Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Domosławski o Kapuścińskim
W moich ustach to komplement, dla niektórych to będzie zarzut, tym bardziej wydaje mi się to więc w miarę obiektywnym podsumowaniem książki Domosławskiego o Kapuścińskim: czyta się ją tak, jakby to był polski przekład książki napisanej przez Amerykanina.
Kiedy autor kreśli historyczne tło życiowej drogi Kapuścińskiego, opisując frakcje w PZPR czy meandry „Solidarności”, jest tu ten ożywczy punkt widzenia osoby bezpośrednio nie uwikłanej w opisywane spory, który mnie przedtem ujmował w książkach Davida Osta, Shany Penn, Marci Shore czy Naomi Klein.
Kapitalnie widać to na przykładzie najbardziej kontrowersyjnego rozdziału w tej książce, w którym Domosławski odnosi się do agenturalnej współpracy Kapuścińskiego z SB. Wbrew fałszywym pogłoskom, które krążą wśród osób nie znających książki, to nie Domosławski „zlustrował Kapuścińskiego”, dokonał tego w 2007 roku tygodnik Newsweek.
Domosławski nie dokonuje więc lustracji, tylko jakby kontrlustrację: wyrusza reporterskim tropem artykułu z Newsweeka, a zwłaszcza retorycznego pytania, które stawiają Wojciech Maziarski i Aleksander Kaczorowski: „Czy nie za łatwo go rozgrzeszamy? Przecież gdyby w USA wyszło na jaw, że słynny reporter, laureat Pulitzera, współpracował z CIA, byłby skompromitowany w oczach czytelników”.
Sprawdzam - mówi Domosławski i przeprowadza imponującą kwerendę dotyczącą przypadków domniemanych i udowodnionych przypadków współpracy znanych amerykańskich dziennikarzy z CIA. W licznych rozmowach amerykańskimi dziennikarzami rozważa różne scenariusze, rzeczywiste i hipotetyczne.
W książce jest o tym cały rozdział, ja pozwolę sobie go streścić jednym zdaniem. Odpowiedź na pytanie Maziarskiego i Kaczorowskiego brzmi „dalece niekoniecznie”.
Oczywiście, można brnąć dalej: CIA to rycerze w lśniących zbrojach broniący pokoju i demokracji, a wywiad komunistyczny to mroczne siły Imperium Zła, ale jeśli ktoś naprawdę tak chciałby opisywać Afrykę czy Amerykę Łacińską, to bym mu proponował, żeby coś o tych krajach poczytał. Kapuścińskiego na przykład.
Wróćmy więc do pytania: dlaczego gdy amerykański korespondent w Afryce współpracuje ze swoją ambasadą (bo przecież to prawie nigdy nie wygląda tak, że się współpracuje ze szpiegiem w prochowcu i ciemnych okularach; w praktyce rozmawia się z drugim sekretarzem ambasady, a ten sporządza z rozmowy notkę operacyjną), to jest to dla nas ogólnie OK, a gdy to samo robi polski dziennikarz w ambasadzie swojego kraju, to jest to skandal?
Kapuściński uważał Polską Rzeczpospolitą Ludową za swój kraj. To może szokować w Trzeciej Rzeczpospolitej, która swoją państwowotwórczą mitologię wywodzi z mitu drugiej okupacji, w którym wszyscy nic tylko jęczeli pod sowieckim knutem i konspirowali, ale ten mit zawsze był ahistoryczny.
Kapuściński to przykład intelektualisty, który nawet jeśli to państwo krytykował - to uważał je za swoje, za lepsze od tego, co było przedtem. Rozumiem go. Ja też często 3RP krytykuję, ale uważam ją za swoją - lepszą i od PRL, i od szczęśliwie efemerycznej Rzeczpospolitej numer 4.
Gdy życiowe wybory ludzi, którzy uznawali PRL za swoje państwo opisuje autor z zewnątrz - choćby wspomniana Marci Shore - jest tym cudownie ożywczy brak bezpośredniego zaangażowania. Ja tak nie umiem, gdy ja coś piszę o najnowszej historii, zawsze będzie w tym pobrzmiewać jakieś bieżące stanowisko polityczne. Powyższy akapit tego dowodem. Domosławskiemu się to udało.
Amerykanizm tej książki zapewne w dużym stopniu odpowiada za problemy z jej publikacją. W polskim świecie intelektualnym każdy każdego zna, co się kończy często tym, że biografię pisarza pisze jego przyjaciel, a wydaje to im ich kolega z dzieciństwa.
Często czytam biografie filmowców i pisarzy: Lucasa, Updike’a, Bogarta, Mastroianniego. Najczęściej pisane przez Amerykanów. Choć to kraj pozwów cywilnych, tam często pojawia się tło życia osobistego bohatera, bo rzadko kiedy można zrozumieć twórczość bez zrozumienia tego tła.
Na przykład biografia Francisa Forda Coppoli będzie niepełna bez opisu bardzo powikłanego małżeństwa reżysera. Nie wiem, czy Eleanor Coppola procesowała się z autorami książek o jej mężu, ale nie powinna: pomagają tylko zrozumieć jej cichy heroizm (oraz źródła pewnych motywów w filmach ich córki).
O próbach storpedowania publikacji książki Domosławskiego przez panią Alicję Kapuścińską pisała już prasa. Myślę, że są niepotrzebne. Ta książka też pomaga zrozumieć jej cichy heroizm, a przy okazji lepiej zrozumieć Kapuścińskiego.
Jak dużo mówi o nim ta anegdota: „gdy w Afryce psuje się Ryśkowi samochód, umie naprawić sam. Gdy auto rozkracza się na skrzyżowaniu w Warszwie, nie dzwoni po pomoc drogową, tylko do Alicji, żeby wszystko załatwiła...”
Domosławski opisuje różne skazy charakteru u Kapuścińskiego, na przykład jego skłonność do panikarstwa. Czy stawiają one reportera w złym świetle? Moim zdaniem nie. W moich oczach czynią go po prostu ludzkim.
Trzymając się przykładu panikarstwa: odwaga to nie jest brak lęku, odwagą jest umiejętność opanowania go. Teraz, gdy wiem, jak bardzo bał się Kapuściński, tym bardziej podziwiam jego odwagę.
Podobnie jest z innymi „skazami charakteru” - Domosławski pokazując to, jak Kapuściński walczył ze swoją małością, podkreśla jego wielkość.
czwartek, 18 lutego 2010, wo

Polecane wpisy

  • 13 powodów

    Dawno na blogu nic nie było o popkulturze, więc napiszę o serialu „13 powodów” - o którym pewnie bym napisał felieton, gdybym nadal pisywał felieton

  • Kontrowersyjny spektakl

    Jest sobie taki kontrowersyjny spektakl, który dzieli moich znajomych na zwolenników i przeciwników. Jestem w obozie entuzjastów, wypowiem się więc w jego obron

  • Kalifat w Bawarii

    Tymczasem: obejrzałem niegłupią komedię na ważne tematy bieżące. Jak widać po załączonym trailerze, komedia nazywa się „Witamy u Hartmannów” i opowi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/18 13:48:58
Zamiast pisać recenzje do internetu, wrzuciłbyś pedeefa na torenty czy coś... Wiadomo już, czy/kiedy ukaże się ta książka?
-
wo
2010/02/18 13:57:57
@elektrobob
"Wiadomo już, czy/kiedy ukaże się ta książka?"

3 marca według oświadczenia wydawcy: www.rp.pl/artykul/435286_Biografia_Kapuscinskiego_bedzie_wydana.html
-
2010/02/18 14:08:35
Bez bicia przyznaję, że nie znałem meandrów życia pana Kapuścińskiego. Dlatego, jak czytałem w Polityce wywiad z Domosławskim byłem lekko zszokowany. Ale ani na jotę nie zmieniło to mojego stosunku do niego. Nieustająco go podziwiam, zwłaszcza, że 6 lat spędziłem w firmie, w której Kapuściński również kiedyś pracował. W każdym razie nie rozumiem tych zabiegów, by wstrzymać ukazanie się książki. Jeżeli dla kogoś jest kontrowersyjna, to dyskutujmy o niej, a nie o nieukazaniu się wydawnictwa na rynku.
-
2010/02/18 14:28:34
@wo: "3 marca"

Oby, oby. Doczekać się nie mogę, bo zapowiada się (kolejna) rewelacyjna książka.

@dymiacy_pieryk: "nie rozumiem tych zabiegów, by wstrzymać ukazanie się książki"

Ja to absolutnie jestem w stanie pojąć, że ktoś ma siedemdziesiąt parę lat i nie chce, żeby pewne informacje o najbliższym człowieku ukazywały się drukiem. Tyle, że na tej zasadzie można by zakazać pisania biografii tak w ogóle.
-
wo
2010/02/18 14:33:55
@elektrobob
"Tyle, że na tej zasadzie można by zakazać pisania biografii tak w ogóle."

Albo właśnie pisać biografie zgodne z polską szkołą - przyjaciel opisuje przyjaciela, a przyjaciel wydaje. I wszyscy trzej dbają, żeby nie było ani słowa o czymkolwiek kontrowersyjnym. Trochę tak jak w wymarzonym przez bohater(a)kę reportażu Hugo-Badera wariancie tego tekstu - że wszystko będzie o działaczce "Solidarności", plus najwyżej jedna wzmianka na marginesie, że wtedy była jeszcze mężczyzną.
-
2010/02/18 14:57:25
@wo: "jak w wymarzonym przez bohater(a)kę reportażu Hugo-Badera"

Też mi się to ze sprawą Ewy H. od razu skojarzyło. Ciekawe, czy znowu wybuchnie wielkie oburzenie, że Domosławski niby wporzo dziennikarz, a się ześwinił.
-
2010/02/18 14:57:49
@"Ja to absolutnie jestem w stanie pojąć, że ktoś ma siedemdziesiąt parę lat i nie chce, żeby pewne informacje o najbliższym człowieku ukazywały się drukiem."
Ba, jest nawet reguła, że ludzi w tym wieku się nie psychoanalizuje, bo nie można uświadamiać człowiekowi po 60, że spierdzielił sobie albo komuś życie. I tak już nic z tym nie zrobi. Smutne ale zrozumiałe.
-
wo
2010/02/18 15:00:40
@elektrobob
"Ciekawe, czy znowu wybuchnie wielkie oburzenie, że Domosławski niby wporzo dziennikarz, a się ześwinił."

Że będą ludzie, którzy tak to podsumują, to jakby pewne i nieuchronne. Co więcej, może tu być nawet jakaś część wspólna (czescjacek?).

@sheik
"Ba, jest nawet reguła, że ludzi w tym wieku się nie psychoanalizuje, bo nie można uświadamiać człowiekowi po 60, że spierdzielił sobie albo komuś życie. "

Na wszelki wypadek śpieszę zaznaczyć, że w tej książce nikt o nikim takiej tezy nie stawia.
-
2010/02/18 15:27:28
Przypomina mi się "Wired" Boba Woodwarda - inny wariant sytuacji "wdowa zachęca do napisania, udostępnia materiały dotyczące męża, a potem protestuje przeciwko ogólnej wymowie biografii". Judith Pisano napisała potem dwie własne biografie Johna Belushiego.
-
2010/02/18 15:47:31
Potwierdzam, PRL była jak najbardziej moim państwem i będąc na miejscu Kapuścińskiego czy Olechowskiego też zapewne współpracowałbym z polskim wywiadem.
Potwierdzam też, że 3 RP jest wieloma względami "lepsza" (niedefiniowalne, stąd cudzysłów), natomiast jest mniej "moja". I za żadne skarby nie poszedłbym na współpracę z wywiadem kierowanym przez ludzi z nadania Kaczyńskich. (W tym właśnie może lepsza jest 3 RP - pozwala lepiej poznać, komu nie należy podawać ręki. Może dlatego jest mniej moja - selekcja jest negatywna, a nie pozytywna).
-
wo
2010/02/18 15:57:32
@rs
"I za żadne skarby nie poszedłbym na współpracę z wywiadem kierowanym przez ludzi z nadania Kaczyńskich"

Czekaj czekaj, uważaj z takim "za żadne skarby". Też chciałem tak napisać, ale się ugryzłem w klawiaturę. Prostszy scenariusz: znasz jakieś środowisko polskich Palestyńczyków i przypadkowo dowiadujesz się, że część z nich współpracuje z jakąś organizacją, która swój protest przeciwko polityce Izraela prowadzi w sposób bardzo mało sympatyczny i niestety jest duże prawdopodobieństwo, że Twoja bierność w tej sprawie może doprowadzić do śmierci niewinnych ludzi.

Wtedy też nie zawiadomisz władz, bo to Kaczyńscy? A przecież kiedy obserwujesz działalność CIA w Wenezueli (jeden z raportów w teczce Kapuścińskiego), to nie obserwujesz towarzystwa filatelistycznego.

Więc masz rację, współpraca typu szpiegowanie w warunkach pokoju to śmierdząca sprawa i ja też bym jej nie podjął za żadne dające się wyobrazić pieniądze. Ale w warunkach wojny? Kapuściński przecież nie pisał raportów z działalności opozycji demokratycznej czy czegoś w tym rodzaju. To był korespondent wojenny, jak gdzieś było za spokojnie, to mu się nudziło.
-
2010/02/18 16:14:28
@wo
"Prostszy scenariusz: znasz jakieś środowisko polskich Palestyńczyków i przypadkowo dowiadujesz się, że część z nich współpracuje z jakąś organizacją, która swój protest przeciwko polityce Izraela prowadzi w sposób bardzo mało sympatyczny"

A to nie jest jeszcze prostsze: że pracujesz w jakiejś dużej, prywatyzowanej firmie i w związku z tym służby odpytują cię co jakiś czas na okoliczność, czy nikt dziwny się nie kręcił, nikt nie próbował wpływać, przekonywać? Albo że pracujesz w jakimś NASK i co jakiś czas spotykasz się ze służbami (przy okazji podpisując papiery) żeby porozmawiać o problemach/zagrożeniach/atakach?
-
2010/02/18 17:03:54
To jest problem, który pojawia się zawsze, kiedy dowiadujemy się z prasy, że ktoś współpracował z SB, WSI czy innym cholerstwem. Ludziom, bo obejrzeniu kolejnego Jamesa Bonda wydaje się pewnie, że taki współpracownik to dostaje numer zaczynający się od 00, pistolet i hajda na wrogów Jego Ekscelencji Prezydenta, Pierwszego Sekretarz ot whatever. Tymczasem praca wywiadu to w 99 proc. nudna robota przy biurku, a współpraca z wywiadem to najczęściej siedzenie przy nudnym biurku, nudnego faceta i odpowiadanie na nudne pytania. U Kapuścińskiego pewnie te pytania nie były takie nudne, ale podejrzewam, że pewnie informował dokładnie o tym samym, o czym później pisał w swoich reportażach
-
2010/02/18 17:19:23
@wojte_k_ch1: "praca wywiadu to w 99 proc. nudna robota przy biurku, a współpraca z wywiadem to najczęściej siedzenie przy nudnym biurku, nudnego faceta i odpowiadanie na nudne pytania"

Taaak, zupełnie tak jak w przypadku tych ośmiu kolesi z CIA ostatnio. Z tym, że to nudne biurko stało w prowincji Chost w Afganistanie, a ten nudny facet przyszedł na spotkanie z bombą pod pachą. W bardziej powszechnym wariancie biurko stoi w jakimś lesie na Mazurach czy na egipskiej pustyni, a gościu wcale nie jest nudny. Bo, parafrazując klasyka, z akumulatorem na jajach nikt nie jest nudny.
-
wo
2010/02/18 17:54:00
@wojtek
"U Kapuścińskiego pewnie te pytania nie były takie nudne, ale podejrzewam, że pewnie informował dokładnie o tym samym, o czym później pisał w swoich reportażach"

Niestety nie tylko, ale co do dalszych szczegółow odsyłam już do książki.
-
2010/02/18 18:12:39
Ale czy to jest bardziej właśnie historia o Kapuścińskim jako człowieku, a nie herosie, ale jednak doskonałym dziennikarzu; czy też są tam podniesione poważne zarzuty dotyczące braków w faktografii i merytorycznych błędów, a jak niektórzy pisali łgarstw które pojawiały się w jego reportażach? Było już paru autorów, którzy podróżując po tych samych terenach co Kapuściński widzieli kompletnie inną rzeczywistość i krytykowali go bardzo konkretnie i rzeczowo, co u nas się kompletnie nie przebiło, ofkors.
-
wo
2010/02/18 18:19:24
@fin
"Ale czy to jest bardziej właśnie historia o Kapuścińskim jako człowieku, a nie herosie, ale jednak doskonałym dziennikarzu; czy też są tam podniesione poważne zarzuty dotyczące braków w faktografii i merytorycznych błędów, a jak niektórzy pisali łgarstw które pojawiały się w jego reportażach? "

No właśnie to się w fascynujący sposób stapia w jedno. Zarzuty sa tutaj rozważone, Domosławski objechał świat szlakiem Kapuścińskiego, docierając do jego informatorów i znajomych i z bliska okazało się, że ani doskonałe dziennikarstwo ani łgarstwa, tylko jeszcze co innego. W każdym razie, co do nieścisłości w książkach Kapuścińskiego czuję się teraz jak po przeczytaniu "Future Noir" Paula Sammona w odniesieniu do "Blade Runnera" - mam uczucie, ze wiem w tej sprawie wszystko co jest do wiedzenia.
-
2010/02/18 18:34:27
W takich momentach uważam, że za przywilej przeczytania tego przed premierą (oby w ogóle doszła do skutku) powinno się Was jakoś dodatkowo opodatkować.
-
wo
2010/02/18 18:40:39
Czasami mam do swojego zawodu stosunek taki jak ten chomik do zamiatania:
moronail.net/img/2482_i_fucking_love_sweeping
-
2010/02/18 18:46:45
"[...] dlaczego gdy amerykański korespondent w Afryce współpracuje ze swoją ambasadą (bo przecież to prawie nigdy nie wygląda tak, że się współpracuje ze szpiegiem w prochowcu i ciemnych okularach; w praktyce rozmawia się z drugim sekretarzem ambasady, a ten sporządza z rozmowy notkę operacyjną), to jest to dla nas ogólnie OK, a gdy to samo robi polski dziennikarz w ambasadzie swojego kraju, to jest to skandal?"

Drogi Panie redaktorze, to jest wołanie na puszczy, tudzież w szpitalu dla osób głuchych.

Przecież dla niektórych panów z Newsweeka, Dziennika, Polski itd. jedyną postawą przed 1989 r. było siedzenie w chałupie na d. Jeśli ktoś szedł po paszport to od razu jest skreślony, bo musiał porozmawiać z ubekiem (a to już prawie kontakt i notatka). W konsekwencji zwykły człowiek (który miał rodzinę i chociażby z tego powodu nie chciał życia spędzać za kratkaimi) powienien między 1945-89 r. orać w polu, nie czytać gazet, nie rozmawiać z urzędnikami i tak dalej. A jeśli chciał nakręcić film, napisać książkę o Boliwii, zrobić doktorat? Musiał iść na kompromisy. A kompromis to kolaboracja!Szkoda słów.
-
wo
2010/02/18 18:52:26
@maciek
"A jeśli chciał nakręcić film, napisać książkę o Boliwii, zrobić doktorat? Musiał iść na kompromisy"

No właśnie to jest jeszcze ciekawsze: z ustaleń Domosławskiego wynika, że współpraca Kapuścińskiego była dobrowolna. Wariant "szantażu paszportowego" jest praktycznie wykluczony. Już prędzej to pomaga zrozumieć taka alegoria: jesteś dzisiaj polskim reporterem w Iraku. Masz powody obawiać się o swoje życie. Masz powody by jedną ze stron konfliktu uważać za wroga wartości, w które autentycznie wierzysz (tak jak Kapuściński przez większą część życia w komunizm). Czy będziesz unikał kontaktów z polską ambasadą? Czy nie napiszesz raportu o tym, że jakieś czasopismo twoim zdaniem jest przykrywką dla działalności fundamentalistów?
-
2010/02/18 18:58:40
@maciek

Dla wielu panów z Newsweeka itp. jedynym słusznym zachowaniem jest bycie amerykańskim szpiegiem. Jeśli nie zgadzasz się z ideologią władzy aktualnie rządzącej w Polsce to możesz swój kraj zdradzać. Potem zrobią z Ciebie bohatera narodowego.
-
2010/02/18 19:17:09
@wo
"In fact, miałem raz coś w rodzaju przygody"

Ja też raz - polegała na tym, że biegłam z Paradoxu (tego ostatniego, na Solcu), żeby zdążyć na ostatni dzienny, z portfelem wciśniętym do kieszeni kurtki. Następnego dnia rano przyniósł mi go do domu jakiś miły człowiek, podobno znalazł go na śniegu na Czerniakowskiej. Nawet tego znaleźnego, co mu chciałam dać, nie wziął.
-
wo
2010/02/18 19:19:48
@kch
"Nawet tego znaleźnego, co mu chciałam dać, nie wziął."

Ja raz zostawiłem portfel (ten właściwy!) w Coffee Heaven w Arkadii. Po godzinie to odkryłem i wróciłem, przechował go miły personel. Też nie chcieli znaleźnego, więc wrzuciłem stówę do słoiczka z napiwkami.
-
2010/02/18 19:48:06
@wo, krystyna.ch
Zapodziałem portfel w okolicach 8 rano podczas "zakupów" w okolicach Ząbkowskiej. Po prostu nie wziąłem z lady. Oczywiście że się znalazł. I kiedyś jeszcze wypadł mi telefon na klatce schodowej. Również wrócił. Ale: jak wyleciała mi komórka w taksówce w Krakowie, to się oczywiście nie znalazła.
-
2010/02/18 19:50:32
@wo

No właśnie ale to dla twardogłowych są niuanse. Kontynując alegorię:

W 2009 piszę raport o piśmie, które jest przykrywką dla terrorystów.

W 2014 wychodzi na jaw wielka masakra dokonana przez wojska brytyjskie w okolicach Mosulu w ramach testów gazów bojowych odkrytych w magazynach Saddama. Tony Blair pod presją opinii publicznej dobrowolnie staje przez Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości (świadkiem oskarżenia jest G.W.Bush oczywiście mówi z kasety bo boi się przyjechać).

W 2015 rząd PiSu stawia przez Trybunałem Stanu Leszka Millera, za współudział.

W 2017 po skompromitowanych rządach PiSu a wcześnie PO dochodzi do władzy socjalistyczno - nacjonalistyczna partia pod wodzą A. Leppera i nestora ruchu Albina Siwaka. Znany dziennikarz M. Kar. wydaje wywiad rzekę z A.L. pt. "Moja walka o piękną i czystą Polskę".

W 2019 kompromitująca się partia nacjonal - socjal. żeby odwrócić uwagę od 25% bezrobocia publikuje raport pt. "Wspólnicy zbrodni na bratnim narodzie irackim." Na razie głównymi bohaterami są gen. Polko i gen. Bieniek. Nikt ich co prawda nie złapał za rękę ale w omawianym okresie wspólnie pili wódkę z Brytyjczykami, a wiadomo co się robi po wódce.

2019-20 okazuje się że niestety, wielu polskich dziennikarzy współpracowało ze współprawcami zbrodni. Korzystali z ich ochrony i pomocy przy poruszaniu się po Iraku. Najpewniej w zamian ukrywali niewygodne fakty.

grudzień 2020 r.: dziennikarze Newsweeka dokopują się do mojego raportu o terrorystach. Na moje nieszczęście terroryści oni złapani i ukrani wg irackiego prawa i zwyczajów, tzn. boleśnie. Jestem współsprawcą. Wszyscy odwracają się ode mnie na ulicy. Znajomi przestają dzwonić...
-
2010/02/18 19:53:19
Nie no, moim zdaniem analogia : tekst Hugo Badera - biografia Domosławskiego jest na zbyt wielu polach nietrafiona. To inne gatunki i inne zabiegi literackie: przede wszystkim(jak podejrzewam, bo nie czytałem!) Domosławski nie prowadzi monolou wewnętrznego/strumienia świadomości w imieniu Ryszarda K. Skoro narracja jest zewnętrzna i w zamierzeniu ma opisywać fakty, to IMO spierać się można tylko o ich ewentualną prawdziwość. W przypadku tekstu HB takie dywagacje są bez sensu, bo nie chodzi tu o żadne fakty, tylko subiektywne przeżycia z głowy bohatera/terki. Tyle ode mnie.
A poza tym z chęcią dam Wam zarobić parę dych na tej biografii.
-
2010/02/18 19:57:33
Panie redaktorze, jako wierny czytelnik chciałem zapytać, dlaczego w dzisiejszym DF nie było felietonu?

Zdzisław z Pierdziszewa
-
2010/02/18 20:23:37
@nudna praca przy biurku

mylicie dwie, albo i trzy, albo i cztery osoby

- jest oficer kadrowy (wg amerykańskiej terminologii "agent"), czyli pracownik/funkcjonariusz jakiejś tajnej służby

- jest tajny współpracownik (wg amerykańskiej terminologii "asset", wg eurazjatyckiej agent, koń) czyli ktoś kto zajmuje się swoją pracą, a oprócz tego co jakiś czas spotyka się ze swoim kadrowym oficerem prowadzącym, współpracuje

między tymi dwoma stanami zdarzają się przejścia, ale dość rzadko; są jeszcze:

- są jeszcze ludzie działający na danym politycznym polu zainteresowań, handlarze, macherzy, fixerzy

- i nieznani sprawcy od bomb i wypadków samochodowych

Po szczegóły polecam "See no evil" Boba Baera no i niestety Akwarium.

@wurman re: praca w nasku

NASK nie żyje w bojaźni co jakiś czas przekazując informacje służbom, i podpisując za każdym razem jakieś papiery, tylko ma swoją jednostkę do śledzenia zagrożeń, która współpracuje ze służbami jak równy z równym, i na podobnych zasadach.
-
2010/02/18 20:31:22
@weirdnik
"NASK nie żyje w bojaźni co jakiś czas przekazując informacje służbom, i podpisując za każdym razem jakieś papiery, tylko ma swoją jednostkę do śledzenia zagrożeń, która współpracuje ze służbami jak równy z równym, i na podobnych zasadach."

No ale z pewnością dostają jakieś certyfikaty dostępu do informacji niejawnej, przechodzą weryfikacje, szkolenia? Stąd przez jakiś czas z całą pewnością byli współpracownikami służb specjalnych IV RP?

-
2010/02/18 20:36:20
@wurman

Współpracownikiem zostaje się podpisując oświadczenie o współpracy, to które za 50 lat wygrebią ci w IPNng, przy dostępie do informacji klasyfikowanej nic takiego nie ma.
-
2010/02/18 20:43:10
@barts_706
Ha, ale jest "Travolta w Paryżu", właśnie zabieram się do czytania. Swoją drogą brak Orlińskiego to mocny argument, żeby nie kupić gazety, o ile brak kontentu rekompensującego. Bo jak człowiek przegląda Gadomski, Gadomski, Gadomski, to się odechciewa.

A wracając do dyskusji paper or no to paper, jedyną rzeczą, która skłania mnie do czytania papieru, to komfort czytania i poręczność, których brak na elcedeku. Gdyby nie to, to wolałbym pewnie poczekać te dwa dni i poczytać artykuł na jakimś czytniku, jak się spodziewam, bo urządzenia jeszcze w ręku nie miałem. Newsy ani komentarze do nich jakoś mnie w gazetach nie interesują, ale zawartość opiniotwórcza, a więc Świąteczna, DF, WO, a czy przeczytam je w ten sam dzień, czy poleżą i poczekają parę dni, nie ma w tym wypadku takiego znaczenia.

Poważnym minusem papieru jest moje, w dużej mierze irracjonalne, poczucie winy, gdy patrzę na szybko rosnące stosy makulatury. Tutaj przecież prąd, węgiel, siara i CO2, ale mimo to, miło by było, gdyby, gdzieś z boku leciał drobnym drukiem tekst, że technologia ekologiczna, a co roku sadzimy tyle, a tyle hektarów lasu. Cena pewnie by wzrosła, ale chętnie bym za to zapłacił.

Also za cykl o filozofii mega uznanie, nawet jeśli nie wszystkie teksty trzymają poziom. W ogóle obok Arki Noego powinien być stały dział filozofia/etyka.
-
2010/02/18 20:50:49
@weirdnik
Ok, dzięki.
-
wo
2010/02/18 20:52:23
@eli
"Ale: jak wyleciała mi komórka w taksówce w Krakowie, to się oczywiście nie znalazła."

A mi wyleciała w Nowym Jorku - zadzwoniłem do siebie z hotelu, odebrał uprzejmy Nowojorczyk i powiedział, że zostawia u portiera u siebie w wieżowcu na rogu którejśam i którejśtam, było to więc nawet na swój sposób romantyczne.

@fkonop
"A poza tym z chęcią dam Wam zarobić parę dych na tej biografii."

Nie mi przecież!

@barts
"Panie redaktorze, jako wierny czytelnik chciałem zapytać, dlaczego w dzisiejszym DF nie było felietonu?"

No w Paryżu byłem i nie wyobrażasz sobie, jak bardzo mi się nic nie chciało.

@bantus
"Ha, ale jest "Travolta w Paryżu", właśnie zabieram się do czytania."

Przybił mi piątkę! *serduszka*
-
2010/02/18 21:05:58
@Also za cykl o filozofii mega uznanie

Pan Duda ma swoje zabawne maniery przy pisaniu.
-
2010/02/18 22:11:31
@"Przybił mi piątkę! *serduszka*"
A goatee miałeś?
-
wo
2010/02/18 22:16:41
@sheik
"A goatee miałeś"

Nie, więc to było trochę na wyrost :-)
-
2010/02/18 22:52:56
@wo
"Pan Duda ma swoje zabawne maniery przy pisaniu."

Jak ktoś się w Witwickim zaczytuje, to osad zawsze zostanie.
Przy Sokratesie miałem ochotę mu podpisać, że szkoda wielka, iż ten bąk go nie udziabał jednak. Platon też wyszedł jak z wymarzonego podręcznika do szkół średnich, a tak można było pojechać, przecież to największy krytyk demokracji ever.

@piątka
Już sam początek jest mocny: Wojciech Orliński, Paryż. Później można już tylko umrzeć z zazdrości. Trzeba było choć komórką nagrać i wrzucić tu filmik.
-
2010/02/18 23:53:39
@no i niestety Akwarium.

Autor "niestety Akwarium" spalił się u mnie doszczętnie sceną pakowania funkcjonariusza żywcem do pieca, po tym jak nie zgłosił przełożonym, że dostał pocztą Biblię. Po czymś takim postanowiłam bez potwierdzenia z innych źródeł na wszelki wypadek nie wierzyć mu w nic, a miałam wtedy piętnaście lat i bez problemu można było mi wcisnąć różny kit, tylko nie należało przesadzać.
(chyba że jest jakaś interpretacja, w której ten wątek nabiera nagle dużo sensu?)
-
2010/02/19 00:10:28
@bantus

Dla porządku, o Dudzie to byłem ja, Jarząbek.
-
2010/02/19 00:16:44
"Jak ktoś się w Witwickim zaczytuje, to osad zawsze zostanie."

lurk mode off
Już nie przesadzaj z tą krytyką Witwickiego. Ja nie wiem czemu się, aż tak kręci nosem z tego powodu. Naprawdę. Ja nawet zalecałbym przygodę z filozofią właśnie od przekładów Witwickiego. Właśnie dlatego, że są IMHO znakomite pod względem literackim i fantastycznie się je czyta, a trochę czasu już minęło od dokonania przekładu.
Oczywiście nie neguję, że inne przekłady są wierniejsze i sam aspekt filozoficzny tekstu jest czytelniejszy. Tylko, że to wymaga pewnego przygotowania i komentarza, a do propedeutyki filozofii Witwicki jest znakomity i już. Ja zaś głowie marudzenie słyszę. 'Łee, Witwicki, łee...' Jak to się ludzie ogarnąć nie potrafią.
Tak na marginesie jak ktoś chce bardzo poważnie traktować wierność przekładu to powinien czytać w oryginale. Przekład to od bidy starczy ale i tak do poziomu magistra, więc w czym problem?

"Przy Sokratesie miałem ochotę mu podpisać, że szkoda wielka, iż ten bąk go nie udziabał jednak. Platon też wyszedł jak z wymarzonego podręcznika do szkół średnich, a tak można było pojechać, przecież to największy krytyk demokracji ever."

Oh Kitty. To tylko wprowadzenie ze średnio oblatanego w temacie MMC/UMC czego oczekujesz.
-
2010/02/19 01:25:50
Chyba jestem LC, na nazwisko Witwicky pomyślałem - filozofia w Transformerach? o_O
-
2010/02/19 08:11:38
@kch

Coś pokręciłaś, to nie był gość od biblii tylko facet który współpacował z Zachodem. Od bibliii był inny, i nie wsadzili go do pieca.
-
2010/02/19 08:13:57
@kch

Ten od pieca to był Oleg Pieńkowski en.wikipedia.org/wiki/Oleg_Penkovsky#Penkovsky.27s_fate i prawdopodobnie spalili go żywcem za dużo więcej niż nie zgłoszenie Biblii.
-
2010/02/19 09:01:55
@arturjac
Tak, tak trener drugiej klasy. Sorasy, jedenasta okazała się dla mnie za późną godziną.

@mdh.hdm
"Już nie przesadzaj z tą krytyką Witwickiego."

Już nie przesadzaj z tą krytyką mojej krytyki, bo jej tam nie ma. Jednak czemu nie? To całkiem niezły przekład dialogów, ale literacki, nie dokończony zresztą. Styl jak styl, ma swój urok i sympatycznie się czyta. W żadnym razie jednak nie nadaje się do analizy na poziomie akademickim, to tego przydałoby się wydanie krytyczne, mówię o filozofii, nie o polonistyce. Zdarzają się profesorowie, którzy znają łacinę na poziomie ponadpodstawowym, ale greka to greka, większość starej kadry nie zna nawet angielskiego, gdzie przekładów dostatek.

Być może jest potrzeba gimnazjalnej łopatologii w narodzie, dla mnie to jednak stracona szansa na świetny artykuł albo przynajmniej artykuł dla dorosłych wykształconych czytelników. Praca u podstaw wywołuje tylko ziew i bez szkolnego kija oraz marchewki nie skłoni wielu do poczytania. Jednak mimo wszystkich wad, cykl jest wielkim pozytywem.
-
2010/02/19 09:36:03
@weirdnik: "mylicie dwie, albo i trzy, albo i cztery osoby"

A która z tych osób ma Twoim zdaniem pracę w 99 procetach za nudnym biurkiem? Poza tym, pisząc "oficer kadrowy" mylicie dwie, albo i trzy osoby - są przecież oficerowie centrali, zewnętrzni, i do tego jeszcze nielegałowie.
-
2010/02/19 10:36:41
@weirdnik
Współpracownikiem zostaje się podpisując oświadczenie o współpracy, to które za 50 lat wygrebią ci w IPNng, przy dostępie do informacji klasyfikowanej nic takiego nie ma.

Oświadczenie o współpracy TW Weirdnik ze służbami nie zachowało się. Nie ma w tym jednak nic zaskakującego. Brak jednoznacznych dowodów współpracy jest wręcz tym bardziej obciążający, gdyż właśnie najcenniejsi agenci byli starannie chronieni przez swoich oficerów prowadzących. Nawet wobec braku oświadczenia o współpracy sam fakt dostępu p. Weirdnik do informacji zastrzeżonych dostatecznie dowodzi jego bliskich i karygodnych związków ze zbrodniczym systemem... etc.
-
2010/02/19 10:43:48
@weirdnik

Masz rację - skontaminowało mi później z filmem, gdzie było dokładnie tak (swoją drogą, najgłupsza decyzja oszczędzania czasu ekranowego ever). Mimo wszystko, ówcześni autorzy thrillerów szpiegowskich (to prawda, że zachodnich) trzymali się raczej wersji, że Pieńkowski dostał klasyczną kulkę i przy Akwarium miałam takie wrażenie, jakby Suworow wykorzystał okazję i trochę popłynął z fantazją, bo i tak nie było tego komu zweryfikować.
-
2010/02/19 10:49:04
@krystyna: "przy Akwarium miałam takie wrażenie, jakby Suworow wykorzystał okazję i trochę popłynął z fantazją"

No właśnie przy Akwarium to on się jeszcze w miarę trzymał rzeczywistości (na ile da się zweryfikować). Dopiero później popłynął i zyskał aurę mitomana.
-
2010/02/19 11:14:28
@elektrobob
"No właśnie przy Akwarium to on się jeszcze w miarę trzymał rzeczywistości"

Stąd intensyfikator "trochę", bo w Akwarium urwała mu - no, powiedzmy nadszarpnęła - od wiarygodności ta jedna scena (za to było parę innych ciekawych i dość realistycznych, nawet film nie dał rady ich zepsuć). No, ale pytanie zasadnicze brzmiało, na ile w ogóle można wierzyć autorowi w cokolwiek. Jasne, że potem było gorzej, ale dla mnie to był taki pierwszy sygnał kontrolny, że jeśli chcę poczytać coś rzetelnego, to może niekoniecznie tutaj.
-
2010/02/19 13:57:48
@
Masz rację - skontaminowało mi później z filmem, gdzie było dokładnie tak (swoją drogą, najgłupsza decyzja oszczędzania czasu ekranowego ever).

Ale przecież w filmie/serialu nie było dokładnie tak. Witek tylko zastanawia się czy koleś trafił do pieca. Nie zna losów tego człowieka po tym jak Witek z Krawcowem go zdemaskowali i odstawili na lotnisko.
-
2010/02/19 14:11:57
@zamorano102
"Witek tylko zastanawia się czy koleś trafił do pieca."

Ja to wtedy odebrałam jako mocną sugestię, tzn. jeśli bohater rozważa taką możliwość, to znaczy że możliwość istniała i była prawdopodobna.
-
2010/02/19 20:31:14
"Już nie przesadzaj z tą krytyką mojej krytyki, bo jej tam nie ma."

Oj tam. Nie ja pisałem o osadach. Nie będę się aż tak czepiał. Bez urazy, ale takie marudzenie to strasznym snobizmem zalatuje i zawsze mi urywa od wszystkiego jeśli chodzi o filozofię.
IMHO Witwicki znakomicie się nadaje ćwiczenia z propedeutyki filozofii. W przypadku zajęć z filozofii starożytnej, będzie to średnio przydatne, zgadzam się. Tym niemniej jeśli prowadzisz ćwiczenia i masz 30h to i tak z czasem na analizę średnio jest i tak nie masz czasu aby zając się tekstami specjalnie szczegółowo. Zatem o jakiej analizie mówisz? To chyba na seminarium albo jak masz możliwość poświecenia ok 15h tylko jednemu filozofowi. Więc co mi tu. Ponadto profesorstwo które zajmuje się starożytnością i nie zna greki to, ekhm nieporozumienie - zawsze.


"Być może jest potrzeba gimnazjalnej łopatologii w narodzie, dla mnie to jednak stracona szansa na świetny artykuł albo przynajmniej artykuł dla dorosłych wykształconych czytelników. Praca u podstaw wywołuje tylko ziew i bez szkolnego kija oraz marchewki nie skłoni wielu do poczytania."

Hehe, a to od kiedy? W Polsce filozofia obecnie jest traktowana jako coś dziwnego. Z czym nie wiadomo co zrobić. Nawet nie wiem jak teraz jest z wykładami na innych wydziałach, tam gdzie się da w ramach oszczędności wywalało się te zajęcia. Zatem jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tych tabunów dorosłych wykształconych czytelników. Mylę się?
-
2010/02/19 21:29:00
@wo
zgadzam się z Twoją pochwałą amerykańskiego sposobu pisania (wymienionych przez Ciebie autorów), stąd owa amerykańskość książki Domosławskiego mnie zachęca do czytania.
Mam jednak wątpliwość czy nie jesteś zbyt "amerykański" w komentarzach i w obsadzaniu w roli bad guysów Palestyńczyków, to trochę trąci automatyzmem jak z scenariusza, wiem, że w rzadkich przypadkach bad guysi mówią z niemieckim ew. francuskim akcentem ale z reguły to jakaś wariacja około-palestyńska,(co świetnie widać w Team America: World Police).
@dyskusja o filozofii
Oczywście opowieść o Paltonie, Sokratesie i Arystotelesie jest w cyklu GW ładną bajką dla licealistów, ale jak ma być w kraju, bez żadnej kultury filozoficznej. Ja też bym wolał aby Sokretes był ukazany jako zwolennik Sprarty i tyranów co było prawdopodobną przyczyną jego śmierci. Aleksander Wielki był poczatkowo wierny Arystotelesowi, w swej pogardzie dla nie-Greków, problem pojawił się gdy uczeń zby mocno przesiąknła "azją". Oczywisćie wołabym artykuł o "Black Athenie" Martina Bernala i o azjatycko-afrykańkich korzeniach cywilizacji greckiej ale to na razie poszło jedynie w "Lewej Nodze".
-
2010/02/20 01:14:15
"A kompromis to kolaboracja!"

No i powiedzcie sami, czy naród, w którego języku najbardziej naganną kalifikacją moralną jest kolaboracja, ma w ogóle jakiekolwiek szanse na przetrwanie?
-
2010/02/20 02:21:26
@wo
"bo przecież to prawie nigdy nie wygląda tak, że się współpracuje ze szpiegiem w prochowcu i ciemnych okularach; w praktyce rozmawia się z drugim sekretarzem ambasady, a ten sporządza z rozmowy notkę operacyjną"

Eee tam, a (Confessions of a Dangerous Mind) widziałeś? Tam Barris bezpośrednio kontaktował się z tym agentem granym przez Clooneya. A film przecież na faktach autentycznych jest.
-
wo
2010/02/20 10:41:10
@login
"A film przecież na faktach autentycznych jest."

Nie na faktach, tylko na nieweryfikowalnej opowieści notorycznego konfabulatora.

@fronesis
"(co świetnie widać w Team America: World Police). "

Egzaktly - chodziło mi o porównanie do zimnej wojny. Kogo bałbym się dziś bardziej niż komunista CIA? No chyba tylko "derka derka derk derk".
-
2010/02/20 10:56:31
@ Było już paru autorów, którzy podróżując po tych samych terenach co Kapuściński widzieli kompletnie inną rzeczywistość i krytykowali go bardzo konkretnie i rzeczowo, co u nas się kompletnie nie przebiło, ofkors.

no ale to przecież standard, byłoby nudno, gdyby dwaj dziennikarze w tym samym miejscu widzieli tę samą rzeczywistość. Piękna okazja do testu - za chwilę jakoś chyba wyjdzie po polsku druga książka Kaldera - Dziwne Teleskopy ( www.czarne.com.pl/index.php?a=642 ) i tam 1/3 objętości zajmuje reportaż z wizyty u Wissariona Jezusa z Syberii, dokładnie tego samego, którego opisuje H-B w Białej Gorączce. I nie da się tak właściwie rozpoznać, że oba teksty dotyczą tej samej postaci, tych samych miejsc, tego samego odchyłu religijnego, choć obaj rozmawiali z tymi samymi ludźmi, w tych samych lokacjach, chyba nawet mniej więcej w tym samym czasie (Kalder może z rok wcześniej).
-
2010/02/20 11:27:28
@Braineater
Wszystko prawda, tylko w przypadku krytyki Kapuścińskiego nie chodziło tylko o interpretacje, styl opisu, rozłożenie akcentów, skrzywienie ideolo etc., ale często o faktografię, topografię, historiografię. Sprawy, które jak mi się kiedyś zdawało nie podlegają licencia poetica reportażysty. Swoją drogą, ciekawe czy Domosławski ruszył też tropem "Buszu (a?) po polsku", mojej ulubionej książki RK.
Thx. za Kaldera, niechybnie zajrzę.
-
wo
2010/02/20 11:28:45
@braineater
"no ale to przecież standard, byłoby nudno, gdyby dwaj dziennikarze w tym samym miejscu widzieli tę samą rzeczywistość."

No tylko że ja jeszcze jako licealista nie chciałem uwierzyć w realistyczność sceny, w której Kapuścińskiego chcą rozstrzelać belgijscy spadochroniarze. To mi zgrzytało z moim wyobrażeniem Zachodu i tego, jak w praktyce funkcjonuje imperializm. Przecież nie tak, że oni są gotowi zabić białych ludzi na oczach białych pasażerów samolotu Sabena uwięzionego na kongijskim lotnisku tylko dlatego, że to komuniści. Dlatego relacja czeskiego dziennikarza, który wtedy towarzyszył Kapuścińskiemu, dzisiaj też jest dla mnie znacznie bardziej wiarygodna (tu masz dwóch dziennikarzy, którzy przeżyli dokladnie te same przygody i opisali je radykalnie odmiennie).

NATOMIAST rozumiem lęki Kapuścińskiego i zgaduję, że to częściowo kwestia pokoleniowa. Dla pokolenia naszych rodziców Zachód był czymś groźnym i niezrozumiałym, mieli wbudowany strach przed niemieckim żandarmem, nie rozumieli, że za Żelazną Kurtyną świat przeszedł kawał ewolucji, a tylko tutaj czas się zatrzymał.
-
wo
2010/02/20 11:36:05
@fin
"Wszystko prawda, tylko w przypadku krytyki Kapuścińskiego nie chodziło tylko o interpretacje, styl opisu, rozłożenie akcentów, skrzywienie ideolo etc., ale często o faktografię, topografię, historiografię. Sprawy, które jak mi się kiedyś zdawało nie podlegają licencia poetica reportażysty."

Więcja to rozumiem tak. Kiedy ja się przestraszyłem Cyganów w Sierra Morena, autentycznie wrzuciłem wsteczny i uciekłem. I opisałem to w reportażu. Bo ja nie mam autokreacji pt. nieustraszony reporter, co to będzie pił bimber z Czukczami i walczył z najemnikami w Angoli (jeśli już, to mam autokreację wprost przeciwną - na faceta, który zrezygnuje z pomysłu na reportaż, jeśli w okolicy nie da się znaleźć hotelu minimum trzygwiazdkowego). Kapuściński miał. Swój strach opisywał realistycznie, choć nie jest to realizm w sensie prawdy materialnej - i cieszę się, że ktoś ją probuje teraz zrekonstruować.
-
2010/02/20 12:13:19
@myself

Szfak, miało być inaczej.

@fronesis

Oczywisćie wołabym artykuł o "Black Athenie" Martina Bernala(...)

O rly?

(...)ale to na razie poszło jedynie w "Lewej Nodze".

Dziwi cię to?
-
wo
2010/02/20 13:02:01
@nachasch
"O rly?"

Ja bym prosił o niełykanie podpuchy. Odbanowałem Fronesisa, bo prosił o to w mailu. Przeważnie jak kogoś odbanuję to potem tego żałuję, bo moje pierwsze wrażenia rzadko mnie zawodzą. On zapewne ma ochotę na nudnego flejma na ten temat, ale ja nie mam ochoty na nudne flejmy na swoim blogu. Więc wszystkich zainteresowanych, z Fronesisem na czele, namawiam na roztrząsanie tej tematyki na swoich blogach. Fronesis w ogóle ma skłonność do informowania wszystkich, co on by wolał, tak jakby ktokolwiek dawał latającego faka - no więc poinformował. To powinno wystarczyć.
-
2010/02/20 13:17:12
@wo

Flejm nie musiałby być nudny, ale KJP. Nie będę rozpalał.
-
wo
2010/02/20 13:48:53
@nachasch
"Flejm nie musiałby być nudny, ale KJP. Nie będę rozpalał."

Nic nie musi, ale Fronesis to Człowiek z Misją, a to źle rokuje.
-
2010/02/20 14:18:07
@kto siedzi w wywiadzie przy biurku

analityk oczywiście
-
2010/02/20 14:22:25
@wo
"Dla pokolenia naszych rodziców Zachód był czymś groźnym i niezrozumiałym, mieli wbudowany strach przed niemieckim żandarmem, nie rozumieli, że za Żelazną Kurtyną świat przeszedł kawał ewolucji, a tylko tutaj czas się zatrzymał."

Dziwne rzeczy piszesz. Dla pokolenia *moich* rodziców tak nie było, dla mojego pokolenia też nie.
Być może chodzi o te "pół" pokolenia mieszczące się między moimi rodzicami a mną - urodzeni tuż przed II WŚ albo w trakcie.
-
wo
2010/02/20 14:48:13
@jhenri
"Być może chodzi o te "pół" pokolenia mieszczące się między moimi rodzicami a mną - urodzeni tuż przed II WŚ albo w trakcie."

Mały teściorek na inteligencjorek: chodzi mi o pokolenie:

1. Ryszarda Kapuścińskiego
2. Adama Leszczyńskiego
3. Samuraja Masaja
-
2010/02/20 16:21:27
@wo
"chodzi mi o pokolenie: " hmmm... napisałeś "pokolenie *NASZYCH* rodziców"

Więc faktycznie moi rodzice byli nieco starsi. Niewiele, ale widać te głupie kilkanaście lat wystarczyło, żeby dla pokolenia Twoich rodziców "Zachód był czymś groźnym i niezrozumiałym", a dla pokolenia moich nie....
-
2010/02/20 16:28:33
@kreacje reporterów
No to jest w ogóle dość fascynujący motyw, jak różni się sposób pisania, ale też i sposób opowiadania o własnym pisaniu tych reporterów, których postrzegałem jako, do pewnego stopnia przynajmniej, spadkobierców Kapuścińskiego; Jagielskiego, Szczygła, Tochmana, Domosławskiego właśnie, Leszczyńskiego jak jeszcze pisał o Afryce, nawet Hugo-Badera. Wszyscy oni z niego, że się tak górnolotnie wyrażę, ale każdy wziął co innego i przerobił na swój styl. Słuchałem kiedyś jak Jagielski się przejechał po idei reportażu wcieleniowego, z upodobaniem wykorzystywanym przez HB, i pomyślałem, że akurat kolegia działu reportażu muszą być u was interesujące (wiem, że z wymienionych nie wszyscy są dzisiaj tak afiliowani, but still).
-
wo
2010/02/20 18:32:27
@fin
"pomyślałem, że akurat kolegia działu reportażu muszą być u was interesujące (wiem, że z wymienionych nie wszyscy są dzisiaj tak afiliowani, but still)."

No więc zasadnicza linia podziału rysuje się już na poziomie pytania, czy w ogóle ktokolwiek. Jeśli spytasz mnie, to dział reportażu nie istnieje, jest Duży Format. Jak o tym rozmawiam z kimś z zagramanicy, mówię "I work for the Bloated Feature Desk". A jak po polsku, to mówię tylko, że jestem z działu o kodzie księgowym RX. Ja w ogóle nie wierzę w reportaż Jako Taki.
-
2010/02/20 19:46:03
@wo
Ja w ogóle nie wierzę w reportaż Jako Taki.

Nawet w wykonaniu tego pana?
http://golm.rz.uni-potsdam.de/mexiko/Kraft/Bilder/KischZigarette.jpg
-
2010/02/20 22:10:16
@WO
Bo ja nie mam autokreacji pt. nieustraszony reporter, co to będzie pił bimber z Czukczami

Picie bimbru jest mniej ryzykowne (choć też niebezpieczne) od opisywanych przez HB posiłków. Albo zmyśla z tymi wątrobami reniferów itd. albo nie słyszał o motylicy wątrobowej i tuzinie innych paskudnych rzeczy.
-
2010/02/20 22:33:12
"dlaczego gdy amerykański korespondent w Afryce współpracuje ze swoją ambasadą, to jest to dla nas ogólnie OK, a gdy to samo robi polski dziennikarz w ambasadzie swojego kraju, to jest to skandal?" - elementarne drogi Watsonie: bo Prawdziwie Polski Dziennikarz, powinien współpracowac z ambasada USA.
-
wo
2010/02/20 23:11:53
@gammon
"Nawet w wykonaniu tego pana? "

Nie pana tylko towarzysza. To komunista przecież. Czy komunistom można wierzyć?

@rpyzel
"Albo zmyśla z tymi wątrobami reniferów itd. albo nie słyszał o motylicy wątrobowej i tuzinie innych paskudnych rzeczy."

Na podstawie powierzchownej, ale jednak jakiejś tam znajomości, powiedziałbym że trzecia możliwość jest taka, że on słyszał, ale mu to nie przeszkadza ze względu na słaby instynkt samozachowawczy. To znowu trochę pokoleniowe, on działał w jakichś podziemnych strukturach podczas stanu wojennego - u nas na Żoliborzu to było nielegalne.
-
2010/02/20 23:30:49
@WO
"ale Fronesis to Człowiek z Misją"
już daję na wstrzymanie
-
2010/02/21 10:26:00
@weirdnik: "analityk oczywiście"

Jak powszechnie wiadomo, analitycy stanowią 99 procent kadry wywiadów, a analizowane przez nich materiały są niezwykle nudne.

@wo: "trzecia możliwość jest taka, że on słyszał, ale mu to nie przeszkadza ze względu na słaby instynkt samozachowawczy"

Już żeby jechać gazikiem - samemu - przez Syberię - w zimię to trzeba być nieźle szurniętym. Do tego, tam gdzie JHB ryzykuje złapanie tej motylicy, to nawet sensownych szpitali nie ma.

Z drugiej strony, jak się chce pisać fajne reportaże z takich miejsc, to trzeba chyba trochę ryzykować. Mi szczęka opadła jak Zawadzki dał się Beduinom przeszmuglować do Strefy Gazy tunelem kiedyś - ale artykuł mu dzięki temu wyszedł baaardzo fajny.
-
2010/02/21 10:51:27
@elektrobob
"Mi szczęka opadła jak Zawadzki dał się Beduinom przeszmuglować do Strefy Gazy tunelem kiedyś"

Wańkowicz w "Karafce la Fontaine'a" podaje wiele takich przykładów. Taki jeden dla dobrego reportażu dał się obrzezać...
-
wo
2010/02/21 11:04:55
@elektrobob
"Z drugiej strony, jak się chce pisać fajne reportaże z takich miejsc, to trzeba chyba trochę ryzykować"

Ale właśnie słowa kluczowe to "z takich miejsc". Surmiak i Grzebałkowska piszą rewelacyjne reportaże z miejsc, do których się normalnie przylatuje samolotem i/lub przyjeżdża Intercity, a śpi się w zwyczajnym hotelu. Są reporterzy, których bronsonowski death wish ciągnie w takie miejsca. A jak akurat redakcja ich nie chce wysłać na Syberię, to się przebiorą za kloszarda i dadzą pobić ochroniarzom. Ja to lubię czytać, ale nigdy w życiu za żadne (realistyczne) pieniądze bym czegoś takiego nie chciał robić.
-
2010/02/22 15:33:16
elektrobob
"Mi szczęka opadła jak Zawadzki dał się Beduinom przeszmuglować do Strefy Gazy tunelem kiedyś - ale artykuł mu dzięki temu wyszedł baaardzo fajny."
No właśnie OIDP się nie dał, bo nie zapłacił, wlazł i wylazł. Mocno się wkurzyłem czytając to, bo albo koleś nie ma za grosz wyobraźni, albo lubi egipskie więzienia. Albo nie wierzy, że Jaśnie Pana Reportera można zastrzelić. W każdym razie, gdyby wpadł z którejś strony, ja byłbym za tym, żeby go nie ratować wygibasami dyplomatycznymi. Odsiedzi, wyjdzie, może zmądrzeje.
-
2010/02/22 16:06:41
@sheik.yerbouti: "albo koleś nie ma za grosz wyobraźni, albo lubi egipskie więzienia. Albo nie wierzy, że Jaśnie Pana Reportera można zastrzelić."

Popacz pan, to zupełnie jak ten bałwan Kapuściński.
-
2010/02/25 09:51:09
Na nic się zdała apologia wo - gazeta.pl właśnie ogłosiła, że książka sama się ukarze...

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7599804,Kurtyka__Kapuscinski_byl_tajnym_wspolpracownikiem_.html
-
wo
2010/02/25 16:34:23
@staschey
"Na nic się zdała apologia wo"

Unikaj słów, które są dla Ciebie za trudne.

"gazeta.pl właśnie ogłosiła"

Ho ho. Przedtem przecież nikt nic nie wiedział.

"sama się ukarze"

Masochistka jakaś?
-
2010/02/25 19:13:48
@wo
ech, bo już zmienili. tak właśnie było napisane, literalnie - "bardzo dobrze, że taka książka się ukarze". i wydało mi się to zabawne w kontekście całej tej "afery".

i słowo 'apologia' nie jest dla mnie zbyt trudne, ale dziękuję za troskę.
-
wo
2010/02/25 19:25:32
@staschey
"tak właśnie było napisane, literalnie - "bardzo dobrze, że taka książka się ukarze". i wydało mi się to zabawne w kontekście całej tej "afery". "

Zwracam chonor :-). Jak już kilknąłem to znalazłem wersję poprawioną - więc podejrzewałem Ciebie o ten błąd (a potem poleciałem banalnymi skojarzeniami, błędy robi a więc kaczysta, itd itp).
-
2010/02/25 19:44:55
@wo
spoko, no harm done.
-
2010/02/26 11:33:04
A dzisiaj Bartoszewski zastanawia się, czy nie zerwać współpracy z wydawnictwem i porównuje książkę o Kapuścińskim do przewodników po burdelach. A wyglądał na normalnego.
-
2010/02/26 13:15:48
Bartoszewski wyglądał na normalnego? Ten, który książkę o sobie pozwolił nazwać "Warto być przyzwoitym"? I ten, który antykaczystą (i to do tego oszalałym) został dopiero wtedy, jak Kaczyński uraził jego ego?

Niech sobie zrywa współpracę, bardzo dobrze.

-
wo
2010/02/26 13:24:37
@kch
"A dzisiaj Bartoszewski zastanawia się, czy nie zerwać współpracy z wydawnictwem i porównuje książkę o Kapuścińskim do przewodników po burdelach. A wyglądał na normalnego."

Chciałem dodać "chyba na pececie", ale odpowiem łagodniej, że to moze być kwestia różnicy pokoleniowej. Domosławski pisze w swojej książce, że za życia Kapuściński nie miał w Polsce krytyków, bo ludzie woleli nie recenzować jego książek. Bo tak to jakoś wychodziło, że każdy potencjalny autor albo od razu czuł się niegodny (gdzież ja tam będę szargać Mistrza Przez Duże Em), albo był już osobą znaną i doświadczoną i zarazem zaprzyjaźnioną z Mistrzem, a więc jej nie wypadało.

Taka strategia przetrwania mogła mieć swój sens (metaforycznie odwołując się do ewolucji) w środowisku PRL, gdzie krytyczny tekst mógł być zawsze sygnałem do instytucjonalnego zgnojenia. Ale dla mnie nie ma sensu w 3RP, ja się raczej nie obrażę śmiertelnie na kogoś, kto wytknie błędy w mojej książce. Albo mu odpyskuję broniąc swojego zdania, albo przyznam rację i obiecam poprawę w ewentualnym przyszłym wydaniu. Z Domosławskim łączy mnie to, że żyję w świecie, w którym krytyka, spór, czepialstwo, nawet złośliwość - są czymś naturalnym, nie oznaczają od razu wstępu do wyrzucenia z pracy.
-
wo
2010/02/26 13:38:17
@aiborell
"Niech sobie zrywa współpracę, bardzo dobrze. "

No mozna teraz lepiej zrozumieć Znak: totalny bojkot ze strony wdowy (a więc przez prawie 70 lat niemożność wydania czegokolwiek samego Kapuścińskiego) plus wszystkch "przyjaciół Ryśka", to jest wymierny cios, który wielu wydawnictwom się po prostu bardzo nie opłaca w wymiarze finansowym. Po stronie plusa masz jeden bestseller, po stronie minusa bojkot różnych autorów.
-
2010/02/26 15:54:46
@airborell
"Bartoszewski wyglądał na normalnego?"

No właśnie, edytując ten komentarz, wahałam się, czy nie napisać: "Nie wyglądał na aż tak pojechanego".

@wo
"a więc przez prawie 70 lat niemożność wydania czegokolwiek samego Kapuścińskiego"

Właśnie. Wczoraj na spotkaniu z Jeffrey Fordem przyszło mi do głowy takie pytanie: czy autor może sobie zażyczyć np. w testamencie, żeby po jego śmierci nie robiono żadnych wznowień jego książek? Tzn. zażyczyć, oczywiście, może, były takie przypadki, ale jakie to ma szanse na realizację? W praktyce chyba można co najwyżej zablokować wznowienia na te kilkadziesiąt lat.
-
wo
2010/02/26 16:10:16
@kch
"W praktyce chyba można co najwyżej zablokować wznowienia na te kilkadziesiąt lat."

Przez 70 lat kalendarzowych od daty śmierci prawa majątkowe kontrolują spadkobiercy i zapewne odpowiednio skonstruowany testament może im zabraniać (albo przynajmniej uczynić skrajnie nieopłacalnym) naruszania woli zmarłego artysty. Ale w noc sylwestrową po upłynięciu tego okresu artysta może już tylko intensywnie obracać się w grobie, bo ochronie podlegają już tylko jego prawa niemajątkowe.
-
2010/02/26 16:20:21
@wo
"po upłynięciu tego okresu artysta może już tylko intensywnie obracać się w grobie"

Tak jak myślałam. Czyli wychodzi na to, że taki zapis, tak samo jak prośba Zelazny'ego, żeby nie dopisywać dalszych tomów do Amberu, na dłuższą metę może zadziałać tylko jako apel koleżeński: "Uszanujcie moją wolę, no nie bądźcie buce."
-
wo
2010/02/26 16:26:58
@kch
"Czyli wychodzi na to, że taki zapis, tak samo jak prośba Zelazny'ego, żeby nie dopisywać dalszych tomów do Amberu"

Tutaj już wymiękam, bo "dopisywanie dalszych tomów" to jeszcze inna kwestia.
-
2010/02/26 17:32:39
Do licha, co my tu mówimy o blokowaniu wznowień Kapuścińskiego w przyszłości. Niektórych jego książek (na pewno "Gdyby cała Afryka...") nie wznowiono od lat 70. I bardzo jestem ciekaw, dlaczego.
-
2010/02/26 19:36:00
Przecież sam sobie w notce na blogu odpowiedziałeś dlaczego:) Być może nawet nie chciał tego sam Kapuściński.
-
2010/02/26 19:46:48
Na blogu wysunąłem przypuszczenie - ciekaw jestem, jak było naprawdę. Inna sprawa, że obszerne fragmenty "GCA" znalazły się w "Wojnie futbolowej".

A bojkotować można w różne strony. Po przeczytaniu wypowiedzi Illga poważnie zastanawiam się nad bojkotem Znaku.
-
wo
2010/02/26 20:35:24
@airborell
"A bojkotować można w różne strony. Po przeczytaniu wypowiedzi Illga poważnie zastanawiam się nad bojkotem Znaku."

Z całym ogromnym szacunkiem... myślisz, że się przejmą?
-
2010/02/26 21:50:23
Jednej osoby pewnie nie.
-
wo
2010/02/26 22:08:10
@airborell
"Jednej osoby pewnie nie."

No właśnie zależy od osoby. Bojkot ze strony autora typu Bartoszewski dla wydawnictwa Znak byłby czymś, czym się warto przejąć. Ze strony łosia takiego jak ja czy Ty? Daj spokój.
-
2010/02/27 15:29:02
Kończąc czytać książkę mam wrażenie, że Twoja blogonotka i dzisiejszy artykuł Leszczyńskiego to najsensowniejsze i najrozsądniejsze póki co głosy w tym całym zgiełku.
A ilu ludzi nie zmarnowało okazji do autokompromitacji przy tej okazji to aż wzruszające. Bartoszewski porównujący książkę Domosławskiego do przewodnika po burdelach i (jak się wydaje) własne autobiografie do żywotów świętych; Stefan Bratkowski w tokfm zarzekający się że nie będzie czytał bo wie i tak, że Domosławski to hiena; Beylin piszący dzisiaj, że nierzetelność i konfabulacje reportera to w zasadzie pikuś ("Pokażcie mi dzieło historyczne, któremu nie da się wytknąć uchybień"). Aż się serce raduje ilu autorytetom Domosławski dał szansę się ośmieszyć.
-
wo
2010/02/27 15:54:23
Śledzę tę debatę z fascynacją, bo zarówno głosy tych, którzy czytali jak i tych, którzy nie czytali, są ciekawe w różnym znaczeniu tego słowa. Głosy nieczytających są ciekawe, bo pokazują pewne schematy myślowe. Głosy czytających przyczyniają się do debaty o Dziennikarstwie Jako Takim. Więc tak czy siak, debata bardzo ciekawa.