Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
J’achete chez Carrefour
Dużo ostatnio piszę o bojkotach (nie wątpię, że i tym razem znajdzie się blogokomentator, który z dwóch notek wysnuje jakąś durną poradę typu „jeszcze trochę i będzie z tego książka). Ogłoszony przez Chińczyków bojkot Carrefoura jest dla mnie jednak pretekstem, żeby przybliżyć najważniejszą zasadę bojkotów, o której pisałem przy okazji do „telewizyjnej”. Zasada ta brzmi: na każdy bojkot jest kontrbojkot. Jeśli muzułmanie ogłosili bojkot Danii za karykatury Mahometa, to jeśli jesteś zwolennikiem laicowo lewickiego relatywizmu moralnego i wolności słowa - uznaj to za dobry pretekst, żeby kupić sobie wreszcie Lego Robots.
Strasznie prosto to działa w Ameryce - tam media kierujące swoją ofertę do cywilizowanych odbiorców w wielkich miastach starają się nie podpaść wpływowemu lobby lesbian - gay - bi - transgender (referral fun, thou cometh!). Ale oczywiście media kierujące się do rednecków z pasa biblijnego mogą zamieszczać homofobiczne dowcipy, bo przecież bojkot nowojorskich gejów nie może nijak zaszkodzić jakiemuś „Midwestern Moron Daily News”.
Dlatego profil czasopisma można odgadnąć już po zamieszczanych w nim reklamach - jeśli widzimy reklamę pickupa F-150 i wyprzedaży w Wal-Marcie, możemy się spodziewać w środku syndykowanego felietonu Billa O’Reilly. Jeśli widzimy reklamę Subaru, MacBooka i iPoda - to pewnie mamy do czynienia z pismem sączącym jad cywilizacjośmierciowego relatywizmu moralnego. Bo bojkot ogłoszony przez nowojorskich postępowców nie wywarłby większego wpływu na sprzedaż w Wal-Marcie, ale Apple potężnie oberwałoby po kieszeni. I odwrotnie, bojkot wojujących chrześcijan nie odbije się na sprzedaży hybrydowych crossoverów, ale znanego producenta traktorów Johna Deere mógłby doprowadzić do bankructwa.
Skoro więc Chińczycy ogłosili bojkot Carrefoura - ja będę specjalnie właśnie tam robił zakupy (nie wyobrażacie sobie, jakie ilości soku pomarańczowego wypija pięcioosobowa rodzina). Nadludzkim wysiłkiem spróbuję się też zmobilizować do przesiadki z Coca-Coli na Pepsi, jeszcze tyle we mnie zostało z dawnego członka Amnesty International. Nie mogę tylko ogłosić bojkotu wyrobów firmy Adidas ani samych transmisji z olimipady w telewizji, bo i tak nie interesuję się wyrobami tej firmy, a olimipiadę jako taką serdecznie chromolę razem z wszystkimi mundialami i turniejami czterech skoczni. W tym wszystkim interesuje mnie tylko aspekt praw człowieka.
Z rozpędu przestanę też zaglądać na bloga byłego redakcyjnego kolegi, który ściemnia w psychiatryku, że te chińskie bojkoty to oddolna akcja „rodzącego się za Wielkim Murem społeczeństwa obywatelskiego”. Jassssne. Jak mieszkańcy Warszawy spontanicznie machali chorągiewkami witając towarzysza Breżniewa, to też był oddolnie zorganizowany ruch społeczeństwa obywatelskiego.
niedziela, 20 kwietnia 2008, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
wo
2008/04/20 13:56:22
@odwiedzający mego bloga romaniści
Ledwie wrzuciłem notkę, a ogarnęła mnie zimna panika - "acheter chez" czy "acheter a", jeśli nie zgoła "acheter dans"? Lokale gastronomiczne się często nazywają "Chez Quelqu'un" i tym się kierowałem, ale to może mylny trop?
-
2008/04/20 14:16:03
no no, ostatnio bierzesz bojkoty na tapetę, jeszcze trochę to rozbudujesz i będzie nowa książka
-
2008/04/20 14:35:33
J'ai acheté chez Carrefour mais il a brlé.
-
2008/04/20 14:36:45
Dziadowski blox, francuszczyzna mu nie smakuje.
-
2008/04/20 15:17:14
@wo: forum.wordreference.com/showthread.php?t=849489

Au Carrefour nie pasuje jeszcze dlatego, że ze wzgledu na samo znacznie słowa carrefour, w krajach francuskojęzycznych jest całkiem sporo knajpek, sklepików i inncyh takich nazywających się właśnie Au Carrefour.
-
wo
2008/04/20 15:21:30
@godric
Dzięki! Dla rozbudowania referral funa, przekleję komentarz:
"C'est du français "oral" dans les deux cas"

-
2008/04/20 15:25:16
(BTW, porównanie ilości przypadków użycia w guglu: "acheter chez carrefour" - ok 28 tys., "acherer a carrefour" - ok. 3 tys., "acheter au carrefour" - 70, "acheter dans le carrefour" - brak. Generalnie trafia mi do przekonania tłumaczenie, że skoro Carrefour jest znaną marką, to kupuje się "chez", tak samo jak w przypadku markowych sklepów nazwanych od nazwiska właściciela.)
-
2008/04/20 16:59:41
Dla rozbudowania referral funa to Ci jeszcze dodam, że kumple z mojego rocznika, którzy poszli na romanistykę, mieli tam zajęcia pod nazwą "praktyka oralna" (pratique orale). W praktyce jednak nikt nie nazywał tych zajęć inaczej, jak "praktyka analna"... ;-)
-
2008/04/20 17:25:42
Pepsi jest lepsze od coca-coli!!!!!!111Oneone

Lego Mindstorsm, nie Lego Robots.
-
wo
2008/04/20 17:50:03
@mrw
"Pepsi jest lepsze od coca-coli!"

Chyba na pececie.

"Lego Mindstorsm, nie Lego Robots."

A sorki - w końcu wtedy nie kupiłem, a teraz mi jakoś głupio tak bez pretekstu. Chociaż... pierwsza komunia za pasem...
-
2008/04/20 18:08:02
Hmm...przejrzałem sobie jakiś czas temu listę sponsorów olimpiady. Przesiadki z Visy na Mastercard niestety nie widzę, co najwyżej mogę częściej płacić gotówką...

To kiedy ta książka będzie?
-
2008/04/20 20:01:55
Gdzie to ja czytałem o chińskiej studentce, która dostaje oddolny, obywatelski wpierdol od swoich rodaków? A, już wiem: www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5130950.html
-
2008/04/20 20:05:14
WO: Jak już nadajesz sobie pozory yntelygenckości archaiczną angielszczyzną, to rób to poprawnie: "thou comest". "Cometh" to trzecia osoba.

:-PP
-
2008/04/20 21:42:51
Zupełnie nie na temat.

Czy da się to czytać? Było się w empiku, wzięło do ręki "Lód", grubiutka książeczka, rozmiarami przywodząca na myśl "Życie seksualne dzikich", tylko że tamta w czerwonej płóciennej oprawie, a ta na niebiesko, zapewne kolorystycznie nawiązująca do owego lodu i zaczęły się zastanawiania, zaczęło kartkowanie, a tu z każdej stronicy maniera bezosobowego stylu na człowieka wyziera, w treść zagłębić się przeszkadza, bo co będzie jak najpierw nuda, potem skuka a na koniec zgaga ogarną, miast rozpasania uczty duchowej, i czy to czasem nie Sorokinem pisane, ale tego czytało się po szwedzku, więc byłaby obawa, że by się nawet nie zauważyło zrzynania, i co, jak po tysiącu z górą stron człowiek dojdzie do wniosku, przecież nie może tak być, by tysiąc z górą stron na straty spisać, więc dwa razy przymierzało się do zakupu, z jednej strony ciekawość, bo głupio tak, może przecież maniera po, dajmy na to, 320 stronach przestałaby irytować, z drugiej wyżej wyrażona obawa, a i młodość minęła, w której czytało się każdy stylistyczny łamaniec dla rozproszenia napięć seksualnych i na koniec kupiło się Safrana Foera, Cobena nie było, a i tak w samolocie przysnęło się.

Ktoś przeczytał i potrafi sensownie odpowiedzieć?
-
wo
2008/04/20 21:46:48
@leje-sie
"Cobena nie było"

O rany, ktoś to kupuje?
-
2008/04/20 21:59:13
@wo:
"A sorki - w końcu wtedy nie kupiłem, a teraz mi jakoś głupio tak bez pretekstu. Chociaż... pierwsza komunia za pasem..."

A może by tak zbojkotowac pierwszą komunię...
-
wo
2008/04/20 22:00:50
@malech
"A może by tak zbojkotowac pierwszą komunię... "

Ba! Ale zobowiązałem się pisemnie.
-
2008/04/20 22:16:38
@wo:
"Ba! Ale zobowiązałem się pisemnie."
Dobrowolnie czy pod przymusem?

-
wo
2008/04/20 22:18:46
@malech
"Dobrowolnie czy pod przymusem?"

Z miłości.
-
2008/04/20 22:22:05
@leje-sie: da się. Bezosobowa narracja powoli zanika przez pierwsze pół książki. Ewolucja bohatera przebiega wzdłuż krzywej Berbeleka (znaczy, morfa mu rośnie) tak do dwóch trzecich tekstu co najmniej. Potem są wahania, ale nie będę spojlować.

Po przeczytaniu ciurkiem tysiąca stron z hakiem w ciągu jednej nocy i następnego dnia, na jakieś osiemdziesiat stron przed końcem poczułem, ze przedawkowałem Dukaja - i przez kolejne dwa czy trzy tygodnie usiłowałem się domyślić, co dalej.

Zupełnie nie trafiłem, bo kombinowałem w niewłaściwym kierunku. Ale i tak dobre.

Natomiast autor ma u mnie piwo za genialną scenę erotyczną, która się nie odbywa. :-)
-
2008/04/20 22:24:50
@wo

Przecież nie o Cobenie było, Coben tylko kontrolnie, czy ktoś doczyta do końca. Ale jeśli już - dojazd na lotnisko 45-60 minut, lot 90-120 minut, dojazd z lotniska 45-60 minut, doliczamy martwe minuty oczekiwania na embarking po zwiedzeniu sklepów już nie wolnocłowych i mamy 350 stron łatwej lektury suspensu dla średniej klasy średniej, która za punkt honoru obrała sobie wybrzydzanie na niezobowiązujące lektury dla średniej klasy średniej. Ipoda nie posiadam, bo nie lubię muzyki dobywającej się z wnętrza głowy.
-
2008/04/20 22:36:48
@wo:
"Z miłości."

Amor omnia vincit! :(

-
2008/04/20 22:49:32
Ja nie mam wątpliwości, że chińskie władzy pomagały w protestach przed Carrefourem. iemniej, Chińczycy są konkretnie nacjonalistyczni, i spokojnie mogę sobie wyobrazić, że część społeczeństwa chetnie zbluzga "zły zachód który szkaluje nam naszom olimpiadem". W ogóle mnie irytują, szybciej z tym konfliktem nuklearnym...
-
2008/04/20 23:03:05
Natomiast autor ma u mnie piwo za genialną scenę erotyczną, która się nie odbywa. :-)
Tak jest! Właśnie jestem trochę za tym momentem i przyznam, że ze szczeniackim wyszczerzem sam ze sobą się zakładałem - będzie seks, czy nie będzie? Wychodzi na to, że dokonałem niemożliwego i wygrałem sam ze sobą podwójnie - nie było :D
-
2008/04/20 23:52:05
@Legi Mindstorms

Ale przecież, o ile wiem, Lego już nie produkuje Mindstorms, bo za mało na tym zarabiali. Niech żałuje, kto dotychczas nie kupił!

Poza tym duża część Elektroniki (czyli prawdopodobnie po części także Mindstorms) pochodziła właśnie z Chin. W ten sposób protest #2 niwelował by działanie protestu #3.
-
2008/04/20 23:54:17
@wo
"Z miłości."

Ja też indultowy i podpisałem. Ale jak był wybór strojów, to Żona wolną rękę dała i harcować pozwoliła.
Kiedy na zebraniu organizacjnym powiedziałem, że w albach będą wyglądać jak zlot gwiaździsty Ku Klux Klanu to przegłosowano komże :-D
-
2008/04/21 00:14:14
@Ale przecież, o ile wiem, Lego już nie produkuje Mindstorms, bo za mało na tym zarabiali.

O rly? To muszą mieć w pizdu pełne magazyny: shop.lego.com/product/?p=B8527&LangId=2057&ShipTo=DE

Na allegro można nówkę nie śmiganą z USA za 750 zyka dostać.
-
2008/04/21 00:31:21
@Lego Mindstorms (update)

Próbowałem wyguglac coś na ten temat i nie umiem nic znaleźć. Ale, jak mamusię kocham, czytałem jakieś pół roku temu w gazecie wywiad z szefem od marketingu w Lego i on twierdził, że produkcja Mindstorms stanie. Na ale jak czegoś nie ma w googlu i w wikipedii to jest to z definicji nieprawda - a wiec - Je le révoque.
-
2008/04/21 06:25:56
przesiadkę z coca coli na pepsi jeszcze bym wytrzymał, ale z fanty na mirindę nigdy.
-
2008/04/21 10:19:24
@przesiadkę z coca coli na pepsi jeszcze bym wytrzymał

a co mieliście w Łodzi w ejtisach, pepsi czy coca?
-
2008/04/21 10:38:08
@coca-cola vs. pepsi

both suck
-
2008/04/21 11:10:47
@mrw: W ejtisach to nie wiem, ale w sewentisach pod Łodzią była Coca-Cola. A przynajmniej na butelkach od niej uczyłem się czytać koło 1973-4... :-P
-
2008/04/21 12:50:56
@Z rozpędu przestanę też zaglądać na bloga byłego redakcyjnego kolegi, który ściemnia w psychiatryku, że te chińskie bojkoty to oddolna akcja rodzącego się za Wielkim Murem społeczeństwa obywatelskiego.

no, nie tak do konca sciemnia. wszak napisal:

"to będzie sygnał, że za Wielkim Murem rodzi się społeczeństwo obywatelskie... albo, że smutni panowie z bezpieki odrobili pracę domową z socjotechniki."

czyli jednak ma watpliwosci, czego nam wszystkim zycze.
-
2008/04/21 13:31:38
@mrw

Łódź, eijtisy i Pepsi-cola (w szklanych butelkach zwrotnych) tudzież na początku najntisów Mirinda bodajże już w plastiku, ale być może takoż we szkle.

Been there, done that.
-
2008/04/21 14:00:52
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5138787.html

Ksiądz Krzysztof Łuczyk u Pospieszalskiego, Pospieszalski manipuluje w swoim najlepszym stylu. Zaprosić drugą stronę sporu? Po co. Pozwolić księdzu na łganie prosto w obiektyw kamer? Pewnie. Wyświetlać idiotyczne i obelżywie manipulanckie hasło? ("Co zrobić, żeby Pismo Święte pozostało w Polsce legalne?") No oczywiście.

Księdza Łuczyka ładnie podsumowuje cytat:
Z chodzenia na religię zrezygnował Patryk: - Też miałem inne zdanie o gejach. Ksiądz na to, że skoro rodzice wychowali homoseksualistę, to niech mama przyjdzie do szkoły.

- Przyszłam. Ale zamiast dyskutować o homoseksualizmie, ksiądz zwrócił mi uwagę, że Patryk nie powinien całować się z koleżanką, bo, jak się wyraził, głębokie całowanie wywołuje erekcję członka. A to jest, dodał, bardzo niepożądane - opowiada matka Patryka.


'nuff said.
-
2008/04/21 14:20:31
@mrw
w ejtisach w łodzi tylko pepsi i mirinda. kultowa sprawa. teraz ponoć mamy najlepszą coca colę kegową w polsce (kolega inżynier chemik spożywczy pracuje w łódzkej coli i tak się chwialił).
-
2008/04/21 14:28:32
@w ejtisach w łodzi tylko pepsi i mirinda.

No więc tak było i w Szczecienie (Bosman rozlewał). I kiedy nastała wolność piłem coca, w ramach buntu; ale w zerowych wróciłem do pepsi.
-
2008/04/21 14:59:34
Coke zawsze była za słodka nieco, tak samo pozostałe jej wyroby, pepsi za to miała zawsze jakiś taki "kredowaty", wapienny posmak (specyfika wody?), at least ta której dane mi było próbować, przez lata to się nie zmieniło. Z flagowych produktów zawsze wolałem jednak Coca-Colę, z pozostałych tykałem praktycznie tylko Sprite'a i 7Up, tutaj już bez uprzedzeń. Pepsi dalej ma to wapno? :/
-
2008/04/21 15:18:52
We Wrocławiu też była Pepsi, w klasycznych szklanych butelkach. Teraz jednak tylko Cola, chociaż zgadzam się z Wandachowiczem, że Pepsi nie jest zła, ale Mirinda do dupy. A Fanta wyłącznie cytrynowa.
-
2008/04/21 15:19:55
Dla mnie zbyt czesto myli sie olimpiade z prawami czlowieka lamanymi w Chinach. Co biedni sportowcy zawinili, ze jacys debile podjeli decyzje o tym, by to najwazniejsze swieto sportu odbylo sie w Pekinie? Nic a nic. Coca Cola sponsoruje olimpiady (wszystkie), a nie Chinczykow. Niestety (nie z ich winy) nastapil zbieg okolicznosci, ktory mozna blednie na CC niekorzysc zinterpretowac. Poza tym coz to za podwojne standardy. Olimpiada jest fe - ale tanie kurczaki, buty, sprzet grajacy (chocby iPody), komputerowy i ubrania (na przyklad Reserved i wlasciwie wszystkie lepsze i bardziej znane marki od wymienionej) sa ok. Bo co? Bo szum jest? O tej olimpiadzie bylo wiadomo pare lat temu. I co teraz? Przelaczymy sobie telewizor (w fafdziesiat jak nie stu procentach produkowany w Chinach) na inny kanal niz ten pokazujacy olimpiade i zagryzajac chinskim kurczakiem, siedzac na kanapie z obiciem z Chin, w chinskich kapciach sluchajac dzwiekow z telewizora w glosnikach produkowanych tamze (o amplitunerze i przygaszonych lampach nie wspominajac)? Prawdziwy gest odwagi i poparcia praw czlowieka zaprawde. Jedyne co pokazemy to glupote i zaklamanie i nie ucierpia Chiny i ich niewolniczy system, tylko ruch sportowy, ktory naprawde jest pokojowy, ponad wszelkie podzialy pieknie laczy ludzi wspolnymi emocjami. A karanie sportowcow, ktorzy dlugie lata cwicza i walcza z wlasnymi slabosciami tylko by wziac tam udzial brakiem zainteresowania nie ma zadnego wytlumaczenia. Co wiecej powinnismy tym bardziej im kibicowac by dokopali Chinczykom w kazdej dyscyplinie.
-
wo
2008/04/21 15:31:30
@geerz
" Co biedni sportowcy zawinili, ze jacys debile podjeli decyzje o tym, by to najwazniejsze swieto sportu odbylo sie w Pekinie?"

Przecież olimpiada to nie jest żadne "święto sportu" tylko wydarzenie marketingowo-polityczne. Ja nie mam nic przeciwko temu, że ktoś sobie dla przyjemności pływa, biega czy skacze. Ale w momencie, w którym zaczynasz to robić z logo Adidasa na koszulce, a jakiś premier czy prezydent wiesza Ci medal do taktu jeszczepolski, pakujesz się brachu w biznes i politykę. Jak ci to nie odpowiada, to biegaj se dalej tylko dla własnej przyjemności, bez sponsorów i medali. Jak ci odpowiada - no to niestety nie masz już usprawiedliwienia typu "co ja biedny żuczek mam wspólnego z tą całą polityką".

"O tej olimpiadzie bylo wiadomo pare lat temu. I co teraz?"

Tak jak z Rospudą, przedtem też to krytykowano, ale dopiero jak się zaczynają konkretne przygotowania, sprawa nabiera rozmachu.

"Prawdziwy gest odwagi i poparcia praw czlowieka zaprawde."

Poparcia - tak, odwagi oczywiście nie, ale też i nikt tak nie twierdzi.

" nie ucierpia Chiny i ich niewolniczy system"

Nieprawda. Historia pokazuje, jak ważne dla totalitarnych ustrojów jest budowanie legitymizacji przez sukcesy sportowe (NRD, Rumunia, Trzecia Rzesza). Hitlerowi też by porządny bojkocik wtedy zaszkodził.

"ruch sportowy, ktory naprawde jest pokojowy, ponad wszelkie podzialy pieknie laczy ludzi wspolnymi emocjami."

Zwłaszcza jak kibole Legii napindalają się z kibolami Widzewa (or compatible).

"A karanie sportowcow, ktorzy dlugie lata cwicza i walcza z wlasnymi slabosciami"

Kto ma głowę na karku ten pracuje głową, kto nie ma głowy, ten pracuje muskułami. Wybrałeś se koleś taką karierę, to nie marudź. Jak ktoś nie lubi ciemnych korytarzy, niech nie idzie pracować do kopalni.
-
2008/04/21 16:17:23
@wo
zaczne od:
"Kto ma głowę na karku ten pracuje głową, kto nie ma głowy, ten pracuje muskułami. Wybrałeś se koleś taką karierę, to nie marudź. Jak ktoś nie lubi ciemnych korytarzy, niech nie idzie pracować do kopalni."

To haslo wiekszosci luzerow bez glowy wlasnie. Kto nie ma glowy na karku ten o muskuly nie dba. Co wiecej jak nie dba o cialo (od najmlodszych lat) to i glowe zwykle ma od parady.

"tylko wydarzenie marketingowo-polityczne."

To ze prawdziwe sukcesy w dzisiejszych czasach to w swietle kamer i na najwiekszych imprezach sie zdobywa to chyba Cie nie dziwi co? A moze oburza?
To ze dla Ciebie to marketing i polityka to powiem Ci, ze kazdy sadzi po sobie.
Swoja droga myslalem ze jestes w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych cherlakow, ktorzy swoja slabosc probuja przekuć na sile i w lawach sejmowych gotowi sa rzec "nam sport nie jest potrzebny" nie oznacza, ze tak jest dla maratonczykow, biegaczy, zapasnikow, judokow i wielu innych, ktorzy czesto ten jeden raz w zyciu moga sie zetknac z najsilniejszymi przeciwnikami z calego swiata i to jedno przezycie jest ich marzeniem zycia i pozniej najwiekszym wspomnieniem.
Co wiecej w wielu krajach to sportowcy napedzaja zmiany, dzieki nim ludzie maja nadzieje na lepsze jutro i pracujac nad soba i nad swoim talentem zmieniaja zycie swoje i innych na lepsze.

Co wiecej sportowcow wole jako idoli moich dzieci, by zrozumialy ze prawdziwy sukces to w znoju, pocie i ciezkiej pracy. I ten sukces to moze byc nawet w swietle kamer i na telewizorach calego swiata.

A byle politykierowi, ktory na schodach dostaje zadyszki niezwykle latwo przypieprzyc do tego polityke, bo pierdolenie bez sensu i bez jednej mysli nic nie kosztuje. A ze on zadnego prawdziwego wysilku w zyciu nie poznal a i talentow brak to tym nizej ceni wysilek i talenty innych ludzi.

Ja to na przyklad zyczylbym sobie by upadly wszystkie redakcje drukujace na chinskich maszynach i korzystajace z chinskich kompow. A kazdy dziennikarz z nich polecial na bruk (i jeszcze na pysk).

Strasznie latwo wyreczac sie innymi (na przyklad sportowcami) i ich dzielami czy sukcesami sportowymi gdy nas to nic nie kosztuje co?
A po napisaniu paru takich oswieconych wersow wlaczyc sobie iPoda made in China (do tego w fabrykach Foxcon, ktorym calkiem blisko do obozow koncentracyjnych). Co wiecej promowac go w co drugim tekscie (miedzy bredniami o lamaniu praw czlowieka na olimpiadzie i jak by tu uderzyc z tej okazji w sportowcow, ktorzy to podobno sa tepakami bez mozgu i produktami marketingu politycznego).

"Nieprawda. Historia pokazuje, jak ważne dla totalitarnych ustrojów jest budowanie legitymizacji przez sukcesy sportowe (NRD, Rumunia, Trzecia Rzesza). Hitlerowi też by porządny bojkocik wtedy zaszkodził. "

Szklana kula Ci powiedziala co by zaszkodzilo? Moskwie zaszkodzilo? Czy wrecz przeciwnie - mieli okazje pokazac widzicie jaki ten swiat za kurtyna zly? Nie slyszalem by sportowcy, ktorzy nie wystapili w Moskwie byli z tego powodu szczesliwi.
Nam Polakom nie zaszkodzilo. Dzieki temu mielismy pare zlotych medali olimpijskich wiecej. W annalach ruchu olimpijskiego te medale beda zawsze. A ci ktorych nie bylo nie maja glosu. Propagandzie chinskiej nic nie zaszkodzi a Chinczycy beda mieli twoje bojkoty olimpiady w dupie jak dlugo bedziesz promowal i kupowal iPody u nich robione. Sport obroni sie sam. Politykierzy przegraja po obu stronach.

"Zwłaszcza jak kibole Legii napindalają się z kibolami Widzewa (or compatible)"

Oby sie wytlukli. Tyle ze oni ze sportem nie maja nic wspolnego. Nie byloby klubow, znalezliby inny rownie dobry powod - chocby dzielnice zamieszkania czy ulice...
-
wo
2008/04/21 16:27:33
@geerz
"Kto nie ma glowy na karku ten o muskuly nie dba. "

No więc właśnie sportowcy nie dbają - uprawiając wyczynowy sport, rujnują sobie ciało i po czterdziestce będą zdrowotnymi wrakami. Ja przecież nie mam nic przeciwko uprawianiu sportu dla sportu. Ale tam, gdzie ktoś próbuje w ten sposób zarabiać na życie, tam już nie ma "dbania o muskuły", tam jest rabunkowa eksploatacja mięśni, ścięgien, więzadeł itd.

"to chyba Cie nie dziwi co? A moze oburza? "

Dla mnie to jest oczywiste, za to Ty jedziesz w jakieś dziwne teksty o sportowcach.

"Swoja droga myslalem ze jestes w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych cherlakow, "

Swoja droga nawet nie liczyłem na to, że będziesz w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych grubasów zajmujących się sportem przez siedzenie z piwem przed telewizorem.

"i to jedno przezycie jest ich marzeniem zycia i pozniej najwiekszym wspomnieniem."

Żałośni ludzie.

"Ja to na przyklad zyczylbym sobie by upadly wszystkie redakcje drukujace na chinskich maszynach i korzystajace z chinskich kompow. A kazdy dziennikarz z nich polecial na bruk (i jeszcze na pysk). "

Bardzo proszę, zadziałaj jakoś w tym kierunku. Do your worst, see if I care.

"Strasznie latwo wyreczac sie innymi (na przyklad sportowcami) i ich dzielami czy sukcesami sportowymi gdy nas to nic nie kosztuje co? "

Gdy coś nic nie kosztuje, to z definicji jest łatwe.

"Szklana kula Ci powiedziala co by zaszkodzilo?"

Zdrowy rozsądek i inteligencja. Nie potrzebuję "szklanej kuli", żeby wiedzieć mniej więcej, co może jakimś politykom się przysłuży a co im zaszkodzi.

"Moskwie zaszkodzilo?"

Oczywiście.

"Nie slyszalem by sportowcy, ktorzy nie wystapili w Moskwie byli z tego powodu szczesliwi. "

Taki to już jest świat, że każdy musi sam dbać o swoje szczęście. Nie zamierzam dbać o szczęście sportowców, przecież oni nie będą dbać o moje.

" W annalach ruchu olimpijskiego te medale beda zawsze"

Och, z pewnością jest gdzieś ktoś, kogo interesują "annały ruchu olimpijskiego". Ja nim nie jestem.

" Tyle ze oni ze sportem nie maja nic wspolnego."

Słowem, nagle się okazuje, że nie chodzi Ci o realnie istniejący ruch sportowy tylko o jakiś sport utopijny? Bo idea słuszna, tylko realizacja idei czasem kuleje? Sorki, ale teza o sporcie jednoczącym ludzi ponad podziałami jest bzdurna, jeśli zastosować ją do realnego świata i realnego sportu. Za dużo kontrprzykładów. Może być prawdziwa tylko przez klasyczny zabieg "islam to religia pokoju, a Al Kaida nie ma nic wspólnego z prawdziwym islamem", "chrześcijaństwo to religia pokoju, a inkwizycja nie miała nic wspólnego z prawdziwym duchem ewangelii", "marksizm to filozofia pokoju, a Stalin nie miał nic wspólnego z prawdziwym marksizmem" etc. Dla mnie takie podejście jest idiotyczne, bo na tej zasadzie można bronić nawet nazizmu (bo przeciż Hitler to tylko wypaczenie szlachetnej idei).
-
2008/04/21 17:42:50
WO:
tam już nie ma "dbania o muskuły", tam jest rabunkowa eksploatacja mięśni, ścięgien, więzadeł itd.

O lol. Idę rabunkowo wyeksploatować swoją lodówkę.
-
2008/04/21 18:18:12
@wo

"Bo idea słuszna, tylko realizacja idei czasem kuleje?"

"Stalin, Nazizm, Inkwizycja" ze tak powiem kolokwialnie 'posralo Cie'?

Moge Ci zagwarantowac ze nie ma drugiego takiego tematu, ktory tak laczy ludzi jak sport. Temat numer jeden przy spotkaniach z ludzmi z calego swiata, wspolna radosc emocje, gratulacje czy nawet zlosc. Laczy nawet takich frustratow sportowych jak Ty. Razem mozecie sobie powyrzekac na "idiotow biegajacych za kulka" i takie tam...

Natomiast wyciaganie przykladu jakis idiotow by zmanipulowac rzeczywistosc i w dosc karkolomny sposob podeprzec swoja argumentacji ociera sie...

Porownywanie sportu do inkwizycji czy islamistow, jest kompletnie chybione, bo nawet kibole, ktorzy sie oprawiaja po ryjach, maja jakies swoje reguly co wiecej sie nawzajem szanuja (choc nie ukrywam caly ten atawistyczny proceder troche ciezko mi zrozumiec). Nikt nie zabija tam w imie sportu, pojedyncze wypadki bandyckie w zaden sposob nie popra Twojego porownania, bo to sa bandyci, ktorych spotkasz w kazdym srodowisku tak przemieszanym jesli chodzi o wyksztalcenie, pochodzenie, miejsce zamieszkania. Takich bandytow juz w podstawowkach znajdziesz...

No i bardzo chetnie poczytam o tych licznych kontrprzykladach bo oczywiscie masz poparcie a nie tak sobie strzeliles.

"Nie zamierzam dbać o szczęście sportowców, przecież oni nie będą dbać o moje."

Ale na przyklad potrafia uszczesliwic mnie i cale rzesze normalnych ludzi dla ktorych kazda odrobina radosci ze wspolzawodnictwa jest bezcenna. Akurat kto jak kto ale sportowcy maja ogromny wplyw na poczucie szczescia, chocby mlodej generacji.
Co wiecej wspolzawodnictwo to nasza ludzka cecha, ktora sport odzwierciedla w najczystszej postaci. No i wybacz ale takie pojedyncze przypadki jak Ty niespecjalnie mnie obchodza.

"Swoja droga nawet nie liczyłem na to, że będziesz w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych grubasów zajmujących się sportem przez siedzenie z piwem przed telewizorem."

Pudlo. Choc nie gardze piwkiem przed ekranem z pierwszorzednym meczykiem. Zawsze mozna sie troche wyladowac zdrowo-emocjonalnie i potem nie czuje parcia na wyladowywanie frustracji na blogu ;-P.
No i zawsze to lepsze to niz piwko przed kompem z internetem...

Jesli zas chodzi o rabunkowowa eksploatacje, moich sciegen muskulow i Bog wie czego jeszcze - a dziekuje nie narzekam. Czasem mi tylko juz brak sportu na tym najwyzszym poziomie. Mam mnostwo dobrych i pieknych wspomnien gdzie naprawde czlowiek mogl nauczyc sie szacunku dla konkurenta i mogl wyrzucic z siebie wszystkie frustracje z innych dziedzin zycia. Stworzyc prawdziwe przyjaznie na lata, nauczyc sie dzielic sukcesami, rozwijac myslenie strategiczne i zrozumiec wiele tematow zyciowych.
Natomiast strasznie dobija mnie rabunkowa eksploatacja czasu, spokoju ducha, snu i gigantyczne generowanie stresu w biznesie czy pracy czesto rujnowanie rodzin, gdzie zasady nie sa i nigdy nie beda tak jasne jak w sporcie...
Dzis zaluje, ze porzucilem sport choc podobno bywam czlowiekiem sukcesu (w ustach innych). Moim dzieciom nigdy nie bede odradzal kariery sportowej, jesli beda mialy wybor.
-
2008/04/21 18:45:58
@wo: "tyle we mnie zostało z dawnego członka Amnesty International"

gratuluje dojrzałości. kiedyś tam rzeczywiście amnesty była szacownym stowarzyszeniem, może nie aż tak, żeby od razu się zapisać na członka, ale zawsze. rozumiem jednak i popieram twoją decyzję o zaprzestaniu bycia członkiem bandy, która zamiast, jak Reagan, bronić praw człowieka, zaczęła walczyć o prawo do zabijania nienarodzonych.
BTW od niedawna Twierdza Wrocław wita czerwoną warszawkę nowym Rondem Reagana.
-
2008/04/21 18:50:00
@leniuch102

Spierdalaj
-
2008/04/21 18:57:44
eyuh, prędzej bym się przesiadła z coca-coli na wodę niż na pepsi (zresztą czasami tak robię - znam gościa, który tylko dzięki temu schudł 20 kg - najlepsza dieta zaraz po dowiedzeniu się, że jest się zdradzanym)

@mrw
Sontarans!
-
wo
2008/04/21 19:07:55
@geerz
"Moge Ci zagwarantowac ze nie ma drugiego takiego tematu, ktory tak laczy ludzi jak sport."

Nie możesz tego zagwarantować, bo to bardzo nieprecyzyjna teza. Chodzi Ci o wspólny temat do rozmów? To lepiej łączy ludzi meteorologia. Chodzi Ci o mistyczną więź, którą banda przygłupów czuje krzycząc chóralnia LEEEEGIAAA? To przecież ta więź tyleż łączy co dzieli, bo zawsze zbudowana jest na nienawiści do konkurencyjnej bandy przygłupów, wołającej w tym momencie WIIIIDZEEEEEW.

"Temat numer jeden przy spotkaniach z ludzmi z calego swiata"

Spotykasz jakichś drętwych ludzi.

"Porownywanie sportu do inkwizycji czy islamistow, jest kompletnie chybione,"

Nie porównuję do inkwizycji tylko porównuję różne warianty tego samego błędnego rozumowania zbudowanego na zasadzie: "X to sam tylko pokój i miłość człowieka; a wszystkie kontrprzykłady to nie jest prawdziwy X". W ten sposób można udowodnić, że literalnie wszystko jest samym tylko pokojem i miłością człowieka, dla dowolnie ekstremalnych przykładów X.

"No i bardzo chetnie poczytam o tych licznych kontrprzykladach bo oczywiscie masz poparcie a nie tak sobie strzeliles. "

Kontrprzykłady, w których sport dzieli a nie łączy? Wszystkie przejawy nakładania się szowinistycznej nienawiści dwóch miast lub dwóch państw na rywalizację sportową - jak nienawiść Liverpoolu i Manchester czy choćby trywialną nienawiść polskiego kibola do Niemców (niech tam wynik mundialu będzie dowolny, byle tylko Szkopy nie wygrały, etc.).

"Ale na przyklad potrafia uszczesliwic mnie i cale rzesze normalnych ludzi dla ktorych kazda odrobina radosci ze wspolzawodnictwa jest bezcenna."

No to se siedź z tym piwem przed telewizorem, hoduj sobie piwny kałdun i śliń się z radości. Czy ja Ci czegoś zabraniam?

"Pudlo"

A nawet parodia pudła, bo przecież nabijałem się w ten sposób z Twojej bredni.

"Jesli zas chodzi o rabunkowowa eksploatacje, moich sciegen muskulow"

A jeśli zaś nie chodzi o eksploatację Twoich, tylko tych przygłupów tam na olimpiadzie?

" Mam mnostwo dobrych i pieknych wspomnien gdzie naprawde czlowiek mogl nauczyc sie szacunku dla konkurenta i mogl wyrzucic z siebie wszystkie frustracje z innych dziedzin zycia."

Wow, zabrzmiało jak wspomnienia z wojska.

@digan
"O lol. Idę rabunkowo wyeksploatować swoją lodówkę. "

Tobie się wydaje, że ścięgna, więzadła, mięśnie i stawy to coś, co można potem odkupić w hipermarkecie, jak się stare zużyją? Czeka Cię kiedyś niezłe zdziwko u ortopedy.

@leniuch
"kiedyś tam rzeczywiście amnesty była szacownym stowarzyszeniem"

Ależ co Ty opowiadasz, od poczatku oni bronili jakichś lewaków, słusznie więzionych i mordowanych przez prawicowo narodowo konserwatywno cezaro michalsko rafalo ziemkiewiczowskie reżimy.
-
2008/04/21 19:08:42
"radość ze współzawodnictwa" - jedna z rzeczy, których nigdy nie rozumiałam i nigdy nie zrozumiem, totalnie abstrakcyjne połączenie słów

@geerz

tak, te cudowne pozostałości po bardziej lub mniej wyczynowym uprawianiu sportu...
łza mi się w oku kręci jak sobie przypomnę wypadające kolana przy każdym rzucie za 3, czy 16 godzin dogorywania w bezruchu na kanapie bo mój kręgosłup nie udźwignął głowy obrażonego konia i pytania lekarzy "ale jak pani to sobie zrobiła? i to równocześnie z tym?"
taaaak, sport... piękna sprawa. TFU!
jeśli miałabym kiedyś dzieci i one by chciały się zajmować sportem po pierwsze surowo zakazałabym im zajmowania się tym profesjonalnie, bo nic tak nie niszczy ciała jak sport wyczynowy a psychiki tak jak "zdrowa konkurencja"
-
2008/04/21 19:19:58
@wo: "Ależ co Ty opowiadasz, od poczatku oni bronili jakichś lewaków, słusznie więzionych i mordowanych"

E tam. Dla nas, ludzi Zachodu, nawet jakiś popieprzony lewak nie zasługuje na gnicie w łagrach. Dajemy mu demokrację, dorzucamy interek, niech się wyżywa jako blogger czy coś.

@lilith969: pozdrawiam. wszystkie lilki to fajne laski.
-
2008/04/21 19:24:41
Inżynier Mruwnica to the rescue!

'Nie porównuję do inkwizycji tylko porównuję różne warianty tego samego błędnego rozumowania zbudowanego na zasadzie: "X to sam tylko pokój i miłość człowieka; a wszystkie kontrprzykłady to nie jest prawdziwy X".'

No True Scotsman fallacy

'"radość ze współzawodnictwa" - jedna z rzeczy, których nigdy nie rozumiałam i nigdy nie zrozumiem'

Bardzo chętnie Ci to wytłumaczę: "radość ze współzawodnictwa" == "racjonalizacja przegranej". Zwycięzcy odczuwają po prostu "radość ze zwycięstwa".
-
2008/04/21 19:27:13
@leniuch:

"E tam. Dla nas, ludzi Zachodu..."

A parę linijek wyzej bylo, ze z Twierdzy Wrocław...

-
2008/04/21 19:31:21
Powrócę może znienacka do treści notki. Co mówi o targecie salonu24 reklama "Najszybsze połączenie do Seulu"?
-
wo
2008/04/21 19:34:00
@leniuch
" Dla nas, ludzi Zachodu, nawet jakiś popieprzony lewak nie zasługuje na gnicie w łagrach."

Ależ co Ty opowiadasz, nie popierasz idola prawicy, generała Augusto Pinocheta?

@inz.mru
"No True Scotsman fallacy "

O jejku, nie wiedziałem że to się tak fajnie nazywa! Dzięki Tobie zajrzałem do wiki i znalazłem piękną ilustrację:

Argument: "No Scotsman puts sugar on his porridge."
Reply: "But my uncle Angus, who is a Scotsman, likes sugar with his porridge."
Rebuttal: "Aye, but no true Scotsman puts sugar on his porridge."
-
wo
2008/04/21 19:39:26
@amatil
"Powrócę może znienacka do treści notki. Co mówi o targecie salonu24 reklama "Najszybsze połączenie do Seulu"?"

Nie wiem, nie widziałem jej. Czy to jest reklama świadomie wykupiona przez kogoś w Psychiatryku czy po prostu doklejona bezmyślnie przez Google AdSense, bo pojawiły się słowa kluczowe?
-
2008/04/21 19:45:59
@inż.mru (irn-bru?)

dziękuję, ach dziekuję Ci inżynierze!
następnym razem jak przegram z jakimś paszkwilem wyścig do serca czyjegoś skupię się na radości z współzawodnictwa ; )
-
2008/04/21 19:49:01
@housewife
"jak sobie przypomnę wypadające kolana "

Niestety to nie kwestia sportu wyczynowego w ogole, tylko sportu (i generalnie wiekszosci dziedzin multidyscyplinarnych (jesli tak sie da to okreslic)) w naszym zacofanym kraju gdzie wiedza "trenerow" o fizykoterapii oraz wydolnosci organizmu jest znikoma badz zadna i sa zorientowani tylko na sukces a wychowankow czesto traktuja jak mieso. Jednak nie przekladalbym tego na caly swiat.
Ja mialem szczescie, bo sport mam w genach (krotko mowiac ojciec sportowiec - bardzo pilnowal moich kolan) co wiecej w mojej okolicy (Trojmiasto) i w moim wieku (miedzy 30 a 40) niewielu bylych sportowcow narzeka, wrecz przeciwnie, wciaz staraja sie robic to i owo. Moze naprawde bylismy oknem na swiat i tu mielismy trenerow na duzo wyzszym poziomie? Choc nie da sie ukryc ze operacje kolan byly niezwykle czeste (glownie wsrod pilkarzy i szczypiornistow)... Jednak podobne dolegliwosci miewaja przygrubawi panowie, ktorzy szarzuja na nartach badz ida na modny squash. A zaprawde daleko im do sportu wyczynowego i podobno robia to dla przyjemnosci. Skory jestem twierdzic ze wsrod nich znam wiecej przypadkow powaznych kontuzji prowadzacych na stol niz wsrod znajomych sportowcow.

@wo
To przykre ze sport znasz tylko z perspektywy kiboli. A moze po prostu go nie znasz wiec opowiadasz zaslyszane? Cos jak ludzie mowiacy o miejscach w ktorych nigdy nie byli bo w mediach cos uslyszeli (na przyklad ja najmilsze wspomnienia mam z wizyt w miejscach podobno niebezpiecznych).

Apropos dretwych znajomych.
Jeden sie zachwyca jak skrzypek wydobywa dzwieki niesamowitymi ruchami reki i pracy palcow, inny jak gitarzysta przebiera palcami po gryfie wyciagajac niezwykle solowy a jeszcze inny zachwyca sie niesamowita gracja i sprawnoscia ciala polaczona z szybkoscia Ronaldinho czy innego Ronaldo w momencie gdy z pilka robia rzeczy niewyobrazalne.

Wbrew pozorom bywa ze publicznosc wszystkich trzech artyzmow jest niezwykle podobna (czesto to sa ci sami ludzie - tak jest w krajach latynoskich) wbrew pozorom nie zachowuje sie inaczej (w szkole muzycznej tez kurna bylem, ale sport wlasnie nie pozwolil mi zakonczyc - tam tez sa choroby zawodowe wsrod niektorych wirtuozow). Pogarda wobec innego czlowieka i poczucie wyzszosci natomiast charakteryzuje moim zdaniem najglupszych czlonkow spoleczenstwa. Z wlasnego doswiadczenia stwierdzam, ze akurat jest cecha dominujaca wsrod odwiedzajacych opery czy teatry a rzadziej spotykana na stadionach - czy sportowych czy w czasie koncertow. Czesto wole stac wsrod kibicow, zagrzewajacych druzyne do walki, krzyczec rozne dowcipne przycinki do sedziego czy zawodnikow czesto stojac przemieszany z kibicami przeciwnej druzyny - radosnie dogryzamy sobie jak tutaj na blogu niz wsrod wlasnie dretwych pajacow w czasie antraktu w teatrze. Co wiecej w przeciwienstwie do widzow opery/teatru kibice nie udaja, ze rozumieja co dzieje sie przed nimi i klaszcza z serca dobrze wiedzac gdy nalezy to zrobic - nie potrzeba im klakierow.
Element z roznego rodzaju "gorek" czy innych malenkich trybun gdzie dominuja faszysci w szalikach to mniejszosc nawet w naszej zasciankowej Polsce. I to mimo wysilku mediow, ktore jak wszedzie lubuja sie w dewiacjach i niestety ku radosci takich imbecyli ciagle o nich mowia dodajac im waznosci. Potem czytam nawet tutaj ze to synonim sportu.
-
2008/04/21 19:54:29
A radosc ze wspolzawodnictwa to radosc z licznych wygranych i szansa na rewanz gdy sie nie powiedzie :-P.

Z reszta gospodarz bloga tez lubi pograc na kompie. Toc to odpowiednik sportu dla cherlakow ;-P. Wlasnie radosc ze wspolzawodnictwa (chocby z programista rzucajacym nam potwory czy inne pulapki na droge).
-
2008/04/21 20:01:11
A propos gier komputerowych, pewnie już to widzieliście w Gamecornerze, ale nie mogę zapomnieć melodii tego tytułu papieru: "The Psychophysiology of James Bond: Phasic Emotional Responses to Violent Video Game Events" Just how cool is that?
-
2008/04/21 20:01:27
no właśnie może dlatego też nie rozumiem całego tego zadęcia wokół współzawodnictwa - mnie nigdy nie interesowało ani konkurowanie z kimkolwiek ani wygrywanie etc - zawsze wystarczała mi wiedza, że jestem w czymś dobra i sama o tym wiem najlepiej - potrzeby udowadniania lub chwalenia się nie rozumiałam nigdy (a tym bardziej robienia z siebie pośmiewiska jak się okazuje, że jednak się takim dobrym nie jest)
-
2008/04/21 20:05:00
@housewife

Bo to podobno glownie meska rzecz ;-)
Choc moja ukochana jak ja loje w jakakolwiek gre to glosno na mnie krzyczy :-D
Ona faktycznie nie ma radosci ze wspolzawodnictwa...
-
wo
2008/04/21 20:07:14
@geerz
"Niestety to nie kwestia sportu wyczynowego w ogole, tylko sportu (i generalnie wiekszosci dziedzin multidyscyplinarnych (jesli tak sie da to okreslic)) w naszym zacofanym kraju gdzie wiedza "trenerow" o fizykoterapii oraz wydolnosci organizmu jest znikoma badz zadna i sa zorientowani tylko na sukces a wychowankow czesto traktuja jak mieso. "

Nieprawda. Uraz ACL to po prostu coś losowego, co może dopaść praktycznie dowolną osobę, która biegnie, gra w piłkę, jedzie na nartach, jedzie na rowerze, jedzie konno. Wystarczy się wypieprzyć pod złym kątem. Żaden trener Cię przed tym nie może uratować, to po prostu kwestia pecha. A z konia można zlecieć zawsze, nawet gdy się stoi w miejscu, bo zwierzę jest zasadniczo nieprzewidywalne (jak to zwierzę) i na dobrą sprawę może się spłoszyć od nagłego powiewu wiatru czy bolesnego ukąszenia owada, a w praktyce nie zawsze nawet wiesz, co go spłoszyło.

"Jednak podobne dolegliwosci miewaja przygrubawi panowie, ktorzy szarzuja na nartach badz ida na modny squash."

A narty i squash to według CIebie nie jest sport?

"To przykre ze sport znasz tylko z perspektywy kiboli"

Ojej, a gdzie ja to napisałem? Chyba nigdzie, prawda? To przykre, że nie umiesz czytać.

"Apropos dretwych znajomych.
Jeden sie zachwyca jak skrzypek wydobywa dzwieki niesamowitymi ruchami reki i pracy palcow, inny jak gitarzysta przebiera palcami po gryfie wyciagajac niezwykle solowy a jeszcze inny zachwyca sie niesamowita gracja i sprawnoscia ciala polaczona z szybkoscia Ronaldinho czy innego Ronaldo w momencie gdy z pilka robia rzeczy niewyobrazalne. "

Zgoda - ale istnienie tego zróżnicowania zadaje kłam Twojej tezie, którą podobno miałeś "gwarantować", że sport najlepiej jednoczy ponad podziałami. Twierdziłeś, że możesz mi "zagwarantować, ze nie ma drugiego takiego tematu, ktory tak laczy ludzi jak sport". Już się z tego wycofałeś?

". Pogarda wobec innego czlowieka i poczucie wyzszosci natomiast charakteryzuje moim zdaniem najglupszych czlonkow spoleczenstwa."

Takich jak ten półmózg, co to uważa, że jak ktoś nie ogląda sportu w telewizji, to już żadnego sportu sobie dla przyjemności nie uprawia i z pewnością jest "cherlakiem"?

"Potem czytam nawet tutaj ze to synonim sportu. "

No właśnie nie czytasz, bo nie umiesz czytać. Nikt tu takiej tezy nie stawiał.

"
"Z reszta gospodarz bloga tez lubi pograc na kompie."

A zresztą gospodarz bloga nie pisze "zresztą" rozłącznie.

"Toc to odpowiednik sportu dla cherlakow ;-P."

Dla Ciebie może i tak, ale ja odróżniam sport od komputera.
-
2008/04/21 20:43:55
@wo
"A narty i squash to według CIebie nie jest sport? "

No cos Ty i nie wyczytales mimo niezwyklej umiejetnosci czytania ze odnosilem sie do sportu wyczynowego, ktory jest taki straszny i tak strasznie rabuje?

"Ojej, a gdzie ja to napisałem? Chyba nigdzie, prawda? To przykre, że nie umiesz czytać."
Zatem niezwykle czesto jakos przywolujesz ten niezwykle intrygujacy temat.

"Twierdziłeś, że możesz mi "zagwarantować, ze nie ma drugiego takiego tematu, ktory tak laczy ludzi jak sport". Już się z tego wycofałeś?"

Nie. Dalej twierdze ze inne tematy az tak (czy w takim stopniu) nie lacza ludzi.
Dla przykladu w pilke nozna zdarzalo mi sie grac z kilkunastoma innymi narodowosciami w jednym meczu. Gralismy do upadlego i radosci bylo w tym niezwykle duzo, choc Francuzi i Hiszpanie wlasciwie nie kumalil zadnego innego jezyka poza swoim ale na boisku rozumielismy sie bez slow. Masz przyklad drugiego takiego tematu, ktory tak polaczy ludzi, ktorzy wlasciwie inaczej sie nie porozumieja? Co wiecej zrobia cos podobnego spontanicznie?

Sa inne tematy ale az tak nie lacza. Fajnie byc na przyklad czescia tlumu na koncercie rockowym jednak trudniej sie wypowiadac, dzielic opiniami i naprawde emocjonowac, gdy gre na gitarze mistrzow to ja moge najwyzej na Guitar Hero nasladowac.

To bledne rozlaczne "zreszta" to klepie niestety regularnie bo chyba za duzo komentarzy w internecie czytam :-/

"Takich jak ten półmózg, co to uważa, że jak ktoś nie ogląda sportu w telewizji, to już żadnego sportu sobie dla przyjemności nie uprawia i z pewnością jest "cherlakiem"?"

A kto to? Bo nie znam? Rozumiem ze jeszcze gardzi ludzmi?
Zlosliwosci to czesto stymulacja rozmowcy, przynajmniej ja tak mam i Ty tez(pozostalosc po Usenecie?). Zaloze sie, ze swietnie wiesz co rozmowca ma na mysli ale uwielbiasz to przeinaczyc jakbys pierwszy raz w zyciu sie z tym spotkal. Dosc meczaca maniera...
Co wiecej pare wersow wyzej przy tekscie o szkodliwosci squasha badz nart radosnie wypomniales, ze to tez ten wredny szkodliwy sport - jak tu Cie podejrzewac ze mozesz miec jakakolwiek przyjemnosc z tego? Jak udajesz, ze czegos nie rozumiesz w toku wypowiedzi rozmowcy, to badz konsekwentny.

"Dla Ciebie może i tak, ale ja odróżniam sport od komputera."

A co powiesz na turnieje Eye of Judgment (karcianka na PS3)? Gran Turismo? Albo gre w FIFA online? Szachy na kompie? Duzo by wymieniac. Ja niestety nie jestem tak kategoryczny.

-
2008/04/21 20:50:34
@gerzz
"nawet kibole, ktorzy sie oprawiaja po ryjach, maja jakies swoje reguly"

1) zawsze atakować w przewadze liczebnej
2) pałka, kastet tulipan to przyjaciele kibica
3) należy atakować z tyłu
dopisz jeszcze jakieś


-
wo
2008/04/21 20:57:46
@geerz
"No cos Ty i nie wyczytales mimo niezwyklej umiejetnosci czytania ze odnosilem sie do sportu wyczynowego, ktory jest taki straszny i tak strasznie rabuje"

Wyczytałem, ale to wszystko przecież tylko dalsze zaprzeczanie Twojej tezie.

"Zatem niezwykle czesto jakos przywolujesz ten niezwykle intrygujacy temat. "

Bo cały czas robisz błąd "true Scotsman fallacy", a ten jeden kontrprzykład obala Twoją tezę.

"Dalej twierdze ze inne tematy az tak (czy w takim stopniu) nie lacza ludzi. "

Gwarantuję Ci, że meteorologia łączy bardziej.

"Dla przykladu w pilke nozna zdarzalo mi sie grac z kilkunastoma innymi narodowosciami w jednym meczu. "

Dla przykładu o fantastyce zdarzało mi się rozmawiać z kilkunastoma innymi narodowosciami na jednym konwencie.

"Masz przyklad drugiego takiego tematu, ktory tak polaczy ludzi, ktorzy wlasciwie inaczej sie nie porozumieja?"

Seks, podatki, jedzenie, polityka, pogoda. Ostatnio byłem na pewnym międzynarodowym dziennikarskim zlocie, gdzie posadzono mnie razem z kolegą z "Dziennika" (może dlatego, że ma na imię Olaf) przy stoliku nordyckim, razem z Norwegiem, Duńczykiem, Finem i Szwedem. Gadaliśmy o grach "Wiedźmin" i "Max Payne" (uprzejmości polsko-fińskie), o black metalu, służbie wojskowej w różnych krajach, podatkach w różnych krajach, naszej wspólnej antypatii do USA, faszystowskich kontrolach bezpieczeństwa na lotniskach, filmach Larsa von Triera i depresyjnym działaniu nocy polarnej. Norweg rzeczywiście poruszył temat sportu, ale nikt go nie podjął, więc umarł śmiercią naturalną.

"A kto to? Bo nie znam? "

A ten to: "Swoja droga myslalem ze jestes w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych cherlakow, ktorzy swoja slabosc probuja przekuć na sile"

"Zaloze sie, ze swietnie wiesz co rozmowca ma na mysli ale uwielbiasz to przeinaczyc jakbys pierwszy raz w zyciu sie z tym spotkal. "

Oczywiście że wiem - a w dodatku wiem dlaczego się myli.

"Co wiecej pare wersow wyzej przy tekscie o szkodliwosci squasha badz nart radosnie wypomniales, ze to tez ten wredny szkodliwy sport - jak tu Cie podejrzewac ze mozesz miec jakakolwiek przyjemnosc z tego? "

A napisałem, że uprawiam cokolwiek _zawodowo_?

"A co powiesz na turnieje Eye of Judgment (karcianka na PS3)? Gran Turismo? Albo gre w FIFA online? Szachy na kompie?"

A co powiesz na pokera rozbieranego? Nie odróżniasz symulacji od reala?

-
wo
2008/04/21 20:59:07
@rpyzel
"dopisz jeszcze jakieś "

POL-SKA! POL-SKA! POL-SKA! POL-SKA!
-
2008/04/21 21:11:15
'"Masz przyklad drugiego takiego tematu, ktory tak polaczy ludzi, ktorzy wlasciwie inaczej sie nie porozumieja?"

Seks, podatki, jedzenie, polityka, pogoda.'

Połączenie kilkunastu osób, które nie potrafią się dogadać... Seks... Wizualizuję... Jedzenie owszem i jeszcze śpiew (słowa zwykle są zbędne gdy ustali się melodię) i alkohol. Na weselu francusko-polskim tłumaczka po dwunastej nie była już potrzebna.

@s-hw: "irn bru" I'm guilty of being delicious.
-
2008/04/21 21:17:59
@malech: ""Dla nas, ludzi Zachodu..." A parę linijek wyzej bylo, ze z Twierdzy Wrocław..."

Człowiekiem Zachodu można być nawet w Ułan Bator. Ba, nawet w Warszawie, która zresztą, tak jak Mongolia jest na wschód od Wrocławia.

@wo: "nie popierasz idola prawicy, generała Augusto Pinocheta? "
publicysta GW, red. Wołek, popiera go wystarczająco. (wiem, zaraz napiszesz, że nie ma etatu). Pospołu z Doenkiem Tuskiem zresztą popierają.
-
wo
2008/04/21 22:01:09
@leniuch
"publicysta GW, red. Wołek, popiera go wystarczająco. (wiem, zaraz napiszesz, że nie ma etatu)."

Napiszę, że nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Nie pytałem, kto jeszcze popiera Pinocheta, pytałem tylko, czy Ty go popierasz. Odpowiesz czy tak się wstydzisz swoich poglądów, że będziesz się chować za kimś innym?

@inz.mru
"Połączenie kilkunastu osób, które nie potrafią się dogadać... "

I co, o sporcie się dogadają nawet bez znajomości wspólnego języka?
-
2008/04/21 22:07:26
@ wo

"A ten to: "Swoja droga myslalem ze jestes w stanie wyjsc ponad wyswiechtane slogany niedorozwinietych cherlakow, ktorzy swoja slabosc probuja przekuć na sile" "

No i? Czy napisalem ze to Twoje slogany? Uderz w stol?

"A napisałem, że uprawiam cokolwiek _zawodowo_?"

A gdzie napisalem o tym squashu i nartach "zawodowo"?
Generalnie wiem co robisz zawodowo.

"A co powiesz na pokera rozbieranego? Nie odróżniasz symulacji od reala? "

Nie rozumiesz ze w Eye of Judgment nie zagrasz wlasciwie bez kompa (czy konsoli?)
Ze turniej w dowolna gre to nie symulacja turnieju?

Apropos _tego_ tematu. Zdarzaja mi sie rowniez spotkania wielonarodowosciowe na rozne tematy czy wszelkiego rodzaju outingi jakis grup hobbystow. Tyle ze jest to grupa ludzi zwykle na bardzo zblizonym poziomie gdzie roznice bywaja znikome. Ja natomiast z redneckiem czy innym Francuzem jestem w stanie sie "dogadac" nie majac podobnych zainteresowan, nie umawiajac sie na okreslone terminy, nie spotykajac sie w okreslonych miejscach. Znaczy _spontanicznie_ Twoje przyklady niespecjalnie mi sie z tym slowem kojarza. Ludzie w Twoich przykladach spotykaja sie w jednym okreslonym celu - rozmawiac w temacie wyraznie okreslonym.
A ja w parku Londynskim moge zagrac z Hiszpanami w pilke mimo ze dla nich SF jest kompletnym kretynstwem, a mnie smiesza ich zlote lancuchy na szyi. Co wiecej ani ja ani oni nie planowalismy meczu pilki, ale akurat dwoch Niemcow kopalo pilke i rozgladalo sie dookola (prawdziwa historia). Na plazy w Acapulco zagram z nieznajomymi dziewczynami z Brazylii w siatkowke, mimo ze portugalskiego nie znam i co wiecej nie mam zadnego innego pretekstu do nawiazania kontaktu. O akceptowalnym kontakcie w takich sytuacjach wykraczajacym poza uscisk reki nie wspomne. Co wiecej ludzie sa duzo bardziej autentyczni, niz na spedach wszelkiego rodzaju jakby intelektualne nie byly. Sport po prostu laczy ludzi bardzo roznych, w stopniu znacznie wiekszym niz cokolwiek innego. Bo nawet na koncerty chodza ludzie, ktorych laczy wiecej niz mnie i rzeczonych Hiszpanow z Kensington Gardens.
Natomiast nie wiem jakby miala mnie meteorologia polaczyc - no chyba ze z kims chowam sie przed straszna ulewa (co mnie spotkalo) w ruinach jakiejs swiatynii gdzies na swiecie...
-
wo
2008/04/21 22:14:08
@geerz
"No i? Czy napisalem ze to Twoje slogany? Uderz w stol?"

Ach, najwyraźniej błędnie zalożyłem, że piszesz w kontekście mojej wypowiedzi, a przecież po prostu bełkotałeś od czapy.

"A gdzie napisalem o tym squashu i nartach "zawodowo"? "

A gdzie ja napisałem coś nieprzychylnego o sporcie amatorskim?

"Nie rozumiesz ze w Eye of Judgment nie zagrasz wlasciwie bez kompa (czy konsoli?) "

Nie rozumiesz, że sport to aktywność ruchowa, a komputer to komputer?

"Natomiast nie wiem jakby miala mnie meteorologia polaczyc - no chyba ze z kims chowam sie przed straszna ulewa (co mnie spotkalo) w ruinach jakiejs swiatynii gdzies na swiecie... "

Tak samo. "Ale fajnie wczoraj Gryzdula wyprowadził lewego prostego w oblicze Ćwoklasa" to równie dobry sposób na nawiązanie rozmowy co "Mam nadzieję, że wreszcie przestanie padać". A właściwie gorszy, bo nie znajdziesz człowieka nie zainteresowanego pogodą, a łatwo znajdziesz człowieka nie interesującego się sportem. Zwłaszcza tam, gdzie ja bywam.

Z przykrością stwierdzam, że nie odniosłeś się do zarzutu o "true Scot fallacy".
-
2008/04/21 22:18:28
@szachy na kompie
szachy na kompie pod warunkiem, że nie korzystasz z Rybki czy Fritza to przecież żadna symulacja. Można zagrać bulleta, blitza, albo klasyczną partię w klasycznym tempie. Tylko zamiast "deski" masz mysz i ekran.
-
2008/04/21 22:19:51
O kwa i tu też o tych biednych Chińczykach co próbują pilnować porządku w swoim kraju. Można dostać rozwolnienia. Weźcie się wszyscy przykujcie do jakiegoś reaktora jądrowego we Francji albo jakiejś niemiecko-rosyjskiej rury na dnie morza. Cześć.
-
2008/04/21 22:32:39
@ wo

True Scotsman fallacy to byl zarzut do mnie? Myslalem ze to byla proba nawiazania nici porozumienia, ze niby z jednej parafii jestesmy ;-)
-
2008/04/21 22:53:48
@geerz: Odnośnie sportu łączącego ludzi ponad narodami moim pierwszym skojarzeniem są dwa słowa: wojny futbolowe.

W starożytnej Grecji sport był początkowo rozumiany właściwie, ale tam też zwyrodniał: ładnie to Parandowski opisał w Dysku olimpijskim. Podejście Rzymian do sportu było takie, jak nasze: igrzyska były masową rozrywką, takim ówczesnym opium dla ludu. Kolejne półtora tysiaclecia to zakaz igrzysk w ogóle, bo grzeszne.

Potem nawiedzony de Coubertin, który reaktywował olimpiady - i od nowa kolejne stopnie zwyrodnienia: olimpiada jako narzędzie polityki, zwycięstwo za wszelką cenę (sterydy itp.) i wszechobecna reklama. Obecnie z idei olimpijskiej de Coubertina zostało równie mało, co z olimpiad greckich w Rzymie.

Co do kiboli - jechałem ostatnio autobusem do centrum. Obok stadionu Polonii stał kordon policyjny, pały, maski i tarcze, samochodów z kratkami z pięćdziesiąt. Mecz, po prostu. To ma być ta idea, co łączy ludzi? Weź mnie nie rozśmieszaj.

-
2008/04/21 23:07:33
Panie Redaktorze,
mnie dzisiaj krew zalała, jak to przeczytałem: www.gazetawyborcza.pl/1,75248,5138939.html. Powody zalania krwią wyłuszczyłem tutaj: yotiao.tumblr.com/post/32450303, ale jako że Pan Redaktor dysponuje o wiele większą siłą rażenia, może by Pan tak dorzucił swoje trzy grosze...?

będę ogromnie wdzięczny
-
2008/04/21 23:15:32
WO:
Jestem jednym z tych nielicznych ludzi, którym pogoda jest kompletnie obojętna.

Wolnorynkowiec:
A myślałem, że wasz organ, Najwyższy Czas, dosć przychylnie opisywał tybetańczyków, a niezbyt cenił Chińską ekspansję. Chyba, że tak po prostu trolliujesz.
-
2008/04/21 23:28:55
@"No Scotsman puts sugar on his porridge."

Przypomniała mi się taka urocza opowieść znajomego. Podobno jego ojciec, rozmawiając z komendantem policji w Żukowie, z którym miał do czynienia z racji wykonywanej pracy, rzucił raz taki żarcik, że ludzie dzielą się na inteligentnych i na tych, co słodzą kawę. Podobno podczas następnej wizyty komendant wziął go na bok i szeptem zapewnił: "Panie Stefanie, ja już nie słodzę kawy! I żonie i dzieciom też zakazałem!".
-
wo
2008/04/21 23:47:56
@geerz
"True Scotsman fallacy to byl zarzut do mnie?"

Tak, bo tylko w ten sposób możesz obronić tezę o sporcie jednoczącym ludzi (kontrprzykłady to dla Ciebie "nieprawdziwi kibice").

@kot_pimpek
"Panie Redaktorze, "

It's DOCTOR Evil. I didn't spend six years in Evil Medical School to be called "mister," thank you very much

"jako że Pan Redaktor dysponuje o wiele większą siłą rażenia, może by Pan tak dorzucił swoje trzy grosze...?"

I'm sorry, my friend, but you seem to confuse me with someone who actually gives a flyng faq about young Polish PhD students. Ain't my apes, ain't my circus, as we say in the old country.

@wolnorynkowiec
". Można dostać rozwolnienia."

Wiedziałem mniej więcej skąd te owce w Twojej ksywce, ale teraz już wiem, skąd to "wolno".
-
2008/04/22 00:19:33
"Na plazy w Acapulco zagram z nieznajomymi dziewczynami z Brazylii w siatkowke, mimo ze portugalskiego nie znam i co wiecej nie mam zadnego innego pretekstu do nawiazania kontaktu."

Como?
to chyba jakieś kaszaloty atlantyckie były, chociaż osobiście nie kojarzę
tego fenotypu z siatkówką plażową, a prędzej z rajdami gdzie takie
dziewoje nucą swymi grubymi i pryszczatymi głosami w okularach, piosenki
SDM przy podgrzewaniu tuszonki na prymusach.

Co do kwestii co najlepiej łączy ludzi, to raczej jednak wspólne zainteresowania.
Kopanie piłki łaczy na chwilę, a mówię to na podstawie podobnych doświadczeń
jakie miał qeerz. Dwa lata temu podczas mundialu zrobiłem z przyjaciółmi tour po
Europie środkowo-wschodniej wożąc ze sobą małą piłke maskotkę - towarzystwo
murowane ale tymczasowe. Ciężko się było wymieniać mailami i umawiać na przyszłe odwiedziny z pięcioletnimi słowackimi Cyganami czy z żulami z Prenzlauerberga...
Cociaż morał stąd taki że w inny sposób ciężko by było nawiązać z nimi kontakt nie będący jakąś współczesną pretensjonalną formą chłopomanii.



-
2008/04/22 01:13:55
"I co, o sporcie się dogadają nawet bez znajomości wspólnego języka?"

Nie... ja tak sobie fantazjuję co można robić jak się w ogóle nie można dogadać. Więc czynny amatorski sport jest niezłą opcją wśród młodzieży. Sport zawodowy ma takie znaczenie, że prawie wszędzie na świecie do młodego chłopaczka można rzucić "Ronaldinjo" i on się uśmiechnie, że zrozumiał. Poza tym ma znaczenie takie jak fizyka wielkich energii.

We dwoje oczywistą opcją jest seks. W większej grupie w różnym wieku to wspólne jedzenie i przygotowanie posiłku (przy okazji można nauczyć się jak jest marchewka). No i oczywiście alkohol i subsequently śpiew. Chociaż instrumenty wydają się nieodzowne przy większej różnicy kulturalnej.

No i chyba tyle... Żeby zrobić coś konstruktywnego trzeba jednak wiedzieć jak jest "podaj deskę". W odpowiednich okolicznościach można by ewentualnie rozwiązywać zadania matematyczne.
-
2008/04/22 01:32:09
EDIT: "kulturalnej" na "kulturowej"

No i wyszło na to, że jestem patriarchalną świnią i nie uważam przygotowywania posiłku za coś konstruktywnego. :-) Ale jakoś jestem w stanie sobie wyobrazić, że bez użycia słów gotuję z kimś zupę, ale nie że naprawiam szopę.
-
2008/04/22 07:59:43
@prawie wszędzie na świecie do młodego chłopaczka można rzucić "Ronaldinjo"

Ba, a jak dorzucisz 5 dolców i puszkę coli, to może i laskę zrobi.
-
2008/04/22 08:52:11
'Żeby zrobić coś konstruktywnego trzeba jednak wiedzieć jak jest "podaj deskę".'

Czy ja wiem?... Żyjemy w globalnej wiosce, można liczyć na to, że i Japończyk, i Nigeryjczyk po pierwsze, znają jakieś słówka po angielskiemu ("Hey, you! Tak, you! Piłka! No, ball! Ball, yes? OK, ball. Do me-ta-lu!"), a po drugie, wiedzą jak się używa młotka, piły, wiertarki czy podobnych narzędzi - i wtedy można bawić się w kalambury, pokazując czynności i ewentualnie wspomagając onomatopeicznym wyciem.
-
wo
2008/04/22 10:26:12
@inz.mru
"We dwoje oczywistą opcją jest seks. W większej grupie w różnym wieku "

W dużym formacie ma niebawem być reportaż o swingersach!

@godric
" wiedzą jak się używa młotka, piły, wiertarki czy podobnych narzędzi "

No, już widzę Twoją próbę dogadania się na ten temat ze mną. Mimo teoretycznego braku bariery gatunkowej czy językowej, przemyślałbyś wtedy moją tezę o varelse.
-
2008/04/22 10:38:22
@No, już widzę Twoją próbę dogadania się na ten temat ze mną.

to pisze czlowiek, ktory temi recami postawil domek i sam kopal wykop pod fundamenty???
-
wo
2008/04/22 10:45:33
@janek
"to pisze czlowiek, ktory temi recami postawil domek i sam kopal wykop pod fundamenty???"

Właśnie dlatego! W varelse nas wszystkich najskuteczniej zamienia nie tyle faktyczna nieznajomość czegoś, co znajomość na zasadzie "been there, done that, had enough for this lifetime". Por. np. celowe nieużywanie rosyjskiego między sobą przez mieszkańców byłego obozu komunistycznego. Zresztą, przytoczyłem tu przykład tego, jak nas posadzono do stolika nordyckiego - Nordycy też między sobą rozmawiali po angielsku, chociaż prawdopobnie każdy z nich zrozumiałby szwedzki.

Ty przecież też dostajesz jakiejś trzęsiawki wzdłużnej na samo hasło "marksizm", zapewne na zasadzie tego samego mechanizmu.
-
2008/04/22 11:54:38
@wo

"I'm sorry, my friend, but you seem to confuse me with someone who actually
gives a flyng faq about young Polish PhD students. Ain't my apes,
ain't my circus, as we say in the old country."


Well, fair enough. I don't think that this approach will take us anywhere, though, in any case. Just had an idea that the general absurdities of the Polish way of thinking about *insert your favourite idea here* will appeal to your sensitivity... ;-)

cheers
-
2008/04/22 12:03:25
Pinochet

Dzięki niemu chile jest podobne do polski a nie do kuby. Zginęli głównie goście chcący z bronią w ręku szerzyć rewolucję komunistyczną. A co jest konsekwencją takiej rewolucji wszyscy wiedzą.
Jeśli chodzi zaś o jego odpowiedzialność za śmierć tych ludzi to można ją przyrównać do odpowiedzialność jaruzelskiego za ofiary stanu wojennego, tyle że jaruzelski stał po złej stronie barykady.

Sport

Pokłóciłbym się z geerzem, ale WO mnie wyręczył
-
2008/04/22 12:12:17
@wo: "No, już widzę Twoją próbę dogadania się na ten temat ze mną. Mimo teoretycznego braku bariery gatunkowej czy językowej, przemyślałbyś wtedy moją tezę o varelse."

E tam. "Prawdziwy Szkot..." :-P
-
wo
2008/04/22 12:13:02
@rzulmajowy
"Dzięki niemu chile jest podobne do polski a nie do kuby"

Bzdura.

"Zginęli głównie goście chcący z bronią w ręku szerzyć rewolucję komunistyczną"

Bzdura.

"Jeśli chodzi zaś o jego odpowiedzialność za śmierć tych ludzi to można ją przyrównać do odpowiedzialność jaruzelskiego za ofiary stanu wojennego"

wo.blox.pl/2006/12/Pinochet-vs-Jaruzelski.html
-
2008/04/22 12:53:33
damn, coz za porazajaca argumentacja!

i must say i'm amazed
-
wo
2008/04/22 12:59:47
@bianchini
"damn, coz za porazajaca argumentacja!"

Mógłbym to samo oczywiście napisać dłużej - np. "spośród ok. 3000 ofiar zamachu opisanych w raporcie komisji prawdy i pojednania, znakomita większość ani nie była uzbrojona, ani nie chciała szerzyć rewolucji komunistycznej", ale przecież merytorycznie to byłoby to samo, co lakoniczne "bzdura". Rzulmajowy jak to prawicowiec, nie zna faktów, co nie przeszkadza mu zmyślać.
-
2008/04/22 13:09:41
Pinochet

W tamtej dyskusji WO domagał się historyka:
www.datapolis.com/grzes/gaphp.htm

Jaruzelski:
No fakt, opozycja jaruzelskiego nie posiadała 30 tysięcy sztuk broni, więc w polsce zginęło "tylko" 100 osób. A fakt że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego czego bronił jaruzelski jakoś dziwnie unika.

A już całkowicie rozbroił mnie bloody rabit który stwierdził że pinocheta do oddania władzy ZMUSIŁO referendum. Dobre. Dyktatora kaczyńskiego też zmusiło do oddania władzy "referendum"
-
2008/04/22 13:20:17
@WO

O faktach się nie dyskutuje. Każdy zna swoje fakty, każdy wierzy tym raportom i tym komisją którym jest mu wierzyć wygodnie.
-
2008/04/22 13:33:11
@rzulmajowy
"każdy wierzy tym raportom i tym komisją którym jest mu wierzyć wygodnie"

Pozwolę sobie zacytować inz.mruwnicę z sąsiedniego wątku:
""-ą" w celowniku l.m. to jest najzabawniejszy test niechybnie zdradzający kretyna."
-
2008/04/22 13:33:23
@żul

O rany. Jaki masz algorytm czytania tego blogu? Co drugi wpis, ruchem konika szachowego, wieża, goniec czy zupełnie stochastyczny? Przegapiłeś wpis poprzedni i dyskusję pod nim

"każdy wierzy tym raportom i tym komisją"

50% prawidłowych trafień przy wspomaganiu przyimkiem (tyM komisjoM) to naprawdę marny wynik.

Najbardziej lubię "tym dziewczynką". Ma wdzięk i lekkość majowego absurdu.
-
wo
2008/04/22 13:33:53
@rzulmajowy
"A fakt że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego czego bronił jaruzelski jakoś dziwnie unika. "

Bo to nie jest fakt tylko brednia.

"O faktach się nie dyskutuje. Każdy zna swoje fakty"

Nieprawda. To ja znam fakty, a Ty ich nie znasz. Uprzejmie proszę teraz o podanie źródeł Twoich faktów - jakichś książek, opracowań, raportów na temat Chile. Albo podaj źródła, które uprawniałyby Ciebie do mówienia, że "znasz fakty", albo przyznaj, że blefowałeś, albo - cóż, znasz dalszy ciąg.

"każdy wierzy tym raportom i tym komisją "

Dlaczego nie napisałeś "tym raportą"?
-
2008/04/22 13:34:56
Zaimkiem, zaimkiem.
-
2008/04/22 13:43:51
toz to jakas zaiste prawicowa gramatyka!
-
2008/04/22 14:42:29
@leje-sie @deuter

Gratuluję spostrzegawczości i życzę dalszych sukcesów w informowaniu, że w liczbie mnogiej używa się końcówki "om". Wasza praca jest niezwykle potrzebna, ponieważ roi się tu od ludzi nie znających zasad ortografii.

"Albo podaj źródła, które uprawniałyby Ciebie do mówienia, że "znasz fakty""

Jestem jak najdalszy od twierdzenia że "znam wszystkie fakty". Ze znanych mi faktów to kryzys w chile, przejęcie władzy przez pinocheta, a następnie wyjście z kryzysu i oddanie władzy. W międzyczasie zginęło powiedzmy 3000 osób. Ja nie twierdzę że to dobrze, ale jak jest dyktatura to są i ofiary. Mam chyba sobie prawo wierzyć w to co mówi pinochet www.datapolis.com/grzes/gapw.htm i mam prawo nie wierzyć w to co ustaliła któraś już tam komisja.

PS: Czy WO był wczoraj we Wrocławiu, bo jeśli tak to go widziałem :)
-
2008/04/22 14:58:30
@rzul
Ależ możesz przecież robić co Ci się żywnie podoba, także ignorować ustalenia sądów i prokuratur (w tym amerykańskiej komisji senackiej) o gigantycznej skali defraudacji i lewego handlu bronią, który przynosił korzyści nie umiłowanemu krajowi Twojego ulubionego przywódcy, ale jemu osobiście i jego rodzinie, a przynajmniej część ofiar jego reżimu to nie ofiary ideologicznie motywowanej wojny z komunizmem, a zwykłej, ordynarnej i prymitywnej chciwości generała i jego akolitów
-
wo
2008/04/22 15:07:05
@rzul
"Wasza praca jest niezwykle potrzebna, ponieważ roi się tu od ludzi nie znających zasad ortografii. "

Tak to jest, jak się nie banuje prawicowych przygłupów od razu, tylko po jakimś czasie.

"Mam chyba sobie prawo wierzyć w to co mówi pinochet"

Trzeba głupca, żeby wierzyć politykowi. Trzeba prawicowego głupca, żeby wierzyć politykowi, któremu prokuratura udowodniła kłamstwo i łapówkarstwo w sądzie.

" i mam prawo nie wierzyć w to co ustaliła któraś już tam komisja. "

Po pierwsze, jesteś głupcem, skoro twierdzisz, że Komisja Prawdy i Pojednania była "którąś już tam komisją" badającą zbrodnie Pinocheta. Po drugie, poproszę o _merytoryczne_ uzasadnienie powodów, dla których kwestionujesz jej ustalenia. Niestety, uzasadnienie "bo ja wierzę na słowo politykowi, któremu kłamstwo udowodniono w sądzie", nie będzie uznane za merytoryczne.
-
2008/04/22 15:21:51
@karykatury Mahometa

Cała akcja przepraszania muzułmanów przez polski Rząd za przedrukowanie w "Rzeczpospolitej" tych karykatur bardzo mnie ubodła i zaniepokoiła. Ówczesne zachowanie Marcinkiewicza nie do końca jest dla mnie zrozumiałe, najprawdopodobniej nie chodziło tu o żadne "urażone uczucia religijne" muzułmanów, bo polskiej prasy i tak się w świecie przecież nie czyta (artykuł w Rzepie przeszedł(?)(-by) bez echa). Działania te odebrałem natomiast jako próbę kneblowania społeczeństwa; swoisty sygnał, jakich tematów publicznie poruszać nie wolno (katolicy też mają swoje "uczucia religijne", prawda?).
Swoją drogą, jest w tym sporo hipokryzji, ponieważ z jednej strony panuje powszechna ignorancja jeśli chodzi o znajomość wkładu obszaru kultury arabskiej do europejskiej (począwszy od przechowania osiągnięć antycznej Grecji a skończywszy na przestrzeganiu zasad higieny osobistej), a z drugiej - powszechny posłuch znajduje tu bezkrytyczne i lękowe postrzeganie tamtego rejonu świata. Tak odkształcone spojrzenie na Orient z kolei wcale nie trapi naszych polityków, nie chcą go zmieniać, ponieważ najwyraźniej ono im odpowiada. Analogiczną postawę można zaobserwować, w dużo ostrzejszej zresztą postaci, w działaniach przywódców duchowych świata islamu.
Co odróżnia Europę od tamtych regionów, to między innymi, właśnie potraktowanie przestrzeni publicznej w sposób otwarty; jako miejsca do wyrażania różnych opinii; gdzie nie ma niepodważalnych autorytetów, wreszcie miejsca, gdzie należy dokładać starań, aby takie właśnie pozostało. Jeśli komuś to nie odpowiada, czuje się w takiej przestrzeni zdezorientowany, poniżony, to sugerowałbym przeniesienie się w tam, gdzie w takim obszarze można tylko bić czołem, padać na kolana na komendę muezzina i gdzie panuje albo podszyta lękiem cisza (żeby się tylko nie wychylać), albo zgiełk kolejnej akcji tłumnie "dającej odpór europejskim bezbożnikom".
Tamto wystąpienie Marcinkiewicza odebrałem jako antyeuropejskie; jako sprzeczne z duchem Europy, ale może szło tu przy okazji o "odzyskanie" "Rzeczpospolitej" przez obóz PiS. Tak, czy owak, test na europejskość wtedy oblaliśmy. Stało się tak zapewne dlatego, że jesteśmy jeszcze z czasów PRL-u zaprogramowani w taki sposób, aby wszystko, co przechodzi do przestrzeni publicznej filtrować, zachowując tym sposobem jej "czystość". To, że należy postępować odwrotne, jakoś w naszej świadomości jeszcze się nie zadomowiło.
-
2008/04/22 15:53:43
"Po drugie, poproszę o _merytoryczne_ uzasadnienie powodów, dla których kwestionujesz jej ustalenia"

Z czegoż to mogłeś sobie wywnioskować że kwestionuję ustalenia jakiejś komisji, której raportu nie czytałem? Może z tego, że napisałem że "O faktach się nie dyskutuje"?

A może z tego zdania:
"Każdy zna swoje fakty, każdy wierzy tym raportom i tym komisją którym jest mu wierzyć wygodnie." O ile znam zasady logiki to wygłoszenie takiego zdanie nie jest równoważne stwierdzeniu "wiem na 100% że komisja kłamie". Bym miał pewność co do prawdziwości ustaleń komisji (bądź nieprawdziwości), musiałbym być co najmniej jej członkiem. A merytoryczne_ uzasadnienie powodów jest takie, że w komisji siedzą ludzie. A jak siedzą ludzie, to zawsze mogą sobie ustalić to co im pasuje.
-
2008/04/22 16:30:58
@rzulmajowy
Napisałeś:
"Mam chyba sobie prawo wierzyć w to co mówi pinochet [...] i mam prawo nie wierzyć w to co ustaliła któraś już tam komisja."

a potem:
"Z czegoż to mogłeś sobie wywnioskować że kwestionuję ustalenia jakiejś komisji, której raportu nie czytałem?"

Reasumując, nie wierzysz w to, co ustaliła jakaś tam komisja, równocześnie nie kwestionując jej ustaleń bo nie czytałeś jej raportu.

Nie chcę Cię urazić ale to już chyba podpada pod jakąś jednostkę chorobową.
-
wo
2008/04/22 16:50:26
@rzul
Napisałeś: " fakt że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego czego bronił jaruzelski". Jeśli uważasz, że to jest fakt, to masz chyba jakieś dowody, prawda?

Napisałeś też - "Zginęli głównie goście chcący z bronią w ręku szerzyć rewolucję komunistyczną". Nie widzę tu żadnego zastrzeżenia typu "wydaje mi się". To też podajesz jako fakt.

Tak się składa, że dyskutujesz z człowiekiem, który sporo na ten temat czytał. Rzekome fakty, które przytaczasz, są sprzeczne z ustaleniami historyków. Nie mówimy tutaj o jakichś niewyjaśnionych zagadkach, mówimy tutaj o sprawach bardzo dokładnie przebadanych - kto konkretnie zginął, w jakich okolicznościach, czy był uzbrojony, z jakiej był partii politycznej itd. Gdybyś rzeczywiście miał rację, to byłby wielki przełom w badanich historycznych i Twoje rewelacje powinny wykroczyć poza anonimowy komentarz na blogu, to trzeba by nagłośnić.

Bardzo nie lubię ludzi propagujących w Internecie ciemnotę. Podejrzewam mianowicie, że tak naprawdę wcale nie dokonałeś żadnych odkryć historycznych, tylko świadomie propagujesz kłamstwa. I przestań się podpierać linkiem do książki prawicowego felietonisty pochodzącej z lat 80. (a więc jeszcze zanim liczne fakty na temat Pinocheta zostały udowodnione w niezależnych dochodzeniach), to tylko Cię jeszcze bardziej kompromituje,

Formułuję tę prośbę po raz ostatni: wycofaj się z tego, co nam tu podałeś jako "fakty" (konkretnie chodzi mi o te dwa przykłady powyżej), albo solidnie uzasadnij merytorycznie swoje stanowisko.
-
2008/04/22 16:56:06
"Reasumując, nie wierzysz w to, co ustaliła jakaś tam komisja, równocześnie nie kwestionując jej ustaleń bo nie czytałeś jej raportu."

To że mam prawo nie wierzyć w to co ustaliła któraś już tam komisja nie oznacza że kwestionuję ustalenia konkretnej komisji którą podał WO.
Ponadto jest zasadnicza różnica między wiarą w coś a kwestionowaniem czegoś. O wierze mówi się gdy się nie ma lub nie zna dowodów na coś. O kwestionowaniu gdy się coś wie, że jest inaczej. Przy czym kwestionować można mając dowody jak i ich nie mając. Mi brakuje dowodów na zarówno na obiektywność tej komisji, jak na jej nieobiektywność. Dlatego odnoszę się do wiary. Natomiast WO najwyraźniej ma dowody na obiektywność komisji w postaci informacji zamieszczonych w internecie przez różnych ludzi
-
2008/04/22 17:16:00
"wycofaj się z tego, co nam tu podałeś jako "fakty""

OK powinienem napisać wydaje mi się

Jeśli uważasz że fakty
"(konkretnie chodzi mi o te dwa przykłady powyżej)"

ma nadzieję że o te:

"Napisałeś: " fakt że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego czego bronił jaruzelski""

Jaruzelski bronił socjalizmu i komunizmu i wydaje mi się że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego w chile.

"Zginęli głównie goście chcący z bronią w ręku szerzyć rewolucję komunistyczną". Nie widzę tu żadnego zastrzeżenia typu "wydaje mi się"

Z wikipedii "The report determined that 2,279 persons were killed for political reasons"
Więc WYDAJE MI SIĘ że oni jednak chcieli szerzyć, tylko że nie wszyscy się do tego przyznawali, co jednak i tak im nie pomogło
-
2008/04/22 17:35:02
@wo
"Napisałeś: " fakt że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego czego bronił jaruzelski". Jeśli uważasz, że to jest fakt, to masz chyba jakieś dowody, prawda?"

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale o ile wiem, w momencie zamachu stanu, w Chile rządziła koalicja lewicowo - komunistyczna. Przeprowadzano nacjonalizację przemysłu i reformę rolną przy "umiarkowanym" poparciu większości obywateli. Czyli chciano doprowadzić do gospodarki, mniej więcej, typu PRL.

Nie pochwalam Pinocheta ale nie wydaje mi się, żeby Chile wyszło jakoś szczególnie lepiej na ewentualnej kontynuacji rządów Allende. Moim zdaniem, doszłoby tam do sytuacji takiej, jaka teraz jest np. w Zimbabwe. Mam na myśli wyłącznie gospodarkę. Za mordy, korupcję i inne zbrodnie Pinochet powinien był być oczywiście pociągnięty do odpowiedzialności.
-
2008/04/22 17:40:21
"Za mordy, korupcję i inne zbrodnie Pinochet powinien był być oczywiście pociągnięty do odpowiedzialności."

Na takiej samej zasadzie co Jaruzelski
-
2008/04/22 17:52:13
@rzulmajowy
"Na takiej samej zasadzie co Jaruzelski"

I Jaruzelski i Pinochet to odrażające kreatury. Trzeba jednak znać proporcje. O ile mi wiadomo, Jaruzelski nie jest umoczony w żadne malwersacje. W Polsce nie było również, w przeciwieństwie do Chile, planowej akcji masowego mordowania przeciwników politycznych i ich rodzin. Nie udowodniono mu także wydania bezpośredniego rozkazu zabicia kogokolwiek. Tego wszystkiego o Pinochecie nie da się powiedzieć.
-
2008/04/22 18:30:22
@deuter & rzulmajowy: Aha, czyli "Pinochet to odrażająca kreatura", bo masowo mordował przeciwników politycznych i ich rodziny, a ponadto był zamieszany w malwersacje. A "Jaruzelski to odrażająca kreatura", bo?

Owszem, można się długo spierać o to, czy celem stanu wojennego było zdławienie inicjatyw demokratycznych per se, czy dla ochrony Polski przed wprowadzeniem wojsk Układu Warszawskiego. Można spierać się w podobnym duchu o inne wydarzenia, w których Jaruzelski miał jakiś udział jako minister obrony. Można, od biedy, na konto Jaruzelskiego zapisać wszystkie kilkadziesiąt ofiar wprowadzania stanu wojennego. Niemniej różnica w skali to mniej więcej dwa rzędy wielkości. A poza tym tak sie składa, że jak tylko na wschodzie nastał Gorbaczow z pieriestrojką, to Jaruzelski dość spokojnie potraktował odrodzenie Solidarności i całkiem spokojnie zdał władzę bez cudów nad urną; przeciwnie, tak jakoś śmiesznie wyszło, ze komuniści trzymali się stołków chyba nawet słabiej, niż Olszewski czy Kaczyńscy. A przynajmniej nie straszyli co to będzie, jak naród wybierze przeciwną opcję.

Do Pinocheta możecie porównywać Ceausescu, toutes proportions gardees.
-
wo
2008/04/22 22:31:02
@rzul
" wydaje mi się że pinochet zapobiegł wprowadzeniu tego w chile. "

Błędnie. Nie masz co do tego żadnych przesłanek.

"Na takiej samej zasadzie co Jaruzelski"

Jednak trudno nie zauważyć tego, że przez ostatnie 18 lat jakoś w ogóle nawet w formie plotek nie pojawiły się żadne powody by przypuszczać, że Jaruzelski osobiście okradał państwo, żeby wyprowadzać pieniądze na prywatne konto w banku szwajcarskim, więc jednak nie na tej samej zasadzie co Jaruzelski, bo Jaruzelskiego żeby za korupcję osądzić, musiałbyś najpierw oskarżyć. A tu nawet nie ma cienia dowodów, żeby wszcząć śledztwo (w przypadku Pinocheta były dowody i jest wyrok skazujący).

"WYDAJE MI SIĘ że oni jednak chcieli szerzyć, tylko że nie wszyscy się do tego przyznawali"

A więc wydaje Ci się, że wszyscy zamordowani chadecy czy też zupełnie przypadkowe ofiary, po prostu całe życie okłamywali otoczenie w kwestii swoich poglądów politycznych, ale na szczęście tajna policja rozpoznała w nich skrytych komunistów? Nie uważasz, że to trochę naciągane?

". Natomiast WO najwyraźniej ma dowody na obiektywność komisji w postaci informacji zamieszczonych w internecie przez różnych ludzi"

Kocham tych sieciowych analfabetów - oni nie czytają książek, więc im się wydaje, że nikt nie czyta nic poza internetem.

@deuter
" Czyli chciano doprowadzić do gospodarki, mniej więcej, typu PRL. "

W żadnym wypadku. Twój błąd polega prawdopodobnie na tym, że wydaje Ci się, że wszelka reforma rolna polega na tworzeniu PGR a wszelka nacjonalizacja na totalnym upaństwowieniu. We Francji w 1981 roku także objęła władzę "koalicja lewicowo-komunistyczna", która też przeprowadziła nacjonalizację niektórych sektorów gospodarki. Czy uważasz, że we Francji jest gospodarka, mniej więcej, typu PRL?

W Chile znacjonalizowano przemysł wydobywczy, telekomunikację i służbę zdrowia. Powiedziałbym, że to raczej gospodarka, mniej więcej, typu III RP (a tym bardziej IV RP, bo zdaje się, że prywatyzacja służby zdrowia to główny punkt sporu).

"Moim zdaniem, doszłoby tam do sytuacji takiej, jaka teraz jest np. w Zimbabwe. "

Nie ma w ogóle powodu by tak sądzić. To bezsensowne porównanie choćby dlatego, że Chile - w odróżnieniu od Zimbabwe - miało silną gospodarkę i rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. W latach 60. chwalono ich za jeden z najlepszych systemów emerytalych na świecie. Dlatego zresztą wśród ofiar Pinocheta było tak wielu chadeków - byli w opozycji do Allende, ale chcieli powrotu do demokracji, więc szybko przeszli też do sprzeciwu wobec Pinocheta.
-
2008/04/23 00:28:31
@godric: "czy dla ochrony Polski przed wprowadzeniem wojsk Układu Warszawskiego."

W momencie, kiedy zamiast do obcych wojsk generał kieruje lufy w stronę polskich obywateli, co od początku było, jakkolwiek hipotetyczną, intencją tych wojsk, wówczas nie "chroni" przed obcymi wojskami tylko je wyręcza.

@"A "Jaruzelski to odrażająca kreatura", bo? "

bo, po pierwsze, są mocne poszlaki, że budował swą karierę na donosach na towarzyszy broni
był gorliwym pomocnikiem wrogów własnego kraju
ma na sumieniu nie tylko "kilkadziesiąt" (komisja Rokity dolicza +88 ofiar) ofiar stanu wojennego, ale i ofiary 1970 i - jakkolwiek bezkrwawą - inwazję Czechosłowacji, którą do dzisiaj Czesi nam dobrze pamiętają.

@wo: imponujące, że czytasz książki o Chile i w przeciwieństwie do sporej części Chilijczyków masz wyrobione zdanie o Pinoczecie.
Spróbuj jeszcze sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie: gdzie wolałbyś mieszkać - w Polsce Jaruzelskiego czy Chile Pinocheta.
-
2008/04/23 03:43:05
@leniuch
"gdzie wolałbyś mieszkać - w Polsce Jaruzelskiego czy Chile Pinocheta"

Ale serio pytasz? No więc mieszkać jak mieszkać, w obu przypadkach życie było mocno chujowe, jeśli nie należało się do uprzywilejowanej kasty. Sytuację w Polsce Jaruzela wszyscy znamy, więc może trochę o życiu pod rządami junty w Chile (za wikipedią):
"Despite high growth in the late 1970s, income distribution became more regressive. [...] Malnutrition affected half of the nation's children, and 60% of the population could not afford the minimum protein and food energy per day. Infant mortality increased sharply."
"One of the junta's economic moves was fixing the exchange rate in the early 1980s, leading to a boom in imports and a collapse of domestic industrial production; this together with a world recession caused a serious economic crisis in 1982, where GDP plummeted by 14%, and unemployment reached 33%"

Natomiast naprawdę przesrane człowiek miał, gdy znalazł się na shitliscie władz. Tzn. naprawdę przesrane miał oczywiście w Chile. Jeden z internowanych w stanie wojennym wspomina wizytację grupy pracowników Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, której szef Jean-François Labarthe powiedział:
"Drogi panie! Wiemy doskonale, że ten luksusowy ośrodek to mistyfikacja władz polskich. Byliśmy także i w innych miejscach, gdzie w Polsce internowani są związkowcy z Solidarności i dobrze znamy panujące tam warunki. Są one przykre, ale nie na tyle, aby stanowiły zagrożenie dla waszego życia. Tak się złożyło, że przed przyjazdem do Polski odwiedziliśmy więzionych w Chile. [...] Cieszcie się raczej, że jesteście więźniami generała Jaruzelskiego, a nie Pinocheta"
Całość tutaj: internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=315
-
wo
2008/04/23 05:21:05
@leniuch
" jakkolwiek bezkrwawą"

Urban legend (nomen omen, sic i pfuj). Zrobienie bezkrwawej operacji wojskowej na taką skalę nie jest w ogóle możliwe. Oczywiście, nie było celowej rzezi jak na Węgrzech, ale były ofiary śmiertelne.

"gdzie wolałbyś mieszkać - w Polsce Jaruzelskiego czy Chile Pinocheta"

To bezsensowne pytanie, jeśli się nie dopracuje warunków typu "jako kto". Jako ktoś taki, kim jestem teraz (z całym obecnym bagażem poglądów)? W obu krajach sympatyzowałbym z opozycją, a więc w Chile groziłyby mi tortur i śmierć, w PRL najwyżej drobne upierdliwe szykany.
-
2008/04/23 08:06:13
@wo: "jeśli się nie dopracuje warunków typu "jako kto""
Jako Ty. Specjalista od popkultury w mainstreamowych mediach. Lemolog. Konsument gadżeciaż. Rodzinny gość.
"sympatyzowałbym z opozycją, a więc w Chile groziłyby mi tortur i śmierć"
masz trochę skrzywiony obraz swojej osoby i miejsca w życiu.
w obu systemach byłbyś na uprzywilejowanym czubku, tylko w prl niewiele byś z tego miał.
Oczywiście masz prawo widzieć się butelką benzyny na barykadzie czy coś.

@vogon.jeltz: "Tak się złożyło, że przed przyjazdem do Polski odwiedziliśmy więzionych w Chile. [...] Cieszcie się raczej, że jesteście więźniami generała Jaruzelskiego, a nie Pinocheta""
Słabość Twoich porównań polega na tym, że Jaruzel dostał władzę, Pinochet ją zdobywał. Rok 1982 w Chile należałoby raczej porównać do polskiego 1954 mniej więcej tyle samo lat po przejęciu władzy.
Sam zaproponowałem to porównanie, ale nie w odniesieniu do sytuacji opozycjonisty, którym wo dziś nie jest, tylko sytego mieszczucha z wyższej średniej, jakim jawi się postronnym. Myślisz, że tak bardzo uderzył by w niego "boom in imports and a collapse of domestic industrial production?"
Podejrzewam, że od 89 on w ogóle nie konsumuje "domestic industrial production" :-).
-
2008/04/23 08:14:00
@wo: "ale były ofiary śmiertelne. "
tetrapylectomy.
-
2008/04/23 08:59:07
@wo
Dzięki za wykład ale mam dwie uwagi.

Po pierwsze, w moim porównaniu do Zimbabwe, chodziło mi o kwestie gospodarcze a szczególnie rolnictwo i inflację. I tam i w Chile przymusowo rozparcelowano wielkie majątki ziemskie co doprowadziło do podobnych skutków. Spadła produkcja żywności i gwałtownie rósł jej import, przy rosnących cenach. Inflacja, tuż przed przewrotem, była trzycyfrowa i rosła. Szanuję Twoją wiedzę na ten temat ale będę się jednak upierał, że mimo wszystkich różnic, Allende był wtedy na początku drogi, na której końcu jest teraz Mugabe.

Po drugie, z "Chile - w odróżnieniu od Zimbabwe - miało silną gospodarkę" to już pojechałeś po bandzie. Chile, w momencie puczu, miało gospodarkę w stanie rozkładu. A i Zimbabwe było w swoim czasie jednym z najlepiej rozwiniętych krajów Afryki.

@godric
"A "Jaruzelski to odrażająca kreatura", bo?"

Bo brał dobrowolny, kierowniczy udział w "umacnianiu systemu". Dla mnie to wystarczająca przesłanka. A zastrzeżenia co do porównywania go z Pinochetem już wyłuszczyłem.

"poza tym tak sie składa, że jak tylko na wschodzie nastał Gorbaczow z pieriestrojką, to Jaruzelski dość spokojnie potraktował odrodzenie Solidarności i całkiem spokojnie zdał władzę bez cudów nad urną"

Bo nie był debilem i zdawał sobie sprawę, że traci kontrolę nad państwem. Polska była w stanie gospodarczego rozkładu i tylko reforma w stylu Balcerowicza, lepiej czy gorzej przeprowadzona, mogła zmienić sytuację. Tyle tylko, że gdyby taką akcję przeprowadziły komuchy, utrzymując władzę, to byłaby wojna domowa. A na przyjaciół ze wschodu już raczej nie można było liczyć.
-
2008/04/23 10:18:35
Nie tylko WO lubi sobie popunktować jakiegoś prawicowca, na blogu Tierralatina rozjechano Cejrowskiego tierralatina.blox.pl/2008/04/Cejrowski-klamie.html ( a w komentarzach jest tam Stan Tymiński z kanadyjskim IP, więc może prawdziwy).
-
2008/04/23 10:26:10
"żadne powody by przypuszczać, że Jaruzelski osobiście okradał państwo"

Mnie osobiście śmieszą zarzuty na poziomie, gość wymordował 3 tyś osób, ale to wszystko nic w porównaniu z tym co zaraz napiszę. On był jeszcze ZŁODZIEJEM!!! Miał władzę absolutną, był panem życia i śmierci, ale to wszystko betka. On cichcem jumał kasę.
Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko, jeśli w polsce zostałby premierem gość który ustaliłby sobie pensję na poziomie nawet 100mln na rok ale zrobiłby niezbędne reformy.

"po prostu całe życie okłamywali otoczenie w kwestii swoich poglądów politycznych"

jest to możliwe, choć tego nie wiem. Jeśli byłbym szpiegiem to by się raczej nie chwalił. Jest też możliwe że "otoczenie" donosiło by się kogoś pozbyć. Znany mechanizm z ZSRR.

"oni nie czytają książek, więc im się wydaje, że nikt nie czyta nic poza internetem"

nie podejrzewam by chciało ci się dostarczać jakieś dowody drogą inną niż link w necie. Poza tym skoro w internecie można pisać bzdury na podstawie których (ponoć) ja wyrabiam sobie zdanie, to równie dobrze bzdury można drukować w formie tradycyjnej.

"W Chile znacjonalizowano"

tzn państwo wykupiło od właścicieli po cenie rynkowej?
-
2008/04/23 10:48:05
@rzulmajowy
"Mnie osobiście śmieszą zarzuty na poziomie, gość wymordował 3 tyś osób, ale to wszystko nic w porównaniu z tym co zaraz napiszę. On był jeszcze ZŁODZIEJEM!!! Miał władzę absolutną, był panem życia i śmierci, ale to wszystko betka. On cichcem jumał kasę. "

Mordowanie przeciwników politycznych można wytłumaczyć wyższą koniecznością, mniejszym złem itp. Osiąganie dzięki temu osobistych korzyści już się wytłumaczyć nie da.

Taki dla przykładu Piłsudski jest w naszym kraju dość powszechnie uważany za bohatera. Wyobraź sobie, jaka byłaby jego ocena moralna gdyby okazało się, że na szwajcarskie konta zajumał bańkę zielonych.
-
2008/04/23 11:33:27
idzcie sobie na pl.rec.foto.cyfrowa podyskutowac o wojnie w wietnamie.
kto mial moralna racje i dlaczego.
watek 'gwalt w studiu'
-
2008/04/23 12:18:01
@deuter: "Taki dla przykładu Piłsudski jest w naszym kraju dość powszechnie uważany za bohatera. Wyobraź sobie, jaka byłaby jego ocena moralna gdyby okazało się, że na szwajcarskie konta zajumał bańkę zielonych."

Pewno by spadła. Ale nie tak, gdyby na wieść o zbliżającym się Tuchaczewskim ogłosił stan wojenny i wprowadził komunizm, żeby "uchronić Polskę przed wkroczeniem wojsk radzieckich".
BTW łatwo jest być osobiście uczciwym, ba, nawet nie mieć auta, jeśli czeka na ciebie służbowa czajka z kierowcą.
-
2008/04/23 12:56:30
@leniuch102
"Pewno by spadła. Ale nie tak, gdyby na wieść o zbliżającym się Tuchaczewskim ogłosił stan wojenny i wprowadził komunizm, żeby "uchronić Polskę przed wkroczeniem wojsk radzieckich"."

Teraz to łatwo takie tezy wygłaszać. Ciekaw tylko jestem, co byś pisał i po jakiemu, gdyby nad Wisłą było trochę mniej Cudu a trochę więcej naturalnej konsekwencji tego, do czego Piłsudski przez kilka wcześniejszych miesięcy doprowadził.

Swoją drogą, nie przestanie mnie to zadziwiać. Największymi obrońcami Piłsudskiego okazują się teraz postendeccy Kaczofile :-)

"BTW łatwo jest być osobiście uczciwym, ba, nawet nie mieć auta, jeśli czeka na ciebie służbowa czajka z kierowcą."

Jak widać na przykładzie Pinocheta, nie dla wszystkich jest to takie łatwe.
-
2008/04/23 13:33:45
@rzulmajowy: Tak, a w Ameryce Murzynów biją.
-
2008/04/23 15:08:58
@"Największymi obrońcami Piłsudskiego okazują się teraz postendeccy Kaczofile :-) "

i wrotkarze.
-
2008/04/23 17:06:12
"wiedzą jak się używa młotka, piły, wiertarki czy podobnych narzędzi - i wtedy można bawić się w kalambury, pokazując czynności i ewentualnie wspomagając onomatopeicznym wyciem"

Oj, nie polecam. Skończyłoby się na tym, że każdy budowałby swój kawałek, a potem by się wszyscy wkurzali, że nie pasują do siebie. Zupę trudniej spieprzyć, bo kartofle można obrać tylko na jeden sposób.

I jeszcze zabawna anegdota z życia inż. Mruwnicy:

-- Dzwoniłem do żony i nam pomieszało połączenia. Wcięło nas w jakąś inną rozmowę. Mnie połączyło z panienką, a żonę z kolesiem, który z nią rozmawiał.
-- To może jakaś nowa usługa?
-- Ta... "swingers club".

A propos swingersów.
-
2008/04/23 18:30:27
"( a w komentarzach jest tam Stan Tymiński z kanadyjskim IP, więc może prawdziwy)."

A ostatnio (być może prawdziwy, też z kanadyjskim IP) Stan Tymiński dostał bana na polskiej Wikipedii.
-
wo
2008/04/23 18:57:47
@rzul
" Jeśli byłbym szpiegiem to by się raczej nie chwalił"

A jakie masz dowody by uważać, że to 3000 szpiegów?

@leniuch
"Jako Ty. Specjalista od popkultury w mainstreamowych mediach. Lemolog. Konsument gadżeciaż. Rodzinny gość. "

No to absolutnie PRL. Tutaj groziłaby mi najwyżej odmowa wydania paszportu za odmowę współpracy. Przykre, ale jednak nie aż tak, jak powolna agonia w katowni DINA.

"masz trochę skrzywiony obraz swojej osoby i miejsca w życiu.
w obu systemach byłbyś na uprzywilejowanym czubku, tylko w prl niewiele byś z tego miał. "

Masz całkowicie skrzywiony obraz terroru Pinocheta. Wydaje Ci się, że DINA mordowała tylko ludzi, którzy czynnie zwalczali reżim. W rzeczywistości terror jeszcze zintensyfikowano w połowie lat 70., kiedy nie było już żadnych ognisk oporu. DINA mordowała właśnie takich ludzi, którym PRL nie robił żadnej większej krzywdy poza odbieraniem paszportu i zatrzymywaniem na cztery osiem - intelektualistów, dziennikarzy, ludzi, których cała zbrodnia polegała na tym, że sympatyzowali z chrześcijańską _demokracją_ i drugi człon tej nazwy był dla nich nadal istotny.

@deuter
"Szanuję Twoją wiedzę na ten temat ale będę się jednak upierał, że mimo wszystkich różnic, Allende był wtedy na początku drogi, na której końcu jest teraz Mugabe. "

Ale przeprowadzisz jakieś choćby szkicowe uzasadnienie - zwłaszcza w kontekście różnic gospodarczych między Chile roku 1970 a Zimbabwe roku 1980?

"Teraz to łatwo takie tezy wygłaszać. Ciekaw tylko jestem, co byś pisał i po jakiemu, gdyby nad Wisłą było trochę mniej Cudu"

Ja jeszcze raz przypominam, że tam w ogóle nie było Cudu, tylko kryptografia.
-
2008/04/23 21:35:35
@Ja jeszcze raz przypominam, że tam w ogóle nie było Cudu, tylko kryptografia.

Nie znasz się, Polska zawierzyła się Hetmance i zwyciężyła. Nie mogło być inaczej.

maryla.salon24.pl/27744,index.html#comment_422483
-
2008/04/24 08:22:20
@wo
"Ale przeprowadzisz jakieś choćby szkicowe uzasadnienie"

Poddaję się.

@gawel.waligrucha
"maryla.salon24"

O żesz Ty! Komentarz fantastyczny ale sam tekst też niczego sobie. Na dodatek otagowany "edukacja" :-)
-
2008/04/25 12:06:51
idzcie sobie na pl.rec.foto.cyfrowa podyskutowac o wojnie w wietnamie.
kto mial moralna racje i dlaczego. watek 'gwalt w studiu'


Tam już wpadł Nguyen i pozamiatał. Bardzo rozsądny i siedzący w temacie (na wielu poziomach) człowiek. I unikat - Wietnamczyk, który w piśmie posługuje się polskim lepiej niż 95% rodzimych internautów.
-
2008/04/25 20:57:10
@wo
"nienawiść Liverpoolu i Manchester czy choćby trywialną nienawiść polskiego kibola do Niemców (niech tam wynik mundialu będzie dowolny, byle tylko Szkopy nie wygrały, etc.)"

Po pierwsze: dlaczego nienawiść Polaków do Niemców jest trywialna, a nienawiść Scousera do Mancuniana nietrywialna? Jeżeli chodzi o pierwszą nienawiść: nie ma ona wiele wspólnego z polityką historyczną i jedynie politycznie wykolejeni zboczeńcy zobaczą w niej jakieś powojenne refleksy. Nie dbam o to. Rzecz jest dużo prostsza: idzie o kwestię smaku. Cały świat nie dlatego kibicuje przeciw Niemcom, że nieopodal urodził się Hitler; cały świat (co najmniej) kibicuje przeciw Niemcom dlatego, że Niemcy grają brzydko i wciąż wygrywają. Identycznie było cztery lata temu z Grekami, gdy zdobywali mistrzostwo Europy: ci którzy w finale byli przeciwko nim nie myśleli o ofiarach wojny z Persami chcieli oni po prostu zwycięstwa portugalskiego piękna nad grecką brzydotą. Świat jest prosty. Piłka nożna jest prosta.

Co do rzekomo nietrywialnej (bezinteresownej?) drugiej nienawiści: w 99. roku przed meczem Polska Anglia (0-0; Gilewicz, cymbale!) Szkocki Związek Piłki Nożnej wysłał do swego polskiego odpowiednika oficjalny list z życzeniami wygranej.

@inz.mruwnica
"radość ze współzawodnictwa" == "racjonalizacja przegranej". Zwycięzcy odczuwają po prostu "radość ze zwycięstwa"

Sensem piłki nożnej nie są żadne pierwsze miejsca, mistrzostwa świata, Europy, Ameryki czy pokrewne. Nie ma smutniejszego dnia dla kibica niż nazajutrz po zwycięstwie. Rozpacz po porażce czy euforia po wygranej, dzięki Bogu, mają swój koniec. Futbol nie. Sensem piłki nożnej jest pytanie: co będzie za tydzień? W następnej kolejce? Eliminacjach? Mistrzostwach? Dzisiaj wygraliśmy, dzisiaj przegraliście, okej, ale: co będzie za tydzień?

Link do mojego dzieciństwa:

www.youtube.com/watch?v=ydwQyVapdiY

@geerz

Nie dość, że się z Tobą, bracie, całkowicie zgadzam, to jeszcze (wnioskując z Twojego wspomnienia o górce) okazuje się, że jesteśmy (chyba?) z tego samego miasta i tego samego klubu :-)

@wo
"cywilizacjośmierciowy relatywizm moralny vs. rednecks z pasa biblijnego"

W najnowszym Pilchu jest fajniejsza opozycja: Arka Noego vs. Wieża Babel. Cytat:

-Zaproponowaliśmy mecz. Arka Noego kontra Wieża Babel. My kontra oni.
-Na odwrót - uśmiechnął się Stollo - my jesteśmy Wieża, oni Arka.
-Jak to? - Matka Polka zdumiała się w najwyższym stopniu.
-My jesteśmy mieszańce, kosmopolici, zbieranina, w sumie - Wieża Babel. Oni są naród, jedność, ocalenie, czyli Arka.
-
wo
2008/04/25 21:49:11
@panieandrzeju
"Po pierwsze: dlaczego nienawiść Polaków do Niemców jest trywialna, a nienawiść Scousera do Mancuniana nietrywialna?"

Trywialny to m.in. pospolity. Nienawiść Polaka do Niemca jest czymś znanym z codzienności i jako taka jest dla mnie zjawiskiem trywialnym. Nienawiść Sasasera do Manamanamana byłaby dla mnie zaś nietrywialna, bo nie mam pojęcia kto to. Plonk warning za zaśmiecanie mojego bloga futbolem i offtopicznymi przeklejankami.
-
2008/04/25 22:20:34
@wo
"Nienawiść Polaka do Niemca jest czymś znanym z codzienności i jako taka jest dla mnie zjawiskiem trywialnym"

Masz rację, ale ja pisałem o nienawiści Polaka-Kibica do Niemca-Kibica, która to nienawiść ma inne, powiedzmy: estetyczne, korzenie (w przeciwieństwie do nienawiści Polaka-Jako-Takiego do Niemca-Jako-Takiego o korzeniach polityczno-historycznych).

"Nienawiść Sasasera do Manamanamana byłaby dla mnie zaś nietrywialna, bo nie mam pojęcia kto to"

Scouser to rodowity mieszkaniec Liverpoolu, Mancunian - Manchesteru.

"Plonk warning za zaśmiecanie mojego bloga futbolem i offtopicznymi przeklejankami"

Zaśmiecanie? Przeklejankami? Offtopicznymi? O piłce szła rozmowa wcześniej, beze mnie. Przeklejanka, będę się upierał, nie była offtopiczna. Wieża Babel to ładny ekwiwalent Cywilizacji Śmierci, a Arka Noego - Cywilizacji Życia. Ale przepraszam. Cześć.
-
wo
2008/04/26 12:19:57
@panieandrzeju
"Masz rację, ale ja pisałem o nienawiści Polaka-Kibica do Niemca-Kibica, która to nienawiść ma inne, powiedzmy: estetyczne, korzenie (w przeciwieństwie do nienawiści Polaka-Jako-Takiego do Niemca-Jako-Takiego o korzeniach polityczno-historycznych). "

Nie wierzę. Przecież istnieje też wysoka korelacja między skłonnością do popadania w debilne nacjonalizmy a kibicowaniem piłce nożnej - gdyby prawa wyborcze mieli tylko kibole, pewnie Kaczyński rządziłby kolejną kadencję. Myślę, że decyduje raczej klasyczny polski mechanizm typu "nienawidzę Niemców za to, że oni potrafią budować autostrady i co gorsza jeżdżą po nich umytymi samochodami - a ja zgodnie z radą Pilcha, usiłuję dorabiać narodową dumę do moich brudnych butów i dziurawych dróg, więc dodatkowo będę to sobie racjonalizował jakimś pieprzeniem o tym, że Niemcy wygrywają nieestetycznie, bo przecież ja przegrywam estetycznie, no nie?". Oczywiście, szanuje Twoją niewątpliwie większą od mojej wiedzę na temat polskich kibiców, ale spodziewam się jednak, że te rzekome "estetyczne korzenie" to tylko inny wariant tej samej racjonalizacji, co budowa Muzeum Powstania Warszawskiego zamiast budowy Mostu Północnego - nie umiemy budować takich dróg jak Niemcy, to chociaż wybudujmy gazylionowy pomnik Męczeństwa Narodu Naszego Umiłowanego.

"O piłce szła rozmowa wcześniej, beze mnie. "

Co naprawdę nie usprawiedliwia dygresji o jakichś konkretnych meczach, konkretnych wynikach, w trzydziestej drugiej minucie dośrodkowanie Oligofrenasa do Waterheada, niestety poprzeczka.
-
2008/04/26 17:50:16
@wo
"Przecież istnieje też wysoka korelacja między skłonnością do popadania w debilne nacjonalizmy a kibicowaniem piłce nożnej"

Kibolowaniem, powiedziałbym. (Swoją drogą, bardzo ładnie to ująłeś: "kibicowanie piłce nożnej", podoba mi się). Kibolowanie przeciw Niemcom ma swoje nacjo-szowi-autostrado-wojenne motywacje, to prawda. Kibicowanie przeciw Niemcom polega na sprzeciwie wobec brzydoty.

"gdyby prawa wyborcze mieli tylko kibole, pewnie Kaczyński rządziłby kolejną kadencję"

Obawiam się, że mogłoby być jeszcze gorzej:

www.thesun.co.uk/sol/homepage/sport/football/article66475.ece

"klasyczny polski mechanizm typu *nienawidzę Niemców za to, że oni potrafią budować autostrady i co gorsza jeżdżą po nich umytymi samochodami*"

E tam. Australijczycy też potrafią budować autostrady i mają czyste auta, a jednak cała piłkarska Polska żałowała, gdy na ostatnim mundialu niesłusznie przegrali z Włochami - choć ci jeżdżą w syfie (leć, stereotypie), a więc powinni być nam bliżsi.
-
wo
2008/04/26 18:45:38
@panieandrzeju
"Kibolowaniem, powiedziałbym. "

Będę banował za lansowanie na moim blogu sztucznego rozróżnienia "kibice, którzy swoją nienawiść do przeciwnej drużyny wyrażają w kulturalny sposób drąc się przed telewizorem" i "pseudokibice, którzy demolują stadiony". Szczerze mówiąc, więcej sympatii budzą we mnie ci drudzy, bo przynajmniej mniej w nich zakłamania. Będę banować za konsekwentne trzymanie się na moim blogu opozycji typu "kibice vs kibole" albo "pseudokibice vs rzekomo-nie-pseudo".

"Obawiam się, że mogłoby być jeszcze gorzej: "

I już wiesz, skąd moja pogarda wobec tego sportu i jego entuzjastów. A oczywiście to wcale nie byłoby "gorzej", bo przecież reżim Kaczyńskiego pełen był takich kolesi.

" Australijczycy też potrafią budować autostrady i mają czyste auta,"

A Ekwador należy do visa waiver program i są tam niskie podatki. Czy wszyscy prawicowcy są tak głupi?

"choć ci jeżdżą w syfie "

Pewnie nawet nie wiesz tego, że polskie słowo "autostrada" to zapożyczenie właśnie z włoskiego.
-
2008/04/26 20:08:24
@wo
"I już wiesz, skąd moja pogarda wobec tego sportu i jego entuzjastów"

Nie wiem za to, czego bardziej współczuć: braku miłości do Boga czy braku miłości do piłki?

"Czy wszyscy prawicowcy są tak głupi?"

You can call me rightist if it makes you happy. O Australii napisałem tylko dlatego, by udowodnić, że podstawowym kryterium antykibicowania nie jest istnienie, brak albo jakość autostrad tylko, wybacz naiwność, piękno gry. Australia grała radosną piłkę - dlatego wszyscy byli smutni, że przegrała. Nikt nie był przeciwko Włochom dlatego, że były zamieszane w wojnę po złej stronie.

"Pewnie nawet nie wiesz tego, że polskie słowo "autostrada" to zapożyczenie właśnie z włoskiego"

Pewnie nawet nie wiesz tego, że polskie słowo "czekolada" pochodzi z języka nahuatl. Nie czyni to jednakowoż azteckiej czekolady lepszej od czekolady belgijskiej.
-
2008/04/26 22:07:24
Panie Andrzeju... jak można być tak naiwnym. Ciebie może rażą te oskarżenia o nienawiść, ale to jest zjawisko tak atawistyczne jak nienawiść jednej watahy wilków do drugiej. To siedzi gdzieś w prymitywnych rejonach mózgu. Rejony nowsze próbują to racjonalizować "pięknem gry", albo innymi bzdurami.

Popatrz na kibiców: wymalowane twarze, totemy, flagi, proporce, pieśni wojenne. Przecież to jest starsze niż człowiek. Ja mam akurat teraz tego przykład na żywo. Mieszkam w mieście, które ma zbliżonego wielkością (ale zauważalnie mniejszego) sąsiada. W moim pokoleniu do mieszkańców drugiego miasta nie czujemy absolutnie nic i oni odwzajemniają się podobną chłodną obojętnością. Ostatnio jednak "ich" drużyna spadła do "naszej" ligi. Nie trzeba było długo czekać, żeby strach było się pokazać samochodem na naszych rejestracjach u nich, bo bez problemu można za nic dostać w ryja. I to wcale nie od kibiców! Wystarczyła odrobina sportu, żeby wśród całego młodszego pokolenia wzbudzić wzajemną nienawiść do sąsiedniej jaskini.
-
wo
2008/04/26 22:16:28
@panieandrzeju
"O Australii napisałem tylko dlatego, by udowodnić, że podstawowym kryterium antykibicowania nie jest istnienie, brak albo jakość autostrad tylko, wybacz naiwność, piękno gry."

Gdybyś pogadał z kimś inteligentnym dowiedziałbyś się, że "autostrady" w mojej wypowiedzi były tak zwaną synekdochą. Chodzi ogólnie o polskie kompleksy na punkcie innych nacji, tutaj symbolizowane przez niemiecki autostrady i czystość aut i obuwia.

W przypadku polskiego kibica kompleksy te są rekompensowane bredzeniem, że "może i oni wygrywają, ale jakże nieestetycznie". Mamy kompleksy na punkcie Niemców, bo są sprawni i wygrywają. Mamy kompleksy na punkcie Włochów, bo są przystojni i dobrze się ubierają. Nie mamy kompleksów na punkcie Australijczyków, bo są daleko i wiemy o nich tak niewiele, że przeciętnemy kibolowi wydaje się, że outback przecina sieć autostrad (po których pomykają wypucowane samochody). Na tej samej zasadzie Polak będzie zawsze kibicował, dajmy na to, Kamerunowi grającemu ze Szwecją czy Burkina Faso grającej z Francją.

"Pewnie nawet nie wiesz tego, że polskie słowo "czekolada" pochodzi z języka nahuatl. "

To nie jest pewne, ignorancie. Nie ma takiego słowa w pierwszym słowniku nahuatl-hiszpańskim, który Alonso de Molina opublikował w 1555. Kortez mówił po prostu o kakao (słowie niemal na pewno zapożyczonym od Majów). Pod koniec XVI wieku Hiszpanie nagle zaczynają używać słowa 'chocolatl', które nie wiadomo właściwie skąd wytrzasnęli. W języu nahuatl go nie ma. Sophie i Michael Coe w "Prawdziwej historii czekolady" sugerują, że źródłosłowem może być raczej czasownik z języka Majów 'chokola'j' ('wspólne picie czekolady'), a Ignacio Davila Garibi przypuszcza, że może to być po prostu barbaryzm - słowo wymyślone przez Hiszpanów tak, żeby brzmiało z indiańska, ale tyle mające wspólnego z nahuatl, co moje "el rzencho" z hiszpańskim.

Nigdy nie możesz wiedzieć, robaczku, o czym coś czytałem (oczywiście, futbol to zawsze bezpieczny strzał, bo faktycznie raczej nie).
-
2008/04/26 23:26:25
@Będę banować za konsekwentne trzymanie się na moim blogu opozycji typu "kibice vs kibole"

Może i dostanę bana, ale taka opozycja IMHO ma sens, jeśli się szerzej rozejrzeć. Oczywiście, w (nie tylko) polskiej piłce kopanej są już tylko kibole (kibice jeśli istnieją to co najwyżej przy piwku oglądają transmisje), ale sport ma i inne dyscypliny gdzie nawalanki kibiców ani ich wzajemna nienawiść nie występują. Gdzieniegdzie dotyczy to zresztą nawet piłki kopanej - podobno rozróba na stadionie w Wilnie była tak duża bo na miejscu nie było policji, litewskim gliniarzom nie przyszło do głowy, że mecz z Legią trzeba obstawić a zanim ściągnęli ludzi bydło rozwinęło skrzydełka...
-
2008/04/27 00:02:26
@wo
"*autostrady* w mojej wypowiedzi były tak zwaną synekdochą"

A niechby i były córką Docha.

"Chodzi ogólnie o polskie kompleksy na punkcie innych nacji, tutaj symbolizowane przez niemiecki autostrady i czystość aut i obuwia (...) Na tej samej zasadzie Polak będzie zawsze kibicował, dajmy na to, Kamerunowi grającemu ze Szwecją czy Burkina Faso grającej z Francją"

Dobry Boże, przecież już Ci to tłumaczyłem: mówimy o piłce nożnej! Nie podoba Ci się daleka Australia, weźmy bliskie nam Czechy i Łotwę. Gdyby było prawdą co mówisz, polski kibic zawsze powinien być przeciw oautostradowanym, blisko leżącym i bogatszym krajom. Jednak cztery lata temu na Euro wszyscy byliśmy za porywająco grającymi Czechami, gdy cholerni Łotysze, broniąc się obrzydliwie całą drużyną, wybijali piłkę po trybunach. A przecież Czechy są państwem wobec którego, śmiem twierdzić, Polacy mają kompleksy jeszcze boleśniejsze niż wobec Niemiec. Więc dlaczego bliższej nam w tym sensie Łotwie nikt nie kibicował? Ponieważ grali brzydko? Ponieważ sensem piłki jest, gdy piękny pokonuje brzydkiego? Domyśl się.

"Mamy kompleksy na punkcie Włochów, bo są przystojni i dobrze się ubierają"

A miejcie sobie, czy ktoś Wam broni?

"To nie jest pewne, ignorancie"

Pewne jest natomiast, że mieszkaniec Liverpoolu to Scouser, a Manchesteru - Mancunian, panie Sassasero-Manamanamanie.
-
wo
2008/04/27 00:49:31
@gw
"Może i dostanę bana, ale taka opozycja IMHO ma sens, jeśli się szerzej rozejrzeć. Oczywiście, w (nie tylko) polskiej piłce kopanej są już tylko kibole (kibice jeśli istnieją to co najwyżej przy piwku oglądają transmisje), ale sport ma i inne dyscypliny gdzie nawalanki kibiców ani ich wzajemna nienawiść nie występują. "

Gdy pisałem o bezsensie tej opozycji, pisałem oczywiście o kibicach piłki nożnej, więc rzecz jasna nie ma żadnych podstaw do bana. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o ten sport i jego powiązanie z parszywym szowiniznem, nie ma między nami żadnego istotnego sporu?

@panieandrzeju
"Dobry Boże, przecież już Ci to tłumaczyłem: mówimy o piłce nożnej!"

Dlatego właśnie ostrzegam Cię po raz ostatni. W sieci z pewnością znajdziesz od cholery miejsc, gdzie ktoś chętnie o tym pogada.

"Pewne jest natomiast, że mieszkaniec Liverpoolu to Scouser, a Manchesteru - Mancunian, panie Sassasero-Manamanamanie."

Toż mówię, o historii Manchester United nic nie czytałem.
-
2008/04/27 01:04:28
@wo
"Toż mówię, o historii Manchester United nic nie czytałem"

Nie każdy mieszkaniec Manchesteru to kibic Manchesteru United. Natomiast każdy mieszkaniec Manchesteru to Mancunian.

pl.wiktionary.org/wiki/Mancunian
-
wo
2008/04/27 10:12:51
@panieandrzeju
"Nie każdy mieszkaniec Manchesteru to kibic Manchesteru United. "

Nikt takiej tezy nie stawiał. Skoro jednak gdy wytknąłem Ci niewiedzę na temat historii czekolady, a Ty zasłoniłeś się moją niewiedzą na temat manchesterskiego slangu, wyraziłem tylko przypuszczenie, że to wyjątek potwierdzający zarysowaną przeze mnie regułę ("nie czytam nic o historii futbolu") - zapewne zaczerpnąłeś tę wiedzę z jakiegoś dzieła o tym, jak Manamamn w 33 minucie meczu między Manchester United a Liverpool Whatever dośrodkował do Sasasafrasa.
-
2008/04/27 11:59:57
@wo
"wyraziłem tylko przypuszczenie, że to wyjątek potwierdzający zarysowaną przeze mnie regułę ("nie czytam nic o historii futbolu")"

No i właśnie błędne było Twoje przypuszczenie. By wiedzieć, że Mancunian to mieszkaniec Manchesteru nie trzeba żadnej specjalnej wiedzy piłkarskiej. Tak jak nie każdy kibic Manchesteru to Mancunian (można mu kibicować mieszkając w Sopocie), tak również nie każdy piłkarz Manchesteru to Mancunian (oni dla świętego spokoju mieszkają pod miastem). Na piłkarzy Manchesteru United mówią Red Devils; nie nazywają ich Mancunianami (ani Manamanamanami) ponieważ nie wszyscy mieszkają w Manchesterze. Tak więc, nie mogłem "zaczerpnąć tej wiedzy z jakiegoś dzieła o tym, jak Manamamn w 33 minucie meczu między Manchester United a Liverpool Whatever dośrodkował do Sasasafrasa".

"a Ty zasłoniłeś się moją niewiedzą na temat manchesterskiego slangu"

Nie używaj słów, których nie rozumiesz. "Gdynianin" również jest gdyńskim slangiem?

Nie wiedziałeś, kto to Scouser i Mancunian, następnie myślałeś, że to kibice ("Nienawiść Sasasera do Manamanamana byłaby dla mnie zaś nietrywialna, bo nie mam pojęcia kto to"), później, że nazwiska piłkarzy ("Manamamn w 33 minucie meczu między Manchester United a Liverpool Whatever dośrodkował do Sasasafrasa"), well, gromadzenie wiedzy jest gromadzeniem goryczy, słodki (sic! nomen omen!) misiu.
-
wo
2008/04/27 12:52:41
@panieandrzeju
""Gdynianin" również jest gdyńskim slangiem? "

'Gdynianin' jest utworzony zgodnie z powszechną regułą słowotwórczą. Gdyby miejscowy slang określał mieszkańca Gdyni jako - dajmy na to - Gdacuniana, to oczywiście byłby to miejscowy slang.

"następnie myślałeś, że to kibice "

Od początku że to piłkarze. Piłkarze przeciwnych drużyn chyba też się nienawidzą i - dajmy na to - podstawiają sobie nogi?
-
2008/04/27 13:46:40
@wo (wiesz, że Twój login to skrót od "walkowera"?)

"Mancunian = slang"

W takim razie jak brzmi nieslangowa, powszechna nazwa mieszkańca Manchesteru? Hm, czyżby ta była jedyna? Hm, czyżbyś znowu bredził?

"Od początku że to piłkarze"

Ojej, taki ładny dzień, może przestań kłamać? Rozmowa od początku ("nienawiść Liverpoolu i Manchester czy choćby trywialną nienawiść polskiego kibola do Niemców") szła o nienawiści kibiców do kibiców. Twoje "od początku myślałem o piłkarzach!" jest ahistoryczne; prawo (i słowo) nie działa wstecz. Naprawdę, boli mnie serce, kiedy tak kłamiesz.
-
wo
2008/04/27 15:56:36
@panieandrzeju
"W takim razie jak brzmi nieslangowa, powszechna nazwa mieszkańca Manchesteru?"

Nieslangowa to utworzona zgodnie z powszechnymi regułami słowotwórstwa.

"Ojej, taki ładny dzień, może przestań kłamać?"

Wszak musiałbym najpierw zacząć.

" Twoje "od początku myślałem o piłkarzach!" jest ahistoryczne; prawo (i słowo) nie działa wstecz."

Z całym należnym brakiem szacunku, ja chyba lepiej wiem, o czym myślałem.

"Naprawdę, boli mnie serce, kiedy tak kłamiesz. "

Bardzo mi przykro, że Twoje urojenia powodują jakieś takie objawy - może pomóc Ci w podjęciu decyzji o opuszczeniu tego bloga?
-
2008/04/27 16:05:03
Żegnam, pajacyku z gorzkiej czekolady.
-
2008/04/27 17:51:31
@wo
FYI: "Mancunian" to nie slang, tylko oficjalna uznana nazwa mieszkańca Manchesteru, a także przymiotnik odnoszący się do tego miasta. Przykro mi, że nie pasuje ci do "zasad słowotwórstwa", ale nie wyglądasz mi na eksperta od języka angielskiego. Zanim zaczniesz się wykłócać, radziłbym sprawdzić tak podstawowe informacje.
-
2008/04/27 17:55:55
Aha.

"Donald Tusk uchodzi za jedynego w zespole zwolennika mało efektownego futbolu niemieckiego."

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80280,5152708.html

Reszta zespołu na pewno chodzi w brudnych butach i jeździ brudnymi samochodami.
-
wo
2008/04/27 18:03:50
@vogon
""Mancunian" to nie slang, tylko oficjalna uznana nazwa mieszkańca Manchesteru, a także przymiotnik odnoszący się do tego miasta"

Co w nim "oficjalnie uznanego", co by wykluczało slangowość?

@panieandrzeju
"Aha. "

A przecież przed chwilą się pożegnałeś - szkoda, że kamliwie. To teraz ja pożegnam się już na serio. Na pożegnanie wyrażę Ci jeszcze tylko wyrazy gratulacji z wyniku meczu Polonii Bytom - Ruch Radzionków, jeden zero dla kibiców.

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5159204.html?skad=rss

Bo sport przecież jednoczy ponad podziałami.
-
2008/04/27 19:07:56
@wo
"Co w nim "oficjalnie uznanego", co by wykluczało slangowość?"

To, że wszelkie znane mi słowniki, papierowe i on-line, wymieniają to słowo nie opatrując go dopiskiem "slang", "colloquial" czy nawet "informal". A radziłem, byś sprawdził sobie podstawowe informacje zanim zaczniesz się wykłócać.
-
wo
2008/04/27 22:26:57
@vogon
"To, że wszelkie znane mi słowniki, papierowe i on-line, wymieniają to słowo nie opatrując go dopiskiem "slang", "colloquial" czy nawet "informal". "

Niech więc będzie, że już nie slangowe, ale przyznasz, że nie utworzone zgodnie z ogólnymi regułami słowotwórczymi (jak przytoczony jako błędna analogia "Gdynianin"). A czy w Twoich słownikach występuje to na "s" i z jakimi dopiskami?
-
2008/04/27 22:49:51
@Nieslangowa to utworzona zgodnie z powszechnymi regułami słowotwórstwa.

WO, ja Cię proszę, nie pisz o angielskim... żal czytać.
-
2008/04/27 22:59:08
@ale przyznasz, że nie utworzone zgodnie z ogólnymi regułami słowotwórczymi

Po pierwsze, w przypadku angielskich demonimów to nic dziwnego. Po drugie zgodnie, tylko ileśset lat temu od nazwy fortu Mancunium, która tak naprawdę jest przekręconą nazwą Mamucium :)
-
wo
2008/04/27 23:27:09
@gw
"WO, ja Cię proszę, nie pisz o angielskim... żal czytać."

Kiedy stwierdzenie nieadekwatności przykładu słowa "Gdynianin" niezupełnie jest akurat o angielskim.

"Po drugie zgodnie, tylko ileśset lat temu od nazwy fortu Mancunium, która tak naprawdę jest przekręconą nazwą Mamucium :)"

Dzięki. A ten sasafraser?
-
2008/04/27 23:42:22
@wo
"Niech więc będzie, że już nie slangowe"

Już? O ile mi wiadomo nigdy nie było slangowe, albowiem...

" ale przyznasz, że nie utworzone zgodnie z ogólnymi regułami słowotwórczymi"

... utworzone zostało zgodnie z regułami, tyle że od (zniekształconej) łacińskiej nazwy Manchesteru. To naprawdę można sprawdzić, zanim zaczniesz się upierać co ci się wydaje.

A czy w Twoich słownikach występuje to na "s" i z jakimi dopiskami?

Scouser jako Liverpoolczyk? Owszem występuje, najczęściej jako nazwa nieformalna / kolokwializm. Z tym że oficjalna i uznana nazwa mieszkańca Liverpoolu - jednocześnie przymiotnik odnoszący się do tego miasta - też nie jest utworzona zgodnie z twoimi "ogólnymi regułami słowotwórczymi", ponieważ brzmi "Liverpudlian".
-
2008/04/27 23:46:05
@Kiedy stwierdzenie nieadekwatności przykładu

No ale ja o tym:

""W takim razie jak brzmi nieslangowa, powszechna nazwa mieszkańca Manchesteru?"

Nieslangowa to utworzona zgodnie z powszechnymi regułami słowotwórstwa.
"

a to jest o angielskim. I pojechałeś naprawdę mocno, "thou cometh" to przy tym pikuś. :-P

@Dzięki. A ten sasafraser?

Scouser. To akurat pochodzi od jakiegoś żarcia, oznacza też kogoś mówiącego z lokalnym akcentem, niekoniecznie z Liverpoolu i chyba nawet jest slangowe. Właściwy demonim to raczej "Liverpudlian".
-
wo
2008/04/28 11:13:28
@gw & vogon
"To akurat pochodzi od jakiegoś żarcia (...)i chyba nawet jest slangowe (...) najczęściej jako nazwa nieformalna / kolokwializm".

No to w tym przypadku upieram się przy swojej tezie, upieram się też przy nieadekwatności przykładu "Gdynianin". Dzięki za info o rzymskiej fortecy Macanium.
-
2008/04/28 11:55:28
@upieram się przy swojej tezie

A upieraj się do woli, nie twierdziłem przecież, że "Scouser" to nie slang.

Zabawne tylko, że ktoś kto napisał "Bo to jest w linuksiarzach najgorsze - oni nie wiedzą nawet rzeczy do sprawdzenia w wiki" wykazuje się właśnie takim linuksiarskim podejściem gdy mowa jest o języku angielskim. Zarówno Mancuniana jak i Scousera da się przecież sprawdzić w Wiki... :-)

@rzymskiej fortecy Macanium.

:))))))
-
2008/04/28 13:12:51
@wo
"No to w tym przypadku upieram się przy swojej tezie"

Przy której tezie? Że "nieslangowa [nazwa] to utworzona zgodnie z powszechnymi regułami słowotwórstwa"? Czy może, że Scouser, podobnie jak np. Geordie, to slang? Żadna z tych tez nie wytrzymuje krytyki.

Widzisz, nie tylko nie zadałeś sobie odrobiny trudu, by sprawdzić (a prosiłem), ale nawet nie dostrzegasz różnicy między slangiem, dialektem i mową potoczną. Adekwatne przykłady z rodzimego podwórka, których tak się domagasz, to: "Scyzoryk" na określenie Kielczanina (slang), "Hanys" - Ślązaka (dialekt) i "Krakus" - mieszkańca Krakowa (potoczne). Wyobrażasz sobie np. poważne gazety piszące o "Scyzoryku" Gosiewskim (zdaje się, że kandydował z Kielc)? A poważna brytyjska prasa używa Scousera do opisu pochodzenia polityka:
www.guardian.co.uk/politics/1999/nov/22/londonmayor.uk3
www.timesonline.co.uk/tol/comment/columnists/michael_gove/article496126.ece
Zresztą i u nas nazwanie takiego Rokity Krakusem nie jest postrzegane jako niewłaściwe czy niegrzeczne. A przecież "Krakus" też nie jest utworzony "zgodnie z szmegułami szmowotwórstwa", tylko pochodzi od legendarnego władcy tego pięknego grodu.

Jest oczywiste, że masz braki w potocznej angielszczyźnie, ale to jeszcze żaden wstyd. Zresztą reguły użycia języka nieformalnego w języku angielskim (brytyjskim), gdzie regionalizmy i kolokwializmy nie są tępione, tylko uważane za bogactwo języka - różnią się nieco np. od naszej sztywnej polszczyzny i każdy niebrytyjczyk ma święte prawo się w tym pogubić. Ale obciachem jest, gdy ktoś strojąc się w piórka znawcy języka za każdym razem strzela byka zdradzającego jego ignorancję.
-
2008/04/28 13:39:46
@gaweł
"A upieraj się do woli, nie twierdziłem przecież, że "Scouser" to nie slang."

Ale przecież Scouser, Geordie czy Brummie to określenie potoczne, a mowa potoczna to jeszcze nie slang.

-
2008/04/28 13:55:33
@Ale przecież Scouser, Geordie czy Brummie to określenie potoczne, a mowa potoczna to jeszcze nie slang.
Masz rację, ja się aż tak dobrze nie znam na tych rozróżnieniach.
-
wo
2008/04/28 14:40:06
@gawel
"Masz rację, ja się aż tak dobrze nie znam na tych rozróżnieniach."

Albo i nie ma, bo akurat w tej materii rozróżnienia często są arbitralne i nieprecyzyjne.

@vogon
"Widzisz, nie tylko nie zadałeś sobie odrobiny trudu, by sprawdzić (a prosiłem), ale nawet nie dostrzegasz różnicy między slangiem, dialektem i mową potoczną."

Różnice między znaczeniami tych pojęć to ja akurat dostrzegam, natomiast powątpiewam w możliwość niearbitralnego rozstrzygania typu "to słowo to nie slang tylko kolokwializm".

"Wyobrażasz sobie np. poważne gazety piszące o "Scyzoryku" Gosiewskim (zdaje się, że kandydował z Kielc)?"

Oczywiście, bo poważne gazety mają też zakątki felietonowo-humorystyczno-luzackie.

"Ale obciachem jest, gdy ktoś strojąc się w piórka znawcy języka za każdym razem strzela byka zdradzającego jego ignorancję."

Eeee, obciachem to najwyżej jest, gdy ktoś komuś zarzuca "strojenie się w piórka". Przecież dowolna osoba pisząca w internecie cokolwiek "stroi się w piórka znawcy", skoro w ogóle zabiera głos w jakiejś sprawie. Raczej nie znajdziesz mojej wypowiedzi typu "jestem znawcą potocznej angielszczyzny".
-
2008/04/28 15:49:01
@wo
"Różnice między znaczeniami tych pojęć to ja akurat dostrzegam, natomiast powątpiewam w możliwość niearbitralnego rozstrzygania typu "to słowo to nie slang tylko kolokwializm"."

Akurat różnice między tymi pojęciami są dość jasno określone: slang i dialekt to odmiany języka używane odpowiednio przez pewne środowisko lub grupę ludzi i na określonym obszarze geograficznym, poza nimi w zasadzie nieużywane, często niezrozumiałe. Mowa potoczna jest natomiast używana przez większość i zrozumiała dla wszystkich użytkowników danego języka. Nie wątpię, że istnieją takie słowa, co do których może być problem z zaliczeniem ich do konkretnej grupy, ale te, o których dyskutujemy akurat do takich nie należą.

"Raczej nie znajdziesz mojej wypowiedzi typu "jestem znawcą potocznej angielszczyzny"."

No proszę cię... A kto tu kreuje się na znawcę angielszczyzny w ogóle, co to potrafi i blognotkę całą walnąć po angielsku, i staroangielszczyzną przyszpanować, i z lubością wytyka innym niedostateczną znajomość lengłydża? Przecież nie musisz jawnie oznajmiać światu, że znasz się na czymś, by wytworzyć obraz eksperta. Tymczasem taki z ciebie ekspert, że robisz proste błędy ortograficzne, wydaje ci się, że oficjalna nazwa to manchesterski slang, a "potato" piszesz jak nieodżałowany Dan Quayle. Gdyby nie twoja autokreacja i gdybyś nie znajdował sam takiej przyjemności w nitpickingu, za to potrafił w porę przyznać się do błędu, nikt by się ciebie nie czepiał.
-
wo
2008/04/28 16:17:26
@vogon
Mowa potoczna jest natomiast używana przez większość i zrozumiała dla wszystkich użytkowników danego języka."

I jesteś pewien, że ten Sasafras jest zrozumiały dla większości użytkowników języka angielskiego w takich krajach anglofońskich jak Kanada czy Nowa Zelandia?

"A kto tu kreuje się na znawcę angielszczyzny w ogóle, co to potrafi i blognotkę całą walnąć po angielsku, i staroangielszczyzną przyszpanować, i z lubością wytyka innym niedostateczną znajomość lengłydża?"

Hej, tam gdzie kogoś przyłapię na nieznajomości - tam wytknę. Walnąć blogonotkę też potrafię. Staroangielszczyzną nie tyle przyszpanować, co wcisnąć ją w celach żartobliwych. Ale to jeszcze nie jest kreowanie się na znawcę - na znawcę komputerów też się nie kreuję, chociaż to i owo potrafię, a nawet czasem komuś wytknę niewiedzę.

"Gdyby nie twoja autokreacja i gdybyś nie znajdował sam takiej przyjemności w nitpickingu, za to potrafił w porę przyznać się do błędu, nikt by się ciebie nie czepiał."

E, przecież po to są blogokomentarze, żeby się czepiać. Jak ktoś wpisuje komentarz typu "super notka! świetny blog!" to tylko po to, żeby wcisnąć linka do strony handlującej replikami roleksów.
-
2008/04/28 16:41:39
@wo
"I jesteś pewien, że ten Sasafras jest zrozumiały dla większości użytkowników języka angielskiego w takich krajach anglofońskich jak Kanada czy Nowa Zelandia?"

Jestem pewien, że dyskutuję - co podkreślałem wcześniej - na temat British English i że jest zrozumiały dla większości użytkowników w Wielkiej Brytanii.
-
wo
2008/04/28 17:39:23
@vogon
Jestem pewien, że dyskutuję - co podkreślałem wcześniej - na temat British English i że jest zrozumiały dla większości użytkowników w Wielkiej Brytanii.

No chwila chwila, ale napisałeś przecież ' Mowa potoczna jest natomiast używana przez większość i zrozumiała dla wszystkich użytkowników danego języka', co jednak dyskwalifikuje Sasafrasa. A zatem wyraziłeś się nieprecyzyjnie. Nie czepiałbym się, gdyby nie Twoja kreacja i strojenie się w piórka znawcy.
-
2008/04/28 18:20:59
@Ale to jeszcze nie jest kreowanie się na znawcę

Autorytatywne pisanie, że nazwa nieslangowa to taka, która jest utworzona zgodnie z regułami słowotwórstwa też kreowaniem się na znawcę nie jest? :-P
-
2008/04/28 18:43:41
@wo
"No chwila chwila, ale napisałeś przecież ' Mowa potoczna jest natomiast używana przez większość i zrozumiała dla wszystkich użytkowników danego języka'"

... gdzie "dany język" to angielski w odmianie brytyjskiej, co zaznaczyłem wcześniej. Nie ma tu żadnego braku precyzji.
-
wo
2008/04/28 19:03:02
@vogon
"... gdzie "dany język" to angielski w odmianie brytyjskiej, co zaznaczyłem wcześniej."

Kłamiesz. Napisałeś tylko "Zresztą reguły użycia języka nieformalnego w języku angielskim (brytyjskim), gdzie regionalizmy i kolokwializmy nie są tępione, tylko uważane za bogactwo języka - różnią się nieco np. od naszej sztywnej polszczyzny". Z tego wcale nie wynika, że pięć postów dalej "danym językiem" jest akurat Britisz Inglisz. Wiesz, nie czepialbym się, gdybyś nie stroił się w piórka.
-
2008/04/28 19:09:22
@wo
"Kłamiesz. [...] Z tego wcale nie wynika, że pięć postów dalej "danym językiem" jest akurat Britisz Inglisz"

Z całym należnym brakiem szacunku, ja chyba lepiej wiem, o czym cały czas dyskutuję i nie pamiętam, bym przez pięć postów zmieniał temat dyskusji. Jeśli cię to nie zadowala, to za doprecyzowanie możesz uznać mój poprzedni post.
-
2008/04/28 20:40:03
@Sasafras jest zrozumiały dla większości użytkowników języka angielskiego w takich krajach anglofońskich

Ja nawet nie jestem pewien czy większość użytkowników języka polskiego w takim kraju jak Polska wie w jakim mieście mieszkają konecczanie.
-
2008/04/29 08:41:42
@różnice między tymi pojęciami są dość jasno określone: slang i dialekt to odmiany języka używane odpowiednio przez pewne środowisko lub grupę ludzi i na określonym obszarze geograficznym, poza nimi w zasadzie nieużywane, często niezrozumiałe. Mowa potoczna jest natomiast używana przez większość i zrozumiała dla wszystkich użytkowników danego języka.

jako huligan, ktory liznal nauk scislych, jestem zwolennikiem takiej metatezy:

kazda definicja zawierajaca slowka 'pewne' czy 'wiekszosc' jest metna i niejasna.
-
2008/05/02 10:17:26
Wszystkim, którzy twierdzili, że szowinizm i burdy na stadionach to tylko ci źli kibice dedykuję www.sport.pl/pilka/1,65032,5169217.html

Dziękuję za uwagę.
-
2008/05/17 13:56:47
Ja sie przerzuciłem już dawno na hoop cole, czy jestem więc pewnie jestem radykałem.
W budynku w kórym pracuję można z napojów chłodzących można kupić tylko produkty firmy coca-cola. To mnie najbardziej wpienia i dlatego juz więcej tego gówna nie kupię.