Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Parówki.pl

Jak wiadomo bywalcom tego bloga, nie lubię istniejących polskich mediów internetowych. Brakuje mi medium, które byłoby z jednej strony „cyfrowo natywne” (bo internetowy serwis gazety codziennej to jednak nie to samo), a z drugiej nie było „głupie jak komentarz na onecie”, że zacytuję internetowe powiedzonko z czasów pierwszego zalewu portalozy.
Że to niemożliwe, bo reklama w internecie jest po prostu za tania, żeby utrzymać jakościowe dziennikarstwo, to niby zawsze wiedziałem, nawet #mamotymnotke, ale byłem skłonny Lisowi dać jakiś kredyt zaufania. Może on wie coś, czego ja nie wiem, może ma jakiś oryginalny pomysł na monetyzację, może ma jakieś ogromne pieniądze na rozruch, którymi przyćmi wszystkie portale na starcie?
Ogromnych pieniędzy raczej nie było (a jeśli były, to je strasznie zmarnowano). Po czym byśmy poznali ich obecność? Po tym, że przez pierwszy tydzień serwis bombardowałby nas ekskluziwami - materiałami, które nie byłyby pasywnym reagowaniem na tematy, o których piszą wszyscy („Oscary”, „sto dni rządu”), tylko odwrotnie, zmuszające wszystkich do reakcji.
Zmusić innych do rozmowy na temat swojego materiału serwisowi udało się tylko pierwszego dnia - kiedy cały Internet śmiał się z tekstu o tym, jakie pyszne i pożywne są parówki na stacjach benzynowych Orlenu. Późniejsze zapewnienia Tomasza Machały, że ten tekst nie był kryptoreklamą, mnie osobiście nie przekonały.
„Kusi wpatrywanie się w kojący, jednostajny ruch maszyny, która podgrzewa obracające się leniwie wokół własnej osi parówki” - tak nie pisze dziennikarz, tak pisze copywriter. Jeśli do tego mamy jeszcze reklamowe zdjęcia podpisane „Orlen / mat. prasowe”, ja już nie uwierzę, że ta bzdura przypadkowo stała się wiceotwarciem serwisu i przypadkowo towarzyszył jej tekst prezesa Orlenu.
O finansowych kulisach przedsięwzięcia ciekawie (i jak dla mnie, przekonująco), spekuluje Piotr Stasiak. Dopełnia to ujawniona przez Tomasza Machałę klikalność nowego serwisu: 115 tysięcy użytkowników dziennie.
To mało. Głębszą analizę tej liczby można odnaleźć np. w serwisie spidersweb, który ma większy ruch, mimo niszowej tematyki. (UPDATE: napisał do mnie maila wybitny specjalista od manadżingu portalingiem wyjaśniając, że źle zrozumiałem dane; na pewno ma rację, zostawiłem na pamiątkę błędu, zainteresowani niech to oleją i przeczytają tekst na Spidersweb uważniej niż ja).
W Polsce wiele niszowych serwisów technologicznych ma większy ruch od Natemat, a mimo to ich twórcy nie mają takiej folie de grandeur, żeby liczyć na to, że ukręcą z tego sprzedaż reklam, pozwalającą na zatrudnienie kilkunastoosobowej redakcji.
Natemat nie ukręci tym bardziej. I dlatego już widać, że tak jak inne portale, stawiają na kontent tworzony za darmo. Celebryta coś skrobnie od niechcenia, bo głupio mu będzie odmówić koledze. Bloger-grafoman da kontent z radością, bo pomasuje mu ego sąsiadowanie z celebrytą.
I super, tylko że dokładnie taki sam pomysł na stworzenie nowego medium miał Igor Janke. Paru zawodowców, którzy nie będą umieli odmówić Igorowi - i chmara naturszczyków, przywabionych tym, że mogą tu naubliżać Szczuce, Wrońskiemu i Węglarczykowi.
Pamiętacie jeszcze pierwszy skład ekipy „znanych kolegów Igora”? Szybko wymiękli. Ile wytrwają kumple Lisa i Machały?
Kontent tworzony przez blogerów za darmo często nie jest wart nawet pieniędzy, które za niego zapłacono. Naturszczycy obracają serwis w pośmiewisko, jak to spotkało serwis Jankego, pieszczotliwie zwany przez złośliwców Psychiatrykiem24.
Moim faworytem na razie jest bloger, który będzie Pisał O Nauce (capsem posługuje się on równie losowo, jak innymi dziwnymi znaczkami na klawiaturze, typu przecinek czy cudzysłów). On to wyprodukował fascynujący tekst naukoznawczy, którego zajawka pełna byków („Dlaczego w naszym kraju, niema noblisty z dziedziny Fizyki, Chemii, Biologii czy innej pokrewnej?”) waliła parę dni temu po oczach na głównej stronie serwisu.
Na fejsie krystalizuje się już powoli fandom niejakiego Brajana Płaski. Są też blogerzy nieaberracyjni, ale ci są z kolei nijacy, jak na przykład pan, który obiecuje „luźne refleksje o gospodarce widziane okiem finansisty z Nowego Jorku”, a zaprasza na reportaż z Apple Store. Co opisze jutro, „jak kupiłem kefir i dwie bułki w spożywczaku”?
No i niby wszyscy wiedzieliśmy, że to się tak skończy - ale jak widać po tym rozczarowaniu, we mnie jednak tliła się nadzieja na jakościowe media w internecie. Ech, nadzieja umiera ostatnia.

poniedziałek, 27 lutego 2012, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
NaTemat w rodzinnym kontekście z Andrzej Szewczyk
Niektórzy jak ten i ten znęcają się nad NaTemat. Że tekst o parówkach jest żenujący 8230 Że w pierwszym tekście Kuby Wojewódzkiego jest więcej literówek niż poprawnie postawionych przecinków. NaTemat znęca się dzisiaj nad ministrą Muchą. Tomasz ... »
Wysłany 2012/02/28 21:05:53
Komentarze
2012/02/27 20:12:46
Domena parówki.pl póki co jest na sprzedaż, gdyby ktoś chciał pójść tym tropem.
-
2012/02/27 20:38:07
-
2012/02/27 20:47:49
Jest jeszcze ten ekonomista który twierdził, ze (cytując): apple, facebook to wciąż start upy. I że "wierzy w facebooka z Markiem Zuckerbergiem, w Tomasza Lisa z natemat.pl.". Dla mnie jest bardziej pojechny niż parówkowy skrytożerca.
A sam portal, wortal , czy jak tam nowy naczelny "Newsweeka" go nazywa, brzydki jest niemożebnie. Może na jakimś tablecie wygląda wdechowo, u mnie na kompie brzydki jest jak plwociny gruźlika, i czytelny jak rozporządzenia podatkowe. Wygląda tak, jakby chłopaki się na "Pudelka" zapatrzyli, i chcieli go nieco unowocześnić.
Tak, wiem- wszyscy teraz będą w niego walić (znaczy w Lisa, nie w "Pudelka"), ale to co góra urodziła, to słabe strasznie jest. A epoka dziennikarstwa obywatelskiego była fajna przed tymi wszystkimi Kontak@ituwpiszdowolnądomenę.pl.
-
2012/02/27 20:59:13
Może na jakimś tablecie wygląda wdechowo, u mnie na kompie brzydki jest jak plwociny gruźlika,

Robert Drózd skomentował to na g+ "wersję na dotykowe telewizory 42' już mamy, teraz niech zrobią na komputery"
-
t.q
2012/02/27 21:04:45
Korekta obywatelska - pełna byków zajawka z "Dlaczego w naszym kraju, niema noblisty z dziedziny Fizyki, Chemii, Biologii czy innej pokrewnej?" rozlała się zabierając spację po nawiasie.

A co do samego portalu to pewnie kwestia tego, że gwiazdy nie są zbyt przychylne.
-
2012/02/27 21:06:01
To zrobię antyreklamę Orlenu. Złamałem swoją żelazną zasadę - nie jeść na stacjach benzynowych, bo to w najlepszym wypadku loteria. No i chyba zaćmienie umysłu (jaka piękna autostrada, wszystko ładne i nowe) - panini, jak już trzymałem w ręku wiedziałem, że --> kosz, ale nie, jem, choć nawet specjalnie głodny nie byłem. Trzeba se było batonika kupić i popić kolą. Brrr.
-
2012/02/27 21:06:36
Na P24 bloga ma już ksiądz robak. Czekam tylko na pojawienie się pionpy. To naprawdę działa jak czarna dziura, czy zasysacz. Ściągający pewien typ materii.
-
2012/02/27 21:22:13
@stalowyszczur
Jest jeszcze ten ekonomista który twierdził, ze (cytując): apple, facebook to wciąż start upy. I że "wierzy w facebooka z Markiem Zuckerbergiem, w Tomasza Lisa z natemat.pl.".

Linka można prosić?

Moim faworytem jest na razie ekspert Ryszard Petru, którego "interesuje świat i to co dzieje się wokół nas", a na jego "blogu chodzi o to żeby starać się zrozumieć, co się dzieje wokół nas."
Tego co się dzieje wokół nas nie rozumieją niestety kobiety, którym ekspert spokojnie i rzeczowo tłumaczy, że jeśli nie będą pracować dłużej, to nie będą miały co jeść.
-
2012/02/27 21:31:43
@t.herok
dariuszzuk.natemat.pl/2109,korporacje-musza-upasc
Miłej zabawy, ale proszę zaprotokołować, że ostrzegałem. I płyny z daleka od monitora.
-
2012/02/27 21:44:50
Tam. Pisze. Krzysztof. Bosak.
-
2012/02/27 21:46:19
@sheik.yerbouti
"Tam. Pisze. Krzysztof. Bosak."
Amen.
-
2012/02/27 21:51:23
Pod względem technicznym są zadziwiające niedoróbki:
- na niektórych urządzeniach mobilnych z systemami operacyjnymi w wersji angielskiej źle wyświetlają się polskie litery.
- strony jakby nie mają końca, co utrudnia przewijanie przy pomocy gestów (użytkownikom komputerów z wielopalczastymi touchpadami).

Informatycy to też amatorzy pracujący za friko?
-
2012/02/27 22:40:40
Na iPadzie faktycznie wygląda dobrze. Dziś. W dniu startu upierało się zmieścić całą stronę na ekranie.
-
2012/02/27 22:50:19
Po informacji, że Niemcy chcą kupić portal pana Lisa, wszystko wskazuje, że sens jego stworzenia był taki, żeby zrobić coś z gwiazdą, ale tanio i szybko sprzedać z zyskiem frajerowi, zanim ktoś się zorientuje, że to jest klapa finansowa.
-
2012/02/27 22:54:34
Ja wiem, że mój głos anonimowego łosia z internetu nie znaczy nic (a fakt, że raz na jakiś czas coś tu skomentuje niewiele zmienia), ale mogę zapewnić, że parówki to nie jest tekst sponsorowany, gdyż znam dziewczynę która go napisała.

Nie licząc Machały (i Lisa, ale on jest chyba bardziej twarzą serwisu niż ma wpływ na teksty w nim) i (podobno) doświadczonych szefów działów, cała reszta pracowników to raczej studenci/wannabe dziennikarze/dziennikarze lokalni/początkujący dziennikarze. To często osoby dla których jest to pierwsza poważna praca i to do tego w (przynajmniej w domyśle) bardzo prestiżowym miejscu. Dlatego starają się jak mogą i nawet zwykłą informację PR-ową o parówkach chcą napisać jakby chodziło o recenzję kopenhaskiej Nomy. Dlatego wyszło, jak wyszło.

Liczyłem, że wybór blogerów będzie sposobem na uchronienie serwisu przed losem salonu, jednak z tego co widzę po podanych w notce, to tu też jest duża loteria. Z jednej strony są bardzo fajne rzeczy - np dyskusja Poniedziałka z Fedorowiczem o sytuacji w polskim teatrze, która teraz jest dość wysoko w tym serwisie, a w którą w komentarzach włączył się m.in. Warlikowski. Właśnie w tym może leżeć siła tego serwisu - ludzie będą chcieli włączyć się w takie rzeczy. Tylko nie wiadomo, jak długo "celebrytom" będzie się tak chciało (za darmo) i czy w ogóle będzie się chciało - nie widziałem komentarzy Wojewódzkiego czy Palikota. Bo wtedy zostaną tylko grafomani, którzy akurat odpowiadać będą z ogromną chęcią.
-
wo
2012/02/27 23:01:36
@sodamn
"To często osoby dla których jest to pierwsza poważna praca"

Jeśli znasz młodą osobę, która się pakuje w dziennikarstwo, chociaż jeszcze ma szansę, to co z Ciebie za kolega. POWSTRZYMAJ JĄ. Dziennikarstwo jest dla starych wypalonych pierników takich jak ja - bo już za późno na ucieczkę. Ale Twoja znajoma może po prostu nie wsiadać na Costa Concordia, zamiast, jak my, z gracją starać się kończyć befsztyczek gdy już zgasło światło.

"Dlatego starają się jak mogą i nawet zwykłą informację PR-ową o parówkach chcą napisać jakby chodziło o recenzję kopenhaskiej Nomy"

Sam sobie przeczysz. "Informacja PR-owa" to jest to samo, co "tekst sponsorowany". Zdarza mi się pisać entuzjastyczne recenzje, kiedy coś mnie naprawdę podjara, ale nie piszę ich takim językiem. "Kusi wpatrywanie się w kojący, jednostajny ruch maszyny", no na litość boską...
-
2012/02/27 23:10:04
@wo
Jeżeli Axel Springer kupi/zainwestuje w natemat, to pewnie nadejdą szybkie zmiany tematyczne. Ja na razie na sieciowy tabloid jest to za mdłe, a na coś ambitniejszego za miałkie (nawet dla surfujących 65+, choć oni docenią duży tekst).
-
wo
2012/02/27 23:14:21
@mike.mob
"Jeżeli Axel Springer kupi/zainwestuje w natemat, to pewnie nadejdą szybkie zmiany tematyczne."

Ale jakie? Z której strony tego nie obrócisz, ciągle wychodzi na to, że medium internetowe może brać jakościowe dziennikarstwo tylko z jakiegoś medium tradycyjnego. Samo z siebie z tych fistaszków za sprzedaż reklam nie utrzyma profesjonalnego zespołu.
-
2012/02/27 23:17:11
"uchronienie serwisu przed losem salonu"

Ale czy los salonu jest taki straszny? Finansowo oczywiście, nie merytorycznie.
-
wo
2012/02/27 23:22:33
@cdp
"Ale czy los salonu jest taki straszny? Finansowo oczywiście, nie merytorycznie"

To nie jest spółka publiczna, więc nie musi ujawniać wyników i jesteśmy skazani na spekulacje. *Moim zdaniem*, salonowy inwestor już nie zobaczy swoich pieniędzy. To nie ma szans na wyjście na plus - za duża w sieci jest konkurencja. Salon24 przez wszystkich, nawet przez swoich sympatyków, postrzegany jest jako blogowisko, a nie jako opiniotwórcze medium (którym miał być w intencjach założycieli). Ile możesz wycisnąć z reklam na blogowisku?
-
2012/02/27 23:23:38
@wo
"Ale jakie? Z której strony tego nie obrócisz, ciągle wychodzi na to, że medium internetowe może brać jakościowe dziennikarstwo tylko z jakiegoś medium tradycyjnego."

IMHO AS raczej zagra defensywnie jeśli w ogóle - zainwestuje, żeby zaklepać sobie opcję. W razie gdyby coś z tego wyszło zawsze będzie gdzie ewakuować część zespołu i contentu, w końcu papierowych mediów im nie brak. Z drugiej strony może spróbują podnieść jakość, żeby zawalczyć o czytelników Polityki, Przekroju itp. Tyle, że z reklam/monetyzacji przez Fb to nie wyżyje, a paywall trochę nie pasuje do charakteru...
-
2012/02/27 23:39:21
@WO
"Informacja PR-owa" to jest to samo, co "tekst sponsorowany"

Zupełnie się z tym nie zgadzam. Obie są najczęściej pisane przez tą samą osobę, jednak mają zdecydowaną różnicę. Przy tekście sponsorowanym firma płaci za jego umieszczenie jak za reklamę, a informacje PR-owe są wysyłane przez ludzi od marketingu dziennikarzom jak leci (sam pewnie otrzymujesz ich mnóstwo) i tylko od tego czy dziennikarz uważa tą informację za ciekawą (bądź jest po prostu leniwy) czy się to pojawi w mediach. Machała uznał to za ciekawe (z pewnością biorąc pod uwagę fakt, że pisze u nich też prezes Orlenu) i ktoś z redakcji napisał, przesadzając trochę z zachwytami.

Bo o tym, że o takich informacjach można napisać dobry tekst niech świadczy ten artykuł, poświęcony kultowej w USA kanapce McRib. www.theawl.com/2011/11/a-conspiracy-of-hogs-the-mcrib-as-arbitrage
-
2012/02/27 23:53:14
Cymbale, wake the fuck up. Informacje PRowe to dla dziennikarza smieci. Wszystkie.
-
2012/02/28 00:01:06
Śmieci. Prawda.
-
2012/02/28 00:06:54
A Brajan Płaska to chyba joke jakiś? Chłopak wymiata w każdym razie. Jakby nie było Płaski, trzeba by było go wymyślić.
-
2012/02/28 00:52:34
W komciach na Spiderswebie słynny Arnold Buzdygan. Dziękuję oraz mniam, wracam do lektury!
-
2012/02/28 01:41:12
Nigdzie nie pisałem, że informacje PR-owe to jakies znakomite newsy, ale chyba żyjecie w innym świecie. Przecież ogromna liczba tekstów dziennikarskich w obecnych czasach, czy to w dziennikach, czy w internecie, czy magazynach bierze swój początek w materiałach PR-owskich. Kiedyś czytałem badania (muszę poszukać, mam nadzieję, że je znajdę) z których wynikało, że w USA ponad połowa newsów jest inspirowana działaniami PR-owymi.
-
2012/02/28 02:08:32
Produkcja newsow to nie to samo co dziennikarstwo. Napisz reportaz dzieki PRowemu smieciowi. Zanalizuj wyniki spolki gieldowej. Zrob dobry wywiad.

Sa smieciarze-powtarzacze, lykajacy jak pelikan brednie i sa w branzy ludzie traktujacy PR kontent krytycznie. Ze w US ponad polowa, etc? So? Ta polowa to smieciowa polowa, kontent ktory maja wszycy dookola, jak serwis Lisa.
-
2012/02/28 04:04:59
@so1damn
"z których wynikało, że w USA ponad połowa newsów jest inspirowana działaniami PR-owymi."

Niusów pt. Engadget czy jakiś inny blogasek okołotechnologiczny, produkujący dziennie wiadro wpisów o tym, że Motorola wypuszcza jakiś telefon? Co to są za niusy?
-
2012/02/28 05:37:46
@ Płaska Brajan

Gordon Gekko wannabe, do tego pretensjonalny jak nastoletnia fanka Sartre'a, która niespecjalnie wie o czym mówi. Chłopak chyba nie może się zdecydować na stylówę. No, ale przebojowe dziuńki lajeczki dają.
-
wo
2012/02/28 06:48:49
@sodamn
"Przecież ogromna liczba tekstów dziennikarskich w obecnych czasach, czy to w dziennikach, czy w internecie, czy magazynach bierze swój początek w materiałach PR-owskich"

Nie nazwałbym ich "dziennikarstwem". Opisujesz teraz typowy portalowy śmieciowy kontent.

"Kiedyś czytałem badania (muszę poszukać, mam nadzieję, że je znajdę) z których wynikało, że w USA ponad połowa newsów jest inspirowana działaniami PR-owymi."

Przecież portaloza tam się zaczęła.
-
2012/02/28 10:22:34
@wo
"To nie jest spółka publiczna, więc nie musi ujawniać wyników i jesteśmy skazani na spekulacje."

Spółek to oni chyba naprodukowali już ze trzy ale każda jest z o.o. lub akcyjna, więc musi składać co roku jawny bilans do KRS.
-
wo
2012/02/28 10:53:21
@gfw
Dzięki. Komuś się chce wynorać? Sam będę ciekaw.
-
2012/02/28 11:06:14
Panie Wojtku, bardzo dobry tekst. Mówię sobie, że szkoda, bo opisywane przez Pana niezręczności pisarskie autora od nauki, na pewno już zostały skrzętnie poprawione... ale gdzie tam :)
-
2012/02/28 11:57:07
@wo
Spólek zostanie chyba tylko 2, bo Salon24.PL zmienił się ze sp. z o.o. na akcyjną, więc ta pierwsza jest wykreślona (nieprawomocnie). Drugą są media obywatelskie. Co do sprawozdań jest info, że złożono, ale wygląda na to, że jeszcze nie opublikowano w Monitorze Polskim B. (generalnie mało kto się z tym spieszy, bo kary są chyba nadal niższe od kosztu publikacji).
-
2012/02/28 12:01:03
@bilans Salonu24
Janke niedawno chyba się odgrażał, że będzie na newconnect startował, więc wszystko będzie jasne.

@Co do sprawozdań jest info, że złożono, ale wygląda na to, że jeszcze nie opublikowano w Monitorze Polskim B.
Dlatego trzeba się przejść do KRS. Sama procedura otrzymania sprawozdania nie jest jakoś specjalnie skomplikowana, ale niestety, trzeba się tam fizycznie pojawić z aparatem w dłoni. Można zrobić, jak komuś się chce - przy okazji
-
2012/02/28 12:19:37
@sodamn
"Przecież ogromna liczba tekstów dziennikarskich w obecnych czasach, czy to w dziennikach, czy w internecie, czy magazynach bierze swój początek w materiałach PR-owskich"

Trochę precyzji proszę. Z materialow PR-owskich, analizowanych krytycznie, wziął się niejeden dobry tekst dziennikarski. Rozrożniajmy "bierze swój początek" od "kopiuj wklej".
-
2012/02/28 14:20:38
@migwatch
Może kolega Soldamn jest na etapie podniecenia, że na swojej skrzynce mailowej ma pokaźny odsetek tego, co znajduje w czytniku google'a?
-
2012/02/28 14:27:47
@parówki

OIDP Orlen jest tutaj wtórny, bo pierwszy parówki z "kojącej maszyny" zaczął sprzedawać Statoil. A z tekstu, który nb jest po prostu straszny, wynika, jakby to Statoil kopiował Orlen.

@wo

Jeśli znasz młodą osobę, która się pakuje w dziennikarstwo, chociaż jeszcze ma szansę, to co z Ciebie za kolega. POWSTRZYMAJ JĄ.

Hehe, i pomyśleć, że ja sam skończyłem w przemyśle chemicznym, bo nie powiódł się młodzieńczy plan zostania gwiazdą dziennikarstwa...
-
wo
2012/02/28 14:34:25
@fernando
"Hehe, i pomyśleć, że ja sam skończyłem w przemyśle chemicznym, bo nie powiódł się młodzieńczy plan zostania gwiazdą dziennikarstwa..."

Good for you. Szampony, środki ochrony roślin, leki, tworzywa sztuczne - tego ludzkość będzie potrzebować zawsze. Płatnych materiałów dziennikarskich nie i trzeba się z tym pogodzić.
-
2012/02/28 14:42:01
@wo

Good for you. Szampony, środki ochrony roślin, leki, tworzywa sztuczne - tego ludzkość będzie potrzebować zawsze.

Jasne, ale taki koniunkturalizm jest niegodny romantycznego dwudziestoparolatka. A poza tym: Płatnych materiałów dziennikarskich nie i trzeba się z tym pogodzić. - może i trzeba, ale w sumie to przygnębiające jest. Bez płatnych materiałów dziennikarskich przyszłość prasy to portalizacja totalna.
-
wo
2012/02/28 14:50:36
@fernando
"może i trzeba, ale w sumie to przygnębiające jest. Bez płatnych materiałów dziennikarskich przyszłość prasy to portalizacja totalna."

Tell me about it. Kiedyś posługiwałem się w Usenecie sygnaturką "I have seen the future and it sucks".
-
2012/02/28 15:21:50
@wo
"Good for you. Szampony, środki ochrony roślin, leki, tworzywa sztuczne - tego ludzkość będzie potrzebować zawsze. Płatnych materiałów dziennikarskich nie i trzeba się z tym pogodzić."

Moje obawy są takie, że podobnie wygłupiłem się wybierając zawód architekta. W Europie przecież prawie wszystko jest już zbudowane, w wielu krajach aż za dużo i nie wygląda żeby coś bez porządnej wojny miało się zmienić.
-
2012/02/28 16:07:44
@wo
"Ale jakie? Z której strony tego nie obrócisz, ciągle wychodzi na to, że medium internetowe może brać jakościowe dziennikarstwo tylko z jakiegoś medium tradycyjnego. Samo z siebie z tych fistaszków za sprzedaż reklam nie utrzyma profesjonalnego zespołu."

A nie dawniej jak wczoraj czytałem (yoz.com/wired/1.01/adams.html) Douglasa Adamsa marzącego w 1995r. o upadku prasy papierowej. I jak to reklamy w internecie są mniej denerwujące od tych w sieci...
-
wo
2012/02/28 16:31:27
Łahahahaha, "You only get to see the proper ad if you're actually interested in it, and that ad will then lead you directly towards solid, helpful information about the product. It is of course much more valuable for advertisers to reach one interested potential customer than it is to irritate the hell out of 99 others".

Jak oni w tym dwudziestym wieku nic jeszcze nie rozumieli...
-
2012/02/28 16:59:49
Kto pierwszy obstawiał sprzedanie NaTemat jakiemuś AxelSpringerowi?

wyborcza.biz/biznes/1,101558,11246122,Lis_szefem__Newsweeka___Czy_Ringier_Axel_Springer.html
-
wo
2012/02/28 17:19:25
Hej, to nie było "obstawianie", tylko rzucenie popularnej plotki. Nawet się zmaterializowała jako dowcip o tym, jaki będzie URL serwisu.
-
2012/02/28 18:44:33
wo:
Że to niemożliwe, bo reklama w internecie jest po prostu za tania, żeby utrzymać jakościowe dziennikarstwo, to niby zawsze wiedziałem, nawet # mamotymnotke, ale byłem skłonny Lisowi dać jakiś kredyt zaufania. Może on wie coś, czego ja nie wiem, może ma jakiś oryginalny pomysł na monetyzację, może ma jakieś ogromne pieniądze na rozruch, którymi przyćmi wszystkie portale na starcie?


Serio wierzyłeś w to, że facet który nie ma pojęcia o Internecie i pchający na szefa serwisu gościa obecnego w Sieci jest od dwóch lat (co przyznał na konfpressie) i bez realnego doświadczenia z pracy przy serwisie internetowym, zrobi coś, co ma ręce i nogi oraz zdolność przyćmienia portali? Lepiej przyznaj się od razu jaki trunek piłeś i gdzie go można dostać.


Pamiętacie jeszcze pierwszy skład ekipy znanych kolegów Igora? Szybko wymiękli. Ile wytrwają kumple Lisa i Machały?

Zakładam, że do końca czerwca wykruszy się znaczna część. Do końca roku zdecydowana większość. Ale nikt różnicy nie zauważy, bo już teraz planują dodać ze 200 blagierów. Wydaje mi się, że będą kroczyć śmiało drogą Jankego, więc w okolicy września odtrąbią sukces po pół roku i wpuszczą na salony wszystkich chętnych, byle klikalność dowozili.



globalnysmietnik:
Informatycy to też amatorzy pracujący za friko?


Nie. Ale nie spodziewaj się, ze historyjki branżowe fruwające od premiery po Sieci będą wrzucane publicznie. Bez wiedzy, kto tak naprawdę zarządzał projektem serwisu, ciężko walić ze wszystkich luf. Ale jeśli to był od początku do końca autorski projekt i szefostwo się nie wtrącało, to szału nie ma.



]so1damn:
Ja wiem, że mój głos anonimowego łosia z internetu nie znaczy nic (a fakt, że raz na jakiś czas coś tu skomentuje niewiele zmienia), ale mogę zapewnić, że parówki to nie jest tekst sponsorowany, gdyż znam dziewczynę która go napisała.


To o niczym nie świadczy. I nie dlatego, że "jesteś anonimowym łosiem", tylko dlatego że ten tekst pachnie, wygląda i zachowuje się jak tekst sponsorowany. Komu bym go nie pokazał - ludziom mającym swoje serwisy, dziennikarzom czy medioznawcom, wszyscy jak jeden mąż mówili, że to tekst sponsorowany. Złośliwi dodawali, że jeśli ktoś nie wziął za to pieniędzy czy datków w naturze, to jest frajerem.


Dlatego starają się jak mogą i nawet zwykłą informację PR-ową o parówkach chcą napisać jakby chodziło o recenzję kopenhaskiej Nomy. Dlatego wyszło, jak wyszło.

Jak już Wojtek napisał, to nie jest dziennikarstwo. To co najwyżej bycie pracownikiem mediów. I możesz się z tym nie zgadzać, ale tak wygląda rzeczywistość - materiał PR to tekst sponsorowany.


Liczyłem, że wybór blogerów będzie sposobem na uchronienie serwisu przed losem salonu

A dlaczego miałby być? Popatrz na całość, ten serwis koncepcyjnie jest w dupie, pardon, w 2007 roku. To wtedy blogi były na topie i wtedy można było się nimi chwalić. Teraz informacja, że będzie tam pisała Włoszczowska, Palikot Wojewódzki czy Bosak nie robi na grupie docelowej wrażenia. Będą pisać? No i co z tego?

W tym projekcie widać ducha Salonu 24 i tylko nie wiem, czy ktoś myśląc nad serwisem zerkał tam czule, czy może od razu poszli po poradę do wybitnego znawcy Internetu, Igora Janke.
-
2012/02/28 18:44:49
Hej, nie dopisujcie sobie czegoś, czego nie powiedziałem. Nigdzie nie napisałem, że przeredagowana wiadomość PRowa to znakomite dziennikarstwo, tylko że jego teraz pełno i że tak wygląda teraz spora część dziennikarstwa, bądź tego co niektórzy określają dziennikarstwem.

A jeśli chodzi o parówki, to chodzi mi o to, co napisał mig_watch - z informacji PRowych da się czasami wyciągnąć ciekawe informacje i wykorzystać w dobrym tekście. Informacja o ilości spożywanych przez Polaków hot-dogów miała wg mnie taki potencjał, niestety zaprzepaszczony. Gdyby zebrać więcej danych mógłby powstać na prawdę fajny tekst np. o zwyczajach żywieniowych polskich kierowców.

Mnie np. po ludzku zwyczajnie zdziwiła ilość tych sprzedawanych hot-dogów w kraju który bardziej kojarzy się z kebabem u turka i zapiekanką z budy niż typowo amerykańskimi parówkami w bułce.
-
2012/02/28 19:03:37
cdp.cdp:
Ale czy los salonu jest taki straszny? Finansowo oczywiście, nie merytorycznie.


IMHO tak. Jakoś się to kręci, ale niedawno przecież dostali 830 tysięcy pod dętym argumentem tworzenia czegoś nowatorskiego. Teraz giełda New Connect, gdzie raczej startują małe rzeczy, a nie opiniotwórczy ponoć duży i poczytny serwis z pięcioletnią historią. Takie serwisy zdobywają inwestorów bez wchodzenia na giełdę, bo po co im zawracanie czterech liter z formalnościami?

Natomiast los S24 rozumianego jako los szefostwa raczej zły nie jest. Z takich 830 tysięcy trochę pójdzie na działanie serwisu, a z reszty da się żyć ;)
-
wo
2012/02/28 19:15:59
@sodamn
"Hej, nie dopisujcie sobie czegoś, czego nie powiedziałem. Nigdzie nie napisałem, że przeredagowana wiadomość PRowa to znakomite dziennikarstwo, tylko że jego teraz pełno i że tak wygląda teraz spora część dziennikarstwa, bądź tego co niektórzy określają dziennikarstwem."

Dziennikarz i redaktor to są dwa różne zawody. To nie jest kwestia wyższości jednego nad drugim, można być złym dziennikarzem i dobrym redaktorem, albo odwrotnie. Osoba opracowująca cudze materiały jest redaktorem. W portalach nie ma pracy dla dziennikarzy, ale jest praca dla tzw. "redaktorów internetu", czyli ludzi przeklejających materiały agencyjne i pijarowe do portalowego kontent menedżmentu.

"A jeśli chodzi o parówki, to chodzi mi o to, co napisał mig_watch - z informacji PRowych da się czasami wyciągnąć ciekawe informacje i wykorzystać w dobrym tekście. "

Jaka szkoda, że Twoja koleżanka nawet nie sprobowała.

@piotr.mikolajski
"Serio wierzyłeś w to, że facet który nie ma pojęcia o Internecie"

Od początku wiedziałem, że Lis jest tylko twarzą. Zakladałem, że może za nim kryć się jakaś Szara Eminencja z pomysłem (to nie jest takie niemożliwe - niemożliwe jest tylko utrzymanie dziennikarstwa w internecie).

" Z takich 830 tysięcy trochę pójdzie na działanie serwisu, a z reszty da się żyć ;)"

Nie mam doświadczenia w pisaniu wniosków do PARP, ale czy to naprawdę jest takie proste, że 90% kwoty przeznaczymy na wynagrodzenia zarządu? Chyba trzeba jednak naprodukować jakieś kwity, żeby rozliczyć dotację?
-
2012/02/28 21:12:14
@piotr.mikolajski

Bez wiedzy, kto tak naprawdę zarządzał projektem serwisu, ciężko walić ze wszystkich luf.

Ja tylko z dwóch. Nie wiem jak to jest w innych systemach, ale w Makach (przeglądarka Safari i Chrome) strony nie mają końca, co utrudnia (a czasami wręcz uniemożliwia) przeglądanie. Wykonanie dwupalczastego gestu przewijania powoduje, że strona ucieka gdzieś w pustą przestrzeń. Użytkownicy MacBooków to już nie taka rzadkość, warto pomyśleć i o nich.
-
2012/02/28 21:53:31
Powinni to przemianować na Garmażeria.pl czy coś - Największą ucztą w moim rodzinnym domu były serdelki. Dziadek Leon przyrządzał je sam.

wo:
Od początku wiedziałem, że Lis jest tylko twarzą. Zakladałem, że może za nim kryć się jakaś Szara Eminencja z pomysłem (to nie jest takie niemożliwe - niemożliwe jest tylko utrzymanie dziennikarstwa w internecie).


No fakt, to teoretycznie mógł być taki projekt. Acz dla mnie to wzorzec "jak dwóch niekumających Internetu publicystów telewizyjnych wyobraża sobie dobry serwis internetowy". Przy okazji jestem zdumiony nędzą redakcyjną. Skoro prace trwały od pół roku, a od kilku miesięcy tworzono zespół, to czemu nikt ich niczego nie uczył? OK, to pytanie retoryczne - Machała nie przerobił kariery od gościa moderującego komentarze przez autora notek z PAP, samodzielnego piszącego, szefa działu etc. aż do zarządzającego serwisem czy grupą serwisów. Jemu się wydaje, że wystarczy napisać i jest OK.


" Z takich 830 tysięcy trochę pójdzie na działanie serwisu, a z reszty da się żyć ;)"

Nie mam doświadczenia w pisaniu wniosków do PARP, ale czy to naprawdę jest takie proste, że 90% kwoty przeznaczymy na wynagrodzenia zarządu? Chyba trzeba jednak naprodukować jakieś kwity, żeby rozliczyć dotację?


Naprodukować się trzeba, ale nikt nie będzie sprawdzał odzwierciedlenia kwitów w rzeczywistości, jeśli tylko same kwity będą w komplecie i będą się zgadzać. To, czy całą dotację ktoś wykorzysta w 100% uczciwie, czy będzie kombinował, to inna sprawa.


globalnysmietnik:
Użytkownicy MacBooków to już nie taka rzadkość, warto pomyśleć i o nich.


Heh... marzyciel. Jak mają pomyśleć o użytkownikach MacBooków, skoro nie pomyśleli o użytkownikach wszelkiej maści komórek, tabletów i lodówek, skoro przez pół roku nie wyprodukowali wersji mobilnej?
-
wo
2012/02/28 22:14:05
@piotr.mikolajski
"Acz dla mnie to wzorzec "jak dwóch niekumających Internetu publicystów telewizyjnych wyobraża sobie dobry serwis internetowy"."

W praktyce okazało się, że to też nie. To jest Blomedia 2.0, od Blomedia 1.0 różniący się podmianką Machały za Gniewomira. No i dużo skuteczniejszą promocją, bo wykorzystano do niej Lisa.

"Skoro prace trwały od pół roku, a od kilku miesięcy tworzono zespół, to czemu nikt ich niczego nie uczył?"

Bo jak się czegoś nauczą, to odejdą :-). Podstawą ekonomii umów śmieciowych jest: pod żadnym pozorem nie inwestuj w "pracowników".
-
wo
2012/02/28 22:24:14
Tymczasem: wybitny startupolog (którego pominąłem w notce przez przeoczenie, ale też od początku zwrócił moją uwagę, #sąkwity), zamieścił kolejną garść uwag o startupologii! "Do marzeń musimy dołączyć ciężką pracę. Nie ma sukcesu bez ciężkiej pracy. Ale praca nad swoimi marzeniami jest przyjemną pracą i potrafi mocno wciągnąć".
-
2012/02/29 00:20:35
@wo

"W praktyce okazało się, że to też nie. To jest Blomedia 2.0, od Blomedia 1.0 różniący się podmianką Machały za Gniewomira. No i dużo skuteczniejszą promocją, bo wykorzystano do niej Lisa."

Ale czy na pewno? Bo mnie się wydaje, że Lis zapewni taką samą beznadzieję jak psychiatryk (z całą sympatią do Lisa poza internetami) ale z o wiele mniejszą ilością rozrywki. Dlatego, jeśli mam być szczery, interesują mnie tylko prawicowe inicjatywy tego typu, bo one zawsze dostarczą więcej rozrywkowej treści niż cokolwiek innego.

"Łahahahaha, "You only get to see the proper ad if you're actually interested in it, and that ad will then lead you directly towards solid, helpful information about the product. It is of course much more valuable for advertisers to reach one interested potential customer than it is to irritate the hell out of 99 others".

Jak oni w tym dwudziestym wieku nic jeszcze nie rozumieli..."

Wiem, że facebook niszczy ludzi, ale mam ochotę (nieodpartą) dać przysłowiowego like'a
-
2012/02/29 00:44:52
Powinni to przemianować na Garmażeria.pl czy coś

Po kliknięciu przestałem wierzyć, że cały ten projekt to coś innego niż epicki trolling. Jeszcze nie zaczęła cichnąć sprawa tekstu o kojącym ruchu maszyny podgrzewającym parówki, a tu już "restauratorka i kreatorka smaku" zachwala "nieprawdopodobne połączenie części tłustych, takich jak podgardle, z chrząstkami, które są bardzo zdrowe, odżywcze dla organizmu, a niosą w sobie smak i soczystość" oraz ubolewa, że "eleganckim kobietom nie wypada chrupać parówek". Jutro ekonomista zachęcający do wspólnych marzeń napisze, że parówki to najlepszy pomysł na start up, a pojutrze pojawi się wielki pomarańczowy napis YHBT na półtora ekranu ajpada.
-
2012/02/29 08:22:45
@t.herok
"nieprawdopodobne połączenie części tłustych, takich jak podgardle, z chrząstkami, które są bardzo zdrowe, odżywcze dla organizmu, a niosą w sobie smak i soczystość"

Powinni jeszcze dołączyć jakąś notkę o stawach, któryś nurt altmedu propaguje jedzenie chrząstek, galaret i salcesonów na regenerację chrząstki stawowej.
-
wo
2012/02/29 09:54:32
Haha, blogonotka specjalisty od startupologii to dzisiaj główny materiał w serwisie. To będzie zwykłe blogowisko, tylko że bez Sciosa i FYMa, a więc pocowogle.
-
2012/02/29 10:54:00
@so1damn
Mnie np. po ludzku zwyczajnie zdziwiła ilość tych sprzedawanych hot-dogów w kraju który bardziej kojarzy się z kebabem u turka i zapiekanką z budy niż typowo amerykańskimi parówkami w bułce.

Kolega chyba młody, bo hotdog (z obowiązkową kiełbaską leszczyńską), to jednak była podstawa fastfoodu PRL-owskiego.
-
2012/02/29 11:09:34
>. Jutro ekonomista zachęcający do wspólnych marzeń napisze, że parówki to najlepszy >pomysł na start up, a pojutrze pojawi się wielki pomarańczowy napis YHBT na półtora >ekranu ajpada.

albo link do tego kawałka
-
wo
2012/02/29 11:25:14
@lurking
"Kolega chyba młody, bo hotdog (z obowiązkową kiełbaską leszczyńską), to jednak była podstawa fastfoodu PRL-owskiego."

Kolega chyba jeszcze młodszy, bo kiełbaska leszczyńska w PRL to był rzadki luksus. Typowy hot-dog miał - młodzież w to nie uwierzy, ale naprawdę tak było - farsz pieczarkowy ZAMIAST parówki. Był nawet na ten temat skecz Manna i Materny w Studio 2, takie rozmówki polsko-angielskie, w których nauczyciel angielskiego uczy ucznia, jak prawidłowo wymawiać "hot dog", ale potem mu daje złą ocenę za definicję pojęcia ("you take some bread and then you put some mushrooms...").

Jeszcze w połowie lat 90. jedno okienko mikrogastronomiczne oferowało klasyczną PRL-owską bułkę z pieczarkami na Starym Mieście, to było na swój sposób smaczne, więc pamiętam, jak specjalnie tam po to chodziłem jako ubogi młody człowiek.
-
2012/02/29 12:22:38
@ cienkie parówki

Czy parówki laszczyńskie to regionalna nazwa obecnych parówek dawniej znanych w moim rejonie jako cienkie parówki? Jeżeli tak to były one rarytasem dostępnym na stołach mniej więcej 3 razy do roku. Z tego względu właśnie pierwsze cargokultowe hotdogi były z pieczarkami jak to już opisano. W tym mniej więcej okresie (wg mnie 1984 i później) zaczęły się pojawiać również pierwsze hamburgery (nie pamiętam już z czym), które razem z pieczarkowymi hotdogami obśmiano w Polityce. Wg światłych redaktorów oryginalne hamburgery powinny być - jak sama nazwa wskazuje - z szynką.
Powszechna dostępność cienkich parówek to już zasługa Balcerowicza.
-
2012/02/29 12:37:30
@WO
Kolega chyba jeszcze młodszy, bo kiełbaska leszczyńska w PRL to był rzadki luksus. Typowy hot-dog miał - młodzież w to nie uwierzy, ale naprawdę tak było - farsz pieczarkowy ZAMIAST parówki. Był nawet na ten temat skecz Manna i Materny w Studio 2, takie rozmówki polsko-angielskie, w których nauczyciel angielskiego uczy ucznia, jak prawidłowo wymawiać "hot dog", ale potem mu daje złą ocenę za definicję pojęcia ("you take some bread and then you put some mushrooms...").

Od szanownego gospodarza owszem młodszy, aczkolwiek nie tak bardzo, jakby chciał, ale podejrzewam tu pewną regionalizację kulinarną. Z racji zawodu rodziców prowadziłem dość wędrowny tryb życia i bułę z parówkami kojarzę tylko z wypadów do Warszawy. Tak jak paszteciki (uwielbiałem je!) ze Szczecina. W Krakowie rządziły zapiekanki na Grodzkiej pod arkadami. Hotdogi z leszczyńską wydaje mi się były dość uniwersalne, choć możliwe, że pamiętam je np. z okresu dobrobytu gierkowskiego. Ale takie już prawa dzieciństwa, że pamięta się z niego bardziej to, co było, niż to czego nie było.
-
2012/02/29 12:43:00
@kolega rajmunda
Kiełbaska leszczyńska to specyficzny wynalazek PRL, niezbyt przypominający parówkę. Nie miało to skórki na ile pamietam, no i smakowało inaczej. Niedawno widziałem próbę ożywienia tego wyrobu, ale chyba niezbyt się przyjęły.

-
2012/02/29 12:47:39
@wo
Kolega chyba jeszcze młodszy, bo kiełbaska leszczyńska w PRL to był rzadki luksus. Typowy hot-dog miał - młodzież w to nie uwierzy, ale naprawdę tak było...

Podejrzewam, że kolega raczej starszy niż młodszy. Hot-dog pojawił się za wczesnego Gierka, razem z tą cienka parówką (nawet nie wiedziałem, że ona leszczyńska). I razem z maszynami do robienia tych hot-dogów - takimi podgrzewanymi szpikulcami, na które nadziewano bułkę. Podejrzewam, że kupiono je za dewizy dla handlu uspołecznionego. Przez jakiś czas było tak, że tych parówek w ogóle nie sprzedawali w sklepach, można je było kupić tylko jako element hot-doga. Więc był to klasyczny fast-food sieciowy - skrzydełek KFC też się w sklepie nie kupi.

Młodsi pamiętają już tylko pieczarki z lat 80. Przez jakiś czas smętnie stały jeszcze w okienkach wystygłe szpikulce, w nadziei, że może w końcu dowiozą parówki.

-
2012/02/29 13:20:46
Bułę z pieczarkami można bylo na Starym Mieście w Warszawie zjeść jeszcze parę lat temu, a być może nawet i nadal. W każdym razie jakieś 3-4 lata w ataku nostalgii skusiłem się na to cudo - nie warto było. Nawet peerelowskie hotdogi widać mogą zejść na psy. Co do parówek to w moich wspomnieniach jawią się jako rarytas na miarę co najmniej szynki parmeńskiej, dostępny raz na parę miesięcy, takze hotdogów z parówą nie pomnę. Ale moje wspomnienia to definitywnie 80's, w 70' byłem zbyt gówniarz, starzy nie dawali mi jeść niczego takiego. Jako peerelowski fastfood to już raczej kojarzę zapiekanki.
-
2012/02/29 13:37:36
@PRL Fast food

To musi być mocno regionalna sprawa, bo np. w Olsztynie IIRC były przede wszystkim zapiekanki, a hot-dog to koniec lat 80-tych. Gdzie zresztą trafiła mi się parówka-paluszek w celofanie. Ciężko to ugryźć. Acz możliwe, że w jakiejś budzie hot-dogi były dużo wcześniej, tyle że trzeba było wynorać je w nabazgranym menu. Z rzeczy reklamowanych napisami kojarzę przede wszystkim zapiekanki. Zresztą te ostatnie, w punkcie tuż obok dworca PKP, są ponoć kultowe.
-
2012/02/29 13:57:37
"Hot-dog pojawił się za wczesnego Gierka"

To zdecydowanie regionalizm, a raczej jak przypuszczam - "warszawocentryzm". Pamietam co nieco lata 70 -te, i to, że przybysze ze stolicy przywozili do nas na prowincję (3miasto) nie widywane u nas dziwa jak: pepsi -cola czy ketchup heinza. Przypuszczam, ze gierkowskie hot -dogi to tez taka warszawska specyfika.
-
2012/02/29 14:03:38
@michal.r.zaborow

O, nie, gierkowskie hotdogi były uniwersalne. Ta wersja z pieczarkami wbiła mi sie w pamięć jako dziwo, a z kiełbaskami leszczyńskimi wydaje mi się, że spotykałem się jako dziecko prawie wszędzie. Przy czym możliwe, że to co uważam za uniwersalne dotyczy Wielkopolski, Pomorza Zach. i Krakowa, bo tam chyba najczęściej bywalem.
-
2012/02/29 14:07:24
@hotdog
Nie do wiary jak offtop moze byc zupelnie na temat.
-
2012/02/29 14:14:31
W Krakowie po dziś dzien mozna kupic hot dogi z parówką/kiełbasa leszczyńską (białą i cienką).

A w temacie wtop serwisu natemat: gamezilla.komputerswiat.pl/newsy/2012/08/wystartowal-nowy-portal-tomasza-lisa-jedna-rada-pisanie-o-grach-zostawcie-innym
-
2012/02/29 14:18:28
@michal.r.zaborow

Pepsi-cola z Warszawy? To nie może być! Za Gierka była ścisła regionalizacja - Warszawa należała do dystryktu Coca-Coli. Pepsi była na przykład w Krakowie. A hot-dogi faktycznie mogły być na początku tylko w Warszawie. Dość często się tym żywiłem. Jak na sieciowy fast-food przystało, wszędzie były tak samo robione na tej maszynce. Cenę też miały taka samą, ale w PRL nie było to niczym nadzwyczajnym. Na początku bodajże 8zł, potem przez długi czas po dychu.

-
2012/02/29 14:19:53
@simplex
Po dziś dzień to raczej za wiele powiedziane. Długo ich nie było, a to co się ostatnio pojawiło, to raczej próba zagrania na nostalgii. Tak samo wcześniej próbowały wbić się na krakowski rynek paszteciki, niestety jako nieznane tubylcom, długo się nie utrzymały, czego niezmiernie żałuję.

@michal.r.zaborow
Z Pepsi i Coca-Colą rzeczywiście był podział regionalny - dla mnie natywna była Pepsi, a Coca-Colę pamiętam z wypadów do W-wy.
-
2012/02/29 14:34:39
Ja pamiętam boom na hot dogi na początku lat 90-tych. Wtedy wielu rodaków próbowało swoich sił biznesie, budek czy zwykłych wózków powstało naprawdę dużo (temat na artykuł o polskich startupach?). Hot dog "polski" z tamtych czasów (zwany czasem hod-dogiem) były przeładowany sosami i sałatkami.

Jakże inny jest współczesny hot doga ze stacji paliw, którego można zjeść popijając kawę i nie uwalając przy tym koszuli sosami. Jak ten elegancki pan na zdjęciu tutaj
-
2012/02/29 14:40:41
pepsi vs coke - regionalizacja

Możliwe, że pamięć mi już płata figle, chociaż tłuką mi się po głowie te charakterystyczne, butelki pepsi z "pofalowanego" szkła. Za markę ketchupu też nie ręczę. Ale przy jednym będę się upierał - hot -dogów jakoś moja pamięć zupełnie nie odnotowała. Pierwsze fast foody to tzw. zapiekanki i bułki z farszem (pewnie odpowiedniki hot -dogów, o których pisze Gospodarz), których głównym komponentem nie były pieczarki nawet, ale cebula. I to były już lata 80 - te. Również w 80- tych na Monciaku w Sopocie pojawiła się buda z kebabami. Ustawiały się do niej kilometrowe kolejki bo chyba nigdzie indziej w 3mieście nie można ich było uświadczyć. Klasyczne hot- dogi kojarzą mi się raczej z latami 90 -tymi, no może ewent końcówka lat 80- tych.
-
2012/02/29 14:43:32
@PRL hot-dog nostalgia at(t)a(c)k

Dwa słowa: kiełbaski; leszczyńskie.
-
2012/02/29 14:52:48
@kolega_rajmunda
"1984 i później) zaczęły się pojawiać również pierwsze hamburgery (nie pamiętam już z czym), które razem z pieczarkowymi hotdogami obśmiano w Polityce."

Ja z lat 80 zapamiętałam tylko buły z pieczarkami (uwielbiałam) i zapiekanki (również). W Warszawie na Chmielnej działało chyba wtedy takie okienko fastfoodowe, w którym można było dostać różne hamburgery i buły - hot dogów nie zanotowałam - gdzie zjadłam swoją pierwszą w życiu "pizzę", tj. lekko czerstwą bułę z mielonką, żółtym serem, pieczarkami i ketchupem w roli sosu pomidorowego, rozsmarowanym po wierzchu. Pierwszego prawdziwego "amerykańskiego" hot doga z parówką jadłam już zdecydowanie u progu 90s, w tej takiej budce z pyzatym, uśmiechniętym burgerem i chudym hot dogiem w charakterze znaku firmowego. Poparzyłam sobie całe usta, bo wcinałam, jakbym się bała, że mi zabiorą, i aż ręce mi drżały z przejęcia.
-
2012/02/29 15:08:24
@michal.r.zaborow
Możliwe, że pamięć mi już płata figle, chociaż tłuką mi się po głowie te charakterystyczne, butelki pepsi z "pofalowanego" szkła. Za markę ketchupu też nie ręczę. Ale przy jednym będę się upierał - hot -dogów jakoś moja pamięć zupełnie nie odnotowała.

Za te butelki eksportowane na zachód dostawaliśmy koncentraty do produkcji coli (a tłuc nimi po głowie nie radzę, bo szkło pancerne). Gierkowski hot-dog nie był czymś dostępnym na byle dworcu PKS. Z miejsc, gdzie je sprzedawano, pamiętam Nowy Świat, MDM, coś w Alejach Jerozolimskich i na Marchlewskiego. Gospodarza, jako małolata, mogli w takie miejsca nie puszczać, więc nie pamięta. Zresztą i tak był chyba za mały na takie obserwacje.

-
wo
2012/02/29 15:10:51
@kch
"Ja z lat 80 zapamiętałam tylko buły z pieczarkami (uwielbiałam) i zapiekanki (również). W Warszawie na Chmielnej "

Wtedy: Rutkowskiego!

@franciszek
"Za Gierka była ścisła regionalizacja - Warszawa należała do dystryktu Coca-Coli"

Mazowsze. Natomiast w Warszawie zdarzała się tokenowa dostawa. Jak mocarstwa dzielące Trzecią Rzeszę, obie firmy chciały mieć swój sektor okupacyjny w stolicy.
-
2012/02/29 15:12:40
@zapiekanki
A czy ktoś pamieta kultowy artykul w 'gazecie', bodajze z 1990, w którym autor opisywał z przerażeniem jak ludzie sprzedający zapiekanki plują do keczupu? To był hicior:)
-
2012/02/29 15:41:35
@wo, regionalizacja

Firmy raczej nie sprawowały bezpośredniej kontroli nad sektorami okupacyjnymi. Mogło być tak, że "towarzyszu, zabrakło nam koncentratu, dajcie nam trochę tej waszej pepsi, czy jak to się nazywa". A być może i tak wszystko szło przez Centralę Zaopatrzenia w Koncentraty w Warszawie, więc łatwo było sobie samemu pożyczyć. W stanie wojennym pojawiła się po raz pierwszy Coca-Cola 0%, czyli sama woda sodowa bez koncentratu w oryginalnych butelkach. Czasem w jednej skrzynce wymieszane od coca-coli i od pepsi.

-
wo
2012/02/29 15:53:50
@franciszek
"Firmy raczej nie sprawowały bezpośredniej kontroli nad sektorami okupacyjnymi. "

Oj, to od początku było bardziej kapitalistyczne niż się wydaje.
-
2012/02/29 16:13:17
WO
farsz pieczarkowy ZAMIAST parówki. Był nawet na ten temat skecz Manna i Materny w Studio 2


W filmie "Czarodziej z Harlemu " (1988) główny bohater chce reklamować takiego hot-doga, chyba tu www.youtube.com/watch?v=2fcM3NBT9-M&t=5m5s
-
2012/02/29 16:36:49
Główna różnica między portalem Jankego i Lisa jest taka, że tu się nie da naskoczyć na WO, że napieprza leżącego. Z projektu Lisa będzie jeszcze dużo uciechy.
-
2012/02/29 17:05:33
Pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych najlepsze w Warszawie hot-dogi były na dworcu śródmieście. Nabijane na szpikulec podłużne bułki o chrupiącej skórce nadziane parówką. To było naprawdę niezłe. Pewnie to był jakiś ostaniec z bajkowych czasów wczesnego Gierka...
-
2012/02/29 17:43:40
Pierwszego prawdziwego hot-doga zjadłem w 87 na Międzynarodowych Targach Poznańskich.
-
2012/02/29 18:03:09
@wo, jak się wydaje

Mnie się wydaje, że dojenie maksymalnej możliwej kasy (choćby pod postacią butelek) z Polokoktowców, bez wnikania w ich lokalne zwyczaje, jest bardzo kapitalistyczne. Mam nawet na ten temat dane z tamtego okresu. Ale wydaje mi się również, że wolisz gdy na Twoim blogu status faktów mają wyłącznie Twoje informacje, więc nie będę się więcej na ten temat wypowiadał.

-
wo
2012/02/29 18:03:39
@pafcio
A czy ktoś pamieta kultowy artykul w 'gazecie', bodajze z 1990, w którym autor opisywał z przerażeniem jak ludzie sprzedający zapiekanki plują do keczupu? To był hicior:)

Też go mgliście pamiętam, ale na pewno nie był z 1990, to był jakiś reportaż wcieleniowy. Gazeta w 1990 była zbyt chuda i zbyt rozpolitykowana. Za to wynorałem z 1991 perełkę z lamusa:

Czekając na MacDonalda
[podpis] Piotr BIKONT
Gazeta Wyborcza nr 741, wydanie z dnia 22/11/1991 , str. 14
(...)
Najbardziej ,,macdonaldowskim" barem jest "MAX" przy Marszałkowskiej (róg Hożej). Tam też radzą się udać na lunch lub podobiadek, jeśli ktoś szuka czegoś taniego i jadal­nego. Jest w miarę czysto i bardzo sprawnie, nie brak faj­nych bajerów, jak zamykane plastikowe kubki, gięte rurki, specjalne pudełka na Burgery, firmowe torebki na wynos itp. Serwuje się tu głównie właśnie hamburgery ? wydają się świe­że, są duże i smaczne. Pole­cam najprostsze ? z cebulą i serem (10 tys.), są też z ana­nasem lub sałatką (15 tys.). Kuszą Duże Mazy i Maxburgery (25 tys.), zawierające po dwa kotlety, ale to przerost formy nad treścią ? lepiej wziąć dwa zwykłe, bo te po­dwójne po prostu lecą z rąk. Do tego można wziąć niezłe frytki (S tys.) i którąś z zaska­kująco bogatego i pomysłowego zestawu sałatek i surówek (5?8 tys.) ? z kukurydzy, z krewetek, z chińskich grzybów,
(...)
Na razie czekamy na MacDo­nalda, którego ponoć mają otworzyć gdzieś na Ścianie Wschodniej, ja zaś obiecuję dalsze rozważania o hamburge­rach już za tydzień
-
2012/02/29 20:46:26
@pafcio
A czy ktoś pamieta kultowy artykul w 'gazecie', bodajze z 1990, w którym autor opisywał z przerażeniem jak ludzie sprzedający zapiekanki plują do keczupu? To był hicior:)

Ten mem powraca regularnie. Ostatnio słyszałem go w mutacji "sperma w sosach do knyszy na głównym we Wro".
-
2012/02/29 21:06:52
Hotdoga po raz pierwszy jadłem za Gierka, i to nie w Wawie, aczkolwiek była to wersja jak z Ikei. Potem hotdogi zostały zamordowane przy pomocy kartek na mięso (tu miejsce na thriller z mięsnego o ekspedientce ucinającej parówkę w jednej trzeciej).
Ale pamiętam też opowieść o kuzynie z 3miasta który przyjechał w odwiedziny i parówki uznał za luksus u nich niespotykany.
-
2012/02/29 22:41:44
Mogę w ogóle coś jeszcze napisać?
-
2012/03/01 00:17:49
Mowy nie ma.
-
2012/03/01 01:05:31
@nonamenoneed

Jak porównuję wspomnienia kryzysu z ludźmi z Warszawy, to wychodzi, że w stolycy o różne rzeczy trzeba było walczyć jak rzucili, u mnie w interiorze ich po prostu nie rzucali i można sobie było w TV zobaczyć jak wygląda baleron.
-
2012/03/01 11:03:39
Czekamy na Macdonalda?
Od 1990 w Moskwie był już pierwszy i trzeba było poczekać kilka godzin (pewnie najwolniejszy fast food w historii) lub skorzystać z usług zawodowego stacza. Gdy w wawie otwarto pierwszy pamiętam, nie było śladu moskiewskiego entuzjazmu - ponoć Amerykanie byli mocno tym zaskoczeni.
-
2012/03/01 11:35:10
@kalder2
W Warszawie w dniu otwarcia pobity został rekord liczby dziennych transakcji, więc nie wiem, czy ten entuzjazm był taki mały.
-
2012/03/01 11:36:29
@kalder2
"Gdy w wawie otwarto pierwszy pamiętam, nie było śladu moskiewskiego entuzjazmu"

Na potwierdzenie swojej hiptezy mógłbyś przytoczyć jendak jakiś fakt, chociażby ten, żę w dniu otwarcia ustanowiony został rekord świata w liczbie transakcji.
-
2012/03/01 12:16:17
W temacie parówek #natemat wpadło w pętlę: tomaszjakubsyslo.natemat.pl/3259,jeszcze-w-temacie-tych-parowek - czyli zostanie już "portalem pod parówką".


kalder2:
Gdy w wawie otwarto pierwszy pamiętam, nie było śladu moskiewskiego entuzjazmu - ponoć Amerykanie byli mocno tym zaskoczeni.


Biorąc pod uwagę materiały w ówczesnych "Wiadomościach" oraz fakt, że jeszcze przez rok czy dwa wizyta w McD na Świętokrzyskiej była punktem obowiązkowym wycieczek jadących do czy przejeżdżających przez Warszawę, to...
-
2012/03/01 13:08:36
piotr.mikolajski

Przyznaję, nigdy nie byłem na wycieczce do lub przejeżdżającą przez Warszawę. Sam do przybytku przy Marszałkowskiej zawitałem dopiero po paru latach. Przechodziłem jednak tamtędy czasem i nie widziałem "ogonków" jak po cukier za Gierka. A właśnie takie wychodzące na ulicę były w Moskwie.
-
2012/03/01 14:51:00
Nie wiem co się działo w Moskwie ale przez pierwsze kilka dni po otwarciu maca w Sezamie kolejki były jak hooj. Z długim ogonkiem na świeżym powietrzu. Chodziłem do szkoły tuż obok (Rej) i codziennie Świętokrzyską wracałem do domu, takze raczej pamietam.
-
2012/03/01 15:09:02
@kalder

Podsumujmy. Napisałeś, że gdy w Wawie otwarto pierwszy McDonald to pamiętasz, że nie było entuzjazmu. Potem przyznajesz się, że do McDonalda zawitałeś dopiero kilka lat po otwarciu. Ignorujesz po drodze fakt pobicia rekordu świata na otwarciu w Warszawie w kategorii "dzienna sprzedaż w MCDonald's", który to rekord w Moskwie pobito dopiero rok później. Wynika z tego, że przypuszczenie iż "Amerykanie byli zaskoczeni" słabym entuzjazmem wyjąłeś z kapelusza w którym kilka lat po otwarciu restauracji chodziłeś na obserwacje po Świętokrzyskiej.
-
2012/03/01 16:27:38
"W temacie parówek #natemat wpadło w pętlę: tomaszjakubsyslo.natemat.pl/3259,jeszcze-w-temacie-tych-parowek - czyli zostanie już "portalem pod parówką". "

W dodatku kol. tomasz jakub tankował na stacji CPN. Hmm, ostatni CPN zdarzyło mi się widzieć w 2004 lub 2005 w okolicy Wysowej w miejscu raczej odludnym. Może to próba grania na sentymentach?
-
2012/03/01 19:17:58
Tak było w Moskwie w 1990.

sie-wie.blogspot.com/2011/09/kolejka-do-pierwszej-restauracji.html

U nas było więcej? Jak widać opierałem się na subiektywnym odczuciu (może mylnym) a "rekordu świata w liczbie dziennych transakcji w MD" nie sprawdzałem bo mnie on guzik obchodzi.
-
2012/03/01 20:33:37
@mcdonalds
Geeez. Psz "maksymalna ilość dziennych transakcji" nijak nie zależy od długości kolejki dopóki masz zapewnioną ciągłość przepływu (tzn. kolejka nie wysycha). Widać w Moskwie mieli mniejszą przepustowość na kasie/sali i tyle.
-
2012/03/01 21:06:09
Tak, z pewnością ta kolejka gigant wynikała z mniejszej przepustowości na kasie.
-
2012/03/01 21:20:16
@kalder
Nie napisałem ani słowa o tym z czego wynikała kolejka gigant.
-
2012/03/01 21:32:43
Potwierdzam obecność hot dogów w Warszawie w połowie lat 70-ych. Hot dogów i hamburgerów. Z innych miast ich nie pamiętam. Zabiła je reglamentacja mięsa, ale pozostały punkty sprzedaży z szpikulcami do bułek, stąd owo wypełnienie cebulą i pieczarkami (kwa, co to był za niewyobrażalny syf). Innym przejawem dostosowania się małej gastronomii do epoki bezmięsnej były zapiekanki.
-
2012/03/01 22:11:01
@marekkrukowski

Zabiła je reglamentacja mięsa, ale pozostały punkty sprzedaży z szpikulcami do bułek, stąd owo wypełnienie cebulą i pieczarkami

Dodam jeszcze, że po zniknięciu mięsa z rynku, w następnej kolejności nastąpił zanik bułek. Gierkowskie bułki były całkiem porządne, robione techniką zwijaną, a na ten szpikulec byle czego nadziać się nie dało. Z dzisiejszej typowej buły takiego hot-doga by się zrobić nie udało.
-
2012/03/01 22:23:30
@kalder "ta kolejka gigant wynikała z"

Moskwa w 1990 to było 8 mln. ludzi, a z przedmieściami 13 mln, a McDonalds tylko jeden. Ja swojego pierwszego McDonalda zjadłem właśnie w Moskwie w 1991 r. i jeszcze wtedy trzeba było odstać swoje w kolejce, bo nadal był tylko jeden na całe te 13 mln ludzi.
-
2012/03/02 10:12:25
Bułkę z pieczarkami można nadal kupić koło dworca kolejowego w Bielsku-Białej. Nie muszę dodawać, że miejsce to uznawane jest za kultowe.
-
2012/03/06 17:53:20