Ekskursje w dyskursie
Blog > Komentarze do wpisu
Autopsja ufoka czyli początki piosenek
Zgodnie z niegdysiejszą obietnicą, odczapistyczny ranking na luty poświęcamy najlepszym pierwszym zdaniom w piosenkach. W tej kategorii nie masz, nie masz nad pierwsze zdanie „Runaway” Dela Shannona, piosenki kojarzącej się wytrawnym telewidziom z serialem telewizyjnym „Crime Story”.

Rozstanie to jeden z najczęściej wałkowanych tematów piosenek, ale tutaj podmiot liryczny szczędzi nam na szczęście kiczowatego pitolenia w stylu „wierzyłem w nas ostatni raz”. Pokazuje nam siebie odchodzącego z miejsca, w którym odbyła się ta pożegnalna rozmowa. Już wszystko zerwane, już nic się nie da naprawić, klamka zapadła, pobite szklanki, nie ma zamawiania. Bohater nie próbuje więc już niczego odkręcać, zastanawia się tylko - co poszło źle?

Strasznie lubię też pierwsze słowa tekstu piosenki „We All Stood Still” Ultravox - „Światła zgasły, poszedł ostatni bezpiecznik”. Przyznacie chyba, że to dobry początek opowieści. W dodatku reszta tekstu nie psuje dobrego wrażenia - opisuje zagładę jakiegoś budynku (?), instytucji (?), statku kosmicznego (?), całej cywilizacji (?) w sympatycznie wyluzowany sposób. Bohater nie prosi o ratunek, bo też wie, że pobite szklanki a bezpieczniki przepalone - prosi tylko słuchacza, by wspomniał o nim w „taśmach, które pozostaną”.
Pierwsze zdanie piosenki „Splish Splash” powstało jako wynik zakładu o to, że nie da się napisać tekstu przeboju zaczynającego się od „Chlapu chlapu”. Początkujący piosenkarz rockandrollowy Bobby Darin założył się o to z radiowym didżejem Murrayem The K w roku 1958. Efektem była piosenka o facecie, który - chlapu chlapu - siedzi sobie w wannie w sobotni wieczór, lecz jego znajomi właśnie wpadli zrobić balangę-niespodziankę. Podmiot liryczny wyłania się z łazienki odziany jeno w ręcznik, ale słyszy swoje ulubione piosenki, więc zapomina o kąpieli i zakłada swoje buty do tańczenia. Utwór nie wyjaśnia, czy założył cokolwiek innego.

Piosenkę ilustruje kadr z odcinka „Somehow, Satan Got Behind Me” krótkotrwałego lecz znakomitego serialu „Millennium”, a to dlatego, że jego scenarzysta Darin Morgan dostał swoje imię po rokendrolowcu (uwielbianym przez jego rodziców). Wbrew pozorom, kadr nie pochodzi z serialu „Z Archiwum X” - to byłoby zbyt pięknie, żeby Mulder i Scully kiedykolwiek w tym serialu tak po prostu natrafili na autopsję ufoka, bez żadnej postmodernistycznej autoironii.
W serialu „Millennium” ironia zrobiła się wielopiętrowa. Był to - w uproszczeniu - serial o demonach kuszących ludzi. W tym odcinku występował telewizyjny cenzor, który się wścieka na serialowych scenarystów za umieszczanie nieprzyzwoitych wątków (kapitalny tekst: „Nie obchodzi mnie to, że ci kosmici nie mają genitaliów - jeśli mają krocza, to nie wolno ich tam kopać, wytnijcie to!”). Morgan doskonale znał takie sytuacje z szamotania się z cenzurą Foksa na planie „Z Archiwum X”.
Demony kuszą cenzora, by w końcu pozabijał tych wszystkich grzeszników. W rezultacie w „Millennium” widzimy więc zakończenie „Z Archiwum X” - w ostatnim odcinku, w którym wszystko się miało wreszcie wyjaśnić, nic się nie wyjaśniło, bo oszalały cenzor zabił Duchovnego i Anderson...

Ta notka nie wzbudzi raczej takiego flejma jak te o Michalik, ale śpieszę wyznać, że dla mnie jedną z najbardziej osobistych. Wyrażam w niej swoje uwielbienie dla dobrych _początków_, które bardzo sobie cenię w kulturze masowej (alternatywnym tytułem mojego bloga mogłoby być „attention deficit culture”, ale ktoś to chyba już wykorzystał). Oraz dla kultury po-mo. No i cała moja lewicowość wychodzi z tego wszystkiego jako logiczne dopełnienie.
Kocham obu Darinów, Bobby’ego (który śpiewał m.in. piosenkę pewnego znanego komucha) i Morgana. Co za tym idzie, nienawidzę wszystkich cenzorów chcących zasłaniać krocza kosmitom. W związku z tym sprzeciwiam się działalności pani Kruk, a co za tym idzie zwalczam reżim, który nam ją narzucił - a w publicystyce jego chłopców-rimmingowców. I tyle.
poniedziałek, 26 lutego 2007, wo

Polecane wpisy

  • Wiedzmin na Weselu

    W zeszłym roku uczestniczyłem na Euroconie w dyskusji z Sapkowskim. Trochę się bałem, że Sapkowski zrobi skandal, starałem się więc rozbrajać potencjalne miny.

  • 13 powodów

    Dawno na blogu nic nie było o popkulturze, więc napiszę o serialu „13 powodów” - o którym pewnie bym napisał felieton, gdybym nadal pisywał felieton

  • Kontrowersyjny spektakl

    Jest sobie taki kontrowersyjny spektakl, który dzieli moich znajomych na zwolenników i przeciwników. Jestem w obozie entuzjastów, wypowiem się więc w jego obron

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/02/26 17:09:25
No i za takie tematy to ja kocham pana, panie Sułku :-)
-
2007/02/26 17:19:49
"Michał Karnowski

W Wikipedii nie ma jeszcze artykułu pod taką nazwą. "

WO, w Wikipedii nie ma jeszcze wszystkiego, trzeba sprawdzać przed linkowaniem ;-)
-
wo
2007/02/26 17:27:09
Jest jest, spoko spoko, to tylko ja znowu zrobiłem ten sam błąd z przeklejaniem urla z pliterkami; nadgorliwy clipboard tlumaczy te wszystkie procent ce ileś tam na odpowiednie pliterki.
-
2007/02/26 17:31:08
@bloody rabbit: Jak nie ma, jak jest? Może przez ten dziwny znaczek w imieniu Ci się link skrewił?
-
2007/02/26 17:32:36
WO mnie wyprzedził o 4 minuty, zamieszczając swoje wyjaśnienie, w związku z czym przepraszam i wycofuję się pod swój kamień. ;-)
-
2007/02/26 17:32:39
Mam podejrzenie, że od początku chodziło o autopsję aliena, a ten ranking to ściema.
-
2007/02/26 18:15:20
Panie Wojtku. Przepraszam za poufałość. Pan jesy oblatany w "obcych" ( nie żeby Pan z nimi gdzieś latał :) Ale czy można mówić o poglądach "obcych" w kulturze, prezyzując - czy gdy dochodziło już do kontaktów z "obcymi" np. u Pana Lema, to przybysze byli bardziej liberałami czy konserwatystami ;-)
-
wo
2007/02/26 18:30:01
Obcy są różni, kwadratowi i podłużni. W "Wizji lokalnej" Lema znajdziesz nawet planetę, na której panuje zimna wojna między dwoma supermocarstwami - kaczystowskim i luzackim :-)
-
2007/02/26 18:37:16
Przy umiarkowanym braku szacunku do Budki Suflera - Znowu w życiu mi nie wyszło - to dobry początek. Ale początek wszechczasów to:"There must be some way out of here," said the Joker..
-
2007/02/26 18:50:13
wszech czasów - pszam
-
2007/02/26 19:30:43
Kiedyś nie dawały mi spokoju pierwsze słowa piosenki "Minstrel In The Gallery", aż w końcu, po bliższym zapoznaniu się, z działalnością Jethro Tull, dotarło do mnie, że to jedno ze scenicznych wcieleń Iana Andersona. Wcześniej bywał żebrakiem - Aqualungiem, genialnym „małym Miltonem” - Geraldem Bostockiem, potem na krótko nosił ekstrawagancki codpiece, był też rockerem – Rayem Lomasem, angielskim ziemianinem (Anderson nawet prowadził przez jakiś czas hodowlę łososia na wyspie Skye). Sam „Minstrel In The Gallery” jest autoironiczną piosenką pozwalącą widzowi wejść w buty tytułowego minstrela, spojrzeć jak z perspektywy sceny (tej galerii) wygląda widownia i dyrygowanie jej emocjami. W Jethro Tull zawiera się wszystko czego oczekuję po muzyce, do dzisiaj zresztą nie wiem jak najlepiej jest przetłumaczyć pierwsze/tytułowe słowa tej piosenki.

www.youtube.com/watch?v=Mj33u5kqNnk
-
2007/02/26 19:30:45
Mój początek wszechczasów, to: "This is the end" wiadomo czyj ;-)
-
2007/02/26 19:34:24
Zgadzam się z WO, że początek to podstawa. Najlepsze książkowe otwarcia ex aequo do dla mnie "W obliczeniach był błąd" z Edenu i “Kiedy zachodziło właśnie gorące wiosenne słońce na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli” z Mistrza i Małgorzaty. Nic tak nie przykuwa do książki jak dobry początek.
-
2007/02/26 19:44:38
"nie da się napisać tekstu przeboju zaczynającego się od „Chlapu chlapu”."

Autor nie znal przeboju "Myju-myju, chlastu-chlastu, nie mam raczek jedenastu."

A teraz warning, bo bedzie offtopic.
Przezylem potworny stres, kiedy wklepalem adres bloga wo, a tam pojawil sie piekny do bolu blog w kolorze lazurowym.
Pomyslalem sobie, ze galba zhakowal Twoj i podmienil go z blogiem Cezarego Michalskiego.

Rzuc okiem tu: wo.blog.pl

-
2007/02/26 19:46:04
z Shannonem mam tylko jedno skojarzenie, którego nie jest wstanie przyćmić nawet Crime Story i comeback numerów z epoki na fali popularności tego serialu. Podmiot liryczny tego wycia zlał mi się na zawsze z książką Buszujący w zbożu - normalnie bohater Salingera i ten numer to jednia - nie mogę dokopać się w mojej tkance skąd mi się to wzięło. Może gdzieś tam jest jakieś zwarcie, ale jedynych lekarzy, którzy leczą takie przecieki spotkałem w powieściach cyberpunkowych - poczekam, aż świat dogoni fikcję i może wtedy się dowiem.

dorzucam się początkiem A Strange Days by The Cure

"Give me your eyes
That I might see the blind man kissing my hands"

z tego da się wyprowadzić każda opowieść - od "Hamleta 2" do "Koszmaru z ulicy Wiązów: 120 lat później"

dalej idzie już nieco mniej intrygująco, ale znam ten kawałek od 20 lat i od własnych cieni, duchów i innych towarzyszy podróży nie wymagam zaskoczeń, choć zawsze zaskakuje mnie dawka flangera w tym numerze.

myślę, że to zdanie powinno się zadawać na egzaminach wstępnych każdemu adeptowi pisarstwa, scenopisarstwa i reżyserii - jak z tego zdania ktoś nie pociągnie dobrej fikcji, to lepiej niech zostanie polskim dziennikarzem na progu XXI wieku.
-
2007/02/26 19:49:14
Szkoda, że nie liczy się pierwsze zdanie drugiej zwrotki. A może liczy się?

Dla mnie "liście z drzew spadają masłem na dół" przebija... no, może nie wszystko, ale prawie.
-
2007/02/26 20:12:43
Z "Opowieści o pilocie Pirxa" (nie pamiętam tytułu) np. taki początek: "Aniel nie wrócił".
-
2007/02/26 20:21:11
idziemy w stronę książek - nie będę oryginalny, ale pamiętam swoje zaskoczenie zdaniem "The sky above the port was the color of television, tuned to a dead channel" - to była masakra - później czytałem opracowania, w których analizowano wagę pierwszego zdania w powieściach i to zdanie pojawiało się bardzo często, jako przykład dobrego początku książki. Dziś to już taki banalik jest i wszyscy o tym mówią, ale notka WO zaczyna się od czarno-białego klipa, więc i ja sobie pozwoliłem na retro.
-
2007/02/26 20:42:52
@myself
Bollocks, dopiero teraz sie skapnalem, że chodzi o piosenki. Tak to jest, jak się dwie rzeczy na raz. ;)
-
wo
2007/02/26 20:58:47
@jelon
"Bollocks, dopiero teraz sie skapnalem, że chodzi o piosenki"

Daj spokój, to się jeszcze absolutnie mieści w granicach dygresji dyskusyjnej.

@beztlumika
"Podmiot liryczny tego wycia zlał mi się na zawsze z książką Buszujący w zbożu - normalnie bohater Salingera i ten numer to jednia - nie mogę dokopać się w mojej tkance skąd mi się to wzięło."

Też nie wiem skąd, ale to zaraźliwe. Też teraz tak będę miał...
-
2007/02/26 23:48:19
Darin Morgan mistrz! Do dziś mam gdzieś w szufladzie wycinek Twojego tekstu z GW, recenzji książki Couplanda, zaczynającej się od anegdoty na temat rzeczonego.

Darin w całej okazałości:
www.chrisnu.com/s4/gal/potatoes/Screenshot032.jpg
-
2007/02/27 10:09:32
Najlepszy początek książki to chyba "Autostopem przez Galaktykę" D. Adamsa:
Dzś musi być czwartek. Nigdy nie potrafiłem radzić sobie z czwartkami ;-)
Bardzo dobra notka panie W.O!
-
wo
2007/02/27 11:13:19
Dzięki za miłe słowa, które jak zwykle skwituję jaden aliena (versus predatora). Analnie się przyczepię, że to o czwartku pada już daleko w toku narracji, gdy poznaliśmy już głównego bohatera. Pierwsze zdanie mówi o najbardziej zapyziałym zakątku galaktyki, w którym jest sobie pewna syfiasta gwiazda z wyjątkowo zadupną planetą... wstyd, ale nie zacytuję go dosłownie.
-
2007/02/27 13:34:32
"October is inventory time. So right now, Statler Toyota is making the best deals of the year on all 1985 model Toyotas. You won't find a better car with a better price with better service anywhere in Hill Valley..."

Kto wie, skąd jest ten zajefajny początek? :)
-
2007/02/27 14:16:11
moje ulubione pierwsze zdanie to: "Fraser gestem pełnym pedanterii poprawil okulary,; lubil wygladac jak tepy biurokarata" (Modesty Blaise Petera O'Donnella w tlum. Stanislawa Pawliszewskiego). Nie wiem, czy to najlepszy poczatek (gdzie mu tam do "Ogary poszly w las", :D), ale mnie sie bardzo podoba :D
-
2007/02/27 14:24:57
Piotrek, źle trafiłeś, WO pluje na ten film.
-
2007/02/27 14:39:33
@michal: "Piotrek, źle trafiłeś, WO pluje na ten film."

No i? W przeciwieństwie do Ciebie nie wchodzę w tyłek WO, więc nie widzę problemu w wyrażaniu tutaj poglądów innych niż jego :).

WO pluje, dla mnie to jeden z filmów dzieciństwa. Maść na szczura, maść na szczura...
-
2007/02/27 14:39:38
Dobry początek ma piosenka "Gay bar"
zespołu Electric Six:

GIRL! I wanna take you to a gay bar

www.youtube.com/watch?v=HTN6Du3MCgI


-
wo
2007/02/27 14:52:04
@pd & mrw
"No i? W przeciwieństwie do Ciebie nie wchodzę w tyłek WO, więc nie widzę problemu w wyrażaniu tutaj poglądów innych niż jego :). "

Po prostu MRW mnie lepiej zna więc wie, że i tak wszystko wytnę! A nie moglibyście na jakimś swoim blogu lub gdzieś, gdzie nie sięgają moje macki wyjaśnić dokładniej, co Wy w nim widzicie? Ja generalnie uważam Zemeckisa za twórcę głupich filmów dla... niezbyt wymagających widzów.

@mefju
Rzeczywiście, E6 mają w ogóle zamiłowanie do dobrych początków ("fire in the disco!", "Like Jimmy Carter, like electric underwear, like any idea that never had a change of getting anywhere" i moje ulubione: "This is an evil generation, I've seen with my eyes! I've seen them walking around in suits and honey! I'VE SEEN THE TIES!").
-
2007/02/27 15:20:41
"Ja generalnie uważam Zemeckisa za twórcę głupich filmów dla... niezbyt wymagających widzów."

I pisze to człowiek, który wysoko ocenia np. taką żenuę jak "Hostel"...

Zemeckis ma w swoich filmach świetnych aktorów, fajne dialogi, nietuzinkowe efekty ("BTTF", "Kto wrobił królika Rogera?", "Ze śmiercią jej do twarzy", "Forrest Gump" - wszystkie były w swoim czasie nowatorskie technicznie) - generalnie nie uważam, by robił głupsze filmy niż Lucas, którym nieodmiennie się zachwycasz.
-
2007/02/27 15:24:00
PD: chyba Twojej starej.

BTTF jest w moim Top Ten Ever, ale jak się wspomni o nim przy WO, to on na niego pluje. O, znowu napluł, see what I mean?

Then again, Forest Gump to chyba największy rzyg wszechczasów.
-
2007/02/27 15:33:17
@michal: "BTTF jest w moim Top Ten Ever"

Welcome in da club.

"ale jak się wspomni o nim przy WO, to on na niego pluje. O, znowu napluł, see what I mean?"

No ale uzasadnił kiedykolwiek merytorycznie, dlaczego pluje? Bo jeśli ot tak, to mi to nie przeszkadza.

"Then again, Forest Gump to chyba największy rzyg wszechczasów."

E tam.
-
wo
2007/02/27 15:54:54
@pd
"I pisze to człowiek, który wysoko ocenia np. taką żenuę jak "Hostel""

No bo w "Hostelu" było dużo komizmu (w pierwszej części, tej "Eurotripowej"), a potem dużo przesadzonego splattera, ciągle z akcentami komicznymi (ten znerwicowany klient, dla którego to jest "pierwszy raz" itd.). Zemeckisa stać zaś najwyżej na humor telenowelowi - że Zdzisia chciała zrobić cioci Halince niespodziankę na jej urodziny i okazuje się, że Krysia też o tym pomyślała. Ha ha ha. O właśnie, to chyba słowo, którego mi brakowało w poprzednich flejmach - estetyka telenoweli. Plus wyjątkowo mnie irytujący aktor grający szalonego naukowca (on w ogóle grał coś poza filmami Zemeckisa?).
-
2007/02/27 16:14:04
@wo: "No bo w "Hostelu" było dużo komizmu (w pierwszej części, tej "Eurotripowej")"

Oj, raptem scena z dzieciakami skaczącymi po głowach fajna. Poza tym nie widzę analogii z "Eurotripem", tylko marny humor polegający głównie na rzucaniu wulgaryzmami (marny, bo wulgaryzmami można też przecież fajnie rzucać).

"a potem dużo przesadzonego splattera"

Gdzie? Główny problem z tym filmem polega właśnie na to, że widz nastawiony na splatter musiał poczuć się oszukany - nie było czym się zszokować, ba - nawet bebechów na wierzchu nie było - lipa, panie.

Natomiast jeśli od początku szedłeś z nastawieniem na debilną komedię, to rzeczywiście mogło Ci się spodobać. Z tym, że jeśli chodzisz na filmy z takim nastawieniem, nie rozumiem, dlaczego nagle przeszkadza Ci rzekoma głupota filmów Zemeckisa, które przy filmach Rotha to jak Balcerowicz przy Gosiu.

"Zemeckisa stać zaś najwyżej na humor telenowelowi - że Zdzisia chciała zrobić cioci Halince niespodziankę na jej urodziny i okazuje się, że Krysia też o tym pomyślała."

A potrafisz podac jakiś konkretny przykład?

"wyjątkowo mnie irytujący aktor grający szalonego naukowca (on w ogóle grał coś poza filmami Zemeckisa?)"

Bardzo fajną rolę miał np. w takim fajnym filmie "Rzeczy, które robisz w Denver będąc martwym", który wygrywa u mnie już za sam tytuł.
-
2007/02/27 16:28:31
@wo
"wyjątkowo mnie irytujący aktor grający szalonego naukowca (on w ogóle grał coś poza filmami Zemeckisa?)"

Grał Tabera w "One Flew Over the Cuckoo's Nest". Czyli faktycznie przeważnie to byli wariaci.
-
wo
2007/02/27 16:33:32
@pd
"Gdzie? Główny problem z tym filmem polega właśnie na to, że widz nastawiony na splatter musiał poczuć się oszukany - nie było czym się zszokować, ba - nawet bebechów na wierzchu nie było - lipa, panie. "

Bo ja chyba właśnie nie lubię zbyt prawdziwego splattera, jak w "Odiszon".

"Natomiast jeśli od początku szedłeś z nastawieniem na debilną komedię, to rzeczywiście mogło Ci się spodobać. Z tym, że jeśli chodzisz na filmy z takim nastawieniem, nie rozumiem, dlaczego nagle przeszkadza Ci rzekoma głupota filmów Zemeckisa, które przy filmach Rotha to jak Balcerowicz przy Gosiu."

No właśnie. A teraz pytanie: którego z tych polityków chętniej oglądałbyś w Youtube? U mnie Jar-Jar Gosiu wygrywa 100:1 z Balcerowiczem.

"A potrafisz podac jakiś konkretny przykład? "

No cały ten familijny humor Gumpa. Taki ciepły i sympatyczny. Że prezydent mu gratuluje, a ten mówi "muszę siku". Że Apple mu się wydaje firmą handlującą owocami. Albo - w "Powrocie" - że ktoś nazywa bezrękawnik głównego bohatera kapokiem. No ha ha ha, wszystko bardzo familijne, wszystko bez ograniczeń wiekowych. Kuźwa, żeby obejrzeć coś familijnego to ja nie muszę za bilet płacić. Do kina idę by obejrzeć ufoki pustoszące metropolię względnie sadystycznego mordercę przewiercającego kogoś maszyną do robienia pianki do kapuczino.

"Bardzo fajną rolę miał np. w takim fajnym filmie "Rzeczy, które robisz w Denver będąc martwym", który wygrywa u mnie już za sam tytuł."

Film mi się cały bardzo podobał, nie zapamiętałem żadnego irytującego aktora. W takim razie tylko Zemeckis go tak dziwnie charakteryzuje?
-
2007/02/27 16:34:42
jak czytam definicyjne spory i etykietki, jak nazwać jakieś-coś-w-kinie-z-czym-coś-jest-nie-teges, to zawsze brakuje mi słowa zakalec - niby w każdym zakalcu można doszukać się ciastowatości, ale jako całość zakalec pozostaje zakalcem - reszta to zbędne ozdobniki i niepotrzebne ukłony wobec piekarza.
-
2007/02/27 16:45:40
wo
"Że Apple mu się wydaje firmą handlującą owocami."
No to teraz wiadomo, co NAPRAWDE przeszkadza Ci w filmach Zemeckisa.

a serio, WO, podejrzewam, ze na filmy familijne jestes zdziebko za stary :D
ja w swoim czasie doskolane sie bawilam na Powrotach do przyszlosci. A Forrest technicznie rzeczywiscie wyznaczyl standardy (i mam wrazenie, ze efekty z tego filmu nadal trzymaja poziom).
-
2007/02/27 17:30:19
Ależ napisałem to Wojtkowi już jakiś czas temu: kiedy BTTF było w kinach, WO akurat hodował nastoletnie buntownicze emo. I zafiksował.
-
2007/02/27 19:44:48
@wo: "Bo ja chyba właśnie nie lubię zbyt prawdziwego splattera, jak w "Odiszon"."

No akurat tam to były 2 minuty prawdziwego splattera i półtorej godziny zanussiego.

"No ha ha ha, wszystko bardzo familijne, wszystko bez ograniczeń wiekowych."

I dlatego tak gładko łykasz te antytelenowelowe dialogi z filmów Lucasa typu:
- Kocham Cię, Amidalo.
- Nie, to ja Ciebie kocham, Anakinie.
- Nieprawda, Amidalo, to ja...
?

"Do kina idę by obejrzeć ufoki pustoszące metropolię względnie sadystycznego mordercę przewiercającego kogoś maszyną do robienia pianki do kapuczino."

Też bym chciał. Niestety, filmów pasujących do tego opisu wchodzi rokrocznie dwa-trzy.

@mpaulk: "a serio, WO, podejrzewam, ze na filmy familijne jestes zdziebko za stary"

"Artur i Minimki [5.60]

WO – Wojciech Orliński [7]
Odwieczna dyskusja o to, czy Besson jest infantylny czy nie została wreszcie rozstrzygnięta. Odpowiedź brzmi: jest znacznie bardziej niż to dotąd podejrzewaliśmy. Ale mi to nigdy nie przeszkadzało."



-
2007/02/27 21:03:10
Co do Adamsa to oczywiście kurcze pieczone ma pan rację: "Na dalekich peryferiach Galaktyki, w nieciekawym zakątku na końcu jej zachodniego ramienia, świeci mizerne żółte słońce". Piątka dla Pana! Ale swoją drogą ciekawe, że te "czwartki" tak utkwiły mi w pamięci.Muszę "radykalnie" zrewidować swoje poglądy na temat pierwszych zdań z książek ;-)
pozdrawiam!
-
wo
2007/02/27 21:45:30
@pd
"I dlatego tak gładko łykasz te antytelenowelowe dialogi z filmów Lucasa typu: "

No bo tam jest ich mało, reszta to jednak rozpierdziucha. W "Powrocie..." i "Forreście" wszystko się jednak obraca wokół czyjejś odrzuconej miłości. A "Minimkom" dałeś tyle samo punktów co ja!
-
2007/02/27 22:05:09
A mi się podoba taki początek powieści:

"Detektyw Bart Lasiter siedział w swoim biurze, patrząc na światło z jedynego małego okienka, padające na burrito w wersji max, kiedy nagle drzwi otworzyły się, by ukazać kobietę, której ciało mówiło, to było twoje ostatnie burrito na jakiś czas, której twarz dowodziła, że anioły istnieją, i której oczy zapewniały, że mogłaby kazać ci, byś wykopał własny grób, a potem jeszcze wylizałaby łopatę do czysta."

;-)
-
2007/02/28 09:23:48
@wo: "No bo tam jest ich mało, reszta to jednak rozpierdziucha."

OK, spoko, może ja po prostu oglądam więcej filmów, toteż nie muszę wybierać między sadystycznym mordercą przewiercającym kogoś maszyną do robienia pianki do kapuczino a Gumpem, któremu się wydaje, że Apple to firma sadownicza - z przyjemnością patrzę i na tego, i na tego.

"A "Minimkom" dałeś tyle samo punktów co ja!"

Ale ja Ci tu przecież nic nie wyrzucam, udowodniłem tylko mpaulkowi, że nie jesteś za stary na filmy dla młodzieży :).