Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Amicus Lipszyc

Nie-sa-mo-wi-te

Jak prawie wszyscy dziennikarze, serdecznie kocham Centrum Cyfrowe Projekt Polska, będące częścią Fundacji Projekt Polska. Trudno ich nie lubić, skoro to bardzo sympatyczni ludzie, od Jarosława Lipszyca po Szymona Gutkowskiego.
Mam jednak nieprzyjemne wrażenie, że żurnalistom z entuzjazmem reagującym na badania i raporty ogłaszane przez CCPP nie chciało się czytać wyjściowych materiałów i po prostu wierzą przedstawicielom CCPP na słowo, gdy ci ogłaszają, że jakieś ich badanie coś potwierdziło albo udowodniło. Ja niestety jestem urodzonym niedowiarkiem.
„Protest w sprawie ACTA to walka młodych o wolność w internecie – potwierdzają wyniki badań” - głosi CCPP. A Jarosław Lipszyc sekunduje na fejsie, że to „nie-sa-mo-wite badanie”. O RLY?
Zacznijmy od najważniejszego: „badanie sondażowe zostało przeprowadzone przez instytut MillwardBrown SMG/KRC w dniach 28 – 29.01 na reprezentatywnej próbie 1003 Polaków”. Tysiąc osób to minimum, schodzenie poniżej którego daje wyniki pozbawione sensu.
Wiadomości typu „dana partia traci/zyskuje poparcie wśród młodzieży” to typowe portalowe śmieciowe newsy. Jeśli populacja tych młodych w próbce to np. 128 osób (a tak mamy w tym przypadku), to podawanie danych procentowych jest zbrodnią na szlachetnej sztuce statystycznej obróbki danych.
Tymczasem w owym „nie-sa-mo-wi-tym badaniu” to zbrodnia popełniana seryjnie. „Takiego zdania jest tylko 12 % młodych ankietowanych”, „Aż 13% młodych Polaków jest osobiście zaangażowanych w protest”, „aż o 15% mniej niż wśród młodych Polaków” to dosłowne przeklejki z badania. 100% autorów bloga „Ekskursje w dyskursie” uważa, że te wyniki są statystycznie nieistotne.
A w jaki sposób „wyniki badań potwierdzają, że protest o ACTA to walka młodych o wolność w internecie”? W taki, że w niewielkiej grupce najmłodszych uczestników badania 43% wybrało opcję „chodzi o wolność”, a 57% inne opcje. Opcje w sumie były cztery.
Nawet gdyby próbka była dość duża, żeby te procenty można było potraktować serio (a nie jest i nie można), to też by nie potwierdzało tytułowej tezy. Szkoda, że szanowne CCPP nie widzi różnicy między „badania pokazują popularność tezy A” a „badania potwierdzają tezę A”.
Dużo zastrzeżeń mam też co do raportu Hofmokl, Filiciaka i Tarkowskiego, rozreklamowanego m.in wywiadem w „Gazecie Wyborczej” zatytułowanym „My, piraci, elita”. Podstawową tezę tego raportu sprowadzoną do „piraci najwięcej wydają na kulturę” musiał już usłyszeć każdy, bo ostatnio strach lodówkę otworzyć.
Szereg zastrzeżeń przedstawiłem w felietonie w „Dużym Formacie”. CCPP deklaruje „to nie jest raport o piractwie”. Autorzy używają określenia „nieformalny obieg kultury” uzasadniając to tym, że „piractwo” stygmatyzuje, a to nie służy budowaniu dialogu.
Mętne pojęcia o niejasnej definicji szkodzą dialogowi jeszcze bardziej. O ile piractwo to pojęcie stosunkowo klarowne (chodzi o naruszanie własności intelektualnej), czym u licha jest „nieformalny obieg kultury”? Czy to dokładnie to samo co piractwo, czy jednak są jakieś różnice i można być pirackim, ale formalnym albo nieformalnym, ale niepirackim?
Autorzy nigdy tego nie definiują wprost. Najbliższe definicji jest zdanie na dole strony piątej - „W sferze nieformalnej, rozumianej jako wymiana książek, muzyki i filmów w postaci cyfrowej za pośrednictwem internetu, bierze udział co trzeci Polak”.
To fajnie, że autorzy na piątej stronie zauważyłi, że już od pewnego czasu używają niezdefiniowanego pojęcia, więc warto by w końcu wyjaśnić, jak je rozumieją. Tylko że oczywiście rozumienie ze strony piątej ma zakres znaczeniowy nieporównanie szerszy od pojęcia „piractwa”.
Legalne kupienie czegoś w iTunes czy Amazonie spełnia definicję ze strony piątej. Ja ją oczywiście także spełniam, ale wtedy wychodzi na to, że autorzy dobrali definicję tak, żeby spełniał ją po prostu każdy internauta. O to chodziło?
Co do tego, ile kto wydaje na kulturę - autorzy raportu wierzą na słowo ankietowanym. To tak, jakby w ramach raportu o polskich kierowcach zamówić w SMG-KRC pytanie „jakim jesteś kierowcą”, a potem ogłosić, że 99% jest powyżej przeciętnej.
O mojej sympatii do CCPP(bczFPP) niech świadczy to, jak mało złośliwie jest napisana ta notka. Wyobraźcie sobie mój komentarz do raportu konserwatywnego think tanku, któremu by wyszło, że homoseksualizm jest szkodliwy dla młodzieży (bo tak uważałoby 43% ze 128 osób...)

piątek, 03 lutego 2012, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/03 14:51:06
Legalne kupienie czegoś w iTunes czy Amazonie spełnia definicję ze strony piątej.

No nie wiem. Obawiam się, że po prostu definicja ze strony piątej jest także skopana. Kluczowe jest tu rozróżnienie "formalny vs. nieformalny". Domniemuję, że kupowanie w ajtjunsach czy Amazonie to jest właśnie to "formalne". Inaczej to niby co łapałoby się pod "formalne" w Internecie? Czy może cały Internet wg CCPP jest jakoś immanentnie "nieformalny"?

Po mojemu jest po prostu tak, że CCPP rozróżnia różnych jumaczy i stopniuje - jak ktoś juma na potęgę i odsprzedaje dalej (chomik, megaupload itp.) to jest piratem, a jak ściąga sobie, ogląda/słucha/czyta, przynosi znajomym na pendrajwie, żeby zobaczyli jakie fajne - to już jest "nieformalny obieg kultury".

Wyraźnie stara się tu przeforsować tezę, że jumacze poza jumaniem także płacą (albo raczej, że przede wszystkim płacą, a tylko trochę sobie czasem dojumają), no i w ogóle to są miłe, wrażliwe i kulturalne chłopaki. Jak ich pozamykacie do więzień (a masowe łapanki rozpoczną się w dzień po tym, jak Sejm ratyfikuje ACTA), to kto będzie kupował "Galę" z dodanym DVD?
-
2012/02/03 14:58:51
@llort
Tylko dlaczego tłumacząc, jak jest "po Twojemu" zacząłeś od "no nie wiem" i dlaczego "domniemując" nie przeczytałeś tego co Tarkowski z Filiciakiem popełnili?
-
2012/02/03 15:06:26
Jej, całe 55 osób walczy z ACTA o wolność. Wow.
-
2012/02/03 15:08:17
Badania oczywiście infantylne, ale J. Lipszyc ironizował i sarkał.. bynajmniej nie sekundował.
-
2012/02/03 15:08:54
@plopli

dlaczego tłumacząc, jak jest "po Twojemu" zacząłeś od "no nie wiem"

Wyjasniają to w dwa ostatnie zdania akapitu, który komentujesz. Przyjęcie, za WO, ścisłego rozumienia przytaczanej przez Niego definicji skutkuje (IMHO) absurdem, stąd wolę założenie, że definicja jest nieprzemyślana.

dlaczego "domniemując" nie przeczytałeś tego co Tarkowski z Filiciakiem popełnili?

Ponieważ mój pracowy browser jest not supported, więc póki co bazuję na dostępnej mi zajawce i wierzę na słowo temu, co WO pisze w notce.
-
2012/02/03 15:13:40
@plopli (uściślając pierwszą odpowiedź)

"Nie wiem" czy autorzy tak rozumieli swoją definicję, jak sugeruje WO, w związku z czym kupowanie w Amazonie jest wg nich również "nieformalne". Podsuwam inną możliwość (ale się przy niej nie upieram), że po prostu nie przemyśleli swojego wyjaśnienia.
-
wo
2012/02/03 15:14:55
@fernando
"Obawiam się, że po prostu definicja ze strony piątej jest także skopana."

Na innych stronach można implicite domniemywać, że autorzy czasem definiują inaczej, no ale explicite podają tylko na piątej (sam dół). To jest kurna jakieś minimum, którego oczekiwałbym po raporcie o fintiflakach - że ZACZNIE się od zdefiniowania fintiflaka. Jeśli czasem autorzy rozumieją przez fintiflaki takie gryzdolce, które mają bulzawicę, a czasem takie, które jej nie mają, to taki raport o kant bulzawicy rozbić.
-
2012/02/03 15:49:53
@wo @meritum
Odnoszę wrażenie - bez większego zdziwienia, bo jest to problem ogólny - że sam w sumie nie wiesz, co z tym wszystkim zrobić. Wydaje się, że emocjonalnie piractwa nie cierpisz - jumacze, moralnie naganne osoby, smarkateria która nie szanuje sztuki - ale z drugiej strony też zdajesz sobie sprawę, że dokręcenie śruby i dalsza kryminalizacja są, choć moralnie słuszne, koniec końców bezsensowne.

Pozostaje więc konsekwentne piętnowanie zjawiska i rozwalanie słabych argumentów mało ogarniętych prawie-oponentów w stylu CCPP, w nadziei, że społeczeństwo się w końcu opamięta i przestanie kraść. Otóż raczej się nie opamięta, klamka zapadła gdzies w latach 90. Pozostaje adaptacja albo strzelanie z shotguna do gówniarzy na swoim trawniku.
-
wo
2012/02/03 15:58:31
@grenade
" z drugiej strony też zdajesz sobie sprawę, że dokręcenie śruby i dalsza kryminalizacja są, choć moralnie słuszne, koniec końców bezsensowne. "

Dlaczego? Są absolutnie sensowne i jestem za. Pierdlizacja Kima Dotcoma sprawiła mi dużo radości, czekam na twórców chomika.
-
2012/02/03 16:02:33
@teza
Myślę, że jeszcze w czasach kafejek internetowych taką tezę dałoby się obronić. Ci, którzy ściągali coś z sieci przeważnie mieszkali w mieście, mieli dostęp do odpowiedniej infrastruktury, byli w stanie zapłacić za łącze i stać ich było na własny komputer. Byli zatem w miarę zamożni, a skoro tak to zapewne więcej wydawali na dobra kultury niż ci których nie stać było nawet na kompa z netem.
-
2012/02/03 16:15:33
@wo
"Dlaczego? Są absolutnie sensowne i jestem za. Pierdlizacja Kima Dotcoma sprawiła mi dużo radości, czekam na twórców chomika."

A, to ok, wszystko jasne :) Domowi jumajuzerzy też do kamieniołomów? Pytam się, bo cyfrowe plądrowanie ma duże zdolności adaptacyjne. Takie wielkie soczyste cele jak Dotcom, chomik team czy rapidshare istnieją tylko dlatego, że zrobiło się cicho i niegroźnie. Są tylko objawami i zostaną zastąpieni przez inne elementy. Podstawowe pytanie co zrobić z problemem, z którego wychodzą - wszechobecna kultura bezprawnego dzielenia sie tym, co cyfrowe.
-
2012/02/03 16:18:00
@wo
"Dlaczego? Są absolutnie sensowne i jestem za. Pierdlizacja Kima Dotcoma sprawiła mi dużo radości, czekam na twórców chomika."

Popieram, dla mnie tacy ludzie to kwintesencja piractwa i jestem za surowym karaniem takich osób. Ale student/gimnazjalista ściągający z megauploud na własne potrzeby (zakładam, że dalej już nierozpowszecnnia), to trochę inna bajka i traktowanie obu tych przypadków z jednakową surowością jest trochę nieteges
-
2012/02/03 16:30:00
@wo: "Dlaczego? Są absolutnie sensowne i jestem za. Pierdlizacja Kima Dotcoma sprawiła mi dużo radości, czekam na twórców chomika."

Jeżeli rozumuję podobnie jak grenade.launcher, to bezsensowność sprowadza się do tego, że zjawisko jako takie nie zanika, a co najwyżej na chwile się uspokaja, po czym wraca i dalej po staremu. Czyli nie ma efektu.

Ewentualnie chodziło o sprawienie radości kilku przeciwnikom "piractwa" jako takiego i wtedy faktycznie aresztowanie Kima Dotcoma ma sens, bo tę radość sprawia.
-
2012/02/03 16:30:31
@mat-44
"traktowanie obu tych przypadków z jednakową surowością jest trochę nieteges"

A ktoś traktuje?
-
2012/02/03 16:40:57
@znany.psychopata: "Czyli nie ma efektu."

Kim Dotcom ma pokaźny majątek - konfiskata będzie dość wymiernym efektem.
-
2012/02/03 16:48:57
@jakub.jot,

ale mi chodzi o zjawisko piractwa, nie Kima. Kim ma w cyc, to jasne. Lecz czy ściągalność spadła? (Poza chwilowym zanikiem linków).
-
2012/02/03 16:58:23
@znany.psychopata: "ale mi chodzi o zjawisko piractwa, nie Kima. Kim ma w cyc, to jasne. Lecz czy ściągalność spadła?"

Jeśli chodzi o zjawisko przestępczości, to w ogóle nie bardzo ma sens aresztować przestępców, bo w ich miejsce zaraz pojawiają się nowi. LOL.
-
2012/02/03 17:07:16
@bantus
"Myślę, że jeszcze w czasach kafejek internetowych taką tezę dałoby się obronić."

Moim zdaniem mechanizm jest inny. Modelowy student, który maniakalnie ściąga całe dyskografie zespołów niszowych i kultowych jest zwykle bardziej skłonny zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wydać na wyjazd na koncert do Berlina, na udział w przeglądzie wietnamskich horrorów czy może nawet na wyjście do teatru (na Strzępkę i Demirskiego).

Inna sprawa, że w pewnym przedziale wiekowym (powiedzmy do 35 roku życia) pewnie jakieś 85 do 95 procent podłączonej do sieci populacji uczestniczy w "nieformalnym obiegu" takich dóbr kultury jak popularne seriale. Ściąganie "Dextera" dzień po premierze amerykańskiej to codzienność dla milionów w tym kraju. Seriali zasadniczo nie jumają tylko ci, co w ogóle nie są do sieci podłączeni. A jak nie stać cie na net, to raczej na książkę i kino też, co nie?
-
2012/02/03 17:30:04
Cóż, znane są przypadki ludzi, którzy publicznie wyzywają innych od złodziei ( w tym takich, którzy w świetle polskiego prawa żadnymi złodziejami nie są), a prywatnie sami używają nielegalnego oprogramowania i czerpią z tego dochody.
W moim przekonaniu idiotyzmem są dorabiane do piractwa ideologie - każdy rozsądny człowiek wie, że (pomijając nawet "święte" prawo własności) na dłuższą metę nikt seriali (bo przecież głównie o nie większośći oburzonych chodzi) za darmo kręcił nie będzie. Szybko i za darmo - tak się ludzie przyzwyczaili i nie chcą z tego zrezygnować.
Z drugiej strony w takich krajach jak Polska amatorzy dóbr kultury często nie mają innego wyboru jak piracić. Jak dotąd nie zaproponowano niczego innego za rozsądną cenę. Jeśli coś już się pojawia, to zawsze dużo drożej (co oczywiste) i gorzej (już nie tak oczywiste). I nie przekonuje mnie argument, że to przez piratów, bo skoro za darmo jest w sieci, to nikt nie będzie chciał płacić. Założę się, że mnóstwo ludzi chętnie płacić będzie, o ile przedstawi się im ciekawą ofertę (dostosowaną do przeciętnego polskiego portfela).
-
2012/02/03 17:45:27
@mem48
"Założę się, że mnóstwo ludzi chętnie płacić będzie, o ile przedstawi się im ciekawą ofertę (dostosowaną do przeciętnego polskiego portfela)".

No way. Dziś to odbywa się tak: benzyna jest droga, czynsz też jest drogi, portfel jest polski. Ale mogę zawsze można zaoszczędzić na płytach, dvd i książkach (zainwestowałem w kindla) i jeszcze uda się w wakacje wyskoczyć na OFF-a czy Openera, i ogólnie wychodzi się na plus.

Zresztą podejrzewam, że to specyfika w równym stopniu polska co szwedzka i niemiecka.
-
2012/02/03 17:52:33
@mem48
"Szybko i za darmo - tak się ludzie przyzwyczaili i nie chcą z tego zrezygnować. "

No właśnie na tym polega problem, internet de facto demokratycznie zadecydował ze nie chce płacić za kulture tudzież nie chce płacić tyle co kiedyś.

Tu kłaniają się takie piekne przykłady adaptacji jak Steam - pokazuja, że jak się sensownie do ludzi podejdzie i przestanie ich strzelać taserem to łykną masowo "szybko, sprawnie, taniej a jak się nakręcą to i drożej".
-
wo
2012/02/03 17:56:50
@grenade
"Podstawowe pytanie co zrobić z problemem, z którego wychodzą - wszechobecna kultura bezprawnego dzielenia sie tym, co cyfrowe"

To nie jest kultura "dzielenia się". To jest kultura "tworzenia modeli biznesowych na piractwie". Legislacyjnie do zrobienia byłoby uniemożliwienie zarabiania na tworzeniu komercyjnych serwisów pirackich - wszystkich tych "wyslij SMS, żeby pobrać", albo "po przeklikaniu się przez mnóstwo reklam, dostaniesz odnośnik do pliku". Wtedy piracenie wymagać będzie pewnego technicznego skilla, a więc stanie się marginesem.

@mat44
"to trochę inna bajka i traktowanie obu tych przypadków z jednakową surowością jest trochę nieteges"

Trafna uwaga. Wycofuję swój postulat konfiskowania studentom cadillaków.

@erm
"Inna sprawa, że w pewnym przedziale wiekowym (powiedzmy do 35 roku życia) pewnie jakieś 85 do 95 procent podłączonej do sieci populacji uczestniczy w "nieformalnym obiegu" takich dóbr kultury jak popularne seriale."

No kolejny Lipszyc. Da się dobrać taką definicję "nieformalnego obiegu", że wyjdzie bez kozery 500%.
-
wo
2012/02/03 17:58:34
@grenade
"No właśnie na tym polega problem, internet de facto demokratycznie zadecydował ze nie chce płacić za kulture tudzież nie chce płacić tyle co kiedyś"

Ależ ci ludzie PŁACĄ chomikowi, albo cierpliwie odczekują przez mnóstwo reklam. Niech płacą troszkę więcej, albo znoszą więcej reklam, ale tak, żeby to szło do prawowitego posiadacza praw autorskich.
-
2012/02/03 18:00:58
@erm.land
"Ale mogę zawsze można zaoszczędzić na płytach, dvd i książkach (zainwestowałem w kindla) i jeszcze uda się w wakacje wyskoczyć na OFF-a czy Openera, i ogólnie wychodzi się na plus.

Zresztą podejrzewam, że to specyfika w równym stopniu polska co szwedzka i niemiecka."

Tyle że Polak jednak ma argumenty - "skoro traktujecie mnie jak konsumenta drugiej kategorii, to mam was gdzieś". Niby w świetle świętego prawa własności to żaden argument, ale w świetle pijaru już jakiś. A polskie prawo wg interpretacji na którą przystaje policja ściągać na własny użytek wiele rzeczy pozwala. Wychodzi więc na to, że miliony ludzi są pomawiane.
Można oczywiście zacząć od zmian w prawie, ale czy nie lepiej najpierw zyskać trochę społecznej przychylności?


-
wo
2012/02/03 18:08:56
@mem
"A polskie prawo wg interpretacji na którą przystaje policja ściągać na własny użytek wiele rzeczy pozwala"

Jasne, ale jeśli używasz torrenta, to nie tylko ściągasz.

"Można oczywiście zacząć od zmian w prawie, ale czy nie lepiej najpierw zyskać trochę społecznej przychylności?"

Od zmian w prawie są posłowie, którzy przychylność mają z definicji. W końcu ich wybraliśmy, ha ha ha.
-
2012/02/03 18:13:05
Zaraz mnie pewnie wo pogoni z tekstem "uzewnętrzniaj się koleś na swoim blogu", ale ..

Kilka słów o tym, jak postrzegam piractwo i okolice. W latach 90 byłem wielkim fanem gier komputerowych i piraciłem na potęgę. Szło się z paczką dyskietek albo dyskiem (później z CD) do kolegów i kopiowało się sobie różne okazy. Potrafiłem mieć na dysku 50-60 gier i znosić od kumpli po 10 kolejnych miesięcznie. Miałem też kilka gier oryginalnych, zazwyczaj dlatego, że były ładnie wydane (instrukcja, mapka, takie tam). Grałem w pirackie gry, ponieważ nie było by mnie stać na kupno tylu oryginałów, nawet jakbym chciał to i tak bym połowy z nich nie kupił, bo nie było ich w polsce - no i najważniejsze - zdobywanie piratów było łatwe.

Przyszły sobie lata 00 - zacząłem mieć mniej czasu na granie, ale więcej pieniędzy na gry - zdarzało mi się jeszcze coś ściągnąć, ale raczej pojedyńcze sztuki, których i tak bym nie dostał w sklepie. Raz kupiłem grę na stadionie - totalna porażka, ruska, słabo działająca wersja która się nie nadawała do niczego. W tych czasach piracenie zaczęło się robić kłopotliwe - zabezpieczenia utrudniały proste skopiowanie płyty, w sklepach był większ wybór gier (czyli była alternatywa), zarobki troche dogoniły ceny gier (pamiętam, że Frontier w sklepie kosztował 800tys złotych w 1994 roku - teraz nowa gra kosztuje 129 pln) i nagle okazało się, że łatwiej (bez pieprzenia się z torrentami) dla mnie jest po prostu kliknąć w steam na "Kup to" i za 4h mieć na komputerze działającą i zaktualizowaną grę.

Teraz kilka moich wniosków (pewnie błędnych bo z osobistego doświadczenia) - gimnazjaliści będą ściągali, bo ich nie stać na kupno. Czy należy im to utrudnić? Do pewnego stopnia tak - jak zdobycie pirata będzie trudne, to grę, na której mu zależy kupi z oszczędności (mniej siedzenia w Starbucksie). Czy dorośli ludzie, których na to stać będą ściągać? Mentalnie wąsaty koleś zawsze będzie jumał, bo ma taką możliwość i należy mu to utrudnić tak bardo jak to możliwe. Zwłaszcza, że w przypadku gier nie ma żadnego durnego wytłumaczenia, że w sklepie nie ma itp. Jest Steam, Origin, GamersGate itp.

W przypadku innych mediów to jest czasami tak, że czegoś po prostu nie da się dostać (o, tutaj jak zawsze wspomnę o polskich książkach w formie elektronicznej, których po prostu nie ma na Amazonie i jak ktoś mieszka w Australii to może sobie tylko z chomika ściągnąć), czasami jest to bardzo utrudnione (ot np ja bym bardzo chciał oglądać *płacąc* The Big Bang Theory na bieżąco, a nie czekać na DVD). Z drugiej strony nie lubie szafowania hasłami, że blokując komuś dostęp do pirackich nagrań Dr. House blokujemy dostęp do kultury - to jest rozrywka. Kultura to jest ściąganie dzieł zebranych Szekspira, Oh wait, są za darmo na Amazonie.
-
2012/02/03 18:28:46
@wo
"No kolejny Lipszyc. Da się dobrać taką definicję "nieformalnego obiegu", że wyjdzie bez kozery 500%".

Jasne, że definicja "nieformalnego obiegu" jest nieostra (biblioteka niby formalna, ale za darmo; chomik niby nieformalny, ale za pieniądze). Ale gdyby podać jakiś modelowy przykład "nieformalnego obiegu", to musiałby być to poniedziałkowy bekaesiowy rytuał ciągnięcia jakiegoś premierowego odcinka po torrentach. Żeby mieć o czym następnego dnia opowiadać przy wodopoju (to wg mrw) i żeby łatwiej było powstrzymać się przed poderżnięciem szefowi gardła.

Ogólny wniosek z raportu, że te nieostro zarysowane obiegi się pokrywają pozostaje - wg mojego odczucia - w mocy. Jedni oszczędzają na płytach, ale jeżdżą na festiwale. Inni jumają seriale (jak każdy), ale chodzą do kina etc. No i też raczej logiczne, że ktoś, kto kulturę ciągnie na legalu tylko z TV (tam chyba było, że to 63% ogółu), raczej nie będzie ani za specjalnie książek kupował czy do kina chodził.
-
wo
2012/02/03 18:34:16
@erm.land
"inni jumają seriale (jak każdy),"

Twoja stara.
-
2012/02/03 18:35:02
"ktoś, kto kulturę ciągnie na legalu tylko z TV (tam chyba było, że to 63% ogółu)".

Czy płaci abonament?
-
2012/02/03 18:35:59
@wo
"Twoja stara".

No, akurat ona nie. Z resztą nie "Plebanii" czy "Rancza" na torrentach raczej nie ma.
-
2012/02/03 18:37:48
Drogi WO,
Na pewno nie uda mi się tu odpowiedzieć na wszystkie uwagi, które niechybnie pojawią się w komentarzach, więc tylko kilka - żeby naświetlić mój punkt widzenia jako współautora raportu. Powiela w dużej mierze to, co pisałem do Ciebie w wymianie mailowej, więc bez wątpienia nie zmieni Twojego spojrzenia na badanie, ale skoro jest to dyskusja publiczna, to też chcę się odezwać.

- Uwagi do Twojego tekstu z DF - i jeszcze jednej polemiki z naszym opracowaniem - wrzuciliśmy tutaj: kultura20.blog.polityka.pl/2012/02/03/obiegi-kultury-glosy-polemiczne/#more-1078. Może ktoś będzie chciał zerknąć.

- Co do powyższego wpisu, to jest to dla mnie sytuacja niezręczna, bo nie jestem socjologiem i moja wiedza o statystyce jest ograniczona (co - zastrzegam - nie odnosi się do całego zespołu), nie jestem też częścią Centrum Cyfrowego, choć w odróżnieniu od Jarka Lipszyca rzeczywiście z nim blisko współpracuję. Ale oczywiście czepiając się, wybierasz wyniki bardzo selektywnie. Przy takiej próbie można śmiało wnioskować z odpowiedzi grupy 50 osób - z poprawką na błąd statystyczny to może być 30 albo 70. Gdy pojawia się informacja o osobach "młodych", to - co widać w tabelką z danymi - chodzi o osoby do 30. roku życia, których jest 263. 13% to 34 osoby, czyli zdecydowanie na granicy, ale jednak można tego bronić. Tyle tylko, że to nie jest w tym komunikacie (w którego pisanie nie byłem w żaden sposób zaangażowany) główna teza - a przy wielkościach rzędu wspomnianych przez Ciebie 43% czy 57%, nawet w najmłodszej grupie to się mieści w granicach akceptowalnej wielkości próby. Chyba że wejdziemy w spór humanistyka-nauki ścisłe, gdzie oczywiście takie marginesy są nie do zaakceptowania. Ale wtedy lepiej w ogóle nie zaglądać do sondaży.

- A co do nie-sa-mo-wi-tości badań - może to nie pasuje do wątku o kółku wzajemnej adoracji (choć oczywiście prywatnie wszyscy bardzo się lubimy), ale ja nie kwestionując jakości danych, zupełnie inaczej je interpretuję, czemu zresztą dałem wyraz na fejsie pod wpisem JL, z którego zrobiłeś skrinszota. Dla mnie zamieszanie wokół ACTA nie jest tylko o walce o wolność, chyba że jako wolność rozumiemy - co pokazują odpowiedzi na pytanie o naruszenie prawa autorskiego, które zresztą sam do tej ankiety wrzuciłem, żeby nie była zbyt jednostronna - prawo do ściągania treści pomimo, że narusza to prawa kogoś innego. Tym bardziej nie wierzę, że chodzi głównie o prawa do remiksu i w ogóle oddolnej twórczości, bo punkt wyjścia do naszego badania był taki, że oddolna twórczość jest jednak trochę - w sensie ilościowym - przereklamowana.

Pozdrowienia
Mirek Filiciak
-
2012/02/03 18:38:17
@bbalman
"Czy płaci abonament?"

Odsyłam do tego raportu, bo nie pamiętam. Ale mam wrażenie, że oni bazowali na badaniach własnych, a nie na statystyce ile płaci.
-
2012/02/03 18:40:58
@wo

"Trafna uwaga. Wycofuję swój postulat konfiskowania studentom cadillaków. "

w ich przypadku, najazd policji na akademik połączony z konfiskatą laptopa to kara wyższa niż zajęcie kilku bryk dotcoma.
Do tej pory instytucje zbiorowego zarządzania chętniej kierowały sprawy sądowe przeciw takim "studentom", bo Ci od chomika za dobrych adwokatów maja.
A ja jestem przeciw takiemu podejściu do karania, polegającemu na uderzaniu tam gdzie nie oddadzą.
-
wo
2012/02/03 18:51:01
@filiciak
Po pierwsze, dzięki wielkie za odpowiedź. A co do meritum...

"Co do powyższego wpisu, to jest to dla mnie sytuacja niezręczna, bo nie jestem socjologiem i moja wiedza o statystyce jest ograniczona"

Ej, ale nie trzeba do tego być socjologiem, ani w ogóle mieć jakiegoś wyszukanego aparatu poznawczego. Po prostu jeśli probka to 128 osób, podawanie danych procentowych nie ma sensu. To jest taka absolutna podstawa statystycznej obróbki danych ilościowych, która bardzo skutecznie wbijana jest do głowy studentom pierwszego i drugiego roku nauk ścisłych. Jeśli wpiszesz do arkusza ćwiczeń wszystkie cyfry, które ci wyskoczyły z kalkulatora, to popełniasz błąd - najpierw trzeba oszacować, z dokładnością do ilu miejsc znaczących się poruszasz.

W przypadku takiej próbki poruszasz się z dokładnością do jednego miejsca, więc od biedy możesz napisać "dwie piąte", ale nie "43%!"

"Ale wtedy lepiej w ogóle nie zaglądać do sondaży. "

Ja zaglądam, ale krytycznie, dlatego nigdy nie ma mojego głosu wśród zdumionych typu "jak to, a sondaże przewidywały zwycięstwo Tuska". Oraz: nie ma mnie wśród ludzi mylących tezę "badanie potwierdza A" i "badanie pokazało, że tak cirka ebałt dwie piąte zgadza się z tezą A".
-
wo
2012/02/03 18:52:19
@mat
"A ja jestem przeciw takiemu podejściu do karania, polegającemu na uderzaniu tam gdzie nie oddadzą."

To znaczy, że jesteś przeciwko kapitalizmowi. Ja też! Ale póki mamy kapitalizm, prawo zawsze będzie działać w taki sposób. Sorasy.
-
2012/02/03 18:55:01
@wo
"Ależ ci ludzie PŁACĄ chomikowi, albo cierpliwie odczekują przez mnóstwo reklam. Niech płacą troszkę więcej, albo znoszą więcej reklam, ale tak, żeby to szło do prawowitego posiadacza praw autorskich."

No tak, ale większości dóbr kultury nie da się kupić w formie cyfrowej płacąc "troszkę więcej". Albo możesz kupić stosunkowo drogo całą płytę CD w tekturowym pudełku, cały sezon serialu na DVD z dużym opóźnieniem albo ... możesz ich nie kupić.
Nie ma opcji zapłacenia kilku złotych za jedną piosenkę, za prawo jednorazowego obejrzenia odcinka serialu zaraz po premierze.

Ja akurat płacę abonament i nie ściągam tego, czego nie powinnam, ale wkurza mnie niedostosowanie rynku do moich potrzeb.
Zwłaszcza, że technicznie te opcje istnieją, ale nie wiadomo, dlaczego nie dotyczą "moich" piosenek i "moich" seriali.
-
wo
2012/02/03 18:58:52
@magdalena
"No tak, ale większości dóbr kultury nie da się kupić w formie cyfrowej płacąc "troszkę więcej""

Tough shit. Jak mawiają Rosjanie, całej wódki nie wypijesz, wszystkich seriali nie obejrzysz.

"Nie ma opcji zapłacenia kilku złotych za jedną piosenkę"

Jest. I to nawet kilka.

"wkurza mnie niedostosowanie rynku do moich potrzeb. "

Witamy w świecie ludzi dorosłych.
-
2012/02/03 18:59:43
Moje 3 grosze: gdybym najpierw nie zajumał płyty The Nationals i nie przekonał się, że jest znakomita to bym jej nie kupił. A tak kupiłem.
-
wo
2012/02/03 19:01:14
@fidelio
"Moje 3 grosze: gdybym najpierw nie zajumał płyty The Nationals "

Jeśli chodzi o The National. to ja kupiłem, bo leciało w radiu. Całą płytę, bo to co leciało w radiu zwaliło mnie z nóg.
-
2012/02/03 19:15:29
@carstein

Pamiętam dość znamienny casus "Baldur's Gate". W tamtych czasach oryginały były dla ekscentryków, 'normalny' człowiek jechał na giełdę bądź szedł z czystym CD do 'kumpla z nagrywarką'. Tymczasem Baldur's był grą na 5 płytach, sprzedawaną za jakieś (tu trochę strzelam cenami z pamięci) 100 zł (porównywalnie do innych gier na 1 CD), podczas gdy nośnik CD kosztował jakieś 15 zł. Nagle ludzie zaczęli kupować masowo oryginał, bo warto było dopłacić te 20-30% za śliczne książeczki i dumę z awansu do Klasy Ludzi Kupujących Oryginały. Wydawca Baldur'sa trafił w dziesiątkę i pewnie sprzedał w PL rząd wielkości więcej swojej gry niż ktokolwiek z poprzedników.

Zanim jednak to zjawisko napędziło ciemnych chmur nad głowy Biznesmenów Z Nagrywarką, przyszedł Internet, Kazaa i tanie CD-recordery, i to one zmiotły owych przedsiębiorców z rynku. Zastąpiły ich chomiki itp.

Ja myślę, że żyjemy po prostu w czasach Przełomu. Legislatorzy się trochę miotają, bo wartość uwolniła się od materialnego nośnika i nie ma obecnie dobrego pomysłu na skontrolowanie i uregulowanie tych wszystkich zer i jedynek latających po kablach i w eterze. Ale kierunek jest dobry - na pewno tępić należy jumaczy-biznesmenów. Co do 'studentów ściągających serial', to ACTA nic nowego nie wnosi do prawa już w PL istniejącego. Sedno leży w egzekucji - niby ilu dziś męczenników siedzi za oglądanie "Losta" sięgniętego z rapidshare'a?
-
2012/02/03 19:21:46
@fidelio77 "Moje 3 grosze: gdybym najpierw nie zajumał płyty The Nationals i nie przekonał się, że jest znakomita to bym jej nie kupił. A tak kupiłem."

Argument z "dema", ile ja się nasłuchałem, że skoro producent nie daje dema gry to sobie te demo wezmę z torrentów. A poczytać recki, pooglądać gejmpleje, popatrzeć u kumpli nie łaska? A tutaj, w radiu nie puszczają, nie ma próbek na stronce? Zwykłe lenistwo, łatwiej zaciągnąć i sprawdzić czy dobre zamiast zrobić normalny risercz.
-
2012/02/03 19:26:41
@plasot
"Zwykłe lenistwo, łatwiej zaciągnąć i sprawdzić czy dobre zamiast zrobić normalny risercz."

Piszesz o rozrywce, a rozrywka to generalnie domena lenistwa. Konsumpcja popkultury w hierarchii potrzeb plasuje się dość nisko, zatem w tej dziedzinie zarówno oszczędzanie (czyli ściąganie) i lenistwo (czyli ściąganie) można uznać za skłonności naturalne.
-
2012/02/03 19:32:21
@wo
"O ile piractwo to pojęcie stosunkowo klarowne (chodzi o naruszanie własności intelektualnej)"

Ohoh, serio takie klarowne?
A czy piractwem jest linkowanie do nielegalnych materiałów video?
Na ten przykład takich:
www.youtube.com/watch?v=9e2Api6ny8w&feature=player_embedded
Zaraz, zaraz, gdzie ja tego linka widziałem?

Kopanie gościa który spiracił Wiedźmina jest proste. I słuszne. Nie ma za bardzo o czym dyskutować. Ale obecnie robiony jest wjazd na szarą strefę "fair use", której sam stałeś się w powyższym przykładzie ofiarą. Zdaje się, że zgodnie z ACTA Twój blog mógłby zostać za to prewencyjnie ściągnięty. Problemem z Internetsami jest to, że prawie wszystko jest tu nielegalne z punktu widzenia jakiegoś Hollywoodzkiego corpo. wo.blox.pl pewnie też. I pierdyliard lepszych i gorszych przeróbek "Hitler downfall" również. Być może to romantyczne czasy które się kończą, ale jakoś nie tęsknię za "brave new internet" którego chcesz.
Przykładów szarej strefy tak jasno określonego według Ciebie piractwa jest więcej:
- czy nielicencjonowana retransmisja w internecie kanału ogólnopolskiej darmowej TV to piractwo? (Polska tv miała testową transmisję, ale zlikwidowała)
- czy jak palec mi się omsknie przy ustawianiu DVR żeby nagrał odcinek serialu z HBO i zamiast tego ściągnę z torrentów to piractwo?
- czy słuchanie www.pandora.com w PL przez proxy to piractwo?
- czy kupowanie na iTunesach przez jakieś kombinacje przed oficjalnym wejściem do PL to było piractwo?
Wszystko to jest naruszanie własności intelektualnej.

@magdalaena1977
"Zwłaszcza, że technicznie te opcje istnieją, ale nie wiadomo, dlaczego nie dotyczą "moich" piosenek i "moich" seriali."

Z muzyką nie jest źle. Ale oferta video nie istnieje. Nie do końca rozumiem powodów, bo granice to tylko kreski na mapie i treści z zagranicznych płatnych serwisów są blokowane. Wysiłek jest wkładany raczej w to, żeby tego NIE sprzedać w Polsce. Zupełnie nie rozumiem dlaczego Steam do Polski wchodzi bez problemu, a Hollywoodzkie koncerny inwestują w lobbowanie ustaw, które zapewnią im zachowanie tego co lubią i znają czyli sprzedaży seriali na DVD.
-
2012/02/03 19:56:33
erm.land
"Zwykłe lenistwo, łatwiej zaciągnąć i sprawdzić czy dobre zamiast zrobić normalny risercz."

Dyskusja na tym blogu to też zwykłe lenistwo. Moglibyśmy się przecież spotkać w realu.

"A poczytać recki, pooglądać gejmpleje, popatrzeć u kumpli nie łaska?"

Czy wrzucenie gejmpleja nie podpada czasem pod naruszenie własności intelektualnej?
www.google.com/support/forum/p/youtube/thread?tid=3f7d6ea3deabdb15&hl=en
-
2012/02/03 20:09:38
@kosm.aty "Dyskusja na tym blogu to też zwykłe lenistwo. Moglibyśmy się przecież spotkać w realu."

Za gadanie przez internet komputerów jeszcze nie zabierają.

"Czy wrzucenie gejmpleja nie podpada czasem pod naruszenie własności intelektualnej?"

Mnie się pytasz, jak w linku masz wyraźne "depends"?
-
wo
2012/02/03 20:17:19
@kosmaty
"A czy piractwem jest linkowanie do nielegalnych materiałów video?
Na ten przykład takich:"

Głupi ludzie nie wiedzą, jak działa Youtube i z tej nie wiedzy rzeźbią coś, co im się wydaje argumentem.

"Zdaje się, że zgodnie z ACTA Twój blog mógłby zostać za to prewencyjnie ściągnięty"

Jeśli miałoby to wyeliminować piractwo w całości - pieprzyć mojego bloga.

"- czy jak palec mi się omsknie przy ustawianiu DVR żeby nagrał odcinek serialu z HBO i zamiast tego ściągnę z torrentów to piractwo? "

Tak, bo w torrentach nie można ściągać jednocześnie nie udostępniając.

"Nie do końca rozumiem powodów"

Skoro nie wiesz, jak działa Youtube to trudno, żebyś zrozumiał pojęcie obszaru eksploatacji.
-
2012/02/03 20:21:56
Chyba dwie notki wcześniej pojawiła się teza, że m.in. Amazon odniósł sukces ze względu na pojawienie się DMCA. Są jakieś analizy pokazujące ten związek przyczynowo-skutkowy? Wiadomo na przykład, jak szybko taka luka po piratach na rynku się a) pojawiła b) zapełniła legalnym obiegiem? Żeby nie było: ani nie powątpiewam, ani odwrotnie - po prostu pytam.
-
2012/02/03 20:28:03
Te, autor, risercz ziemkiewiczowski wpedzil cie w bledy merytoryczne. Nie jestem ani pracownkiem, ani szefem, ani w ogole nie jestem zwiazany z Centrum Cyfrowym Projekt:Polska. Moja fundacja nazywa sie Nowoczesna Polska i robimy rozne pozyteczne projekty, jak szkolna biblioteka internetowa i takie inne. Jak skonczymy sie pieprzyc z ksiegowoscia Apple, ktora nawet faktury z poprawnie wyliczonym VAT-em nie potrafi wystawic, to moze nawet wypuscimy Wolne Lektury na iBadziew. W kazdym razie z badaniem, poza tym ze je skomciowalem na fejsie, nie mam nic wspolnego. Popraw to, bo koledzy beda zazdrosni - oni tez chcieliby byc troche pohejtowani.
-
2012/02/03 21:01:14
@plasot
"Argument z "dema", ile ja się nasłuchałem, że skoro producent nie daje dema gry to sobie te demo wezmę z torrentów. A poczytać recki, pooglądać gejmpleje, popatrzeć u kumpli nie łaska?"

Oczywiście, nagminni piraci mają dużo wymówek, niemniej w tym przypadku są dosyć konkretne przesłanki merytoryczne.

Z gejpleja nie dowiesz się jak gra chodzi na twojej konkretnej konfiguracji, jak się czuje sterowanie, jak gra wygląda w pełnej rozdzielczości, recki to często bełkot i farmazon, nie każdy też ma kolege z milionem oryginalnych gier który lubi jak ciągle wpadasz. Owszem, twoja maszyna może spełniać wymagania, ale pecety to milion czynników które lubia się nawzajem bluskrinować. Brak dema jest też często świadomą strategią jeśli chodzi o tytuły AAA (odpowiednik hollywoodzkich blockbusterów) - łatwiej walnąc trochę kasy na markieting i nakręcanie hajpa niż zrobić porządny port.

Skonczenie dema wiele razy kończyło się u mnie reakcją "omg weźcie moje pieniądze!", trzema kliknięciami na Stimie i poczuciem winy z racji nieplanowanego wydatku. Jeśli takiej reakcji nie było, to mniej więcej po podobnej długości gry straciłbym zainteresowanie demem "nieoficjalnym". Sorki, ale jako konsument planujący wydać 130 pln na produkt, mam prawo go przez chwilę przetestować.
-
wo
2012/02/03 21:05:08
@rekrutacja
"ani w ogole nie jestem zwiazany z Centrum Cyfrowym Projekt:Polska"

E, stanowisz element kółka wzajemnego cytowania się - ciągle przecież czytam np. tekst Bendyka cytującego Ciebie cytującego Tarkowskiego (albo odwrotnie), a nie sugeruję innych związków.

"Moja fundacja nazywa sie Nowoczesna Polska"

I zresztą, jak wiadomo, zazdrośnie strzeżesz tego trademarka, niczym Disney Puchatka - nie pozwalając młodemu chłopcu z lubelskiej wsi założyć własnej organizacji o nazwie Nowoczesna Polska. Nowoczesne Polski patentują !!!

"W kazdym razie z badaniem, poza tym ze je skomciowalem na fejsie, nie mam nic wspolnego"

A to poprzednie z kolei komentowałeś w TOK FM, że obiektywne badania naukowców ponad wszelką wątpliwość udowodniły, że wszyscy piracą, a w dodatku piraci to elita (jakoś nie przejmując się logicznym wnioskiem, że wychodziłoby w takim razie, że wszyscy są elitą).
-
2012/02/03 21:06:23
@mat-44
w ich przypadku, najazd policji na akademik połączony z konfiskatą laptopa to kara wyższa niż zajęcie kilku bryk dotcoma.

Żeby go skonfiskować to najpierw trzeba coś na nim znaleźć, na zaszyfrowanym dysku jest to dość ciężkie.
-
2012/02/03 21:17:43
Twoja stara moze nie sugeruje, ale ty piszesz dosc jednoznacznie: "serdecznie kocham Centrum Cyfrowe Projekt Polska, będące częścią Fundacji Projekt Polska. Trudno ich nie lubić, skoro to bardzo sympatyczni ludzie, od Jarosława Lipszyca po Szymona Gutkowskiego". Moze gdybys napisal "i ich kolega Lipszyc" albo cos w tym stylu to moze nie byloby tak bez sensu, a tak to przyznaj sie po prostu ze ci sie popiorkowalo i popraw.
-
wo
2012/02/03 21:24:08
@rekrutacja
" Moze gdybys napisal "i ich kolega Lipszyc" albo cos w tym stylu to moze nie byloby tak bez sensu, a tak to przyznaj sie po prostu ze ci sie popiorkowalo i popraw."

Dlaczego? Szymon Gutkowski to też nie jest CCPP(bczFPP). Specjalnie rzuciłem szerokie spektrum wszystkich możliwych uczestników kolejnej konferencji pt. "Tarkowski & Lipszyc featuring Bendyk & Vagla".
-
wo
2012/02/03 21:26:54
@pentaprism
"Żeby go skonfiskować to najpierw trzeba coś na nim znaleźć, na zaszyfrowanym dysku jest to dość ciężkie"

Żeby znaleźć, trzeba szukać. Żeby szukać, trzeba zabezpieczyć jako dowód w sprawie (zapewne kolega mat zrobił taki skrót myślowy i nazwał to konfiskatą).
-
2012/02/03 22:07:42
trzeba zabezpieczyć jako dowód w sprawie (zapewne kolega mat zrobił taki skrót myślowy i nazwał to konfiskatą).

Są sposoby i narzędzia, że nie pozbawiać użytkownika sprzętu (i dostępu do jego danych) na wiele miesięcy, ale taka troska o obywatela to nie w tych instytucjach.
-
2012/02/03 22:30:36
@kosm.aty
"Zdaje się, że zgodnie z ACTA"

Zdaje Ci się. Postaraj się kiedyś zrobić krok z miejskich legend do rzeczywistości, zaczynając od dyskusji parę notek temu.
-
2012/02/03 22:48:40
@wo
Żeby znaleźć, trzeba szukać. Żeby szukać, trzeba zabezpieczyć jako dowód w sprawie (zapewne kolega mat zrobił taki skrót myślowy i nazwał to konfiskatą).

To taki nowy, pozasądowy sposób karania obywatela? Bo biorąc pod uwagę, że policja czasami zatrzymuje wszystkie kompy z danego pokoju w akademiku na dość długi okres czasu, to określenie takie dość dobrze pasuje do tej sytuacji.
Nie mówiąc już o tym, że zabezpieczenie całego kompa jako dowód rzeczowy w takiej sprawie, ciężko uzasadnić jest potrzebą zabezpieczenia dowodów.

Głupi ludzie nie wiedzą, jak działa Youtube i z tej nie wiedzy rzeźbią coś, co im się wydaje argumentem.

To czym się różni youtube od takiego rapida? Na obu serwerach znajdują się petabajty danych o wątpliwym statusie prawnym. Obie firmy kasują lewe pliki na życzenie właścicieli praw autorskich.
-
wo
2012/02/03 22:53:31
@pentaprism
"To taki nowy, pozasądowy sposób karania obywatela?"

Eee, jaki tam nowy. Samo uczestniczenie w postępowaniu karnym to już jest dla obywatela kara. Tak to niestety działa.

"To czym się różni youtube od takiego rapida? Na obu serwerach znajdują się petabajty danych o wątpliwym statusie prawnym. Obie firmy kasują lewe pliki na życzenie właścicieli praw autorskich."

...w odróżnieniu od chomika i Megaupload. Czy ja pisałem coś o postulacie pierdlizacji CEO Rapidshare?
-
2012/02/03 23:38:31
@wo
"...w odróżnieniu od chomika i Megaupload. Czy ja pisałem coś o postulacie pierdlizacji CEO Rapidshare?"

Zaraz, uważasz, że Rapidshare to coś innego niż Megaupload? Toż to dokładnie to samo i do tego samego służy, tylko jedni sciemniają lepiej a drudzy gorzej. Między innymi po to była, w zamyśle, SOPA, by sobie nuknąć dostęp do takiego rapida w USA bez potrzeby bawienia się z ich prawnikami w ciuciubabke.
-
wo
2012/02/03 23:49:05
@grenade
"Toż to dokładnie to samo i do tego samego służy, tylko jedni sciemniają lepiej a drudzy gorzej"

Różnicę między legalnym a nielegalnym można definiować nawet tak, że chodzi o to, czy się lepiej czy gorzej ściemnia.

"bez potrzeby bawienia się z ich prawnikami w ciuciubabke."

"DMCA takedown notice" nie wysyłasz do prawnika.
-
2012/02/03 23:50:40
@mem48
"Tyle że Polak jednak ma argumenty - "skoro traktujecie mnie jak konsumenta drugiej kategorii, to mam was gdzieś"."

Też tak myślałem do niedawna. Dopóki nie zapragnąłem kupić za dolary ebuka dolarowego autora. I okazało się, że frajerscy Amerykanie też należą do drugiej kategorii, bo nie było w sprzedaży.
-
wo
2012/02/04 00:00:22
@naturalucka
"Też tak myślałem do niedawna. Dopóki nie zapragnąłem kupić za dolary ebuka dolarowego autora. I okazało się, że frajerscy Amerykanie też należą do drugiej kategorii, bo nie było w sprzedaży"

A ile fajnych remiksów jest tylko w brytyjskim iTunes (a w amerykańskim tylko podstawowa wersja).
-
2012/02/04 01:46:06
@wo
"Witamy w świecie ludzi dorosłych."

IMHO wyrażanie frustracji jest dorosłym i skutecznym sposobem oddziaływania na rynek. Między innymi dlatego, że daje potencjalnym sprzedawcom szansę na uświadomienie sobie istnienia popytu na określone produkty.

Lobby Biuściastych nie zmieniło rynku polskiej bielizny siedząc i martwiąc się po cichu, tylko głośno namawiając sklepy do rozszerzenia rozmiarówki.

Chyba że masz jakiś lepszy pomysł np na umożliwienie kupowania pojedynczych piosenek osobom, które mają inny niż Ty gust muzyczny?
-
2012/02/04 02:23:22
@wo:
"O ile piractwo to pojęcie stosunkowo klarowne (chodzi o naruszanie własności intelektualnej)"

Klarowne? A mógłyś, proszę, napisać co przez to rozumiesz? Czy można "naruszyć własność intelektualną" nie łamiąc prawa? Czy piractwem jest zgrywanie filmów z dysku od znajomych? Ściąganie za opłatą z chomika, megauploadu czy rapidshara? Moim zdaniem właśnie określenie nieformalny obieg lepiej opisuje zjawisko pozyskiwania treści bez błogosławieństwa ich 'właścicieli' niż lokalna i zmienna w czasie legalność.

(dokręcenie śruby i dalsza kryminalizacja )
"Dlaczego? Są absolutnie sensowne i jestem za."
"Jeśli miałoby to wyeliminować piractwo w całości - pieprzyć mojego bloga."

Problem w tym, że uszczelnienie i egzekwowanie prawa, tak aby "wyeliminować piractwo w całości" spieprzyłoby wiele innych fajnych rzeczy i wymagałoby poważnego ograniczenia istniejących praw konsumentów (wymiana pomiędzy znajomymi, posiadanie nieoryginalnych kopii). Jeśli takie zmiany będą dokonywane powoli to pojawią się nowe metody ich obejścia (napster, p2p, rapidshare, p2m, sieci oparte na społecznościach, szyfrowanie danych), jeśli będą wprowadzane gwałtownie to spowodują gwałtowne protesty.
-
2012/02/04 02:32:58
@wo
"Trafna uwaga. Wycofuję swój postulat konfiskowania studentom cadillaków."

Z chęcią się dowiem, jak Pan widzi np. studiowanie budownictwa bez możliwości kserowania/ściągania norm potrzebnych do projektowania (zakładamy, że studenci nie są z tak bogatych rodzin, że mają do dyspozycji kilka tysięcy na miesiąc). Aby nie było wątpliwości, że sytuacja jest wyssana z palca, poniżej potrzebne materiały (bez podręczników) dla 5. semestru Politechniki Wrocławskiej (studentów kierunku ok. 2000, w bibliotece dwie kopie każdej normy):

PN-EN 1990:2004 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1991-1-1:2004 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1991-1-3:2005 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1991-1-4:2008, PN-EN 1991-1-7:2008 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1992-1-1:2008 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1992-1-2:2008 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1993-1-1:2006 wraz z aktualizacjami, 1993-1-5:2008 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1993-1-8:2006 wraz z aktualizacjami, PN-EN 1997-1:2008 wraz z aktualizacjami, 1997-2:2009 (i tu aktualizacji płatnych nie ma).

Cena powyższych pozycji (w najtańszej opcji jako pdf):
2137,1 zł, czyli około 3 miesięcy życia przeciętnego studenta.

Ceny można sprawdzić w oficjalnym sklepie Polskiego Komitetu Normalizacyjnego:
sklep.pkn.pl/

Może zacznijmy od dyskusji z nimi, żeby udostępniali uczelniom wersje darmowe norm, chociaż do bibliotek?
-
2012/02/04 02:44:53
@nonamenoneed
"Postaraj się kiedyś zrobić krok z miejskich legend do rzeczywistości, zaczynając od dyskusji parę notek temu."

Sorki za odgrzewanie tego starego kotleta, ale chętnie wróciłabym jeszcze raz do paru spraw, a w tym do sprawy przekazywania danych abonentów. Kilka dni temu odbyłam dyskusję z doktorantką prawa, zresztą zajmującą się własnością intelektualną, która bardzo przekonywała mnie, że ACTA zagraża wolności słowa, ale na pytanie, którym artykułem i w jaki sposób, nabrała wody w usta. Nie wiem dlaczego - najważniejsze, że nadal nie dowiedziałam się, czemu ludzie tak się zafiksowali na tej wolności słowa (poza tym, że nieźle brzmi) i co takiego widzą w tej umowie, czego mi nie mówią. Dla potrzeb researchu zakładam foliowy kapelusik:

Art. 27 ust. 4 ACTA stanowi, że:

"Strona może, zgodnie ze swoimi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, zapewnić swoim właściwym organom prawo do wydania dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, którego konto zostało użyte do domniemanego naruszenia".

I to chyba jest główne źródło psychozy, że rząd zacznie inwigilować, bo ten przepis "daje dużą wolność interpretacji i praktyczną możliwość przekazywania informacji o każdym obywatelu" (z wywiadu ze Zdrojewskim - to akurat redaktor onetu). Wiem, że tam stoi wyraźnie "zgodnie ze swoimi przepisami", ale najbliższy analogiczny przepis to chyba art. 80 ust. 3 ustawy o prawie autorskim, gdzie mówi się o możliwości zobowiązania przez sąd "innej niż naruszający osoby do udzielenia informacji [...] o pochodzeniu, sieciach dystrybucji, ilości i cenie towarów lub usług naruszających autorskie prawa majątkowe". I, o ile dobrze rozumiem, nie zobowiązuje on do przekazywania danych osobowych osób podejrzanych o naruszenie.

Z drugiej strony: czy prawo już w tej chwili nie nakłada na usługodawców obowiązku udostępnienia tych danych właściwym organom w przypadkach uzasadnionego podejrzenia o popełnieniu przestępstwa? (nie wiem, na mocy art. 43 ust. 2 Ustawy o ochronie danych osobowych - "jest to niezbędne dla zrealizowania uprawnienia lub spełnienia obowiązku wynikającego z przepisu prawa"?) W każdym razie większość serwisów internetowych zastrzega w regulaminie, że w przypadku podejrzenia popełnienia przestępstwa może udostępnić dane użytkownika odpowiednim organom po otrzymaniu nakazu, blablala, i wariacje na temat.

Z trzeciej strony: Zdrojewski bardzo się tłumaczył i zarzekał, że "rząd nie będzie inwigilował internautów", ale jak właściwie miałby to robić? Tzn. czy organy państwowe mogą inwigilować kogokolwiek (jak rozumiem - tak rutynowo, na wszelki wypadek), nie łamiąc istniejącego prawa, i co im to daje, jeśli większość tych przestępstw nie jest publicznoskargowa? Serio, chciałabym położyć tę sprawę do łóżka. Dziennikarz wyprowadził sobie tę inwigilację z art. 27, no ale już trącał to pies.

Z opinii GIODO wynika, że najbardziej obawiają się utworzenia nieoficjalnego obiegu danych na temat naruszeń, samowolki podmiotów prywatnych i zbyt daleko idącej interpretacji umowy. Tu się trochę zgodzę, że niedoprecyzowane pojęcia mogą być niebezpieczne - nadgorliwi posiadacze praw mogą skrzywdzić sporo osób, zanim się im wytłumaczy, że póki co to prawo jest prawem, a nie ich interpretacja ACTA. Obawy GIODO wydają mi się w sumie najsensowniejsze i nieźle umocowane, chociaż w opinii z 23.01 jest też krytyka fragmentu o "przekazywaniu informacji o przypadkach naruszeń", rzekomo sprzecznego z ustawą o ochronie danych osobowych, najwyraźniej wziętego z jakiejś wcześniejszej wersji.
-
wo
2012/02/04 08:04:10
@lapacz
"Czy można "naruszyć własność intelektualną" nie łamiąc prawa?"

Nie.

"spieprzyłoby wiele innych fajnych rzeczy"

Pewnie żadnej takiej, której naprawdę miałbym żałować.

@rotaiv
" Aby nie było wątpliwości, że sytuacja jest wyssana z palca, "

Sytuacja jest wyssana z palca, bo instytucje oświatowe i naukowe mają swoje kodeksowe wyjątki, znacznie poszerzające zakres dozwolonego użytku.

"Może zacznijmy od dyskusji z nimi, żeby udostępniali uczelniom wersje darmowe norm, chociaż do bibliotek?"

Jeśli jeszcze nie zaczęliście, to jestem zdziwiony tym bardziej, że wynikałoby to z istniejącego od dawna prawa.
-
2012/02/04 09:19:18
Chyba bardziej opłaca się udostępnić za darmo albo tanio swój program studentowi, który i tak nie zapłaci pełnej ceny, żeby w efekcie uzależnić go od konkretnego programu.
student.lex.pl/logowanie-lex-dla-studenta
-
wo
2012/02/04 10:43:09
@magdalena
"IMHO wyrażanie frustracji jest dorosłym i skutecznym sposobem oddziaływania na rynek"

IMHO nie.

"Między innymi dlatego, że daje potencjalnym sprzedawcom szansę na uświadomienie sobie istnienia popytu na określone produkty. "

Przecież oni to wiedzą.

"Lobby Biuściastych nie zmieniło rynku polskiej bielizny siedząc i martwiąc się po cichu, tylko głośno namawiając sklepy do rozszerzenia rozmiarówki. "

A zmieniło? Da się jakoś uzasadnić tezę, że rynek zmienił się z powodu narzekania w internecie?

"Chyba bardziej opłaca się udostępnić za darmo albo tanio swój program studentowi, który i tak nie zapłaci pełnej ceny, żeby w efekcie uzależnić go od konkretnego programu. "

No jasne, stąd np. te wszystkie licencje edukacyjne.
-
2012/02/04 11:09:44
@magdalaena1977
"Chyba bardziej opłaca się udostępnić za darmo albo tanio swój program studentowi, który i tak nie zapłaci pełnej ceny, żeby w efekcie uzależnić go od konkretnego programu."

Jasne, studenci powinni mieć dostęp do niezbędnego oprogramowania. Ale powinna im to zapewnić uczelnia. Dobre uczelnie powinny zapewnić dostęp do kilku konkurencyjnych programów. Właśnie dlatego, żeby studenci się nie uzależniali, bo uzależnienia to nic dobrego. No to sobie pomarzyłem...
-
2012/02/04 11:18:06
@ wo
"Przecież oni to wiedzą"

No właśnie nie jestem pewna. Zdarzało mi się czytać wypowiedzi wydawców, którzy byli przekonani, że wypuszczając jednego e-booka do sieci, stracą szansę na sprzedanie następnych, bo wszyscy sobie ściągną z chomika.

"A zmieniło? Da się jakoś uzasadnić tezę, że rynek zmienił się z powodu narzekania w internecie?"

W ciągu kilku lat rynek zmienił się radykalnie i nie znam osoby, która kwestionowałaby fakt, że zmiana została spowodowana działalnością Lobby. Vide:
wiadomosci.wp.pl/title,Nabite-w-75-B,wid,14224345,wiadomosc.html
-
wo
2012/02/04 11:21:13
@magdalena
"Zdarzało mi się czytać wypowiedzi wydawców, którzy byli przekonani, że wypuszczając jednego e-booka do sieci, stracą szansę na sprzedanie następnych, bo wszyscy sobie ściągną z chomika. "

Bardzo słusznie. Jeśli wypuszczą kompletnie niezabezpieczony PDF/ePUB, sprzedaż będzie katastrofalnie niska.

"W ciągu kilku lat rynek zmienił się radykalnie i nie znam osoby, która kwestionowałaby fakt, że zmiana została spowodowana działalnością Lobby."

No weź przestań, rynek się zmienil radykalnie, bo w ogóle wszystko się zmieniło w ostatniej dekadzie przede wszystkim razem z wejściem do unii. To nie dotyczy tylko staników.
-
2012/02/04 11:23:29
A tu cała seria restauracji, które udało się namówić do wprowadzenia bezglutenowego menu:
www.menubezglutenu.pl/lvegemiastokal/green-peas-warszawa

A jeszcze kilka lat temu w całej Polsce nie było ANI JEDNEJ knajpy z jedzeniem dla celiaków.
-
wo
2012/02/04 11:28:20
@magdalena
"A jeszcze kilka lat temu w całej Polsce nie było ANI JEDNEJ knajpy z jedzeniem dla celiaków"

Jeszcze kilka lat temu w całej Polsce nie było czegoś takiego, jak hotel na szczycie góry - i w poszukiwaniu tej perwersyjnej radości, że się człowiek od razu budzi z zabójczym widokiem, musiałem jechać co najmniej na Słowację. I też narzekałem na ten brak w internecie. Ale nie uważam, że moje narzekanie sprawiło, że pojawiła się nasza oferta. Po prostu stajemy się coraz zamożniejszym społeczeństwem, więc opłaca nam się dogadzać na różne sposoby, żeby się dorwać do naszych portfeli.
-
2012/02/04 11:52:43
@wo
Z obowiązującego prawa wynika uprawnienie do kopiowania fragmentów utworów bez ograniczeń ilościowych na potrzeby edukacyjne (art. 27). Całe utwory można kopiować tylko dla uzupełnienia, zachowania i ochrony zbiorów (art. 28). Więc obecnie można przygotowywać bryki z wyciągami z poszczególnych norm, ale całe już nie. Inna sprawa, że raczej studenci nie muszą znać tych dokumentów w całości.

Na marginesie dodam, że akurat objęcie prawami autorskimi norm to rzadki przykład bubla legislacyjnego. Normy są elementem prawa, odsylaja do nich np. przepisy budowlane. W rezultacie przyjętego rozwiązania nie da się za darmo poznać treści obowiązujących w danej dziedzinie regulacji.
-
wo
2012/02/04 12:07:34
@plopli
"Na marginesie dodam, że akurat objęcie prawami autorskimi norm to rzadki przykład bubla legislacyjnego"

Zgoda - i w tej kwestii cała ekipa Lipszyc, Vagla, Tarkowski (and friends) mogą liczyć na moje poparcie. Akty prawne powinny być publicznie dostępne. Zgadzam się także, że publiczne pieniądze powinny iść na kulturę tylko z zastrzeżeniem, że rezultaty będą publikowane w otwartych formatach - któraś z tych Polsk Jakiśtam wysunęła taki postulat, zgodny z moim poczuciem sprawiedliwości.
-
2012/02/04 12:25:39
@WO

"Da się jakoś uzasadnić tezę, że rynek zmienił się z powodu narzekania w internecie?"

Dwa lata męczyłem się z jakimś durnym SwirlyMMS na ajfonie. Co jeśli nie narzekania w internecie skłoniło Jobsa do zmiany durnego przekonania, że MMS-y to ślepa uliczka i maile powinny je zastąpić? Dodam, że ten format wiadomości był szeroko stosowany na długo przed pojawieniem się pierwszego ajfona.
-
wo
2012/02/04 12:31:58
@krissto
"Co jeśli nie narzekania w internecie skłoniło Jobsa do zmiany durnego przekonania, że MMS-y to ślepa uliczka i maile powinny je zastąpić?"

Hipoteza, jakoby Jobs w ogóle brał pod uwagę "narzekania w internecie" jest sprzeczna z wszystkim co czytałem na temat metod działania Jobsa i kryteriów podejmowania decyzji przez niego.
-
2012/02/04 12:36:29
@WO

"Hipoteza, jakoby Jobs w ogóle brał pod uwagę "narzekania w internecie" jest sprzeczna z wszystkim co czytałem na temat metod działania Jobsa i kryteriów podejmowania decyzji przez niego."

Myślę, że znacznie bardziej prawdopodobna niż to, że uznał iż się pomylił.
Bo jednak jakaś przyczyna tak poważnej zmiany być musiała.
-
wo
2012/02/04 12:42:26
@krissto
"Bo jednak jakaś przyczyna tak poważnej zmiany być musiała"

To nie Android, to iOS. Tutaj "poważna zmiana" systemu to taka funkcja jak Siri. MMSy się pojawiły między którąś tam a którąś tam - nie wiem między którą, a którą, bo już w pierwszych jakie się pojawiły normalnie na polskim rynku, były MMSy. Po prostu pierwsza wersja systemu miała absolutne minimum najpotrzebniejszych funkcji, a potem stopniowo dodawano kolejne.

-
2012/02/04 13:08:08
@wo
"Skoro nie wiesz, jak działa Youtube to trudno, żebyś zrozumiał pojęcie obszaru eksploatacji."

To fascynujące, że jest obszar eksploatacji. Pytanie tylko dlaczego? Jaki jest sens, żeby EMI zablokowało w danym kraju ten teledysk? To nie regionalizacja wydań DVD, po to żeby nie trafiły do nas przed premiera kinową. To jest teledysk, który jest dostępny za free.

@plasot
"Mnie się pytasz, jak w linku masz wyraźne "depends"?"
A także:
"If you want to be safe, don't upload anything containing game play at all."
I chyba o to chodzi. Może i będzie to legalne, ale problemy związane z udowadnianiem, że nie jest się wielbłądem mają być tak dotkliwe po nadaniu dodatkowych uprawnień właścicielom intelektualnych praw majątkowych, że lepiej się nie wychylać. Szczególnie z niepochlebną recenzją popartą gameplayem.
W Wybroczej był podany przykład, że Warner Bros ściągną fan page Harrego Pottera i jedyne co skłoniło ich do wycofania się z tego to PR disaster. I jeśli PR disaster ma być tym, co stoi między możliwością cytatu i "fair use", a zadreptaniem przez duże medialne korpo całej twórczości, która nie przynosi im zysku, to czarno to widzę. Możliwość zrobienia legalnego backupu w USA już przepadła. Przyjdzie kolej i na dalsze ograniczanie "fair use".

@wo
"Różnicę między legalnym a nielegalnym można definiować nawet tak, że chodzi o to, czy się lepiej czy gorzej ściemnia."

Przyjdzie i czas również na tych co lepiej ściemniają. Bo niby czemu by nie, jeśli corpo dostaną niezły bat? Co za różnica czy ktoś wrzuci film na rapida, albo teledysk na Youtuba lub torrenta, a ktoś inny to zalinkuje. To jest naruszenie praw autorskich i tyle. Chyba, że przejdziemy an wyższy poziom abstrakcji i zaczniemy definiować co jest jumaniem, a co nie jest.
-
wo
2012/02/04 13:14:13
@kosmaty
"Pytanie tylko dlaczego?"

Bo tak zapisano w odpowiednich ustawach. I nie, nie wystarczy ich po prostu zmienić, bo problem będzie trwać aż do 70 lat po śmierci ostatniego żyjącego dziś twórcy.

"Jaki jest sens, żeby EMI zablokowało w danym kraju ten teledysk?"

Taki, że nie ma praw na ten kraj.

"To jest teledysk, który jest dostępny za free. "

Nie za free, tylko za obejrzenie reklamy - przy czym EMI dostanie od Youtube swoją działkę za reklamy sprzedane w Polsce. W przypadku, który opisujesz, EMI zapewne po prostu nie kupiło praw do zarabiania na pokazywaniu tego teledysku w Polsce. Tough luck, kiddo. Se oglądaj co innego.

"Możliwość zrobienia legalnego backupu w USA już przepadła."

W sensie, wyłączyli te wszystkie legalnie dostępne chmury z oferty Google, Apple i Microsoftu?

"Przyjdzie i czas również na tych co lepiej ściemniają"

Najpóźniej wtedy, gdy Słońce się przekształci w czerwonego olbrzyma. Wylecisz stąd, jeśli będziesz pisał tak głupio i nudno.

"Chyba, że przejdziemy an wyższy poziom abstrakcji i zaczniemy definiować co jest jumaniem, a co nie jest"

Nic z tego co dotąd napisałeś nie wskazuje, żebyś mial dosć kompetencji do trzymania się nawet obecnego poziomu abstrakcji. Więc już raczej nigdzie nie podskakuj, tylko staraj się nadążać.
-
2012/02/04 13:28:12
@kosm.aty "I chyba o to chodzi. Może i będzie to legalne, ale problemy związane z udowadnianiem, że nie jest się wielbłądem mają być tak dotkliwe po nadaniu dodatkowych uprawnień właścicielom intelektualnych praw majątkowych, że lepiej się nie wychylać."

Wychodzę z założenia, ze jak coś jest nielegalne to jutube to zetnie szybciej niż się zbuforuje.
-
wo
2012/02/04 13:33:23
@hansolo
"Wychodzę z założenia, ze jak coś jest nielegalne to jutube to zetnie szybciej niż się zbuforuje"

Egzaktly. Kolega Kosmaty uparcie łączy w jednym ciągu myślowym dozwolony użytek i uploadowanie, czyli wprowadzanie do rozpowszechniania - a to po prostu dwie różne bajki. Co pokazuje, że albo kieruje się intencją tworzenia propagandy w złej wierze, albo przerasta go zrozumienie różnicy.
-
2012/02/04 13:40:50
Ukłony uniżone, miłym dysputantom i władcy bloga.
Mam taką prośbę do osób zadających w dyskusjach pytania typu "czy jeżeli zgram coś od kogoś, to jestem piratem" o przeczytanie disclaimerów na dobrach, które nabywają, lub które uzyskują od nabywcy. Kupując CD zawierasz umowę, która precyzuje, co możesz z owym CD zrobić, częściej zresztą, czego nie możesz zrobić. I to w zasadzie definiuje, czy jesteś złodziejaszkiem, czy paserem. Ponadto, tłumaczenie: "nie wiedziałem, że to na chomikach jest spiracone" nie ma sensu, bo ignorantia iuris nocet. Wyłączeniem jest casus dobrej wiary, który jednak wymaga dowodu i wyłącza odpowiedzialność karną, ale cywilnej, to już (chyba) nie.
-
2012/02/04 13:44:33
Argument z "dema" w kontekście książek.
Jeśli dowiaduję się o czymś co może mnie interesować, szukam najpierw w sieci oficjalnej próbki. Wzorowo postępuje Jacek Dukaj, publikując obszerne framenty, które dają pojęcie o całości (dlatego na półce za mną stoi w papierze wszystko co napisał, tuż obok Lema). Jeśli książka jest fizycznie w empiku, poświęcę te pół godziny na przeczytanie kawałka. Do biblioteki też zaglądam, ale rzadko, bo tam generalnie bida, zwłaszcza z nowościami. Jeśli nie uda się legalnie, to owszem, spiracę, przeczytam kawałek (kilka stron pozwala ocenić styl, kilkadziesiąt - inne walory), i jeśli się spodoba to kupię, ale przeważnie - wywalę do kosza, po góra 10 stronach. Jeśli by zdefiniować piractwo jako nielegalne ściągnięcie i skonsumowanie treści w całości bądź większości, to już nie pamiętam, kiedy byłem piratem.

Gdyby wydanie elektroniczne kosztowało 2, 3 no max. 5 zł (odpowiedni model biznesowy), albo gdyby wszyscy postępowali jak Dukaj, temat by dla nie nie istniał.
Pewne jest tylko że nie zainwestuję kilkudziesięciu zł w nieznanego mi autora.
Nie stać mnie na kupienie 10 książek za kilkaset zł, żeby trafić na jedną dobrą.
-
2012/02/04 13:45:40
@pzgr

"Kupując CD zawierasz umowę, która precyzuje, co możesz z owym CD zrobić, częściej zresztą, czego nie możesz zrobić. I to w zasadzie definiuje, czy jesteś złodziejaszkiem, czy paserem."

Przecież o ile wiem umowa nie unieważnia innych praw, więc to tak prosto nie działa.
-
2012/02/04 13:47:19
Zgadzam się także, że publiczne pieniądze
powinny iść na kulturę tylko z zastrzeżeniem, że rezultaty będą
publikowane w otwartych formatach" - chcesz zamordować NCK!
-
2012/02/04 15:15:19
@wo
"IMHO wyrażanie frustracji jest dorosłym i skutecznym sposobem oddziaływania na rynek"
IMHO nie.

Oczywiście że to ważny kanał. Dziś sobota, a ja siedzę nad pewnymi zmianami, które są reakcją na frustracje wyrażane przez klientów. Wsluchiwanie się i reagowanie na tego typu sygnały jest nawet zapisane w moich stałych celach podlegających ocenie kwartalnej. Płacą mi za to.
-
wo
2012/02/04 15:20:52
@kubawu
"Oczywiście że to ważny kanał. Dziś sobota, a ja siedzę nad pewnymi zmianami, które są reakcją na frustracje wyrażane przez klientów. Wsluchiwanie się i reagowanie na tego typu sygnały jest nawet zapisane w moich stałych celach podlegających ocenie kwartalnej. Płacą mi za to."

Jeśli pracujesz dla Fuji Heavy Industries to przekaż mi moją frustrację, że kiedyś alufelgi i lakierowane zderzaki były płatną opcją, a jak teraz kupowalem, to już nie mogłem bez. A jednocześnie jakieś idiotyczne oszczędności, że kieszeń jest tylko na jednym fotelu (dopłaciłbym za drugą). Jakie są techniczne ograniczenia uniemożliwiające dodania drugiej kieszeni ??? Domagam się nielakierowanych zderzaków !!!
-
2012/02/04 15:33:07
@wo
Bardzo słusznie. Jeśli wypuszczą kompletnie niezabezpieczony PDF/ePUB, sprzedaż będzie katastrofalnie niska.

Que? To na serio czy nie wykryłem sarkazmu?

Nikt sie już nie łudzi, że DRM stopuje piractwo, ale w niektórych mediach - na przykład w grach - potrafi je czasem odrobine utrudnić/spowolnić. W przypadku medium czysto tekstowego "ripowanie" ebuka sprowadza sie, z tego co wiem, do kliknięcia raz na piratenappza przez dowolnego użytkownika który umie googla.
-
wo
2012/02/04 15:35:13
@grenade
" W przypadku medium czysto tekstowego "ripowanie" ebuka sprowadza sie, z tego co wiem, do kliknięcia raz na piratenappza przez dowolnego użytkownika który umie googla"

Należy więc kompinować tak, żeby ebook nie był medium "czysto tekstowym".
-
2012/02/04 15:51:37
@self

Jeszcze jedna sprawa, do której poprzednio się już nie odniosłam, bo była trzecia w nocy.

RPO pochyliła się nad losem dzieciaków z facebooka, dla których brak możliwości postowania linków do ulubionych piosenek i zdjęć to byłoby jak "amputacja osobowości" - powiedzmy, że takie utrudnienie w wyrażaniu swoich poglądów od bidy trochę zahacza o kwestię wolności słowa. Ale znowuż to, co robią te dzieciaki, już teraz, w świetle obecnych przepisów podpada pod naruszenie copyrightów. Co tu zrobić, żeby nie utrudniać życia tym biednym nastolatkom, które już teraz mają do szkoły pod górę w obie strony - pewnie można, tak jak obecnie, nie ścigać ich za duperele, co byłoby spójne z art. 2 ust. 1 ACTA:

"Każdej Stronie pozostawia się swobodę określenia właściwego sposobu wprowadzania w życie postanowień niniejszej Umowy w ramach własnego systemu prawnego
i praktyki."

i art. 6 ust. 3:

"Przy wprowadzaniu w życie postanowień niniejszego rozdziału każda Strona uwzględnia potrzebę zachowania proporcji między wagą naruszenia, interesami
stron trzecich i mającymi zastosowanie środkami, środkami zaradczymi i karami."

Dlatego nie bardzo kupuję argument Danielewskiego, że: "Podpisanie przez rząd ACTA będzie tej [wstydliwej] umowy [społecznej] spektakularnym wypowiedzeniem."
-
2012/02/04 16:12:30
@carstein
"bardzo chciał oglądać *płacąc* The Big Bang Theory"
Ale to nie jest tak, że skoro prawa do Polski kupił jakiś TVN albo Polsat, to nie zastrzegli sobie w umowie, że nie życzą sobie aby były inne modele (inc. iTunes) dystrybucji w PL do czasu wyczerpania przez nich tematu? Ja nawet sobie gdybam, że takie zastrzeżenie jest jakby z deafultu, bo nie widziałem nigdy sytuacji, gdy dwie konkurencyjne stacje puszczały ten sam, nowy serial.
-
2012/02/04 16:42:09
@wo
"Domagam się nielakierowanych zderzaków !!!"
Ja też. Może gdybyśmy skierowali te żale we właściwą stronę, no i gdyby było nas dużo? Tylko że przy skali FHI będzie trudno :) Ale w firmie wielkości tej "mojej" (średni korp), czy np. takiej od importu staników, może się udać.
-
2012/02/04 17:34:17
@wojtekrr
Przecież o ile wiem umowa nie unieważnia innych praw, więc to tak prosto nie działa.

Nie rozumiem tej uwagi - zawierasz umowę=dobrowolne zobowiązanie, zatem jesteś zobligowany do jej przestrzegania. Mówiąc prosto, kupujesz dvd do użytku domowego, lub do użytku publicznego (drożej, co czynisz odprowadzając tzw. ZAiKS), kupujesz od Gatesa office na 1 stanowisko, albo na milion stanowisk (drożej). Chcesz być dystrybutorem - zawierasz umowę przedstawicielską i sprzedajesz bogatym/rozdajesz dobro ubogim.
To naprawdę jest takie proste.
@wo
w sprawie zderzaków: taki już los niszowców - najwyraźniej miłośnicy fudżimobilów częściej wybierają lakierowane, więc zostaje Ci kontakt z niszowymi tunerami lub zmiana marki na znak protestu.
-
2012/02/04 17:40:40
@pzgr
"Mam taką prośbę do osób zadających w dyskusjach pytania typu "czy jeżeli zgram coś od kogoś, to jestem piratem" o przeczytanie disclaimerów na dobrach, które nabywają, lub które uzyskują od nabywcy. Kupując CD zawierasz umowę, która precyzuje, co możesz z owym CD zrobić, częściej zresztą, czego nie możesz zrobić. I to w zasadzie definiuje, czy jesteś złodziejaszkiem, czy paserem."

G... prawda. Kupując CD/książkę nie zawierasz umowy z nikim innym niż ze sklepem, który Ci tą płytę/książkę sprzedał. A to co możesz z nią zrobić reguluje ustawa z dnia 4 lutego 1994 r.
A to, że na książce napisano "kserowanie zabronione" wcale nie oznacza, że nie możesz jej skopiować i wręczyć kopię twojej starej. Podobnie z CD z muzyką.
Co do programów komputerowych można mniej, ale to co można jest jasno opisane w ustawie. A umowę z producentem programu zawierasz też nie w chwili zapłaty za towar w sklepie, tylko w chwili, w której klikniesz na "akceptuję warunki licencji".
-
2012/02/04 17:53:43
@bballman
Kwiatek prawda.
Masz disclaimer? Masz. Zawierasz umowę? Zawierasz.
Problem chyba polega na tym, że do Sz. Państwa Protesterów nie dociera fakt, że można się zobowiązać do czegoś bardziej restrykcyjnego niż rzeczona ustawa, co nosi staromodną nazwę uczciwości.
-
wo
2012/02/04 17:55:28
@pzgr
" Zawierasz umowę? Zawierasz."

Ale wiesz, że jakbym z kimś zawarł umowę o oddaniu się w niewolę seksualną, miałbyś średnie szansę na egzekwowanie jej sądowo?
-
2012/02/04 17:57:35
@WO

"MMSy się pojawiły między którąś tam a którąś tam - nie wiem między którą, a którą, bo już w pierwszych jakie się pojawiły normalnie na polskim rynku, były MMSy."

Nie, nie było.
Wiem, że to w kwestii tego wątku nieistotne co i jak było wprowadzone w iOS. Ale akurat miałem ajfona 3G i dopiero po aktualizacji do wersji 3.0, która weszła z ajfonem 3Gs, dostaliśmy możliwość oficjalnego korzystania z MMS.
en.wikipedia.org/wiki/IOS_version_history
-
wo
2012/02/04 18:00:57
@kristo
"Nie, nie było.
Wiem, że to w kwestii tego wątku nieistotne co i jak było wprowadzone w iOS. Ale akurat miałem ajfona 3G i dopiero po aktualizacji do wersji 3.0, która weszła z ajfonem 3Gs, "

Były. Twój argument jest inwalidą, bo opiera się o kretyńskie założenie, że iPhone 3G był od pierwszego dnia sprzedaży iPhone 3G dostępny w Polsce. No więc nie był.
-
2012/02/04 18:05:09
@WO

"Były. Twój argument jest inwalidą, bo opiera się o kretyńskie założenie, że iPhone 3G był od pierwszego dnia sprzedaży iPhone 3G dostępny w Polsce. No więc nie był."

Polska premiera iPhone miała miejsce 22 sierpnia 2008 roku.
Wersja iOS 3.0 wprowadzająca MMS-y do systemu miała premierę 17 czerwca 2009 roku.
Takie jest moje kretyńskie założenie.
-
wo
2012/02/04 18:13:28
@krissto
"Takie jest moje kretyńskie założenie."

OK, przepraszam. Kompletnie w takim razie przegapiłem huczną premierę dostępności MMS na ajfonie, pewnie dlatego, że zawsze mi się to wydawało zagadnieniem wagi fasnastorzędnej.
-
2012/02/04 18:16:03
@wo
Ale wiesz, że jakbym z kimś zawarł umowę o oddaniu się w niewolę seksualną, miałbyś średnie szansę na egzekwowanie jej sądowo.
ten przykład jest inwalidą, sorki. piszesz o umowie niezgodnej z prawem - nieskutecznej z definicji.
rozważmy taki przypadek umowu INNEJ niż ogólne przepisy:
kodeks pracy pozwala na to, aby mój pracodawca kazał mi nosić ciężary do 25 kg.
jeżeli jednak podpiszę z nim umowę, w której ustalimy maksymalne obciążenie na 18 kg, to tyle właśnie może mi ów kapitalista złożyć na barki. A jak mi każe nosić 25 kg, to ogłoszę industrialną akcję i naskarżę do PIP-y.
-
2012/02/04 18:16:23
@pzgr

"Problem chyba polega na tym, że do Sz. Państwa Protesterów nie dociera fakt, że można się zobowiązać do czegoś bardziej restrykcyjnego niż rzeczona ustawa, co nosi staromodną nazwę uczciwości."

Chyba Cię pogięło. Jak kupuję towar w Polsce to obowiązuje mnie polskie prawo i sprzedawca/wytwórca nie może mnie pewnych praw pozbawić na mocy napisu na pudełku czy wywieszki w sklepie. Co to ma z uczciwością wspólnego?
-
2012/02/04 18:21:17
@WO

"OK, przepraszam."

Dziękuję.
-
wo
2012/02/04 18:24:13
@pzgr
"jeżeli jednak podpiszę z nim umowę, w której ustalimy maksymalne obciążenie na 18 kg, to tyle właśnie może mi ów kapitalista złożyć na barki. A jak mi każe nosić 25 kg, to ogłoszę industrialną akcję i naskarżę do PIP-y."

No więc prawo w takich sytuacjach jest asymetryczne, tzn. stara się chronić słabszego. Prawo autorskie jest pełne artykułów zapisanych przez ustawodawcę w szlachetnej intencji ochronienia autora przed nelubrykowanym fistingiem ze strony koncernu medialnego. Prawo pracy - analogicznie chroni pracownika przed nelubrykowanym fistingiem ze strony pracodawcy. "Ta asymetria nie służy konkurencyjności naszej gospodarki - ocenia Jeremi Mordasewicz" [1].

W każdym razie, to przeważnie działa tak, że rzeczywiście, jeśli silniejszy gracz (np. koncern medialny) dobrowolnie odda autorowi/pracownikowi/konsumentowi więcej, niż musiałby to zrobić ustawowo, to jest to egzekwowalne w sądzie. Jeśli zaś pojedzie w drugą stronę - np. trzymając się Twojej analogii, zapisze w umowie 30 kg - w sądzie nie ma szans.

[1] jeremimordasewiczocenia.tumblr.com #polecasie
-
2012/02/04 18:42:35
@jeremimordasewiczocenia.tumblr.com

Dzięki, kapitalne!

Na marginesie, zawsze mnie zastanawia, kiedy ci eksperci mają czas pracować.
-
wo
2012/02/04 18:52:52
@wojtekr
"Na marginesie, zawsze mnie zastanawia, kiedy ci eksperci mają czas pracować"

Jeremi Mordasewicz zasiada w radzie nadzorczej ZUS. Kto za to płaci? Pan płaci, pani płaci. I dlatego właśnie ja nie mam czasu, pan nie ma czasu, pani nie ma czasu. A Jeremi Mordasewicz ocenia.
-
2012/02/04 19:11:10
@pzgr
"Masz disclaimer? Masz. Zawierasz umowę? Zawierasz."

Art. 353.1. kc: "Strony zawierające umowę mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego".

Art. 58.1. kc: "Czynność prawna sprzeczna z ustawą albo mająca na celu obejście ustawy jest nieważna, chyba że właściwy przepis przewiduje inny skutek, w szczególności ten, iż na miejsce nieważnych postanowień czynności prawnej wchodzą odpowiednie przepisy ustawy.".

Czyli w przypadku próby wyłączenia w umowie możliwości eksploatacji dzieła w ramach dozwolonego użytku dochodziłoby do naruszenia art. 353.1. kc z sankcjami określonymi w art. 58 kc.

"do Sz. Państwa Protesterów nie dociera fakt, że można się zobowiązać do czegoś bardziej restrykcyjnego niż rzeczona ustawa, co nosi staromodną nazwę uczciwości."

Żadna staromodna uczciwość nie nakazuje akceptować postanowień umowy niezgodnych z prawem.
-
2012/02/04 20:09:22
@Krystyna.Ch
"Żadna staromodna uczciwość nie nakazuje akceptować postanowień umowy niezgodnych z prawem".
ale także nie zabrania przestrzegać własnych zobowiązań, co nie?
-
wo
2012/02/04 20:25:03
@pzgr
"ale także nie zabrania przestrzegać własnych zobowiązań, co nie?"

Jeśli pracodawca zażąda od Ciebie czegoś, czego nie ma prawa zażądać w świetle prawa pracy - to przestrzeganie takiej umowy nie jest uczciwością, tylko głupotą.
-
2012/02/04 20:34:01
@pzgr
Nie wiem, z jakiej choinki kolega się urwał, ale zawisnąć na nie musiał już dawno.

Dawno, dawno temu, w 2007 roku, UOKiK doszedł do wniosku, że okłamywanie nabywców płyt co do zakresu ich uprawnień wynikających z przepisów o dozwolonym użytku jest niehalo.

Nie zastanawiał się nawet przez chwilę, czy kretynizm "wszelkie prawa zastrzeżone..." można traktować jako element umowy pomiędzy wydawcą i nabywcą płyty. Wiedział bowiem, w przeciwieństwie do Ciebie, że taka klauzula miałaby charakter abuzywny (art. 385 k.c.), a przede wszystkim, byłaby sprzeczna z zasadą wyczerpania prawa autorskiego. Wprowadzający tę zasadę art. 51 ustawy o prawie autorskim itd. ma charakter bezwzględnie obowiązujący, co oznacza, że nie można zmienić go umową stron. Taka umowa zmieniająca... i tutaj odsyłam do wpisu Krystyny.

Efekt postępowania, jakie wszczęto wówczas przeciwko Warner Bros. wyglądał następująco:
"We wrześniu ubiegłego roku UOKiK wszczął postępowanie przeciwko Warner Bros Poland, spółce zajmującej się między innymi dystrybucją filmów na płytach DVD. Wątpliwości Urzędu wzbudziły informacje zamieszczane na okładkach nośników sugerujące bezwzględny zakaz pożyczania oraz kopiowania utworu bez zgody właściciela praw autorskich.
Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych konsumenci mogą bez zezwolenia twórcy, dystrybutora filmu lub innego uprawnionego podmiotu nieodpłatnie korzystać z rozpowszechnionych utworów na własny użytek osobisty. Możliwe jest zatem przykładowo skopiowanie płyty dla znajomego, czy zrobienie zapasowej kopii do domowego archiwum. Inne formy korzystania z utworu wymagają zgody właściciela praw autorskich.
W toku postępowania Prezes UOKiK uznał, że informacje umieszczane do tej pory na okładce płyt mogły sugerować konsumentom, że uzyskanie zgody konieczne jest w każdym przypadku. Jednocześnie podczas postępowania spółka zobowiązała się do zmiany napisów i poinformowania o tym klientów. Na mocy tego zobowiązania, jak również wydanej w jego następstwie decyzji Prezesa Urzędu, od lutego na okładkach płyt wprowadzanych do obrotu przez spółkę pojawił się zmieniony napis, rzetelnie informujący konsumentów o ich prawach."
z www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=263

Proponuję przenieść się ze swoimi teoriami na blog JKM. Może tam spotkają się one ze zrozumieniem i akceptacją.
-
2012/02/04 20:39:42
@WO
Mówimy tu przecież o sytuacji, w której kupujesz dobro z pewnymi ograniczeniami.
jeżeli ograniczenia Ci się nie podobają, to nie kupuj.
as simple as that.
Nikt nie mówi, o niezgodności z prawem i naruszaniu integralności czyjejś sempiterny (na wszelki wypadek dodam, żeby uniknąć kolejnej redukcji do absurdu).
załóżmy, że WO napisze kolejną superksiążkę.
Może mi ją sprzedać, żebym sobie ją miał, ale może mi ją sprzedać, abym ją powielił i sprzedał licznym fanom.
W którym przypadku WO zażąda większego słoja konfitur, hę?
I co zrobi, gdy kupię dla siebie a potem powielę i zaleję rynek?
Zauważ, że w tym przypadku koncern medialny sprzedaje mi płytę bez prawa do publicznego odtwarzania, powielania etc., o czym informuje uczciwie na załączonym papierku.
Mam wszakże możliwość kupienia płyty do tych celów, ale za dodatkowe $$$, o czym zresztą napisałem wcześniej.
-
2012/02/04 20:49:23
@pzgr
Ale żebyś nie mógł powielić książki wo w pierdyliardzie egzemplarzy i zalać nią rynku, nie potrzeba do tego wyraźnego zakazu wo, wyrażonego w przypisie na 47 stronie jego książki, lecz wystarczy art. 23 ust. 2 prawa autorskiego, który pozwala na "korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego."
Za to wo nie ma żadnych środków prawnych, żeby zabronić ci zrobić ksero książki dla twojej starej.
Co innego z aplikacją z iTunes, tu już (nawet bez DRM i innych bajerów), nie mógłbyś lege artis bez zgody wo zrobić nic, poza tym, na co pozwala art. 74 i 75 ustawy.
I wiesz, choćby ogólna znajomość tej regulacji, to jest podstawa do jakiejkolwiek dyskusji w tym temacie
-
2012/02/04 20:49:51
@pzgr
"załóżmy, że WO napisze kolejną superksiążkę. Może mi ją sprzedać, żebym sobie ją miał, ale może mi ją sprzedać, abym ją powielił i sprzedał licznym fanom."

Sprzeda Ci utwór (prawa) czy egzemplarz? Pierwszego nie sprzeda pewnie nawet wydawcy (da mu raczej licencję wyłączną), drugiego nie sprzeda Ci WO, tylko wydawca.

Zakładając hipotetycznie, że jednak WO sprzeda Ci egzemplarz (z puli autorskiej, choć pewnie wydawca zastrzeże w umowie, że mu nie wolno), to będziesz mógł powielić i rozdać go licznym fanom, o ile stanowią one "krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego" (art. 23 ust. 2). Nie będziesz mógł jednak brać za to kasy, bo "Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego." (art. 23 ust. 1)

Może przestań wreszcie pierdolić i poczytaj coś na temat prawa autorskiego?
-
2012/02/04 20:53:10
@WO
nie wiem, czy nie nadużywam gościnności, więc w razie czego nie obrażę się za delete.
@Plopli
Jak sam/a piszesz sprawa była o interpretację disclaimera, a dokładniej o a nie o meritum - zadam tylko jedno pytanie: czy wrzucenie na chomiki jest zrobieniem kopii zapasowej i skopiowaniem dla znajomego, czy może jednak jest to coś jakby "inne formy korzystania z utworu wymagają zgody właściciela praw autorskich".
PS. Uprasza się o nieużywanie brzydkich skrótów typu JKM. Wystarczy "twoja stara".
Ja na przykład nie odsyłam Cię na blog Prezesa obrońcy wolnego internetu JK.
-
2012/02/04 20:53:53
@pzgr
"Mówimy tu przecież o sytuacji, w której kupujesz dobro z pewnymi ograniczeniami.
jeżeli ograniczenia Ci się nie podobają, to nie kupuj.
as simple as that. "

No i na razie prawo mówi posiadaczom praw autorskich, że są takie a owakie ograniczenia ograniczeń, które możecie sobie przewidzieć w umowie. Jeżeli wam się one nie podobają, możecie nie sprzedawać. As simple as that.
-
wo
2012/02/04 21:01:16
@pzgr
"Mówimy tu przecież o sytuacji, w której kupujesz dobro z pewnymi ograniczeniami.
jeżeli ograniczenia Ci się nie podobają, to nie kupuj. as simple as that."

Otóż mogę powiedzieć, że w świetle prawa te ograniczenia są inwalidą, as simple as that.

"I co zrobi, gdy kupię dla siebie a potem powielę i zaleję rynek?"

Pozwę.

@plopli
"Pierwszego nie sprzeda pewnie nawet wydawcy (da mu raczej licencję wyłączną),"

Stety-niestety, 99% tego co piszę jest sprzedawane. Licencja to rzadki luksus w tej branży. Między innymi po to się pisze książki, żeby na litość boską coś mieć dla odmiany dla siebie.
-
2012/02/04 21:10:08
@wo
"Stety-niestety, 99% tego co piszę jest sprzedawane. Licencja to rzadki luksus w tej branży. Między innymi po to się pisze książki, żeby na litość boską coś mieć dla odmiany dla siebie."

No przecież! Moja wypowiedź dotyczyła właśnie "sprzedaży książki".
-
2012/02/04 23:14:04
Ja też. Może gdybyśmy skierowali te żale we właściwą stronę, no i gdyby było nas dużo? Tylko że przy skali FHI będzie trudno :) Ale w firmie wielkości tej "mojej" (średni korp), czy np. takiej od importu staników, może się udać.

Rzecz w tym, że akurat FHI jest niewielką firmą w skali przemysłu automotive. Problem leży w polskim importerze (Subaru Import Polska), który nawet nie podlega pod FHI, a pod szwajcarską firmę handlującą samochodami różnych marek -- Emil Frey AG. I tenże importer sprzedaje może z 1500 aut rocznie, co nawet w porównaniu do innych krajów europejskich czy skali sprzedaży konkurencji (Mitsubishi) jest liczbą śmieszną (a na dodatek dla FHI rynek europejski plasuje się gdzieś w okolicy liczb śmiesznych w porównaniu do US&A czy AU), więc osiagnięcia SIP nie mogą robić na FHI zadnego wrażenia (tym bardziej, że pewnie ginie gdzieś w liczbach opisanych jako E. F. AG). Z drugiej strony SIP-owi prawdopodobnie nie zależy na zbytnim zwiększaniu wyników sprzedaży, bo może się stać to, co się stało z innymi przedstawicielstwami innych marek -- gdy liczby zauważalnie rosły, dotychczasowe przedstawicielstwa stawały się placówkami w fabrycznej sieci dealerskiej.
-
wo
2012/02/04 23:32:06
@jesus
"Rzecz w tym, że akurat FHI jest niewielką firmą w skali przemysłu automotive."

Trochę inaczej. Firmą jest dużą, ale produkcja samochodów osobowych nie jest dla niej kluczową działalnością.

"Problem leży w polskim importerze (Subaru Import Polska)"

Nie, to ponad nimi. Na wszystkich rynkach masz po prostu do wyboru kilka "trim packages" i bardzo skromny zakres kustomizacji. Co jest absurdalne zważywszy na to, jak wygląda sama procedura zakupu (wpłacasz zadatek, żeby być uwzględnionym w planach produkcyjnych na następny miesiąc, produkcja trwa trzy miesiące, transport statkiem następny miesiąc - przy odrobinie pecha to może być pół roku). Mogliby chyba w takich warunkach robić to już zupełnie pod zamówienie... ale rozumiem, że im się nie opłaca. Marudzenie zostawiam dzieciakom, które KONIECZNIE muszą mieć swój serial teraz-zaraz.
-
2012/02/04 23:58:42
@wo
Tak, bo w torrentach nie można ściągać jednocześnie nie udostępniając.

Tak FYI, otóż można. I to na macu.
-
wo
2012/02/05 00:03:34
@m3
"Tak FYI, otóż można. I to na macu"

A to nie działa tak, że klient udostępnia od razu fragmenty pliku, które ściągnął?
-
2012/02/05 00:10:18
@wo
A to nie działa tak, że klient udostępnia od razu fragmenty pliku, które ściągnął?

No więc są tzw. leacherskie klienty, które pozwalają zablokować w ogóle udostępnianie. Torrent to przecież tylko protokół. Każdy sobie może napisać takiego klienta jakiego chce. A jeden z najpopularniejszych klientów na Maca pozwala zablokować po prostu upload. Czyli teoretycznie udostępniasz, tylko nie pozwalasz nikomu tego ściągnąć. Więc skoro z Twojego komputera nie wyszedł ani jeden bajt tego pliku to...
-
wo
2012/02/05 00:18:26
@m3
"Czyli teoretycznie udostępniasz, tylko nie pozwalasz nikomu tego ściągnąć. Więc skoro z Twojego komputera nie wyszedł ani jeden bajt tego pliku to..."

Podoba mi się słowko "teoretycznie", bo domyślam się, że opisałeś tutaj sytuację istniejącą wyłącznie w teorii - bo w praktyce zapewne próbując się takim klientem do czegoś podłączyć, dostaniesz komunikat błędowy "won, leechuju". Zgadłem?
-
2012/02/05 00:20:41
Trochę inaczej. Firmą jest dużą, ale produkcja samochodów osobowych nie jest dla niej kluczową działalnością.

Raczej nie: FHI ma ,,przyjemność'' istnieć w jednym keiretsu wraz Toyotą i porównanie wszystkich odnóg FHI razem wziętych do Toyoty jest miażdżące: jeśli liczyć zatrudnionych, FHI jest 20 razy mniejsze. Jeśli liczyć przychód -- około 10 razy mniejsze. Jeśli liczyć zysk, różnica jest trzydziestokrotna. Podobnie wygląda porównanie z VAG czy Daimlerem AG.

Nie, to ponad nimi. Na wszystkich rynkach masz po prostu do wyboru kilka "trim packages" i bardzo skromny zakres kustomizacji. Co jest absurdalne zważywszy na to, jak wygląda sama procedura zakupu (wpłacasz zadatek, żeby być uwzględnionym w planach produkcyjnych na następny miesiąc, produkcja trwa trzy miesiące, transport statkiem następny miesiąc - przy odrobinie pecha to może być pół roku). Mogliby chyba w takich warunkach robić to już zupełnie pod zamówienie... ale rozumiem, że im się nie opłaca.

Raz, to problem samego FHI: mała firma nie może sobie pozwolić na zbyt wielkie różnicowanie oferty (z technicznego punktu widzenia, poza kei cars, Justy czyli Daihatsu Sirion, czy BRZ-em -- Toyota FH-86 plus motor z FHI -- produkuje praktycznie dwa-trzy samochody w różnych nadwoziach) czy wielką innowacyjność (silniki z rodziny EJ klepią od 1988 roku, a następców EJ: FA/FB dopiero od 2010/2011). Dwa: jak sobie oglądam broszurkę forfitera na AU, to jest trochę więcej pakietów (MY12 w Polsce, to 5 pakietów, w Au jest 7, w tym S-Edition, który jest czymś w rodzaju Forestera STi). Myślę, że to poniekąd takie samo niedasię połączone z pozycją, jak obsługa gwarancyjna w pewnych, drażliwych kwestiach, jak sprzęgło w dieslach czy auta kupione poza SIP... Pociesz się, że w UK jest jeszcze mniejszy wybór w odmianach forfiterów (za to mają BRZ i XV, które do nas być może będą trafiać tylko kanałami prywatnymi).
-
2012/02/05 00:22:58
@wo
Nie zgadłeś.
-
2012/02/05 00:56:38
@torrenty

A nie da sie tak po prostu zablokować tymczasowo jakiegokolwiek uploadu na firewallu i tylko ciągnąć? Pytam bo nigdy tego hawna nie używałem, otoczka mnie mierzi.
-
2012/02/05 04:47:49
Teraz wszyscy beda sie wymieniac doswiadczeniami z torrenta, ale oczywiscie tylko teoretycznie, bo nigdy tego hawna nie uzywali ;-)
-
2012/02/05 08:33:51
> jeremimordasewiczocenia.tumblr.com

Ożesz!

Czy opublikowanie tego linka nie podpada pod jakieś szerzenie nienawiści?
-
2012/02/05 09:21:08
"Czy opublikowanie tego linka nie podpada pod jakieś szerzenie nienawiści?"

Dodajmy, rzetelnej, pożytecznej nienawiści.
-
wo
2012/02/05 09:38:11
@ramone
"Teraz wszyscy beda sie wymieniac doswiadczeniami z torrenta, ale oczywiscie tylko teoretycznie, bo nigdy tego hawna nie uzywali ;-)"

Nie musisz korzystać, żeby wiedzieć, ze jakoś muszą zwalczać leechowanie, bo inaczej wszycsy będą tylko downloadować.
-
2012/02/05 10:17:27
@wo
"Nie musisz korzystać, żeby wiedzieć, ze jakoś muszą zwalczać leechowanie, bo inaczej wszycsy będą tylko downloadować."

Mniesię wydaje, że większość użytkowników, nieświadomych tego jak działają te całe internety, zostawia ustawienia domyślne w klientach torrent, a w nich kurek uploadu odkręcony jest na maksa. Oni są szczęśliwi, że udało się zainstalować a Dexter leci na dysk, więcej nie rozkiminiają. Zapewnia to wystarczającą ilość pijaw.
-
2012/02/05 13:12:43
@wo "Nie musisz korzystać, żeby wiedzieć, ze jakoś muszą zwalczać leechowanie, bo inaczej wszycsy będą tylko downloadować."

Najczęściej nie pozwalają tego wyłączyć w ogóle i najniższy możliwy upload to 1kb/s a ustawienie zera oznacza upload bez limitu.
-
2012/02/05 15:11:04
Argument "piratujemy bo jestesmy biednymi studentami i nas nie stac" albo "piratujemy bo jestesmy biednymi Polakami i majorsi maja nas w d..." jest sam OKDR. Dowod anegdotyczny: na wlasne oczy widzialem, jak traderzy przegrywali sobie wlasnie DVD z odcinkami Dextera. Dobrze zarabiaja, moga sobie kupic bez problemu sezony z Amazona, ale jak mozna plytke skopiowac za friko, to czemu nie?
-
wo
2012/02/05 15:23:26
@ramone
" Dowod anegdotyczny: na wlasne oczy widzialem, jak traderzy przegrywali sobie wlasnie DVD z odcinkami Dextera. "

Mmmm, pierdlizacja traderów... marzenie!
-
2012/02/05 15:54:41
@pzgr
"ale także nie zabrania przestrzegać własnych zobowiązań, co nie?

Nawet jeśli z radością i dobrowolnie zrzekłbyś się tych wszystkich lewackich wynalazków w rodzaju prawa do dozwolonego użytku osobistego, to i tak nie miałoby żadnego znaczenia. Ani autor, ani wydawca nie ma prawa skonstruować umowy, w której próbowałby wyłączyć dozwolony użytek w drodze klauzuli. Analogicznie, wydawca nie ma prawa umieścić w swoim "disclaimerze" niczego, co byłoby sprzeczne z ustawą o prawie autorskim (jak widać z przykładów typu filmy Warnera czy książki PWN i CH. Beck czasem jednak próbują, dlatego należy uważać). Innymi słowy: po co rozmawiać z pomocnikiem, skoro możesz z szefem?

Oczywiście, pozostaje jeszcze druga sprawa, bardziej podstawowa. W momencie nabycia egzemplarza dzieła (książki, filmu, płyty z muzyką) w ogóle nie dochodzi do zawarcia żadnej umowy licencyjnej. Dlatego wydawca może sobie wypisać na pudełku dowolne farmazony - czy to będzie "zakaz kserowania", czy "oglądanie niniejszego filmu jest dopuszczalne wyłącznie na golasa i w sombrero na głowie" - a skutek prawny dla konsumenta i tak będzie żaden.
-
2012/02/05 16:28:56
@wo
"O ile piractwo to pojęcie stosunkowo klarowne (chodzi o naruszanie własności intelektualnej)"
czyżby? a może własność to kradzież drabina.wordpress.com/2010/04/09/dlaczego-wlasnosc-to-kradziez-cz-1/
czyli własność intelektualna to kradzież intelektualna. przeciwnicy jumania to jumacze. C.B.D.U.
-
2012/02/05 16:30:03
"@wo
2012/02/03 17:58:34
@grenade
"No właśnie na tym polega problem, internet de facto demokratycznie zadecydował ze nie chce płacić za kulture tudzież nie chce płacić tyle co kiedyś"

Ależ ci ludzie PŁACĄ chomikowi, albo cierpliwie odczekują przez mnóstwo reklam. Niech płacą troszkę więcej, albo znoszą więcej reklam, ale tak, żeby to szło do prawowitego posiadacza praw autorskich."

A jak coś podobnego było proponowane w innym wątku to byłeś nieprzekonany :)
Problem polega na tym, że do tego samego wniosku powinny dojść korporacje multimedialne...
-
wo
2012/02/05 17:16:41
@lady.ant
"A jak coś podobnego było proponowane w innym wątku to byłeś nieprzekonany :)"

Bo to przecież zarabianie na kradzieży.

"Problem polega na tym, że do tego samego wniosku powinny dojść korporacje multimedialne..."

Problem polega na tym, że właściciele chomika jeszcze nie dotrzymują towarzystwa Kimowi Dotcomowi. A ich miejsce u jego boku jest.

@paest
"a może własność to kradzież drabina.wordpress.com/2010/04/09/dlaczego-wlasnosc-to-kradziez-cz-1/
czyli własność intelektualna to kradzież intelektualna. przeciwnicy jumania to jumacze. C.B.D.U."

A może człowiek piszący "z resztą" to głupek, a człowiek linkujący blogonotki głupka - to też głupek. C.B.D.U.
-
2012/02/05 17:20:45
@lady.ant
"Problem polega na tym, że do tego samego wniosku powinny dojść korporacje multimedialne..."

Bo Ty tak chcesz? Zresztą skąd się bierze idiotyczne przekonanie, że korporacje multimedialne (cokolwiek to jest) nie chcą zarabiać w sieci. One tylko nie chcą zarabiać mniej. To chyba nikogo nie dziwi (na czele z ACTAwistami). Jeśli dystrybucja w sieci pozwoliłaby im utrzymać rentowność, z pewnością chętnie w to pójdą (dowód: iTMS). Problem w tym, że nie są w stanie konkurować z serwisami, których jedynym kosztem są serwery, łącza i prawnicy.
-
2012/02/05 19:19:16
Chomikuj, kwejk i demotywatory zostały (obok wielu innych) zaproszone do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji na debatę w sprawie ACTA mac.gov.pl/dzialania/kogo-zaprosilismy-na-debate-6-lutego/

-
wo
2012/02/05 19:23:17
@rpyzel
"Chomikuj, kwejk i demotywatory zostały (obok wielu innych) zaproszone do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji na debatę w sprawie ACTA"

Rany boskie, to będzie po prostu #psychiatryk24 na żywo. Na początku się trochę wstydziłem, że nie mam czasu przyjść, teraz bym się wstydził, gdybym poszedł.
-
2012/02/05 20:39:47
@wo
odnosiłam się do tego fragmentu przede wszystkim:
"Niech płacą troszkę więcej, albo znoszą więcej reklam, ale tak, żeby to szło do prawowitego posiadacza praw autorskich."

@plopli
"Bo Ty tak chcesz?"
Tak bo Ja tak chcę (i jak się okazuje nie tylko ja). Bo Ja chcę legalnie za pieniądze (albo z mojego konta albo z denerwujących reklam) oglądać w sieci kontent i Ja chce żeby pieniądze szły na konto właścicieli praw autorskich.

-
wo
2012/02/05 20:47:37
@lady.ant
"odnosiłam się do tego fragmentu przede wszystkim: "

Nie odniosłaś, tylko dorobiłaś nadinterpretację.

"Tak bo Ja tak chcę (i jak się okazuje nie tylko ja)."

A niewidzialna ręka rynku pokazuje Ci ten wulgarny gest, który niewidzialna ręka rynku lubi pokazywać najbardziej (w wolnych chwilach, gdy nie jest piąchą).
-
2012/02/05 21:11:48
@lady.ant
" Ja chcę legalnie za pieniądze (albo z mojego konta albo z denerwujących reklam) oglądać w sieci kontent i Ja chce żeby pieniądze szły na konto właścicieli praw autorskich"

A czy ktoś Ci broni ograniczać się do oglądania tego kontentu, za który płacisz bezpośrednio właścicielom praw? (zresztą w przypadku wideogramów to akurat właścicielem praw od początku właścicielem są koncerny)

@krystyna.ch
Do Twojego riserczu naprawdę wiele na ten moment nie mam do dodania, ale na szybko:
" najbliższy analogiczny przepis to chyba art. 80 ust. 3 ustawy o prawie autorskim"

Akurat ten przepis to odpowiada art. 11 ACTA. Natomiast wykonywania art. 27 ust. 4 poszukiwałbym raczej w art. 23 ust. 4 ustawy o ochronie danych osobowych (chyba Ci misspell wyszedł)

"rząd zacznie inwigilować"

Chyba trafnie określasz źródło lęków, tylko nikt nie czyta, że na podstawie samego ACTA rząd nic nie może, tylko musiałby wprowadzić krajowe przepisy (przy czym istnienie ACTA nie jest w stanie wymusić ich określonego kształtu). Ale znęcać się nad ACTA jest łatwiej.
-
2012/02/06 08:10:20
@prawo własności
Jeśli chodzi o prawo własności przedmiotów, to dla mnie jest to jasne i logiczne. Ale zastanowiłem się nad prawem własności ziemi. Na początku musiało to być przecież bezprawne zagarnięcie.
-
2012/02/06 09:00:59
@wo "Mmmm, pierdlizacja traderów... marzenie!"

Ja mam taką skromną propozycję, żeby dokonać makroniwelacji City - tak do poziomu Tamizy. Można ewentualnie uprzednio ewakuować traderów.
-
2012/02/06 11:52:17
Ja trochę przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać, jak przeczytałem lament linuksiarza:
www.skubi.net/acta.html
Zwłaszcza zdanie "Możliwość obchodzenia DRM jest więc kluczową kwestią dla przyszłości Linuxa" mnie powaliło.
-
2012/02/06 13:23:56
@mietek_1899 zastanowiłem się nad prawem własności ziemi. Na początku musiało to być przecież bezprawne zagarnięcie.

W Europie zagarniano ziemię legalnie. W średniowieczu istniały prawa które określały kto i na jakich warunkach może zająć niczyją ziemię, stawała się ona własnością tego kto ją wykarczował i przygotował pod uprawę.
Obsianie cudzego karczunku było karane, nawet jeżeli leżał odłogiem wiele lat. "Twórca" nowego pola korzystał więc z ochrony przed bezprawnym wykorzystaniem owoców jego pracy.
-
2012/02/06 13:32:50
Nie tak, że wbijam się z brudnymi butami do dyskusji, ale to zdanie z felietonu

"Na podobnej zasadzie działa strzelanka na wielu graczy "Team Fortress 2", którą ściąga się z serwisu Steam za darmo, ale potem trzeba dopłacić za uzbrojenie, bez którego gra nie bardzo ma sens",

a raczej część o bezsensowności grania bez dodatkowych broni, nie jest do końca prawdziwe. Mój nieupgradeowany miotacz ognia poczuł się obrażony.

Swoją drogą, to bardzo wiele mówi o osobach opisujących współczesną kulturę - ten brak gier w jakimkolwiek zestawieniu, jakimkolwiek zdaniu na temat piractwa. Ciężko jest mi wierzyć wnioskom wysnuwanym przez takich analityków, jeśli część opisywanej przez siebie działki po prostu ignorują. Jest to trochę smutne.
-
wo
2012/02/06 14:08:19
@mpiwo
"a raczej część o bezsensowności grania bez dodatkowych broni, nie jest do końca prawdziwe. Mój nieupgradeowany miotacz ognia poczuł się obrażony. "

To ja przepraszam. Ja się w ogóle czuję ostatnio dziadkiem Wojtkiem, nie pasującym do mentalności współczesnego gracza. Wolałbym raz zapłacić za wszystko, co jest w grze. Może dlatego, że wkurzają mnie te wszystkie gry "wyłącznie multiplejerowe". Jak ja bym chciał pograć w single-playerowe "Left 4 Dead" - żeby po prostu w tej wspaniałej scenografii pojawiła się jakaś FABUŁA, w której stopniowo byśmy odtwarzali historię epidemii...
-
2012/02/06 15:48:55
@wo "Jak ja bym chciał pograć w single-playerowe "Left 4 Dead" - żeby po prostu w tej wspaniałej scenografii pojawiła się jakaś FABUŁA, w której stopniowo byśmy odtwarzali historię epidemii..."

O to to to. Komiks o tym zrobili ( www.l4d.com/comic/ ) ale singla to już nie łaska...
-
2012/02/07 11:25:02
@wo
Jak ja bym chciał pograć w single-playerowe "Left 4 Dead" - żeby po prostu w tej wspaniałej scenografii pojawiła się jakaś FABUŁA, w której stopniowo byśmy odtwarzali historię epidemii...
Na szczęście można znaleźć gry akcji, które chłonie się niczym dobrą książkę. Właśnie przeszedłem ostatnią alternatywną ścieżkę w Wiedźminie 2 bo nie mogłem powstrzymać ciekawości co w niej wymyślili. Było warto.
Tak w ogóle oto jestem pełen podziwu dla CD Projekt, z każdą częścią podnoszą poprzeczkę. Fabuła była świetna już w jedynce - Bogu dzięki ładnie rozwinęli wątki z Sapkowskiego, w dwójce rozbudowali alternatywność (2/3 gry przechodzi się po różnych ścieżkach!), a sceneria sprawiła że urządzałem sobie wycieczki po lesie Flotsam żeby po prostu pogapić się na drzewa.
-
2012/02/08 14:20:15
No bez przesady, jest sporo dobrych gier single-player: Skyrim, Fallout, nowa czesc Deus Ex...
-
2012/02/08 19:33:01
@wo
"To ja przepraszam. Ja się w ogóle czuję ostatnio dziadkiem Wojtkiem, nie pasującym do mentalności współczesnego gracza."

Akurat wskazanie na samo zjawisko było prawidłowe. Ogromna rzesza, szczególnie azjatyckich, gier darmowych jest budowana właśnie wokół takiego sposobu monetyzowania - sama gra jest darmowa, ale bez płatnych dodatków ani rusz. Tylko przykład kiepski, bo Valve z Team Fortress 2 stara się jak może nie psuć sobie opinii "tych dobrych".

@wo
"Jak ja bym chciał pograć w single-playerowe "Left 4 Dead" - żeby po prostu w tej wspaniałej scenografii pojawiła się jakaś FABUŁA, w której stopniowo byśmy odtwarzali historię epidemii..."

Radzę pograć więcej ze znajomymi w jednej drużynie. Siłą Left 4 Dead jest tworzenie swojej własnej fabuły na podstawie reakcji innych graczy. Taka historia jest o wiele mocniejsza i "growa" niż narzucone z góry dialogi i cut-scenki. Z kumplami graliśmy 2 lata temu, a wciąż powtarzamy, również w podcaście, historie o tym, jak to kolega ciągle do mnie strzelał, bo wyglądałem jak zombie, a inny kumpel nas zostawił na pastwę zombie i ewakuował się helikopterem.

@pochłaniacz

Z Wiedźminem 2 jest ten problem, że ostatni akt już jest taki sobie. Pierwszy akt, we Flotsam, to prawdziwy majstersztyk. Pięknie wykonany hub, świetnie wykonany las (jeden z lepszych lasów ever, jest w moim woodtopie). Drugi akt też niezły, początek prawdziwie potężny.

@ramone.alcin
Batman też daje radę z zeszłego roku. No i można sprawdzić do tego prawdziwą konsolową perełkę, Enslaved.
-
wo
2012/02/08 19:55:30
@mpiwo
"Tylko przykład kiepski, bo Valve z Team Fortress 2 stara się jak może nie psuć sobie opinii "tych dobrych". "

U dziadka Wojtka mają przegwizdane tym, że ciągle inne zadania uważają za pilniejsze od trzeciego epizodu "HL2".

"Radzę pograć więcej ze znajomymi w jednej drużynie."

Trochę grywam, oczywiście - jako ten łysy pod krawatem. Dzięki temu w ogóle cokolwiek wiem o początkach zarazy (bo czytam te wszystkie komunikaty np. na stacji metra). Ale to tylko podsyca marzenie o single playerze,
-
2012/02/09 09:05:21
@mpiwo
"Z Wiedźminem 2 jest ten problem, że ostatni akt już jest taki sobie."

Gdzieś w kwietniu wychodzi Enhanced Edition (darmowa aktualizacja dla wszystkich dotychczasowych posiadaczy, kocham CD Projekt), w której trzeci akt będzie znacząco rozszerzony.
-
2012/02/09 10:25:02
@wo
"U dziadka Wojtka mają przegwizdane tym, że ciągle inne zadania uważają za pilniejsze od trzeciego epizodu "HL2"."

Nie tylko u dziadka Wojtka wywołuje to taki odruch, ostatnio na Steamie powstała grupa, żądająca jakichkolwiek informacji na temat dalszych ruchów half-life'owych, która w tej chwili ma ponad 50k userów. Nawet chcieli "zaprotestować" przez jednoczesne granie w Half-Life'a, ale Valve i tak ich zlało.

"Trochę grywam, oczywiście - jako ten łysy pod krawatem"

Graliśmy swego czasu więcej w Left 4 Dead 2. Grałem jako koleś w garniturze, który nie wiadomo czemu przypominał kompanom zombie.
-
2012/02/09 10:49:00
@tytuł notki

Fejsbuk powiedział mi właśnie: "Jarosław Lipszyc and Wojciech Orlinski are now friends" i nic już nie będzie takie samo...
-
2012/02/09 10:52:49
@m_gol
"Gdzieś w kwietniu wychodzi Enhanced Edition (darmowa aktualizacja dla wszystkich dotychczasowych posiadaczy, kocham CD Projekt), w której trzeci akt będzie znacząco rozszerzony."

Z tym właśnie mam problem, bo... to nie jegra wieloosobowa, żeby ją po roku aktualizować. CDP już drugi raz robi to samo, łata grę kilka miesięcy po wydaniu i wydaje jako edycję rozszerzoną. Z jednej strony fajnie, że dodają coś za darmo, z drugiej zaś szkoda, że nie traktują trochę pierwszą falę graczy jako beta testerów.
-
wo
2012/02/09 11:00:32
@wyrons
"Fejsbuk powiedział mi właśnie: "Jarosław Lipszyc and Wojciech Orlinski are now friends" i nic już nie będzie takie samo..."

Już byliśmy - bo jesteśmy w realu - ale na początku swojej działalności fejsowej odfriensowałem kilka osób o wyjątkowo niewybrednej polityce friendsowniczej, bo mi od nich przyłazili tacy friendsi friendsów, że jeszcze mną trzepie. Tylko Lipszyc robi z tego dramę, reszta nie zauważyła (albo ja nie zauważyłem zauważenia).
-
2012/02/09 11:07:40
@wo

No fakt, frendspolityka JL ma na drugie "Anonimowy Łosiu, przybywaj!". Skąd np. kiedyś wytrzasnął mnie, to naprawdę nie wiem. Ale dzisiejszy fejsowy komunikat wyglądał przeuroczo.
-
2012/02/09 12:00:19
@mpiwo

"z drugiej zaś szkoda, że nie traktują trochę pierwszą falę graczy jako beta testerów."

Przeciez w RPG-ach to teraz standard (Bethesda!). Te gry sa po prostu bardzo skomplikowane.
-
2012/02/09 14:08:44
@mpiwo
Wiedźmin 2 jest jedyną grą, którą z przyjemnością przeszedłem dwa razy pod rząd. Ostatnio myślałem o trzecim i fakt, że cały czas wychodzą do niej darmowe rozszerzenia, to dla mnie tylko profit. Przydałby się jedynie jakiś przyjazny edytor postaci/cheaty, bo jestem już chyba za stary na wspinanie się trzeci raz po krzywej trudności od samego początku.
-
2012/02/09 14:51:09
@m_gol
Gdzieś w kwietniu wychodzi Enhanced Edition (darmowa aktualizacja dla wszystkich dotychczasowych posiadaczy, kocham CD Projekt), w której trzeci akt będzie znacząco rozszerzony.

Nie jestem przekonany że to rozszerzenie trzeciego aktu jest konieczne. Jeśli gra się na chybcika, byle do finału, to W2 może wydawać się krótki, ale przechodząc co ciekawsze wątki poboczne, szperając po mapach nabija się kilkanaście dodatkowych godzin, a już grzechem jest kupić tą grę i przejść tylko jedną główną ścieżkę (Roche/Iorweth), traci się zbyt dużo z soczystej fabuły! A ostatnia scenka z Geraltem patrzącym na Loc Muinne wywołuje wewnętrzne "Ja chcę trójkę! ja chcę trójkę!" - i o to przecież chodzi.
-
2012/02/09 14:51:48
@ramone.alcin

W Skyrimie poprawiane są błędy jak latające do tyłu smoki i konie wpadające w ziemię. W Wiedźminie 2 dodawany jest samouczek oraz poprawiana fabuła III aktu. Jest spora różnica pomiędzy tymi dwoma sprawami, już o samym stopniu skomplikowania Skyrima i ilości elementów nie wspominając (Wiedźmin 2 jest fajny, ale to jednak inna gra jest i na czym innym polega, niet?)
-
2012/02/09 14:58:48
@emilbogumil
Przydałby się jedynie jakiś przyjazny edytor postaci/cheaty, bo jestem już chyba za stary na wspinanie się trzeci raz po krzywej trudności od samego początku.

Ależ trochę szperaniny w Google i można znaleźć pliczek z którym Kejrana załatwiamy pięściami.
-
2012/02/09 15:12:46
@pochlaniacz

Wolałbym jednak proste "wpisz IDDQD" zamiast "ściągnij w2_trainer_v.1.2039.32.21_beta.exe -> rozpakuj -> odpal grę -> wgraj sejwa -> wyjdź z gry -> zgrepuj kompila -> odpal program -> dowiedz się, że pomyliłeś jedną cyfrę w wersji gry".
-
2012/02/09 15:38:17
@emilbogumil
Prosta to jest zmiana poziomu trudności na łatwy w trakcie gry - jak najbardziej dostępna, aczkolwiek nawet z nią nie pokonamy Kejrana na pięści.
W zasadzie tu już zaczynają się rapiery i nie ma co rozwijać.
-
2012/02/09 16:58:53
@mpiwo

"W Skyrimie poprawiane są błędy jak latające do tyłu smoki i konie wpadające w ziemię."

No wiec sam widzisz, ze CD Projekt lepszy od konkurencji, wiec na co narzekasz?
-
2012/02/10 12:11:55
@ramone.alcin

"No wiec sam widzisz, ze CD Projekt lepszy od konkurencji, wiec na co narzekasz?"

Jak lepszy od konkurencji? Konkurencja poprawia grę raz na miesiąc, udostępnia narzędzia moderskie, otwiera grę dla ludzi.

CD Projekt wydaje po roku dodatkową edycję z elementami nie systemu gry, ale z elementami fabuły, które po prostu dawały ciała w podstawce. Gracze narzekali na ich brak, więc po takich testach na żywym organizmie CDP wydaje wersję poprawioną na większym, konsolowym rynku.

Zresztą ciężko powiedzieć, żeby Skyrim i Wiedźmin były konkurencją. Raczej Wiedźmin i Mass Effect, Wiedźmin i Dragon Age, Skyrim to inna liga niestety.


-
2012/02/11 13:09:16
@mpiwo

"Zresztą ciężko powiedzieć, żeby Skyrim i Wiedźmin były konkurencją. Raczej Wiedźmin i Mass Effect, Wiedźmin i Dragon Age, Skyrim to inna liga niestety. "

Nie tyle inna liga, co inny gatunek. Skyrim i poprzednie gry cyklu TES stawiaja bardziej na rozmiar swiata i wypracowany klimat niz dopracowanie fabuly i dialogow. Np. taki Morrowind byl niesamowicie klimatyczny (muzyka! styl grafiki!), ale dialogi w porownaniu z Mass Effect byly mizerne.

Inna liga to bylo Baldur's Gate ale takich gier juz nie ma :(
-
2012/02/13 11:03:56
@ramone.aclin

Oj, możemy teraz się sprzeczać, czy inny podgatunek, czy gatunek, czy rząd, czy rodzaj.

Nie mam pretensji o dodawanie samouczka i poprawianie końcówki w rok po premierze gry. Mam pretensje o samą jego nieobecność i kiepskość końcówki w podstawowej wersji. Co jak co, ale chyba o zrobienie fajnego początku gry raczej zadbać się powinno, prawda?

Chodzi mi też o takie podejście - graczy pecetowych i fanów można traktować gorzej. Bo i tak zagrają, bo trochę ponarzekają, ale i tak kupią. Za to graczy konsolowych trzeba dopieścić, bo oni nie mają podejścia "oj sprawdzę na forum i się nauczę walczyć". Po prostu drugi raz mam poczucie, że na mnie testowano grę, żeby później ją poprawić i jeszcze mam za to teraz podziękować.

Poza tym wielka mi przysługa - poprawić grę po roku. To nie jest Battlefield 3 na multi. To jest singlowa gra fabularna. Skoro raz ją przelazłem, to po co drugi raz ją przechodzić? Żeby zobaczyć, czy poprawili III akt? Góralu, pliz.