Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Ameryka nie istnieje
Down to Missouri
Są takie chwile w moim zawodzie, kiedy czuję, że go uwielbiam i nie zamieniłbym na żaden inny. Nawet na zawód prezesa banku (OK - mógłbym być prezesem banku przez miesiąc, tak w sam raz żeby go doprowadzić do bankructwa i zainkasować gigantyczną odprawę).
Jasne, dziennikarstwo bywa nużące, łatwo się wypalić, jak się w kółko tłucze głodne kawałki o tym samym. No ale zdarzają się czasem dziennikarskie zamówienia prosto z marzeń. Jak to, o którym dotąd pisałem mętnymi aluzjami („wyprawa do strefy 51”, „podróż szlakiem Cthulhu”).
Wydawcy nie lubią informacyjnych falstartów, więc nie mogłem dotąd napisać więcej. Ale już jest oficjalna zapowiedź, więc wolno mi się wreszcie pochwalić na blogu: w przyszłym miesiącu ukazuje się moja książka „Ameryka nie istnieje”, podsumowanie moich realnych i wirtualnych podróży po USA.
Książka trochę przypomina (przynajmniej w moich intencjach) mój „Reportaż znaleziony w Saragossie” - w którym próbowałem w realu odtworzyć podróż Alfonsa van Wordena, kapitana gwardii walońskiej, wędrującego z Andujar do Venta de Cardenas w górach Sierra Morena.
W tej książce odwiedzam z kolei Strefę 51, Roswell, miasteczko będące miejscem akcji filmu „Missisipi w ogniu” (dziś ma czarnego burmistrza), miasteczko będące miejscem akcji filmu „15:10 do Yumy” (dziś to centrum kultury gejowskiej w Arizonie), usiłuję też na skrzyżowaniu w Clarksdale sprzedać duszę diabłu za umiejętność gry na gitarze, jak w filmie braci Coen.
Tak jak w reportażu z Sierra Morena, opis rzeczywistości przemieszany jest z tym, co gdzieś wyczytałem lub obejrzałem - dużo tu jest streszczeń filmów, książek i gier komputerowych. No bo jak tu jechać przez mesy w Arizonie i Nowym Meksyku, nie wspominając firmy Black Mesa?
Na koniec pytanie, które może być dość istotne z punktu widzenia bywalców bloga: czy wykładając na tę książkę swoje ciężko zarobione parę dych, nie dostaniecie przypadkiem czegoś, co już było za friko na blogu?
Otóż jeśli poczujecie, że przepłaciliście - to nie z tego powodu. Ze swojej podróży wrzuciłem na bloga parę ciekawostek, o których z góry myślałem, że na książkę się nie nadają - o wymarłym mieście Poland w stanie Arizona, o skrzynce pocztowej Steve’a Medlina, o skrzyżowaniu Route 66 i Highway 61, o wieloznaczności słowa „highway”, o punkcie rekrutacyjnym na Times Square.
Według mojej oceny, historie opisane w książce są ciekawsze. Ocena czytelników może być inna, ale przynajmniej raczej nie będzie dublowania się materiałów. Poza paroma bardzo starymi notkami, pochodzącymi z czasów, kiedy jeszcze nawet nie wiedziałem, że będę pisał taką książkę.
Zdążyłem więc np. na blogu opisać jedną z moich ulubionych postaci z dziejów Ameryki, dr Hubertusa Strugholda (w książce jest to jednak uzupełnione o poszukiwanie jego portretu w hali sławy w Alamogordo). Opisałem też swój spacer szlakiem J.C. Dentona (ale w książce to jest wkomponowane w większy tekst o popkulturowym motywie urban decay na Manhattanie).
Jeśli więc komuś tak ogólnie podoba się klimat tego bloga - oraz, jako próbka, tamten kawałek o Sierra Morena - to można założyć, że spodoba mu się też ta książka. Oczywiście, to działa także w drugą stronę.
Ne byłbym sobą, gdybym umiał powstrzymać pokusę pochwalenia się bryką, którą pędziłem od wybrzeża do wybrzeża. Wprawdzie to samochód na „f”, ale ten ryk dzikiej bestii, który się rozlegał po dociśnięciu gazu... bezcenne, za wszystko inne zapłacisz kartą. Oh wait, za to też, w wypożyczalni się chyba nawet nie da gotówką?
piątek, 26 marca 2010, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Grecja nie istnieje z Halibutt
W podróż po Grecji wziąłem do czytania najnowszą książkę Orlińskiego ?Ameryka nie istnieje?. Posiłkując się Baudrillardem WO dowodzi, że Ameryka którą znamy i kochamy nienawidzimy to tak naprawdę wytwór popkultury, że nawet Amerykanie nie mają szans ... »
Wysłany 2011/08/14 15:02:07
Krakus w Warszawie 1 8211 Miasto moje, miejsce moje z Lewy dolny
Mija właśnie drugi rok odkąd przeprowadziłem się z Krakowa do Warszawy i wzrasta we mnie potrzeba napisania czegoś na ten temat. To chyba dobry moment. Nie jestem jeszcze tak daleko w lesie, żeby już nie dostrzegać drzew, ale dostatecznie daleko żeby ... »
Wysłany 2011/11/18 22:43:53
Komentarze
2010/03/26 18:22:54
Chętnie, chętnie. Ale odpowiedz proszę potencjalnemu czytelnikowi o ograniczonej tolerancji na jedno zasadnicze pytanie: dużo w tej książce jest makowskiego fanbojstwa?
-
wo
2010/03/26 19:00:27
@gwozdziu
"Ale odpowiedz proszę potencjalnemu czytelnikowi o ograniczonej tolerancji na jedno zasadnicze pytanie: dużo w tej książce jest makowskiego fanbojstwa?"

Define "dużo"!
-
2010/03/26 19:00:45
Pozostaje pogratulować!

oraz napisać, że się spodziewałem książki tego typu. Skąd to spodziewanie? Ano stąd, że w którymś komentarzu (a może blipnięciu?) napisałeś coś w stylu "mi zafundowali podróż życia, ale kazali za to napisać książkę o tym".
No ale mniejsza z tym. Ważne, że książka jest.
-
2010/03/26 19:09:29
A jakaś glosa do tytułu?
Trochę jestem nim przerażony, bo planuję (od paru lat) taką podróż w poprzek juesej. A tu co? Dupa? Nie ma tej Ameryki, czy co?
-
2010/03/26 19:14:11
Trochę mnie martwi, że wciąż coś istotnego znika, stosunku seksualnego też już nie ma :/
-
wo
2010/03/26 19:16:54
@sheik
"Trochę mnie martwi, że wciąż coś istotnego znika, stosunku seksualnego też już nie ma :/"

Jaś Kapela to linuksiarz, a więc to jakby naturalne, że dla niego nie ma.

@pompeius
"A jakaś glosa do tytułu? "

Cała książka jest w zasadzie o tym :-)
-
2010/03/26 19:18:39
Ja mam pytanie natury technicznej: jesteś w stanie dookreślić model tej bryki, którą pomykałeś po 66? Bo mnie dziecko o to molestuje:) (F rozpoznaje, ale na amerykańskich modelach się nie zna)
-
wo
2010/03/26 19:23:42
@bartoszcze
"Ja mam pytanie natury technicznej: jesteś w stanie dookreślić model tej bryki, którą pomykałeś po 66? "

Wszystko co mi powiedzieli w wypożyczalni to "2010 Mustang Convertible".
-
2010/03/26 19:27:07
Gonzo!

A z powodu tytułu to Baudrillard onanizuje się w grobie.
-
wo
2010/03/26 19:33:56
@inz.mru
"A z powodu tytułu to Baudrillard onanizuje się w grobie."

No właśnie zaczynam od przywołania Baudrillarda. Pierwsze akapity lecą tak:

W książce Ameryka Jean Baudrillard wypowiada słynne słowa o Disneylandzie, iż jest po to, by ukrywać, że jest nim cały kraj, że cała Ameryka jest Disneylandem. Jawna nierzeczywistość Disneylandu ma przed nami ukrywać nierzeczywistość pobliskiego Los Angeles (...) jestem osobą z natury sceptyczną, więc kiedy pierwszy raz przeczytałem te słowa, pomyślałem sobie, że to tylko taka typowa tromtadracja francuskiego filozofa. W jakim sensie Los Angeles miałoby być nierzeczywiste? (...) Rzucony przez delegacyjne wichry do Los Angeles, wypożyczam samochód i powtarzam szlak Baudrillarda.

(odwołuję się tutaj do podróży, którą opisywałem na blogu w notce wo.blox.pl/2009/03/California-92304.html - ale znowu, to nie jest tak, że notka pali książkę)
-
2010/03/26 19:34:40
@wo
Już po wysłaniu zapytania dziecię stwierdziło, że to chyba Mustang:) Ech, te fanaberie pięciolatków.. Dzięks.
-
2010/03/26 21:21:46
Poczekam aż będzie na torrentach ]:)
-
2010/03/26 21:29:46
Gratulacje, nabędę jeśli mi się rzuci w oczy tu bądź ówdzie.

Ford Mustang, zwłaszcza ten nowy, to kwintesencja amerykańskiej niemożności zrobienia dobrego samochodu.
-
wo
2010/03/26 21:45:28
@adegie
"Ford Mustang, zwłaszcza ten nowy, to kwintesencja amerykańskiej niemożności zrobienia dobrego samochodu."

Zasadniczo zgoda, ALE - jeszcze mi powiedz, że jakby Cię w wypożyczalni zapytali "do you want an upgrade to 2010 Mustang Convertible, sir?", to odpowiesz "NIE! Zamawiałem ekonomiczną klasę C, Toyota Corolla, Kia Optima, Mazda 6, Nissan Sentra i tego właśnie żądam, a nie tego amerykańskiego badziewia"?
-
2010/03/26 21:53:05
@wo
"ALE - jeszcze mi powiedz, że jakby Cię w wypożyczalni zapytali "do you want an upgrade""
Z tej perspektywy a jakże. Nawet więcej, jakbym wygrał takiego w konkursie płatków śniadaniowych, to bym od razu nie zezłomował ale jednak trochę pojeździł - oczywiście dla własnego dobra unikając krętych tras.
-
2010/03/26 22:06:31
@adegie

Ty nie jeździłeś takimi autami ani w Amerika ani w Germanii, prawda? Oglądasz Top Gear i takie bzdety, czyż nie?
-
wo
2010/03/26 22:12:24
@roman polansky
"Ty nie jeździłeś takimi autami ani w Amerika ani w Germanii, prawda? Oglądasz Top Gear i takie bzdety, czyż nie?"

Ziomal, porządny samochód to taki, którym da się pojeździć o tak: www.youtube.com/watch?v=QWuzDctiuJM . To jest samochód, przy którym człowiek przynajmniej wie, za co zapłacił. Mustangiem by człowiek wyleciał na pierwszym zakręcie.
-
2010/03/26 23:42:52
@wo i "define dużo fanbojstwa".
Tyle co na blogu?
-
2010/03/26 23:42:58
@wo
Ziomal, porządny samochód to taki, którym da się pojeździć o tak: www.youtube.com/watch?v=QWuzDctiuJM .

Czy pierwsze wersje Fordów Escortów również zaliczają się do porządnych samochdów?
www.youtube.com/watch?v=OTvaeWE1d_g

To jest samochód, przy którym człowiek przynajmniej wie, za co zapłacił. Mustangiem by człowiek wyleciał na pierwszym zakręcie.

Czasami jednak nie da się wylecieć: www.youtube.com/watch?v=ynsSrokSqAY
-
wo
2010/03/26 23:54:52
@gwozdziu
"Tyle co na blogu?"

Tyle co w blogowych notkach opisujących te same podróże, które są wykorzystane w książce (w którejś z nich wspominam o podłączaniu iPoda/iPhona do samochodowego stereo).
-
2010/03/27 00:27:09
@wo & ziomal

www.youtube.com/watch?v=-0yf0nOR3ZA tego słuchasz gdy śnisz o jeździe tym najgorszym z produktów FHI, plastikowej imitacji Bighorna? Jasne, KJP, na wypad do malla z dzieciarnią się nadaje (choć małe autko), ale jeździ toto słabiutko i strasznie trzeszczy nie rekompensując choć kroplą adrenaliny.
-
2010/03/27 01:58:18
Co między okładkami jest, obraz mieć możemy. Jak z ilością materiału, dużo dostaniemy?
Cztery godzinki wieczorem, przy kominku starczą? Czy będziemy tydzień czytać - autor wrócił z tarczą? Czas to względny term, proszę bardzo więc, stron w tej oprawie zgrubne podanie.
-
2010/03/27 10:23:30
@roman
"Ty nie jeździłeś takimi autami ani w Amerika ani w Germanii, prawda? Oglądasz Top Gear i takie bzdety, czyż nie?"
Tak
Poprawiły się od tego właściwości jezdne albo efektywność silników mięśniowozów?
-
2010/03/27 11:56:41
@zobowiązania wynikające z umowy

można się spodziewać podpisywania egzemplarzy w empiku lub wizyty w "dzień dobry tvn"?
-
2010/03/27 12:24:14
@ książka

Jachcejachcejachce!
-
2010/03/27 12:32:32
Gratuluję i na pewno kupię, stanie na półce między sepulkami, a paroma książkami o Ameryce z różnych lat.

On a side note: czy trzeba być znanym dziennikarzem, mającym na koncie już jedną książkę, żeby u nich coś opublikować?
-
2010/03/27 14:21:06
Życzę dyskusji jak po książce Domosławskiego.
-
wo
2010/03/27 14:28:04
@arturjac
"Życzę dyskusji jak po książce Domosławskiego."

No więc własnie to jest jeden z pozamerytorycznych powodów, dla których kibicuję Arturowi. Polski rynek książki powinien się zmienić tak, żeby autorowi *opłacało* się wziąć urlop bezpłatny i naprawdę solidnie rok nad czymś popracować. Pisanie książek *powinno* dla dziennikarza być dobrą fuchą, a nie tylko elementem realizacji marzeń. W tej chwili optymalna (od strony finansowej) strategia to taśmowe tłuczenie drobnych głupotek, takich jakie Barts tutaj (słusznie) czepnął się, że wyglądają na napisane w półtorej godziny. Nie opłaca się solidnie popracować nad jednym materiałem przez miesiąc czy dwa, nie mówiąc już o roku. Mam *nadzieję*, że Domosławski zarobi gazylion, wydawca zarobi gazylion, i będzie to ta fala, na której wzniosą się także malutkie stateczki. Potrzebujemy więcej takich książek, na różne tematy zresztą.
-
wo
2010/03/27 15:11:58
@szmok
"można się spodziewać podpisywania egzemplarzy w empiku"

Eeee, czy ja wyglądam na małżeństwo Talków? Raczej na jakiejś małej intymnej salce na paręnaście osób.

"lub wizyty w "dzień dobry tvn"?"

A to byłby ciekawy precedens prawny. Już widzę tego hedlajna: "Wydawca grozi autorowi procesem za odmowę wystąpienia w porannej telewizji. - Są DKN jakieś granice - mówi Wojciech Orliński - rozumiem, jedenasta piętnaście, ale ósma rano? Tak nisko jeszcze nie upadłem!".

@final
"Jak z ilością materiału, dużo dostaniemy? "

Jest nieznacznie większa od mojej poprzedniej książki.

@barts
"Gratuluję i na pewno kupię, stanie na półce między sepulkami"

O jak mi miło!

"On a side note: czy trzeba być znanym dziennikarzem, mającym na koncie już jedną książkę, żeby u nich coś opublikować?"

Nie uważam siebie za znanego ("znany" to jest Hugo-Bader albo Szczygieł, ja jestem w najlepszym wypadku młodszym podaspirantem), a więc najlepszy dowód, że nie! Inna sprawa, że warunki finansowe nie są takie, żeby się opłacało wszystko rzucać i pisać książkę; przypuszczam, że właściwszym kierunkiem rozwoju jest jednak popularna gierka na Ajfona.
-
2010/03/27 17:11:38
@Inna sprawa, że warunki finansowe nie są takie, żeby się opłacało wszystko rzucać i pisać książkę

Przecież tu chodzi o lans, nie o kasę.

Liczę na dobrą kiblową rozrywkę, nie zawiodę się?
-
2010/03/27 18:06:04
O, to wiem już co zabiorę w pierwszą zbliżającą się wielkimi krokami wyprawe do stanów :)
Perfect timing!
-
wo
2010/03/27 18:13:09
@mrw
"Liczę na dobrą kiblową rozrywkę, nie zawiodę się?"

Nie chcę nic obiecywać, ale istotnie komponowałem to z myślą o zrobieniu dobrego "bathroom readera". Nie ma przymusu czytania jednym ciurkiem. To jest 10 różnych opowieści o różnych popkulturowych toposach (Las Vegas, Krzemowa Dolina, Nowy Jork, Roswell itd.). Można zacząć czytać od końca. Albo w indeksie alfabetycznym zatrzymać się na haśle - powiedzmy - "Telegraph Road", piosenka i skoczyć do s. 58 zobaczyć, co mam do zaproponowania fanowi Dire Straits. O! Jak Cię znam (a przynajmniej Twojego bloga), to się zatrzymasz na haśle "Wiecie jak jest", serial, s. 170.
-
2010/03/27 18:20:42
@mrw
Liczę na dobrą kiblową rozrywkę, nie zawiodę się?

Uważaj na hemoroidy.
-
2010/03/27 19:02:57
@Nie chcę nic obiecywać, ale istotnie komponowałem to z myślą o zrobieniu dobrego "bathroom readera".

Sepulki się znakomicie sprawdziły (łącznie z tym, że mój egzemplarz zostawiłem w łazience w Warszawie i miałem głupią minę w pociągu).

@O! Jak Cię znam (a przynajmniej Twojego bloga), to się zatrzymasz na haśle "Wiecie jak jest", serial, s. 170.

Od tego zacznę!

@Uważaj na hemoroidy.

Sam uważaj, stary człowieku.
-
2010/03/27 19:23:44
Gratulacje. Ja się skuszę. "Próbki" tekstów z bloga podobały mi się i jest to chyba generalnie najfajniejszy z mojego punktu widzenia typ reportażu podróżniczego.
-
2010/03/27 19:42:23
@stary człowieku

Wojtek, obrażają Nasze Pokolenie!
-
wo
2010/03/27 19:57:01
@zamorano
""Próbki" tekstów z bloga podobały mi się i jest to chyba generalnie najfajniejszy z mojego punktu widzenia typ reportażu podróżniczego."

Ojej! To w sumie dziwne, bo - tak jak w tekście o Sierra Morena - większość to opisy "podróży" snutych w bibliotece, palcem po mapie i z zoomem google maps. Więc zawsze jest to zasadnicze pytanie, "skoro koleś tak ci się dobrze pisało w bibliotece, to po co się wykosztowywać na bilety i hotel", na co z mojego punktu widzenia jako autora, odpowiedź jest banalna, bo inaczej by mi się nie chciało o tym pisać. Ale co w tym jest dla czytelnika?

@tatamaxa
"Wojtek, obrażają Nasze Pokolenie!"

Jesteśmy po czterdziestce. JESTEŚMY starzy.
-
2010/03/27 20:49:44
@Wojtek, obrażają Nasze Pokolenie!

Normalnie zapisz się na blipa i zasubskrybuj Hołdysa.
-
2010/03/27 21:14:55
@mrw

Idź pobaw się pokemonami.
-
2010/03/27 21:29:37
@Idź pobaw się pokemonami.

Idź zbadać prostatę.
-
2010/03/29 09:23:27
@WO Jesteśmy po czterdziestce. JESTEŚMY starzy.

Iiiiitam. You're never dead if you're a superstar :-)
(Taka koszulkę widziałam, kup sobie.)
-
2010/04/07 22:56:27
Skończyłem. Jest fajnie. Recenzja (zgodnie z duchem ostrzeżenia dla recenzentów zamieszczonym w treści) będzie oczywiście pozytywna. A swoją drogą ciekawe, w ilu komentarzach i opiniach będą Cię porównywać z "Asfaltowym salonem" Łysiaka? Analogia wydaje się oczywista.
-
wo
2010/04/07 23:10:11
@kiamil
"Jest fajnie."

*Dzięki!*

"A swoją drogą ciekawe, w ilu komentarzach i opiniach będą Cię porównywać z "Asfaltowym salonem" Łysiaka? "

Eeee... mam tu lukę. Z Łysiaka znam chyba tylko prozę ("Flet z Mandragory", "Perfidię", to coś sensacyjnego, co jakiś facio nazywa Burta Reynoldsa gównem z wąsami - i coś o Napoleonie).
-
2010/04/08 12:01:22
No to lat temu wiele (bodajże z ponad 30) WŁ zrobił coś w miarę analogicznego do Twojej wyprawy i napisał z tego w miarę analogiczną książkę. Myślę, że powinieneś przeczytać.
-
wo
2010/04/08 12:22:07
@kiamil
"Myślę, że powinieneś przeczytać."

Pożycz! Przecież nie dam prawakowi zarobić. BTW: Ty masz w ogole jakiegoś bloga? Wszystkie stare adresy zdają się być jakieś takie zdechłe.
-
2010/04/08 12:57:37
OK. WYgrzebię, to pożyczę. Mój blog nie wyrobił się ze zmartwychstaniem na Wielkanoc, ale już lada tydzień... Muszę najpierw dokończyć kilka zobowiązań.
-
2010/04/30 17:23:01
Ja tylko wynurzając się na chwilę z głębin lurkowca, chciałam napisać, że książkę czyta się świetnie i juz zaczęłam rozpowszechniać wśród znajomych.
Za największy sukces uważam zainteresowanie kolegi, który do tej pory tylko podręczniki do matematyki czytywał :)
-
2010/05/03 00:48:38
Podobała mi się. Niektóre rozdziały sprytnie domkniętę tytułową tezą, większość nawiązań popkulturowych znana, a te nieznane do nadrobienia (np. dopiero dzisiaj wreszcie skusiłem się na obejrzenie "Gangów.."- nie miałem pojęcia, że opisane tam tło hist ma tyle wspólnego z prawdą). Natomiast nie podobało mi się czasem zbyt szybkie przeskakiwanie z tematu na temat, niektóre rozbijające główny wątek dygresje oraz czasem przydługie wstępy/streszczenia historyczne. Czepiam się jednak a tak naprawdę nie mogę byc obiektywny bo już dawno uzależniłem się od "Ameryki Urojonej" ;) pzdr
-
lis
2010/05/09 16:53:51
Ciekawa, wciągająca, dogłębnie zriserczowana, ale miejscami czułem się jak promotor czytający pisaną po nocach magisterkę (pani korektorka powinna dostać bęcki). Możesz liczyć na pozytywny word-of-mouth z mojej strony. :)
-
2011/01/07 18:56:31

to jest fragmet : ale moze wystarczy ; Kolejne stwierdzenie, które budzi poważny protest to opinia o Nowym Jorku: (...), miasto to zawsze wyróżniało się na tle Ameryki nietolerancją i szowinizmem(s.153). Przeczytałam to zdanie dwa razy, przetarłam okulary.. i przeczytałam raz jeszcze, czarno na białym, u autora, który przecież napisał też rozdział (najlepszy w całej książce) o Południu i o Ku Klux Klanie. Argumenty jakie przytacza autor dla poparcia tej tezy są charakterystyczne dla dowodów jakimi podpiera inne twierdzenia, warto je więc tu przytoczyć.
Dowody są w zasadzie dwa. Pierwszym są filmy Woody Allena. Nie występują w nich czarni bohaterowie, a raczej pojawiają się bardzo późno. Woody Allen, którego bardzo lubię, jest niewątpliwie reżyserem nowojorskim, nie tylko w Nowym Jorku mieszka, ale akcja wielu jego filmów dzieje się w Nowym Jorku i w Nowym Jorku jeszcze do niedawna je kręcił. Ale filmy Woody Allena są przede wszystkim filmami o Woodym Allenie, o jego środowisku, obsesyjnych, znerwicowanych osobników klasy średniej mieszkających na Manhattanie, a jeszcze dokładniej po jego wschodniej stronie. Wielkie Jabłko to dużo więcej niż Manhattan razem z Woody Allenem i jego wspaniałymi filmami. Gdy mówi się, że pokazują panoramę Nowego Jorku to chodzi raczej o zdjęcia miasta w tle, a panoramę społeczną. Poza tym owe nowojorskie filmy to druga połowa lat siedemdziesiątch i lata osiemdzieste a od tego czasu też się trochę z Nowym Jorku zmieniło. Serialem prawdziwie nowojorskim jest Law & Order i obejrzenie paru odcinków widzowi obraz Nowego Jorku odświeży i uwspółcześni. Gorąco polecam.
Kolejnym dowodem Orlińskiego na rasizm nowojorski są Draft Riots z roku 1863 (a wiec z czasów, kiedy u nas władze carskie tłumiły powstanie styczniowe). Zamieszki trwały trzy dni i były odpowiedzią, głównie irlandzkiej biedoty, na uchwalony przez Kongres przymusowy pobór do wojska, by zasilić wykrwawiającą się w wojnie secesyjnej armię Unii. Protesty przeciwko poborowi przekształciły się w krwawe wystąpienia przeciwko czarnoskórym mieszkańcom miasta, postrzeganym nie tylko jako grupa, która wojnę i pobór spowodowała, ale także jako konkurencja w zdobywaniu miejsc pracy. Niestety było to w pewnym sensie nowojorskie zwycięstwo konfederatów, na szczęście krótkotrwałe. Wydarzyło się to 150 lat temu, w czasie krwawej i okrutnej wojny, podczas której idea wolności i równości została ponownie zdefiniowana, chociażby przez prezydenta Lincolna w jego słynnej mowie wygłoszonej podczas dedykacji wojskowego cmentarza pod Gettysburgiem. O niej uczą się dzieci w szkołach do dziś, bo zwięzła jest i dobitnie stwierdza, że wszyscy ludzie są równi.
W dzisiejszym Nowym Jorku, którego ponad ośmiomilionowa rzesza mieszkańców mówi 170 językami koegzystują przedstawiciele wszystkich niemal grup etnicznych. Powtarzanie takich oczywistości, jakie można przeczytać w pierwszym lepszym przewodniku jest nieco żenujące, ale widać potrzebne. Tylko w Nowym Jorku można uczestniczyć w procesji ubranych w fiolety Peruwiańczyków z czcią niosących wizerunek Seniora de los Milagros z Limy, potem pójść na hinduski, etiopski, chiński czy śródziemnomorski obiad, zrobić zakupy u ortodoksyjnych Żydów, pogapić sie na bajecznie kolorową portorykańską paradę i bezpiecznymi ulicami lub metrem wracić późnym wieczorem do domu. To jest istniejący Nowy Jork, pełen orginałów, ekscentryków, zabieganych ludzi i niestety nie brakuje w nim ludzi bezdomnych. To, że autor za nimi na Manhattanie zatęsknił może tylko świadczyć o braku ostrości spojrzenia.
Ameryka, ta istniejąca w rzeczywistości i ta w wyobraźni wiele ma oblicz i przyglądać jej się można z wielu perspektyw. Wymyka się prostym definicjom. Książka, po którą sięgnęłam z nadzieją na odnalezienie, ciekawego punktu widzenia, interesującej refleksji przyjezdnego okazała się niestety rozczarowaniem.
-
wo
2011/01/07 19:08:01
@ewadzura
"Dowody są w zasadzie dwa. Pierwszym są filmy Woody Allena (...) Draft Riots z roku 1863".

To jest kulturowa ilustracja. Dowody są gdzie indziej, w okolicach s. 156 i 157. Podaję tam wskaźniki "index of dissimilarity" (objaśniam w książce) dla Nowego Jorku i Los Angeles, oraz przytaczam historię Afroamerykanina, który przyjechał do Bensonhurst obejrzeć używany samochód z ogłoszenia. To jest to, co ja bym nazwał "dowodem".

Więcej piszę o filmach niż o socjologicznych analizach, bo to wydaje mi się ciekawsze. Błędne jest rozumienie tego tak, że skoro czemuś poświęcam więcej uwagi to znaczy, że uważam to za istotniejszy dowód.

I błagam, na moim blogu proszę się do mnie nie zwracać w trzeciej osobie.