Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Wybielanie instagrama

Pogorszenie warunków świadczenia usługi przez Instagram zbiegło się z dyskusją o upadku mediów. Część dyskutantów wyrażała tam nadzieję, że skoro istnieją ludzie, którzy woleliby czytać jakościowe dziennikarstwo niż portale o majtkach Dody, to ktoś w końcu stworzy dla nich alternatywę opartą o mikropłatności.

Serwisy społecznościowe to ciekawy kontrprzykład. Z pewnością nie jestem jedyną osobą, która chciałaby płacić abonament za alternatywę dla Twittera czy Gmaila, ale z rozsądną polityką prywatności i bez reklam.

Świadczy o tym choćby popularność łańcuszka „In response to the new Facebook guidelines...”. Ludzie, którzy go przeklejali na fejsie - a było ich naprawdę sporo - pokazali dwie rzeczy.

Po pierwsze - że nie rozumieją tego, jakie prawa przekazali fejsowi. Po drugie - że mają ogólną świadomość, że przekazali ich zbyt dużo i sprawia im to dyskomfort. I pewnie gdyby mieli możliwość płacenia paru euro za lepszą społecznościówkę, to by płacili.

Na papierze można naszkicować plan biznesowy dla lepszego fejsa, lepszego gugla czy lepszego twittera i pokazać, że to by się bilansowało dla tego tłumu niezadowolonych przy opłacie, która zapewne byłaby fistaszkowa, typu parę euro miesięcznie.

Tylko że wszyscy wiemy, że taka alternatywa nigdy nie powstanie. To kapitalizm. „Beznadziejne ale darmowe” zawsze wygra z „dobre ale płatne, choćby symbolicznie”. Dlatego portale o majtkach Dody zastąpią jakościowe dziennikarstwo i dlatego nigdy nie będzie „lepszego fejsa”.

Fascynujące jest natomiast obserwowanie tego, jak korporacje ukrywają beznadziejność swojej oferty pijarowymi zabiegami, na które ludzie tacy jak Jaś Kapela nabierają się z dziecinnym entuzjazmem. Przykładem rzekome ustępstwa Instagramu.

W zmianie licencji Instagramu najbardziej skandaliczne było tak naprawdę pojawienie się dwóch nowych słów: „transferable, sub-licensable”. Na starych zasadach Instagram zgadzał się nie eksplotować zdjęć „outside the Instagram Services”. W nowych warunkach to ograniczenie znika, za to pojawia się prawo do przekazywania zdjęć komukolwiek bądź.

Pijarowy kryzys Instagram postanowił rozegrać metodą na zająca - czyli podzieleniem całej afery na segmenty i skupienie całej uwagi tylko na stosunkowo najwygodniejszym (dla odwrócenia od kluczowego).

W tym wypadku skupili się na kwestii reklamy pokazywanej użytkownikom Instagrama. W uspokajającym komunikacie Kevina Systroma nie ma ani słowa o licencji. To znaczy, że tutaj nie zamierzają ustąpić, za to bardzo chcą, żeby już o tym więcej nie gadano.

Podobną licencję ma Facebook. Różnica polega jednak na tym, że Instagram dla wielu ludzi stał się funkcjonalnym zamiennikiem idiotenkamery. Przestali robić zdjęcia czymkolwiek innym.

Instagramem robią więc zdjęcia z wakacji, zdjęcia z imprez, zdjęcia z jasełek w przedszkolu i zapewne w to święto przesilenia słonecznego Instagram dostanie miliony zdjęć w rodzaju „dziadek w stroju Świętego Mikołaja” albo „junior rozpakowujący klocki lego”.

Świat reklamy ciągle potrzebuje zdjęć typu „smutne dziecko”, „uśmiechnięty staruszek”, „grupa młodych ludzi na wakacjach”. I często potrzebuje ich tanio i na wczoraj, co wyklucza zaaranżowanie sesji z wynajętymi modelami.

W tej sytuacji kupuje się tematycznie określone zdjęcia („grupa sympatycznych młodych ludzi o wyglądzie miejskich profesjonalistów”) w agencjach stokowych. Tak właśnie Natalia Siwiec została twarzą kremu do bielenia sromu i odbytu.

Razem z pojawieniem się w licencji słów „transferable, sub-licensable”, Instagram staje się największą stokową agencją świata. Twoja dziewczyna może być następną twarzą kremu do odbytu, Twoi rodzice twarzą czopków na hemoroidy, a nawet Twoje dziecko twarzą kampanii społecznej „pomóż ofiarom pedofilii (bo cykniesz Instagramem słitaśną focię „junior zasmucony”).

Tak, wszystko to może też robić Facebook, ale Facebook nie stał się jeszcze domyślnym narzędziem robienia, obróbki i przechowywania zdjęć dla tak dużej grupy ludzi. Nie, jeszcze prawdopodobnie nie zaczął tego robić. Ale Facebook (już) i Instagram (w przyszłości) MOGĄ to robić.

Nie wyjaśniają, po co im tak daleko idący zapis. Zamiast tego uspokajają „nie mamy intencji sprzedawania waszych zdjęć”. Ale fotki na twarz odbytu nie trzeba kupować, wystarczy (przetransferowana sub-) licencja.

Na temat licencji Instagram milczy (podobnie jak Facebook). To znaczy, że nie ma się czego bać. To kapitalistyczna korporacja, one chcą tylko naszego dobra. To jasne jak odbyt wybielony kremem.

piątek, 21 grudnia 2012, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/21 12:24:47
Nie przemawia do Ciebie argument, że jak raz tak zrobią (sprzedadzą licencję na fotkę dalej, do kampanii reklamowej) do ludzie od nich uciekną? Takie naruszenie poczucia prywatności powinno być znacznie mocniej oburzone niż np. skandal z zapisywaniem danych o wifi przez google.
-
2012/12/21 12:38:59
pinkunicorn:
goldenline (jeśli dobrze pamiętam) swego czasu w banerowej reklamie coca-coli zamieszczał zdjęcia twoich (własnych) znajomych. trochę oburz był, ale rozeszło się po kościach.

warto zadać sobie pytanie czy pojawi się taki oburz jeżeli ty dostaniesz reklamę kremu do bielenia odbytu z nieznaną ci japonką, a ona dostanie tę samą reklamę z twoim zdjęciem? jak się w ogóle dowiesz że gdzieś na antypodach ludzie mają ciebie jako twarz takiej reklamy?
-
2012/12/21 12:49:10
@cowboytomash:
goldenline (jeśli dobrze pamiętam) swego czasu w banerowej reklamie coca-coli zamieszczał zdjęcia twoich (własnych) znajomych. trochę oburz był, ale rozeszło się po kościach.

Ale w podobnej sprawie Nasza Klasa musiała zapłacić.
-
2012/12/21 12:54:27
@cowboytomash
Dopóki to będa ludzie na tyle nieznajomi, że nie masz szans się dowiedzieć (ani twoi znajomi) to problem nie jest wielki. Problem będzie jak zobaczysz się na billboardzie w charakterze "aniołka Winnickiego".
-
2012/12/21 13:00:23
Odnosnie platnych social network, to jesli dobrze kojaze to powstala taka inicjatywa przez Kickstartera: join.app.net/

pozdrawiam
-
2012/12/21 13:18:13
Ale co z tego, że powstała inicjatywa, skoro siłą Facebooka nie jest tylko to, że jest bezpłatny, ale też to, że są na nim "wszyscy". Google Plus zapewne ma jakieś zalety, ale jest na nim może 5% moich znajomych, więc w ogóle tam nie zaglądam. Nie wierzę w powstanie płatnej social network, na którą przeniosą się wszyscy użytkownicy Facebooka.

A Instagram najzwyczajniej pewnego dnia może być świadom tego, że podobne serwisy pojawiają się i znikają (pamiętacie MySpace?) i stawiać na maksymalny zysk w ciągu 5 lat. A to, że oburzeni ludzie uciekną? Na MySpace nie byli oburzeni, a też uciekli.
-
2012/12/21 13:20:58
@jak się w ogóle dowiesz że gdzieś na antypodach ludzie mają ciebie jako twarz takiej reklamy?

www.youtube.com/watch?v=dnaLRbbc-54
-
2012/12/21 13:31:39
Różnica pomiędzy tak samo brzmiącymi zapisami regulaminów fejsa i Instagrama polega na tym, że umowa z fejsem to dla obywateli UE umowa z Facebook Ireland LTD, co oznacza, że:

a) zgodnie z rozporządzeniem Bruksela I możemy pozwać fejsa przed polski sąd (a zapisy o sądzie w Santa Clara moga sobie wsadzić)

b) zgodnie z rozporządzeniem Rzym I prawem właściwym będzie prawo polskie (+prawo unijne stosowane bezpośrednio).

Powyższe oznacza, że fejs nie może zadysponować zdjęciami w sposób jaki opisałeś, chociażby ze względu na przepisy pr. autorskiego dot. zgody na publikację wizerunku, a sama licencja tez jest bardzo wątpliwa ze względu na brak określenia pól eksploatacji, prawdopodobnie byłaby też uznana przez sąd za klauzulę abuzywną (niedozwoloną w umowie konsumenckiej).

W przypadku Instagrama nie wiemy nawet z jakim właściwie podmiotem zawarliśmy umowę.

-
2012/12/21 13:33:44
Co to jest alternatywa do Gmaila? Płacąc mniej więcej 1 euro plus VAT można mieć swoją domenę z hostingiem, kreatorami, bajerami i adresem email w rodzaju wo@alternatywadogmaila.pl. A jeszcze do tego miejsce na bloga, stronę, czy co tam kto chce mieć. Ludzie używają Gmaila, bo chcą używać Gmaila, który - w ich przekonaniu - jest "czymś więcej niż email". I oni sami nie są często w stanie odróżnić, gdzie w tym czymś więcej kończą się rzeczy pożądane, a zaczyna zuo. Nie inaczej jest na przykład z Blox.pl (albo Salon24.pl) - ludzie używają nie dlatego, że nie mają innego wyjścia, tylko dlatego, że chcą (albo muszą).

-
2012/12/21 13:38:28
"przy opłacie, która zapewne byłaby fistaszkowa, typu parę euro miesięcznie"

dla wielu ludzi parę euro to 30% kasy, którą płacą za cały internet (czyli po prostu za dostęp do niego), więc nie całkiem opłata fistaszkowa. A dla dzieciaków korzystających z internetu domowego albo komórkowego opłacanego przez rodziców to już w ogóle. Just sayin.
-
2012/12/21 13:53:45
Ej, ale nie rozpędzajmy się tak. Zdjęcie to nie tylko prawa autorskie, ale też wizerunek osoby na nim przedstawionej, czyli dobra osobiste. One są ciągle chronione, choćbyśmy podpisali fafnaście klauzul, że pozwalamy na handel zdjęciem.
-
wo
2012/12/21 14:30:28
@zivilist
"One są ciągle chronione, choćbyśmy podpisali fafnaście klauzul, że pozwalamy na handel zdjęciem."

Oczywiście! A teraz zastanów się, dlaczego oni z takim naciskiem powtarzają "twoje zdjęcia są nadal twoje". Załóżmy hipotetycznie, że Twoje zdjęcia na Instagramie naruszą prawa osób trzecich. Kto za to zabuli? Audiotele:

1. Ty
2. Zuckerberg
3. Masaj
-
wo
2012/12/21 14:34:51
@4000km
"Co to jest alternatywa do Gmaila?"

To także te wszystkie chmury i narzędzia do pracy w zespole.

@teoriachaosu
"chociażby ze względu na przepisy pr. autorskiego dot. zgody na publikację wizerunk"

Ależ oczywiście, że ktoś w takiej sytuacji beknie za brak zgody na publikację wizerunku. I nawet wiadomo, kto. Domyślasz się? Hint: nie będzie do Instagram.

@navaira
"A to, że oburzeni ludzie uciekną? "

Tym bardziej, że z Fejsa i Instagrama nie możesz tak po prostu uciec. Znaczy, możesz zawiesić konto. Możesz sprawić, że Twoje zdjęcia będą miały atrybut "skasowaności" (co oczywiście nie oznacza ich skasowania). Wszystko razem jest jednak trochę upierdliwe. Nie ma jednoznacznej opcji "pack up and go".

@pinkunicorn
"Nie przemawia do Ciebie argument, że jak raz tak zrobią (sprzedadzą licencję na fotkę dalej, do kampanii reklamowej) do ludzie od nich uciekną"

Po używaniu Instagrama przez 5 lat jako domyślnej aplikacji foto, nie bardzo możesz uciec. To będzie przede wszystkim tak upierdliwe, że raczej trochę się popieklisz, dołączysz się do jakiejś grupy "Protestujemy stanowczo !!!", przekleisz łańcuszek "In response...", ale jednak zostaniesz. Poza tym - i tak mają Twoje fotki z ostatnich 5 lat, nawet jak odejdziesz.
-
2012/12/21 14:37:57
@wo
Świat reklamy ciągle potrzebuje zdjęć typu smutne dziecko, uśmiechnięty staruszek, grupa młodych ludzi na wakacjach. I często potrzebuje ich tanio i na wczoraj, co wyklucza zaaranżowanie sesji z wynajętymi modelami.

Do tego służą wszelkiego rodzaju stocki. Sprawdziłem pierwszy z brzegu i zawierał ponad 16 tysięcy zdjęć smutnych dzieci. Większość z nich była zrobiona aparatem fotograficznym oraz została poprawnie otagowana.
Zdjęcia z instagrama przeważnie są robione komórką i wrzucający mają gdzieś ich poprawne otagowanie. Można tylko życzyć dużo szczęścia i powodzenia przy próbie sprzedaży takich zdjęć.

Z pewnością nie jestem jedyną osobą, która chciałaby płacić abonament za alternatywę dla Twittera czy Gmaila, ale z rozsądną polityką prywatności i bez reklam.

Co jest nie tak w polityce prywatności gmaila? Co do reklam, to można je łatwo wyłączyć, ale nawet włączone nie są nachalne i nie przeszkadzają.
-
2012/12/21 14:42:20
@wo
"i tak mają Twoje fotki z ostatnich 5 lat, nawet jak odejdziesz."

I deaktywacja konta przed 16. stycznia nie pomoże?
-
2012/12/21 14:47:05
"Ależ oczywiście, że ktoś w takiej sytuacji beknie za brak zgody na publikację wizerunku. I nawet wiadomo, kto. Domyślasz się? Hint: nie będzie do Instagram."

Mówimy o sytuacji, ze Instagram sprzeda agencji reklamowej np. zrobione przeze mnie zdjęcie znajomego, a agencja użyje je bez jego zgody do reklamy kremu do wybielania odbytu?

Beknie oczywiście agencja. I ewentualnie bedzie się sądzić z instagramem za szkody które poniosła.
-
2012/12/21 14:51:20
@ pentaprism

"Do tego służą wszelkiego rodzaju stocki. Sprawdziłem pierwszy z brzegu i zawierał ponad 16 tysięcy zdjęć smutnych dzieci. Większość z nich była zrobiona aparatem fotograficznym oraz została poprawnie otagowana"

Przede wszystkim zawierają zdjęcia osób, które dostały zapłatę za pozowanie, co fundamentalnie zmienia zasady udzielania zgody na publikacje wizerunku (np.nie można jej odwołać, ktoś kto kupi zdjęcie nie musi jej jeszcze raz zdobywać u modela).
-
2012/12/21 14:54:36
@wo
"chmury i narzędzia do pracy w zespole"

Chmur i narzędzi do pracy w zespole jest wiele, kosztują więcej niż fistaszki, ale jak kto potrzebuje, to płaci i nie narzeka. Gmail nie jest dla takich żadną alternatywą. Większość użytkowników poczty Google chce po prostu wygodnej darmowej skrzynki dostępnej z każdego miejsca. I większość uważa, że to dostaje.
-
wo
2012/12/21 14:58:07
@dziaam
"I deaktywacja konta przed 16. stycznia nie pomoże?"

To i tylko to.

@teoriachaosu
"Beknie oczywiście agencja. I ewentualnie bedzie się sądzić z instagramem za szkody które poniosła"

Bekniesz oczywiście Ty, bo to Ty naruszyłeś dobra osób trzecich publikując ich wizerunek i okłamując Instagram, że do Twoich zdjęć nie roszczą sobie żadnych praw osoby trzecie. To wszytko też masz w regulaminie przecież.

@pentaprism
"Co jest nie tak w polityce prywatności gmaila? "

Faktycznie, tak samo jak wolność słowa w Korei Północnej, jest pozbawiona wad. Bo jej nie ma.
-
wo
2012/12/21 14:59:44
@4000
"Chmur i narzędzi do pracy w zespole jest wiele, kosztują więcej niż fistaszki, ale jak kto potrzebuje, to płaci i nie narzeka"

No właśnie. Ale teoretycznie dla dużej grupy odbiorców (np. 10% odbiorców Gmaila) można by uruchomić zamiennik za fistaszki. Ale nikt tego nie zrobi. To właśnie opisałem w notce. Nie chciałbym, żeby Twój następny komentarz był od niej oderwany w stopniu porównywalnym do obecnego.
-
2012/12/21 15:12:55
"Bekniesz oczywiście Ty, bo to Ty naruszyłeś dobra osób trzecich publikując ich wizerunek i okłamując Instagram, że do Twoich zdjęć nie roszczą sobie żadnych praw osoby trzecie. To wszytko też masz w regulaminie przecież"

Nie, prawo tak nie działa.

Zapis w regulaminie Instagrama oznacza tyle, że jeżeli opublikujesz w serwisie zdjęcie które narusza prawa (np. prawo do wizerunku) osoby trzeciej, i osoba ta będzie dochodzić roszczeń od Instagrama, to Instagram, jeśli przegra proces, będzie mógł odzyskać te koszty od ciebie.

Jeżeli natomiast Instagram opyli opublikowane przez ciebie foty agencji, to odpowiedzialność za naruszenie prawa osoby trzeciej przedstawionej na tej focie poniesie agencja, która może potem żądać zwrotu kosztów od Instagrama, ale tylko, jeżeli ten w umowie z agencją Instagram zapewniał, że oprócz praw autorskich przenosi też zgodę na publikację wizerunku). Dopiero na końcu Instagram mógłby w osobnym procesie domagać się zwrotu tych kosztów od ciebie, tylko, ze nie bardzo będzie miał do tego podstawę - zgodnie z regulaminem deklarowałeś, że zdjęcie nie narusza praw osób trzecich PRZY PUBLIKACJI W INSTAGRAMIE, a nie przy publikacji gdziekolwiek (hint: tylko osoby otrzymujace zapłate za pozowanie mogą udzielić bkankietowej i nieodwoływalnej zgody na publikację ich wizerunku).
-
2012/12/21 15:18:56
@wo
"Załóżmy hipotetycznie, że Twoje zdjęcia na Instagramie naruszą prawa osób trzecich. Kto za to zabuli?"

Ale nie mieszajmy systemów walutowych - rozmawiamy o sytuacji, kiedy naruszeniem dobra osobistego w postaci wizerunku jest wykorzystanie zdjęcia w reklamie np. wybielacza odbytu. Za takie coś zabuli oczywiście ten, kto wykorzystał zdjęcie w reklamie (czyli jednak Masaj).
-
wo
2012/12/21 15:25:55
@teoriachaosu
"Zapis w regulaminie Instagrama oznacza tyle, że jeżeli opublikujesz w serwisie zdjęcie które narusza prawa (np. prawo do wizerunku) osoby trzeciej, i osoba ta będzie dochodzić roszczeń od Instagrama, to Instagram, jeśli przegra proces, będzie mógł odzyskać te koszty od ciebie. "

A mógłbyś to przeczytać, zamiast teoretyzować? Jeśli nie mógłbyś, wycofaj się z tej dyskusji, proszę.

"zgodnie z regulaminem deklarowałeś, że zdjęcie nie narusza praw osób trzecich PRZY PUBLIKACJI W INSTAGRAMIE"

Nieprawda. Zgodnie z regulaminem deklarowałem, że zgadzam się ponosić wyłączną odpowiedzialność za wszelkie prawne skutki publikowania kontentu w instagramie. W tym punkcie nie ma żadnego ograniczenia, w szczególności takiego, jakie teraz podkreśliłeś capslockiem, opisując nam tutaj swój wyssany z palucha regulamin Instagrama.
-
wo
2012/12/21 15:28:17
@zivilist
" Za takie coś zabuli oczywiście ten, kto wykorzystał zdjęcie w reklamie (czyli jednak Masaj)"

Nie, za takie coś zabuli oczywiście ten, kto przekazując zdjęcie Instagramowi zgodził się ponosić wszelką odpowiedzialność za swoje zdjęcia jeśli chodzi o roszczenia jakiejkolwiek trzeciej strony (zwłaszcza podoba mi się to "jakiejkolwiek").
-
2012/12/21 15:36:18
"Nieprawda. Zgodnie z regulaminem deklarowałem, że zgadzam się ponosić wyłączną odpowiedzialność za wszelkie prawne skutki publikowania kontentu w instagramie. W tym punkcie nie ma żadnego ograniczenia, w szczególności takiego, jakie teraz podkreśliłeś capslockiem, opisując nam tutaj swój wyssany z palucha regulamin Instagrama."

You represent and warrant that: (i) you own the Content posted by you ON OR THROUGH THE SERVICE or otherwise have the right to grant the rights and licenses set forth in these Terms of Use; (ii) the posting and use of your Content ON OR THROUGH THE SERVICE does not violate, misappropriate or infringe on the rights of any third party, including, without limitation, privacy rights, publicity rights, copyrights, trademark and/or other intellectual property rights;

Wycapslokowałem odpowiedni fragment. ON OR THROUGH THE SERVICE oznacza właśnie w lub poprzez usługę Instagramu, bo jaka inną?
-
2012/12/21 15:42:21
"Nieprawda. Zgodnie z regulaminem deklarowałem, że zgadzam się ponosić wyłączną odpowiedzialność za wszelkie prawne skutki publikowania kontentu w Instagramie."

Hej, ale to oznacza jedynie, że jak ktoś pozwie Instagrama, to Instagram zabuli a potem zażąda zwrotu kasy od ciebie. Nie możesz w umowie ograniczyć praw osób trzecich wynikających z powszechnie obowiązujących przepisów prawa.

Jak naruszycielem będzie agencja reklamowa, to łańcuszek po prostu się wydłuży.
-
2012/12/21 15:44:39
"I pewnie gdyby mieli możliwość płacenia paru euro za lepszą społecznościówkę, to by płacili."

E, przecież ci sami ludzie jakiś czas temu rozsyłali łańcuszek "Facebook będzie od stycznia płatny, uciekajmy stąd!"
-
wo
2012/12/21 15:44:48
@teoriachaosu
"Wycapslokowałem odpowiedni fragment. ON OR THROUGH THE SERVICE oznacza właśnie w lub poprzez usługę Instagramu, bo jaka inną?"

Oznacza, gramatycznie rzecz biorąc, że umowa dotyczy tego, co zamieściłeś na Instagramie (on or through service). Łaskawie nie wtrącają się do tego, co sobie zostawisz na kompie.
-
wo
2012/12/21 15:49:18
@teoriachaosu
"Hej, ale to oznacza jedynie, że jak ktoś pozwie Instagrama, to Instagram zabuli a potem zażąda zwrotu kasy od ciebie."

Dzięki za takie jedynie. Chodźmy do salonu Laborghini, ja go kupię na własny koszt, tylko potem zażądam zwrotu kasy od ciebie (a Ty mi przedtem podpiszesz in blanco zgodę na takie roszczenia).
-
2012/12/21 15:49:34
Myślę, że nieporozumienia biorą się z faktu, że publikacja zdjęć na Instagramie uznawana jest (błędnie) za metodę pokazania ich znajo,ym lub światu (który powinien się zachwycić). W rzeczywistości wstawienie tam zdjęcia jest przekazaniem praw do niego, a to, co możemy oglądać, to coś w rodzaju stockowego katalogu. A zatem, jeśli ktoś wykorzysta zdjęcie do reklamy kremu wybielającego co bądź, a obiekt na zdjęciu zacznie protestować, to odpowie ten, kto przekazał Instagramowi prawa do zdjęcia, sam ich nie mając - czyli nielegalnie. Instagram działał w dobrej wierze (hłe hłe).
No ale przecież przymusu nie było. Człowiek sam leciał z tymi zdjęciami, żeby przekazać do nich prawa. To teraz cierpi.

PWC
-
2012/12/21 16:00:12
"Oznacza, gramatycznie rzecz biorąc, że umowa dotyczy tego, co zamieściłeś na Instagramie (on or through service). Łaskawie nie wtrącają się do tego, co sobie zostawisz na kompie."

Jasne!

Ale zgoda na publikacje wizerunku oznacza, że zgadzasz się na publikację wizerunku w konkretnym miejscu, medium itp. Jak Agora uzyskuje zgodę dohatera reportażu na publikację jego wizerunku w dużym formacie, to nie oznacza to, że może go potem jeszcze opchnąć do kampanii wybielaczy odbytu.

Dlatego ten punkt można funkcjonalnie rozumieć jedynie jako oświadczenie, że masz między innymi zgodę osoby na zdjęciu do opublikowania jej fotki w Instagramie.
-
2012/12/21 16:02:26
@ pewuc

"Instagram działał w dobrej wierze (hłe hłe)."

Za naruszenie dóbr osobistych odpowiada się na zasadzie bezprawności a nie na zasadzie winy, więc dobra czy zła wiara Instagrama nikogo nie będzie obchodzić.
-
wo
2012/12/21 16:05:09
@teoriachaosu
"Dlatego ten punkt można funkcjonalnie rozumieć jedynie jako oświadczenie, że masz między innymi zgodę osoby na zdjęciu do opublikowania jej fotki w Instagramie"

No właśnie. A zatem, kto będzie odpowiadał za brak zgody osoby na zdjęciu na wykorzystanie jej zdjęcia w sposób zgodny z warunkami świadczenia usług przez Instagram (obejmujących nieograniczone prawo do udzielania dalszych licencji)?
-
2012/12/21 16:05:56
@ wo

"Dzięki za takie jedynie. Chodźmy do salonu Laborghini, ja go kupię na własny koszt, tylko potem zażądam zwrotu kasy od ciebie (a Ty mi przedtem podpiszesz in blanco zgodę na takie roszczenia)."

Ma to kolosalne znaczenie dla agencji reklamowej, której może się posypać kampania, bo dostała od Instagrama zdjęcie, do którego publikacji nie będzie miała praw. No, straty pokryje jej Instagram, wystarczy wygrać z nim proces...
-
wo
2012/12/21 16:06:00
@teoriachaosu
"Za naruszenie dóbr osobistych odpowiada się na zasadzie bezprawności a nie na zasadzie winy, więc dobra czy zła wiara Instagrama nikogo nie będzie obchodzić"

Pośrednio będzie, bo to będzie kwestia łańcucha odpowiedzialności. Bottom line jest takie, że na samym końcu użytkownik serwisu zostaje z rachunkiem za czyjeś Lamborghini.
-
2012/12/21 16:06:13
@ wo
"Oznacza, gramatycznie rzecz biorąc, że umowa dotyczy tego, co zamieściłeś na Instagramie (on or through service). Łaskawie nie wtrącają się do tego, co sobie zostawisz na kompie."

Wrzucenie fotki znajomego na instagrama, może samo w sobie nie naruszać jego prawa do wizerunku, bo się na to zgodził (jesteśmy więc ok wobec instagrama), ale mógł się nie zgodzić na wykorzystywanie go w reklamie danego typu produktów. W takim przypadku odpowiedzialność ponosi agencja, która ew. może dochodzić regresu od instagrama, jeżeli zapewniał agencję, że ma zgodę, ale już od Ciebie instagram nic nie wyciągnie, bo działałeś zgodnie z regulaminem. Póki co regulamin nie wymaga, byśmy zapewniali, że wykorzystanie zdjęć w celach reklamowych nie narusza niczyich praw, na razie ogranicza się do wymogu zapewnienia, że samo wrzucenie zdjęć na instagrama tych praw nie narusza, a to są dwie różne sytuacje.
-
wo
2012/12/21 16:06:44
@teoriachaosu
" No, straty pokryje jej Instagram, wystarczy wygrać z nim proces..."

W praktyce - tak na moje wyczucie - proces zakończy się ugodą, nawet nie będzie pierwszej rozprawy. Tylko potem Instagram przyjdzie do użytkownika z rachunkiem.
-
wo
2012/12/21 16:09:10
@kay
" Póki co regulamin nie wymaga, byśmy zapewniali, że wykorzystanie zdjęć w celach reklamowych nie narusza niczyich praw"

Nieprawda. Regulamin wymaga akceptacji całości usług świadczonych przez Instagram, nie ograniczonych tylko do pokazywania zdjęć znajomych. Do całości usług świadczonych przez Instagram należy także zgoda na tę straszną licencję z nieograniczonym sublicencjonowaniem.
-
2012/12/21 16:10:48
@ wo
"kto będzie odpowiadał za brak zgody osoby na zdjęciu na wykorzystanie jej zdjęcia w sposób zgodny z warunkami świadczenia usług przez Instagram (obejmujących nieograniczone prawo do udzielania dalszych licencji)?"

Agencja. Odpowiadasz tylko za to, że "the posting and use of your Content on or through the Instagram Services does not violate the privacy rights, publicity rights, copyrights, contract rights, intellectual property rights or any other rights of any person". Clue jest "on or through the instagram services". Fota, która nie narusza prawa do wizerunku gdy jest wrzucona i wykorzystywana "on or thgrough the instagram services" może naruszać prawo do wizerunku, kiedy zostanie wykorzystana w komercyjnej reklamie.
-
2012/12/21 16:11:30
@wo

"Tylko potem Instagram przyjdzie do użytkownika z rachunkiem."

Raczej bez szans na jego wyegzekwowanie przed polskim sądem.

Problem z Instagramem zaczyna się raczej, gdy to ty chcesz dochodzić roszczeń od niego (bo umowa niestety nie jest z Instagram Ireland LTD)

-
wo
2012/12/21 16:12:55
Proszę zauważyć, jak jest definiowane "the Service": "any applications (including mobile applications) made available by Instagram (together, the "Service"), however accessed". Moja chora wyobraźnia pokazuje mi reklamę kremu do odbytu, wyświetlaną we fleszowej aplikacji udostępnionej agencji reklamowej przez Instagram.
-
2012/12/21 16:13:36
@ wo
"Do całości usług świadczonych przez Instagram należy także zgoda na tę straszną licencję z nieograniczonym sublicencjonowaniem."

Udzielenie przez nas licencji instagramowi nie jest w żaden sposób "usługą" instagrama. A gwarantujemy tylko, że zdjęcia nie naruszają praw "on or through the instagram services.".
-
wo
2012/12/21 16:14:46
@teoriachaosu
"Raczej bez szans na jego wyegzekwowanie przed polskim sądem"

I dlatego właśnie w praktyce jeśli Twoja dziewczyna stanie się twarzą kremu do odbytu, bo porobiłeś jej Instagramem trochę słitaśnych fotek - po prostu da ci w ryja i więcej jej nie zobaczysz. Wszystkie te "procesy" rozpatrujemy tu jako coś skrajnie hipotetycznego. W praktyce spodziewaj się raczej strumienia ciepłej cieczy od Marka Zuckerberga, frajerze.
-
2012/12/21 16:15:20
@ wo
"Moja chora wyobraźnia pokazuje mi reklamę kremu do odbytu, wyświetlaną we fleszowej aplikacji udostępnionej agencji reklamowej przez Instagram."

Dopóki instagram nie odsłoni kart i nie powie wprost, że w ramach swoich services sprzedaje zdjęcia podmiotom zewnętrznym, dopóty nie może oczekiwać i dochodzić od userów odpowiedzialności za to, że osoby na ich fotach nie wyrażały na to zgody.
-
wo
2012/12/21 16:15:39
@kay
"Udzielenie przez nas licencji instagramowi nie jest w żaden sposób "usługą" instagrama. "

Nie jest, ale udzielamy ją na usługę. A usługa definiowana jest jako wszystko (weź przeczytaj definicję "the service").
-
wo
2012/12/21 16:18:09
@kay
"Dopóki instagram nie odsłoni kart i nie powie wprost, że w ramach swoich services sprzedaje zdjęcia podmiotom zewnętrznym, dopóty nie może oczekiwać i dochodzić od userów odpowiedzialności za to, że osoby na ich fotach nie wyrażały na to zgody."

Odwrotnie. Osoby na fotach mają przegwizdane, bo to one będą musiały dowodzić, że nikt nic nie obiecywał wprost. Agencja powie, że miała wszystkie papiery, odeśle do instagrama i dopiero jeśli osobie na focie uda się jakimś cudem skutecznie pozwać samego Zuckerberga, to wtedy Ty jako użytkownik będziesz musiał dowodzić, że nie na to się zgadzałeś i na przykład twierdzić, że sformułowanie " the Instagram service, or any applications (including mobile applications) made available by Instagram (together, the "Service")" nie obejmuje aplikacji reklamujących krem do odbytu.
-
2012/12/21 16:24:05
@wo

"Moja chora wyobraźnia pokazuje mi reklamę kremu do odbytu, wyświetlaną we fleszowej aplikacji udostępnionej agencji reklamowej przez Instagram."

Trochę się zafiksowałeś na przypadku Natalii Siwiec, ale tam jest inna sytucja - ona pozowała odpłatnie, ochrona wizerunku jest w takim przypadku bardzo ograniczona.

Natomiast model biznesowy instagrama moze być mniej drastyczny. Fotki z koncertu, imprezy - po co wysyłać fotoreportera - z instagramu gazeta kupi je za parę $. Stock neutralnych widoczków, wnętrz, jedzenia i czego tam jeszcze. Foty wykorzystywane w designie, nadruki na koszulkach itp.

Raczej nie będziesz twarzą wybielacza odbytu, ale jak ktoś zarobi na twoich fotkach, to raczej nie zobaczysz za to pieniędzy.
-
wo
2012/12/21 16:25:12
@teoriachaosu
"Natomiast model biznesowy instagrama moze być mniej drastyczny"

_Może_. Ale nowa licencja jest bardzo drastyczna i dla mnie nieakceptowalna. Ja nie umiem do korporacji podchodzić na zasadzie "może nie będą aż tacy drastyczni". Jeśli Ci wciskają niekorzystną dla Ciebie umowę i nie chcą wyjaśniać, po cholerę im tak daleko idące zapisy - expect the worst.
-
2012/12/21 16:28:30
@wo

"Agencja powie, że miała wszystkie papiery, odeśle do Instagrama"

A sąd jej powie, że to bardzo ciekawe i niech pokaże tą zgodę osoby która jest na zdjęciu. Zapewnienie od Instagrama nie wystarczy - za naruszenie dóbr osobistych nie odpowiada się na zasadzie winy tylko bezprawności.
-
wo
2012/12/21 16:31:06
@teoriachaosu
"A sąd jej powie, że to bardzo ciekawe i niech pokaże tą zgodę osoby która jest na zdjęciu."

Zależy który sąd. Jesteś pewien, że w każdej sytuacji to będzie rozpatrywane w Polsce?
-
2012/12/21 17:03:02
@ wo

"Zależy który sąd. Jesteś pewien, że w każdej sytuacji to będzie rozpatrywane w Polsce?"

Jak będą chcieli dochodzić jakichkolwiek roszczeń ode mnie, to tak, muszą to robić w Polsce a zapisy regulaminu o sądzie w Santa Clara są warte tyle co papier na którym je zapisano.

Problem zaczyna się w momencie, w którym to ty pozywasz. Przy czym z fejsem jest znacznie łatwiej niż z Instagramem, bo to facebook Ireland LTD, co zresztą napisałem w moim pierwszym poście w tym wątku.
-
2012/12/21 17:10:25
@teoriachaosu:
"Problem zaczyna się w momencie, w którym to ty pozywasz."

Jeżeli w ogóle będziesz w stanie pozwać. Jeżeli w ciągu 30 dni od wejścia umowy w życie nie wyślesz im (papierowego) listu, zrzekasz się, między innymi, prawa do sądu i pozwu zbiorowego.

Przynajmniej w części stanów USA, takie zrzeczenie jest skuteczne.
-
2012/12/21 17:48:56
@ Mefju.

Ale zrzeczenie nie dotyczy osoby, która nie zawierała żadnej umowy z Instagramem a jest na zdjęciu. Zrzeczenie jest też nieskuteczne w przypadku obywateli UE.
-
2012/12/21 18:05:00
@agencja stockowa
Która agencja sprzedaje sublicencję która w każdej chwili może wygasnąć bo użytkownik skasuje zdjęcie?

@odpowiedzialność za roszczenie osób trzecich
Przy licencji odpowiada przecież właściciel. A ten kto wrzuca zdjęcie nie pozbawia się przecież majątkowych praw autorskich wobec zdjęcia.

"Przynajmniej w części stanów USA, takie zrzeczenie jest skuteczne."
Ale nie tu.
-
wo
2012/12/21 18:06:09
@teoriachaosu
"Problem zaczyna się w momencie, w którym to ty pozywasz. "

Zatem, wracając do pewnej mądrej blogonotki, "Twoja dziewczyna może być następną twarzą kremu do odbytu, Twoi rodzice twarzą czopków na hemoroidy, a nawet Twoje dziecko twarzą kampanii społecznej pomóż ofiarom pedofilii". A kiedy już tak się stanie, pójdziecie z dziewczyną do prawnika, a ten jak tylko usłyszy "instagram", zacznie się tak bardzo śmiać, że umrze i do tego dojdzą zarzuty karne.
-
wo
2012/12/21 18:08:59
@frankie
"Która agencja sprzedaje sublicencję która w każdej chwili może wygasnąć bo użytkownik skasuje zdjęcie?"

Przepraszam, czy mógłbyś wskazać miejsce w "Terms of Use", która mówi, że wszystkie prawa do kontentu wygasają "w chwili" zgłoszenia zamiaru deaktywacji (nie mylić ze skasowaniem)?
-
2012/12/21 18:10:58
XKCD

I tyle w temacie. A, no i poza tym, że mogą sobie sprzedawać te moje focie zrobione kartoflem, przewalcowane tymi ich kosmicznymi filtrami, po których jeszcze bardziej wzrasta ich artystyczna wartość.
-
2012/12/21 18:30:47
@wo
"Przepraszam, czy mógłbyś wskazać miejsce w "Terms of Use", która mówi, że wszystkie prawa do kontentu wygasają "w chwili" zgłoszenia zamiaru deaktywacji (nie mylić ze skasowaniem)?"

Akurat dezaktywacja nic nie daje. "Licencja IP wygasa wraz z usunięciem przez użytkownika treści objętych prawami własności intelektualnej lub konta, o ile nie zostały one udostępnione innym osobom, które jej nie usunęły." Ale wystarczy usunąć sam post z materiałem. A wraz znaczy generalnie jednocześnie co jest wyjaśnione tu "Usunięcie treści objętych prawem własności intelektualnej odbywa się w sposób podobny do opróżnienia kosza na komputerze."
-
wo
2012/12/21 18:43:20
@frankie
Najpierw uwaga porządkowa - ostatni raz zostawiam tu bez usunięcia polską wersję regulaminu. Dyskutujmy na jakimś poziomie.

"Usunięcie treści objętych prawem własności intelektualnej odbywa się w sposób podobny do opróżnienia kosza na komputerze." - no właśnie. Czyli że nie jest kasowane, tylko dostaje atrybut "przeznaczone do skasowania", a naprawdę skasowane będzie dopiero, gdy Facebook lub Instagram uznają, że już łaskawie nadszedł czas na opróżnienie kosza. Innymi słowy, nie ma tu czegoś takiego, jak "w chwili". Raczej: w bliżej nieokreślonym przedziale czasowym, co do którego Instagram/Facebook zobowiązują się tylko, że ma być "rozsądny". Powiedzmy, tak rozsądnie z miesiąc czy dwa.
-
wo
2012/12/21 18:44:13
Naprawdę, Frankie, tylko wieloletnia sympatia sprawia, że nie zareagowałem ostrzej na zignorowanie mojej prośby, cytuję, "deaktywacji (nie mylić ze skasowaniem)", koniec cytatu.
-
2012/12/21 19:07:20
@uzywanie zdjec w kampaniach reklamowych
nie wyobrazam sobie jak takie zdjecie mogloby byc wykorzystane bez modyfikacji (wstawienie logo. a tego akurat wg regulaminu nie moga robic.
ofc to male pocieszenie, ale ta cala drame z siwiec mozemy wyrzucic do kosza.
poza tym, facebook chyba juz od dawna mial podobna licencje na foty i rozne awatary byly wykorzystywane przy reklamach (X Y likes Kremy do wybielania krocza).

inna sprawa jest bardziej interesujaca: czy jakis inny serwis z user generated content juz strzelil sobie w kolano robiac mniej wiecej tak jak w notce?
-
wo
2012/12/21 19:13:44
@haddr
"nie wyobrazam sobie jak takie zdjecie mogloby byc wykorzystane bez modyfikacji (wstawienie logo. a tego akurat wg regulaminu nie moga robic)"

A ja wyobrażam sobie na przykład logo otoczone zdjęciami pięknych, uśmiechniętych kobiet.

"poza tym, facebook chyba juz od dawna mial podobna licencje na foty i rozne awatary byly wykorzystywane przy reklamach (X Y likes Kremy do wybielania krocza). "

I dlatego ktoś inteligentny napisał w notce: "Tak, wszystko to może też robić Facebook, ale Facebook nie stał się jeszcze domyślnym narzędziem robienia, obróbki i przechowywania zdjęć dla tak dużej grupy ludzi". Szkoda, że nie przeczytałeś i zaśmiecasz.
-
2012/12/21 21:14:29
Moim zdaniem wszystko sprowadza się do tego, że 'there is no such thing as free lunch'. Płacę za używanie Fejsa swoją prywatnością, a właściwie jej częścią, którą i tak udostępniam znajomym. Ciekaw jestem czy ktoś wpadnie na to żeby wprowadzić tam konta 'premium'... I ile osób zapłaci za 'lepsze' zapisy w umowie?
Wkurza mnie to, że sporo ludzi uważa, że im się należy - darmowy mail, darmowe social network itd. Ktoś w końcu za to musi zapłacić w takiej czy innej formie. Płacz że Instagram zmienia regulamin jest objawem naiwności. Od dawna wiadomo, że z sieci nic nie znika i każdy serwis chce zmonetyzować swoich użytkowników. Dziwne jest jedynie to że dopiero teraz.
-
wo
2012/12/21 21:35:12
Drogi Przemku - bardzo się cieszę, że podzieliłeś się garścią przemyśleń, ale na tym blogu nie są mile widziane takie wskoki typu "moim zdaniem to, to i tamto", które luźno się odnoszą do treści notki albo wcześniejszych komentarzy. Unikaj na przyszłość.
-
2012/12/21 21:37:52
korekta: "eksplotować" -> "eksploatować"
-
2012/12/21 21:44:11
@wo
"Z pewnością nie jestem jedyną osobą, która chciałaby płacić abonament za alternatywę dla Twittera czy Gmaila, ale z rozsądną polityką prywatności i bez reklam."

Takie alternatywy istnieją. To kapitalizm. I nawet kosztują właśnie po kilka euro miesięcznie. Twitter (z ambicjami na więcej): join.app.net/ i Gmail: www.fastmail.fm/

"To także te wszystkie chmury i narzędzia do pracy w zespole. "

Ale tutaj to Google z ich docsami i bajerami jest tylko malutkim konkurentem dla MS-owego SharePointa, którego się najczęściej hostuje lokalnie, w firmie.

"Faktycznie, tak samo jak wolność słowa w Korei Północnej, jest pozbawiona wad. Bo jej nie ma."

Jak nie ma? Musi być i jest: www.google.com/intl/en/policies/privacy/
-
2012/12/21 21:47:26
@ wo

"Zatem, wracając do pewnej mądrej blogonotki, "Twoja dziewczyna może być następną twarzą kremu do odbytu, Twoi rodzice twarzą czopków na hemoroidy, a nawet Twoje dziecko twarzą kampanii społecznej pomóż ofiarom pedofilii". A kiedy już tak się stanie, pójdziecie z dziewczyną do prawnika, a ten jak tylko usłyszy "instagram", zacznie się tak bardzo śmiać, że umrze i do tego dojdzą zarzuty karne."

Ale po co miałbym iść do innego prawnika?

Jeżeli wystąpi taka sytuacja, to pozywam agencję publikującą wizerunek dziecka/rodziny/rodziców, a ona najwyżej będzie przed sądem stękać, że ojej, ale Instagram obiecywał, że ma wszystkie zgody i w ogóle (co i tak nie ma znaczenia bo Instagram tej zgody nigdy nie miał).

W ogóle tobie się wydaje, że problemem dla polskiego użytkownika są takie czy inne zapisy regulaminu Instagrama. A głównym problemem jest to, że to jest serwis amerykański, a tamtejszy system prawny a) słabo chroni konsumenta b) ma wysoki koszt dochodzenia roszczeń dla osób spoza US.
-
wo
2012/12/21 22:03:13
@tymczasowegazety
"Takie alternatywy istnieją. To kapitalizm."

Nie istnieją. Istnieją tylko puste obietnice. To w końcu kapitalizm.

"Ale tutaj to Google z ich docsami i bajerami jest tylko malutkim konkurentem dla MS-owego SharePointa, którego się najczęściej hostuje lokalnie, w firmie. "

Ale chodzi o współpracę na przykład pozafirmową.

"Jeżeli wystąpi taka sytuacja, to pozywam agencję publikującą wizerunek dziecka/rodziny/rodziców"

Nawet jeśli to jest agencja działająca, powiedzmy, w egzotycznym kraju takim jak USA?

"W ogóle tobie się wydaje, że problemem dla polskiego użytkownika są takie czy inne zapisy regulaminu Instagrama."

Non solum sed etiam.
-
2012/12/21 22:11:33
Jak bardzo jestem cyfrowo wykluczony, jeżeli nie wiem co to Instagram i po co? Coś mi jedynie świta, że hipsterzy tam wrzucają swoje łomografie z ajfonów.
-
2012/12/21 22:30:14
@wo

"Nawet jeśli to jest agencja działająca, powiedzmy, w egzotycznym kraju takim jak USA?"

Jeżeli z treściami opublikowanymi przez agencję można było zapoznać się w Polsce to zasadniczo tak. A jak się o nich dowiedziałeś, to raczej można było zapoznać się z nimi w Polsce. Oczywiście potem trzeba przeprowadzać procedurę uznania orzeczenia przez sąd amerykański z czym będzie trochę zabawy (no ale to się robi, to nie jest rocket science)

Tylko zauważ, że procedura pozwania takiej agencji będzie taka sama niezależnie od tego, czy twoje fotki sam wrzuciłeś na Instagrama a on sprzedał je dalej, czy ktoś wrzucił je do Instagrama bez twojej zgody czy tez może agencja je zwyczajnie zajumała.

Jak twoje fotki są w necie, to różne rzeczy mogą się stać, po prostu.
-
2012/12/21 22:39:52
@wszyscy

Bardzo fajna dyskusja, ciekawe argumenty prawne i pozaprawne, ale może mi ktoś wyjaśnić po co w ogóle używać instagrama?
-
wo
2012/12/21 22:57:46
@teoriachaosu
"Oczywiście potem trzeba przeprowadzać procedurę uznania orzeczenia przez sąd amerykański z czym będzie trochę zabawy (no ale to się robi, to nie jest rocket science) "

Uprawiasz kreatywną księgowość. To, co przeciw Tobie zasądzi amerykański sąd bagatelizujesz (jasne, w końcu zawsze możesz nigdy nie pojechać do USA), ale za to to, co zasądzisz przeciwko agencji z siedzibą w dowolnie dalekim i egzotycznym kraju, której reklamę kremu do odbytu wszelako można było obejrzeć w Polsce dzięki wynalazkowi zwanemu interwebsami, z kolei bagatelizujesz jako "będzie trochę zabawy". Mógłbyś dyskutować trochę uczciwiej?

"Jak twoje fotki są w necie, to różne rzeczy mogą się stać, po prostu"

Mimo wszystko to jednak inaczej wygląda, gdy godzisz się z tym, że świat jest zły, a inaczej niż gdy klikasz na "zgadzam się" przy niekorzystnej dla siebie umowie.
-
2012/12/21 23:36:14
@wo
Moje komentarze znikają. To aluzja żebym sobie poszedł?
-
2012/12/22 00:21:23
@ wo

W komciu wyżej pomieszałem cytowanie, wywal go proszę.

A teraz jeszcze raz, poprawnie:

"Uprawiasz kreatywną księgowość. To, co przeciw Tobie zasądzi amerykański sąd bagatelizujesz (jasne, w końcu zawsze możesz nigdy nie pojechać do USA)"

Nie, mówiliśmy o sytuacji, kiedy Instagram wystąpi przeciwko mnie z roszczeniem regresowym (twój przykład: chodźmy do salonu Laborghini, ja go kupię na własny koszt, tylko potem zażądam zwrotu kasy od ciebie). No więc umowa z Instagramem to umowa konsumencka, tu jest wyłączna jurysdykcja polskiego sądu. Bagatelizowałem szance, że Zukierberg, pozwie mnie w PL i wygra.

ale za to to, co zasądzisz przeciwko agencji z siedzibą w dowolnie dalekim i egzotycznym kraju, której reklamę kremu do odbytu wszelako można było obejrzeć w Polsce dzięki wynalazkowi zwanemu interwebsami, z kolei bagatelizujesz jako "będzie trochę zabawy".

Nie bagatelizuję. Od początku pisałem, że to że Instagram (w przeciwieństwie do Fejsa) ma siedzibę w USA jest głównym problemem przy dochodzeniu od niego roszczeń.

Podsumowując moje stanowisko: Zapisy regulaminu Instagrama nie dają praw osobom trzecim (np. agencjom reklamowym) do publikacji wizerunku osób znajdujących się na zdjęciach, nawet, jeśli kupiły one prawa autorskie od Instagrama. Ale oczywiście proces transgraniczny to zawsze problem, a poza UE to już problem duży, Więc jak Instagram będzie chciał wyruchać użytkowników, to to zrobi bez oglądania się na prawo (ci nieliczni pokrzywdzeni, którzy pójdą do sądu, zawrą pewnie ugody).

"Mimo wszystko to jednak inaczej wygląda, gdy godzisz się z tym, że świat jest zły, a inaczej niż gdy klikasz na "zgadzam się" przy niekorzystnej dla siebie umowie."

Ale przecież nie musisz na nic klikać, żeby zostać twarzą wybielacza odbytu, jeżeli Instagram postanowi łamać prawo (bo będziesz na zdjęciu, które ktoś inny wrzucił na Instagrama). A jak postanowi nie łamać prawa, to tą twarzą nie zostaniesz. Simple as that.
-
2012/12/22 00:49:59
@wo

Ogólnie, zafiksowałeś się na punkcie tego, że w regulaminie sobie coś instagram zapisuje i w związku z tym mamy przesrane, bo się zgodziliśmy. Tyle, że nie na wszystko można się umówić i takie postanowienia są w większości nieskuteczne, przynajmniej na gruncie prawa polskiego. To tak jakbyś dał komuś kij z zastrzeżeniem, że gwarantujesz, że osoby trzecie nie będą rościć sobie żadnych praw związanych z tym kijem wobec przyjmującego. A potem ten przyjmujący oklepie kogoś tym kijem i powie "hej, don't blame me, ten gość mi obiecał, że wszystkie roszczenia bierze na siebie". Myślisz, że w związku z tym będziesz zobowiązany zapłacić komukolwiek jakieś odszkodowanie?

Owszem, skuteczne dochodzenie roszczeń od podmiotu spoza UE jest, jak mawia trener Piechniczek, praktycznie, kurwa, trudne, ale (tak jak napisał teoriachaosu) - niezależnie od tego, czy ktoś oszukał na regulaminie, czy ordynarnie podprowadził zdjęcie bez żadnego kombinowania.
-
wo
2012/12/22 09:08:42
@zivilist
"Tyle, że nie na wszystko można się umówić i takie postanowienia są w większości nieskuteczne, przynajmniej na gruncie prawa polskiego. "

Ale, po pierwsze, to nie musi się dziać w Polsce. Po drugie Ty z kolei zafiksowałeś się na "bezprawności" jako abstrakcyjnym pojęciu, pomijając praktykę konfliktu osoba fizyczna - korporacja. To jak z umowami śmieciowymi. Skoro zawierane są dla obejścia lub łamania prawa pracy - no to z automatu (a konkretnie z art. 58 kc) są nieważną czynnością prawną. I co z tego? Dookoła nas kawał obrotu gospodarczego się obywa na ich podstawie, pieniądze przepływają z konta na konto na podstawie świstka papieru, który jest tak samo bezprawny (w świetle polskiego prawa), jak licencja Instagrama/Facebooka.

Dlaczego? Bo ludzie nie mają sił, środków ani chęci, by się procesować z korporacjami. Podobnie będzie tutaj. Natomiast to ciągle jest zasadnicza różnica, czy się na to zgadzasz czy nie. Moim zdaniem, nie należy. Dla zasady.
-
wo
2012/12/22 09:21:34
@teoriachaosu
"Bagatelizowałem szance, że Zukierberg, pozwie mnie w PL i wygra"

No więc, prawdę mówiąc, bycie pozwanym w USA i planowanie do końca życia wszystkich podróży z przewodnikiem "Świat dla osób, które mają jakiś wyrok w Stanach - nowe wydanie uwzględnia wejście Szwajcarii do Schengen!", już wydaje mi się bardzo nieatrakcyjną perspektywą.

"Ale przecież nie musisz na nic klikać, żeby zostać twarzą wybielacza odbytu, jeżeli Instagram postanowi łamać prawo"

To takie same rozumowanie jak "przecież nie będą ludzi zatrudniać na bezprawnych śmieciówkach, jak postanowią łamać prawo, to będą po prostu zatrudnić na czarno". A jednak potrzeba pozornego sformalizowania bezprawnej umowy jest i to po obu stronach. Umowy śmieciowe łamią prawo, a jednak są zawierane. Twoje rozumowanie to takie pierdu-pierdu rozpatrujące byty abstrakcyjne. W praktyce podobne umowy o wątpliwej wartości prawnej zawierane są wciąż i Instagram taką właśnie proponuje użytkownikom.
-
wo
2012/12/22 09:22:18
@przemek.hernik
"Moje komentarze znikają. To aluzja żebym sobie poszedł?"

Żebyś przemyślał moją prośbę, skierowaną osobiście do Ciebie (ale tak poza tym oczywiście do wszystkich; hint: nie tylko Twoje znikają).
-
2012/12/22 11:08:17
Jedna uwaga, wszystko to o sublicencjonowaniu dotyczy, jeśli dobrze rozumiem, jedynie fotek nieprywatnych, tj. widocznych dla całego świata.

Facebook pisze (capslock mój): "For content that is covered by intellectual property rights, like photos and videos (IP content), you specifically give us the following permission, SUBJECT TO YOUR PRIVACY AND APPLICATION SETTINGS: you grant us a non-exclusive, transferable, sub-licensable, royalty-free, worldwide license to use any IP content that you post on or in connection with Facebook (IP License)."

Nie wiem jak to jest z instagramem, może w większości są tam fotki "publiczne" (te wszystkie zdjęcia jedzenia, kotów i trampków), ale na FB raczej mało kto pozwala całemu światu oglądać swoje foty.

Usunąć konto z FB można: onsoftware.softonic.pl/jak-usunac-konto-na-facebooku

Płatne alternatywy:
Gmail, Google Docs, etc. - www.zoho.com (ceny znośne, mail: 24$ za user/rok, Docs 3$ za user/miesiąc)
Twitter - www.app.net (dużo macowych geeków z Gruberem na czele używa)
Instagram - www.flickr.com oczywiście
Facebook - brak
-
2012/12/22 11:13:58
@wo
"ludzie nie mają sił, środków ani chęci, by się procesować z korporacjami. Podobnie będzie tutaj. Natomiast to ciągle jest zasadnicza różnica, czy się na to zgadzasz czy nie. Moim zdaniem, nie należy. Dla zasady."

To prawda, ale moje przypieprzanie się wynika z tego, że wymowa notki jest taka, że źródłem całego zła jest to, że się klika zgodę na regulamin. Ale jest przecież tak jak napisałeś teraz w komentarzu: chodzi o specyfikę konfliktu zwykły człowiek - big korpo, a nie o to, że się na cokolwiek zgadzasz.
-
2012/12/22 11:29:26
"chodzi o specyfikę konfliktu zwykły człowiek - big korpo, a nie o to, że się na cokolwiek zgadzasz."

Przecież nie. Zgadzasz się, o ile nie wyślesz papierowego listu, zrezygnować z prawa do sądu, zamiast tego będziesz miał arbitraż. Arbitraż firma vs konsument w USA jest po to tylko, żeby konsument, nawet jeśli ma 100% racji gorzko tego pożałował.
-
2012/12/22 11:42:22
@cdp.cdp
"Przecież nie. Zgadzasz się, o ile nie wyślesz papierowego listu, zrezygnować z prawa do sądu, zamiast tego będziesz miał arbitraż."

A jak klinkiesz, że się oddajesz w niewolę to dopiero masz problem, przyjdą i Cię zakują w kajdany. Rozmawiamy (a przynajmniej ja) o sytuacji ludka w UE, gdzie takie klauzule w umowach są nieważne.

-
2012/12/22 11:47:44
"Rozmawiamy (a przynajmniej ja) o sytuacji ludka w UE, gdzie takie klauzule w umowach są nieważne. "

Kogo mam pozwać w UE jeśli Instagram sprzeda moje zdjęcia jakiejś dziwnej amerykańskiej agencji na reklamę kremu do tyłka?
-
2012/12/22 12:13:38
National Geographic zawiesza swój profil na Instagramie
www.swiatobrazu.pl/national-geographic-zawiesza-swoj-profil-na-instagramie-28426.html
-
2012/12/22 12:16:53
@cdp.cdp
"Kogo mam pozwać w UE jeśli Instagram sprzeda moje zdjęcia jakiejś dziwnej amerykańskiej agencji na reklamę kremu do tyłka?"

Jakąś dziwną amerykańską agencję oczywiście. Przed sądem w UE, oczywiście. Inna sprawa, że oni pewnie będą mieli gdzieś taki wyrok, ale to się mieści w kategorii "stosunki ludek z UE - big korpo z USA", a nie w kategorii "prawo jest po ich stronie, bo się zgodziliśmy".
-
2012/12/22 12:55:51
@wo
Regulamin wymaga akceptacji całości usług świadczonych przez Instagram, nie ograniczonych tylko do pokazywania zdjęć znajomych. Do całości usług świadczonych przez Instagram należy także zgoda na tę straszną licencję z nieograniczonym sublicencjonowaniem.

Na ile rozumiem (a pewnie nie, bo jestem głupi) chodzi o świadczenie usług danemu użytkownikowi. Jeśli użytkownik Jasio wrzuci zdjęcie swojego łysego kolegi Stasia na instagram, a ci z kolei sprzedadzą je agencji reklamującej pastę do polerowania łysin, to chyba nie jest to usługa świadczona użytkownikowi Jasiowi. Ale może niech ktoś mądrzejszy ode mnie na to spojrzy, bo to nie moja branża.
-
2012/12/22 15:03:47
"Jakąś dziwną amerykańską agencję oczywiście. Przed sądem w UE, oczywiście."

A na jakiej właściwie podstawie? Agencja być może naruszyła moje prawa, ale nie działa w UE, nie wiąże jej ze mną żadna umowa ani nic, działa całkowicie w jurysdykcji USA, tam też zawarła umowę z Instagramem. Stroną, która zapewne naruszyła moje hipotetyczne interesy jest tu przede wszystkim Instagram, który zahandlował moim wizerunkiem bez mojej zgody (licencja z prawem do sublicencjonowania obejmuje prawa autorskie ale nie wizerunek).
-
2012/12/22 16:47:21
@cdp.cdp
"A na jakiej właściwie podstawie?"

Jurysdykcję sądu polskiego uzasadnia art. 1103(7) pkt. 2 kodeksu postępowania cywilnego w odniesieniu do jakiejś dziwnej agencji, która narusza nasze prawo do wizerunku i art. 1103(6) § 1 k.p.c. w odniesieniu do Instagrama, jakbyśmy chcieli ich pozwać. Pozostałe państwa UE mają podobne przepisy w swoich ustawach procesowych.

"Stroną, która zapewne naruszyła moje hipotetyczne interesy jest tu przede wszystkim Instagram, który zahandlował moim wizerunkiem bez mojej zgody"

Nie, stroną, która naruszyła Twoje interesy jest przede wszystkim dziwna agencja - to ona naruszyła wizerunek umieszczając go w reklamie i ona będzie odpowiadać za naruszenie dóbr osobistych. Chociaż, jakby dłużej pomyśleć, to pewnie dla odpowiedzialności Instagrama też znalazłoby się podstawę.
-
wo
2012/12/22 18:25:27
@zivilist
"Jurysdykcję sądu polskiego uzasadnia art. 1103(7) pkt. 2 kodeksu postępowania cywilnego "

Ale jednocześnie niemożnosć skutecznego doręczenia pozwu loco skrzynka pocztowa na Bahamach sprawi, że będziesz mógł ten artykuł zwinąć sobie w rulonik i włożyć w dowolny otwór cielesny. Nie pisz tu już żadnego komentarza po raz kolejny pokazującego, że tego nie wiesz.

"Przed sądem w UE, oczywiście."

Ponieważ, rzecz jasna, będą mieli w UE swoje przedstawicielstwo.

"To prawda, ale moje przypieprzanie się wynika z tego, że wymowa notki jest taka, że źródłem całego zła jest to, że się klika zgodę na regulamin."

Jakoś mnie nie dziwi ten brak umiejętności czytania ze zrozumieniem. Swojego następnego komcia skonsultuj może z kimś, kto tę umiejętność posiadł.
-
wo
2012/12/22 18:57:23
@autor
"Usunąć konto z FB można: onsoftware.softonic.pl/jak-usunac-konto-na-facebooku "

Nie można. Nie przeczytałeś własnego linka. W rzeczywistości nawet gdy "usuniesz" konto, dane są nadal na fejsie. To droga w jedną stronę.
-
2012/12/22 20:14:26
@wo
"Ale jednocześnie niemożnosć skutecznego doręczenia pozwu loco skrzynka pocztowa na Bahamach sprawi, że będziesz mógł ten artykuł zwinąć sobie w rulonik i włożyć w dowolny otwór cielesny."

Akurat doręczenie się da załatwić. Całkiem możliwe za to, że w otwór cielesny będzie potem pasował wyrok, o czym zresztą pisałem i co do tego chyba się zgadzamy, prawda?

"Ponieważ, rzecz jasna, będą mieli w UE swoje przedstawicielstwo."

Do pozwania kogoś przed sądem w Polsce, czy w innym kraju UE nie potrzeba przedstawicielstwa pozwanego w tym kraju. Patrz: jurysdykcja. Oczywiście, problem z egzekucją wyroku zostaje nadal aktualny.

I tak w ogóle: przecież nie twierdzę, że to co robi Instagram jest fajne, ani że dochodzenie swoich praw będzie łatwe i z pewnością skuteczne. Ale tak samo, jak dla zasady nie należy się zgadzać na niezgodny z prawem regulamin, dla zasady też nie powinno się odpuszczać dochodzenia swoich praw przed sądem.
-
wo
2012/12/22 20:30:26
@zivilist
"Akurat doręczenie się da załatwić"

Loco skrzynka pocztowa na Bahamach?

"Ale tak samo, jak dla zasady nie należy się zgadzać na niezgodny z prawem regulamin, dla zasady też nie powinno się odpuszczać dochodzenia swoich praw przed sądem."

Ludzie inteligentni rozumieją różnicę między kosztem niekliknięcia na "zgadzam się" a kosztem wynajmowania agencji detektywistycznej "załatwiającej problem doręczenia".
-
2012/12/22 21:20:29
@wo
"Loco skrzynka pocztowa na Bahamach?"

Tak. W Polsce nie ma wymogu doprowadzenia do faktycznego "you've been served", wystarczy "uznanie za doręczone". Nie trzeba zatem do tego agencji detektywistycznej. Taka fikcja doręczenia wystarczy do wydania wyroku, problem zaczyna się później.

"Ludzie inteligentni rozumieją różnicę"

Ale czasem, nawet ktoś inteligentny nieopatrznie kliknie. Ja się zwykle stykam z ludźmi, którzy kliknęli (dosłownie, albo metaforycznie), a nie tymi, którzy zastanawiają się, czy kliknąć.
-
wo
2012/12/22 21:55:26
@zivilist
"Tak. W Polsce nie ma wymogu doprowadzenia do faktycznego "you've been served", wystarczy "uznanie za doręczone". Nie trzeba zatem do tego agencji detektywistycznej. Taka fikcja doręczenia wystarczy do wydania wyroku, problem zaczyna się później."

Nieprawda, zapominasz o tym, że w Polsce nie ma instytucji "pozwu przeciwko John Doe". Musisz wiedzieć, jaka konkretnie osoba prawna czy fizyczna, naruszyła Twoje prawa. W przypadku dziwnej agencji wszytko, co może być wiadome, to skrzynka pocztowa na Bahamach. Ale nie wiadomo będzie nawet, jak się nazywa firma czy osoba, która stała za nieuczciwą kampanią. Do tego trzeba agencji detektywistycznej, cbdo.
-
2012/12/22 22:27:29
@zivilist

"Ja się zwykle stykam z ludźmi, którzy kliknęli (dosłownie, albo metaforycznie), a nie tymi, którzy zastanawiają się, czy kliknąć."

W Polsce nie ma zwyczaju "mam podpisac wazna umowe, pojde pokaze prawnikowi zeby mi powiedzial w co sie laduje"? Naprawde?
-
2012/12/22 22:42:24
@wo
Przeczytałem. Do końca. Sugeruję gospodarzowi uczynić to samo. Wyraźnie są tam rozróżnione: dezaktywacja konta i *definitywne usunięcie konta* (druga część artykułu).
-
2012/12/22 22:49:04
@wo
"Nieprawda, zapominasz o tym, że w Polsce nie ma instytucji "pozwu przeciwko John Doe". Musisz wiedzieć, jaka konkretnie osoba prawna czy fizyczna, naruszyła Twoje prawa. W przypadku dziwnej agencji wszytko, co może być wiadome, to skrzynka pocztowa na Bahamach. Ale nie wiadomo będzie nawet, jak się nazywa firma czy osoba, która stała za nieuczciwą kampanią. Do tego trzeba agencji detektywistycznej, cbdo."

Dokładnie tak samo jak musisz wiedzieć, który sąsiad porysował ci samochód, jeżeli chcesz od niego uzyskać odszkodowanie. Do takich problemów nie trzeba od razu dziwnej agencji ze skrytką pocztową na Bahamach.

Auch, w dyskusji pojawiły się głosy nt. udzielania licencji instagramowi jedynie na potrzeby jego własnych usług. Myślę, że nie byłoby niczym dziwnym gdyby to sam instagram zaczął z wykorzystaniem wrzuconych tam materiałów świadczyć usługi reklamowe dla podmiotów trzecich, np. na potrzeby kampanii na facebooku.

@ramone.alcin

"W Polsce nie ma zwyczaju "mam podpisac wazna umowe, pojde pokaze prawnikowi zeby mi powiedzial w co sie laduje"? Naprawde?"

Nie ma, bo jak powszechnie wiadomo usługi prawnicze są tylko dla bogatych, dostęp do zawodu jest ograniczony, a tak w ogóle to prawnicy to zbójcy i złodzieje. Ale na szczęście minister deregulator zaraz wszystko zdereguluje i Polacy ruszą masowo korzystać z usług prawników.
A tak na serio, przy poważniejszych umowach (typu kupno mieszkania) zdarza się, że ktoś się zgłosi do prawnika. Zdecydowanie więcej osób zgłasza się jednak jeżeli po podpisaniu umowy okaże się, że jest jakaś wtopa.
Ale nie spodziewałbym się, że ktoś kiedykolwiek przyjdzie do mnie z pytaniem czy regulamin tej czy innej usługi internetowej jest dla niego bezpieczny - jeżeli tylko jest to usługa wykorzystywana do celów prywatnych, a nie zawodowo.
Zresztą nawet gdyby ktoś przyszedł, to pewnie nie byłby szczególnie zadowolony z odpowiedzi.
-
2012/12/22 22:58:57
@wo

A to sorasy, nie zrozumieliśmy się. Rozważamy tutaj całą sytuację w ogromnym uproszczeniu co do identyfikacji podmiotu pozywanego. Mówimy tu sobie o jakiejś agencji, podczas gdy w takiej sprawie krąg potencjalnych pozwanych jest znacznie szerszy. Jasne, że musielibyśmy teoretycznie najpierw ustalić, czy mamy do czynienia z Evil Agencją Inc., czy może Bad Agencją Ltd., a potem ustalić jakiś ich adres, choćby na Bahamach. Tylko, że skoro zakładamy, że prawdziwe problemy zaczynają się na etapie egzekwowania wyroku, to mniejsze znaczenia ma to, kogo na początku pozwiemy, skoro i tak mamy zamiar uzyskać wyrok na podstawie fikcji doręczenia albo olania przez pozwanego postępowania przed sądem w takim dzikim kraju jak Polska. Z ustaleniem adresu choćby jednego kandydata do pozwania nie powinno być problemu wykraczającego poza możliwości gugla.
Oczywiście: przez cały czas podkreślam, że ta cała walka o swoje jest trudna i uzyskanie wyroku to dopiero początek.

@ramone.alcin
"W Polsce nie ma zwyczaju "mam podpisac wazna umowe, pojde pokaze prawnikowi zeby mi powiedzial w co sie laduje"? Naprawde?"

Naprawdę. Owszem, w obrocie profesjonalnym duzi przedsiębiorcy konsultują umowy z prawnikami, ale osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej - bardzo rzadko. Ludzie przychodzą dopiero kiedy pojawi się jakiś fakap.
-
wo
2012/12/22 23:17:26
@zivilist
"A to sorasy, nie zrozumieliśmy się"

Obserwuję właśnie Twoje problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

"Tylko, że skoro zakładamy, że prawdziwe problemy zaczynają się na etapie egzekwowania wyroku,"

A zakładajcie se co chcecie. Inteligentni ludzie już dawno zauważyli jednak, że prawdziwym problemem będzie niemożność skutecznego pozwania. W imieniu inteligentnych ludzi, proszę Cię już o szadafakapa.

@bballman
"Dokładnie tak samo jak musisz wiedzieć, który sąsiad porysował ci samochód, jeżeli chcesz od niego uzyskać odszkodowanie."

Dlatego Twój komeć miałby jakiś sens, gdyby to była notka o rysowaniu samochodu.

@autor
"Wyraźnie są tam rozróżnione: dezaktywacja konta i *definitywne usunięcie konta* (druga część artykułu)"

Nope, "definitywne usunięcie" nadal oznacza, że konto czeka na, lajk, definitywne usunięcie.
-
2012/12/22 23:40:04
@wo
Które po kilkunastu dniach następuje.
-
2012/12/23 01:48:29
@bbalman

"Nie ma, bo jak powszechnie wiadomo usługi prawnicze są tylko dla bogatych, dostęp do zawodu jest ograniczony, a tak w ogóle to prawnicy to zbójcy i złodzieje. Ale na szczęście minister deregulator zaraz wszystko zdereguluje i Polacy ruszą masowo korzystać z usług prawników. "

Co jest kompletnie bez sensu, bo cala radosc z korzystania z uslug prawnika (ostatnio mi sie to dwukrotnie zdarzylo, za kazdym razem nie zalowalem) polega na tym, ze ostra selekcja kandydatow do zawodu powoduje, ze nawet jak faceta/kobity na oczy nigdy nie widzialem, to mam zaufanie, ze reprezentuje jakis przyzwoity poziom kumatosci i nie naopowiada mi bzdur. Boje sie myslec, jak by to wygladalo gdyby korwinoidzi wprowadzili ze "wolny rynek oceni adwokata".
-
2012/12/23 22:01:24
@zivilist:
Nie wiem jakim cudem handelek zdjęciem, który nastąpił między dwiema amerykańskimi firmami, albo wykorzystanie tegoż przez jedną z nich na terenie USA, w dodatku przez tą, której nie wiąże ze mną dokładnie żadna umowa, nic, może być zobowiązaniem, które powstało w Rzeczypospolitej Polskiej. Ale nawet jeśli, to wynika z tego tylko tyle, że mogę albo pozwać przed polski sąd i wyrok sobie dla najlepszego wykorzystania wydrukować na odpowiednio miękkim papierze, albo w US iść przed arbitraż, który już na pewno dopilnuje, żebym tego pożałował.

@ramone
"ostra selekcja kandydatow do zawodu [prawnika]"

W Polsce panuje, nie chcę się wypowiadać na ile zasłużona, opinia, że ta selekcja bardziej opiera się na widzimisiu władz korporacji, czytaj relacjach rodzinno-towarzyskich niż na sprawdzalnej wiedzy kandydata. W każdym razie kilka lat temu w całkiem poważnych gazetach pisano o tym problemie, potem Ziobro coś z tym chciał zrobić w kierunku zmiany widzimisia na egzaminy państwowe, ale jak to teraz praktycznie wygląda, nie wiem. Na pewno opinia jest jaka jest. Do tego korporacje mają opinię, znów wolę nie wypowiadać się na ile zasłużoną, kółek wzajemnej adoracji i rąsiarąsięmycia, w tym te, których członkowie są chronieni immunitetem.
-
wo
2012/12/23 22:10:56
@cdp
"mogę albo pozwać przed polski sąd i wyrok sobie dla najlepszego wykorzystania wydrukować na odpowiednio miękkim papierze"

Naturalnie, pod warunkiem ustalenia, że w ogóle da się zidentyfikować podmiot dokonujący naruszenia, co wcale nie jest oczywiste w przypadku firm będących skrzynkami pocztowymi na Bahamach.
-
2012/12/23 23:09:05
@cdp.cdp
"może być zobowiązaniem, które powstało w Rzeczypospolitej Polskiej"

Jeżeli uważnie przeczytasz zacytowany przepis, znajdziesz w nim formułę "zobowiązania niewynikającego z czynności prawnej". A zatem istnienie umowy (czynności prawnej) jest jakby znikomo istotnym czynnikiem.
Zobowiązanie deliktowe (z tytułu czynu niedozwolonego) może powstać tam, gdzie powstała szkoda (w tym naruszenie dobra osobistego), np. jeśli Twój wizerunek ucierpi w wyniku oglądania przez kogoś w PL reklamy wybielacza odbytu z Twoim mimowolnym udziałem.
A jak wygląda procedura uznania/wykonania orzeczenia polskiego sądu w US czy na Bahamach, cóż, to inna bajka. Ale byłoby interesujące, gdyby przypadkiem się udało, w US wcale nie wydaje się to niemożliwe.
Kwestia kogo właściwie pozwiesz jest oczywiście odrębnym zagadnieniem, którego w ogóle nie zamierzam ruszać.
-
wo
2012/12/23 23:26:04
@noname
"Kwestia kogo właściwie pozwiesz jest oczywiście odrębnym zagadnieniem, którego w ogóle nie zamierzam ruszać."

No ale nie możesz złożyć pozwu przeciwko "tym bucom, które mi zajumały fotkę, kimkolwiek oni są".
-
2012/12/24 02:57:48
Przede wszystkim skąd to zawzięcie na agencję? Przecież powiemy reklamodawcę (np. producenta kremu wybielającego) lub medium (np. właściciela portalu), bo tylko ich jesteśmy w stanie zidentyfikować. Potem pójdzie po nitce do kłębka. Jak pójdzie, bo pozwanie kogokolwiek w PL za kampanię w USA, Brazylii, czy RPA jest GŁUPIE. Ewentualna szkoda wynikła z zaznajomienia się z tą kampanią w sieci będzie zwykle tak znikoma, że możliwe do uzyskania zadośćuczynienie nie pokryje nawet kosztów procesu. Aby liczyć na jakiekolwiek realne pieniądze trzeba pozywać w kraju, na który adresowane kampanię lub w USA (że przypomnę kazus córki Cimoszewicza). Co oczywiście urealnia wszystkie kopy w dupę zapisane w regulaminie i jeszcze skazuje nas na wojnę w farawayland z wieloma big korpo równocześnie.

Generalnie, jedyne co możemy zrobić realnie, jeśli nie jesteśmy bogaci lub skala naruszenia nie zachęci jakiegoś amerykańskiego prawnika do poprowadzenia sprawy za success fee, to założenie fanpage'a na fejsie z dramatycznym apelem "Big korpo mnie skrzywdziła, wpisujcie miasta !!!" z nadzieją, że stanie się ona na tyle popularna, że big korpo odpadli nam działkę z dbałości o swój wizerunek (coś a'la kazus Reserved).
-
2012/12/24 07:11:09
@ramone.alcin

"polega na tym, ze ostra selekcja kandydatow do zawodu powoduje, ze nawet jak faceta/kobity na oczy nigdy nie widzialem, to mam zaufanie, ze reprezentuje jakis przyzwoity poziom kumatosci i nie naopowiada mi bzdur. Boje sie myslec, jak by to wygladalo gdyby korwinoidzi wprowadzili ze "wolny rynek oceni adwokata""

Jaka ostra selekcja?! Kilka lat przepiłem na studiach ze środowiskiem prawniczym i tych ambitnych i wybitnie inteligentnych już na samych studiach nie było wielu. A im dalej w aplikacje (z wyłączeniem prokuratorskiej) tym gorzej. Ojciec prawnik, matka prawnik, "dziecko nasiąka kulturą prawniczą od maleńkości" a że tłumok jak smok znaczenia nie ma najmniejszego. Egzamin był na aplikację radcowską - walka o - bodajże - 30 miejsc. Ok. 20 zostało rozdysponowane na wejściu o czym zainteresowani świetnie wiedzieli bo "rodzinnie umocowani" tego nie ukrywali. Adwokacka była jeszcze szczelniej zamknięta, o notarialnej legendy krążyły. Więc nie dziwię się teraz, że ci co są już w środku za wszelką cenę bronią się przed niekontrolowanym dopływem "młodych, ambitnych i inteligentnych z domów bez tradycji prawniczych"

Tak wiem - offtop. Nie - nie jestem prawnikiem.
-
wo
2012/12/24 09:39:39
Na pewno będzie jakaś okazja na dyskusję o deregulacji, ale pod tą notką to trochę za daleko odlatuje. Prywatnie mam mieszane odczucia. Znaczna część absolwentów tych wszystkich Lower Myciskan University of Biznesing and Administrejszyning, wyszła ze szkół ze śmieciową wiedzą. To widać po tych wszystkich blogaskach pacjentów #psychiatryk24 i serwisów pokrewnych, tam się często przewija motyw "jestem po politologii, więc się znam na polityce i mam genialny pomysł na biznes, będzie robił to samo co pudelek, ale nazywal się ratlerek" albo "jestem Rasfufu, baunsującym ekonomistą transportu". To byłoby przerażające, dawać takim prawnikom prawa do reprezentowania np. pokrzywdzonych przez Instagram i opowiadania im farmazonów o tym, jakie to będzie proste, pozwać agencję w Brazylii.
-
2012/12/24 10:27:47
@deregulacja

Ponieważ to offtop, więc krótko: deregulacja w zawodach prawniczych de facto już nastąpiła (z wyjątkiem notariuszy). Jasne, możliwe jest, żeby deregulować jeszcze bardziej, ale w znacznej mierze udało się ukrócić praktyki arbitralnego koszenia ludzi spoza środowiska (z wyjątkiem notariuszy, oczywiście).
-
2012/12/24 12:02:52
@noname
"zatem istnienie umowy (czynności prawnej) jest jakby znikomo istotnym czynnikiem."

No ale opublikowanie mojego ryja w reklamie kremu do tyłka już tak.

"jeśli Twój wizerunek ucierpi w wyniku oglądania przez kogoś w PL reklamy wybielacza odbytu z Twoim mimowolnym udziałem."

Och, a jeśli opublikuje go sąsiad wieszając wydruk na tablicy ogłoszeń to już na pewno. Ale tu dochodzi kolejny warunek, żeby zobaczył to ktoś w PL (i czy aby na pewno wtedy będzie zobowiązanie powstałe w PL? jeśli publikujący nie ma szczególnego zamiaru sprzedawać tego kremu do Polski?) chociaż mnie może też zaboleć jeśli zobaczą to pewne osoby poza granicami PL. I co wtedy?

"Kwestia kogo właściwie pozwiesz jest oczywiście odrębnym zagadnieniem"

Tylko to jakby kluczowe jest.

Uff, na szczęście nie używam ani Instagrama, ani Facebooka. A Google ma zakład w Polsce więc mogę ich pozywać gdyby mi przyszło do głowy ;)