Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
WKU na zasiłek!
„Boże pozwól bym potrafił, gdy ojczyzna mnie zawoła, zamiast piersi wypiąć dupę, bo ta nafta nie jest moja”. Balladę Kelusa o Jacku Staszelisie usłyszałem po raz pierwszy około roku 1983 od faceta, który był instruktorem harcerskim, a ponadto miał prawdziwe ZX Spectrum. Gdy dzisiaj usiłuję sobie wyobrazić faceta, który (a) wabi do siebie nastoletnich chłopców obiecując im grę na komputerze state-of-the-art, (b) śpiewa im piosenki akompaniując sobie gitarą, (c) jest instruktorem harcerskim, wszystkie lampki mi zaczynają migotać na rodzicielskim detektorze podejrzanych osobników. Ale to były, well, inne czasy. O czym najlepiej świadczy szybki gugiel w poszukiwaniu mego idola czasów nastoletnich - jest teraz przestawicielem handlowym pewnej firmy ubezpieczeniowej. Trzymaj się Tomczy, mam nadzieję, że tu też odniesiesz sukces.
Służba wojskowa była czymś, co nad każdym młodym człowiekiem z czasów PRL wisiało jak miecz Damoklesa. Nasze dzieci będą miało kłopot ze zgrokowaniem tego, że zgodnie z prawem każdego mężczyznę mogli bez żadnego sądowego wyroku skazać na coś będącego ekwiwalentem surowego więzienia.
Miałem kategorię A1 (dostawał ją chyba każdy, kto nie miał amputowanej kończyny ani raka w fazie terminalnej - czy ja wyglądam na kogoś nadającego się na żołnierza?), więc moją jedyną nadzieją na ucieczkę od tego wszystkiego była, well, ucieczka od tego wszystkiego. Na szczęście zanim skończyłem studia, zawalił się komunizm, a moja ukochana ojczyzna zaczęła wreszcie liczyć zyski i straty w księgowych tabelkach. Komuś wtedy po raz pierwszy musiało przyjść do głowy, że podatki zostawione w skarbie państwa przez młodego absolwenta spokojnie wystarczą do wynajęcia dziesięciu bezmyślnych trepów gotowych na rozkaz „przepierdolić te wioski”. Znudzony koleś z WKU wbił mi stempel przeniesienia do rezerwy.
Moi synowie przyszli na świat jeszcze w latach 90., a więc teoretycznie ten miecz Damoklesa nad nimi wisiał. Obiecywałem sobie tedy, że zrobię wszystko - w ostateczności po prostu kupię stempel znudzonego kolesia z WKU - żeby ich przed wojskiem uchronić. Na szczęście od roku 2009 dla wszystkich to już będzie kwestia indywidualnego wyboru.
Jak to się stało, że Kelus w roku 1975 napisał balladę tak dokładnie antycypującą misje wojskowe, do których właśnie dzisiaj wysyłani są żołnierze z orzełkiem na czapeczce? 33 lata temu to nie było jeszcze takie oczywiste, że polscy żołnierze będą ginąć za ropę Enrona i Halliburtona?
Kelus twierdził, że nafta w balladzie o Staszelisie wzięła mu się z literackiego nawiązania do pacyfistycznego wiersza Tuwima „Do prostego człowieka” z 1929 - wynikałoby z tego, że to właśnie Tuwim był jedynym porządnym wieszczem, który naprawdę wiedział, co będzie z Polską za lat dwieście. Dziwnym nie jest.
Chwała tym politykom, którzy wreszcie zrywają z wojskowym niewolnictwem - hańba tym, którzy coś bredzą o „służbie wojskowej kształtującej charakter”.
niedziela, 03 sierpnia 2008, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Tak, tak, nie, nie z pattern recognition
Ostatni raz czas na granie miałem jak byłem w szpitalu. Przeszedłem sobie wówczas na spokojnie quot Paradise quot Sokala nie dorasta quot Syberii quot i jest nieco niedorobiona . Na RTS-y nawet nie patrzę, RPG-i omijam bo kiedy? Dlatego wolę ... »
Wysłany 2008/08/04 02:20:55
Komentarze
2008/08/03 22:00:28
"ta nafta nie jest moja"

Jak dla mnie to jest nawiązanie do Tuwima na tyle oczywiste, że nie ma już potrzeby kogokolwiek o cokolwiek pytać. Tak w ogóle to w całości fajny jest ten wierszyk.
-
2008/08/03 22:11:05
Jakaś nam się konwergencja tematyczna przydarzyła. A na Woodstocku trepy, as we speak, namawiają pancurów do zaciągnięcia się. Teh LOLZ. Aż żałuję, że mnie tam nie ma, żeby im metaforycznie napluć na mundury. Napisałbym nawet o tym notkę, ale już dzisiaj nie zdążę.

@"wynikałoby z tego, że to właśnie Tuwim był jedynym porządnym wieszczem"

Hell Yeah!
-
2008/08/03 22:47:42
Jest taki mały naród dzielnych ludzi, którzy są dumni ze swojej armii i z tego, że w niej służyli. Wiem z autopsji - mieszkałem przez kilka miesięcy z kilkoma studentami, którzy już odsłużyli.
Ale może dlatego, że ich armia nie jest mutacją Armii Czerwonej, wręcz przeciwnie ich armia w roku 1940 dała nieźle Sowietom popalić. Podejrzewam, że ich armia nie jest równoważnikiem ciężkiego więzienia.
W każdym razie dzięki tej armii Finom udało się - jako jedynym skazanym - wywinąć z komunizmu.
Zastanawiam się, czy koniec poboru to nie jest wylewanie dziecka z kąpielą i ulubione przez nas Polaków działanie zastępcze. ZAMIAST odtrepić armię zostawiamy ją jako wyłączną domenę trepów, o której reszta ludzkości nie będzie wiedzieć nic.

Pozdrowienia
-
wo
2008/08/03 22:58:11
@pohjois
"Jest taki mały naród dzielnych ludzi, którzy są dumni ze swojej armii i z tego, że w niej służyli. Wiem z autopsji - mieszkałem przez kilka miesięcy z kilkoma studentami, którzy już odsłużyli. "

Więcej jest takich wyjątków zresztą - poza wspomnianymi przez Ciebie Finami także Szwajcarzy. Gdy się z nimi o tym rozmawia, nie opisują tego jako więzienia, tylko coś w rodzaju darmowych wakacji.

"ZAMIAST odtrepić armię zostawiamy ją jako wyłączną domenę trepów,"

Ale po jaką cholerę właściwie mamy odtrepiać armię? Wydaje mi się, że akurat dobrze jest tak, jak jest. Istnieje pewien margines ludzi, których podnieca myśl o tym, że ktoś w styliu R. Lee Erneya będzie się nad nimi pastwić i ich upokarzać. Szanuję ich potrzeby w myśl świętej zasady Każdemu Jego Porno. Odtrepienie armii to coś jak przymusowa heteroseksualizacja klubu gejowskiego - bessęsu. Kogo podnieca "kręcenie wora" i "gonienie kota", niech się poddaje kręceniu i gonieniu wedle swoich upodobań, kogo rajcuje inne porno - niech go sobie szuka gdzie indziej.
-
2008/08/03 23:29:38
To mocny cios antypolskiego rządu Donalda Tuska, wymierzony w kiepskie prywatne uczelnie.
-
2008/08/04 00:02:37
@wo
Więcej jest takich wyjątków zresztą - poza wspomnianymi przez Ciebie Finami także Szwajcarzy. Gdy się z nimi o tym rozmawia, nie opisują tego jako więzienia, tylko coś w rodzaju darmowych wakacji.

Niemcy - przynajmniej ci mi znani - też. I tutaj się idzie do armii przed studiami, a nie idzie na studia, żeby nie iść do armii.
-
2008/08/04 07:37:21
Zagadka OT. Premierem Hiszpanii był kiedyś Jose Maria Aznar. Od pięciu lat jest nim Jose Luis Zapatero. Pytanie - ile razy w ciągu tych pięciu lat na łamach najpoważniejszego polskiego dziennika gościł (wywiady, teksty autorskie) obecny premier Hiszpanii, a ile były?
-
2008/08/04 08:36:22
@hańba tym, którzy coś bredzą o służbie wojskowej kształtującej charakter.

hehe, tez tak sadze, ale dziwnym nie jest - ani ty, ani ja nie mamy uksztaltowanych przez sluzbee wojskowa charakterow.
-
2008/08/04 10:06:49
@dziesięciu bezmyślnych trepów gotowych na rozkaz przepierdolić te wioski.

no nie. prawdopodobnie większość absolwentów chemii także by w takiej sytuacji te wioski przepierdoliła. jak i lingwistyki zresztą.

-
wo
2008/08/04 10:43:14
@czescjacek
"no nie. prawdopodobnie większość absolwentów chemii także by w takiej sytuacji te wioski przepierdoliła. jak i lingwistyki zresztą. "

Chodziło mi akurat o argument ekonomiczny, nie o aspekty etyczne. Po prostu państwu bardziej się opłaca zostawić kogoś takiego jak ja na wolności, żeby ten ktoś zarabiał i płacił podatki, dzięki którym chętny do przepierdalania wiosek się znajdzie nawet i na ochotnika.
-
2008/08/04 11:00:05
@wo
"Chodziło mi akurat o argument ekonomiczny, nie o aspekty etyczne. "

wiem, przypierdoliłem się do ukrytego znaczenia (nie wiem, czy zamierzonego), które się dało wyczytać :)
-
2008/08/04 11:47:06
@wo, odtrepianie, ekonomia, dziecko z kąpielą:

Cel istnienia armii to nie tylko robienie "barana z wybekiem" i przepierdalanie wiosek, ale też obrona terytorialna i tu już argument ekonomiczny nie jest dla mnie taki oczywisty. O ile szkolenie absolwenta w czynnościach z pierwszej kategorii jest bezsensowne, o tyle nie jest wcale oczywiste że jakieś przeszkolenie tegoż absolwenta nie da nam więcej "bang for the buck" w kategorii drugiej.

Żeby było jasne - nie jest też oczywiste że da. Czeczenia czy Irak pokazują, że można robić obronę terytorialną niskim kosztem, ale oczywiście nie wiadomo czy szkolenie cywili w snajperce (jest już w Polsce ośrodek szkolenia snajperów) czy robieniu min pułapek to na pewno dobry pomysł.

Tak, czy tak - odnoszę wrażenie że nie było na ten temat rzetelnej dyskusji. No ale może coś przegapiłem.
-
wo
2008/08/04 11:53:11
@praptak
"Cel istnienia armii to nie tylko robienie "barana z wybekiem" i przepierdalanie wiosek, ale też obrona terytorialna "

Wydaje mi się to kompletnie anachroniczne. Niby kto ma atakować nasze terytorium? Litwa? Ukraina? Białoruś? Czechy? Słowacja? Niemcy? Rosja? Każdy taki scenariusz wydaje mi się zbyt odjechany. Już wolałbym raczej wydawać swoje podatki na służby do reagowania w sytuacjach bardziej prawdopodobnych, na przykład obronę cywilną przygotowaną na atak zombiaków (a jak nie na atak zombikaów, to po prostu na powódź czy skażenie chemiczne w związku z wypadkiem przemysłowym).
-
2008/08/04 12:00:12
To nie jest kwestia rozważania dylematu "czy przeszkolenie wojskowe da nam dużo bang za mało buck". Problemem jest to, że ja, Wojciech M., nie mam ochoty zapierdalać rok w kamaszach. Państwo polskie może gadać do woli o kształtowaniu charakterów i obronie terytorialnej, ale nie ma moralnego prawa wsadzać mnie na rok do koszar wbrew mojej woli. Setki ludzi w wieku odpowiednim z chęcią pójdą zapierdalać w kamaszach jeżeli tylko zapłaci się im odpowiednią ilość złotych polskich. Ale ode mnie to się odpieprzcie.
-
2008/08/04 12:06:33
@wmichal: ale dlaczego wspomniani Finowie mają ochotę?
-
2008/08/04 12:06:40
@"coś bredzą o służbie wojskowej kształtującej charakter"
Kurdupel w wojsku nie był a jaki ma charakter każdy widzi. C.b.d.u
-
2008/08/04 12:11:39
Tuwim, Gałczyński, Boy-Żeleński - rządzą.

A jak usłyszałem "Do prostego człowieka" w wykonaniu Akurat na jakiejś imprezie, to mi się łezka w oku zakręciła, że ktoś to jeszcze pamięta.
-
wo
2008/08/04 12:13:25
@airborell
"ale dlaczego wspomniani Finowie mają ochotę?"

Nie wiem, czy zetknąłeś się z anarcholewicową agitką znaną jako Muminki. Tam występują postacie zwane Paszczakami, które są ponoć karykaturą Finow widzianych z punktu widzenia szwedzkiej bohemy (z której wywodziła się Tove Jansson). To moim zdaniem wystarczające wytłumaczenie, bork bork bork.
-
2008/08/04 12:14:21
@airborell
Bo im się w tym drętwym kraju tysiąca pól biwakowych zwyczajnie nudzi. Byłeś kiedyś w Finlandii? ;)
-
2008/08/04 12:16:54
@airborell: Nie wiem, może musztrę prowadzą atrakcyjne finki topless?
Nikt nie powiedział że jestem przeciwko przeszkoleniu wojskowemu typu "E, stary, nie chciałbyś postrzelać sobie z kałacha? Wpadnij na jakiś czas, a my ci jeszcze zapłacimy". Jeżeli wojsko ma coś do zaoferowania, to amatorzy dobrowolnego przeszkolenia się znajdą. Ale uprasza się ominąć słowo "obowiązek".
-
wo
2008/08/04 12:19:32
@adegie
"Bo im się w tym drętwym kraju tysiąca pól biwakowych zwyczajnie nudzi. "

Wprawdzie chodzi o sąsiedni kraj, ale zapewne problem ten sam:

Let me tell you about Sweden
Only country where the clouds are interesting
Too much time to think, too little to do
Too much time to think, too little to do
Too much time, too little to do
'Cos it's all quiet on the Eastern front

Cumulus nimbus floats by
-
2008/08/04 12:24:09
@Finowie, Szwajcarzy i inni

A także Polacy. Tak jakoś jest, że wielu mężczyzn wspomina pobyt "w woju" z wyraźną nostalgią. Nie do końca to rozumiem, ale tak już jest.
-
2008/08/04 12:24:39
@wo: "Niby kto ma atakować nasze terytorium?"

No dobra, w sumie też nie jestem przekonany, ale z kolei przy tym założeniu sens utrzymywania armii w ogóle staje pod znakiem zapytania. Jak ktoś ma ochotę powalczyć na innym kontynencie czy przejść tresurę kotów, to niech sobie kupi bilet za własne pieniądze.

PS. Na atak zombiaków czy ochronę przeciw promieniom zygorowym oczywiście zawsze chętnie się zrzucę.
-
wo
2008/08/04 12:34:02
@amatil
"A także Polacy. Tak jakoś jest, że wielu mężczyzn wspomina pobyt "w woju" z wyraźną nostalgią. Nie do końca to rozumiem, ale tak już jest. "

Tak, ale w Polsce to zjawisko ograniczone jest praktycznie wyłącznie do rodzin wiejskich, gdzie służba w wojsku funkcjonuje jako prymitywne "rite of passage". Jeśli takimi tekstami wyjeżdża Ci ktoś z kręgów wielkomiejskiej klasy średniej, to znaczy, że to pozujący na ekstremalnego survivalistę skrajny prawicowiec, który chce się wyłamywać. Natomiast w przypadków Finów czy Szwajcarów zdumiewające jest to, że z takim tekstem wyjeżdża Ci ktoś, kogo traktowałeś jak swojego - np. dziennikarz, z którym sobie pogaduszkujesz na jakimś junkecie albo fan science-fiction spotkany na konwencie.
-
wo
2008/08/04 12:38:25
@praptak
"No dobra, w sumie też nie jestem przekonany, ale z kolei przy tym założeniu sens utrzymywania armii w ogóle staje pod znakiem zapytania."

No więc ja zasadniczo zgadzam się z potrzebą istnienia wyspecjalizowanych sił uczestniczących w międzynarodowych operacjach - może niekoniecznie zaraz idiotyzmów George Busha, ale nie wszystkie międzynarodowe operacje są przecież tak bezsensowne. Tylko że znowu, kaprale pastwiący się nad rezerwistami mają się do tego nijak, bo w takich misjach potrzebni są przecież wykwalifikowani specjaliści.

@praptak
"PS. Na atak zombiaków czy ochronę przeciw promieniom zygorowym oczywiście zawsze chętnie się zrzucę."

Atak zombiaków traktuję tu jako żartobliwą metaforę ostatecznego przykładu klęski, w której uczestniczyć powinna obrona cywilna. Tak w praktyce to uważam ją za coś bardzo potrzebnego na wypadek powodzi, osunięcia ziemi, wypadku przemysłowego itd.
-
2008/08/04 12:41:06
Chyba u Domosławskiego w którymś z wywiadów czytałem, jak ktoś się zastanawiał, dlaczego wojna w Wietnamie wywoływała w USA gwałtowne protesty, a wojna w Iraku długo była przez zdecydowaną większość Amerykanów popierana. I jako jeden z powodów wymienił właśnie uzawodowienie armii. Armia zawodowa przestaje być sprawą w jakiejś tam mierze nas wszystkich, staje się wyłącznie sprawą trepów i oficerów.

@Ale uprasza się ominąć słowo "obowiązek".

Właśnie. Nie mam żadnych obowiązków wobec swojego kraju, oprócz płacenia podatków (a podatki to też przecież, jak powie Ci każdy liberał, zalegalizowana forma złodziejstwa). Są jednak w Europie społeczeństwa, które nadal są przekonane, że jakieś tam obowiązki mają, i nie ze wszystkich da się wykupić odpowiednim podatkiem.

Żeby była jasność - nie ma co tu bronić poboru w Polsce, bo po pierwsze, od dawna nie jest już powszechny, po drugie, skojarzenia narosłe za komuny związane z tą instytucją są tak jednoznacznie złe, że nie ma co marnować energii na ich naprawienie. Ale... znów stajemy się w mniejszym stopniu "obywatelami", a w większym jedynie "podatnikami". I nie jestem przekonany, czy to tak fajnie.
-
2008/08/04 12:45:14
@amatil "wielu mężczyzn wspomina pobyt "w woju" z wyraźną nostalgią"
To już przecież Kinsey stwierdził, że bardzo rzadko spotyka sie "czyste" orientacje hetero albo homo - zazwyczaj jest to jakiś mix. Nic dziwnego, że dla takiej statystyczne polskiej pierdoły w średnim wieku gdy "żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią", wspomnienia pobytu w tłocznych koszarach, gdy odkrywał prawdziwe znaczenie męskiej przyjaźni i braterstwa broni, są takie przyjemne.
-
2008/08/04 12:48:45
@wo: "No więc ja zasadniczo zgadzam się z potrzebą istnienia wyspecjalizowanych sił uczestniczących w międzynarodowych operacjach"

No dobra, ale do tego nie potrzeba chyba pięćdziesięciu dublujących się machin administracyjnych poszczególnych państw. W kierunku centralizacji są już zresztą jakieś kroki (europejskie siły szybkiego reagowania, czy jak to tam się nazywa).

@klęski żywiołowe i obrona cywilna: Tu nie bardzo rozumiem - usuwania skażeń, odkopywania zasypanych czy wzmacniania wałów przeciwpowodziowych amatorzy chyba dobrze nie zrobią?


-
2008/08/04 12:50:36
@ "Jest taki mały naród dzielnych ludzi, którzy są dumni ze swojej armii i z tego, że w niej służyli."

To jest jeszcze bardziej perfidny układ niż pobór. Wojsko to przecież gangsterzy polityków. Nie zapominajcie kto sprowadza zagładę i kto wtedy zajmuje schrony. Wolny obywatel powinien czuć do nich dystans, a nie się identyfikować.

@ "ale też obrona terytorialna i tu już argument ekonomiczny nie jest dla mnie taki oczywisty."

Poza wszystkim, to ja nie daję faka. Od polityków wymagam (poza zwyczajowymi autostradami i służbą zdrowia) jednej pieprzonej rzeczy -- macie uniknąć wojny. Jak się nie potrafią wywiązać, to ja pieprzę lasy, pola umajone i spierniczam w przeciwnym kierunku pierwszą kapsułą. Po wała mi terytorium, sam będę miasto. Nie mam zamiaru robić za barierę przeciwpancerną.

@"Ale ode mnie to się odpieprzcie. "

Ten argument zalatuje korwinizmem, więc ja sam bym wolał go nie podnosić.

@"Tak jakoś jest, że wielu mężczyzn wspomina pobyt "w woju" z wyraźną nostalgią."

Jak jeszcze pijałem wina w parku to przez jakiś czas przypałętało się dwóch takich starszych gości, którzy Byli W Wojsku, Ale Jak Jeszcze Była Prawdziwa Fala. Książkowe sado-maso. Cały czas pierdzielili jak było ciężko i wspaniale. Jak ktoś nie był w wojsku to w ogóle z nim nie gadali, a jak był to się wyśmiewali, że teraz to cioty są nietocokiedyś. Jak się potem okazało od czasu przejścia do rezerwy nie mieli żadnego tak zwanego lajfu o którym byliby w stanie pogadać.
-
2008/08/04 12:51:47
@praptak
"wzmacniania wałów przeciwpowodziowych" = ładowanie łopatą piachu do worka, przeniesienie worka, położenie worka. Tu akurat speców nie potrzeba. Ale może warto po prostu zacząć budować te magiczne wynalazki odkryte przez tajemnicze zachodnie plemiona - "zbiornik retencyjny" zamiast kasę wydawać na oddziały wylęgarni sepsy.
-
2008/08/04 12:54:27
Może przyda sie głos kogoś, kto troszkę obejrzał polskie wojsko od środka i to w b.ciekawych czasach - "transformacji ustrojowej".
Ja się nie wywinąłem od tzw. "syfu" mimo maks. wydłużania studenckiego życia. I moje wojsko to był pikuś w porównaniu ze służbą zasadniczą (np. mowy nie było o żadnej "fali"), oficerowie uprzejmi i z szacunkiem do lepiej od nich wykształconych. Tylko totalna strata czasu i pieniędzy. Nb. po latach porównałem sobie amatorskie umiejętności strzeleckie Szwajcarów i polskich rezerwistów na strzelnicy w ramach rozrywek bizensowych. Oni się "bawiąc" tego nauczyli i chociaż swojej granicy wioski przed jakąś gromadą np. mafiozów potrafią obronić (wiadomo, czysta teoria, ale kto wie co będzie za 20 lat). My nie bardzo byśmy potrafili. Inna sprawa, że kasy w wojsku było tak mało, że przeciętny rezerwista sobie wystrzelał kilkadziesiąt nabojów a większe kalibry strzelające to sobie mógł oberzeć na filmie, nawet jeśli w tych większych kalibrach służył. Widziałem dokładnie podział zawodowych wojskowych - na dramatycznych zupaków - niemyślących "trepów" i prawdziwych fachowców, pasjonujących się techniką i z już wpojonymi jakimiś humanistycznymi zasadami (tak, tak !), którzy moim zdaniem bezmyślnie żednych wiosek by nie przepierdalali. Widziałem np. gdy prowadząc zajęcia z absolwentami w ciężkim sprzęcie musieli się wykazywać i absolutnym profesjonalizmem, i sprawnością fizyczną małpy i "oczami naokoło głowy"+umiejętnością przewidywania najbardziej fantastycznych scenariuszy - żeby się nikomu nic nie stało. Bo to w wojsku praktycznie przekreślało albo b.zwalniało karierę.
Widziałem kompletny bezsens marnowania pieniędzy na nasze szkolenie i wtedy nabrałem pełnego przekonania do koncepcji armii zawodowej. Co więcej, ja widziałem ludzi, kótrzy się do tej armii nadawali, miałem nadzieję na ich szybki awans w "wolnej Polsce" i czułbym się przy nich bezpieczny i wierzyłem, że nie musiałbym się za nich wstydzić.
Widocznie tacy ludzie do Afganistanu nie chcą jechać. Albo nie tylko tacy chcą, a wyboru nie ma, bo chętnych za dużo nie ma (?).
Z tego co później słyszałem, to po prostu zadziałała selekcja negatywna i z powodu kilkunastoletniego opóźnienia obecnych decyzji, większość z nich z armii odeszła, do innych zawodów. To pewnie zwiększyło udział frakcji post-komunistycznych pułkowników-generałów, plus młodszych trepów i generalnie zmniejszyło średnią IQ.
-
2008/08/04 12:55:24
-
2008/08/04 12:59:04
Co do obowiązkowości służby, to ośmielę się zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Tak dla poddierżania razgawora.
Jestem oczywiście przeciwnikiem obecnej wielomiesięcznej służby - marnowania czasu. I zapewne nas nie stać teraz na żadną obowiązkową wersję. Ale warto chociaż rozważyć pewien jej aspekt czym go zastąpimy?
W czasie pobytu w armii, obserwując chłopców ze sł.zasadniczej, też takich warchołowato-chuligańskich, zdałem sobie sprawę z ziarna prawdy w tej komunistycznej propagandzie o "państwo- i narodo- twórczej" roli obowiązkowej służby wojskowej.
Tak jak w 2 RP spory procent młodych mężczyzn nauczyło się posługiwania latryną i podstaw higieny osobistej jako alternatywy chodzenia za stodołę, tak i w PRL i w 3 RP OGROMNY procent młodzieńców w końcu namacalnie się dowiedziało co to jest PAŃSTWO - organizacja przymusowa. Bo większość z nich tego nie wie i teraz się nie dowie, bo jak w domu, w szkole? Rozejrzyjcie się wkoło, w Polsce B, C, w miasteczkach. A i metropolich na policję krzyczy się "psy" i bawi w "gonionego", z sądami do czynienia nie mają (bo albo nie są przestępcami, albo znikoma szkodliwość albo 5 lat czekania na rozprawę). I nie chodzi tu o jakiś wielki "patriotyzm", którego teraz też mało kto uczy (jakieś resztki harcerstwa? Owsiak?). Tu chodzi o poszanowanie do Polski, do Państwa, do gminy, do wspólnoty mieszkaniowej, do sąsiada.
Bo skoro jest tak jak jest, to może kulturę szacunku do innych, do zasad trzeba zbudować na poczuciu że "są sądy w RP". Przeciętny obywatel dowiaduje się co to jest państwo, dopiero, gdy zobaczy wyrok sądowy z pieczęcią - klauzulą wykonalności. Czy to w ręku komornika czy ludzi ze spychaczem, który ma zlikwidować jego samowolę budowlaną (np. szambo koło Twojego płotu). Ale to jest nikły procent obywateli ! A do wojska brali prawie wszystkich i wtedy poczuli że Państwo może im coś KAZAĆ w imię pewnych wspólnie przyjętych zasad.
Przeciętny Amerykanin, po kilku spokojnych dyskusjach z sąsiadem o zabieraniu miejsca parkingowego w budynku spotyka się z nim w sądzie i tam winny jest spokojny jak trusia. Bardzo duża część społeczeństwa ma takie doświadczenia i czuje co to Państwo. W wielu krajach europejskich są sądy pokoju spokojne ale w nich też jakoś strony sporu są cichutkie i spokojne. Dla wspomnianych Szwajcarów państwo to świętość. Jeśli idziesz 1 nogą po ulicy, to każdy samochód się zatrzymuje i robi się korek, ale zaraz jakaś babcia na ciebie nakrzyczy, żebyś szedł po chodniku. Nakrzyczy nawet na grupę 10 pijanych mężczyzn o 12 w nocy. Oni się może podśmiewają z tego wojska, jak z harcerstwa, ale nigdy nie powiedzą że nie warto tego robić. Jest ono dla nich tak naturalnym elementem państwa jak i te flagi z białym krzyżem wiszące na masztach w co drugim szwajcarskim ogródku przez CAŁY ROK.
-
2008/08/04 13:00:17
@"Widocznie tacy ludzie do Afganistanu nie chcą jechać."
Z tego co czytałem, to jakieś przyzwoite postacie, też się w historii Nargal Khel pojawiają. Jakiś gość który odmówił wykonania rozkazu i ktoś kto próbował powstrzymać ogień.
-
2008/08/04 13:00:29
@inz.mruwnica
Hehe, kolega na piknik z okazji rocznicy PW to chyba z takimi poglądami nie dotarł ;)
-
wo
2008/08/04 13:11:37
@praptak
"No dobra, ale do tego nie potrzeba chyba pięćdziesięciu dublujących się machin administracyjnych poszczególnych państw"

Moim zdaniem, potrzeba, bo ze względu na delikatny charakter takich operacji, państwa powinny mieć możliwość dostosowania swojego udziału w operacji do jakiejś swojej polityki - np. tu wysyłamy tylko okręt-szpital, żeby tylko symbolicznie zademonstrować poparcie, a tam już wysyłamy Piątą Dywizję Wioskoprzepierdalatorów.

@airborell
"Ale... znów stajemy się w mniejszym stopniu "obywatelami", a w większym jedynie "podatnikami". I nie jestem przekonany, czy to tak fajnie. "

W teorii Twoje rozumowanie byłoby zupełnie słuszne, gdyby nie jeden szczegół - za cholerę nie rozumiem, w jaki sposób grupa młodych ludzi branzlując się na rozkaz jakiegoś trepa do obuwia sportowego przekształca się z podatników w obywateli. Skoro uważasz, że pod wpływem likwidacji poboru "znów stajemy się w mniejszym stopniu obywatelami", to pewnie widzisz ten związek, ja go nie widzę. Może opisz go jakoś dokładniej, to nas to przekona i w związku z tym po prostu powierzymy obywatelizację Bolandy specjalistom z jakiegoś odpowiedniego klubu typu "geje w skórach i lateksie"?

@barts
"WO, offtopicznie o Zeneksie:"

Offtopicznie i redundantnie, bo już się autor tu chwalił.

@adegie
"Z tego co czytałem, to jakieś przyzwoite postacie, też się w historii Nargal Khel pojawiają. Jakiś gość który odmówił wykonania rozkazu i ktoś kto próbował powstrzymać ogień. "

A no właśnie - czy ktoś już k... pomyślał o jakimś odznaczeniu dla Jedynych Sprawiedliwych, którzy odmówili wykonania rozkazu? Sam się mogę zrzucić w obywatelskiej zrzutce, jeśli państwo to zaniedba.
-
2008/08/04 13:18:36
@WO: "Offtopicznie i redundantnie, bo już się autor tu chwalił. "

To ja przepraszam.
(Ależ wodzu, co wódz?)
-
2008/08/04 13:18:49
jeden z najlepszych dialogów, jakie mi się zdarzyło podsłuchać. w pociągu jechało 3 jakichś takich szczyli na pierwszej przepustce z wojska, których wziął pod kuratelę stary wojak, który twierdził, że wrócił właśnie z afganistanu. no i im tak opowiada, opowiada, jak to ciężko, życie się naraża, ojczyzna wzywa, tadam tadam i w końcu jeden ze szczylów się zgobył na odwagę:

- słuchaj Andrzej, a zabiłeś ty kiedyś człowieka?
- nie pytaaaj...
- szanuję cię Andrzej, tak jak nigdy ojca nie szanowałem.
-
2008/08/04 13:21:50
@inz.mru: zadaniem dyplomatów jest nie dopuścić do wojny. Ale o wiele łatwiej jest dyplomatom prowadzić dyplomację, kiedy ewentualny napastnik wie, że jakby co, to trochę się u nas spoci. Obrona terytorialna m.in. do tego służy.
-
2008/08/04 13:35:05
@wo: no przecież wyraźnie pisałem, że rzeczywistość polskiego wojska jest taka, że za bardzo innego wyjścia nie widzę.
-
2008/08/04 13:38:24
@wo
"obywatele"

Warto rozważyć, że w obecnej sytuacji pierwszym , dalece niewystarczającym krokiem do przekształcania w obywateli jest pokazanie, że Państwo może każdego do czegoś zmusić. Bo sporej części społeczeństwa lekcje "Wiedzy o Społeczeństwie" :-))) nie wystarczają, albo ich edukacja kończy się na podstawówce, albo i to nie.
Łatwo krytykować - ja też widzę że to lekko droga technika, ale co w zamian? Czekamy, aż każdy z nich popełni przestępstwo, będziemy mieli tak sprawną policję, prokuraturę, sądy i komorników i zobaczą klauzulę wykonalności i jej skutki?
-
2008/08/04 13:48:11
Ta demonstaracja co to Pańśtwo, to mogła by być w końcu obowiązkowa szkoła (bo nie jest tak naprawdę) z obowiązkowym programem minimum (w tym wychowanie seksualne np. :-)). Wtedy okazało by się Państwo także rodzicom. Przypominam dyskusję o tym, że "nie będzie mi europejski urzędnik mówić co ja mam robićz tyłkiem mojego dziecka". A dla młodzieńców i panien może jakieś 1-miesięczne obowiązkowe intensywne przeszkolenie wojskowo-sanitarno-ratownicze w jednopłciwych grupach, w oderwaniu od matczynego i ojcowskiego "cycka" (też tego "prawicowego") i z wypełniononymi całymi dobami, z niewielką ilością czasu wolnego. Co prawda większość młodzieńców umie już korzystać z toalety, nie tylko ze "sławojki", nawet umie sobie nażelować włosy, ale zdziwilibyście się jakl wielu nie umie obrać ziemniaka, wyczyścić sobie butów i pościelić porządnie łóżka.
-
2008/08/04 13:49:50
Państwo mówi też że by prowadzić samochód musisz mieć prawo jazdy, czyli przejść kurs i zdać egzamin. Wojsko albo sąd raczej nie są konieczne żeby się z państwem zetknąć.
-
2008/08/04 13:57:07
@wo "
A no właśnie - czy ktoś już k... pomyślał o jakimś odznaczeniu dla Jedynych Sprawiedliwych, którzy odmówili wykonania rozkazu? Sam się mogę zrzucić w obywatelskiej zrzutce, jeśli państwo to zaniedba."

Z tego co można wnioskować z ich małomówności, to chyba tylko ich brothers in arms zgłosili się z życzliwymi poradami siedzenia cicho. Podobno jeden miał awarię mocowania kół w samochodzie.

Jeśli ci goście dostaną wojskowe oznaczenia, to stwierdzę, że faktycznie coś w dobrym kierunku w tej zatęchłej instytucji zmierza.
-
2008/08/04 14:00:45
@kaneis
Kaneis, co ty pieprzysz z tą "obywateltwórczą" rolą lekcji przymusu państwowego? Mi się wydaje że obywatel to ktoś taki, który wie że ostatecznie sam coś zyskuje na działaniu dla dobra publicznego a nie ktoś kto się boi państwa i jego "karzącej ręki".
-
2008/08/04 15:38:06
@kaneis
""korzyści" z ZSW"

No więc też zmarnowałem blisko rok w sposób podobny (w 1987-88), w jednostce wojskowej, która w pewnym sensie miała być "wizytówką" naszej armii. Naturalnie, potwierdzam, że nas traktowano o niebo lepiej niż elewów, ale ja i tak ten czas traktowałem jak udrękę. Prócz wielu absurdów (jak pajacowanie i nonsensowne "darcie ryja"), największym dla mnie policzkiem było traktowanie mnie (wtedy już ojca i jeszcze nominalnie męża) jak dziecka ("Armia ponosi za was, podchorąży odpowiedzialność") i potencjalnego pijaka (który tylko kombinuje jak by tu coś wypić). Ze zdumieniem zresztą obserwowałem, że wielu moim kolegom taka sytuacja pasowała, rzeczywiście stawali się znowu nieodpowiedzialnymi dziećmi (może to zresztą też klucz do tych późniejszych miłych wspomnień z wojska). Uciążliwy był też smród mundurów (żeby choć człowiek mógł się przebrać w coś swojego, co nie jest własnością państwa!) izolacja od normalnego życia i brak prywatności. Pozostał mi też niesmak, że dałem się tak urobić, miast się głośno buntować, ale te wszystkie drobne szykany w połączeniu z ich długotrwałością w końcu "robią z ciebie żołnierza". Wbrew sobie odgrywamy role jak w tym stanfordzkim eksperymentalnym więzieniu, co uważam za głęboko niemoralne.
W czasie tego mojego pobytu 2 ludzi z ZSW popełniło samobójstwo (tak jakoś w odstępie miesiąca) w czasie pełnienia warty (z tego jeden wskutek szykan ze strony jakiegoś trepa). Gdybym sam nie poświęcił jednego miesiąca na szlifowanie angielskiego, to byłaby to zupełna strata czasu, jestem za tym więc, żeby od poboru odejść, a i też rozważyć ewentualność zakończenia tej operetki w takiej formie w jakiej ona jest teraz.
-
wo
2008/08/04 17:06:51
@praptak
"Tu nie bardzo rozumiem - usuwania skażeń, odkopywania zasypanych czy wzmacniania wałów przeciwpowodziowych amatorzy chyba dobrze nie zrobią?"

Ale ja nie mówię, że obrona cywilna ma być z poboru.

@kaneis
"Przeciętny obywatel dowiaduje się co to jest państwo, dopiero, gdy zobaczy wyrok sądowy z pieczęcią - klauzulą wykonalności."

To bardzo dziwna teza. Jeszcze zanim zobaczy ten wyrok, zetknie sie z przymusem szkolnym oraz zapłaci swoje pierwsze podatki, pewnie też już będzie sobie wyrabiać prawo jazdy a może i rejestrować samochód.

"Czekamy, aż każdy z nich popełni przestępstwo, będziemy mieli tak sprawną policję, prokuraturę, sądy i komorników i zobaczą klauzulę wykonalności i jej skutki?"

Chyba wystarczy poczekać, aż każdy z nich wypełni pierwszego w swoim życiu PIT-a?

@adegie
"Kaneis, co ty pieprzysz z tą "obywateltwórczą" rolą lekcji przymusu państwowego? Mi się wydaje że obywatel to ktoś taki, który wie że ostatecznie sam coś zyskuje na działaniu dla dobra publicznego a nie ktoś kto się boi państwa i jego "karzącej ręki"."

Mi też dokładnie tak się wydaje - podstawa "boję się państwa, bo państwo może mnie zgnoić" to nie jest postawa obywatelska.
-
2008/08/04 18:50:08
@ pod wpływem likwidacji poboru "znów stajemy się w mniejszym stopniu obywatelami"


Ciekawe, że ktoś takim memem wyrzuca na śmietnik np. anglosaską tradycję poboru ochotniczego, zresztą do niedawna rozumianego jeszcze jako przywiliej... Jakoś mam wrażenie, że tam nie mają problemów "obywatelskością" :]
-
2008/08/04 19:13:10
@zamorano
"k np. anglosaską tradycję poboru ochotniczego, zresztą do niedawna rozumianego jeszcze jako przywiliej.."

From hardship and will, co mniej więcej do poł. XIX w oznaczało "nieudacznicy i wariaci" + ambitni Sirs szukający łaski króla. Anglicy zaczęli lepiej postrzegać (czyli nie wszyscy to pijacy i degeneraci) swoich żołnierzy mniej więcej od wojny krymskiej, która była jedną z pierwszych CNN wars, i na fali wzrostu poparcia faktycznie doszło przez chwilę do "przywileju" w czystej postaci (zdumiewający epizod 'pal battalions' w WWI). Dziś żołnierze JKM podobno boją się pokazywać w mundurach na mieście, żeby nie zarobić w papę (bez ideolo, taki sport).
-
2008/08/04 20:22:02
Hańba mówisz :-)

Bronisławowi Geremkowi też byś tak powiedział?

Bardzo chciałbym zobaczyć tę scenę :-)

Pozdrawiam
-
wo
2008/08/04 20:51:16
@keyser sose
"Bronisławowi Geremkowi też byś tak powiedział? "

A on coś mówił o "kształtowaniu charakteru"? To oczywiście też. Ale pewnie jak zwykle coś ściemniasz?
-
2008/08/04 21:05:48
@you_are_a_toy

Nie pomieszałeś aby Floty (do której wręcz urządzano łapanki) z Armią co do tego postrzegania w UK przed wojną krymską ? Bo z tego co sobie czasem czytam to np. żołnierzy arc. Wellingtona to nie dotyczyło... Poza tym nie spłycaj anglosaskości tylko do UK, ale weź pod uwagę cały Commenwalth (zresztą ładnie to wykorzystał duet Brzezińska & G. Wiśniewski a pierwszym tomie Wielkiej Wojny :D).
-
2008/08/04 21:21:03
Ja nigdy nie ściemniam - cała prawda całą dobę. Tak mi doradza mój adwokat - pan Kobayashi.

Dzisiaj sobie słuchałem w TOK FM dyskusji prowadzonej przez Żakowskiego. Spisałem ze słuchu więc mogą być błędy - wybacz. Właściwy fragment zaczyna się od 34 min 40 sek.

Marek Ostrowski: Są rzeczywiście zupełnie inne szkoły ideologiczne inne szkoły myślenia

Anatol Arciuch: inne wizje Polski co gorsze

MO: Inne wizje. To się np. odzwierciedliło w przekonaniu prezydenta, że armia zawodowa to jest zły pomysł. To sa wielkie koncepcje odmienne narodowe. Jedna np., ze armia z poboru to są inne wartości - obywatelskie; że poprzez wojsko budujemy patriotyzm itd masowy

Roman Kurkiewicz: Kształtujemy charakter

MO: ksztaltujemy charakter. A inna, ze mamy zawodowa armie

Jacek Żakowski: Teraz tylko wtrącę, to nie jest aberracja Kaczyńskiego. To jest pogląd wyrażany przez wiele inteligentnych, wybitnych osób jak Bronisław Geremek na przykład, który podobnie uważał, że armia poborowa jest państwowotwórczym bytem
--------------------------------------------------------------------

Ok. Na czym polega państwowotwórczość służby? Na kształtowaniu wartości wśród żołnierzy, nie? Można to nazwać kształtowaniem charakteru? Można.

Generalnie zgadzam się z Tobą, że te argumenty są słabe i opowiadam się za całkowitym uzawodowieniem wojska. Niemniej przesadziłeś: ani nie jest to bredzenie, ani nie ściąga na głosiciela takich pogladów hańby.

Pozdrawiam
-
2008/08/04 21:29:31
@Na czym polega państwowotwórczość służby? Na kształtowaniu wartości wśród żołnierzy, nie?

Jakie "wartości" kształtuje polska armia?
-
wo
2008/08/04 21:30:44
@keyser
"Tak mi doradza mój adwokat - pan Kobayashi. "

Nie przeceniaj strategii "mam fajną ksywkę, to mnie WO nie splonkuje" - koledze Vogonowi przedłużyła obecność na moim blogu tylko o parę miesięcy :-)

"Dzisiaj sobie słuchałem w TOK FM dyskusji prowadzonej przez Żakowskiego"

No to samo tylko to, że redaktor Żakowski pośrednio streścił tak poglądy Geremka, to jeszcze trochę za mało, żebym mówił o hańbie. Musiałbym poznać wypowiedź Geremka w oryginale.

"Niemniej przesadziłeś: ani nie jest to bredzenie, ani nie ściąga na głosiciela takich pogladów hańby."

"Bredzenie" i "hańba" to pojęcia subiektywne - pierwsze wyraża bardzo nieprzychylną subiektywną ocenę czyjejś wypowiedzi, drugie wyraża bardzo surowe potępienie jakiegoś czynu czy postawy. Wybacz, ale ja lepiej od Ciebie wiem, co w moich oczach zasługuje na ocenę "bredzenie" oraz co w moich oczach ściąga na kogoś hańbę.
-
2008/08/04 22:06:21
@WO

Moja strategia jest odrobinkę inna.

'Mam fajną ksywkę, rewelacyjne komentarze i zostnę supergwiazdą blogosfery'

'Bredzenie' i 'hańba'

Nie do końca tak. Bredzenie to gadanie niezborne, bez sensu. To co powiedział Kaczyński jakiś sens ma. Zatem bredzeniem nie jest.

A hańba ma jednak jakiś kontekst społeczny, nie? Bo chyba nie każdy surowo potępiany czyn oznacza zaraz hańbę?

No i bardzo mnie ciekawi co jest takiego hańbiącego w poglądzie Kaczyńskiego, że armia kształtuje jakieś pozytywne cechy charakteru?

Ja np. tak uważam. Uważam też wcielenie ludzi siłą do wojska jest paskudne i państwo powinno z tego zrezygnować mimo pewnych korzyści.

To co jestem pohańbiony?

Pozdrawiam
-
2008/08/04 22:10:06
@ausir

Np. obowiązkowość.

Może być?

Pozdrawiam
-
wo
2008/08/04 22:23:37
@keyser
"Bredzenie to gadanie niezborne, bez sensu. "

To jest 'bełkot'. Bredzenie jest wtedy, kiedy można dokonać logicznego rozbioru zdania, więc jakiś sens teoretycznie jest, ale bezsensowny (np. prawicowiec o lewicowcu może powiedzieć "bredził coś o walce klas").

"A hańba ma jednak jakiś kontekst społeczny, nie?"

Owszem, ale nadal pozostaje subiektywna. Na przykład dla pewnej części społeczeństwa czymś haniebnym jest współpraca z SB, dla innej już niekoniecznie.

"No i bardzo mnie ciekawi co jest takiego hańbiącego w poglądzie Kaczyńskiego, że armia kształtuje jakieś pozytywne cechy charakteru?"

Zbrodnicze oderwanie od rzeczywistości i ignorowanie tragedii ludzi, którzy z wojska wyszli jako wykolejeni alkoholicy, albo po prostu jako ciała w workach, bo popełnili samobójstwo z powodu szczucia przez trepów czy w ramach fali. Jeśli po prostu sobie mówisz coś głupiego, to jest to tylko bredzenie. Jeśli do tego to bredzenie wiąże się z negowaniem ludzkich tragedii (a przy tym samo może mieć tragiczne skutki), to może to być już haniebne bredzenie.

"Np. obowiązkowość. Może być?"

Armia? Jakim cudem? Obowiązkowość jest wtedy, jeśli gotów jesteś pilnować pewnych obowiązków nawet gdy nie stoi nad Tobą żaden kapral i się nie wydziera. Armia obowiązkowość w człowieku właśnie zabija ("gdy każą idę gdy nie każą leżę, jak łatwo być żołnierzem").
-
2008/08/04 22:23:56
@WO

A tak w ogóle to co to za pomysł, żeby spalnkować biednego kalekę? Chyba się poskarżę w Strasburgu.

Pozdrawiam
-
2008/08/04 22:47:09
No nie wiem. Polazłem do słownika PWN i tam raczej po mojemu jest. Ale rozumiem o co Ci biega - zostawiam semantykę na boku.

Obowiązkowość.

Miałbyś rację, gdyby nie to, że człowiek generalnie ma tendencję do internalizowania zasad - nawet tych z którymi początkowo się bardzo nie zgadza.

Jeśli gość ma obowiązek utrzymywać porządek w swoich rzeczach to po skutecznym szkoleniu może nabrać przekonania, że należy utrzymywać porządek w swoich rzeczach.

O i tu następna potencjalnie korzyść z poboru: zwiększenie akceptacji dla 'zasad współżycia społecznego'.

Fala też ma swoje zalety: jak każdy obrzęd inicjacyjny zwiększa poczucie przynależności do wspólnoty - uspołecznia żołnierzy. (Tylko nie wykombinuj z tego mojej pochwały dla fali. Nie pochwalam tego obyczaju - ale widzę jakąś jego użyteczność)

Pozdrawiam
-
2008/08/04 22:48:13
@obowiązkowość

Patrz odpowiedź WO. Naprawdę nie widzę, jakie to niby wartości wpajać ma wojsko, poza prawicową "wartością" bezwarunkowego posłuszeństwa wobec autorytetu.
-
2008/08/04 22:57:55
@Fala też ma swoje zalety: jak każdy obrzęd inicjacyjny zwiększa poczucie przynależności do wspólnoty - uspołecznia żołnierzy.

Jak to ma być uspołecznianie, to ja wolę być aspołeczny. Nie mam nic przeciwko gejowskiemu sado-maso, ale tylko między consenting adults.
-
wo
2008/08/04 23:01:52
@keyser
"Miałbyś rację, gdyby nie to, że człowiek generalnie ma tendencję do internalizowania zasad - nawet tych z którymi początkowo się bardzo nie zgadza. Jeśli gość ma obowiązek utrzymywać porządek w swoich rzeczach to po skutecznym szkoleniu może nabrać przekonania, że należy utrzymywać porządek w swoich rzeczach."

Dwa lata to chyba za mało czasu na aż tak skomplikowane procesy psychologiczne, ponadto akurat "wpajania utrzymywania porządku w swoich rzeczach" w ogóle nie uważam za cnotę wartą propagowania. Clean desk is a sign of a sick mind.

"O i tu następna potencjalnie korzyść z poboru: zwiększenie akceptacji dla 'zasad współżycia społecznego'. "

Nie mam najmniejszej ochoty na zwiększanie akceptacji dla takich zasad współżycia społecznego, jakie panują w koszarach III Wąchockiej Dywizji Falomierzowej. Już teraz ta akceptacja jest za duża.

"Fala też ma swoje zalety: jak każdy obrzęd inicjacyjny zwiększa poczucie przynależności do wspólnoty - uspołecznia żołnierzy"

Gdy gang dresiarzy z bejsbolami robi nalot na sąsiednie osiedle, to też zwiększa poczucie przynależności i wśród dresiarzy i wśród pobitych ofiar. Proponuję więc budować więzi społeczne przez propagowanie bezkarności gangów dresiarzy.

"A tak w ogóle to co to za pomysł, żeby spalnkować biednego kalekę? Chyba się poskarżę w Strasburgu. "

Make my day. Dla mnie jesteś tylko loginem do ewentualnego umieszczenia na liście filtrowanych (choć przyznam, że fajna ksywka zawsze jakoś utrudnia podjęcie takiej decyzji).

-
2008/08/04 23:05:35
@(choć przyznam, że fajna ksywka zawsze jakoś utrudnia podjęcie takiej decyzji)

Dla ułatwienia decyzji przypomnę, że powinno być "Soze".
-
2008/08/04 23:10:36
@Ausir

Prosiłeś o jakąś zaletę. Dostałeś.

To, że uważasz ją za niewystarczającą do utrzymywania poboru to zupełnie inna rzecz.

Pozdrawiam
-
2008/08/04 23:12:06
@keyser_sose

Nie, uważam, że armia wcale jej nie wpaja.
-
2008/08/04 23:13:42
@Ausir

Jesteś pewien?

W mojej kopii z angielskimi napisami jest 'Sose' - choć wymawiają Soze - fakt.

A tak przy okazji: czym Tobie podpadłem, że chcesz ułatwiać splankowanie kaleki? Ukradłem Ci jakiś towar? Traka z bronią?

Tak pytam, z ciekawości.

Pozdrawiam
-
2008/08/04 23:15:54
@Jak to się stało, że Kelus w roku 1975 napisał balladę tak dokładnie antycypującą misje wojskowe, do których właśnie dzisiaj wysyłani są żołnierze z orzełkiem na czapeczce? 33 lata temu to nie było jeszcze takie oczywiste, że polscy żołnierze będą ginąć za ropę Enrona i Halliburtona?

W zasadzie mam podobne, jak Autor bloga zdanie na temat polish army, poboru i udziału w awanturach Dablju. Ale tak na marginesie - polscy żołnierze, co do jednego, pojechali do Iraku i Afganistanu na ochotnika, po podpisaniu zgody. Oczywiście, nie jestem naiwniakiem i zdaję sobie sprawę, że w jednostkach trepy mogły wywierać mniej, lub bardziej formalne naciski na wojaków, żeby podjęli decyzję o wyjeździe, ale w większości wypadków chłopcy i dziewczęta polecieli z własnej inicjatywy.
Z racji wykonywanego podówczas zawodu miałem kilka razy okazję żegnać żołnierzy polskich kontyngentów irackich. Rozmawiałem z nimi pytając m. in. o intencje. Dominowały dwa powody. Jeden jest czywisty i reprezentowany przez większą cześć, czyli 'kasa misiu, kasa'. Ale byli też i tacy, głównie komandosi, którzy mówili o męskiej przygodzie. Jeden bielski marines powiedział mi nawet, że skoro tyle lat się szkoli, uczy strzelania i innych rzeczy, to teraz chce sprawdzić w praktyce, czego się nauczył.
Aha, nikt nie mówił o wolności naszej i waszej, demokracji, tudzież cywilizacji.
-
2008/08/04 23:20:22
@Jesteś pewien?

Owszem, wpaja bezmyślne wykonywanie rozkazów i olewanie tego, czego nie każe ci robić stojący nad tobą wydzierający się kapral, a nie prawdziwą obowiązkowość.
-
2008/08/04 23:29:43
@WO

Clean desk is a sign of a sick mind

Gdyby to działało zwrotnie to bym był posiadaczem najzdrowszego umyłu we wszechświecie :-)

Przykład z gangiem jest bardzo dobry. Wspólne działania członków gangu faktycznie skutkują poczuciem wspólnoty. To jest jakaś zaleta. Koszt uzyskania tego waloru jest jednak zbyt duży i dlatego gangi są tępione (Ale np. sprawa ustawek nie jest już tak jednoznaczna, nie?).

Przymusowy pobór może dla pewnej grupy zawodników stanowić metodę socjalizacji - a alternatywą są właśnie gangi. Bo jakoś się ci młodzi uspołecznią, tak czy owak.

Znowu: czy ta potencjalna korzyść jest warta kosztów? Uważam, że nie.

A czas internalizacji może być bardzo krótki - odpowiednia metodyka może zdziałać cuda :-)

Teraz znikam na czas jakiś - odezwę się jutro.

Pozdrawiam
-
wo
2008/08/05 00:41:47
@keyser
"A czas internalizacji może być bardzo krótki - odpowiednia metodyka może zdziałać cuda :-)"

Czy Tobie przypadkiem nie chodzi w tej dyskusji o nerdowskie analne "a może jakaś inna armia w jakimś innym kraju by mogła inaczej zadziałać, chociaż zgadzam się, że nie ta, nie tutaj i nie teraz"?
-
2008/08/05 02:59:45
@wo
"Jeszcze zanim zobaczy ten wyrok, zetknie się z przymusem szkolnym oraz zapłaci swoje pierwsze podatki, pewnie też już będzie sobie wyrabiać prawo jazdy a może i rejestrować samochód."
O przymusie szkolnym pisałem - że go właśnie nie ma. To nie Państwo dzieciaka zmusza, tylko rodzice. I w większości nawet nie muszą, bo szkoła to fajne miejsce - takie podwórko, tylko więcej dzieci. Na podwórku - jak to na podwórku, czasem się dziobie, czasem się jest dziobanym. Ale i tak jest ciekawiej niż siedzieć w domu. Jedyne prawa, których się nauczy KAŻDY dzieciak, to prawa dżungli. Że lepiej być silniejszym. Że problem z nauczycielem to kwestia sprytu i szczęścia (raz się uda a raz nie np. ściągnąć). Reszta praw dociera już tylko do jakiejś części populacji. Czy jak byłeś w szkole to odbierałeś to jako przymus Państwa i czułeś "zasady współżycia społecznego"?
Prawdziwy obowiązek szkolny odczuje jakiś ułamek promila i to nie dzieci ale ich rodziców. W postaci pisma urzędowego albo innego wyroku. A gdy dzieci są już starsze, np. w gimnazjum, to mogą zupełnie świadomie olewać wszystko, stopnie, nauczycieli razem ze "starszymi" i nic się nie dzieje póki od czasu do czasu przyjdą do szkoły, dla samego towarzystwa.
Chodziło mi także o przymus szkolny wysłuchania zasad i min. te kilka godzin dziennie ich przestrzegania: że dziewczynek się nie bije nauczycieli też, kolegów też nie za mocno (bez uszkodzeń); Żydów i innych nietypowych się nie ciągnie za pejsy, zabierać zabawek/ajpoda/pieniędzy nie wolno nie tylko wtedy gdy się może wydać; jeśli seks, to nie w bramie/bez antykoncepcji; od masturbacji się nie ślepnie itd. Taka "konstytucja dla najmłodszych pogan". Otóż jest istotny procent ludzi, którzy tego przymusu nie doznał albo kompletnie nic z tego im nie zostaje w czaszce. Bo np. nauczyli się, że można belfrowi roześmiać się w twarz i przecież nie uderzy, a tylko to rozumieją od urodzenia. Są poganami/buszmenami z dżungli.

Generalnie mylisz "grzeczne" zachowanie mieszkańca PL, gdy przychodzi prosić o coś (jak nie spełnisz wymogu, nie zapłacisz w jakimś sensie - to nie dostaniesz) z poczuwaniem się obywatela do obowiązku np. do przestrzegania prawa. Także w swoich 4 ścianach (nie będzie mi polski/europejski urzędnik). Gdy zwrócisz uwagę sąsiadowi, żeby nie robił szamba 5m od okna Twojej kuchni, to jakiś % sąsiadów w PL Ci odpowie nie będziesz mi mówił gdzie mam srać (autentyczne doświadczenie znajomego). I potem sąsiad jest w szoku, że nie decyduje tu to, kto we wsi rządzi (nie Ty, miejski przybłędo), kto może kogo wieczorem siekierą, czyim synem jest milicjant, ile się zapłaci inspektorowi nadzoru budowlanego z gminy. Tylko na koniec przyjeżdża spychacz i jakiś facet z papierkiem z dużą pieczątką. Ale i tak później to Ty będziesz musiał sprzedać dom i się wyprowadzić.
-
2008/08/05 03:13:50
@wo
"Podatki", "pierwszy w życiu PIT"
LOL, czekałem jeszcze na "pierwszą w życiu kapanię wyborczą i głosowanie". Mnóstwo ludzi ma to gdzieś i nie rozumieją zupełnie mechanizmu, poza ewentualnie paroma hasełkami. Dostają na rękę kasę, często "pod stołem" i nawet nie wiedzą jaka różnica czy pod czy nad. Ceny są zawsze brutto - co tam dla poborowego chłopaka - dla przedsiębiorców, wielu nawet dobrze nie rozumie mechanizmu naliczania/odliczania VAT. Reszta to jakieś machinacje najętej przez przedsiębiorcę księgowej, jakaś kontrybucja, z której jeśli się nie wywinął, to nie jest tak sprytny jak jeden znajomy. Przecież u nas potężny % ludzi nie płaci ZUS tylko KRUS albo i nic. Nigdy chyba nie widziałeś tzw. "giełdy" - czyli hurtu, np. kwiatowego/owocowego/warzywnego. To jest wymiana jak ze społeczeństwa pierwotnego, tylko z dodatkowym towarem - papierkami z NBP. Podatek - jest tak traktowany jak łapówka dla kontrolera skarbowego albo do tej pani z Sanepidu co kontroluje moją budkę.

"Prawojazd". Też niecelny przykład. To nie jest przymusowe ! To jest jak zakup pierwszego "łokmena/ajpoda" albo dżinsów. Trzeba zaliczyć, zapłacić i się dostaje. A i tak sporo jeździ bez prawka - kiedyś się zaliczy, grunt, że stary ma auto (jak ma traktor, to na pewno ma i auto, odwrotnie niekoniecznie).

@adegie, wo
"obywatel to ktoś taki, który wie że ostatecznie sam coś zyskuje na działaniu dla dobra publicznego a nie ktoś kto się boi państwa i jego "karzącej ręki""
Ależ to jasne, pisałem, że ponieważ jest jak jest z tą obywatelskością, to może PIERWSZYM krokiem (i dalece nieostatnim) dla tego niemałego % już dorosłych ludzi, ale nieobywateli - powinno być to wojsko (inne, krótkie, bardziej humanistyczne, harcerskie - nie wiem) albo coś innego w zamian. Nawet jeśli ten procent ludzi nie rozumiejących państwa/zasad, jest mniejszy niż mi się wydaje, to po prostu on powinien być ZERO. Boję się, że jeżeli nie mamy sprawnych sądów, policji, edukacji, kościoły z KK na czele też nie mówią co tydzień z ambony, że niepłacenie podatków/abonamentu TV to grzech (niedokładny cytat z JMRokity) to może trochę za wcześnie likwidować chorą służbę zasadniczą nie dając w zamian NIC.

Oczywiście potwierdzałem wcześniej z własnego dośiwadczenia oczywistą oczywistość, że z wielu względów (np. ekonomicznych) istnienie obowiązkowej służby zasadniczej nie ma żadnego znaczenia dla możliwości obronnych państwa. Ale może już mieć dla obrony terytorialnej, dla poczucia obowiązku w ratowaniu się społeczności lokalnej przed np. powodzią. Np. przez to, że można Cię wezwać "na wały" i nie możesz powiedzieć, że wolisz oglądać mecz przy piwku, bo twój dom jest na wzgórzu.
Podczas słynnej powodzi we Wrocławiu mieszkańcy pewnej pobliskiej wsi o mało się nie pobili z wojskiem czy innym organem państwa rozwalającym wał żeby właśnie na ich pola wypuścić Odrę i uratować kolejne dzielnice miasta. Część z nich może po raz pierwszy tak się zetknęła z Państwem. Ale mężczyźni z tej wsi chyba coś rozumieli patrząc na mundury tych, co ich zalewali. Ich dzieci za parę lat mogą już tego nie rozumieć i nie opuszczą wideł :-).
-
2008/08/05 03:32:15
@wo
"w ostateczności po prostu kupię stempel znudzonego kolesia z WKU"
To mnie lekko zmroziło. Jakoś inni blogowicze miłosiernie udają, że nie zauważyli. OK, każdemu się zdarzy zagalopować w retorycznym cwale.
-
2008/08/05 03:53:14
@kaneis

"Ależ to jasne, pisałem, że ponieważ jest jak jest z tą obywatelskością, to może PIERWSZYM krokiem (i dalece nieostatnim) dla tego niemałego % już dorosłych ludzi, ale nieobywateli - powinno być to wojsko (inne, krótkie, bardziej humanistyczne, harcerskie - nie wiem) albo coś innego w zamian."

A może właśnie tym PIERWSZYM krokiem powinno być zniesienie bezsensownego przymusu?
-
2008/08/05 04:23:23
@ausir
Tylko trzebo go zaraz zastąpić sensownym przymusem. Bo dla sporego (bo niezerowego) procenta polskich buszmenów dzisiaj nie ma tak naprawdę żadnego przymusu. Obyś się z nimi nie spotkał, oni znają tylko prawo dżungli, zwłaszcza u siebie "na zagrodzie". Nawet jak przyniesiecz im ryok z klauzulą wykonalności, to i tak przegrałeś, bo już się w okolicy buszmena nie będziesz mógł spokojnie przespacerować. Przestaniesz być wolnym i godnym obywatelem na jakimś małym kawałeczku Twojego kraju.
Polecam przykład z powodzią w okolicy Wrocławia.
-
2008/08/05 04:48:01
@kaneis

"Obyś się z nimi nie spotkał, oni znają tylko prawo dżungli, zwłaszcza u siebie "na zagrodzie"."

Ale w jaki sposób przymusowa służba wojskowa w czymkolwiek w tym względzie pomaga? Jeśli już, to właśnie wzmacnia ich wiarę w prawo dżungli.
-
2008/08/05 04:57:57
Odpowiedź jest przy następnej notce. To nie prawo dżungli, bo przymus idzie od instytucji, jakiejś miniaturki państwa, tylko niestety w krzywym zwierciadle. Spotykają po raz pierwszy np. prawo/regulaminy, muszą się ich nauczyć i nieuchronność kar/nagród jest prakt. 100%. I tematy są proste - nie wyczyścisz broni, to czasem nie rozłożysz jej nawet nazajutrz bez młotka. Nie będziesz przestrzegał kolejności kilku czynności przy sprawdzeniu broni przy zmianie warty - to strzelisz w kulochwyt i będzie obciach i dla ciebie i dla kolegi i dla oficera. I rozumiesz od razu, że mogłeś przed sekundą kogoś lub siebie zabić. To nie są abstrakcje. To przemawia prosto do każdego buszmena.
Przepraszam, ten dwugłos przy 2 notkach jest sygnałem, że pora wyłączyć komputer.
-
2008/08/05 05:15:07
"To nie prawo dżungli, bo przymus idzie od instytucji, jakiejś miniaturki państwa, tylko niestety w krzywym zwierciadle."

Znowu zniknąłeś falę.

"To przemawia prosto do każdego buszmena. "

Który dzięki temu będzie potem pamiętał, żeby po napadzie przeczyścić broń.
-
2008/08/05 08:33:30
@szkoła to fajne miejsce

he, he

@Czy jak byłeś w szkole to odbierałeś to jako przymus Państwa

tak

@ i czułeś "zasady współżycia społecznego"?

nie
-
2008/08/05 12:22:57
"Czy Tobie przypadkiem nie chodzi w tej dyskusji o nerdowskie analne..."

Nie.

A teraz pytanie w zamian.

Twoja krytyka dotyczy poboru w ogóle czy tylko poboru do polskiej armii?

Bo mi się wydawało, że Tobie nie podoba się pobór w ogóle.

Jeśli zaś dobrze zrozumiałem, to pokazywanie przykładów z innych armii jest całkowicie uzasadnione.

Internalizacja może zajść nawet w ciągu paru dni; Lepiej - w ciągu kilku godzin. Wszystko zależy od okoliczności.

A trudne, naznaczone cierpieniem obrzędy inicjacyjne (i przygotowania do nich) są skuteczną metodą socjalizacyjną.

Poupieram się: przymus wojskowy może być skutecznym narzędziem do wpajania pożądanych przez pańśtwo zasad.

Czy te korzyści usprawiedliwiają przymusowy pobór? Uważam, że nie.

Pozdrawiam
-
wo
2008/08/05 12:31:10
@keyser
"Jeśli zaś dobrze zrozumiałem, to pokazywanie przykładów z innych armii jest całkowicie uzasadnione. "

Nie jest, dlatego właśnie Twoje pytanie jest źle postawione. Gdy mówię o polskiej polityce, nie interesują mnie abstrakcyjne rozważania o idealnie sferycznej armii poruszającej się po krzywej geodezyjnej. Interesuje mnie ta konkretnie armia, ten konkretnie kraj i praktyczne rozwiązania dla tu i teraz. Mogę się zgodzić z abstrakcyjnym hasłem, że w innym kraju i w innych okolicznościach armia z poboru może być sensownym rozwiązaniem, ale tylko pod warunkiem dodania, że z tego nic dla "tu i teraz" w praktyce nie wynika. Inne armie możesz więc sobie przytaczać do woli, ale praktyczną wagę takich argumentów uważam za porównywalną z powoływaniem się na "Kawalerię kosmosu" Heinleina.

"Internalizacja może zajść nawet w ciągu paru dni; Lepiej - w ciągu kilku godzin. Wszystko zależy od okoliczności. "

Odlatujesz w kompletną abstrakcję. Nie wierzę w internalizację "w ciągu kilku godzin", zwłaszcza realizowaną nie w jakimś eksperymencie z ochotniczym ochotnikiem, ale na skalę przemysłową na tłumach rekrutów.

"Poupieram się: przymus wojskowy może być skutecznym narzędziem do wpajania pożądanych przez pańśtwo zasad. "

Plwam na każde państwo, które pożąda takich zasad, jakie można skutecznie wpajać przez przymus wojskowy. Jedyne jakie mi przychodzą do głowy to zasada bezkarnego pastwienia się nad niższym rangą czy też zasada wyuczonej bezradności.
-
2008/08/12 11:29:11
Ten blog i ta dyskusja przekonuje mnie o jednym. Ludzie najchetniej wyrazaja zdecydowane sady, na tematy ktorych nie znaja (nie wielu tu widze bylych, badz czynnych zolnierzy) badz nie rozumieja co nawiasem mowiac nie swiadczy o rozgarnieciu. Tak chetnie lubicie cytowac ludzi madrych a nie potraficie z nich czerpac wzorcow - madry czlowiek rzadko wyraza zdecydowane osady w przeciwienstwie do zdecydowanie mniej madrych.
Sam w wojsku nie bylem (mysle, ze to dobrze), jednak nie mam tylko negatywnego zdania. Znam pare osob, ktorym wojskko pomoglo ulozyc sobie zycie, nauczylo samodyscypliny i spowodowalo ze rozwineli sie rowniez intelektualnie. Wielu nauczylo sie w wojsku zawodu, ktory dal im chleb i pomogl osiagnac sukces taki czy inny.

Pastwienie sie nad zolnierzem, wbrew pozorom niekoniecznie jest bez sensu - byc moze jest bez sensu nad zolnierzem, ktory nim jest przez rok. Jest w tym taki cel, by zolnierz wykonywal rozkazy nie zastanawiajac sie - bo chwila zastanowienia moze kosztowac zycie nie tylko jego (niech se k... mysli jesli tylko on by zginal) ale i oddzialu.
Co do Afganistanu i sprawy o wykonanie rozkazu badz nie. Moim zdaniem trzeba byc debilem by miec zdecydowane zdanie na ten temat siedzac sobie radosnie w domu. Ja zdania wole nie miec - bo doswiadczenie nauczylo mnie by nie oceniac tego czego ocenic nie potrafie. Jutro taki zolnierz przez brak wahania moze uratowac mi zycie. Zaprawde do pilnowania mojego bezpieczenstwa badz zycia nie potrzebuje intelektualistow z kanapy i milosnikow SF.

Co do tematu armia z poboru kontra armia zawodowa. Zawsze bylem zwolennikiem armii zawodowej w naszym kraju, bo Polacy wszystko co masowe potrafia spierdolic - ale chyba tylko dlatego.
Mysle ze sensowny pobor i cwiczenia przyszlej potencjalnej obrony cywilnej w rzeczach przydatnych sa dobrym pomyslem. Na przyklad udzielanie pierwszej pomocy tak by weszla w krew i odruch. Umiejetnosc poslugiwania sie urzadzeniami ratujacymi zycie (jak defibrylatory), umiejetnosc przetrwania w trudnych warunkach i zarzadzania badz reagowania w sytuacjach kryzysowych (powodz, pozary, zanieczyszczenia chemiczne badz radioaktywne itp.), uzywanie broni czy dzialania uslugowe dla ludnosci w szerokim tego slowa znaczeniu (sadzenie lasow chocby) zaprawde mialoby duzo sensu, powodowaloby zwiekszenie ogolnej swiadomosci ludzi w tematach, o ktorych wiedza dzis pozostawia wiele do zyczenia (co widac tez na tym blogu)... W wypadku specjalizowanej armii zawodowej moze sie okazac ze pewne tematy moga pozostac zaniedbane... Juz jacys kretyni krzycza ze obronnosc panstwa straci - wiec moze sie stac, ze bedziemy mieli tylko wojownikow, a nie grupe spoleczna ktora po prostu sluzy spoleczenstwu...
-
wo
2008/08/12 13:06:06
@geerz
" Ludzie najchetniej wyrazaja zdecydowane sady, na tematy ktorych nie znaja (nie wielu tu widze bylych, badz czynnych zolnierzy)"

A skąd w ogole założenie, że tylko "były lub czynny" żołnierz ma prawo to oceniać? Czy tylko "były lub czynny" złodziej ma prawo się wypowiadać w kwestiach kryminologii?

" Tak chetnie lubicie cytowac ludzi madrych a nie potraficie z nich czerpac wzorcow - madry czlowiek rzadko wyraza zdecydowane osady"

Tak chętnie lubimy cytować ludzi mądrych, że wiemy z ich lektury, że Twoja teza jest bzdurna. Łatwo znaleźć wiele "zdecydowanych sądów" wygłoszonych np. przez Einsteina, Berlina czy Poppera.

" Jutro taki zolnierz przez brak wahania moze uratowac mi zycie. "

W jaki sposób? Tak mi się przypomniał znany cytat filmowy, "protection from what? Ze Germans?"

" Zaprawde do pilnowania mojego bezpieczenstwa badz zycia nie potrzebuje intelektualistow z kanapy i milosnikow SF. "

Żołnierzy w Afganistanie jakby tym bardziej nie.

" w tematach, o ktorych wiedza dzis pozostawia wiele do zyczenia (co widac tez na tym blogu)..."

Twoje komentarze na tym blogu rzeczywiście pokazują, że Twoja wiedza pozostawia wiele do życzenia - kto wie, może w wojsku byś rzeczywiście nabrał jakiejś pożytecznej umiejętności. Ot, prawo jazdy na ciężarówki mogłoby Ci się przydać w owocnym rozwoju kariery.
-
2008/08/12 17:26:38
Taki niby oczytany a wyobrazni brak.
Ludzie ktorym przytrafilo sie byc zakladnikami terrorystow (badz zwyklych porywaczy) w roznych miejscach (np. samolotach) tez uwazali, ze nic im nie grozi, badz po prostu wykonywali swoja prace (ja tez odwiedzam miejsca nie zawsze bezpieczne - tam konwentow SF sie nie urzadza). Nie uratowali ich dziennikarze wyborczej. Takie sytuacje ze wyszkolony zolnierz robi co do niego nalezy bywaja nie tylko na filmach.
Reszta w Twoim stulu.
-
wo
2008/08/12 21:28:43
@geerz
'Taki niby oczytany a wyobrazni brak.
Ludzie ktorym przytrafilo sie byc zakladnikami terrorystow (badz zwyklych porywaczy) w roznych miejscach (np. samolotach)'

Jestem taki oczytany, że umiem sobie z grubsza oszacować prawdopobieństwo tego, że będę kiedyś zakładnikiem terrorystów np. w samolocie i będę potrzebował akcji polskich komandosów do uratowania mi życia. Co za tym idzie, umiem odpowiednio ocenić przygłupiastą uwagę, że może może może może może gnojenie komandosów na coś się tutaj przyda. Po prostu na tej samej zasadzie mógłbym też akceptować przemoc w rodzinie - bo może mąż-damski bokser skatuje swoją żonę tak, że ta w ogóle nie wyjdzie z domu, a jakby wyszła, to by m zajechała drogę, więc może jutro damski bokser uratuje mi życie... Odrzucanie absurdalnych scenariuszy to nie jest brak wyobraźni.
-
2008/08/24 01:04:16
Moze tak spojrzec realnie. Jaki polityk z tych co ciagle zapewniaja o zmianach sam podjal ta zmiane osobiscie i kontestowal koniecznosc zgloszenia sie po ksiazkeczke i podpisanie dokumentow na WKU. Zaden. A kto jest hipokrytą moze jedynie zrobic kariere w polityce.

Zainteresowanych zapraszam : forum.scenaonline.org/viewtopic.php?p=1728#1728