|
Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Bronisław Wildstein przedstawił
Że Bronisław Wildstein jest prawnym analfabetą, to wiadomo co najmniej od czasu niesławnego „listu otwartego w obronie wolności słowa”, którego sygnatariusze podpisywali się w gruncie rzeczy pod deklaracją „my, niżej podpisani, nie wiemy czym się różni prawo karne od cywilnego”. Lektura jego komentarza do nowelizacji ustawy o zapobieganiu przemocy w rodzinie jest jak zwykle ucztą dla konesera prawicowej tępoty, tym bardziej że Wildstein używa formuły „rozumiem, że...” - która brzmi wyjątkowo komicznie, gdy używa jej człowiek nie rozumiejący już nawet tego, czego właściwie nie rozumie.
„Rozumiem, że nie wolno mi zastosować przemocy (złapać za rękę) dziecka, które wbiega na jezdnię pod jadący samochód” - pisze Wildstein. W art. 2 ustawa definiuje przemoc jako „umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste osób (...) w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność w tym seksualną”. Samo złapanie za rękę w ogóle niekoniecznie musi narażać na utratę życia czy naruszenie godności, ale jeśli się to czyni wobec bezpośredniego zagrożenia „życia i zdrowia” (a z tym niewątpliwie wiązałoby się „wbiegnięcie na jezdnię”), prokurator ośmieszyłby się widząc tutaj czyn zabroniony. To tak jakby ścigać ratownika za reanimację. Dalsze przykłady Wildsteina są równie zabawne. „Nie wolno mi również zamknąć w domu dziesięciolatka, który w nocy postanowił ruszyć z domu na miasto”. Jeśli w ustach dziesięciolatka to jest coś więcej niż żartobliwa dziecięca fantazja, którą zaspokoi krótki spacer po balkonie, to należy zwrócić się do psychologa. Ojcem dziesięciolatka byłem dwukrotnie (a zaraz będę po raz trzeci) i wiem, że w tym wieku w nocy dziecko raczej chciałoby przytulić się do rodziców przed zaśnięciem. Pomysł „wyjścia na miasto” po prostu mu nie przyjdzie do głowy - chyba, że mroku czającego się za drzwiami boi się mniej niż swoich rodziców. Najlepszy fragment zachowałem na deser. „Nie mogę więc nie tylko nazwać swojego potomka durniem, ale nawet kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość”. Mógłbym zapolemizować na serio, pisząc o edukacyjnej wartości nazywania dziecka durniem albo kpienia z jego postępów w nauce. Prawicowa publicystyka często jednak mnie wprawia w stan opisany w „Tytusie” jako „nie mogę się z nim boksować, jego ciosy mnie zbyt rozśmieszają”. Wildstein na szczęście nie jest moim krewnym w rozumieniu ustawy, mam więc pełne prawo do kpiny z jego wiedzy i wykształcenia („studiował w latach 1971-1980, nie ukończył studiów”). Drogi Panie Bronisławie, jeśli syn będzie miał taki sam zapał do nauki jak Pan, proponuję mu powiedzieć tak: „synu, bierz przykład z ojca: kolokwia i egzaminy są dla lewaków. Nie magisterium lecz kaprys Kaczora zrobi z ciebie pana redaktora”. poniedziałek, 13 kwietnia 2009, wo
TrackBack
Komentarze
tomasz.piechowski
2009/04/13 13:52:51
Bronek W. jednak rodzinę założył. Ma nawet dwóch synów. A na jednego nawet się skarżył kiedyś w wywiadzie dla Playboya, że repetuje klasę, bo "jest w najgłupszym możliwym wieku i nie chce mu się uczyć".
2009/04/13 14:06:22
@tomasz.piechowski
"A na jednego nawet się skarżył kiedyś w wywiadzie dla Playboya, że repetuje klasę, bo "jest w najgłupszym możliwym wieku i nie chce mu się uczyć" To ja przepraszam - zaraz uaktualnię blogonotkę. Rany boskie, repetował klasę! Dla ojca, który dziewięć lat był na trzecim roku, to musiał być prawdziwy szok. 2009/04/13 14:18:38
Tak a propos listu otwartego w obronie tego i owego - zauważyłeś, że podpisała się pod nim Twoja dobra znajoma, "Angelique Pas-Vraiment, psycholog"? :)
2009/04/13 14:19:19
Na miejscu pana Bronisława zacząłbym lobbować na temat ustawy która by zakazywała takiego znęcania się nad nim jak to miało miejsce w powyższej blog notce.
2009/04/13 14:25:04
@"Najlepszy fragment"
Ale to mnie przeraziło seryjnie. Gość załamany, bo nie może dzieci gnoić. Żal mi ich :( 2009/04/13 15:11:14
Popatrz, popatrz, nawet złe zachowanie i brak postępów w nauce nie przeszkodziły naszemu bohaterowi w osiągnięciu sukcesu. Tytułowany jest "panem redaktorem", ba, był nawet prezesem TVP i autorem hitu wydawniczego.
Wszystko wie najlepiej i wygłasza to z napuszeniem i nadętością. Skarb polskiej prawicy. Jednego wszak nie mogę zrozumieć. Dlaczego się obraził na Niesiołowskiego za nazwanie "pisowskim dziennikarzem"? Oba słowa tego określenia powinny nobilitować. Coś mi tu nie pasuje:) 2009/04/13 15:47:18
ha, miałem wątpliwą przyjemność uczęszczać z synem Bronisława Wildsteina do szkoły i muszę przyznać, że fragment o durniu szczególnie mnie rozbawił, bowiem był to chłopiec o wybitnie niewielkim zamiłowaniu do edukacji wszelkiego pokroju :)
Podejrzewam, że "prezes TVP" nie dostrzegł, że proponowane przez niego metody nie zadziałały nawet w jego własnym, najbliższym mu przypadku. 2009/04/13 16:51:47
Widać jednak w Gazecie obrodziło w specjalistów od interpretacji przepisów prawnych.
Jeden z nich ostatnio przekonywał w WR profesora historii, że konstytucyjna zasada domniemania niewinności obejmuje historyczne badania naukowe. Nic to, że jest to bzdura, bo zasada ta dotyczy możliwości stosowania sankcji prawnych w imieniu państwa za dokonanie czynów zabronionych ustawą. Nic to, że gdyby ta głupia teza była prawdziwa, to historyk nie mógłby napisać, że Stalin był zbrodniarzem (bo przecież żaden sąd nie skazał go prawomocnym wyrokiem!). Nic to, że historyk ma badać fakty, a nie subiektywne okoliczności czynu (wina). Ważne, że dziennikarz Gazety słyszał, że w konstytucji jest domniemanie niewinności, a wszyscyśmy niewinni niczym te lilije, dopóki sąd nie wyrazi swojej opinii. Podobny dziennikarski specjalista od prawa odezwał się i teraz. A więc, drogi panie specjalisto, w zaproponowanych przez Wildsteina przykładach, mamy do czynienia z wypełnieniem hipotezy przepisu prawnego zakazującego przepisu. Do podpadnięcia pod ten przepis wystarczy umyślnym działaniem lub zaniechaniem naruszyć prawa lub dobra osobiste członka rodziny. Tyle. Tylko tyle. "W szczególności", drogi specjalisto od interpretacji prawa, jest tylko przykładowym wyliczeniem. Że prokurator by się ośmieszył ścigając taki czyn? Fakt, podobnie jak ośmieszają się w innych przypadkach ścigania czynów zabronionych objętych działaniem kontratypu lub okoliczności wyłączającej winę. Słyszał może autor kiedyś o procesach wobec ludzi, którzy działali w obronie koniecznej albo stanie wyższej konieczności? Jeśli nie, to zalecam przejrzenie archiwum Gazety. Do zastosowania sankcji w konkretnym przypadku oczywiście wymagane jest spełnienie dodatkowych przesłanek, ale to nie zmienia faktu, że generalnie stworzony przepis takich przypadków zabrania. Drugi przykład to już bezradność i odejście od meritum tezy Wildsteina. Bo to nawet nie jest próba zanegowania tego, że przykład będzie spełnia znamiona czynu zabronionego. Nie wolno przyznać publicznie, że Wildstein ma w tym przykładzie rację, więc można uderzyć z innej strony. Fakt, będzie to czyn zabroniony w świetle nowej wspaniałej ustawy, ale przecież dziesięciolatek nie wyjdzie na miasto. Bo tak. Gratulacje, drodzy dziennikarscy specjaliści od prawa. Liczę, że autor tak skłonny do złośliwości wobec Wildsteina nie obrazi się za złośliwości w tym samym stylu kierowane pod swoim adresem i nie skasuje tego komentarza... 2009/04/13 17:34:30
@malk
"A więc, drogi panie specjalisto, w zaproponowanych przez Wildsteina przykładach, mamy do czynienia z wypełnieniem hipotezy przepisu prawnego zakazującego przepisu." Nie we wszystkich. "Do podpadnięcia pod ten przepis wystarczy umyślnym działaniem lub zaniechaniem naruszyć prawa lub dobra osobiste członka rodziny." Jasne - ale do uznania, że "złapanie dziecka za rękę bo wybiegło na jezdnię" narusza prawa lub dobra osobiste dziecka już trzeba być skończonym kretynem. "Bo to nawet nie jest próba zanegowania tego, że przykład będzie spełnia znamiona czynu zabronionego." Musisz poprosić kogoś, kto umie czytać ze zrozumieniem, żeby Ci wyjaśnil cały ten akapit o chwytaniu za rękę by zapobiec wybiegnięciu na jezdnię. Wtedy się dowiesz, że to jest właśnie zanegowanie tego, że przykład będzie spełniał znamiona czynu zabronionego. No bo nie będzie. "Fakt, będzie to czyn zabroniony w świetle nowej wspaniałej ustawy, ale przecież dziesięciolatek nie wyjdzie na miasto" Nie będzie, choćby dlatego, że w normalnych warunkach nie ma czegoś takiego, jak dziesięciolatek pragnący "wyjść na miasto". @piroko "ha, miałem wątpliwą przyjemność uczęszczać z synem Bronisława Wildsteina do szkoły i muszę przyznać, że fragment o durniu szczególnie mnie rozbawił, bowiem był to chłopiec o wybitnie niewielkim zamiłowaniu do edukacji wszelkiego pokroju :) " Tak jak ojciec przecież. 2009/04/13 20:54:02
@wo
Gdyby ten przepis brzmiał tak, jak go zacytowałeś, to byłby obrzydliwie bzdurny. Co zresztą trafnie wytyka malk - wystarczyłoby naruszyć dobra osobiste. A katalog tychże jest otwarty (vide art. 23 k.c.), więc konsekwentnie tylko kilka z nich podano w definicji przemocy zawartej w naszej ustawie. Sęk w tym, że to wcale nie wystarczy, bo definicja jest bardziej obszerna, a pojęcie węższe. Cytuję całość, żeby nie było nieporozumień. Differentia specifica, którą pomijacie w dyskusji, boldem. Art. 2. Ilekroć w ustawie jest mowa o: (...) 2) przemocy w rodzinie - należy przez to rozumieć jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste osób wymienionych w pkt 1, w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą To nie jest norma zakazująca. Albo inaczej: to nie jest norma sankcjonująca. To jest definicja. Innymi słowy, ten przepis nie będzie nigdy podstawą ścigania kogokolwiek, ani nałożenia sankcji. Zresztą, wystarczy przejrzeć ustawę w obowiązującym brzmieniu - widzi ktoś prosty przepis "zakazane jest stosowanie przemocy w rodzinie"? "Kto stosuje przemoc w rodzinie, podlega karze..."? Czyn zabroniony w kontekście przemocy w rodzinie to, bo na przykład przeróżne typy odwołujące się do naruszenia czynności narządu ciała (art. 157 k.k.), Spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 156 k.k.)? Albo bardziej kanonicznie: znęcanie się (art. 207 k.k.). Zresztą, nie trzeba szesnastu par oczu, żeby sprawdzić, jakie przepisy kodeksu karnego ta ustawa zmieniała. Przepisy o środkach karnych (w kontekście pojęcia przemocy w rodzinie, polecam zwłaszcza art. 41a par. 1). Ni dudu o czynach zabronionych. Gdzie malk widzi w definicji przemocy jakieś znamiona czynu zabronionego, nie wiem, choć chętnie się dowiem, bo używa mądrych prawniczych pojęć ;) 2009/04/13 20:56:38
Hoho, jednak specjalista prawny postanowił podjąć polemikę :P
"Jasne - ale do uznania, że "złapanie dziecka za rękę bo wybiegło na jezdnię" narusza prawa lub dobra osobiste dziecka już trzeba być skończonym kretynem." No niestety, drogi panie, ale jak najbardziej narusza. Prawo do swobodnego przemieszczania się, prawo do wolności osobistej, prawo do nietykalności osobistej, a jak się uprzemy, to nawet prawo do prywatności... Przy okazji zwracam uwagę na fakt, że zjawisko naruszenia prawa jest obiektywne, czym innym jest natomiast późniejsza ocena na ile naruszenie tego prawa było uzasadnione konkretnymi okolicznościami. "Musisz poprosić kogoś, kto umie czytać ze zrozumieniem, żeby Ci wyjaśnil cały ten akapit o chwytaniu za rękę by zapobiec wybiegnięciu na jezdnię. Wtedy się dowiesz, że to jest właśnie zanegowanie tego, że przykład będzie spełniał znamiona czynu zabronionego. No bo nie będzie." No niestety, ale w tym akapicie nie ma ani słowa na ten temat. Są tylko rozważania na ile taka sytuacja jest możliwa, a nie ma nic na temat tego, co by było, gdyby jednak się urealniła. Gdyby się wszelakoż urealniła, okazałoby się, że akurat Wildstein ma rację. "Nie będzie, choćby dlatego, że w normalnych warunkach nie ma czegoś takiego, jak dziesięciolatek pragnący "wyjść na miasto". " Panie specjalisto prawny, "w normalnych warunkach" nie stosuje się przemocy w rodzinie, nie kradnie się, nie zabija i nie narusza praw oraz dóbr osobistych innych. To po co nam prawo karne? Taka sytuacja jest teoretycznie możliwa, prawdopodobieństwo zapewne będzie znikome, ale cóż z tego? Prawdopodobieństwo popełniania czynów zabronionych przez nieletnich też jest znikome, a jednak mamy spec-ustawę w temacie. Mamy też dziesięciolatków, którzy niekoniecznie poddają się normom społecznym. Problem ze wspomnianym przepisem - choć Wildstein średnio udanie to wykazał - jest taki: ustawa ta penalizuje coś wyjątkowo nieostrego i nieokreślonego jak naruszanie praw i dóbr osobistych innych. Takie określenie czynu zabronionego nie spełnia podstawowego wymogu określoności prawa karnego. Jest zbyt szerokie, ponieważ podpiąć pod to można ogrom zachowań. W przyrodzie praktycznie każde zachowanie ludzkie opierające się na interakcji jest zachowaniem naruszającym czyjeś prawa. Nie można w ten sposób tworzyć prawa karnego. 2009/04/13 20:58:59
@malk
"Nie można w ten sposób tworzyć prawa karnego." Gdzie tu jest prawo karne, panie mecenasie? 2009/04/13 21:02:14
A mnie się wydaje, że - w przypadku dziesięciolatka, co chce w nocy wyjść na miasto, to nawet dobrze, jeśli taki czyn będzie zabroniony. Ze względu na okoliczności, w jakich dziesięciolatek może chcieć w nocy wyjść na miasto tak bardzo, by trzeba go było powstrzymywać zamykaniem w domu. Wildstein musiał być przerażającym ojcem, jeśli jego progenitura w wieku 10 lat miała ochotę w nocy dać nogę spod opieki tatusia. Ale - na jego szczęście - zamykanie rodziny w domu nie było wówczas penalizowane (jeśli nie brać pod uwagę art. 189 § 1 k.k.).
2009/04/13 21:05:11
@ wyrons
§ 1a. Policja zatrzymuje osobę podejrzaną o stosowanie przemocy w rodzinie, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że ponownie użyje ona przemocy wobec pokrzywdzonych. Wystarczy do uznania za sankcję karną? 2009/04/13 21:15:21
@malknkm
"Wystarczy do uznania za sankcję karną"? Nie wystarczy, prędzej za środek zapobiegawczy, panie specjalisto. "No niestety, drogi panie, ale jak najbardziej narusza. Prawo do swobodnego przemieszczania się, prawo do wolności osobistej, prawo do nietykalności osobistej, a jak się uprzemy, to nawet prawo do prywatności... " Podobnie jak usunięcie kogokolwiek z drogi pędzącego tira, dajmy na to. problem w tym, że bez poszkodowanego w danej sprawie nie będą spełnione znamiona czynu zabronionego, np. "znacznej szkodliwości społecznej". Nawet jeśli prokurator się czepi, sąd oddali oskarżenie. równie dobrze możesz się, chłopie, czepiać zakazu niszczenia mienia, bo może to sparaliżować działania np. straży pożarnej. Dzięki przepisom o działaniu w stanie wyższej konieczności - jakoś nie paraliżuje. Btw, policja ma prawo zatrzymać każdego na 48 h - np. celem ustalenia tożsamości. Bez orzekania o winie, bez decyzji sądu, nawet bez życzenia jakiegokolwiek prokuratora. W Twojej interpretacji oznaczałoby to, że sankcji karnej poddane jest przebywanie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. 2009/04/13 21:20:58
@malk
"§ 1a. Policja zatrzymuje osobę podejrzaną o stosowanie przemocy w rodzinie, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, że ponownie użyje ona przemocy wobec pokrzywdzonych. Wystarczy do uznania za sankcję karną?" Logic już panu mecenasowi wytłumaczył istotę błędu. A pan mecenas chyba nie raczył przeczytać tego przepisu w całości. W całości, to znaczy z uwzględnieniem istniejącej treści nowelizowanego art. 244 k.p.k. Try harder, bo ja wciąż jestem ciekaw, gdzie te czyny zabronione z mrocznymi znamionami... 2009/04/13 21:29:03
@ logic
Środek zapobiegawczy jest jedną za sankcji prawnych przewidywanych przez prawo karne procesowe. Prawo karne procesowe to w dalszym ciągu prawo karne. Świadomie nie pisałem o środku karnym ani karze. Swoją drogą, zatrzymanie jest środkiem przymusu, nie środkiem zapobiegawczym. Zakaz niszczenia mienia przynajmniej określa którego prawa naruszenie jest sankcjonowane - a w tym przypadku jest tylko mowa o naruszeniu prawa. "Btw, policja ma prawo zatrzymać każdego na 48 h - np. celem ustalenia tożsamości. Bez orzekania o winie, bez decyzji sądu, nawet bez życzenia jakiegokolwiek prokuratora. W Twojej interpretacji oznaczałoby to, że sankcji karnej poddane jest przebywanie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej." Mniej więcej. Ale nie przebywanie, tylko niemożność ustalenia tożsamości. Pewnie dlatego zatrzymuje się tylko w przypadku uzasadnionego przypuszczenia popełnienia przestępstwa... 2009/04/13 21:30:56
Być może Bronisław Wildstein bredzi (co wydaje się zgodne z intuicją). Być może nie (co wydaje się zgodne z intuicją, że prawo jest w zatrważająco wielu przypadkach skrajnie counterintuitive i counterchłopkoroztropkowe).
Natomiast, wziąwszy pod uwagę: 1) co w trakcie studiów był łaskaw Bronisław robić, www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=Bronis%C5%82aw_Wildstein 2) to że studia ukończył, www.tvp.pl/gwiazdy/sylwetki/bronislaw-wildstein 3) to, że rok nieobronienia pracy magisterskiej pokrywa się z rokiem pryśnięcia za granicę (miał chyba powody?), biorąc zatem to wszystko do kupy stwierdzam, że dworowanie sobie z jego kariery edukacyjnej jest bardzo tanim kurewstwem. 2009/04/13 21:39:11
@ wyrons
Przeczytałem. Istotnie, literalnie nie ma czynu zabronionego w znaczeniu KK. Co zatem mamy? Zatrzymanie wg par. 1 - policja MOŻE zatrzymać (...) Zatrzymanie wg par. 1a - policja ZATRZYMUJE osobę podejrzaną o stosowanie PRZEMOCY W RODZINIE (...) Wnioski? - zatrzymanie jest obowiązkowe, - dotyczy stosowania "przemocy w rodzinie" (czyli spełnienia definicji z ustawy, o której mowa), a nie o popełnienie przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie... 2009/04/13 21:41:31
Wildstein zawalał studia, bo studiował w PRL-u. Niech mi ktoś powie, że to nie było wypaczone państwo. A jego syn ma problemy z nauką, bo nauczyciele siedzą w kieszeni PO i nienawidzą go za samo nazwisko. Jestem pewien, że Bronek jest dumny z tego, iż zły system go tępi.
2009/04/13 21:45:05
@ WO
Osobiscie nie cierpie Wildsteina, ale kpienie sobie z czyjegoś poziomu wykształcenia jest zbyt często w Polsce spotykaną oznaką absolutnego braku kultury osobistej. Gratuluje Panu. 2009/04/13 21:51:07
@malk
"Mniej więcej. Ale nie przebywanie, tylko niemożność ustalenia tożsamości. Pewnie dlatego zatrzymuje się tylko w przypadku uzasadnionego przypuszczenia popełnienia przestępstwa..." Gówno prawda, niemożność ustalenia tożsamości nie jest wcale warunkiem koniecznym, wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa również. To raz. Dwa, środki zapobiegawcze nie są sankcją karną. Z tej prostej przyczyny, że są stosowane przed orzeczeniem winy, czyli zanim sankcje karne w ogóle mogą być zastosowane. Możesz sobie, panie mecenas, wyobrazić sytuację, kiedy to ktoś oskarży Cię o zabicie wo (niesłusznie), sąd uzna, że zachodzi "wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu przestępnego (tu w nawiasie dwie uwagi -po pierwsze, jakiekolwiek wysokie prawdopodobieństwo ma znaczenie właśnie przy zastosowaniu środka zapobiegawczego, nie przy zatrzymaniu, po drugie jakoś nie wyczaiłeś mojego błędu rzeczowego, kiedy pomyliłem "czyn zabroniony" z "przestępstwem"), że sankcja, którą ten czyn jet zagrożony jest wystarczająco wysoka i że po lekturze Twej fizjonomii jasno widać, że natychmiast dasz nogę" - czyli aresztuje Cię na trzy miechy i obejrzysz dokładnie od środka zakład na Białołęce (albo jakiś inny, nie wiem, gdzie i kto Cię chyci). Potem okaże się, że to jednak nie Ty tylko ja zabiłem wo, bo go, ofkors, nienawidzę. No i zostanę skazany na dożywotkę, Ty zaś zostaniesz oczyszczony z zarzutów. W takiej hipotetycznej sytuacji NIE ZOSTAŁEŚ poddany sankcji karnej, mimo wywczasu na Białołęce (czy gdziekolwiek indziej). areszt nie był ani sankcją karną ani środkiem karnym ani Susan, był środkiem zapobiegawczym. Zastanawiam się, cz aby nie robiłeś aplikacji razem z ministrem Ziobrą - i w ramach tej samej procedury. A jeśli chodzi o środki przymusu bezpośredniego - cóż trochę bezcelowo się produkowałem powyżej, skoro sam przyznajesz, że od początku pieprzysz bez sensu. 2009/04/13 21:51:34
@malk
Więc nie pleć o znamionach, bo tego czynu zabronionego nie ma tam ani literalnie, ani w żadnej innej formie... Fakt, że jest to środek przymusu, a nie coś bardziej dotkliwego, tylko zwiększa masę ołowiu w stopie kogoś, kto zwraca na to uwagę psiocząc na surowość tego przepisu. Inna rzecz, że napisany jest nie najlepiej, bo sugeruje, że "stosowanie przemocy w rodzinie" jest przestępstwem, a taki typ czynu zabronionego, o ile wiem, nie istnieje. Byłoby sensowniej, gdyby mówił o "osobie podejrzanej o popełnienie przestępstwa z użyciem przemocy", albo coś w ten deseń. Ale to jest tylko problem dogmatycznej poprawności, bo w zasadzie podejrzenie o popełnienie takiego przestępstwa i tak będzie. 2009/04/13 22:18:51
@ wyrons
Środek przymusu obowiązkowy w stosowaniu w przypadku stosowania przemocy w rodzinie, polegający de facto na pozbawieniu wolności (definicja doktrynalna zatrzymania)... No tak, cały problem polega właśnie na tym, że projekt jest zrąbany. Że policja ma obowiązek pozbawić wolności osobę podejrzaną o czyn, który sam w sobie nie jest przestępstwem ani czynem zabronionym, ale jest najwyraźniej czynem... niedozwolonym, który posiada własne znamiona określone w definicji przemocy w rodzinie. Wildstein słusznie wytyka, że przepis ten w takiej formie jest zagrożeniem i prowadzi do paradoksów. @ logic Nie napisałem nigdzie, że jest warunkiem koniecznym. Napisałem, że - w przypadku, o którym Ty wspomniałeś, to jest ustalania tożsamości - sankcja stosowana jest za niemożność ustalenia tożsamości w przypadku uzasadnionego przypuszczenia popełnienia przestępstwa, a nie za przebywanie na terytorium RP. To raz. Dwa - środki zapobiegawcze stosowane są w ramach procesu karnego, przez aparat karny i w przypadku uzasadnionego podejrzenia podejrzenia przestępstwa. Fakt, stosowane są przed winą, ale każde z nich polega na zastosowaniu dolegliwości w związku z działaniem prawa karnego. Dziwnym trafem ta sankcja nie będąca sankcją nagle po wyroku może się okazać sankcją karną, jeśli będzie zaliczona. W drugą stronę, możesz też się domagać odszkodowania. 2009/04/13 22:31:31
@malk
Tak, jest źle napisany, ale idę o zakład, że jego zakres (pomijając kwestię braku dyskrecjonalnej decyzji po stronie Policji) i tak będzie się w przytłaczającej większości przypadków krzyżował z istniejącym paragrafem 1. 2009/04/13 22:53:19
Krzyżować się pewnie będzie, a nawet jak nie będzie, to będzie przez policję ignorowany lub interpretowany zdroworozsądkowo (czyli contra legem).
Tylko po jaką cholerę tworzyć przepisy, które są bublem i trzeba je interpretować contra legem, bo interpretacja literalna prowadzi do tego, że w przykładzie Wildsteina należałoby ojca wsadzić za kratki na 48 godzin? Nawiasem pisząc, jeśli nie jest to czyn zabroniony, to odpada nam możliwość zastosowania okoliczności wyłączających bezprawność i winę ;) 2009/04/13 22:55:42
@malknkm
"Gdyby się wszelakoż urealniła, okazałoby się, że akurat Wildstein ma rację" ależ panie kochany, właśnie o to chodzi, że i panu i wildsteinowi się za wiele urealnia. zamiast spojrzec na rzeczywisty problem to wolicie urealniac jakies zwidy. dziesięciolatek pragnący "wyjśc na miasto" to sytuacja wyjęta z kapelusza, natomiast dziesięcilatek uciekający w nocy z domu bo pijany ojciec właśnie katuje matke i zaraz wezmie sie za niego to sytuacja o wiele bardziej realna. i ja jestem za tym, zeby ten dziesięciolatek mógł mu spierdolic w obliczu prawa. 2009/04/13 22:56:59
@malk
"Dwa - środki zapobiegawcze stosowane są w ramach procesu karnego, przez aparat karny i w przypadku uzasadnionego podejrzenia podejrzenia przestępstwa. Fakt, stosowane są przed winą, ale każde z nich polega na zastosowaniu dolegliwości w związku z działaniem prawa karnego" itd. Co nie zmienia faktu, że nie są sankcją, bo nie są jednoznacznie skorelowane ze złamaniem normy. Rozumem ziobrowskie podejście do prawa karnego, ale go nie akceptuję. Zaliczenie np. aresztu na poczet kary pozbawienia wolności jest gestem humanitarnym, stwierdzeniem, że już facet i tak dostał w dupę, zanim się potwierdziło, że jest winny, a roszczenia odszkodowawcze osób areztowanych i nieskazanych są oczywiste - zostali poddani represji niesłusznie. Nadal nie czyni to ze środków zapobiegawczych jakiejkolwiek sankcji w rozumieniu prawa. Odszkodowanie za środek zapobiegawczy względem uniewinnionego ma charakter za niesłuszną opresję, a nie za niesłusznie wymierzoną karę. Proponuję jednak zrobić tę aplikację w normalnym trybie, który pozwoli się połapać w tym gąszczu kar, środków karnych, środków zapobiegawczych, odszkodowań, nawiązek, w orzekaniu o winie, w wyłączeniu karalności z różnych względów, bo inaczej, chłopie zginiesz, zajebie cię pierwszy lepszy cieć, który ma o tym wszystkim jakieś tam pojęcie. 2009/04/13 23:10:45
@malk - jeszcze
Prawo karne jest naprawdę proste w porównaniu do cywilnego, więc radzę porzucić maksymę "dał nam przykład Bronek Wildstein, jak zwyciężać mamy" i jednak czegoś tam się pouczyć, poczytać czasem, może nawet zobaczyć na własne oczy jakiś przykład stosowania prawa, przemóc obrzydzenie i poczytać orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. Bo jak Ty się w karnistyce nie łaiesz w ogóle, to jako prawnik nie zrobisz kariery. Chyba że jako minister sprawiedliwości u jakichś kaczoidów, ale to dość żałosna kariera. 2009/04/13 23:13:21
@malk
"Hoho, jednak specjalista prawny postanowił podjąć polemikę :P " Chi chi chi, chłopaczek jeszcze podskakuje! "No niestety, drogi panie, ale jak najbardziej narusza. Prawo do swobodnego przemieszczania się, prawo do wolności osobistej, prawo do nietykalności osobistej, a jak się uprzemy, to nawet prawo do prywatności... " Poproś kogoś, kto miałby do Ciebie cierpliwość, o objaśnienie zdania z mojej blogonotki, cytuję, "to tak jakby ścigać ratownika za reanimację". Mi jej brak. "No niestety, ale w tym akapicie nie ma ani słowa na ten temat." No niestety, do tego stopnia nie umiesz czytać, że nawet nie wiesz, o który chodzi akapit - Twoje "są tylko rozważania na ile taka sytuacja jest możliwa" sugeruje, że odnosisz się do akapitu o uniemożlwianiu dziesięciolatkowi wyjścia na miasto. "Nie można w ten sposób tworzyć prawa karnego." Zgoda! A teraz psychozabawa, "czy jesteś prawicowym przygłupem". Jest tylko jedno pytanie: Czy komentarz Wildsteina dotyczy proponowanej zmiany prawa karnego? Jeśli udzieliłeś odpowiedzi "tak", jesteś prawicowym przygłupem. Jeśli "nie" - łelkam tu de klab of lewacka relatywistyczna cywilizacja śmierci. 2009/04/13 23:19:14
@rutger.hauer
"1) co w trakcie studiów był łaskaw Bronisław robić, " Chyba zaszło straszliwe nieporozumienie - wydaje Ci się, że trafiłeś na bloga kogoś, kto daje latającego faka w sprawie kombatanckich zasług Wildsteina? "2) to że studia ukończył," Miło widzieć ludzi tak silnie przekonanych, że Aleksander Kwaśniewski skończył studia. Ale sorki, "wykształcenie prezydenckie" to termin ironiczny. "stwierdzam, że dworowanie sobie z jego kariery edukacyjnej jest bardzo tanim kurewstwem." Jeśli chcesz dłużej tutaj odstawiać rolę rezydentnego prawaka, to uważaj na język. Nie będzie drugiego ostrzeżenia. @janekdokwadratu "Osobiscie nie cierpie Wildsteina, ale kpienie sobie z czyjegoś poziomu wykształcenia jest zbyt często w Polsce spotykaną oznaką absolutnego braku kultury osobistej. Gratuluje Panu." Wszystko jest oczywiście kwestią poczucia humoru, ale ja na przykład uważam, że jeśli pisowski dziennikarz chce sobie "nazwać swojego potomka durniem", a nawet "kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość" - a jednocześnie sam wyższego wykształcenia jednak nie ma - to jest w tym pewna ironia. Mniej więcej taka jak przyłapanie księdza w agencji towarzyskiej. Ale rozumiem, że zaczajenie dowcipu Cię przerasta intelektualnie. 2009/04/13 23:39:20
@ logic
Brawo, w jednej wypowiedzi stwierdzić, że dany środek jest "daniem w dupę", względnie "opresją" i jednocześnie nie jest sankcją, faktycznie, ciekawy łamaniec logiczny. Teraz sobie przeanalizuj proponowany przepis, który mówi o obligatoryjnym stosowaniu "dania w dupę" w przypadku stosowania przemocy w rodzinie (nie w przypadku podejrzenia o przestępstwo z użyciem przemocy w rodzinie) i powiedz mi, czy nie jest to jednoznacznie skorelowane ze zlamaniem normy. To, że nie potrafisz odróżnić sankcji, które jest pojęciem ogólnoprawnym od kary i środka karnego, to już nie mój problem. Przypomnij sobie pojęcia hipoteza - dyspozycja - sankcja. Proponuję zamiast ograniczać się do pojęć ustawowych (w których i tak się mylisz, choćby w przypadku czynu zabronionego i środków przymusu), przerobić jeszcze podstawy teorii prawa. @ Wandachowicz Przepis, który jest bzdurny, jest rzeczywistym problemem... Efekt, o którym mowa, jest po pierwsze możliwy do osiągnięcia w aktualnym stanie prawnym, po drugie natomiast, dało się też wprowadzić przy poprawnym zastosowaniu zasad techniki prawodawczej. @ WO Czy komentarz Wildsteina dotyczy proponowanej zmiany prawa karnego? Cytat z komentarza Wildsteina: "Przygotowująca ustawę domaga się wpisania w nią sankcji. Zakaz bez sankcji to martwe prawo ogłasza oczywistość. Wobec dziecka nie wolno stosować żadnej przemocy. Koniec, kropka deklaruje rzecznik." 2009/04/13 23:41:04
Ojcem dziesięciolatka byłem dwukrotnie (a zaraz będę po raz trzeci)...
...co czyni z Ciebie jednego z najlepszych na świecie specjalistów od dzieci WO. Ale może są na świecie dziesięcioletni chłopcy, w których mrok na dworze nie budzi śmiertelnego przerażenia. Pamiętam, że ja kiedyś miałem dziesięć lat, i nie bałem się tak bardzo Ciemnego Złego Świata. 2009/04/13 23:46:02
@wo
"wydaje Ci się, że trafiłeś na bloga kogoś, kto daje latającego faka w sprawie kombatanckich zasług Wildsteina?" Wydaje mi się, że trafiłem na blog pytonga złośliwie nabijającego się z edukacji człowieka, którego esbecja + wadza raz wywaliła ze studiów, w trakcie tychże studiów wielokrotnie wsadzała na short-term do pierdla i któremu zabiła w trakcie wspomnianych studiów jednego z najlepszych kumpli. I który nie obronił pracy magisterskiej, bo przed rzeczoną wadzą, w chwili jej nieuwagi, zwiał na Zachód. Język był całkowicie adekwatny. Wypieprzenie zupełnie na mnie nie robi wrażenia, bo to chyba 5 raz będzie. Jak będę miał ochotę to i tak wrócę. Zanadto lubię lewicę marksistowską (i nie tylko), żeby sobie tego odmówić. To coś takiego jak "wy i fronda" albo "wy i s24". 2009/04/13 23:46:24
@troll42
"Pamiętam, że ja kiedyś miałem dziesięć lat, i nie bałem się tak bardzo Ciemnego Złego Świata." Do tego stopnia, że chciałeś nocą uciec rodzicom i "wyjść na miasto"? Rispekt, ale strach pomyśleć, ile teraz musisz wydawać na psychoanalityka. @malk "Brawo, w jednej wypowiedzi stwierdzić, że dany środek jest "daniem w dupę", względnie "opresją" i jednocześnie nie jest sankcją, faktycznie, ciekawy łamaniec logiczny." Ojejku, zaczyna już do Ciebie docierać, że z tym całym prawem to troszkę skomplikowane jest jednak i dlatego nie można mówić o "skazaniu Zybertowicza"? "Cytat z komentarza Wildsteina: " OK, nie przewidzialem opcji "odpowiedź nie na temat, bo pytanie jest zbyt skomplikowane dla odbiorcy". Moja wina, za mało mam do czynienia z prawicowymi przygłupami. 2009/04/13 23:50:03
@rutger.hauer
"I który nie obronił pracy magisterskiej, bo przed rzeczoną wadzą, w chwili jej nieuwagi, zwiał na Zachód. " Wykorzystując chwilę nieuwagi śledzących go esbeków Bronisław Wildstein wtargnął do wojewódzkiego urzędu spraw wewnętrznych by wykraść pusty blankiet paszportowy. Zrobił sobie następnie zdjęcie w peruce i ze sztuczną brodą, podpisał "Jan Woreczko" i w ten sposób udało mu się zwiać na Zachód. "Jak będę miał ochotę to i tak wrócę" OK, tym razem jak zobaczę kogoś podobnego do Ciebie, to po prostu od razu wytnę i nie będę się bawić w żadne ostrzeżenia. No to wypad. 2009/04/13 23:51:25
@ WO
Za słabo było? Potrzeba dodatkowych informacji? 1/ Linkowany projekt dotyczy m.in. zmiany prawa karnego materialnego i procesowego. 2/ Komentarz Wildsteina dotyczył rzecznikowego pomysłu rozszerzenia proponowanej nowelizacji o penalizację przemocy w rodzinie. Wydawało by się, że nie wymaga to komentarza, ale widać nie wszystkim to wystarcza... 2009/04/13 23:54:35
@malk
"1/ Linkowany projekt dotyczy m.in. zmiany prawa karnego materialnego i procesowego. " Dzięki, czyli jednak wydaje Ci się, że prawidłowa odpowiedź to "tak". No to znasz już wynik psychozabawy. 2009/04/13 23:58:28
@malk
Kiedy ktoś na ulicy daje ci w mordę, jest to opresją i jest w jakimś stopniu daniem Ci w dupę, ale sankcja w rozumieniu prawa nie jest. Jeśli chcesz się wypowiadać z perspektywy prawoznawcy, to skończ sześć klas podstawówki, potem gimnazjum, dostań się do liceum, zrób maturę, a potem zrób jakiekolwiek studia, gdzie na pierwszych latach będzie przedmiot w stylu "elementy prawa", "podstawy prawa" lub "encyklopedia prawa". Bo inaczej będziemy się gubić trochę w takich drobiazgach jak to, czy moja względem Twej ignorancji okazywana pogarda jest sankcją karną azali nią nie jest. Jeżeli zaś zamierzasz mi wyjechać w najbliższym czasie jakimiś studiami prawniczymi, to proszę o dwie informacje: Twoje imię i nazwisko (żeby przestrzec ludzkość przed korzystaniem z Ciebie jako prawnika w jakiejkolwiek sprawie) i miejsce, gdzie te studia prawnicze odbyłeś lub odbywasz - żeby przestrzec znajomych przed tym ośrodkiem edukacji. Jeden w tym wszystkim widzę przebłysk optymizmu - można przejść się do Ciebie i dać Ci w mordę, a Ty będziesz się bał zadziałać w obronie koniecznej, bo Cię w ramach sankcji karnej zamkną za udział w bójce. Czasem człekowi żal, że nie ma skłonności do mordobicia. 2009/04/14 00:05:49
Kpienie z formalnego wykształcenia dziennikarzy to zawsze śliska sprawa, od ręki przychodzi mi do głowy parę nazwisk funkcyjnych, przynajmniej wicenaczelnych albo i prezesów, którzy nie dali rady dyplomu zrobić, i to w czasach gdy władza już studiować nie przeszkadzała. Inna sprawa, że funkcje dostawali bo w prywatnych mediach jak się magnatom spodoba to i z szympansa mogą zrobić rednacza, a w publicznych by z kogoś bez dyplomu zrobić szefa spółki skarbu państwa to jednak tylko "wola Kaczora" i obejście przepisów.
Krucjata konserwatywnycch (?) dziennikarzy przeciwko przepisom dotyczącym przemocy w rodzinie i innym "bezstresowym wychowaniom", w której jakoś szczególnie celuje Wildstein, a cała ta sofistyka o państwie co za klapsa zabierze dziecko a tatkę wtrąci do lochu to chyba najobrzydliwszy z prawicowych memów 2009/04/14 00:06:22
@ logic
Kiedy ktoś mi daje na ulicy w mordę, to - jeśli tym kimś nie jest wykonujący na podstawie ustawy władztwo publiczne funkcjonariusz państwowy - nie jest to sankcja prawna. Jeśli utrzymujesz, że nie ma różnicy pomiędzy dolegliwością zastosowaną przez aparat przymusu "w majestacie prawa", której mam obowiązek się podporządkować, a łamaniem prawa przez oprycha na ulicy, to chyba jednak Ty powinieneś podać do publicznej wiadomości swoje imię i nazwisko z zastrzeżeniem "nie korzystać z usług"... @ WO Jeśli skonstatowanie faktu, że projekt nowelizacji dotyka prawa karnego skutkuje uznaniem za prawicowego przygłupa, z chęcią przyjmę na siebie to brzemię. 2009/04/14 00:09:47
@malk
to ty tutaj utożsamiasz sankcję karną ze środkiem zapobiegawczym, stosując egzotyczne kryteria "opresji" i "dania w dupę" Ty (i raczej nikt inny) masz problemy z odróżnieniem konsekwencji złamania normy i zapobieżenia zakłócaniu postępowania karnego. "teraz sobie przeanalizuj" Sobie analizuję i wychodzi mi, że niezatrzymany pacjent może "wpływać na przebieg postępowania, w tym na zeznania świadków". A że posadzenie w pierdlu uważam za "danie w dupę" - gratuluję odkrycia. Jak rozumiem, normalny człowiek uważa to za wakacje na koszt państwa, tylko bez plaży. Proponuję jednak oddzielic potoczny sens rozumienia "sankcji": od "sankcji prawnej". 2009/04/14 00:10:02
@fin
"Kpienie z formalnego wykształcenia dziennikarzy to zawsze śliska sprawa" A kpienie z dziennikarza bez wykształcenia, który publicznie ogłasza zamiar kpienia ze swojego syna za jego brak chęci do zdobycia wykształcenia? "cała ta sofistyka o państwie co za klapsa zabierze dziecko a tatkę wtrąci do lochu to chyba najobrzydliwszy z prawicowych memów" Też mnie to brzydzi najbardziej, bo gdzieś tam w głębi za swoje źródło to ma jakąś wyjątkowo obrzydliwą antropologię - wizję, w której dziecko (a w szerszym wariancie w ogóle istota ludzka) jest jakąś wrogą istotą, którą należy zgnoić, stłamsić, podporządkować, bo inaczej będzie podskakiwać. 2009/04/14 00:11:55
@malk
utrzymuję, że jest różnica między dolegliwością, jaką zadaje ci ktokolwiek na ulicy i w jakichkolwiek okolicznościach a sankcją karną. To, że policjant spuszcza Ci wpierdol w majestacie prawa też nie jest sankcją karną. 2009/04/14 00:12:20
@malk
"to chyba jednak Ty powinieneś podać do publicznej wiadomości swoje imię i nazwisko z zastrzeżeniem "nie korzystać z usług"..." To interesujące, że troskę o swoją anonimowość rozciągasz tak daleko, że nie chcesz nawet podać nazwy uczelni i stopnia zaawansowania swojej edukacji na tejże. 2009/04/14 00:20:11
@ logic
Co do spuszczenia manta - można mieć jakieś wątpliwości, ale skłaniam się raczej ku opinii, że jeśli będzie to miało miejsce w ramach wykonywania przez policjanta uprawnień ustawowych po wpadnięciu przeze mnie w hipotezę przepisu zakazującego, to będzie to również sankcja karna. Nie mam natomiast takich wątpliwości co do zatrzymania, które jest de facto pozbawieniem wolności (z czym koreluje zresztą treść art. 41 konstytucji). @ WO Nie widzę powodu do tego, aby się uzewnętrzniać, zwłaszcza jako pierwszy. 2009/04/14 00:24:01
Sankcja prawna zaczyna się tam, gdzie łamiesz jakąś prawną normę, a uprawniony organ orzekłszy o złamaniu normy zasądza, że masz zrobić coś innego, by wyrównać szkodę. Sankcja karna pojawia się wtedy, kiedy przy spełnionych powyższych warunkach masz zrobić jeszcze coś, by zaspokoić oczekiwanie sprawiedliwości, np. odsiedzieć swoje w izolacji i przemyśleć, jak zły byłeś do tej pory. Sankcją jest konieczność zapłacenia kary umownej, kiedy złamałeś kontrakt. Sankcją karną jest rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Ale o zasądzeniu sankcji - jakiejkolwiek (czy chodzi o przeprosiny na łamach prasy, czy o wypłaceniu powodowi 6587 zł, czy o dożywotnim pozbawieniu wolności) decyduje orzeczenie sądu o złamaniu normy prawnej. Aresztowanie nie jest sankcją, ponieważ nie ma jeszcze prawomocnego orzeczenia o złamaniu jakiejkolwiek normy. Bo państwowy aparart przymusu przyznaje, że nie ma pewności, czy w ogóle jakąkolwiek normę aresztant złamał. Problem jest raczej w tym, jak łatwo i w jakich przypadkach sądy dopuszczają aresztowanie niż w tym, co podlega penalizacji.
2009/04/14 00:28:02
@malk
"Co do spuszczenia manta - można mieć jakieś wątpliwości, ale skłaniam się raczej ku opinii, że jeśli będzie to miało miejsce w ramach wykonywania przez policjanta uprawnień ustawowych po wpadnięciu przeze mnie w hipotezę przepisu zakazującego, to będzie to również sankcja karna". Jeśli uczyni Cię to szczęśliwszym, nazwij to nawet Susan, ale nie przystępowałbym na Twoim miejscu do egzaminu z prawoznawstwa. 2009/04/14 00:31:51
@ logic
Jednak potrzebna Ci powtórka z teorii prawa. Sankcja prawna nie zaczyna się tam, gdzie łamiesz normę, ponieważ sankcja prawna jest elementem składowym normy. Hipoteza - dyspozycja - sankcja. Sankcja "informuje o tym, co się stanie, gdy adresat nie zachowa się zgodnie z wzorem określonym w dyspozycji". 2009/04/14 00:34:33
@malk
"Nie widzę powodu do tego, aby się uzewnętrzniać, zwłaszcza jako pierwszy." A ja już nawet widzę powód, dla którego wstydzisz się swojego kursu dla księgowych. To zawsze jest żałosne, kiedy totalny laik stroi się na Experta. 2009/04/14 00:40:08
@ logic
R. Sarkowicz, J. Stelmach, "Teoria prawa", Kraków 1998, str. 55. Stać Cię tylko na ironię? @ WO UJ dzienne skończone kilka lat temu. Egzamin końcowy korporacyjny jesienią. Zadowolony? 2009/04/14 00:43:17
@malk
U kogo egzamin z logiki? Elementy semantyki były? Rozumie, co znaczyć "złamanie normy", "przekroczenie normy" itp.? 2009/04/14 00:43:37
@malek
"Zadowolony?" Podejrzliwy, bo nie widzę kierunku studiów ani korporacji. 2009/04/14 00:44:36
@malk
a co do tego, że egzamin korporacyjny skończony kiedykolwiek, zdecydowanie niezadowolny. 2009/04/14 00:46:14
@ logic i WO
Numer buta też wam podać? Chwilowo widzę, że sami o swoich kompetencjach jakoś się nie wypowiadacie... 2009/04/14 00:51:38
@ logic
Elementy semantyki? A elementy języka prawnego i prawniczego u Ciebie były? "Złamanie normy"? Naruszenie normy, złamanie zakazu/nakazu... Zalecam intensywną powtórkę podstaw. 2009/04/14 00:52:14
@malk
"Chwilowo widzę, że sami o swoich kompetencjach jakoś się nie wypowiadacie..." Bo w ogóle mylisz teraz kolej rzeczy. To Ty wlazłeś na mojego bloga wypowiadać się z pozycji rzekomego specjalisty - będąc tylko anonimowym łosiem z internetu. To Ty powinieneś zasugerować coś, co sprawiłoby, że potraktowałbym Ciebie bardziej serio od logica. Można albo wypowiadać się z pozycji specjalisty albo zachowywać obsesyjną anonimowość - jeśli jesteś zbyt głupi by to zrozumieć, a na dodatek zaprezentowałeś tutaj kilka innych ewidentnych aktów nieumiejętności czytania ze zrozumieniem (na przykład uparte mylenie różnych akapitów w moim komentarzu; w pewnym momencie porzuciłeś ten wątek, bo chyba uświadomiłeś sobie wreszcie pomyłkę, ale z jakim opóźnieniem!), to w ogóle człowiek nabiera watpliwości co do ukończenia jakichkolwiek studiów. 2009/04/14 00:54:16
@dziecko/istota ludzka jest jakąś wrogą istotą, którą należy zgnoić, stłamsić, podporządkować, bo inaczej będzie podskakiwać.
Tu nie ma co wartościować, ale mnie jeszcze bardziej rozwalają skutki tej antropologii + zakorzenionego poglądu, że cokolwiek się dzieje w rodzinnych czterech ścianach ma w nich pozostać + podsycanego lęku przed państwem (i własnymi dziećmi jako poteencjalnymi Morozowwami), czy nawet terapią (Samsom). I najbardziej wkurwiająca argumentacja, że w Polsce przemoc w rodzinach to nie wina permisywizmu społecznego, tolerancji KK i jego mitologii o świętości rodziny, tylko wyjątkowe przypadki genetycznie wrodzonych patologii (jak już dzieci w beczkach, albo zatłuczona małżonka). A dopóki bachor nie trafi na OIOM albo żona się nie odwinie kuchennym nożem to "zdrowe klapsy" i "niebezstresowe metody wychowawcze" lub "w każdej rodzinie się zdarzające konflikty małżeńskie". A kpienie z Wildsteinowego nadęcia zawsze mile widziane, tylko w tym kontekście aż za proste. Inna sprawa, że wielu bardziej prześladowanym się chciało i udało studia pokończyć (zawsze mnie ciekawiło czemu Michnik akurat na UAM zrobił dyplom, jak większość robiła w Lublinie), a Wildsteinowi jak i tabunom innych zwycięzców i bojowników o wolność i demokrację (bez ironii) po 1989 nikt w papiery nie patrzył, co w wielu przypadkach miało gorsze skutki niż w fuchach dla BW 2009/04/14 00:54:28
@malk
Bo nie stanowią tak przyjemnego przedmiotu rozrywki. I, co więcej, gdyby Ci się chciało, to mógłbyś się dogrzebać. Lenistwo nie jest wymówką. I - jak do tej pory jedynie Ty wykazujesz się egzotycznymi teoriami na temat zakresu pojęcia "sankcja karna", wątpliwościami co do "złamania normy" itp. To właśnie budzi wątpliwości, czy przynależność np., do (skądinąd wielce szacownego) cechu szewców predysponuje Cię do wygłaszania autorytatywnych sądów. 2009/04/14 01:02:18
@malk
"Przepis, który jest bzdurny, jest rzeczywistym problemem..." jeśli do wykazania bzdurności tego przepisu potrzebny jest ci dziesięciolatek wymykający się nocą z objęc zdrowej polskiej rodziny, żeby w ramach manifestowania własnej wolności wpaśc pod tira, to powiem ci w sekrecie, że możesz w podobny sposób wykazac bzdurnosc wszystkich przepisow prawa, wlacznie z dekalogiem - popkultura oferuje całą gamę środków (ufo, światy równoległe, pętle czasowe, teleportacja, duchy... itp.). 2009/04/14 01:03:26
@malk
"naruszenie normy/złamanie normy" Proponuę, żebyś surowo napomniał sędzów Sądu Okręgowego w Warszawie, bo chyba bełkoczą w malignie. 2009/04/14 01:08:31
@malk
Studiowanie semantyki zalecam usilnie, bo podważanie wyroków na podstawie różnic między naruszaniem a łamaniem jest doskonałym pretekstem do robenia z siebie idioty - zresztą poligon masz tutaj, więc go ahead! 2009/04/14 01:10:50
@ WO
Czytanie ze zrozumieniem? No to jedziemy - nie stawiałem się w pozycji specjalisty, a jedynie wyśmiewałem Twoje stawianie się w takiej pozycji. Dwa - cała Twoja notka oparta jest na niezrozumieniu tekstu Wildsteina, który nie komentował linkowanej nowelizacji, ale pomysł rzecznika, aby do tej nowelizacji dodać sankcję i całkowity zakaz przemocy wobec dzieci. Całkowity "koniec kropka" - czyli taki, który obejmuje również przypadki obrony koniecznej, stanu wyższej konieczności itd. Zrozumiałeś autorze ten tekst, przeczytałeś ze zrozumieniem? To, że w międzyczasie dyskusja zeszła na to, że już sam teraźniejszy projekt, bez wprowadzenia doń pomysłu rzecznika jest bzdurny, to już sprawa rozmowy między mną a kilkoma dyskutantami, niewiele mająca wspólnego z treścią notek Twojej i Wildsteina. Jeśli tak bardzo zależy Ci na odpowiedzi na ten zarzut z akapitu, to proszę bardzo - w kolejnych przykładach też nie polemizowałeś z tym, czy podpadają one pod przepis, co zarzucał Wildstein. @ logic Rozrywka równie wielka jak rozmowa z prawnikiem, który nauczył się paru przepisów na pamięć, ale ma luki w teorii nawet budowy normy prawnej i zgubi się przy poważnej nowelizacji - przynajmniej dopóki nie nauczy się jej na pamięć z komentarza? Niewątpliwie. 2009/04/14 01:17:23
@ logic
No cóż, jeśli o mnie chodzi, to możesz sobie używać dowolnego nazewnictwa, ale nie zdziw się, że jeśli w dyskusji o znaczeniu pojęć ktoś będzie używał ich precyzyjnie. W dyskusji, w której nie ma to wielkiego znaczenia przechodzi wiele, problemy się zaczynają jeśli znaczenie jest, a my tutaj kłócimy się właśnie o znaczenia. Pomiędzy normą, sankcją, środkiem przymusu, środkiem zabezpieczającym, środkiem karnym, karą itp. różnice są. Jeśli Ty proponujesz dyskusję na zasadzie mieszajmy wszystko, bo przyzwyczajony jesteś, że normę się łamie, za co stosuje się sankcję, która może być tylko karą albo środkiem karnym, to niestety, nie dogadamy się, bo ja mówię, że używasz tych znaczeń nieprawidłowo i potocznie. Nic Ci nie pomoże powoływanie się na to, że sądy są niechlujne w sytuacjach, kiedy z różnic nie wynikają skutki prawne. 2009/04/14 01:19:23
@ Wandachowicz
Nie, nie jest mi potrzebny ten przykład. Tego przykładu użył Wildstein, nie ja - i to nie w odniesieniu do treści noweli, ale do pomysłu sankcjonowanego całkowitego zakazu przemocy w rodzinie. Przykład abstrakcyjny i mało prawdopodobny? Tak, zgadzam się. Ale nie niemożliwy. Miał prawo go użyć. 2009/04/14 01:29:08
@malk
Monsiełór, parę przepisów na pamięć warto znać (polecam w celu nierobienia z siebie idioty), zalecam też obecność w sądzie celem złapania pewnego dystansu względem - jak to określają językoznawcy - "języka specjalnego", a, jak zwie to prosta, niewykształcona rzesza ludności, "języka prawników". Nadal nie wiem, w jakim cechu Pan robisz, ale wrażenie możesz Pan robić ino z dala od jakiejkolwiek sali sądowej. Tym bardziej, że właśnie tam możesz Pan mówić "mama" i "tata" bez jakiejolwiek sankcji prawnej. @luki w teorii budowy normy prawnej Cóż mogę Ci rzec? Mogę Ci rzec, że Twoja stara miała luki w budowie. Mogę ci rzec, że mam w dupie rozbudowywanie zdań w stylu "człowiek, który spełnia warunki hipotezy normy prawnej, a nie wypełnia zadań określonych w dyspozycji" zwłaszcza na blogu, na którym jestem gościem... Clue jest w tym, że coraz bardziej ze swej eksperckiej pozycji się wycofujesz. Z tego prostego powodu, że o żadnej eksperckości nie ma mowy. Współczuję Twoim klientom 2009/04/14 01:31:42
@malk
Zaczynasz mie wkurwiać, to Ty propagowałeś tutaj dla wszelkich środków, które nie odpowiadają ludziom tymże poddanym nazwę "sankcji karnej". Dyskutuj, ale nie kłam. 2009/04/14 01:43:23
@malk
Jeszcze jedna uwaga, ty razem - dla odmiany - przyjazna. Wildstein ma prawo używać dowolnych i kompletnie oderwanych od życia przykładów. Ma prawo powoływać się na pedalsko-alienowskie wesele w Roswelowicach i na zakaz wymieniania imienia Maryi w Pradze lub w Amsterdamie. Ale prawem naszym jest stwierdzenie, że to, co mówi Wildstein jest bzdurą. I nawet - przy dostępnych kontrprzykładach - prawem naszym jest żądanie od Wildsteina jakichś dowodów. 2009/04/14 01:46:10
@ logic
Oho, zdenerwowaliśmy się? Dystans mogę zachowywać kiedy będzie ku temu potrzeba, chwilowo widzę pouczanie mnie o semantyce przez osobę, która sama nie łapie nomenklatury prawnej, a zakrywa to wybiegami o "dystansie".Wrażenie rzeczywiście mocne i już uginam kolana w obliczu takiego autorytetu, który kiedyś widział sędziów (uwaga) SO w Warszawie. Jak to było... współczuję Twoim klientom. Oczywiście, że propagowałem pojęcie "sankcji karnej" - ale chwilowo rozmowa zeszła na pojęcie sankcji prawnej jako takiej. Wracamy do sankcji karnej? Proszę bardzo, tylko to będzie wymagało kolejnego teoretycznego odesłania - jakie są cechy prawa karnego. I nie wiedzieć czemu, mam przeczucie, że również i tutaj wyjdą Twoje braki teoretyczne. Oczywiście można rozmawiać o prawie z punktu widzenia technika, który zna bieżący przepis i tyle. Zwykle tak wygląda dyskusja z urzędnikiem. Tyle że prawo to coś poważniejszego i wymaga też znajomości teorii i istoty jego działania. Po co dyskutować o prawie karnym i sankcjach karnych z kimś, kto zaraz powie, że przecież należy zachować dystans i nie musimy rozumieć pod pojęciem sankcji sankcji, a pod pojęciem normy normy, skoro on na sali sądowej zachowuje dystans do tych pojęć? Dobranoc. 2009/04/14 02:09:48
@malk
Oho, zdenerwowaliśmy się, jak zwykle na widok kretyna Dystans powinieneś zachowywać zawsze, niezależnie od jakiejkolwiek potrzeby, bo brak dystansu szkodzi - współczuję Twoim klientom. W nomenklaturze prawnej sam się gubisz -= współczuję Twoim klientom Nie masz totalnie wyczucia, o czym właściwie gadasz. Gadałeś o sankcji prawnej, sankcji karnej i sankcji rozumianej potocznie w tym samym czasie i w tym samym kontekście, totalnie plącząc je między sobą. Współczuję Twoim klientom 2009/04/14 02:16:55
@ WO
" Wszystko jest oczywiście kwestią poczucia humoru, ale ja na przykład uważam, że jeśli pisowski dziennikarz chce sobie "nazwać swojego potomka durniem", a nawet "kpić z niego, że brak postępów w nauce oraz złe sprawowanie zepchnie go na margines i zamknie przed nim przyszłość" - a jednocześnie sam wyższego wykształcenia jednak nie ma - to jest w tym pewna ironia. Mniej więcej taka jak przyłapanie księdza w agencji towarzyskiej. Ale rozumiem, że zaczajenie dowcipu Cię przerasta intelektualnie." "Rozumiem, że (cytując WO oraz Wildsteina)" jak się jakieś argumenty nie podobają, to się robi wycieczki pod adresem wyksztalcenia względnie intelektu. Takiego zjawiska (kpienia) nie ma co rozpatrywać w kategoriach intelektualnych, choćby nie wiem jak się tego pragnęło, uzasadniając to takimi czy innymi negatywnymi cechami osoby z której się kpi. Do czegoś takiego, faktycznie, nie potrafię się dopasować intelektualnie. A żeby trafić do mojego skromnego intelektu, to owy "humor" musi jednak jakiś minimalny fason trzymać. No coż, I rest my case, Ladies and Gentlemen. Dobranoc. 2009/04/14 02:18:21
@malk
zdradź, po której jesteś stronie: tych nadinterpretujących zakazy prokuratorów, czy po stronie adwokatów, którzy bronią diabła? A może po stronie rozmydlonych radców? Który z tak upokarzających tytułów jest Ci bliski? 2009/04/14 02:51:38
@malk
Mam w sumie wyższe ambicje, więc wykażę się chęcią wzbicia na Twe poziomy. Mam, niestety, na swej osobowości tę skazę, że wyznaję Habermasowskie pojęcie państwa prawa, a z tym - niestety idzie konieczność interpretacji obowiązujących przepisów i ich interpretacji w ujęciu utylitarystycznym. Wiem, że sprawia to pewne trudności integrystom i innym wyznawcom deontologii. Rozumiem, że masz jakieś wyższe racje, by bronić swej postawy wbrew orzecznictwu (najwyraźniej niesprawiedliwemu) i niekompetencji sądów. Wyłuszcz je. Wypowiedz. Znajdź w nas przyjaciół i orędowników Twych racji. Magistrze UJ i korporacyjny aplikancie czego tam. 2009/04/14 08:33:46
@do uznania, że "złapanie dziecka za rękę bo wybiegło na jezdnię" narusza prawa lub dobra osobiste dziecka już trzeba być skończonym kretynem.
bez watpienia. osobiscie uwazam jednak, ze piszac prawo nalezy brac pod uwage, iz interpretowac je beda skonczeni kretyni, ktorych niestety nie brak wsrod sedziow. zdaje sobie sprawe z kolosalnych trudnosci, jakie to pociaga, ale probowac warto... 2009/04/14 09:02:05
OT
Normal False 21 atakuje również Wyborczą, nie tylko Psychiatryka. Patrz strona główna wyborcza.pl i skrót treści bloga Jacka Pawlickiego :-))) 2009/04/14 10:08:13
@malk
"No to jedziemy - nie stawiałem się w pozycji specjalisty, a jedynie wyśmiewałem Twoje stawianie się w takiej pozycji." Co się objawiało czym konkretnie? Tym, że ośmielam się mieć inne zdanie, niż bohatersko uciekający na Zachód z wykorzystaniem nieuwagi ścigającego go NKWD Bronisław Wildstein? "Całkowity "koniec kropka" - czyli taki, który obejmuje również przypadki obrony koniecznej, stanu wyższej konieczności itd. " No właśnie nie. "Stan wyższej konieczności" jakby z definicji jest ponad różnymi zakazami, nawet całkowitymi koniec kropka. @logic "Współczuję Twoim klientom" Znaczy, aż tak daleko się nie zapędzajmy, być może on całkiem nieźle prowadzi rachunkowość małym firmom. @janekdokwadratu ""Rozumiem, że (cytując WO oraz Wildsteina)" jak się jakieś argumenty nie podobają, to się robi wycieczki pod adresem wyksztalcenia względnie intelektu. " Dzięki za kolejną porcję cenionej przeze mnie formy komizmu :-) @janek "osobiscie uwazam jednak, ze piszac prawo nalezy brac pod uwage, iz interpretowac je beda skonczeni kretyni, ktorych niestety nie brak wsrod sedziow." Tutaj gorszy bylby raczej kretyn-prokurator, ale Twój postulat choć zacny, wydaje mi się nierealizowalny. Nie da się w prawie uniknąć kwestii arbitralnych interpretacji, to wymagałoby próby uwzględnienia każdej możliwej życiowej sytuacji, a więc kodeksów o tysiącach artykułów i ciągłych afer typu "jak to się stało, że ustawodawcy nie przewidzieli sytuacji dziesięciolatka porwanego przez UFO". W praktyce w prawie zawsze będą podatne na arbitralne interpretacje (i co za tym idzie, groźne w przypadku prokuratora-kretyna) pojęcia takie jak "znikoma szkodliwość społeczna" czy "stan wyższej konieczności" choćby. 2009/04/14 10:09:42
@ malk
Strasznie się zapętliłeś ze swoimi sankcjami, i chyba średnie masz rozeznanie w tej materii. Sankcja karna przede wszystkim nie jest w ogóle pojęciem kodeksowym, a faktycznie rozumiana może być co najwyżej jako sankcja w przepisie karnym określającą wymiar kary. A więc dla rozwiazania wszystkich wątpliwości i wyprostowania tego co napisałeś - żadną miarą nie można przyjąć, że zatrzymanie jest sankcją karną. Zatrzymanie jest środkiem przymusu. Lepiej sobie to przerób solidnie bo inaczej popłyniesz we wrześniu. A w związku z tym ta nowelizacja nie tworzy żadnego nowego typu czynu zabronionego. A więc moral panic "że teraz nie można chwycić dziecka za ręke" jest oczywistym nadużyciem. Nawet gdyby przyjąć bzdurne założenie, że takie zachowanie wypełnia przesłanki "przemocy w rodzinie", wszystko co może grozić to zatrzymanie. Ale oczywiście o "przemocy w rodzinie" mowy być nie może bo nie będą spełnione przesłanki czy to szkody na zdrowi fizycznym, czy psychicznym, czy też wywołania cierpienia czy krzywdy moralnej. Pociągnięcie za ręke w celu uniknięcia wpadnięcia pod samochód nie wywołuje żadnego z tych skutków. Podobnie zresztą zwykłe zabronienie 10-latkowi wychodzenia późno z domu. I ciekawe, że wcale mnie nie dziwi, że przy dyskusji nad tą nowelizacją panowie typu Wildstein zamiast martwić się czy będą mogli lać swoje dzieci (jep, nie miej złudzeń, gdy mowa o "prawie do klapsa" czy "ciągnięcia za rękę" chodzi tak na prawdę o prawo do lania dziecka) nawet się nie zająknęli, że w końcu będzie szansa na skończenie z patalogią, że policja wzywana do domowej kłótni karci pijanego ojca i odjeżdża, który potem upokorzenie odbija sobie jak tylko radiowóz odjedzie. Bo o to w tej nowelizacji chodzi. Nie o ciągnięcie za ręke. 2009/04/14 11:28:10
Ojoj, grożą nam straszne konsekwencje, tylko patrzeć, jak jakiś zapłakany hermafrodyta puści w net film pod hasłem "Leave Bronek alone! He's a human being!"
2009/04/14 11:50:43
OT
"Laicyzm, liberalizm, bardzo libertyński, swawolny relatywizm" to zdaniem przewodniczącego Episkopatu zagrożenia dla świata wiary i odpowiedzialności. Przemyślmy to w naszych duszach i sumieniach zanim ktoś w końcu nie strzyma i zajebie idiotę. 2009/04/14 12:20:48
Drogi Logicu, to aż dziwne że po uczonej dyspucie, w której przerzucałeś się różnymi sankcjami i jurysprudencjami, tak sobie beztrosko swoją wypowiedzią ocierasz się o art. 216 kk, nie mówiąc już o rozmaitych opresjach i konsekwencjach z powództwa cywilnego.
2009/04/14 12:29:41
@malk
"Przykład abstrakcyjny i mało prawdopodobny? Tak, zgadzam się. Ale nie niemożliwy. Miał prawo go użyć." ale ja mu tego prawa nie odbieram. mógłby jednak skorzystac z niego w ciekawszy sposób - np. wykazac absurdalnosc przykazania "nie zabijaj" w kontekście wydarzeń opisywanych w piątej serii serialu "lost". namawiam gorąco! chętnie to przeczytam! 2009/04/14 12:34:01
@kuba
"mógłby jednak skorzystac z niego w ciekawszy sposób - np. wykazac absurdalnosc przykazania "nie zabijaj" w kontekście wydarzeń opisywanych w piątej serii serialu "lost". namawiam gorąco! chętnie to przeczytam!" W nadchodzącym numerze "Gazety Telewizyjnej" moje wielkie story o "Lost" z różnymi ciekawostkami przywiezionymi z dżanketu w El Ej! (dranie mogliby zrobić dżanket na Hawajach - no ale wtedy nie zobaczyłbym Amboy, więc coś za coś). Aczkolwiek ciekawszy z prawnego punktu widzenia wydaje mi się przypadek dziesięciolatka, którego ugryzł zombie. Więc wiadomo, że na razie tylko ogólnie się skarży na ból głowy i dreszcze, ale już jest tak naprawdę martwy i zaraz zacznie być groźny dla otoczenia, więc póki czas należy "destroy the brain or remove the head". I jak to pogodzić z ustawą o przemocy w rodzinie? 2009/04/14 12:39:07
Szanowny Wojciechu, taką mam naturę, że nawet świadom grożących mi konsekwencji od czasu do czasu jestem skłonny się na nie narazić. Mogę obiecać, że nie będę wtedy wrzeszczeć o tłamszeniu wolności słowa ani zbierać żadnych podpisów. W sumie nawet może mógłbym podpaść pod art. 216 § 2, choć bladego pojęcia nie mam, jak w tym przypadku wygląda orzecznictwo. Problem w tym, że zniewaga jest ścigana z oskarżenia prywatnego, a wątpię, czy abp Michalik zaczytuje się komciami z Twego bloga.
Inna sprawa, że jeśli Ci to przeszkadza, to przestanę. 2009/04/14 12:55:42
@Aczkolwiek ciekawszy z prawnego punktu widzenia wydaje mi się przypadek dziesięciolatka, którego ugryzł zombie.
a nie lepiej jak w filmie 'omen', gdzie smarkacz jest w ogole pomiotem szatana? kazdy sad by faceta uniewinnil, gdyby tylko dal rade chlopaczka zaszlachtowac! 2009/04/14 12:57:42
zdecydowanie bardziej bawiłoby mnie złamanie art. 196 k.k., ale wzmiankowany hierarcha nie jest chyba niestety ani przedmiotem czci religijnej ani miejscem przeznaczonym do wykonywania publicznych obrzędów religijnych. A kara jest wyższa, w przepisie nie ma nawet mowy o jakiejś tam grzywnie.
2009/04/14 12:59:52
@logic
"w przepisie nie ma nawet mowy o jakiejś tam grzywnie" Przecież i tak musisz wykupić odpust. 2009/04/14 13:10:10
@urbane
E tam, w Plus GSM "obraza purpurata" jest taryfikowana na 2,44 z vatem, już wysłałem esemesa o treści OdpPanObBisk. W raju jestem na czysto. Gorzej było z OdpPanZabBab, za to trzeba było zapłacić kartą kredytową. 2009/04/14 13:19:20
@hool
Wielka Ława Przysięgłych oczyściłaby Pecka z każdego zarzutu w każdych okolicznościach, o ile składałaby się z dziewcząt w wieku mojej babci :D 2009/04/14 13:25:44
@wojtek
"z różnymi ciekawostkami przywiezionymi z dżanketu w El Ej" kurde, takiemu to dobrze. nie dziwne, że Twoi synowie nie chcą od Ciebie w nocy na miasto uciekac. taki ojciec to dopiero musi byc szacun w klasie. 2009/04/14 13:25:52
@logic
"obraza purpurata" jest taryfikowana na 2,44 z vatem, już wysłałem esemesa o treści OdpPanObBisk. W raju jestem na czysto" Kurczę, jak to wszystko staniało od czasów Lutra! Nie trzeba się było szlachtować itp. - wystarczyło poczekać na nasz komórkowy oligopol. BTW czemu w omawianym projekcie nie ma zakazu mówienia mama i tata? 2009/04/14 13:33:04
@urbane
"BTW czemu w omawianym projekcie nie ma zakazu mówienia mama i tata?" Bo on został już narzucony przez tzara und fuehrera dem allen iwil pałers razem z zakazem spożywania batoników i kanapek w przytomności muzułmanów. 2009/04/14 13:38:29
@tzara und fuehrera dem allen iwil pałers
kto to taki? jeszcze niedawno ten fotel przypisywano gieremkowi... 2009/04/14 13:38:43
@k_wandachowicz
"nie dziwne, że Twoi synowie nie chcą od Ciebie w nocy na miasto uciekac." Ale nastolatek to już tak ma, że się buntuje. Czy dzieci permisywno-popkulturowo-ironicznych rodziców nie ciągnie wtenczas do neokatechumenatu? Są jakieś badania na temat? 2009/04/14 13:45:11
Już wkrótce dziesięciolatek będzie mógł radośnie pobiec na nocne czuwanie wbrew zakazom rodzica. Może o to chodziło?
2009/04/14 13:48:55
@hool
W tym cały wic, że nikt nie wie, kto to taki (Geremek też nigdy nim nie był, to tylko taka przykrywka i zresztą niezbyt udana, bo jakie faktyczne diablo dawałoby latającego faka w sprawie francuskich żebraków w średniowieczu), w tajemnicy zdradzę część mojej internal nołledż, że to Maleszka, ale ćśśśś! W każdym razie to On kieruje KE, Eriką Steinbach, Adamem Michnikiem, Putinem, Łukaszenką, ibn Ladenem i nami tu zgromadzonymi. @urbane Widziałeś ty kiedy tych biedaków z neokatechumenatu? Zapewniam Cię, że bunt wobec najbardzie permisywno-popkulturowo-satanistyczno-laicko-nihilistycznych rodziców może się wyrazić w bardziej atrakcyjnej formie neokonserwatyzmu czy innego flagellanctwa. 2009/04/14 13:51:44
@urbane
e tam, w obrębie popkultury też można się fajnie zbuntowac, nie trzeba zaraz do kościoła biec. 2009/04/14 13:54:08
@wandachowicz
fakt - "Życie to nie tylko wystawne bankiety, jest jeszcze pot, brud!" :D 2009/04/14 13:57:09
@logic
z neokatechumenatu znam (medialnie) głównie Litzę z kumplami, ale nazwa mi się zawsze podobała - kojarzy mi się z ichneumonem. BTW pisząc ibn Laden zamiast jankeskiej kalki ben zdradzasz swoje cotygodniowe lektury - tylko jedna znana mi redakcja konsekwentnie tak pisze. 2009/04/14 14:00:35
@to On kieruje KE, Eriką Steinbach, Adamem Michnikiem, Putinem, Łukaszenką, ibn Ladenem i nami tu zgromadzonymi.
o murzynku obamie zapomniales... a przeciez nie na darmo nasz wieszcz narodowy ktl w nowej fantastyce napisal, ze kryzys, ktory nas tak zadrecza, zostal sztucznie wywolany i naglosniony wylacznie po to, zeby barack hussein wygral wybory. 2009/04/14 14:04:04
@logic
no mi nardziej chodziło o to, że synowie wojtka mogliby buntowac sie przeciwko gustom ojca wybierając inny serial niż ten ulubiony przez tatę. ale to raczej mało możliwe - który normalny nastolatek buntowałby się przeciwko "lostom"? poza tym wystarczy przeczytac poprzdnią notkę o ac/dc, żeby se darowac dywagacje o buncie w tym konkretnym przypadku. 2009/04/14 14:11:02
@urbane
Można jeszcze - co prawda - znać trochę arabskiego lub wiedzieć, że w tych saudyjskich nazwiskach rzadko pojawia się "ben", a częściej "ibn", ale słusznie pomijasz tę jakże disgusting możliwość. Zwłaszcza, że taka wiedza zdradzałaby u mnie również jakąś wiedzę o związkach wyżej wzmiankowanego z Arabią Saudyjską, a to już byłoby nieakceptowalnie podejrzane. 2009/04/14 14:15:22
@abuse
btw, cieszy mnie niezmiernie, że chociaż jedna redakcja tak pisze, wśród prostego ludu już szerzy się wieść, że "ben Laden" do nieślubny syn ben Guriona. Nie wspominam już o zupełnie z dupy wziętej, a spotykanej pisowni "bin Laden" 2009/04/14 14:24:32
@logic
"cieszy mnie niezmiernie, że chociaż jedna redakcja tak pisze" ba, dali po 9.11 artykuł na dwie kolumny o tym, że będą pisać ibn i dlaczego, wywodząc transkrypcję jeszcze z Ibrahima ibn Jakuba @k_wandachowicz "poza tym wystarczy przeczytac poprzdnią notkę o ac/dc, żeby se darowac dywagacje o buncie w tym konkretnym przypadku." przecież mogą słuchać ac/dc na winampie pod linuxem i już bunt jak malowanie 2009/04/14 14:36:26
@wandachowicz, abuse
Wyżej wymieniony domniemany Beniamin Laden jest doskonałym przykładem, że wo już powinien się bać o pałac kultury. To w końcu taka wzorcowa rodzinka saudyjskich szejków - baby trzymają za oczadorowane mordy, jak się należy, kiedy sługa podpieprzy daktyla, to mu ucinają rękę, jak trzeba zrobić wjazd na Irak, to odpalaja Rangersom kawałek pustyni na bazę - po prostu sielanka jak w "Złotopolskich". A tu taki urwis, dziesięciolatek Osama wypiernicza nocą na miasto i potem wyskakuje gdzieś w jaskiniach Hindukuszu, rozwala wieżowce, tłucze tych hołubionych rangersów, wydaje rodzinną ciężko wytrzepaną kapuchę, ogólnie zachowuje się niekarnie. 2009/04/14 14:46:28
@który normalny nastolatek buntowałby się przeciwko "lostom"?
Hmm, każdy? tzn. ja może mam short attention span, ale po pierwszym (a może drugim) sezonie poczułem się okrutnie znużony i zmęczony. 2009/04/14 14:54:27
Znaczy, ja nie mam nic przeciwko nastolatkom, wielu moich najlepszych przyjaciół jest nastolatkami, ale przyznajcie, czy chcielibyście, żeby Wasza siostra wyszła za nastolatka?
2009/04/14 14:59:24
@wo: Do tego stopnia, że chciałeś nocą uciec rodzicom i "wyjść na miasto"? Rispekt, ale strach pomyśleć, ile teraz musisz wydawać na psychoanalityka.
Uciec rodzicom? Geez, wyluzuj. Dziecięciem będąc wychodziłem na dwór nie w celu "uciec rodzicom", a w celu "wyjść na dwór". W kategorii uciekania przed opresją niesprawiedliwego ustroju rodziców rozumowałem parę lat później, w wieku lat -nastu. 2009/04/14 15:23:04
@mrw
pewnie jeszcze pare lat i dopniesz swego ;) @ wszyscy zupelny offtop W ramach ciekawości, która zabiła kota wezłem se do ręki coś w rodzaju biuletynu Klubu Jagiellońskiego (primo: ktoś wie, co to takiego Klub Jagielloński? Secundo: nie bijcie mnie, Niemcy, ja naprawdę czytam najróżniejsze kocopały, nawet te, co są vo duyen) pod tytułem Pressje. Wśród różnych tekstów tamże pomieszczonych - sporo chłamu i kilka naprawdę ciekawych - znalazł się również essay autorstwa niejakiego Alvydasa Jokubatitisa, urodzonego w 1959 roku profesora filozofii z Uniwersytetu Wileńskiego. Tekst nosi tytuł "Sens niepodległości". Pan profesor dokonuje niebywałego wysiłku zapełnienia dziesięciu stronic wywodem, że habermasowskie odejście od idei państwa narodowego na rzecz społeczeństwa obywatelskiego jest wewnętrznie sprzeczne, bo odbiera sens istnieniu państwa narodowego. W ramach cenionego przeze mnie komizmu - polecam. 2009/04/14 15:29:31
@urbane
Czasem płacą, choć wtedy muszę wstawiać przecinki i doprowadzać składnię do jako takiego porządku, ale zazwyczaj robię to bez przymusu. Po prostu jestem pierdolnięty, co robić. 2009/04/14 16:10:54
@logic
OT "Laicyzm, liberalizm, bardzo libertyński, swawolny relatywizm" to zdaniem przewodniczącego Episkopatu zagrożenia dla świata wiary i odpowiedzialności. Przemyślmy to w naszych duszach i sumieniach zanim ktoś w końcu nie strzyma i zajebie idiotę. Logiku drogi. Przecież ten cytowany hierarcha powiedział szczerą i czystą prawdę. Laicyzm + extensions JEST zagrożeniem wiary. Powiedziałbym wręcz, że śmiertelnym. Ma prawo się chłopina pultać. A, że nie zawróci kijem Wisły, to i współczuć mu można, a nie w ryj dawać.. 2009/04/14 16:19:12
@pohjois
"Laicyzm + extensions JEST zagrożeniem wiary. Powiedziałbym wręcz, że śmiertelnym". Wiem, o co cię chodzi i z tym się zgadzam, a nawet chichoczę w rękaw na tę okoliczność, ale literalnie jest to bzdura. Laicyzm z appendixami jest może zagrożeniem wiary w smurfy i Przemienienie Pańskie, ale nie jest grobem dla wiary w ogóle. Pozostaje, jakże miła memu sercu, wiara we własne możliwości, że niewielka grupa ludzi, którym się coś chce, może przemóc chór wujów, którym się nic nie chce i tak dalej. A już na pewno nie przyklasnę idei, że laicyzm jest w jakimkolwiek stopniu zagrożeniem dla odpowiedzialności, bo - moim zdaniem - jest akurat przeciwnie. 2009/04/14 16:20:16
A co do dawania w mordę, to, prawdę rzekłszy, się nie wybieram, nie bawi mnie to, nie w tym moja siła :p
2009/04/14 16:33:38
@pohjois
"Przecież ten cytowany hierarcha powiedział szczerą i czystą prawdę. Laicyzm + extensions JEST zagrożeniem wiary. (...) Ma prawo się chłopina pultać." Ale nie jest zagrożeniem dla "świata odpowiedzialności" (cokolwiek by to miało znaczyć, ale odbierane jest przez słuchacza jako coś pozytywnego i przeciwieństwo "świata nieodpowiedzialności"). I to mogłoby być powodem zdenerwowania przedstawiciela cywilizacji śmierci, gdyby nie to, że bombowe wyrażenie "swawolny relatywizm" wywołuje rechot rozładowujący całe napięcie. 2009/04/14 16:34:20
Uprzedzam pytanie, co jest moją siłą: FN FAL 7,1 mm z kolimatorem i glock 22 .40" w rezerwie :D
2009/04/14 16:49:01
Pardon, ten FN to nie jest FAL, to po dziadku z Wehrmachtu, który obrobił brytyjskiego komandosa w 1956 nad Kanałem Sueskim. Ale dziadunio kazał dbać o spluwę i zostawił pokaźny zapasik amunicji 7,1.
2009/04/14 16:50:44
Od czapy, odcinek 666:
LOL LOL LOL LOL "Wendy Sumner (podający się za, co podkreśla: "heteroseksualnego profesora college'u") żali się, że "to zupełnie nienormalne, że Amazon chowa "pod dywan" niektórych moich ulubionych autorów i ich książki." - Gdzie się podział James Baldwin (to jakiś żart?!), Mark Doty czy Paul Lisicky? - pyta mężczyzna." CNN: "Wendy Sumner Winter, who described herself as a straight college professor" 2009/04/14 17:04:33
@logic
"wśród prostego ludu już szerzy się wieść, że "ben Laden" do nieślubny syn ben Guriona." Ja byłem naprawdę zdumiony, kiedy zacząłem słyszeć o sportowcu Ben Hakerze. "W ramach ciekawości, która zabiła kota wezłem se do ręki coś w rodzaju biuletynu Klubu Jagiellońskiego (primo: ktoś wie, co to takiego Klub Jagielloński?" Ja wiem, ja wiem, jakiś szurnięty gościu w Psychiatryku ma takiego bloga - jakiś czas temu skarżył się, że nastoletnie dziewczęta niemoralnie się ubierają i on przez to grzeszy masturbacją. @troll "Uciec rodzicom? Geez, wyluzuj. Dziecięciem będąc wychodziłem na dwór nie w celu "uciec rodzicom", a w celu "wyjść na dwór"." Nocą? I rodzice musieli używać przemocy, żeby Cię nocą przed tym powstrzymać? Niezła rodzinka. 2009/04/14 17:16:53
@wo
"jakiś szurnięty gościu w Psychiatryku ma takiego bloga" Zbigniew Dura Krzysztof Mazur Kamil Sokołowski Mam jakieś trafienie? :) 2009/04/14 17:49:33
@ arturjac
"Od czapy, odcinek 666: Gdzie się podział (...) Paul Lisicky? - pyta mężczyzna." Ten z Rzepy? 2009/04/14 18:04:02
@wo
"W nadchodzącym numerze "Gazety Telewizyjnej" moje wielkie story..." No proszę, to Telewizyjna nie zdechła zupełnie? W ramach oszczędności? 2009/04/14 18:09:30
@nasiznajomi
"No proszę, to Telewizyjna nie zdechła zupełnie? W ramach oszczędności?" Uwaga, będę plonkował za zbyt głupkowato ostentacyjne teksty typu "nie czytam papierowych gazet, przecież wszystko jest w internecie - ostatnio w internecie w wyborczej czytałem o braciach Mroczek...". 2009/04/14 19:23:03
Wtrącę się w sprawie, czy Wildstein bez magisterki może kpić z marnych postępów syna w nauce. Oczywiście może, bo mądrość i wykształcenie to nie to samo. Można być kretynem z doktoratem, można być geniuszem bez matury.
W kwestii dzieci -- wystarczy spojrzeć, co się dzieje na zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Szwecji, żeby uświadomić sobie, że nie ma z czego kpić. W tekście Wildsteina najważniejsze są nie przykłady, ale ogólne przesłanie. Można obśmiać dziesięciolatka wychodzącego na imprezę (a piętnastolatek też by był absurdalny?), ale główne tezy: "państwo przejmować będzie funkcje wychowawcze w miejsce rodziny", "Tworzenie nowych, niezwykle arbitralnych ustaw niszczy prawo i rodzi kolejne problemy", "projekt ustawy przeciw przemocy w rodzinie skierowany jest nie tyle przeciw przemocy, co przeciw rodzinie" pozostają nietknięte. 2009/04/14 19:30:03
@wystarczy spojrzeć, co się dzieje na zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i Szwecji,
pieeerwszy!... zdazylem pierwszy zadac sokratejskie pytanie. a coz sie takiego zlego dzieje na zachodzie, w zjednoczonym krolestwie czy krolestwie szwecji zwlaszcza? 2009/04/14 19:45:59
@a coz sie takiego zlego dzieje na zachodzie, w zjednoczonym krolestwie czy krolestwie szwecji zwlaszcza?
Młodzi są bezbożni, nie szanują starszych i śpiewają po nocach. 2009/04/14 19:53:17
@hooolighan
Powiększyła się drastycznie władza urzędnika nad rodziną. W Szwecji za klapsa można stracić dziecko. Nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie to nie jest normalne. W Wielkiej Brytanii urzędnicy mają ogromną swobodę w uznawaniu, kto się nadaje na rodzica, kto nie. Pamiętam kobietę, której zdecydowano odebrać dziecko... którego jeszcze nie urodziła. Bo leczyła się kiedyś u psychiatry. To nie są odosobnione przypadki i składanie ich w ofierze w imię dzieci uratowanych przed klapsem wymagałoby trochę szerszych badań i bardziej merytorycznego uzasadnienia od tego serwowanego przez gazety i polityków w stylu "zaczyna się od klapsa, a kończy na szpitalu". Pozostaje również subtelna kwestia wpływu takiej inżynierii społecznej na zwykłe, przeciętne rodziny. Zwiększanie nadzoru nad rodzicem i pozbawianie go jego władzy nad dzieckiem zmniejsza jego poczucie odpowiedzialności za potomka. Państwo nakarmi, nauczy, wychowa, więc po co matka i ojciec. 2009/04/14 21:03:22
@cytrynowe
Po pierwsze, nie mów "matka" i "ojciec" bo to prawie tak nielegalne jak "mama" i "tata". Po drugie, który to konkretnie urzędnik Twym zdaniem zyskuje jakieś kosmiczne prerogatywy do kontroli nad rodziną? W jaki wyobrażalny sposób? Co do tej kobiety, którą "pamiętasz" - jakieś konrety? Twoja znajoma na przykład? Czy wszystkim nam dobrze znana niejaka Legenda Urbańska może? I jak to się w ogóle ma do omawianej nowelizacji? Po trzecie - gratuluję pomysłów na wychowywanie piętnastolatków, zamykanie ich w domu na pewno uczyni z nich lepszych ludzi i wartościowszych obywateli. pod warunkiem, że pomieszczenie, w którym się ich umieści będzie zawierało krucyfiks, rogóżkę do spania i groch, na którym będą mogli produktywnie klęczeć. Co do świętego prawa do klapsa, to kay84 (86?, nie mam przed oczami, więc proszę wybaczyć ewentualną pomyłkę) już napisał, co było do napisania, więc powtarzać tego nie zamierzam. Fakt, że UK i Szwecja to rażące przykłady sodomii z gomorią, gdzie nienarodzone embriony poddaje się obligatoryjnej eutanazji jeszcze przed zamrożeniem i podaniem jako kawior. I fakt, że mamy szczęście - red. Wildstein własnym cycem obroni zarówno wolność słowa w kontekście oszczerstw przeciwko Michnikowi, jak i miejsca pracy dla sznurów od żelazka i trzonków od kilofa przed wszechwładfnym urzędnikiem, który umieszcza monitoring w macicach i stawia brygadę SWAT nad każdą matką - pardon - opiekunką prawną. 2009/04/14 21:38:11
@lemon: wymagałoby trochę szerszych badań i bardziej merytorycznego uzasadnienia od tego serwowanego przez gazety i polityków w stylu "zaczyna się od klapsa, a kończy na szpitalu"
Sekundkę, panie zabawny. Czym się różni owo "zaczyna się od klapsa, a kończy na szpitalu" od wymęczonego prawackiego "zaczyna się od zakazu maltretowania, a kończy na odbieraniu dzieci rodzicom za klapsa"? 2009/04/14 22:03:00
@troll
Różni się i to w istotny sposób. To pierwsze zjawisko jest realne i doświadczalnie stwierdzone. 2009/04/14 23:02:05
@logic
Mógłbym prosić o jakieś statystyki? Jak to jest, każde dziecko któremu rodzic dał kiedyś klapsa ląduje w końcu w szpitalu? Nie żebym był fanem klapsów, ale czasem lepiej samemu zastosować warunkowanie klasyczne, niż dziecko ma sobie je zafundować samo na jezdni, nożem w ręce itp. 2009/04/14 23:02:43
@logic
Co do tej kobiety, którą "pamiętasz" - jakieś konrety? Twoja znajoma na przykład? Czy wszystkim nam dobrze znana niejaka Legenda Urbańska może? A se pogóglaj trochę. No chyba, że obsługa dobrze nam znanego gógla Cię przerasta. 2009/04/14 23:02:53
@logic
Po drugie, który to konkretnie urzędnik Twym zdaniem zyskuje jakieś kosmiczne prerogatywy do kontroli nad rodziną? W jaki wyobrażalny sposób? Właśnie ten urzędnik, który może sobie zadecydować, że matka stanowi potencjalne zagrożenie dla dziecka zanim jeszcze ono przyszło na ten świat. Bo przypomnę, że mowa była nie o naszych urzędnikach, ale o sytuacji w Wielkiej Brytanii i Szwecji (również w innych państwach jest nieciekawie, np w USA można bardzo łatwo zostać pedofilem). Co do tej kobiety, którą "pamiętasz" - jakieś konrety? Twoja znajoma na przykład? Czy wszystkim nam dobrze znana niejaka Legenda Urbańska może? Specjalnie dla Ciebie wyszukałam -- to nie-wszystkim-nam-dobrze-znana-niejaka Fran Lyon może. Nie chodziło tylko o jej przypadek, bo jest ich dużo więcej, wpisz w google np "forced adoption". I jak to się w ogóle ma do omawianej nowelizacji? Pisałam o sytuacji w UK, bo akurat o to spytał hooolighan. Jeśli ma się choć trochę wyobraźni, można też uznać to za przestrogę, do czego może doprowadzić pęd do poprawiania i zastępowania rodziny przez państwo, czego wyrazem jest właśnie omawiana nowelizacja. W końcu skoro są państwa, w których danie klapsa jest karalne, w których politycy tak się troszczą o dzieci (bo rodzice toby je tylko tłukli kilofami i żelazkami), to grzechem by było nie przyjrzeć im się i nie wyciągnąć wniosków. 2009/04/14 23:19:21
@logic
"gratuluję pomysłów na wychowywanie piętnastolatków, zamykanie ich w domu na pewno uczyni z nich lepszych ludzi i wartościowszych obywateli. pod warunkiem, że pomieszczenie, w którym się ich umieści będzie zawierało krucyfiks, rogóżkę do spania i groch, na którym będą mogli produktywnie klęczeć." Jak to ujął jeden mój kolega: Nie wiem, jakim człowiekiem bym się stał, gdyby nie to, że dostawałem lanie od ojca. I mówił to z autentycznym respektem. I był jeszcze autentyczniej zdziwiony, kiedy coś mruknąłem o tym, jak mi żal jego dzieci to-be. 2009/04/14 23:22:15
@troll42
Sekundkę, panie zabawny. Czym się różni owo "zaczyna się od klapsa, a kończy na szpitalu" od wymęczonego prawackiego "zaczyna się od zakazu maltretowania, a kończy na odbieraniu dzieci rodzicom za klapsa"? Pierwsze zdanie jest po prostu kłamstwem -- głupio tłumaczyć takie oczywistości, ale policz, ile było w zeszłych latach skatowanych dzieci (a ręczę, że media doniosły o 99.9% przypadków), a potem zobacz statystyki, ile rodziców przyznało się, że dało dziecku klapsa. Ze zdumieniem możnaby odkryć, że dużo większa jest korelacja katowania z nadużywaniem alkoholu (wprowadzić prohibicję!), z bezrobociem (wrócić do komunizmu! praca dla wszystkich!), z brakiem pokrewieństwa między katem a dzieckiem (zakazać rozwodów!). Ale po co szukać złożonych przyczyn, przecież "klaps kończy sie szpitalem" jest takie proste, chwytliwe i można udawać, że się naprawdę rozwiązuje jakikolwiek problem. Drugie zdanie ma szansę z dużym prawdopodobieństwem się ziścić, na co wskazują właśnie przykłady krajów, w których już jest to faktem -- odbiera się dzieci za klapsy albo za umycie im pupy gołą ręką. A zakaz maltretowania już dawno jest. Prawacy nie wymęczają więc zakazu maltretowania, tylko niejasne zakazy "przemocy fizycznej, psychicznej, materialnej, wpisz-swoją-wersję-przemocy", gdzie urzędnik, a nie sąd, podejmuje decyzję, co jest a co nie jest przemocą. 2009/04/14 23:22:39
@pentaprism
Słyszałeś kiedyś o pojęciu ciężaru dowodowego? Nie? No to dawaj dowody, że w Roswelowicach nie ukrywam (naprawdę sprytnie i skutecznie) ufoka, który jest Twoją starą. @lemon www.communitycare.co.uk/blogs/childrens-services/2007/10/fran-lyon-case-the-hidden-agen.html Na przykład. I nie waż się mówić "mama" i "tata", bo Cię zamkną. "Jeśli ma się choć trochę wyobraźni, można też uznać to za przestrogę..." Jeśli się ma choć trochę wyobraźni, można dostrzec, jak wielkim zaniedbaniem jest brak zakazu adopcji przez wampiry. Fakt, że jakiekolwiek sankcjonowanie bicia własnych dzieci, żony, siostry itd, jest prostą drogą do przyzwolenia na publiczne ruchanie owiec i powiewanie wielkim kutasem przed oczami prymasa. A tak w ogóle to masz coś konkretnego do powiedzenia jeden z drugim? 2009/04/14 23:22:42
@cytrynowe
"a piętnastolatek też by był absurdalny?" A piętnastolatka chcesz zatrzymać w domu _przemocą_? Jeśli masz taki problem wychowawczy ze swoim pięnastolatkiem, że on ma gdzieś Twoje polecenia, to ustawa o zakazie przemocy w rodzinie już w niczym Ci nie zaszkodzi. A nawet być może to Ty się będziesz przed nią zasłaniał :-). "projekt ustawy przeciw przemocy w rodzinie skierowany jest nie tyle przeciw przemocy, co przeciw rodzinie" pozostają nietknięte." Skoro odczuwasz taki niedosyt, to bardzo proszę, już to tykam - oto moja refutacja. Brzmi ona następująco: "sranie w banię". Nie widzę żadnego zagrożenia dla swojej rodziny wynikającego z tej ustawy. Stwierdzenie, że ta ustawa skierowana jest "przeciw rodzinie" uważam więc za fałszywe - może jest skierowana przeciwko niektórym rodzinom, na przykład takim, w którym dziewięcioletni student chce gnoić swojego syna za niedostateczne zainteresowanie edukacją, ale wiesz co? Wzruszę ramionami wobec tego problemu. "No to przestań gnoić, głupi bucu, problem solved", mniej więcej taka będzie moja porada. @szybkowar "Nie żebym był fanem klapsów, ale czasem lepiej samemu zastosować warunkowanie klasyczne, niż dziecko ma sobie je zafundować samo na jezdni, nożem w ręce itp." Jak sobie wyobrażasz takie "warunkowanie klasyczne"? Zaprowadzisz dziecko na jezdnie i skatujesz je tam pasem, żeby mu się jezdnia kojarzyła z bólem? Potem powtórzysz to samo z nożem? I z czym jeszcze, z wrzątkiem, z gniazdkiem elektrycznym i oknem na wysokości? Pamiętaj, że jakby Ci kiedyś zabrakło kasy na kondony, to u mnie zawsze masz paczkę za friko. 2009/04/14 23:24:51
@Fran Lyon i Mroczna Opieka Społeczna Szatana
Z tą panią jest taki problem, że po wyszukaniu w google jako pierwszy wyskakuje ten artykuł: www.communitycare.co.uk/Articles/2007/09/20/105839/fran-lyon-case-the-hidden-agendas.html ze smakowitym wprowadzeniem: Another week, another broadside in the propaganda war being waged against the nations child-protection system by the right wing press. And, as in any war, truth can be the first casualty. 2009/04/14 23:34:20
@palacsinta
Co za dziwna i zaskakująca zbieżność wątpliwości. Jakże zastanawia fakt, że kolega pentaprism zalecał gógla. Nie nasuwa Ci się wniosek, że jesteśmy w spisku z Gustawem Adolfem? I nie przypominasz sobie naszego wspólnego klipu "I'm fuckin' Elisabeth II"? 2009/04/14 23:43:43
Starsza pani wykazała się niebywałym luzem, uczestniczą w tym projekcie.
2009/04/15 00:00:14
Panie Wojciechu, jeśli w pańskim cywilizacyjnośmierciowym sercu zostało jeszcze trochę wrażliwości na piękno i dobro, przyznaj proszę kol. Logicowi kartę "free get out of plonk".
2009/04/15 00:01:31
@cytrynowe
"policz, ile było w zeszłych latach skatowanych dzieci (a ręczę, że media doniosły o 99.9% przypadków)" Naprawdę w to wierzysz, czy trollujesz? Pogadaj z kimś czyje wyobrażenie na temat przemocy w polskich rodzinach wynika z empirii, a nie lektury psychiatryka. Jeśli faktycznie w to wierzysz, i w to, że można tu cokolwiek wyjaśnić jednoczynnikowo, albo że ktokolwiek twierdził, że klaps zawsze i deterministycznie musi się skończyć katowaniem, albo że sytuacja dzieci i ich rodzin w Szwecji i UK jest gorsza niż w Polsce, to żal. Dzieci 2009/04/15 00:09:00
@logic
Nie wiem, jak Ty, ale ja już planuję, na co wydam te okupione krzykami wyrywanych rodzicom dzieci europejskie srebrniki. 2009/04/15 00:11:12
@lemon
Pierwsze zdanie jest po prostu kłamstwem -- głupio tłumaczyć takie oczywistości, ale policz, ile było w zeszłych latach skatowanych dzieci (a ręczę, że media doniosły o 99.9% przypadków), A jeżeli Twoje poręczenie mi nie wystarcza, to czy jesteś w stanie przedstawić jakiś solidniejszy dowód? BTW zauważam, że stosujesz nierówną miarkę: w przypadku ew. skatowanych dzieci oczekujesz jakiejś statystyki, a w przypadku odbierania dzieci rodzicom wystarcza Ci kwantyfikator egzystencjalny. Nie ma tak łatwo. Skoro w przypadku dzieci, które wylądowały w szpitalu, pytasz "ile", to ja zapytam "ile" względem dzieci odebranych rodzicom za jednego klapsa. I tu pozwolę sobie Twoim wzorem wyciągnąć z arschlocha hipotezę, że "media doniosły o 99,9% takich przypadków". 2009/04/15 00:16:20
@palacsinta
Srebrniki srebrnikami, wydam je jak zawsze - na popijanie piwka, oglądanie pornografii i zagłosowanie od czasu do czasu. Bardziej jara mnie ten klip z królową :D @mrw Ja też kolegę kocham. 2009/04/15 00:27:09
@cytrynowe
a kto ci człowieku nakładł do głowy, że "rodzina podstawową komórką społeczną jest i basta", że się tak martwisz o spadek jej autorytetu? rozumiem, że w twoim świecie rodzina jest dobra na mocy jakiejś świętej definicji i jeśli w rzeczywistości jest inaczej, to rzeczywistośc ma u ciebie przesrane? i jeśli w zdaniu "instytucja państwa dominuje nad instytucją rodziny" zamienimy słowo "państwo" na "kościół", to w sumie poczujesz się szczęśliwy? 2009/04/15 00:45:13
@klub jagielloński (ot)
Post gościa, którego drażni widok kobiet, w krótkich spódniczkach jest tu. Gość się nazywa Marek Przychodzeń i jest doktorantem na filozofii UJ. Czasem podsyłam tego linka znajomym jako epic fail. 2009/04/15 00:51:53
@kub jagielloński cd.
Nie mogłem powstrzymać się przed wrzuceniem cytatu: "Być może warto byłoby niektórym dziewczynom czy chłopakom zwrócić uwagę na to, że nieskromny strój z powodów metafizycznych, biologicznych i pragmatycznych niszczy relacje międzyludzkie, zagraża trwałości instytucji rodziny, na końcu uderza rykoszetem także w zwolenników korzyści uzyskiwanej tanim kosztem, także kosztem innych." Uważajcie na siebie, chłopaki i dziewczyny. Zwłaszcza, że już niedługo wakacje. 2009/04/15 00:56:31
@erm
A ja, biedny, ze względu na mrw muszę przywdziać strój nieskromny, co we mnie uderzy - i w trwałość instytucji mojej rodziny :( Ale muszę, bo inaczej mrw nie będzie się mógł powoływac na piękno i dobro :( 2009/04/15 00:58:51
@erm.land
O mamo. Musiałem znaleźć oryginał, żeby uwierzyć... Z komentarzy polecam ten zatytułowany Przez mini i dekolty do mordowania dzieci i upadku cywilizacji... 2009/04/15 01:04:38
@jest doktorantem na filozofii UJ.
może ten człowiek chce na sobie sprawdzic czy zdarzają się kretyni z doktoratami? 2009/04/15 01:15:48
Cóż skrywa ten tajemniczy uśmiech dziokądy:
www.kj.org.pl/subsite.php?id=przychodzenmarek 2009/04/15 02:30:52
@ dekolty i cywilizacja śmierci
Mam pecha posiadać szwagra, który jest tak samo pierdolnięty. Z jednej strony zanosi sie nerwowym chichotem w towarzystwie każdej ladnie opakowanej kobiety, z drugiej restrykcyjnie próbuje wymusić noszenie workow od kartofli na własnym potomstwie, co paradoksalnie potomstwo zmotywowało do zerwania kontaktów i pełnej aklamacji cywilizacji śmierci i swawolnego relatywizmu. Czyli w sumie to na dobre wyszło. Trzeba takich buców zachecać a nie zwalczać. 2009/04/15 09:55:39
@cytrynowe
"Pierwsze zdanie jest po prostu kłamstwem -- głupio tłumaczyć takie oczywistości, ale policz, ile było w zeszłych latach skatowanych dzieci (a ręczę, że media doniosły o 99.9% przypadków)" A ja ręczę, że media doniosły o tym 0,01% przypadków, które wyszły na światło dzienne, bo w końcu interweniowała policja czy pogotowie. Znakomita większość patologii w polskich rodzinach jest zamiatana pod dywan. Najwyżej potem rodzice na starość wyrzekają na to, że wyrodne dzieci nawet kartki na święta nie chcą przysłać, bo nie wiadomo o co się obraziły, o te parę pasów, no już doprawdy pani kochana, gnojom się w głowach poprzewracało. "A zakaz maltretowania już dawno jest. Prawacy nie wymęczają więc zakazu maltretowania, tylko niejasne zakazy "przemocy fizycznej, psychicznej, materialnej, wpisz-swoją-wersję-przemocy", gdzie urzędnik, a nie sąd, podejmuje decyzję, co jest a co nie jest przemocą." Natomiast w tej chwili urzędnik, a nie sąd, podejmuje decyzję, czy mamy już do czynienia z maltretowaniem czy tylko z taką przemocą, która Bronisławowi Wildsteinowi wydaje się niezbędna do utrzymania swojego autorytetu wobec krnąbrnego potomka. Jeszcze bardziej bez sensu. Sytuacja, w której przemocy stosować nie wolno, koniec kropka, wcale nie wprowadza dodatkowej arbitralności, przeciwnie. Prosta formuła "kary cielesne są zakazane" jest mniej podatna na arbitralne interpretacje od "ale panie władzo, to było tylko pięć pasów, w dodatku nie z całej siły". @troll "BTW zauważam, że stosujesz nierówną miarkę: w przypadku ew. skatowanych dzieci oczekujesz jakiejś statystyki, a w przypadku odbierania dzieci rodzicom wystarcza Ci kwantyfikator egzystencjalny. Nie ma tak łatwo." Nieprawda, zawsze jest tak łatwo, nie byłoby nauki bez nierównych miarek. Nie można oczekiwać od astronoma, żeby hipotezę, że Księżyc jest zrobiony z zielonego sera, traktował równą miarą jak pozostałe. 2009/04/15 10:02:19
niech mi ktos prosze wytlumaczy taki drobiazg.
otoz polska partia monarchistyczna twierdzi, ze najwazniejszym argumentem za posiadaniem krola jest fakt, ze w monarchiach z natury rzeczy tepi sie wszelkie lewactwo. skoro tak, to dlaczego kolega 'cytrynowe' jako przyklad lewackich wypaczen podal praktyki stosowane wlasnie w krolestwach? 2009/04/15 10:29:33
@wo
Naturalnie wyciągasz zbyt daleko idące wnioski z tego co napisałem. Chodzi mi raczej o uwarunkowanie dziecka tak, żeby uważało ze rodzic ma zawsze racje. Że "no means no". Poprzednim zdaniem bym się podłożył, wiec profilaktycznie dopiszę, że "w pewnych sytuacjach, zwłaszcza tych dotyczących bezpieczeństwa dziecka". Klaps (notabene nienawidzę tego słowa), to absolutna ostateczność, kiedy wszelkie inne środki zawodzą. Jako rodzic zdajesz sobie doskonale sprawę (choć być może już nie pamiętasz), ze jest cala masa sytuacji w których dziecko testuje nasza elastyczność na jego postępowanie, sprawdza jak daleko może się posunąć i jak zareagujemy. W marginesie społecznym szczególnie dobitnie widać, że często w rodzinach sytuacja wygląda tak, ze dziecko może wszystko (lub zdecydowanie zbyt wiele), natomiast karane jest w przypływie poczucia "obowiązku" (bądź trzeźwości) u rodziców, i zwykle lanie nie pokrywa się zupełnie z przewinieniem, bądź po prostu jest dawane w sytuacji w której już nic nie zmieni, bo dziecko lekceważy rodzica. Ale robi to nie dlatego ze jest bite, tylko dlatego ze rodzic wcześniej mu na lekceważenie siebie pozwolił. Świadomie przemilczałeś celne dość zdanie cytrynowego, o korelacji z konkubinatem i alkoholizmem. Szkoda. "Najwyżej potem rodzice na starość wyrzekają na to, że wyrodne dzieci nawet kartki na święta nie chcą przysłać, bo nie wiadomo o co się obraziły, o te parę pasów, no już doprawdy pani kochana, gnojom się w głowach poprzewracało." Jeśli taka sytuacja ma miejsce, to nie chodzi tu raczej o pasy. Bicie najłatwiej zauważyć, rozkład więzi, błędy wychowawcze popełniane niemal od urodzenia dziecka sa trudniejsze do zaobserwowania a lanie to tylko jeden z objawów. Chcąc je wyeliminować należałoby nauczyć rodziców, że z dzieckiem się rozmawia, nie tylko kiedy chce zrobić coś czego nie akceptujemy, tylko tak po prostu, zawsze. Tylko że jak mi powiedziała pewna pani magister na antropologii kultury na pedagogice UW "kto dziś rozmawia z dzieckiem?". 2009/04/15 10:33:48
@hoolighan
"niech mi ktos prosze wytlumaczy taki drobiazg. " otóż jeśli weźmiesz jeden pogląd z dupy, a potem kolejne stamtąd, to nic z tego nie wyniknie, poza tym, że smród będzie coraz większy. I cytrynowy odświeżacz nie maskuje tego stanu rzeczy. 2009/04/15 10:51:09
@szybkowar
"Chodzi mi raczej o uwarunkowanie dziecka tak, żeby uważało ze rodzic ma zawsze racje." Przecież to absurd. Rodzic nie zawsze ma rację. "Że "no means no"." Że "no means no", to pokazujesz dziecku meanując no przez no. Po co do tego jeszcze bicie? "Klaps (notabene nienawidzę tego słowa), to absolutna ostateczność, kiedy wszelkie inne środki zawodzą." Ale to jest ostateczność nieskuteczna. Nic nie osiągniesz. To jakbyś trzymał sobie jako ostateczne rozwiązanie homeopatyczny cyjanek potasu. "Świadomie przemilczałeś celne dość zdanie cytrynowego, o korelacji z konkubinatem i alkoholizmem. " Proszę uprzejmie, oto mój komentarz: "śranie w banię". Moim zdaniem, to zdanie jest całkowicie niecelne. Teraz zadowolony? "Jeśli taka sytuacja ma miejsce, to nie chodzi tu raczej o pasy. " Chodzi o różne rzeczy, ale bottom line jest taki, że jeśli swój autorytet, swoje "no means no" budujesz na fakcie trywialnej przewagi fizycznej, to najpóźniej po kilkunastu latach będziesz miał pooooooważny problem. I tak najpóźniej wobec syna w wieku "zaawansowanym nastoletnim" będziesz musiał usiłować jakoś zbudować autorytet bez przemocy; to czemu nie zacząć po prostu wcześniej? 2009/04/15 10:51:53
@szybkowar
"celne dość zdanie cytrynowego, o korelacji z konkubinatem i alkoholizmem" i liberalizmem, i ateizmem. "jak mi powiedziała pewna pani magister na antropologii kultury na pedagogice UW "kto dziś rozmawia z dzieckiem?" Nawet doktoratu jeszcze nie ma, a już taka mądra! "W marginesie społecznym szczególnie dobitnie widać, że często w rodzinach sytuacja wygląda tak, ze dziecko może wszystko (lub zdecydowanie zbyt wiele)," Zalinkuj jakieś porządne badania, pliz, żeby można było ocenić, jak "szczególnie dobitnie widać, że często". Margines to jest wychowawczy fail by default, tu postulat rozmowy mamusi/tatusia/przyjaciela mamusi/babci z dziećmi wygląda mi na chybiony. Chodzi o ratowanie dzieci przede wszystkim, zsocjalizowanie ich wbrew backgroundowi rodzinnemu w przedszkolu i szkole (jak najwcześniej!) Jeśli uda się opieką społeczną etc. wyciągnąć rodziców na powierzchnię, to fajnie, ale nie za cenę przyzwolenia na praktyki "wychowacze" underclass. 2009/04/15 11:45:07
@ cytrynowe
"do czego może doprowadzić pęd do poprawiania i zastępowania rodziny przez państwo, czego wyrazem jest właśnie omawiana nowelizacja." Czemu mnie nie dziwi, że nawet nie przeczytałeś tej nowelizacji? Wildstein coś tam napisał o zakazie klapsów, a prawo do klapsa to dla prawdziwego Polaka rzecz święta więc nic więcej już wiedzieć nie trzeba right? No to nie right, bo wyboraź sobie, że w tej nowelizacji przede wszystkim chodzi o zobowiązanie Policji, wezwanej do domowej awantury, do zatrzymania osoby stosującej przemoc wobec małżonka czy dzieci. Tak żeby w areszcie sobie wszystko przemyślał i ochłonął. Jeśli to już uważasz za niedopuszczalną ingerencję w instytucję rodziny, to tym gorzej dla rodziny. Tak BTW to największymi beneficjentami tej ustawy będą raczej żony/narzeczone/konkubiny, ale widzę, że tymi to już w ogóle się Wildstein i spółka nie przejmują. 2009/04/15 11:49:28
@urbane.abuse
Mieszkałem przez niemal 20 lat na pradze północ w Warszawie, w starej kamienicy z totalnym przekrojem społeczeństwa, ale oczywiście marginesu było stosunkowo więcej niż w innych dzielnicach. Trudno się tym podeprzeć jako badaniami, nie wysunąłem żadnych teorii naukowych, ani nawet nie napisałem na ten temat nawet jednej pracy na studiach. Krótko mówiąc, możesz totalnie zlać to co piszę. Naobserwowałem się sporo i po prostu tak jest. Rodzinka puszcza dzieciaka wolno, on robi co chce, bo mamusia baluje, dopiero kiedy rzeczywiscie nabroi dostaje wciry lub dostaje je za jakis gówniany drobiazg, podczas gdy poważne rzeczy przechodzą niezauważone. Widziałem dziesiątki takich sytuacji. Podobnie, tylko na mniejsza skalę i w mniejszym natężeniu dzieje się w "normalnych" rodzinach, gdzie tata wraca zmęczony do pracy i se chce telewizor obejrzeć w spokoju. Nie wszystko da się przedstawić w cyferkach. @wo "Przecież to absurd. Rodzic nie zawsze ma rację." Co linijkę niżej napisałem. "Chodzi o różne rzeczy, ale bottom line jest taki, że jeśli swój autorytet, swoje "no means no" budujesz na fakcie trywialnej przewagi fizycznej, to najpóźniej po kilkunastu latach będziesz miał pooooooważny problem. I tak najpóźniej wobec syna w wieku "zaawansowanym nastoletnim" będziesz musiał usiłować jakoś zbudować autorytet bez przemocy; to czemu nie zacząć po prostu wcześniej?" Pełna zgoda, ja w ogóle z tym nie polemizuje. Ja się tylko obawiam moralnej paniki, i sytuacji w której rodzic niosący płaczące dziecko jest podejrzewany o to że robi temu dziecku krzywdę. Bo tego że akurat odciągnął dziecko od jezdni nikt nie zauważył, a to że dziecko płacze u niego na rękach już wszyscy. Zdaję sobie sprawę, że to sytuacja kiedy trzeba wylać dziecko z kąpielą, żeby zapobiec katowaniu dzieci i uczulić na to społeczeństwo, trzeba narobić trochę kłopotów rodzicom którzy w specyficznych sytuacjach muszą zareagować przemocą bo na słowa nie ma czasu. Jeśli mały Jasio sięga po nóż to nie ma czasu na eleganckie wyłożenie mu że to niewłaściwe postępowanie. Do tego jeśli jest naprawdę mały może nie zrozumieć co do niego mówimy, złapanie za rękę zrozumie na pewno. Jeśli w takiej sytuacji Jasio dostanie klapsa, to będzie to mniejsze zło. Po raz kolejny podkreślę, że nawet takiej sytuacji to ostateczność, i klaps ma sens wtedy, kiedy sytuacja się powtarza pomimo wszelkich innych środków zapobiegawczych. W takiej rodzinie to raczej nie rozwinie się w późniejsze katowanie pasem. 2009/04/15 12:13:36
@wo
"Chodzi o różne rzeczy, ale bottom line jest taki, że jeśli swój autorytet, swoje "no means no" budujesz na fakcie trywialnej przewagi fizycznej, to najpóźniej po kilkunastu latach będziesz miał pooooooważny problem." Sugerujesz, że maltretowany nastolatek po latach odwinie się i odda? A nastolatka? To zresztą bez znaczenia, bo nie odda. Tak się składa, że miałem do czynienia z ludźmi wychowanymi w rodzinach patologicznych, w których przemoc fizyczna i psychiczna była na porządku dziennym. I zapamiętałem rzecz następującą: ci ludzie mieli wdrukowane w obwody, że rodzic - rzecz święta, ponieważ od małego byli tak programowani. W dorosłym życiu nienawidzili swoich starych doszczętnie, często zrywali z nimi kontakty, ale żeby posunęli się wobec nich do kontrprzemocy fizycznej, to wymagałoby jakiejś niesamowicie ekstremalnej (nawet jak na ich warunki) sytuacji. Działa tu podobny mechanizm jak w np. przypadku żon alkoholików, które nie potrafią odejść od bijących i pijących mężów, bo ci wmówili im, że same będą niczym. 2009/04/15 12:24:11
@ rakoski
"Sugerujesz, że maltretowany nastolatek po latach odwinie się i odda? (...) W dorosłym życiu nienawidzili swoich starych doszczętnie, często zrywali z nimi kontakty, ale żeby posunęli się wobec nich do kontrprzemocy fizycznej, to wymagałoby jakiejś niesamowicie ekstremalnej (nawet jak na ich warunki) sytuacji." Ja bym chciał tylko zauważyć, że czytając (ze zrozumieniem) dalszy ciąg komentowanej przez Ciebie wypowiedzi znajdziesz informację, że chodzi o budowanie autorytetu, a nie strach przed dostaniem od dziecka w twarz. Poważnym problemem jest świadomość, że niemal dorosły człowiek nie ma żadnego w danym momencie istotnego powodu, żeby uważać rodzica za wartego wysłuchania. Po co wyrywać wypowiedzi z kontekstu? 2009/04/15 12:37:51
@portretwkropli
"Po co wyrywać wypowiedzi z kontekstu?" Nie no, tak generalnie to ja się z tym wszystkim co tu piszecie (większość) zgadzam. Chciałem tylko, stojąc z boku i lurkając, wskazać, że argument "bo nastolatek odda tatkowi, który go od dzieciństwa wychowywał laniem", którym z lubością posługuje się w dyskusji gospodarz... jakby to powiedzieć... nie do końca ma pokrycie w rzeczywistości. 2009/04/15 13:00:09
@Sugerujesz, że maltretowany nastolatek po latach odwinie się i odda? A nastolatka? To zresztą bez znaczenia, bo nie odda.
Krótko i na temat: bzdury pitolisz. Powinieneś raczej napisać "nikt z moich znajomych tego nie zrobił", bo ja widziałam przypadki, w których oddawał ojcu i nastolatek, i nastolatka (bo w wieku piętnastu lat była od ojca wyższa i lepiej wysportowana). Potem sytuacja rozwijała się dwojako: albo ojciec nie odważył się więcej użyć siły, bo zarobienie w papę od własnego dziecka podziałało jak terapia szokowa, albo od tamtej pory tłukli się już regularnie. 2009/04/15 13:16:27
@krystyna.ch
"widziałam przypadki, w których oddawał ojcu i nastolatek, i nastolatka " Co więcej, istnieje też pewien procent rodziców/dziadków dostających łomot od dzieci/wnuków. Wszędzie ta agresja i przemoc. 2009/04/15 13:21:18
@krstyna.ch
"Krótko i na temat: bzdury pitolisz. Powinieneś raczej napisać "nikt z moich znajomych tego nie zrobił" Zapewne piszę bzdury, to normalne i często mi się to zdarza. Ciężko mi wszakże nazwać tych ludzi "moimi znajomymi", to były osoby ciężko doświadczeni w dzieciństwie przez los, uczestnicy grup wsparcia i różnych takich. Ja tam się nie znam, fachowcem nie jestem, piszę co zapamiętałem z rozmów z nimi i co na ten temat mówiła psycholożka. Być może jest to kwestia skali przemocy - nastolatek, który dostawał wciry od czasu do czasu będzie skłonny się odwinąć, a takiemu, który od małego regularnie był tresowany biciem, nie przyjdzie to nawet do głowy. 2009/04/15 13:36:49
wo:Nieprawda, zawsze jest tak łatwo, nie byłoby nauki bez nierównych miarek. Nie można oczekiwać od astronoma, żeby hipotezę, że Księżyc jest zrobiony z zielonego sera, traktował równą miarą jak pozostałe.
Dlaczego? Wydaje się, że astronomowie hipotezę, że Księżyc jest zrobiony z zielonego sera, naprawdę traktują na równi z hipotezą, że Jowisz jest zrobiony z częściowo fałszowanego krowim mlekiem oscypka. 2009/04/15 14:04:37
Wtrące z boku, że nie zapominajcie o matkach dających klapsa po twarzy, a nie że tylko ojciec i ojciec.
A co do oddawania, to bez przesady, to nie ma tak, że to wolny ring. Jak dzieciak odda, to dostanie jednak 10 razy silniej (chyba że jakieś tam przypadki krańcowe, kiedy to synalek jest wiekszy od ojca i w ogóle nelsona mu zakłada, ale po co operować na ekstremach) albo dostanie dodatkowo inną karę, typu czasowe wyjebanie z domu. 2009/04/15 14:14:50
@rakoski
...to były osoby ciężko doświadczeni w dzieciństwie przez los, uczestnicy grup wsparcia i różnych takich.... Być może jest to kwestia skali przemocy - nastolatek, który dostawał wciry od czasu do czasu będzie skłonny się odwinąć, a takiemu, który od małego regularnie był tresowany biciem, nie przyjdzie to nawet do głowy. Ci którzy się odwineli nie potrzebują tak bardzo grup wsparcia i różnych takich. 2009/04/15 14:44:46
Teraz jeszcze ustalcie, czy dzieciak, który dostawał od matki a odwijał się ojcu, po czym nelsona zakładał mu stryjo a werbalnie dissował wuj Mistrz Ciętej Riposty, wyląduje w grupie wsparcia czy nie? Tylko wyłącznie dowody anegdotyczne proszę.
2009/04/15 14:49:20
@brianthedog
"nie zapominajcie o matkach dających klapsa po twarzy" pijesz do tej hiszpańskiej matki, co ją ułaskawili w końcu? 2009/04/15 15:25:03
@szybkowar: Jeśli mały Jasio sięga po nóż to nie ma czasu na eleganckie wyłożenie mu że to niewłaściwe postępowanie. Do tego jeśli jest naprawdę mały może nie zrozumieć co do niego mówimy, złapanie za rękę zrozumie na pewno.
Dotąd mówisz jeszcze do rzeczy... @: Jeśli w takiej sytuacji Jasio dostanie klapsa, to będzie to mniejsze zło. ...a tu już raczysz kopulować. Jaka jest "wartość dodana" tego klapsa? Warunkowanie? Chyba takie, że w chwili zagrożenia musisz patrzeć jednym okiem na zagrożenie, a drugim na rodziców czy nie szykują wcir. Moim zdaniem funkcją klapsa jest wyładowanie złości przez rodzica -- złości na własną indolencję wychowawczą, która poprzez wymuszenie płaczu na dziecku może zostać przekuta w racjonalizację "bo to złe dziecko jest" (piszę skrótowo). @: Po raz kolejny podkreślę, że nawet takiej sytuacji to ostateczność, i klaps ma sens wtedy, kiedy sytuacja się powtarza pomimo wszelkich innych środków zapobiegawczych. Otóż to! Ma wielki sens: wszystkie środki zawiodły; klaps, więc płacze, więc to jego/jej wina, więc moja integralność (jako starającego się rodzica) została zachowana. 2009/04/15 15:46:27
@ szybkowar
"często w rodzinach sytuacja wygląda tak, ze dziecko może (..) zbyt wiele, natomiast karane jest w przypływie poczucia "obowiązku" (bądź trzeźwości) u rodziców" Taa, najczęściej biją w przypływie trzeźwości. Wtedy dostrzegają, że fajnie jest tradycyjnie warunkować. 2009/04/15 15:55:56
@szybkowar
"Ja się tylko obawiam moralnej paniki, i sytuacji w której rodzic niosący płaczące dziecko jest podejrzewany o to że robi temu dziecku krzywdę. Bo tego że akurat odciągnął dziecko od jezdni nikt nie zauważył, a to że dziecko płacze u niego na rękach już wszyscy. " Na razie w praktyce przeważa przeciwstawne zagrożenie - że dziecko musi zabrać pogotowie, żeby rodzinna tajemnica wreszcie wyszła na jaw. W wielu przypadkach dotyczących przemocy domowej albo molestowania seksualnego okazuje się potem, że wielu ludzi - krewni, sąsiedzi, nauczyciele - mieli powody do niepokoju, widzieli sińce, widzieli dziwne zachowanie, słyszeli krzyki, ale się nie wtrącali (choćby dlatego, że wiedzieli, że takie wtrącanie nic nie da - bo nawet jak policja przyjedzie pouczyć sprawcę przemocy domowej, to on już swoim ofiarom pokaże kto tu rządzi, jak tylko policjanci odjadą). Prawdę mówiąc, te sytuacje martwią mnie znacznie bardziej od tej, którą teraz zarysowałeś. Jak już będziemy mieć tylko takie zmartwienia, że "rodzic niosący płaczące dziecko jest podejrzewany o to że robi temu dziecku krzywdę" to powiem, że jest bardzo fajosko. "którzy w specyficznych sytuacjach muszą zareagować przemocą bo na słowa nie ma czasu." Nie ma takich sytuacji. Zawsze szybciej jest zawołać "zostaw" niż uderzyć, a tradycyjne staropolskie lanie pasem w ogóle jest dość czasochłonne. Klaps służy wyłącznie rodzicowi, żeby rozładował swoje zdenerwowanie (may I suggest XBox 360?). "Do tego jeśli jest naprawdę mały może nie zrozumieć co do niego mówimy, złapanie za rękę zrozumie na pewno. Jeśli w takiej sytuacji Jasio dostanie klapsa, to będzie to mniejsze zło." Złapanie za rękę z klapsem to większe zło od złapania za rękę bez klapsa. @rakoski "Sugerujesz, że maltretowany nastolatek po latach odwinie się i odda? A nastolatka? To zresztą bez znaczenia, bo nie odda." Czasem odda czasem nie odda, sugeruję jednak, że pojawi się problem budowy autorytetu inaczej niż przewagą fizyczną. 2009/04/15 16:50:12
BTW Bronislaw-Wildstein-w-sluzbie-ewolucji.html jest fajniejszym tytułem niż ten co poszedł.
2009/04/15 16:58:30
@wo
Uwaga, będę plonkował za zbyt głupkowato ostentacyjne teksty typu "nie czytam papierowych gazet, przecież wszystko jest w internecie WO, bez obrazy, ale właśnie zerwaliśmy z żoną swój ostatni stały kontakt z GW, przestaliśmy kupować piątkową "Telewizyjną". Poprzednie wycięcie stron z felietonami, tudzież ich (subiektywnie patrząc) wykastrowanie tematyczne jeszcze jakoś znieśliśmy. Ale teraz, po kolejnym odchudzeniu, skompresowaniu notek do postaci czterowyrazowych wpisów pod tytułem filmu w kolumnie programu telewizyjnego - nadszedł czas na ostateczne sayonara. Byłbym natomiast zobowiązany, gdybyś dawał wcześniej sygnał, że coś Twojego pójdzie w "GT" - wtedy sobie nabędę. 2009/04/15 21:23:56
@benzo
"WO, bez obrazy, ale właśnie zerwaliśmy z żoną swój ostatni stały kontakt z GW, przestaliśmy kupować piątkową "Telewizyjną" (...) "Byłbym natomiast zobowiązany, gdybyś dawał wcześniej sygnał, że coś Twojego pójdzie w "GT" - wtedy sobie nabędę." Przykro mi o tym słyszeć, ale trochę mi głupio wyrywać się z takimi sygnałami - prywatnie za Ostateczne Fajansiarstwo na blogu dziennikarskim uważam zamienienie go w autoreklamowe wstawki typu "czytajcie jutro w Gazecie Polskiej" albo "Oglądajcie mnie dzisiaj w Telewizji Wąchock". 2009/04/15 21:26:25
@mrw
Nie zgodzę się. Użycie czasownika w formie dokonanej to świetna metoda na zakpienie. Wyobrażam sobie jak wo, zastanawiając się nad tytułem notki o Wildsteinie, skojarzył sobie wiadomy program TV, poczem ironicznie się uśmiechając dodał pod nosem "No to przedstawił..." 2009/04/15 21:48:34
@Przykro mi o tym słyszeć, ale trochę mi głupio wyrywać się z takimi sygnałami
No przecież czasem i tak się wyrywasz. @benzo Zasubskrubuj sobie newsletter. 2009/04/15 21:49:05
@mrw
Ano nie. Wyrażenie "X w służbie czegoś tam" jest tak wyświechtane jak dowolna fraza ze Szpakowskiego (pardonsik, właśnie oglądam Ligę Mistrzów). 2009/04/15 22:18:18
@mrw
"No przecież czasem i tak się wyrywasz. " No ale właśnie czasem, a tu był postulat by jakoś regularniej. Korzystając z okazji: dziś właśnie było nagranie, a w niedzielę w TVP Kultura blok programowy o Maleszce, w którym biorę udział jako współdyskutant! 2009/04/15 23:56:36
@Tylko wyłącznie dowody anegdotyczne proszę.
Ba - kiedy mój dowód anegdotyczny, przy całej swojej słabości, i tak nokautuje uniwersalny kwantyfikator rakoskiego. Przyznaję, że to trochę nitpickizm z mojej strony, bo gdyby napisał: "to rzadko spotykane", "to mało prawdopodobne" pewnie słowa bym nie powiedziała, choć chyba nikt nie robił szczegółowych badań nad stosunkiem prawdopodobieństwa rewanżu do częstotliwości lania. 2009/04/16 00:10:56
@wojtek
"blok programowy o Maleszce" a kto będzie oprocz ciebie współdyskutowal? mozesz jakis trailer zapodac? 2009/04/16 09:35:37
@k_wandachowicz
a kto będzie oprocz ciebie współdyskutowal? Jak bym był WO, wziąłbym do studia przynajmniej agregat prądotwórczy wiadomej firmy. Pomysł ten zapewne nie okaże się popularny, ale mnie nigdy nie zależało na popularności. (Ponadto nie jestem podobny do Johna Cleese'a) 2009/04/16 10:12:42
@benzo
"przestaliśmy kupować piątkową "Telewizyjną"" A my mamy ją gratis. Jako bonus do piątkowej Wyborczej. A że starą Telewizyjną przypomina już tylko graficznie - trudno. Takie czasy. Analogiczne dodatki do Rzepy czy Dziennika są jeszcze gorsze. @wo Sto razy bardziej wolimy czytać papierową. Nawet blogoartykuły Kuczyńskiego czytamy na ogół dopiero w "Przeglądzie". 2009/04/16 10:41:23
A ja tradycyjnie (mam nadzieję, że nie spotka mnie za to w końcu plonk) offtopicznie, choć może nie do końca, bo też dotyczy specyfiki pojmowania rzeczywistości przez prawicowców. RAZ w Rzepie postanowił odreagować frustracje z Psychiatryka i wziął się za pisanie o polskich forach, charakterystyczne jest jego wyznanie: "Pytam kolegów sprawniejszych w obcej mowie, czy na portalach innych stref językowych też znajdują tyle plugastwa; zawsze słyszę, że nie, że to by było nie do pomyślenia."
Wybaczcie lamerskie pytanie, ale dlaczego polscy prawicowcy nie znając języków zawsze się tym chwalą? Jak oni robią prasówki? Mają etatowych tłumaczy, czy wysyłają copy - paste do wujków anglistów i innych filologów? Myślałem, że akurat RAZ kuma przynajmniej język - language. Choć może jestem niesprawiedliwy i "koledzy sprawniejsi" są w "obcej mowie" bo ja wiem, klingońskiej lub elfickiej?... Cały wpis RAZ-a tutaj: www.rp.pl/artykul/9158,289702_Ziemkiewicz__Nasz_rynsztok_swiadczy_o_nas.html 2009/04/16 10:46:22
@ktrout
"Jak oni robią prasówki?" Dwa słowa: risercz ziemkiewiczowski 2009/04/16 10:58:14
@nasiznajomi
Analogiczne dodatki do Rzepy czy Dziennika są jeszcze gorsze. Właśnie naszedłem przypadkiem w weekend Rzeczpospolitą Telewizyjną i niestety nie podzielam Twojego optymizmu. W chwili obecnej (po wykastrowaniu felietonów w GT) RzT chyba wypada ogólnie lepiej - co oczywiście nie znaczy, że powstała u mnie myśl by ją kupować. 2009/04/16 11:37:58
wo
@ktrout ""Pytam kolegów sprawniejszych w obcej mowie, czy na portalach innych stref językowych też znajdują tyle plugastwa; zawsze słyszę, że nie, że to by było nie do pomyślenia." Zabawne - to, co na moim blogu najbardziej raziło niektórych prawaków, czyli goatse, tubgirl i Twoja Stara / Your Mom, to akurat przejąłem ze Slashdota. Ciągle brakuje mi dobrego polskiego odpowiednika akcji trollingowych Gay Nigger Association of America (aczkolwiek Tutensramon na blogu Barta daje dobrą namiastkę). @kuba "a kto będzie oprocz ciebie współdyskutowal? mozesz jakis trailer zapodac?" Będzie dużo wejść, ja jestem w takim bloku, w którym dyskutuję o Maleszce z Izabellą Cywińską. Cywińska mówi o samych początkach jego działalności i przyznaje, że ma swój udział w jego wylansowaniu. Ja - jak to ja - nanoszę go na ogólne globalne tło podobnych zjawisk w innych krajach. Rozmowę prowadzi Max Cegielski. 2009/04/16 16:49:07
Maleszka, z całą swoją działalnością, akurat centralnie się wpisuje w dyskutowany tu wątek. Ciekaw byłbym jego opinii w wiadomych kwestiach (może tu lurkuje), choć zważywszy na życie i dzieło to mogę sobie intuicyjnie zrekonstruować (w sensie podejrzewać).
2009/04/16 17:33:11
@nauka języków obcych po prawicy
Najlepiej zacząć już w dzieciństwie i zapisać pociechę na jakiś oboz językowy. 2009/04/16 19:18:54
@radekjak "Maleszka, z całą swoją działalnością, akurat centralnie się wpisuje w dyskutowany tu wątek."
Przemoc w rodzinie i Maleszka? Skąd to skojarzenie? 2009/04/16 20:10:23
@prorock
Jakoś mi się tak magicznie skojarzyło. Ale raczej nie z przemocą, wręcz przeciwnie. 2009/04/16 20:17:58
Radku, nie gniewaj się, skasowałem Twój trafny komentarz - odkasuję go w niedzielę. Chcę trzymać widzów w napięciu :-)
2009/04/17 08:56:01
@wo
(oftopicznie) mam pytanie o prawa autorskie - nie wiesz przypadkiem, czy jeśli jakaś praca weszła w public domain w miejscu powstania, to oznacza, że w Polsce prawa autorskie na nią także wygasły? jak to w ogóle działa? (konkretnie chodzi o Kiplinga). thx! 2009/04/17 09:34:00
Zarówno w UK, jak i w Polsce copyrighty chronione są przez 70 lat od śmierci. Dzieła Kiplinga są więc jak najbardziej w public domain zarówno tam, jak i tu.
2009/04/17 09:38:40
Rzepa nie odpuszcza, kolejny prawicowy łosiu z tekstem w stylu: "wszystkie dostępne statystyki pokazują, że zakaz mówienia "tata" i "mama" sprawił, że w Wielkiej Brytanii wzrósł procent dzieci z rozbitych rodzin współżyjących ze lemingami":
blog.rp.pl/rosiak/2009/04/16/rodzina-po-angielsku/ 2009/04/17 10:24:40
@ausir & czescjacek
Tylko uwaga, to nie dotyczy przekładów! Przekład dzieła literackiego ma swój własny (c). 2009/04/17 12:52:12
Akurat Rosiak to był zawsze facet z innej półki niż Ziemkiewicz, Semka czy Wildstein. Ale pewnie w Rzepie mają normę - każdy musi przynajmniej raz na pół roku napisać komentarz o nadejściu cywilizacji śmierci. Dziennikarze działu ekonomicznego i sportowego mogą ubiegać się o zwolnienie po przedstawieniu podpisu przełożonego.
2009/04/17 17:14:10
A ja mam takie pytanko, poniekąd offtopiczne aczkolwiek ponadczasowe. Po czym się poznaje prawicowość u blogerów, redaktorów, publicystów itp? Bo ja na swój użytek dzielę ludzi zajmujących się zawodowo pisaniem na normalnych i głupich czy niedorozwiniętych. Tak samo jak polityków zresztą. A co czyni kogoś prawicowym tak a priori? Pytam z czystej ciekawości, bez cienia złośliwości. No bo skoro w naszym kraju ktoś nawet potrafił nazwać mianem prawicowej partię zbudowaną na związku zawodowym
2009/04/17 17:20:10
@adrjan
"Bo ja na swój użytek dzielę ludzi zajmujących się zawodowo pisaniem na normalnych i głupich czy niedorozwiniętych." W ten sposób wpadasz oczywiście w błędne koło definiowania - bo jak określasz czyjąś "normalność"? Chodzi o "normalność" w sensie "przeciętność" czy w sensie "zgodność ze stanem pożądanym"? " A co czyni kogoś prawicowym tak a priori?" A dlaczego w ogóle a priori a nie a posteriori? 2009/04/17 17:43:08
@wo
"Chodzi o "normalność" w sensie "przeciętność" czy w sensie "zgodność ze stanem pożądanym"?" Oczywiście "zgodność ze stanem pożądanym", dodam, że przeze mnie. Przeciętna przeciętność bowiem powoli przestaje być do przyjęcia w naszym smutnym kraju. "A dlaczego w ogóle a priori a nie a posteriori?" Whatever. W sumie nie ma to znaczenia dla wyczekiwanej przeze mnie odpowiedzi :) 2009/04/17 18:35:54
@adrian
"A co czyni kogoś prawicowym" "Przeciętna przeciętność bowiem powoli przestaje być do przyjęcia w naszym smutnym kraju." lekki swądek głupoty Ja, jako potencjalny prawicowiec, rzucam się w szpony ideologicznie niesłusznej lewicy. Po prostu pociągają intelektualnie. 2009/04/17 18:40:13
@adrjan
"Oczywiście "zgodność ze stanem pożądanym", dodam, że przeze mnie. Przeciętna przeciętność bowiem powoli przestaje być do przyjęcia w naszym smutnym kraju. " Zatem okazuje się, że dzielisz "ludzi zajmujących się zawodowo pisaniem" na tych, z którymi się zgadzasz (bo ich pisanie jest zgodne ze stanem pożądanym przez Ciebie) i na tych, z którymi się nie zgadasz. Super! To trochę jałowe poznawczo, ale każdemu jego porno. "Whatever. W sumie nie ma to znaczenia dla wyczekiwanej przeze mnie odpowiedzi :)" No jednak ma, bo odpowiedź będzie zupełnie inna dla pytania z "a priori" a inna z "a posteriori". Jesteś w ogóle pewien, że rozumiesz co to znaczy "a priori" i o co w ogóle pytałeś? W świetle tego, co teraz napisałeś, nabrałem wątpliwości. Poproszę o wyjaśnienie co oznaczało to "a priori" w pytaniu. 2009/04/17 19:20:32
@wo
"Zatem okazuje się, że dzielisz "ludzi zajmujących się zawodowo pisaniem" na tych, z którymi się zgadzasz (bo ich pisanie jest zgodne ze stanem pożądanym przez Ciebie) i na tych, z którymi się nie zgadasz." Trochę inaczej. Dzielę na tych, co piszą z sensem i na tych, co pierdolą bez sensu. A ponieważ bardziej sobie cenię pisanie/mówienie z sensem niż pierdolenie, to bliższa jest mi pierwsza grupa (co nie znaczy, że nie lubię czytać wypocin tej drugiej). Aczkolwiek mam wrażenie, że dzielenie wg kryterium zgadzania się/nie zgadzania się, nawet i Tobie nie jest obce. "No jednak ma, bo odpowiedź będzie zupełnie inna dla pytania z "a priori" a inna z "a posteriori". Jesteś w ogóle pewien, że rozumiesz co to znaczy "a priori" i o co w ogóle pytałeś?" Załóżmy, że nie rozumiem. Dzięki czemu, bez zbędnych wykładów, szybciej przejdziemy do sedna, od którego odbiegamy. Więc teraz - uwaga! - przechodzę do sedna. Czy "prawicowość" jest definicją samą w sobie? Czy jest to definicja wartościująca? Jak w jednym worku zmieścić na przykład targanego obsesjami (taką sobie charakterystykę wymyśliłem) RAZa i Pospieszalskiego (którego postrzeganie świata zatrzymało się w średniowieczu)? I pytania najważniejsze: czy jest takie słowo - "kesonować"? Co znaczy, jeśli jest? Co znaczy, jeśli go nie ma? A może jedno i drugie? 2009/04/17 19:44:33
czy jest takie słowo - "kesonować"? Co znaczy, jeśli jest? Co znaczy, jeśli go nie ma? A może jedno i drugie?
Zamykać w dzwonie z powietrzem, żeby prawda nie wypłynęła. Uzywa się Gazety. Zgadłem? 2009/04/17 20:33:48
@wo
"skasowałem" Rewelacja. Uwielbiam Maleszkę! Zdumiewa mnie, że jest tak niedoceniany. Skasujesz? 2009/04/17 20:43:57
@adrjan
"A ponieważ bardziej sobie cenię pisanie/mówienie z sensem niż pierdolenie, to bliższa jest mi pierwsza grupa (co nie znaczy, że nie lubię czytać wypocin tej drugiej). " Po pierwsze, Twój staż na tym blogu jest zbyt krótki, żebym Ci pozwalał na taki język - więc hamuj się, jeśli nie chcesz, by ten staż już pozostał tak krótki. Po drugie, to jest ciągle ta sama tautologia - "pisanie/mówienie z sensem" to takie pisanie lub mówienie, jakie uważasz za bliskie sobie. Stwierdziłeś więc teraz, że bliskie Ci jest takie pisanie/mówienie, jakie Ci jest bliskie. Brawo, Sherlocku. "Aczkolwiek mam wrażenie, że dzielenie wg kryterium zgadzania się/nie zgadzania się, nawet i Tobie nie jest obce." No pewnie! Mi jest nawet bliskie dzielenie ludzi na wysokich i niskich, ale nie robię z tego aż takiego problemu, żeby włazić ludziom na blogi i się skarżyć, że oni dzielą na grubych i chudych. "Załóżmy, że nie rozumiem." Prosiłbym więc, żebyś odpuszczał sobie okraszanie swoich pytań takimi ozdobnikami, bo na przykład... "Czy "prawicowość" jest definicją samą w sobie?" ...co tutaj oznacza "sama w sobie"? Czym to się ma różnić od "definicji samej dla siebie"? Dlaczego w ogóle prawicowość ma być jakąkolwiek _definicją_? Co taka definicja miałaby w ogóle definiować? "Jak w jednym worku zmieścić na przykład targanego obsesjami (taką sobie charakterystykę wymyśliłem) RAZa i Pospieszalskiego (którego postrzeganie świata zatrzymało się w średniowieczu)?" Bardzo proszę, oto przykładowe wspólne worki mieszczące RAZ-a i Pospieszalskiego - "obywatele RP", "dziennikarze telewizyjni", "ludzie alfabetycznie klasyfikujący się dalej niż Anthony Poshepny (known as Tony Poe, legendary CIA paramilitary officer in Laos during the Vietnam War)". Wszystkich ludzi w ogóle więcej łączy niż dzieli, zwłaszcza na poziomie molekularnym. "I pytania najważniejsze: czy jest takie słowo - "kesonować"?" Zaszło chyba straszliwe nieporozumienie - uznałeś mojego bloga za frontend do wikipedii lub słownika języka polskiego? 2009/04/17 20:56:35
@adrjan
Trafiłeś na niepythonowe towarzystwo :-) Osbiście uważam, że słowo "prawica" jest używane w tak przeróżnych kontekstach, że straciło już jakiekolwiek znaczenie i nie ma sensu go wypowiadać bez natychmiastowego wyjaśnienia, co przez nie rozumiemy. 2009/04/17 21:01:06
@cytrynowe
"Osbiście uważam, że słowo "prawica" jest używane w tak przeróżnych kontekstach, że straciło już jakiekolwiek znaczenie i nie ma sensu go wypowiadać bez natychmiastowego wyjaśnienia, co przez nie rozumiemy." A z jakimi słowami jest inaczej? W powyższym zdaniu wieloznaczne są np. słowa "osobiście", "uważam", "używane", "przeróżnych", "straciło", "znaczenie", "wyjaśnienia" i oczywiśćie "rozumiemy". 2009/04/17 21:04:25
@niepythonowe
Wypraszam sobie. Sądząc po tych bzdurach, Adrjan to nawet nie był w pobliżu czegokolwiek pythonowego. 2009/04/17 22:03:05
@wo
Słowo "prawica", "prawicowy" są używane do opisywania m.in: PiS-u, UPR-u, LPR-u, dziennikarzy Rzepy, przeciwników UE, zwolenników wolnego rynku, Frondy, narodowego socjalizmu III Rzeszy, Radia Maryja. Można zostać uznanym za prawicowca jeśli spełnia się jeden z warunków: jest się patriotą, jest się rzymskim katolikiem, jest się za lustracją, nie jest się wystarczająco euroentuzjastycznym, czyta się salon24, jest się przeciwko szkole dla sześciolatków, uważa się Wałęse za Bolka, podziela się którykolwiek z pomysłów PiSu, jest się za parytetem złota, nie jest się zwolennikiem swobodnego dostępu do aborcji, ... Mogę tak wymieniac całą noc. Oczywiście żaden z warunków nie jest ani konieczny ani wystarczający. Wobec powyższego nadal podtrzymuję, że słowo "prawica" nie niesie samo w sobie żadnego znaczenia. Jeśli wymienione przez Ciebie słowa również są tak pojemne, to mogę się zgodzić, że z innymi słowami nie jest inaczej. 2009/04/17 22:16:50
@cytrynowe
"Jeśli wymienione przez Ciebie słowa również są tak pojemne, to mogę się zgodzić, że z innymi słowami nie jest inaczej." "Osobiście" może oznaczać wykonanie jakiejś czynności bez pomocy osób trzecich, może oznaczać mówienie o uczuciach, może oznaczać przedstawienie własnego stanowiska, może oznaczać wreszcie formę własności - osobiście uważam, że powinieneś osobiście sprawdzić, czy wśród twoich rzeczy osobistych jest dowód osobisty. Że różne słowa mogą znaczyć różne rzeczy, to jest taki typowy Wielki Paradoks Intelektualny, jakim rzucają półmózgi z forum frondy, psychiatryka24 czy bloga Korwina, kiedy chcą zabrzmieć inteligentnie (dodają przy tym całkowicie od czapy "a priori", "sam w sobie" albo "notabene"). Dla człowieka jakoś tam oczytanego to jak paradoksy Zenona z Elei. 2009/04/17 22:38:04
@wo
Omówiłeś tylko jedno z ośmiu słów i podane znaczenia nie są tak odległe od siebie jak moje znaczenia prawicy. Nie zaliczam :-) Obawiam się, że z Twoich postów adrjan nadal nie dowiedział się, jak rozpoznać prawicowy blog. 2009/04/17 22:50:31
@cytrynowe
"Omówiłeś tylko jedno z ośmiu słów" Bo innych mi się nie chce. "podane znaczenia nie są tak odległe od siebie jak moje znaczenia prawicy" Jeśli na serio będziesz się upierał, że LPR bardziej się różni od UPR niż dowód osobisty od osobistego poglądu na sprawę, to się bardzo szybko pożegnamy. "Obawiam się, że z Twoich postów adrjan nadal nie dowiedział się, jak rozpoznać prawicowy blog." Żebyśmy wszyscy mieli tylko takie obawy. 2009/04/17 23:22:23
@wo
Przypomnę problem adrjana -- po czym poznać, że blog jest prawicowy. Moim zdaniem po pierwsze nie ma jednoznacznych kryteriów, po drugie nie są potrzebne, bo zdanie "blog X jest prawicowy" nie niesie żadnej informacji. Nie mówi mi, czy blog jest o gospodarce, o historii, o społeczeństwie, o polityce. Jeśli komuś, kto nie zna partii politycznych, powiesz, że LPR jest prawicowe i że UPR jest prawicowe, to on niczego się o tych partiach nie dowie. Więc np zamiast mówić, że blog Gwiazdowskiego jest prawicowy, wolę powiedzieć, że jest o gospodarce z punktu widzenia zwolennika szkoly austriackiej. Nie używam "prawicowy" do opisywania czegokolwiek i nie zwracam uwagi na ten przymiotnik w cudzych opisach. Jakie znaczenie ma słowo "osobisty" w "dowód osobisty" i "pogląd osobisty" doskonale widać. Jakie znaczenie ma "prawicowy" w "prawicowy blog" -- tego nie widać. Żebyśmy wszyscy mieli tylko takie obawy. No właśnie, adrjan miał tylko taką obawę. Nie możnaby poświęcić jednego postu, żeby ją rozwiać? 2009/04/17 23:55:50
@po czym poznać prawicowość bloga
Super Krowa el rescade! Są takie symptomy, które wskazują na prawicowość: - brak weryfikacji źródeł, skąd potem mamy: przeklejka z Daily Mail&Co. "zakazują mówić mama i tata"; - moralna panika: koniec jest bliski - "zakazują mówić mama i tata"; - teorie spiskowe: "tajny plan żydów/masonów/cyklistów", "lewackie kosmopolityczne porozumienia", "lobby gejowskie"; - poczucie opresji: tylko my mamy najracjonalniejszą rację, a cały świat jest przeciw nam; - zerowy szacun dla inności; - wąski horyzont kulturowy (taki np. Zyzak jadąc po gejach uznaje ich za wysłanników diabła, a nie komentuje ich odniesieniami do kultury); - nie ważne jak rozumiana, ale tradycja: co z tego, że tradycje dla różnych regionów kraju są bardzo różne. Dla mnie to są rzeczy, które świadczą o "prawicowości". Ta definicja oczywiście się zmieni: pojawiają się przecież w internetach ludzie określający się jako "lewicowi" i jadący z jakimś Zeitgeistowym emo. 2009/04/18 01:33:52
lemon: Jeśli komuś, kto nie zna partii politycznych, powiesz, że LPR jest prawicowe i że UPR jest prawicowe, to on niczego się o tych partiach nie dowie.
Aha. A jeżeli komuś, kto się nie zna na kolorach powiesz, że cytryna jest żółta i że kaczeniec jest żółty, to też niewiele mu powiesz o naturze cytryny i naturze kaczeńca. Wniosek: przymiotnik "żółty" nic nie znaczy. BTW ciągle czekam na zamówioną statystykę dzieci zabranych rodzicom za jednego klapsa. 2009/04/18 08:55:48
@troll42
Błąd z tym żółtym, bo nawet jeśli znasz się na istniejących nurtach politycznych, to przymiotnik "prawicowy" nic Ci o partii nie powie bez uściślenia, co konkretnie w partii jest prawicowe (poglądy gospodarcze, stosunek do rodziny itp), a nawet wtedy nie ma do końca jasności. Np gospodarczego programu LPR-u nie nazwałabym prawicowym, a jednak w poprzedniej kadencji patrząc na głosowania w sejmie wychodzi, że najbardziej liberalną partią był właśnie LPR. BTW ciągle czekam na zamówioną statystykę dzieci zabranych rodzicom za jednego klapsa. wybacz, rzadko tu zaglądam ze względu na męczącą kolorystykę, więc nie zauważyłam pytania. Otóż jeśli chcemy wprowadzać jakieś rozwiązanie, to wypadałoby uargumentować zasadność tego --- czyli wskazać problem i dowieść, że nasz pomysł go rozwiązuje. Według mnie przy rządowych projektach na walke z przemocą problem pojawia się już w pierwszym punkcie. Mianowicie przemoc jest, była i będzie, a rodziców, ktorzy zaczęli od klapsa, a skończyli na kilofie jest tak mało, że problematyczność klapsa stoi pod dużym znakiem zapytania. Z drugim punktem automatycznie też jest kłopot, bo skoro nie bardzo jest związek przyczynowo-skutkowy między klapsem a katowaniem, to jak walka z klapsem ma zapobiec katowaniu? A przypomnę, że samo katowanie jest dawno karalne. Gdyby PO udało się przebrnąć przez tą część -- czyli wykazać, że przemoc jest w Polsce problemem i że ich projekt problem rozwiązuje -- to możemy przejść do kolejnego pytania "czy przypadkiem nie pojawią się nowe problemy". Moim zdaniem tak, czego jednym z wyrazów (choć nie najważniejszym) jest owo zabieranie dzieci za klapsa, ale skoro ciągle sam sens ustawy jest dyskusyjny, to argumenty do drugiej części pełnią tylko rolę pomocniczą. Dlatego nie przedstawię żądanych przez Ciebie statystyk, niech wystarczy za sygnał ostrzegawczy, że takie przypadki są w krajach, których rozwiązania próbujemy kopiować. 2009/04/18 09:04:52
@eli.wurman:
Są takie symptomy, które wskazują na prawicowość Większość z tego, co wymieniłeś, to rzeczywiście symptomy, czyli powierzchowne objawy czegoś głębszego. Ja bym, po namyśle, wymienił trzy cechy: normocentryzm, zachowawczość i nieempatyczność. Normocentryzm stawia w centrum światopoglądu normę (normy), której się następnie nosiciel czepia jak pijany płotu. Wolny rynek załatwi wszystko, rodzina jest święta, wystarczy przestrzegać dekalogu, a wszystko będzie dobrze, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, osoba ludzka zaczyna się od poczęcia, itd. Wynika z tego szereg niekiedy przykrych konsekwencji. Prawica ma skłonności metafizyczne (antyrealistyczne), bo trudno inaczej uzasadniać spłaszczające rzeczywistość normy, poszukuje autorytetu, popiera władzę "zaprowadzającą porządek", naturalizuje nierówności społeczne itd. Nadto, normocentryzm to wytrych mało inteligentnych, więc nie powinny dziwić wszelkie przejawy prawicowej głupoty i sztywności, w tym np. uleganie teoriom spiskowym czy podatność na strollowanie typu "w UK nie wolno mama/tata". Zachowawczość (tradycjonalizm, konserwatyzm) i nieempatyczność nie wymagają chyba dalszego rozwijania. 2009/04/18 09:37:11
@normocentryzm, zachowawczość i nieempatyczność...
..to dominujace cechy mentalnosci urzedniczej i partyjnej w prl. wiec jak - pzpr byla prawicowa? czy powaznie twierdzisz, ze normocentrycznosc przesadza o prawicowosci niezaleznie od tresci tych norm? a moze powiesz, ze normocentrycznosc automagicznie determinuje, jakie normy sa stawiane na piedestale? 2009/04/18 09:57:23
@..to dominujace cechy mentalnosci urzedniczej i partyjnej w prl. wiec jak - pzpr byla prawicowa?
A nie? 2009/04/18 10:11:43
@hooolighan:
Ale co, chcesz twierdzić, że PZPR była lewicowa? Po Dżilasie i ukuciu terminu "kapitalizm państwowy" jakby nie wypada. Można przypisać te trzy cechy samej roli urzędniczej, w potocznym rozumieniu jak działa św. Biurokracja. Choć będą temu przeczyć próby wdrażania Urzędu jako Służby, w której trzeba działać sytuacjonistycznie (a nie normocentrycznie) i empatycznie, a zachowawczość będzie piętnowana (jak w: "wy chuje z magistratu, pozwoliliście matkę z dziećmi eksmitować na bruk, zasłaniając się przepisami"). Nie chcę zbyt wiele ryzykować ;) w sensie wchodzenia w nieuprawnione uogólnienia, ale historycznie lewica była reaktywna i zajmowała się demontowaniem zastanych norm. I, oczywiście, granica między zastaną normą, której zachowania chciała prawica, a postawą rozkruszania tej normy (lewica), jest zmienna. Normy dzisiejszego konserwatysty przedwczoraj były bardzo "lewicowe". 2009/04/18 10:22:40
@Ale co, chcesz twierdzić, że PZPR była lewicowa?
nie. przeciwnie - w dyskusjach na temat "czy hitler byl lewicowy" proponuje zazartym prawicowcom deal: "zgodze sie na lewicowosc hitlera, ale jednoczesnie wy sie zgodzcie na prawicowosc stalina" a co do meritum - mysle ze doskonalym kryterium na prawicowosc blogow tu i teraz jest samoidentyfikacja. 2009/04/18 10:31:19
@hooolighan: (dyskusje nt. "Hitler lewicowy")
To jeden z tych tematów, które negliżują przyrodzoną głupotę prawicy :). A mogłaby przecież czytać własnych klasyków. 2009/04/18 11:34:07
@cytrynowe
"Przypomnę problem adrjana -- po czym poznać, że blog jest prawicowy. Moim zdaniem po pierwsze nie ma jednoznacznych kryteriów, po drugie nie są potrzebne, bo zdanie "blog X jest prawicowy" nie niesie żadnej informacji. Nie mówi mi, czy blog jest o gospodarce, o historii, o społeczeństwie, o polityce. Jeśli komuś, kto nie zna partii politycznych, powiesz, że LPR jest prawicowe i że UPR jest prawicowe, to on niczego się o tych partiach nie dowie." Przypomnę problem szmadrjana -- po czym poznać, że zespół jest rockowe. Moim zdaniem po pierwsze nie ma jednoznacznych kryteriów, po drugie nie są potrzebne, bo zdanie "zespół X jest rockowy" nie niesie żadnej informacji. Nie mówi mi, czy jego piosenki są o gospodarce, o historii, o społeczeństwie, o polityce. Jeśli komuś, kto nie zna naszej kultury, powiesz, że Kiss jest rockowy i że Nirvana jest rockowa, to on niczego się o tych zespołach nie dowie. Jeżeli jesteś naprawdę zbyt ograniczony umysłowo na to, żeby nie zauważać, jak wiele jest pojęć równie wieloznacznych, to niebawem się pożegnamy. "Więc np zamiast mówić, że blog Gwiazdowskiego jest prawicowy, wolę powiedzieć, że jest o gospodarce z punktu widzenia zwolennika szkoly austriackiej." Heh, "zamiasty" to w ogóle charakterystyczny błąd pojęciowy ludzi o ciasnych horyzontach. Dla inteligentnego człoweika nie ma "zamiast" - jest czasem tak, czasem siak. Na temat dokładnej klasyfikacji Kiss czy Nirvany można by strzelić spore eseje. To nie oznacza jednak, że samo słowo "rock" nie ma żadnego znaczenia w ogólniejszych kontekstach, na przykład powiedzieć że "po przejęciu tej stacji przez nowego właściciela, na antenie słychać więcej rocka a mniej popu". "Rock" i "pop", a zwłaszcza subtelna granica między nimi, to pojęcia słabo zdefiniowane, a jednak tylko idiota powie, że to przykładowe zdanie nie niesie żadnej treści. _Czasem_ ma sens się wdawać w subtelne klasyfikacje blogu Gwiazdowskiego czy grupy Kiss. _Czasem_ nie ma. Tylko dla durnia tu będzie jakiś "zamiast". "No właśnie, adrjan miał tylko taką obawę. Nie możnaby poświęcić jednego postu, żeby ją rozwiać?" Po pierwsze, "można by". Po drugie, pytania Adrjana w takiej formie, w jakiej je zadał, były bezsensowne i wymagały doprecyzowania. Pytanie o to, co kogoś czyni prawicowcem "a priori" to przecież zupełnie inne pytanie niż to, które teraz zadałeś. Ja się mogę próbować domyślać, o co mu tak naprawdę chodziło, ale z kolei odpowiadanie nie na te pytania, które rzeczywiście padły, tylko na to, co się kto domyśla, że o to chodziło rozmówcy, to właśnie to, czym mnie najbardziej brzydzi Psychiatryk i twory pochodne. Adrjan jednocześnie protestuje przeciwko używaniu nieprecyzyjnych określeń i jednocześnie lubi wypowiadać się w sposób mętny, przeładowany ozdobnikami, których znaczenia sam nie rozumie ("a priori", "same w sobie"), ale kojarzą mu się z mową ludzi mądrzejszych od niego, więc chce ich imitować na zasadzie kultu cargo. To sugeruje, że zamiast cierpliwie odpowiadać na jego pytania lepiej mu dać szansę zabłysnąć intelektem, potem wyszydzić i na koniec zabanować. 2009/04/18 12:09:20
@cytrynowe
"Błąd z tym żółtym, bo nawet jeśli znasz się na istniejących nurtach politycznych, to przymiotnik "prawicowy" nic Ci o partii nie powie bez uściślenia, co konkretnie w partii jest prawicowe (poglądy gospodarcze, stosunek do rodziny itp), a nawet wtedy nie ma do końca jasności." Nie ma żadnego błędu - przymiotnik "żółty" nic Ci o obiekcie nie powie bez uściślenia, czy chodzi o żywy organizm, o zwierzę czy o roślinę. Bardzo dobry przykład. "Otóż jeśli chcemy wprowadzać jakieś rozwiązanie, to wypadałoby uargumentować zasadność tego --- czyli wskazać problem i dowieść, że nasz pomysł go rozwiązuje. " W Szwecji argumenty były mniej więcej takie, że w latach 70. miało miejsce kilka głośnych spraw, w których dziecko miało sińce zauważone przez lekarzy, ale rodzice w procesie skutecznie bronili się tym, że paręnaście pasów to nie jest żadne znęcanie tylko po prostu akceptowalna przez prawo i tradycję kara cielesna. Uniewinniające wyroki budziły oburzenie opinii publicznej, ale trudno mieć pretensje do sądu o to, że działa zgodnie z istniejącymi przepisami. W 1979 roku przyjęto więc pierwszy na świecie prawny zakaz kary cielesnej, połączony jednocześnie z intensywną edukacją dzieci i rodziców. Inne kraje bardzo uważnie obserwowały szwedzki eksperyment - gdy po pięciu latach trwania okazało się, że nic złego się nie dzieje, a skutki są wyłacznie pozytywne, tzn. spada akceptowalność dla kar cielesnych w rodzinie (oczywiście, to tak jak z alkoholizmem - wyeliminować całkiem się nie udało do dzisiaj), zaczęły po 5 latach przyjmować podobne rozwiązania. Problem jest więc prosty: akceptowalność dla jakiejś formy kar cielesnych tworzy szarą strefę arbitralnych rozstrzygnięć. Od ilu pasów mamy już do czynienia z maltretowaniem a od ilu z akceptowalną karą cielesną? Dwadzieścia? Pięćdziesiąt? Albo dziesięć, ale za to sprzączką? Jeśli się tego jasno nie rozgraniczy, to adwokat sprawcy przemocy w rodzinie zawsze go wybroni, o ile tylko sprawca kontrolował się na tyle, żeby dziecka nie zabić lub nie okaleczyć. Bo sprawie karnej wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. Zatem prawo musi być w tej kwestii jednoznaczne: na przykład tak, "nie wolno stosować wobec dziecka przemocy, koniec, kropka". Już wiesz, jaki jest problem i jakie jest rozwiązanie przyjmowane w cywilizowanym świecie. Teraz na Tobie ciąży dowód, że szwedzkie rozwiązanie przyniosło Szwecji jakieś złe skutki, a kopiujące je zachodnie państwa Som Gupie I Majom Fszy Na Pempku. @janek "..to dominujace cechy mentalnosci urzedniczej i partyjnej w prl. wiec jak - pzpr byla prawicowa? " W kraju totalitarnym monopartia zwykle wykształca lewe i prawe skrzydło, a komitet centralny monopartii staje się namiastką parlamentu - bo natura nie znosi próżni. PZPR miała więc swoją lewicową i prawicową frakcję, które kiedyś złośliwie Witold Jedlicki podsumował jako "Chamy" i "Żydy" (od tego, jak nawzajem obie frakcje o sobie mówiły w sensie pejoratywnym). Zresztą ten podział "Chamy" i "Żydy" ma dużo wspólnego z dzisiejszym PiS i PO, bo opozycja antykomunistyczna zawsze miała tendencję do podczepiania się pod "swoich" w aparacie władzy - opozycja proweniencji postendeckiej pod Grunwald i Giertycha, opozycja proweniencji postpepeesowskiej pod ludzi dawnych Płomieni typu Strzelecki. 2009/04/18 15:26:33
@wo
"Zaszło chyba straszliwe nieporozumienie - uznałeś mojego bloga za frontend do wikipedii lub słownika języka polskiego?" Nie, chciałem dodać coś z Pythona, żeby nieco spuścić powietrze z balona. Niestety, nie udało się, aczkolwiek powyższe pytanie ubawiło mnie setnie 2009/04/18 15:41:05
@adrjan
"Nie, chciałem dodać coś z Pythona, żeby nieco spuścić powietrze z balona. " To jak chcesz dodawać coś z Pythona, to dodawaj coś z Pythona, a nie z jakichś fajansiarskich polskich tłumaczeń - bo zaraz mi tu zaczniesz cytować zespół Closterkeller twierdząc, że był w Monty Pythonie. "Niestety, nie udało się, aczkolwiek powyższe pytanie ubawiło mnie setnie" Bo Ty nawet nie rozpoznajesz starego internetowego dowcipu? 2009/04/18 15:47:14
Jest taki fiński film Paha maa, czyli Frozen Land. Nie polecam, szczególnie jak ktoś nie zna Skandynawii, a Finlandii w szczególności, bo może zbrzydzić. Ale jest tam scena jak daddy of three, po śmierci żony, w depresji i generalnej psychicznej rozsypce, leje w pysk nastoletniego syna. Po czym dzwoni po social services, które zabierają mu dzieciaki na kilka tygodni do czegoś w rodzaju internatu, a sam zapisuje się na intensywną terapię. Jak się spytałem moich fińskich przyjaciół, czy to jest realne czy SF, popatrzyli się na mnie dziwnie. Bo było dla nich oczywiste, że jak bezradność wychowawcza prowadzi rodzica do strzału w pysk potomka, szczególnie w takiej sytuacji, to naprawdę znaczy że coś się dzieje niedobrego i nie ma sensu ryzykować, że wszystko się jakoś samo ułoży.
Oczywiście osobna sprawa to zaufanie do państwa i jego agend (ale i w ogóle wszelkich instytucji pomocowych od poradni psychologicznych począwszy), którego u nas (na taką skalę) zbudować się imho nie da. 2009/04/18 16:29:11
@fin
"Nie polecam, szczególnie jak ktoś nie zna Skandynawii, a Finlandii w szczególności, bo może zbrzydzić." Finlandia nie leży w Skandynawii! Pojęcie Skandynawii w ogóle jest niejasne i nieprecyzyjne. Co czyni Skandynawią a priori? Czy Skandynawia jest definicją samą w sobie, sensu stricto, nolens volens, sic i pfuj? Powiedzieć, że jakaś partia jest partią skandynawską, to nie powiedzieć nic o jej programie społecznym czy gospodarczym. I czy Skadynawia może być w kolorze żółtym i czy będzie wtedy ciekawa? Dlatego uważam, że pojęcie "skandynawski" nie ma znaczenia. en.wikipedia.org/wiki/Scandinavia#Finland_and_Scandinavia 2009/04/18 17:47:48
@ WO
Heh. Tak się właśnie zastanawiałem czy dać disklajmer w tej sprawie. I jak to jest co innego termin geograficzny, a co innego potoczne rozumienie? I że nordic countries się regularnie tłumaczy jako skandynawskie państwa? I że w Finlandii w mordę nie leją za przezywanie ich Skandynawami? A czy Szwedzi w Finlandii to Skandynawowie, skoro to mieszkanie na skandynawskim półwyspie matters? 2009/04/18 20:34:55
Nie łapię analogii, bo w "prawicowym" blogu jest takie uściślenie (że nie "prawicowy" pogląd, manieryzm, argument czy whatever, tylko blog). Z resztą, "żółty" też jednak mówi o określonej cesze (subiektywnie: jasne i wyraźne wrażenie barwy, obiektywnie- absorpcja/ odbijanie fal świetlnych o określonej długości), tymczasem "prawicowy" na tym (i innych też) blogach, dla mnie przynajmniej, nie mówi o żadnej konkretnej. Właściwie to do tej pory rozumiałem to określenie (na tutejszym blogu) jako określenie pejoratywne (like "głupi", "nudny", "żałosny"), niosące z sobą jedynie treści aksjologiczne. To by wówczas znaczyło, że jest dla Was niemożliwym wyobrażenie sobie pozytywnego "prawicowego" blogu (tj. czytanego z jakąś satysfakcją, i to nie szyderczą). Zakończenie: Jeśli tak jest, to wszystko jasne; jeśli jednak nie, to byłbym wdzięczny za jakieś naprowadzenie. Pożegnanie: Z góry dziękuję. Permanentny lurker, tymczasowy komentator. 2009/04/18 20:45:16
Przepraszam za powyższe. Nie wiem dlaczego wciąż mi zjada wstęp.
We wstępie tym zapewniałem o nienatarczywości w razie olania, nierozumienia słowa "prawicowy" używanego na tym blogu oraz konstatowałem, że najprawdopodobniej nie rozumiem analogii przeprowadzonej przez Gospodarza. Następnie zacytowałem tę analogię (o żółtości, roślinie, organizmie etc). Dalej było to, co w poście najwyższym. Jak teraz mnie pożre to uznam, że blox mnie nie kocha. Sorki za wprowadzenie ujemnej estetyki. 2009/04/18 21:00:07
@tymczasnik
problemy z komciami Blox nie lubi, jak się używa niestandardowych znaków, cytowań, itepe. Zalecałbym daleko idącą ostrożność w stosowaniu czegokolwiek ponad to, co poniżej pola komcia jest wypisane na szaro. "nierozumienia słowa "prawicowy" używanego na tym blogu" + rozszerzenie definicji Ale czy mój komentarz + komentarz nameste nie jest dla Ciebie dobrą definicją, na czym polega prawicowość? Że są jakieś symptomy i cechy, dzięki którym można się prawicowości spodziewać? "To by wówczas znaczyło, że jest dla Was niemożliwym wyobrażenie sobie pozytywnego "prawicowego" blogu" Trudno jest sobie wyobrazić, że blog, który spełnia okoliczności wymienione przeze mnie i namestego będzie w stanie nieść ze sobą cokolwiek, poza materiałem do lolania. Ale oczywiście możesz wskazać taki prawicowy blog, który pomimo spełnienia warunków jest dla Ciebie ciekawy. 2009/04/18 21:22:36
@eli.wurman
Dzięki za hint o preferencjach bloxa. Będę uważał. Komentarze- Twój i Nameste- nie są dla mnie dobrą definicją. Ty skupiłeś się na cechach negatywnych (nie twierdzę tutaj, że się mylisz; rzecz w tym, że brak pozytywów sugeruje właśnie utożsamianie "prawicowy=żałosny". Czyli charakterystykę wartościową właśnie, nie jakościową). Namaste zaś wymienił/a (przepraszam, nie pamiętam płci) cechy, które- wg mnie- można przypisać również ludziom, których poglądy uchodzą za lewicowe (normocentryzm- że tolerancja, otwartość; zachowawczość- że betonowość poglądów, nierefleksyjność; nieempatyczność- że co prawicowe/ religijne to na pewno oszołomskie). To znaczy, jeśli Wy tak właśnie rozumiecie prawicowość, to OK, choć mi coś tutaj nie pasuje. Mój post to właśnie próba zrozumienia czy to mój problem, czy też jednak te cechy nie określają (wg Was) prawicowości. 2009/04/18 21:23:48
@ po czym poznać prawicowość bloga
Prawicowość bloga (i szerzej prawicowość) można poznać po upośledzeniu umysłowym. Tutaj Łysakowski streszcza odpowiednie badania naukowe w "Konserwatyzm a zanik mózgu": lysakowski.wordpress.com/2007/09/26/wiek-uprzedzenia-i-konserwatyzm/ 2009/04/18 21:33:17
@fr_ee
To też mnie nie przekonuje. W tym artykule jest wskazana korelacja konserwatyzm- zmiany w mózgu. I wskazanie, że za te zmiany odpowiedzialne jest starzenie się. Jerzego Urbana, czy nawet Adama Michnika trudno uznać za młodzieniaszków. Również ich poglądy nie są zanadto zmienne (czyli, wybaczcie stwierdzenie, są konserwatywne). A jednak ani twórczości żadnego z nich nie nazwałbym prawicową. 2009/04/18 21:51:56
@tymczasnik
"rzecz w tym, że brak pozytywów sugeruje właśnie utożsamianie "prawicowy=żałosny"" No ale wskaż przykłady, kiedy prawicowy oznacza nie-żałosny. "Czyli charakterystykę wartościową właśnie, nie jakościową" I z tej żałosności wychodzi marna jakość: bo jaka jest jakość tekstu, który opiera się na bzdurach i przerażeniu, że lewacy mi ojczyznę jebią, albo widzeniu we wszystkim oznak jakiegoś "upadku" czy działalności "wiadomych sił"? "cechy, które- wg mnie- można przypisać również ludziom, których poglądy uchodzą za lewicowe" Oczywiście, że można, dlatego wspomniałem o ludziach z Zeitgeistowym emo. Takich będzie więcej, i te wyraźne symptomy prawicowości po prostu się rozmyją. Póki co jednak całkiem sprawnie można przyłożyć linijkę Wurmana-Namestego do ~psychiatrykowego bloga/tekstu i stwierdzić, że jest to prawicowe pieprzenie. "że co prawicowe/ religijne to na pewno oszołomskie" Kiedy hydraulik przetyka mi rury (pozdro Tuten, jeśli lurkasz) to jego oszołomostwo (brzydkie słow) jest zupełnie nieistotne. Kiedy jednak hydraulik zaczyna mi opowiadać, że panie, teraz te geje to wszystko opanowały, to każę mu po prostu wypierdalać. Prawicowość zakłada, że jechanie ze swoim emo przyjmuje formę niestrawną dla ludzi, których krytykuje. Kiedy lewak krytykuje religię to mówi: wasze poglądy, wasze rozumienie jest złe w tym a tym punkcie, bo. Kiedy robi to prawicowiec pogląd utożsamia z człowiekiem, który jest reprezentantem opcji. Dla mnie obrzydliwość poglądów Terlikowskiego nie powoduje, że np. uważam go za człowieka obrzydliwego jako "człowieka". Prawicowość wymaga braku taktu, wywodzącego się zdaje mi się z motywu "idźcie i nawracajcie/głoście nowinę/itepe". 2009/04/18 22:12:43
@ tymczasnik
"To też mnie nie przekonuje." Jesli to jeszcze nic Ci nie mówi, to poczytaj komentarze. Tam też o innych badaniach, np: "W jaki sposób nasze uwarunkowania psychologiczne oddziałują na poglądy polityczne? Według Johna Josta, psychologa społecznego ze Stanford University, nasza psychika powoduje, że pewne ideologie, poglądy czy ugrupowania polityczne wydają nam się atrakcyjne. Mamy do nich swego rodzaju naturalną skłonność. Niektórzy liderzy polityczni zdobywają naszą sympatię/antypatię swoimi wypowiedziami, zanim dadzą nam okazję do oceny swoich czynów. Przed kilkoma laty Jost przedstawił wyniki badań, w których opisał cechy charakteru skłaniające do konserwatywnych poglądów. Po tej publikacji wynikła prawdziwa burza, a sam naukowiec zebrał potworne cięgi. Okazało się bowiem, że są to takie cechy, jak: lęk, agresja, dogmatyzm, unikanie niepewności i wieloznaczności. Cóż, nie sposób zaliczyć ich do najprzyjemniejszych Skąd jednak taki związek? Jost przypomina, że sednem myśli konserwatywnej jest opór przed zmianami, czyli hołdowanie tradycji, wychwalanie wyidealizowanej przeszłości oraz przyzwolenie dla istniejącej nierówności (walka o równość musiałaby oznaczać odejście od obecnego stanu). Badania Josta pokazują, że osoby o konserwatywnych poglądach unikają nowych doświadczeń i niepewności, dążą zaś do stanów pewnych i przewidywalnych. Wymarzoną sytuacją jest świat z czarno-biały, pozbawiony niepokojących półtonów. Konserwatystów cechuje ponadto poznawcze zamknięcie, które przejawia się między innymi nieufnością do ludzi." Jak sobie to powiążesz a może jeszcze pogóglasz, to się przekonasz :) "Jerzego Urbana, czy nawet Adama Michnika trudno uznać za młodzieniaszków. Również ich poglądy nie są zanadto zmienne (czyli, wybaczcie stwierdzenie, są konserwatywne). A jednak ani twórczości żadnego z nich nie nazwałbym prawicową." Na raka mózgu też nie wszyscy umierają. Ergo: oceniwszy jakiś blog jako prawicowy nie możesz być pewien, że to "psychol" na 100 proc. Ale na 90 proc już tak. Przecież zawsze np jakiś normalny jaja sobie może robić :) 2009/04/18 22:18:41
@eli.wurman
Chyba nienajlepiej się wysłowiłem. Spróbuję być klarowniejszy. Sorki, jeśli się gdzieś powtórzę. "No ale wskaż przykłady, kiedy prawicowy oznacza nie-żałosny." Nie bronię tutaj prawicowości jako takiej (tribute to adrjan). Próbuję tylko zrozumieć Wasze jej pojęcie. Analogia: ktoś uważa, że kolor żółty jest obleśny, paskudny i fuj. Nie neguję tej oceny (jego prawo). Jednak jak widzę, że naszych posłów określa jako "żółtych", to zastanawiam się, czy to taka metafora, czy on tak poważnie. I proszę o zdefiniowanie słowa żółty. Nie chodzi o to, czy ja wskażę coś żółtego, co jest ładne, przyjemne i cacy. Dla niego może takie nigdy nie być. Chodzi o to, czy on potrafi tę cechę scharakteryzować bez wartościowania, czy ją jednak traktuje jako wartościującą. W tym miejscu zamiast "żółty" występuje "prawicowy". "I z tej żałosności wychodzi marna jakość: bo jaka jest jakość tekstu, który opiera się na bzdurach i przerażeniu" Jestem sobie w stanie wyobrazić bzdurny i "przerażający" komentarz ("czarni będą na siłę wszystkich chrzcić. uciekajcie! uciekajcie!"), który bym pod prawicowy nie podciągnął. Stąd nie uważam tej cechy za określającą. "można przyłożyć linijkę Wurmana-Namestego do ~psychiatrykowego bloga/tekstu i stwierdzić, że jest to prawicowe pieprzenie" Inaczej: czy utożsamiasz psychiatryczność24 z prawicowością. Tj: czy wszystko co prawicowe musi być (z koniecznosci) psychiatrykowym? "Kiedy lewak krytykuje religię to mówi: wasze poglądy, wasze rozumienie jest złe w tym a tym punkcie, bo." Tu chyba właśnie jest clue. Ja twierdzę, że często krytyka religii, czy nawet PiSu taka nie jest (u ludzi podających się za nie-prawicowców). Że często jest to "he he he borubar. he he he irasiad. he he he postrafiam fszystkich polakufff. Ale ten PiS, kler żałosny". Jeśli nie podzielasz mojej opinii, to chyba na tym zakończymy. Jeśli jednak podzielasz- to znaczy, że z tutejszym definiowaniem prawicowości jest coś nie tak. 2009/04/18 22:23:24
@fr_ee
Nie zgodzimy się, bo dla mnie konserwatywny może być nie tylko prawicowiec. A tylko w tym rozumieniu Twoje wyjaśnienie- wg mnie- jest dorzeczne. 2009/04/18 22:48:18
@tymczasnik
Na początek: faktycznie, składaj swoje komcie do porządku, bo nie precyzują zbytnio o co Ci chodzi. Ten do którego odwołam się poniżej też taki jest. "a twierdzę, że często krytyka religii, czy nawet PiSu taka nie jest (u ludzi podających się za nie-prawicowców). Że często jest to "he he he borubar. he he he irasiad. he he he postrafiam fszystkich polakufff. Ale ten PiS, kler żałosny"" Ale co chcesz udowodnić? Że możliwość bycia bucem jest niezależna od poglądów politycznych? No jest, i co? Chodzi o (tymczasowy, jak już wcześniej wspomniałem, czego nie chcesz sobie przyswoić) rozkład buców w zależności od opcji. "Jestem sobie w stanie wyobrazić bzdurny i "przerażający" komentarz ("czarni będą na siłę wszystkich chrzcić. uciekajcie! uciekajcie!")" Ja sobie jestem w stanie wyobrazić używalne GUI dla Linuxa. Ale co z tego? Ostatnio wyskoczył coś a'la lewacki moral panic z okazji Amazon.com który przeniósł do kategorii "pow. 18/21 roku życia" wszystkie książki oznaczone jako LGBT - choć był to oczywiście błąd systemu, a nie jakaś zorganizowana dywersja (choć ktośtam się przyznał, że to jego robota, że skrypt, że grupa która flagowała określone pozycje jako "dla pełnoletnich", ale Amazon zdementował) - tylko, czy to oznacza, że faktycznie Amazon.com walczy z LGBT? Nie. Gdyby jednak motyw był w stronę: biblia&Co. wskoczyła jako tekst dla dorosłych - podniósłby się wrzask, że to zamierzona walka z religią, bogiem, kościołem i tak dalej. Przypomnę jeszcze o jednej z prawicowych ściem tyczących się ruchu LGBT (jak ktoś pamięta linka, wrzućcie), że niby został wydany podręcznik, jak osoby LGBT mają przedstawiać się w przestrzeni publicznej, by uzyskać "przywileje". Okazało się, że taka pozycja nigdy nie powstała, a wszystko było zmyślone. Więc zmyślone moral panic to coś, co jest elementem prawicowości. "Tj: czy wszystko co prawicowe musi być (z koniecznosci) psychiatrykowym?" As in: czy wszystko, co jest białe musi być z konieczności białe, a nie może być że kremowe, w kolorze kości słoniowej, lekko szare, perłowe? No pliz, zią. No i zważ na użycie określenia near-psychiatrykowe (mało wyraźna tylda, czy jak?). "Jeśli jednak podzielasz- to znaczy, że z tutejszym definiowaniem prawicowości jest coś nie tak." Oczywiście, jest to definicja tymczasowa, czego zupełnie nie kumasz. Nie podzielam Twoich poglądów, bo zupełnie nie da się ich wyczytać z tego, co piszesz. Wrzucasz ileś swoich zastanowień nad przedmiotem i się dziwisz, że nie uzyskujesz precyzyjnej odpowiedzi. 2009/04/18 23:01:16
@tymczasnik
"Z resztą, "żółty" też jednak mówi o określonej cesze (subiektywnie: jasne i wyraźne wrażenie barwy, obiektywnie- absorpcja/ odbijanie fal świetlnych o określonej długości), " Wcale nie takiej określonej. Subiektywne wrażenie barwy jest właśnie cholernie subiektywne. Bardzo możliwe, że coś, o czym jesteś głęboko przekonany, że jest żółte, dla Twojej significant other (zakładając Twoją heteronormatywność) będzie już kremowe, pomarańczowe, cytrynowe czy co tam jeszcze się łapie na różne zbliżone widma. "To by wówczas znaczyło, że jest dla Was niemożliwym wyobrażenie sobie pozytywnego "prawicowego" blogu " Mogę sobie doskonale wyobrazić - na przykład blog Davida Camerona, który na mnie ogólnie robi dobre wrażenie (ale nie wiem czy bloguje). W Polsce problemem jednak jest to, że prawicowość u nas silnie koreluje z intelektualną indolencją, bo u nich panuje selekcja negatywna. Od poczatku lat 90. prawica trzyma łapę na kurkach z publicznymi pieniędzmi - najpierw rozgrabili RSW, potem zrobili skok na Woronicza a na deser kumple i znajomi działaczy NZS obsadzili rady nadzorcze spółek kontrolowanych przez państwo, od Tepsy po Orlen. W efekcie żeby zostać zawodowym prawicowym publicystą musiałeś mieć po prostu kumpla z NZS i to było ważniejsze od Twojego oczytania czy inteligencji. Skutkiem tego człowiek, który ma dość oleju w głowie, żeby w ogóle umieć zweryfikować rewelacje Lisickiego o zakazie mówienia tata i mama albo rewelacje Ziemkiewicza o tym, że w Niemczech przeprowadzili identyczną lustrację dziennikarzy jak ta, którą chciał zrobić PiS - zaczyna ich uważać za głupców. W Polsce korelacja jest więc trochę dziełem przypadku, ale podobnie było w PRL - w PRL w latach 80. jeśli ktoś był działaczem ZSMP, to już musiał być jakiś tępy aparatczyk. Ta sama negatywna selekcja. 2009/04/18 23:07:09
@eli.wurman
"Ale co chcesz udowodnić? Niczego nie chcę udowadniać. Jak na razie odbieram słowo "prawicowy" tutaj jako (teraz alternatywa rozłączna) a) synonim negatywności; b) słowo źle zdefiniowane. Coraz bardziej upewniam się, że ta alternatywa jest prawdziwą. Próbuję dociec czy a) czy b). "Okazało się, że taka pozycja nigdy nie powstała, a wszystko było zmyślone. Więc zmyślone moral panic to coś, co jest elementem prawicowości." No racja. Chodzi mi o to, że jeśli bywa też elementem nie-prawicowości (co- jeśli rozumiem- nie jest przez Ciebie kwestionowane), to nie jest cechą sensownie określającą prawicowość. "As in: czy wszystko, co jest białe musi być z konieczności białe..." Znów nieprecyzyjnie się wyraziłem. Chodzi mi o cechę która konstytuuje prawicowość, nie o cechę, która *również*do niej się odnosi. To jak z ptakami- niektóre, owszem, pływają, jednak nie jest to cecha która by je określała (bo nie wszystkie pływają i nie tylko ptaki). "Oczywiście, jest to definicja tymczasowa, czego zupełnie nie kumasz. Nie podzielam Twoich poglądów, bo zupełnie nie da się ich wyczytać z tego, co piszesz. Wrzucasz ileś swoich zastanowień nad przedmiotem i się dziwisz, że nie uzyskujesz precyzyjnej odpowiedzi." Oto moje poglądy: Tutejsze definiowanie prawicowości jest nieadekwatne do Waszych poglądów, albo traktujecie "prawicowość" jako li tylko określenie wartościujące. Wrzucam zastanowienia dot. Waszych definicji, bo mam wrażenie, że jej nie rozumiem. Moje zaś poglądy nie mają (do Waszej definicji) nic do rzeczy. PS: Jak macie mnie dość, to sobie pójdę. Nie chcę być upierdliwy. 2009/04/18 23:13:23
@tymczasnik
"b) słowo źle zdefiniowane" A wszystko przez to, że rozmycie zakresu znaczeniowego uważasz za przejaw "złego zdefiniowania". Co jest po prostu głupie, bo tak samo rozmyte zakresy mają słowa takie jak "romantyczny", "kiczowaty", "cyberpunkowy" czy "hiphopowy". Dla ludzi inteligentnych to, że jesteśmy skazani na posługiwanie się takimi rozmytymi pojęciami do opisywania wspólczesnej kultury jest nudną oczywistością. Czy jest jakaś dobra, jednoznaczna definicja "science fiction"? Oczywiście nie ma. I co z tego? "PS: Jak macie mnie dość, to sobie pójdę. Nie chcę być upierdliwy." Powyższe powinno tak dokładnie rozwiewać Twoje wątpliwości, że naprawdę nie wyobrażam sobie Twojej nieupierdliwej kontynuacji tematu - ale zaskocz mnie (skoro sam sobie dałeś ksywkę "tymczasnik", to nawet nie mam Cię czym straszyć). 2009/04/18 23:16:05
@wo
Dzięki. Już widzę w czym rzecz. Ja po prostu nie wierzę w "significant other". Jeśli uznaję coś za żółte, to jest to dla mnie żółte. Jeśli uznaję coś za "żółte, ale", to jest to dla mnie "żółte ale". Nie uznaję "significant other" w zakresie wrażeń. To chyba jest ten punkt, w którym się różnimy. Niżej opisał Pan historię polskiej prawicy- nie polemizuję z nią. I gdyby nie "significant other" nadal bym jątrzył. A tak to rozumiem, że po prostu nie rozumiem. Dzięki. 2009/04/18 23:26:19
@tymczasnik:
z tutejszym definiowaniem prawicowości jest coś nie tak Masz kłopot z właściwym stosowaniem pojęć. Przez "definiowanie" rozumie się na ogół podanie równoważności (X jest prawicowe wtedy i tylko wtedy, gdy X cośtam-cośtam). Charakterystyka (nazwana tu wyżej "linijką Wurmana-Nameste") prawicowości polegała na podaniu przybliżonego warunku koniecznego. Czyli "jeśli X jest prawicowy, to X jest normocentryczny i X jest zachowawczy i X jest nieempatyczny". W drugą stronę działać nie musi, tzn. można np. wytknąć palcem normocentryka, który jako żywo prawicowy nie jest, albo z trudem by się go tak określiło. Altemeyer sformułował zespół prawicowego autorytaryzmu jako opis pewnego typu psychologicznego, nie zaś jako konglomerat poglądów politycznych, choć jedno koreluje z drugim (wiki, do której linkuję wyżej, dodaje: "most psychologists now believe that authoritarianism is a predominantly right-wing phenomenon"). Oczywiście, RWA nie wyczerpuje całego spektrum rozmaitych odcieni i natężenia "prawicowości". Niemniej, warto się zapoznać z tym opisem, hm, kondensatu, bo nieźle tam widać cechy (psychologiczne), których przejawy podawał eli.wurman (np. moral panic, misyjność, skłonność do agresji/przemocy itp., a generalnie -- także objawy braku inteligencji ;). 2009/04/18 23:29:26
@WO
"A wszystko przez to, że rozmycie zakresu znaczeniowego uważasz za przejaw "złego zdefiniowania" " "romantyczny", "cyberpunkowy" czy "hiphopowy" są dla mnie określeniami jakościowymi. Nie niosą one ładunku aksjologicznego. "kiczowaty"- głównie wartościującym (głównie, bo można tego określenia używać nie wartościując). Na Pana blogu odbieram słowo "prawicowy" jako wartościujące. Nie wiem co do rzeczy ma rozmycie zakresu znaczeniowego. Że można używać i tak i tak? No można. Ale jeśli to nie wartościujące, to winno się w takim razie przybliżyć charakterystykę specyficzną dla tego określenia (niewartościującą). Jeśli pod określenie podpada wiele niejasnych cech, to w opozycji (romantyzm vs pozytywizm- romantyzm kieruje się wrażeniem, uczuciem, pozytywizm rozumem, utylitarnością). Charakterystyka romantyzmu w opozycji do pozytywizmu jako "nurt literacki" nie jest żadną charakterystyką. "nie wyobrażam sobie Twojej nieupierdliwej kontynuacji tematu" Spróbowałem. Jeśli niewystarczająco- proszę mnie śmiało olać. Nie będę kontynuował. 2009/04/18 23:31:03
@tymczasnik
"Ja po prostu nie wierzę w "significant other"" Albo albo jeszcze nigdy w dziejach mojego bloga tak bardzo na miejscu nie była riposta Każdemu Jego Porno, albo po prostu nie rozumiesz, co oznacza to określenie (co bardzo by pasowało do mojego wyobrażenia Przeciętnego Prawicowego Blogera z Psychiatryka24 - bo to nie wstyd czegoś nie rozumieć, ale nawet nie umieć sprawdzić hasła w angielskiej wikipedii, no to już naprawdę godne elektoratu PiS). "Jeśli uznaję coś za żółte, to jest to dla mnie żółte." No to my z prawicowością tak samo, zatem nadal analogia się świetnie broni. 2009/04/18 23:35:16
@nameste
Wszystko okej. Tylko to mówi "jakie jest prawicowe", a nie pozwala go zidentyfikować. Wszystkie ptaki mają układ krwionośny, kostny i są jajorodne. Taka charakterystyka za Chiny jednak nie pozwala odróżnić ich od gadów. Moje pytanie brzmi: czym się różni prawicowy od nieprawicowego. Jeśli to na wyczucie- okej, przyjmuję. Ale wtedy, niestety, epitet "prawicowy" sprowadza się tutaj do "jeden z mi się niepodobających" 2009/04/18 23:36:55
@tymczasnik
""romantyczny", "cyberpunkowy" czy "hiphopowy" są dla mnie określeniami jakościowymi. Nie niosą one ładunku aksjologicznego. "kiczowaty"- głównie wartościującym (głównie, bo można tego określenia używać nie wartościując). Na Pana blogu odbieram słowo "prawicowy" jako wartościujące." Na blogu kogoś, kto nie lubi hiphopu podobnie odbierałbyś słowo "hiphopowy". "Jeśli pod określenie podpada wiele niejasnych cech, to w opozycji (romantyzm vs pozytywizm- romantyzm kieruje się wrażeniem, uczuciem, pozytywizm rozumem, utylitarnością)" Przecież określenie "romantyczny" wybiega swoim znaczeniem bardzo daleko poza opozycję romantyzm vs pozytywizm. Na przykład w zdaniu "Kończąc cykl o Harrym Potterze, J.K. Rowling wybrała romantyczny wariant OBHWF" to znaczenie jest niemalże przeciwstawne, bo gdyby cykl o Harrym Potterze pisał Goethe czy Mickiewicz, to w zakonczeniu Harry oczywiście wybrałby samobójczą śmierć, by tylko pociągnąć za sobą Voldemorta, a jeszcze w rezultacie kupa postaci drugoplanowych też by jakoś malowniczo poginęła, a Ginny Weasley by oszalała i wylądowała w Azkabanie or sth. 2009/04/18 23:37:37
@tymczasnik
"Moje pytanie brzmi: czym się różni prawicowy od nieprawicowego." Tym samym, co żółty od niebieskiego - położeniem w spektrum. 2009/04/18 23:45:00
@tymczasnik
"Nie niosą one ładunku aksjologicznego. "kiczowaty"- głównie wartościującym (głównie, bo można tego określenia używać nie wartościując). Na Pana blogu odbieram słowo "prawicowy" jako wartościujące." Matko Jameson od pornoli! Ale przecież o to chodzi, że prawicowe pisanie nie jest złe, bo prawicowe, tylko dlatego, że jest nierzetelne, kłamliwe, bez poczucia humoru, z analogiami z dupy, itp. "winno się w takim razie przybliżyć charakterystykę specyficzną dla tego określenia" No to linijkę wyżej przybliżam: taka charakterystyka jest (póki co) specyficzna dla określenia "prawicowe". "mówi "jakie jest prawicowe", a nie pozwala go zidentyfikować" Domagasz się dowodu z Ontometru Mruwnicy, którego tu nie dostaniesz. "Wszystkie ptaki mają układ krwionośny, kostny i są jajorodne. Taka charakterystyka za Chiny jednak nie pozwala odróżnić ich od gadów." Raz że zawęża dostatecznie, żeby łatwiej było sprawdzać dalej, a dwa: wszystko ma jedną nóżkę bardziej, a na brzuchu zielono. Jeśli szukasz kogoś, kto da Ci teh ultimate answer co jest prawicowe, to chyba tylko jakiś prawicowiec (choć zaraz się zaczną rozbijać o prawdziwie-prawdziwego Szkota). 2009/04/18 23:46:50
@WO
"significant other" Prawda, nie zrozumiałem. Sądziłem, że mówimy o jednym podmiocie i jego wrażeniach. Nie o wrażeniu odbieranym przez różne podmioty. Co sugeruje drugą ewentualność? "Na blogu kogoś, kto nie lubi hiphopu podobnie odbierałbyś słowo "hiphopowy". " I spytałbym się czy rozumie przez to coś ponad "durne, idiotyczne, beznadziejne", czy nie. Tak jak to czynię tutaj. "Przecież określenie "romantyczny" wybiega swoim znaczeniem bardzo daleko poza opozycję romantyzm vs pozytywizm." Przecież wcale temu nie przeczyłem. Żeby jednak zrozumieć czym ten romantyzm jest, należy uściślić w którym znaczeniu go używamy. Romantyzm- pozytywizm to wyjaśnia. Cała moja twórczość w jakim właśnie znaczeniu używa się tu "prawicowy". I dalej nie wiem (tj. mam sprzeczne dane). Mam wrażenie, że wyglądam na agresora. Tak? Bo wtedy sobie daruję. 2009/04/18 23:48:43
@WO
""Moje pytanie brzmi: czym się różni prawicowy od nieprawicowego."" "Tym samym, co żółty od niebieskiego - położeniem w spektrum." Jestem w stanie określić położenie w spektrum żółtego od niebieskiego bez określeń wartościujących. Chodzi o to, czy da się to zrobić z "prawicowością"-"nieprawicowością". 2009/04/18 23:54:07
@eli.wurman
"Raz że zawęża dostatecznie, żeby łatwiej było sprawdzać dalej" Nu, mnie właśnie chodzi o to dalej. Chyba, że Wam chodzi (trzymając się przykładu) jedynie na wskazanie, że te ptaki, panie, to krew mają, mózg i na dodatek kończyny. I są dlatego fuj. "ultimate answer" hej, hej. Ale ja nie chcę jedynej i słusznej definicji prawicowości. Ja w ogóle nie chcę definicji. Ja chcę wiedzieć, czym odróżniacie prawicowe od nie-prawicowego (i wbrew pozorom, nadal nie uzyskałem odpowiedzi) Kurczę. Dajcie mi znak, jeśli jestem natarczywy. 2009/04/18 23:56:19
@tymczasnik:
Moje pytanie brzmi: czym się różni prawicowy od nieprawicowego. Jeśli to na wyczucie- okej, przyjmuję. Ale wtedy, niestety, epitet "prawicowy" sprowadza się tutaj do "jeden z mi się niepodobających" Bzdura. Chodziło Ci bodaj o rodzaj papierka lakmusowego na "prawicowość", szybko & łatwo podającego odpowiedź po przyłożeniu do 1234 liter wyciągniętych z czyjegos bloga. Dostałeś szereg wskazówek (typu: sprawdź, czy powołują się na prawo naturalne, sztywne normy, panbóg tak chciał, itd.). Dostałeś parę linków, do których nie chciało Ci się zajrzeć, sadząc po szybkości marudzącej reakcji. Chcę przez to powiedzieć, że pomiar "prawicowości" wymaga zastosowania pewnej wiedzy, od której nawet nie zdobycia, ale polizania, stanowczo się odżegnujesz, nalegając zarazem: "dawać ten papierek, ale już". Jeśli przez "na wyczucie" rozumie się "stosując odpowiednie, poparte jakąś wiedzą kryteria, ale nie sprawozdając się z każdego kroku tej procedury", to tak, robimy to tutaj (jeśli mogę użyć 1 osoby l.mn.) na wyczucie. Oddzielną sprawą jest użycie określeń "prawicowy"/"lewicowy" w funkcji epitetów. Dziwnie natomiast, wg mnie, adresujesz pretensje. Otóż od ładnych paru lat po internecie grasują stada agresywnych idiotów, nagminnie stosujących epitet "lewak" właśnie na zasadzie "nie podoba mi się, mój wróg". Ubolewam nad tym, że po pewnym czasie pojawił się także (reaktywnie) "prawak", który o tyle wszakże więcej znaczy, że ten zbiór agresywnych idiotów, rzucających bez sensu "lewakami" jest mocno zuniformizowany. Więc przynajmniej nie ma kłopotu ze wskazaniem desygnatu na tę nowowprowadzoną konwencję terminologiczną. 2009/04/19 00:05:27
@tymczasem
"Jestem w stanie określić położenie w spektrum żółtego od niebieskiego bez określeń wartościujących. " Ale oczywiście jak wleziesz na jakiegoś bloga o modzie, gdzie właśnie ktoś lansuje jakaś teorię typu "pink is the new black", to się okaże, że tam też poszczególne kolory są wartościowane. Im też będziesz podobnie zawracać głowę? "Sądziłem, że mówimy o jednym podmiocie i jego wrażeniach. Nie o wrażeniu odbieranym przez różne podmioty. Co sugeruje drugą ewentualność? " Użycie słowa "subiektywny", które generalnie ma sens (tzn. daje się odróżnić od pojęcia "obiektywny") tylko przy założeniu istnienia innych podmiotów. "I spytałbym się czy rozumie przez to coś ponad "durne, idiotyczne, beznadziejne", czy nie. Tak jak to czynię tutaj. " I naprawdę nie rozumiem, dlaczego fafnasta odpowiedź twierdząca wciąż Ci nie wystarcza. "Mam wrażenie, że wyglądam na agresora." Gorzej - nudziarza. @nameste "Dostałeś parę linków, do których nie chciało Ci się zajrzeć, sadząc po szybkości marudzącej reakcji. " Jego wpadka z "significant other" sugeruje, że link po angielsku jest dla niego tyle wart, co dla mnie link po mandaryńsku. 2009/04/19 00:06:40
@nameste
"Bzdura. Chodziło Ci bodaj o rodzaj papierka lakmusowego na "prawicowość", szybko & łatwo podającego odpowiedź po przyłożeniu do 1234 liter wyciągniętych z czyjegos bloga." Bzdura. Proszę o cytat, gdzie oczekiwałem obiektywnego zdefiniowania prawicowości. Oczekiwałem subiektywnego- znaczy, założyłem, że jeśli ktoś się posługuje tym terminem, to go w jakiś sposób rozumie. "Jeśli przez "na wyczucie" rozumie się "stosując odpowiednie, poparte jakąś wiedzą kryteria, ale nie sprawozdając się z każdego kroku tej procedury" " Wskaż mi, proszę, gdzie używa się terminu "na wyczucie" w odniesieniu do "jakichś kryteriów". Następnie wyjaśnij, co znaczą tu "odpowiednie". Jeśli nie, to napisz, proszę, po co ten akapit. Nie lepiej odpowiedzieć "nie na wyczucie, tylko poprzez kryteria", a następnie określić te kryteria? Bo o te kryteria mi właśnie chodzi. "Dziwnie natomiast, wg mnie, adresujesz pretensje" Matko w niebiesiech. A gdzież ja mam jakiekolwiek pretensje? Wskazujesz, że wcześniej używano wartościująco słowa "lewak". Jeśli tak samo określasz słowo "prawicowiec" to tyle, żadnych pretensji. Jeśli nie, no to chcę wiedzieć właśnie jak. Nie chcesz odpowiedzieć- też OK. Ale napisz to, proszę, wyraźnie, bo wciąż nie wiem, czy to ja niezbornie piszę, czy czasem kogoś- niedajbuk- trafiłem w słabiznę. 2009/04/19 00:13:41
@WO
"Ale oczywiście jak wleziesz na jakiegoś bloga o modzie, gdzie właśnie ktoś lansuje jakaś teorię typu "pink is the new black", to się okaże, że tam też poszczególne kolory są wartościowane. Im też będziesz podobnie zawracać głowę? " Owszem. Dam im znać, że kolor to nie jest całkowicie subiektywna ocena, ale jest ona wywołana czynnikami pozasubiektywnymi. Jak odpowiedzą: a my właśnie traktujemy kolry zupełnie subiektywnie i co nam pan zrobi?" to nie będę więcej zawracał głowy. Zatem: czy "prawicowy" tutaj jest synonimem negatywnego określenia? "Użycie słowa "subiektywny", które generalnie ma sens (tzn. daje się odróżnić od pojęcia "obiektywny") tylko przy założeniu istnienia innych podmiotów." Eeee? A Berkeleyu Pan słyszał? "I naprawdę nie rozumiem, dlaczego fafnasta odpowiedź twierdząca wciąż Ci nie wystarcza." Być może przegapiłem. Prosiłbym o wskazanie, gdzie jest jasna odpowiedź (bez didaskaliów), że jest to osąd wartościujący. Wówczas uznam, że jeszcze sporo muszę się naczytać, by zacząć pisać. @Gorzej - nudziarza. Obiecuję- nie będę jątrzył, o ile ktoś mi nie odpowie (się znudzi). Inaczej uznam, że chce kontynuować rozmowę. Z góry przepraszam wszystkich znudzonych czytających. 2009/04/19 00:16:00
@tymczasnik
"czy rozumie przez to coś ponad "durne, idiotyczne, beznadziejne", czy nie. Tak jak to czynię tutaj." Ale że chodzi Ci o konkretny styl, tematykę, wykorzystywane słowa? Ziom, przecież i tak przypiszesz temu wartość negatywną, bo: nie umiesz czytać i "durne-idiotyczne-beznadziejne" nie jest tu okolicznością, na którą się powołujemy, ale to, co jest stylem oraz motywem w prawicowej publicystyce, co się potem przekłada, że takie jest, bo nie jest ani ciekawe, ani wnoszące jakąkolwiek nowość oprócz: no tak, ja prawicowy publicysta jadę z emo, że mi Unia zakazuje termometru rtęciowego i żarówki żeby mnie upodlić, żebym nie mógł korzystać ze światła które ma dobry wpływ na samopoczucie i precyzyjnego termometru; a jak już dodać fluorowanie wody to wszyscy jesteśmy zgubieni bo program kontroli umysłów, itd - jechane. "Żeby jednak zrozumieć czym ten romantyzm jest, należy uściślić w którym znaczeniu go używamy" Możemy też wyczytać z kontekstu i "pozawerbalnych" dupereli. No chyba, że jesteś jednym z botów SkyNet i prowadzisz badania terenowe nad mechanizmem wychwytu rzeczy niedookoreślonych. "Mam wrażenie, że wyglądam na agresora. Tak? Bo wtedy sobie daruję." Na początek daruj sobie takie emo, wszystkim będzie przyjemniej. Po prostu wyluzuj i się nie przejmuj. "Chodzi o to, czy da się to zrobić z "prawicowością"-"nieprawicowością"." Jak i z żółtym oraz niebieskim. Można sobie wybrać taką przestrzeń (np. monochromatyczną) w której będzie to rzecz zupełnie nieistotna. Da się i nie da się. "Chyba, że Wam chodzi (trzymając się przykładu) jedynie na wskazanie, że te ptaki, panie, to krew mają, mózg i na dodatek kończyny. I są dlatego fuj." Zią, se przeczytaj raz jeszcze co Ci napisałem: nie są fuj, tylko są takie, jakie opisałem. Nic poza to. Pytasz near-po-mo z postawą ajdontgiveafuck o to czy coś jest fuj? No to tak, bywa fuj, kiedy piszą o tym, że geje jedzą swoje wydzieliny, ale nie że są fuj na full-time. "Oczekiwałem subiektywnego- znaczy, założyłem, że jeśli ktoś się posługuje tym terminem, to go w jakiś sposób rozumie." Jak Twoje rozumienie koloru żółtego w przestrzeni monochromatycznej. Bi maj gest. "Bo o te kryteria mi właśnie chodzi." No to kryteria do stwierdzenia, co może być prawicowe masz podane w linijce Wurmana-Namestego. Tylko, że odrzucasz ciągle łaknąc teh ultimate dowodu. "Wskazujesz, że wcześniej używano wartościująco słowa "lewak" Jak już się porozumiesz z mózgiem, to się zorientujesz, że słowa lewak używa się w kontekście opisania poglądów, a nie metod, którymi lewak się posługuje. Nikt nie zarzuca lewakom, że na potwierdzenie swoich słów korzystają z materiałów, których prawdziwość jest potwierdzona, itp. "czy "prawicowy" tutaj jest synonimem negatywnego określenia" I tak i nie, choć jeszcze nikt tu nie znalazł/nie wskazał okoliczności, w których określenie prawicowy byłoby pozytywne. 2009/04/19 00:20:01
@tymczasnik
" Dam im znać, że kolor to nie jest całkowicie subiektywna ocena, ale jest ona wywołana czynnikami pozasubiektywnymi." No to będziesz w błędzie, bo na przykład można też śnić kolory albo po prostu mieć kolorowe powidoki. Całkowicie subiektywne. "Zatem: czy "prawicowy" tutaj jest synonimem negatywnego określenia?" Po raz kolejny - i już ostatni - odpowiadam, że nie. Następną odpowiedzią na to samo pytanie będzie ban. "Eeee? A Berkeleyu Pan słyszał?" Eeee, a co ma Berkeley do dychotomii obiektywny/subiektywny? "Być może przegapiłem." To już Twój problem, koleś. 2009/04/19 00:25:22
@tymczasownik
Może pogooglanie za słowem "Tetrachromacy" uzmysłowi Ci różne sposoby postrzegania i definowania żółtego. 2009/04/19 00:25:44
@tymczasnik:
Tak, chyba niezbornie piszesz. Chodzi Ci o kryteria? Zajrzyj sobie do wikipedii (ang.; hasła "right-wing politics", "political spectrum"), przeczytaj ze zrozumieniem, a następnie wróć do tego wątku i pokaż komentarz, w którym zaaplikowano diagnozę "prawicowy" do jakiegoś X-a, pozostającą w wyraźnej sprzeczności z kryteriami, jakie zassiesz z wikipedii (choćby). Jeśli w trakcie lektury zaśniesz, bo długa (choć przecież połebkowa), to po obudzeniu sformułuj jakikolwiek powód, dla którego ktokolwiek tutaj miałby udzielać Ci wykładu podobnych rozmiarów. Jak pokażesz ten komentarz, będziemy mogli pogadać o konkretach. Jeśli tak samo określasz słowo "prawicowiec" to tyle, żadnych pretensji. Jeśli nie, no to chcę wiedzieć właśnie jak. Używam słowa "prawicowiec" na określenie osoby o poglądach prawicowych. A więc inaczej niż wspomniani wcześniej użytkownicy słowa "lewak". Zadowolony? 2009/04/19 00:31:14
@eli.wurman
"Ale że chodzi Ci o konkretny styl, tematykę, wykorzystywane słowa?" Chodzi mi o wykorzystywanie słowa. "Możemy też wyczytać z kontekstu i "pozawerbalnych" dupereli." No cóż. Powinieneś chyba popolemizować z Gospodarzem blogu. Moje "uściślenia" miały byś odpowiedzią na Jego wątpliwość. Dla mnie to dygresja. I zupełnie się z Tobą zgadzam. "żółtym oraz niebieski w przestzreni monochromatycznej "w której będzie to rzecz zupełnie nieistotna" Jeśli idzie o wrażenia subiektywne- nie będzie nieistotna, tylko niemożliwa. Czy u Was uściślenie "prawicowości jest niemożliwym? Jeśli chodzi o obiektywne- to będzie wówczas znaczyło pewną długość fali. Zupełnie określoną. Cóż, że nie odróżnialnymi danymi zmysłowymi. I nadal: potrafisz określić pozasubiektywnie (masz obiektywne kryteria), czy nie potrafisz(i nie odróżniasz prawicowości od lewicowośc, taki jak żółci i niebieskości w przestrzeni monochromatycznej)? "Jak Twoje rozumienie koloru żółtego w przestrzeni monochromatycznej. Bi maj gest. " Co jest z nim nie tak? "słowa lewak używa się w kontekście opisania poglądów, a nie metod, którymi lewak się posługuje. Nikt nie zarzuca lewakom, że na potwierdzenie swoich słów korzystają z materiałów, których prawdziwość jest potwierdzona, itp.' Uważam, że ani poglądy, ani metody nie są bardzo istotne. "Lewak" to dla nich "inny, wrogi". Przypuszczam, że dla wielu ludzi uznających się za prawicowców "lewak" jest obelgą", tak jak tutaj "korwinista". Nie zgodzisz się? 2009/04/19 00:39:49
@WO
No racja, jeśli to będzie forum śniących o modzie, to nie będę uściślał. Sorry za niedookreślenie. Okej, przyjmuję do wiadomości, że prawicowy nie jest określeniem wartościującym. Teraz dążę do tego, bu dowiedzieć się jakie- niewartościujące- cechy odróżniają "prawicowców" od "lewicowców". "Eeee, a co ma Berkeley do dychotomii obiektywny/subiektywny?" Ma do użycia słowa "subiektywny", które generalnie ma mieć sens (tzn. daje się odróżnić od pojęcia "obiektywny") tylko przy założeniu istnienia innych podmiotów. Poprodukować się tutaj, czy jednak Wikipedia okaże się zrozumniała? @Namaste Zaszło straszliwe nieporozumienie. Ja sie nie pytam, jak się rozumie słowo "prawicowy" w wikipedii (o to bym zapytał wikipedię). Ja się pytam, jak się rozumie słowo "prawicowy" tutaj. Tak jak w wikipedii? Dziękuję. O to właśnie chodzi. 2009/04/19 00:42:08
@rpyzel
"Może pogooglanie za słowem "Tetrachromacy" uzmysłowi Ci różne sposoby postrzegania i definowania żółtego." Może przeczytanie o czym właściwie rozmawiamy uzmysłowi Ci, dlaczego Twoje "Tetrachromacy" niezbyt tu pasuje. 2009/04/19 00:43:32
@tymczasnik
"Jeśli chodzi o obiektywne- to będzie wówczas znaczyło pewną długość fali." Nie bałdzo, bo jako światło koloru żółtego odbieramy oczywiście nie tylko monochromatyczną wiązkę o punktowo określonej długości fali - choćby dlatego, że z takim zjawiskiem rzadko się spotykamy w przyrodzie - ale mikstury, w których generalnie są wszystkie możliwe długości, tylko niektórych z nich jest trochę więcej, a niektórych trochę mniej. O ile więc da się wskazać pewną długość fali, co do której wszyscy będą zgodni, że jest żółta (np. 580 nm), to już istniejący w rzeczywistości obiekt różni patrzący będą oceniać inaczej. 2009/04/19 00:43:39
@tymczasnik
"Chodzi mi o wykorzystywanie słowa." Ale umiesz przeczytać, że chodzi o słowa używane w prawicowym dyskursie? No to lurkaj psychiatryk i frondę a zobaczysz odpowiedź. "Powinieneś chyba popolemizować z Gospodarzem blogu" Jakbym se miał życzenie popolemizować z WO to bym to robił. Dziwnym trafem jego spostrzeżenia na temat używania określenia "prawicowy" są jakąś częścią spektrum które spełniają założenia mojego porno. "Jeśli idzie o wrażenia subiektywne- nie będzie nieistotna, tylko niemożliwa" O'rly? Przecież wrażenie subiektywne temu jest subiektywne, że wypina się na przestrzeń (o, [a="www.youtube.com/watch?v=A7F2X3rSSCU]tu jest o tymp/a]) w którym się wrażenie odnosi. "nie odróżniasz prawicowości od lewicowośc, taki jak żółci i niebieskości w przestrzeni monochromatycznej" A to jest jakaś różnica? Przecież w przestrzeni monochromatycznej to też będzie tylko i wyłącznie jakaś część spektrum. "Uważam, że ani poglądy, ani metody nie są bardzo istotne." Ale takie rzeczy near-po-mo&ajdontveafuck kolesiowi tłumacysz? Innymi słowy: mam wyjebane na to, że masz na to wyjebane. Ale nie chcemy sprowadzić rozmowy w sytuację, w której zgodzimy się, że tak naprawdę nas to nie rusza, i że niech se będzie jakie chce? ""Lewak" to dla nich "inny, wrogi"" Soł, prawicowy to nie jest "inny, wrogi" a ktoś, kto posługuje się niepotwierdzonymi faktami, kłamiący dla uzyskania korzyści (np. w postaci poparcia dla swojego emo), ale to już tłumaczyłem, zgrepuj dokładnie). ""lewak" jest obelgą", tak jak tutaj "korwinista"" Kiedy "korwinista" jest obelgą dopiero, jeśli zrozumiemy na czym opiera się korwinizm. A nie w samym określeniu. "Nie zgodzisz się?" Pff. 2009/04/19 00:45:12
@tymczasnik
"Poprodukować się tutaj, czy jednak Wikipedia okaże się zrozumniała?" Sprawdzam Twój blef i ponawiam pytanie. "Może przeczytanie o czym właściwie rozmawiamy uzmysłowi Ci, dlaczego Twoje "Tetrachromacy" niezbyt tu pasuje." Jak na "permamentnego lurkera" dziwnie jesteś zaskoczony dygresjami na moim blogu. 2009/04/19 00:47:44
Soraski za błędy w tagach, się zbytnio przyzwyczaiłem do opcji "edytuj", chodziło mi oczywiście o ten link: www.youtube.com/watch?v=A7F2X3rSSCU
2009/04/19 00:49:01
@tymczasnik:
Zaszło straszliwe nieporozumienie. Ja sie nie pytam, jak się rozumie słowo "prawicowy" w wikipedii (o to bym zapytał wikipedię). Ja się pytam, jak się rozumie słowo "prawicowy" tutaj. Tak jak w wikipedii? Dziękuję. O to właśnie chodzi. Wybacz, nie śledziłem bardzo pilnie calego wątku, włączyłem się późno, z pewną propozycją skierowaną do Elego. Więc nie wiem, skąd się wzięło Twoje domeniamanie, że akurat tutaj, na tym blogu, używa się pewnych słów niezgodnie z ich ogólnie przyjętym znaczeniem. Bo chyba tylko stąd mogło Ci się wziąć to pytanie, z cytatu wyżej. Co do tego, czy "ogólnie przyjęte znaczenie" ma ostre granice, to już WO Ci pokazał, na żółtości, że sprawy na ogół są bardziej skomplikowane, niż się wydają. BTW, w funkcji pejoratywnego epitetu występuje także "żółtek", choć przecież Azjaci żółci nie są. 2009/04/19 01:03:09
@WO
Dzięki za uściślenie. Ale zgodzisz się, że jeśli ktoś określa daną falę jako "żółtą" to jednak da się to przełożyć na dane długości? A jeśli "żółta przechodząca w" to na inne? Jeśli tak, to nie widzę w czym się nie zgadzamy. @Sprawdzam Twój blef i ponawiam pytanie. Proszę. Z wikipedii PL: "Berkeley uznał, że sama idea bytu obiektywnego jest błędna, bo nie można stwierdzić istnienia czegokolwiek w sposób obiektywny. Stworzył więc on pojęcie "bytu obserwowanego", a ściślej mówiąc uznał, że coś istnieje dla nas wtedy i tylko wtedy, kiedy to możemy obserwować, natomiast gdy nie obserwujemy, nie możemy mieć pewności, czy to coś nadal istnieje. Jednym słowem: być oznacza być (przez kogoś) postrzeganym (esse = percipi)." Przyznam Panu rację, jeśli mi Pan wykaże, że "użycie słowa "subiektywny", które generalnie ma mieć sens (tzn. daje się odróżnić od pojęcia "obiektywny") tylko przy założeniu istnienia innych podmiotów" ma właśnie miejsce w koncepcji Berkeleya. "Jak na "permamentnego lurkera" dziwnie jesteś zaskoczony dygresjami na moim blogu." Nie jestem zaskoczony. Staram się radzić sobie, jak umiem. @eli.wurman "Ale umiesz przeczytać, że chodzi o słowa używane w prawicowym dyskursie? No to lurkaj psychiatryk i frondę a zobaczysz odpowiedź." Widać niedokładnie się wyraziłem. Mnie nie chodzi o słowa używane prawicowym dyskursie. Mnie chodzi o słowa używane tutaj. Chyba, że tutaj trwa prawicowy dyskurs? Jeśli tak, to soraski. "Jakbym se miał życzenie popolemizować z WO to bym to robił." To nie wiem czemu kierujesz do mnie zarzuty, których nie neguję. Neguje je- właśnie- ten z którym nie masz życzenia popolemizować. "O'rly? Przecież wrażenie subiektywne temu jest subiektywne, że wypina się na przestrzeń" Chyba się pogubiłem. Proszę o czytelne wyłuszczenie, gdzie zieleń i żółć- odbierane jako wrażenia wizualne- są możliwe w przestrzeni monochromatycznej. ""nie odróżniasz prawicowości od lewicowośc, taki jak żółci i niebieskości w przestrzeni monochromatycznej" " "A to jest jakaś różnica? Przecież w przestrzeni monochromatycznej to też będzie tylko i wyłącznie jakaś część spektrum. " Bingo. I jako "tę część spektrum" możesz ją określić. To, ze nie pociągnie to za sobą wrażeń zmysłowych, jest inną zupełnie kwestią. ""Uważam, że ani poglądy, ani metody nie są bardzo istotne."" "Ale takie rzeczy near-po-mo&ajdontveafuck kolesiowi tłumacysz? Innymi słowy: mam wyjebane na to, że masz na to wyjebane." Nie ja, tylko "prawak". Prosiłbym o trzymanie się tematu. Już i tak mam wystarczające problemy z dyskursem. "Soł, prawicowy to nie jest "inny, wrogi" a ktoś, kto posługuje się niepotwierdzonymi faktami, kłamiący dla uzyskania korzyści (np. w postaci poparcia dla swojego emo), ale to już tłumaczyłem, zgrepuj dokładnie)." Czy gdyby- załóżmy- Ikonowicz zaczął się posługiwać niepotwierdzonymi faktami i kłamał dla uzyskania korzyści (np. w postaci poparcia dla swojego emo) nazwałbyć go "prawakiem"? "Kiedy "korwinista" jest obelgą dopiero, jeśli zrozumiemy na czym opiera się korwinizm. A nie w samym określeniu." No chciałbym właśnie zrozumieć na czym opiera się prawactwo. Już wiem, że nie na negatywności. To na czym? 2009/04/19 01:07:48
@nameste
"Wybacz, nie śledziłem bardzo pilnie calego wątku, włączyłem się późno, z pewną propozycją skierowaną do Elego." Wybacz, przeczytałem "@tymczasnik". To pewnie ta pora, jestem rozkojarzony. "Co do tego, czy "ogólnie przyjęte znaczenie" ma ostre granice, to już WO Ci pokazał, na żółtości, że sprawy na ogół są bardziej skomplikowane, niż się wydają." No cóż. Starałem się pokazać, że ta komplikacja nie czyni wbrew mojej chęci poznania. Jeśli się nie zgadzasz z moimi argumentami- odnieś się, proszę, do nich. "w funkcji pejoratywnego epitetu występuje także "żółtek", choć przecież Azjaci żółci nie są." Mam dysonans poznawczy. WO rzekł bowiem z mocą, że "prawak" nie jest tutaj stosowane jako określenie czysto wartościujące. Nie wiem więc, o co Ci chodzi. 2009/04/19 01:21:22
@tymczasnik
"Widać niedokładnie się wyraziłem. Mnie nie chodzi o słowa używane prawicowym dyskursie." Kiedy sprawa obija się właśnie o słowa (i zdania i założenia i konteksty) używane w prawicowym dyskursie wskazujące na to, co prawicowe (ale nie definiują go tak, że można do niego przyłożyć Ontometr Mruwnicy, co najwyżej linijkę Wurmana-Namestego), rozumiane jako to wszystko co wymieniłem wcześniej. "Chyba, że tutaj trwa prawicowy dyskurs? Jeśli tak, to soraski." Odpal sobie pod deklem grep -e | wo.blox.pl i sobie zobacz jaka jest różnica pomiędzy językiem używanym tutaj a językiem używanym w innych internetach (tu już polecana przeze mnie fronda oraz niezawodny psychiatryk24). Ziom, ty chcesz informacji o różnicy bez zgrepowania danych ze źródeł które na różnice wskazują. "To nie wiem czemu kierujesz do mnie zarzuty, których nie neguję." O'rly? "Neguje je- właśnie- ten z którym nie masz życzenia popolemizować" O'rly? To albo ja mam coś z mózgiem, że mi opcja WO z opcją namestego pasuje jako element spektrum postrzegania prawicowości, albo jest coś nie tak z Twoim czytaniem. "Chyba się pogubiłem. Proszę o czytelne wyłuszczenie, gdzie zieleń i żółć- odbierane jako wrażenia wizualne- są możliwe w przestrzeni monochromatycznej." Zieleń? A po jaki wał zieleń. Mamy przestrzeń monochromatyczną i wyobrażamy sobie kolor żółty. As in: w trójwymiarowej przestrzeni mamy n-przestrzenny n-ścian. "Nie ja, tylko "prawak". Prosiłbym o trzymanie się tematu." To jak mam się trzymać tematu, to został on wyeksploatowany w momencie, kiedy opisałem symptomy do których nameste dodał cechy. Teraz tylko zostało mi grzebanie się w Twoim braku precyzji co do tego, co rozumiesz jako cośtam, a co nie jest dla Ciebie czymśtam. "Czy gdyby- załóżmy- Ikonowicz zaczął się posługiwać niepotwierdzonymi faktami i kłamał dla uzyskania korzyści (np. w postaci poparcia dla swojego emo) nazwałbyć go "prawakiem"" Ziom, ale widziałeś, żebym kiedykolwiek użył stwierdzenia prawak? Niezakoniecznie. Dlatego: nie uciekaj w stronę rzeczy, które nie są tym, co uważam. Nie, ponieważ pogląd prawicowy, prawicowy blogizm, prawicowy tekścizm to rzeczy, na które wskazałem, na które wskazał nameste, o tutaj: Masz kłopot z właściwym stosowaniem pojęć. Przez "definiowanie" rozumie się na ogół podanie równoważności (X jest prawicowe wtedy i tylko wtedy, gdy X cośtam-cośtam). Charakterystyka (nazwana tu wyżej "linijką Wurmana-Nameste") prawicowości polegała na podaniu przybliżonego warunku koniecznego. Czyli "jeśli X jest prawicowy, to X jest normocentryczny i X jest zachowawczy i X jest nieempatyczny". W drugą stronę działać nie musi, tzn. można np. wytknąć palcem normocentryka, który jako żywo prawicowy nie jest, albo z trudem by się go tak określiło. "No chciałbym właśnie zrozumieć na czym opiera się prawactwo." Oprócz podanych symptomów i cech na zdolności (wyniesionej z doświadczeń, porównań języka, opinii, itd.) do grepowania. Ale to ciągle linijka Wurmana-Namestego, a nie Ontometr Mruwnicy. Jak chcesz definicji to się pytaj w psychiatryku. 2009/04/19 01:22:02
@tymczasnik:
"Wybacz, nie śledziłem bardzo pilnie calego wątku, włączyłem się późno, z pewną propozycją skierowaną do Elego." Wybacz, przeczytałem "@tymczasnik". To pewnie ta pora, jestem rozkojarzony. Może pora, może niezborność. Ten komentarz: 2009/04/18 09:04:52. No cóż. Starałem się pokazać, że ta komplikacja nie czyni wbrew mojej chęci poznania. Jeśli się nie zgadzasz z moimi argumentami- odnieś się, proszę, do nich. Ws. żółtości? Nie chce mi się, zwłaszcza że WO daje radę. Zwłaszcza że pominąłeś kwestię, skąd się wzięło Twoje domniemanie, że na tym blogu pewnych słów używa się niezgodnie z ich ogólnie przyjętym znaczeniem. Poza tym nie wiem, co znaczy, że "komplikacja nie czyni wbrew czyjejś chęci poznania", musiałbyś to przełożyć na polski. Chyba wyczerpałeś swój limit czasu, który mogę/chcę Ci poświęcić. @"żółtek", o co mi chodziło To dygresja. 2009/04/19 01:58:39
@eli.wurman
Pamiętam uwagę o emo. Stąd odpowiedź może wydawać się bardziej agresywna, niż być powinna. "Kiedy sprawa obija się właśnie o słowa (i zdania i założenia i konteksty) używane w prawicowym dyskursie" No ale właśnie mi chodzi o słowa używane w dyskursie tutejszym. Twój post wyjaśnia, że nie jest on prawicowy. ""Neguje je- właśnie- ten z którym nie masz życzenia popolemizować" O'rly? To albo ja mam coś z mózgiem, że mi opcja WO z opcją namestego pasuje jako element spektrum postrzegania prawicowości, albo jest coś nie tak z Twoim czytaniem. " Sorry, ale wyżej zeszliśmy na temat odbioru barw. Nie prawicowości. Nie wiem czy to Twój mózg, czy tylko frywolny rajd po moich komciach. "Zieleń? A po jaki wał zieleń. Mamy przestrzeń monochromatyczną i wyobrażamy sobie kolor żółty." Zbaczam z tematu, ale mam wrażenie, że za Tobą. W przestrzeni monochromatycznej (bez reminiscencji z polichromatycznej) nie jest możliwym wyobrażenie sobie koloru żółtego. Podobnie jak w trójwymiarowej n-wymiarowej (gdzie n 3). Nie zgadzasz się (bez "pff" proszę)? "jak mam się trzymać tematu, to został on wyeksploatowany w momencie..." Nie zgodziłem się z tym wyeksploatowaniem. Jeśli chcesz kontynuować- odnieś się, proszę, do tego mojego braku zgody. Jeśli uważasz, że EOT, to EOT. "Ziom, ale widziałeś, żebym kiedykolwiek użył stwierdzenia prawak?" Masz rację. Pisałeś o "prawicowym". O to słowo mi chodziło. Nadal mi o nie chodzi, wbrew (mojemu) przekręceniu go na "prawaka". Sory. Zaś co do charakterystyki. Nie zgadzamy się, co do stron implikacji. Dla Ciebie "prawicowy" jest poprzednikiem. Mnie zaś chodzi o następnik. Czyli; co musi być spełnione, by dany blog był prawicowym. Nie zaś- o czym Ty piszesz- co jest spełnionym, gdy dany blog jest prawicowym. Wbrew pozorom, jest to różnica zasadnicza. @nameste "Może pora, może niezborność. Ten komentarz: 2009/04/18 09:04:52. " Ten komentarz: 2009/04/19 00:25:44 I ten: 2009/04/19 00:43:39 I ten: 2009/04/18 23:56:19 I jeszcze jakiś (jakieś?) inny. Jeszcze raz sory, że się wtrąbiłem w rozmowę. "Zwłaszcza że pominąłeś kwestię, skąd się wzięło Twoje domniemanie, że na tym blogu pewnych słów używa się niezgodnie z ich ogólnie przyjętym znaczeniem." To ta pora. Wskaż mi proszę, gdzie ktoś mnie prosił o genezę domniemania (której kwestię- jak rzeczesz- pominąłem) "że na tym blogu pewnych słów używa się niezgodnie z ich ogólnie przyjętym znaczeniem" Pisałem o alternatywie rozłącznej. Czemu żeś się wtedy nie odniósł? Z resztą, nieważne. Nic takiego nie zakładałem (gdzie to założyłem?). Wciąż mam wrażenie- bo pisałem o swoich wrażeniach- że słowo "prawicowy" było źle tutaj określone. Może dlatego, że niezgodnie z ich ogólnie przyjętym znaczeniem? "Poza tym nie wiem, co znaczy, że "komplikacja nie czyni wbrew czyjejś chęci poznania", musiałbyś to przełożyć na polski" Spróbuję prościej: to, że materia nei jest prosta w opisie nie implikuje faktu, że nie chcę jej poznać. Teraz ok? "Chyba wyczerpałeś swój limit czasu, który mogę/chcę Ci poświęcić." Bardzo nad tym boleję. 2009/04/19 02:13:09
@tymczasnik
"bardziej agresywna, niż być powinna" Agresywnik Tymczasnika? Nie, na to jeszcze za wcześnie. "Sorry, ale wyżej zeszliśmy na temat odbioru barw." Sorry, ale niekoniecznie. Weszliśmy na temat żółty-rozumiany-jako-barwa-w-okolicznościach. Rozwodnienie zupełne, choć próbowałem wrócić na ziemię. "Zbaczam z tematu, ale mam wrażenie, że za Tobą." No ze mną to for sure, tylko nie wiem, czy akurat w tej okoliczności. "W przestrzeni monochromatycznej (bez reminiscencji z polichromatycznej) nie jest możliwym wyobrażenie sobie koloru żółtego." Ale wyobrażałeś sobie kiedykolwiek w przestrzeni monochromatycznej kolor żółty, czy zakładasz, że się nie da? "Podobnie jak w trójwymiarowej n-wymiarowej (gdzie n 3)" To ciekawe co mówisz, Zuzanno. No i w 3-wymiarowej przestrzeni nietrudno jest sobie wyobrazić obiekt n-wymiarowy dla n=3. Ale nie jestem matematykiem, być może się mylę. "Jeśli chcesz kontynuować- odnieś się, proszę, do tego mojego braku zgody." Nie chciałeś zgrepować różnic pomiędzy językiem, nie chciałeś zgrepować różnic w posługiwaniu się dowodami, nie chciałeś zgrepować różnic w tym w jaki sposób dowody się ocenia. Twój brak zgody wynika z niezgrepowania tematu, a nie z niemożliwość zgrepowania go. "Dla Ciebie "prawicowy" jest poprzednikiem. Mnie zaś chodzi o następnik. Czyli; co musi być spełnione, by dany blog był prawicowym. Nie zaś- o czym Ty piszesz- co jest spełnionym, gdy dany blog jest prawicowym." Na rany Szymona Niemca! Wpadłeś wreszcie dlaczego nie rozumiesz: można spodziewać się, że blog jest prawicowy dopiero kiedy istnieje i spełnia symptomy i cechy prawicowości! By dany blog był prawicowym wystarczy skomponować go, by zawierał cechy i symptomy prawicowości, oczywiście. "Wbrew pozorom, jest to różnica zasadnicza." W świecie kolesia, który chce mieć papierek lakmusowy do stwierdzania prawicowości blogów, które jeszcze nie powstały. Omigod, jesteś głupszy niż przyjeby od homeopatii. 2009/04/19 02:27:01
@eli.wurman
" "Sorry, ale wyżej zeszliśmy na temat odbioru barw." " "Sorry, ale niekoniecznie. Weszliśmy na temat żółty-rozumiany-jako-barwa-w-okolicznościach. Rozwodnienie zupełne, choć próbowałem wrócić na ziemię." Pytanie, co tutaj jest ziemią. Po uwadze, o nierozumieniu (przeze mnie) odbioru kolorów, raczej- sądzę- nie prawicowość. "No ze mną to for sure, tylko nie wiem, czy akurat w tej okoliczności." Ok. Jak się upewnisz, to pogadamy. "Ale wyobrażałeś sobie kiedykolwiek w przestrzeni monochromatycznej kolor żółty, czy zakładasz, że się nie da?" Zakładam że się nie da. Ty inaczej? Śniłeś kiedyś inny kolor, niż spotkany w naszej rzeczywistości? Co do wymiarów, był znaczek nie równości, tylko większości (od 3) blog zeżarł. Jeśli chcesz, możesz się jeszcze raz odnieść. "Nie chciałeś zgrepować różnic pomiędzy językiem, nie chciałeś zgrepować różnic w posługiwaniu się dowodami, nie chciałeś zgrepować różnic w tym w jaki sposób dowody się ocenia" Uhm. Ja wciąż abstrahuję od różnic języka, posługiwania się dowodami, i różnic w tym...; wciąż- jak pijany płotu- chcę wiedzieć o języku, dowodach i ocenach na tym blogu. Nie w porównaniu do. "można spodziewać się, że blog jest prawicowy dopiero kiedy istnieje i spełnia symptomy i cechy prawicowości!" Nie zrozumieliśmy się. Mnie nie chodzi o "symptomy". Implikacja nie mówi o "symptomach", tylko o wynikaniu. Zatem: z jakich cech (symptomów, jeśli wolisz) wynika "prawicowość" bloga? (podkreślam słowo "wynika") "W świecie kolesia, który chce mieć papierek lakmusowy do stwierdzania prawicowości blogów" Nie. W świecie kolesia, który chce mieć papierek lakmusowy do tego, co tutaj się stwierdza za prawicowość blogów. Jeśli nie wiesz (wiecie?), to ok, to mi wystrczy. "Omigod, jesteś głupszy niż przyjeby od homeopatii" Dlaczego? 2009/04/19 02:43:39
@tymczasnik
"Pytanie, co tutaj jest ziemią." A co sobie uznasz? Przy czym ogólne zgrepowanie co tutaj jest uznawane za Ziemię da Ci namiar. Tyle, że nie grepujesz, a chcesz definicje. "Ok. Jak się upewnisz, to pogadamy." Najpierw załatw sobie papier, że jest z Twoim deklem bardziej wporzo niż z moim - dopiero potem stawiaj mi takie warunki, ciulu. (Mam tu emo z osobistych powodów) "Zakładam że się nie da. Ty inaczej? Śniłeś kiedyś inny kolor, niż spotkany w naszej rzeczywistości?" Jeśli biały kwadrat na białym tle (oba w przestrzeni RGB opisywane przez FFFFFF) mógł być u mnie wyraźnie oddzielony (bez cieni, półcieni, itd.) to uznaję, że tak, da się coś takiego wyśnić/wyobrazić. "tylko większości (od 3) blog zeżarł. Jeśli chcesz, możesz się jeszcze raz odnieść." No tak czy owak się odniosłem, tylko znów nie kliknąłeś w link. "Ja wciąż abstrahuję od różnic języka, posługiwania się dowodami, i różnic w tym...; wciąż- jak pijany płotu- chcę wiedzieć o języku, dowodach i ocenach na tym blogu. Nie w porównaniu do." W czym jest lepsza Dacia Logan. Dacia Logan jest. Co świadczy o Dacii Logan? Daciio-Loganowatość, oczywiście. Ale dopiero kiedy porównasz sobie Dacię Logan z Bimmerem to Ci wyjdzie o chuj chodzi z różnicą. Jak sobie będziesz tak dalej abstrahował, to raz, że nie dojdziemy zupełnie do sedna to dwa, będę musiał wyciągnąć argumenty Z Twojej Starej i kompatybilnych. " Implikacja nie mówi o "symptomach", tylko o wynikaniu. Zatem: z jakich cech (symptomów, jeśli wolisz) wynika "prawicowość" bloga? (podkreślam słowo "wynika")" Jest to również odpowiedzią na twoje "Dlaczego?": prawicowość bloga wynika z przyjęcia tego, co określone jest w symptomach i cechach prawicowego blogerstaw/tekściarstwa. Czego nie rozumiesz, bo albo jesteś botem, albo jesteś durnym cyckoszczypem, albo masz dalej do łba niż ja (nie przejmuj się, tacy już na tym blogu się zdarzali). "Nie. W świecie kolesia, który chce mieć papierek lakmusowy do tego, co tutaj się stwierdza za prawicowość blogów." I znów prosisz o definicję. Stary, skontaktuj się z kimś, kto potrafi czytać, żeby przeczytał Ci od momentu, w którym wskazałem na symptomy aż po Twój komentarz i zapytaj go, dlaczego nie rozumiesz. "Dlaczego?" Bo na wskazania o okolicznościach i motywach i symptomach i cechach prawicowości reagujesz "ale przecież tutaj jest przestrzeń dla wyjaśnień", podczas kiedy oni podają (odjechane, bo odjechane) wyjaśnienia. 2009/04/19 03:02:57
@eli.wurman
" "Pytanie, co tutaj jest ziemią." " "A co sobie uznasz? Przy czym ogólne zgrepowanie co tutaj jest uznawane za Ziemię da Ci namiar. Tyle, że nie grepujesz, a chcesz definicje. " Uznam odbiór barw (wg mnie to wynika z dyskusji). Jaką (w wątku odbioru barw) definicję chcę? Bo może coś przegapiłem. "Jeśli biały kwadrat na białym tle (oba w przestrzeni RGB..." RGB to przestrzeń monochromatyczna? "W czym jest lepsza Dacia Logan." Soraski, ale ja się nie pytam, w czym tutejszy dyskurs jest lepszy. Jasne, że musiałbym się odnieść "do czego". Ja nie wychodzę poza tutejszy dyskurs. Zawartość blogów prawicowych nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się tylko i wyłącznie Wasza ocena zawartości. (sory za wprowadzenie podmiotu zbiorowego; reprymenda WO mnie do tego skłania) "Jest to również odpowiedzią na twoje "Dlaczego?": prawicowość bloga wynika z przyjęcia tego, co określone jest w symptomach i cechach prawicowego blogerstaw/tekściarstwa." No właśnie nie wynika. Sam pisałeś, że cechy przez Ciebie wymienione nie pojawiają się tylko w blogu prawicowym. Sory za dygresję, rozumiesz w ogóle pojęcie implikacji? "I znów prosisz o definicję." To prawda. Jednak nie definicję "w ogóle" a definicję "tutaj". Jeśli nie potrafisz wskazać definicji, to musisz zgodzić się z tym, że Twoje określenie "blog prawicowy" może okazać się błędnie przypisanym (bo sam piszesz o "kryteriach popartych wiedzą"- zatem nie są one czysto subiektywnymi). Jeśli tak, to Ok. Choć to niesie za sobą istotne (trudne- uwaga- słowo) implikacje. "Bo na wskazania o okolicznościach i motywach i symptomach i cechach prawicowości reagujesz "ale przecież tutaj jest przestrzeń dla wyjaśnień", podczas kiedy oni podają (odjechane, bo odjechane) wyjaśnienia." Odjechane, jak sam przyznajesz, wyjaśnienia, to nie są żadne wyjaśnienia. O okoliczności, motywy i symptomy się nie pytam. Chcąc wiedzieć, co rozumiesz pod pojęciem "ptak" nie będę się o nie pytał też. Chodzi o jasne kryterium. Cechę definiującą. Genus proximus i differentia specifica. Nie umiesz takiej wskazać- dobrze. Tylko to napisz, że nie umiesz. 2009/04/19 03:32:40
@tymczasnik
Hokus-pokus, czary-mary, Twoja Stara ma krzywe namiary. "Uznam odbiór barw (wg mnie to wynika z dyskusji)" No to se uznaj za co uważasz. "Jaką (w wątku odbioru barw) definicję chcę?" Taką, że powinieneś przestać mashupować wątki, bo nic do potańczenia Ci nie wychodzi. "RGB to przestrzeń monochromatyczna?" Zgrepowałem, że chodziło Ci o przykład rzeczy "niemożliwej" do wyobrażenia. Ale jeśli chcesz, to oczywiście, w monochromatycznej, czarno-białej przestrzeni, biały kwadrat na białym tle. "Ja nie wychodzę poza tutejszy dyskurs." No ale nie da się czytać Watchmenów ze zrozumieniem, kiedy się uparcie tkwi tylko w przestrzeni przez ten komiks opisywanej. Znaczy - ziom, tu przecież chodzi o to, że się bez przerwy wychodzi poza tutejszy dyskurs. Prosiłem, żebyś to zgrepował, że bez czytania z hipertekstu będziesz pieprzył w kółko te same brednie, ale jest Ci z tego powodu najwyraźniej bardzo wszystko jedno. "Sam pisałeś, że cechy przez Ciebie wymienione nie pojawiają się tylko w blogu prawicowym." Pisał Ci o tym dokładnie nameste, zacytowałem Ci to dokładnie raz jeszcze, po prostu masz dalej do łba niż Mirinda1974 w wątku o antysemityzmie. "Sory za dygresję, rozumiesz w ogóle pojęcie implikacji" Świetnie rozumie to Twoja Stara w dyskusji o kolorach. Po prostu z jednej strony ma bardziej żółto. "Jednak nie definicję "w ogóle" a definicję "tutaj"." To jak już na pececie będzie można rozróżnić znaczki w kolorze zielonym od czarnego tła, bo poprawią wyświetlanie czcionek, to przeczytaj sobie, że: raz mówisz, że definicji nie chcesz, bo chodzi Ci o *chuj wie co*, a teraz stwierdzasz, pomimo wcześniejszego mojego (dwukrotnego co najmniej) wspomnienia, że definicji tu nie dostaniesz - że chcesz definicję. "Twoje określenie "blog prawicowy" może okazać się błędnie przypisanym" Jasne. I mam na to wyjebane. Póki co działa, jak przestanie, to się zacznę zastanawiać. "sam piszesz o "kryteriach popartych wiedzą"- zatem nie są one czysto subiektywnymi" Jasne, interpretacja nigdy nie jest czysto subiektywna, wypływa czasem z zajebiście obiektywnych okoliczności, które znajdujemy Ontometrem Mruwnicy. "Choć to niesie za sobą istotne (trudne- uwaga- słowo) implikacje" Stary, zaliczyłeś właśnie semestr logiki czy jak? Przy okazji się naucz używać myślników/pauz/firetów. "Odjechane, jak sam przyznajesz, wyjaśnienia, to nie są żadne wyjaśnienia." Twoja Stara przyznaje, że już 50% odjechanych wyjaśnień nie jest żadnym wyjaśnieniem. "O okoliczności, motywy i symptomy się nie pytam. Chcąc wiedzieć, co rozumiesz pod pojęciem "ptak" nie będę się o nie pytał też." Znaczy okoliczność: ptak leci; motyw: ptak ma skrzydła; symptom: ptakowoś wskazuje na to, że ptak ma pióra i potrafi latać - nie wskazują na to, że ptak jest czymś, co ma pióra i wygląda jak ptak i potrafi latać? To albo jesteś bardziej pomo niż nasz ulubiony Inżynier, albo masz dalej do łba niż łączna odległość do łba moich i Mirindy połączonych sił. "Chodzi o jasne kryterium." Po raz ostatni informuję, że jasne kryterium to masz w razie zadania pytania na psychiatryku24, choć rozbijającym się o true scotsman fallacy. "Nie umiesz takiej wskazać- dobrze. Tylko to napisz, że nie umiesz." Nie umiem wskazać w którym momencie Twoja Stara zawinęła Cię w becik z nieumiejętności czytania ze zrozumieniem. 2009/04/19 03:55:13
@eli.wurman
Omijam widoczne EOTy. "Ale jeśli chcesz, to oczywiście, w monochromatycznej, czarno-białej przestrzeni, biały kwadrat na białym tle." I właśnie wyraźnie ten kwadrat oddzielasz? Bez obrysu konturu kolorem czarnym? Szacun. "chodzi o to, że się bez przerwy wychodzi poza tutejszy dyskurs [...]będziesz pieprzył w kółko te same brednie..." Pokaż mi, proszę, w tutejszym dyskursie, definiowanie przez odniesienie, to spasuję. Moje "w kółko te same brednie" to wciąż ta samo pytanie, na które nikt nie chce odpowiedzieć. Jeśli nie umiesz na nie odpowiedzieć- ok. Ale nie każ mi dostosowywać pytania do swojej odpowiedzi. Nie to, że nieeleganckie; zwyczajnie to już inne pytanie będzie. "Pisał Ci o tym dokładnie..." Nie przeczę. Tylko, że nie prosiłem, by to mi właśnie pisał, tylko żeby coś innego. "to przeczytaj sobie, że: raz mówisz, że definicji nie chcesz" Chyba masz rację. To, czego chcę, da się sprowadzić do definicji. Nie dostanę? Oki. Ale musisz uznać, że Twoje określenie "prawicowy" niczego, niestety, nie określa. "Jasne, interpretacja nigdy nie jest czysto subiektywna" No chodzi mi właśnie o to, co nie jest tym "czysto". Kryteria. Definicję, jeśli wolisz. "Stary, zaliczyłeś właśnie semestr logiki czy jak?" Nie "właśnie". Ale wszystkim polecam. Powaga. "Znaczy okoliczność: ptak leci; motyw: ptak ma skrzydła; symptom: ptakowoś wskazuje na to, że ptak ma pióra i potrafi latać" Ej, może zalicz semestr logiki "czy jak". Choćby i "właśnie". Sory za emo; jak nie chcesz gadać, to nie gadaj. Ale jeśli już obrażasz, to jakoś te obrazy uzasadniaj, oki? 2009/04/19 04:13:12
@tymczasnik
"I właśnie wyraźnie ten kwadrat oddzielasz? Bez obrysu konturu kolorem czarnym? Szacun." No prosiłeś o dowód z wyobraźni to wziąłem taki jaki pamiętam. To się da zrobić w wyobraźni, podejrzewam opierając się na tym, że w monochromatycznej przestrzeni da się wyobrazić żółty kolor (a przynajmniej, że nie jest to niemożliwe). "Pokaż mi, proszę, w tutejszym dyskursie, definiowanie przez odniesienie, to spasuję." www.google.pl - zacznij od related:wo.blox.pl oraz site:wo.blox.pl "wstaw_tu_coś_co_jest_twoim_porno". "to wciąż ta samo pytanie, na które nikt nie chce odpowiedzieć" To wciąż pytanie, na które Ci odpowiedziano, ale odpowiedź nie zawiera się w tym, co uznasz za odpowiedź. Bo chcesz definicji, prawda? A tej tu nie dostaniesz o czym informuję po raz kolejny. "Ale nie każ mi dostosowywać pytania do swojej odpowiedzi. Nie to, że nieeleganckie; zwyczajnie to już inne pytanie będzie." Nieelegancko to Cię robili. "Ale musisz uznać, że Twoje określenie "prawicowy" niczego, niestety, nie określa." Muszę uznać, że jesteś strasznym bucem. Określa, lecz nie definiuje, ćwoku. "No chodzi mi właśnie o to, co nie jest tym "czysto". Kryteria. Definicję, jeśli wolisz." Kryteria dostałeś, definicji nie będzie (dużo razy jeszcze mam to powtórzyć?). "jak nie chcesz gadać, to nie gadaj. Ale jeśli już obrażasz, to jakoś te obrazy uzasadniaj, oki?" Otóż do czasu ostrzeżenia przez WO uznam swoje prawo do komentowania tutaj za prawo do lolania z każdego debila, który w near-prawicowy sposób kręci tym, o co mu chodzi. Zmieniasz na bieżąco sens swoich bleblotek by wykazać, że nikt nie potrafi tutaj zdefiniować prawicowości; nie zważając, że nikomu się nie chce, nikt nie daje faka, i nikt się nie spodziewa, że jest to możliwe w takich okolicznościach jakie Ciebie by przekonały. Dlatego moje uzasadnienie jest takie: Twoja Stara ominęła EOT Twojego Starego. 9 miesięcy później wyszło coś tymczasowego. 2009/04/19 04:25:38
Hm, a ja się wtrącę tutaj, żeby przypomnieć o jakoś chyba przeoczonym kryterium hoolighana, które może doskonale uzupełnić linijkę wurmana-namestego - mianowicie kryterium samookreślenia domniemanego prawicowca. Ja się pytam: co się mamy z końmi kłocić, skoro taki Janke, RAZ czy inny Terlikowski z Semką pod łapkę sami z radochą określają się jako prawicowcy?
A to, że spełniają z naddatkiem kryteria wurmana-namestego, że dziwnym trafem samookreślenie jako prawicowca (w tym czasie w Polsce) blisko koreluje z nadmienionymi kryteriami, to możemy sobie pozwolić na generalizację w drugą stronę. Jeśli ktoś, kto podaje niesprawdzone informacje, sieje moral panic itd. poczuje się dotknięty określeniem go przeze mnie jako prawicowca, przeproszę. Ale ty, drogi tymczasniku, mocno przeginasz pałę w kwestii ganiania własnego ogona. Jesteś nużący. Nie trafiłeś na bloga "how to recognize different prawaks from quite far way away", a twoje analne międlenie pojęcia prawicowości jest nieuprawnione, choćby dlatego, że ponoć jesteś permanentnym lurkerem, a obserwacja przez dłuższy czas dyskusji tutaj powinna dać ci niejakie pojęcie o zakresie i odniesieniach pojęcia "prawicowość" używanego właśnie tutaj. Nie wspominam juz o tych konkretnych lolanych przez nas, dość sztandarowych przykładach prawicowców, takich jak Wildstein, Terlikowski, Pospieszalski itd. Czy poza ich samookreślaniem jako prawicowców istnieje jakaś wyższa, obiektywna racja, by ich do grona prawicowców zaliczać, to zapytaj, jak Ci już zasugerowano, na psychiatryku albo na frondzie. Ale nie oczekuj wzajemnie spójnych odpowiedzi. Tutaj już, błagam, dupy pierdołami nie truj. 2009/04/19 08:20:58
@tymczasnik
"Fair enough. Już się zwinąłem." A tam zwinąłeś. Podkuliłeś ogon i wyskoczysz w innych, zbliżonych okolicznościach. 2009/04/19 08:58:44
@eli.wurman
"A tam zwinąłeś. Podkuliłeś ogon i wyskoczysz w innych, zbliżonych okolicznościach." Nie bardzo. Dowiedziałem się wreszcie, że nie ma tutaj jasnych i wyraźnych kryteriów określających prawicowość. Dodawszy fakt, że nie nie jest ona tutaj określeniem wartościującym, konstatuję, że nadal nie wiem o czym mówicie, gdy mówicie o prawicowości. Forma wypowiedzi (Twoja i Logica) dobitnie sugeruje, że nie nikogo to tu nie obchodzi i że Was nudzę. No to się zwijam. Co zaś do ogona- to sugeruję jednak ostrożność. Bo poproszę o wskazanie gdzie prosiłem o definiowanie "prawicowości jako takiej", albo gdzie mi chodziło o cechy niedefiniujące "prawicowości tutaj" (bo zarzucasz mi, że zmieniam sens swoich wypowiedzi.) No i będę ciągnął wątek białego kwadratu na białym tle w przestrzeni monochromatycznej. Przestrzeni, gdzie Ty widzisz- poza białym i czarnym- jeszcze kolor żółty. 2009/04/19 09:35:34
@logic:
A to, że spełniają z naddatkiem kryteria wurmana-namestego, że dziwnym trafem samookreślenie jako prawicowca (w tym czasie w Polsce) blisko koreluje z nadmienionymi kryteriami, to możemy sobie pozwolić na generalizację w drugą stronę. W zakresie skonkretyzowanym do obszaru polityczności są to także (przybliżone) warunki dostateczne. Nadto, żeby sformułowanie było odporne na "analno-wywrotność" trzeba by ciut popracować, np. wykluczyć z zakresu "normocentryzmu" normy uniwersalne, bo ich wyznawanie nie jest w stanie różnicować, czy meta-normy, w rodzaju "tolerancyjność". Z zakresu "zachowawczości" np. wyciepać "starczy statyzm", czyli psychologiczny etap rozwojowy polegający na usztywnieniu poglądów i słabnącej zdolności (nawet) rozumienia cudzych, odmiennych poglądów. A w sprawie nieempatyczności zderzymy się z fundamentalnym problemem "kto/co czuje", byśmy poprawnie rozumieli zakres współ-odczuwania, bo inaczej przyjdzie jakiś tymczasnik i oznajmi "jak to, taki Gowin czuje na maksa silną więź z zamrożonymi embrionami, przewyższającą natężeniem wszelkie inne emocje wiążące go z doczesnością, to jak on -- nieempatyczny, no jak?" Tyle że robota pozwalająca na wykluczenie wszelkiej analno-wywrotności jest nie tylko mocno upierdliwa, ale i zbędna. Niech tymczasnik przyjdzie z kontrprzykładem niedziałania, to (może ;p) pogadamy. 2009/04/19 10:18:45
@tymczasnik
"Z wikipedii PL: " Jejku, a ja już myślałem, że napiszesz coś ciekawego. Powolywanie się na _polską_ wikipedię w sporze filozoficznym wskazuje, że nie jesteś w stanie przeczytać hasła w wikipedii angielskiej. A to z kolei oznacza, że to nie jest blog dla Ciebie. W koncepcji Berkeleya zasadniczą rolę odgrywa jeden uprzywilejowany podmiot poznający, mianowicie Bóg. Uważał on swoją filozofię nawet za dowód na istnienie Boga. W każdym razie, w jego ujęciu obiektywne jest to, co widzi także Bóg, a subiektywne to, co widzi tylko jeden facio. A teraz już wypad tam, gdzie ludzie używają argumentów z polskiej wiki, czyli na Psychiatryk. 2009/04/19 10:33:03
@wo
"Powolywanie się na _polską_ wikipedię w sporze filozoficznym wskazuje, że nie jesteś w stanie przeczytać hasła w wikipedii angielskiej." Wniosek nie wynika chyba z przesłanek. Tj. jeśli to jest zawoalowane "spadówa", to wystarczyłoby napisać niezawoalowanie. "W każdym razie, w jego ujęciu obiektywne jest to, co widzi także Bóg, a subiektywne to, co widzi tylko jeden facio." Chyba nie bardzo. Berkeley nie dzieli rzeczywistości na "postrzeganą" (subiektywną) i "samą w sobie (obiektywną). To co podmiot postrzega jest tak samo "obiektywne" jak to postrzegane przez Boga. Bóg postrzega więcej ilościowo, nie jakościowo. 2009/04/19 11:06:17
@tymczasnik
"Wniosek nie wynika chyba z przesłanek." W praktyce wynika. "Tj. jeśli to jest zawoalowane "spadówa", to wystarczyłoby napisać niezawoalowanie. " Spadówa. " Berkeley nie dzieli rzeczywistości na "postrzeganą" (subiektywną) i "samą w sobie (obiektywną). To co podmiot postrzega jest tak samo "obiektywne" jak to postrzegane przez Boga. Bóg postrzega więcej ilościowo, nie jakościowo." Nadal jednak nie masz podstaw do zakwestionowania tezy o sensowności podziału, bo u Berkeleya i tak masz co najmniej dwa podmioty poznające: człowieka, choćby był to ostatni człowiek na Ziemi, i Boga. 2009/04/19 11:13:10
@WO
To mam spadać, czy polemizować? Chyba, że chodzi o To by Pan miał ostatnie słowo, nieważne, czy jestem w stanie się doń merytorycznie odnieść. Tak? (no to wówczas nie będę kontynuował) "Nadal jednak nie masz podstaw do zakwestionowania tezy o sensowności podziału, bo u Berkeleya i tak masz co najmniej dwa podmioty poznające: człowieka, choćby był to ostatni człowiek na Ziemi, i Boga." Mam. Ponieważ nie ma tu rozdziału na rzeczywistość "subiektywną" i "obiektywną". Bóg też jest podmiotem (subiektem). Różni się tym, że postrzega więcej. U Berkeleya jest niemożliwym, by mnie wrażenia zwodziły- tj. że rzeczywistość jest inna, niż ją postrzegam. A to jest właśnie oś subiektywizm- obiektywizm. Nie liczba podmiotów poznających. 2009/04/19 11:28:05
@tymczasnik
"Dowiedziałem się wreszcie, że nie ma tutaj jasnych i wyraźnych kryteriów określających prawicowość." Nie ma tutaj (ani nigdzie indziej) jasnych i wyraźnych kryteriów określających "rockowość", a mimo to jest to użyteczne pojęcie. Jeśli nie zrozumiałeś wcześniejszych odpowiedzi tego typu, to nie jest blog dla Ciebie. "No to się zwijam. " W razie czego, służe pomocą. 2009/04/19 11:42:27
@tymczasnik
"U Berkeleya jest niemożliwym, by mnie wrażenia zwodziły- tj. że rzeczywistość jest inna, niż ją postrzegam." Na moim blogu obowiązuje prosta zasada - nie pieprz o Berkeleyu, jeśli nie znasz "Dialogów". "Dialogi" wprawdzie napisano po angielsku, ale zdaje się, że istnieje jakiś polski przekład, więc możesz kiedyś nadrobić swoje luki w edukacji. W "Dialogach" Philonous podpuszcza Hylasa, by ten wymieniał różne rodzaje postrzegania i wykazuje mu, że Hylas pewne rzeczy postrzega czysto subiektywnie - dotyczy to przyjemności i bólu, smaku, subiektywnego odczucia ciepła i zimna, a także, he he, postrzegania kolorów. Gdy już Hylas czuje się całkowicie bezradny wobec tego epistemologicznego paradoksu, Philonous go pociesza, że na szczęście jest podmiot uprzywilejowany, czyli Bóg. To co widzisz tak jak Bóg to widzi, to jest obiektywne (np. ogień obiektywnie jest gorący); to co czujesz Ty i tylko Ty (np. że coś Ci sprawia przyjemność), to jest subiektywne. Może i Bóg Ciebie uważa za fajnego komentatora, ale ja nie widzę dalszego sensu tolerowania tutaj Twoje obecności, Tymczasniku. Tym razem naprawdę już żegnam. 2009/04/19 16:38:48
"Wszystkie ptaki mają układ krwionośny, kostny i są jajorodne. Taka charakterystyka za Chiny jednak nie pozwala odróżnić ich od gadów."
Nie wiem czy za Chiny, ale np. w języku japońskim ptaki są w tej samej grupie co zające. Pewnie japońskie zające uciekając machały uszami, przez co Japończykom wydawało się, że zające mają skrzydła, co automatycznie zaliczało je do grupy ptaków. Ergo, czasem kryteria definujące przynależność do grupy mogą być jeszcze bardziej odjechane niż polskie kryteria pozwalające na nazwanie kogoś lewakiem, prawicowcem, pedałem lub Żydem. 2009/04/23 07:24:12
@prorock
Powiem więcej, ptaki i gady mają ze sobą tyle też wspólnego, że istnieją i ptaki i gady, których mięso jest zajebiście smaczne. Istnieją też przy okazji i ptaki i gady, którzych mięso jest zupełnie nie do jedzenia poza przypadkami desperacji. Istnieją też np. mięczai należące do obu tech kategorii. I skorupiaki. I płazy. I ssaki - w tym naczelne. 2010/02/02 21:35:17
Zastanawiam sie, ile frajerstwa jest potrzebne, zeby wytknac nieukonczenie studiow komus, kto podczas nich aktywnie walczyl ze zbrodniczym systemem, zamiast tak jak np. Orlinski dobrze sie w niego wpasowac...
Nie kazdy mial - jak Orlinski tak zwichrowane sumienie zeby w PRLu dobrze sie ustawic (np. pracujac w "Sztandarze Mlodych", partyjnej gazetce). Mimo sympatii dla tworczosci Lema i niecheci do "prawicowej publicystyki", bede pamietal, zeby wszystko sygnowane przez Orlinskiego omijac szerokim lukiem... ...bo na szlamie latwiej sie posliznac, niz z nim boksowac. 2010/02/02 21:54:38
@pamejudd
Jak tu dyskutować z kolesiem, którego wywalili nawet z wykopu? "bo na szlamie latwiej sie posliznac, niz z nim boksowac." Mistrz chujowej analogii powraca. 2010/06/03 01:25:54
@ eli.wurman: jesli pijesz do mojego konta na wykopie fujaro, to sam je usunalem. Wlasnie ze wzgledu na tobie podobne "chujowe analogie" do istot rozumnych.
2010/06/03 01:40:31
@pamejudd
"Wlasnie ze wzgledu na tobie podobne "chujowe analogie" do istot rozumnych." No ale to nie moja wina, że miałeś chujowe analogie i ludzie się z Ciebie śmiali. Oraz: komć po czterech miesiącach? Srsly? 2010/06/03 01:47:00
@eli.wurman: niestety nie wiem, jacy "ludzie" i o jakich "analogiach" piszesz. Nie wnikam zreszta.
Po czterech miesiacach, bo chcialem kumplowi pokazac, jak redakcyjny kumpel Maleszki nabija sie z braku akademickich osiagniec Wildsteina. Sorry, ale ruszylo mnie to na tyle, zeby odszukac ten wpis (i przy okazji wdepnalem w twoj komentarz). 2010/06/03 01:51:26
@pamejudd
Nie wiem w jaki sposób wo miałby być kumplem Maleszki, ale to pewnie on byłby w stanie lepiej Ci wyjaśnić. "niestety nie wiem, jacy "ludzie" i o jakich "analogiach" piszesz." To mnie wcale nie dziwi - człowiek, który konstruuje chujowe analogie (nawet jeśli tak nieskomplikowane!) musi mieć problem z ogarnianiem prostych rzeczy. 2010/06/03 02:13:41
@pamejudd
"o ile wiem, obydwaj pracowali w "GW" w zblizonym czasie, wiec prawdopodobnie sie znali." O, widzisz, zaczynasz już bardziej z sensem: prawdopodobnie się znali a więc nie "kumpel". Na tej zasadzie można by powiedzieć, że wo jest kumplem Ewana McGregora. "jednak nie moge sie oprzec wrazeniu, ze porownanie orlinsko- czy maleszkoidow do szlamu bylo calkiem trafne." Czego jednak nie jesteś w stanie uzasadnić, bo. "jako czlowiekowi, ktory jest "chujowa analogia" do istoty rozumnej" Znów to robisz, łamiesz moje serduszko. "ale w potocznym rozumieniu czyni ich to kolegami z pracy" Ach, to potoczne rozumienie. No więc w potocznym rozumieniu jesteś tym, co Twoja stara miała za majtami. 2010/06/03 16:06:41
@eliwurman:
O, widzisz, zaczynasz już bardziej z sensem: prawdopodobnie się znali a więc nie "kumpel". Masz najzupelniejsza racje i rozbiles w pyl sedno mojego rozumowania. Przyznaje ze slowa "kumpel" naduzylem i blagam o wybaczenie tej bezczelnej proby manipulacji. Juz pisze do zioma, ze wcale mnie nie oburzylo, ze Orlinski wykpiwa problemy z edukacja Wildsteina, bo przeciez nie byl "kumplem" kapusia przez ktorego Wildsteinowi zabili przyjaciela ze studiow, a tylko pracowal z tym kapusiem w tej samej redakcji. Dziekuje za pomoc... Czego jednak nie jesteś w stanie uzasadnić, bo. ...powstaje pytanie, czy w ogole musze. No więc w potocznym rozumieniu jesteś tym, co Twoja stara miała za majtami. W odroznieniu od niektorych, pochwe swojej matki odwiedzilem jedynie raz w zyciu, w dodatku "przejazdem". ********************************** Z ciekawosci wrocilem dzis (z googlowa pomoca) do swojego krotkiego pobytu na wykopie, przeczytalem swoich piec na krzyz komentarzy oraz odpowiedzi innych na nie i... ...chyba mnie z kims pomyliles, rybenko. Ech, coz... Bywa. Mam nadzieje, ze nie zrujnowalem ci zycia ta wiadomoscia. 2010/06/03 16:20:19
PS: sorki, ale mi sie znaczniki cytowania nie zapisaly. Mam nadzieje, ze bedziesz jednak w stanie odroznic swoje blyskotliwe frazy od moich "chujowych analogii" (znanych ci przeca z wykopu...).
2010/06/03 20:12:27
@pamejudd
"Juz pisze do zioma, ze wcale mnie nie oburzylo, ze Orlinski wykpiwa problemy z edukacja Wildsteina, bo przeciez nie byl "kumplem" kapusia przez ktorego Wildsteinowi zabili przyjaciela ze studiow, a tylko pracowal z tym kapusiem w tej samej redakcji. " Czy masz sto procent pewności, że nie pracowałeś z żadnym kapusiem w jednej firmie? Mógłbyś ją mieć tylko jeśli nikt nigdy Cię nie chciał zatrudnić (co mnie specjalnie by nie zaskoczyło). 2010/06/03 23:01:01
@wo: w moim przypadku byloby to technicznie niemozliwe (praca z kapusiem, nie problemy z zatrudnieniem). Raz z powodu wieku, dwa - z powodu miejsca pracy.
Gdyby jednak bylo inaczej i mialbym okazje znalezc sie na tym samym pokladzie co jakis kapus, mialbym pewnie opory, by pozniej wysmiewac problemy z ukonczeniem studiow przez osobe, ktorej tenze (lub inny) kapus ukonczenie studiow utrudnil. Poza tym, nie pisalem tylko o kwesti pracy w jednej redakcji z Maleszka, ale i o przynaleznosci do tej ekipy, ktora Wildsteinowi ustawila level trudnosci studiowania na "hard core". To juz raczej ciezko wytlumaczyc przypadkiem (chyba). W kazdym razie, nie chce rozwlekac dyskusji. Przejrzalem w miedzyczasie inne komentarze i widze ze watek kpiny z wyksztalcenia byl juz poruszany. Z odpowiedzi wo na wczesniejsze komentarze wnioskuje, ze dalsza wymiana zdan jest zbedna. 2010/06/03 23:59:05
@pamejudd
"Raz z powodu wieku, dwa - z powodu miejsca pracy." To jakaś bardzo dziwna instytucja, w której nie ma nikogo powyżej czterdziestki a w dodatku zajmuje się taką branżą, w której nikt nie mógł być przedmiotem zainteresowania SB. Przypuszczam więc, że po prostu kłamiesz. "Gdyby jednak bylo inaczej i mialbym okazje znalezc sie na tym samym pokladzie co jakis kapus, mialbym pewnie opory, by pozniej wysmiewac problemy z ukonczeniem studiow przez osobe, ktorej tenze (lub inny) kapus ukonczenie studiow utrudnil." Po pierwsze, jest całkiem prawdopodobne, że się znalazłeś (o ile w tej instytucji są ludzie powyżej czterdziestki). Po drugie, tu pracują tysiące ludzi. Gdybym miał opory przed ewentualnymi powiązaniami każdej z nich, to generalnie nie mógłbym napisać nic o niczym. "Poza tym, nie pisalem tylko o kwesti pracy w jednej redakcji z Maleszka, ale i o przynaleznosci do tej ekipy, ktora Wildsteinowi ustawila level trudnosci studiowania na "hard core". " Ach, zapomniałem - fakt, należałem do tej ekipy, ktora Wildsteinowi ustawila level trudnosci studiowania na "hard core". Byłem wtedy ministrem edukacji, a poza tym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sam pamiętam, jak wpisywałem Wildsteinowi dwóję, bo bredził na kolokwium. "W kazdym razie, nie chce rozwlekac dyskusji" A szkoda, bo pewnie by się rozwinęło w jeszcze ciekawsze rzeczy o moich przynależnościach do najrozmaitszych ekip. Ciekawe, czy już wpadłeś na to, że nasza ekipa z Majestic 12 prześladowała Wildsteina dlatego, że on widział UFO nad Krakowem? Musieliśmy z niego robić wariata, żeby jego relacja nie zabrzmiała wiarygodnie. Cóż, ukrywanie pozaziemskiej działalności to ciężki kawałek chleba. 2010/06/04 01:23:29
Ech...
@wo: "To jakaś bardzo dziwna instytucja, w której nie ma nikogo powyżej czterdziestki a w dodatku zajmuje się taką branżą, w której nikt nie mógł być przedmiotem zainteresowania SB. Przypuszczam więc, że po prostu kłamiesz." ...i jest to nietrafne przypuszczenie. Klamstwo zostawiam bieglejszym w tej sztuce. "Po drugie, tu pracują tysiące ludzi." Mhm... A Maleszka byl jednym z tych nierzucajacych sie w oczy Panow Stasiow z dzialu konserwatorskiego. Come on... " Byłem wtedy ministrem edukacji, a poza tym rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Sam pamiętam, jak wpisywałem Wildsteinowi dwóję," Nie. Pracowales za to w "Sztandarze Mlodych", tej kuzni talentow roznej masci. A to znaczy, ze dobrze umiales sie znalezc w tamtym systemie. Wiem wiem... "takie byly czasy". 2010/06/04 09:55:37
@pamejudd
"...i jest to nietrafne przypuszczenie." Skoro kłamałeś w poprzednim komentarzu, to kłamiesz i teraz. Ale istotnie wychodzi Ci to mało biegle, bo uwierzenie w Twoją kłamliwą wersję wymagałoby przyjęcia dość absurdalnego założenia, że to instytucja w której nie ma nikogo powyżej czterdziestki a w dodatku zajmuje się taką branżą, w której nikt nie mógł być przedmiotem zainteresowania SB. "Mhm... A Maleszka byl jednym z tych nierzucajacych sie w oczy Panow Stasiow z dzialu konserwatorskiego. Come on... " Owszem, nie był nikim szczególnie ważnym ani wyróżniającym się. "Członkiem ścisłego kierownictwa mającym wpływ na kształtowanie linii" zrobiła go dopiero prawicowa propaganda. "A to znaczy, ze dobrze umiales sie znalezc w tamtym systemie." W tym, w którym pracowałem w "Sztantarze Młodych", czyli w kapitalizmie? Owszem, jakoś tam się odnalazłem. Ale to nie kapitalizm utrudniał studiowanie Wildsteinowi. 2010/06/04 14:00:28
@wo:
"Skoro kłamałeś w poprzednim komentarzu, to kłamiesz i teraz. Ale istotnie wychodzi Ci to mało biegle, bo uwierzenie w Twoją kłamliwą wersję wymagałoby przyjęcia dość absurdalnego założenia, że to instytucja w której nie ma nikogo powyżej czterdziestki a w dodatku zajmuje się taką branżą, w której nikt nie mógł być przedmiotem zainteresowania SB." Sorry, ale twoj cios mnie rozsmieszyl :) Mimo to odpowiem, to moze uda mi sie zakonczyc watek mojego ewentualnego klamstwa: a) jest sporo instytucji spelniajacych ten warunek (np. firm zalozonych przez mlodych ludzi, ktorzy z SB mogliby pracowac co najwyzej w przedszkolu). b) moge pracowac np. na zmywaku w UK, gdzie zaden z moich kumpli z restauracji nie ma pojecia co to ta "es-bi". To juz dwa przypadki, w ktorych moja wersja moglaby byc prawdziwa, a przyszlo mi do glowy jeszcze kilka. Oczywiscie, mozesz dalej upierac sie ze klamie. Smialo, make my day... "Owszem, nie był nikim szczególnie ważnym ani wyróżniającym się." To ciekawa sprawa. Czytajac - jako nastolatek jeszcze - papierowa GW mialem wrazenie, ze Maleszka byl dosc czesto pojawiajacym sie tam autorem. Jako taki mogl byc znana w redakcji postacia. Nie wykluczam ze i twoja wersja moze byc prawdziwa a np. scena w "Trzech kumplach", gdzie mowi on przez telefon o "antypapieskich leadach", to element jego gry i tak naprawde nie byl on nikim istotnym (a tylko pisal dobre teksty, ktore bez szemrania przyjmowano do druku). Niestety, brak mi w tej chwili danych zeby rozsadzic. Co do "SM" to zylem w przekonaniu, ze upadl on w tym samym czasie, w ktorym do Polski przyszedl kapitalizm (tzn. nie upadl - przejeto go i pozniej zmienil nazwe). Nie udalo mi sie dotrzec do dokladnych informacji o czasie, w jakim tam pracowales (poza 7 strona wynikow google nie szukam), wiec przyjmuje, ze podjales prace tam juz po przemianie ustrojowej. ****************** OK, to kwestie Maleszki mamy wyjasniona (nie znaliscie sie; o tym ze nie rzucal sie w oczy wiesz oczywiscie z relacji innych osob). Kwestie przynaleznosci do "sil zywotnych" poprzedniego ustroju tez. Pozostaje tylko kwestia wysmiewania Wildsteinowych problemow z ukonczeniem studiow, pomimo znajomosci o tym, jaki byl "zewnetrzny" kontekst tych problemow. Byc moze naleze do tej grupy, ktora dowcip przerosl intelektualnie, jednak mam ciagle wrazenie, ze rozumiem go, a tylko budzi we mnie inne uczucia niz rozbawienie (byl swoja droga kiedys taki cykl w GW, gdzie Swietlicki tlumaczyl dowcipy... tak mi sie jakos przypomnial). Uwierz ze - w akcie postrzescijanskiej milosci blizniego - chetnie bym sie dowiedzial, ze nie mam powodow do oburzenia i ze albo naprawde umknal mi jakis istotny element dowcipu (ktory sprawia ze i ocena dokonana przez bodajze rutgera jest nietrafna), albo sam po czasie uwazasz ze glupote palnales. 2010/06/04 14:19:04
@pamejudd
" (np. firm zalozonych przez mlodych ludzi, ktorzy z SB mogliby pracowac co najwyzej w przedszkolu). " W których nie pracuje nikt po czterdziestce? Dawaj jakiś przykład. Przecież nie chodzi o założycieli, chodzi o cały personel. "moge pracowac np. na zmywaku w UK, gdzie zaden z moich kumpli z restauracji nie ma pojecia co to ta "es-bi". " Ale mogli być kapusiami i donosicielami innych instytucji. " Czytajac - jako nastolatek jeszcze - papierowa GW mialem wrazenie, ze Maleszka byl dosc czesto pojawiajacym sie tam autorem." No właśnie po tym widać kłamstwo - to po prostu niemożliwe. Kto naprawdę czytał GW, ten nie mógł mieć takiego wrażenia. Maleszka był autorem pojawiającym się rzadko. Znakomita większość oburzonych w ogóle dowiedziała się o jego istnieniu dopiero po ujawnieniu jego przeszłości. Ty najprawdopodobniej też. "Nie wykluczam ze i twoja wersja moze byc prawdziwa a np. scena w "Trzech kumplach", gdzie mowi on przez telefon o "antypapieskich leadach", to element jego gry" To nie jest element gry, tylko Ty - zaślepiony prawicową propagandą - nawet nie słyszysz tego, co on w tym filmie naprawdę mówi. On mówi, że wolałby zrobić inaczej, bo w obecnej wersji tekst mu się nie podoba, ale dostosuje się do poleceń z redakcji. Łatwo sprawdzić, jest w jutubie. A mimo to dla ludzi z mózgami zlasowanymi przez prawicę to jest rzekomo scena, w której Maleszka komuś wydaje polecenia - po prostu słyszysz to co chcesz usłyszeć (confirmation bias). Jeśli chcesz zmądrzeć, to zrób ćwiczenie umysłowe - wysłuchaj tej sceny uważnie i powiedz, skąd w ogóle bierze się Twoje wrażenie, że w tej scenie Maleszka wypada na "kogoś istotnego". Co on takiego mówi? Wydaje komuś polecenie? Zamawia tekst? Odrzuca tekst? "Co do "SM" to zylem w przekonaniu, ze upadl on w tym samym czasie, w ktorym do Polski przyszedl kapitalizm" Błędnym. Pracowałem tam w latach 1993-1995. "wiec przyjmuje, ze podjales prace tam juz po przemianie ustrojowej. " W ogóle pracę podjąłem już po przemianie ustrojowej. Właśnie dlatego jestem dziennikarzem. "Byc moze naleze do tej grupy, ktora dowcip przerosl intelektualnie," Co do tego, pełna zgoda. "Uwierz ze - w akcie postrzescijanskiej milosci blizniego - chetnie bym sie dowiedzial, ze nie mam powodow do oburzenia" Przecież to jest ten sam confirmation bias co z Maleszką - możesz usłyszeć jak mówi przez telefon "mi się to nie podoba, ale zrobię zgodnie z poleceniem", ale będzie Ci się wydawało, że mówi "wydaję wam polecenia, jako posiadacz wielkiego pakietu akcji, członek kierownictwa i w ogóle autor bardzo często piszący, osobliwie na temat agregatów prądotwórczych". 2010/06/04 14:58:48
Staram się te ostatnie posty ignorować, bo mi taka stara dyskusja wisi, ale migają mi ciągle w rss-readerze, więc mimowolnie skojarzył mi się cytat, który vauban wczoraj przytoczył u barta:
Szaleńca rozpoznaje się natychmiast. To głupiec, który nie ma pojęcia o sztuczkach. Głupiec próbuje dowieść swojej tezy, ma logikę wykoślawioną, ale ma. Natomiast szaleniec nie ma żadnej logiki, zdąża od jednego krótkiego spięcia do drugiego. Dla szaleńca wszystko stanowi dowód wszystkiego. Szaleniec ma idee fixe i cokolwiek wpadnie mu w ręce, służy potwierdzeniu tej idei. Szaleńca rozpoznaje się po swobodnym podejściu do sprawy dowodu, po gotowości do szukania objawień. 2010/06/04 15:45:19
@login99195: sorry, ale bycie uznanym przez ciebie za szalenca mnie nie rusza. Slyszalem juz tu o swoich "chujowych analogiach" z wykopu, wiec nie chce mi sie odpowiadac na kolejne "glosy z offu".
********************* @wo: Kolejno: Na prosbe o podanie przykladu nie odpowiem, bo przeciez "takich firm nie ma"... Watek o innych instytucjach tez oleje, bo rozmawialismy o kokretnym zbrodniczym systemie, a nie np. policji czy skarbowce w demokratycznym kraju. Co tam dalej... Wiesz, czy i co czytalem. No tak, przeciez sam prosilem, zebys mnie czyms jeszcze ubawil. Scena: Maleszka, rozmawiajac przez telefon: - natomiast jesli chodzi o lead moglby byc twardszy, ale poniewaz Cyma mi powiedzial ze nie powinnismy dawac przynajmniej na razie bardzo ostrych leadow antypapieskich, wiec staralem sie... Pozniej dziennikarka pyta: - to jakis artykul, tak? Maleszka: - sluchaj, praca zwyczajna. Redaguje, wysylam internetem. Ze sceny tej widac, ze Maleszka ingerowal w czyjs tekst, stosujac sie do polecenia kogos z redakcji. Zgodnie z jego wlasnym przekonaniem, lead moglby ostrzej w tonie wypowiadac sie przeciwko papiezowi, jednak ze wzgledu na polecenie z gory, ma stac sie inaczej. Przypominam, ze to byl dosc szczegolny czas - w okolicach smierci JP2 (film nie precyzuje, w jakim okresie 2005 wykopnano nagranie). Poza tym, byl to czas, kiedy Maleszka nie mial juz sprawowac zadnych funkcji redakcyjnych, a tymczasem sam w filmie mowi ze "redaguje". Sorki, ale moj "confirmation bias" musi byc dosc silny, jesli w tak dwuznacznym sformulowaniu jak "redaguje" dopatruje sie odniesienia do czynnosci redakcyjnych. Mniejsza z tym zreszta - juz ustalilismy, ze Maleszka nie byl nikim waznym ani przed, ani po ujawnieniu jego wspolpracy. O, to jest klasyk: "Ja: "Byc moze naleze do tej grupy, ktora dowcip przerosl intelektualnie," wo: Co do tego, pełna zgoda." Mysl o tym, ze moze po prostu ty i twoi klakierzy nalezycie do grupy ktora przeroslo moralny kontekst dowcipu, nawet nie przechodzi mi przez klawiature... (ups). OK, to wszystko z mojej strony. Mam ciekawsze rzeczy do roboty, niz dostarczanie samemu sobie przeslanek na wsparcie tego, co napisalem na zakonczenie "najpierwszego" komentarza. Nie chce tez zasmiecac rssow ludzi, ktorym kpiny z wyrzadzonego komus kiedys sk*synstwa wydaja sie zabawne. Trzymajcie sie. 2010/06/04 16:16:47
@pamejudd
"Wiesz, czy i co czytalem" Wiem, czego nie czytałeś. Maleszka publikował rzadko - co nie jest dziwne, bo nie był nigdy na etacie piszącego. Na etacie redaktorskim człowiek mało pisze, bo po pierwsze ma od zagibania innych obowiązków, a po drugie, pisze za darmo. Sam przez dwa lata byłem na takim etacie, potem mnie przesunęli na piszącego, więc zacząłem pisać rzeczywiście często, bo teraz jestem do tego motywowany finansowo. Nie mogłeś w okresie, w którym sam byłem na tego typu etacie odnosić wrażenie, że ja często piszę. Ani że Maleszka. "Ze sceny tej widac, ze Maleszka ingerowal w czyjs tekst, stosujac sie do polecenia kogos z redakcji." Dokładnie na tym polega adiustacja - na "ingerowaniu w czyjś tekst" wedlug zaleceń redakcji. "Zgodnie z jego wlasnym przekonaniem, lead moglby ostrzej w tonie wypowiadac sie przeciwko papiezowi" To już jest nadinterpretacja, która nie pasuje do żadnego konkretnego tekstu publikowanego w tamtym okresie. Każdy dział gazety (zresztą zapewne każda kilkuosobowa instytucja) wytwarza jakiś swój wewnętrzny slang. Na przykład kiedy mój kolega skrytykuje mój tekst, że jest "za bardzo filatelistyczny" to wcale nie oznacza, że ma cokolwiek wspólnego ze znaczkami. Nie mam pojęcia, co "antypapieski" oznacza dla Świątecznej bo rzadko do nich piszę. Przypuszczam, że coś "szokująco obrazoburczego". " Poza tym, byl to czas, kiedy Maleszka nie mial juz sprawowac zadnych funkcji redakcyjnych" A co dokładnie według Ciebie robi adiustator? Przepuszcza wszystkie teksty bez jakiejkolwiek ingerencji? To kim on w ogóle jest, kopiowaczem pliku z katalogu do katalogu? " a tymczasem sam w filmie mowi ze "redaguje"." Ale z rozmowy telefonicznej wynika, że "redaguje" właśnie ktoś po drugiej stronie linii telefonicznej, a Maleszka tylko adiustuje zgodnie z wytycznymi redaktora. "Mam ciekawsze rzeczy do roboty, niz dostarczanie samemu sobie przeslanek na wsparcie tego, co napisalem na zakonczenie "najpierwszego" komentarza." Na tym właśnie polega confirmation bias - jak już masz jakiś spaczony obraz rzeczywistości ("Maleszka jako członek kierownictwa, dużo publikujący i nadal redagujący"), to cokolwiek "zaobserwuje", będzie go tylko potwierdzać. Stąd nazwa. |
|