wieje Sofoklesem.

Kwestia druga. TVN podało, że 36% respondentów wierzy w zamach. Sama magia liczb powinna w tym wypadku odpowiedzieć na pytanie, czy lewica polska powinna zajmować się tym problemem. Znów: bez względu na smoleńską odpowiedź, jeżeli taki odsetek obywateli wierzy, że państwo polskie zostało zaatakowane, to to jest problem zarówno na planie społecznym jak i politycznym. Osobom, które uważają, że jest to problem zastępczy, mam do powiedzenia tyle: czy jesteście arystokratami ducha z lewej czy z prawej, demokracja ma tę przykrą cechę, że rola opinii publicznej jest ogromna. To czy jest ona chora czy nie, to osobny problem. Wydaje się zresztą oczywiste, że punkty zapalne, katastrofy, zacięcia systemu, zamachy są soczewkami, a nie zasłonami dymnymi. Chciałabym usłyszeć jak ci sami, którzy mówią dziś o Smoleńsku jako problemie zastępczym w 2001 roku mówiliby to samo Amerykanom po 11 września.

Wszystko jedno, czy lud smoleński wierzy w zamach, bo głupi, czy wierzy bo mądry: jeżeli przyznamy, że na razie nie znamy przyczyn katastrofy, będziemy musieli różne hipotezy traktować jako potencjalnie prawdziwe, a grupy wyznające poszczególne narracje z instytucjonalno-medialną uwagą.

Kwestia trzecia. Seria zabójstw/samobójstw politycznych jest w kręgach lewicowych i centrowych ignorowana na jakimś osobistym, intymnym poziomie. (...)"
-
2015/10/13 11:00:09
@bobbin's "nie wolno bić drugiego ani gwałcić bo to go boli a mnie jest wtedy smutno"

Ach, te murzyńskie kobiety marzące o gwałtach! Może przez białego pana?

Zostałem zabity.
-
2015/10/13 12:43:50
@aristeros

Teza postawiona w tekście Stańczuk jest taka: w Polsce wyjaśnianie sytuacji typu - katastrofa smoleńska, zabójstwo Petelickiego, sprawa Brzeskiej, delikatnie mówiąc kuleje. W rezultacie 1) ludzie wierzą i będą wierzyć w teorie spiskowe; 2) z perspektywy praktycznej nie wystarczy i nie należy tego faktu pospiesznie zbywać twierdząc: "to są debile". Można się z tym zgadzać lub nie, ale gdzie ty tu widzisz "pochylanie się z troską"?
-
2015/10/13 12:44:15
@bobbin
Bo ci Finowie są od zawsze tak niesłychanie fińscy, że każdy, kto chce myśli o zaimportowaniu od nich czy to ogólnych założeń, czy poszczególnych rozwiązań, jest skazany na porażkę, bo nie jest genetycznym Finem, niedasię, chlip.

A na przykład Koreańczyk jest tak koreański, że każdy kto itd.
Mam tylko mały problem z tym, czy prawdziwie koreański Koreańczyk to ten z północy, czy z południa. A może żaden z nich, bo przecież w obu przypadkach zrobiono coś "na siłę", "narzucono obcy paradygmat", itd., co przecież nie mogło się jakoby udać? Tu miałem zamiar wyliczać kolejne kraje, które dzięki zdefiniowaniu kierunku i wykazaniu determinacji doznały bardzo istotnych, czasem drastycznych przemian (a lista jest przecież długa), ale odpuszczę sobie, bo (wersja optymistyczna) na pewno znasz, tylko wypierasz.
-
2015/10/13 13:36:21
@seweryn_groza

"Teza postawiona w tekście Stańczuk jest taka: w Polsce wyjaśnianie sytuacji typu - katastrofa smoleńska, zabójstwo Petelickiego, sprawa Brzeskiej, delikatnie mówiąc kuleje."

Kiedy wlasnie wyjasnienie samej katastrofy smolenskiej NIE KULEJE. Byc moze (nie sledzilem) kuleje/kulalo rozliczanie winnych dopuszczeniu do niej, ale to juz inna broszka.
-
2015/10/13 13:46:06
@marynasz
Wyjaśnianie kuleje w pewnych aspektach. Co z tego, że panowie specjaliści doszli do tego co się stało sekunda po sekundzie, jeśli _de facto_ wiedzą i rozumieją to tylko oni plus garstka entuzjastów lotnictwa/inżynierii?
Kuleje komunikacja na osi instytucja komisji-społeczeństwo, kuleje na osi prokuratura-reszta świata.

W reszcie przypadków jest podobnie. Może i ktoś tam gdzieś w zaciszu gabinetów dochodzi do prawdy, ale nikt nie umie tego szeroko i przystępnie wytłumaczyć, a każda zawiłość wykorzystuje portaloza (we wszystkich mediach) do nabijania klików. Dołóż do tego absolutny brak kumacji nauk ścisłych w Bolandzie i pasztet gotowy. To nie jest materiał do zbycia na zasadzie: "meh, co się będę z debilami..."
-
2015/10/13 14:00:31
@marynasz
Jak the_yatza. Plus grzecznie zwracam uwagę, że aristeros odgrzał nam kotlet sprzed trzech lat. Kto dziś pamięta, jak wyglądał kontekst tamtego artykułu? Wiki podaje np., że tak akurat wtedy znaleziono wiszące na drzewie ciało kogoś z sąsiedniego samolotu.

Tak, czy inaczej, jeśli wszystko, co hejterzy Razem mają na Razemitów, to jakieś pojedyncze artykuły, co do których można się zastanawiać, czy dałoby się je napisać lepiej, to jest dla mnie bardzo dobra rekomendacja dla tej partii. Czekam jeszcze na wrzutki o dziadkach z Werhmachtu i kuzynów dziadka ciotki babci stryjka z ZOMO. Wtedy poczuję, że prawica zaczęła na prawdę doceniać tę partię.
-
2015/10/13 15:15:45
"z rasistowskiego przekonania białego europejczyka (o dziwo także tego lewackiego i pełnego różnorakich wartości wyznawanych na Facebooku) iż muzułmanin-kozojebca jest gorszy niż brytyjska nastolatka, która nie umie niczego poza tekstingiem."
"koszta migracji kilku milionów Syryjczyków (pomijam z jakich przyczyn, a niechby i tam nie było wojny i wszyscy byli ekonomiczni) byłyby o rząd wielkości niższe"

Aha.
Czyli:
Syryjczycy budujący socjalliberalizm w Syrii -- be.
Syryjczycy budujący socjalliberalizm w Finlandii -- cacy.

"nie wolno bić drugiego ani gwałcić bo to go boli a mnie jest wtedy smutno"

O. A więc empatia to tak naprawdę wynalazek białych szowinistycznych lewaków, a ludzie spoza kręgu europejskiego nie są [jeszcze] zdolni jej pojąć!
Oł łejt.
-
wo
2015/10/13 15:17:48
@lolek
"Tak, czy inaczej, jeśli wszystko, co hejterzy Razem mają na Razemitów, to jakieś pojedyncze artykuły, co do których można się zastanawiać, czy dałoby się je napisać lepiej, to jest dla mnie bardzo dobra rekomendacja dla tej partii. Czekam jeszcze na wrzutki o dziadkach z Werhmachtu i kuzynów dziadka ciotki babci stryjka z ZOMO. Wtedy poczuję, że prawica zaczęła na prawdę doceniać tę partię"

Najbardziej się naindycza bezpośrednia konkurencja, czyli SLD/Palikot/Zieloni (PS. "naprawdę")
-
wo
2015/10/13 15:20:47
@bobbin
To co piszesz, trąci głupkowatym, genetycznym rasizmem. Akurat w kontekście Syrii to wyjątkowo głupie. Proszę dalej nie pisać o Syrii, dopóki nie przeczytasz o niej jakiejś książki (np. kogoś, kto tam niedawno podróżował i trzasnął o tym reportaż).
-
2015/10/13 15:24:44
@jerzyszczur

" A więc empatia to tak naprawdę wynalazek białych szowinistycznych lewaków, a ludzie spoza kręgu europejskiego nie są [jeszcze] zdolni jej pojąć! "

Empatia wobec innych ludzi jest powszechna wszedzie. Z empatia wobec zwierzat bywa roznie (patrz: Chiny i ogolnie cala Azja).
-
2015/10/13 15:30:33
PS.

"Syryjczycy budujący socjalliberalizm w Syrii -- be.
Syryjczycy budujący socjalliberalizm w Finlandii -- cacy."

Moze jemu chodzi o to, ze z nimi jest jak z Polakami? Polacy rozprowadzeni w ilosciach homeopatycznych po Zachodniej Europie sa OK. Polacy stloczeni nad Wisla w liczbie 38 milionow zamieniaja sie w stado zakompleksionych, ksenofobicznych i zleknionych owiec (patrz notka WO o uchodzcach).
-
2015/10/13 16:38:45
"Najbardziej się naindycza bezpośrednia konkurencja, czyli SLD/Palikot/Zieloni (PS. "naprawdę")"

E no, a to tych wszystkich anty-Razemowych memów i stron typu "Partia Ryżem" nie tworzą sami Razemici, dla stworzenia pozorów relewantności?


"Moze jemu chodzi o to, ze z nimi jest jak z Polakami? Polacy rozprowadzeni w ilosciach homeopatycznych po Zachodniej Europie sa OK."

Są OK, ale tylko przez swoje homeopatyczne ilości.

[Trigger warning: dowód anegdotyczny.] Mam krewnego, który mieszka w UK. Jeśli już pojawi mi się na fejzbukowym wallu cokolwiek od niego, w 95% są to lajki postów Frondy i Niezależnej. Ew. memów o "islamistach".

Więc ani to specjalność Polaków, ani pobyt na emigracji jakkolwiek to zmienia..
-
2015/10/13 17:07:26
Moimi ulubionymi polskimi emigrantami sa bohaterowie tego artykulu: www.economist.com/news/britain/21641989-nigel-farages-polish-friends

Jaka sliczna buzia! Jak z "American Psycho".
-
2015/10/14 11:27:58
@jakub_jot
"Czy Ty czasem nie pracujesz dla KE albo podobnego organu? Bo chyba nikt inny nie określiłby tego, że odbyła się konferencja w celu omówienia analiz, mianem efektu. Sprawy takie jak obecnie Volkswagen czy niedawno Libor pokazują, że artykuły w poważnej prasie i raporty organizacji pozarządowych są niewiele warte jeśli brak silnego regulatora, który wjedzie i zrobi porządek. Ktoś to jednak musi nadzorować. Słabo widzę KE w tej roli, bo na nią dalece większe przełożenie ma indywidualna polityka poszczególnych rządów. PE to lepszy i bardziej demokratyczny pomysł."

Drogi Jakubie, mówiąc o UE w ogóle nie powinniśmy zaczynać od Komisji, PE i "Brukseli" lecz od krajowych, tj. również polskich, ministerstw i urzędów centralnych. Każda najdrobniejsza sprawa, którą Unia się zajmuje jest wielokrotnie do znudzenia opracowywana w sieciach decyzyjnych obejmujących z jednej strony "Brukselę" (tj. instytucje unijne) a z drugiej organy administracyjne państw członkowskich - nie tylko samych ministrów, lecz urzędników ministerialnych, urzędy centralne takie jak UOKiK, urzędy nadzoru, banki centralne, itd. Jeżeli widzisz w aneksie do rozporządzenia wykonawczego Komisji opublikowanym w Dzienniku Urzędowym UE tabelkę do raportowania przekroczeń limitu produkcji owoców miękkich (wymyślony przykład) możesz być pewny że ta tabelka była wielokrotnie dyskutowana najpierw w podgrupie roboczej "sprawozdawczość" Grupy ds. Owoców Miękkich, następnie w tejże Grupie która przedstawiła stanowisko Komitetowi ds. Przekroczeń CAP, a dopiero później sprawą zajęła się KE w sensie sformalizowania ustalonego kompromisu i rozpoczęcia procesu legislacyjnego w którym uczestniczy w różnych formułach PE i Rada. Owszem, Bruksela steruje pracami komitetów i grup roboczych, lecz też jest w nich liczebnie, pod względem zaangażowanych sił ludzkich i funduszy, w zdecydowanej mniejszości wobec ogółu państw członkowskich. W praktyce oznacza to że decydują kompromisy zawierane pomiędzy administracjami krajowymi - na etapie identyfikacji problemu, przygotowania koncepcji regulacyjnych, projektowania rozwiązań legislacyjnych, ich przyjmowania, oraz następnie wdrażania za pomocą standardów technicznych i indywidualnych decyzji, przygotowanych w wielu wypadkach przez agencje unijne z siedzibą poza Brukselą. Agencje te również działają na zasadzie uzgadniania stanowisk pomiędzy państwami członkowskimi reprezentowanymi w ich organach tj. są to znowu kompromisy pomiędzy administracjami krajowymi zawierane przy pomocy nie tyle "Brukseli" co "Paryża" (ESMA), "Londynu" (EBA), "Warszawy" (FRONTEX). itd.

W tym sensie eurokratą jest urzędnik Komisji, ale jest nim również bez żadnej przesady urzędnik polskiego ministerstwa delegowany do odpowiedniego komitetu. Owe "komitety", których jest setki, tworzone są na mocy lakonicznych końcowych przepisów rozporządzeń UE, stwierdzających zazwyczaj: "Komisję wspiera komitet." Ta formuła oddaję politologiczną istotę unii - nie jest ona proto-państwem federalnym, lecz formułą dla ścisłej zinstytucjonalizowanej współpracy administracji krajowych.
-
2015/10/14 11:32:42
c.d.

Czegoś podobnego w tej skali nigdzie indziej nie ma, nie było i pewnie nie będzie. To zatem zrozumiałe, że pojawia się dążenie - widoczne też w oficjalnych publikacjach, przemówieniach szefów unijnych instytucji, itd. - aby przedstawić Unię jako coś "na kształt" państwa: organizmu z parlamentem, rządem i scentralizowaną administracją. Jednak tych atrybutów państwowości Unia nie będzie miała przynajmniej tak długo jak długo nie zaistnieją wspólne partie polityczne z ponadnarodowymi liderami, wspólne europejskie media śledzone przez większość obywateli i ileś innych realnych i symbolicznych spraw, od wspólnej armii poczynając, a na wspólnej prognozie pogody w tv kończąc. Nie trzeba wcale patrzeć na USA czy Chiny aby zrozumieć jak bardzo UE, choć jest zaawansowaną formułą dla głębokiej współpracy państw, to jednak nie jest państwem federalnym - spójrzmy na Indie: multietniczną, wielojęzyczną federację z miliardem obywateli, gdzie, owszem, są pan-hinduskie partie, armia, media, itd.

Stąd Twoje propozycje, aby za wdrażanie europejskich norm wziął się Parlament Europejski tworzący jakichś podległych mu regulatorów "którzy wejdą i zrobią porządek", opisują UE jakiej nie ma - nie ma westminsterskiego parlamentu Europy, wyłaniającego rząd, który działa pod kontrolą większości parlamentarnej i pod presją opozycji. Presją, na którą możemy liczyć w Unii jest "peer pressure" państw członkowskich na wszystkich szczeblach unijnej komitologii. Nie jest to presja iluzoryczna - państwa takie jak UK właśnie dlatego nie chcą głębszej integracji, że nie chcą być jej poddawane. Powyżej opisałem jak ona działa w przypadku VW na podstawie tego co jest w domenie publicznej (bowiem, nie, nie pracuję ani w KE ani w administracji krajowej). Owszem, taka wzajemna presja państw członkowskich wymaga wsparcia mediów i sektora pozarządowego (przy wszystkich ich ograniczeniach), w czy zresztą Europa nie różni się od USA (również amerykański regulator nie zadziałał z własnej inicjatywy tylko po pracy wykonanej przez akademię przyszedł na gotowe).

Co nie znaczy z drugiej strony że PE jest instytucją fasadową - jest on potrzebnym narzędziem wzmacniania demokratycznej legitymacji dla współpracy rządów w ramach Unii. Po prostu tę rolę musi on pełnić w szczególnym unijnym kontekście - wyobrażam sobie, iż np. można wzmocnić uczestnictwo posłów krajowych w pracach PE jako obserwatorów czy nawet rotacyjnych uczestników i vice versa - uczestnictwo MEPs w komisjach parlamentów krajowych - nie w ogólnych komisjach europejskich, ale właśnie w szczegółowych np. w Komisji Rolnictwa, gdy omawia się owoce miękkie a PE ma właśnie w agendzie tabelkę sprawozdawczą w komisyjnym projekcie rozporządzenia... W tym celu wcale niekoniecznie muszą oni wszyscy wylatywać kilometrówki - są videokonferencje.. Takie wzmocnione uczestnictwo w sprawach europejskich na pewno zrobiłoby dobrze zwłaszcza naszemu Sejmowi i Senatowi...

Rozpisałem się trochę, przepraszam i kończę...
-
2015/10/14 13:33:22
@awal111

"Co nie znaczy z drugiej strony że PE jest instytucją fasadową - jest on potrzebnym narzędziem wzmacniania demokratycznej legitymacji dla współpracy rządów w ramach Unii."

Ej, ale "narzedzie wzmacniania demokratycznej legitymacji" to tylko ladniejsze okreslenie na instytucje fasadowa...
-
2015/10/14 14:59:54
Jak piszę, należy skonstruować system, gdzie parlamenty krajowe (które mają silną legitymację, lecz tracą realne kompetencje na rzecz UE) zajmowały się bardziej bezpośrednio regulacjami unijnymi w jakieś formule współpracy z PE (który nie ma silnej legitymacji, a zyskuje realne kompetencje). Pierwszy krok to protokół do Traktatu o roli parlamentów krajowych (tu omówienie). Ten kierunek trzeba wzmacniać, choć efekt raczej nie będzie ani tradycyjnym bikameralizmem ani innym znanym z doświadczenia rozwiązaniem ustrojowym.
-
2015/10/14 19:08:46
@awal111: "Jednak tych atrybutów państwowości Unia nie będzie miała przynajmniej tak długo jak długo nie zaistnieją wspólne partie polityczne z ponadnarodowymi liderami"

Ścisła współpraca instytucji narodowych z unijnymi wynika wprost z zasady subsydiarności, to oczywiste. Piszesz mini-esej o proto-państwach w momencie, kiedy ja postuluję sprawniej działający PE z silniejszymi uprawnieniami kontrolnymi, a nie zamianę UE w państwo. To jest realistyczne, traktat lizboński pozycję parlamentu przecież wzmocnił, czego zwieńczeniem była wygrana bitwa o prezydencję KE. Jeśli chodzi o ponadnarodowe partie polityczne, to S&D zupełnie serio rozważa pierwszy krok w tym kierunku przez umożliwienie członkostwa dla osób niezrzeszonych w partiach narodowych. Co do wspólnej prognozy pogody, to mi się raczej z Białorusią kojarzy, niż z Niemcami, Francją czy UK.
-
2015/10/14 20:23:34
Jakubie, ale przecież tych szczegółowych uprawnień kontrolnych w Twojej wizji nie będą realizować europosłowie, nawet ci z Komitetu Kontroli Budźetowej. Jeżeli miałeś kiedyś do czynienia z posłem/ europosłem, wiesz jaki poziom ogólności musi reprezentować przekazywana im informacja... To musiałby być jakiś europejski NIK nominowany przez EP (a nie przez Radę Eur. jak obecnie) i wyposażony w tysiące etatów oraz uprawnienia kontroli podmiotów indywidualnych, tego typu jakie z nożem kryzysu na gardle przyznano EBC wobec największych banków. Politycznie przeprowadzenie czegoś takiego wymagałoby moim zdaniem uzyskania wcześniej dynamiki koalicja-opozycja w PE, co z kolei wymaga paneuropejskich partii i mediów. Owszem, wysuwane są, jak piszesz, różne propozycje idące w kierunku integracji europejskiej sceny partyjnej - jednak na wyniki trochę poczekamy, może jestem pesymistą mówiąc: 20 lat.

Telewizyjne mapy pogody jako element "banalnego nacjonalizmu" to klasyczny przykład z książki Michaela Billiga.

Naprawdę polecam wszystkim, jeżeli nadarzy się taka okazja, praktyczne
zapoznanie się z demokracją w Indiach - ona jest oczywiście daleka od ideału, lecz jednak umożliwia funkcjonowanie ogromnego niedespotycznego państwa i jednocześnie pozwala zrozumieć czym UE nie jest - tu mały przykład politycznej dyskusji w hinduskiej tv.
-
2015/10/14 23:58:43
@VW
Nie wygląda to dobrze, a nawet coraz gorzej: www.zeit.de/wirtschaft/2015-10/volkswagen-diesel-affaere-kosten-klagewelle
Hiszpania chce zwrotu eko-dopłat do 680k pojazdów, Francja do 950k. Tylko na to będzie potrzebny miliardzik. Co to był za model biznesowy, ten Volkswagen?
-
2015/10/15 00:22:27
Awalu, w banalnym nacjonalizmie nie chodzi o "wspólną prognozę pogody" tylko o budowanie poczucia przynależności narodowej przez codzienny dyskurs - akty mowy, obiekty, symbole, pieniądze, zawody sportowe etc. To istotna różnica, taka Wielka Brytania - gdzie Billig to pisał - nie ma nawet wspólnej reprezentacji futbolowej, tylko cztery różne. A jeśli o prognozę chodzi MetOffice od dawna nie ma wyłączności, bardziej popularna jest ta z Cupertino. Ostatnio nawet stracili kontrakt z BBC, bo zgodnie z prawem unijnym rozpisano przetarg i wygrała firma ze Stanów. Ale jeśli już przy tym jesteśmy, u Billiga mocno liczyła się waluta jako środek budowania tożsamości - jak to się ma do euro zatem? Co z tymi wszystkimi inwestycjami zbudowanymi z funduszy strukturalnych, które zdobią unijne flagi? Jak się to ma do faktu że w kraju eurosceptyków Szkocja, gdzie było dużo więcej takich inwestycji, jest mocno prounijna?

Tym niemniej, przez ostatnie 20 lat trochę się jednak zmieniło. O nacjonalizmie w kontekście brytyjskim i europejskim ostatnio pisała ciekawie Anderson, i z jej badań wychodziło nie banalny nacjonalizm tylko banalny klasizm, jeśli już. Co ciekawe, w dużej mierze pokrywa się to z książkami Standinga o prekariacie, przecież on mocno podkreśla, że mamy do czynienia z nową, ponadnarodową klasą społeczną. Klasa ta konsumuje inne media i ma inne punkty odniesienia niż ludzie, których badał Billig ponad dwie dekady temu. Natomiast o obywatelstwie europejskim warto poczytać Bellamy'ego w odniesieniu do praw ekonomicznych chociażby, a przede wszystkim Isina, Sawarda i Andrijaseivc, którzy opisują obywatelstwo jako instrument domagania się praw, który działa na różnych skalach - lokalnych, narodowych i ponadnarodowych. W Wielkiej Brytanii są tysiące ludzi, którzy na zasiłki socjalne łapią się dzięki jednemu wyrokowi wydanemu w Luksemburgu (sparwa Zambrano).

Jeśli inspirację czerpiesz od Billiga, to trochę musisz nadgonić.
-
2015/10/15 06:19:25
W budowanie europejskiej tożsamości w oparciu o wydaną i oznakowaną tabliczkami kasę nie wierzę - ludzie przyjmują, przyzwyczajają się, powtarzają nawet kiedy jest to rytualnie oczekiwane , że "dzięki Unii" ta nowa sala wiejska - ale nie identyfikują się.

Do pewnego stopnia podobnie jest z Schengen i euro - to są osiągnięcia UE, które owszem wytworzyły, zwłaszcza euro - pewien wspólny esprit de corps elit technokratycznych przygotowujących ich wprowadzanie, lecz też początkowo nie wymagały od szerokich rzesz społecznych zapłacenia żadnej istotnej "ceny" - były wprowadzane "za darmo", do biernego przyjęcia. Dopiero teraz trzeba się jakoś opowiedzieć w ich obronie i ten szerszy potencjał tożsamościowy się pojawia - podobnie jak opozycja wobec niego. A sprawa tak czy inaczej nie dotyczy całej UE, lecz węższej grupy państw partycypujących.

Zgodzę się z jednak Tobą: europejska tożsamość w oparciu o coś co wymaga osobistej aktywności, podjęcia pewnego wysiłku czy postawienia się w opozycji - owszem, tak być może. Jeżeli rzeczywiście Unia będzie kiedyś rozumiana jako pewien zestaw konkretnych indywidualnych praw na które mogę się powołać obywatele - i nie przez "pójście do Strasburga" (Luksemburga), lecz w bardziej codziennie dostępny sposób - ta sytuacja może się stać tożsamościowym budulcem.

Wrócę jeszcze na chwilę do przykładu hinduskiego. Miałem kiedyś okazję zjeździć dość dokładnie wzdłuż i wszerz (czy raczej wzwyż) Sikkim - mały górski stan w Indiach, we wschodnich Himalajach, który jeszcze w latach 70-tych był formalnie niezależnym feudalnym państewkiem (takim jakim nadal jest sąsiedni Bhutan). Jego rodzima populacja to ludy Lepcza i Butia, wyznawcy buddyzmu podszytego szamanizmem, żyjący w górskich wioskach, kulturowo bliżsi Tybetowi niż Indiom. Kiedy tam przebywałem pamięć samodzielnego bytu państwowego była wciąż żywa wśród elit, z rewerencją przedstawiano mi byłego głównego leśniczego ostatniego czogjala (króla) Sikkimu a o zajęciu kraju przez Indirę Ghandi i wprowadzonych przez nią porządkach wypowiadano się z rezerwą. Jednocześnie jednak można było zobaczyć czym owe Indie zdobywają sobie poparcie wśród szerokich mas - rekrutacja do oddziałów hinduskiej straży granicznej gromadziła tłumy ochotników marzących o tej drodze awansu, podobnie za "swoje" od razu przyjęto nowe państwowe koedukacyjne szkoły i kursy zawodowe np.pielęgniarskie, które pojawiły się obok tradycyjnych przyklasztornych szkół dla chłopców. Obecnie Sikkim jest klasycznym przykładem podwójnej tożsamości - młodzi ludzie Lepcza nadal czują się związani z lamajskim buddyzmem, znają język i tradycje - jednocześnie oglądają na komórkach w hinduskiej sieci bolywoodzkie sitcomy po angielsku...

Nie chcę ciągnąć tego porównania przesadnie - po prostu wydaje mi się, że tożsamość "unijna" jeżeli się pojawi będzie zasługą stałych wspólnotowych struktur zapewniających szerokie społeczne drogi awansu zawodowego, typu armia (choć niekoniecznie to musi być służba o charakterze militarnym) oraz jakiegoś obszaru wspólnej popkultury, języka i mediów. Czy mi właśnie otwierasz oczy mówiąc: to już jest za progiem: euro, Erasmus, Eurowizja... Zobaczymy, mi się wydaje w mojej ciemnicy, że ten rodzaj entuzjazmu a la Jeremy Rifkin i Mark Leonard jest jednak na wyrost, dla mnie to wszystko wciąż mieści się w ramach UE jako formuły dla współpracy rządów... Jeżeli jednak Szkoci powiedzą: chcemy być Europejczykami i wyjdą z wychodzącego z Unii UK a na mojej sielskiej prowincji dziatwa szkolna zacznie ściągać jakiś europejski (a nie amerykański) sitcom na komórki, wówczas przyznam Ci rację.
-
wo
2015/10/15 10:14:05
@awal
To jest wszystko bardzo ciekawe, co piszesz i tu akurat z kolei ostrożnie się z Tobą zgadzam. Jestem na dalszą metę za federalizmem - Unia musi się wreszcie stać jednym państwem. Acz nie mam pojęcia, jaka droga będzie najlepsza...
-
2015/10/15 11:52:31
Byc moze jedyna droga jest dominacja UE przez bogate kraje polnocy. W koncu droga do sfederalizowanych USA prowadzila przez wojne secesyjna.
-
2015/10/15 13:16:57
@awal: "Zgodzę się z jednak Tobą: europejska tożsamość w oparciu o coś co wymaga osobistej aktywności, podjęcia pewnego wysiłku czy postawienia się w opozycji - owszem, tak być może."

Ale to ważne, że nie tylko stawianie się w opozycji buduje tą tożsamość. Akty sprzeciwu są najłatwiejsze do wychwycenia, ale nawet pobieżna lektura Kathleen McNamary da Ci sporo przykładów pozytywnych. Ona docenia rolę wspólnego pieniądza czy inwestycji strukturalnych. To nie przypadek, że Szkoci - beneficjenci takiej pomocy - masowo głosują na partię postulującą opuszczenie UK, ale pozostanie w EU. A w przykładach takich jak Zambrano nie chodzi o to, że można iść do Strasburga (tu zresztą mylisz EUCJ z ECHR, który nie jest w ogóle instytucją Unijną), tylko o to, że biuro prawne na dzielnicy powołując się na wyrok EUCJ może wywalczyć Ci mieszkanie socjalne, chociażby. Billig jest ciekawy, ale machanie flagą buduje tożsamość narodową wtedy, gdy reprezentowane przez nią państwo potrafi zapewnić względny dostatek i bezpieczeństwo, a symbol funta czy euro na banknocie można zamienić na ciepły obiad.

Ciekawy jest twój przykład z Indiami, sam niedawno zjeździłem Ladakh i Kaszmir, ale to materiał na kolejnego offtopa. W skrócie: nie wydaje mi się by przykład silnie zmilitaryzowanego stanu z de facto wciąż zamkniętą granicą z Chinami, w którym głównym źródłem utrzymania poza rolnictwem i turystyką jest armia, był tu najlepszą analogią. Budowanie tożsamości przez militaryzm to ogromny temat, ale mam nadzieję, że będzie zupełnie nieistotny z punktu widzenia przyszłości UE. :-)

@wo: "Acz nie mam pojęcia, jaka droga będzie najlepsza..."

Bellamy na przykład proponuje, by zamiast się ścigać z państwami narodowymi, Unia robiła dalej to w czym jest dobra i interweniowała tam, gdzie państwo zawodzi; słowem, podkreśla ochronę praw. Ale w obecnej sytuacja gospodarczej i międzynarodowej ta rola musi wyjść ponad to (bo BRICs, bezpieczeństwo, migracja, środowisko, etc.).
-
2015/10/15 13:45:58
@europejska tożsamość

Wątpię, żeby ludzie nagle zaczęli mówić jakimś esperanto, ale przecież spokojnie mógłby istnieć instytut filmowy, który byłoby stać na finansowanie europejskich blockbusterów, nawet takich, których poza UE nikt by nie oglądał.

Budżet ESA to jakieś 4mld (przydałby się na klawiaturze znaczek euro zamiast $), ze 4 razy mniej niż NASA. Europę spokojnie byłoby stać na podobne wydatki i podjęcie przyjaznej rywalizacji z Amerykanami.

Europejska reprezentacja piłki kopanej...

Mnóstwo jest sposobów na budowę wspólnej identyfikacji, ale do tego potrzeba woli. Ta za to nie bardzo wiem skąd miałaby się wziąć. Albo inaczej, wydaje mi się, że jest, ale integracja to proces rozłożony na pokolenia raczej niż na dekady. Brakuje katalizatora, który przyśpieszyłby te zmiany.
-
2015/10/15 13:47:45
@bantus
"instytut filmowy, który byłoby stać na finansowanie europejskich blockbusterów"

W jakim języku?
-
2015/10/15 16:09:31
Po francusku, oczywiscie.
-
2015/10/15 16:19:10
Mogłyby być w każdym po trochu. Middleaged truth jest taka, że jak nie angielski to i tak muszę czytać napisy i nie mogę oderwać wzroku od ekranu żeby zrobić herbatę bo tracę wątek.

Więc co za różnica. Fińsko-szwedzko-duńsko-kantoński.
-
2015/10/15 17:04:17
W kontekście bardziej odległej przyszłości, wspólny język Unii to akurat najbardziej realna rzecz z tych wszystkich. Znajomość angielskiego staje się wszechobecna, coraz więcej osób ma z nim więcej kontaktu niż z rodzimym (internet), a prawie wszystkie nowe wyrazy pochodzą z tego języka, albo po prostu są niezmienionymi angielskimi słowami. Młodzież w połowie krajów Unii mówi właściwie tak, że to już jest nieco mieszanka języka rodzimego i angielskiego. Jak to pokolenie będzie stare, to sądzę, że nikt nie będzie widział powodu, by cokolwiek robić nie po angielsku, tylko ograniczając sobie target, czyli tracąc kasę.

Jedyna rzecz, która moim zdaniem mogłaby zatrzymać globalną powszechność angielskiego, to jakieś odgórne wymogi używania go - nie dla kasy i wygody, tylko "bo władza mówi, że się powinno". Wtedy oczywiście spora część osób by zaczęła go unikać. Póki się po prostu stoi przed faktem dokonanym, że angielski jest przydatny, bez żadnej ideologicznej dysputy doszliśmy do sytuacji, gdy obecnie prawie każde dziecko w Polsce chętnie go używa i nie spotkałem niemal nigdy sytuacji, by ktokolwiek w wieku przedemerytalnym miał jakieś uczucia wartości wobec języka polskiego.

I podobnie jest z całą resztą. Myślę, że ogólnie kolonizacja (bo tak bym to nazwał - proces integracji unijnej nie jest i nie będzie współpracą równorzędnych partnerów) jest prosta, gdy się w nią nie miesza emocji, i gdy się nie prosi, tylko stawia w sytuacji bez wyboru. Stety czy niestety, im mniej machania unijną flagą, a więcej robienia rzeczy, które nie wzbudzają kontrowersji (bo przeciętna osoba po prostu o nich nie słyszy, a nawet jak słyszy, no to co panie zrobię), ale de facto idą w kierunku państwowej Unii, tym łatwiejszy wydaje mi się ten proces. Trochę bym przywołał przykład, jak przebiegały sympatie dla Austrii w Galicji, a jak dla Rosji w Warszawie i dlaczego. Jak powiesz ludziom "skacz" to będą źli, jak położysz kasę na wysokiej półce to będą skakać sami i żaden problem. Z czasem i uczucia się pojawiają, bo coś takiego jak patriotyzm galicyjski naprawdę się rozwinął.

Do wojska zresztą też ludzie idą w większości dla kasy, albo bo muszą (przynajmniej w krajach mi znanych). Jak się trafi wojna i śmiertelne niebezpieczeństwo, to oczywiście uszlachetnia.
-
2015/10/15 18:32:35
@nonamenoneed

"W jakim języku?"

Chyba nie ma znaczenia, bo prawie wszyscy dubbingują.

@ogqozo

"W kontekście bardziej odległej przyszłości, wspólny język Unii to akurat najbardziej realna rzecz z tych wszystkich. Znajomość angielskiego staje się wszechobecna"

Powiedziałbym, że mało realna: www.youtube.com/watch?v=rxUm-2x-2dM
-
2015/10/15 19:03:42
"Wątpię, żeby ludzie nagle zaczęli mówić jakimś esperanto,"

E tam esperanto. Poczekajmy, aż Brytyjczycy sobie wyjdą, i będziemy mieli idealną linguę francę: angielski. Język, który większość mieszkańców UE zna, a z którym prawie nikt się nie identyfikuje.

"Budżet ESA to jakieś 4mld (przydałby się na klawiaturze znaczek euro zamiast $),"

Alt+u, jeśli jesteś na Windowsie. Na Linuksie: Compose, =, e.
-
2015/10/15 22:24:43
"Szydercza reakcja Stevena Levy" - Levyego
-
2015/10/15 23:51:31
Clinton będzie robić rzeczy niesłuszne, a Jeb słuszne. W związku z tym nawet jeśli by uznać ją za skuteczniejszą to będzie skuteczniejsza w robieniu dziadostwa.

Problemem okazują się prawybory, w których nie wygrywają osobniki zdolne do pokonania konkurenta w wyborach. Wygrywają ludzie z talentem do wygryzania swoich.
Taka jest wizja potencjalnego elektoratu Jeba. I jeszcze dodam, że elektorat lubią dynastie, co jest naturalne, dlatego czeka nas walka dynastii Bushów z Clintonami.
-
2015/10/17 15:09:50
Clinton bedzie robila to, co jej sponsorzy uznaja za sluszne.
-
2015/10/18 16:46:59
PS. Jak na razie to sondaze wskazuja raczej na pojedynek Clinton-Trump. To dopiero beda igrzyska!
-
wo
2015/10/19 02:46:51
No niestety, bo wolałbym oczywiście Berniego. Ale zapewne odegra rolę taką, jak partia Razem - zmusi Hillary do przesunięcia się w lewo.
-
2015/10/19 23:23:45
@marynaszbezportek
"Byc moze jedyna droga jest dominacja UE przez bogate kraje polnocy. W koncu droga do sfederalizowanych USA prowadzila przez wojne secesyjna."

Porównania UE-USA mnie nie przekonują. Amerykanie mają federalne państwo, którego używają głównie do wysłania lotniskowców - nie zapewnia ono ani praw socjalnych ani infrastruktury publicznej na europejskim poziomie. W pewnych zakresach obowiązują w nim reguły średniowieczne w sensie ścisłym np. dostępu do broni nie reguluje w praktyce władza publiczna, lecz cech rusznikarzy (NRA). Można powiedzieć z pewną przesadą: tak się "sfederalizować" to żadna sztuka bo niewiele jest tej realnej publicznej władzy do oddawania na poziom federalny. Unia jest o wiele bardziej skomplikowana właśnie dlatego, że tu trzeba harmonizować realne systemy ochrony zdrowia, pomocy społecznej, emerytalne, itd.

@jakub_jot

"mylisz EUCJ z ECHR, który nie jest w ogóle instytucją Unijną"

Nie bez kozery napisałem "pójście do Strasburga (Luksemburga)" - te dwa systemy orzecznicze się uzupełniają i powołują na siebie, bowiem EKPC obowiązuje państwa członkowskie Unii również w zakresie w jakim realizują one prawo unijne, W związku z tym przykładowo Zambrano skarżył przed trybunałem unijnym zarówno naruszenie dyrektywy 2004/38, jak i artykułu 8 EKPC, innymi słowy "szedł do Luksemburga" ze skargą na naruszenie reguł "Strasburga".
Żeby tę sprawę koncepcyjnie uprościć Traktat Lizboński nałożył na Unię obowiązek bezpośredniego przystąpienia do EKPC choć to jeszcze trochę potrwa.

"nie wydaje mi się by przykład silnie zmilitaryzowanego stanu z de facto wciąż zamkniętą granicą z Chinami, w którym głównym źródłem utrzymania poza rolnictwem i turystyką jest armia..."

Sikkim inaczej niż Ladakh nie jest obszarem zamrożonego konfliktu zbrojnego - obecność armii jest widoczna (zresztą jak wszędzie w Indiach) jednak granica z Chinami jest otwarta od 2006 r. a ton nadaje administracja cywilna, w ramach której ścierają się obecnie dwie siły: z jednej strony establiszment wokół "wiecznego premiera" stanowego, Pawana Chamlinga, który nieustannie objeżdża wioski karawaną dżipów i prowadzi politykę wielkich inwestycji: drogi, tama, lotnisko (taka tybetańska PO), z drugiej młodzi skupieni wokół kilku ośrodków opozycyjnych, wśród których jednym z ważniejszych jest... księgarnia Rachna Books, bodaj najlepsza w Indiach, a drugim czasopismo "Sikkim Talk" opisujące problemy młodych z edukacją, zdobyciem pracy, itd. Ta opozycja okresowo organizuje demonstracje i petycje, lecz nie jest szczególnie agresywna, raczej taka w stylu "rewolucji parasolek" w Hongkongu. Generalnie wyczuwa się wolę wszystkich Sikkimczyków aby ich kraik omijały wielkie tumulty globalnej polityki, które przynoszą wiele cierpienia tuż za horyzontem... Jak wspomniałem ważną siłą jest też zinstytucjonalizowany lamajski buddyzm, który w bliższym kontakcie ma wiele podobieństw do polskiego katolicyzmu - mocno pokazowy na zewnątrz (tu buddyjska odpowiedź na Świebodzin), lecz w skrytości domostw ustępujący "pogańskim" praktykom szamanistycznym. Gdzieś natomiast w tle silne pozostają rody utrzymujące swoją pozycję od czasów feudalnych, przy czym niektóre mają charakter "inteligencki" - wydawały królewskich urzędników, którzy modernizowali Sikkim w XX wieku a obecnie stanowią technokratyczny network wspierający aktualne władze. Niektóre dobre książki o Sikkimie pochodzą jeszcze z czasów brytyjskiego Raj a obecnie są reprintowane przez wspomnianą Rachna Books (np. "Gazetteer of Sikhim"). Klasyczną, choć subiektywną relacją z aneksji kraju przez Indie jest Smash and Grab Sunandy Datta-Rayego.
-
2015/10/20 15:47:24
@awal: Przez dywagacje o chodzeniu do Strasburga (który jednakowoż nie jest instytucją unijną) tudzież Luksemburga (który jest) wciąż umyka Ci fakt, że ogromna większość ludzi korzysta z unijnego systemu sprawiedliwości bez chodzenia dalej niż najbliższe biuro prawne, a więc "w codziennie dostępny sposób" - z czym polemizowałeś. Tak, sprawa Zambrano została rozpatrzona w Luksemburgu, ale kolejne tysiące spraw powołujących się na te same przepisy rozpatrzono już szczeblu lokalnym, powołując się na unijne orzecznictwo.

Co do Sikkimu, przejście z Chinami na przełęczy Nathu La zostało otwarte w 2006 z wielką pompą. Co nie zmienia faktu, że w 2010 wartość eksportu przez nią to było całe 150 tysięcy dolarów, przy zerowej wartość importu. W zeszłym roku było podobnie. Nie mogę znaleźć danych, ale widziałem prezentację na konferencji RGS/IBG ostatnio i łącznie przejechało tamtędy kilkadziesiąt ciężarówek. W związku z tym Sikkim ma dwie scieżki rozwoju: integracja z Indiami albo zwiększanie wydajności rolnictwa przez spędzanie większej ilości godzin w polu. I to jest bardzo ciekawa historia, ale nie rozumiem jej związku z integracją unijną.
-
2015/10/21 10:28:24
@awal111

" Amerykanie mają federalne państwo, którego używają głównie do wysłania lotniskowców - nie zapewnia ono ani praw socjalnych ani infrastruktury publicznej na europejskim poziomie."

Otoz to jest nieprawda. W USA zachodza duze transfery pieniezne pomiedzy bogatymi stanami polnocy a biednymi stanami poludnia na skale o jakiej krajom UE nawet sie nie snilo. USA maja unie bankowa z prawdziwego zdarzenia, ktorej UE nie ma. USA ma zintegrowane rynki finansowe, zas UE nie. W USA wiekszosc podatkow obywatele placa do kasy federalnej, a nie lokalnej.

"W pewnych zakresach obowiązują w nim reguły średniowieczne w sensie ścisłym np. dostępu do broni nie reguluje w praktyce władza publiczna, lecz cech rusznikarzy (NRA)."

To jest jakas bzdura, kontrola nad posiadaniem broni w USA jest bardzo slaba (w Polsce zreszta tez, wystarczy zapisac sie do kola lowieckiego and bob's your uncle), ale podstawowym skladnikiem tego systemu kontroli jest policja.
-
2015/10/21 14:45:39
Drodzy, krótko:

@jakub_jot:

Tożsamość "unijna" w oparciu o przyznane przez Unię prawa? Owszem, na razie mi to umyka, sądzę że te prawa będą musiały być czytelniej afirmowane przez administracje krajowe jako nie stojące w sprzeczności z systemem krajowym (typu obywatelstwo UE obok obywatelstwa kraju członkowskiego). Obecnie jesteśmy jeszcze daleko właśnie w kluczowych zakresach bliskich obywatelom - przykładowo, nie tylko administracja krajowa, ale także każda krajowa rada lekarska, adwokacka, translatorska i przedszkolankarska uznaje unijne reguły uznawania dyplomów z innych państw członkowskich za zło konieczne i przedmiot obstrukcji a nie afirmacji...

Indie: po prostu wydają mi się płodnym modelem porównawczym dla UE, być może bardziej niż USA (pomyślmy tylko o ich doświadczeniach współistnienia sekularnego państwa i znaczącego liczebnie islamu). A Sikkim w ramach Indii to z pewną przesadą trochę coś jak model nordycki - większa spójność społeczna, mała skala nierówności, w ogóle ciekawy zakątek świata, o którym po prostu chciałem napisać kilka słów.

@marynaszbezportek

USA: transfery międzystanowe - tak; podatki federalne - tak (idą na lotniskowce); unia bankowa - nie: w USA funkcjonuje dual banking system tzn. część banków nadzorują stany a część organy federalne, przy czym sektorowa bałkanizacja nadzoru finansowego jest mimo reform nadal zbyt wysoka. W UE unia bankowa obejmuje wszystkie podmioty spełniające unijną definicję instytucji kredytowej (przy czym nadzór przez "EBC" jest tak samo jak inne zadania Unii domeną wielopoziomowych sieci decyzyjnych centralnej instytucji unijnej i państw członkowskich - tu szczegóły). USA są, owszem, bardziej zaawansowane niż UE gdy chodzi o system gwarantowania wkładów (FDIC), co jest jednak tam o tyle prostsze, że Amerykanie dużo większą część wolnych środków trzymają w akacjach a nie na rachunkach bankowych.

broń - no właśnie o tym piszę, kontrola jest słaba, o tym że możesz AK47 kupić anonimowo na gun show decyduje presja NRA.
-
2015/10/21 14:52:51
pomylony link dot. EBC tu.
Pozdrawiam!
-
wo
2015/10/21 14:56:42
No i po co tak kombinujesz z tymi linkami, na bloksie to jak żonglowanie piłami łańcuchowymi.
-
2015/10/21 15:50:10
@awal111

"przy czym nadzór przez "EBC" jest tak samo jak inne zadania Unii domeną wielopoziomowych sieci decyzyjnych centralnej instytucji unijnej i państw członkowskich"

Zuzyles bardzo duzo slow zeby powiedziec "w teorii jest, praktycznie nie istnieje".
-
2015/10/21 16:06:59
@marynasz: raczej na odwrót: Unia istnieje w praktyce choć brak na nią teorii

@wo: Twój blog to ważna instytucja edukacyjna (choć Ty twierdzisz, że bar) - linki to zadania dla chętnych
-
wo
2015/10/21 17:50:44
Jasne, ale wolałbym je widzieć saute, np. jak klasyczne przypisy pod komentarzem.
-
2015/10/21 21:54:18
@awal111

"raczej na odwrót: Unia istnieje w praktyce choć brak na nią teorii"

Nie, bo wlasnie nadzor bankowy jest taka rzeczy ktora musi miec silna reke u steru, zeby sie oprzec lobbingowi, naciskom i zachetom quasi- badz wprost korupcyjnym (slynne "revolving door" chocby). Nadzor poprzez wielopoziomowe sieci decyzyjne po prostu nie dziala, bo odpowiedzialnosc sie rozmywa, nikt nie ma dosc sily zeby sie oprzec naciskom bankow i ich politycznych patronow, itd.

-
2015/10/22 01:13:53
@awal & marynasz
W praktyce to nadzór przez EBC jest ciągle tworzony i ocenianie czy działa czy nie działa po ledwo roku jest trochę przedwczesne. Rzeczywiście wcześniej de facto nie było europejskiego nadzoru (była EBA, ale bez staffu i bez uprawnień). Dlatego jednolity nadzór bankowy jest/może być istotną zmianą dla strefy euro (przynajmniej co do idei, w praktyce się okaże), że odpowiedzialność za te ca. 130 największych grup bankowych jasno spoczywa na EBC (który zatrudnił mnóstwo ludzi, żeby móc go faktycznie wykonywać).

Co do linków, to Rozporządzenie EBC jest bardzo ciekawe, ale chyba przystępniej jest poczytać:
ostatnie przemówienie szefowej nadzoru Daniele Nouy jeśli chodzi o obecny stan prac
www.bankingsupervision.europa.eu/press/speeches/date/2015/html/se150915.en.html

strony ECB Banking Supervision, np. tu jest ładny schemat wyjaśniający współpracę z nadzorami krajowymi
www.bankingsupervision.europa.eu/banking/approach/jst/html/index.en.html

co do revolving door, to generalnie jest okres zakazu konkurencji, art. 8
www.bankingsupervision.europa.eu/ecb/legal/pdf/oj_joc_2015_093_r_0002_pl_txt.pdf
-
2015/10/22 11:24:56
@magikal

"odpowiedzialność za te ca. 130 największych grup bankowych jasno spoczywa na EBC (który zatrudnił mnóstwo ludzi, żeby móc go faktycznie wykonywać)"

www.ecb.europa.eu/careers/pdf/coe_annex_1_salary_structure.pdf

Patrzylem na ich strone z "vacancies" i typowe pozycje dla specjalistow sa w band F/G (66k-100k EUR). Za te pieniadze to sobie moga pomarzyc o zatrudnianiu ludzi ktorzy beda w stanie nadzorowac macherow, ktorym banki placa N-krotnie wiecej.

"co do revolving door, to generalnie jest okres zakazu konkurencji, art. 8"

Nigga, plz. 6-miesieczny non-compete to ja mam w umowie o prace. Ten okres dla czlonkow zarzadu EBC powinien byc dozywotni.

-
2015/10/22 11:47:28
magikalu, bardzo dziękuję za odezwanie się - czasem mam wrażenie (jak widać niesłuszne), że UE w oczach Polaków, i to również młodych, to jakiś temat-misterium, no taki Yeti (a propos Sikkimu), w który się wierzy albo i nie, ale czy ona tam rzeczywiście jest za siedmioma Odrami i siedmioma Ardenami to w sumie nie wiadomo. Kiedy WO napisze o Billu Gates'ie zgłasza się pięciu komentatorów, którzy osobiście u siebie w korpo musieli hakować Widnows żeby działało i dwóch takich, którzy byli przy tym - po prostu przypadkiem przechodzili obok - kiedy ten wynosił w teczce Graphical User Interface (oraz jeden, który widział, że w teczce było co innego). Natomiast kiedy się wspomni o UE to, panie, my spokojne ludzie, nam ksiądz proboszcz nie mówili...

W odpowiedzi marynaszowi natomiast powiem, ze powszechnie znane jest zjawisko "regulatory capture" [1] [2] dotykające właśnie silnorękich nadzorców. Mają oni dużą pokusę, aby tej silnej ręki używać nie do kontroli banków, lecz jako ich swoiste ramię lobbyinowe - taka tendencja u szefostwa nadzoru, po setkach rozmów z usłużnymi prezesami, jest psychologicznie naturalna. Właśnie sieci nadzorcze oparte na współodpowiedzialności i peer review tę tendencję przyhamowują (nie mówię, że całkowicie usuwają). U nadzorców objętych siecią pojawia się bowiem myślenie: ja nie dam ci lobbować za swoimi bo to byłoby kosztem moich.

[1] klasyczny artykuł: The Theory of Economic Regulation, George Stigler, Bell Journal of Economics, 1971, vol. 2, issue 1, pages 3-21

[2] prezentacja w kontekście unii bankowej: www.ecb.europa.eu/events/pdf/conferences/130626/Session4_Boyer.pdf?cd503c90b8d067469b2218c6f63f2687
-
2015/10/22 11:59:50
jeszcze @marynasz

"Za te pieniadze to sobie moga pomarzyc o zatrudnianiu ludzi ktorzy beda w stanie nadzorowac macherow, ktorym banki placa N-krotnie wiecej."

Macherom można ograniczać N-krotne zarobki a od szefa macherów zażądać innych wyników niż tylko krótkookresowe zyski pompowane przez tychże. Leverage nadzorcy - oprócz stałych punktów takich jak uznaniowe zgody na nominacje, mergery, risk models, itd. - polega obecnie też na tym, że wielu aktualnych szefów jest z nadania nadzorców po turbulencjach kryzysowych, niektórzy z nich nawet naprawdę zdają się akceptować nową (czy raczej starą) kulturę w bankowości - np. John Cryan. Oczywiście pojawią się świeże "financial innovations" i na nie potrzebne będą nowe regulacje, ale cyniczne "nic nam nie zrobią" nie odpowiada prawdzie.
-
2015/10/22 12:26:25
@awal111

"niektórzy z nich nawet naprawdę zdają się akceptować nową (czy raczej starą) kulturę w bankowości - np. John Cryan"

Uwierze, jak zobacze ze DB zredukowal swoj gigantyczny portfel derywatow.
-
2015/10/22 12:59:57
@awal: "Obecnie jesteśmy jeszcze daleko właśnie w kluczowych zakresach bliskich obywatelom"

Pogubiłeś się w swoich własnych wywodach. Ameryka Twoim zdaniem niespecjalnie istnieje jako państwo przez silną autonomię federalną, która rozciąga się aż po elementy nadzoru finansowego. Jasne, ale kluczowe spoiwo to jest jednak dolar. Pieniądz jako symbol jest bardzo ważny u Billiga, na którego sam się powoływałeś przed chwilą. Od strony ekonomicznej Philip Coggan w Paper Promises sporo pisze o związku między systemem pieniężnym a suwerennością państwową, i przy okazji sytuacji Grecji pokazuje przepaść wciąż dzielącą strefę euro od Stanów przez brak unii fiskalnej. Wracając to Europy - fajnie, że użyłeś akurat przykładu rad lekarskich. Brytyjska podaje, że ponad 36% zarejestrowanych lekarzy wyszkoliło się za granicą, a wśród specjalistów to 41%. A wśród nich Polacy, Węgrzy, Grecy, Rumuni, Bułgarzy, Hiszpanie, Włosi... Jasne, że nostryfikacja to jest złożona kwestia, ale brak kardiochirurgów to jednak dużo większy problem. Dzięki Unii Brytyjczycy mają lekarzy, a polscy lekarze mają godziwe zarobki lub możliwość wyjazdu. To są zdecydowanie kwestie bliskie obywatelom.

"Indie: po prostu wydają mi się płodnym modelem porównawczym dla UE, być może bardziej niż USA (pomyślmy tylko o ich doświadczeniach współistnienia sekularnego państwa i znaczącego liczebnie islamu)."

Przecież sekularyzm w Indiach, Europie i Stanach to trzy zupełnie różne rzeczy. W Europie raczej nie toleruje się szariatu, a i pogromów od dawna nie było. Hinduski sekularyzm to tyleż pokojowe współistnienie religii co zwykła obojętność na los muzułmanów. Do tego współistnienie to jest gęsto przeplatane ekstremalną przemocą, jak choćby masakra Sikhów w Chitisinghuprze czy pogromy muzułmanów w Gujaracie. Clinton zachwycał się indyjską demokracją jeszcze kilka godzin po Chitisinghuprze, ale później swoją ocenę zweryfikował i nawet oskarżył służby bezpieczeństwa o przeprowadzenie tego mordu. Państwowość Indii w ogóle ma przecież dziedzictwo kolonialne i historię pełną traumatycznych epizodów, od podziału w 1947 (tu kłaniają się filmy Deepa Mehty), przez stan wyjątkowy 1975-77 (który Rohinton Mistry opisuje w A Fine Balance), po pogromy w ostatnich dwóch dziesięcioleciach. Ich demokracja to w dużej mierze historia traumatycznego podziału, nacjonalizmu i militaryzmu. Są oczywiście punkty zbieżne z Europą, ale choćby niedawna książka reporterska Pankaja Mishry Temptations of the West, pokazuje dobitnie, że indyjska droga do państwowości jest bardzo specyficzna i bezpośrednie porównania typu "to taki ich model nordycki" są po prostu nieuprawnione.
-
2015/10/22 13:01:12
To jest dobry benchmark i tego się trzymajmy, ukłony
-
2015/10/22 13:43:50
@jakub_jot

"W Europie raczej nie toleruje się szariatu, a i pogromów od dawna nie było."

Bo Balkany to nie Europa?
-
2015/10/22 13:52:03
@marynasz: "Bo Balkany to nie Europa?"

Miałem na myśli Unię Europejską, bo o niej dyskusja, ale dziękuję za korektę!
-
2015/10/22 21:53:48
@awal111

"Macherom można ograniczać N-krotne zarobki a od szefa macherów zażądać innych wyników niż tylko krótkookresowe zyski pompowane przez tychże."

Ale ja nie mowie o pensjach prezesow czy traderow. Ja mowie o tym ze instytucje regulujace placa specjalistom sredniego i niskiego szczebla (analitykom, programistom, statystykom - slowem tym na ktorych barkach spoczywa caly ten interes) ulamek tego, co oni moga zarobic na wolnym rynku. Jak sobie wyobrazasz UE wprowadzajaca ustawe kominowa dla programistow??
-
2015/10/23 14:15:06
@marynasz
"Patrzylem na ich strone z "vacancies" i typowe pozycje dla specjalistow sa w band F/G (66k-100k EUR). Za te pieniadze to sobie moga pomarzyc o zatrudnianiu ludzi ktorzy beda w stanie nadzorowac macherow, ktorym banki placa N-krotnie wiecej. "

Bardzo ciekawe... ale bierzesz pod uwagę, że w ECB nie płaci się niemieckich podatków tylko UE (jak w KE), więc to są praktycznie kwoty netto, i że koszty i jakość życia są nieporównywalne do Londynu/Paryża?
-
2015/10/23 21:20:26
@magikal

Nie wiedzialem o tej sprawie z podatkami, faktycznie to troche poprawia iloraz.