Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Nienakręcony Tarantino

One of them is in cahoots

Życie dziennikarza piszącego cotygodniowy felieton o Internecie na papier to życie w nieustannym strachu, że ktoś mi świśnie temat. Między oddaniem felietonu a jego wylądowaniem w kioskach mija prawie pełny tydzień, dość czasu, żeby jakiś temat do znudzenia przewałkowały portale.
Weźmy ostatnią głośną sprawę - wyciek scenariusza Tarantino „Hateful Eight”. Pomyślałem, że to fajny #pomysłnafelieton - recenzja z nienakręconego Tarantino.

Ale co będzie, martwiłem się, jeśli jakiś portal zrobi to samo? Wprawdzie to nie pasowało do takiej wizji portalozy, jaką od lat roztaczam w swoich tekstach, ale przecież podobno agregację w portalach ma w końcu kiedyś zastąpić dziennikarstwo (zaraz po triumfie Linuksa na desktopach). A ja ze swoim tygodniowym cyklem nie mam szans z nimi rywalizować na szybkość publikacji.

Mimo to spróbowałem, bo uznałem, że warto napisać coś więcej o samym filmie. Nie zobaczymy go w kinach, to jedno już niestety wiadomo na pewno.

I wielka szkoda, bo ze scenariusza wygląda to na coś świetnego - skrzyżowanie „Django” z „Reservoir Dogs”. Ze sceną strzelaniny slo-mo, którą potem internauci by rozkminiali, kto strzelił pierwszy i kto zabił kogo. W scenariuszu oczywiście mamy to łopatologicznie wyjaśnione.

Na blogasku za to mogę zrobić coś, czego nie mogę zrobić w felietonie - czyli zrobić intuicyjne user friendly „japko shift 4” (srsly, Steve, what were you thinking?) i zilustrować tekst kawałkiem scenariusza. To dialog między kobietą skazaną na śmierć (Domergue) i dwoma łowcami głów.

Jeden z nich, major Warren, to ktoś w rodzaju „Django 20 lat później”. Grałby go zapewne Samuel Jackson (o rety! o rety! jaki to byłby genialny film!). Warren zaciągnął się na ochotnika w wojnie secesyjnej, żeby zabijać białasów, a potem został łowcą głów, żeby dalej zabijać białasów.

Jego kolega po fachu, John Ruth, ma inne podejście. Ilekroć plakat mówi „wanted dead or alive”, dostarcza przestępcę może nieco pokiereszowanego, ale jednak „alive”. „Kat też chce z czegoś żyć”, mawia.

Śnieżna zamieć sprawiła, że wspomniana wyżej trójka znalazła się w zajeździe dla dyliżansów na górskiej przełęczy w Wyoming. Muszą tu spędzić noc. Że mało kto dożyje poranka - it goes without saying. Domergue nawet nie ukrywa, że w zajeździe jest ktoś, kto zaraz ją uwolni.

W scenariuszu uderzyła mnie dysortografia Quentina. W tym filmie nikt nie pije kawy, wszyscy piją „coffy”. Nie ma tam drani, są „bastreds” (jeszcze inna pisownia niż w „Ingloriousach!”). „Your” i „you’re” są jednym słowem, trzeba się domyślać z kontekstu.

Gdyby to było tylko w dialogach, można by to uznać za stylizację. Skądinąd scenariusz podkreśla, że niektórzy tu mówią z silnym akcentem południowym, inni z jankeskim. Jedna postać mówi z akcentem brytyjskim (grałby ją może Tim Roth?), a jeszcze inna z francuskim (grałby ją zapewne Christoph Waltz).

Błędna ortografia jest jednak nawet w didaskaliach (np. „pours himself some coffy”). Cóż, Quentinowi wybaczyłbym nawet błędną pisownię w komciach na blogasku. Ale innym radzę pamiętać: nigga, you ain’t no goddamn’ Tarantino.

czwartek, 30 stycznia 2014, wo

Polecane wpisy

  • Zimna wojna

    „Zimną wojną” Pawlikowskiego byłem zachwycony, podobnie jak wcześniej „Idą”. Skoro na mojego bloga zaglądają pisowcy, postanowiłem zamia

  • Solo

    Dawno nie pisałem na blogu o popkulturze, bo samo hasło „blog popkulturowy” zaczęło mi się kojarzyć z wujowym kontentem, który mi czasem wpada na fe

  • Dziadzio Spielberg

    UWAGA: notka będzie zawierała umiarkowane spojlery do filmu i książki „[Ready] Player One”. Jeśli ci to przeszkadza, wracaj do lat 90., złotej dekad

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/01/30 10:10:45
@wo

"Domergue nawet nie ukrywa, że w zajeździe jest ktoś, kto zaraz ją uwolni."

Rio Bravo!
-
2014/01/30 10:21:44
@"Cóż, Quentinowi wybaczyłbym nawet błędną pisownię w komciach na blogasku. Ale innym radzę pamiętać: nigga, you aint no goddamn Tarantino."

To chyba jest ogólny problem native'ów języka angielskiego, że oni najpierw uczą się mówić, a dopiero później pisać, i nie przechodzą jakiegoś szczególnie dokładnego kursu gramatyki i ortografii (za to przechodzą "spelling bees", które z naszego punktu widzenia wydają się idiotyczne). Dlatego często mylą homonimiczne zwroty pełniące różne funkcje gramatyczne. Zważywszy na to, że Tarantino wcześnie zakończył formalną edukacje, tym bardziej nie powinno dziwić że pisze tak jak słyszy.
Polski sposób nauczania angielskiego jest dokładnie odwrotny (przez co niezbyt skuteczny jeśli chodzi o umożliwienie komunikacji), ale za to jak Polak już się w miarę nauczy języka, to raczej nie robi błędów ortograficznych (bo zna zapis słowa na pamięć), i nie ma problemu z odróżnianiem "your" od "you're" (bo rozumie różnicę gramatyczną).
-
2014/01/30 10:36:50
KO
> jeszcze inna pisownia niż w Ingloriousach!
Wykrzyknik powinien być za cudzysłowiem.
-
2014/01/30 10:51:14
@wo
Korekta (skoro mowa o błędach): "sceiariusz"
-
2014/01/30 11:45:55
Sama historia wycieku to temat na przynajmniej epizod filmowy. Jak tylko usłyszałem, wyobraziłem sobie hollywoodzką balangę w wypasionej rezydencji na której ktoś kogoś podrywa na oryginalny scenariusz Tarantino. Potem jakiś niespodziewany współlokator go sprzedaje, bo akurat nie ma czym zapłacić dilerowi. Ten go gdzieś zostawia przez przypadek. (...) Na końcu śmierć scenariusza z którego nigdy nie powstanie film. W międzyczasie kolejne osoby czytają go i zastanawiają się czy jest oryginalny czy nie, co jest okazją do popisowych dialogów na temat kina albo świadomie bądź nieświadomie odegrania fragmentów we własnej historii.
-
2014/01/30 11:47:13
Na chwilę się odlurkuję by odnieść się do komcia bballmana.

Dodam, że (bardziej w Stanach, w UK i zwłaszcza w Irlandii jest inaczej) język angielski nie jest świętością narodową. U nas jest.

Mnie na przykład szlag trafia, gdy widzę Prawdziwego Polskiego Patriotę stosującego Prawicową Interpunkcję i Ortografię w swych wywodach o wyższości Prawdziwych Polskich Patriotów. Otóż mam subiektywne silne przekonanie, że polscy patrioci to są ludzie, którzy poprawnie posługują się językiem polskim, pomimo setek lat rusyfikacji i germanizacji, którzy potrafią go ładnie wykorzystywać jako narzędzie komunikacji, zabawy oraz sztuki, a zwłaszcza jako narzędzie pracy.

Ale w Stanach, gdzie nie ma tego etosu języka w opałach, poprawne (czyli "zgodne z normami") wyrażanie się może jak najbardziej być wyrazem klasizmu. W Polsce nadal śląskiego nie uważa się za język. W Stanach ebonics (który dla mnie jest pięknym, żywym dialektem) awansował już dawno do języka literackiego.
-
2014/01/30 11:54:58
@To chyba jest ogólny problem native'ów języka angielskiego, że oni najpierw uczą się mówić, a dopiero później pisać

To chyba jest ogólny problem native'ów.

@nie przechodzą jakiegoś szczególnie dokładnego kursu gramatyki i ortografii

A kto przechodzi, poziom wiedzy Polaków o języku polskim jest tragiczny.

BTW, w Ameryce są już pionierzy korekty obywatelskiej w gazetach.
-
2014/01/30 12:09:02
@wo
Christoph Waltz, nie Christopher.
-
2014/01/30 12:09:52
@artujac
A kto przechodzi, poziom wiedzy Polaków o języku polskim jest tragiczny.

Lektura podręcznika języka polskiego dla cudzoziemców uświadomiła mi, że zupełnie intuicyjnie stosuję się do skomplikowanego zestawu reguł, których nie znam. Na lekcjach języka polskiego jakoś nie miałem tej świadomości, bo sposób nauczania gramatyki jest wybitnie zniechęcający i sztuczny.
-
2014/01/30 12:12:14
Ale jednak ja np. się uczyłem o stronach, trybach i przypadkach, funkcjach języka i uzusach w liceum. Niemcy OIW tak nie mają.
-
2014/01/30 12:27:08
@wo
"srsly, Steve, what were you thinking?"

Ja to od samego początku zapamiętałem jako "japko $" - i jakoś łatwiej mi rozkminić.
-
wo
2014/01/30 12:33:08
@msk22

Dzięki, poprawione.
-
2014/01/30 12:36:44
@bballman
"Dlatego często mylą homonimiczne zwroty pełniące różne funkcje gramatyczne".

Ja czasem nie mam pewności, czy mylą (i jaki odsetek), bo nie znają form, czy specjalnie mylą, bo tak jest super i, na przykład, krócej więc szybciej. Jak przykładowo w takiej końcówce zdania: ... otherwise Quentin would of done it. (to 'of' to chyba klasyk klasyków obok wspomnianego 'your' i bezsensownych apostrofów, no i nie dotyczy to żadnego z dialektów w żadnym z anglosaskich krajów, to międzynarodowe jest)

@doc.hunter
"język angielski nie jest świętością narodową" oraz "klasizm"

Faktycznie, ciężko, żeby sytuacja języka, którym posługuje się pokaźna część globu, będącego 'mother tongue' w wielu krajach, mimo, że potrafi brzmieć bardzo różnie w nich, była podobna do sytuacji naszego języka. Coś takiego jak jeżyk angielski faktycznie nie może być świętością. Wydaje mi się jednak, że u nas jakiś klasizm odnośnie tej kwestii też już jest. Nie zdziwiłbym się również, gdyby w krajach anglosaskich podobnie sarkano na ichniejsze #dzieci sieci, co na nasze na tym blogu. No i zdarzają się przecież magazyny, które z aktualizacji swojego "Style Sheet" potrafią nawet wstępniaka utoczyć (zob. Wire, Dec. 2013), już nie mają o czym pisać, jak o tym, że Stoner Metal obok stoner rocka zaczyna ich kłuć w oczy. Ten wspomniany brak "świętości" chyba nie ma znaczenia dla "zafiksowania" na poprawnej pisowni. Może w Stanach jest faktycznie inaczej.
-
2014/01/30 12:48:18
@arturjac
"To chyba jest ogólny problem native'ów."

Dzięki za niczym nieuzasadniony nitpicking. Point będący, że w angielskim pisownia istotnie odbiega od wymowy i trudno nawet o jednolite reguły w tym zakresie - dużo bardziej niż w innych powszechniejszych językach (sprawdzić czy nie francuski). A ten, znany pewnie, wiersz świetnie to obrazuje.
W polskim pisanie tak jak się słyszy powoduje tylko kilka rodzajów błędów - klasyczne błędy ortograficzne, błedy końcówek ą/om typu "przyglądam się szafą, idę ulicom", łączna/rozłączna pisownia "nie" z innymi wyrazami, które nie utrudniają tak bardzo zrozumienia tekstu jak np. pomylenie "your" z "you're". Jest to bliższe powszechnym w angielskim błedom dotyczącym liczby mnogiej vs. saxon genitive "doctors, doctors', doctor's"
Tytułem anegdoty, podobno prawdziwi górale nie robią nigdy błędów w zapisie ż/rz, bo w ich gwarze słowa, które pisze się z rz wymawia się inaczej niż te, które pisze się przez ż (taki anachronizm językowy)

@martin.slenderlink
"would've" vs "would of" to też dobry przykład, ale nie wiem czy to moda czy jednak efekt pisania ze słuchu i braku znajomości form. Wydaje mi się że jednak to drugie.
Tak samo, Amerykanie mają straszliwe trudności z prawidłowym zapisem nazwisk obcokrajowców, co wydaje się dziwne zważywszy na to że ich nazwiska też mają swoje źródło w wielu różnych językach.
-
2014/01/30 16:37:00
@wo
...W scenariuszu uderzyła mnie dysortografia Quentina.

Widać facet pisze jak mówi. Może dlatego jego dialogi są takie niesamowite. Gdyby w jego filmach nie było żadnego trupa, to i tak warto byłoby je oglądać dla samych dialogów. Zresztą i tak zanim załatwią jakiegoś kolesia to gadają i gadają. I to jest to.
Zasłużył by się nie czepiać.

...Nie zobaczymy go w kinach, to jedno już niestety wiadomo na pewno.

Nie jestem za karą śmierci ale są sytuacje, że chciałoby się powrócić do łamania kołem. Ten który to puścił do sieci zasługuje na taką karę.
Rany! L. Jackson jako łowca głów demoniczny jak Jules. Może też jakaś paralela do Pulp Fiction?A może gdzieś tam zmieściłby się i Travolta. Albo Waltz jako Francuz... itd.
Ech. Tyle straciliśmy przez jakiegoś bubka. Płakać się chce.
-
2014/01/30 16:55:44
@doc.hunter

"polscy patrioci to są ludzie, którzy poprawnie posługują się językiem polskim"

Ten wywód o wyższości prawdziwych polskich patriotów to oczywiście klasizm. Jaki ten język polski ma być? No przecież, że taki, jakim posługują się prawdziwi polscy patrioci.

"W Polsce nadal śląskiego nie uważa się za język. W Stanach ebonics (który dla mnie jest pięknym, żywym dialektem) awansował już dawno do języka literackiego."

To swoją drogą też kwestia perspektywy. Przede wszystkim w Stanach badacze języka zajmują się badaniem języka, dzięki czemu dowiadują się różnych ciekawych rzeczy, a nie ustalaniem, co jest albo nie jest językiem, a co awansowało do języka literackiego.

@bballman
"w angielskim pisownia istotnie odbiega od wymowy i trudno nawet o jednolite reguły"

Może trzeba było od tego zacząć zamiast pisać komunały.

"nie utrudniają tak bardzo zrozumienia tekstu jak np. pomylenie "your" z "you're""

To tak bardzo utrudnia zrozumienie tekstu? Chyba głównie w śmiesznych przykładach wymyślanych przez grammar nazi. Z mówionym angielskim też masz tu problem?

"słowa, które pisze się z rz wymawia się inaczej niż te, które pisze się przez ż (taki anachronizm językowy)"

Archaizm? To nie do końca tak (jest coś takiego jak archaizm podhalański, ale to coś troszkę innego), bo na Podhalu mazurzą, ale "rz" wywodzi się z miękkiego "r" i nie uległo zlaniu z "z" w odróżnieniu od "ż".
-
2014/01/30 23:04:50
słowa, które pisze się z ch wymawia się inaczej niż te, które pisze się przez h
-
2014/01/31 09:27:11
@munny

Mozna by z tego zrobic uzyteczna regule jezykowa, wg ktorej uzywamy twardego "h" albo miekkiego "ch" zaleznie od stopnia twardosci opisywanej rzeczy.
-
2014/01/31 09:41:11
"w angielskim pisownia istotnie odbiega od wymowy i trudno nawet o jednolite reguły w tym zakresie - dużo bardziej niż w innych powszechniejszych językach "

Często słysze ten - niesamowicie absurdalny - tekst od Polaków. Ludzie angielskojęzyczni, dla odmiany, mówia zwykle że jak coś jest napisane po polsku to zupełnie, ale to ZUPEŁNIE nie da sie tego przeczytać jeżeli nie wie sie jak należy to przeczytać. Co native speakerom jezylka polskiego wydaje sie kompletie absurdalne. No bo jak to, że "polish is one of the hardest languages to learn" kiedy ja nauczyłem mówić jak miałem 2 lata zupełnie bez problemu.

-
2014/01/31 10:02:40
ale hej, o ile "odbieganie pisowni od wymowy" może być subiektywne (choć też nie do końca, bo można zobaczyć jak wyglądała wymowa historyczna odtworzona przez badaczy, i o ile jest bliższa pisowni niż współczesna), to akurat z jednolitymi regułami to trochę prawda. W polskim wymowa jest bardzo trudna, to raz, ale reguły są dość przejrzyste. I uwaga surprise, we francuskim jest podobnie, tam z kolei wymowa mocno odeszła od pisowni (nie odwrotnie), ale reguły są jasne - każdy kto zna język jest w stanie przeczytać każde słowo (źródło: filolożka francuska), natomiast po angielsku często dla nejtiwów podaje się w słownikach wymowę w nawiasach, bo reguły są rozmyte.
-
2014/01/31 12:04:49
"angielskojęzyczni, dla odmiany, mówia zwykle że jak coś jest napisane po polsku to zupełnie, ale to ZUPEŁNIE nie da sie tego przeczytać jeżeli nie wie sie jak należy to przeczytać."

Bzdura. Czy masz problem z poprawnym odczytaniem nieznanego słowa? Zapis polski jest generalnie fonetyczny. Tylko oczywiście trzeba wiedzieć (a więc nauczyć się) jak się zapisuje poszczególne głoski, np. miękkie, czy szeleszczące i znać niezbyt długą listę wyjątków. Dlatego, na przykład, da się zrobić całkiem sprawny syntezer mowy w języku polskim bez wbudowanych obszernych słowników wymowy.
-
2014/01/31 12:25:31
@kuba_wu

"Zapis polski jest generalnie fonetyczny. Tylko oczywiście trzeba wiedzieć (a więc nauczyć się) jak się zapisuje poszczególne głoski"

Chinski alfabet tez jest calkiem latwy, jak juz wiesz jak sie zapisuje poszczegolne slowa.
-
2014/01/31 14:29:42
@r.a.

Nie znam chińskiego, ale z tego co wiem, to te same znaki wymawia się inaczej po mandaryńsku niż po kantońsku.
Więc chyba jednak nie.
Chyba, że jako chiński alfabet miałeś na myśli pinyin. Ten jest podobno całkiem fonetyczny, o ile opanujesz zasady, inne niż w polskim i angielskim (nie ma takiego miasta: bejdżiiiin).
-
2014/01/31 17:12:07
@wo

... Ale innym radzę pamiętać: nigga, you aint no goddamn Tarantino.

Eee. A jak jakiś młody koleś, pracujący teraz przy noszeniu teczki za jakimś filmowym ważniakiem, koszmarną gramatyką zacznie wpisywać ci komcie, a potem okaże się naszą filmową ikoną?
Tarantino pracując w wypożyczalni kaset wideo i gryzmoląc w rubryczkach swoją angielszczyzną (czy też raczej amerykaniszczyzną) dzienne zestawienia, też mógł budzić u swojego szefa tak zwane mieszane uczucia.
-
2014/01/31 21:20:50
Jako regularny czytelnik Bloga korzystam z okazji żeby wyjrzeć spod kamienia i się przywitać.

@ Język jako świętość narodowa
Zwracam uwagę na zasadniczą różnicę pomiędzy statusem języka w USA i w Polsce. U nas język polski jako język urzędowy ma mocną podstawę (Art. Art. 27 Konstytucji RP), podczas gdy w Stanach jest nieco inaczej: "English is the de facto national language of the United States, with 80% of the population claiming it as a mother tongue, and some 95% claiming to speak it "well" or "very well". However, no official language exists at the federal level." (Wikipedia: Languages of the United States - proszę nie bić). W części stanów wprowadzono przepisy uznające angielski za język urzędowy, ale jest to kwestia ostatnich 20-30 lat.

Angielski w historii Stanów nie służył jako spoiwo społeczne, wręcz przeciwnie - kolonistów jednoczyły inne wartości i cele _pomimo_ różnic językowych. Istniały zwarte społeczności angielskie, francuskie, niemieckie, hiszpańskie czy włoskie. W takich warunkach najpopularniejszy język został narzędziem komunikacji i niczym więcej. Dlatego BBC English jest może i uważany za nobilitujący, ale w zasadzie to twoja prywatna sprawa i ewentualnie sposób na wyrażenie tożsamości wewnątrz szerszej grupy. Wszystko jest w porządku dopóki można cię zrozumieć.

W Europie język (w połączeniu z religią) stał się jednym z podstawowych wyznaczników kształtującej się tożsamości narodowej. Dlatego wzorzec językowy był potrzebny jako miernik przynależności do wspólnoty i w dużej mierze tak pozostało.

@ Czyta się tak, jak się pisze
Z grubsza w przypadku polskiego jest to prawda (w sensie: "a" zawsze będzie czytane tak samo) tyle, że trzeba wiedzieć jak się wymawia poszczególne głoski. Osobie anglojęzycznej należałoby najpierw to wytłumaczyć. Niemcowi będzie dużo łatwiej (poza przypadkami typu "ę", "ą", "sz", "cz", "rz" albo z drugiej strony "sch" czy "tsch").

Wracam pod swój kamień.
-
2014/01/31 21:34:03
@mar.mo
Angielski w historii Stanów nie służył jako spoiwo społeczne, wręcz przeciwnie - kolonistów jednoczyły inne wartości i cele _pomimo_ różnic językowych. Istniały zwarte społeczności angielskie, francuskie, niemieckie, hiszpańskie czy włoskie.

o! coś w tym jest! ale to też ciekawe, że w sumie etnicznie najwięcej w USA jest potomków osadników niemieckich . Nawet jeśli nacji angielskojęzycznych w sumie osiedliło się więcej, spodziewałbym się raczej dominacji innego języka.
-
2014/01/31 22:20:21
Jakby się uprzeć to i w polskim znajdzie się rozbieżności w wymowie identycznych ciągów znaków - "linia" vs "dynia" no ale w polskim to są wyjątki, w angielskim reguła. I dosyć paskudny problem do rozwiązania przy aplikacjach text-to-speech, bo poprawna wymowa wymaga rozkminienia kontekstu gramatycznego: "He read all there was to read."

Podobno za to koreański Hangul jest fonetyczny do tego stopnia, że dobrze nadaje się także do zapisywania języków bardzo różnych od koreańskiego: zedshaw.com/essays/fortune_favors_big_turds.html
-
2014/01/31 23:13:27
@ praptak
"Ni", "ci", "si" to tak jak "sz" albo "cz" - trzeba dorzucić do podstawowego zestawu. Tyle, że potem zawsze można je stosować w ten sam sposób. Czasem wyjdzie nieco niezręcznie, ale przybliżenie prawdziwego brzmienia jest niezłe.
-
2014/02/01 08:33:34
@mar.mo: no właśnie chodziło mi o to, że nie zawsze w ten sam sposób - "ni" w "linia" brzmi inaczej niż "ni" w "dynia". Co do ogólnej zasady zgoda, ale to właśnie był wyjątek.
-
2014/02/01 12:17:13
Wiem, ale jak wymówisz linia analogicznie jak dynia to będzie to różnica ledwo zauważalna w normalnej mowie - stąd "niezłe przybliżenie prawdziwego brzmienia". Zresztą łotewer.
-
2014/02/01 12:20:04
@praptak
ummm, ja tam żaden lingwista nie jestem, ale nie widzę żadnej różnicy w wymowie 'linia' i 'dynia', a jeśli już to doszukiwałbym się raczej różnicy wynikającej ze zmiękczania 'l' niż innej wymowy 'ni'. Jeśli jest inaczej, to proszę wytłumacz, bo nigdy nie jest za późno, żeby się nauczyć dobrze mówić.
-
2014/02/01 13:14:09
@bartsob
Są różnice bardzo drobne (język chyba bardziej się zakleszcza w podniebieniu przy tym silniejszym ni, czy coś ten deseń), ale dla uczącego się języka obcokrajowca to będzie i tak niuans mało istotny. Mogłoby się wydawać, że to zależy od poprzedzających samogłosek, czyli i oraz y w tym przypadku, ale przecież też nie o to chodzi. Trochę inaczej przecież wypowiesz w zwykłym zdaniu oznajmującym wyraz Maniek i maniera, chociaż, kiedy Maniek Cię wnerwi lub gdzieś Ci uciekł, to tą różnicą się nie będziesz przejmował. Podobnie z Tanią i Anią. Chyba, że faktycznie jakiś spec mi wytłumaczy, że jest inaczej. Kiedy obcuch się nauczy polskiego na znośnym poziomie pozwalającym się mu komunikować, to potem automatycznie może wymawiać linię i dynię inaczej. Przecież mało kto chyba pamięta, żeby ktoś z nim takie fonetyczne niuanse w podstawówce czy ogólniaku wałkował, a używamy mimochodem różnych ni.
-
2014/02/01 13:47:13
@ bartsob5
ummm, ja tam żaden lingwista nie jestem, ale nie widzę żadnej różnicy w wymowie 'linia' i 'dynia',

Proste:
li ńja
dy nia
Niektórzy nie słyszą niestety różnicy. Niektórzy (popularne wśród dziennikarzy TV) wymawiają Ukraina jako "Ukrajna" zamiast "U kra i na".
-
2014/02/01 14:05:11
@piotrdiy
"wymawiają Ukraina jako "Ukrajna" zamiast "U kra i na"."

Może za dużo hip-hopu słuchają. Potem im wchodzi w krew, wszędzie mają za dużo słów, które są za mało elastyczne, źle się składają, stąd sobie przesujwają akcent na 'kra', no bo akcent musi być na przedostatnią, i skracają jednocześnie, żeby się lepiej nawijało.
-
2014/02/02 05:32:39
Co do Tarantino, nie jestem pewien czy ten wykradziony scenariusz to aż taka wielka strata. Wg mnie Tarantino to jedna rzecz genialna, dwie lub trzy dobre, inne jednak raczej przeciętne/ wtórne - co przecież jest i tak bardzo dobrym wynikiem w sumie, wielu marzyłoby o takim. Ta ostatnia rzecz miała moim zdaniem szanse na "dobroć" ale i na "wtórność"... Może właśnie gdy scenariusz dla Tarantino napisze kto inny zobaczymy jakiś błysk?

Języki angielski ma o kilka stuleci dłuższą historię pisaną od polskiego. Stąd oboczności pisowni większe niż u nas - kiedy u nas pojawiały się dopiero pierwsze wtręty polszczyzny w łacińskich tekstach kościelnych na wyspach trwało zapisywanie języka, który jednocześnie przechodził lifting z germańskiej mowy "Beowulfa" w kierunku łacińsko-francusko-germańskich amalgamatów bardziej przystających europejskiemu dworowi Normanów (Wilhelm Zdobywca). Wtedy też powstała pierwsza warstwa ortograficzna angielszczyzny, za nią przyszły kolejne. U nas od czasów wyłonienia się pisanej literackiej polszczyzny tak wielkich rewolucji nie było - stąd my możemy czytać Kochanowskiego "w oryginale" a Anglicy Chaucera za bardzo nie.
-
2014/02/02 10:53:36
#dynia - linia

Tu różnica w pisowni była i została zniesiona przez reformę 1936 roku (co niektórzy bardziej skrajni konserwatyści jej nie uznają i nadal piszą "linja").
-
2014/02/02 13:52:30
@alcin

W angielskim nie ma żadnej ogólnej reguły prowadzącej do tego że w wymowie "leicester" pomija się cały środek albo że "psycho-" wymawia się "saik-".
-
2014/02/02 21:12:05
Przestałem się zastanawiać nad rozbieżnościami angielskiej wymowy i pisowni dopiero wtedy, gdy wędrując z planem w garści po dolnym Manhattanie, dużo poniżej numerowanych ulic, wszedłem do niewielkiego sklepiku, by kupić coś do przegryzienia. Przy kasie usłyszałem z ust młodej Afroamerykanki coś jak "jułonbe" z akcentem na ostatnią sylabę. Czy ma sens zapisywanie tego zdania jako "Do you want a bag"? Tarantino rozumiem.
-
2014/02/03 10:21:33
@ramone.alcin
Mozna by z tego zrobic uzyteczna regule jezykowa, wg ktorej uzywamy twardego "h" albo miekkiego "ch" zaleznie od stopnia twardosci opisywanej rzeczy.

Ale to wprowadza pewnien paradoks, zwis męski byłby wówczasz pisany przez ch, czyli technicznie forma dłuższa niż hmm "stercz męski" (przez twarde h).
-
2014/02/03 21:50:00
@linia-dynia
Lepszy przyklad to wymowa "dania" w sensie "potrawy" vs "Dania" jako kraj
-
2014/02/04 12:32:09
@wo

Świetny felieton, mała tylko uwaga odnośnie scenopisarstwa. Mała jest szansa, żeby Tarantino zmontował go niechronologicznie, takie pomysły uwzględniane są już na poziomie scenariusza (załączam przykład z Pulp Fiction www.imsdb.com/scripts/Pulp-Fiction.html). Woody Allen też zazwyczaj uwzględnia inną chronologie już w scenariuszu, ale on zastrzega się, że czasem jak mu się film nie klei w montażu, to zaczyna eksperymentować z czasem.