Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Saraceni i Maurowie
Od Mikołaja, który dokładnie zna moje najskrytsze marzenia, dostałem album „Cool Hotels”. Zainspirowało mnie to do grudniowego rankingu od czapy (a już sam sobie chciałem dać dyspensę z powodu ogólnego przepracowania).
Zastrzeżenie metodologiczne: nie będę tu pisać o najfajniejszych hotelach, w jakich byłem „tak w ogóle”, bo jak się jest w moim wieku, to się już było parę razy zaproszonym na kongresy różnych futurologów odbywające się w hotelach, na które w normalnych warunkach mnie nie stać. Zawsze z zimną zawiścią czytam teksty kolegów z działu naukowego typu „relacja z konferencji oftalmologów w Kuala Lumpur”, bo oczami wyobraźni widzę tego Sheratona piękniejszego niż oczy szatana.
W rankingu opiszę więc hotele, w których dwójka kosztuje kilkadziesiąt euro, a więc poniżej polskiej przeciętnej. Pomijając już to, że w Polsce po prostu nie ma takich gór, takiego morza czy takich zabytków, jak opisane poniżej.

Zacznę od hotelu, o którym już pisałem na tym blogu jako o miejscu, w którym po raz pierwszy usłyszałem Camille. Nazywa się Le Robur, na zdjęciu widać napis na jednym z budynków. Jego nazwa to jednocześnie pierwotna łacińska nazwa dzisiejszej miejscowości Roure.
Jak widać na załączonym obrazku, to jedna z „villages perches”, miejscowości ukrytych wysoko w górach przez ludzi, którzy w średniowieczu uciekali z pustoszonych przez najeźdźców wybrzeży Morza Śródziemnego. Z okien hotelu rozciąga się zabójczy widok na dolinę rzeki Tinée - założycielom wioski ten widok dawał jakieś parę godzin na spakowanie dobytku, jeśli wypatrzyli kolejny najazd Saracenów na Niceę.
Miasteczko jest niedostosowane do ruchu kołowego. Samochód trzeba zostawić na drodze, dobudowanej dopiero po drugiej światówce. Do roku 1962 działał prymitywny wyciąg, którym mieszkańcy otrzymywali zaopatrzenie z położonego niżej Saint-Sauveur-sur-Tinée.
Jesteśmy tu godzinę jazdy od lazurowego wybrzeża, ale jednocześnie już w górach (1200 m npm). Hotelowa restauracja oferuje „une cuisine élaborée”. W skrócie: moje wyobrażenie raju.

Bo najbardziej lubię, kiedy hotel oferuje podstawowy komfort - naprawdę nie chodzi mi o nie wiadomo jakie bajery, po prostu o smaczne jedzonko, wygodną łazienkę i miękkie łóżeczko. Ale wszystko położone w miejscu tak niewyobrażalnie malowniczym, że nie da się niewulgarnie opisać piękna widoku za oknem.
A już najfajniej to jest wymknąć się nocą na spacer, trochę się przestraszyć dzikiej przyrody zaczynającej się tuż za parkingiem, trochę może nawet zmarznąć. A potem wrócić do hotelowej knajpy i rozgrzać się kielichem czegoś smakowitego.
Polecam z tego punktu widzenia małą żółtą plamkę pośrodku powyższego zdjęcia, czyli Glocknerhaus, pensjonat przy słynnej austriackiej Grossglockner Hochalpenstrasse - 2133 m npm, dookoła same tylko topniejące lodowce, kozice i świstaki. Cisza jak się wyjdzie nocą na spacer jest po prostu niesamowita. A w środku można się całkiem nieźle posilić na przeszklonej werandzie (tam już nie ma klimatu na otwarty taras).
Spędziłem tam z rodziną tylko jedną noc - spotkaliśmy grupę polskich motocyklistów jadących na zlot motocykli BMW gdzieś w Bawarii. Domyślam się, że na dwóch kółkach fajnie się jeździ po tych serpentynach; choć oczywiście na czterech jest dwa razy fajniej.

W Sierra Morena dzikiej przyrody już nie ma, ale i tak zachowałem przemiłe wspomnienia z hotelu Banos, który był główną bazą wypadową do moich podróży szlakiem Alfonsa van Wordena, kapitana gwardii walońskiej. Powyżej widok z tarasu tej dwójki za 60 euro (w profilu na blipie mam siebie na tle tego widoku).
Jest to widok na zamek zbudowany w roku 968 przez Al Hakana II, syna Abd El Rahmana III. Jak się myśli o takich rzeczach, człowiek zaczyna gadać Potockim, na tym więc poprzestanę, dodając jeno, że chrześcijańskie wojska zajęły porzuconą twierdzę bez walki. Legendy o złych duchach i mauretańskich klątwach sprawiły, że nikt w tym zamku nie zamieszkał, chrześcijańscy osadnicy zbudowali miejscowość w cieniu jego murów - w obrębie tych murów chowając jedynie swoich zmarłych.
Słowem, nocny spacer też może przestraszyć i też się po nim przyda szklaneczka czegoś z woltażem. Zwłaszcza w hotelowej restauracji, żeby potem już tylko hop do łóżeczka.
niedziela, 27 grudnia 2009, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/12/27 23:49:19
@wo
"Domyślam się, że na dwóch kółkach fajnie się jeździ po tych serpentynach..."

Ja na tej trasie zawsze podziwiam pedałujących pod górę rowerzystów, niektórzy to jeszcze mają powietrze w płucach i są w stanie powiedzieć do podziwiających widoki samochodziarzy "Grüß Gott".
-
2009/12/28 07:41:13
Jajako będący na początku swojej ścieżki hotelarskiej, miałbym jedno pytanie techniczne dotyczące żelaznego tematu przełomu LMC/MMC, czyli dawania napiwków. Zauważyłem raz, że jakość usług pokojowych z czasem słabła. Zastanawiałem się czy to nie przez napiwkoniedwawanie, choć nie mogłem się zdecydować, czy wypada (YSWIDT) zostawiać napiwek obsłudze, której nie widzę na oczy. Chyba nie, napiwek daje się do łapy. Mam takie poczucie, że zostawienie piątki na poduszce to mega żena. Ale z drugiej strony jakby miało to wypucować łazienkę to bym się zmusił (nie było źle, ale nie tak jak pierwszego dnia). Więc miałbym pytanie: czy to hotel był lewy, czy powinienem był zostawiać kasę?
-
2009/12/28 10:32:40
Prawicowa psychoza wkracza w portale społecznościowe
-
2009/12/28 10:33:03
-
2009/12/28 10:50:43
@ Nie-zdejme-krzyza

Po włosku: "no screamo crust!"

@ napiwki w hotelach nie do ręki

Olga Tokarczuk w opowiadaniu "Numery" pisała, z punktu widzenia obsługi, żeby raczej zostawiać.
-
wo
2009/12/28 11:33:06
@zer00
"Olga Tokarczuk w opowiadaniu "Numery" pisała, z punktu widzenia obsługi, żeby raczej zostawiać."

Hm. Słabo znam biografię Olgi Tokarczuk, ale kiedy ona znalazła wolne parę miesięcy na śledzenie hotelu z punktu widzenia obsługi?
-
2009/12/28 12:05:49
@inżynier

Ja zostawiam piątaka na poduszce / szafeczce / biurku i nie widzę w tym ani grama żeny (niby czemu?). Efektem jest zawsze ochocza współpraca personelu - w Turcji na przykład kiedyś obsługa zostawiła mnie i mojej dziewczynie ręczniki zwinięte w serduszka (takie ręcznikowe origami) i to było urocze.
-
2009/12/28 12:32:43
rpyzel - "Ja na tej trasie zawsze podziwiam pedałujących pod górę rowerzystów, niektórzy to jeszcze mają powietrze w płucach i są w stanie powiedzieć do podziwiających widoki samochodziarzy "Grüß Gott". "

Ja na trasie do Dubrovnika widziałem gościa, co zjeżdżając skuterem serpentyną pisał sms-a kierując kolanami.
-
2009/12/28 12:59:33
@ wo
"kiedy ona znalazła wolne parę miesięcy"

Opowiadanie ukazało się w 1993 r., więc obstawiam, że na jakichś robotach wakacyjnych w czasie studiów albo coś w tym rodzaju. Zresztą muszę przyznać, że nic z późniejszej twórczości Tokarczuk nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak właśnie te "Numery". (Jak będzie okazja, to chyba rzeczywiście się spytam, czy sama zasuwała w tym hotelu, czy ktoś jej opowiedział ze szczegółami, a ona jakoś superempatycznie się wczuła).
-
2009/12/28 13:53:04
@"Numery"

"W pierwszą dalszą podróż Olga T. pojechała do Londynu. Pracowała tam jako pokojówka. [...] Plonem tego wyjazdu i pracy było opowiadanie "Numery", które napisała w 1990 roku"

Z omówienia filmu Podróże Olgi T. z 1996.
-
wo
2009/12/28 15:53:34
@major
"Ja na trasie do Dubrovnika widziałem gościa, co zjeżdżając skuterem serpentyną pisał sms-a kierując kolanami."

Uczciwie muszę przyznać: na Ajfonie praktycznie niemożliwe!

@barts
"Efektem jest zawsze ochocza współpraca personelu - w Turcji na przykład kiedyś obsługa zostawiła mnie i mojej dziewczynie ręczniki zwinięte w serduszka (takie ręcznikowe origami) i to było urocze."

W Londynie obsługa potrafi zostawić podziękowania na karteczce po polsku :-)
-
2009/12/28 18:00:46
Mnie się zaraz przypomniała "Ballada hotelowa" Uisloła Górnickiego i głupawy tekst Barańczaka w "Książkach najgorszych".
-
wo
2009/12/28 18:02:26
@gammon
"Mnie się zaraz przypomniała "Ballada hotelowa" Uisloła Górnickiego i głupawy tekst Barańczaka w "Książkach najgorszych""

Co masz (w tym przypadku) do Barańczaka? To przecież genialne, jak on zdemaskował u Górnickiego nieświadome obrabowanie minibaru.
-
2009/12/28 18:10:15
Tytuł "książki najgorsze" zobowiązuje. Na moje oko "książki niemoralnych, komunistycznych autorów, in spe propagandzistów WRONy, którzy opierdalają kapitalistyczną, hotelową lodówkę z wódki" to nie to samo. Ale (rzecz jasna) moje oko jest kaprawe i się nie znam.
-
wo
2009/12/28 18:15:09
@gammon
"Tytuł "książki najgorsze" zobowiązuje"

Nie mogę - Ty tak serio? Zaskakuje mnie to akurat u Ciebie, bo rozumowaniem typu "tytuł zobowiązuje" posługują się przeważnie mało oczytani ludzie, którzy na serio mają pretensje, że "Zapiski na pudełku od zapałek" są wydrukowane na zupełnie zwyczajnym papierze i ktoś chyba ukradł pudełko, niewątpliwie dołączane do ksiązki.
-
2009/12/28 18:22:52
@wo
Ja tak na serio, bo przecież znam mniej więcej genezę tekstów pp. Trzymałki/Dzierżankiewicza. Podejrzewam, że chodziło o to, żeby doj... komunie - a to, że przy okazji przejedziemy się po Górnickim (albo po kresce Rosińskiego rysującego milicjantów), to już taki nieważny szczegół.

Zarazem przyznam się, że bardzo cenię ogromną większość tekstów zarówno Górnickiego jak Barańczaka.
A od "Bambusowej klepsydry" nadal mam wstrząs podobny, jak przy oglądaniu "Idź i patrz". To chyba nigdy nie minie.
-
2009/12/28 18:29:46
@: Ja zostawiam piątaka na poduszce / szafeczce / biurku i nie widzę w tym ani grama żeny (niby czemu?)

Jakoś nie pasi mi idea zostawiania pieniędzy na widoku, żeby ktoś sobie wziął. Tak bez kontaktu osobistego to jakieś takie zdehumanizowane. Jakbym nakręcał budzik.
-
wo
2009/12/28 18:37:41
@gammon
"Ja tak na serio, bo przecież znam mniej więcej genezę tekstów pp. Trzymałki/Dzierżankiewicza. "

To w końcu chodzi Ci o tytuł czy o genezę, oczywiście niesłuszną, bo to syjonistyczna agentura na żołdzie rewanżystów niemieckich?
-
2009/12/28 19:17:49
O rany, chciał doj... systemowi - więc to też uczynił. Pytanie "kto za tym stał, jakie cele chciał osiągnąć, kto za to płacił i w jakiej walucie" jest może mniej ważne.
-
wo
2009/12/28 19:31:13
@gammon
"O rany, chciał doj... systemowi - więc to też uczynił."

A to dla Ciebie stanowi problem, bo...?

"Pytanie "kto za tym stał, jakie cele chciał osiągnąć, kto za to płacił i w jakiej walucie" jest może mniej ważne."

Tylko że ja ciągle nie rozumiem, jak można na serio stawiać tezę "tytuł zobowiązuje".
-
2009/12/28 19:51:55
".

Gdybym czytał książkę "Zoologia bezkręgowców", a w środku znalazłbym wywód o moralnej szkodliwości trzepania konia w świetle encykliki "Lelum polelum", byłbym nieprzyjemnie zaskoczony.
-
2009/12/28 19:53:47
@wo
"A to dla Ciebie stanowi problem, bo...? "

Dla mnie to nie stanowi problemu, bo w tym wieku problemy stwarza raczej prostata. Dożyjesz - może zrozumiesz.
Wszakże wydaje mi się, że jest tu coś nie-ten-tego. Barańczak przywala się do Górnickiego, tj. do _autora_ tarzającego się na koszt robotnika z Nowej Huty w zachodnim luksusie (luksusie "w pełnym tego słowa znaczeniu, solidnym, kapitalistycznym, jaki można mieć tylko na Zachodzie i tylko za twardą walutę" - S.B., "KN", wyd. II, Poznań 1990, s. 108) i wypijającego kapitalistyczną wódkę na krzywy ryj. Ale wyszydza go w książce, którą sam Barańczak II określił jako zbiór "pamfletów krytycznoliterackich" (s. 5). Jedyne w miarę krytycznoliterackie kawałki są takie, że Barańczak określa dowcipy Górnickiego jako "od przyciężkawych po koszarowe". No cóż, kwestia poczucia humoru (względnie braku poczucia humoru). Reszta tekstu Barańczaka to zarzuty personalne (że Górnicki "sprzedał się reżymowi" - s. 107).

"Tylko że ja ciągle nie rozumiem, jak można na serio stawiać tezę 'tytuł zobowiązuje'".

Gdybym czytał książkę "Zoologia bezkręgowców", a w środku znalazłbym wywód o moralnej szkodliwości trzepania konia w świetle encykliki "Lelum polelum", byłbym nieprzyjemnie zaskoczony.

Serdecznie przepraszam za ponowną wysyłkę - nie wiedziałem, że znaki większości-mniejszości coś robią z formatowaniem.
-
wo
2009/12/28 19:53:59
@gammon
"Gdybym czytał książkę "Zoologia bezkręgowców", a w środku znalazłbym wywód o moralnej szkodliwości trzepania konia w świetle encykliki "Lelum polelum", byłbym nieprzyjemnie zaskoczony."

"Zapiski na pudełku od zapałek" zapewne też musiały Ci sprawić wielkie rozczarowanie.
-
2009/12/28 19:57:49
@wo
"'Zapiski na pudełku od zapałek' zapewne też musiały Ci sprawić wielkie rozczarowanie."

Sam tytuł by mnie faktycznie zniechęcił, gdyby wcześniej nie zniechęciło mnie nazwisko autora. Serio, w "Wahadle..." Eco trochę mnie zanudził.
-
wo
2009/12/28 19:59:09
@gammon
"Dla mnie to nie stanowi problemu, bo w tym wieku problemy stwarza raczej prostata. Dożyjesz - może zrozumiesz."

No właśnie to jest to fascynujące pytanie, czy lepiej unikać cholesterolu i nie paść na zawał, czy raczej lepiej nie dożyć raka prostaty. Czy to prawda, że potem nie mozna mieć orgazmu?

"Jedyne w miarę krytycznoliterackie kawałki są takie, że Barańczak określa dowcipy Górnickiego jako "od przyciężkawych po koszarowe"."

Chwyt krytycznoliteracki zwany "reality check" (na przykład gdy autor opisuje, że bohater spacerował ulicą taką a taką to sprawdzamy, czy rzeczywiście taka ulica wtedy istniała czy na przykład wytyczono ją dopiero piętnaście lat później) należy również do moich ulubionych. I podoba mi się jego wykonanie przez Barańczaka na przykładzie minibaru.
-
2009/12/28 20:14:16
@wo
"No właśnie to jest to fascynujące pytanie, czy lepiej unikać cholesterolu i nie paść na zawał, czy raczej lepiej nie dożyć raka prostaty. Czy to prawda, że potem nie mozna mieć orgazmu?"

O rany, już jakieś 10 lat temu podobne pytanmia roztrząsał KTL (aczkolwiek w wersji "szybki wylew vs. powolne męki z rakiem"). Co do orgazmu - mam wrażenie, że problem nie jest z orgazmem tylko ze wzwodem, i ten problem się pojawia po operacjach prostaty, a nie z powodu jej przerostu. Ale może lepiej zapytać urologa, a nie mnie - prostego, anonimowego łosia?

Chwyt krytycznoliteracki zwany "reality check" (...)

Ale u Górnickiego była zwykła lodówka z (bodajże) flaszką ginu, flaszką piwa i prawdopodobnie orzeszkami. Nie żaden minibar ani minigun. Zresztą Barańczak komentuje tylko, że on sam nigdy na taki motel nie natrafił, że prywatnie nie wierzy, żeby taki motel istniał, i że takie dodatki są zwykle płatne, wobec czego "nasuwa się podejrzenie, że Górnicki zdołał (chciałbym wierzyć, że na skutek nieporozumienia) wymeldować się z motelu przed doliczeniem kosztów" (przypis dodany do wyd. II, s. 108-109).
-
wo
2009/12/28 20:20:55
@gammon
"Co do orgazmu - mam wrażenie, że problem nie jest z orgazmem tylko ze wzwodem,"

Unikam wulgaryzmów w blogosferze, ale cóż na to można odpisać poza "o kurwa".

"Ale u Górnickiego była zwykła lodówka z (bodajże) flaszką ginu, flaszką piwa i prawdopodobnie orzeszkami. Nie żaden minibar ani minigun"

To nie był laptop, to był zwykły komputer przenośny z ekranem 13" TFT. Co to jest według Ciebie minibar, jeśli nie zwykła lodówka z kilkoma flaszkami, orzeszkami, batonikem itp.? W którym ubytki regularnie sprawdza housekeeping, żeby doliczyć do rachunku, ale jak się uwiniesz - a jesteś nieuczciwy - to masz szansę "wymeldować się z motelu przed doliczeniem kosztów"?

"Zresztą Barańczak komentuje tylko,"

Gdybym przyłapał autora na tym, że jego autor spaceruje po ulicy, którą tak naprawdę wytyczą w 15 lat po akcji powieści, zapewne też bym rzucił jakąś ironiczną próbę wyjaśnienia tej sytuacji. Zresztą swój reality check u Ziemkiewicza dotyczący 10% jego mózgu też oczywiście opatrzyłem podobnym żartem.
-
2009/12/28 20:25:02
@wo:
"To przecież genialne, jak on zdemaskował u Górnickiego nieświadome obrabowanie minibaru."

No ale przecież Barańczak zdemaskował/zasugerował rabunek dopiero w dopisku z 1990r. W oryginalnej recanzji Barańczak po prostu znęca się nad zachwytami Górnickiego nad luksusami zgniłego Zachodu. A takie zachwyty to chyba żaden wstyd dla marksisty, prawda?
-
wo
2009/12/28 20:30:42
@lapacz
"W oryginalnej recanzji Barańczak po prostu znęca się nad zachwytami Górnickiego nad luksusami zgniłego Zachodu."

Nie czytałem oryginalnej, spodobał mi się wątek minibaru. To znęcanie też mi się jednak podoba, bo to klasyczna - uwaga, kolego Gammon, będzie trudne słowo - dekonstrukcja.

"A takie zachwyty to chyba żaden wstyd dla marksisty, prawda?"

Zależy od odmiany, ofkors. To jakbyś pytał, czy zachwyt nad wyrżnięciem meksykańskich Indian to wstyd dla katolika.
-
2009/12/28 21:12:18
@wo:
"Nie czytałem oryginalnej, spodobał mi się wątek minibaru."

No więc, w wydaniu z roku 1990 to wygląda tak, że po zacytowanym zdaniu: "Zawartość lodówki była wliczona do ceny pokoju, i to wcale niewygórowanej" stoi gwiazdka, a na dole strony jest adnotacja: "* Dopisek z roku 1990: Dziewięć lat obfitującego w podróże pobytu po kontynencie amerykańskim pozwala mi ocenić w nowy sposób wiarygodność tej szkokującej informacji (...)" Po czym Barańczak wyłuszcza jak to z tymi barkami w hotelach jest.

" To jakbyś pytał, czy zachwyt nad wyrżnięciem meksykańskich Indian to wstyd dla katolika."

Ja bym odpowiedział, że wstyd. Od czasu konkwisty członkowie Kościoła Katolickiego znacznie zmienili swój stosunek do tej sprawy. Zdaję sobie sprawę, że od wojaży Górnickiego minęło o dwa rzędy wielkości czasu mniej, ale dotychczas zmieniło się to, że zamiast obszernych cytatów z zachwytów, używamy zgrabnego sformułowania "lewica kawiorowa" swój stosunek do tego zjawiska zaznaczając tonem w jaki te słowa wypowiadamy. Mój stosunek do takich zachwytów w ustach socjalistów z grubsza zgadza się z barańczakowym sprzed prawie 30 lat (zaznaczam, że chodzi mi rozpływanie się nad zagranicznymi luksusami, a nie o korzystanie z barku bez płacenia).
-
wo
2009/12/28 21:40:55
@lapacz
"Ja bym odpowiedział, że wstyd"

A ja bym odpowiedział, że katolicy są różni (dodając do tego klasyczny cytat, którego zapewne nie rozpoznasz: "zupełnie jak ludzie, Funky"). Błędy logiczne typu "true Stotsman fallacy" zostawiam internetowym prawakom.

" dotychczas zmieniło się to, że zamiast obszernych cytatów z zachwytów, używamy zgrabnego sformułowania "lewica kawiorowa" swój stosunek do tego zjawiska zaznaczając tonem w jaki te słowa wypowiadamy"

Zmieniło się? Tobie się wydaje, że to jest jakieś szczególnie nowe pojęcie, które się pojawiło już po wojażach Górnickiego? Zawsze uważałem, że prawicowość to skutek uboczny braku oczytania.
-
2009/12/28 23:34:43
@wo:
""Ja bym odpowiedział, że wstyd"

A ja bym odpowiedział, że katolicy są różni"

Bo ja potraktowałbym takie pytanie osobiście, jako skierowane do mnie - katolika i wyraziłbym swoją opinię. Z analogiczną intencją zadałem też pytanie czy Ty Jako Marksista uważasz, że Twoje Jako Marksisty westchnienia do będących własnością korporacji, a znajdujących się na terytorium państwa będącego monarchią konstytucyjną hoteli powinny wzbudzać odmienne refleksje niż zachwyty Górnickiego z roku 1979?

"dodając do tego klasyczny cytat"

klasyczny w sensie ile wystąpień w google, jak się go napisze bez błędu?

"którego zapewne nie rozpoznasz"

nie rozpoznam

"Zmieniło się? Tobie się wydaje, że to jest jakieś szczególnie nowe pojęcie, które się pojawiło już po wojażach Górnickiego?"

Wydaje mi się, że w 1990 roku nie zrozumiałbym wyrażenia "lewica kawiorowa" i fajnie, że Barańczak to tak przystępnie rozwinął. Dziś by mi wystarczyło jedno zdanie "Górnicki okazuje się być typowym przedstawicielem lewicy kawiorowej" i jakoś potrafiłbym ulokować to w siatce skojarzeń.

"Zawsze uważałem, że prawicowość to skutek uboczny braku oczytania"

To ja może przyznam się bez bicia, że kiedy Barańczak pisał swój tekst to niektórzy przyszli prawicowcy nawet czytać nie umieli, nie mówiąc już o oczytaniu.
-
wo
2009/12/28 23:42:34
@lapacz
"Bo ja potraktowałbym takie pytanie osobiście, jako skierowane do mnie - katolika i wyraziłbym swoją opinię. "

Naprawdę nie umiesz rozmawiać o katolikach tak w ogóle, w oderwaniu od własnej subiektywnej wizji katolicyzmu? To straszne upośledzenie umysłowe.

"Z analogiczną intencją zadałem też pytanie czy Ty Jako Marksista uważasz, że Twoje Jako Marksisty westchnienia do będących własnością korporacji, a znajdujących się na terytorium państwa będącego monarchią konstytucyjną hoteli powinny wzbudzać odmienne refleksje niż zachwyty Górnickiego z roku 1979?"

Tak sformułowane pytanie dla mnie jest już całkowicie absurdalne, bo potraktowane serio prowadzi do tautologii. Skoro mam jakieś poglądy, to mam też meta-pogląd, że powinienem mieć właśnie takie poglądy jakie mam (inaczej bylbym człowiekiem żyjącym w jakimś straszliwym chaosie światopoglądowym, w rodzaju młodego katolika ze wstydem spowiadającego się xiędzu Maclskiemu ze swojej masturbacji).

"klasyczny w sensie ile wystąpień w google, jak się go napisze bez błędu?"

Nie używam takiej miarki "klasyczności".

"Wydaje mi się, że w 1990 roku nie zrozumiałbym wyrażenia "lewica kawiorowa" "

To już Twój problem, koleś - spojrzę na Ciebie teraz spojrzeniem tak pogardliwym, na jakie zasługuje gościu niezdolny do zrozumienia podstawowego dzouka z serialu o Adrianie Molu z roku 1985 (przecież to nawet polska telewizja nadawała, na litość Cthulhu).
-
2009/12/29 00:06:21
@wo:
"Skoro mam jakieś poglądy, to mam też meta-pogląd..."

na próbę podważenia którego reagujesz imputowaniem upośledzenia umysłowego i pogardą wynikającą z niezrozumienia żartu w serialu, który oglądałem mając 9 lat? Kiepsko być Tobą.

-
wo
2009/12/29 00:09:14
@lapacz
"na próbę podważenia którego reagujesz imputowaniem upośledzenia umysłowego i pogardą wynikającą z niezrozumienia żartu w serialu, który oglądałem mając 9 lat? Kiepsko być Tobą."

To była próba podważenia mojego światopoglądu? Sorasy, nie zauważyłem. A głowna linia argumentacji leciała mniej więcej jak?
-
2009/12/29 00:18:10
@wo:
"A głowna linia argumentacji leciała mniej więcej jak?"

Zaczynała się od zidentyfikowania różnicy jaką widzisz pomiędzy zachwytami nad kapitalistyczną infrastrukturą Twoimi i Górnickiego. Ale z Twoim przedostatnim postem drastycznie opadła mi chęć do dalszej konwersacji. Nie kłopocz się z odpowiedzią. Dobranoc.
-
wo
2009/12/29 00:24:32
@lapacz
"Zaczynała się od zidentyfikowania różnicy jaką widzisz pomiędzy zachwytami nad kapitalistyczną infrastrukturą Twoimi i Górnickiego. Ale z Twoim przedostatnim postem drastycznie opadła mi chęć do dalszej konwersacji. Nie kłopocz się z odpowiedzią. Dobranoc."

Przykro mi, że jesteś taki obrażalski - zadałeś mi serię pytań, z których na każde odpowiadałem najlepiej jak umiem. Najpierw na pytanie o to, co marksiści "tak w ogóle" powinni o czymś sądzić odpowiedziałem (najlepiej jak umiem!), że pytanie wydaje mi się błędnie sformułowane bo marksiści, tak jak katolicy, są różni. Potem na pytanie o to, czy powinienem mieć takie poglądy jakie mam odpowiedziałem, że oczywiście tak (bo gdybym uważał, że powinienem mieć inne, to bym miał inne).

Rozumiem, że przykro Ci z powodu mojej diagnozy, ale naprawdę uważam, że niezdolność do intersubiektywizacji dyskursu jest poważnym upośledzeniem intelektualnym. Ja na przykład mogę spróbować zreferować poglądy Górnickiego, choć ich nie podzielam; zrozumiałem Twoją odpowiedź tak, że o katolicyzmie możesz mówić wyłacznie jako o swoim katolicyzmie i nie umiesz zreferować katolicyzmu takiego katolika, który byłby Ci równie odległy, jak mi Wiesław Górnicki.
-
2009/12/29 08:10:24
@ lapacz_w_zycie
"No więc, w wydaniu z roku 1990 to wygląda tak, że po zacytowanym zdaniu: "Zawartość lodówki była wliczona do ceny pokoju, i to wcale niewygórowanej" stoi gwiazdka, a na dole strony jest adnotacja: "* Dopisek z roku 1990: Dziewięć lat obfitującego w podróże pobytu po kontynencie amerykańskim pozwala mi ocenić w nowy sposób wiarygodność tej szkokującej informacji (...)" Po czym Barańczak wyłuszcza jak to z tymi barkami w hotelach jest. "

Barańczak dokonał tu pewnej manipulacji, mianowicie nie wspomniał o tym, że Górnicki (wedle swoich słów z książki - jak to tam było, nie wiadomo..) nie tknął zawartości owej lodówki, gdyż oszczędzał, a o darmowości dowiedział się dopiero przy wymeldowaniu.
Więc sugestia Barańczaka o ulotnieniu się z motelu przed zapłaceniem nie miała oparcia w tekście, przeciwnie nawet.