Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Marksistowska analiza Sama Peckinpaha

Walczę właśnie z książką, której dedlajny zhańbiły mój honor autora i jeśli jeszcze nie popełniłem seppuku to tylko dlatego, że wiem, że redaktor (wielu) Książek woli jednak dostać tekst od ikebany z moich wnętrzności.
W książce poczułem potrzebę lakonicznego opisu fenomenu teksańskiego akcentu. Pomyślałem „szeryf z Konwoju”, ale jednocześnie poczułem, że to się nie nadaje do książki, bo zdaję sobie sprawę, że nawiązań z popkultury nadużywam jak Jules (rzekomego) cytatu z Ezechiela.
Zastąpiłem tego szeryfa jakąś peryfrazą, niechaj redakcji lekką będzie, ale przy okazji odkryłem, że miesiąc temu grający go Ernest Borgnine zmarł. Pożegnaliśmy Go „kulturą w skrócie”.
Cholera, nawet nie mam takiego usprawiedliwienia, że byłem na urlopie. Byłem w amoku przygotowań do urlopu, a to jednak nie to samo.
Ernie, w takim razie, epitafium spóźnione, ale od serca. Wiem, że zasługujesz na więcej, ale wiesz jak jest. Kowboj strzela z tego, co ma przy biodrze, a nie z tego, co ma w katalogu Searsa. Poślesz mi za to odpowiednią wiązankę w zaświatach.
Dla mojego pokolenia najważniejsza rola Borgnine’a to wredny szeryf Lile „Bawełna w ustach” Wallace w „Konwoju” Peckinpaha z 1978.  Żył jednak piękne 95 lat i do końca był aktywny zawodowo. Już w 1956 dostał Oscara za komediodramat „Marty”, a ostatnią nominację do Emmy miał w 2009, za gościnny występ w „Ostrym dyżurze”.
Służba w marynarce wojennej sprawiła, że naturalnie przychodziły mu drugoplanowe role mundurowych. Często negatywne - sadystycznych sierżantów czy skorumpowanych gliniarzy.
Sama Peckinpaha poznał przy filmie „Dzika banda”. Filmy Peckinpaha mają to do siebie, że - jak w każdym porządnym westernie - tylko na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że wiemy, kto jest pozytywny, a kto negatywny. Poskrobiemy dokładniej, a odsłonią nam się skomplikowane struktury wzajemnych relacji, prowadzących nas do Odwiecznej Prawdy O Naturze Lucka.
Czy Wallace jest tak po prostu negatywny? Początkowo nie mamy wątpliwości. Zwabia bohaterów - Gumową Kaczkę i jego przyjaciół - w pułapkę. Przez radio CB przekazuje im fałszywą informację, że droga wolna, nie ma „miśków”, a potem ich łapie i wymusza łapówki. Uruchamia to ciąg zdarzeń, prowadzący do sformowania tytułowego „konwoju” buntowników, a na koniec do wybuchowego finału.
Potem jednak pojawia się postać pozornie pozytywna - polityk, który próbuje odkręcić zło rozpętane przez Wallace’a. To taki „miły i mądry facet”, prosto z wiersza Andrzeja Bursy, że od razu wiemy, że to jest postać tak bardzo negatywna, że z perspektywy jego negatywności, mierzonej w gigakulombach, niewielka różnica potencjałów między Wallacem a Gumową Kaczką przestaje mieć znaczenie.
Zapowiedź finału widzimy już w próbie nawiązania porozumienia między miłym i mądrym politykiem a Gumową Kaczką. Polityk nie umie znaleźć współnego języka z Gumową Kaczką. Zniechęcony musi podać mikrofon Wallace’owi, który wymawia sakramentalne „breaker one-nine”.
Slang truckerów, znajomość którego pozwala Wallace’owi na zastawianie pułapek na kierowców, jest elementem klasowej tożsamości. Gumową Kaczkę i Wallace’a dzieli pozornie wszystko, ale łączy coś cholernie istotnego: przynależność do Ameryki „niebieskich kołnierzyków”.
Mogą mieć do siebie żal, że jeden drugiego oskubał na 50 dolarów (tyle Wallace chciał, dopóki kierowcy nie zaczęli mu ubliżać), ale łączy ich świadomość, że to fistaszki w porównaniu z megaprzewałami, które odwalają szuje takie, jak „miły i mądry facet”, który na tej aferze chce po prostu wjechać do Waszyngtonu.
Film Peckinpaha to w miarę dokładna ekranizacja piosenki C.W. McCalla - w trailerze widzimy, że próbowali do każdego wersu dorobić scenę (pojawia się nawet „eleven long-haired friends of Jesus”). Tyle, że w piosence bohaterowie jadą trochę bez sensu na północny wschód, a w filmie na południowy zachód.
Cała historia skorumpowanego Wallace’a to fabularne uzasadnienie buntu bohaterów. Piosenka go nie wyjaśnia. Należy do gatunku „outlaw country”, w którym prawo jest domyślnie traktowane jako coś złego i oczekuje się, że słuchacz nie wymaga uzasadnienia.
Marksista nie może nie zauważyć, że na samym początku Gumowa Kaczka proponuje Wallace’owi, żeby przeniósł klasową wspólnotę na poziom „fur sich”. Czyli przyłączył się do teamstersów. Wallace odpowiada wiązanką - woli pozostać „an sich”. Stąd cały dramat. Do tego dla marksisty sprowadza się cały gatunek „outlaw country”.

środa, 15 sierpnia 2012, wo

Polecane wpisy

  • Kontrowersyjny spektakl

    Jest sobie taki kontrowersyjny spektakl, który dzieli moich znajomych na zwolenników i przeciwników. Jestem w obozie entuzjastów, wypowiem się więc w jego obron

  • Kalifat w Bawarii

    Tymczasem: obejrzałem niegłupią komedię na ważne tematy bieżące. Jak widać po załączonym trailerze, komedia nazywa się „Witamy u Hartmannów” i opowi

  • Casteilcorbon nie istnieje

    W ramach kryzysu wieku średniego często ostatnio wracam do dziecinnych fascynacji. Zeszłoroczne wakacje przypomniały mi powieść czytaną w dzieciństwie, którą u

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/08/15 15:08:09
@wo

U Marksa to przeciwstawienie tak brzmi: "So ist diese Masse bereits eine Klasse gegenüber dem Kapital, aber noch nicht für sich selbst. In dem Kampf, den wir nur in einigen Phasen gekennzeichnet haben, findet sich diese Masse zusammen, konstituiert sie sich als Klasse für sich selbst."
"Klasse an sich" to pojęcie ukute przez późniejszą marksistowską wulgaryzację, przy czym niezbyt trafne jest odwołanie do kantowskiego "Ding an sich."
Widać zatem, że Twój marksizm jest marksizmem z drugiej ręki. I nie jest to ręka Kołakowskiego lub Walickiego, a bardziej poślednich autorów.
-
wo
2012/08/15 15:11:46
@nobilior
"Widać zatem, że Twój marksizm jest marksizmem z drugiej ręki. I nie jest to ręka Kołakowskiego lub Walickiego, a bardziej poślednich autorów."

Przecież gdyby był z pierwszej ręki, to byłbym jakimś śmiesznym świrem udającym, że nadal trwają czasy Marksa. Nie traktuję marksizmu jako kultu świętych słów proroka, tylko jako narzędzia do opisywania roku 2012.
-
2012/08/15 15:26:49
Ksywka Cottonmouth to nie "bawełna w ustach" ale raczej "Grzechotnik" (wikipedia: "mokasyn błotny" ale który szeryf chciałby takie przezwisko), zapewne od wredności.
-
2012/08/15 15:37:08
Korekta Obywatelska: zhańbiły.

Ponieważ dotychczasowe pouczenia KO nie zostały potraktowane poważnie, tym razem będzie mandat w wysokości 100 zł. Może być z Waryńskim.
-
2012/08/15 15:47:41
@wo

Doczekałeś się swojego własnego histostalkera :)
-
wo
2012/08/15 15:57:57
@fiodor
"Korekta Obywatelska: zhańbiły"

Dzięki!

@praptak
No tak, ale on naprawdę (w tym filmie) mówi tak, jakby coś miał w buzi.
-
2012/08/15 16:55:32
"No tak, ale on naprawdę (w tym filmie) mówi tak, jakby coś miał w buzi."

Może tytoń do żucia? To chyba jest bardzo teksańskie.
-
2012/08/15 17:55:46
"No tak, ale on naprawdę (w tym filmie) mówi tak, jakby coś miał w buzi."

Taki niewyraźnie mówiący szeryf pojawił się także w jednym z Bondów, ale tam były też pogonie na motorówkach i aligatory, czyli rzecz działa się raczej w Luizjanie. No, ale dla filmowca z Hollywood Luizjana i Teksas to pewnie to samo.
Zetknąłem się przed laty z paru Kalifornijczykami i wszyscy utrzymywali że, "my w Kalifornii mówimy może za szybko, ale tych z Teksasu w ogóle nie da się zrozumieć".

@wo:
Co do "Dzikiej Bandy" to ja raczej uważałbym ten film za post- a może nawet antywestern, oczywiście o ile za wzorzec z Sevres dla tego gatunku przyjąć "Rio Bravo".

@wo & @all:
Prawdziwy sezon na odlurkowania, nieprawdaż?
O sobie krótko: jestem takim "inżynierem od średnich śrubek" próbującym wyżywić się z informatyki (czyli bajerowania klienta). Pozdrawiam wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem gospodarza.
-
wo
2012/08/15 18:05:23
@piotrek
"Taki niewyraźnie mówiący szeryf pojawił się także w jednym z Bondów, ale tam były też pogonie na motorówkach i aligatory, czyli rzecz działa się raczej w Luizjanie. No, ale dla filmowca z Hollywood Luizjana i Teksas to pewnie to samo."

Żeby dopełnić komplikacji - grający go Clifton James był z Nowego Jorku, więc tak naprawdę wcielał się w "karykaturalne wyobrazenie południowca w oczach Jankesów"!

"Co do "Dzikiej Bandy" to ja raczej uważałbym ten film za post- a może nawet antywestern,"

Ja nie lubię tego określenia, bo choćby przytoczone przez Ciebie "Rio Bravo" (i inne filmy z Księciem) są niepokojąco blisko "anty-" czy "post-" westernu. Przecież "Rio Bravo" to walka o duszę Colorado Ryana (Ricky Nelson). Taka westernowa "Czarodziejska góra". I chodzi w sumie o to, żeby młodemu wytłumaczyć, że mitologia westernu to jedna wielka bzdura.
-
2012/08/15 20:05:46
@wo:
Jeśli chodzi o antywestern, to masz rację - termin bez większego sensu, ale w "Rio Bravo" ja raczej widzę przeistoczenie Colorado z lekko cynicznego i bardzo pragmatycznego zawodowca ("Jest tak dobry, że nie musi tego nikomu udowadniać" - Chance o Colorado) w zaangażowanego obywatela USA. Obejrzę sobie wieczorem i przemyślę.

Żeby nie odbiegać od tematu głównego, czyli krytyki marksistowskiej "Konwoju", to jednak bunt Kaczora jest indywidualistyczny - ktoś (Wallace) próbuje mu odebrać wolność, rozumianą zresztą bardzo "po kowbojsku", więc dla jej obrony zbiera kumpli, a raczej ci spontanicznie, bez większego Kaczora udziału, przyłączają się do niego (mogę się mylić, dość dawno film oglądałem). Zatem gdyby nawet Wallace przeszedł na ich stronę, nie powstała by nowa, świadoma klasa gotowa pogonić kota bubkom z Washington'u, po prostu każdy pojechałby w swoją stronę. Marksista-leninista nazwałby chyba Kaczora "proletariackim buntownikiem nieuświadomionym ideologicznie", dał medal i posłał do Magadanu.
-
wo
2012/08/15 20:11:56
@piotrek
"ja raczej widzę przeistoczenie Colorado z lekko cynicznego i bardzo pragmatycznego zawodowca ("Jest tak dobry, że nie musi tego nikomu udowadniać" - Chance o Colorado) w zaangażowanego obywatela USA."

Oczywiście, ale tu masz zawsze dwa kluczowe pytania. Po pierwsze, co to dokładnie znaczy, być "zaangażowanym obywatelem USA" - czy to znaczy postawę usłużności wobec władzy, czy przeciwnie, ciągły bunt, ciągły nonkonformizm, mówienie władzy "nie" gdy głęboko wierzysz w swoją rację. Por. klasyczne westerny "15:10 do Yumy" i "W samo południe", nie mówiąc już o klasycznych filmach Franka Capry (nie westernach, ale jednak oddających ten sam klimat "prawego człowieka, który mówi nie").

Po drugie - czy kowboj może być "zaangażowanym obywatelem USA"? Przecież w jakimś momencie musi się ustatkować, musi się pogodzić z tym, że na dalszą metę ten styl życia jest nie do pogodzenia z kapitalizmem, własnością prywatną, wolnym rynkiem i modernizacją. Ballada, którą Dean Martin śpiewa z Nelsonem, to ballada o rzuceniu kowbojstwa w cholerę (choć na pierwszy rzut oka jest o uroku bycia kowbojem - ale proszę poczekać z oceną do ostatniej zwrotki!).

"bunt Kaczora jest indywidualistyczny (...) dla jej obrony zbiera kumpli"

Widzisz tu pewne dialektyczne napięcie?

"Marksista-leninista nazwałby chyba Kaczora "proletariackim buntownikiem nieuświadomionym ideologicznie", dał medal i posłał do Magadanu."

Leniniści są tu równie mile widziani, jak korwiniści.
-
2012/08/15 21:26:55
@wo:
"co to dokładnie znaczy, być "zaangażowanym obywatelem USA" - czy to znaczy postawę usłużności wobec władzy, czy przeciwnie, [...], mówienie władzy "nie" gdy głęboko wierzysz w swoją rację"

Oczywiście, że to drugie. Uważam, że "prawo westernowe" opiera się na prostej regule: kto postąpił niesprawiedliwie, młody Burdette zabijający nieuzbrojonego czy Wallace wymuszający haracz lub zamykający niewinnego w kiciu (onże to?), ma zostać ukarany. I nieistotne czy "ramieniem prawa" będzie szeryf czy Gumowa Kaczka. Kto walczy ze złem reprezentuje prawo. Ponieważ obracamy się w obrębie bardzo prostych, zero-jedynkowych postaw, każdy taki kombinujący i ważący rozmaite racje (a myślący wyłącznie o swojej karierze) "biały kołnierzyk" jest przedstawicielem zła. A może nawet to Wallace i Burdette-ojciec reprezentują zło a "biały kołnierzyk" - Zło.
A poza tym: "Patriota to ktoś kto broni kraj przed rządem" - taka kwestia pada podobno w "3 dniach Kondora"...

Co do Franka Capry, nie stanę w szranki, bom cienias. Tak na szybko to kojarzę jedynie "Arszenik i stare koronki".

"[...] Przecież w jakimś momencie musi się ustatkować [...]"
Z pewnością, ale tego raczej westerny nie pokazują. No, przynajmniej niezbyt dosadnie (Colorado, w finale, patrolujący ulicę jako szacowny zastępca). Myślę zresztą, że Colorado i John T. Chance zaakceptowali by własność rozumianą jako prawo do stada bydła czy pola kukurydzy, natomiast na hasło modernizacja, giełda czy rynki finansowe sięgnęli by po broń.

"<<bunt Kaczora [...]>>
Widzisz tu pewne dialektyczne napięcie?"

Że poczucie niesprawiedliwości wobec jednostki przerodzi się w zbiorowy bunt przeciw systemowi? Ale czy na pewno? Może się to przecież skończyć tak jak z ACTA.
Film, o ile pamiętam, nie jest w zakończeniu jednoznaczny...

"Leniniści są tu równie mile widziani, jak korwiniści."

A trafił tu kiedyś jakiś? Ale taki prawdziwy, a nie dzieciak któremu wydaje się, że powoływanie się na Ilicza & Co jest bardzo hipsterskie.

A tak w ogóle, coś tu pusto, czyżby wszyscy siedzieli na mszy dziękczynnej za "Cud nad Wisłą"?
-
wo
2012/08/15 21:35:19
@piotrek
"Kto walczy ze złem reprezentuje prawo."

Właśnie. Ale ponieważ jednocześnie czasem osoba reprezentująca prawo jest złem, to wszystko się potrafi nieoczekiwanie zapętlić. Przecież to jedna z kluczowych scen "Kowboju". Kaczka pyta Wallace'a, za kogo siebie uważa i mówi, że Wallace jest tylko skorumpowanym nędznikiem. "Ja jestem prawem! Nie rozumiecie, ja reprezentuję prawo!" - gorączkuje się Wallace, a Kaczka na to - "w takim wypadku szczam na ciebie i na twoje prawo".

"Ponieważ obracamy się w obrębie bardzo prostych, zero-jedynkowych postaw, każdy taki kombinujący i ważący rozmaite racje (a myślący wyłącznie o swojej karierze) "biały kołnierzyk" jest przedstawicielem zła."

Ale przecież bohater "15:10 do Yumy" przez cały film nic, tylko "kombinuje i waży rozmaite racje"! Zresztą podobnie masz w "Rio Bravo", bohater ciągle staje przed wyborem, czy to ma sens, rozpieprzyć niemalże całe miasto dla aresztowania jednego kolesia, który prawdopodobnie i tak ucieknie federalnym.

"Z pewnością, ale tego raczej westerny nie pokazują."

Baśnie też nie pokazują "happily everafter", ale to marzenie jest zawsze obecne, czasem w postaci happy endu (albo jakiegoś wspomnienia o tym, jak to "osiąście" nie wyszło z jakichś przyczyn).

"A tak w ogóle, coś tu pusto, czyżby wszyscy siedzieli na mszy dziękczynnej za "Cud nad Wisłą"? "

Bo niby wszyscy narzekają, że za dużo tu o polityce, ale notki popkulturowe rzadko generują flejmy na 200+ komciów. Taki lajf.
-
2012/08/15 23:36:07
"Ale przecież bohater 15:10 do Yumy przez cały film nic, tylko kombinuje i waży rozmaite racje"

Bez bicia się przyznaję, źle się wyraziłem - chodzi mi o kombinowanie w stylu "może młody Burdette kogoś tam zabił, ale ojciec daje dużo kasy na dobroczynność, a i gubernatora kampanię wspomógł, a z rok wybory...". "3:10..." jest o tyle nietypowy, że bohater ma w zasadzie w nosie prawo, on musi spłacić kredyt. Równie dobrze mógłby odstawić do Yumy kozę a może nawet kogoś niewinnie skazanego (zawsze mnie to intrygowało). Nie sądzę też, by Wayne w "Rio" choć przez chwilę myślał "a puszczę tego głąba i co mi kto zrobi".

"Baśnie też nie pokazują [...]"
I może tu jest sedno sprawy? Western jako baśń dla dorosłych, czyli poza kinem korporacja, głupi szef i dylemat czy podkablować kolegę i poprawić pozycję, a może zostać gentlemanem i czekać aż on mnie podkabluje. A na ekranie: niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie, a Winchester przy moim siodle. Precz wątpliwości!

"Taki lajf."
No, ale poprzedni flejm był raczej o kasie, czyli baza kształtuje nadbudowę, nieprawdaż?

No dobrze, koniaczek wprawdzie oliwi zwoje mózgowe, ale nie w nadmiarze...
-
2012/08/15 23:58:02
No i siedzę, oglądam "Rio Bravo" i walę się flaszką po łbie. Jaki wamać Burdette-ojciec! Brat, wolno i wyraźnie: starszy brat! Pomerdało mi się z "Białym kanionem"...
A mówią, że skleroza nie boli...
-
wo
2012/08/16 00:06:54
@piotrek
"bohater ma w zasadzie w nosie prawo, on musi spłacić kredyt. Równie dobrze mógłby odstawić do Yumy kozę a może nawet kogoś niewinnie skazanego (zawsze mnie to intrygowało)."

Ależ daj spokój, Glenn Ford bardzo szybko mu tłumaczy, że biorąc pod uwagę czysto finansowy aspekt, bohaterowi bardziej się opłaca go wypuścić. I wygląda na to, że bohater całkiem serio rozważa tę ofertę - w każdym razie, pojawia się na jego obliczu coś, co (na westernowe standardy) sygnalizuje wewnętrzną rozterkę. Powody, dla których bohater odrzuca pokusę, pozostają niejasne. I w ogóle nie wiadomo do końca, co tu jest dobrem a co złem. Glenn Ford nie wygląda na zdemoralizowanego. Może jednak sprawiedliwiej byłoby go wypuścić (i wziąć kasę)? On też już ma dosyć tej całej gangsterki i widać, że najchętniej by się ustatkował z tą kelnereczką, przez którą w ogóle wpadł.

"A na ekranie: niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie, a Winchester przy moim siodle. Precz wątpliwości! "

No właśnie to wcale nie pasuje do wielu klasycznych westernów, które są właśnie filmami o wątpliwościach (choćby powyższe "Three ten").
-
2012/08/16 01:08:50
"Powody, dla których bohater odrzuca pokusę, pozostają niejasne."
A może kluczem jest po prostu etyka zawodowa? Termin obecnie prawie zupełnie zapomniany...

"Glenn Ford nie wygląda na zdemoralizowanego. Może jednak sprawiedliwiej byłoby go wypuścić"
No tak: "czymże jest obrabowanie banku wobec założenia banku...". W finale zresztą Ben Wade pomaga Danowi, ale uznając raczej jego racje indywidualne, a nie swoje winy wobec społeczeństwa.
Zresztą następny film do odświeżenia...

"No właśnie to wcale nie pasuje do wielu klasycznych westernów [...]"
Fakt, ale poruszamy się w kręgu najlepszych reprezentantów gatunku, czyli prawie z założenia naruszających konwencje. Niektóre bajki też źle się kończą. Zresztą, to chyba dobrze, jeśli bohater nie jest taką chodzącą doskonałością, bo z takim trudno się utożsamiać, no gogusiowaty po prostu jest (wczesny Bond, Superman etc.).

PS. "Rio Bravo" cały czas genialne...

-
2012/08/16 01:40:04
@ 3.10 to Yuma

Nowa wersja zupełnie wymazała mi z głowy starą "15.10" oglądaną wieki temu.
W nowej Evans wie, że swoje życie już przegrał, idzie na śmierć, żeby ratować syna, który w międzyczasie zapatrzył się w Wade'a i postanowił być taki jak on. Wade też to rozumie i dlatego postanawia pomóc Evansowi.
Tak, bajka dla dorosłych.

@wo
Dzięki za notkę o EB.
-
2012/08/16 10:14:13
@"każdego wersa"

wersu?
-
wo
2012/08/16 10:55:40
@lukasz
"wersu?"

Cholera wie. Jakieś uzasadnienie, inne niż czuj?

@piotrek
"A może kluczem jest po prostu etyka zawodowa? Termin obecnie prawie zupełnie zapomniany... "

Ale to nie jest jego zawód! On się zgłosił dla nagrody, którą obiecał mu obleśny biznesmen, dla którego nie liczy się życie ludzkie, on tylko chce mieć regularne połączenie dyliżansowe. Gdyby główny bohater był równie obleśny - po prostu przyjałby korzystniejszą ofertę, od Glenna Forda.

"W finale zresztą Ben Wade pomaga Danowi, ale uznając raczej jego racje indywidualne, a nie swoje winy wobec społeczeństwa. "

Wydaje mi się, że w tym klasycznym się nigdy nie dowiadujemy, dlaczego mu pomaga. Glenn Ford po prostu potrafił grać Tajemniczych Kolesi, Którzy Zawsze Coś Skrywają Za Tym Dziwnym Uśmiechem.

"Fakt, ale poruszamy się w kręgu najlepszych reprezentantów gatunku, czyli prawie z założenia naruszających konwencje."

No ale stąd mój sceptycyzm wobec pojęcia "antywestern". Skoro najlepsze westerny są antywesternami, to może po prostu zamiast "antywestern" mówmy "dobry western"?

@yonderboy
"W nowej Evans wie, że swoje życie już przegrał, idzie na śmierć, żeby ratować syna, który w międzyczasie zapatrzył się w Wade'a i postanowił być taki jak on. Wade też to rozumie i dlatego postanawia pomóc Evansowi."

Mi z kolei nowa wleciała i wyleciała, ale w starej nic takiego nie ma. Jest tylko wyraźna sugestia, że Glenn Ford ma dosyć gangsterskiego życia i sam na siebie ściąga wpadkę, bo jak głupi flirtuje z kelnerką w Bisbee, zamiast uciekać.
-
2012/08/16 11:28:24
@wo "Cholera wie. Jakieś uzasadnienie, inne niż czuj?"

Analogicznie do rowera, torta, autobusa.
-
wo
2012/08/16 11:32:33
@sheik
"Analogicznie do rowera, torta, autobusa"

Pewnie macie rację, tak na czuja... oh wait.

No dobra, poprawiłem, ale co będzie, jak ktoś przyjdzie ze słownikiem i poda nową wersję?
-
2012/08/16 11:47:31
@Gdyby główny bohater był równie obleśny - po prostu przyjałby korzystniejszą ofertę, od Glenna Forda.
To chyba można wytłumaczyć tak, że oferta obleśnego biznesmena chociaż niższa, to jednak jest zgodna z prawem i co wpadnie do kieszeni, to już tam zostanie. A jak się skusi na pieniądze od Glenna Forda, to zawsze jest ryzyko, że przyjdą i zabiorą, bo przywłaszczenie mienia pochodzącego z kradzieży czy jakoś tak. (lepiej pamiętam nowszą wersję).
-
2012/08/16 11:54:35
@wo
"Ale to nie jest jego zawód!"
Ale przyjął zlecenie i musi się wywiązać (tak rozumiem w tym wypadku etykę, może nawet taką bez dodatków)

"w tym klasycznym się nigdy nie dowiadujemy, dlaczego mu pomaga"
Jest chyba maluteńka przesłanka - on rzuca na koniec coś takiego: "Już raz uciekłem z San Quentin (Folsom?)", można więc przypuszczać, że nie ma zamiaru "poddać się karze".
Co do Tajemniczego Uśmiechu - pełna zgoda, G.F. jest mistrzem.

"Antywestern"
Jescze raz popiół na głowę sypię, ale termin często używany. Przyznasz jednak, że pojęcie westenu zrobiło się bardzo szerokie, od starej klasyki gdzie Prawo tryumfuje i ma sympatyczną twarz Johna W. lub Garrego C. po "Przełomy Missouri", gdzie też tryumfuje, ale ma się od tego odruchy wymiotne.
Jeśli użyłem wobec "Rio Bravo" określenia "wzorzec" to dlatego, że występuje tam dość reprezentatywna galeria westernowych postaci: dzielny dziadek z obrzynem, szeryf i jego kobieta o mętnej przeszłości, pijak-rewolwerowiec wydobywający się z dna, zły obszarnik i doskonale obojętne społeczeństwo miasteczka. Tylko Colorado tu bruździ, bo idzie cokolwiek pod prąd...

@yonderboy
Taki problem z remakeami, które na siłę starają się wepchnąć starą treść we współczesność. I ten przestępca który w d... ma społeczeństwo, ale poświęca się dla młodego, żeby nie szedł jego śladem. Aczkolwiek motyw w kinie amerykańskim dość stary, pamiętam jak przez mgłę film z lat 30-40 o księdzu namawiającym gangstera idącego na krzesło, żeby nie "trzymał fasonu", bo w ten sposób może uratować młode duszyczki. Z pełnym ze strony gangstera zrozumieniem.
-
wo
2012/08/16 12:17:11
@wojtek
"To chyba można wytłumaczyć tak, że oferta obleśnego biznesmena chociaż niższa, to jednak jest zgodna z prawem i co wpadnie do kieszeni, to już tam zostanie"

No właśnie wcale niekoniecznie. Być może życie jest takie proste w Yumie albo zgoła w Los Angeles, ale nie dla farmera na Pograniczu. On ma wszelkie powody, by się spodziewać, że w pierwszej kolejności przyjdą do niego jednak kumple Glenna Forda. Wybór opcji uczciwej jest dla niego opatrzony co najmniej równie dużym ryzykiem, jak nieuczciwej, cokolwiek by to znaczyło (Glenn Ford na pierwszy rzut oka wygląda sympatyczniej od obleśnego biznesmena, przecież).

@piotrek
"Ale przyjął zlecenie i musi się wywiązać (tak rozumiem w tym wypadku etykę, może nawet taką bez dodatków) "

Man's gotta do what a man's gotta do. W żadnym westernie nie pada ten cytat, ale tak jakby padał we wszystkich.

" pamiętam jak przez mgłę film z lat 30-40 o księdzu namawiającym gangstera idącego na krzesło, żeby nie "trzymał fasonu","

James Cagney, ANIOŁOWIE O BRUDNYCH TWARZACH!

". Z pełnym ze strony gangstera zrozumieniem."

Sam jesteś pełny. On w rozmowie kategorycznie odmawia. Dopiero potem spełnia prośbę i nigdy się nie dowiemy, dlaczego w ostatniej chwili zmienił zdanie. Tutaj to już tylko można pojechać voice overem z Blade Runnera. "Może w tej ostatniej chwili pokochał życie, czyjekolwiek życie".
-
2012/08/16 13:13:53
"Sam jesteś pełny. On w rozmowie kategorycznie odmawia. Dopiero potem spełnia prośbę i nigdy się nie dowiemy, dlaczego w ostatniej chwili zmienił zdanie."

A mnie, kiedy będąc dziecięciem ten film oglądałem oczywiste wydawało się, ze nie "zmienił zdania" tylko skończył mu się fason i spanikował.
-
wo
2012/08/16 13:19:35
@lapacz
"A mnie, kiedy będąc dziecięciem ten film oglądałem oczywiste wydawało się, ze nie "zmienił zdania" tylko skończył mu się fason i spanikował."

Muszę sobie odświeżyć. Ja zapamiętałem, że to się nie wyjaśnia, ale też dawno. Tej, a nie zrobiłbyś przeglądu klasycznych westernów?
-
2012/08/16 13:39:59
@wo

@wojtek

Wow, niesamowite, że w kontekście 3.10 pojawili się "Aniołowie..."

Bohater grany przez Cagneya, to po prostu "chłopak który biegał zbyt wolno", a Ben Wade to po prostu ośmiolatek porzucony przez matkę (w nowej wersji).
Nie wiadomo na 100% co nimi kieruje, ale wiadomo, że obaj mieli przechlapane już na wstępie, nie ze swojej winy. I może wartościowy człowiek, którym każdy z nich potencjalnie był, gdzieś w środku cały czas krzyczał "Non omnis moriar!"
To oklepany numer kinematografii i nie tylko ("Twoja mamusia musi być śliczna" - ktoś pamięta?), ale mnie wzrusza, chociaż wiem, że daję się w ten sposób bezczelnie manipulować (chociaż nie tak bezczelnie jak von Trier, którego - po części dzięki gospodarzowi, od lat z premedytacją nie oglądam).

To oklepany numer, ale na mnie działa - chociaż wiem, że jestem manipulowany.

Przy okazji, moim zdaniem takie remake'i jak 3.10 mają sens - czasy się zmieniły w tym sensie, że dziś można w filmie pokazywać rzeczy jakie kiedyś były nie do pomyślenia - zasugerować czyjś homoseksualizm (Charlie Prince), zauważyć, że ktoś miał zrąbane dzieciństwo (Wade), ujawnić mało chwalebną prawdę o bohaterze wojennym (Evans), a dzielnego obrońcę prawa nazwać wprost mordercą indiańskich dzieci i kobiet (McElroy).
Jeśli się to zrobi dobrze (a tak to moim zdaniem zrobiono), historia tylko na tym zyskuje.
-
2012/08/16 13:42:10
@wo
"Man's gotta do what a man's gotta do"
Najbliżej wypowiedzenia tego był, moim zdaniem, urzędnik kolejowy w "Butch Cassidy i Sundance Kid". Gdy Kid namawia go by otworzył drzwi wagonu pocztowego i nie zmuszał go do wysadzenia ich odpowiada mniej więcej tak: "Kid, gdyby to była moja forsa, byłbym szczęśliwy, że to ty mnie obrabujesz, ale te pieniądze powierzyła mi kolej i nie mogę ci ich oddać."
A najbardziej fatalistycznie spełniła się ta maksyma w "Pat Garett i Billy Kid".

'James Cagney, ANIOŁOWIE O BRUDNYCH TWARZACH!"
Ty tu jesteś specjalistą. Uważasz ten film za fragment kanonu człowieka rozumnego? Mnie jakoś nie zapadł w pamięć, ale mam nadzieję, że możesz to inż. od śr.śr. wybaczyć...
-
wo
2012/08/16 14:16:52
@piotrek
"Uważasz ten film za fragment kanonu człowieka rozumnego? Mnie jakoś nie zapadł w pamięć, ale mam nadzieję, że możesz to inż. od śr.śr. wybaczyć... "

Mogę wybaczyć. Nie, nie uważam, że to pozycja obowiązkowa - chyba, że jesteś wielkim fanem Cagneya (ja nie jestem) albo Bogarta (ja jestem). To taki okres w karierze Bogarta, w którym grał wyłącznie postacie negatywne i jako drugoplanowy demoralizator (przez którego tak naprawdę Cagney idzie na krzesło elektryczne) stworzył w tym filmie ciekawszą kreację od wszystkich pozostałych. No ale że to postać drugoplanowa, to mało jej na ekranie. A już ten aktor grający księdza, no rany boskie.
-
2012/08/16 14:43:15
@piotrek
"Najbliżej wypowiedzenia tego był, moim zdaniem, urzędnik kolejowy w "Butch Cassidy i Sundance Kid"
A całkiem podobnie mówił też, wspomniany w notce, Jules w Pulp Fiction.
-
2012/08/16 14:50:35
@wo:

"Muszę sobie odświeżyć. Ja zapamiętałem, że to się nie wyjaśnia, ale też dawno."

No bo oczywiście się nie wyjaśnia. Zresztą jak przeczytałem komentarz piotrka.2048 bylem pewien, ze księdza grał Spencer Tracy, bo pomyliło mi się z Boys Town - innym filmie z 1938 o księdzu i niegrzecznych chłopcach z egzekucja w tle.

"Tej, a nie zrobiłbyś przeglądu klasycznych westernów?"

Zgaduje, ze chodzi Ci o Kino na Dachu, bo przecież nie o tekstowy przegląd (po pierwsze nie czuje się kompetentny, po drugie redagowanie bloga, komuś, kto nie ma bloga to chyba wyższy poziom przesady)
Niestety, w tym roku z przyczyn ode mnie niezależnych (przedłużający się remont tarasu) KnD nie ma i istnieje ryzyko, ze nie będzie.
-
2012/08/16 15:12:50
@sheik.yerbouti:
Czyli etyka zawodowa przetrwała w środowisku zwyrodniałych zbrodniarzy... Pozwolę sobie zacytować gospodarza: "Taki lajf."

@wo:
"Mogę wybaczyć."

To się cieszę! Też jestem fanem Bogarta, ale ponieważ "jestem jeno małym wyrobnikiem na nywie" nie znajdę chyba nigdy czasu żeby obejżeć wszystko. Skupiam się więc na tych filmach w których grał pierszoplanowych twardzieli (na niepodległość wybił się chyba w "Sokole maltańskim"). Oczywiście z kuluminacją tej twardości w "Casablance". A na pierwszym miejscu "Wielki sen", bo to Chandler... Ale zbyt odbiegam od tematu.
-
2012/08/17 03:05:17
@antywestern
Nie lepiej użyć tvtropowego terminu 'dekonstrukcja'? No chyba, że tutaj nie wypada się powoływać na TvT...
-
2012/08/17 08:40:20
#ludziektórzy uważają, że termin "dekonstrukcja" pochodzi z TV Tropes...
-
2012/08/17 11:57:02
@ausir

"Deconstruction was... right after the Construction, which was bad, so they have to level it down to start all over..."
-
2012/08/17 14:05:50
Choć brzmi to niewątpliwie malowniczo, nie może być czegoś takiego jak "ikebana z wnętrzności". Z racji samej swojej nazwy i definicji to sztuka układania kwiatów - więc "ikebana z wnętrzności" to taki "dębowe biurko z metalu".

Mam nadzieję, że nie zostanę posądzony o googlowanie po kolei każdego słowa Gospodarza w oderwaniu od kontekstu, jak wspomniany w komciach pod poprzednią notką osobnik.
-
2012/08/17 15:52:05
@ausir
Termin dekonstrukcja nie pochodzi z TvTropes, więc nie można powiedzieć, że jest tvtropowym terminem. Geez.
-
2012/08/17 17:29:51
Podejrzawszy kawałek "Konwoju" nie mogłem, po prostu nie mogłem nie podzielić się złożeniem dwóch jakże odległych tropów (i jakze popkulturowych). Proszę Państwa, Papcio Chmiel oglądał Konwój

PS. Sezon na delurkowanie, hę? Tu dość regularny czytelnik od ca pół roku (a wcześniej regularny wpadacz na co pół roku), postaram się skorzystać z okazji i siedzieć jak najwięcej cicho.
-
wo
2012/08/17 17:59:00
@sarkunx
"Mam nadzieję, że nie zostanę posądzony o googlowanie po kolei każdego słowa Gospodarza w oderwaniu od kontekstu, jak wspomniany w komciach pod poprzednią notką osobnik."

Na razie tylko jako osobę z kompulsją dopowiadania cudzych dowcipów.
-
2012/08/17 20:25:53
offtopic:
Tak liczyłem na jakieś pożegnanie Stalowego Szczura. W weekendowej będzie?
-
2012/08/17 21:48:46
@ikebana
może i ja coś nad-dopowiem, ale w pierwszej chwili uderzył mnie jednak tekst od ikebany z moich wnętrzności. nie chce p. Redaktorowi redagować, ale być może lepszy niż od od.
(a Konwój oglądałem dziecięciem będąc i strasznie mi się wtedy podobał, wrócę kiedyś)
-
2012/08/19 10:00:16
@portwajn1

"Proszę Państwa, Papcio Chmiel oglądał Konwój "

Zauwazyliscie, ze obraz Afryki w tych kilku planszach komiksu jest zdecydowanie inny niz wspolczesne stereotypy? Papcio widzial Afryke jako obszar mozliwosci, kraine pierwotna ale zaludniona przez ludzi rzutkich i pelnych inicjatywy. Taki XX-wieczny Dziki Zachod. My teraz patrzymy na Afryke i dostrzegamy masakry, warlordow rekrutujacych dzieci i glodujaca ludnosc cywilna. Kiedy ten komiks byl pisany, w latach 60-tych?
-
2012/08/19 15:27:56
@ramone.alcin:
"[...] obraz Afryki w tych kilku planszach komiksu [...]"

A z czego wnosisz, że komiks rozgrywa się w Afryce? Bo szczerze mówiąc, z tych paru rysunków to niekoniecznie wynika (jedyną poszlaką są palmy, ale te przecież nie tylko w Afryce rosną).
"Konwój" powstał w 1978 roku, do epidemii AIDS mamy co prawda parę lat, w Afryce może nie było jeszcze totalnie pozamiatane, ale nie był to już kontynent z perspektywami na miarę Dzikiego Zachodu. Głód? Bez problemu. A i warlordów paru też by się znalazło, choćby w Angoli.
-
2012/08/19 15:52:04
@piotrek.2048

"A z czego wnosisz, że komiks rozgrywa się w Afryce?"

Bo go czytalem kiedys.
-
2012/08/19 21:54:36
@von Trier
Ejże. Co prawda zrobił rzeczy, których nie widziałem i oglądać nie mam zamiaru, ale ostatni film, czyli Melancholia, zdecydowanie wart jest zobaczenia.
-
2012/08/19 22:25:19
@Melancholiia
O gustach niby się nie dyskutuje, ale jak dla mnie ten film był pompatycznym, pseudointelektualnym gniotem. O ile pamiętam recenzje Vargi czy w Guardianie, nie jestem w tym poczuciu odosobniony, no ale każdy może sobie wyrobić własną opinię. =)

P.S. Blog czytuję regularnie, ale komentuję bardzo bardzo rzadko. A skoro to sezon na ujawnianie się, to generalnie jestem ekonomistą, obecnie robiącym w bankowości.
-
2012/08/30 10:17:19
@O gustach niby się nie dyskutuje,

Jeśli chodzi o Twój to nie ma o czym.