Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Pomówmy o dragach
W swoim haśle w Wikipedii zauważyłem kiedyś błąd, którego nie zgłaszałem nikomu bo to klasyczny przypadek typu „nawet jeśli tak nie jest w rzeczywistości, to powinno tak być”. Ortodoksyjny heglista powiedziałby w takiej sytuacji, że nie należy poprawiać encyklopedii tylko poczekać, aż Obiektywne Prawa Historii naprawią skopaną rzeczywistość.
W tym wypadku naprawiły. Wiki twierdzi, że „publikowałem w Krytyce Politycznej”. Jakoś nie kojarzę ale gdybym zgłosił błąd, stworzyłbym niemiłe wrażenie jakbym miał coś przeciw „Krytyce”. Lepiej było poczekać na działanie historycznej nieuchronności - i się doczekałem. Znalazł się mój tekst w kolejnym przewodniku „Krytyki”, tym razem poświęconym polityce narkotykowej.
W Bydgoszczy na spotkaniu, które miał prowadzić Robert Leszczyński (nie dojechał), konferowaliśmy o tym z Adamem Ostolskim z „Krytyki” i Ryszardem Częstochowskim z bydgoskiego Monaru. Marek Kotański zapisał się w mojej pamięci na tyle negatywnie, że do Bydgoszczy jechałem nastawiony na ostry spór z „facetem z Monaru”. Albo ja nie podchodzę do polityki narkotykowej aż tak liberalnie, albo Monar nie aż tak faszystowsko jak to sobie wyobrażałem, w każdym razie większego sporu nie było.
Osobiście uważam siebie za zwolennika modelu holenderskiego - jestem za tym, żeby dorosły człowiek mógł sobie wypalić skręta, jeśli najdzie go taka ochota. Tylko że model holenderski nie rozwiązuje problemów kolizji polityki narkotykowej z prawami człowieka (o czym w Bydgoszczy dużo mówił Adam Ostolski): w Holandii nadal jest tak, że policja inwigiluje środowiska narkomanów, poddaje młodzież przeszukaniom, wydawane są wreszcie surowe wyroki za posiadanie, przemyt i sprzedaż.
Dlaczego? Bo definicja podejścia liberalnego zaczyna się od słów „żeby dorosły człowiek...”. Ten warunek albo będzie fikcyjny, albo policja będzie musiała angażować spore zasoby na jego wymuszenie - wliczając w to opłacanie informatorów i prowokatorów, tak żeby np. dorosły człowiek bał się kupić towar małolatowi. Mniej więcej tak jest w Holandii.
Argument zwolenników wariantu holenderskiego często brzmi „czy policja nie ma większych zmartwień, niż czyjś skręt na imprezie”. Otóż policji łatwiej jest wymuszać prawo zdefiniowane z brutalną klarownością: „nie wolno i już”, niż prawo naszpikowane wyjątkami, że „tylko dorosłym i tylko pięć gramów na dobę i w odległości co najmniej 250 metrów od szkoły”. Można więc ten argument odwrócić: czy policja nie ma większych zmartwień, niż zapewnianie prawa do wypalenia skręta?
Tyle we mnie jest z liberała że uważam, że wolność dorosłego człowieka jest wartością na tyle istotną, że owszem, zasługuje ona na zwiększone wydatki na zapewnienie ładu prawnego (i wliczam do tego np. prawo dorosłego obywatela do działania w organizacji neonazistowskiej - to już sprawa policji tak kontrolować jej działalność, żeby nie dochodziło do aktów przemocy).
Ale nie wierzę w jakieś proste hasło rozwiązujące wszystkie problemy związane z narkotykami. Takim hasłem nie jest ani „zalegalizować!” ani „pozamykać ich wszystkich w więzieniach”.
piątek, 03 kwietnia 2009, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/04/03 14:55:40
@notka

Kurna. Ty jesteś bardziej liberalny ode mnie Marksisto :) Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś z jednym wyjątkiem - neo-nazi - uważam, że pewne organizacje winny być zakazane z mocy prawa - te, które otwarcie nawołują do nienawiści i przemocy, które to warunki neonaziści spełniają z definicji.
-
wo
2009/04/03 14:58:48
@yig
"te, które otwarcie nawołują do nienawiści i przemocy, które to warunki neonaziści spełniają z definicji."

W takim razie zamknij samego siebie. Niewątpliwie nienawidzisz neonazistów i niewątpliwie chcesz, by państwo przemocą rozpraszało ich manifestacje - ergo Twoje poglądy to poglądy nawołujące otwarcie do nienawiści i przemocy.
-
2009/04/03 15:00:11
Awruk. Awruk. Awruk.

Nie zauważyłem i nie napisałem: "Pierszy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"

-5 refleks
-8 spostrzegawczość

Tukultininurta.
-
2009/04/03 15:02:28
Z tą policją zainteresowaną tymi, którzy posiadają/używają/handlują to też rożnie bywa. Pamiętam, jak kiedyś słuchałem jakiejś francuskiej audycji o wzroście zainteresowania u nich kokainą (as in my tu w Europie grzecznie zażywaliśmy depresanty, ale przyszli źli Amerykanie i zaczęliśmy brać stymulanty). I pewna panienka mówiąc o Policji powiedziała, że wielu jej znajomych jedzie na koce, ale dopóki człowiek nie zadaje się z imigrantami, to nigdy się nim nie zainteresują - choćby biorąc "z ulicy" na przeszukanie.

p.s. zgłaszam niedziałające linki do wiki :)
-
2009/04/03 15:07:44
-
2009/04/03 15:09:13
@wo: Co do Kotańskiego, to pamiętam że uznał publicznie istnienie ludzi palących marihuanę i funkcjonujących normalnie w społeczeństwie, co wśród uczestników ówczesnej debaty o narkotykach (zakazać i udawać że problemu nie ma!) stawia go na krańcu liberalnym.

Co do ochrony nieletnich - nie sądzę żeby legalizacja konopii ułatwiła dostęp nieletnim w porównaniu z tym co mamy teraz. Dostęp do zielska w liceum miałem łatwiejszy niż mam teraz, tzn. raczej trudno żeby mógł być jeszcze łatwiejszy niż był.

No i oczywiście zgadzam się, że ani po "legalize it", ani po "pozamykać" cudów spodziewać się nie należy.
-
2009/04/03 15:18:28
@nazi
Też uważam, że organizacje, których jedynym celem jest ostateczne rozwiązanie wciąż nie rozwiązanej kwestii żydowskiej (a dalej problemu reszty podludzi) nie powinny być legalne. W końcu znajdą sposób. Jeśli nie u nas, to zaczną w mniej stabilnych krajach.

Takie same zresztą mam zdanie na temat islamskich kleryków głoszących w europejskich meczetach śmierć niewiernym. W końcu jakiś dzieciak się na to złapie i z kumplami postanowi wysadzić się w metrze.

@dragi
Dla mnie głównym argumentem za modelem holenderskim jest analogia do prohibicji. Absolutny zakaz generuje ogromny czarny rynek na którym operują zorganizowane grupy przestępcze, a w końcu mafie, którym państwo wydaje bezwzględną wojnę na którą idą niewyobrażalne ilości pieniędzy podatników (w każdym razie w Stanach). Efekt jest praktycznie żaden, za to zielone idą z dymem dla potrzeb efektownych akcji emitowanych live w tv.

W porównaniu z wojną antynarkotykową wysłanie jakiegoś nastolatka, żeby pod kontrolą zakupił skręta w coffee shopie i wlepienie mandatu, grzywny czy skierowanie wniosku o odebranie licencji, to będzie ułamek procenta forsy wydawanej na helikoptery, brygady szturmowe, specjalne wydziały d/s etc. To oczywiście może być nieskuteczne i dzieciaki sobie zapalą od starszego brata czy kolegi, ale hell u mnie nie było chyba osoby w klasie w liceum, która ani razu nie spróbowała, a przecież było nielegalne i sami dobrzy uczniowie.
-
2009/04/03 15:28:13
@ wo

No jasne, sprowadzenie ad absurdum i zapakowanie klientowi jego własnego ogona w ryj ;)

Otóż nie. Nie jest tak jak piszesz. Nie uważam, żeby należało mnie zamknąć /co więcej nigdzie, zdaje mi się, nie napisałem o zamknięciu wszystkich nazioli za samo naziolstwo to tak na marginesie - wkładanie komuś czegoś w klawiaturę nie przystoi - my nihiliści musimy mieć jakieś zasady w odróżnieniu od prawactwa/. Ja nie głoszę propozycji eksterminacji naziolstwa, ani nie udzielam się w środowiskach, które się z naziolami napierdalają przy każdej sposobności. Uważam tylko, podobnie jak Ty {vide drobnomieszczańskie pragnienie pewnego liberalnie myślącego marksisty, ceniącego symetryczne AWD skrzyżowane z interfejsem do I-pod'a by nie musieć dawać czynnego odporu bandytom z racji posiadania portfela/zegarka,kluczyków do skrzyżowania/czegokolwiek}, że moim prawem, jest poczucie bezpieczeństwa i państwo powinno obu nam je gwarantować przy maksymalnym możliwym poszanowaniu wolności innych obywateli. Moim zdaniem nawoływanie otwartym tekstem przez nazioli do fizycznej przemocy i wręcz eksterminacji definiowanych przez tych pojebów wrogów i "gorszych" przekracza poziom wolności który można zaakceptować. Tak jak nie można zaakceptować czyjejś wolności do walnięcia Cię gazrurą w ciemię celem zaboru fajoskiego gadżeta, co za jeden upgrade softu będzie mmsy słał jak burza zamykając paszczę krytykom co nie ślą ale może kiedyś by zechcieli, i w ramach tej nieakceptacji takie walenie delegalizujemy i penalizujemy.
-
2009/04/03 15:31:36
@bantus
"Takie same zresztą mam zdanie na temat islamskich kleryków głoszących w europejskich meczetach śmierć niewiernym."
Jak sobie wyobrażasz wdrożenie powyższego? Państwowy nadzór nad klerem, jak w Chinach?
@dragi
porównanie z alkoholem jest oczywiste i trafne. Jedno i drugie daje chwilę (czasem długą) radości i ucieczki od nędzy codzienności i obu używek ludzkość nie da sobie odebrać, choć czyni sobie nimi krzywdę. Ja bym zalegalizował (przynajmniej te miękkie) dragi - dla oszczędzenia energi i środków publicznych oraz odcięcia Krimiszene od dużej kasy) i nawet sprzedawał je w Coffeeshopach po rozważeniu, kto będzie finansować koszty odwyku/leczenia, podobnie trzeba z rujnującym np. wątrobę alkoholizmem. Skandynawska polityka (anty)alkoholowa nie jest taka bardzo zła.
-
2009/04/03 15:37:27
@urbane.abuse & skandynawska polityka anty

Z moich obserwacji Skandynawów w różnych ciekawych destynacjach wakacyjnych wynika, że nie jest też wcale taka dobra.
-
2009/04/03 15:40:39
@yigael
Bo kiedy się już zerwą ze smyczy to znieczulają się momentalnie, fakt. Ale lepiej, say- w sumie - miesiąc w roku, niż rok cały.
-
2009/04/03 15:56:50
@urbane.abuse

Kiedy ja odniosłem, być może mylne, wrażenie, że przedstawiciele nacji o zgoła innym podejściu do tematu c2h5oh znacznie rzadziej statystycznie w skali roku czy życia nawalają się w trupa - co jak wiadomo jest zachowaniem ryzykownym punktu widzenia AA, BHP życia codziennego, medycznego etc. etc.
-
2009/04/03 16:14:21
@praptak
Dostęp do zielska w liceum miałem łatwiejszy niż mam teraz, tzn. raczej trudno żeby mógł być jeszcze łatwiejszy niż był.

Ostatnio w Oławie można było dostać spod lady w sklepiku szkolnym
-
2009/04/03 16:18:03
Ja pierdziulę, WO, kiedy było to spotkanie w Bydzi?! Ono się odbywało pod egidą KP? Kobita, która jest odpowiedzialna za bydgoski Klub Krytyki Politycznej, na pierwszym spotkaniu (Ziemkiewicz kontra Sierak) brała adresy mailowe, żeby na bieżąco informować o kolejnych imprezach, i tyle ją widzieli... A chętnie bym przyszedł. :-/ W marcu miało być spotkanie z Kazimierą Szczuką - dzięki Bogu, już kwiecień...
-
2009/04/03 16:33:50
@ Dostęp do zielska w liceum miałem łatwiejszy niż mam teraz, tzn. raczej trudno żeby mógł być jeszcze łatwiejszy niż był.

Klasyka:) Wśród znajomych 30 latków krąży mało zabawny dowcip, że za chwilę wszyscy, tak jak ostrzegał Super Express będziemy wystawali przed drzwiami do gimnazjów. Tyle, ze nie po to, coby małolatom sprzedawać, a dlatego, że są najpewniejszym źródlem zaopatrzenia.Parę razy zresztą miałem akcję przy zakupach, ze się zastanawiałem, czy nie spytać sprzedawcy o dowód.

Co do samej notki - , czyste, konsumenckie lenistwo podpowiada - legalajzit, skończcie z paranoją i tym, że raz na jakiś czas człowiek musi wykonać miliard telefonów, popierdalać po jakiś zadupiach, spotykać się z jakimiś zakazanymi ryjami, żeby moc kupić coś, co tak właściwie bez szkody dla nikogo mogłoby rosnąć pod każdym płotem. Wyobraźcie sobie, że po 5 flaszek browca musicie odmarzać dupsko na jakiś parkingach, czy ławkach pod blokiem i mniej więcej macie akcje, jaka co i rusz przerabia przeciętny, drobnomieszczański konsument ziela i pigułek. Stąd im jestem starszy, tym bardziej mi się nie chce dalej za tym uganiać i najchętniej zakupy robiłbym w supermarkecie, przy okazji kupowania fajek i wina.

Ale lenistwo to chyba jednak za słaba motywacja dla ustawodawców, którzy zresztą sądząc po wiecznie zajebanych oczach Gosiewskiego, wolą raczej cięższy materiał, którego nijak się zalegalizować nie da. Natomiast zda mi się, że dałoby się u nas przeprowadzić kampanię w modelu amerykańskim, czyli zacząć od ziela w celach leczniczych. Ma to kilka plusów (poza oczywiście leczniczymi) - eliminuje małolatów, bo nikt nie będzie narażał niepewnego biznesu, przejmuje część rynku (tą serio potrzebującą, i tą, dla której nie jest problemem załatwienie sobie bumagi od dochtora, potwierdzającej odpowiednie schorzenie, czyli w sumie kwestia jednorazowego wydania kilkudziesięciu złotych) i, co chyba najważniejsze, oswaja generała publicznego z istnieniem czegoś takiego, jak marihuana, która nie szkodzi, Bo własnie cały problem rozbija się o to, że to co monarowcy zjebali przez całą dekadę lat 90 wymaga równie długiego odkręcania i pracy u podstaw, inaczej nigdy żadne legalajzit nie przejdzie, bo większość publisi ma przed oczyma tylko propagandowe brednie, które w owym czasie pojawiały się równie często, jak ten poseł od bredzenia o sektach.

Przy czym, zupełnie serio, mam jakieś takie wrażenie, że legalajzit w Polsce i ogólnodemokratyczny legalajzit w cywilizowanych krajach, to jest kwestia max 20 lat. W latach 60 zioła byly elitarne, w latach 70, były popularne, w latach 80 nikt o nich nie pamiętał, bo weszły pixy, a dla dzisiejszego 15/20 latka,, blant jest czymś tak normalnym, jak szklanka z browcem. A to oni w końcu kiedyś zaczną pisać ustawy.
-
2009/04/03 16:46:40
@porównanie z alkoholem jest oczywiste i trafne

Co do ucieczki, zgoda. Co do mocy tej ucieczki i jednego worka z dragami, hm... Regularne palenie marihuany, czy haszyszu powoduje mniejsze konsekwencje niż regularne wódziarstwo. Oczywiście przezkadza w życiu, w każdym zorganizowanym funkcjonowaniu. Nie wyobrażam sobie trzydziestolatka-moyen palącego częściej niż rzadko na imprezach w wyjątkowo dobranym gronie z wyjątkowym winkiem lub drinkiem. W ogóle na imprezach nawet ciężko mi sobie to wyobrazić, że komuś w tym wieku się chce. Najlepszy target dla tychże uzywek to licealista lub ewentualnie student z dużą ilością wolnego czasu, bo z kombinowaniem środków to różnie bywa, więc nie podaję tego wyróznika. Natomiast, jak wspomniałem, co do porównywania sily uzależnień, to "jeden worek pod tytułem "dragi" jest wybitnie nieodpowiedni" - says Cpt. Obvious.

@depresanty

Coś w tym jest. Student, żeby móc rzeźbić coś sensownego bezpośrednio po palonkowych akcjach, raczej wciągał. A jak wciągnął, to zanim się za coś brał, miał rundkę do rana. Generalnie stymulanty mają to do siebie, że potrafią być atrakcyjniejsze.

@15-25lat jak szklanka z browcem

To już było 10 lat temu, w moim przekonaniu.
-
2009/04/03 16:52:35
@urbane.abuse
"Jak sobie wyobrażasz wdrożenie powyższego? Państwowy nadzór nad klerem, jak w Chinach? "
UK ma wielowiekową tradycję kościoła państwowego. W ogóle kościoły protestanckie, przynajmniej część, mają większą kontrolę społeczną. Nawet wo coś o tym pisał.

Nagrywasz kolesia w meczecie, który "co niedziela" (nie wiem w sumie jak tam jest) zagrzewa cytatami młodych muslimów do walki z europejskim szatanem i deportujesz gościa, bo w 9 przypadkach na 10 jest z Pakistanu albo okolic i przebywa nielegalnie. Niby to tylko ostra retoryka, ale potem wysyłają tych młodych na pielgrzymkę, aby odkryli swoją prawdziwą tożsamość, no i wracają gotowi oddać życie za Allacha. Jak ma medresy w których pierze mózgi to można odebrać licencję na prowadzenie szkoły religijnej itd.

Nie pisałem o normalnych wiernych i wspólnotach religijnych, ale o fanatykach, to chyba oczywiste. Nie ma czego porównywać z Chinami.
-
2009/04/03 16:56:00
urbane.abuse:Jak sobie wyobrażasz wdrożenie powyższego? Państwowy nadzór nad klerem, jak w Chinach?

Prawie tak. Państwowy nadzór nad treściami nauczania i samymi nauczycielami. Każdej religii. Dzięki temu zniknełyby katolickie podręczniki w których homoseksualizm to zboczenie a konkubinat to dewiacja. Muzułmanie to świetne alibii dla państwa chcącego wprowadzić nadzór nad nauczaniem religii.
-
2009/04/03 17:05:20
@ Nie wyobrażam sobie trzydziestolatka-moyen palącego częściej niż rzadko na imprezach w wyjątkowo dobranym gronie z wyjątkowym winkiem lub drinkiem.

Słaba wyobraźnia, mój drogi i zasadniczo możemy się zacząć przerzucać dowodami anegdotycznymi, bo ja akurat nie znam nie palących 30-latków, a większość pali codziennie, bo palenie zioła nie przeszkadza w żaden sposób w normalnym funkcjonowaniu, jeśli już się nauczysz co i jak i potrafisz refleksem nadrobić ewidentne dziury w pamięci krótkoterminowej. Gwarantuję, że w średniej wielkości mieście każdej minuty co najmniej dwie osoby, które mijasz na ulicy, są zajebane w beton, a nie zorientujesz się nawet w ciągu godzinnej rozmowy, chyba, że wiesz, czego słuchać i gdzie patrzeć (bynajmniej nie w przekrwione oczka, bo krople są tanie i popularne).

@ To już było 10 lat temu, w moim przekonaniu.

10 lat temu ludzie się jeszcze czaili, nie mówili o tym i raczej nie wychylali publicznie z tym, że palą blanty. Dziś mało kto ma z tym problem, a widzę np po dzieciakach, z którymi mam korki (licealiści głównie) i ich rodzicach, że dla tych drugich dużo mniejsza tragedią jest, jak młody przyjdzie do chaty uchachany, wyszczerzony i śmierdzący jak sklep z trociczkami, niż kiedy wraca najebany paroma browcami i siarą. Jakbym miał dzieci, to też zresztą za chlanie wódy lałbym po dupsku (metaforycznie), a pierwszego blanta pewnie bym im sam skręcił, żeby nie paliły byle syfu. Po prostu wszystko dąży ku temu, żeby zioło uzyskało należny mu status zwykłej, mieszczańskiej używki, a jeśli ten status przyjmą co najmniej dwa pokolenia użytkowników, to legalajzit stanie się faktem. My (nie królewskie my, tylko my roczniki 70/80) jesteśmy tym pierwszym.
-
2009/04/03 17:21:15
@brain

Pisałem o paleniu regularnym/codziennym - przeszkadzało by mi (to jest pewnik), ograniczę się do liczby pojedynczej. Z winkiem i drinkiem mogłem trochę przesadzić, ale mnie osobiście po prostu tak to się widzi. Palących codziennie rzeczywiście nie znam, poza jedną osobą. Co do pokoleń, trochę mnie przekonałeś terminem "status zwykłej, mieszczańskiej używki", może masz rację, choć wciąż nie jestem pewien tego, że 70/80 to tacy pierwsi, więc dostrzegam możliwość zmiany w Twojej implikacji libczy pokoleń z 2 na 3.
-
wo
2009/04/03 17:21:53
@praptak
"Co do Kotańskiego, to pamiętam że uznał publicznie istnienie ludzi palących marihuanę i funkcjonujących normalnie w społeczeństwie, co wśród uczestników ówczesnej debaty o narkotykach (zakazać i udawać że problemu nie ma!) stawia go na krańcu liberalnym. "

Przecież to Kotański rzucił swój autorytet na szalę domagając się karania za posiadanie na własny użytek. Jego "ruch czystych serc" opierał się na deklaracji czystości pięciu pe (młodzież ma nie pić, nie palić i nie podejmować przedmałżeńskiego pożycia płciowego). Był na krańcu ekstremalnego prohibicjonizmu.

@yig
"No jasne, sprowadzenie ad absurdum i zapakowanie klientowi jego własnego ogona w ryj ;) "

Postawiłeś tezę absurdalną - tezę o zakazie głoszenia "nienawiści i przemocy". Skoro Ci wykazano ten absurd, to przeproś i przemyśl, zamiast się naindyczać.

"Moim zdaniem nawoływanie otwartym tekstem przez nazioli do fizycznej przemocy i wręcz eksterminacji definiowanych przez tych pojebów wrogów i "gorszych" przekracza poziom wolności który można zaakceptować"

A moim zdaniem głosić to se każdy może, a policja ma pilnować, żeby na głoszeniu się kończyło. Ja też różnych ludzi uważam za wrogów i gorszych i domagam się swojego prawa by o tym blogować.

@braineater
"Przy czym, zupełnie serio, mam jakieś takie wrażenie, że legalajzit w Polsce i ogólnodemokratyczny legalajzit w cywilizowanych krajach, to jest kwestia max 20 lat. "

Nie ma mowy o legalajzit, bo uniemożliwiają to umowy międzynarodowe. To trochę tak jak z własnością intelektualną; freetardzi mogą sobie różne rzeczy pobredzać na blogach, ale nawet jakby wystawili swoją partię w wyborach i ta partia przegłosowała ustawę, to i tak mogą sobie ją wsadzić w otwór, bo WIPO, bo TRIPS, bo runda urugwajska itd. Nie można nawet dekriminalajzit, można najwyżej mówić o depenalajzit (i to jest mniej więcej Holandia).

"większość pali codziennie, bo palenie zioła nie przeszkadza w żaden sposób w normalnym funkcjonowaniu"

Nieprawda.

@martin
"Najlepszy target dla tychże uzywek to licealista lub ewentualnie student"

Egzaktli! I dlatego to zawsze będzie problem, bo chyba nikt tutaj na serio nie proponowałby legalajzit (ani nawet depenalajzit) w odniesieniu do ludzi poniżej 18 roku życia (ja byłbym nawet za progiem 21).
-
2009/04/03 17:25:48
Ja wiele lat byłem legalajzlit'owcem, ale ostatnio zaczałem mieć wątpliwości. Teraz nie ma najmniejszego problemu żeby trawę kupić, pobawić się na imprezie albo przy filmie etc - i jest to dośc ekeonomiczne. Jak marihuana była by legalna to znając praktyki w naszym kraju od razu było by 750% akcyzy, palić by można tylko w cofeeshopach albo wyznaczonych knajpach - jednym słowem - no fun. Zyjemy w kraju hipokryzji - trawa jest nielegalna, ale powszechnie dostępna i akceptowana. Legalizacja sprowadziła by same kłopoty. Mimo że jak logicznie porównamy jej efekty i szkodliwość do innych używek to nie jest przecież jakiś hardkor. Ale tak czy inaczej: rozmwiamy o bajkowym scenariuszu co pokazała sprawa dopalaczy i tego jak posłowie potrafią klepnąć bzdurę bez chwili pomyślunku.

A tak baj de łej: zupełnie przypadkowo dzis akurat próbowałem pewnej substancji która zazywają sobie Czeczeńcy pracujący nieopodal. Bardzo drobne zielone grudki, kładzie się pod język - działanie podobne trochę do małego jointa, nieco może słabsze. Co ciekawe Czeczeńcy sa muzułmanami, ale zarówno w tej substancji jak i w marihuanie nie widzą nic złego. Prorok zakazał tylko alkoholu, o trawie nic nie mówił :D
-
2009/04/03 17:34:02
@[...] bo palenie zioła nie przeszkadza w żaden sposób w normalnym funkcjonowaniu, jeśli już się nauczysz co i jak i potrafisz refleksem nadrobić ewidentne dziury w pamięci krótkoterminowej.

A te trzy piwka co wieczór to na nerki.
-
2009/04/03 17:48:10
@ że 70/80 to tacy pierwsi, więc dostrzegam możliwość zmiany w Twojej implikacji libczy pokoleń z 2 na 3.

Pierwsi w sensie, że nie w ogóle pierwsi, bo zioło jednak jest obecne w PL od powojnia czy lat 50, ale pierwsze, dla którego jest czymś zupełnie normalnym, czymś, nad czym się niee warto nawet zastanawiać, bo wszystko na temat plusów i minusów juz powiedziano, wiec wybór masz dokładnie taki sam, jak przy wódzie i fajkach. wiesz, dla nikogo poza 12 latkami, jaranie nie jest żadnym symbolem buntu, andergrandowości, tylko czymś tak normalnym, jak łyknięcie ibipromu, jak napieprza cię głowa.

@ Nie ma mowy o legalajzit, bo uniemożliwiają to umowy międzynarodowe

Na prawnych zawsze mnie zagniesz, bo to nie ten rodzaj fiction, który czytam z zapałem, więc nie wchodzę na tę linię frontu, widząc zresztą, że depenalizacja wystarcza tam gdzie jest. Kiedy zaczną do tego dołaczać inne kraje, być może okaże się, ze pewne nienaruszalne dotąd zapisy można zmienić, tak, zeby wszystkim było wygodniej (mało ważne) i zeby korpy mogły na tym zacząć trzepać kasę (dużo ważniejsze)

@ Nieprawda

heh, i jak ja Ci mam na to odpowiedzieć? Spowiedzią xiędza Robaka?:) Trochę jest chyba tak (przy okazji odpowiedź Martinowi), że nie paląc, albo popalając z rzadka, nie do końca orientujecie się, ile osób w Waszych środowiskach smoke on regular basis i zupełnie niczym się przy tym nie wyróznia, funkcjonując przy tym zupełnie normalnie. Wiem, że jest takie urban legend, które twierdzi, że gej geja rozpozna z kilometra, u palaczy zioła to jednak nie jest tak do końca legend. Naprawdę wystarczy otworzyć oczy i rozejrzec się wokół, żeby zauważyć, że palących jest całe mnóstwo, ale nijak nie odstają od niepalącego tłumu. Tyle, że tu pewnie mam nikłe szanse, żeby się dogadać, bo macie swoje historyjki o ujaranych i zagubionych, a ja mam swoje, o ujaranych i zyjących normalnie.

@ A te trzy piwka co wieczór to na nerki.

nie wiem, jak z piwem, bo nie stosuję i w życiu może wypiłem pół butelki, ale jeśli próbowałeś w ten sposób zasugerować, ze próbuje wkręcić bajkę, jakoby jaranie blantów nie podpadało pod nałóg, to nic z tego, bo to jest nałóg, tyle, że w miarę nieszkodliwy, znaczy największą krzywda, jaka cie może ze względu na niego spotkać, jest trafienie gliniarza, kiedy masz przy sobie świeżo zakupioną piątkę (czyli 3 gramy z wagi:) No chyba, że akurat wpadłeś na debilny pomysł, żeby ujaranym siąść za kółkiem, ale to wtedy zabija cię własny debilizm, a nie nałóg.
-
2009/04/03 17:59:31
@wo: No dobra, zapamiętałem mu (Kotańskiemu) tę jedną wypowiedź na plus, poza tym rzeczywiście był prohibicjonistą. Chodziło mi tylko o to, że nie takim maksymalnie twardogłowym. Oczywiście jeśli napiszesz że to w praktyce niewielka różnica, to się zgodzę.
-
2009/04/03 18:05:35
@WO: Albo ja nie podchodzę do polityki narkotykowej aż tak liberalnie, albo Monar nie aż tak faszystowsko jak to sobie wyobrażałem, w każdym razie większego sporu nie było.

Ja byłem w Krakowie i była taki moment, że jeden gościu z publiczności coś zaczął się offtopicznie żalić, że prawo w Polsce jest takie opresyjne, że nie może sobie sam wyciąć drzewa na swojej działce. Mocno już nudził, więc go gość z Monaru zdjął przez "na szczęście marihuana jest rośliną jednoroczną". W ogóle kupa śmiechu była.

@newsnews: brała adresy mailowe, żeby na bieżąco informować o kolejnych imprezach, i tyle ją widzieli.

RSS-a se zaciągnij -- ja wiedziałem i o Bydzi.

@braineater:

Mój argument dla Ciebie: pierdolisz.
-
2009/04/03 18:07:45
@ Mój argument dla Ciebie: pierdolisz.

dyskusji to raczej z tego argumentu nie będzie. Ale jednoznaczna ocena zawsze mile widziana.
-
2009/04/03 18:12:26
@wo

Się nie nabzdyczam. Nawet niczyjej starej jeszcze nie przywołałem. Po prostu gucio mi "udowodniono" to i przepraszać nie będę.

Pierwsze primo: Poszedłeś za daleko każąc mi się zapuszkowywać, widzę różnicę między moją czy twoją nienawistną retoryką na tym blogu a działalnością nazioli - Ty nie? Może i masz "gorszych wrogów", ale nie przypominam sobie, żebyś w poważnym tonie wzywał nas do ściepy na zakup oleju napędowego i nawozów azotowych celem fizycznej eksterminacji jakiegoś prawicowego fantasty z psychiatryka bądź roztaczał wizje prawaków wieszanych przykladnie na nadajnikach UMTS. Ponadto ja nic nie pisałem o wsadzaniu do pierdla co już Ci udowodniono. O ile pamiętam ty pierwszy wzmiankowałeś w naszej ekskursji o zamykaniu kogokolwiek.

Drugie primo: Twój postulat kontroli przez państwo tak żeby "nie dochodziło" w praktyce sprowadza się do delegalizacji. To tak jak z mafią, której zalegalizować się nie da, ponieważ głównym czynnikiem uniemożliwiającym państwu skuteczne zapobieganie popełnianiu przez zorganizowaną przestępczość przestępstw jet właśnie istnienie zorganizowanej, hierarchicznej, uzbrojonej i lojalnej organizacji przestępczej. Nie mówię o zamykaniu każdego naziola, czy paleniu książek - mówię o niemożności /IMVHO/ dopuszczenia do LEGALNEGO działania organizacji neonazistowskich. I zdaję sobie sprawę że są argumenty za stanowiskiem przeciwnym /łatwiejsza kontrola oficjalnej organizacji, wolność słowa, poglądów i stowarzyszeń etc./ które przeważają w wielu miejscach na świecie.

Trzecie primo: Różnimy się w ocenie dopuszczalności legalnego działania naziolstwa, ale nie uważam mojego stanowiska za absurdalne i nie uważam, iżbym musiał za jego wyartykułowanie przepraszać.

Czwarte primo: Jeślibym się w poprzednim punkcie mylił to rzecz jasna wiem co mam powtórzyć pracowitemu na odwrót i byłaby to jedna z bardziej przykrych pomyłek jakie pamiętam.
-
2009/04/03 18:13:36
@clondike

"To o KP napisał Ausir. A to jest zabawniejsze."

Fakt, to rzeczywiście ja. Ale wymyśleć tego raczej nie wymyśliłem, tylko musiałem przepisać z jakiegoś innego błędnego źródła. Sądząc po poprzedniej edycji (w której do listy opowiadań dodałem "Socpunk") była to prawdopodobnie notka biograficzna w Nowej Fantastyce.
-
2009/04/03 18:16:27
@wystarczy otworzyć oczy i rozejrzec się wokół, żeby...


"If you let yourself go and open your eyes. I bet you'd be doing like me. And it ain't so bad." What's my drug of choice? Paliłem przez 3 lata niemal dzień w dzień. Miałem różne swoje funkcjonowania normalne, a w roku najbardziej hardkorowym 'stypendium naukowe'. Nie znam opowieści o ujaranych i zagubionych, raczej o ujaranych i zmęczonych. Po prostu nie chce mi sie jarać i wielu moim znajomym już też. Tak, zgadzam się, to jest zwyczajna miejska używka, ani superatrakcyjna, ani supergroźna. Tak, jak ibuprom biorę wyłącznie na zęby, tak marihuany, czy LSD już na nic. Rzadko porównuję używki do leków, choćby tych bólootępiaczy.
-
2009/04/03 18:36:24
@ WO
"...jestem za tym, żeby dorosły człowiek mógł sobie wypalić skręta, jeśli najdzie go taka ochota."

Piszesz tylko o gandzi.

Czy (wg Ciebie) dorosły człowiek nie może wwąchnąć ścieżki amfy aby wysprzątać mieszkanie na Boże Narodzenie czy inną Wielkanoc lub Rocznicę (jeśli bez tego mu się nie chce)?
-
2009/04/03 19:01:10
Najlepiej byłoby zalegalizować. Umożliwić dostęp dla osób pełnoletnich. Ale to mało prawdopodobne. Dlatego pierwszym krokiem powinna być depenalizacja, drugim mogłabyć legalizacja hodowli na własne potrzeby.
-
2009/04/03 21:00:51
No więc właśnie - bym jednak uznał, że "model holenderski" nie jest dość liberalny. Prawa człowieka, także niepełnoletniego, powinny być ważniejsze niż antynarkotykowy purytanizm. Co innego ograniczenie wieku, które działa jako prawo wskazujące pewien kierunek (cf. rozmowa z Frieskem w przewodniku), co innego egzekwowanie takiej normy kosztem godności niektórych obywateli (tych, którzy jeszcze się nie łapią na widełki). Czyli jednak prawa człowieka.
Sympatycznie się dyskutowało -AO.
-
2009/04/03 21:08:41
Nie znam z autopsji realiów holenderskich,znam natomiast duńskie,kopenhaskie i wydaje mi się,że kryterium "liberalności" jest tam spełniane dalece bardziej satysfakcjonująco niż w Holandii.Dzielnica - właściwie kwartał,enklawa dzielnicy Christinanshavn- Christiania, a w niej straganiki z "asortymentem" trawki i haszu.Policja,jak to policja, od czasu do czasu uobecnia się w hałaśliwych akcjach, lecz nie za często,gdyż ruch obrony Christianii jest dosyć silny i - wnerwiony - potrafi zdemolować miasto - dlatego istnieje niepisany obustronny układ : policja nie wchodzi do Christianii, jeśli uznaje,że obraca się tam tylko trawą i haszem, a nie twardym, zaś druga strona stara się nie drażnić gajowego...
W Kopenhadze zaś "jako takiej" palenie blantów czy skrętów nie jest niczym szczególnym, czy oburzającym.. to wynika chyba z naprawdę zakodowanego u "Dunów" poszanowania dla cudzych wyborów i wolności..daleko nam ...pzdr
-
2009/04/03 21:12:20
sorry , powinno być: "Christianshavn"
-
2009/04/03 21:28:34
@"to jest nałóg, tyle, że w miarę nieszkodliwy, znaczy największą krzywda, jaka cie może ze względu na niego spotkać, jest trafienie gliniarza"
speaking of anecdotal evidence... kiedyś na manifie legalizacyjnej zostalem zaatakowany (ostrym kopem) przez jakiegoś monarowca, który "od dwudziestu lat pali gandzie i mu od tego dziury w mózgu wypaliło i nie będziecie mi tu manifestować itd". Sądząc po jego zachowaniu rzeczywiście miał mocno powypalane pod sufitem.
-
2009/04/03 21:38:37
@braineater

Zią, no jak mówisz o nałogach to ja widzę twoją wrzutę że nie możesz iść do kina bo fajek nie wolno i nie wytrzymasz.
-
2009/04/03 21:43:57
Marihuana powinna być legalna. Kropka. Po pierwsze, jest to tzw. entry drug, który jeśli podawany ze złego (w sensie 'evil') źródła, prowadzi później do próbowania coraz gorszych świństw, które w ostateczności w kilku przypadkach słabszego psyche prowadzą do odwyku. Po drugie, odkąd w Człowieku pojawił się zalążek świadomości (gdzieś między łupaniem kamienia, a wytapianiem żelaza) palenie ziół stało się rytułałem, często spajającym społeczności. Ze świeczką szukać starożytnej kultury, gdzie palenie zioła nie występowało wcale. Widocznie jest to w nasze geny wpisane i już. Po trzecie, dla tych którzy nie słyszeli - polecam Billa Hicks'a - Positive Drug Story.
Swoją drogą, 1.07.2008 roku, wprowadzono w Holandii zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych. Do miejsc publicznych ustawodawca zaliczył również Coffeeshop'y. Co z tego wynikło, to to, że w Coffeeshop'ach od tego momentu można było palić jedynie czystą marihuanę. Zero dodatków tytoniowych. Tak więc, policja (prawdziwa historia, żadna legenda miejska) często kontroluje Coffeeshop'y, sprawdzając, czy oby na pewno wystarczająco dużo marihuany jest w skrętach. Eeehhh...
A tak już zupełnie na marginesie, ostatnie sondaże pokazały, że większość ludzi palących jointy w Amsterdamie to obcokrajowcy.
-
2009/04/03 21:55:14
@ Zią, no jak mówisz o nałogach to ja widzę twoją wrzutę że nie możesz iść do kina bo fajek nie wolno i nie wytrzymasz.

Bo ja panie szanuję swoje nałogi i fobie i skoro już pozwalam na to, żeby odgrywały znaczącą rolę w moim życiu, to staram się być konsekwentny, a akurat w przypadku kina, mam splot obu. Wiem, że to kalectwo umysłowe, ale skoro lata temu zdecydowałem, że brak możliwości palenia i towarzystwo innych ludzi niż moja żona odbiera mi sporo z przyjemności oglądania filmu (czasem całą), to raczej nie ponawiam prób i się nie zmuszam. Potraktuj to jak kolejny bezmózgi zakaz/nakaz religijny o którym się nie dyskutuje, bo możesz zszargać moje ateistyczne uczucia:)

@ Dagmara
+ za Hicksa, - za wskrzeszanie kompletnie niesprawdzalnej teorii entry drug
-
2009/04/03 21:55:51
"Sądząc po poprzedniej edycji (w której do listy opowiadań dodałem "Socpunk") była to prawdopodobnie notka biograficzna w Nowej Fantastyce."

Yup, właśnie sprawdziłem - "Krytykę Polityczną" dopisał Ci Parowski w NF.
-
2009/04/03 22:19:04
@ausir

i w bio od socpunka wo jest born in 1968

@holandia

ta polityka nieenforcowania w holandii działa, zależy jak patrzeć, dobrze albo źle, 8 miesiecy temu jak byłem w AMS to w czerwonej dzielnicy w sobote na każdym rogu stał diler od którego można było kupić wszystkie cięższe smaki, paszczowo reklamowali tylko kokę

@wo re: umowy

wychodzi z ciebie mieszczanin z salariatu, umowy mają to do siebie że można je renegocjować, zrywać i różne takie
-
2009/04/03 22:31:38
@marihuana

A fuj! Frankly, my dear, raz zapaliłem, ale byłem i tak nawalony jak autobus więc nie poczułem, ale sam zapach dymu z tego świństwa powoduje u mnie odruchy podobne jak dym papierosowy lub, o zgrozo!, dźwięk gitary i śpiewanie chóralne "Autobiografii".

@Alkohol

Lubię pić alkohol, nie lubię stanu po spożyciu (nawet jednego piwka!) - mam wtedy strasznego kapcia w gębie i ogólnie zrypane samopoczucie. Ale ja mam traumę z domu rodzinnego, więc się nie liczy.
-
wo
2009/04/03 23:29:32
@braineater
"Tyle, że tu pewnie mam nikłe szanse, żeby się dogadać, bo macie swoje historyjki o ujaranych i zagubionych, a ja mam swoje, o ujaranych i zyjących normalnie. "

Gorzej. Mamy swoje historyjki o ludziach, którzy są ostatnimi ludźmi na świecie twierdzącymi, że to jeszcze nie jest nałóg i mogliby przestać w każdej chwili, ale po prostu nie chcą. Wyparcie to podstawa każdego nałogu. "Nie jestem wcale uzależniony" to stały tekst nie tylko narkomana, także osoby uzależnionej od alkoholu czy hazardu.

"Bo ja panie szanuję swoje nałogi i fobie i skoro już pozwalam na to, żeby odgrywały znaczącą rolę w moim życiu, to staram się być konsekwentny, a akurat w przypadku kina, mam splot obu."

Stary, ja Ciebie nie chcę przymusowo leczyć. Ale nie mów, że uzależnienie od marihuany w niczym Ci nie przeszkadza w normalnym życiu, bo elementem normalnego życia jest możliwość chodzenia do kina. Jeśli na użytek swojej tezy będziesz przedefiniowywać "normalne życie" tak, by nie uwzględniało niczego, w czym przeszkadza ten nałóg, to oczywiście podobnie można wykazać, że heroina nie przeszkadza w normalnym życiu, bo heroinista powie to samo, że szanuje swój nałóg i po prostu mu nie zależy na tym, co traci.

@yig
"widzę różnicę między moją czy twoją nienawistną retoryką na tym blogu a działalnością nazioli - Ty nie?"

Widzę też różnicę między jakością poczucia humoru u mnie i u Jana Wróbla, czołowego żartownisia "Dziennika". Ale "widzenie różnicy" to dla mnie nie powód do zakazu.

"Twój postulat kontroli przez państwo tak żeby "nie dochodziło" w praktyce sprowadza się do delegalizacji. "

Nie widzę wynikania. Broszurki o Żydach niech se wydają, od tego jeszcze daleko do dokonywania aktów przemocy.

"Różnimy się w ocenie dopuszczalności legalnego działania naziolstwa, ale nie uważam mojego stanowiska za absurdalne"

Skoro udało mi się doprowadzić do absurdu tezę "zakazać szerzenia nienawiści i nawoływania do przemocy", to jest absurdalna. Musisz bardziej popracować nad swoim stanowiskiem.

@ausir
"Sądząc po poprzedniej edycji (w której do listy opowiadań dodałem "Socpunk") była to prawdopodobnie notka biograficzna w Nowej Fantastyce."

Ale ja się nie czepiam - tym bardziej, że można już to tak zostawić. Za to mam poważniejszy błąd. W biogramie Joanny Szczepkowskiej jest zdanie "W 1999 wygrała konkurs i rozpoczęła stałą współpracę z Wysokimi Obcasami". Konkurs na pisanie felietonów? Rze co? To z całą pewnością nieprawda, tak przynajmniej twierdzi sama Szczepkowska jak i redakcja "Obciachów", przed chwilą przeze mnie o to pytana.

@fr_ee
"Czy (wg Ciebie) dorosły człowiek nie może wwąchnąć ścieżki amfy aby wysprzątać mieszkanie na Boże Narodzenie czy inną Wielkanoc lub Rocznicę (jeśli bez tego mu się nie chce)?"

Granica między narkotykami lekkimi i twardymi jest beznadziejnie niejasna i arbitralna. Osobiście amfetaminę bym jednak skreślił z dopuszczalności, bo za bardzo uzależnia, ale to czysto arbitralno subiektywne widzimisię.
-
2009/04/03 23:55:58
@wo

"Widzę też różnicę między jakością poczucia humoru u mnie i u Jana Wróbla, czołowego żartownisia "Dziennika". Ale "widzenie różnicy" to dla mnie nie powód do zakazu."

Niestety nie mogę się zgodzić, nie mogę powiedzieć, że dostrzegam jakąkolwiek różnicę w poczuciu humoru twoim i Jana Wróbla. Co więcej, mimo usilnych starań nie dostrzegam poczucia humoru u Jana Wróbla. Brak materiału do porównań. Jak zaobserwuję występowanie takowego u JW spróbuję porównać i się wypowiedzieć.

W kwestii meritum: Nie rób sobie jaj. Napisałeś o neonazistach a nie o księgarni "Antyk". Legalne działanie organizacji propagujących przemoc nadal uważam za niewłaściwe. Nie mówimy tu o wydawnictwach o ile mnie pamięć nie myli. Po prostu uważam, że wolność osobista /w tym stowarzyszania się i poglądów/ kończy się tam gdzie zaczyna się wolność i bezpieczeństwo innych ludzi. I nadal twierdzę że mój pogląd nie jest absurdem i nie zamykałbym się do kicia prewencyjnie.
-
2009/04/04 00:13:26
@wo
-"Nie jestem wcale uzależniony" to stały tekst nie tylko narkomana, także osoby uzależnionej od alkoholu czy hazardu-.

To może ja wcale nie jestem uzależniony od nikotyny? Bo zazwyczaj mówię, że jestem i rzucanie palenia byłoby z całą pewnością procesem bardzo dla mnie niemiłym. Tak bardzo, że wcale się do niego nie spieszę.

Co gorsza, mam świadomość, że ten nałóg mnie w pewnym stopniu ogranicza, choć jak dotąd nie przeszkadzał mi chodzić do kina czy - dajmy na to latać samolotami lub jeździć czymkolwiek nawet na długich dystansach.
-
2009/04/04 00:26:32
@ braineater
bo to jest nałóg, tyle, że w miarę nieszkodliwy, znaczy największą krzywda, jaka cie może ze względu na niego spotkać, jest trafienie gliniarza, kiedy masz przy sobie świeżo zakupioną piątkę (czyli 3 gramy z wagi:) No chyba, że akurat wpadłeś na debilny pomysł, żeby ujaranym siąść za kółkiem, ale to wtedy zabija cię własny debilizm, a nie nałóg.

Tak tak, a alkoholizm to upodlenie moralne.
Człowiek uzależniony, jeśli zabija się za kierownicą będąc pod wpływem - to ginie przez nałóg, nie przez debilizm, bo idąc tym tropem mógłbym zwinąć rozmowę krótkim "kto zaczyna jest debilem". A właśnie uzależnienie wpływa na mózg tak, że człowiek za kierownicą siada.

BTW jeśli takie dyrdymały opowiadałbyś o alkoholu, to wysłałbym Cię do najbliższej poradni leczenia uzależnień celem przeprowadzenia konsultacji z fachowcem, bo system iluzji to Ty masz jak alkoholik z dwudziestoletnim stażem garowania.
-
2009/04/04 00:32:44
@dagmara_janiszewska
Tak więc, policja (prawdziwa historia, żadna legenda miejska) często kontroluje Coffeeshop'y, sprawdzając, czy oby na pewno wystarczająco dużo marihuany jest w skrętach.

Bullshit. Urban legend z rodzaju chłytów marketingowych "jakiej my to czystej trawy nie mamy w naszej ofercie".

A tak już zupełnie na marginesie, ostatnie sondaże pokazały, że większość ludzi palących jointy w Amsterdamie to obcokrajowcy.

Przecież pół tego miasta to nawaleni turyści. Wystarczy się wybrać poza sezonem i wtedy widać jak ładnie i spokojnie może być bez nich.
-
2009/04/04 00:33:56
@wo cd sorry za pisanie na raty.

@różnica

Wiesz przecież o jaką różnicę mi chodzi. Między twoim nabijaniem się z prawactwa i bredniami publicystycznymi jednego fantasty-szantymena-michnikofoba jest różnica i obaj powinniście mieć prawo do publikacji. Różnica między Tobą, mną czy kolesiem nie potrafiącym zrozumieć notki Bartosza Węglarczyka a organizacjami neonazistowskimi jest jak stąd do Wisły via Mare Tranquillitatis i ta konkretna /a nie jakakolwiek/ różnica prowadzi za granicę legalności. Sorry, ale jeśli filozofia jakiejś organizacji przewiduje przemoc i eksterminację /nieważne czy narodu, wyznawców czy konkretnego kolesia/ to nie widzę możliwości legalnej działalności.

Jeśli ktoś dopuszcza w imię dowolnej idei napieprzanie/odstrzeliwanie przeciwników/pechowców którzy podpadli onej ideologi to zapominam Wolter'a i mam w dupie jego motywy, racje i prawo do ich głoszenia.
-
2009/04/04 00:55:05
@wo

"Ale ja się nie czepiam - tym bardziej, że można już to tak zostawić. Za to mam poważniejszy błąd. W biogramie Joanny Szczepkowskiej jest zdanie "W 1999 wygrała konkurs i rozpoczęła stałą współpracę z Wysokimi Obcasami". Konkurs na pisanie felietonów? Rze co? To z całą pewnością nieprawda, tak przynajmniej twierdzi sama Szczepkowska jak i redakcja "Obciachów", przed chwilą przeze mnie o to pytana. "

Wiem, że się nie czepiasz, po prostu sam byłem ciekaw, skąd się to tam właściwie wzięło. :) Wychodzi, że od NUMPa. Co do Szczepkowskiej, to już ten konkurs wywalam.
-
2009/04/04 08:53:05
@ uzależnienie od marihuany w niczym Ci nie przeszkadza w normalnym życiu, bo elementem normalnego życia jest możliwość chodzenia do kina

Papierosy. A za to już w tym lokalu zdaje się oberwałem kiedyś.

@ heroinista powie to samo, że szanuje swój nałóg i po prostu mu nie zależy na tym, co traci. Point taken, tylko nie wiem, czy nie stoi w sprzeczności z główną tezą notki (pytanie, nie zarzut), tak, jak i kawałek o wyparciu, które oczywiście istnieje, tyle, że nie ino w kwestii nałogów, ale i na przykład w nieustających dyskusjach apple vs pc, czy generalnie każdej możliwej dziedzinie życia. Zostając przy w pełni niefunkcjonalnym heroiniście na chwilę, to rozumiem, że się nie łapie na wspieraną wolność dorosłego człowieka, bo wpieprza się w Twoje życie, podobnie jak koleś z fajką w Twojej ulubionej knajpie, powodując ten czy inny dyskomfort - a to cię obsępi na dworcu, a to cię obrzyga przypadkiem, a to w końcu będziesz musiał zapłacić za jego detox i mogiłę via własne podatki. Wkurwia po prostu na paru frontach. Ale z fanami narkotyków miękkich, typu zioła, grzyby, pixy wygląda to trochę inaczej, bo pomijając amerykańskie komedie dla głąbów, są w pełni funkcjonalni, radzą sobie sami, w niczym nie wpływają na ogólny dobrobyt społeczny i jakość Twojego życia, najwyżej w chwili entuzjazmu uczęstują cię strzałem z bonga, albo pigułką z estetycznym wzorkiem, na co zawsze możesz odpowiedzieć NIE (mówimy o pełnoletnich, w pełni świadomych za i przeciwów konsumentach środków nieobjętych akcyzą). Możesz ich oczywiście pożałować z głębi kochającego, humanitarnego serduszka, że biedne zwierzęta, nie wiedzą, co tracą, bo nie potrafią iść pląsać bez garści piguł, albo nie kumają Matrixa bez solidnie skręconego blanta, tyle, że trochę to przypomina wydziwianie nad ludźmi, którzy lubią strzelić sobie trzy browce przed wejściem do samolotu, bo mają stresa, albo zakładającymi do dupczenia gumowce, bo tak im się bardziej podoba. I luz, na każde z tych zachowań możesz znaleźć kontrargument, sprowadzić danego gościa do jakiejś niższej formy życia, ze względu na to, co robi w ramach rozrywki lub radzenia sobie z sobą samym, tyle, że wtedy nie hula ten wolnościowy argument, bo skoro robi to w ramach my home, my castle i nigdzie dalej, to po co się przypieprzać? A z tego, co się orientuję (nie, że jakoś szczególnie szukałem, chętnie dam się zaskoczyć jakąś potworną statystyką), jak na razie nigdzie nie ma jakiś zastraszających danych o wpływie rokrocznie narastającej fali konsumentów miękkich dragów na budżet służby zdrowia, wzrost wskaźnika umieralności, czy te kolorowe strzałki z opisem gospodarka, poza oczywiście wspomnianym wpieprzaniem mnóstwa kasy w ich ściganie, co wkurwia zarówno podatników, jak i zainteresowanych.

@ A właśnie uzależnienie wpływa na mózg tak, że człowiek za kierownicą siada. i dlatego każdy pijany kierowca otrzymuje tylko ostrzeżenie i wyrok w zawiasach.

a co do systemu iluzji, to każdy tworzy sobie własny, wedle sympatii i potrzeb.
-
2009/04/04 09:20:30
nieszczęściem THC jest formalna łatwość klasyfikowania go w jednej szufladzie z heroiną, a ma duzo mniej / jeśli nie wcale/ wspólnego, niż alkohol.jeśli go /THC/ coś łączy z alkoholem to osobnicza podatność na uzależnienie.Spotykalem w Kopenhadze Duńczykow wypalających parę blantów dziennie od 15-20 lat i normalnie funkcjonujących społecznie i zawodowo.W przypadku heroiny , czy alkoholu to niemożliwe - już dawno by nie żyli...Sam paliłem i to mocne skunkowo-kaszmirowe "zestawy", i długo się nie dało, bo to w nadmiarze jest męczące,jeśli jesteś w miarę "niepotrzaskany" z natury...
W ogóle myślę,że trawa, hasz,jest, jak alkohol, tylko dla w miarę zdrowych na głowę...bo ze swira zawsze, jak alkohol, wyzwoli świra....
nie będe mówił o heronie, bo przywoływanie jej w kontekście trawy to demagogiczny idiotyzm...
-
wo
2009/04/04 10:59:04
@yig
"Napisałeś o neonazistach a nie o księgarni "Antyk"."

Mam na myśli konkretne przypadki takie jak American Nazi Party, niemieckie NPD czy idealistyczna przeszłość prezesa Farfała.

" Legalne działanie organizacji propagujących przemoc nadal uważam za niewłaściwe."

Praktycznie każda partia polityczna propaguje przemoc, bo każda partia polityczna ma jakiś program dotyczący działania państwa, a państwo to z definicji aparat przemocy. Ja na przykład popieram przemoc wobec kiboli, niektóre operacje NATO, rozpędzanie Samoobrony blokującej drogi itd. Trudno w ogóle byłoby znaleźć partię polityczną propagującą ekstremalny non-violence, aż do rezygnacji z wojska i policji włącznie.

"Po prostu uważam, że wolność osobista /w tym stowarzyszania się i poglądów/ kończy się tam gdzie zaczyna się wolność i bezpieczeństwo innych ludzi."

Działalność American Nazi Party per se nie zagraża wolności i bezpieczeństwu innych ludzi. Tej zagrażać może tylko działanie konkretnej osoby czy konkretnej bojówki, i wtedy oczywiście do akcji powinna wkroczyć policja.

"Różnica między Tobą, mną czy kolesiem nie potrafiącym zrozumieć notki Bartosza Węglarczyka a organizacjami neonazistowskimi jest jak stąd do Wisły via Mare Tranquillitatis i ta konkretna /a nie jakakolwiek/ różnica prowadzi za granicę legalności. "

No ona właśnie jest niekonkretna. Napisałeś tylko metaforycznie, że jest ogromna. Ale to charakterystyczne, że nie umiesz jej wskazać - co w praktyce oznacza, że chciałbyś ograniczać fundamentalne wolności obywatelskie na podstawie czyjegoś uznaniowego widzimisię (wer ein Nazi ist, bestimme ich). A moim zdaniem wolność słowa i zgromadzenia jest tak ważna, że jeśli w ogóle ma być ograniczania, to tylko na podstawie kryteriów klarownych jak woda w górskim strumieniu.

"Jeśli ktoś dopuszcza w imię dowolnej idei napieprzanie/odstrzeliwanie przeciwników/pechowców którzy podpadli onej ideologi to zapominam Wolter'a i mam w dupie jego motywy, racje i prawo do ich głoszenia."

Ja na przykład popierałem interwencję NATO w sprawie Kosowa, zatem popierałem napieprzanie/odstrzeliwanie przeciwników/pechowców którzy podpadli ideologii europejsko rozumianych praw człowieka i chcą obalić biednego pechowego Slobo. Popierało ją wiele ugrupowań w Polsce i w Europie, więc albo chcesz zdelegalizować prawie wszystkie mainstreamowe partie polityczne, albo musisz wymyślić jakieś nieabsurdalne kryterium. Kryterium "propagowania przemocy" się niestety nie nadaje, bo poza ekstremalnymi zwolennikami anarchizmu Tołstwoja wszyscy popierają przemoc, bo popierają państwo.
-
wo
2009/04/04 11:12:32
@braineater
" A z tego, co się orientuję (nie, że jakoś szczególnie szukałem, chętnie dam się zaskoczyć jakąś potworną statystyką), jak na razie nigdzie nie ma jakiś zastraszających danych o wpływie rokrocznie narastającej fali konsumentów miękkich dragów na budżet służby zdrowia,"

No więc parę liczb rzucił na dyskusji w Bydgoszczy Facet Z Monaru i one dawały dużo do myślenia. Jeśli chodzi o ludzi na tyle chorych, że stanowią już zagrożenie dla siebie i otoczenia, to w Bydgoszczy uzależnionych od heroiny jest kilkunastu, a uzależnionych od narkotyków tak zwanych miękkich jest sto razy więcej (nie zapamiętałem konkretnych liczb, zapamiętałem różnicę rzędu wielkości). Po prostu ten wyparciowy mit "mogę normalnie funkcjonować" prędzej czy później wysiada. Bo po pierwsze nie w każdym zawodzie tak się da. Ludzie z wolnymi zawodami, jak tłumacz czy didżej, pozornie mają lepiej, bo znacznie dłużej mogą w tym jechać; co za tym jednak idzie, zaczynają się leczyć w dużo gorszym momencie niż, dajmy na to, lekarz. O tym dużo i rozwlekle (dla mnie trochę zbyt) może opowiadać Tomasz Piątek, który w tym micie "w niczym mi to przecież nie przeszkadza" zajechał bardzo daleko.
-
2009/04/04 11:26:44
tak,trzeba ludzi łapać za mordę dla ich dobra heh.,przez "chcących dla nich dobrze"
takie myślenie to gorsza dżuma niż heroina i jabol
-
wo
2009/04/04 12:52:35
@elsby
spoko zią napewno dragi nie ograniczajom twej morzliwosci komunikacji miendzyludzkiej heh duuud łozzap?
-
2009/04/04 13:58:50
@ Jeśli chodzi o ludzi na tyle chorych, że stanowią już zagrożenie dla siebie i otoczenia, to w Bydgoszczy uzależnionych od heroiny jest kilkunastu, a uzależnionych od narkotyków tak zwanych miękkich jest sto razy więcej

Ok, popracujmy trochę na tych abstrakcyjnych liczbach, pomijając na razie bicie piany w temacie sensowności porównywania tych typów uzależnień, bo utoniemy w dwustronnej propagandzie i nigdzie dalej nie zajdziemy.

Sama skala mnie nie zaskakuje, bo - per analogiam, - ludzi nie wyobrażających sobie wieczoru bez lampki wina, czy dwóch, trzech browców, też jest pewnie kilkaset razy więcej, niz zdeklarowanych fanów imprez w towarzystwie bialych myszek, połączonych z sączeniem napojów filtrowanych przez kromkę chleba. I tak jest chyba ze wszystkim, prawda? Sa jedzący czekoladę parę razy w tygodniu i są tacy, co zaczynają dzień od podwójnego sernika a kończą w womitorium, żeby było miejsce na jeszcze. Sama skala i zróżnicowanie ilościowe typów hard or easy fan of something, niekoniecznie wskazuje na jakiś znaczny wzrost zagrożenia, choć domyślam się, że Panu z Monaru tak właśnie wyszło, skoro ją podał. Dużo ważniejszy w tym wypadku dla mnie jest koszt społeczny, ponoszony na jednego heroinistę zestawiony z wydatkami ponoszonymi na kogoś, kto postanowił pozbyć sie przyzwyczajenia do ziela czy pigułek albo został do tego zmuszony. Nie mam żadnych danych, bo gugiel muli straszliwie postawiony przed tak niejasno sformułowanymi pytaniami, ale mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że mimo dużo większej liczby zwolenników weekendowej wrzuty i wieczornego blanta koszt "leczenia" takich osób, stanowi zaledwie jakiś ułamek tego, co wydawanym jest na detoksykację hardkorowców, najczęściej nieskuteczną. Dochodzi do tego jeszcze coś, o czym parę postów wyżej pisze Martin - po jakimś czasie zażywania, znasz już wszystkie efekty in plus, a sama używka traci walor czegoś nowego i w ogóle och i ech, więc chęć spożycia spada, a czasem, jak w przypadku Martina zanika samoczynnie. Tu nawet (przynajmniej w przypadku zioła), nie ma aż takiej traumy, jaka towarzyszy odstawianiu fajek (o czym pisze Logic), bo odpadają jakieś hardkorowe efekty fizjologiczno-biologiczne.

Oczywiście, czasem kończy się to terapią, ale najczęściej prywatną, na kozetce u psychologa, za którą delikwent płaci z własnej kiesy, nie narażając budżetu i podatków. Z pixami czy spidem jest trochę gorzej, bo mnóstwo syfu w tych zabawkach służy głównie temu, zeby wbić uzależnienie fizyczne, a z tym, jak wiadomo zawsze jest pod górkę. Wracając do analogii - jeśli gościowi od lampki wina co wieczór, jakiś dochtór powie, że powinien wyluzować i np przestawić sie na mineralkę, to trochę sie powkurwia, ale generalnie z dbałości o organizm się dostosuje. W przypadku zielska sprawa wygląda dość podobnie, a ze znajomych palaczy, każdy praktycznie ma za sobą dłuższe lub krótsze okresy odstawienia, często powodowane tylko kaprysem, albo i tym, ze wszyscy dilerzy wybyli na wakacje i przyznam, że od żadnego nie słyszałem historii z gatunku, że drama albo coś, sam zresztą też nie przerabialem takich akcji, a zdarzały mi sie przerwy długie i dłuższe. Jest to jest, się pali, nie ma to nie ma, się siedzi i czyta ksiązkę, nawet o tym nie myśląc, żeby ruszyć dupę i coś skręcać na szybko. Ze względu na styl dyskusji wiem, że pewnie znajdzie się kontrargument w postaci opowieści o jakiś gościach, co bez blanta nie mogą i już, ale to wtedy wraca pytanie o problem skali i o to ilu ich jest w porównaniu z tymi, którzy sobie po prostu popalają.

Natomiast chętnie poznałbym wnioski Pana Monara na temat, jakie zagrożenie dla społeczeństwa stanowią dorośli konsumenci miękkich dragów, bo może jest tu coś co przegapiam i produkuję się bez sensu. Że dla siebie bywają groźni, rozumiem, niszczenie organizmu, etc., ale tych zagrożeń dla społeczeństwa to jednak niezbyt, znaczy nie wiem, czy wchodzi w grę coś więcej niż coś ponad driving under influence, które to zagrożenia wywołują także legalnie dostępne środki, działając na ludzi, nie będących alkoholikami.
-
2009/04/04 14:08:46
@ uzależnienie od marihuany w niczym Ci nie przeszkadza w normalnym życiu, bo elementem normalnego życia jest możliwość chodzenia do kina

Ja tylko tak z czystej złośliwości zaznaczę, że są kina w których palenie marihuany jest czymś tak naturalnym jak jedzenie popcornu we wrocławskim termosie. Np. moje ulubione Freiluftkino Hasenheide, o którym onegdaj gdzieś tam już pisałem.
-
2009/04/04 14:56:51
W "The Wire", najlepszym serialu jaki kiedykolwiek widziałem, jeden z wątków opowiada o tym, że jak pozwolisz policji na zamykanie ludzi za posiadanie dwóch działek w mieście w którym dużo się używa, to wkrótce policja nie będzie miała ani ochoty ani czasu ani umiejętności na wykonywanie prawdziwej "police work".

Gdyby marysia była legalna, państwo mogłoby przynajmniej kontrolować jej jakość i mielibyśmy pewność, że się nie potrujemy. Miałoby też niemałe wpływy z podatków. To samo z np. wczesną aborcją. Oba zjawiska są jak siły natury, można je bezskutecznie wypierać albo zapewnić wyższą jakość i zyskiwać na podatkach.
-
wo
2009/04/04 16:28:17
@braineater
"domyślam się, że Panu z Monaru tak właśnie wyszło, skoro ją podał."

On nie podawał tego dla straszenia wzrostem zagrożenia, raczej dla przypomnienia obecnym, że heroina nie jest już najważniejszym zagrożeniem. Kompot i klasyczny obraz ćpuna z pokłutymi rękami to już coś równie passee jak ta nieszczęsna budka z piwem.

"koszt społeczny, ponoszony na jednego heroinistę zestawiony z wydatkami"

Infantylnie chcesz zestawiać "koszt społeczny" z "wydatkami". Koszt społeczny to nie są tylko wydatki. Koszt społeczny to także na przykład rozpacz matki, którą syn okrada i okłamuje, bo nałóg uczynił go kompletnym socjopatą, nie ma już takiego świństwa, którego nie zrobi, żeby tylko zdobyć pieniądze na towar. Nie ma sensu zestawianie "rozpaczy" z "wydatkami".

"Oczywiście, czasem kończy się to terapią, ale najczęściej prywatną, na kozetce u psychologa, za którą delikwent płaci z własnej kiesy, nie narażając budżetu i podatków."

To miło z jego strony, ale to wcale nie jest w przypadku uzależnień najważniejsze. Uzależnienie bardzo rzadko jest problemem jednej osoby, bo stosunkowo rzadko zdarzają się w społeczeństwie osoby doskonale samotne. W praktyce każdy ma jakichś bliskich i uzależnienie jednej osoby (czy to będzie alkoholizm czy uzależnienie od hazardu) jakoś w tych bliskich zawsze uderza, choćby dlatego, że kiedy już przyparty do ściany narkoman zacznie się zastanawiać kogo by tu okraść, bliscy będą pierwsi na liście. A to i tak w optymistycznym scenariuszu, w którym osoba uzależniona nie zdążyła założyć rodziny, bo jak się pojawia żona i dzieci, to wszystko robi się bardzo niewesołe.

"Natomiast chętnie poznałbym wnioski Pana Monara na temat, jakie zagrożenie dla społeczeństwa stanowią dorośli konsumenci miękkich dragów, bo może jest tu coś co przegapiam "

Zapewne wszystko to, co opisałem w powyższym akapicie. Oczywiście, doskonale samotna osoba zagrożenie zacznie stanowić dopiero gdy jej zwłoki będą zagrożeniem sanitarno-epidemiologicznym, ale doskonale samotne osoby zdarzają się relatywnie rzadko.

@kuku
"Gdyby marysia była legalna, państwo mogłoby przynajmniej kontrolować jej jakość i mielibyśmy pewność, że się nie potrujemy. Miałoby też niemałe wpływy z podatków"

Jestem za, ale trzeba mieć świadomość, że to oznacza spore nakłady na egzekwowanie takiego prawa - jeśli państwo ma mieć niemałe wpływy z podatków, od razu pojawia się kwestia jakiegoś systemu naliczania akcyzy, a więc tępienia przemytu, a więc nalotów na knajpy, a więc przeszukiwania młodych ludzi itd.
-
2009/04/04 17:32:37
@wo
"Dlaczego? Bo definicja podejścia liberalnego zaczyna się od słów żeby dorosły człowiek.... Ten warunek albo będzie fikcyjny, albo policja będzie musiała angażować spore zasoby na jego wymuszenie - wliczając w to opłacanie informatorów i prowokatorów, tak żeby np. dorosły człowiek bał się kupić towar małolatowi. Mniej więcej tak jest w Holandii."

Warunek ten w odniesieniu do alkoholu jest w Polsce fikcyjny. Nikt chyba się nie bawi w prowokacje czy szukanie informatorów, a świat się nie zawalił. Dlaczego chcesz, żeby z marihuaną było inaczej?

"Jestem za, ale trzeba mieć świadomość, że to oznacza spore nakłady na egzekwowanie takiego prawa"

A co za różnica jakie są nakłady, skoro wpływy z akcyzy pokryją je z zyskiem?
-
2009/04/04 18:04:16
@ WO

Koszt społeczny to także na przykład rozpacz matki, którą syn okrada i okłamuje, (ciach) Nie ma sensu zestawianie "rozpaczy" z "wydatkami"

Pełna zgoda, tylko o ilu takich sytuacjach z udziałem marihuanistów słyszałeś? Bo przyznam, że ten scenariusz znam tylko z Reefer Madness i propagandowych ulotek z lat 50-tych, oraz opisów uzależnień od środków ciężkich, typu alkohol, hera, długotrwałe spidowanie i tym podobnych, natomiast nie znam jakoś opowieści, o zrozpaczonych matkach marihuanistów, okradanych przez własne dzieci, zwłaszcza dorosłe. Spoko, widziałem spanikowanych rodziców, których dzieci coś tam przypalały, ale raz - panika w 99% wynikała z absolutnej niewiedzy z czym mają do czynienia, podkręcanej jeszcze właśnie takimi historiami o narkotykach, jakie opisałeś, bez jakiegokolwiek zróżnicowania, czy dotyczą one zioła czy skomplikowanych wynalazków laboratoryjnych; dwa - dotyczyła nieletnich, których staramy się od początku tej dyskusji wykreślić z kręgu konsumentów, jako osoby nie w pełni odpowiadające za swoje decyzje i niezbyt dobrze radzące sobie z odmieniona przy pomocy jakichkolwiek środków percepcją.

Podając te przykłady, popełniasz tak podstawowy błąd, że mam podejrzenie, że mnie podpuszczasz:) Metodę wyolbrzymiania zagrożeń stosował właśnie Monar (słynne idee: narkotyk pierwszego kontaktu, marihuana podrasowywana bóg wie, czym, żeby wyrobić uzależnienie fizyczne, dilerzy rozdający za darmo działki w szkołach) i wszyscy widzimy, że ani nie zmniejszyło to rynku konsumentów miękkich dragów ani też w żaden sposób nie wpłynęło na społeczne akceptowanie zioła, jako używki mniej groźnej od alku i fajek, przynajmniej w grupie wiekowej 35. A nie zadziałało, ponieważ nijak nie przystawało do rzeczywistości, w której na każdej szkolnej wycieczce krążyły blanty i na każdym uniwerku był zaszyty kącik, gdzie wiadomo było, że zawsze się kogoś spotka, żeby zapalić przed wykładami, natomiast kompletnie zezwierzęconych narkomanów widywało się nadal tylko na dworcach lub w miejscach zakupu towaru, jeżeli akurat człowiek zaopatrywał się w punktach wielobranżowych, do czego na szczęście nikt, ani nic go nie zmuszało, bo najczęściej jeden kontakt z klasyczna meliną, w której siedzi grupa garujących zombie raz na zawsze wyrabia odruch - say no to anything stronger than joint. A naprawdę nie ma takiej możliwości (czytaj: jest tak niewielka, że zasługuje na hedlajn na pierwszej stronie w dziale zagrożenia cywilizacji), żeby konsument marihuany poczuł tak silna ochotę na spalenie blanta, żeby po pierwsze nie potrafił jej samemu przyhamować, po drugie - żeby chciał w tym celu zrobić komuś jakąś krzywdę.

Zgodzę się, że popalający piętnastolatek może podpieprzyć matuli z etażerki 120 pln na piątkę, bo ma za małe kieszonkowe, ale normalny dorosły konsument marihuany sobie spokojnie na nią zarobi, nawet zamiatając ulice, bo ileż w końcu można wypalić w ciągu miesiąca. A nawet jeśli nie zarobi, to zanim w ogóle przez myśl mu przejdzie jakaś juma na ulicy i terorryzowanie przechodniów w celu zdobycia pieniędzy, to najczęściej dużo wcześniej wpadnie do pierwszej z brzegu knajpy w mieście i kierując się węchem spokojnie spyta obcego człowieka staaary, daj ściągnąć bucha. I po problemie, bo większość palących ma mechanizm dzielenia się wbudowany w rytuał i jeśli tylko nie wyglądasz jak podejrzanie zachowujący się tajniak, to masz praktycznie 100% pewność, że nawet w obcym mieście po jednym wieczorze, będziesz miał wszystko pochytane tak dobrze, jak na własnym terenie.

Podsumowując - nie mogę uwierzyć, że oberwałem od akurat od Ciebie remiksem propagandy i urban legend, pozwolę sobie więc to złożyć na karb dużej siły przekonywania Pana Monara albo tego, że faktycznie próbujesz mnie podpuścić. Natomiast nadal bardzo chętnie zapoznałbym się z prawdziwymi kosztami leczenia (także społecznymi) uzależnień od miękkich narkotyków, takich jak marihuana, o ile oczywiście takie dane są gdziekolwiek dostępne.
-
wo
2009/04/04 18:30:37
@transka
"Nikt chyba się nie bawi w prowokacje czy szukanie informatorów,"

Czy tak głupi ludzie nie mogliby pieprzyć tych głupot na Psychiatryku? Naprawdę muszą tutaj?

"A co za różnica jakie są nakłady, skoro wpływy z akcyzy pokryją je z zyskiem?"

Skąd wiesz?

@braineater
"Pełna zgoda, tylko o ilu takich sytuacjach z udziałem marihuanistów słyszałeś?"

Ogólnie te dwa tysiące Bydgoszczan, o których w ogóle wie Facet z Monaru, to nałogowcy z mniejszymi lub większymi problemami. O nałogowcach bezproblemowych Facet Z Monaru jakby z definicji nie może wiedzieć, bo ich nałóg jest ich prywatną sprawą. Żeby ktoś już w ogóle był leczony, to albo sam musi uznać, że ma jakiś problem, albo być do tego przymuszonym przez rodzinę czy policję.

"A naprawdę nie ma takiej możliwości (czytaj: jest tak niewielka, że zasługuje na hedlajn na pierwszej stronie w dziale zagrożenia cywilizacji), żeby konsument marihuany poczuł tak silna ochotę na spalenie blanta, żeby po pierwsze nie potrafił jej samemu przyhamować, po drugie - żeby chciał w tym celu zrobić komuś jakąś krzywdę. "

Sorki, tu akurat uwierzę raczej Facetowi Z Monaru.

"ale normalny dorosły konsument marihuany sobie spokojnie na nią zarobi,"

Na moronailu było takie kapitalne zdjęcie jakiejś kobiety, która jednocześnie jest widocznie bardzo wyniszczona nałogiem i jednocześnie widać, że metrykalnie jest relatywnie młoda, tylko przedwcześnie postarzała. Kobieta ewidentnie jest jednocześnie prostytutką i podpis do zdjęcia mniej więcej taki: "Drugs. Lowering price of blowjobs since decades".
-
2009/04/04 18:48:00
"Żeby ktoś już w ogóle był leczony, to albo sam musi uznać, że ma jakiś problem, albo być do tego przymuszonym przez rodzinę czy policję. "

No więc właśnie. Pytanie brzmi: ilu z nich poprosiło o leczenie, bo to jedyne co może zrobić osoba złapana z niedopaloną fifką, jeśli nie chce posiedzieć trochę w więzieniu?

"" po drugie - żeby chciał w tym celu zrobić komuś jakąś krzywdę. ""

"Sorki, tu akurat uwierzę raczej Facetowi Z Monaru."

Ale on mówił o jakichś konkretnych przypadkach?

-
2009/04/04 19:12:21
@wo
"Czy tak głupi ludzie nie mogliby pieprzyć tych głupot na Psychiatryku?"

Nawet jeśli ktoś robi prowokacje czy inne działania mające obniżyć dostępność alkoholu dla nieletnich, to są one żałośnie nieskuteczne, więc równie dobrze mogłoby ich nie być. Nie wiem co w tym stwierdzeniu głupiego, ale chętnie się dowiem.

"Naprawdę muszą tutaj?"

Przecież to się da prosto załatwić banem. Ty nie będziesz musiał zadawać głupich retorycznych pytań, a ja zyskam trochę wolnego czasu, bo mi to pomoże w walce z kompulsywnym przeglądaniem Twojego bloga. I wszyscy będą zadowoleni.

"Skąd wiesz?"

Jakby koszty pobierania akcyzy były wyższe od wpływów, to zaraz by została zniesiona, żeby państwo nie musiało ponosić tych ogromnych wydatków. Skoro więc jest akcyza, to znaczy że się finansowo opłaca.
-
2009/04/04 19:13:37
@braineater:

"A naprawdę nie ma takiej możliwości [...], żeby konsument marihuany poczuł tak silna ochotę na spalenie blanta, żeby po pierwsze nie potrafił jej samemu przyhamować [...]"

Nieprawda. Mam paru znajomych, palących po kilka skrętów dziennie od kilku ładnych lat, których np. partnerki prosiły żeby na tydzień przestali - w celach demonstracji, że rzeczywiście mogą. I ... nie mogli bo łapały ich całkiem realne stany depresyjne. Ale oczywiście twierdzą dalej, że uzależnieni nie są i żadne leczenie im niepotrzebne.
-
wo
2009/04/04 19:20:15
@transka
"Przecież to się da prosto załatwić banem."

Bimajfakingest.

@marek
"Ale on mówił o jakichś konkretnych przypadkach? "

Nie, po prostu kłamał, bo wielkie koncerny walczą z marihuaną. To w ogóle niemożliwe, żeby on znał takie sytuacje z reala.

@kuku
"Ale oczywiście twierdzą dalej, że uzależnieni nie są i żadne leczenie im niepotrzebne."

W czym jest w ogóle cały tragikomizm sytuacji z cyklu "ja w ogóle tak tylko dla przyjemności, ale w każdej chwili mógłbym przestać". Narkoman pozostaje przeważnie ostatnią osobą, która jeszcze tak twierdzi, bo już całe otoczenie wie, że gościu już dawno przekroczył granicę choroby.
-
2009/04/04 19:47:51
@ Mam paru znajomych, palących po kilka skrętów dziennie od kilku ładnych lat, których np. partnerki prosiły żeby na tydzień przestali - w celach demonstracji, że rzeczywiście mogą.

ok, nie natknąłem się jeszcze na takie sytuacje, ale nie mam powodu, żeby Ci nie wierzyć

@ nie mogli bo łapały ich całkiem realne stany depresyjne.

w sensie oh my god i can't live without it, i'm dying, czy, kurwa, ja pierdolę, ale nuda, spaliłbym coś? Bo jak to drugie, to w zależności od tego, czy partnerki poza samym testem don't smoke if you love me , zapewniły alternatywne rozrywki, stany takie mijają po najdalej paru dniach i jak dla mnie przynajmniej nie różnią się niczym od sytuacji, kiedy ląduję w jakiejś zagranicznej dupie bez książki, kompa z netem czy telewizji przemawiającej w jakimś ludzkim języku. Tyle, ze nie mam tendencji do uznawania tego za stany depresyjne, tylko raczej jest to po prostu nuda. (wiem, wiem, wyparcie dotyczy również uzależnienia od czytania, mendzenia po necie i spędzania godzin na cudzych blogach:)
-
2009/04/04 20:09:56
""Ale on mówił o jakichś konkretnych przypadkach? ""

"Nie, po prostu kłamał, bo wielkie koncerny walczą z marihuaną. To w ogóle niemożliwe, żeby on znał takie sytuacje z reala."

No bez jaj. Ja się tylko pytam, czy są jakieś możliwości zorientowania się, jaki procent tego o czym mówił to sytuacje fikcyjne (leczenie złapanego z fifką - i może nie tylko przez policję ale także w szkole), jaki procent normalne (leczenie zdezorganizowanych jaraniem), a jaki rzeczywiste odpały, że ktoś napada kogoś, żeby móc zajarać.

Z uwzględnieniem poprawki na to, ze jeśli policja złapie agresywnego dresa i znajdzie u niego , jak to się teraz mówi, blanta, to najpewniej większe problemy będzie miał ten z powodu narkotyków niż z powodu agresywności.

A że konopie mogą być nieco dezorganizujące, to jakoś, nie wiedzieć czemu, potrafię sobie wyobrazić.

Co nie znaczy, że nie sadzę, by facet z Monaru nie należało traktować z najwyższą ostrożnością. To tak jak ze sprzedawcami w sklepach audiofilskich, oni naprawdę muszą słyszeć, te różnice, by usłyszeli je kupujący i kupuli za 20 tysięcy złotych sprzęt grający gorzej niż taki, który na Allegro można dostać za 20 złotych. On po prostu z tego żyje i byłby ostatnim skurwysynem, gdyby nie pozwolił, żeby wszechświat, w którym żyje, zakrzywiał się właśnie tak, by jego praca była sensowna, potrzebna i dobra.

Swoja drogą, ciekawe, że jakiś program, który uważa, ze lepiej ode mnie wie, co chcę lub co mogę napisać, podkreślił mi czerwonym wężykiem słowa "odpały" i "dresa", a przyjął za uprawnione słowo "blanta".
-
2009/04/04 20:16:52
"w sensie oh my god i can't live without it, i'm dying, czy, kurwa, ja pierdolę, ale nuda, spaliłbym coś?"

W takim sensie, że po trzech dniach niekomfortowych ale ogólnie bezproblemowych, przychodziło parę dni z trzęsącymi sie łapami, zerową zdolnością do skupienia, zszarzałym bardzo światem (bo nie masz czym podkręcić zmysłów) i po trzech takich dniach stwierdzali: "pierodlę, po cholerę mi trzęsące się łapy i szarzyzna jak mogę delikatnego blancika spalić". Oczywiście z tego da się wyjść, ale trzeba chcieć i zwykle przydaje się terapia.

Inna historia: mieszkałem w Holandii z kolesiem ze Stanów, który w swojej Arizonie czasem coś spalał na koncercie, ale jak przyjechał do raju, to wszedł w rutynę pięciu skrętów dziennie. I kolega ten, nawet gdy wiedział, że musi się uczyć do egzaminów i oczyścić łeb przynajmniej na tydzień, nawet nie umiał odstawić piątego skręta każdego dnia, bo bez niego nie umiał zasypiać.
-
2009/04/04 20:27:10
@ Oczywiście z tego da się wyjść, ale trzeba chcieć i zwykle przydaje się terapia.

ładne story i wiarygodne, czepnąlbym się tylko użycia "zwykle", bo z mojego katalogu opowieści wynika, że zwykle obywa się bez, choć akurat mam ten problem, że większość palących znajomych ma też jakiegoś wkręta innego, typu pasja, czy zainteresowania, które ich cieszą równie mocno, jak są upaleni, jak wtedy kiedy nie, więc nie są skazani na jedyne lekarstwo na nudę

@ drugie story

też niezłe, tylko zapomniałeś morału i teraz mnie męczy - zdał ten egzam, czy nie? a jak nie zdał za pierwszym razem, bo taki jest pewnie morał, to za którymś już pewnie tak?

@ problemy z zasypianiem

podobnie, jak ze "stanami depresyjnymi" - mijają po paru dniach odstawki i człowiek śpi normalnie, jak dziecko. Ale faktycznie, jest to jeden z najgorszych skutków ubocznych.
-
2009/04/04 21:01:11
@ drugie story

Nie zdał, a potem się rozjechaliśmy i straciliśmy kontakt. Ale to był gość na tyle mało rozgarnięty, że jak jechali z koleżkami na wycieczkę do Paryża, do z pełnymi kieszeniami. Policja paryska wyczaiła ich juz na dworcu (jadących z Holandii Amerykanów pewnie nietrudno) i znalazła przy nich kilkanaście gramów trawy i parę e-tabletek. Nauczkę mieli taką, że dostali lekki wpierdol i stracili całą gotówkę. Po powrocie do Arizony w kontroli przepalonej gramatury pomogła mu pewnie lokalna cena (20$ to jednak trochę bardziej słono niż 5 euro), choć to już domysły.

Wszystko zależy od kombinacji siły charakteru, mocy używki/nałogu i relacji z otoczeniem. Jak wspominałem, mam znajomych którzy wykazują klasyczne symptomy uzależnienia od trawy. Ale mam też kolegę, który sam, bez terapii wyszedł z półrocznej heroiny. Ale to pewnie rzadki przypadek.
-
2009/04/04 21:22:41
Jeszcze pozwolę sobie na jedną uwagę, ogólną, ale nie wynikającą z dziwnych opowieści tylko z własnych doświadczeń i obserwacji. Trawa, podobnie jak alkohol, przy dłuższym czasie nadużywana psuje głowę. I jak ktoś akurat głowy używa do pracy, to lepiej wyjdzie na bardzo delikatnym używaniu tych cudów.
-
2009/04/04 22:03:27
Mamy już pętlę, czyli Twój wniosek potwierdza opcję WO z notki, czyli ostrożnie, z umiarem, dorosłym, z czym się w sumie zupełnie zgadzam, więc chyba nie ma sensu dalej się bawić w klawiaturo-kilometry stukanych znaków. Dzięki za dyskusję
-
2009/04/04 22:34:28
A najgorsze jak ktoś jednoczesnie popija gorzałkę i przypala dżointa.
Wtedy to już tragedia - nie wiadomo na co zwalić.
-
wo
2009/04/04 23:06:43
@braineater
"w sensie oh my god i can't live without it, i'm dying, czy, kurwa, ja pierdolę, ale nuda, spaliłbym coś? Bo jak to drugie, to w zależności od tego, czy partnerki poza samym testem don't smoke if you love me , zapewniły alternatywne rozrywki"

Ostrożnie zaryzykowałbym hipotezę, że jeśli dla kogoś jedynym sposobem na nudę jest jaranie, a inne metody takie jak poczytać coś, obejrzeć coś czy pójść na pieprzony spacer już dla niego są wykluczone... no to już jest po złej stronie tej cienkiej czerwonej linii.
-
2009/04/04 23:10:43
@Marihuana w Holandii

Z mojego komentarza wyłączam Amsterdam, który nie jest reprezentatywny.

W pozostałych miastach stałymi bywalcami coffeshopów są 3 kategorie ludzi:
-podstarzali hipisi, którzy walczyli od depenalizację w latach 70. Większość z nich jest uzależniona lub są współwłaścicielami tych przybytków;
-emigranci mieszkający w Holandii (zarówno z Europy Środkowej jak i z byłych kolonii);
-Belgowie, Niemcy, Francuzi, którzy nie są na tyle cwani lub odważni by załatwić trawę u siebie.
Dla samych Holendrów marihuana nie jest w ogóle atrakcją. Studenci holenderscy bardziej podniecają się wypiciem wódki bez zapicia niż wypaleniem jointa. Porównywanie dojrzałości społeczeństwa holenderskiego czy społeczeństw skandynawskich ze poziomem Polaków jest nieporozumieniem.
Paliłem tylko w Holandii będąc studentem, nie przeszkadza to w erasmusowym studiowaniu czy jeździe na rowerze, ale zdecydowanie przeszkadza w pracy umysłowej. Zdecydowanie obniża zdolność efektywnego uczenia się i zapamiętywania, co więcej uważam, że utrudnia również kreatywne myślenie (choć większość tzw kreatywnych pracowników jest codziennie upalonych).
Podsumowując: Paliłem, jest to przyjemne, już nie palę i jestem przeciwko legalizacji.
-
2009/04/04 23:21:33
@wo

Widzisz ja też popieram przemoc wobec kibolstwa, jako że ich działalność ogranicza wolność bogu ducha winnych obywateli chcących na ten przykład dla odmiany obejrzeć mecz bez zarobienia po łbie, popierałem interwencję w kosowie - interwencję w obronie prawa Albańczyków do niebycia ofię"arami czystek etnicznych, z tych samych powodów popieram "perswazję" wobec naziolstwa. Amerykańscy naziści nie stanowią zagrożenia
a) tak samo jak imamowie nawołujący do wysadzania się pośród niewiernych
/nie oni zabiją tylko jakiś debil pozostający w orbicie ich działalności "formacyjnej"./
b) ale tylko dopóki nie wygrają wyborów
/tak wiem rotfl akurat te pojeby wygrają wybory, chyba z twoją starą - wielu światłych ludzi tak by mnie spostponowało w dymie i oparach dobrego towaru, przed arcyudaną orgietką w gronie bohemy ultraliberalnej stolicy Republiki Weimarskiej./

A co do wolności słowa to myślę że przykładamy do niej podobną wagę.

PS Toruń dalej piękny i gotycki choć rozkopany i w cieniu matki huby - 10'tka i 20 wahadełek na niej ze wspaniałą czerwoną falą wywołałaby przemożną rządzę brutalnego mordu u Gandhi'ego.
-
2009/04/05 01:09:51
pop referral:
Pamiętak ktoś edukacyjną rolę "Kapitana Żbika"?
"Marihuana, ten morderczy biały proszek"
-
2009/04/05 01:14:15
albo coś w tym stylu, przyznaję, że nie mam przed oczami, a gugiel nie wykazuje nic poza innymi referalami
-
2009/04/05 01:37:22
@kuku.kuku
. I jak ktoś akurat głowy używa do pracy, to lepiej wyjdzie na bardzo delikatnym używaniu tych cudów.


To z doświadczenia czy tak sobie wymyśliłeś? Akurat towarzystwo w którym ja palę składa sie z sys adminów i programistów czystego C. Chłopcy sa przed trzydziestką i palenie 5g tygodniowo na głowę nie przeszkadza im kosić conajmniej dwukrotności średniej krajowej. Ale może to grupa niereprezentatywna jest.
-
2009/04/05 03:15:19
@marcin.gam
To programiści "czystego c" muszą jakoś zdecydowanie bardziej używać kiepeły niż np. programiści c++?
-
2009/04/05 04:09:29
zresztą, mimo rozmaitych zastrzeżeń ze strony wiadomych wód na określone młyny, dyskusja coraz bardziej schodzi na:
"moja babcia chorowała
zjadła lody - wyzdrowiała
a mój wujek też chorował
nie zjadł lodów - wykitował"

Innemi słowy - wodniste toto. Jaram dwie -trzy paczki szlugów dziennie, jestem niewątpliwie od nich mocno uzależniony i jakby mi ktoś kazał je ot tak na tydzień odstawić - niewątpliwie byłaby to dla mnie ciężka próba. Niezależnie od nudy czy niesamowitych atrakcji. Oczywiście rzucenie palenia to żaden problem, bo robiłem to setki razy i nawet raz wytrzymałem trzy tygodnie, ale, jak już o tym wspomniałem, nie mam specjalnie ochoty próbować kolejny raz, bo to niemiłe i kręci się w głowie. Ale dotąd - mimo niewątpliwego uzależnienia - jakoś mi nawet w przypadkach najcięższego głodu nikotyny nie przyszło do łba ojebać mamusi, tatusia, kochania mojego, czy kogokolwiek innego. Dlatego niezbyt mnie przekonują bajki o tym, że każde uzależnienie jest takie samo i do tego samego prowadzi. Co do zioła, przyznam się, nie jaram w ogóle, bo jakoś mi efekty tego specyfiku nie leżą. muli mnie to i odsysa. Gdyby bawiły mnie bardziej, to pewnie bym jarał - w jakichś tam dawkach, ale to nieistotne. Ale, jeśli mogę sądzić po rewnych, znajomych i przyjaciołach, niektórych to, owszem, mocno podkręca. Ale i ja w życiu nie słyszałem o straszliwej narkomanii wywołanej regularnym zażywaniem THC. A to mnie nieco dziwi w kontekście histerii antynarkotykowej, jaka się odbyła przy okazji zaostrzania ustawy, kiedy zakazano posiadania nawek najmniejszych ilości na własny użytek - bo o ile w przypadku heroiny, kokainy itp. od zawsze epatowano wyniszczonymi niewiastami i od łona uzależnionymi niemowlętami, o tyle na świat zewnętrzny nie wydobył się żaden argument przeciw marihuanie poza "nie ma narkotyków twardych i miękkich" i "od marihuany się zaczyna, a potem sodomia z gomorią". Od tamtej pory żywię silne podejrzenie, że innych argumentów po prostu nie ma. Mówisz, wo, że ten Twój monarowiec miał jakieś konkrety na ten temat, ale tych konkretów nie powtarzasz. Bo, w sumie, nie podałeś nic ponad to, że każdy uzależniony od czegokolwiek zaczyna od zaprzeczania uzależnieniu, a kończy na podpierdalaniu mamie portfela i babci dowodu. Skutek jest taki, że brak jest danych, a dalej szerzone są objawione prawdy. I taki, że lepiej, żeby dzieciątko sobie pociągnęło wódzi u cioci na imieninach niż żeby się przyznało, że od dawna pociąga sobie z fify z kolegami. A pełnoletnie dzieciątko nawalone jak szpadel i rozpieprzające przystanki autobusowe oraz okolicznych przechodniów jest narażone na niższą sankcję niż idące sobie po ulicy spokojne i pełnoletnie dzieciątko, które gdzieś po kieszeniach ma grudkę haszu wielkości połowy tabletki aspiryny.
-
2009/04/05 04:42:51
@wo
Nie mam ochoty zresztą wchodzić z Tobą w spory, ale skoro usłyszałeś coś na ten temat, to się z wiernymi słuchaczami podziel. Jeśli nie zawierzasz pamięci, to ja wierzę w Twoją obrotność, że np. KP będzie tak miła, by Ci udostępnić zapis tej rozmowy, abyś stosowne fragmenty mógł gdzieś tam umieścić i podlinkować (jeśli będą zbyt obszerne by strzelić je tu, a zapewne będą). Ja rozumiem, że wierzysz, iż jesteś tu cenionym głosem, bo jesteś (tak mi się wydaje, że nawet wszechmocnie wyekwipowanym), ale kiedy mówisz "miałem Monar za bandę skretyniałych idiotów, ale trafłlem w końcu na jednego fajnego gościa", to udokumentuj to jakoś, zanim zaczniesz stosować argumenty z perły w gnoju :)
-
2009/04/05 10:04:21
@logic "Ale dotąd - mimo niewątpliwego uzależnienia - jakoś mi nawet w przypadkach najcięższego głodu nikotyny nie przyszło do łba ojebać mamusi, tatusia, kochania mojego, czy kogokolwiek innego."

A miałeś w tym czasie głód pieniędzy?

"Od tamtej pory żywię silne podejrzenie, że innych argumentów po prostu nie ma."

No przecież jest - cuchnie to straszliwie i tylko z tego powodu wypędziłbym wszystkim jaraczy do coffeshopów i własnych domów, by się mnie pod nogami nie pętały i smrodziły.
-
2009/04/05 10:38:19
@logic
To programiści "czystego c" muszą jakoś zdecydowanie bardziej używać kiepeły niż np. programiści c++?


W sumie nie mam pojęcia, jestem laikiem w obydwu językach. Obiło mi się o uszy że tak, muszą używać głowy bardziej, ale ręki za to nie dam sobie obciąć. Chodziło mi jednak oczywiście o coś innego, mianowicie o "danie świadectwa" że palenie trawy i praca umysłowa się nie wykluczają wzajemnie. Oczywiście palenie trawy PODCZAS pracy umysłowej może dać efekty...dyskusyjne/ Nie wykluczam również że z wiekiem coraz trudniej pogodzić cięzką myślówę i jaraniem, ale narazie u ikogo jeszcze takich kłopotów nie zaobserwowałem.
-
2009/04/05 10:51:54
@ dzonylokerr

"Paliłem tylko w Holandii będąc studentem, nie przeszkadza to w erasmusowym studio-waniu czy jeździe na rowerze, ale zdecydowanie przeszkadza w pracy umysłowej. "

Ale może po prostu praca umysłowa nie jest twoim przeznaczeniem? To w końcu może być indywidualna sprawa.

Bo wedle mojej wiedzy niezwykle pomaga. Tyle że tylko pierwszego dnia ciągłego palenia, czasem drugiego, sporadycznie jeszcze trzeciego.

Potem zaczyna przeszkadzać, może nawet uniemożliwiać. Ale też to przeszkadzanie jest do opanowania i można się nauczyć, choć jest to ciężki trening, pracować wydajnie umysłowo paląc ciągle. Problemem za to może być potem nauczenie się pracy bez palenia.

Najbardziej sensownym sposobem używania jest palenie sporadyczne. Dlatego w sklepach, gdy już zostanie zalegalizowane, powinno to być sprzedawane na fifki nie na jakieś absurdalne gramy.

A zalegalizowane być powinno, bo bez tego nie może powstać państwo obywatelskie. Państwo obywatelskie nie ma prawa zakazywać czegoś obywatelom wedle widzimisię innych obywateli, nie może zakazać więc uprawy żadnej rośliny na własny użytek. (Co prawda miałoby prawo zakazać uprawy konopi na własny użytek na wolnym powietrzu, ze względu na ich wiatropylność). Niestety obowiązujące koncepcje demokracji nie są pochodnymi koncepcji wspólnoty obywatelskiej, ale pochodnymi koncepcji państwa wyrosłymi w środowiskach które nigdy nie doświadczyły państwa innego niż absolutystyczne. Stąd absurdalne pomysły zakazu.






-
wo
2009/04/05 11:53:47
@marcin.gam
"Chłopcy sa przed trzydziestką i palenie 5g tygodniowo na głowę nie przeszkadza im kosić conajmniej dwukrotności średniej krajowej. Ale może to grupa niereprezentatywna jest."

Heh, "chłopcy przed trzydziestką" w ogóle ce(c)hują się nierealistyczną wizją odporności swojego organizmu na zmęczenie, stres, używki, złą dietę i brak snu. Jakby z definicji skoro są przed trzydziestką, to niszczą sobie organizm dopiero od paru lat. Obejrzyjmy ich badania lekarskie koło czterdziestki. W każdym razie, "chłopcami przed trzydziestką" możesz też spokojnie wykazać nieszkodliwość azbestu.

@logic
"Nie mam ochoty zresztą wchodzić z Tobą w spory,"

Ja też nie, bo Twoje wielokomentarzowe erupcje zaczynają mnie coraz bardziej irytować. To już ostatnie ostrzeżenie.

"Skutek jest taki, że brak jest danych"

Bzdura. Jak ich nie umiesz znaleźć, to świadczy tylko o Twojej głupocie.

@marekkrukowski
" Państwo obywatelskie nie ma prawa zakazywać czegoś obywatelom wedle widzimisię innych obywateli, nie może zakazać więc uprawy żadnej rośliny na własny użytek."

To oczywiście bzdura, bo państwo obywatelskie ma prawo zakazywać posiadania i wytwarzania różnych przedmiotów i substancji - materiałów wybuchowych, materiałów radioaktywnych, trucizn czy broni palnej. Państwo obywatelskie ma prawo wprowadzać taką umowę społeczną, że "ten lek wydaje się tylko z przepisu lekarza". Nie ma żadnej nadrzędnej zasady zabraniającej podobnie potraktować marihuanę.

Pomijając już to, że raz jeszcze przypominam, że umowy międzynarodowe w ogóle wykluczają legalizację; możliwa jest wyłącznie depenalizacja.
-
2009/04/05 12:20:11
@wo
Heh, "chłopcy przed trzydziestką" w ogóle ce(c)hują się nierealistyczną wizją odporności swojego organizmu (...) Obejrzyjmy ich badania lekarskie koło czterdziestki..

No dobra, ale już doszliśmy do tego że przed czterdziestką i tak rzucą trawę bo przestanie ona być dla nich atrakcyjna jako używka, więc nie widze problemu. Dalej tym tropem dojdziemy do konkluzji że kto w młodości trochę palił to na starość i tak będzie już tylko wrakiem człowieka z glutami zwusającymi z nosa, a to nie jest prawdą jeśli popatrzymy na pokolenie lat 60 które sobie trochę tego stuffu przez płuca przepuściło.
-
wo
2009/04/05 12:27:47
@marcin.gam
"No dobra, ale już doszliśmy do tego że przed czterdziestką i tak rzucą trawę bo przestanie ona być dla nich atrakcyjna jako używka, więc nie widze problemu. "

Mam wrażenie, że doszliśmy do NADZIEI na to, że tak będzie w przypadku WIĘKSZOŚCI z nich - moje nadzieje są realistyczne (niektórzy zwykli je nazywać pesymistycznymi, ale dla mnie to jest to samo). A więc jest problem co do tej mniejszości, która się jednak uzależni i wykolei.

" Dalej tym tropem dojdziemy do konkluzji że kto w młodości trochę palił to na starość i tak będzie już tylko wrakiem człowieka z glutami zwusającymi z nosa, a to nie jest prawdą jeśli popatrzymy na pokolenie lat 60 które sobie trochę tego stuffu przez płuca przepuściło."

Dalej tym tropem dochodzę do konkluzji, że przerasta Cię intelektualnie takie pojęcie jak "ryzyko", "statystyka", "prawdopodobieństwo". Obawiam się, że bez nadrobienia tej luki w edukacji nie jesteś w stanie o tym dyskutować.
-
wo
2009/04/05 12:56:46
@yig
"Widzisz ja też popieram przemoc wobec kibolstwa, jako że"

Ale ja nie wątpię, że potrafisz uzasadnić swoje nawoływanie do przemocy jakimś "jako że". Ja też potrafię. Neonaziści też potrafią. Na razie więc kryterium "nie wolno nawoływać do przemocy" pozostaje zredukowane do absurdu i musisz sobie wymyślić mądrzejsze.

"b) ale tylko dopóki nie wygrają wyborów
/tak wiem rotfl akurat te pojeby wygrają wybory, chyba z twoją starą - wielu światłych ludzi tak by mnie spostponowało w dymie i oparach dobrego towaru, przed arcyudaną orgietką w gronie bohemy ultraliberalnej stolicy Republiki Weimarskiej"

Jeśli masz takie luki w edukacji, że Ci się wydaje, że Hitler objął władzę w wyniku wygranych wyborów, to jesteś na niewłaściwym blogu i sugerowałbym Psychiatryk, bo tam właśnie ten błąd cieszy się sporą popularnością.
-
2009/04/05 13:03:13
@ Mam wrażenie, że doszliśmy do NADZIEI

A to nie jest tak, że podobne NADZIEJE, tylko oparte na jeszcze bardziej chwiejnych podstawach i kalkulacjach, stoją za legalnym obrotem wyrobami spirytusowymi i tytoniowymi? Nie znam się na trybach tworzenia ustaw, zresztą legal wóda to jest chyba wynalazek dość dawny, ale to chyba jest tak, ze ustawodawca zgadzając się na handel i na to, że będzie pośrednio czerpał z niego zyski, musiał jakoś wziąć pod uwagę argumentację medyczną, kalkulację ryzyka wzrostu zapadalności na chorobę alkoholową, możliwość zapobiegania tejże za pomocą części prognozowanych zysków itd i jakoś sobie to zracjonalizować tak, żeby wyszło, że można, choć oczywiście (i słusznie) z pewnymi poważnymi obostrzeniami. Bo jeśli tak wygląda procedura, to przyznam, że nie bardzo wiem, dlaczego takiej debaty nie można przeprowadzić w stosunku do każdej używki, skoro alko i fajki (to drugie zwłaszcza, bo nie niesie żadnych bonusów, nawet pozorowanych) w ten właśnie sposób dorobiły się legalnego statusu? Blogowe brednie freetardów (as moje wpisy w tym wątku) nie wychodzą poza wprawki w retoryce, ale ciągle mnie zastanawia, co trzeba zrobić, żeby zacząć w takim temacie zakrojoną szeroką skalę debatę publiczną? Jeśli mnie pamięć nie myli, to chyba któryś z ministrów zdrowia próbował się z czymś takim wychylić (nie wiem, czy nie ten, który oparskał kretynów, za klepnięcie ustawki z dopalaczami), ale dość szybko pomysł zniknął z mediów, nie przynosząc żadnych wniosków poza jest jak jest i dobrze.
-
wo
2009/04/05 13:15:23
@braineater
"A to nie jest tak, że podobne NADZIEJE, tylko oparte na jeszcze bardziej chwiejnych podstawach i kalkulacjach, stoją za legalnym obrotem wyrobami spirytusowymi i tytoniowymi?"

Oczywiście! Cała różnica sprowadza się do tego, że tylko THC obudowano zakłamaną kulturą wmawiania ludziom, że w ogóle ale to w ogóle nie uzależnia, nie ma takiej możliwości, żeby ktoś się wykoleił, a jak ktoś opowiada o konkretnych przypadkach ludzi, którym to uzależnienie zniszczyło życie, to na pewno zmyśla - Twoje wypowiedzi pod tą blogonotką to dobra ilustracja tego zakłamania. Tym większe niebezpieczeństwo, bo młody człowiek się rzuca na marihuanę (a tak naprawdę w praktyce w ogóle na skuna, który nie wiadomo nawet co zawiera) z radosnym i bezpodstawnym przekonaniem, że nic mu nie grozi.

"ciągle mnie zastanawia, co trzeba zrobić, żeby zacząć w takim temacie zakrojoną szeroką skalę debatę publiczną?"

No więc właśnie tu się zaczyna dowcip - czy jesteś pewien, że tak skutecznie umiesz "maskować refleksem zaniki pamięci krótkotrwałej", że gdy przemówisz do społeczeństwa ze swoim apelem o depenalizację, to zabrzmi to przekonująco, a nie jak bełkot narkomana?
-
2009/04/05 13:23:04
@logic, marcin.gam
"To programiści "czystego c" muszą jakoś zdecydowanie bardziej używać kiepeły niż np. programiści c++?" "Obiło mi się o uszy że tak, muszą używać głowy bardziej, ale ręki za to nie dam sobie obciąć."

O mamo, co za bzdury.
-
2009/04/05 13:29:40
@wo
"Mam wrażenie, że doszliśmy do NADZIEI na to, że tak będzie w przypadku WIĘKSZOŚCI z nich - moje nadzieje są realistyczne (niektórzy zwykli je nazywać pesymistycznymi, ale dla mnie to jest to samo). A więc jest problem co do tej mniejszości, która się jednak uzależni i wykolei. "

No dobra, ale na jakich podstawach opierasz te nadzieje? Jeśli sa jakieś wiarygodne statystyki mówiące o tym że powiedzmy 10% z palących marihuanę w młodości ma potem w życiu przerypane, to jak tu siedzę, włażę pod stół i odszczekuję wszystko co tu napisałem.

"Dalej tym tropem dochodzę do konkluzji, że przerasta Cię intelektualnie takie pojęcie jak "ryzyko", "statystyka", "prawdopodobieństwo". Obawiam się, że bez nadrobienia tej luki w edukacji nie jesteś w stanie o tym dyskutować."

Jak wyżej. nie przerastą mnie te pojęcia, po prostu nie widziałem żadnych danych na podstawie których mógłbym to ryzyko znać. Wszystko co tu pisze opiera się na obserwacjach ludzi palących trawę przez kilka lub kilkanaście/dziesiąt lat. Uznaję że ryzyko jest, ale nie znam jego skali, nie wydaje mi się ono duże.
-
2009/04/05 13:30:36
@pafcio
Bzdury że mi się obiło czy bzdury że nie dam sobie obciąć ręki?
-
2009/04/05 13:33:36
Przemowę sobie zawszę mogę spisać na kartce, albo lecieć z promptera, więc to akurat nie jest problem, bo nawet jak stracę umiejętność budowania poprawnych wypowiedzi, to zawsze zostaje copy/paste:) Trochę też mi wpychasz w klawiaturę znaki, których nie wystukałem, bo i zgadzam się, że to nałóg i zgadzam się, że mogą istnieć przypadki wymagające leczenia, choć się na nie nie natknąłem, ani nie znam wiarygodnych źródeł, które potwierdzałyby jakąś ogromną skalę tego zjawiska.

Propaganda - tu masz rację w pełni, tyle, że sam podałeś przykłady kontrpropagandy, które maja jeszcze mniej wspólnego z rzeczywistością, niż pisanie marihuana nie szkodzi. I nie wiem tak właściwie, czy nie o to rozbija się cały problem - zarówno pro, jak contras łżą na potęgę, a zwykły człowiek, niezaangażowany po żadnej ze stron, tak właściwie nie wie komu wierzy, więc zgodnie z rozsądkiem wybiera stronę trzeźwą, nie ufając, że może istnieć używka niosąca niezbyt wielkie zagrożenia, choć spokojnie łyka takie argumenty przy kawie czy napojach z tauryną. Trochę paragraf 22, no nie? Bo bronią, ci co palą = są niewiarygodni, jebane ćpuny, a są niewiarygodni, bo jebanych ćpunów z dorysowanymi rogami, robi z nich przede wszystkim cała mitologia stworzona na użytek przeciwników, której przykłady mieliśmy powyżej.

Format C i zaczynamy od nowa, chyba jedyna metoda:)
-
2009/04/05 13:46:39
ta czarno-zielona stronka wypali mi siatkówkę,a ciekawa jest pzdr:)
-
2009/04/05 13:50:32
@wo

1. Zauważ, że zarówno ja, jak i Ty /kibole, Kosowo/ używamy "jako że stosują przemoc" prawda? Naziole używają "jako że" masz inny kolor, zachowanie napletka, poglądy, etc. etc. Widzisz różnicę? Wskaż mi organizację, która nikogo nie proponuje krzywdzić/nikogo nie krzywdzi, a w dyskursie z którą chciałbyś się uciec do realnej, instytucjonalnej przemocy /tak jak do kiboli czy Serbów czyszczących Kosowo/, a dostrzegę istotną różnicę w naszych stanowiskach i może nawet uznam że twoje jest mniej absurdalne niż moje. A w kwestii ad absurdum - zalegalizowałbyś mafię i zlecił policji pilnowanie coby w szkodę nie lazła? Co nam szkodzi, że kolesie sobie snują plany, ustalają hierarchię cmokaniem w rąsię czy ślą sobie paliczki dalsze na znak szacunku?

2. Wydział historii UW jest mi akurat znany dość dobrze od środka więc na tego kozła może nie wsiadajmy co? Jeśli wydaje Ci się, że napisałem, iż Hitler objął władzę w wyniku wyborów to oczywiście zechcesz zacytować stosowny fragment? Przeanalizuj procentowy rozkład głosów w wyborach do Reichhstagu uskutecznianych z uporem w 1932 i sprawdź czy minąłem się z prawdą.

Czym jak czym, ale psychiatrykiem jestem dotknięty do żywego. Nie śmiałbym napisać, że na psychiatryku dyskutowanie z tezami, których interlokutor nie postawił jest dosyć popularne, ale odwołanie tej jakże niemiłej sugestii o blogu i psychiatryku odnotowałbym z zadowoleniem. ;)
-
2009/04/05 13:56:03
Ja to bym wszystkie dragi zalegalizował. Oczywiście to praktycznie science-fiction ale dlaczego nie?

Oczywiście na początku sporo ludzi uznałoby że hej balanga, stoczyli by się na dno i zginęli, ale po chwili lekkiego chaosu dobór naturalny wyrównałby sytuacje. Ludzie by sami zrozumieli, że dragi to opcja która choć czasem fajna, ma swoje wady jak się przegnie. I tak wytworzyłaby się kultura w której normalne jest, że z dragami się nie przegina, tak jak każdy teraz wie, że alkohol ma swoją ciemną stronę jak się przeholuje.

Oczywiście taki manewr kosztowałby trochę Bezcennych Istnień Ludzkich, więc do zrobienia dopiero po III Wojnie Światowej.
-
2009/04/05 14:30:04
Hitler objął władzę w wyniku wyborczego pata. Został wystawiony w nadziei szybkiej kompromitacji i - w wyniku - szybkich, nowych wyborów.
Trochę jak Pawlak w pierwszej odsłonie.
Ta wasza dyskusja , w ogole zaczyna sie posilać sama sobą i widać najwyraźniej,że lubicie timbre /sorry!/ własnego głosu. :) pzdr
-
2009/04/05 14:47:18
@elsby

Tylko, że ja nigdzie nie Pisałem o objęciu władzy przez Hitlera, ja nawet słowa "Hitler" ni użyłem. Napisałem, że w Republice Weimarskiej światli obywatele skwitowaliby prognozę zwycięstwa wyborczego nazistów gromkim śmiechem. Do czasu wszakże.

Halte! I od dłuższego czasu odnoszę wrażenie, że stanowiska moje i WO są bliższe niż On dla potrzeb naszej wprawki w fechtunku utrzymuje. Allez!
-
wo
2009/04/05 14:55:24
@elsby
"Ta wasza dyskusja , w ogole zaczyna sie posilać sama sobą i widać najwyraźniej,że lubicie timbre /sorry!/ własnego głosu. :) pzdr"

Jeśli Ci się tu nie podoba, to bardzo chętnie pomogę w podjęciu decyzji o przeniesieniu się gdzie indziej. Proszę na przyszłość zachować dla siebie tego typu komentarze - albo Ci się tu podoba, no to zostań, albo Ci się tu nie podoba, no to wypad.

@marcin.gam
"Jak wyżej. nie przerastą mnie te pojęcia, po prostu nie widziałem żadnych danych na podstawie których mógłbym to ryzyko znać"

Przerastają, skoro formułujesz wnioski typu "dojdziemy do konkluzji że kto w młodości trochę palił to na starość i tak będzie już tylko wrakiem człowieka".

@yig
"Zauważ, że zarówno ja, jak i Ty /kibole, Kosowo/ używamy "jako że stosują przemoc" prawda? Naziole używają "jako że" masz inny kolor, zachowanie napletka, poglądy, etc. etc. Widzisz różnicę"

Nie widzę, bo Twoja wypowiedź o nazistach jest Twoim nadużyciem. Naziści też uzasadnaiają swoją przemoc tym, że na przykład rasa aryjska albo naród niemiecki jest ofiarą cudzej przemocy (w ich przekonaniu). To Ty uważasz, że oni chcą stosować przemoc wobec innych tylko ze względu na ich kolor skóry czy zachowanie napletka. Oni uważają, że nie mają nic do ludzi o innym kolorze skóry, po prostu chcą bronić swoich miast i swojego kraju przez agresją innych ras. I też mają na to swoje argumenty. Ani w "Mein Kampf" ani u młodego Farfała nie znajdziesz tekstu "bijmy Żydów bo są Żydami", znajdziesz wyłącznie "bijmy Żydów jako że". Bardzo podobne na pierwszy rzut oka do Twojego "bijmy kiboli jako że".

"A w kwestii ad absurdum - zalegalizowałbyś mafię i zlecił policji pilnowanie coby w szkodę nie lazła?"

Co to znaczy "zalegalizować mafię"? Co do nazizmu to mogę się odwoływać do konkretnych organizacji takich jak NSDAP, ANP czy NPD. Co do mafii to nie jestem pewien, jak to rozumiesz. Chodzi o zalegalizowanie samej rodziny Gambino czy Lucchese? Przecież rodzina sama z siebie jest legalna. Z mafią jest przecież identycznie, nie zabrania się tym ludziom spotykania w kręgach rodzinno-towarzyskich, prawo interweniuje dopiero gdy podejmują konkretną nielegalną działalność.

"Jeśli wydaje Ci się, że napisałem, iż Hitler objął władzę w wyniku wyborów to oczywiście zechcesz zacytować stosowny fragment"

Zasugerowałeś, że jest realna możliwośc, że te pojeby wygrają wybory. Skoro to się nie wydarzyło nigdy w historii, to nie zamierzam się tym martwić.
-
wo
2009/04/05 14:57:11
@grenade.launcher
"Ja to bym wszystkie dragi zalegalizował. Oczywiście to praktycznie science-fiction ale dlaczego nie? "

Czy to znaczy, że chcesz zalegalizować obrót w ogóle wszystkimi substancjami, wliczając w to trotyl, strychninę czy fosgen? I oczywiście zlikwidować apteki i wszystkie lekarstwa wprowadzić do obrotu? Bo jeśli nie, to wpadniesz w niezłą glątwę próbując ustalić, co jest dragiem, a co jest lekarstwem lub co jest trucizną.
-
2009/04/05 15:04:13
"Czy to znaczy, że chcesz zalegalizować obrót w ogóle wszystkimi substancjami, wliczając w to trotyl, strychninę czy fosgen? I oczywiście zlikwidować apteki i wszystkie lekarstwa wprowadzić do obrotu? Bo jeśli nie, to wpadniesz w niezłą glątwę próbując ustalić, co jest dragiem, a co jest lekarstwem lub co jest trucizną. "

Prosze mie tu nie relatywizować. Ale tak serio to oczywiście, że granice by wciąż jakieś były, tylko po prostu poprzeczka byłaby sporo niżej. I byłaby arbitralna, tak jak wszystkie poprzeczki, chciał nie chciał. Ale gwoli ścisłości chodziło mi o szeroko rozumiane narkotyki. Trotyl się wciąga nosem? :D
-
wo
2009/04/05 15:17:54
@grenade
"Prosze mie tu nie relatywizować."

Wyjaśni mi ktoś wreszcie, jak to pojęcie rozumieją ludzie używający go w takim kontekście?

"Ale gwoli ścisłości chodziło mi o szeroko rozumiane narkotyki."

Co z psychotropami? Leki czy narkotyki? Co z kurarą, narkotyk czy trucizna?
-
2009/04/05 15:20:18
@wo

"Przerastają, skoro formułujesz wnioski typu "dojdziemy do konkluzji że kto w młodości trochę palił to na starość i tak będzie już tylko wrakiem człowieka".

Cóż, to był (najwyraźniej nieczytelny) sarkazm.
Chodziło mi o to że ja się z taką oceną własnie nie zgadzam, możliwe że się menie wyraziłem
-
2009/04/05 15:24:38
Jeśli Ci się tu nie podoba, to bardzo chętnie pomogę w podjęciu decyzji o przeniesieniu się gdzie indziej. Proszę na przyszłość zachować dla siebie tego typu komentarze - albo Ci się tu podoba, no to zostań, albo Ci się tu nie podoba, no to wypad.z

heh, z każdego zawsze wyłazi ,co ma wyleźć.może przeflancuj jednak tego bloga gdzieś do GP, bo mylące to usytowanie. :)
-
2009/04/05 15:31:03
"Wyjaśni mi ktoś wreszcie, jak to pojęcie rozumieją ludzie używający go w takim kontekście? "
To nie miało mieć specjalnie sensu, to był żart. Ale mogę spróbować wyjaśnić dlaczego ludzie uzywają tego zwrotu: Mówimy o narkotykach mając w domysle standardowy ich konkretny zestaw, heroina, kokaina etc. Wszystko jest jasne klarowne i czarno-białe a nagle jakiś partyzant zaczyna wchodzić w szczegóły, pytać o przypadki graniczne, ekstrapolować, itp. O to chodzi w tym zwrocie. Inna sprawa, że ja się zgadzam, Diabeł tkwi w szczegółach - lepiej, ma w nich pieprzoną wille z basenem.
"Co z psychotropami? Leki czy narkotyki? Co z kurarą, narkotyk czy trucizna?"
Jakby zalegalizować heroinę, kokainę i LSD to nikt się o kurarę i psychotropy nawet nie spyta. Część nie będzie już znać tych słów :D
-
2009/04/05 15:31:07
@wo

Zdobywanie przestrzeni życiowej nie było obroną przed swoich miast przed agresją.
Ostateczne rozwiązywanie pewnych kwestii na Ukrainie też nie.
A neonaziole pochwalają oba przedsięwzięcia, żałują ich porażki i pragną czerpać z nich natchnienie do dalszej walki.

Nie wiem co w młodości konkretnie pisał Farfał, poza powszechnie znanymi z mediów cytatami nie czytałem. Czytałem natomiast pisemko polskich neonazioli, w którym twierdzili, że Żyd, zwłaszcza mieszaniec, jest śmiertelnym zagrożeniem dla interesów Narodu Polskiego, przez sam fakt swojego istnienia i swoje genetyczne cechy - więc jego eliminacja jest dziejową powinnością i koniecznością Polaków.

Jeszcze raz: wskaż organizację, która nikogo nie proponuje krzywdzić/nikogo nie krzywdzi, a w dyskursie z którą chciałbyś się uciec do realnej, instytucjonalnej przemocy - a całkiem możliwe, ze przyznam Ci rację. W przeciwnym przypadku nadal będę uważał, że tak naprawdę moje i twoje kryteria stosowania przemocy są bardzo podobne /zinstytucjonalizowana forma wobec osobników zagrażających czyjemuś bezpieczeństwu/.

@ "Zasugerowałeś, że jest realna możliwośc, że te pojeby wygrają wybory. Skoro to się nie wydarzyło nigdy w historii, to nie zamierzam się tym martwić."

Pojechałeś z grubej rury i odesłałeś mnie na psychiatryk pisząc coś o lukach w wykształceniu - przeanalizowałeś wyniki wyborów do Reichstagu z 31 lipca 1932 roku? Kto wygrał? Zdarzyło się czy nie?

Żeby było jasnym, mnie też pomysł wygrania wyborów w jakimkolwiek znaczącym kraju przez jawnych neonazioli wydaje się absurdalny. Zwróciłem Ci tylko uwagę, że w jakże bliskim naszym nihilistycznym sercom dekadenckim i upalonym Berlinie pomysł ów wydawał się wielu światłym ludziom co najmniej równie niedorzeczny.
-
wo
2009/04/05 20:00:03
@yig
"Zdobywanie przestrzeni życiowej nie było obroną przed swoich miast przed agresją."

O, to jest ahistoryczne. Niemcy w Republice Weimarskiej i Austrii czuli się pokrzywdzeni rzeczywiście niesprawiedliwie traktującym ich traktatem wersalskim. Faktycznie odebrano im dawną przestrzeń, w dodatku na podstawie wątpliwych przesłanek. Przedtem jeszcze wyrolowano ich podczas kolonialnego podziału świata. To tak, jak różne dzisiejsze polskie pojeby śpiewające "nie oddamy lwowa, nie oddamy wilna" - chyba nie uważasz ich za agresorów.

"A neonaziole pochwalają oba przedsięwzięcia,"

Wydawało mi się, że raczej zaprzeczają istnieniu tego drugiego?

"Jeszcze raz: wskaż organizację, która nikogo nie proponuje krzywdzić/nikogo nie krzywdzi, a w dyskursie z którą chciałbyś się uciec do realnej, instytucjonalnej przemocy"

To bez sensu, bo "krzywdzenie" to oczywiście pojęcie umowne. Czy jehowici krzywdzą swoje dzieci wychowując je na jehowitów? Ja uważam, że tak.

"przeanalizowałeś wyniki wyborów do Reichstagu z 31 lipca 1932 roku? Kto wygrał?"

Nikt.

"Zwróciłem Ci tylko uwagę, że w jakże bliskim naszym nihilistycznym sercom dekadenckim i upalonym Berlinie pomysł ów wydawał się wielu światłym ludziom co najmniej równie niedorzeczny."

No właśnie to bzdura. Do upadku republiki weimarskiej walnie przyczyniła się powszechność przekonania, że republika już upadła i nic jej nie uratuje (a przekonanie pojawiło się na jakieś trzy lata przed Hitlerem).

@grenade
"To nie miało mieć specjalnie sensu, to był żart."

Dzięki, ale ja całkiem serio tego zwrotu nie rozumiem, nie umiałbym go więc nawet sparodiować.

"Wszystko jest jasne klarowne i czarno-białe a nagle jakiś partyzant zaczyna wchodzić w szczegóły, pytać o przypadki graniczne, ekstrapolować, itp. O to chodzi w tym zwrocie."

Czyli że im chodzi o to, że ktoś dostrzega niuanse w jakimś zjawisku? Naprawdę szczerze pytam, ja autentycznie nie rozumiem tego powiedzonka (dla mnie sam czasownik od "relatywizm" nie ma znaczenia, wydaje mi się być pozbawiony sensu).

"Jakby zalegalizować heroinę, kokainę i LSD to nikt się o kurarę i psychotropy nawet nie spyta. "

No widzisz, już z tego co widzę pomijasz amfę i extasy, a więc masz rozumienie narkotyków mniej więcej z epoki rocka progresywnego.

@elsby
"heh, z każdego zawsze wyłazi ,co ma wyleźć.może przeflancuj jednak tego bloga gdzieś do GP, bo mylące to usytowanie. :)"

Kiedybomisię właśnie podoba mój blog taki jakim jest, tutaj gdzie jest, w takich kolorkach w jakich jest i tak dalej. Ludziom, którym się coś nie podoba, mogę najwyżej pomóc w podjęciu decyzji o przeniesieniu się gdzie indziej - na przykład dając im odpowiedni impet do wystartowania. Miłych lotów.
-
2009/04/05 22:17:50
@WO
"przeanalizowałeś wyniki wyborów do Reichstagu z 31 lipca 1932 roku? Kto wygrał?"
Nikt.

Uh? Do tej pory sądziłem, że wkurwia Cię jak ktoś pisze, że Hitler doszedł do władzy środkami demokratycznymi, albo że NSDAP wygrało demokratyczne wybory. Teraz nie bardzo wiem o co chodzi.

@relatywizować
No jako czytelnik różnych prawicowych forów to musisz chyba kojarzyć, że to mniej więcej tyle co rozwadniać jedyną, powszechną i słuszną prawdę jakimiś nihilistyczno-postmodernistycznymi niuansami (por. zabijanie człowieka to zawsze zabijanie człowieka, a jak ma on dni parę i można go mierzyć w milimetrach to nawet gorzej, bo jest bezbronny).
Myśmy sobie z kolei tak z żoną ostatnio relatywizowali, że chociaż polskie kino jest do dupy, to i tak więcej przyzwoitych filmów niż powieści z ostatnich dwudziestu lat udało nam się wymienić. Czyli relatywnie na tle produkcji kulturalnej III RP to z filmem nie jest aż taka tragedia jak z literaturą. Z rozważań wyłączyliśmy fantasy i SF.

@Spotkania KP
To w Łodzi był dość podobny scenariusz jak w Bydgoszczy, a nawet bardziej. Bo zamiast Ciebie ("relatywnego antypunitywisty") był Kamil "legalize it" Sipowicz. Ale z szefem łódzkiego Monaru okazali się być starymi ziomami i snuli wspólne wspomnienia, o ile nie przynudzał i przytruwał o genetycznym uwarunkowaniu (a właściwie wręcz deteminacji T. Piątek)
-
2009/04/05 22:19:39
@przytruwanie Piątka
genetycznym uwarunkowaniu uzależnień, ofkors
-
2009/04/05 22:31:24
@wo
"Czyli że im chodzi o to, że ktoś dostrzega niuanse w jakimś zjawisku?"

Egzaktly.

@ grenade.launcher
"Jakby zalegalizować heroinę, kokainę i LSD to nikt się o kurarę i psychotropy nawet nie spyta."

Bzdura. Owoc zakazany naprawdę smakuje najlepiej. Poza tym, jakby do napicia się ludziom wystarczyła wódka, piwo i wino owocowe, to na półkach nie miałbyś łiski, brendy czy innych koniaków, o innych winach nie wspominając.
-
2009/04/05 22:37:39
@wo&dyskretny urok sofistyki

Lwowiaków i Wilniuków nie nazwałbym agresorami - zwłaszcza póki śpiewają i nie postulują nawet rozważania wojny. Gdyby zasie coś płakali o Habsburgach co nas wyrolowali i mieli pretensje do Mołdawii, Kijowa, Smoleńska to kto wie. O ile pamiętam limes zdobytej przestrzeni życiowej przebiegał przez Kubań i przedmieścia Moskwy, a i to tylko dla tego, że druga strona nie wykazała zrozumienia ani chęci do współpracy bo plany były daleko bardziej ambitne.

Mówimy o neonaziolach nie o negacjonistach, tym drugim wystarczy ostracyzm przytomnych ludzi, ani mi w głowie ich zamykać za ich brednie. Tych co twierdzą, że Wernher von Braun nie wysłał Amerykanów na Księżyc, za to widzieli Sasquatch'a smażącego jajecznicę na boczku kiedy zieloni kolesie porywali ich spodkiem do strefy 51 wkładać im świecące przedmioty w naturalne otwory ciała tez bym oszczędził. Neonaziole /nie, nie twierdzę że wszyscy co do sztuki/ nie zaprzeczają, oni żałują że nie wyszło, ale nie tracą nadziei, wyciągają wnioski z porażki i snują plany na przyszłość.

Nie chciałbyś, mam nadzieję, zdelegalizować jechowitów? Przypominam pytałem o takich co nie krzywdzą a Ty byś ich sztachetą przez łeb w imię zasad.

Wybory wygrywa ten, kto zdobywa najwięcej mandatów. To czy przejmuje wskutek wygranej władzę to co innego. Ja bym się na to "nikt" nawet w polubownym duchu zgodził gdybyś wprzódy raczej po starej jechał, miast sugerować luki w wykształceniu i słać mnie /o zgrozo!/ do psychiatryka. Tedy pociągnę: minąłem się z prawdą pisząc że do czasu ta wygrana śmieszną była? Czy nie? ;)

Walnie to się wiele rzeczy przyczyniło, między innymi to, że spora część ludzi, którzy mogliby ewentualnie zapobiec upadkowi miała politykę głęboko w dupie /całkiem jak dzisiaj w Bolandzie/, a także fakt, że większość Niemców uważała demokrację za poroniony i dodupny system bez większych perspektyw, narzucony w dodatku przez triumfujących pogromców ojczyzny. Ich tęsknoty, za "porządnymi" rządami konkretnej twardej ręki nie przeszkodziłyby im jednak zabić Cię śmiechem gdybyś oznajmił im, że koniec demokracji poprzedzony zostanie zwycięstwem wyborczym przez tego austriackiego kapralinę co w towarzystwie swoich kabaretowych chłoptasiów burdy w Monachium czynił. Jakbyś im powiedział co będzie później uznaliby że masz dojścia do lepszego towaru niż oni.
-
2009/04/05 22:54:58
Bardzo przepraszam, wycięło początek, całość powinna wyglądać tak:

"" Państwo obywatelskie nie ma prawa zakazywać czegoś obywatelom wedle widzimisię innych obywateli, nie może zakazać więc uprawy żadnej rośliny na własny użytek.""

"To oczywiście bzdura,"

E tam.


"bo państwo obywatelskie ma prawo zakazywać posiadania i wytwarzania różnych przedmiotów i substancji"

Oczywiście

" - materiałów wybuchowych,"

Oczywiście

" materiałów radioaktywnych,"

Oczywiście

"trucizn"


Tu sprawa jest nieco bardziej skomplikowana

" czy broni palnej."

oczywiście

"Państwo obywatelskie ma prawo wprowadzać taką umowę społeczną, że "ten lek wydaje się tylko z przepisu lekarza"."

Oczywiście.

Od siebie dorzucę, że państwo obywatelskie ma prawo zakazać handlu konopiami.

" Nie ma żadnej nadrzędnej zasady zabraniającej podobnie potraktować marihuanę."

Jest. Brzmi ona: państwu obywatelskiemu, ani jego urzędnikom nie wolno okłamywać obywateli.

"Pomijając już to, że raz jeszcze przypominam, że umowy międzynarodowe w ogóle wykluczają legalizację; możliwa jest wyłącznie depenalizacja."

Ale przecież nie ma żadnych umów międzynarodowych miedzy państwami obywatelskimi, bo na świecie nie ma państw obywatelskich.
-
2009/04/05 23:04:14
@marekkrukowski

"bo na świecie nie ma państw obywatelskich. "

Ale przyznaję, ze jest kilka państw, które są stosunkowo blisko. Szwajcaria. Holandia. Państwa skandynawskie. Może i Niemcy.


-
2009/04/05 23:58:11
@wo
Ad. "Relatywizować"
Generalnie chodzi o patrzenie na temat w sposób płynny, modyfikując narzucone ramy i testując tezę patrząc także na elementy skrajne lub graniczne. Tak jak na przykład Ty w dyskusji o dragach zapytałeś mnie o nieczarnobiałe substancje jak psychotropy i kurara. Dla mnie było Oczywiste że dragi to hera, koka, amfa i fornikacja, a ty mi tu kombinujesz i rozmywasz mój wyklarowany na kazaniu czarno-biały obraz.
Tak jak patrzę sobie teraz na wikipedię i definicję, to "relatywizowanie" to jest po prostu patrzenie na sprawę przez pryzmat relatywizmu i tyle. Mogę się mylić bo nie jestem jakimś uber specjalistą od nurtów filozoficznych.

@plopli
Bzdura. Owoc zakazany naprawdę smakuje najlepiej. Poza tym, jakby do napicia się ludziom wystarczyła wódka, piwo i wino owocowe, to na półkach nie miałbyś łiski, brendy czy innych koniaków, o innych winach nie wspominając.

No to zalegalizować i dragi i psychotropy i kurare, tudzież dopuścic do obrotu, nie problem. I teraz jak bardzo chcesz możesz iść do sklepu kupic klej czy farbę i sztachać się do woli. Tylko po co? I takie samo pytanie byś sobie zadawał jakby wszystkie narkotyki byłyby legalne. "Mogę iśc do sklepu, kupić narkotyk X być na haju, ale zrobi mi to galaretę z mózgu. Czy jest sens?". I tu niech każdy sobie suwerennie odpowiada.
-
2009/04/06 02:47:47
-
wo
2009/04/06 07:29:52
@grenade
"Tak jak patrzę sobie teraz na wikipedię i definicję, to "relatywizowanie" to jest po prostu patrzenie na sprawę przez pryzmat relatywizmu i tyle."

Wkręciłeś mnie - naprawdę sprawdziłem, czy jest takie hasło w polskiej wiki! (Czy chodziło Ci o: realizowanie? Nie znaleziono w tytułach. Nie ma stron zatytułowanych "relatywizowanie")
-
jsw
2009/04/06 09:49:50
-
2009/04/06 10:36:01
@link by eli.wurman:
Bo buchać to trza umić. Niedoświadczony użytkownik konopii wciąga macha i spodziewa się efektów równie szybkich i łatwych do zauważenia co po alkoholu. A ziele działa powoli, więc szybko wciąga następne parę machów... i kończy wariacją w rodzaju opisanej w linku, wzmacniając obraz zielska jako nie wiadomo jak niebezpiecznego narkotyku.
-
2009/04/06 10:46:23
"wzmacniając obraz zielska jako nie wiadomo jak niebezpiecznego narkotyku. "

Że niby 30-letnia modelka paliła pierwszy raz w życiu?

Maluczko, maluczko i poszła by na pierwszą w życiu balangę. Dobrze, że ten wypadek uchronił ja przed takim nieszczęściem.

Myślę, że to po prostuj jest tak, ze mniejszym skandalem jest zwalenie na trawę, niż przyznanie się do zarzucenia kwasa.
-
2009/04/06 10:58:26
@ jsw

To dobre. Z czasem jeszcze okaże się, że to co przyszłe pokolenia będą określały jako bezprecedensową XX-wieczną epidemię raka, było wynikiem rezygnacji z powszechnej obecności rośliny, która przez tysiąclecia była jednym z najwyżej cenionych ziół leczniczych i która być może oddziaływała także na ludzkie życie swoją wszechobecnością (a jeszcze taka wiatropylność). Bo w końcu cóż może być dziwnego, w tym, że ludziom się helisy źle skręcają, jak się pozbyli zasadniczego symbionta.
-
2009/04/06 12:00:19
Moja przyjaciółka z sekcji karate pracuje w państwowym ośrodku terapii uzależnień. Gros jej klienteli to alkoholicy w dalekim stadium, jednak zdarzają się również ludzie (niekiedy całkiem młodzi) zryci przez trawę. Z fobiami, których dawniej nie mieli, albo wysławiający się jak półdebile, bo nie mogą przypomnieć sobie niektórych słów (jej przykłady). Opinia przyjaciółki jest taka, że THC to jednak narkotyk i poza uzależnienniem, przy dłuższym stosowaniu daje przykre efekty uboczne. Być może nie wszystkim, ale przykłady które podaje ze swojej własnej praktyki mnie na przykład odstraszają od marihuany.

Tangential offtopic:
A z innych roślinek, to trzeba się spieszyć, bo zdelegalizowano u nas mnóstwo rzeczy ostatnio, więc ostatni dzwonek żeby zaopatrzeć się w inne ziółka (słowa-klucze do Gugla - Magiczny Ogród).
-
2009/04/06 12:09:10
@barts_706
"przy dłuższym stosowaniu daje przykre efekty uboczne"

Przy dłuższym stosowaniu to tylko homeopatia nie da przykrych efektów ubocznych.
-
2009/04/06 12:11:36
@ bart

dzięki za 2 w tej dyskusji sensowny przykład anty. Zdecydowanie lepiej odbijać się od opinii kogoś, kto się zajmuje tym na co dzień, niż zrozpaczonych matek. Pojawianie się stanów lękowych w niektórych przypadkach jest w miarę udokumentowane, a dziury w słownictwie, to wpływ na pamięć krótkoterminową, o czym pisałem w pierwszej wrzucie, namawiając do ćwiczenia refleksu, nim się zacznie palić, oraz wzbogacania słownictwa, żeby nie mieć tylko jednego słowa na coś. Wszystko można powiedzieć na 100 różnych sposobów (as shown above:), tylko trza się nie stresować, że się nie pamięta akurat jakiegoś słówka.
-
wo
2009/04/06 12:30:47
@barts
"Z fobiami, których dawniej nie mieli, albo wysławiający się jak półdebile, bo nie mogą przypomnieć sobie niektórych słów (jej przykłady)."

Co oczywiście od razu skojarzyło mi się z innym fajnym przykładem, kolejnym z moich ulubionych pacjentów Psychiatryka - Rasfufu, lew salonowy, właśnie z trenerem rozmawialiśmy o tym, jak Wyborcza nie chce drukować moich tekstów, a trener mi mówi, że ma pendrajwa szesnaście giga a ja stary wafel mówię, że nie ma takich pendrajwów, a on go wyciąga, a ja poznałem świadomość rasta przez przyjaciela.

@braineater
"Zdecydowanie lepiej odbijać się od opinii kogoś, kto się zajmuje tym na co dzień, niż zrozpaczonych matek."

Ale co z opinią kogoś, kto się zajmuje tym na codzień i jako taki często się styka ze zrozpaczonymi matkami?

"Wszystko można powiedzieć na 100 różnych sposobów (as shown above:)"

Hej, sam prowokujesz do sprowadzenia tego na adpersonę. Skoro się prosisz: czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego? Jesteś pewien, że Twój wyćwiczony refleks idealnie kryje Twoje dziury w mózgu? Wymienisz siebie jako ten pozytywny przykład osoby doskonale funkcjonującej w społeczeństwie, której narkotyk w żaden sposób nie blokuje pewnych social skills? Nie obrażaj się od razu za same te pytania, simple yes/no will do.
-
wo
2009/04/06 12:46:49
@yig
"Neonaziole /nie, nie twierdzę że wszyscy co do sztuki/ nie zaprzeczają, oni żałują że nie wyszło, ale nie tracą nadziei, wyciągają wnioski z porażki i snują plany na przyszłość. "

Mówiłem o organizacjach, więc interesują mnie stanowiska organizacji wyrażane w ich publikacjach czy stanowiskach programowych.

"Nie chciałbyś, mam nadzieję, zdelegalizować jechowitów? Przypominam pytałem o takich co nie krzywdzą a Ty byś ich sztachetą przez łeb w imię zasad."

Przypominam, odpowiadałem, że samo pojęcie "krzywdzenia" jest wieloznaczne. Pedofil zawsze może powiedzieć, że jeśli dziewczynka miała orgazm, to nie stała się jej krzywda.

" Ich tęsknoty, za "porządnymi" rządami konkretnej twardej ręki nie przeszkodziłyby im jednak zabić Cię śmiechem gdybyś oznajmił im, że koniec demokracji poprzedzony zostanie zwycięstwem wyborczym przez tego austriackiego kapralinę co w towarzystwie swoich kabaretowych chłoptasiów burdy w Monachium czynił. "

O, to zależy w którym roku.

"Jakbyś im powiedział co będzie później uznaliby że masz dojścia do lepszego towaru niż oni."

Też niekoniecznie, przypomnę że różne utwory fantastyczne pisane przez 1939 rokiem zawierały zastanawiająco poprawne wizje tego, co w końcu nadeszło - choćby "Kształt rzeczy przyszłych" Wellsa.
-
wo
2009/04/06 12:48:09
@marek
"Jest. Brzmi ona: państwu obywatelskiemu, ani jego urzędnikom nie wolno okłamywać obywateli. "

Obawiam się, że tutaj już zabrakło Ci refleksu do zamaskowania dziury w mózgu, bo po pierwsze, sama ta zasada to bzdura, po drugie, nie ma to związku z ograniczaniem obrotu różnymi substancjami.
-
2009/04/06 12:55:58
@wo
"czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego? Jesteś pewien, że Twój wyćwiczony refleks idealnie kryje Twoje dziury w mózgu? Wymienisz siebie jako ten pozytywny przykład osoby doskonale funkcjonującej w społeczeństwie, której narkotyk w żaden sposób nie blokuje pewnych social skills?"
A istnieje jakiś np. wzorcowy, idealnie sferyczny, nieskażony używką Mózgojad, do którego można porównać tego przepalonego i uchachanego? Jak miałby wyglądać woltomierz mierzący odchylenia od modelu?
Człowiek to dość niepowtarzalny osobniczo byt, w dodatku zmieniający się w czasie. Doskonałe funkcjonowanie w społeczeństwie ma siłą rzeczy bardzo nieostre kryteria, większość ludzi funkcjonuje w nim niedoskonale nawet nienastukawszy się tym czy owym. Uzależnić można się od totolotka, a obrabować rodziców to można nawet po to, żeby mieć na zdrapkę do ajtiunsów. (Pewnie parę przykładów worldwide się znajdzie). Z kolei matki wpadają w rozpacz choćby z powodu czasu poświęconego przez pociechy na granie w sieci (to się leczy?). It takes all sorts, a człowiek jest bardzo nałogową istotą (nałogowe czytanie blogu WO? Tak!).
Przydałyby się jakieś porządne statystyki wykazujące co i jak bardzo, w jakiej skali szkodzi. Zyski z akcyzy alkoholowej niekoniecznie pokrywają wszystkie straty generowany przez ten twardy narkotyk. Którego przecież większość ludzi używa umiarkowanie, i lubi to robić. A tak, bez metaanaliz, to sobie gdybamy - bo Monarowcy mają pewnie podobny syndrom praczki co znane mi środowisko psychologów, dość mocno przekonanych o powszechności psychoz, manii, natręctw etc. w społeczeństwie.
-
wo
2009/04/06 13:03:16
@urbane
"Jak miałby wyglądać woltomierz mierzący odchylenia od modelu?"

Dobrym kryterium jest zdolność do interakcji z instytucjami społecznymi. Dzisiaj w Dużym Formacie jest sylwetka kolesia, który ewidentnie ma z tym problem (nie chce mi się szukać linka). Nie jest w stanie podjąć żadnej regularnej pracy, najszczęśliwszy czuł się jeżdżąc z lunaparkiem. I oczywiście uważa, że za jego nieprzystosowanie odpowiada postkomunizm, oligarchia, opresyjny system, ale rzecz jasna nie on sam. Nie twierdzę ofkors, że jego załatwiły akurat dragi, twierdzę tylko, że mimo "braku woltomierza" da się to czasem stwierdzić.

"Uzależnić można się od totolotka, a obrabować rodziców to można nawet po to, żeby mieć na zdrapkę do ajtiunsów. (Pewnie parę przykładów worldwide się znajdzie)."

No właśnie jest różnica między "jest takich parę przypadków w skali globu" a "jest takich parę tysięcy przypadków w skali województwa kujawsko-pomorskiego".

"A tak, bez metaanaliz, to sobie gdybamy - bo Monarowcy mają pewnie podobny syndrom praczki co znane mi środowisko psychologów, dość mocno przekonanych o powszechności psychoz, manii, natręctw etc. w społeczeństwie."

Ale oni przecież mają rację! No pewnie, że psychozy, manie i natręctwa są powszechne w społeczeństwie. Wszystko jest chorobą dopiero od kiedy zaczyna uwierać Ciebie lub Twoje otoczenie. Do pewnego poziomu jednak można żyć zarówno z jakąś drobną schizą jak i z nałogowym popalaniem THC. Problem zaczyna się w momencie, w którym do społeczeństwa zaczynasz już trochę za bardzo nie pasować - i na przykład masz coraz większy problem z zarobieniem pieniędzy na nałóg.
-
2009/04/06 13:25:21
@wo
Wkręciłeś mnie - naprawdę sprawdziłem, czy jest takie hasło w polskiej wiki! (Czy chodziło Ci o: realizowanie? Nie znaleziono w tytułach. Nie ma stron zatytułowanych "relatywizowanie")

Nie no, nie mówiłem że są. Jest za to strona zatytułowana "Relatywizm" i patrząc na tę definicję doszedłem do wniosku że "relatywizowanie" to po prostu stosowanie pryncypiów relatywizmu w dyskusji.
-
2009/04/06 13:27:16
pliz, jakie obrażanie się w necie? na co? na pixele z opiniami? Ale na proste yes i do, nie licz:)

co do adpersony - nazywam się brejniter, mam 32 lata i palę od plus minus 17 roku życia. Skile socjalne mam chyba dobre, dogaduje się z ludźmi raczej bez problemu, radzę sobie w sytuacjach urzędowych, towarzyskich i oficjalnych, nie zetknąłem się jeszcze z opinią, żeby ktoś miał mnie za szczególnie pieprzniętego, albo odstającego od normy, choć może po prostu nikt mi tego nie powiedział. Poradziłem sobie na ścieżkach edukacyjnych, doprowadzając do połowy doktorat, choć palić regularnie zacząłem dość wcześnie, no ale to humanistyczne studia były, więc jak tu sobie nie poradzić, akurat żaden dowód:). Mam normalną dwuosobową rodzinę, potrafię wziąć na siebie odpowiedzialność za jej utrzymanie i się z tego wywiązać, umiem zmotywować się do pracy, nawet jak mi się cholernie nie chce (a zespół amotywacyjny to jeden z najpowszechniejszych i najostrzejszych skutków ubocznych długotrwałego palenia), zresztą jako frilanser nie mam innego wyjścia, jak chcę mieć na bułkę z masłem. Dwie rzeczy, które wiem, że są wynikiem palenia - strasznie zawyżona odporność na wkurw (to nie jest dobre, bo czasem trzeba), do tego stopnia, że zdenerwować potrafi mnie już tylko Żona Kochana, ale ona ma na tym polu 12 lat praktyki na jednym obiekcie i wie jak działać skutecznie (na szczęście) oraz to, że większość powierzonych mi zadań wykonuję w swoim, raczej spokojnym tempie i mnóstwo czasu zajmuje mi energiczne sprężenie się do jakiś działań, dlatego też do wszystkiego staram się zabierać o wiele wcześniej, niż człowiek niepalący.Trzecim skutkiem ubocznym może być też to, że szybko się nudzę i potrzebuję ciągle jakiś nowych bodźców, ale tu nie jestem pewien, czy to wynik palenia, czy konstrukcji mózgu. Nie mam natomiast problemu z długotrwała koncentracją na rzeczach, które muszę zrobić albo bardzo chcę zrobić. Podsumowując - mógłbym powiedzieć, że funkcjonuję zupełnie normalnie i nikt nie wie, że palę, tylko nigdy nie czułem potrzeby czajenia się z paleniem, więc i tak wszyscy (rodzina, znajomi, wykładowcy), zawsze wiedzieli.

Nie wiem, czy nadaję się na pozytywny przykład, wiem, że sobie w miarę przyzwoicie radzę. Natomiast oczywiście, nie mogę dać żadnej gwarancji, że gdy będę 10 czy 15 lat starszy, nie zaczną wychodzić jakieś skutki o których jeszcze dziś nie wiem, wśród których - spośród tych udokumentowanych - najgroźniejsze wydają się różne odmiany ostrych psychoz.
-
wo
2009/04/06 13:39:01
@braineater
"nie zetknąłem się jeszcze z opinią, żeby ktoś miał mnie za szczególnie pieprzniętego, albo odstającego od normy, choć może po prostu nikt mi tego nie powiedział."

Bingo.
-
2009/04/06 13:44:51
@ Bingo

nie ma jak świadomie wystawić się na strzał:)

A co do wspomnianego przez Ciebie kolesia z Lunaparku, to mogę dodać tylko, że prace zwykłe, etatowe, typu 8-16 również przychodziły mi bez trudu, najdłuższy okres zatrudnienia trwał 7 lat, a potem odkryłem, że 3x więcej zarabiam nie wychodząc z domu, więc dałem sobie spokój i z tym i z prowadzeniem własnego biznesu. Ale, żeby nie było tak całkiem różowo i bez wad, to od czasów studenckich, żyję wewnętrznym przekonaniem, że najlepszą pracą na świecie jest praca nocnego stróża :)
-
2009/04/06 13:59:59
@wo
"Problem zaczyna się w momencie, w którym do społeczeństwa zaczynasz już trochę za bardzo nie pasować - i na przykład masz coraz większy problem z zarobieniem pieniędzy na nałóg."
I tu mamy przykład Roberta Downeya, Juniora - na dragi ma, nie kradnie ani nie zabija, ale i tak mu nie wolno.
-
wo
2009/04/06 14:02:38
@urbane
"I tu mamy przykład Roberta Downeya, Juniora - na dragi ma, nie kradnie ani nie zabija, ale i tak mu nie wolno."

Współczuję jego cierpieniu, jak napisałem, jestem za tym, żeby dorosły obywatel i tak dalej i tak dalej.
-
2009/04/06 14:23:37
A tak wogle, to nie było fajniej ongi, kiedy wódkę czy inny gin każdy mógł żłopać, ale był za to piętnowany z ambony jako pijak? i pijaństwo to był grzech - bo uznawano że pijak pić nie musi, ale chce, ergo Boga obraża. A teraz nie tylko alkoholizm to choroba, ale nawet dysgrafię, dyskalkulię i zakupoholizm się leczy. Znaczy coraz mniej odpowiedzialności w naszym życiu (może taka konieczność dziejowa?). Tak a propos tego pana z DF, o którym jeszcze nie czytałem, a już słyszę, że to inni mu kuku zrobili, nie on sam sobie.
-
2009/04/06 14:25:34
@wo: "... sama ta zasada [marekkrukowski: 'Brzmi ona: państwu obywatelskiemu, ani jego urzędnikom nie wolno okłamywać obywateli.'] to bzdura"

Bez przesady. Oczywiście nie ma takiej zasady w formie absolutnej ale prawo do informacji oraz zasada pogłębiania zaufania obywateli do państwa raczej wykluczają okłamywanie obywateli przez państwo.
-
2009/04/06 14:31:49
@praptak
"prawo do informacji oraz zasada pogłębiania zaufania obywateli do państwa raczej wykluczają okłamywanie obywateli przez państwo"
Właśnie dlatego znamy pełną prawdę n/t więzień CIA w Polsce. Co to jest zasada pogłębiania zaufania? Never heard before.
Zupełny offtop: logo KP było przed logiem Alfy MiTo, prawda?
-
wo
2009/04/06 14:34:32
@urbane
" Tak a propos tego pana z DF, o którym jeszcze nie czytałem, a już słyszę, że to inni mu kuku zrobili, nie on sam sobie."

Wyguglałem programowy manifest tego pana, zatytułowany "Oligarchowie z czerwonym rodowodem":

swkatowice.mojeforum.net/temat-vt5083.html
-
2009/04/06 14:38:26
@WO
"Nie widzę wynikania. Broszurki o Żydach niech se wydają, od tego jeszcze daleko do dokonywania aktów przemocy. "

Tak z ciekawości zapytam, jak rodzic rodzica:
czy wydawanie broszurek propagujących pedofilię jako ze wszech miar słuszną i potrzebną, zawierających pedofilskie porno-opowiadania i pedofilskie porno-rysunki, też byś zalegalizował, "bo od tego jeszcze daleko" do pedofilskich czynów?
-
2009/04/06 14:52:55
@dagmara janiszewska
"Ze świeczką szukać starożytnej kultury, gdzie palenie zioła nie występowało wcale. Widocznie jest to w nasze geny wpisane i już"

no pliz, bez takich tekstow

@kuku.kuku
"Gdyby marysia była legalna, państwo mogłoby przynajmniej kontrolować jej jakość i mielibyśmy pewność, że się nie potrujemy."

panstwo kontroluje alkohol i co jakis czas pojawiaja sie newsy o tym, ze znow ktos tam sie czyms zaprawil na amen, albo trafilo to do sklepow. przeceniasz sile panstwa - nie szarzowałbym z ta pewnoscia...

@transka
"Jakby koszty pobierania akcyzy były wyższe od wpływów, to zaraz by została zniesiona(...) się finansowo opłaca"

a co, jezeli akcyza itp sa po prostu proba refinansowania kosztow problemu, ktory jest zalegalizowany i zdelegalizowac juz sie go nie da?

@fin1978
"i tak więcej przyzwoitych filmów niż powieści z ostatnich dwudziestu lat udało nam się wymienić. Czyli relatywnie na tle produkcji kulturalnej III RP to z filmem nie jest aż taka tragedia jak z literaturą"

polemizowalbym :). i why wylaczyliscie s-f i fantasy? jako nieliterature?
-
2009/04/06 15:09:09
@urbane.abuse: No dobra, zacząłem offtopa (i na co mi to było?), to ciągnę dalej.

"Właśnie dlatego znamy pełną prawdę n/t więzień CIA w Polsce."

Właśnie dlatego napisałem, że to zasada absolutna, zapisana dosłownie i obowiązująca bez żadnych wyjątków.

"Co to jest zasada pogłębiania zaufania? Never heard before."

Jedna z podstawowych zasad działania administracji w demokratycznym państwie prawa, w Polsce zapisana jako art. 8. KPA. Generalnie chodzi o to, że państwo ma grać fair wobec obywatela.
-
wo
2009/04/06 15:16:55
@yonderboy
"Tak z ciekawości zapytam, jak rodzic rodzica:
czy wydawanie broszurek propagujących pedofilię jako ze wszech miar słuszną i potrzebną, zawierających pedofilskie porno-opowiadania i pedofilskie porno-rysunki, też byś zalegalizował, "bo od tego jeszcze daleko" do pedofilskich czynów?"

A opowiadania już zdążyli zdelegalizować? Szybko to leci. Zgadzam się z kryminalizacją fotografii, no bo jakby z definicji nie można ich zrobić bez dokonania przestępstwa, ale niech se rysują i piszą, lepiej żeby się przy tym brandzlowali niż próbowali zaspokoić w realu. I zakaz rysunków wydaje mi się mocno przesadzony.

@mirinda
"no pliz, bez takich tekstow "

Ale ona ma o tyle rację, że sama potrzeba znieczulenia się stanowi część Natury Lucka. Przypominam zresztą, że znieczulanie się mocnymi alkoholami jest wynalazkiem stosunkowo młodym cywilizacyjnie, bo wymagało odkrycia destylacji, przejęliśmy to od Arabów około XII stulecia (zależnie od definicji "nas").
-
2009/04/06 16:02:41
@wpływ palenia na braineatera

O jeny, ja to chyba jestem upalony od dziecka.
-
2009/04/06 17:11:12
@Mirinda

"why wylaczyliscie s-f i fantasy?

Bo to było w nawiązaniu do dyskusji jakichś buców w tv, co to debatując o polskiej prozie ani się zająknęli o Dukaju i Sapkowskim. A jak my się zaczęliśmy zastanawiać nad powieściami, które nam się najlepiej czytało to sami fantaści się zaczęli rozpychać w top10, więc zadaliśmy se większy wysiłek. I nawet wspólnymi siłami nie dobiliśmy do 10 tytułów.

-
2009/04/06 19:06:32
@: Skile socjalne mam chyba dobre, dogaduje się z ludźmi raczej bez problemu,

O właśnie. Jak wypowiadający się tu czasami Martin Slenderlink zeznał, że regularnie palił to się wcale, a wcale nie zdziwiłem. A z możliwych "dziurek w mózgu", to znałem jeszcze gościa, który paląc właśnie tak od 17 roku życia (do około 20) po prostu przespał z blantem w zębach socjalizację. Musiałem mu tłumaczyć, że przywództwo wiąże się z odpowiedzialnością, bo nie mógł zgrokować, że nie może wydawać znajomym (!) poleceń, a gdyby jego plan* się nie powiódł wycofać się bez pretensji.

*) Dodatkowo ten plan to było idiotyczne połączenie relacji towarzyskich z finansowymi, które po prostu nie mogło się udać.
-
2009/04/06 20:25:04
@regularnie palił

Nie no, robiłem sobie przerwy na socjalizację. Poza tym deficyty socjalizacyjne to ja miałem w innym okresie życia bardziej brzemienne w skutkach (would u like to know more?) niż jakieś przeciągane interludia nasiadówkowe. Aczkolwiek cieszę się, że jestem już znany z ubytków w papce mięsnej, może nie od najlepszej strony, ale zawsze to pewien wysiłek kogoś poznać i potem sie już nie dziwić. Więc dzięki inż.
I co z tym kolesiem? Nadrobił socjalizę, jak mu wyjaśniłeś? No i nie jarzę z tym przywództwem. Tzn., że nie wychodził z chaty, bo palił i nie uczestniczył w uroczystościach 11 listopada? Nie jarzył wyższości marszałka nad Wałęsą, czy po prostu przez palenie nie znalazł wymarzonego środowiska i rządził własna kanapą?
-
2009/04/06 20:47:45
@brain

Niestety muszę się przyłączyć do chóru. Źle robisz, to męczy w tym wieku. Lepiej spokojnie coś pooglądać, a nie tak się umartwiać. Robie off-top. I spadam, bo wypiłem za dużo neski instant.


www.youtube.com/watch?v=T3m70cSgAI0&feature=PlayList&p=BC4DE875
-
2009/04/06 20:47:48
sorry, ale nie kumam tego wątku z socjalizacją ni w ząb. Przecież naprawdę trudno znaleźć bardziej socjalizująca używkę niż zielsko, choć z tego, co ludzie mówią, browar w ilościach rozsądnych ma podobne właściwości umilania i ulepszania interakcji międzyludzkich. Palenie solo jest miłe i przyjemne, ale cała radocha z tej używki pojawia się dopiero w okolicznościach typu miła kompania, jakaś cywilizowana przyroda typu park i przyzwoita aura w granicach powyżej +20C. Zresztą chyba po to przede wszystkim ludzkość używa?
-
2009/04/06 21:56:46
@fin1978
I nawet wspólnymi siłami nie dobiliśmy do 10 tytułów.

hm, to my wspolnymi silami mielismy dokladnie odwrotny problem. powiesci (czy z s-f czy bez) szly ok, nie ma rewelacji, ale nie bylo wcale tak zle, top 10 daje sie ulozyc spokojnie
ale polska kinematografia IIIrp to jakas straszna kupa, nie wskazemy nawet 10 sensownych rzeczy, a w zyciu nie popalalem by moc to zrzucic na dziury w pamieci
-
2009/04/06 22:21:19
Żeby nie Sapkowski, tobym chyba nie miał przeczytanych 10 powieści z 3RP.
-
2009/04/06 23:29:56
@Palenie solo jest miłe i przyjemne, ale cała radocha z tej używki pojawia się dopiero w okolicznościach typu miła kompania

Po pierwsze chyba zależy od cech psychicznych, po drugie dziwnym trafem takie kompanie się lubią zawężać i tylko w rzeczywiście sprzyjających okolicznościach jakiejś dużej fiesty typu, nie wiem, juwenalia lolek krąży w szerszym gronie. Poza tym obserwując czasem jakiś tam clubbing nie widzę wcale lolkowych tendencji integracyjnych, więc zastanawiam się, gdzie te kompanie.
Nie wiem, w którym momencie nastąpił ten moment (b dawno temu), gdy bez alkoholu ta "miejska używka" zaczęła mnie osobiście i permanentnie mulić, ale właśnie wtedy mi się znudziła ostatecznie (choć wcześniej strasznie jarała). Też słyszałem opinię o znudzonych stuffem Holendrach i choć taki obrót sprawy wydaje mi sie logiczny, to wolałbym jakieś konkretne dane na ten temat.
Najgorszym skutkiem ubocznym jest to, że jedną stronę da się czytac pół godziny i fantasy world czytelnika nie ma często nic wspólnego z fantasy world autora, a skoro wiedzy fizycznie nie ma na papierze, bo każdy odbiór słowa drukowanego zakłada przygotowanie w postaci innego słowa drukowanego, jakkolwiek ta intertekstualna przestrzeń nie miałaby sie układać i od czegoś tam przypadkowo zaczynać, to warto się zastanowić nad przewagą tempa dokładania znaczeń do jednego zdania nad tempem czytania. To na pewno jest minus. Nigdy mi się nie udało przeczytać niczego z fabułą na spaleniu. Jedynie jakieś czerstwe logiczne bułasy do egzaminów przechodziły. brain eater wydaje się tęgim łbem, więc może niech sobie pozwala na co sobie chce.
-
2009/04/07 01:29:57
@Mirinda
Filmy wymieniłem pod notką "Pono feat. Dziewoński. Z powieści uzbierało nam się po jednym Pilchu, Sosnowskim, Huellem, Liberze i Rylskim. Plus Sapkowski, Dukaj, Grzędowicz i pierwsze tomy o Breslau Krajewskiego. Więcej grzechów nie pamiętam...
-
2009/04/07 02:03:03
Cześć, dopiero odkryłem ten blog. Odniosę się hurtowo do paru rzeczy.

@ marcin.gam: wcale nie zawsze tak łatwo załatwić palenie, nawet jak sie siedzi w temacie. A jak się już załatwi to najczęściej jest to ten sam skun, czymś fałszowany i małe sztuki. Po ew. legalizacji byłaby akcyza i biurokracja, ale byliby też dilerzy podziemni z tańszą trawą, jak bimbrownicy. Poza tym obecnie każdy obywatel może być w każdej chwili przeszukany włącznie z odbytem w świetle prawa. Jeśli odpukać ma jakieś 0,125 g grozi mu kilkuletni wyrok; i były już przypadki skazywanych za tyle; nawet paręset zł grzywny i zawiasy to woła o pomstę do nieba - proszę nie twierdzić że z trawą nie ma problemów a egalizacja sprowadzi same kłopoty!

- depenalizacja czy hipotetyczna dekryminalizacja: nawet ludzie w wieku 20-35 nie wiedzą zbytnio o co chodzi, duży procent pali/palił/popiera/wie o co chodzi, ale
nie musiałoby się udać gdyby była szansa. Na świecie się zmieni, ale gdyby nie to,
w Polsce mogłyby 2 pokolenia nie wystarczyć.

-umowy międzynarodowe: są bardzo dziwnie skonstruowane, jak cały ONZ. teoretycznie z tych konwencji nie można się z nich wycofać. Praktycznie: mało prawdopodobne; nawet Boliwia której prezydent non stop publicznie żuje kokę dopiero ledwie tupie nogą, że jak się nie zmieni podejście do liścia koki w ciągu 10-20 lat, to się wycofają, czyli takie strachy na lachy.

- prowadzenie za kierownicą: mało badań, większość 'in vitro' nie 'in vivo' prawdopodobnie trochę gorzej się jeździ, ale nie jest to niezbicie udowodnione, i
wcale nie tak gorzej jak możnaby podejrzewać. Trawa nie tłumi świadomości
'handicapu' jak alkohol i ludzie po niej jadą ostrożniej co w dużym stopniu
niweluje ryzyko. Trawa nie upośledza poważnie funkcji poznawczych (acz nie-
poważnie - może; poza tym jeszcze refleks itp. skille prawdopodobnie trochę
spadają). Czyli: nie palić, ale nie porównywać z alkoholem.

- Monar - duża część Monaru zmieniła stanowisko w porównaniu do dawniejszych lat.
Obecnie rośnie poparcie dla redukcji szkód i liberalizacji. Poza tym trochę Monarowców pali (hehe, hipy stare), wiem widziałem miałem przyjemność.

-pełnoletniość..jak na mój gust ma źle ustawiony próg. coraz wcześniej się dorasta, dziś już dochodzi do absurdów, ludzie poniżej 18 są traktowani jak dzieci w szkołach, mogą dragować a nieraz mają problem z kupnem alkoholu, również w razie przęstepstwa odpowiadają zwykle jak dzieci

- z tego co wiem policja nie kontroluje wcale kofików czy ktoś w nich nie pali tytoniu. ale fakt że w miejscu publicznym skręt z choćby małą domieszką marychy często w Amsterdamie nie budzi oburzenia jak tytoń.

- jeszcze a propos słuszności legalizacji - pomyślał ktoś z Was dlaczego nie wieszamy kioskarzy? Przecież żyją z trucia innych!! To mafia handlująca śmiercionośną nikotyną przecież. Wniosek - co jak co, ale trawa 'powinna' być w handlu.

- a propos np. amfetaminy i tego co jak uzależnia. IMO. Otóż same substancje tak bardzo nie uzależniają. Uzależnia głównie samo ćpanie. Ten styl życia, sposób kierowania emocji i podtrzymywania, cały światek który się z tym wiąże i ograniczenie
aktywności myślowej, emocjonalnej i życiowej nie związanej z zażywaniem. Wiecie co mam na myśli? Amfetamina była dość popularna jako lek i jako środek bojowy (to akurat do dziś), niby wycofali bo uzależnia ale jakichś masowych problemów nie było; opium ponoć brało z 1/3 Chińczyków kiedy handlowali nim nasi dzisiejsi sojusznicy, nie mówiąc o tym jak masowo stosowano na przełomie wieków w USA leki z heroiną (pewnie bardziej niż dziś paracetamol). I co? guzik! Btw - znałem przynajmniej dwadzieścia osób uzależnionych od heroiny (w sensie, dajmy na to, mających swego czasu trzęsiawki) i ponad 2/3 z nich wyszło z tego zupełnie samodzielnie. Ot, palili np.
cały semestr w liceum a potem wyjechali/zakochali się/cokolwiek i dali radę; takich ludzi jest naprawdę mnóstwo, nie wszyscy wchodzą do terapii.
-
2009/04/07 02:15:13
[cd.] 1 na 100 to slogan, który można odnieść najwyżej do tych poważnie wciągniętych.

- @dzonylokker: "Porównywanie dojrzałości społeczeństwa holenderskiego czy społeczeństw skandynawskich ze poziomem" ..spoleczenstwa skandynawskie są różne; akurat np. w Szwecji jest tak restrykcyjna polityka naroktykowa, że nigdzie w cywilizowanym świecie aż tak nie ma, łącznie z Bawarią [poza Polską, Słowacją no i nieszczęsną Bułgarią z jej wszechkorupcją, godziną policyjną dla młodzieży (pamiętam byłem nieletni jak była i w woj. mazowieckim!) i różnorodną praktyką w tym zakresie, wielkim przemytem itd.). W Szwecji łapią nawet za same czerwone oczy, zabierają prawko, skazują na przymusową terapię itp., a ludzie z innych krajów jak o tym słyszą to nie mogą uwierzyć... Szwecja jest też 1 z głownych przeciwników redukcji szkód i ogólnie panuje tam nieco 'socjalistyczny faszyzm' - państwo wszystko najlepiej wie dla twojego dobra. Ja mówiąc o polityce narkotykowej nazywam Polskę Koreą Północną Europy.

- argumenty racjonalne IMHO mają bardzo ograniczony zasięg, dlatego ciężko kogoś przekonać że 'mj jest mniej szkodliwa niż alkohol'. Prędzej ludzi przekonają muzyka, filmy, oswojenie z mj w sytuacjach z życia pomalutku przez lata.

- z ciekawostek mniej znanych: od 2010 w Czechach każdy pełnoletni ma prawo sadzić 3 rośliny i 25 grzybów (choć nie da się skontrolować ile owocników wyda grzybnia) - to już przyklepane przez parlament i prezydenta; w niedawny referendum w Szwacjarii padło ok. 70 % głosów za tym, żeby heroina (nawet; już nie tylko metadon była dostępna u lekarza) - eksperymenty które potwierdziły skuteczność tego rozwiązania były już m.in. tam, w Usa i Belgii, ostatnio podobny program na mniejszą skalę wprowadziła Dania, ale żeby w referendum i aż tak.. to świadomość społeczna. Szwajcaria ma też bardzo liberalne podejście do konopi (m.in. słynne, spore plantacje). Depenalizacja sadzenia jest np. w (wciąż katolickiej) Hiszpanii i ostatnio Austrii.

-dodam iż z góry przepraszam za przemądrzały ton oraz, że nie zaprzeczam szkodliwości cannabis ani istnieniu pewnego (relatywnie skrommego) potencjału uzależniającego, ani, że jestem za uwolnieniem rynku dla wszystkich substancji psychoaktywnych. Pozdrawiam twórcę bloga i komentujących.

glutman z Gazety Konopnej Spliff
-
2009/04/07 07:58:47
@mglutman
"z góry przepraszam za przemądrzały ton"
Aaa tam, po prostu daj bucha, dude, co za towar! Aż można zapomnieć, że jesteśmy w Korei Pn...
"pełnoletniość..jak na mój gust ma źle ustawiony próg. coraz wcześniej się dorasta, dziś już dochodzi do absurdów, ludzie poniżej 18 są traktowani jak dzieci w szkołach, mogą dragować a nieraz mają problem z kupnem alkoholu,"
Mogą? Dragować? A to są jakieś nowe zajęcia zamiast plastyki?
-
2009/04/07 10:01:42
@Mogą? Dragować? A to są jakieś nowe zajęcia zamiast plastyki?

Plastyka i teatr.
en.wikipedia.org/wiki/Drag_queen
-
2009/04/07 10:08:32
@mrw
OK, just dance & cross-dressing forever, ale po co do tego alkohol, na którego brak narzeka kol. mglutman? Przecież można bawić się bez alkoholu.
-
2009/04/07 10:10:03
@ale po co do tego alkohol, na którego brak narzeka kol. mglutman? Przecież można bawić się bez alkoholu.

Może bez takiego rozluźnienia nie mieści się w majty swojej starej.
-
2009/04/07 11:15:18
-
wo
2009/04/07 11:21:49
@braineater
"sorry, ale nie kumam tego wątku z socjalizacją ni w ząb. Przecież naprawdę trudno znaleźć bardziej socjalizująca używkę niż zielsko,"

Bo prawdopodobnie nie rozumiesz samego tego pojęcia. Socjalizacją w psychologii nie nazywa się, wbrew pozorom, samego tylko spotykania z innymi ludźmi, ale nabycie zdolności do interakcji ze społeczeństwem. Gdzie różnica? Otóż już w przedszkolu nabywasz socjalizacji na poziomie takim samym, jakie ma nałogowy palacz marihuany - czyli wspólnej zabawy w piaskownicy z rówieśnikami. Nałogowy jaracz zostaje na tym poziomie na zawsze i dlatego często się to wiąże z syndromem Piotrusia Pana - nałogowy jaracz często jest człowiekiem, który czterdzieste urodziny świętuje wciąż jeszcze będąc formalnie studentem trzeciego roku.

Jeszcze raz przypominam fascynujący przykład z "Dużego Formatu" - nie twierdzę oczywiście, że to akurat dragi zabiły u tego człowieka socjalizację, ale na pewno ma ją zahamowaną na poziomie "pobawić się w lunaparku":

wyborcza.pl/1,76842,6467736,Ja__Klaudiusz_Wesolek.html

@mglutman
"Cześć, dopiero odkryłem ten blog"

Zaraz zaraz - a gdzie ten etap, w którym skarżysz się na kolorki i na to, że gadamy głównie o niczym?

"a propos np. amfetaminy i tego co jak uzależnia. IMO. Otóż same substancje tak bardzo nie uzależniają. Uzależnia głównie samo ćpanie."

To prawda, ale problem uzależnienia od hazardu - jak najbardziej realny - pokazuje, że biochemiczny mechanizm uzależniania naprawdę nie jest najważniejszy. Najlepszym dilerem jest i tak nasz własny organizm, dający nam w odpowiednich chwilach kopa endorfinowego, serotoninowego czy adrenalinowego. Zresztą miłość ("and I'll take to the sky on a natural high") to przecież sposób na wyłudzenie najlepszych dragów od naszego własnego osobistego wewnętrznego dealera. I są też i takie miłości, z których należałoby się leczyć u pani Pas-Vraiment.

"w Szwecji jest tak restrykcyjna polityka naroktykowa, że nigdzie w cywilizowanym świecie aż tak nie ma"

Dzięki za zwrócenie na to uwagi, przegapiłem komentarz z tamtym błędem. To oczywiście prawda - Szwecja i Holandia to dwa przeciwstawne bieguny, Szwecja to biegun "zero tolerance", Holandia to biegun depenalizacji. Paradoksalnie oba kraje mają bardzo podobne statystyki dotyczące patologicznych uzależnień.

@urbane
"Przecież można bawić się bez alkoholu."

Najlepsze imprezy są u informatyków!
-
2009/04/07 11:28:30
@wo

1.

"Skoro się prosisz: czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego? Jesteś pewien, że Twój wyćwiczony refleks idealnie kryje Twoje dziury w mózgu? Wymienisz siebie jako ten pozytywny przykład osoby doskonale funkcjonującej w społeczeństwie, której narkotyk w żaden sposób nie blokuje pewnych social skills? Nie obrażaj się od razu za same te pytania, simple yes/no will do."

A Ty: czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego? Jesteś pewien, że Twój wyćwiczony refleks idealnie kryje Twoje dziury w mózgu? Wymienisz siebie jako ten pozytywny przykład osoby doskonale funkcjonującej w społeczeństwie, której pewne social skills w żaden sposób nie blokują pewnych innych social skills? Nie obrażaj się od razu za same te pytania, simple yes/no will do.

2.

""Jest. Brzmi ona: państwu obywatelskiemu, ani jego urzędnikom nie wolno okłamywać obywateli. "

"Obawiam się, że tutaj już zabrakło Ci refleksu do zamaskowania dziury w mózgu, bo po pierwsze, sama ta zasada to bzdura,"

Jeżeli za państwo obywatelskie uznać państwo, w którym podmiotami są wszyscy jego obywatele i ich związki (a ja sobie pozwalam właśnie takie państwo za państwo obywatelskie uważać) to ta zasada jest państwa obywatelskiego istotą.

Oczywiście w sytuacjach wyjątkowych zasada taka może być zawieszana ze względu na jakieś większe wartości, ale właśnie tylko w sytuacjach wyjątkowych.

"po drugie, nie ma to związku z ograniczaniem obrotu różnymi substancjami."

Ma o tyle, że nie pozwala państwu posługiwać się kłamliwymi uzasadnieniami, ani utrzymywać regulacji prawnych opartych na błędnej ocenie sytuacji po tym, gdy ów błąd zostanie rozpoznany, jak również nakłada obowiązek weryfikacji stojących za ustawodawstwem ocen sytuacji.

Poza tym nie możesz mi zarzucać braku związku tej zasady z ograniczeniami obrotu, bo nie odnoszę jej do ograniczeń obrotu, tylko do penalizacji posiadania.

A przynajmniej, zaklinam, nie rób tego w odpowiedzi na tzdanie, które pojawiło się w następującym kontekście:

"Ja: Od siebie dorzucę, że państwo obywatelskie ma prawo zakazać handlu konopiami.

Cytat z Ciebie: Nie ma żadnej nadrzędnej zasady zabraniającej podobnie potraktować marihuanę.

Ja dalej: Jest. Brzmi ona: państwu obywatelskiemu, ani jego urzędnikom nie wolno okłamywać obywateli."

Bo wiesz, wystawiasz w ten sposób nie zbyt dobre świadectwo swojej pamięci krótkotrwałej. I ktoś złośliwy mógłby cię zapytać, czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego? Jesteś pewien, że Twój wyćwiczony refleks idealnie kryje Twoje dziury w mózgu? etc., etc, Nie obrażaj się od razu za same te pytania, etc., etc.




-
2009/04/07 11:37:53
@urbane.abuse
"przecież można się bawić bez alkoholu"

zawsze przy takim tekscie przypomina mi sie ten rysunek (tez juz stary i czerstwy, ale bardzo a propos)
-
2009/04/07 11:41:10
@Czyli: nie palić, ale nie porównywać z alkoholem.

Tu też nie do końca się zgadzam. Porównywać wręcz trzeba. Jak napisałem niżej/wyżej skutki regularnego palenia mj są mniej groźne niż skutki regularnego wódziarstwa. Ale.. alkohol da się dawkować skuteczniej. Natomiast po zmniejszeniu się tolerancji organizmu na zioła, malutki buch powoduje dwugodzinny "haj", czytaj zamuł, ponieważ jestem konwertem. I tu jest różnica na korzyść alkoholu, że można zapodać okazyjnie dwa browce i pogadać, a potem wrócić do swoich spraw. Dodam, że nic nie biorę i prawie w ogóle nie piję.
Pozostaje również kwestia tej towarzyskości. Ja oczywiście nie wnikam na ile zawężanie się "kompanii" (termin zjadacza mózgów) jest efektem świadomości społecznej i postrzegania tej używki przez nadwiślańską zbiorowość, a na ile jest to spowodowane właściwościami chemicznymi samej "zwykłej używki miejskiej". Pamiętam konwersację z Irlandką while hitch-hiking somewhere near Kinvara, gdy rozmowa zeszła na używki. Nie było tam, z tego, co pamiętam, żadnego zamordyzmu a jarało się w każdym hostelu, natomiast moja rozmówczyni, driving through rustykalny pejzaż, spokojnie argumentowała, że Irish people need alcohol, że są wystarczająco zamknięci w sobie i zablokowani, że raczej im mj nie służy. Możliwe, że tam też jest wroga świadomość wobec zioła i wypaczanie jego towarzyskiej funkcji.
-
wo
2009/04/07 11:55:54
@marek
"A Ty: czy jesteś absolutnie przekonany, że po Tobie nie widać, że z Tobą dzieje się coś dziwnego?"

Po pierwsze, ja nie twierdzę, że niepalenie gwarantuje socjalizację, więc w ogóle nie ma sensu odwracanie tego pytania pod moim adresem. Po drugie, nie prowokuj proszę do przenoszenia tego na adpersony, bo oczywiście ja bardzo chętnie czysto przyjacielsko zapytam, czy wreszcie obroniłeś pracę.

"Oczywiście w sytuacjach wyjątkowych zasada taka może być zawieszana ze względu na jakieś większe wartości, ale właśnie tylko w sytuacjach wyjątkowych. "

Ach, cudownie, istnieje święta zasada, ktora jednak ma mnóstwo wyjątków. To ja to przebijam świętą zasadą, że ludzie o nazwisku Krukowski nigdy nie mają racji (oczywiście w sytuacjach wyjątkowych zasada taka może być zawieszana ze względu na jakieś większe wartości, ale właśnie tylko w sytuacjach wyjątkowych).

"Ma o tyle, że nie pozwala państwu posługiwać się kłamliwymi uzasadnieniami,"

Zatem skup się na wykazywaniu kłamliwości uzasadnienia, zamiast wymyślać sobie święte zasady.

"Bo wiesz, wystawiasz w ten sposób nie zbyt dobre świadectwo swojej pamięci krótkotrwałej"

Przeciwnie, wystawiam znakomite świadectwo - bo pamiętam, że mój przepalony adwersarz ani nie wykazał "kłamliwości uzasadnień" ani nawet nie wykazał, że to nie jest jeden z tych wyjątków, w których jego święta zasada nie obowiązuje.
-
2009/04/07 12:30:22
hesus, 4 dzień dreptania w miejscu, a wiosna przecież taka ładna, ze aż się chce wyjść w plener bez laptopa.

@ Otóż już w przedszkolu nabywasz socjalizacji na poziomie takim samym, jakie ma nałogowy palacz marihuany - czyli wspólnej zabawy w piaskownicy z rówieśnikami. Nałogowy jaracz zostaje na tym poziomie na zawsze i dlatego często się to wiąże z syndromem Piotrusia Pana - nałogowy jaracz często jest człowiekiem, który czterdzieste urodziny świętuje wciąż jeszcze będąc formalnie studentem trzeciego roku.

Znowu trochę się czepiasz wyborów luckich, które w żaden sposób nie Tobie, ni społeczeństwu nie szkodzą, a przy okazji okrutnie zawężasz temat tylko do jednej używki, starając się zignorować fakt, ze sporo środków odmieniających percepcję za jeden z głównych celów ma właśnie umożliwienie nam tego powrotu do piaskownicy - czy będzie to wóda w niewielkich ilościach, czy browary, czy zioło właśnie lub też flaszka przyzwoitego shiraza. Oczywiście - jeśli ktoś przesadzi, to piaskownicę wkrótce zamiast ludzi, którzy się dobrze bawią ze sobą, wypełni grupa dzieci autystycznych (no offence, metafora tylko taka), z których każde w swojej głowie będzie próbowało godzinami dopasować do siebie dwa klocki i wtedy nici z socjalizacji - i to znów dotyczy wszystkich wymienionych przeze mnie środków, bo nie wiem, ale raczej wszyscy przerabialiśmy akcję z imprezami na których alko lało się w takich ilościach, że pod koniec przy stole siedzą już tylko warzywa. Nie zmienia to jednak faktu, że używki raczej są po to (przynajmniej te, którymi się tu zajmujemy), żeby ludzi łączyć i jest to jeden z ich celów głównych. Teraz zaś, jesteśmy w takiej sytuacji, że jeślibym wyleciał z propozycją - Wojciechu, chono, zróbmy jakąś flaszkę i pogadajmy o wpływie Lacana na ramówkę TVN24, to przyjmując, ze masz na to ochotę, potraktowałbyś tę propozycję zupełnie normalnie. Ta sama propozycja z podmianką flaszki na blanta, jednak najwyraźniej budzi Twój opór, a po wyeliminowania z niej wszelkich używek, budzi opór chyba we wszystkich normalnych ludziach. Dlatego też muszę spytać - dlaczego chcesz to arbitralnie rozgraniczać i jedną z propozycji uznawać za zgodna z tradycją i uświęconym rytuałem i nie przeszkadza Ci, że stanowi zupełnie normalny składnik każdej konferencji naukowej i uniwersyteckich prelekcji, mimo, że zagrożenie alkoholizmem wśród humanistów jest statystycznie większe, niż u wozaków i furmanów, a druga, Twoim zdaniem, świadczy o jakimś niedopasowaniu społecznym & wiąże się z tysiącami enigmatycznych zagrożeń?
-
wo
2009/04/07 12:43:58
@braineater
"Znowu trochę się czepiasz wyborów luckich, które w żaden sposób nie Tobie, ni społeczeństwu nie szkodzą, "

Pomijając już to, że cały mój blog to czepianie się takich wyborów luckich (w czymże ach w czymże szkodzi mi Emisariusz IV RP, Nasza Klasa czy cały Psychiatryk?), to przypominam raz jeszcze to, co Ci wpadło w którąś z dziur w mózgu: to jest całkowicie nieszkodliwe tylko w przypadku kolesia dysponującego nieograniczonym zapasem pieniędzy i doskonale samotnego (na tyle, że jego ześwinienie nie jest problemem dla żadnej rodziny). Niestety, nie do wszystkich palaczy pasuje ta charakterystyka.

"starając się zignorować fakt, ze sporo środków odmieniających percepcję za jeden z głównych celów ma właśnie umożliwienie nam tego powrotu do piaskownicy - czy będzie to wóda w niewielkich ilościach, czy browary, czy zioło właśnie lub też flaszka przyzwoitego shiraza."

Ja w ogóle niczego nie ignoruję - napisałeś, że nie kumasz tego wątku z socjalizacją, więc Ci go wyjaśniłem. To o czym piszesz teraz temu przecież nie przeczy.

"Ta sama propozycja z podmianką flaszki na blanta, jednak najwyraźniej budzi Twój opór,"

Skąd taki wniosek? Czy ja w ogóle komuś czegoś zakazuję? Alkoholizm to też problem, podobnie jak patologiczne uzależnienie od THC.
-
2009/04/07 12:47:32
@braineater
"wszyscy przerabialiśmy akcję z imprezami na których alko lało się w takich ilościach, że pod koniec przy stole siedzą już tylko warzywa"
O przepraszam, nie przy - jeno na stole, i nie siedziały - lecz leżały (konkretnie ukraińskie, ewidentnie czernobylskie, ogromne brunatne ogórcy). A wudzitsu obniżyła poziom dyskusji, konkretnie pod stół.
-
2009/04/07 12:55:04
ok, a mogę na koniec, (pierdolę, nie będę siedział kolejny dzień przed kompem - it's a world out there) spróbować wymusić na Tobie jasną deklarację? Spaliłbyś blanta z Twoim najlepszym kumplem, tak jak poszedłbyś się z nim napić? Proste yes/no will do, choć w przypadku no, byłbym wdzięczny, za choćby skrótowe wyjaśnienie dlaczego, skoro wiesz, że taka jednorazowa próba nie będzie miała żadnych konsekwencji i nie wtrąci Cię w Szpony Nałogu (TM)
-
2009/04/07 13:06:35
@brain & martin:

Ja martinowi nie zarzucam braku socjalizacji (bo nic o tym nie wiem), tylko wyrażam opinię o jego idiolekcie, który jawi mi się ewidentnie blantopochodna.

Co do socjalizacji to już brainowi WO odpisał to co ja chciałem, ale może jeszcze z innej strony: socjalizacja to nabycie umiejętności rozwiązywania napięć pojawiających się między ludźmi naturalnie. Marihuana rozpuszcza te napięcia w dymie nie pozwalając wybudować sobie metod. To jak te dzieci (legenda urbana?) wychowywane w sterylnych środowiskach, co potem mają milion alergii.

I taki właśnie był ten gość, którego spotkałem. On w ogóle nie kojarzył, że mieszanie bezpośrednio w relacje towarzyskie rozliczeń finansowych* to może być jakiś problem i źródło nieporozumień. Bo zawsze, gdy taki problem pojawiał się w jego wesołej kompanii to zbywali to przez "spoko ziom, wyluzuj, daj bucha". Koleś był także w ogóle nieświadomy istnienia mechanizmu wyłaniania liderów (nie mówiąc już o jakichś choćby przybliżonych zasadach tego zjawiska) i brania/delegowania przez tych liderów odpowiedzialności.

*) Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale to było coś tak absurdalnego jak "będę ci płacił, gdy będziesz przytulał swoją żonę"

@mglutman:

Czy Ty nie byłeś przypadkiem w Krakowie na spotkaniu KP?
-
2009/04/07 13:40:39
@tylko wyrażam opinię o jego idiolekcie, który jawi mi się ewidentnie blantopochodna.

Nie no, wiem, wiem. Rozmawiałem już o tym z kilkoma osobami między innymi z migwatchem (rozmowa nie dotyczyła wątku dragów, bo też są one już dla mnie prehistorią). Moje pisanie jest czasem skrótowe, beznadziejnie asocjacyjne, mea culpa. Tylko, czy blantopochodne? Niekoniecznie.

@napięcia w dymie
Ja bym w ogóle tutaj nie zawężał dyskursu do mj. Obawiam się, że to kwestia cech psychicznych, które narkotyk jedynie uwypukla.

@WO

A wiadomo, czy Klaudiusz brał coś poza opium opozycyjności, jak reszta ziomów, którzy jednak dobrze przędą we wszelkich instytucjach? Skąd u niego ta zgubnie kontrastowa rozpiętość pomiędzy kancelarią a lunaparkiem? I czy ta rozpiętośc jest zgubna z definicji?

offtop: Dzisiaj Hoffman zapodal w tok fm, że SLD to kontynuatorka PZPR. Ciekawy jestem, czy Tusk i Kaczyński będą w takim razie kontynuatorami przegranej w 93r. Już nie mogę się doczekać tych spadków w sondażach ich zaplecza. Dziwię się, że jeszcze nie nastąpiły megatąpnięcia.
-
2009/04/07 16:31:14
@martin.slenderlink
"zapodal w tok fm, że SLD to kontynuatorka PZPR"

nie robi bledu, oni nawet chyba niespecjalnie temu zaprzeczaja. sdrp byla kontunuatorka pzpr przejmujac jej majatek i zobowiazania, sld jest kontynuatorka przejmujac majatek i zobowiazania sdrp?
-
2009/04/07 16:32:22
"Zatrucie amfetaminą i ecstasy było prawdopodobną przyczyną śmierci dwóch braci. 15- i 18-latek zatruli się podczas imprezy w nocy z poniedziałku na wtorek w Siemianowicach Śląskich. Ich 19-letni brat oraz 20-letnia znajoma, również uczestniczący w narkotykowej imprezie, walczą o życie w szpitalu." - to z dzisiaj
www.tvn24.pl/-1,1594518,0,1,na-ulicy-lezy-mlody-czlowiek--chyba-nie-zyje,wiadomosc.html

I to się nazywa dobór naturalny. Gdyby zalegalizować te dragi to takich przypadków w pierwszej fali euforii "że można" by było nie dwa ale dwadziescia czy dwiescie. I wtedy do całej reszty by dotarło, że albo sie z tym bardzo uważa albo się nie bierze w ogóle.
-
2009/04/07 17:40:46
@grenade.launcher:

Świetny pomysł dydaktyczny z poświęceniem kilkuset osób! Gdybyś nie zauważył, to właśnie po to wynaleźliśmy cywilizację, żeby ograniczyć dobór naturalny. Rozstrzelajmy też kilku oszustów podatkowych, wtedy do całej reszty by dotarło.
-
2009/04/07 17:55:06
"Świetny pomysł dydaktyczny z poświęceniem kilkuset osób! Gdybyś nie zauważył, to właśnie po to wynaleźliśmy cywilizację, żeby ograniczyć dobór naturalny."
Prawie każda decyzja w makroskali kosztuje, nieraz życie ludzkie. Zarządzisz szczepionkę wszystkim obywatelom to też zabijesz ileś tam osób. Przesuniesz próg podatkowy i zniszczysz życie iluś tam osobom. Ludzie to delikatne istoty i ktoś cierpi bez względu na to jaką decyzję sie podejmie lub nie podejmie na wysokich szczeblach. Oczywiście nie znaczy to, że wszystko można zarządzić i olać konsekwencje ale konsekwencje będą przy każdym nawet najbardziej dobrochęciowym ruchu.

"Rozstrzelajmy też kilku oszustów podatkowych, wtedy do całej reszty by dotarło." Nikt nikogo by nie zmuszał do zażywania całkiem legalnych dragów. Jak oszusci podatkowi chca sie sami rozstrzelać to ich sprawa.
-
wo
2009/04/07 18:04:34
@braineater
"Spaliłbyś blanta z Twoim najlepszym kumplem, tak jak poszedłbyś się z nim napić?"

Która moja wypowiedź w ogóle podsunęła Ci odpowiedź przeczącą?
-
2009/04/07 18:14:03
@ Natomiast nadal bardzo chętnie zapoznałbym się z prawdziwymi kosztami leczenia (także społecznymi) uzależnień od miękkich narkotyków, takich jak marihuana, o ile oczywiście takie dane są gdziekolwiek dostępne.

Tutaj trochę o pieniądzach w kontekście dragów, co prawda nie u nas i nie po naszemu, lecz zawsze to jakieś odniesienie, jeśli oczywiście macie siłę jeszcze czytać w temacie:
www.guardian.co.uk/society/2009/apr/07/drugs-policy-legalisation-report
-
2009/04/07 18:15:56
"I to się nazywa dobór naturalny. Gdyby zalegalizować te dragi to takich przypadków w pierwszej fali euforii "że można" by było nie dwa ale dwadziescia czy dwiescie."

Zapytam dla pewności: chodzi Ci o to, że jakby dragi były legalne, to więcej osób by w fazie zachłyśnięcia się wolnością zaćpało niż wtedy, kiedy jest nielgal?

"Rozstrzelajmy też kilku oszustów podatkowych, wtedy do całej reszty by dotarło."
Rozstrzelajmy rozstrzeliwujących.
-
2009/04/07 18:21:35
@eli.wurman
"Zapytam dla pewności: chodzi Ci o to, że jakby dragi były legalne, to więcej osób by w fazie zachłyśnięcia się wolnością zaćpało niż wtedy, kiedy jest nielgal? "

To mi się wydaje prawdopodobne. Nieuchronny koszt rewolucji, he he. I dlatego nikt ich nie zalegalizuje (mowie o wszystkich, nie tylko o marihuanie), bo politycy decydenci patrzą krótkoterminowo.
-
2009/04/07 18:36:40
@grenade.launcher
"To mi się wydaje prawdopodobne."
Wydaje mi się, że to nieprawdopodobne, że wydaje Ci się to prawdopodobne.

Otóż: człowiek, który po raz pierwszy zażywa narkotyki (pochodzące z jakiegoś syfiastego źródła, nie zdziwię się, jak się okaże, że ecstasy w przywołanym przez Ciebie linku było tak zanieczyszczone, że jezusmaria i stąd zgon) nie dostaje instrukcji obsługi, ulotki z zastrzeżeniami, przeciwwskazaniami, metodą stosowania i dawkowaniem. Pół biedy jeżeli w okolicy jest ktoś, kto ma doświadczenie i powie: [i
ziom, jedną tabletę. Gdyby handel narkotykami był poddany takiemu rygorowi jak leki to mielibyśmy przypadek w którym: kupisz koks czy amfę, ale tylko określoną dawkę, wraz z informacją jak masz brać, jakie dawki, oraz co robić w przypadku wystąpienia objawów niepożądanych.
-
2009/04/07 18:38:01
@ Która moja wypowiedź w ogóle podsunęła Ci odpowiedź przeczącą

Tak centralnie, to żadna, ale zacząłem się już zastanawiać, czy moral panic nie wygrało z tezą notki na przestrzeni tej dyskusji. Dzięki za odpowiedź & rozmowę.
-
2009/04/07 18:50:52
@eli.wurman

Ej, ale przestań ze mną dyskutować, ja przecież od początku mówię że zaleglizować narkotyki i będzie normalniej. Szarża na nowo zalegalizowane dragi to argument przeciwników leglalizacji i też go przecież rozbrajam, tylko inaczej ;) (wrzucam w koszta)
-
2009/04/07 19:06:46
@grenade.launcher
"i też go przecież rozbrajam, tylko inaczej ;)"

Rozbrajanie bomby granatem, sprytne ;-)

Szkoda tylko że niecelne, bo: jak mówię, nie będzie wzrostu przypadków śmiertelnych po legalizacji/depenalizacji/dopuszczeniu do obrotu/Susan. A, jeśli umiem jeszcze czytać, taką tezę przedstawiasz (choć nie mam wrażenia, że dałbyś się za nią pokroić).
-
2009/04/07 20:08:42
@nie robi bledu, oni nawet chyba niespecjalnie temu zaprzeczaja. sdrp byla kontunuatorka pzpr przejmujac jej majatek i zobowiazania, sld jest kontynuatorka przejmujac majatek i zobowiazania sdrp?

Generalnie nie o to mi chodziło, żeby cokolwiek podważać, kto po kim co przejął. Chodzi mi o to, że bez wątku antykomuny i wskazywania na rodowód prawicowcy są biedni. Bez IIIRP tracą tożsamość. Muszą mieć komucha u boku, by móc mu wytknąć PZPR. Poza tym dwie partie konserwatywne uprawiają wydumaną koabitację i rozróżniają się kwestiami typu IPN jest mniej czy bardziej cacy, Wałęsa mniejszy lub większy Bolek, ważniejszy nasz prezio, czy ich premier. Więc czekam na rok 93 bis. Na razie mała zwała na szczycie NATO.
Jeśli oni myślą, że będą takimi demokratami i republikanami, to im się popyrtało coś w głowach. Teraz jest fajnie, bo Conservative Party przeszła do tej samej grupy co PiS w PE, co przy Platformie lokującej się w gronie bardziej proeuropejskich konserwatystów czyni ich polską rywalizę niezmiernie ciekawą. Mój wniosek jest ten sam od kilku lat. Odpadła im właśnie jakoś tak mimochodem ideologizacja antykorupcyjności - juz niewiele na tym ugrają. Jeśli dodatkowo niewiele zostanie do ugrania na wątku antykomu, to im żadne spoty sroty, mordo ty moja marketingi nie pomogą. Także paradoksalnie, gdy SLD pod progiem, to się zaczyna dla nich dziać niedobrze. Po pierwsze dlatego, że sie nie odróżnią (chyba, że Życińskim od Rydzyka), po drugie dlatego, że musi im powstać jakiś większy i inny rywal po lewej, któremu nie będą mogli powiedzieć, wy z PZPR jesteście. Także niech się nudziarz Hoffman cieszy, że przyjdzie mu taki SLDuch do studia i może patronizująco poklepać go po głowie. Swoją drogą, społeczenstwo lubi zmieniać sympatie i może mieć w d... patronizujące zagrywy megalomańskich nudziarzy, jak w 93r.
-
wo
2009/04/07 20:29:51
@martin
"Także niech się nudziarz Hoffman cieszy, że przyjdzie mu taki SLDuch do studia i może patronizująco poklepać go po głowie."

Ja nawet chyba nie kojarzę takiego nazwiska (znaczy, nie może Wam chodzić o Abie Hoffmana?) i jakoś mi z tym dobrze, proszę nie przenosić śmiertelnie nudzącej mnie polityki typu "wczoraj w Teraz My Tomasz Lis się pobił z Moniką Olejnik" na mojego bloga.
-
2009/04/07 22:00:25
@WO

Sorry. Nie bede już. Zresztą sam strasznie się zmęczyłem pisząc to.
-
2009/04/08 00:34:54
@martin.slenderlink

"Odpadła im właśnie jakoś tak mimochodem ideologizacja antykorupcyjności - juz niewiele na tym ugrają. Jeśli dodatkowo niewiele zostanie do ugrania na wątku antykomu, to im żadne spoty sroty, mordo ty moja marketingi nie pomogą. Także paradoksalnie, gdy SLD pod progiem, to się zaczyna dla nich dziać niedobrze."

Jakby się okazało, że jednak ktoś tu jeszcze by chciał ze mną porozmawiać, to się zapytuję, jak ktokolwiek widzi wyjście z obecnej sytuacji politycznej w Polsce? Bo ja żadnej nadziei w przywołanych powyżej okolicznościach nie widzę. Skąd nadzieja na jakąś nową siłę, dla większości tu komentujących lewicową (która jest potrzebna), dla mnie może bardziej centrum?
-
2009/04/08 01:21:55
@wojtekr
"się zapytuję, jak ktokolwiek widzi wyjście z obecnej sytuacji politycznej w Polsce?"
Atomówka. Dodatkowy bonus: na pewno zmutujemy w jakiś ciekawy sposób.
-
2009/04/08 02:03:52
Drugi raz piszę tego samego komcia, bo mi po raz pierwszy w życiu blox zeżarł co napisałem

"jak ktokolwiek widzi wyjście z obecnej sytuacji politycznej w Polsce?"

Ostatnio się ubawiłem, jak jakiś antysemicki (a podobno ich nie ma i nie są powszechni!) buc powiedział, że najlepsze wyjście jest po żydowsku, przez komin. Ale serio-serio. Najpierw miała być koalicja PO-PiS, a potem okazało się, że niezakoniecznie. W międzyczasie wyszły jakieś markojurki z "na trv-prawdziwe prawo od nas już tylko ściana", polski IXI i bóle Dorna. Teraz szykuje się rozpad katalizowany lustracją. Generalnie, jak prawica się połączy to zaczyna się dzielić. Tylko czekać, aż jedna z drugą (partia) tupną obcasem, sypną pudrem, zarzucą boa i popędzą zdezelowanym Ikarusem w stronę wschodzącego (na Podkarpaciu) słońca. Ot, poimprezowa ciotodrama.

"Skąd nadzieja na jakąś nową siłę, dla większości tu komentujących lewicową"
Konieczność dziejowa +polityka nie znosi próżni, zwłaszcza kiedy się rozpierzchną po swoich najswojszych opcjach politycznych prawdziwi prawicowcy. No i jeszcze postępujący rozpad lewicy w obecnym kształcie? Ale to jest coś za co się nie dam pokroić, bo słabo mnie to boli.

"dla mnie może bardziej centrum?"
As in społecznie softcore-lewica a gospodarczo podatek liniowy&Co.?

"jednak ktoś tu jeszcze by chciał ze mną porozmawiać"

Nie bierz se tak do siebie, ziom. To, że poczułem się niezaszczególnie, kiedy stwierdziłeś że mój model okazywania bliskości, czułości, emocji i co tam jeszcze idzie jest nieestetyczny to luz, nie mam na tym punkcie szczególnego emo (gejkorwinizm).

@urbane.abuse
"Atomówka. Dodatkowy bonus: na pewno zmutujemy w jakiś ciekawy sposób."
E tam, nam bezpośrednio to co najwyżej choroba popromienna i kompatybilne. No chyba tylko w blastocystach można się spodziewać jakichś przystosowawczych zmian. I zerknij sobie na ten film.
-
2009/04/08 08:45:57
"Jakby się okazało, że jednak ktoś tu jeszcze by chciał ze mną porozmawiać, to się zapytuję, jak ktokolwiek widzi wyjście z obecnej sytuacji politycznej w Polsce?

przywolam rok 1981, gdy w przejsciu podziemnym kolo palacu kultury wisialy obok siebie w zgodzie plakaty:

"wyjscia nie ma" oraz
"elektryczny orgazm"

wiec widze wyjscie - wlasnie to drugie, co wszystkim goraco zalecam.
-
2009/04/08 09:50:09
offtopicznie-politycznie: Czy ktoś zechciałby łaskawie wyprodukować & wrzucić na moronaila taki motivational poster: Lech Kaczynski - redefining 'pathetic' for decades? Anyone, pliz?
@atomówka
liczyłem na chitynowy pancerzyk
-
2009/04/08 14:21:32
@eli.wurman

"Generalnie, jak prawica się połączy to zaczyna się dzielić. Tylko czekać, aż jedna z drugą (partia) tupną obcasem, sypną pudrem, zarzucą boa i popędzą zdezelowanym Ikarusem w stronę wschodzącego (na Podkarpaciu) słońca."
"Konieczność dziejowa +polityka nie znosi próżni, zwłaszcza kiedy się rozpierzchną po swoich najswojszych opcjach politycznych prawdziwi prawicowcy. No i jeszcze postępujący rozpad lewicy w obecnym kształcie?"

Niby tak, tylko wydaję mi się, że już się uczestnicy tej zabawy od lat 20 wyczerpali, bo już byli wszyscy z wszystkimi, jak w "Modzie na sukces". I potrzebny jest dopływ świeżej krwi. Tylko skąd, jak rozsądni ludzie się od polityki trzymają z dala?

"As in społecznie softcore-lewica a gospodarczo podatek liniowy&Co.?"

W sumie to z podatku liniowego mnie tu skutecznie wyleczono, ale coś w ten deseń.

"To, że poczułem się niezaszczególnie, kiedy stwierdziłeś że mój model okazywania bliskości, czułości, emocji i co tam jeszcze idzie jest nieestetyczny to luz, nie mam na tym punkcie szczególnego emo (gejkorwinizm). "

A to przepraszam, ale mi się zdawało, że to, że mi się coś nie podoba, to jest raczej mój problem.
-
2009/04/08 20:42:55
@eli.wurman
"jakiś antysemicki (a podobno ich nie ma i nie są powszechni!)"

eli nie podszczypuj mnie, bo nigdy nie mowilem ze ich nie ma.l twierdze tylko ze nie sa powszechni i wbrew twojemu przekonaniu bynajmniej nie rzadza polska (czy to cos jak reverse antysemickiego zydzi rzadza swiatem?)

@wojtekrr
"nadzieja na jakas nowa sile, dla wiekszosci tu lewicowa"

nadzieja chyba predko sie nie zisci, bo i wbrew temu co twierdzi martin.slenderlink kwestie dekomunizacji czy lustracji nie maja juz praktycznego znaczenia w wyborach.

choc z pewna nadzieja witam ludzi takich jak krytyka polityczna, ktorzy sa pierwsza chyba szerzej rozpoznawalna lewica, ktora jest normalna i nie objawia idiotycznego sentymentu za prl. i choc zapewne nigdy na nich nie zaglosuje (choc kto wie, znam ex-korwiniste, ktory stal sie niemal marksista), a i im nie za bardzo sie spieszy, to bede kibicowal by wypchneli wszystkie te post-prlowskie truchla z polityki

"Tylko skąd, jak rozsądni ludzie się od polityki trzymają z dala? "

i beda sie trzymac, bo nie ma u nas i szybko raczej nie bedzie normalnej drogi wylaniania elit w systemach partyjnych. nasze partie to podzielone aideologicznie grupy towarzyskie.
inna sprawa jest fakt, ze pensje w polskiej polityce nie sa az tak zachecajace by rzucac dla dosc czytelne zasady i pensje w innych dziedzinach
-
wo
2009/04/13 14:16:34
Mailem przyszedł komentarz od Ryszarda Częstochowskiego, który w dyskusji przewija się jako Facet z Monaru:

Chodzi mi o ten negatywny stosunek do Kotana,któremu się wmawia koniunkturalizm wobec komunistów i barbarzyńskie metody leczenia narkomanów w MONAR-rze,otóż polski MONAR przy takim amerykańskim SYNANONIE ,to może nie są imieniny u cioci,ale dopiero amerykanie pokazali co to jest zimny wychów.Poza tem MONAR sprzed ćwierć wieku a dzisiejszy to zupełnie inna śpiewka.Kiedyś sami pacjenci-narkomani heroinowi dokręcali sobie z lubością śrubę,dzisiaj to wszystko złagodniało,bo pracujemy z zupełnie innym rodzajem klienta,heroina to już naprawdę pieśń przeszłości m.in dzieki pracy terapeutów MONAR-u.Natomiast rynek został przejęty przez THC ,amfetaminę i jej pochodne szczególnie popularne w dyskotekach , z tą młodzieżą już nie da się prowadzić psychoterapię głównie poprzez ergoterapię .Natomiast Kotański jeszcze za życia próbował ostre metody terapii cywilizować i trafiał na opór samych pacjentów,którzy fanatyczie uwierzyli twardej formule.Nadgorliwcy zawsze okazywali się bardziej brutalni od swoich mistrzów czy wodzów.Znamy historie tego świata.
Co do tej uległości Marka wobec władzy PRL-u, to też jakiś wymysł i doprawianie mu gęby,gdyby Kotański tylko chciał mógł wstąpić do PZPR i tam dopiero robić karierę na całego ,jak choćby jego profesor z uczelni Rejkowski.Jednak tradycja jego przedwojennego inteligenckiego domu na Żoliborzu nie pozwoliła mu na tego rodzaju postępowanie . Nawet do Senatu startował jako niezależny i zebrał ponad 100 tys w głosów w Warszawie bez poparcia Solidarności i Partii .Owszem był lojalny wobec Jaruzelskiego,sam byłem świadkiem jak amerykański dziennikarz-korespondent bodaj Kaufmann namawiał Marka,żeby coś źle powiedział o Jaruzelskim w wywiadzie, ale Kotan mu grzecznie odmówił stwierdzając,że generał dał mu zielone światło do działania na polu antynarkotykowym i za to go szanuje. Jednakże na pewno na salonach czerwonej burżuazji Kotański nie bywał.Myślę,że jak odbył w życiu ze dwie poważne rozmowy z Jaruzelskim to było maksimum.Był potrzebny komuchom i tyle,choćby do leczenia tzw.bananowej młodzieży z Warszawki pochodzącej czesto z partyjnych domów.Pamiętam jak jakieś ćwierc wieku temu rzucił się w POLITYCE na Kotana KTT wmawiając mu lichość jego dzieła i że tak naprawde nikt go nie popiera(a te 100 tys głosujących to kosmici byli?).Odpowiedziałem wtedy ostro w liście do redakcji,który zresztą został w POLITYCE opublikowany.Potem jeszcze mój głos poparł w felietonie sasiadujący z KTT Daniel Passent (ku mojemu zaskoczeniu). O tamci dwaj panowie to byli dopiero bywalcy bankietów czerwonej burżuazji (komu pozwolono w III RP założyć Wiadomości Kulturalne?,gdy rządziła lewica), natomiast na pewno nigdy Kotan nie wysługiwał się generałom.Fenomen jego niezależnosci obserwowałem z bliska.W roku 1987 byliśmy z Kotańskim zaproszeni na Węgry do Szegedu na obchody Tygodnia Psychologii i Sztuki(pokazywaliśmy tam film..jestem przeciw z najgorszą chyba w życiu rolą Olbrychskiego i z debiutującym Rafałem Wieczyńskim reżyserem "Popiełuszki") , a ja człowiek powiązany z Solidarnością byłem oczywiście bez paszportu jako element antysocjalistyczny z wpiętym w klape marynarki znaczkiem "pełzająca kontrrewolucja".No i cóż zrobił Kotański -wykonał jeden telefon do jakiegoś Ministra i ja 30-letni obywatel PRL-u wreszcie dostałem paszport i mogłem pierwszy raz w życiu wyjechać zagranicę.Dużo sprzeczności było w Kotańskim to fakt i niepotrzebnie wchodził w te sztuczne akcje społeczne,które się kończyły poza "łańcuchem czystych serc" klapą jednakże nikt mu nie odbierze tego,że wielu ludzi wyciągnął z narkomanii i z rąk śmierci, a powiedziane jest KTO RATUJE JEDNO ŻYCIE TEN RATUJE CAŁY ŚWIAT!
Ryszard Częstochowski www.monar.bydgoszcz.pl
ps:mój stary kolega andrzej stasiuk,gdy przez jakiś czas pomieszkiwałem u niego na grochowskiej,powiedział po lampce wina coś w ten deseń-NIGDY DO MONARU NIE POSZEDŁEM , ALE PRZESTAŁEM BRAĆ JUŻ Z SAMEGO STRACHU,ŻE JAK BYM DALEJ BRAŁ MUSIAŁBYM TAM IŚĆ!