Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Now playing (24)

Szykuję sobie taneczną plejlistę na pewną Bardzo Specjalną Okazję. Układam ją ze znanych szlagierów w nietypowych coverach/remiksach/mashupach (dajmy na to - „All Tomorrow’s Parties” w wersji goth synthpop albo „Porque Te Vas” jako garażowe ska). Problem miałem tylko ze „Stayin’ Alive” Bee Gees, które ma tak genialną linię basu, że wszystkie covery brzmią blado. Na szczęście trafiłem na mashupa „Stayin’ Alive In The Wall”, rewelacyjnego w swej bluźnierczej prostocie. Że też nikt na to jeszcze nie wpadł?
Jest to klasyczny mashup typu „versus”, czyli jedna piosenka nałożona na drugą. W tym wypadku megahicior Bee Gees spotyka się z megahiciorem Pink Floyd - „Another Brick In The Wall Part II”. Purystów może to zaszokować bardziej niż Tubgirl Katarynę, więc uprzedzam wszystkich, że klikają na własne ryzyko.
Rozumiem purystów, bo sam kiedyś jako typowy emo nastolatek przepadałem za „The Wall” i oczywiście nienawidziłem disco. Z dzisiejszej perspektywy taka postawa wydaje mi się bardzo - well - nastoletnia. „ABITW p2” ma rytm i strukturę piosenki tanecznej, co niedawno przypomniał Eric Prydz świetnym remiksem „Proper Education”. Wiem wiem, „The Wall” to nie są po prostu piosenki tylko wzruszająca historia Chłopczyka Co To Stracił Tatusia I Strasznie Go Od Tego Porypało. Ale o czym jest tekst „Stayin’ Alive”?
Tak jak wiele przebojów disco, „Stayin’ Alive” opisuje sytuację z pogranicza depresji - podmiot liryczny ma świadomość tego, że jego życie zmierza donikąd, od urodzenia dostawał od życia głównie kopniaki, ale przynajmniej tańcząc czuje, że może dożyje następnego dnia. Sytuacja podmiotu lirycznego w przeboju Bee Gees jest w gruncie rzeczy podobna, tyle że w ma mniejsze skłonności od podmiotu lirycznego Pink Floyd do zawracania swoimi problemami pupy otoczeniu. Za co oczywiście ma u mnie plusa.
Mashupa wyprodukował australijski mistrz mieszania Tom Compagnoni znany też jako Wax Audio. W stylu, który jest mi bardzo bliski, łączy on zainteresowania polityczne z popkulturowymi. Na jego majspejsie do obejrzenia jest zwalający z nóg teledysk, w którym George W. Bush wykonuje „Imagine” Johna Lennona. Must see!
piątek, 16 marca 2007, wo
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/03/16 13:45:17
@WO:
*Jest to klasyczny mashup typu „versus”, czyli jedna piosenka nałożona na drugą. W tym wypadku megahicior Bee Gees spotyka się z megahiciorem Pink Floyd - „Another Brick In The Wall Part II”.*

Świetny kawałek! Ale w tym mashupie "Another Brick In The Wall" nie jest wykonywane przez Pink Floyd.
-
wo
2007/03/16 13:55:23
O kurna, nie zajarzyłem. I dzieci też nie z Islington?
-
2007/03/16 14:03:08
@WO:
*I dzieci też nie z Islington?*

Też nie :) Najbardziej "wierna" jest solówka, ale jak się dobrze wsłuchać, to również da się zauważyć, że to nie wersja z "The Wall" (choć tutaj musiałem dwa razy przesłuchać).
-
2007/03/16 14:43:09
Dla mnie nawet dawny sentyment to za mało, żebym miał wracać do słuchania disco, czy PF, już mam inne potrzeby, inną wrażliwość, którą starałem się mniej czy bardziej świadomie kształtować (i którą kształtowali mi inni). Dla mnie to jest po prostu nudne, bo ten „genialny bas” jest przez cały utwór natrętnie powtarzany (na okrągło te osiem czy ile nutek), w muzyce szukam bogactwa, „gęstości” i ciągłych zmian. Twórca, który potrafi mi to podać w jednym utworze ma u mnie szansę, że sięgnę po niego po raz kolejny. Dźwięki, którymi się otaczam, to w końcu mój świat, jeśli mi się w sklepie/na ulicy wkradnie jakieś sacro (czy sarco) polo to muszę się potem natrudzić, żeby zaprowadzić w swojej pamięci słuchowej jakiś ład. Chcę powiedzieć, że dla mnie muzyka, której słucham jest bardzo ważna, dlatego zależy mi na jej starannym doborze. Do muzyki mam podejście hedonistyczne i zindywidualizowane, i niekoniecznie musi ona stanowić płaszczyznę tworzenia więzi międzyludzkich, ona ma służyć tylko mnie (tego od niej wymagam).
Co do tego miksu „Imagine” w wydaniu dżordża dablju, to przypomina mi on o szerszej kwestii związanej zwłaszcza z bytowaniem w sieci, szczególnie po tym przypadku ze śliczną Elizą, że właściwie można poprzez przeklejanie sfabrykować dowolnego trolla, który np. imponuje wiedzą i oczytaniem, tak jak można „zmusić” dżordża dablju by wyśpiewał „Imagine”... W języku angielskim jest to zresztą szczególnie łatwe ze względu na szczątkową fleksję. I ja mam też "nieczyste sumienie", bo coraz częściej sprawdzam w sieci to, co napisałem i zastanawiam się czy to jest jeszcze moje, czy już cytuję, albo wyrywam coś z kontekstu i moja rola sprowadza się tylko do kompilacji.
-
2007/03/16 15:17:32
@maciek r10
A czego słuchasz?
-
2007/03/16 15:40:29
@news2x
"A czego słuchasz?"

Słucham na codzień tylko jednego zespołu, który zawiera w sobie wszystko, czego potrzebuję i ma jeszcze coś niezmiernie dla mnie istotnego, czego nie ma żadna kapela. W miarę rozglądania się po muzyce rozrywkowej (wiele lat temu) odrzucałem wszystkie Black Sabbath, Deep Purple, Pink Floyd, Led Zeppelin, Yes tak, że zostało mi na codzień Jethro Tull (czasem wracam do King Crimson i Gentle Giant - bo to co robią/robili to taka podróż bez końca, ale jest to TYLKO muzyka). Dla mnie komponowanie, granie, czy śpiewanie (bez fałszowania) to jest w ogóle rzecz niezrozumiała i tajemnicza. Więc jestem w swoich upodobaniach skrajnie konserwatywny. :-)
-
2007/03/16 16:14:04
(...) zaszokować bardziej niż Tubgirl Katarynę (...)

Nie trzeba jakiejś wyjątkowej wrażliwości, żeby być zszokowanym tubgirl, szczególnie gdy się jest do niej porównywanym.

Z zainteresowaniem obserwuję jak udaje Ci się tworzyć i pielęgnować memy o ograniczonym zasięgu (Puchatek kryjący Ziemkiewicza, porównanie Kataryny i Galby do tubgirl i goatse).

Tylko z żartami tak to jest, że są lepsze i gorsze, zdarzają się słabsze dni i czasami przekracza się cienką granicę dobrego smaku. Mówi się trudno i spuszcza zasłonę milczenia.
Ale ciągłe nawiązywanie do własnego wyjątkowo kiepskiego żartu to już zupełnie inna sprawa.
W mojej opinii jest to dość tanie, niskie i podłe.


-
2007/03/16 16:42:40
WO:
A mógłbyś napisać swoją plejlistę najlepszych/najbardziej zaskakujących coverów?

Na mnie ostatnio zrobiło wrażenie California uber Alles w klezmerskim wykonaniu Hasidic New Wave. No i oczywiście Nouvelle Vague i Senior Coconut, ale to znam już od jakiegoś czasu.

Załamałem się natomiast słuchając
Ostatnio reggowego Habakuka śpiewającego piosenki Kaczmarskiego. Nagrali potrójny cover ,,Murów'': tekst Kaczmarskiego + melodia Marley'a (Get Up Stand Up). Brzmi to strasznie.
-
wo
2007/03/16 17:07:17
@lapacz
"W mojej opinii jest to dość tanie, niskie i podłe. "

Ba! Nawet nie tyle tanie co darmowe. Za bloga nikt nie płaci, chlip chlip.

@mefju
Moje ostatnie pasje tego typu (in no particular order):

Ex-Voto, "The Passion Of Lovers" (kiedyś Bauhaus)
Bossa'N'Stones, "Sympathy For The Devil"
The Element, "S.O.S" (kiedyś Abba)

a ponadczasowe evergreeny:
Placebo, "Daddy Cool"
Scissor Sisters, "Cofortably Numb"
-
wo
2007/03/16 17:08:01
No i zapomniałem, że "Viva Las Vegas" Dead Kennedys to w zasadzie też cover. Chyba najlepszy wszech czasów?
-
2007/03/16 17:34:37
prywata: Wojtek, dostałeś może maila? Jeśli nie, to napisz mi na priv z jakiegoś aktywnego adresu innego niż *mac, bo mi odbija.
-
wo
2007/03/16 17:45:24
No zawsze oczywiscie jest stare dobre imie.nazwisko@agora.pl; ale to niepokojące że .Mac odbija. Z jakim komunikatem?
-
2007/03/16 18:43:27
"delivery temporarily suspended: host
smtp-mx5.mac.com[17.250.244.61]refused to talk to me: 452 try later"
-
2007/03/16 19:34:38
"zostało mi na co dzień Jethro Tull "

Które albumy?
IMHO 'Passion play' jest bardzo, 'Too old...' takoż albo i jeszcze bardziej, natomiast 'Aqualung' już mniej, 'Thick as a brick' też tylko takie sobie.
-
2007/03/16 19:55:04
@janekr

Jestem tak w to zanurzony, że wszystko jak leci, nawet płyty-niewypały (jak "Under Wraps" czy "Rock Island") bo one też wzbogacają "paletę". "A Passion Play" to moim zdaniem bardzo niedoceniana płyta, trochę dla nich nietypowa, ale czy oni mają w ogóle coś typowego w swoim dorobku, (to ciągła zmiana z płyty na płytę)? Bardzo dobre (według mnie) są najnowsze ich dokonania i wielkie nieszczęście się stało, że Ian stracił właściwie głos (jakaś przypadłość neurologiczna - śpiewa z wyraźnym wysiłkiem). Piszą o nich "progressive rock", ale dla mnie to nie jest w ogóle żaden "progressive" i z tego też powodu tak ich sobie cenię. Z dzisiejszej perspektywy patrząc trudno mi trochę zrozumieć dlaczego "Aqualung" uważa się za tak wybitny album w ich karierze, może to ze względu na jakieś kwestie pozamuzyczne. Preferuję oczywiście pewien okres historyczny ("Bursting Out" dla mnie jest zamknięciem najlepszego ich okresu - potem to jest już z tą muzyką jest różnie).

Mniej więcej do tego okresu
www.youtube.com/watch?v=8PcX_D5Z_CA
-
2007/03/16 19:57:46
i tu się zaczynają schody - jeśli WO kochał Flojdów a nienawidził disco, to ja już byłem z następnej fali, która już rzygała na Flojdów a zakochała się w Punku i Cold-Wave. Jeśli skala emo gdzieś się kończy, to ja byłem najprawdziwszym prawdziwie prawdziwym emo. Cezary Michalski przy mnie to skrajny hedonista - on ma jednak więcej szczęścia, bo są iPody i Czekolady Milka - ja miałem tylko dostęp do wyrobów czekoladopodobnych.

Oczywiście emo walczył we mnie z hedonistą i zostałem muśnięty również przez ten piękny brytyjski optymizm lat 80, który szczyty osiągnął w nurcie New Romantic.

Disco było już wówczas dla mnie muzyką dziadków w jakieś stetryczałej formie.

a zatem na piątkowy wieczór dla wszystkich od bez tłumika - something special z samego środka Stanu Wojennego.

www.youtube.com/watch?v=VCD4rtcOgHE



-
wo
2007/03/16 20:08:57
@beztlumika
"jeśli WO kochał Flojdów a nienawidził disco, to ja już byłem z następnej fali, która już rzygała na Flojdów a zakochała się w Punku i Cold-Wave."

No więc była to konwersja dokonana mniej więcej w drugiej klasie liceum. W dużym stopniu zresztą pod wpływem mieniania się winylami z towarzyszem Zgliczyńskim.

Co do Duran Duran, to na mojej Specjalnej Plejliście jest już elektroniczny cover "Planet Earth" i glitchowy "View To A Kill". A w ogóle to se kliknij:

phobos.apple.com/WebObjects/MZStore.woa/wa/viewAlbum?playlistId=206728034&s=143441&i=206728042
-
2007/03/16 20:18:50
Właśnie pytanie o covery zadała mi ostatnio Pani Redaktor podczas jakiegoś wywiadu w związku z nową płytą zespołu, w którym mam przyjemność grać (tak, kochani, ten wpis to poczęści podły SPAM :)).
No i po tym pytaniu zacząłem się zastanawiać i wyszło mi, że lubię bardzo:
"Someone's Gotta Hold of My Heart" Pitneya zarówno w wykonaniu Cave'a, jak Almonda.
"Love will tear ud apart" w wykonaniu Swans (Michael Gira ma taki głos, że ja cie kręce w obie ręce).
"Warm Leatherette" The Normal w wykonaniu Grace Jones.
"Nightclubbing" też by Grace Jones.
"Tainted Love" by Soft Cell (tak, to też jest cover, to nie jest ich numer!).
"Are Friends Electric?" Numana zrobione przez zespół Republica.
"You're lost little girl" Doorsów i "Passenger" w wykonaniu Siouxie & The Banshees.
"The Model" Kraftwerk w wykonaniu Zoot Woman.

Ale najlepszy jest chyba numer Wire "The 15th" zrobiony przez Fischerspoonera.

W sumie lista mogłaby być dłuuuga.

Fajna jest też płyta The Soft Pink Truth z różnymi dziwnymi coverami ("Do You Want New Wave or Do You Want...").
No i Nouvelle Vague jest OK...
"Shadow of Your Smile" w wykonaniu Foxxa...
Ech, było tego...
-
2007/03/16 20:30:34
@bezltlumika
"piękny brytyjski optymizm lat 80, który szczyty osiągnął w nurcie New Romantic"

Sie wie. Ja od tego zacząłem i na tym chyba skończę:) Pierwszy koncert na jakim byłem w życiu, to było Kaja Goo Goo w łódzkiej Hali Sportowej. Oczywiście to nie było czyste New Romantic, ale blisko. Ostatnio sobie kupiłem w HMV DVD "The Best of Japan". To była muza! Duran Duran się od nich sporo nauczyli. Na początku to było nawet takie trochę rockowe ("Adolescent Sex"). No a potem był taki kawałek jak "Ghosts". Miód. I wcale nie optymistyczny ("Just when I think I'm winning/When I've broken every door/The ghosts of my life/Blow wilder then before").
-
2007/03/16 21:10:52
@janekr

Acha, jeśli zaczynać słuchanie JT to właśnie od "Too Old To Rock'n'Roll...", tam ten premiowy "krem" (którego w innej muzyce ze świecą szukać) jest wyłożony w sposób najbardziej czytelny.

Co ciekawe, z JT zapoznałem się po poszukiwaniach czegoś dla siebie w "New Wave" po którym to nurcie spodziewałem się różnorodności trochę na podobieństwo radiacji dinozaurów we wczesnym triasie, ale jak dla mnie to się za szybko wypaliło i wyrodziło w "nie wiadomo co". Skoro jednak mowa coverach to przypomniała mi się wersja "You've Lost That Loving Feeling", oryginalnie z repertuaru "The Righteous Brothers", w wykonaniu Human League z albumu "Reproduction".
-
2007/03/16 21:38:53
> "Tainted Love" by Soft Cell

Ha, na jutubie jest też wersja oryginalna:

youtube.com/watch?v=6UrRxta8doM

Mnie się najbardziej chyba podoba cover, który popełnił niejaki Max Raabe i jego Palast Orchester.
W moim przypadku słuchanie ichniej wersji to trochę taka "guilty pleasure", o której wcześniej wspominał WO w notce o Muse. Owszem, mam świadomość, że cała ta stylizacja na kotleciarzy z lat dwudziestych ubiegłego wieku może i jest tanim chwytem, ale i tak daję się na to złapać :-)

Na youtube niestety tego kawałka nie ma, znalazłem jedynie linka do trzydziestosekundowego fragmentu w jakimś ruskim sklepie z empetrójkami (może będzie w iTunesStore?):

www.gomusic.ru/album.aspx?id=8375

Jest za to teledysk o piłce nożnej (yuck!):

www.youtube.com/watch?v=CwBy7W6ZDjc

Można sobie porównać z osiągnięciami Torzewskiego.
-
2007/03/16 22:23:16
Jeżeli chodzi o dziwne covery PF, to jest niejaki Luther Wright z zespołem (Luther Wright and the Wrongs), który wypuścił płytę z coverami całego The Wall w wersji bluegrass (z banjo itd.). A na wkładce jest zdjęcie koleżki w stroju typowego rednecka, jak buduje ścianę z takich brykietów siana... Obciach taki, że aż fajne.
A z "poważniejszych" coverów to u mnie od jakiegoś czasu numero uno to "In Power We Trust the Love Advocated" w wykonaniu The Gathering. Cudo. No i jeszcze "In the Year 2525" w wersji Fields of The Nephilim - wymiata, chociaż fana oryginału może zaszokować.
-
2007/03/16 22:36:37
Ja z coverów polecam "Hounds of Love" Kate Bush w wykonaniu Futureheads:

youtube.com/watch?v=amh8V-MopUI&mode=related&search=
-
2007/03/17 00:00:51
Ja ostatnio natknąłem się na evergreen Motorheadu "Ace of spades" w wersji country. O, tu jest: www.youtube.com/watch?v=XFh6IU4ukjo

Ale za cover wszechczasów chyba też uznaję "Viva Las Vegas" w wersji DK. W wykonaniu Biafry tekst, który w oryginale był całkiem serio, brzmi tak zjadliwie i cynicznie, że możnaby go uznać za jego własny :)
-
2007/03/17 08:35:32
Dalej co do coverów, nie byłbym sobą, gdybym nie przytoczył Kaszmiru Led Zeppelin w wykonaniu Lucii Micarelli (w skrzypcowej wersji instrumentalnej) z małym wsparciem ze strony Iana Andersona.
Gdy tak sobie to oglądam to odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie mają dostęp do rzeczy fajniejszych niż seks.

www.youtube.com/watch?v=qHsxmjpkeFI
-
2007/03/17 13:26:08
Temat był gdzieś wcześniej, ale tam też był offtopiczny, więc się nie krępuję kontynuować tu...

Chciałem zdementować pogłoskę jakoby woblox był taki niszowy. PageRank pokazuje 5/10, tymczasem na przykład przykładowy "Między czajnikiem, a śmietnikiem" ma tylko 3/10. Wprawdzie woblox ma wzmocnienie z pozycji gazeta.pl, ale nie wiem czy to jest istotne, bo przecież domeny (wo.blox.pl i rafalziemkiewicz.salon24.pl) są niezależne.

Ad covery: Land of Confusion w wykonaniu Disturbed.
-
2007/03/17 13:32:22
nie wszystkie covery "Stayin' Alive" wypadają blado!
A wersja Zappy Franka i Ozzbourna Ozzy'ego? R-E-W-E-L-A-C-J-A !!!
-
2007/03/17 14:10:09
wo
„Ex-Voto, "The Passion Of Lovers" (kiedyś Bauhaus)”

Mała errata:
„The Passion...” zrobili The Shroud, a Ex-Voto - „Slice of life”. W sumie jestem przywiązana do wersji Bauhausu, ale Ex-Voto nawet przypadli mi do gustu :).
-
2007/03/17 14:38:24
Ostatni cover w wykonaniu JT trochę już stary - okazjonalna interpretacja "Koncertu d-moll na dwoje skrzypiec" J.S. Bacha na trzysetne urodziny z wplecionym ichniejszym "Sto lat" (więc 2 w 1).

www.youtube.com/watch?v=p03LgeChXgY&NR
-
2007/03/17 23:23:33
"Wojtek, dostałeś może maila? Jeśli nie, to napisz mi na priv z jakiegoś aktywnego adresu innego niż *mac, bo mi odbija."

Ach, zakochani...
-
wo
2007/03/17 23:40:52
Co do coverów, to niespodziewanie pojawił się znakomity cover wykonany na żywo w paryskim metrze:

www.dailymotion.com/video/xsirr_concert-sauvage-dans-le-metro

Jaka szkoda, że nie mieliśmy żadnych kolonii, za sprawą których polską muzykę pop rozkręcaliby polskojęzyczni Murzyni!

-
wo
2007/03/18 14:30:24
@smila
"Mała errata:
?The Passion...? zrobili The Shroud, a Ex-Voto - ?Slice of life?."

Cholera! Od początku podejrzewałem, że w opisach z iTMS jest jakiś totalny fakap (jeśli wierzyć Apple, OBA covery "Bela Lugosi's Dead" wykonuje The Shroud). Byłbym dozgonnie dźwięczny gdyby Ci się chciało wklepać poprawny opis (lub rzucić linka do takowego).
-
2007/03/18 17:26:03
Sory, jednak to Ty masz rację. Mi chodziło o taką starą składankę, sprzed 11 lat „The Passion of Covers: A Tribute to Bauhaus”, a teraz wampiry ssą ponownie. Kurde, nie nadążam...
-
2007/03/21 19:08:49
Mnie urzeka cover "Troopera" Iron Maiden w wykonaniu Dokaka:).