Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Komuch, solidaruch, fachowiec
W TVP „Kultura” puścili „Przypadek” Kieślowskiego. Wpadłem na niego skacząc losowo po kanałach i ku swojemu najgłębszemu zaskoczeniu, nie mogłem się oderwać i zostałem do samego końca. Kurna, to jednak znakomity film. Pojawiał się już tutaj na blogu w jakichś dygresjach, ale z okazji świąt (Wesołych Jaj!) potraktujmy go głębszą refleksją.
Dla tych, którzy nie oglądali, film przedstawia trzy warianty życia młodziutkiego Bogusława Lindy. Jest studentem ostatniego roku medycyny. Goniąc pociąg potrąca kobietę, której rozsypują się drobne monety. Jedną z nich próbuje złapać dworcowy pijaczek, by kupić za nią piwko.
W zależności od trajektorii monety pijaczek spowalnia głównego bohatera mniej lub bardziej, a ten w rezultacie albo wskakuje w ostatniej chwili do pociągu (i poznaje tu ideowego komunistę, pod wpływem którego sam wstępuje do partii), albo goni go bez powodzenia (i wpada na sokistę, po czym ma kolegium i odbywając karę poznaje opozycjonistów, pod wpływem których zostaje działaczem), albo nie zdąża tak bardzo, że nawet nie chce mu się gonić pociągu i tak dopada go zakochana w nim koleżanka z roku (bohater zakłada rodzinę i zostaje apolitycznym lekarzem, który trzyma równy dystans od komuchów i solidaruchów).
Moje dotychczasowe przekonanie, że u Kieślowskiego seks wygląda zawsze ohydnie było jednak fałszywe. Seks wygląda faktycznie ohydnie w wariancie komuszym (z Bogusławą Pawelec - znowu mnie trzepnęło z obrzydzenia podczas tej sceny), ale w wariancie solidaruszym zapewne wyglądałby fajnie (z Trybałą! - no fuckin’ doubt about it!), ale w końcu do niczego nie dochodzi. Z koleżanką z roku nawet w ogóle wygląda normalnie, ale była to postać tak bezbarwna, że wyparłem. Wychodzi więc z tego morał, że polityka to domena seksualnie niespełnionych.
Czy o to chodziło Kieślowskiemu? Pewnie nie, ale przesłanie tego filmu do dzisiaj jest dla mnie zagadką. Dlaczego właściwie Linda w najsympatyczniejszym wcieleniu - faceta, który brzydzi się polską polityką, trzyma się od niej z daleka, chce po prostu być dobrym fachowcem w swojej branży - jest przez reżysera uśmiercony? Kiedyś myślałem, że Kieślowski w ten sposób potępia konformizm ale gdy oglądałem to teraz, nasunęła mi się inna interpretacja.
W obu „zaangażowanych” scenariuszach Linda zostaje przecież potraktowany instrumentalnie przez siły polityczne, którym zaufał - jako młodego komucha wykorzystują go Stuhr i Zapasiewicz, ale w „solidaruszym” wariancie kiedy odmówił współpracy esbekom i ci go za karę „zdekonspirowali”, Ferency i Borkowski uwierzyli prowokatorom, nie Lindzie. Mamy więc tu w sumie trzy śmierci Lindy - dwie moralne i jedną fizyczną.
Na koniec pewna kwestia („znajdź sobie córkę członka Biura Politycznego”) znowu przypomniała mi o związku między Lindą jako Witkiem Długoszem z „Przypadku” i Lindą jako Franzem Maurerem. Tamten przecież właśnie znalazł, ale to zła kobieta była. Maurer to jakby ten sam człowiek starszy i mądrzejszy o dekadę. Ciekawe, czy Pasikowski celowo chciał „Psami” nawiązać do Kieślowskiego?
sobota, 07 kwietnia 2007, wo

Polecane wpisy

  • 13 powodów

    Dawno na blogu nic nie było o popkulturze, więc napiszę o serialu „13 powodów” - o którym pewnie bym napisał felieton, gdybym nadal pisywał felieton

  • Kontrowersyjny spektakl

    Jest sobie taki kontrowersyjny spektakl, który dzieli moich znajomych na zwolenników i przeciwników. Jestem w obozie entuzjastów, wypowiem się więc w jego obron

  • Kalifat w Bawarii

    Tymczasem: obejrzałem niegłupią komedię na ważne tematy bieżące. Jak widać po załączonym trailerze, komedia nazywa się „Witamy u Hartmannów” i opowi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/04/08 00:08:53
wiec mowiesz, ze gdyby jakis pijaczek na dworcu zmienil Twoja droge zyciowa to moglbys skonczyl w "Naszym Dzienniku" zamiast w "GW"? Taa...to glebokie. Prawie jak woda, w ktora wpada bohaterka I Dekalogu, bo jej ojciec przedlozyl komputer nad Boga. To ja juz wole Bollywood.
-
2007/04/08 00:29:16
@lonegunman

Jaka bohaterka?

pozdr.
-
2007/04/08 01:11:51
Może ja prosty jestem ale mnie to się zawsze wydawało że Kieślowski jedyne co chciał powiedzieć to to że czasem straszne duperszwance w życiu decydują po której stronie barykady dziejowej wylądujesz. I że w związku z tym wszelkie generalne oceny oparte na martyrologii są gumno warte.

Fajna myśl z tymi "Psami", coś w tym chyba faktycznie jest. A filmy dobre (oba).
-
2007/04/08 09:21:20
Nie wiem, czy Kieślowski aż tak dokładnie to przemyślał. Myślę, że go przeceniamy - a jemu chodziło o klasyczną interpretację, czyli o krytykę konformizmu. Jednak ta krytyka jest wewnętrznie niespójna w kontekście całego filmu (i tytułu).
-
2007/04/08 09:40:59
Niestety, nie oglądałem "Przypadku", ale konstrukcja bilmu "Biegnij Lola, biegnij" Toma Tykwera jest najprawdopodobniej wzorowana na "Przypadku" Kieślowskiego (co nawet mnie nie dziwi).
-
2007/04/08 10:03:10
No co wy... Przecież w tym ostatnim przypadku Linda zostaje wykształciuchem i łże-elitą. Spotyka go więc zasłużona kara :-)
-
2007/04/08 12:27:22
Słuchając sobie nagrań emigracyjnych Kaczmarskiego w boxie "Syn Marnotrawny", natknąłem się na piosenkę "Artyści" (nie, nie ta Kazika ;-). Zapowiedź jest mniej więcej taka, że jest to utwór dedykowany tym artystom, którzy przed stanem wojennym popierali idee Solidarności, a po jego wprowadzeniu podwinęli ogon pod siebie i zaczęli wieść życie salonowe. Kaczmarski dodaje, że w szczególnie dedykuje tą piosenkę Krzysztofowi Kieślowskiemu. Ale to taka anegdotka, którą można zadedykować budowniczym IV "wiadomo co"
-
wo
2007/04/08 12:49:03
@lonegunman
"wiec mowiesz, ze gdyby jakis pijaczek na dworcu zmienil Twoja droge zyciowa to moglbys skonczyl w "Naszym Dzienniku" zamiast w "GW""

Człowieku, przecież ja w ogóle przez całe lata 80. zakładałem, że idę na 'ścisły' kierunek studiów m.in. po to, żeby jak najłatwiej było mi się załapać na stypendium doktoranckie w jakimś normalnym kraju. To, że w czwartej klasie liceum hamletyzując między fizyką a biologią wybrałem w końcu leżącą w miarę pośrodku chemię, to już jest dzieło przypadku. Gdybym wybral co innego, nie poznałbym swojej obecnej żony, a więc w ogóle (a) zapewne nic by mnie nie zatrzymało w Bolandzie, (b) nie byłbym dziennikarzem, tylko fizykiem/biologiem/informatykiem gdzieś w USA czy innej Francji jeśli nie zgoła pieprzonej Nowej Zelandii, o której jakoś dużo się mówiło na moim roku. Sięgnąłem po dziennikarstwo bo założyłem rodzinę i potrzebowałem szybkiej i stosunkowo dobrze płatnej fuchy (w realiach z początku lat 90., więc proszę sobie oszczędzić teksty o tym, jakie możliwości _dzisiaj_ ma absolwent tego samego kierunku).

Prosta zmiana trajektorii czegokolwiek (np. jakaś książka, która mocniej związałaby mnie z fizyką czy biologią albo gdyby nie udał nam się aranżowany w kompletnie losowy sposób studencki wakacyjny wyjazd) sprawiłaby, że nie tylko nie byłbym dziennikarzem w "Wyborczej" ale że W OGÓLE nie byłbym dziennikarzem.

@ace
"Myślę, że go przeceniamy - a jemu chodziło o klasyczną interpretację, czyli o krytykę konformizmu. Jednak ta krytyka jest wewnętrznie niespójna w kontekście całego filmu (i tytułu)."

Skoro film trzyma w napięciu - nawet kogoś, kto to już oglądał i się już nad tym kiedyś zastanawiał - to jednak go nie przeceniamy. To jest dobry film. Wydaje mi się, że tamta intepretacja ('precz z konformizmem'!) była skażona naszym przepolitykierowaniem dręczącym nas w latach 1980-1989 (or should I rather say, 1569-1989). Dziś wreszcie można na to spojrzeć z innego punktu widzenia. Kieślowski z kolei miał różne deklaracje właśnie sugerujące, że najbliżej mu prywatnie do postaci "trzeciego wariantu" - pamiętam z jakiegoś wywiadu wzmiankę, że naprawianie Polski Polacy mogliby zacząć od zadbania o higienę osobistą, a dopiero potem zabrać się za obalanie komuny. Przy calej mojej niechęci do "Trzech Kaszan", to przecież słowa żywcem wyjęte z komiksu o Wilq, Biblii mojego spojrzenia na Bolandę (OBYWATELE! DLACZEGO SIĘ NIE MYJECIE?).

Zresztą jak na ironię właśnie jakiś cholerny przypadek sprawił, że wkrótce po zrobieniu swojego najlepszego filmu poznał senatora Piesiewicza i zaczął tłuc ten moheryzujący agit-prop.
-
2007/04/08 13:04:32
wo
Dawno nie było tak ciekawie. Porzucasz determinizma na rzecz teorii chaosu. Powiedz jeszcze jaki to przypadek pchnął Cię w objęcia marksizmu?
-
wo
2007/04/08 13:35:43
@toy
"Porzucasz determinizma na rzecz teorii chaosu"

PORZUCAM? Niby kiedy deklarowałem determinizm?

"Powiedz jeszcze jaki to przypadek pchnął Cię w objęcia marksizmu?"

Głownie lektury. Plus to, że jakoś - w odróżnieniu od wielu moich rówieśników - nie spotkałem w odpowiednim momencie na swojej drodze nikogo, kto by mnie pociągnął w stronę klerykalno-solidaruszą. Ludzie z oaz robili na mnie wrażenie świrów, ludzie z opozycji kabotynów. Dziś zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że to był kompletny zbieg okoliczności, ale pewnie gdybym spotkał wtedy kogoś sensownego w tych środowiskach, poszedłbym drogą jakiegoś Kostrzewy-Zorbasa (od PPS do Platformy Obywatelskiej).
-
2007/04/08 14:17:19
WO: Trzeba by przedrukować cię i pokazać wszystkim "nie dającym faka" klerykałom dlaczego na czym ma polegać dawanie świadectwa i dlaczego jednak ma sens :)

Chociaż z drugiej strony... Mogłeś spotkać kogoś sensownego i pomyśleć "co za świr", bo byłeś predystynowany do niekumania ich języka i zachwycania się marksizmem?
-
2007/04/08 14:23:45
WO
"Niby kiedy deklarowałem determinizm?"

Przy okazji jakiejś dysksuji historycznej o Niemczech lat 30-tych zdaje się twierdziłeś, że sytuacja rozwinęła by się tak samo, niezależnie kto by rządił, i coś jeszcze o upadku komunizmu było.

"...nie spotkałem w odpowiednim momencie..."

Nie wyglądasz na człowieka aż tak plastycznego. W tabula rasa wierzyłem przez chwilę w liceum, potem coraz mniej. Ludzie, którzy dają się dowolnie kształtować, jak Wituś od Kieślowskiego, to dziwo, zwłaszcza, że nie był już taki młody. On przecież nie tylko zmnieniał przynależność, co się zdarza, ale przede wszystkim poglądy. Ząbkowanie emocjonalno-intelektualne przechodzi się trochę wcześniej. Kieślowski pokazuje osobnika wyjątkowego (rozchwianego), są takie jednostki, albo trzech różnych ludzi. Fachowiec trzymający równy dystans nie dałby się kupić ani ideowemu komuniście, ani solidaruchom - pogadliby sobie miło przy spotkaniu i poszli każdy w swoją stronę, bo są z innych bajek.
-
wo
2007/04/08 14:50:06
@yzek
" Mogłeś spotkać kogoś sensownego i pomyśleć "co za świr", bo byłeś predystynowany do niekumania ich języka i zachwycania się marksizmem"

Na pewno za sprawą jeszcze dziecięcej fascynacji lemowskiej byłem uodporniony na wszelkiego rodzaju mistycyzmy, więc oazowcy śmieszyli mnie tekstami typu "zdałem ten egzamin dzięki modlitwom". Teoretycznie podobnie od lewicy mogliby mnie odrzucić jacyś niuejdżowi wegetariańscy tree-huggerzy, ale ich po prostu nie spotkałem na swojej drodze.

@toy
"przy okazji jakiejś dysksuji historycznej o Niemczech lat 30-tych zdaje się twierdziłeś, że sytuacja rozwinęła by się tak samo, niezależnie kto by rządił, i coś jeszcze o upadku komunizmu było. "

No bo to jest skala makro, a teraz mówiliśmy o skali mikro. Zachowanie pojedynczej molekuły jest niedeterministyczne, zachowanie liczby Avogadro molekuł jest już deterministyczne jak cholera. Podobnie z jednostką i społeczeństwem.

"dowolnie kształtować, jak Wituś od Kieślowskiego, to dziwo, zwłaszcza, że nie był już taki młody"

Przecież nikt nie mówi, że _dowolnie_. On w każdym wcieleniu jest dość podobnym bezkompromisowym facetem - młodym Franzem Maurerem.
-
2007/04/08 14:57:32
Jeśli idzie o "polityczne" wątki w aktorstwie Lindy, to "między" "Przypadkiem" a "Psami" był jeszcze Dzidek w "Człowieku z żelaza" :)
-
2007/04/08 15:10:54
@wo

"Sięgnąłem po dziennikarstwo bo założyłem rodzinę i potrzebowałem szybkiej i stosunkowo dobrze płatnej fuchy (w realiach z początku lat 90., więc proszę sobie oszczędzić teksty o tym, jakie możliwości _dzisiaj_ ma absolwent tego samego kierunku)."

Wcale tak różowo nie jest, jeśli chodzi o możliwość zaczepienia się na tzw. Zachodzie na posadzie naukowym -- przynajmniej w fizyce. Znane mi -- dobre! -- osoby po 1-2 postdocach albo wracają do Polski i robią habilitację, albo zostają na Zachodzie -- ale odchodzą z nauki. Aktualna opinia, jaką słyszałem od osób "in the know" brzmi, że w Polsce znaleźć posadę w fizyce jest b. trudno a za granicą (Polakowi, that is) jeszcze trudniej. IMHO trudniej niż w takich latach 80-tych.

Może teraz inaczej jest w biologii, bo teraz to nauki biologiczne rulezują, a nie fizyka czy chemia.
-
2007/04/08 17:24:58
Powermetal
"Jaka bohaterka?"

Pewnie Komorowska ;)

"Przypadek" widziałam dawno i zrobił na mnie przygnębiające wrażenie. Niezależnie jaka rolę społeczna grasz, w co się angażujjesz, czy popycha cię do działania przypadek, czy próbujesz cos kombinować na własną rękę, i tak koniec końców przegrywasz i lądujesz na dnie.....jak Komorowska ;) Sad and emo but true. Ale Linda znakomity.
Czytałam gdzieś, ze Kieslowski podkreślał rolę determinizmu w życiu jednostki. To jak zostaliśmy uksztaltoeani w dzieciństwie i wczesnej młodości warunkuje nasze późniejsze wybory. Znaczy, jeśli zostałeś wychowany na uczciwego obywatela i twa dusza czysta niczym lelija, twe wybory będą prawe (lewe?;)), z tym ze nie możemy za to oczekiwać nagrody.

toy
"Kieślowski pokazuje osobnika wyjątkowego (rozchwianego), są takie jednostki, albo trzech różnych ludzi."

Zdaje mi się, ze pokazuje właśnie jednego człowieka w rożnych odsłonach. Jeśli już ów osobnik przyjmuje jakieś doktryny, to je przefiltrowuje przez swój, pardon, "dekalog".
-
2007/04/08 17:57:57
Przypadek Kieślowskiego jest filmem swojego czasu i "przypadki Lindy" pokazują molekułę, która jest zdeterminowana tak, jak wszystko było zdeterminowane w komunizmie. Wszystko było upolitycznione i każdy wybór powodował, że polityka upominała się o swoje. Nawet brak opowiedzenia się po którejś ze stron był wyborem, bo polityka organizowała całe ludzkie życie.
-
2007/04/08 18:22:46
@beztlumika

Nie tylko w komuniźmie tak jest, że polityka ma istotny (nigdy przecież nie absolutny) wpływ na ludzkie kariery. Podobno mało jest równie upolitycznionych miejsc jak włoskie uniwersytety, na przykład.
-
2007/04/08 19:03:14
"Dlaczego właściwie Linda w najsympatyczniejszym wcieleniu - faceta, który brzydzi się polską polityką, trzyma się od niej z daleka, chce po prostu być dobrym fachowcem w swojej branży - jest przez reżysera uśmiercony?"

Najwyraźniej reżyser chciał pokazać FATUM: ten pan nie wyjedzie za granicę - to jest jego nezmiennik.

W dwóch pierwszych częściach uziemił go politycznie, w trzeciej naturlnie.
-
2007/04/08 19:49:13
@rabbit

>jak włoskie uniwersytety, na przykład

mało jest takich miejsc jak Włochy, gdzie partia komunistyczna ma trwałe miejsce na scenie politycznej a idolem intelektualistów może być ktoś taki, jak Negri.
-
2007/04/08 20:27:53
Ale to dotyczy również drugiej strony... oni po prostu nie umieją zawiesić podziałów politycznych w życiu akademickim.
-
2007/04/08 21:10:28
@TOY
>Porzucasz determinizma na rzecz teorii >chaosu.

A gdzie są sprzeczne te dwa prądy?

pozdr.

-
2007/04/08 21:14:45
Teoria chaosu opisuje również procesy stochastyczne.
-
2007/04/08 21:14:58
@bloody_rabbit

Nie wiem wprawdzie jak to jest w fizyce, ale w mojej skromnej branży informatyce, nie jest jakoś szczególnie trudno się zaczepić za granicą. Znam osobiście kilka takich przypadków - od jednostek wybitnych po przeciętne, wręcz słabe.
-
2007/04/08 21:29:14
@rabbit

bo to poważniejsza choroba Uniwersytetu, jako Idei. Spory ideologiczne zastępują naukową refleksję a mieszanka rynku z biurokratyzacacją powoduje, iż organizacja zaczyna żyć swoim własnym życiem, w którym nauka staje się tylko częścią wewnętrznej opowieści. W Warszawie był jakiś kretyński spór na OSA: saga.home.pl/old/osa.php gdzie realne problemy mieszały się chamskim sporem o personalia - i to naprawdę chamskim.

Nie lubię powoływać się na Korwina, ale on kiedyś napisał, że nie można zostać pracownikiem któregoś tam Wydziału Historii w Polsce, jeśli nie jest się masonem - pomijam, czy to prawda.

Myślę, że każdy ma swój punkt, w którym staje przed wyborem zostać prostytutką, czy człowiekiem. Kapitalizm powoduje, że można zostać kucharzem w Londynie i nie prostytuować się w Polsce. Dziś wolałbym zmywać statki na wyspach niż być doktorantem na jakiejś polskiej uczelni. Szczęśliwie w ramach humanistyki nie muszę mieć radioteleskopu za 20 mln dolarów, tylko dużą bibliotekę i dostęp do JSTORE czy EBSCO. Myślę, że we Włoszech mają jeszcze ciekawszy wybór i mogą tym wszystkim zideologizowanym pseudonaukowcom pokazać gest Kozakiewicza. Oczywiście kariery nie zrobisz będąc outsiderem, ale pytanie, co właściwie człowieka interesuje - wiedza, czy prestiż.

Przypomniał mi się wywiad Krasnodębskiego, który kiedyś powiedział coś takiego:

"Niklas Luhmann - poznałem go kiedyś w Bielefeld - który uchodzi za wielkiego myśliciela, niektórzy w ogóle uważają, że to największy niemiecki filozof II połowy XX wieku, pozostawał zawsze na marginesie życia swojego wydziału. Dziś oczywiście wydział żyje jego wielkością, jego sławą. Nie miał nawet asystenta, tylko sekretarkę, która przepisywała mu teksty, ponieważ aby mieć asystenta trzeba brać udział w walkach wewnętrznych i starać się o pieniądze z zewnątrz. Co roku musiał, jak my wszyscy, składać sprawozdanie z tego, co robi. Przez 15 lat zawsze na pytanie, czym się zajmuje, jaki prowadzi projekt badawczy, pisał to sami - teoria społeczeństwa, czas trwania - 30 lat, koszty - żadne. Ale on był wyjątkiem, dlaetgo zostawiono go w sposkoju. Tak naprawdę trzeba realizować projekty badawcze, dużo projektów. U nas w Bremie jest psycholog, który ze środków fundacyjnych stworzył 80 stanowisk! Kiedyś, kiedy nie pracowałem jeszcze na uniwersytecie niemieckim, żartowałem z kolegów, że mogą wydawać książki z zebranych podań o pieniądze i raportów końcowych. I to naprawdę jest wyniszczające. Wyniszczające tradycyjną humanistykę, która polega na tym, że filozof, socjolog czy historyk ma książkę, ołówek czy długopis i dużo wolnego czasu. Tego - przede wszystkim czasu - na nowoczesnych uniwersytetach zaczyna brakować."

Każdy, kto to przeczyta, sam wyciągnie wnioski, czy warto wchodzić w martwą ideę, jaką jest Uniwersytet dzisiaj. Moim zdaniem to instutucja totalna i należy trzymać się od niej daleko - zresztą polskie uczelnie czeka za jakiś czas poważniejsza rewolucja. Na początku lat 90 do biznesu poszli ludzie o największym potencjale - w wielu dziedzinach zdobywają doświadczenie, której uczelnie nigdy nie dadzą - weźmy np. człowieka, który jest genetykiem w jakimś koncernie czy szefem jakiegoś ważnego działu w City - za 20 lat ci ludzie będą wytykali błędy teoretykom a wiedza, jaką będa mieli będzie przewyższała wiedzę profesorów - wówczas zobaczymy prawdziwią wartość katedr i całego tego światka, który od 20 lat prowadzi wykłady z tych samych kartek.
-
2007/04/08 22:29:19
bloody_rabbit
>Teoria chaosu opisuje również procesy >stochastyczne.

Zgoda determinizm nie równa sie Chaos theory.

Ale widze konfliktu mniedzy tymi dwoma podejściami.


pozdr.

-
2007/04/08 23:12:42
@beztłumika: A ja [1] właśnie dostałem duży grant na badania, który ustawia mnie na trzy lata, bez żadnych rozgrywek, polityki i włażenia w dupę. Po prostu: mieliśmy dobry pomysł, napisałem wniosek, 8 miesięcy czekania i włala: jest kasa. Może nie wiem, kierownik coś tam po cichu smarował, ale chybaby mi się przyznał. Jestem doktorantem i chwilowo nie wolałbym zmywać jachtów ;-) Nie chciałbym popadać w koleinę myślenia "dwóch kultur", ale: thanks God, we ain't scholars we're scienists.

[1] to znaczy "ja" , nie ja, wiadomo o co chodzi...
-
2007/04/08 23:58:41
@beztlumika

"Spory ideologiczne zastępują naukową refleksję"

Nie w mojej parafii, a w każdym razie nie jest to dominujące. W światowej fizyce teoretycznej główną linią konfliktu jest czy ktoś wierzy bardziej w teorię strun, czy loop quantum gravity (nie znam polskiego odpowiednika tej nazwy) jako nadzieję na pogodzenie OTW z kwantową teorią pola -- i stary, TO są dopiero wojny.

Żeby nie było tak różowo, to fizyka ma kilka nierozwiązanych problemów które, że tak powiem, ludzie sobie jakby odpuścili. Ale to po prostu dlatego, że one są b. trudne. Gdyby ktoś umiał je rozwiązać, klepnąłby prackę i czekał na Nobla (+ ew. którą z milionowych nagród Clay Institute).

"W Warszawie był jakiś kretyński spór na OSA: saga.home.pl/old/osa.php gdzie realne problemy mieszały się chamskim sporem o personalia - i to naprawdę chamskim. "

Niestety tak bywa, czasami. Ale bywa pewnie tak i w korporacjach. Słyszałem ciekawe historie, np. o procedurach rekrutacyjnych w pewnej polskiej firmie giełdowej (ponoć upijali prawie że na siłę kandydatów i sprawdzali ich zachowanie "pod wpływem"). Praca naukowa jednak daje człowiekowi dużo swobody, choćby w tak drobnej kwestii jak "czy dziś jadę do biura czy popracuję sobie w domu i w jakich godzinach?" albo "nad czym w ogóle będę pracować w ciągu tego roku?". Oczywiście nauka jest w dużym stopniu feudalna i jak się ma szefa-tyrana to można mieć niewyobrażalnie przes... Ale takich ludzi się po prostu omija. Słabością polskiej nauki jest brak umiejętności zarządzania ludźmi i motywowania podwładnych -- coś, czego naukowcy powinni nauczyć się od biznesu.

"Nie lubię powoływać się na Korwina, ale on kiedyś napisał, że nie można zostać pracownikiem któregoś tam Wydziału Historii w Polsce, jeśli nie jest się masonem - pomijam, czy to prawda."

Jak pominiesz czy to prawda, to każda brednia robi się interesującą anegdotką.

Cholera, gdzie ja podziałem ten fartuszek...

"Kiedyś, kiedy nie pracowałem jeszcze na uniwersytecie niemieckim, żartowałem z kolegów, że mogą wydawać książki z zebranych podań o pieniądze i raportów końcowych."

Zgoda, to jest pewien problem. Ale z drugiej strony, nauka podstawowa czy humanistyka korzysta głównie z publicznych pieniędzy i musi się z nich jakoś rozliczać. Doktorant może sobie te biurokrację spokojnie olewać, to zmartwienie profesorów.

Jak się to komuś nie podoba, to niech sam sobie finansuje badania albo szuka bogatego prywatnego sponsora (jest coś takiego jak np. Perimeter Institute w Kanadzie). Oczywiście system powinien jak najmniej obciążać badaczy biurokracją, bo inaczej marnuje się ich czas (i pieniądze podatników).

Problemem są w Polsce fajne przekręty jakie się dzieją na etapie składania wniosków o grant (recenzent kradnący pomysł z grantu dla siebie).
-
2007/04/09 00:04:25
@beztlumika (c.d.) "Każdy, kto to przeczyta, sam wyciągnie wnioski, czy warto wchodzić w martwą ideę, jaką jest Uniwersytet dzisiaj."

Od 1000 lat ludzkość niczego lepszego nie wymyśliła. Masz pomysł?

"Dziś wolałbym zmywać statki na wyspach niż być doktorantem na jakiejś polskiej uczelni."

Prawdą jest, że polskie uczelnie strasznie wykorzystują doktorantów. Doktorant jednym z wydziałów UW dostaje nieco ponad 1000 zł na rękę, musi zrobić doktorat -- co w fizyce łatwe nie jest -- i jeszcze za friko prowadzi zajęcia dydaktyczne. Aha, ZUS oczywiście mu nie płacą. Ja mam akurat o niebo lepiej bo siedzę w innej instytucji i pracuję na nieco innych warunkach, ale zgadzam się, że polskie uczelnie zrobiły z doktorantów coś a'la niewolniczej siły roboczej. I to jest duży problem. Kiedyś, kiedy nie będę się martwił że narobię sobie wrogów, napiszę tutaj co myślę o tym jak to nasz system organizacji nauki "zatrzymuje młodych ludzi". Tiaaa.

Nevertheless, zawsze znajdziesz grupę ludzi która będzie wystarczająco napalona na pracę naukową, a to jest cholernie emocjonujące zajęcie, albo będzie wystarczająco bała się rynku pracy, żeby startować na doktora. Tak naprawdę moment próby przychodzi później, po doktoracie. To się wiąże również z tym że doktorat jest teraz przedłużeniem studiów -- nawet zdolni ludzie nie wchłoną całej wiedzy przed magisterką i doktorat to również kontynuacja nauki.

Trochę wychodzi na to że sobie przeczę, ale to jest po prostu tak: Uniwersytet jako taki nie jest przeżytkiem, ale w Polsce akurat pauperyzacja nauki doprowadziła do wielu "błędów i wypaczeń" które powinno się poprawić. W dodatku zwiększyła się bardzo liczba studentów, ale nie zwiększyła odpowiednio liczba etatów na uczelniach. Wnioski nasuwają się same.

"za 20 lat ci ludzie będą wytykali błędy teoretykom"

Za 20 lat to może biznes zacznie wykorzystywać nagromadzone przez teoretyków zdobycze nauki np. w fizyce. Zdajesz sobie sprawę z tego, ile rozwój technologii zawdzięcza tym "teoretykom" dłubiącym sobie coś w państwowych laboratoriach? Zapytaj np. profesora Dietla albo gości z Unipressu w Warszawie. Kiedyś będziesz miał w komputerze układ być może wykorzystujący efekty, które teraz wylicza bliska mi osoba. W 1915 roku Einstein opublikował Ogólną Teorię Względności. Teraz mój teść jeździ sobie z GPS-em. Widzisz związek? Widzisz odstęp czasowy?
-
2007/04/09 00:23:23
>Od 1000 lat ludzkość niczego lepszego nie wymyśliła. Masz pomysł?

nie mam - mało tego - uważam Uniwersytet za jeden z największych wynalazków kultury europejskiej i naprawdę szkoda mi patrzeć, jak się degeneruje - jeden z moich profesorów powiedział, że straty z końca lat 80 i 90 będą nadrabiane przez lata - tej negatywnej selekcji i zerwania więzi pomiędzy Nauką a Uniwersytetem nie da się szybko nadrobić. Ja nie twierdzę, że w Polsce nie ma świrów naukowych, ale Uniwersytet zdycha. To w żaden sposób nie przeczy temu, że nauka się rozwija, ale to co powiedział Krasnodębski, to fakt widoczny na każdej uczelni. Zobacz, jak wygląda dziś droga naukowa - studia> studia doktorskie>zapieprzanie na trzech uczelniach w okresie, kiedy człowiek na najwięcej pary do Nauki. Po doktoracie powinnien przyjść głównym moment samodzielnej pracy naukowej i pracy nad sobą. To muszą być godziny wysiedziane na dupie w bibilitece lub w laboratorium. No a później spięcie tyłka, bo trzeba habilitację napisać albo jakoś załatwić sobie starszego wykładowcę. A co mamy? Zapitalanie w soboty, niedzielę na zaocznych, wieczorami na wieczorowych i połowę czasu jazda pomiędzy uczelniami. Sorry, ale z tego nauki nie będzie. Z tego będzie kolejny etap coraz dłuższej edukacji, ale nie Nauka i Naukowcy. Mam kilku znajomych, którzy musieli wybierać pomiędzy studiami doktorskimi a godnym życiem - większość mówi, że wróci do nauki, jak już żadna uczelnia nie będzie mogła ich upokorzyć głodową pensją.
-
2007/04/09 00:28:35
@beztlumika

"A co mamy? Zapitalanie w soboty, niedzielę na zaocznych, wieczorami na wieczorowych i połowę czasu jazda pomiędzy uczelniami."

Tak jest tylko w Polsce. Model zachodni to wyjazd na postdoca i praca w grupie naukowej. To i tak jest ciężkie, bo np. kiedy jest w związku z osobą z branży, to pojawia się pytanie kto za kim jedzie i kto do cholery będzie zajmował się dzieckiem które się w międzyczasie pojawiło.

"Mam kilku znajomych, którzy musieli wybierać pomiędzy studiami doktorskimi a godnym życiem - większość mówi, że wróci do nauki, jak już żadna uczelnia nie będzie mogła ich upokorzyć głodową pensją."

Toteż mówię, że problemy biorą się w dużej mierze z pauperyzacji uczelni, a nie "walk ideologicznych". To nie walka korwinistów z komuchami, to walka o kasę.
-
2007/04/09 00:29:28
@rabbit

"Za 20 lat to może biznes zacznie wykorzystywać nagromadzone przez teoretyków zdobycze nauki np. w fizyce. ..."

Dotknąłeś właśnie kwestii, która zawsze mnie interesowała. Bliska współpraca przemysłu i nauki się sprawdza jeżeli horyzont czasowy praktycznej aplikacji badań jest w miarę krótki (powiedzmy 5 lat) np. taka . Nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie finansowania przez biznes badań podstawowych, których zastosowania mogą pojawić się za 20-30 lat. Czy faktycznie badania podstawowe prowadzone są wyłącznie za państwowe pieniądze?
-
2007/04/09 00:40:47
@jelon_p

"Nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie finansowania przez biznes badań podstawowych, których zastosowania mogą pojawić się za 20-30 lat."

Poczytaj sobie afiliacje przy fundamentalnych pracach z mechaniki kwantowej publikowanych w latach 50-tych czy 60-tych (IBM, Bell Labs...). Teraz już tak nie jest. Trudno mi powiedzieć konkretnie dlaczego już tak nie jest, choć swoje podejrzenia mam. Być może te badania były widziane wtedy jako bardziej aplikowalne niż się potem okazały być, choć "ściśle rozwiązywalny model bozonów w jednym wymiarze w podełku z okresowymi warunkami brzegowymi, oddziałujących potencjałem typu delta" już wtedy musiało brzmieć mocno akademicko.

"Czy faktycznie badania podstawowe prowadzone są wyłącznie za państwowe pieniądze?"

Nawet badania stricte teoretyczne (czyli z wyłączeniem CERN et consortes) są finansowane głównie z publicznych pieniędzy.
-
2007/04/09 09:33:53
@bloody_rabbit: "W 1915 roku Einstein opublikował Ogólną Teorię Względności. Teraz mój teść jeździ sobie z GPS-em. Widzisz związek?"

Ja nie widzę. O ile wiem, akurat GPS da się zrobić bez OTW. Być może STW jest przydatna, ale też powątpiewam.

Co śmieszniejsze, z resztą Twojej argumentacji się zgadzam. W takiej informatyce praktycy programiści daleko by nie ujechali bez solidnych podstaw informatyki teoretycznej.
-
2007/04/09 11:43:13
@janekr

"O ile wiem, akurat GPS da się zrobić bez OTW. Być może STW jest przydatna, ale też powątpiewam."

Mylisz się.

www.cft.edu.pl/edu/festiwal_nauki/2005/witek.pdf

www.astronomy.ohio-state.edu/~pogge/Ast162/Unit5/gps.html

-
2007/04/09 11:53:21
Nieco dokładniejszą dyskusję znalazłem Ci w arxiv.org/abs/gr-qc/0306076, sekcja IV: "Relativistic effects in GPS". Praca z Physical Review D, wiec można ufać w rzetelność autora.
-
2007/04/09 11:54:03
Ehh. Poprawny link to

arxiv.org/abs/gr-qc/0306076

Gupi Firefox.
-
2007/04/09 13:34:18
WO: moglbys nawet zdobyc nobla z fizyki, ale czy zamiast lewakiem, bylbyc np. wszechpolakiem? Niepokojaca interpetacja Kieslowskiego bylaby taka, ze wg niego kazdy jest konformista i kazdego mozna uksztaltowac w piecu historii.
-
wo
2007/04/09 13:59:50
" Niepokojaca interpetacja Kieslowskiego bylaby taka, ze wg niego kazdy jest konformista i kazdego mozna uksztaltowac w piecu historii."

Ale to już Twoja _nad_interpretacja. Kieślowski pokazał tylko, że losowe są wybory w osi wiara/niewiara i komuna/solidarność. W roku 1981 czy 1987 (gdy film wszeł na ekrany kin) to się faktycznie mogło wydawać najbardziej zasadniczym wyborem i tak to odbierałem oglądając ten film w kinie jako nastolatek. Ale z dzisiejszej perspektywy już wcale się nie wydają takie zasadnicze. Każdy z tych Długoszów mógłby mieć np. takie same poglądy już w wolnej Polsce (czy byłeś w latach 80. komunistą czy preczskomunomistą, to nie determinuje tego czy teraz uważasz, że światła w samochodach powinny być obligatoryjnie cały rok). Przy dzisiejszym oglądaniu napadła mnie po prostu taka interpretacja, że Kieślowski - artystycznie antycypując wolność - pokazywał nam, jak nieważne są wybory, które za sprawą zniewolenia uważamy za zasadnicze.
-
2007/04/09 15:16:00
@bloody_rabbit

poprawka!!!

Zgoda determinizm nie równa sie Chaos theory.

Ale NIE widze konfliktu miedzy tymi dwoma podejściami.

Nie rozumiem dlaczego miało by szokować to że WO oba używa.


pozdr.
-
2007/04/09 19:04:05
Konfliktu nie ma, po prostu jedno z nich (opis obejmujący również procesy stochastyczne) jest szersze.
-
2007/04/09 23:22:35
Moglbym zaczac przytaczac badania, mowiace o genetycznym zdeterminowaniu swiatopogladu, ale nawet na gruncie indeterminizmu biologicznego, poza jakimis Piszczykami, wybory wiara/niewiara prawo/lewo trudno uznac za czysto losowe. A zwiazek pomiedzy wyborem komuna/solidarnosc w 80-tych latach, a podgladem na uzywanie swiatel obecnie jest IMHO niewatpliwy. Szczegolnie w kwestii tego, czy PANSTWO powinno regulowac sprawe calorocznej jazdy na swiatlach.
-
wo
2007/04/09 23:30:29
@lonegunman
A uważasz, że korelacja jest w jakim kierunku - że jak ktoś był solidaruchem to dzisiaj ma większe czy mniejsze skłonności do poglądu, że PAŃSTWO powinno regulować sprawę całorocznej jazdy na światłach?
-
2007/04/09 23:34:01
@lonegunman

"A zwiazek pomiedzy wyborem komuna/solidarnosc w 80-tych latach, a podgladem na uzywanie swiatel obecnie jest IMHO niewatpliwy."

Rozjaśń, bo ciemny jestem i nie widzę, w jaki sposób ze stosunku do "S" w latach 80-tych ma wynikać opinia o praktyczności jazdy na światłach przez cały rok.

"Szczegolnie w kwestii tego, czy PANSTWO powinno regulowac sprawe calorocznej jazdy na swiatlach."

Eee tam. Z "S" związani byli i dzisiejsi socjaliści, i dzisiejsi liberałowie. To był szeroki ruch społeczny, niejednorodny ideologicznie.

Chyba, że chodzi Ci o to, że każdy rozsądny człowiek w latach 80-tych pałał odrazą do junty Jaruzelskiego a teraz rozumie, że państwo jest właśnie od ustalania reguł ruchu drogowego. Wtedy się zgodzę.
-
2007/04/10 22:15:25
@wo: "zdałem ten egzamin dzięki modlitwom" - ależ to się da obronić bez uciekania się do mistycyzmu: jakby ci mówił "zdałem ezgamin dzięki ćwiczeniom uspokajającym i poprawiającym koncentrację" to by cię przecież nie śmieszyło. Ale kumam o co Ci chodzi: mnie tak samo rozbawili Świadkowie Jechowy, którzy próbowali mnie nawracać przez odwołanie się do piękna wszechświata, a mi akurat w głowie utkwiła jedna z baśni maszyny opowiadającej bodajże, ta o kartce papieru upstrzonej ołówkiem łudząco podobnej do mapy nieba :) Przyjmuję więc roboczą hipotezę, że nie trafiłeś na chrześcijanina, z którym byś podzielał fascynację Lemem!

Ale takie "nawracanie przez gadanie" to ciężka sprawa: to może działać tylko wtedy, kiedy ktoś jest wewnętrznie już nawrócony, tylko nie bardzo umie tego wydobyć :) Kiedyś byłem młodszy i głupszy, teraz wiem, że jak przychodzi taki i rzuca "no to nawróć mnie" niczym rękawicę, to nawet nie warto próbować ludzkimi siłami.

Y.
-
2007/04/11 08:50:10
@yzek

No to nawroć mnie ;-)
-
2007/04/11 10:00:16
@br: Ja nie dam rady, ale może Jezusowi się uda, poproszę go o to przy najbliższej okazji :)

Y.
-
2007/04/12 10:37:16
@yzek

Ty weź go więcej nie proś, jak ja mam pracować z trzema objawieniami dziennie? W pracy powiedzieli, że krzew gorejący musi wylecieć z pokoju (przepisy przeciwpożarowe).