Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Polecam poczytać Miecika

Sezon na słoneczniki” Igora Miecika to pierwsza książka reporterska, jaką czytałem o konflikcie ukraińskim. To może sprawiać, że inne reportaże oceniam stronniczo, bo czasami tak bywa, że bez względu na to, co potem inni pisali o Angoli, najlepszy i tak się wydaje Kapuściński.

Mogę też być stronniczy, bo to autor „Gazety Wyborczej”, ale powiedzmy sobie szczerze, jakie jeszcze gazety zatrudniają bona fide reporterów. Te pojedyncze nazwiska z „Newsweeka” czy „Polityki” to przecież i tak będą moi koledzy z korpo.

Zaliczywszy więc już full disclosure o możliwych konfliktach interesów: polecam poczytać Miecika każdemu, kto szuka książki wyjaśniającej, o co w ogóle chodzi z tą całą Ukrainą. Zaletą tej książki jest to, że narracja nie zaczyna się tam od wczoraj.

Nie jest pisana z punktu widzenia kogoś, kto patrzy na zrujnowane lotnisko czy zielone ludziki terroryzujące małe miasteczko i zastanawia się, jak mogło do tego dojść. Odwrotnie: jest pisana z punktu widzenia kogoś, kto obserwował te mechanizmy od dawna i nie zaskoczyło go to, że w końcu wymknęły się spod kontroli.

Matka Miecika miała dwie siostry. Wszystkie przyszły na świat w Donbasie, ale jedna wyrosła na Rosjankę, druga na Ukrainkę. Matka zaś dostała zezwolenie na przeniesienie się do PRL; stąd Miecik.

Gdy czytam o tych przerażających miejscach typu Słowiańsk czy Kramatorsk, nie mogę się powstrzymać przed pytaniem, dlaczego tam w ogóle ktoś mieszka. Czy czytam powieść Serhija Żadana czy jakiś polski reportaż, wyobrażam sobie te miejsca jako piekło, z którego warto uciekać na każdy sposób.

Chyba już lepiej pracować na czarno w Polsce niż na legalu w Doniecku. W Polsce słabo, ale jednak płacą, w Doniecku od lat pensja jest pojęciem abstrakcyjnym.

Miecik wyjaśnia to dwojako. Po pierwsze: owszem, znaczna część uciekła. Jego książka ma strukturę wyprawy do jądra ciemności, miasteczka Konstantynówka, przedstawionego tu jako typowe wyludnione miasto-widmo Donbasu.

W dzieciństwie Miecik jeździł tam na wakacje, do babci. Wtedy Konstantynówka wydawała mu się całkiem normalna. Przed wyjazdem mama dała mu klucze do mieszkania po swojej siostrze. Nadaje to całej książce ciekawą, osobistą kompozycję: narrator jedzie przez wojenną Ukrainę w poszukiwaniu własnych korzeni. A skąd jego rodzina wzięła się w Donbasie? A no właśnie stąd, że nikt tam nie chciał mieszkać.

Jego dziadek do 1941 cieszył się dostatnim, inteligenckim życiem jako dyrektor szkoły w Kałudze. Zmobilizowany na początku Barbarossy, dostał się do niemieckiej niewoli.

Uwolniono go, ale w stalinizmie samo dostanie się do niewoli traktowano jak zdradę. Dziadka skierowano do oddziału karnego, został ciężko ranny. Po wojnie w swojej dawnej szkole mógł pracować już tylko jako woźny.

Chyba że... chyba że zgodziłby się przyjąć pracę w jednym z tych miejsc, w których nikt nie chce mieszkać. Workuta, Norylsk, Donbas?

Do wyboru, do koloru (skażeń w powietrza). Dziadek wybrał Konstantynowkę, której kolorem są rdzawe związki żelaza z okołokopalnianych hałd. I stąd cel podróży Miecika.

Nie jechał przez Ukrainę jako dziennikarz z Polski. Przeważnie ukrywał tożsamość. Jako osoba praktycznie dwujęzyczna, udawał „swojego”, który długo przebywał w Rosji i dlatego podłapał dziwny akcent.

Przez to jego książka jest wyjątkowo interesująca, bo pokazuje Ukrainę nie jako kraj egzotyczny i niepojęty, tylko przeciwnie, jako aż nadto zrozumiały. U nich wszystko było prawie takie jak u nas, tylko proporcje inne.

Mamy w Polsce tendencję do retoryki typu „Polska w ruinie”. Sam miewam do tego skłonność - może nie napiszę czegoś w stylu „rządzą nami aferzyści”, ale pewnie zalajkuję coś takiego na fejsie.

Z reportaży Miecika wyłania się obraz kraju bardzo podobnego do naszego, który jednak po prostu w klasie politycznej miał więcej Sławków Nowaków, a mniej Mazowieckich. W biznesie miał więcej prywatyzacyjnych oligarchów i czyścicieli kamienic, a mniej entrepreneurów budujących firmę od zera.

Polska w „Psach” Pasikowskiego wygląda jak Ukraina. Ćwierć wieku temu w przyszłość spoglądaliśmy ze strachem.

Mój ulubiony przykład to wizje Polski w XXI wieku z ówczesnej fantastyki. Od Sapkowskiego po Ziemkiewicza wyglądało to bardzo podobnie: lej po bombie, powtórka z września, powtórka z rozbiorów.

Że nie staliśmy się Ukrainą, to nie brzmi jak jakieś wielkie osiągnięcie. Tego się nie da wyryć na spiżowym pomniku. Ale jednak książka Miecika zmusza, by to docenić. Było całkiem blisko...

środa, 05 sierpnia 2015, wo

Polecane wpisy

  • Propaganda sukcesu

    Niniejszym ogłaszam, że nowe książki Wosia („To nie jest kraj dla pracowników”) i Fejfera („Zawód”) są na tym blogu de rigueur. Wypada z

  • Niech żyje dziennikarstwo partyjne

    W najnowszym „Tygodniku Powszechnym” Dariusz Rosiak napisał esej, którego streszczeniem jest sam tytuł „Dziennikarz nie wiecuje”. Cenię

  • Prośba o 1%

    Adam to mój przyjaciel z dzieciństwa. Tak jak ja, należy do pokolenia niepowtarzalnych szans i niewyobrażalnych pokus. Kto z nas naprawdę chciał być bardzo boga

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/08/05 16:37:12
KO: w powietrza -> w powietrzu
-
2015/08/05 17:59:40
Ale właściwie czemu nikt nie chciał mieszkać w Konstantynowce w latach 40?
-
2015/08/05 19:44:31
@WO "Było całkiem blisko..."

Było daleko. WO, zechciej docenić siłę wielkich politycznych dryfów - całą Europę Środkową zdrfowało do UE i NATO nawet tam gdzie lokalni politycy wiosłowali zawzięcie pod prąd (np. Vladimír Mečiar na Słowacji). Z kolei Ukrainie niestety do wejścia na tę drogę w tym samym czasie nie pomółby cały desant Mazowieckich. Za długa historia carsko-sowiecka, za słabe w skali kraju promieniowanie tradycji zachdnich z Galicji. Postsowieckie tory były nieuniknione. Zachęcam do lektury "Rumun goni za happy endem" Bogumiła Lufta, gdzie wbrew tytułowi zawarty jest też rzut oka na najświeższe losy Mołdawii. Ten kraj był akurat na granicy dryfu zachodniego i wschodniego i jak na dłoni widać tam ich wzajemne znoszenie się. Na Ukrainie znoszenie dryfu wschodniego, czyli nasz 1989, zaczyna się dopiero dziś. Ich 1990 był bardziej jak nasz 1956 a ich 2004 jak nasz 1980...
-
2015/08/05 21:06:15
@WO:
"jakie jeszcze gazety zatrudniają bona fide reporterów",
Tygodnik Powszechny, który zresztą ma bardzo dobry cykl reportaży z Ukrainy Pawła Reszki.
-
2015/08/05 22:05:30
@wo: "Z reportaży Miecika wyłania się obraz kraju bardzo podobnego do naszego, który jednak po prostu w klasie politycznej miał więcej Sławków Nowaków, a mniej Mazowieckich."

No tak, ale skądś się ta proporcja Nowaków do Mazowieckich u nas wzięła (zresztą, nawet Nowak to przy ukraińskich ministrach zupełnie przyzwoity człowiek jest). Ukraina była dużo bardziej uzależniona gospodarczo od Rosji niż my, miała szczątkową tradycję państwowości, flotę czarnomorską na autonomicznym Krymie, i zupełnie inną strukturę etniczną. Trudno sobie w Polsce wyobrazić prezydenta, który po polsku ledwo duka, a tam to była rzeczywistość.
-
2015/08/06 01:51:22
@Tygodnik Powszechny
W ogóle: śmiesznie, że jedna z największych w Polszy lewackich gazet to pismo profilowo katolickie.
-
2015/08/06 07:45:35
@Tygodnik Powszechny

No, to jest jedna z tych cech, która nas odróżniła od Ukrainy - mieliśmy akceptowane przez reżim lewicowe elity alternatywne wobec partii komunistycznej - przypominam, że Mazowiecki był wieloletnim redaktorem naczelnym lewicującego katolickiego pisma "Więź". Ewolucja "TP" przypomina w ogólnym zarysie historię "Süddeutsche Zeitung", głównej lewicowo-liberalnej gazety Niemiec, wydawanej w Monachium, która jest następczynią przedwojennych katolickich "Münchner Neueste Nachrichten".

Jeszcze o tych wspomnianych przez WO wizjach Polski w XXI wieku z literatury sf z lat 90tych. Polskim autorom nie przyszło do głowy że zamiast powtórki katastrofy będziemy mieli powtórkę peryferyjnej stabilizacji - ostatnio w ramach przypomnień lektur z dzieciństwa wpadła mi w ręce "Kamizelka" Prusa i zdumiałem się opisem małżeństwa warszawskich prekariuszy, które tam jest zawarty: on pracuje w korpo (ówczesnym odpowiedniku - carskim urzędzie) i zabiera prace na noc do domu ("napiszę jeszcze parę wierszy") a ona na śmieciówkach ("lekcje") wieczorami dorabiając krawiectwem. W niedzielę w Łazienkach kupują sobie "dwa kufle doskonałej wody" i dwa pierniki, aby poczuć się jak prawdziwi mieszczanie...
-
2015/08/06 09:39:28
@"Że nie staliśmy się Ukrainą, to nie brzmi jak jakieś wielkie osiągnięcie."

Białorusini też mogą mieć taką satysfakcję. Tym bardziej, że oni rzeczywiście mieli całkiem blisko.
-
2015/08/06 11:52:36
@ Ukraina jako Polska z równoległego wszechświata

Dla mnie jako osoby pamiętającej nieco (z dzieciństwa) Polskę transformującą, mocno improwizowana studencka wyprawa do Lwowa w 2007 była szokującą podróżą w czasie. Dopiero tam sobie zdałem sprawę jak się u nas pozmieniało; w Lwowie było rzeczywiście jak w "Psach", a to i tak przecież zachodnia metropolia na warunki ukraińskie. Kolesie w skórach oferujący, że "kupią nasze kobiety", niszczejąca infrastruktura wszystkiego, busik Lwów - Medyka z rozwaloną przednią szybą (na moje pytanie, czy nas za to nie zatrzymają kierowca odpowidział ofertą obniżki ceny), bójka w barze (2 facetów tłukących się z barmanką), którą miejscowa milicja po prostu obserwowała zblazowana, aż całość przerwała żona jednego z zabijaków nawalając męża po łbie i ciągnąc za włosy do domu polecam to każdemu jako szczepionkę na tzw. Polskę w ruinie.

Ale najbardziej znaczące w tym było to, że to nie był straszny dziki Wschód, żadna egzotyczna bida, tylko właśnie bardzo znajoma i rozpoznawalna rzeczywistość.
-
2015/08/06 13:46:10
@amatil, niechjedzaciastka

"Białorusini też mogą mieć taką satysfakcję."

"w Lwowie było rzeczywiście jak w "Psach", a to i tak przecież zachodnia metropolia na warunki ukraińskie"

Bylem kilkanascie lat temu na zachodniej Bialorusi, i tam nie bylo jak w "Psach". Tylko jak w Polsce za komuny: ludzie klaniajacy sie w pas milicjantom, kiepskie zaopatrzenie w sklepach, grzadki kapusty pomiedzy blokami (tego chyba nawet w Polsce lat 80-tych nie bylo). I taka cisza/apatia na ulicach.

Tak wiec nie wiem, czy Bialorus pod butem Lukaszenki miala tak duzo lepiej niz chaotyczna, ale swobodniejsza Ukraina.
-
2015/08/06 15:25:49
@niechjedzaciastka: "w Lwowie było rzeczywiście jak w 'Psach', a to i tak przecież zachodnia metropolia na warunki ukraińskie."

Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda zachodnia metropolia na warunki ukraińskie to jednak musisz wybrać się do Kijowa, a nie oglądać zaniedbany Lwów. Poza tym, w 'Psach' bardziej chodziło o rodzące się powiązania na linii państwo-mafia-biznes i absurdy nowego ładu gospodarczego ('Uwierzyłbyś, że faceci wożą wurst sześćsetą?'), niż o biedę i burdy w barach. Te ostatnie w prawie każdym kraju znajdziesz, szczególnie jeśli masz budżet studencki. Natomiast jeśli chodzi o oligarchizację państwa to faktycznie, u nas się mocno poprawiło bo większość szans wykorzystaliśmy, a na Ukrainie poszło to w drugą stronę bo oni większość szans zmarnowali. Tyle, że startowaliśmy z zupełnie innych pozycji.
-
2015/08/06 15:28:14
Podrzucam linka do podcasta rozmowy z autorem o ksiazce - juz po niej chcialem ksiazke nabyc, ale jakos umknelo, wiec dzieki, WO, za przypomnienie: audycje.tokfm.pl/odcinek/-Sezon-na-sloneczniki-Opowiada-Igor-Miecik/26277

-
2015/08/06 15:54:51
Ech, a miałem plan na urlopie wrócić do jakichś powieści może... i znów kupiłem 3 książki reporterskie ;-)
-
2015/08/06 16:17:37
Jakieś dwa lata temu przez parę miesięcy wynajmowałem ukraińskiej parze mieszkanie. Młodzi. Jakieś 30 lat. Ona nauczycielka, w Polsce pani sprzątająca mieszkania, on budowlaniec w Polsce pracował w zawodzie. Na czarno. Czasami udało mu się popracować w Berlinie ( zresztą sam mu dałem kontakt z kumplem który ma tam firmę). Co miesiąc przy odbieraniu czynszu mieliśmy dość długie pogadanki. Temat jeden: jak to u nas dobrze a u nich źle. Te wszystkie nasze plemienne nawalanki do dla niego kulturalna dyskusja (zresztą chyba nie bardzo rozumiał o co chodzi, no bo skoro jedni i drudzy nie kwestionują Europy, NATO i takie tam to o co tu biega? ). Nasza bieda to dla nich normalny standard życia. Jak mu mówię, że bezrobocie, brudny pociąg czy przeciągający się remont głównej ulicy czy autostrady to tylko pukał się w czoło. Pracując czasami w Niemczech miał porównanie z Polską. W zasadzie nie widział wielkiej różnicy. Owszem zarobek większy, ale w życiu nie byłoby go tam stać na samodzielne wynajęcie kawalerki o normalnym standardzie. Najbardziej zazdrościł nam tego, co dla nas jest co raz mniej zauważalne. W Europie jesteśmy traktowani jak normalni ludzie, kiedy on musi chować się przed byle gliniarzem bo w zasadzie nie powinno go być nie tylko w Niemczech ale nawet w Polsce.
Był za młody by pamiętać komunę. Jak mu powiedziałem, że przed 1989 Ukraina i Polska były na podobnym etapie rozwoju, nie chciał wierzyć.
Książki Miecika nie czytałem, ale po rozmowach z Wadimem jestem w stanie zrozumieć rozgoryczenie Ukraińców. Wadim przyjechał ze stosunkowo bogatej Odessy jeszcze przed wojną w Donbasie. Rany. Strach pomyśleć co miałby do powiedzenia gdyby dzisiaj przyjechał z Konstantynowki.

-
2015/08/06 18:00:47
@ jakub_jot

Może to źle ująłem - Kijów to nie jest dla mnie w ogóle "zachodnia metropolia", tylko już Wschód. Tam się już zaczyna robić dla mnie egzotycznie, oligarchizacja jakby inna niż na zachodzie Ukrainy, inne myślenie. Lwów łatwiej się daje porównać do Polski 90, bo dystans kulturowy jest (IMHO) mniejszy niż z Kijowem. Szczególnie na budżecie studenckim, bo za lepsze pieniądze można się oczywiście odgrodzić od syfu i spłaszczyć sobie po Friedmannowsku świat do paru fajnych turystycznych restauracji itp.

W odniesieniu do porównania z "Psami" - bardziej idę tu za porównaniem Gospodarza. Oczywiście nie widziałem zupełnie na żywo na Ukrainie rodzących się powiązań na linii państwo-mafia-biznes, ale zarówno od strony nastroju panującego na ulicach, jak i wrażeń estetycznych to było bardzo a la "Psy". Tu też wykłada się symetria na zasadzie "tam bieda i tu bieda, tam burdy i tu burdy", bo jednak mieliśmy szczęki na ziemi widząc dwóch milicjantów spokojnie patrzących na faceta bijącego się z barmanką na podłodze knajpy w pobliżu Opery Lwowskiej (ścisłe centrum Lwowa). W sensie: nasz standard był taki, że przyjeżdża policja i jednak interweniuje, a nie, you know, stoi z założonymi rękami. Było tego więcej, ale zmierzam do tego, że po tej wizycie mam trochę więcej szacunku dla różnic dzielących Polskę i Ukrainę i sięgając po książkę Miecika będę je miał w pamięci.
-
2015/08/06 23:11:31
Z Ukrainą problem polega na tym że poza Donbasem to jest w zasadzie wielkie kartoflisko. Można je zaorać, wieśniaków przepędzić i nikt na tym nie straci ani nie zyska, ani Rosja ani Zachód. Ot, państwo istniejące po nic i dla nikogo, taka Mongolia czy inszy Niger. Ukraina płaci cenę za swoją nijakość - nie posiada potencjału ludnościowego czy militarnego takiego jak Chiny ani potencjału opartego na wiedzy takiego jak kraje cywilizacji judeoatlantyckiej gdzie życie jednostki waży więcej niż miliona Murzynów. Dlatego Ukrainę można bez specjalnego protestu ze strony (mało) zainteresowanych najechać, spalić wioski i zgwałcić kobiety. Nie można natomiast najechać Finlandii. Tu się ujawnia w pełnej krasie olbrzymia przewaga mózgów nad ciałami.
-
2015/08/08 19:06:58
bobbin_threadbare
"Z Ukrainą problem polega na tym że poza Donbasem to jest w zasadzie wielkie kartoflisko. Można je zaorać(...)"

Ukraina nadal, mimo wojny, jest drugim w świecie (po USA) eksporterem zbóż.
To Donbas jest w tej chwili kartofliskiem.
Już nie te czasy, kiedy jadąc w listopadzie przez kraj widziało się stojące na polu, nie zebrane plony.
Choć bieda na wsi jest powszechna, bo to w większości post-kołchoźnicy. Ale u nas na postpegieerowskich wsiach także nie ma raju.

Jeśli ktoś znajdzie sposób na rozwalenie mafijnego układu oligarchiczno-urzędniczo-politycznego w Europie Wschodniej, absolutnie powszechnego i utrwalonego przez stulecia na wschód od Polski (Pribałtyka to dość małe organizmy, które łatwo było opanować), zasłuży na Nobla ekonomiczno-pokojowego.
-
2015/08/08 20:08:51
"Z Ukrainą problem polega na tym że poza Donbasem to jest w zasadzie wielkie kartoflisko. Można je zaorać, wieśniaków przepędzić i nikt na tym nie straci ani nie zyska, ani Rosja ani Zachód. Ot, państwo istniejące po nic i dla nikogo"

To zupełnie jak Polska.
-
2015/08/08 21:36:23
Może i jest drugim producentem zbóż, ale nawet gdyby cały zbożowy ukraiński areał zamienić na lej po bombie to świat by sobie bez tego zboża poradził. Są też takie kraje jak Turcja czy Chiny, które, jeżeli się zagłębić, są wiodącymi hodowcami żywności praktycznie wszelakiej, od zbóż, przez kartofle, jabłka, marchew, porzeczki po cytrusy. Tylko co z tego - jedzenie można wyhodować praktycznie w każdym zakątku naszego globu; problemem nie jest wysokość plonów bo żarcia jest nadmiar tylko jego redystrybucja (cywilizacja judeoatlantycka się obżera i wyrzuca resztki, Afryka głoduje). Bycie kartofliskiem (czy zbożowiskiem), choćby największym na świecie oznacza dla kraju tylko tyle że jego gospodarka jest najprawdopodobniej bardziej zbliżona do tej neolitycznej niż informatycznej - bo i po prawdzie to można powiedzieć o krajach takich jak Chiny czy Turcja. I taka też jest dla świata posthumanistycznego wartość życia ich mieszkańców - są bardziej krzepkimi troglodytami niż zmatematyzowanymi strukturami białkowo-neuronalnymi.
-
2015/08/09 07:48:41
@bobbin_threadbare

... Bycie kartofliskiem (czy zbożowiskiem)...

To tak jak Dania albo Holandia. Tam też nic tylko krowy i jakieś zielsko. Hut i kopalń jak na lekarstwo. Jakby tak nagle zniknęli z mapy świata, to też nikt by nawet tego nie zauważył.
Taka ironia.
-
2015/08/09 08:50:04
Czemu więc myśląc "Duńczyk" lub "Holender" człowiek Zachodu myśli "to bardziej człowiek niż Ukrainiec"?

Ano pewnie dlatego że duński i holenderski chłop nawożą ziemię najnowocześniejszymi nawozami, jeżdżą najnowocześniejszymi traktorami, osiągają określoną wydajność z hektara a po pracy zagłębiają się w najnowszym modelu smartphone'a. Tak sprofesjonalizowane rolnictwo ma więcej wspólnego z posthumanistyczną rozrywką niż z koniecznością przeżycia.
-
2015/08/09 19:14:25
@bobbin
"Czemu więc myśląc "Duńczyk" lub "Holender" człowiek Zachodu myśli "to bardziej człowiek niż Ukrainiec"? "

Może dlatego, że Twój chochołowy człowiek zachodu jest rasistą, który bardzo mało wie o gospodarce (Holandia: ok. 2.3% ludności zatrudnionej w rolnictwie, 2.6% GDP) i tylko dlatego widzi w Holandii wyłącznie rolnictwo (pewno w postaci tulipanów). Do rasizmu doda sobie bogactwo + kontakty kulturowe i wyjdzie jak znalazł.
-
2015/08/09 21:23:50
@ile lat za europą jest Ukraina
Wydaje mi się, że o ile politycznie 2004 na Ukrainie to nasz 1980, to gospodarczo nie bardzo. Ostatnio podróżowałem po granicy Zachodniej i wschodniej Ukrainy (wzdłuż dawnej granicy Polski) - ale nie po miastach, tylko w interiorze. To wygląda, bo ja wiem, na nasze lata 50te - 60te - nie ma elektryczności, nie ma bieżącej wody - jedna studnia na wioskę i ludzie z wiadrami - ogrody przydomowe, z których ludzie się żywią, ugory, i pseudo państwowe (wydzierżawione przez oligarchów) pola kukurydzy i soi. Jakbym oglądał "Wiosna, Panie sierżancie". Wódka do śniadania jest zupełnie normalna, Były milicjant chodzi po wiosce i wyłudza bimber, powołując się na kolegów w czynnej służbie, drogówka szuka łapówek...
Ale ludzie byli wspaniali - gościnność jak z legend, wzajemna solidarność i mimo wszystko kultura - taki żywy folklor, tam ludowych pieśni nie śpiewa "Mazowsze", tam śpiewa się to przy ognisku. Szkoda dobrych ludzi...
-
2015/08/09 21:25:09
Który człowiek? To mw.61 napisał "To tak jak Dania albo Holandia. Tam też nic tylko krowy"

Człowiek posthumanistyczny budzi większy respekt niż człowiek quasi-neolityczny, to już temat dla psychologów, filozofów, socjologów - czemu tak jest. O strażakach z WTC kręci się filmy dokumentalne i znamy ich z nazwisk, o dzieciach codziennie ginących w Sudanie czy innej Syrii się filmów nie kręci i nie występują pod nazwiskami, co najwyżej jako ciemna bezkształtna masa lub statystyka, "jakieś tam tysiące czy miliony w Afryce lub Azji". Podobnie rzecz ma się z Izraelem - Izraelczyk który zginie w zamachu to tak jakby trochę Amerykanin zginął, ale już Palestyńczyk trochę jakby Syryjczyk albo Etiopczyk, papierowy ludzik z wycinanki, o twarzy bezkształtnej i psychologii niewiadomej a może w ogóle nieistniejącej.

Ukraińcom mogą w ich aspiracjach do świata posthumanistycznego i szacunku ze strony przeciętnego Amerykanina lub Niemca pomóc jedynie wysokie technologie, informatyzacja, edukacja i rozbuchany konsumpcjonizm - w przeciwnym razie pozostaną w gronie Syryjczyków i Etiopczyków.
-
2015/08/10 02:00:38
@ b_t

Cywilizacja judeoatlantycka? Abraham i Mojżesz jako potomkowie Atlantydów czy co? A strażacy z WTF jako posthumaniści to już temat dla psychologów, psychoanalityków i psychiatrów, ewentualnie farmakologów. Pewnie dlatego, że gaszą pożary najnowocześniejszą wodą. I tylko czemu człowiek zachodu (słońca) myśląc Polak myśli "Somwhere in Asia, killed some jew-atlantids"? Bo jak zginie Ukrainiec, to taki news, jakby w Chinach przewrócił sie worek ryżu. A jak Polak, ho ho, to już dwa worki. Rozbuchany konsumpcjonizm sei Dank.
-
2015/08/10 06:53:50
Lewicowe zachodnie media starają się odzwyczajać czytelników od dehumanizowania ludzi z biedniejszych krajów - tu ostatnie okładki Der Spiegel z podobiznami imigrantów.

Ta dehumanizacja jest zresztą równie daleko posunięta gdy chodzi o słabsze grupy w zachodnich krajach - co roku w etnicznych gettach w USA ginie w strzelaninach więcej ludzi niż zginęło w atakach 9/11...

Ukraina jednak nie jest też w zachodnich europejskich mediach jakąś dziką krainą - tu dla przykładu rozmowa ukraińskiego i rosyjskiego ambasadora w prime time w programie Anne Will (gdzie zresztą ten drugi dość komicznie przejęzyczył się mówiąc "zorganizowaliśmy, to znaczy rosyjska ludność Krymu zorganizowała, dwa referenda" - 21:25). Podobnie pamiętam pełnoszpaltowe analizy w wielu zachodnich dziennikach np. przy okazji pierwszej rocznicy Majdanu, które opierały się na researchu znacząco lepszym niż to, czego - przy całym entuzjazmie dla tematu - dokonały nasz media... Z książek polecam Andrew Wilsona....
-
2015/08/10 09:10:43
Mediów bym nie rozgrzeszał. Jeżeli literaturę reporterską uznamy za media to wystarczy sobie przejechać wzrokiem po polskich tytułach dotyczących byłych republik radzieckich czy też Bałkanów żeby sobie uświadomić co mają w głowie sami literaci (nie wiem czy są lewicowi czy prawicowi, co mnie to). Choćby "Sezon na słoneczniki" - tytuł rustykalny jak należy, no bo gdzie rosną słoneczniki, przecież nie w fabrykach, obok mikroprocesorów. Idźmy dalej - "Wieże z kamienia" (Jagielski o Czeczenii) - tu jest jeszcze lepiej bo kamienna wieża przywodzi na myśl Średniowiecze. "Gorsze światy" (W. Śmieja), "Dobre miejsce do umierania (znowu Jagielski), można całą litanię stworzyć. Nie chcę tu już się pastwić nad Stasiukiem (i wydawnictwem Czarne), który w tym swoim doszukiwaniu się prowincjonalności i rustykalności robi więcej złego niż dobrego. Wszystkie reportaże dotyczące Rumunii, Mołdawii, Ukrainy, Czeczenii, Kazachstanu czy nawet byłej Jugosławii przedstawiają społeczności kozojebców odnalezionych przypadkiem w trakcie zaliczania sidequestu w Falloucie. A przecież w tych krajach są też duże miasta, galerie handlowe, dobre samochody, młodzi ludzie, smartphone'y, pachnące butiki i apteki, wyższe uczelnie pełne wrażliwych okularników, miłośnicy death metalu i hipsterzy. Z niewiadomych (choć mam pewien trop) przyczyn reportażyści uparli się pokazywać winietki a'la Borat. Być może z podświadomej zemsty za to że przez wiele lat pokazywano w zachodnich mediach polskiego bezzębnego chłopa na furmance; teraz możemy się wreszcie odkuć na jakimś czarnym ludzie.

Nie zmienia to faktu że od tej dehumanizacji oni mają tylko jeden ratunek - sposthumanizować się. Naturalistyczna, chaotyczna rustykalność (nie mylić z warzywniakiem na balkonie sztokholmskiej hipsterki) jednoznacznie kojarzy się ze światem minionym - biedą, wojną, metafizyką, zagrożeniem. Człowiek nowoczesny, nawet jeżeli wyprowadza się na wieś, to kamyczki na ogrodowej ścieżce układają mu się we wzór fraktalny. A "tam" wciąż entropia i dzikie słoneczniki.
-
2015/08/10 09:39:15
Reportaże Jagielskiego pochodzą z pierwszej połowy lat 90. Wtedy ani w Tbilisi, ani w Groznym nie było smartfonów ani galerii handlowych, tylko trwała tam wojna.

BTW, Tobie się zdarzyło bywać na Bałkanach czy właśnie w Gruzji? Bo mnie tak i jakoś tych fabryk (poza może hydroelektrowniami) w Bośni, Czarnogórze, Macedonii czy nawet Bułgarii specjalnie dużo nie widziałem.
-
2015/08/10 09:45:15
Tak, te polskie książki reporterskie przeważnie powielają schemat "Polski inteligent patrzy na dziki wschód" tj. reprezentant polskiej klasy wyższej dociera na niziny społeczne odwiedzanej krainy i opisuje a vista swoje impresje. To jednak jest nasza lokalna specjalność, taki gatunek literacki. Zachód - oprócz może Włochów - pisze inaczej, tam poważny autor (tj. nie jakiś piszący backpacker) ma redakcyjne wsparcie, researcherów, fundusze i kontakty potrzebne do przygotowania bardziej wielopłaszczyznowej narracji. U nas to się zdarza z rzadka piszącym dyplomatom np. wspomniany Bogumił Luft.
-
2015/08/10 10:30:37
Co gorsza zapanowała swoista moda na konfliktopisanie. Tak jak istnieją specjaliści od biografii skrzywdzonych dzieci (no, tu akurat 100% to specjalistki) oraz kryminałów w stylu skandynawskim tak się też namnożyło specjalistów od reportaży wojennych. Tylko że niczego się nowego z tych książek nie dowiadujemy czego byśmy już nie wiedzieli - że wieją wiatry historii, życie ludzkie jest naznaczone cierpieniem a wszędzie wtrącają się mocarstwa ze swoją wielką polityką. Jagielski nie pisze już o Czeczenii to teraz Miecik będzie pisał o Ukrainie; można wręcz odnieść wrażenie że to dobrze iż jest jakaś wojna - można się po reportersku wykazać.

Zbliżamy się powoli do czasów (już w nich jesteśmy?) kiedy ciekawiej będzie poczytać książki podróżnicze Pawlikowskiej i Kreta. Tam przynajmniej ludzie coś jedzą, dokądś chodzą tańczyć, kochają się. A tu tylko świst kul i tablica Mendelejewa osiadła na parapetach. Brakuje tylko muzyki Preisnera. Ja mam tego popwojenno-depresyjnego reportażu dosyć.
-
2015/08/10 10:54:35
@bobbin

"Ano pewnie dlatego że duński i holenderski chłop nawożą ziemię najnowocześniejszymi nawozami, jeżdżą najnowocześniejszymi traktorami, osiągają określoną wydajność z hektara a po pracy zagłębiają się w najnowszym modelu smartphone'a."

Najwieksza roznica pomiedzy chlopem holenderskim a ukrainskim jest Common Agricultural Policy. NB taki model rolnictwa fabrycznego, zwl. jesli chodzi o hodowle zwierzat, powoli sie konczy, dlatego ze jest nie do utrzymania ze wzgledu na produkcje gazow cieplarnianych, cierpienie zwierzat oraz inne koszty ekologiczno-spoleczne (np. stan Teksas jest zalewany gnojowka produkowana przez ich farmy bydla).

"Nie zmienia to faktu że od tej dehumanizacji oni mają tylko jeden ratunek - sposthumanizować się. Naturalistyczna, chaotyczna rustykalność (nie mylić z warzywniakiem na balkonie sztokholmskiej hipsterki) jednoznacznie kojarzy się ze światem minionym - biedą, wojną, metafizyką, zagrożeniem. Człowiek nowoczesny, nawet jeżeli wyprowadza się na wieś, to kamyczki na ogrodowej ścieżce układają mu się we wzór fraktalny."

Nieprawda. Patrz np. inicjatywe "Rewilding Britain", ktora ma na celu m.in. reintrodukcje wilkow w UK. To jest nowoczesnosc. Smartfony? Ziew.

@awal111

"Lewicowe zachodnie media starają się odzwyczajać czytelników od dehumanizowania ludzi z biedniejszych krajów - tu ostatnie okładki Der Spiegel z podobiznami imigrantów."

Duzo to pomoze kiedy potem jakas Katie Hopkins napisze w Daily Mail o uchodzcach "karaluchy" i patrz pan, pare miesiecy minelo a ta wannabe-nazistka nadal ma prace i nadal ja drukuja, i nadal ja czytaja.

"Ta dehumanizacja jest zresztą równie daleko posunięta gdy chodzi o słabsze grupy w zachodnich krajach"

No tak, ale np. kampanie wyborcza Mitta Romneya pograzylo wlasnie pogardliwe wyrazanie sie o "47%" spoleczenstwa ktore jest stracone dla Republikanow bo korzysta z zasilkow panstwowych. Wiec wewnatrz spoleczenstwa taka taktyka jest mniej skuteczna, jezeli nie jest wsparta roznicami rasowymi albo religijnymi.
-
2015/08/10 11:33:06
@ bobbin_threadbare

E tam. Mam wrażenie, że rozliczasz nie tylko media, ale co gorsza literaturę z bycia Obiektywnym Probierzem Świata Takim Jakim On Jest.


Z wyjątkiem książki Śmieji (która ma chyba pokazać, że nie tylko bieda i nędza, ale również ciekawostki i egzotyka), tytuły, które wymieniłeś funkcjonują przecież w zupełnie innym kontekście niż jakieś komprehensywne readery o danym kraju. Reportaż wojenny kieruje się swoimi prawami i zawsze ukazuje dany kraj z bardzo specyficznej perspektywy (rozmowy z partyzantami raczej niż studentami mechatroniki). To samo można powiedzieć o Stasiuku - przecież on się zupełnie nie kryje z tym czego szuka i po co podróżuje. Tak się historycznie złożyło, że znajdzie to raczej na Bałkanach i szeroko pojętym Wschodzie, niż w przeciwnych kierunkach. Nie winiłbym autorów za to, że piszą w ramach reguł wybranego gatunku i pewnej tradycji reporterskiej. Dodaj do tego to, że nikogo specjalnie nie grzeje opis galerii handlowej w Mołdawii, skoro ma to u siebie za progiem. Po co to komu.

[Tu wstaw sobie rozważania o tym, jak bardzo należy za to winić wpływ Kapuścińskiego. Ewentualnie o tym, jak "produkcyjniaki" skaziły możliwość fajnego pisania o tym, że "idzie nowe"]

W Polsce nie mamy chyba odpowiedników Gladwella czy Gleicka, którzy potrafią pisać świetne książki o nakowcach, biznesie i innowacjach, polskich czy bałkańskich. Sorry, taki mamy klimat czytelniczy.
-
2015/08/10 11:52:24
@niechjedzaciastka

"W Polsce nie mamy chyba odpowiedników Gladwella czy Gleicka,"

[OT] Polecam jeszcze Chapmana, "In search of stupidity".
-
2015/08/10 22:04:37
To wszystko prawda o tych reportażach, ale podejrzewam że akurat Polacy piszą o miastach-widmach i chłopach w kufajkach nie po to żeby pokazać "jak tam jest" tylko żeby się pocieszyć że tak nie jest u nas. Dobór tematów świadczy o pisarzu. Tłumaczenie "a kogo interesuje galeria handlowa w Kiszyniowie" do końca mnie nie przekonuje. Moim zdaniem wysyp książek reporterskich o byłym ZSRR i Bałkanach to jednak szukanie czarnego luda tuż za granicami.

Zaczepiłem dziś człowieka, inżyniera, który naście lat pracował w ZSRR, na Ukrainie, za Uralem, w Jakucji, budował rurociągi, wysokościowce itp., przygód tam miał co niemiara. Napomknąłem mu m.in. o tematach, które tu poruszamy. Pierwsze co powiedział to że w Jakucji, na Syberii - generalnie ludzie przemili, serdeczni, gościnni. Ukraińcy? Niech Pan uważa - tylu Polakożerców i faszystów Pan nie znajdzie nigdzie na świecie. Czyli - ten eskimos gdzieś tam z północy, który nic do nas nie ma, ot taki dobry prosty człowiek, ale Ukrainiec już prawie jak swój więc trzeba zwalczać. Wszędzie tylko skinheadzi z nożami. Tak świat widzi ten akurat człowiek, widać podskórną wrogość do tych prawie-Polaków, od których trzeba się odciąć żeby mieć kim pomiatać. A jak wiadomo, w Polsce trzeba kimś pomiatać żeby się określić.

Paralela to daleka, pomiędzy faszyzmem na Ukrainie a modą na reportaże wojenne, ale całkiem bym tych rozważań nie przekreślał.
-
2015/08/10 23:18:59
@bobbin
Patrząc na mnogość zwolenników tezy że Ukrainiec to banderowiec (czyli Lachiw by rezał, faszysta jeden), nie kierowałbym się zbytnio zdaniem pojedynczego człowieka.
-
2015/08/11 08:18:55
Mi tam się coś innego rzuciło w oczy. Sposób postrzegania świata, zarówno przez prawosektorowców, jak i separatystów, jest identyczny. Odwoływanie się do wymyślonego dziedzictwa, całkowita dehumanizacja oponentów połączona z przypisywaniem im wymyślanych na bieżąco odrażających cech, skłonności paranoidalne, dążenie do konfrontacji. Brzmi znajomo?

Kiedyś doszedłem do wniosku, że jednym ze skutków każdej wojny jest przetrzebienie pogłowia narodowców, co umożliwia później przez jakiś czas normalne funkcjonowanie państw. Teza oczywiście naciągana i uproszczona, ale coś w tym jednak jest chyba.
-
2015/08/11 08:52:05
"Teza oczywiście naciągana i uproszczona"

Nigdy nie bój się niczego mówić, miej tylko świadomość że możesz gadać bzdury. Zasada mocno już zapomniana w czasach Facebooka, kiedy ludzie boją się czegokolwiek napisać pod własnym nazwiskiem bo inni biorą to na poważnie. ;)

Pogłowie narodowców spada po wojnach bo to narodowcy idą na wojny. Wojna jest naturalną konsekwencją myślenia symbolicznego - ludzie, którzy wierzą w platońskie byty takie jak granice państwowe czy rasowe zawsze skończą na jakiejś wojnie bo to wokół symboli a nie drugiego człowieka obraca się ich myślenie.

Z wymyślonym dziedzictwem bym nie przesadzał, by wspomnieć tu chociażby kosze wojskowe z czasów Siczy - jak by nie patrzeć była to chyba pierwsza nowożytna europejska instytucja demokratyczna, więc gdyby chcieli mogliby się powoływać na dobre tradycje. Powołują się jednak na inne co jest - moim zdaniem - skutkiem relatywnie krótkiej historii tożsamości narodowej i państwowej. Im krótsza i słabsza państwowość tym potrzeba jakiegokolwiek samookreślenia silniejsza a że Polak to jednak był od kilkuset lat okupant na tamtych ziemiach ich podejście do Polaków musi być takie jak u naszej prawicy do Niemców ("odwieczne krzywdy", "przyjdzie i nas wykupi" itd.). Polska prawica buduje swoją tożsamość na byle jak rozumianej odrębności, byle to była odrębność (vide: Polska nie musi być bogata, ma być katolicka - co trzeba przyznać jest ideą jedyną na świecie) to i ukraińska jakoś musi. W przeciwnym wypadku musieli by zanegować ideę odrębności jako taką (czyli myślenie symboliczne) i się roztopić w tyglu europejskości i nowoczesności.

Byłem niedawno w Jeleniej Górze i w rozmowie z jeleniogórzaninem zwróciłem uwagę na dużą liczbę niemieckich turystów w mieście. Na co on - lekko urażony - odparł: "no kochany, polskie to wszystko tutaj raczej nigdy nie było". Polak! I bynajmniej nie jakaś lewacka intelektualna popierdółka, prosty człowiek. Czy lwowianin odpowiedziałby tak samo zahaczony o dużą liczbę turystów z Polski? Do dyskusji. We Lwowie nie byłem.
-
2015/08/11 10:46:46
@ bobbin_threadbare

"(...) podejrzewam, że akurat Polacy piszą o miastach-widmach i chłopach w kufajkach nie pot, żeby pokazać «jak tam jest» tylko żeby się pocieszyć że tak nie jest u nas"

Ale to podejrzenie jest oparte na czymś konkretnym? Wrzucenie większości najnowszego polskiego literackiego reportażu do szufladki "kompensowanie sobie kompleksów mieszkańców peryerii" jest trochę armchair freudian psychology, ce nest pas?

To wyjaśnienie ma dodatkową ułomność wobec alternatywnych. Na przykład takich, że byłe republiki ZSRR są ciekawe dla polskiego reportażysty (i części czytelników), bo oferują mieszankę znajomego z egzotycznym; takich, że robiący w reportażu wojennym i będący w tym dobry dziennikarz jedzie do Afganistanu, baz FARC w Kolumbii, do Gruzji, bo wiesz, na tym się zna i to go interesuje; na przykład takich, że jadąc tam gdzie jest obecny konflikt masz gotowe tworzywo literackie, difoltową dramaturgię itd. Jesteś pewny, że taki Jagielski jedzie rozmawiać z Basajewem, bo chce sobie poprawić samoocenę cywilizacyjną, albo sprzedawać taki ersatz postępu polskim nielicznym czytelnikom? Albo, że Miecik jedzie w tym celu na Ukrainę?
-
2015/08/11 10:55:26
@bobbin: "Pogłowie narodowców spada po wojnach bo to narodowcy idą na wojny. Wojna jest naturalną konsekwencją myślenia symbolicznego"

Ale wojna produkuje symbole, wokół których gromadzą się następne pokolenia narodowców. Poza tym, "pogłowie" - nie dehumanizujesz aby?

@"kosze wojskowe z czasów Siczy - jak by nie patrzeć była to chyba pierwsza nowożytna europejska instytucja demokratyczna,"
Nawet ochlokratyczna. Tak czy inaczej, co z tego, demokracja wojskowa jest starsza niż nowożytność.

@różnica między Holendrem a Ukrainą
Podstawowa jest taka, że Holandia istnieje w siatce skojarzeń przeciętnego zachodnioeuropejczyka. Z czymś się kojarzy, zawsze była.
Z Ukrainą nie mają żadnych skojarzeń, nawet takich powykrzywianych jak nasze sienkiewiczowskie. Ukraińcy to jakaś ekstrawagancka odmiana Rosjan, z niewiadomego powodu upierających się, że Rosjanami nie są.
-
2015/08/11 15:00:05
@niechjedzaciastka

"To wyjaśnienie ma dodatkową ułomność wobec alternatywnych. Na przykład takich, że byłe republiki ZSRR są ciekawe dla polskiego reportażysty (i części czytelników), bo oferują mieszankę znajomego z egzotycznym; takich, że robiący w reportażu wojennym i będący w tym dobry dziennikarz jedzie do Afganistanu, baz FARC w Kolumbii, do Gruzji, bo wiesz, na tym się zna i to go interesuje; na przykład takich, że jadąc tam gdzie jest obecny konflikt masz gotowe tworzywo literackie, difoltową dramaturgię itd."

Przede wszystkim, reporter jedzie tam gdzie za podroz zaplaci mu redakcja. Jezeli w interesie redakcji BBC jest naglosnienie sytuacji w Libii (zeby np. przygotowac grunt pod kolejna inwazje), to wysla reportera do Libii. Itd. Jakos ta motywacja polityczna umknela z dyskusji, a przeciez polskie redakcje tez nie sa jej pozbawione (z jakiegos powodu w "GW" bylo duzo wiecej reportazy o biednych wioskach w Rosji niz o biednych wioskach na poludniu USA).

-
2015/08/11 16:06:33
@amatil

...Holandia istnieje w siatce skojarzeń przeciętnego zachodnioeuropejczyka ...

Ba. Niejeden wylądował w Poland, myśląc, że jest w Holland.
Porównując ironicznie holenderski krajobraz z ukraińskim popełniłem błąd. Powinienem porównać do Irlandii. A napisałem tak bo uważam, że to co napisał @bobbin_threadbare o Ukrainie jest, hmm, niezbyt mądre. W XIX w. można było irlandzkie kartoflisko kroić jak się chce, dzisiaj Ukraina jest w zupełnie innej geopolitycznej sytuacji. Nie uważam, że (cytat)... taka też jest dla świata posthumanistycznego wartość życia ich mieszkańców - są bardziej krzepkimi troglodytami niż zmatematyzowanymi strukturami białkowos-neuronalnymi ...(rozumiem, że ta wartość jest nie wiele większa niż kartoflisko) .
Nie.
Uważam, że świat mimo wszystko się zmienił. Co prawda Wielki Brat się nie zmienił, ale tak łatwo czołgami już się nie wjeżdża. Jeszcze pięćdziesiąt lat temu Kijów Ruskie zdobyliby w tydzień. Dzisiaj utknęli w Donbasie i sami nie wiedzą co dalej. Przychylam się do opinii ppompeius _magnus, że problem tkwi bardziej w samych Ukraińcach. Kluczowe jest rozwalenie mafijnego układu oligarchiczno-urzędniczo-politycznego. Zachód jakoś tam pomaga (fakt, można więcej) ale muszą przede wszystkim pomóc sobie sami. Zacofanie,jak to ładnie określił bobbin, krzepkich troglodytów jest do nadrobienia.
Irlandczycy, ale my też udowodniliśmy to.

-
2015/08/11 16:30:12
@ marynasz

Oczywiście racja, geopolityka ma tu znaczenie. Znam temat akurat z podwórka wydawców książek, gdzie reporterzy to najczęściej już znane nazwiska (Jagielski, Hugo-Bader, Tochman) i trzeba się bardziej liczyć z ich wolą, ale oczywiście ostatecznie to również wydawca daje hajs na pasujący mu temat. Bardziej chodzi mi o to, że nie trzeba psychoanalizować reporterów żeby zrozumieć dlaczego akurat takie, a nie inne reportaże są wydawane. Miecik np. ma nie tylko dość rozpoznawalne nazwisko, ale też temat interesujący, bo (a) konflikt; (b) z Rosją, naszą narodową nemezis; (c) tuż za naszą granicą, po sąsiedzku; (d) w kraju kulturowo podobnym do Polski, ale dość różnym, by wzbudzać ciekawość.

@ odczłowieczanie

Trochę to dryfuje w OT, ale to przecież jest temat wałkowany od dekad w etnografii i antropologii i innych - z jednej strony przedmiot opisu zostaje, well, uprzedmiotowiony przez badacza, z drugiej sam badacz / reporter zmaga się z oczekiwaniem opisania czegoś egzotycznie innego. Ekstremalnym przypadkiem takiego oczekiwania byłaby np. postawa ludzi z Fuck For Forest pokazanych w dokumencie o takim samym tytule, którzy jadą ratować pełnych mistycznej prawdy, splecionych z naturą w harmonii Amazończyków, a trafiają na ludzi w t-shirtach, któzy chcą rozmawiać o konkrentych rozwiązaniach, mają ambiwalentny stosunek do Mateczki Natury, chcą budować szkoły dla swoich dzieci i pracę dla siebie itd. Dysonans jest porażający. Pewnie coś podobnego grozi reporterom jadącym do ludzi w kufajkach, ale od dobrego reportera oczekuje przekroczenia tego sentymentalizmu, choćby miało to boleć.
-
2015/08/11 20:20:35
@podcast:
Czyli co, separatyści to naturalna konsekwencja ćwierćwiecza neoliberalnego eksperymentu?

@człowiek posthumanistyczny:
E, jak się posthumanowi skończy papier w toalecie, to mu najnowszy tablet nie pomoże. Zresztą, anteposthumanistycznemu mieszkańcowi wschodniej Europy iPad też za wiele nie da, chyba że go gdzieś korzystnie przehandluje.

Komfort tego, co postrzegamy jako "zamożny cywilizowany Zachód", nie polega na tym, że możemy kupić sobie dwumetrową plazmę na ścianę, zrobić zdjęcie i wrzucić na "walla" --- wbrew temu, co wielu chciałoby sądzić. Polega na tym, że nie musimy martwić się o to, jak z dnia na dzień mogą zniknąć nasze pieniądze na emerytury, szef rządu ucieknie/przeprowadzi się do sąsiedniego kraju, a nasz fach nagle przestanie istnieć.
-
2015/08/11 21:45:51
@jerzyszczur "(...)zamożny cywilizowany Zachód"(...) (p)olega na tym, że nie musimy martwić się o to, jak z dnia na dzień mogą zniknąć nasze pieniądze na emerytury, szef rządu ucieknie/przeprowadzi się do sąsiedniego kraju, a nasz fach nagle przestanie istnieć."

Jako mieszkaniec kraju "zamożnego cywilizowanego Zachodu" dementuję tego newsa.
Dwa razy do roku pojawia nam się w biurze przedstawiciel funduszu emerytalnego i na przestrzeni lat już nieraz kluczowym elementem prezentacji były wykresiki pokazujące, ile kasy na nasze emerytury wyparowało przez ostatnie pół roku w wyniku jakichś globalnych lub lokalnych zawirowań finansowych. Odkąd śledzę lokalną politykę, dwóch premierów po skończeniu premierostwa wybrało karierę zagraniczną. Mój fach w międzyczasie też zniknął, a teraz płacą mi za znikanie kolejnych.
-
2015/08/11 23:09:52
Ach, wybacz; zapomniałem, że utopia nie istnieje.
-
2015/08/11 23:24:52
Zapomniales, ze zyjemy w dystopii a nie w utopii.
-
2015/08/12 04:50:38
Kluczową siłą na Ukrainie są młodzi studiujący na zachodzie, w tym w Polsce. Ci spośród nich którzy są dziećmi skorumpowanych elit nie będą motorem zmiany podobnie jak ci, którzy dzięki zdolnościom i pracy wybiorą kariery na emigracji. Lecz ci, którzy pochodzą z nieuprzywilejowanych rodzin i wrócą do kraju będą parli do uczciwych reguł i przewidywalności, co w tamtych warunkach oznacza poluźnianie więzi z Moskwą. Trwała zmiana albo wyjdzie albo od nich albo nie wyjdzie wcale...

@polscy reportażyści
... piszą o wschodzie bo tam mają niższe bariery wejścia - nie trzeba mieć kontaktów, które pozwoliły na przekonanie do rozmowy byłych prominentnych nazistów (jak w "Co u pana słychać" Kąkolewskiego), nie trzeba poruszać się z maestrią po malarstwie włoskim (jak w "Barbarzyńcy w ogrodzie" Herberta). Na wschodzie wielu wystarcza umiejętność komponowania historii z obserwacji przydrożnych... Są to często dość powierzchowne książki, chyba że - jak u Miecika czy Smoleńskiego ("Pochówek dla rezuna", książki o Izraelu) poparte rodzinną historią czy też autentycznym wysiłkiem inkultracji...
-
2015/08/12 09:22:07
"Komfort tego, co postrzegamy jako "zamożny cywilizowany Zachód", .....
Polega na tym, że nie musimy martwić się o to, jak z dnia na dzień mogą zniknąć nasze pieniądze na emerytury,...."


Pracownicy Enronu w USA jak widać nie zaliczali się do zamożnego cywilizowanego Zachodu.
-
2015/08/12 15:28:18
@rpyzel

Cywilizowany Zachod okrada czlowieka w cywilizowany sposob. Wschod robi wjazd na chate, szcza do studni i wynosi srebrne lyzeczki z kredensu.
-
2015/08/12 21:57:50
Mały offtop.

Najlepszą książką jaką czytałem o świecie postradzieckim jest nie reportaż, ale rzetelna naukowa praca: Mafia rosyjska Federico Varese. Bez ozdobników o wielkiej polityce, wódce i rosyjskiej duszy pokazuje że Rosja jest krajem do bólu przewidywalnym i w zasadzie podobnym do innych. I właśnie dlatego - co najstraszniejsze - możliwe są tam wszystkie patologie.
-
2015/08/16 16:03:00
@bobbin

Zastanawia mnie, w jakim stopniu pozycje mafii rosyjskiej (zwlaszcza tej wiekszej) wzmacnia to, ze bogaci Rosjanie maja "bezpieczna przystan" na Zachodzie, zwl. w UK. Czy Varese porusz ten temat?