Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Polacy wynaleźli kinematograf!
Zwłaszcza w horrorach o kunszcie filmowca świadczy to, czego nie pokazał. Polański nie pokazał dziecka Rosemary, ale internauci potrafią dyskutować do upadłego o tym, jak ten potwór wyglądał.
Podobny trick robi Lars von Trier w „Antychryście”. Pierwsze interpretacje krytyków w Cannes, w tym mojego kolegi Tadeusza Sobolewskiego były niemalże jednogłośne - odebrano ten film jako wyraz nienawiści von Triera do kobiet.
W relacjach z Cannes zaspojlowano ten film do imentu, ja bez spojlowania odniosę się do wyjściowej sytuacji - oto rodzice uprawiają seks i nie zauważają, jak ich dwuletnie dziecko wychodzi z łóżeczka i wypada przez okno. Kto jest winny?
„Jest podejrzenie, że matka widziała niebezpieczeństwo i nie była w stanie przerwać rozkoszy” - pisał Sobolewski i oskarżał reżysera, że w zbyt tandetny sposób próbuje wzbudzić w widzu współczucie „dla swego porte parole - mężczyzny skrzywdzonego przez Kobietę i Naturę”.
Skąd się bierze u Sobolewskiego owe podejrzenie? Na pewno nie z filmu. Bohaterka cały czas miała zamknięte oczy.
Oboje rodzice wykazali się groźnym zaniedbaniem - ale dlaczego właściwie wszystkie oskarżenia kierujemy tylko pod adresem matki? Bo taki jest mizogyniczny stereotyp: jeśli coś się stało dziecku, to na pewno wina matki, nawet jeśli ojciec był w tym samym pomieszczeniu i robił z grubsza to samo.
Jeśli się trzymać ściśle tego, co pokazano i odrzucić mizogyniczne stereotypy, wymowa filmu jest jednoznaczna - za wszelkie zło odpowiada tutaj mężczyzna. Trudno mi uzasadnić tę tezę bez zdradzania fabuły, zapraszam więc do dyskusji po obejrzeniu filmu oczami prokuratora.
Jajako prokurator bohaterkę w ogole uznałbym za wyłączoną od odpowiedzialności na podstawie art. 31, natomiast bohatera oskażyłbym z art. 160. A czyn zabrioniony popełnia on kierując się typową samczą rywalizacją, chce po prostu innemu mężczyźnie (konkretnie szpitalnemu psychiatrze) pokazać, że ma dłuższego.
Nad krytykami z Cannes mam tę przewagę, że najpierw przeczytałem ich relacje, a potem dopiero obejrzałem film - więc nie dałem się nabrać von Trierowi. Jednak sam ten niezwykły zabieg, jakim jest pokazanie historii złego mężczyzny tak, żeby w pierwszym odruchu wydawała się historią o złej kobiecie, wydaje mi się porównywalny z ekstraklasą Polańskiego.
PS. Wyjątkowo obrzydliwe efekty specjalne w tym filmie robili Polacy - z tej okazji w jutrzejszym „DF” artykuł o polskiej spółce sektora IT, która wynalazła kinematograf.
środa, 27 maja 2009, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/05/27 20:54:59
Klasyczny eksperyment psychologiczny Gordona Allporta - zdjęcie białego i czarnego faceta. Biały trzyma nóż. Po ukazaniu zdjęcia zabierano je, a potem zadawano pytania, m.in. o to, kto trzymał nóż. OMFG, większość mówiła, że pan 'ten trochę ciemniejszy'. Podobnie może i było w filmie Triera, hm?
-
2009/05/27 22:19:48
@WO
Wyjątkowo obrzydliwe efekty specjalne w tym filmie robili Polacy

Moje dzieci obejrzały je sobie w zwiastunie (zaraz po zwiastunie Piątku 13) przed projekcją Star Treka. Niedzielne popołudnie, Multikino w Złotych Tarasach.
-
wo
2009/05/27 22:21:13
@rpyzel
"Moje dzieci obejrzały je sobie w zwiastunie (zaraz po zwiastunie Piątku 13) przed projekcją Star Treka. Niedzielne popołudnie, Multikino w Złotych Tarasach."

I feel your pain, ale uwierz mi: okropieństwa trailera to drobiazg w porównaniu z samym filmem i jego używanymi jako narzędzia okaleczenia wiertarkami i flachcążkami.
-
2009/05/27 22:31:45
@wo
No właśnie, okrucieństwo. Jak to jest: oglądanie superrealistycznie przedstawionego okrucieństwa daje frajde, o ile oglądanie weźmie się w jakiś totalny nawias (tzn. oglądam to, no, ale przeca wiem, że to film i horror, i tak ma być)?

Przyznam się, że jeżeli już czegoś nie trawię w kinie to właśnie pornografii okrucieństwa z rozmaitych "Pił" itp. Ale pamiętam też, wo, żeś wyszedł z "Pianisty", czyli jednak okrucieństwo "dokumentalne" jest dla ciebie nie do zniesienia.
-
wo
2009/05/27 22:36:17
@migwatch
"Przyznam się, że jeżeli już czegoś nie trawię w kinie to właśnie pornografii okrucieństwa z rozmaitych "Pił" itp. Ale pamiętam też, wo, żeś wyszedł z "Pianisty", czyli jednak okrucieństwo "dokumentalne" jest dla ciebie nie do zniesienia"

U von Triera też jest ciężko wytrzymać. Odrobinkę (ale naprawdę odrobinkę) ulgi daje jego tradycyjny Verfremdungseffekt. Ten film wprawdzie jest (niestety zresztą) realizowany po bożemu, bez dekoracji narysowanych kredą na scenie, ale całość jest podzielona teatralnie na trzy akty z prologiem i epilogiem, w dodatku część scen robi wrażenie koszmarnego snu / halucynacji. Niestety, to wszystko marna pociecha, von Trier chce, żeby film wyprowadzał z równowagi. I wyprowadza. Jednego dnia miałem dwa pokazy, prosto z "Antychrysta" jechałem na "Terminatora". I obejrzałem "Terminatora" z nieukrywaną ulgą :-).
-
2009/05/27 22:51:59
@kinematograf
Wizualnie fajne, ale dialogi to dramat. Jak koleś powiedział "i don't know" nie mogłem sie powstrzymać od pasknięcia. Skąd oni wzięli takich drewnianych aktorów? A może o to chodziło bo i stylizacja jest na drewniane rękodzieło;).
-
2009/05/28 00:14:04
@WO
"właściwie wszystkie oskarżenia kierujemy tylko pod adresem matki? Bo taki jest mizogyniczny stereotyp"

Dzięki za ten fragment. We wszystkich prasowych tekstach w stylu "sześciolatka pałętała się samotrzeć po ulicach Koszalina", zaraz potem pojawia się tekst: "matka dziecka w tym czasie konsumowała...", nawet w uczulonej ponoć na takie sprawy GW. Taty nie ma. Jesteśmy jak Triobrandczycy, czy jacyś inni opisani przez Malinowskiego, ojciec ma swój udział przez parę minut, a potem nie ma nic wspólnego z tym co stworzył, jest ałtsajderskim obserwatorem co najwyżej, który nic nie musi i nic nie potrzebuje
-
2009/05/28 01:08:07
@wo
We wszystkich prasowych tekstach w stylu "sześciolatka pałętała się samotrzeć po ulicach Koszalina", zaraz potem pojawia się tekst: "matka dziecka w tym czasie konsumowała...", nawet w uczulonej ponoć na takie sprawy GW. Taty nie ma. Jesteśmy jak Triobrandczycy, czy jacyś inni opisani przez Malinowskiego, ojciec ma swój udział przez parę minut, a potem nie ma nic wspólnego z tym co stworzył, jest ałtsajderskim obserwatorem co najwyżej, który nic nie musi i nic nie potrzebuje

Ale może w tego typu przypadkach tak właśnie to najczęściej (albo przynajmniej częściej od przeciętnej) wygląda? W Polityce był ostatnio artykuł o polskich matkach "kolorowych" dzieci i w rozmowie z jedną z nich padło wzruszające wyznanie, że ona ojca jej dziecka to by dzisiaj chyba nawet na ulicy nie poznała, bo "oni wszyscy tacy do siebie podobni". No comment.
-
2009/05/28 01:08:34
@errata
jest: @wo
powinno być: @fin1978
-
2009/05/28 02:03:45
@m-m-m
ten tekst był wogle przygnębiający, z jednej strony z powodu nietolerancji otoczenia, a z drugiej dla czasem przedziwnych pomysłów na życie samych matek. Ale w UK świadome macierzyństwo jest chyba jeszcze rzadsze, a w Niemczech dzieci mają już bodaj tylko Turcy, więc gdzie jest lepiej? Za to w Polszcze dużo dzieci mają przede wszystkim ci, którzy je mają przy okazji, z niemal difoltową alkokonsumpcją, prowadzącą do wyziębionych czterolatków i pomstujących artykułów. I z dużą rotacją ojców przy okazji. Więc o ojca nikt nie pyta, bo on w tym czasie jest już na zupełnie innej imprezie.
-
2009/05/28 05:33:55
@wo
No i jak ten terminator?:D Wszyscy na niego plują, jak narazie.

A von Trier to przecież prawie zawsze przegina pałę jak tylko może. Jakoś z reguły nie widze żeby te jego przekazy artystyczne były warte takich hardkorów.
-
2009/05/28 07:47:12
@grenade.launcher
"Jakoś z reguły nie widze żeby te jego przekazy artystyczne były warte takich hardkorów."
"Idioci" dawali radę, "Przełamując fale" raczej też. Ale nie wiem czy mam ochotę obejrzeć Hostel a la vonTrier, bardziej pasowały mi złe recenzje, że niby nie muszę:)
-
2009/05/28 08:57:53
@urbane
"bo on w tym czasie jest już na zupełnie innej imprezie"

no i właśnie o to chodzi, że 100% neglectu powinno się spotykać z większym potępieniem niż dajmy na to 30%.
-
2009/05/28 09:09:53
@czescjacek
A ktoś mówi że nie? Ja osobiście potępiam takie zachowanie stanowczo.
-
2009/05/28 09:25:02
@urban.abuse
Ale w UK świadome macierzyństwo jest chyba jeszcze rzadsze, a w Niemczech dzieci mają już bodaj tylko Turcy, więc gdzie jest lepiej?

W paru krajach UE i USA, zerknij w dane na temat dzietności na blogu Trystero i na fantastyczną prezentację Hansa Roslinga na TED Talks
-
2009/05/28 09:36:12
@fin1978
"sześciolatka pałętała się samotrzeć po ulicach Koszalina"

Samotrzeć? Czyli z dwiema koleżankami?
-
wo
2009/05/28 09:41:45
@grenade
"No i jak ten terminator?:D Wszyscy na niego plują, jak narazie. "

No bo to jest takie prymitywne hollywoodzkie kino akcji. Same tylko wybuchy i pościgi. Gdzie prawda, gdzie weryzm, gdzie Krystyna Feldman i Henryk Gołębiewski?

@rpyzel
"W paru krajach UE i USA, zerknij w dane na temat dzietności na blogu Trystero"

Zaraz zaraz, kto to jest ten cały Trystero? Dotąd kojarzyłem na zasadzie "ktoś z Psychiatryka", a więc difoltowo "ktoś nie zasługujący na uwagę i szacunek"; tymczasem ten niepsychiatryczny blog, którego linkujesz, wygląda interesująco!
-
2009/05/28 09:57:54
Trystero chyba właśnie dlatego, by nie być tak kojarzonym, opuścił psychiatryk, a jego blog jest faktycznie bardzo interesujący - no i co najważniejsze merytoryczne komentarze zamiast bezładnej walki na cepy i kamienie jak to ma miejsce w psychiatryku
-
2009/05/28 10:28:28
@rpyzel
wielkie dzięki za uświadomienie mi, że istnieje www.gapminder.org/, świetna rzecz!
@wo
"Gdzie prawda, gdzie weryzm, gdzie Krystyna Feldman i Henryk Gołębiewski? "
Na pewno zatrudniliby panią Feldman, gdyby zdążyli.
-
2009/05/28 10:39:48
Zaraz, czy to nie WO zrobił dawno temu - jeszcze chyba w epoce przedblogowej - w GW taką genialną analizę dzieł wszystkich von Triera, sprowadzajac je do wspólnego mianownika: kobita jako koziol ofiarny różnych awatarów pokręconej osobowości samego Triera?
A może to był ktoś inny?
-
2009/05/28 10:46:33
@katatonka
"Zaraz, czy to nie WO zrobił dawno temu"
W każdym razie to właśnie głosi podpis pod kadrem z Antychrysta w dzisiejszym DF
-
2009/05/28 10:46:44
Pendant do fajnego artykułu gospodarza o grassrootingu, czyli akcja "Wałęsa kontra Wikipedia II": proszę, proszę kogóż my tu mamy... Tak, właśnie ten Krzysztof, jak się sam podpisuje...
-
2009/05/28 10:50:38
-- oto rodzice uprawiają seks i nie zauważają, jak
-- ich dwuletnie dziecko wychodzi z łóżeczka i wypada przez okno.

Brrr! Nawet jeśli nie ma detali uzyskanych dzięki efektom specjalnym... Są?

-- Skąd się bierze u Sobolewskiego owe podejrzenie?
-- Na pewno nie z filmu. Bohaterka cały czas miała zamknięte oczy.

Z takiego mitu, w którym mężczyźni jednocześnie podziwiają i gnoją kobiety.

"Prawdziwa matka" połączona jest z dzieckiem omal nadprzyrodzoną więzią. Szóstym zmysłem czy może trzecim okiem wyczuwa wszelkie niebezpieczeństwo.

A jak się coś zdarza i szósty zmysł nie zadziała? To widać jest ona wyrodną matką, albo wręcz wredną dziwką.

-
wo
2009/05/28 11:37:08
@katatonka
"Zaraz, czy to nie WO zrobił dawno temu - jeszcze chyba w epoce przedblogowej - w GW taką genialną analizę dzieł wszystkich von Triera, sprowadzajac je do wspólnego mianownika: kobita jako koziol ofiarny różnych awatarów pokręconej osobowości samego Triera? "

No niestety, ludzie o zbyt dobrej pamięci skazani są w kontaktach z mediami na wieczne rozczarowania :-).
-
2009/05/28 11:54:14
@WO w DF
nie widziałem nawet, że Indigo i o2 były tak drogie. Kiedy byłem na stypendium na Bauhaus Uni w Weimarze w 1999/2000, w poolach stało po kilka sztuk obu modeli, nawet zrobiłem na nich kurs Aliasa... I można było używać do woli, nikt nie gonił i nie bronił dotykać
-
2009/05/28 19:15:11
@WO w DF

"Ca Ira", nie "Aida".

Bagiński zaczynał na Amidze? Pamiętam jego prace wysłane na konkurs Entera(?)/Nowej Fantastyki, taka cyberpunkowa historia w obrazkach i wtedy był już pececiarzem, na co, pamiętam, sarkałem.
-
wo
2009/05/28 19:22:52
@mrw
""Ca Ira", nie "Aida".

Moja pomyłka, nawet wysłałem maila redaktorowi, ale za późno.

"Bagiński zaczynał na Amidze? "

Tak mi mówił w wywiadzie trylion lat temu:

U mnie w Białymstoku działała bardzo prężna grupa demoscenowa. Trafiłem w niej na Darka Zwierzyńskiego, ksywka Animal. On w tamtym czasie wygrywał wszystkie konkursy na grafikę trójwymiarową i bardzo grzecznie mi wyjaśnił, że jestem jeszcze za cienki na demoscenę. Do dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi, ale wtedy bardzo się jego słowami przejąłem i zacząłem nad sobą pracować. Tak więc jeśli mamy szukać moich korzeni, to były to "Akira" plus Amiga.

film.gazeta.pl/film/1,22533,1896135.html
-
2009/05/28 20:02:33
@Tak mi mówił w wywiadzie trylion lat temu:

Bardzo mnie to cieszy!
-
2009/05/28 20:59:49
@stereotyp, który wyskakuje mechanicznie z czapki

Muszę obejrzeć (namówię jeszcze taką jedną filmoznawczynię, co by mi podała babski wykładnik tej mizoginistycznej hecy, w filmie or poza nim). Dzięki za delikatnie podprądową notkę, bo generalnie za mizoginistycznego movie to Trierowi sie obrywa przecież wszędzie. Dostał nawet the most mizoginistyczny label od jakiegoś Ecumenical Jury, które ponoć co roku śledzi festiwal. Radu Mihaileanu, prezes tego jury, głównie odniósł się do sceny odcinania clitoris. No i sam Lars raczej swój film potnie trochę, jak już wiadomo od tygodnia albo i dłużej.
-
2009/05/28 22:21:27
@ ja "głównie odniósł się do sceny odcinania clitoris"

Nie no, właśnie doczytałem, że "The movie, Mihaileanu added, says that the world has to burn women in order to save humanity.", czyli szerzej. Sorak. Dobra, wdft (wracam do fokin tyrki).
-
2009/05/28 22:39:03
@Płacisz i masz

No ja nie wiem, ale serio oni to wymyślili, czy walą ściemę i retkonowali po dowcipie z Wilqa?
-
wo
2009/05/28 22:49:49
@mrw
"No ja nie wiem, ale serio oni to wymyślili, czy walą ściemę i retkonowali po dowcipie z Wilqa?"

Kto ich tam wie? Dziennikarskie śledztwo jest jak zwykle niemożliwe bez whistleblowera. Trzeba poczekać, aż się pokłócą i jeden wsypie drugiego.
-
2009/05/28 23:01:21
@ Dziennikarskie śledztwo jest jak zwykle niemożliwe

Z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał.
-
2009/05/28 23:06:09
@sam sobie skanerem

Ogólnie to w instrukcji do programu Eddy II firmy HAL Lab. na pytanie jak przenosić analogowe obrazki do komputera radzą podzielić sobie obrazek na kwadraty i przerysować, korzystając z nowatorskiej opcji wyświetlania podziałko co 4, 8 lub 16 pikseli.
-
wo
2009/05/28 23:24:48
@mrw
" i przerysować, korzystając z nowatorskiej opcji wyświetlania podziałko co 4, 8 lub 16 pikseli."

A ja do dzisiaj pamiętam, że używałem do swojego C-64 (a potem CPC-6128) mozaikowej drukarki marki Panasonic, jak pomyślę to sobie może przypomnę KX-ile to było. Miała możliwość ładowania do RAM znaków zdefiniowanych przez użytkownika. Dzięki temu pliterki u mnie wyglądały po ludzku (na drukarkach Star jeszcze bardzo długo ludzie mieli albo tak, że im się drukowały w trybie graficznym, czyli nagle drukarka bardzo zwalniala przy pliterce, albo były z innego fonta). Przerysowałem odpowiednie litery na papier milimetrowy, potem dorobiłem ogonki i kreseczki, a potem już tylko zrobić osiem bajtów i odpalany po każdym włączeniu drukarki programik typu for: read x: print chr$(X): next: data ... ... ...
-
2009/05/29 01:24:05
@wo

Skąd się bierze u Sobolewskiego owe podejrzenie? Na pewno nie z filmu. Bohaterka cały czas miała zamknięte oczy.
---

No jak to, przecież potem ta scena jest powtórzona i widać w niej że bohaterka widziała co się dzieje ale nie umiała sie oderwać od Willema.

Tak czy siak, film nie jest mizoginiczny, to zbyt prosta interpretacja oczywiście i chyba Sobolewski dał się nabrać.

Willem podejmuje mission impossible, próbę leczenia swojej żony, wbrew zasadom sztuki, bo jest to dla niego ucieczka od własnej żałoby. Rzuca się do pracy nad ultra trudnym przypadkiem, ale bardzo wyraźnie widać jak z roli obiektywnego terapeuty wyskakuje kiedy tylko dociera do niego to z czym tak naprawde jego żona walczy. Ona sama odkrywa w sobie taką ilość zła, że tylko śmierć wydaje się dla niej ratunkiem (kto wie czy nie miałaby w tym racji). Ostatkiem sił daje się przekonać do terapii, tylko po to by utwierdzić się w przekonaniu że nie ma dla niej ratunku. Terapeuta też sam odkrywa to w pewnym momencie, i jest to ten moment kiedy oboje naprawdę się na chwilę spotykają "tak naprawdę". Wszystko co jest poza tym jest grą uników, kiwaniem siebie samych i siebie nawzajem. Willemowi nie starcza sił by zmierzyć się z problemem, był z góry na przegranej pozycji.

Więcej na temat:
rarediseases.about.com/cs/munchausensynd/a/091402.htm

Film jest moim zdaniem tak naprawde krzykiem wewnętrznych demonów Von Triera, może to jest dla niego forma autoterapii, walki z depresja. W sumie kudos za to że umie o nich mówić.

Aha, ważne: w polskiej wersji jest błąd w tłumaczeniu (i to nie jesten). "Gynocide" zostało przetłumaczone jako "Ludobójstwo" a to wypacza sens tego elementu fabuły.

Film super, Von Trier daje rade. Ale jego żoną to ja bym nie chciał być.
-
2009/05/29 01:26:35
Szczerze mówiąc, to nie powiedziałbym, nawet starając się, że film oskarża faceta, uniewinniając bohaterkę... Według mnie jest on równie okrutny wobec obu stron. W sensie że, hm, nie czułem żadnego współczucia wobec bohaterki, ani nic takiego.

Przyznam się, że film sam w sobie podobał mi się tak średnio, "na czwórkę", ale im więcej słucham i czytam opinii o nim, tym bardziej go lubię. Wygląda bowiem na to, że publika po usłyszeniu hasła "seks i przemoc" liczyła na to samo, co dostaje w amerykańskich horrorach i teraz wszyscy jadą po nim równo. A że ci, co jadą, to jednocześnie ci głupsi, to jakoś naturalnie wydziela się sympatia dla von Triera.
-
2009/05/29 09:19:16
@miasto-masa-maszyna

Ale może w tego typu przypadkach tak właśnie to najczęściej (albo przynajmniej częściej od przeciętnej) wygląda? W Polityce był ostatnio artykuł o polskich matkach "kolorowych" dzieci i w rozmowie z jedną z nich padło wzruszające wyznanie, że ona ojca jej dziecka to by dzisiaj chyba nawet na ulicy nie poznała, bo "oni wszyscy tacy do siebie podobni". No comment.

Zdajesz sobie mam nadzieję sprawę, że to by o czymkolwiek świadczyło dopiero wtedy, gdyby przepytano również ojca jej dziecka, a on odrzekł, ze rozpoznałby swoją ukochaną Gryzeldę z daleka, gdyż jej konterfekt zawsze nosi na serduszku, rysy jej twarzy wyryły mu się w zwojach, a białe kobiety podziwia za ich nadzwyczaj zróżnicowaną urodę, dzięki której nigdy nie zapomina raz widzianej?
-
2009/05/29 09:19:59
Zjadło kursywę, bo złe nawiasy zapodałem, proszę o wybaczenie -- pierwszy akapit jest z m-m-m, drugi ode mnie, rzecz jasna.
-
2009/05/29 10:30:24
@navaira
Znaczy, sugerujesz, że jeśli on jest równie głupi to to jakoś tłumaczy/usprawiedliwia jej głupotę? Doch.
-
wo
2009/05/29 10:36:10
@uenifeu
"Willem podejmuje mission impossible, próbę leczenia swojej żony, wbrew zasadom sztuki, bo jest to dla niego ucieczka od własnej żałoby. "

No właśnie nie tylko wbrew zasadom, ale nawet wbrew etyce zawodu. Przede wszystkim pacjentka jest niebezpieczna dla siebie i otoczenia i Dafoe powinien (jako osoba biegła w sztuce) nie mieć co do tego żadnych wątpliwości od chwili, w której próbuje się zabić w łazience. W tym momencie ona powinna być leczona szpitalnie i jego zasranym obowiązkiem jest odwołanie zabawy w klasyczną psychoterapię.

Ponadto podstawą psychoterapii jest tzw. relacja terapeutyczna. Ogólna zasada jest taka, że ona wyklucza zażyłość towarzyską, a już zwłaszcza relację intymną. Dafoe podczas intymnych igraszek z Gainsbourg mówi rozbawiony "you can't screw your therapist". Ta scena jest bardzo zabawna z punktu widzenia gender studies, bo pokazuje jak mężczyzna wyraża w kulturowo akceptowalny sposób przekaz "a teraz popełnię na tobie przestępstwo z art. 198 i 199 KK, a w dodatku oboje będziemy przekonani, że to twoja wina, ty rozpustnico".

"Ostatkiem sił daje się przekonać do terapii, tylko po to by utwierdzić się w przekonaniu że nie ma dla niej ratunku."

Gorzej - na samym początku, nie wiadomo po jaką cholerę, daje się swojemu mężowi przekonać do zarzucenia rzeczywistego leczenia farmakologicznego i ulega jego szarlatańskim pomysłom.

"Willemowi nie starcza sił by zmierzyć się z problemem, był z góry na przegranej pozycji. "

I tylko jego samcza ambicja skierowała do podjęcia się tego, co nie mogło się udać, o czym zaświadczyłby każdy biegły psycholog. Pacjentki, która popełnia próby samobójcze, po prostu nie wolno namawiać na wyjście ze szpitala i zarzucenie farmakoterapii.
-
wo
2009/05/29 10:38:02
@ogozo
"Przyznam się, że film sam w sobie podobał mi się tak średnio, "na czwórkę", ale im więcej słucham i czytam opinii o nim, tym bardziej go lubię"

Właśnie wydaje mi się, że on jest bardziej psychodramą gender studies, niż czymś do oglądania dla przyjemności.
-
2009/05/29 14:38:48
-
2009/05/31 12:12:51
@wo "Jajako prokurator bohaterkę w ogole uznałbym za wyłączoną od odpowiedzialności na podstawie art. 31, natomiast bohatera oskażyłbym z art. 160."

częściowo ok. Twoja kwalifikacja jest niekompletna, brakuje objętego nieumyślnością skutku w postaci śmierci dziecka, więc powinno być: art. 160 § 2 kk i art. 155 kk w zw. z art. 11 § 2 kk. Samo 160 miałoby zastosowanie, gdyby dziecko jedynie narażono na niebezpieczeństwo (np.na parapecie zostałoby uratowane) , bez jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu.
pozdrawiam
-
2009/05/31 13:29:51
@wo
"mizogyniczny"

Tak z ciekawości (po latach lurkowania...) --- czy jest jakiś głębszy powód, dla którego piszesz "mizogyniczny", zamiast polecanego przez słowniki "mizoginiczny"?

Najciekawsze w sumie byłaby odpowiedź w stylu, że z Warszawy jesteś, a tam się zawsze "g" twardo wymawiało.

I czy korekta nie marudzi :)
-
wo
2009/06/01 00:00:56
@anonimowy.łoś
"Tak z ciekawości (po latach lurkowania...) "

Akurat! Jak znam Internet, to po kilku dniach zabanowania.

"Najciekawsze w sumie byłaby odpowiedź w stylu, że z Warszawy jesteś, a tam się zawsze "g" twardo wymawiało. "

To prawdopodobne wyjaśnienie.

"I czy korekta nie marudzi :)"

Dziennikarz stosunkowo rzadko ma styczność z korektorem. Nawet jeśli jest na terenie firmy, to są inne skrzydła budynku.
-
2009/06/01 10:10:32
@Dziennikarz stosunkowo rzadko ma styczność z korektorem.

Dziwnym nie jest, skoro wszystko dyktuje bezbłędnej maszynistce.
-
2009/06/22 15:55:48
dopiero wczoraj na tym byłem i jak dla mnie świetny, chociaż dołujący film. byłem świeżo po tym wykładzie:
www.youtube.com/watch?v=I3WeGUCzaDA
i automatycznie dla mnie ten film stał się metaforą nieredukowalnej różnicy pomiędzy kobietą i mężczyzną oraz sytuacji kobiety, która nie może zaistniec "w języku", bo ten jest żywiołem mężczyzny (zajebista scena jak widac fragmenty ciała charlotte w trakcie napadu niewytłumaczalnego lęku, a po chwili mamy te same sceny z tłumaczeniem z offu willema). jak dla mnie ten film mówi o tym, że świat kobiety jest na zawsze wykluczony z języka, czyli z istnienia (w myśl zasady "wszystko co jest, da się opowiedziec"). kobieta w tej strukturze zawsze jest na straconej pozycji i tak naprawdę to jest film o terapii willema a nie charlotte. wg mnie charlotte jakos podswiadomie (a moze nie tylko podswiadomie - w koncu studiowala o czarownicach) wie to samego początku, że zostanie poświęcona, wymazana, a jej ból na zawsze pozostanie anonimowy (to poczucie zyskuje metaforyczną generalizację w końcowej scenie z tłumem kobiet bez twarzy).
no i jeszcze pozostaje sprawa powiązania rozkoszy z poczuciem winy, kiedy kobiece pożądanie staje się dla niej wrogiem i zaczyna ją niszczyc.
ogólnie ten film to woda na mój poststrukturalistyczny, psychoanalityczny młyn.